Musisz zainstalować flash player pobierz instalator






Kim są Muminki i Paszczaki? I co robią w Fordonie? Maja Behrendt Co to jest "camera obscura" i jak osiąga się taki efekt? Olga Perczyńska

W Łochowie posypały się mandaty



Podczas Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu młodzież ze Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Łochowie 22 września postanowiła zorganizować happening. W przebraniu policjantek, uczennice klasy siódmej wręczały rodzicom podwożącym dzieci do szkoły mandaty, rozdawano ulotki, balony, wypełniano ankiety, a najmłodsze dzieci mogły przejechać się na koniu. Dzieci do szkoły przyjechały na segwayach, rolkach i hulajnogach. 22 września obchodzony jest Europejski Dzień bez Samochodu. To dzień wieńczący Europejski Tydzień Zrównoważonego Transportu. Tego dnia właśnie uczniowie klas siódmych Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Łochowie postanowili dać nauczycielom i rodzicom podwożącym swoje pociechy do szkoły… lekcję ekologii. Trzy klasy siódme, od tego roku uczestniczące w zajęciach edukacji medialnej zorganizowały happening przy swojej szkole. Najmłodsze dzieci zerówek i klas III mogły zrobić sobie sesję zdjęciową z końmi, na których tego dnia przyjechały dwie uczennice, Julia Lemke i Weronika Nowicka. Dziewczyny pokazywały również dzieciom jak należy o nie dbać, a niektórzy, za zgodą rodziców, mogli się nawet na takim koniu przejechać. Nad wszystkim pieczę Narodowe Czytanie "Wesela" Nie wszystko co zagraniczne, jest najlepsze

sprawowała Alicja Łysakowska, nauczycielka i pasjonatka jazdy konnej i łucznictwa. Na głównym parkingu przed szkołą uczniowie przebrani w specjalnie na tę okazję przygotowanych koszulkach z nadrukiem: Europejski Dzień bez Samochodu, z wymalowanymi na zielono buziami, na segwayach, rolkach, hulajnogach rozdawali kolegom ulotki informujące o potrzebie dbania o środowisko, zagrożeniach dla zdrowia i ciekawostkach związanych z Europejskim Tygodniem Zrównoważonego Transportu. W koszykach znalazły się też naklejki, zawieszki samodzielnie wykonane na zajęciach plastyki, drobne słodkie upominki. Dla nauczycieli i rodziców uczniowie przygotowali ankietę z zasad ruchu drogowego. Pytania nie należały do łatwych. Miny dorosłych przy ich wypełnianiu mówiły same za siebie. Ale trzeba przyznać, że dorośli podeszli do zadania z właściwym skupieniem i powagą. Najciekawsza rzecz rozegrała się w uliczkach prowadzących do i ze szkoły, gdzie uczennice, przebrane za policjantki, z lizakiem w ręku zatrzymywały rodziców podwożących swoje pociechy na lekcje i wręczały im mandaty. Na pocieszenie było też coś słodkiego. Rodzice chętnie przyłączyli się do akcji. Najpierw z niekrytym zaskoczeniem opuszczali szyby w samochodach. Jednak trzeba przyznać, że po otrzymaniu mandatu za skorzystanie tego dnia z samochodu, wykazywali pełną skruchę i obiecywali więcej tego nie zrobić, przynajmniej za rok, kolejnego 22 września. tekst: sw zdjęcia: Olga Perczyńska i Ola Nowak Rozpoczęła się przebudowa poddasza budynku szkolnego oddanego do użytku w 2007 roku. Ta część szkoły nie miała dotąd określonego sposobu użytkowania. Po załatwieniu niezbędnych formalności i uzyskaniu pozwolenia na budowę rozpoczęto prace. Budowa zgodnie z harmonogramem zakończy się w grudniu bieżącego roku. Dzięki tej inwestycji zyskamy dwie nowe sale lekcyjne o pow. 82 mkw. i 52 mkw. W pierwszej z nich zorganizowana zostanie pracownia plastyki (z ciemnią) i techniki, natomiast w drugiej odbywać się będą zajęcia z języka niemieckiego i angielskiego.

W sobotę, 9 września nasza szkoła przyłączyła się do akcji NARODOWEGO CZYTANIA „Wesela”. Rano, na parkingu przed budynkiem szkoły, uczniowie klas gimnazjalnych (IIa, IIb, IIc i IIIa) i siódmych (7c) szkoły podstawowej zasiedli wspólnie z paniami wicedyrektor: Iwoną Chłopecką i Anną Podgórską oraz paniami polonistkami: Anną Grzelką i Ewą Wiczyńską do weselnego stołu. Czytanie zostało poprzedzone wysłuchaniem utworu muzycznego „Wesele” w wykonaniu Marka Grechuty z zespołem Anawa. Tekst piosenki został napisany w oparciu o wybraną scenę z dramatu „Wesele” Wyspiańskiego. Panie polonistki wprowadziły w epokę literacką, w której tworzył autor „Wesela”, opowiedziały o okolicznościach powstania dzieła, a także przybliżyły problematykę utworu. Zachęciły również do obejrzenia filmu Andrzeja Wajdy pt: „Wesele” wyreżyserowanego na podstawie dzieła Wyspianskiego. Wszyscy przeczytali na głos wybrane fragmenty dramatu. Podczas spotkania przy weselnym stole, ucharakteryzowanym na wzór stołu z wesela chłopskiego z początków XX wieku, miło płynął czas. tekst: Ewa Wiczyńska Wielu ludzi myśli, że to co pojawia się w Stanach Zjednoczonych jest potrzebne w ich życiu. Ale czy to prawda? USA jest potęgą światowej gospodarki, to wszyscy wiemy. Świat IT i nie tylko należy do Amerykanów. Dzięki czemu taki iPhone X na amerykańskim YouTube ma tysiące filmów na swój temat. Począwszy od zwykłych recenzji, na testach wytrzymałościowych na upadki z dużej wysokości, wodoszczelności, a nawet przetrwania na zalanie ciekłym azotem kończąc. Tymczasem w Polsce youtuberzy czekają na pioniera od Apple. Podobna sytuacja ma się w sklepach internetowych. Na amerykańskiej stronie sklepu Microsoft możemy bez problemu kupić gogle holograficzne czy wirtualnej rzeczywistości. O tym na polskiej wersji tej strony nie ma słowa. Ale czy wszystko co powstało za oceanem jest najlepsze? Nie zawsze. Niedawno była moda na fidget spinnery. One przyszły do nas z USA, ale nie do końca spełniały swoje zadanie. Dzieci bawiły się nimi podczas lekcji, rozpraszając resztę klasy i drażniąc nauczycieli. Podczas zabawy czasami okazywały się niebezpieczne. Nie tylko chodzi tu o rzeczy pochodzące ze Stanów Zjednoczonych, ale też z innych stron świata. Podążając za zdobyciem „potrzebnego” gadżetu możemy popsuć nasze relacje rodzinne lub narazić nasz budżet na szwank. tekst: Zofia Łukaszewska Muminkowy kościół
Wiara. Kościół. Tematy dość kontrowersyjne w dzisiejszych czasach. A co, gdyby dorośli podchodzili do tego trochę jak dzieci? Tak, osoba dorosła z dziecięcym podejściem do tematu tak poważnego, jak religia. Jest grupa takich ludzi. Potocznie nazywają się Muminkami.


Stary Fordon – bydgoska dzielnica, w której Muminki można spotkać niemal na każdym kroku. Tam ich widok nie jest niczym niezwykłym. Życzliwość i otwartość czuć w każdej części tej dawnej żydowskiej dzielnicy. Na jej końcu stoi niewielki kościół, w którym raz w miesiącu odbywa się szczególna msza. Na niej zbiera się grupka wcześniej wspomnianych radosnych osób wraz z ich przyjaciółmi – Paszczakami. Z zakrystii wychodzi ksiądz, a razem z nim służba liturgiczna – Muminki oraz jeden lub dwa Paszczaki. Rozpoczyna się msza. Wiele osób prawdopodobnie pomyśli, że nie ma sensu jej opisywać, ponieważ zawsze wygląda tak samo lub podobnie. Tutaj jest inaczej... Oczywiście, jest stały porządek, według którego odprawiane jest nabożeństwo, ale to, co zrobią Muminki stanowi element zaskoczenia. Nie mija kilka minut, gdy jednemu z ministrantów zsuwa się pelerynka. Gdy inny to zauważa, podchodzi do niego i z troską mu ją poprawia. Gładzi go po ramieniu, coś mówi i odchodzi. Sytuacja powtarza się potem kilkukrotnie. Już przy pierwszym razie na mojej twarzy pojawia się uśmiech, który nie znika przez następną godzinę. Podczas czytania do ambony nie podchodzi sam lektor. Przy jego boku stoi jeden z Muminków. Nic nie mówi. Po prostu wspiera duchowo czytającego. Dla tego Muminka jednak to bardzo ważne



zadanie. W jego oczach widać przejęcie, jakby to on mówił do reszty wiernych. Działa to trochę na takiej zasadzie, jak gdy dziecko występuje na scenie, ale to jego mama siedząca na widowni obgryza paznokcie ze stresu. Jest to coś małego, a chwyta za serce. Podobny efekt wywołuje przekazywanie znaku pokoju. Zazwyczaj ludzie po prostu kiwają do siebie głowami, wiele osób podaje sobie ręce. Na tej mszy głównie Paszczaki tak robią. Muminki preferują mocny i szczery uścisk. Nie mają problemu z podejściem do kogoś, kto stoi nawet na drugim końcu kościoła. Nie kiedy zdarzają się nawet buziaki w policzki. Szansę na otrzymanie takiego znaku pokoju mają nawet osoby, które pojawiły się na muminkowej mszy pierwszy raz. Taki gest daje poczucie, że w pewnym sensie zostało się przyjętym do rodziny. Kolejny raz rodzinną atmosferę można poczuć już kilka minut później. Wszyscy wierni, służba liturgiczna oraz ksiądz wychodzą z ławek, stają w kole i trzymając się za ręce odmawiają Ojcze Nasz. Modlitwa zakończona jest wzajemnym ściskaniem dłoni i słowami "dobrze, że jesteście". Na sercu robi się cieplej, a uśmiech, który i tak już się miało na twarzy, mimowolnie robi się jeszcze szerszy. Niezwykły jest także widok Muminka klękającego przy dzwonkach. Łapie uchwyt i z lekkim zdenerwowaniem co chwilę spogląda na księdza wyczekując odpowiedniej chwili. Gdy zadzwoni zbyt wcześnie, nikt mu nie zwraca uwagi. Wszyscy tylko uśmiechają się pod nosem. Jednak on lekko skrępowany łapie się za głowę, ale po chwili o tym zapomina i daje wszystkim znak wtedy, kiedy powinien. Klęczy przodem do ołtarza, ale po jego postawie i sposobie, w jaki unosi głowę w momencie, gdy ksiądz podnosi hostię i kielich łatwo można sobie wyobrazić jego twarz oraz spojrzenie. W myślach tworzy się obraz buzi, na której wymalowane jest skupienie, a z oczu bije szczęście i miłość. Przypomina to sposób, w jaki patrzy się na ukochaną osobę. Dalej msza przebiega, jak każda inna aż do momentu czytania ogłoszeń parafialnych. A właściwie do kilku chwil przed tym zdarzeniem. Wtedy właśnie jeden z Muminków udaję się do zakrystii i po kilkunastu sekundach wraca do księdza z kartką w ręku. Podchodzi do proboszcza, kładzie przed nim ogłoszenia i z podekscytowaniem mówi cicho „Tutaj. Odtąd zacznij". Ostatnie kilka minut eucharystii przebiega bez przeszkód. Wielebny udziela wszystkim błogosławieństwa, a parę minut po tym we wnętrzu świątyni nikogo już nie ma. Nie jest to jednak koniec. Kilka osób idzie prosto do domu, lecz większość udaje się na plebanię na comiesięczne spotkanie Muminków i Paszczaków. Ci drudzy biorą swoich przyjaciół pod ramię i rozmawiając o różnych sprawach przechodzą do sali. Nie brakuje tam szczerych uścisków, soczystych całusów w policzki oraz zaraźliwego śmiechu. Wszyscy są tam sobie równi i służą sobie pomocą. Te spotkania to jednak inna, dłuższa historia, która każdego miesiąca wygląda inaczej. Tak właśnie wygląda świat, a przynajmniej ten mały, coniedzielny jego fragment, ze świata Muminków. Kim one są? Możliwe, że niektórzy już się domyślili, że chodzi o osoby z zespołem Downa. To właśnie one bez względu na wiek mają w sobie dużo pozytywnych i cennych dziecięcych cech, których nam – Paszczakom czasami brakuje... tekst: Maja Behrendt Do czego prowadzi zabawa na trzepaku?
Kalistenika. Street workout. Brzmią jak dwie różne rzeczy, jednak okazuje się, że to jeden i ten sam sport.
Poznałem go ponad rok temu – mój przyjaciel z klasy, Hubert Wajchert, ćwiczy go od dawna.

Z Hubertem Wajchertem trenującym kalistenicę rozmawia Filip Szymański. Jak zaczęła się jego przygoda z kalisteniką? Moja przygoda z tym sportem zaczęła się tak przez przypadek. Gdy pływałem, bylem dość słabo rozciągnięty, co sprawiało, że miałem trudności z pewnymi stylami. Po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy "gimnastyka Bydgoszcz" wyskoczyła mi strona Calisthenics Academy. Zobaczyłem transformacje innych i to, co mogę osiągnąć w tym sporcie i nakręciłem się na treningi. Jak często trenujesz kalistenikę? Kilka razy w tygodniu, z reguły 3-4 tak, aby mieć czas na regenerację. Czy Street Workout jest już rozpoznawalnym sportem? Kalistenika staje się dość popularnym

żródło: Calisthenics Academy Bydgoszcz/fb się do trenera albo obejrzeć przykładowy trening w Internecie i spróbować swoich sił. Zdjęcia z treningów z Jordanem Ogorzelskim w Calisthenics Academy Bydgoszcz

sportem. Dzieje się to za sprawą tego, że większość ćwiczeń możesz wykonać wszędzie, a podciągać możesz się np. na trzepaku. W miastach są również dedykowane do tego sportu parki. Kalistenika jest bardzo wymagającym sportem. Każdy sportowiec wie, że nie ma sportu, w którym nie ma ryzyka kontuzji. To prawda i są one zazwyczaj, jak to się często zdarza, spowodowane brakiem rozgrzewki przed treningiem, bądź nieudanym elementem we freestylu. Wielu młodym osobom zdarza się, że nakręcają się na konkretny sport, po czym po kilku tygodniach rezygnują. Co cię motywuje, aby nie przerwać uprawiania kalisteniki? To głównie chęć poprawy wyglądu oraz nauka elementów typu planche, handstand, backlever, frontlever. Bardzo często motywuje się filmikami w Internecie np. z transformacji osób uprawiających kalistenikę. Wiele ćwiczeń trudno wykonać bez żadnej pomocy. Można uprawiać ten sport bez żadnej pomocy. Jednak jeśli nie umiemy się podciągać, to możemy ułatwić sobie to ćwiczenie wykorzystując specjalne gumy, które trochę nas odciążą, są też łatwiejsze wersje ćwiczeń podstawowych. Możemy udać Na Pyrkonie 2017 z nagrodą publiczności
Wreszcie, po pół roku targowania z rodzicami, udało się. I w końcu nadszedł ten dzień, dzień Pyrkonu. Razem z Olą, moją siostrą uznaliśmy, że najwygodniej będzie pojechać pociągiem. Nie przewidzieliśmy jednego – do Poznania tej soboty jechało bardzo dużo osób... Właśnie na Pyrkon.


Wisienką na torcie podróży pociągiem do Poznania był pan stojący obok nas. Na pierwszy rzut oka rozpoznałem, że jedzie na Pyrkon i zamierza tam nocować – spory plecak oraz dakimakura (poduszka sporych rozmiarów ze zdjęciami, zazwyczaj kobiet, z dwóch stron – pierwsza w miarę normalna, druga – roznegliżowana) obrócona wiadomą stroną do nas. Po ciągnących się w nieskończoność dwóch godzinach dojechaliśmy na miejsce. Tak na marginesie, na Pyrkon można trafić bez problemu. Wystarczyło przyjrzeć się tłumowi – fala cosplayerów zmierzała w jedną stronę. Rozpoznałem ulicę, na której było wejście dla osób z biletami. My nie mieliśmy biletów. Musieliśmy się udać do wejścia północnego. Tam zostaliśmy zaskoczeni. Kolejek było 6, a w nich około 400 osób. A w całym pomieszczeniu przynajmniej 1000 osób. Dużego wyboru nie mieliśmy. Tutaj spotkało nas kolejne zaskoczenie. Nie minęło 15 minut, a my już byliśmy zaopatrzeni w bilety. Te bilety były identyfikatorami oraz biletami w jednym. Podpisaliśmy się na nich i przeszliśmy przez bramkę. Wyciągnąłem swoją mapę Pyrkonu i zdecydowałem, że idę do Pawilonu nr 5, gdzie znajdowała się Kraina Wystawców – tam mogłem kupić prawie wszystko, co chciałem. Najbardziej zależało mi na odwiedzeniu stoiska wydawnictwa Kotori – nic mnie nie interesowało tak bardzo, jak ich Pyrkonowa nowość – manga „Kształt twojego głosu”. Zaplanowałem dość spory wydatek, bo za zakup o wartości 125 złotych dostawało się torbę, jak mi się wydawało, „plecakopodobną”. Jednak okazało się że to po prostu spora, kolekcjonerska, papierowa torba. Nie mam jednak na co narzekać, w końcu gdyby nie ta torba, nie zmieściłbym wszystkiego, co kupiłem.



Zadzwonił budzik, który poinformował mnie, że muszę się zbierać na mój pierwszy tego dnia panel – „Mangowa kariera – kulisy pracy w wydawnictwie”. Obszedłem cały budynek 4 razy i nic. Zacząłem lekko panikować. I właśnie w tym momencie zobaczyłem schody. Nie wiem, jak mogłem na to nie wpaść wcześniej. Ola zadzwoniła do mnie, pytając, gdzie jestem, a ja, skrępowany swoim gapiostwem, powiedziałem że zasiedziałem się w Pawilonie 5. Oczywiście zwłoka kosztowała mnie słono, ponieważ nie tylko ja chciałem zobaczyć ten panel - multum ludzi utworzyło niemiłosiernie dużą kolejkę. Plułem sobie w brodę, że przez taką błahostkę mogę nie pójść na panel, który sobie wybrałem. Weszliśmy dosłownie na ostatnie dwa miejsca. To się nazwa mieć fuksa. Panel prowadziło Studio JG. Opowiadali na przykład w jaki sposób wybierają tytuły, a są różne powody - preferencje tłumacza, co polecają, i o co proszą fani. Dowiedzieliśmy się, że większość Studia JG to kobiety, że kupili sobie tekturowego Thora do siedziby, a także, że jedną z najtrudniejszych rzeczy w tej pracy są łamańce językowe, które sens mają tylko po japońsku, a po polsku oznaczają prawdziwe banialuki. Kolejną rzeczą, której się dowiedzieliśmy, to wymagania, jakie trzeba spełnić, aby dostać pracę w wydawnictwie mangowym. Jeżeli chce się zostać mangaką, nie ma co zwlekać – trzeba zacząć jak najwcześniej rysować mangę, grafik musi dobrze rysować i obsługiwać photoshopa. Żeby zostać tłumaczem, trzeba znać dwa języki –japoński oraz polski. To oznacza, że trzeba ukończyć filologię polską



i filologię japońską. Panel odrobinę się przeciągnął, więc do następnego - spotkanie z tłumaczami mang - uformowała się kolejna kolejka. Stanęliśmy w niej z nadzieją, że i teraz szczęście nas nie opuści. Rzeczywistość jednak przebiła ową nadzieję, jak bańkę mydlaną. Sześć osób. Sześć osób mniej i weszlibyśmy na to spotkanie. Pozostało nam czekać, w końcu może ktoś wyjdzie wcześniej. Zacząłem rozmawiać z ludźmi stojącymi przede mną, którzy tak jak ja, kochali fantastykę – tak poznałem Karola. Dowiedziałem się, że ma 17 lat. Uznaliśmy, że nie ma na co czekać i poszliśmy coś zjeść. W tym celu udaliśmy się do galerii niedaleko Pyrkonu. Tam się rozdzieliliśmy: Ola, mocno niezadowolona, poszła gdzie indziej, a ja z Karolem udaliśmy się do pizzerii. Bardzo dobrze się dogadywaliśmy, żartowaliśmy sobie z wielu rzeczy. Po posiłku wróciliśmy na Pyrkon, po raz kolejny do Pawilonu nr 5. W moim przypadku, na drugą turę zakupów. Znaleźliśmy stoisku z figurkami, jak zwykle drogie, gdzie spędziliśmy trochę czasu, jednak nie kupiliśmy tam ani jednej rzeczy. Wspólnie uznaliśmy, że można przejść się i sprawdzić "Maskaradę". Po drodze trafiliśmy na chłopaka, który biegł z selfie stickiem, nagrywając to, co się dzieje za jego plecami, bo za nim biegły setki osób. Przeszliśmy obok ludzi tańczących belgijkę (Ha! To jednak prawda, że ludzie na Pyrkonie tańczą) i weszliśmy do budynku, w którym odbywała się "Maskarada". Kiedy zobaczyłem kolejkę zrozumiałem słowa pyrkonowej pieśni: „A kto chciał iść na "Maskaradę" musiał mieć akredytację lub w kolejce jeść śniadanie, obiad i kolację”. Z miejsca zrezygnowaliśmy, ale w zamian poszliśmy na dużą wystawę Gwiezdnych Wojen – modele myśliwców takich jak X Wing, czy Gwiezdnych Niszczycieli w dużych rozmiarach. Największe wrażenie z całej wystawy zrobiła na mnie Nebulon B2 Frigate, która miała rozmiar kilku dorosłych ludzi. Spędziliśmy tam tyle czasu, że nawet nie zauważyliśmy, kiedy musieliśmy się zbierać na kolejny panel: konferencję polskich wydawców. O dziwo, weszliśmy tam bez problemu, a jeszcze jedna czwarta sali pozostała wolna. W konferencji udział brały wydawnictwa Mucha Comics, Planety Komiksów, J.P. Fantasica, Kotori oraz Studia JG. Dowiedzieliśmy się, jak powstały wydawnictwa, jakie są najlepsze tegoroczne dzieła, a także jakie mają plany na przyszłość. Pozwolę sobie zacytować komentarz od Studia JG: - Jeżeli chodzi o tytuły dla dzieci to zawsze mamy tę samą dyskusję, ponieważ w świecie mang brakuje tytułów dla dzieci. Jak moje dzieci, aktualnie w wieku lat 4 i 7, mówią, że chciałyby coś z mangi przeczytać, to patrzę na półkę Berserk. Mówię, wiesz, kochanie, to że na okładce jest wróżka, to nie znaczy, że to dla dziewczynek i jest o księżniczkach. Co tam dalej mamy? Atak Tytanów? Ten komentarz sprawił, że cała sala

zdjęcia: zasoby własne Konkurs, w którym wziąłem udział organizowany był przez Storytel.pl. Trzeba było wybrać ulubionego audiobooka i napisać, dlaczego jest to twój ulubiony. Niestety zdecydowała liczba like'ów pod postem i dlatego byłem II. Dostałem grającą poduszkę, świetne słuchawki, powerbank'a. Wygrała, zresztą za sprawą kupionych like'ów, jedna babka.

wybuchła nieopanowanym śmiechem, ze mną włącznie. Dzięki temu panelowi wiemy, jakie nowości zobaczymy w tym roku. Po skończonym panelu pożegnałem się z Karolem, wymieniłem się z nim kontaktami, i udaliśmy się w stronę wyjścia. Po drodze przeszliśmy przez sleeproom. Raz jeszcze przytoczę słowa pyrkonowej pieśni: "Sleeproom wciąż był przepełniony, bo wspaniały był po prostu, przypominał dwugwiazdkowy obóz dla uchodźców”. Żeby nie być głodnym w drodze do domu (w końcu jechaliśmy pociągiem TLK), wstąpiliśmy w biegu do Biedronki i tam kupiliśmy sobie coś do jedzenia. Na szczęście kolejki nie było i wróciliśmy na peron w momencie, w którym przyjechał pociąg. W pociągu uznałem, że mogę w końcu odpocząć po długim, aczkolwiek fascynującym dniu. Udało mi się nawiązać trwałą, jak myślę, znajomość z Karolem. Kupiłem sobie mangi, różne gadżety i książki. Dostałem w gratisie wiele różnych rzeczy (zakładki do książek, plakaty, magazyn "Otaku" oraz przypinki). Dowiedziałem się wielu interesujących rzeczy o wielu wydawnictwach. Widziałem masę cosplayów. Dlatego też chcę znowu pojechać na Pyrkon, który odbędzie się za rok, ponieważ na Pyrkonie mogę przeżyć chwile, które będę pamiętał przez lata. tekst: Filip Szymański W świecie klocków LEGO

...tylko osoba dociekliwa, która będzie kombino- wała, cokolwiek zrobi na zajęciach.

Coraz częściej słyszy się, że roboty to przyszłość ludzkości, więc poznanie ich tajników byłoby, jak najbardziej przydatne. Na szczęście od niedawna w naszej szkole organizowane są tego typu zajęcia. Dwunastoosobowa grupa uczniów, z klas IV,  V i VI szkoły podstawowej, uczy się budować i programować roboty. - Organizując te zajęcia chciałbym nauczyć dzieci programowania robotów przez zabawę. Efekty tego wszystkiego widać, bo tworząc program coś się dzieje, tu robot naprawdę się rusza. Więc jest to element bardzo ciekawy. Szczególnie chciałbym uczniów „zarazić” ciekawością poznawczą i tym, że jeśli chcesz osiągnąć sukces to trzeba kombinować, łączyć teorię z praktyką, różne dziedziny wiedzy. Ze względu na to, że w Lego Mindstorms, każdy blok ma bardzo dużo funkcji i parametrów, tylko osoba dociekliwa, która będzie kombinowała i twórczo myślała cokolwiek osiągnie na zajęciach. I na tym bardzo mi zależy. Budowanie robotów jest proste, ale kiedy trzeba skonfigurować jeden klocek przez pół godziny, godzinę czy połowę zajęć to zaczynają się problemy z koncentracją. Jeszcze nie zrobiliśmy najtrudniejszego. Na razie przepisujemy gotowe programy, a co to będzie się działo, jak trzeba bedzie samemu napisać procedury - zachodzi w głowę pan Mirosław Donarski, nauczyciel informatyki i dyrektor szkoły. Po otwarciu zestawu Lego Mindstorms każdy dwuosobowy zespół zapoznał się z jego składem. W każdym pudełku znajduje się kilkaset klocków Lego, (pięć) czujników, (trzy) silniki i kostki EV3 – serca robota. Następnie uczestnicy zbudowali jeden z pięciu stworów –  pojazdy. Później zaczęły się pierwsze stopnie do pokonania. Przed uczniami postawiono zadanie, by nauczyć „samochodzik” objeżdżać ławki, zawracać

Organizując te zajęcia chciałbym nauczyć dzieci programowania robotów przez zabawę. [...]

(jak bumerang), czy robić ósemki. W tym celu uczestnicy kółka robotycznego musieli poznać Brick Program, czyli program do tworzenia procedur dla robota na kostce EV3. Niestety nie obyło się bez dyskusji i dogłębnych analiz. Na późniejszych zajęciach uczniowie otrzymali możliwość pracy z tabletami. Większość z nich myślała, że to będzie początek czegoś „lepszego”. Niestety błędnie. Samo środowisko programistyczne ma bardzo duże wymagania sprzętowe, w związku z czym program lubi się zawieszać. Mimo przeszkód, uczniowie napisali wiele programów, między innymi program dzięki któremu robot nigdy nie uderzy w przeszkodę. Po dobrym poznaniu się ze środowiskiem programistycznym uczestnicy zajęć rozebrali swoje pojazdy i zaczęli budować nowe, dość skomplikowane budowle. Wśród projektów realizowanych przez uczniów znaleźli się Gyroboy i Puppy – mechaniczny piesek. Uczniowie, razem z panem Waldemarem Ziółkowskim mają jeden cel -  przyszłoroczą konferencję dotyczącą robotyki organizowaną w naszej szkole. Na niej uczestnicy kursu będą prezentować swoje osiągnięcia związane z robotyką. Trzymamy kciuki za siebie i za pana Waldemara. tekst: Zofia Łukaszewska Załoga buldoga na ratunek

"Cel jest tylko jeden: by pies z pseudohodowli miał lepsze życie i zaczął na nowo ufać. Wymaga to wiele czasu i wiele poświęceń"

Jaka jest idea waszej fundacji? Celem fundacji jest pomaganie psom z nielegalnych hodowli tzw. pseudohodowli oraz uświadamianie społeczeństwu jaką krzywdę można wyrządzić zwierzętom. Osoby, które prowadzą takie pseudohodowle nie dbają o zdrowie psów, ani o prawidłowy przebieg ciąży, jak i resocjalizację szczeniąt. Liczy się tylko zysk. Często jest tak, że taka "instytucja" nie sprawdza chorób genetycznych psów i później rodzą się szczeniaki z wadami. Taka suka przetrzymywna jest często z młodymi w klatce, we własnych odchodach. Co cieczkę rodzi. Nigdy nie zaznała miłości i opieki ze strony człowieka. Nigdy nie była na dworze, nie widziała słońca. Nasza fundacja ma pod swoimi skrzydłami konkretne rasy z grupy małych molosów tj. mopsy, buldogi francuskie i angielskie. Rasy te są bardzo wymagające i modne w obecnej chwili. W związku z powyższym jest bardzo dużo nielegalnych hodowli. Staramy się z pomocą policji odbierać zwierzęta z takich pseudohodowli i szukamy im prawdziwego domu, gdzie nie będą musiały się bać i będą mogły zaznać lepszego życia. Legalne hodowle to tylko takie, które są zarejestrowane w Związku Kynologicznym. Czy trudno zdobyć zaufanie psa po przejściach? Każdy przypadek jest inny. Każdy pies zaznał innego cierpienia, mniejszego lub większego. Cel jest tylko jeden: by pies z pseudohodowli miał lepsze życie i zaczął na nowo ufać. Wymaga to wiele czasu i wiele poświęceń. Ze szczeniakami jest prościej niż ze starszymi psami. Niestety trzeba je na nowo uczyć zabawy, tulenia, głaskania, załatwiania potrzeb na dworze. Pokazywania im, że nasz dotyk wcale nie boli. Zdobywanie zaufania może trwać od tygodnia do kilku miesięcy. Kiedy pies zobaczy, że nic mu nie grozi, poczuje się bezpiecznie. To od razu będzie widać po jego zachowaniu, jak zmienia się z dnia na dzień i staje się lepszym kompanem. Jak wygląda proces adopcyjny? Czy trzeba spełniać jakieś specjalne wymagania? Proces adopcyjny składa się z kilku kroków. Trzeba zalogować się na naszym forum forum.zalogabuldoga.org. Następnie przedstawić się i opisać swój cel: czy chcesz zaadoptować zwierzę, czy tylko nam pomagać w dowolnej postaci. Kolejnym krokiem jest wypełnienie ankiety adopcyjnej odpowiadając na zawarte tam pytania oraz zapoznanie się z naszymi podopiecznymi. Ostatnim krokiem jest wizyta

Łochoho

przedadopcyjna przeprowadzona przez wolontariusza w domu u rodziny, która stara się o adopcję. Podczas wizyty rozmawiamy na temat konkretnego psa, którego rodzina wybrała lub ogólnie o charakterystyce rasy. Czy wszyscy domownicy są za adopcją i jaki rodzina prowadzi tryb życia. Po skończonym procesie adopcyjnym podejmujemy decyzję, czy dana rodzina poradzi sobie z wybranym psem. Ewentualnie proponujemy innego lub pytamy czy chcą również być domem tymczasowym przygotowującym bulldoga do lepszego życia. Do każdej rodziny podchodzimy indywidualnie, ale mamy wymagania, które tyczą się wszystkich potencjalnych psich rodziców. Takim wymogiem jest np. zaznajomienie się z rasą, zdawanie sobie sprawy, że te rasy są obciążone chorobami genetycznymi, czyli wiąże się to z częstymi wizytami u weterynarza. Również koniecznym wymogiem adopcji jest sterylizacja suki lub kastracja psa. Trzy pytania do rodziny adopcyjnej: Co zdecydowało o tym, że wybrała Pani Załogę Buldoga ? Przypadek. Pierwszy raz usłyszałam o Załodze Buldoga podczas wizyty u weterynarza z moim pupilem. Tam poznałam panią, która jak się później okazało, zaadoptowała swojego buldoga francuskiego właśnie za pośrednictwem tej fundacji. Historia tego pieska tak mnie zaintrygowała, że sama postanowiłam pogłębić wiedzę na ten temat. Odnalazłam fundację w Intenecie, zgłosiłam się na forum, wypełniłam ankietę i potem odbyliśmy wizytę przedadopcyjną wolontariusza. Co zdecydowało o tym wyborze? Chęć niesienia pomocy potrzebującym, w tym przypadku pieskom. Jaki charakter mają buldogi? Nie można jednoznacznie określić jakie są bulldogi. Wymaga to dokładnego podziału na rasy. Na przykład bulldog angielski to piesek z natury odważny, ciekawski i otwarty na poznawanie otaczającego go świata. Zdecydowanie łagodny i przyjacielski, ale w sytuacjach niebezpiecznych umiejący bronić własnej rodziny. Wyjątkowo cierpliwy i kochający dzieci. Buldog francuski z kolei, jest bystry, towarzyski i czujny. Wszystkie buldożki są wyjątkowe. Decydując się na którąkolwiek z tych ras trzeba jednak również pamiętać od ich częstych dolegliwościach tj. chorobach uszu, oczu, stawów. Musimy być świadomi, na co się piszemy. W zamian na pewno dostaniemy dużo miłości i bezwarunkową przyjaźń. Jakie najciekawsze zachowania występują u Pani psa? Jest ich kilka, w zależności oczywiście od danego momentu. Jeżeli Roch chce wyjść na spacer daje o tym znać w dość nietypowy sposób. Chodzi w domu z obrożą w pysku tak długo aż osiągnie swój cel. Pozwala sobie bez problemu wyczyścić uszy, albo oczy, ale nie ma nic za darmo. Po zabiegach pielęgnacyjnych idzie prosto pod drzwi pomieszczenia gospodarczego, bo tam są ukryte dla niego smakołyki. Po spacerze nie chce iść do domu - czeka aż zostanie wyczesany szczotką. Można byłoby wymieniać tak w nieskończoność. Nie raz mam wrażanie że on wszystko rozumie, a na pewno zna doskonale zwyczaje, które panują u nas w domu. Każde zwierzę jest mądre na swój sposób. Tak, jak człowiek potrzebuje miłości, zainteresowania, przyjaźni. Odczuwa smutek, ból, którego tak często doznaje właśnie od człowieka. Właśnie dlatego tak ważne jest wpieranie takich inicjatyw, jak Zaloga Buldoga. Dzięki takim fundacjom pokrzywdzone zwierzęta mają szansę na normalny dom i rodzinę, która je pokocha. tekst: Kuba Barczyński Ciężarówką przez świat



Z Aleksandrą Nowak o nietypowym zainteresowaniu, jak na dziewczynę, i fotografowaniu rozmawia Filip Szymański. Od jak dawna interesujesz się ciężarówkami? Będzie już około 5 lat, a tak najbardziej intensywnie to od 3 lat. Wtedy też więcej zaczęłam jeździć z tatą w trasy i interesować się Truck Spottingiem, czyli fotografowaniem ciężarówek. Zamiłowanie do takiego stylu fotografowania zawdzięczam właśnie jemu, gdy zrobił prawo jazdy kategorii C+E, zabrał mnie pierwszy raz w trasę, a ja mogłam robić zdjęć bez liku. Ciężarówki na ogół kojarzą się z chłopakami, mężczyznami. Kojarzą się może i z mężczyznami, ale to się zmienia. Coraz więcej kobiet zaczyna interesować się ciężarówkami i robić na nie prawo jazdy. Ile jest takich zlotów miłośników ciężarówek rocznie? Zlotów ciężarówek jest mnóstwo. W lipcu jest Master Truck, we wrześniu jest Pomorska Miss Scania, a jeszcze w maju Master Show w Gdańsku. Nie tylko w Polsce są takie zloty, ale i w Holandii oraz w Niemczech. Wyprawy na takie zloty muszą być męczące, a ostatnio nawet niebezpieczne. Wyjazdy w trasy są różne, bo nie wiadomo, co może się stać po drodze. Różnie w życiu bywa.Załadunki mamy główne w Bydgoszczy, dokładniej w Telefonice Kabel stamtąd wywozimy szpule kabla do Europy. Często jest tak, że po drodze, gdy stajemy z tatą na trasie poznaję dużo fajnych i sympatycznych ludzi, którzy też interesują się transportem. Masz na myśli całą Europę, czy jeden

zdjęcia: zasoby własne Aleksandry Nowak

konkretny kraj? Kursy mamy do Anglii, Irlandii, Szkocji, Niemiec, Francji, Holandii, Czech, Austrii, Belgii, Norwegii, Szwecji, Litwy, Łotwy, Estonii, czasami do Rumunii i na Ukrainę. Kilka kursów było też do Finlandii. Żeby dotrzeć do niektórych z tych krajów, na przykład Finlandii czy Anglii, trzeba przebyć morze. Jak wygląda taka przeprawa tirem? Z Estonii płyniemy promem do Finlandii, a do Anglii przez Dunkierkę we Francji lub też z Rotterdamu w Holandii. To też ciekawy punkt na trasie. Jak reagują kierowcy, kiedy dowiadują się, że też interesujesz się ciężarówkami? Kierowcy reagują różnie, ale zazwyczaj są bardzo zdziwieni, że taka młoda dziewczyna interesuje się ciężarówkami. Dużo też mam znajomych kierowców, u których mam duże wsparcie w tym, co robię itp. dzięki temu, że robię zdjęcia takim pojazdom to poznałam dużo sympatycznych osób z każdego prawie zakątka Polski. Z nimi obecnie spotykamy się właśnie na takich zlotach. tekst: Filip Szymański Camera obscura



Camera obscura jest to nic innego jak jeden z najprostszych przyrządów optycznych, który pozwala nam uzyskać zdjęcie. Jest ona pradziadkiem współczesnych aparatów fotograficznych. Urządzenie to ma bardzo prostą konstrukcję. Składa się z pudełka, które musi być bardzo szczelne i poczernione dzięki czemu nasze zdjęcia nie będą prześwietlone. Kolejnym elementem budowy kamery takiego aparatu fotograficznego jest mały otwór o średnicy około 0,3 – 1 milimetra. Posłuży on nam jako obiektyw. Ostatnim fragmentem układanki jest wsadzenie do pudelka, prostopadle do otworu, papieru światłoczułego i gotowe. Możemy zrobić zdjęcie. Brzmi to niewiarygodnie, że ze zwykłej puszki mogą wyjść najprawdziwsze zdjęcia, prawda? Warto dodać, że taki przyrząd stosowano już w starożytnej Grecji więc czemu nie mielibyśmy go używać w dzisiejszych czasach? Zdjęcia w camerze obscurze mają swój niepowtarzalny charakter. Miękkość, łagodne kontrasty, lekkie rozmycie i czarno białe lub kolorowe barwy są cechami zdjęć właśnie z tego przyrządu. Ta technika pomimo swojej starej daty jest nadal stosowana w fotografii artystycznej. tekst: Olga Perczyńska Zawalczyć z fobią

Fobia szkolna (skolionofobia) występuje wśród młodzieży. Przedmiotami tej fobii jest szkoła i związana z nią tematyka oraz jej atrybuty. Może być wywołana przemocą psychiczną, jak i fizyczną. Jednak typowa skolionofobia rozwija się "sama z siebie”. Leczy się ją np. terapią behawioralną bądź farmakologicznie. Fobia szkolna dotyka 5 procent populacji młodzieży w wieku szkolnym. tekst: Daria Wruck

To nieprawda, że tylko dzieci boją się ciemności, czy pająków. Bardzo wielu ludzi cierpi na fobię, czyli maniakalny strach przed określonymi sytuacjami, bądź przedmiotami. Jest ona skutkiem zaburzenia nerwicowego. Nie towarzyszy ludziom od urodzenia, można się jej nabawić w różny sposób. Może się to stać, gdy osoba kojarzy obiekt wywołujący lęk z niebezpieczeństwem, np. w dzieciństwie widziała, jak rodzice panicznie reagowali na pająka, bądź była straszona pająkami. Inne teorie mówią o np. przeniesieniu agresji. W jego wyniku obiekt lęku postrzegany jest jako zagrażający, dochodzi do przypisania własnych wypartych emocji obiektowi lęku. Zagrożenie wywoływać mogą również własne nieakceptowane emocje, jak agresja. Fobie nie są nieuleczalne. Jednym ze sposobów opanowania ich jest systematyczne odwrażliwianie. Terapia ta polega na zastępowaniu niepożądanej reakcji inną, neutralną. Stosuje się także tzw. zanurzanie, czyli celowe doprowadzanie do kontaktu pacjenta z bodźcem wywołującym lęk zamiast jego unikania. Takim przykładem są działania ogrodów zoologicznych pomagających w leczeniu ofidiofobii (lęku przed wężami). Niekiedy stosowana jest również terapia implozywna. Polega ona na wystawieniu osoby przeżywającej lęk na działanie ekstremalnie silnego bodźca lękotwórczego. Może być to rzeczywisty kontakt, np. zetknięcie z wężem, lecz częściej jest to wyobrażony kontakt np. osoba cierpiąca na akrofobię (lęk wysokości) wyobraża sobie, że stoi na skraju przepaści. Oto 6 najbardziej popularnych fobii: - arachnofobia – lęk przed pająkami, - akrofobia – lęk wysokości, - hemofobia – lęk przed krwią, - nyktofobia – lęk przed ciemnością, - mizofobia – lęk przed brudem, - agorafobia – lęk przed przebywaniem samemu w miejscach publicznych. Niestety, taki atak może się skończyć zatrzymaniem akcji serca. Jest wiele fobii. Jedne są dość typowe, inne dziwne, jak np. trypofobia (strach przed grupą ściśniętych ze sobą, małych otworów). W powyższym tekście, dość ogólnikowo został przedstawiony temat fobii, jest to zaledwie mała część bardzo obszernego tematu. źródło: Wikipedia, niewiarygodne.pl, Newsweek tekst: Tymon Głowacki Twoja wiedza... Zrób to inaczej... Razem walczyłyśmy... Duch powrócił...

Pamiętam, jak mój kolega schował nauczycielce od technologii materiałów światłoczułych konspekt lekcji. Gdy ta się zorientowała stwierdziła, że boli ją głowa i nie może prowadzić lekcji, a my mieliśmy czas dla siebie. Innym razem mając zajęcia w ciemni kolega nie zauważył, że została tam jeszcze nauczycielka, zamknął drzwi na klucz i poszedł do domu. Bogusław Jucewicz

Najsilniejszym wspomnieniem z czasów technikum mechanicznego, do któego uczęszczałem był nauczyciel przedmiotów zawodowych. Uczył technologii maszyn i ich części, a nazywał się Stanisław Śpiewak. Pan Śpiewak uczył, m.in., zasad działania maszyn i zębatek. Często, gdy odpytywał z ostatnich lekcji "przy tablicy" używał sformułowania: "Twoja wiedza się nie zazębia". Dodatkowo dla podkreślenia powagi sytuacji wykonywał jeszcze specyficzny gest palcami imitujący pracę zębatki. Zawsze wspominaliśmy go jako nauczyciela śpiewającego, że nasza wiedza się nie zazębia. tata Weroniki Gosch Najbardziej zapamiętałem prof. Krystynę Ulińską, nauczycielkę matematyki w I LO w Bydgoszczy. Gdy uczeń miał problem z rozwiązaniem zadania przy tablicy, zwykła mówić: "Zrób to inaczej, niż podpowiada ci rozum". anonim Pamiętam panią prof. Woźnicką od matematyki w technikum. Pomogła mi, gdy zmarła mi mama. Miałam wtedy 17 lat - ostatnia klasa w ekonomiku. Nie chciałam już chodzić do szkoły, bo nie miałam komu przynosić dobrych ocen. Walczyła razem ze mną. Rozmowy z nią były dla mnie ogromnym wsparciem, lekcje po godzinach, wizyty w Moja mama miała w szkole lekcje wf z panem Grabowskim. Zawsze jej się wydawało, że wymaga od niej więcej niż od innych. Kiedy już się od niego "uwolniła" i minęło wiele lat poznała mojego tatę. Wzięli ślub. Mój tata miał siostrę, ona też znalazła swojego wybranka i go poślubiła. Na jej weselu moi rodzice poznali rodziców pana młodego. Jego ojcem okazał się być pan Grabowski. I tak, moja mama chcąc się od niego "uwolnić" znalazła go w naszej rodzinie. mama Zosi Peplińskiej odpuszczała ani na jotę. Jednym słowem walczyła o mnie, abym nie żałowała w przyszłości nieprzemyślanej decyzji. Gdy nadeszła matura i egzaminy zawodowe była ze mnie bardzo dumna. Udało nam się. Razem! Pani profesor nie ma już wśród nas, ale to był prawdziwy przyjaciel, cudowny nauczyciel. Joanna Zielińska Dzień Edukacji Narodowej
W piątek, 13 października, w auli naszej szkoły odbyła się uroczysta akademia z okazji Dnia Edukacji Narodowej. Jak zwykle był to moment szczególny, zwłaszcza dla nauczycieli, jak i pracowników administracji szkolnej.


Na początku wprowadzono nowy Sztandar Szkoły oraz Proporce Drużyny Harcerskiej i odśpiewano hymn państwowy oraz hymn szkoły. Następnie Mirosław Donarski, dyrektor szkoły, powitał gości: Jana Czekajewskiego, zastępcę wójta gminy Białe Błota, Agnieszkę Piętkę, sekretarza gminy Białe Błota, Andrzeja Szmytkę, zastępcę przewodniczącego Rady Powiatu Bydgoskiego i Adama Ryfę, radnego powiatu bydgoskiego oraz Jacka Grzywacza, przewodniczącego Rady Gminy i Bronisława Balcerowskiego, przewodniczącego Komisji Budżetu i Finansów oraz pozostałych gości. Na uroczystości nie mogło zabraknąć Rady Rodziców w pełnym składzie. Po złożeniu życzeń i wręczeniu kwiatów rozdano Nagrody Dyrektora wyróżniającym się nauczycielom: Iwonie Chłopeckiej, Karolinie Biniaś Karabasz, Agnieszce Kołcon, Grażynie Puzio, Annie Śmigiel, Agnieszce Szperze, Milenie Ślęzak, Janinie Tomickiej, Sabinie Waszczuk oraz Waldemarowi Ziółkowskiemu, a także pracownikom administracji i obsługi: Katarzynie Gorząch, Elżbiecie Granowskiej, Justynie Łędze.Zastępca wójta wręczył Nagrody Wójta Mirosławowi Donarskiemu, Katarzynie Buczkowskiej i Andrzejowi Izdebskiemu. Część artystyczna przygotowana została przez uczniów klas 5a i 5b pod kierunkiem Anny Grzelki oraz chór SERENO pod batutą Izabeli Wiśniewskiej. Ciekawą oprawę sceniczną wykonała Agnieszka Kołcon. Piątoklasiści przedstawili inscenizację pt. "Wybory Miss Szkoły". Małe Miss i jeden Mister z wielką gracją poruszali się po scenie, reprezentując różne przedmioty. Dziewczęta i chłopiec w kilku wesołych słowach opowiedzieli wierszem o swoich przedmiotach. Później nastąpiła "koronacja" i przekazanie "kopert z nagrodami". Najważniejszym momentem było ogłoszenie, że wszyscy są wygranymi, gdyż każdy przedmiot jest ważny. Gala zakończyła się wspólnym odśpiewaniem piosenki "We are the champions". tekst. Anna Grzelka