Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Spis treści:
Rozmowa z dziennikarką - str. 3 Rozmowa z Julią Lorenc - str. 8
Bez Tytułu Reaktywacja

Śpiewać każdy może - str. 11 Dzień Edukacji Narodowej w naszej szkole - str. 12 Sylwetka - Kate Bush - str. 17 Wywiad z Edytą Leśniewską - str. 18 Siatkarski Mundial 2010 - str. 20 Kung Fu Wing Tsun - str. 23 Zniewoleni - str. 25 Popołudnie ze świętym - str. 27 Rozmowa z dziennikarką
Karolina Wichowska jest dziennikarką Programu Pierwszego Polskiego Radia, współpracuje też z "Tygodnikiem Powszechnym". Wcześniej pracowała w "Dzienniku", "Wiadomościach" TVP, w czasie studiów pisała do tygodnika "Gazeta Polska". A ostatnio zgodziła się udzielić nam wywiadu.
Bez Tytułu Reaktywacja

Jak wygląda Pani codzienna praca? Wstaje Pani rano i co dalej? Przyjeżdżam do redakcji i rozmawiam z wydawcami: albo ja proponuję temat, którym się zajmę w danym dniu, albo oni zamawiają określony materiał. Następnie wyjeżdżam na nagranie - albo umawiam się z rozmówcą telefonicznie i spotykamy się tam, gdzie gościowi odpowiada, albo jadę na konferencję czy np. happening. Na niektóre wydarzenia trzeba się specjalnie akredytować - jeśli coś się odbywa w Pałacu Prezydenckim, nie ma mowy, żeby się tam dostać, jeśli nie potwierdziło się swojej obecności do godziny wyznaczonej przez Kacelarię Prezydenta. Wynika to z procedur bezpieczeństwa. Po nagraniu jak najszybciej wracam do radia (chyba że mam ze sobą laptopa z programem do montażu - wtedy zostaję na miejscu), przerzucam pliki dźwiękowe do komputera, wybieram najważniejsze i najciekawsze fragmenty wypowiedzi, wycinam je  następnie piszę swój tekst lektorski, nagrywam go i przeplatam wyciętymi wypowiedziami - tak, żeby wszystko miało sens i dotykało sedna sprawy. Zazwyczaj gotowy materiał trwa dwie, trzy minuty, ale jego przygotowanie - jak się domyślacie - przynajmniej

Bez Tytułu Reaktywacja

dwie godziny, czasam cały dzień, a zdarza się, że nad jednym tematem pracuje się i dwa dni. Wiele zależy od dostępności rozmówców i od tego czy dana sprawa będzie aktualna tylko dziś, czy równie dobrze można o niej opowiedzieć nawet i za trzy dni. Przed emisją materiał zawsze przesłuchuje wydawca, czyli osoba, która odpowiada za całokształt pasma programu w określonych godzinach (np. "Sygnały Dnia" od 6 do 9 rano albo magazyn informacyjny "Z kraju i ze świata" o 12 czy "Polska i Świat" o 21). Jak widać - materiał radiowy "produkuję" od początku do końca sama, wystarczy mi do tego profesjonalny magnetofon, który noszę w plecaku, i komputer, który też mogę wszędzie ze sobą zabrać. Zupełnie inaczej jest w telewizji, gdzie w materiał, który także trwa dwie, trzy minuty zaangażowani są - oprócz dziennikarza - także operator kamery, często dźwiękowiec, montażysta i kierownik produkcji, który decyduje o tym, która ekipa będzie pracować z danym dziennikarzem. Jak napisać dobry tekst - czyli taki, który zainteresuje czytelników? Ciekawy temat to połowa sukcesu. Aż połowa i tylko połowa. Bo nawet to  co najbardziej interesujące, można zepsuć nudnym, sztywnym językiem, a znów to  co początkowo może się wydawać średnio ciekawe - można opisać w taki sposób, że zachęci odbiorcę do przeczytania. Jeśli mówimy o tekście informacyjnym - na pewno potrzebne są wypowiedzi specjalistów, opinie, mile widziane są human stories, czyli prawdziwa historia konkretnej osoby odnosząca się do problemu. Jeśli np. piszemy o ustawie o przeciwdziałaniu przemocy domowej, dobrze jest, jeśli oprócz wypowiedzi twórców ustawy, jej przeciwników i kogoś z policji, opiszę w kilku zdaniach historię osoby, która musiała uciekać z domu, bo nie mogła inaczej się obronić. Na taki temat mógłby też powstać reportaż - znacznie dłuższa i bardziej rozbudowana forma tekstu. Wtedy na pewno musiałabym się spotkać z kilkoma takimi osobami, odwiedzić schronisko dla ofiar przemocy, przekazać emocje bohaterów. Jeszcze inna kategoria to wywiad - wbrew pozorom wcale nie taka łatwa. Nie tylko trzeba się orientować w sprawie, o którą chcemy zapytać, trzeba też cokolwiek, a czasem całkiem sporo wiedzieć na temat naszego rozmówcy. To  co ostatecznie publikujemy, może się diametralnie różnić od wiernego zapisu nagrania. Oczywiście nie sens i treść wypowiedzi, ale np. kolejność zadawania pytań i dobór słów. Innny jest język mówiony, inny pisany. Jedni rozmówcy używają zdań gotowych do druku, inni dukają albo mówią chaotycznie i trzeba to  co powiedzieli "tłumaczyć z polskiego na polski". Chodzi o to, żeby całość wyglądała jak płynna, naturalna rozmowa. Wróćmy jeszcze do materiałów informacyjnych: mają być obiektywne i rzetelne, tworzone bez zaangażowania. Ale nie miała Pani kiedyś ochoty zaangażować się w coś, co Pani opisywała? Na przykład w pomoc powodzianom. Takiej akurat akcji nie relacjonowałam, ale w jednej z gazet czytałam reportaż, w którym autor na samym początku zaznaczył: pojechałem robić reportaż o powodzi, a skończyło się na tym, że włączyłem się w pomoc. Nie ma w tym nic złego. Co innego, gdyby dziennikarz opisywał np. demonstrację polityczną i wziął w niej udział - to by było niedopuszczalne.

Bez Tytułu Reaktywacja

Są też sytuacje, kiedy trudno zapanować nad emocjami - na przykład ostatnio po katastrofie w Smoleńsku. Miała Pani kiedyś z tym problem? Nie ma chyba dziennikarza, który nie miałby problemu z emocjami akurat po katastrofie z 10 kwietnia. Szczegónie silnie przeżyli to ci, którzy byli tam na miejscu albo akurat prowadzili program na żywo. Sami przecież widzieliście, że najbardziej doświadczonym dziennikarzom łamał się wtedy głos. Nikt przecież nie był na coś takiego przygotowany, a w dodatku większość z nas znała przecież przynajmniej część osób, które zginęły, niektórzy wśród ofiar mieli naprawdę bliskich znajomych czy wręcz przyjaciół. Akurat ja nie byłam ani w Katyniu, ani w studiu w momencie, gdy podano tragiczną wiadomość. Ale przygotowywałam relację- z tym, że nie była to relacja na żywo - m.in. z nabożeństwa żałobnego w kościele ewangelickim. I naprawdę trzeba by mieć serce z kamienia, żeby nie popłakać się przy żałobnych pieśniach czy w czasie kazania pastora, który mówił o tragedii. A to wszystko zaledwie drugi dzień po wypadku, emocje wciąż były bardzo świeże. Czy trudno dostać się do Polskiego Radia, żeby tam pracować? Na pewno trzeba mieć doświadczenie dziennikarskie, ale oczywiście wszystko zależy, czy akurat jest potrzeba przyjmowania nowych pracowników. Polskie Radio jest natomiast bardzo otwarte na studentów, którzy chcieliby odbyć praktyki. Jeśli redaktorzy zauważą, że praktykant jest chętny do pracy i sprawny, czasami już po kilku tygodniach przyjmują jego materiały

Bez Tytułu Reaktywacja

na antenę. Czy każdy, kto tam pracuje ma ukończone dziennikarstwo? Nie! Ja na przykład jestem absolwentką nauk politycznych. Są koledzy po polonistyce, prawie, ekonomii, a nawet po politechnice! Są też osoby w trakcie studiów, bo w tej chwili coraz częściej ludzie podejmują pracę równolegle do zajęć na uczelni - i są bardzo dobrymi dziennikarzami. Wracając do studiów dziennikarskich - trudno mi się na ten temat wypowiadać, skoro nie studiowałam na tym kierunku, ale z tego, co wiem od innych osób - zdobywa się tam przede wszystki teoretyczną wiedzę o mediach, ale nie warsztat. Nie ma innego wyjścia niż przyjść do redakcji i zacząć pracę pod okiem doświadczonych kolegów. Z tego, co Pani mówi wydaje nam się, że zostaje Pani strasznie mało wolnego czasu dla siebie. Jak ciężka jest praca dziennikarza? Czasami rzeczywiście bywa bardzo absorbująca, szczególnie, jeśli czeka się na rozstrzygnięcie jakiegoś wydarzenia - koniec narady partyjnej czy np. wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Zazwyczaj zaczynamy pracę później niż w większości innych zawodów, ale i później ją kończymy. I bardzo często ścigamy się z czasem, stąd tak dużo stresu w naszym zawodzie. Czy zdarzają się takie sytuacje, że dzwonią do Pani w momencie, kiedy się coś dzieje i musi być Pani do dyspozycji? To są na ogół sytuacje nadzwyczajne, takie jak ostatnio Smoleńsk. Normalnie jest tak, że przychodzimy do pracy od poniedziałku do piątku. Wtedy jesteśmy do dyspozycji wydawców. Każdy reporter, średnio raz w miesiącu, dyżuruje w weekend. Taka osoba musi być w Warszawie przez całą sobotę i niedzielę, i móc w tym czasie odebrać telefon - w razie gdyby wydawca potrzebował rąk do pracy. Ile osób pracuje Polskim Radiu? Nie znam dokładnych danych, ale kilkaset. Trzeba pamiętać, że oprócz dziennikarzy - prowadzących, reporterów, wydawców i serwisantów - pracują też realizatorzy, inżynierowie, obsługa archiwum, administracja. Jak ludzie reagują na dziennikarzy? Czy może jakieś znajomości czasem pomagają w pracy? Znajomości, a raczej liczne kontakty, są podstawowe w zawodzie dziennikarza. Notes z telefonami i adresami to nasz kapitał. Podam przykład: musimy szybko przygotować materiał i potrzebujemy wypowiedzi konkretnej osoby albo specjalisty w jakiejś dziedzinie. Oczywiście, możemy zadzwonić do miejsca pracy tej osoby albo np. do wydawnictwa, które drukowało jej książkę. Przeważnie uzyskamy pomoc. Ale to wszystko zajmuje parę minut, które są bezcenne i mogą zaważyć na tym, czy zdążymy przed emisją albo przed dedlajnem. Jeśli sami dysponujemy telefonem do naszego rozmówcy, wszystko pójdzie dużo sprawniej. A jeszcze lepiej, jeśli ta osoba dobrze nas kojarzy i lubi. Dlatego np. na konferencji warto zamienić parę słów indywidualnie i poprosić o bezpośredni kontakt. Jak ludzie reagują? To zależy kto. Firmy czy instytucje mają na ogół osoby wyznaczone do kontaktu z mediami i ci ludzie zazwyczaj są życzliwi i uprzejmi - choć naturalnie trafiają się niechlubne wyjątki. Jeśli dzwonimy do osoby prywatnej, która może mieć coś ciekawego do powiedzenia - przypuśćmy, że do kolekcjonera temperówek- może bywać różnie. Ktoś taki może się przestraszyć, że chcemy

Bez Tytułu Reaktywacja

go np. ośmieszyć albo zmanipulować jego wypowiedź. Ale niektórzy bardzo chętnie opowiadają w mediach o swoich pasjach. Jeszcze inna sprawa to sonda na ulicy. Często słyszymy od przechodniów "Śpieszę się" albo "Nie, dziękuję", parę razy nawet ktoś powiedział "Nie jestem stąd", chociaż pytanie jeszcze nie padło. Ale nie zdarzyło się jeszcze, żeby ktoś wrócił z sondy bez nagrania. Jednych trzeba namawiać, inni sami chętnie odpowiadają. Radiowcom jest łatwiej niż dziennikarzom telewizyjnym, kamera jest bardziej krępująca niż sam mikrofon. Żeby przeprowadzić wywiad z kimś, kogo przysłowiowo trzeba "ciągnąć z język", potrzebna jest jakaś szczegółowa wiedza na dany temat? Do każdego wywiadu trzeba się przygotować. Jeśli nie szczegółowo, to przynajmniej ogólnie trzeba mieć pojęcie, o co kogoś pytamy. Im swobodniej rozmawiamy na dany temat, tym większy szacunek budzimy u naszego rozmówcy i tym samym chętniej nam odpowiada.Jeśli wyczuwa, że nie wiemy, o co chodzi, łatwiej mu unikać konkretów i nas bałamucić - a to nie powinno mieć miejsca. To jest szczególnie ważne, kiedy rozmawiamy z politykami i rozliczamy ich z tego, co zrobili. Jeśli natomiast rozmawiamy ze specjalistą - wszystko jedno, czy od kardiologii, silników samochodowych czy chemii - mamy prawo wiedzieć o wiele mniej niż ów ekspert, bo trudno, żebyśmy mieli skończone studia w każdej dziedzinie. Ale nie można przyjść na rozmowę kompletnie "zielonym". Warto przynajmniej zerknąć do Internetu przed wyjściem na rozmowę. Dziękujemy za rozmowę Dzajken Paradise Sikora Ferment Żelek Rozmowa z Julią Lorenc
W ostatnim numerze publikowaliśmy wywiad z Julią Lorenc 'in English'. Teraz - dla tych mniej wtajemniczonych w skomplikowane słówka i konstrukcje języka angielskiego - publikujemy ten sam wywiad ale już 'po naszemu'.
Bez Tytułu Reaktywacja

Tego lata nasza szkoła wzięła udział w programie organizowanym przez Uniwersytet Harvarda. Projekt poległ na tym, że studenci z USA przyjechali do Polski i nauczali Polaków języka angielskiego. Co tydzień spotykaliśmy się w szkole i uczyliśmy w małych grupach przez cztery godziny. Ale nie przerażajcie się, to nie były typowe lekcje języka angielskiego. Graliśmy w gry z naszą nauczycielką i robiliśmy interesujące ćwiczenia, które pomogły nam praktykować konwersację w języku angielskim. Co więcej, mieliśmy doskonałą sposobność porozmawiania z rodzimym użytkownikiem języka angielskiego. Naszą nauczycielką była Julia Lorenc. Zadaliśmy jej kilka pytań: BT. Dlaczego jesteś w Polsce? J.L. Szukałam możliwości pracy w roli wolontariusza za granicą i znalazłam ją w Polsce. Istotnym powodem, dla którego wybrałam Polskę jest fakt, iż mój tata stąd pochodzi, więc szukałam sposobu znalezienia się w Polsce. Pomysł nauczania angielskiego i jednocześnie bycia tu wydawał się dla mnie idealny. BT. Czy mogłabyś powiedzieć nam więcej

Bez Tytułu Reaktywacja

o tym projekcie? J.L. Nazywa się World Teach i jest organizowany przez Uniwersytet Harvarda. Oferują pracę w roli wolontariusza w różnych krajach przez dłuższy okres czasu. Tego lata w Polsce jest 14 wolontariuszy, głównie są to dziewczyny i tylko jeden chłopak. Pochodzimy z różnych części Stanów Zjednoczonych. Wolontariusze to osoby w wieku od 18 do ponad 20 lat. BT. Czy podobało Ci się nauczanie nas? J.L. Nie! (śmiech) Nie, nie, oczywiście bardzo mi się podobało! Na początku się bałam, ponieważ jestem przyzwyczajona do nauczania małych dzieci. Zupełnie inaczej jest pracować z osobami będącymi prawie w moim wieku, poza moją strefą bezpieczeństwa. Skoki i taniec są dobre dla dzieci w wieku przedszkolnym, ale nie dla nastolatków. Myślę, że to dla mnie doskonałe doświadczenie i zawarłam wspaniałe przyjaźnie. Naprawdę Was lubię.:) BT. Co sądzisz o Polakach? J.L. Szczerze, to  co słyszałam o Polakach, to opinie innych Polaków. Słyszałam, że są skromni i nie lubią komplementów. Słyszałam też, że naprawdę lubią wódkę. Sądzę, że Polacy są bardzo hojni i jestem tu niesamowicie traktowana. Sumując, Polacy są przyjaźni i bardzo Was wszystkich lubię. BT. Co sądzisz o różnych miejscach w Polsce? J.L. Myślę, że postęp, jakiego Polska dokonała od czasu wojny i komunizmu jest niesamowity. Minęło tylko 20 lat od komunizmu i myślę, że dzieje się tu coraz lepiej i będzie to szło w dobrą stronę. BT. Czy dużo wiedziałaś o Polsce zanim tu przyjechałaś? J.L. Tak, ponieważ mój tata jest stąd, byłam lepiej poinformowana. Z pewnością dowiedziałam się znacznie więcej podczas tego pobytu. Nigdy tak naprawdę nie uczyłam się dokładnych szczegółów wojny i różnych powstań oraz ważnych wydarzeń do teraz. Czuję się lepiej poinformowana teraz, ale zawsze będzie coś nowego do poznania. BT. Czy rozumiesz, gdy ktoś mówi do Ciebie coś po polsku? J.L. Od zawsze znałam kilka podstawowych słów, słuchając mojej rodziny. Jednakże życie tutaj i bycie otoczonym przez język polski z pewnością pomogło mi rozumieć więcej. Mogę wychwycić sens tego, o czym mówią ludzie, co jest fajne zwłaszcza gdy ludzie nie sądzą, że ja mogę to zrozumieć. BT. Czy Twój tata kiedykolwiek próbował nauczyć Cię polskiego? J.L. Chciał, gdy byłam młodsza, ale moja mama nie znała polskiego, więc było mu trudniej nauczyć mnie. Nauczył mnie niektórych słów, ale nie konkretnych zdań. Właściwie zacznę się uczyć polskiego we wrześniu za pośrednictwem polskiego klubu w Atlancie, więc mam nadzieję, że będę wkrótce mówić po polsku! BT. Które polskie słowa znasz? J.L. “Dzień dobry”, “Dziękuję”, “Dobranoc”, “Galaretka” (nowe słówko, którego nauczyłam się dziś!), “Kocham cię” i inne pojedyncze słowa i frazy. BT. Jakie miejsca w Polsce odwiedziłaś? J.L. Byłam w Warszawie, Krakowie, Sanoku i małej wiosce w pobliżu, skąd pochodzi mój tata, Gdańsk, Sopot, Gdynia. Przejechałam Polskę wzdłuż i wszerz, ale oczywiście jest więcej miejsc, które chciałabym zobaczyć.

Bez Tytułu Reaktywacja

BT. Które z tych miejsc najbardziej Ci się podobały? J.L. Raciąż! (śmiech) Lubię Warszawę. Tego lata byłam tam kilka razy i myślę, że to naprawdę piękne miasto z bogatą historią. Naprawdę najbardziej mi się podobały miejsca inne niż te  do których jestem przyzwyczajona. BT. A co sądzisz o Raciążu? J.L. Bardzo podoba mi się Wasze miasto. Podoba mi się, że jest małe i wszędzie można dojść, i każdy zna każdego. To dla mnie coś nowego, powiew świeżego powietrza. No i jeśli potrzebujesz czegoś, czego tu nie ma  są dwa większe miasta nieopodal. BT. Co takiego widziałaś w Polsce, czego nie widujesz w Stanach? J.L. Myślę, że największą różnicą między Stanami Zjednoczonymi i Polską jest to  że tu zachowało się dużo historii. Tu historia jest bardzo, bardzo ważna. To znaczy, my mamy pomniki I statuy upamiętniające historię Stanów, ale czuję, że tu jest inaczej. Czuje się tu zrozumienie kultury. W moim kraju są miejsca, w których znajdują się jedynie centra handlowe, a czasami jedyne, co widzicie to budynki wszędzie. Nie odczuwacie ani kulturowości, ani historii. W mojej opinii to główna różnica. BT. Co sądzisz o sytuacji w Warszawie w sprawie krzyża i ludziach go strzegących? J.L. Myślę, że ludzie zawsze lubią znaleźć coś ekscytującego. Moim zdaniem miejsce krzyża jest w kościołach. Nie znam całej sytuacji, ale uważam, że ci ludzie są nierozsądni i lubią wywoływać zamieszanie. BT. Czy wzięłabyś udział w tym programie jaszcze raz I wróciła do Polski gdybyś miała okazję? J.L. O tak! Z przyjemnością uczestniczyłabym w tym programie, gdybym miała taką sposobność. Wiem na pewno, że wrócę do Polski już wkrótce! BT. Musisz nas odwiedzić. J.L. Oczywiście! Jesteście numerem jeden na mojej liście! W tym roku Raciąż po raz pierwszy przystąpił do programu, więc mam nadzieję, że będzie kontynuowany w przyszłe wakacje. To na pewno było wspaniałe doświadczenie. paradise Śpiewać każdy może...

Bez Tytułu Reaktywacja

Wychodząc właśnie z założenia, że talenty kryją się wszędzie, 18 października z inicjatywy Dominiki Wiśniewskiej odbył się casting do chóru szkolnego. W przesłuchaniu wzięło udział trzynaście dziewczyn w rożnym wieku, a  dziewięciu jury dało szansę. Zastanawiający jest fakt, że nie pojawili się tam przedstawiciele płci męskiej. Nikt nie uwierzy, że nie potraficie śpiewać. Warunkiem uczestniczenia w castingu było wcześniejsze zgłoszenie swej kandydatury do prowadzącej chór szkolny (Dominiki Wiśniewskiej), oraz zaśpiewanie jednego z utworów zamieszczonej na liście, przed jakże wspaniałym jury w składzie: Andrzej Kowalski, Angelika Lewandowska, Milena Marciniak, Maciek Janczyk oraz Dominika Wiśniewska - przewodnicząca komisji. Przed salą 029, od godziny 14.25, gdzie odbywało się przesłuchiwanie, panowała bardzo nerwowa atmosfera. Wszystkie kandydatki w ostatnich minutach oczekiwania na swoją kolej przypominały sobie swój repertuar oraz nerwowo krzątały się po korytarzu. Myślę, że to świadczy o tym, iż dziewczęta podchodzą profesjonalnie do wszystkich występów. Jak się okazuje, nerwy należało z całą pewnoścąi odrzucić na bok, gdyż w magicznej sali przesłuchań panowała bardzo miła atmosfera. Po wykonaniu swojego utworu i krótkim wywiadzie przeprowadzonym przez jury było już po wszystkim, albo… to był początek wszystkiego. Obrady komisji przebiegały w spokoju, a decyzje podejmowano jednogłośnie. Oczywiście nie trzeba nikomu mówić, że oceniano umiejętności wokalne. Warunkiem przyjęcia do chóru było śpiewanie czyste oraz dla własnej przyjemności, co również skutkuje przyjemnością słuchaczy. Poziom castingu był całkiem wysoki, a jury było podobno zadowolone z ”takich” kandydatek. Pomysł zorganizowania castingu zrodził się w tym roku. Powodem jest chęć utworzenia chóru szkolnego z prawdziwego zdarzenia, który urozmaiciłby akademie i życie szkolne. Co z tego wyjdzie, to dopiero się okaże, ale moim zdaniem pomysł jest świetny. Teraz pozostaje nam cierpliwe oczekiwanei na owoce pracy chóru. Ale jestem pewna, że zaskoczą nas nie raz. agata_543 Dzień Edukacji Narodowej w naszej szkole
W dniu 13 października odbyła się w naszej szkole na hali akademia upamiętniająca rocznicę powstania Komisji Edukacji Narodowej, utworzonej z inicjatywy króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Obecnie 14 października uważany jest za Dzień Edukacji Narodowej lub potocznie Dzień Nauczyciela.
Bez Tytułu Reaktywacja

Zgromadzili się uczniowie Liceum Ogólnokształcącego, Technikum, Szkoły Zawodowej oraz nasi nauczyciele. Wszyscy byliśmy publicznością, natomiast wystąpili nasi rówieśnicy, koledzy z klas. Scenariusz akademii przygotowała sorka Angelika Lewandowska. Poza tym sor Sławomir Chrzanowski zajął się fotografią, a jeden z uczniów technikum – Rafał Kisiel oprawą muzyczną. Na początku prowadzący akademię – sor Andrzej Kowalski powitał gości specjalnych, tzn. lokalnego burmistrza oraz przedstawicieli Rady Rodziców. Powitał również nauczycieli i uczniów. Następnie minutą ciszy uczciliśmy pamięć 18 ofiar tragicznego wypadku, który miał miejsce kilka dni wcześniej w NOwym Mieście. Chwilę poźniej prowadzący wywoływał kolejno ważne osobistości do przemowy. Pierwszą osobą był burmistrz. Pan Janusz Sadowski jako były nauczyciel z 20–letnim stażem podziękował za działalność wszystkim pedagogom. Życzył również efektów dalszego nauczania oraz złożył kwiaty dla rady pedagogicznej na ręce pani dyrektor. Następnie swą przemowę wygłosiła przedstawicielka Rady Rodziców. Podobnie jak jej poprzednik życzyła owocnej pracy oraz współpracy z rodzicami i uczniami. Po zakończeniu przemówienia również złożyła kwiaty na ręce pani dyrektor. Chwilę poźniej od niedawna działający samorząd szkolny w składzie: Aleksandra Tobolska (przewodnicząca), Magda Piasecka (zastępca przewodniczącego) i Aleksandra Suwińska (skarbnik) rozpoczął swą przemowę. Głos zabrała przewodnicząca, która podobnie jak poprzednicy życzyła, m.in. spełnienia ambicji. Wszyscy pedagodzy zostali obdarowani różami. Podsumowaniem wypowiedzi stał się głos zawarty przez panią dyrektor. Na początku

Bez Tytułu Reaktywacja

podziękowała obecnym oraz życzyła innych sukcesów. Następnie, jak co rok, wyróżniła kilkoro nauczycieli: Hannę Wyrczyńską, Magdalenę Chudzyńską, Sławomira Chrzanowskiego, Annę Krebs, Tadeusza Orlikowskiego, Agnieszkę Pelkowską, Iwonę Szelągowską oraz Andrzeja Łopatę. Ten ostatni został wytypowany do krótkiego podziękowania. GRATULUJEMY!!! Rozpoczęła się część artystyczna. Na scenę dwaj ochroniarze wprowadzili Edytę Górniak. Nie sposób zapomieć o idealnym odtworzeniu ról. Prezentacja ochroniarzy, wspaniały taniec oraz głos Edyty. Chwilę poźniej z relacji w szatni piłkarzy wynika, iż odbywa się mecz nauczycieli z uczniami. Słychać muzykę, na scenie pojawia się czterech uczniów odgrywających rolę nauczycieli. Trwa rozmowa, nagle wchodzi sor Jakubek i słychać wśród żeńskiej publiczności aplauz. Piłkarze wydedukowali ze wzoru Talesa, Pitagorasa, itd., że wygrają 3 0 pod pierwiastkiem. Jednak wynik był zupełnie inny. Przegrali, a jeden z nich strzelił bramkę z 30m. Niestety - samobójczą. Ostateczny wynik wyniósł 1 6. W czasie występu, wpadła również interesująca pani woźna wraz ze swoją przyjaciółką – szczotką. Po zakończeniu meczu na scenę została przywieziona na różowym tronie różowa Doda, która wykonała dość kuszący taniec przy jednym ze swych ochroniarzy. Zaśpiewaliśmy również wspólnie hit, jakim jest „Plastikowa biedronka”. By opadły emocje wśród publicznopści, odbył się teleturniej, w którym wzięły udział cztery sorki; Aleksandra Wiśniewska, Hanna Wyrczyńska, Iwona Szelągowska i Magdalena Bylińska. Odpowiadały na rozmaite pytania, m.in. „Jakie zęby pojawiają się najpóźniej?”. Ku zdziwieniu okazało się, że sztuczne. Wszystkie sorki mimo niekoniecznie dobrych odpowiedzi zostały nagrodzone Kinder niespodziankami. Niestety, nie było to dość zrozumiałe dla publiczności, ze względu na sprzęt. Jednym z ostatnich „aktów” przedstawienia była Familiada. Zaczęła się od przedstawienia drużyn walczących oraz od „żartu” prowadzącego. Wszyscy odpowiadali dobrze, mimo braku odpowiedzi. Pojawiły się pytania: "Co robią nauczyciele oraz uczniowie w czasie przerw?". Dowiedziałam się, że nauczyciele „kiszą ogóry”. Na zakończenie części artystycznej zabrzmiała piosenka o wiejskich klimatach. W ten sposób wielkimi krokami zbliżał się koniec akademii. Sorka Lewandowska jako organizatorka przemówiła do publiczności. Chwilę poźniej wszyscy aktorzy pojawili się na scenie, byli to sami chłopcy oraz Aleksandra Suwińska. Na koniec głos zabrał vice dyrektor szkoły, który podziękował aktorom oraz miał dla uczniów niespodziankę. Okazało się, że wiele klas zostało zwolnionych z lekcji, Tym miłym akcentem zakończyła się akademia z okazji dnia edukacji narodowej. Wszyscy z ciekawością obserwowali, co się działo na scenie, a na koniec artyści zostali nagrodzeni brawami. Z relacji uczniów, wynika, że akademia była niezwykle ciekawa. Wszyscy starali się, by była doskonała. Optymizmem napawa nas również to  że mamy niezwykle utalentowanych uczniów. Myślę, że akademia była bardzo dobrym pomysłem, by zmusić nas, abyśmy pamiętali o tak ważnej dacie dla naszej szkoły. Mam również nadzieję, że za rok również odbędzie się taki spektakl, dlatego DO  ZOBACZENIA ZA  ROK!!! Dorota Żelechowska

Bez Tytułu Reaktywacja Bez Tytułu Reaktywacja Akademia z okazji Dnia Edukacji Narodowej







Bez Tytułu Reaktywacja

Pojawiła się na horyzoncie wytwórni EMI Records w wieku 16 lat, dzięki Davidowi Gilmourowi z Pink Floyd. Była pełną pomysłów, niezwykle utalentowaną uczennicą, która skomponowała prawie 200 własnych utworów. Zanim jednak młodziutka wokalistka zadebiutowała, przez trzy lata rozwijała swoje umiejętności artystyczne. Po wydaniu w 1978 roku dwóch albumów – "The Kick Inside" i "Lionheart" – i europejskiej trasie koncertowej "Tour of Life", Kate Bush zaczęła przejmować kontrolę nad swoją muzyką. W 1980 roku została współproducentką "Never For Ever", który przyniósł trzy wspaniałe single: "Breathing", "Babooshka" i "Army Dreamers". Następnym krokiem była samodzielna produkcja. Rok 1982 to "The Dreaming", który wielu wciąż uznaje za najlepszy album artystki, pokazujący niemal filmowe podejście do fachu. Trzy lata później pojawił się "Hounds of Love", rewelacyjny zestaw rytmicznych, popowych piosenek z "Running Up That Hill (A Deal With God)", "Cloudbusting" oraz suitą "The Ninth Wave". W 1989 roku ukazał się "The Sensual World" (przy współpracy z Davidem Gilmourem, Nigelem Kennedym i The Trio Bulgarka), a w 1993 "The Red Shoes", na którym gościnnie pojawia się Eric Clapton i Prince. Przez lata pracy Kate Bush otrzymała dwie nagrody Ivor Novello - w 1979 roku za najlepszy brytyjski tekst ("The Man With The Child In His Eyes") i w 2002 roku za wkład w rozwój brytyjskiej muzyki. Rok 1987 to nagroda Brits w kategorii "Najlepsza brytyjska artystka", po wydanym w 1986 roku zestawie singlowych przebojów „The Whole Story”. A kiedy w 2001 roku Kate pojawiła się na 'Q Awards', by odebrać nagrodę w kategorii "Piosenka klasyczna", powitały ją owacje na stojąco od publiczności, wśród której znaleźli się miedzy innymi Brian Eno, Radiohead i Elvis Costello. Później nastała cisza, aż do ostatniego albumu "Aerial". Lista muzyków, którym Bush dziękuje na swoim ósmym albumie, ujawnia nowych współpracowników – to Steve Sanger i Peter Erskine na bębnach oraz perkusista Bosco D’Oliveira. Obok nich bardziej znane nazwiska – Gary Brooker (założyciel Procol Harum), gitarzysta Dan McIntosh, Stuart Elliott na bębnach, basiści Eberhard Weber i John Giblin oraz specjalista od nagrań i basista Del Palmer. Przez lata Bush zgromadziła wokół siebie grupę przypominającą muzyczną rodzinę. "Miałam poczucie zabawy i pracy" mówi Bush o sesjach do "Aerial". "Sądzę, że to bardzo ważne, ponieważ wcielenie jakiegoś pomysłu w życie jest czasem naprawdę trudne i frustrujące. To nie jest łatwy proces. Uwielbiam pracować z ludźmi, którzy są starymi przyjaciółmi, to wspaniała sprawa." "Aerial" to także bolesne wspomnienie odpowiedzialnego za aranżację Michaela Kamena, który zajmował się każdą płytą Bush od czasów "Hounds of Love" i który zmarł zaledwie parę tygodni po tym, jak zakończył swoją pracę nad albumem Kate w studiach Abbey Road, w październiku 2003. Płyta "Aerial" to podwójne wydawnictwo, które ukazało się na całym świecie 7 listopada 2005 roku. Album został okrzyknięty, przez tych, którzy go słyszeli, jako najlepszy materiał, jaki Kate kiedykolwiek nagrała. Płyta ujmuje głębią i emocjami. Z całą pewnością "Aerial" jest jedną z najważniejszych publikacji 2005 roku. Pierwszym singlem z płyty "Aerial" był hipnotyczny utwór "King of the Mountain", zawierający bonusowe nagranie "Sexual Healing", które nie zostało dołączone do płyty. Materiał na nowy album został napisany i wyprodukowany przez Kate, utwory nagrano w jej własnym studio. Zarówno singiel, jak i album z pewnością zadowoliły rzesze fanów tej niezwykłej wokalistki. Po sprzedaniu milionów egzemplarzy płyt na świecie w swojej 30-letniej karierze, Kate Bush była cytowana przez znakomitych wykonawców, począwszy od PJ Harvey po zespół Coldplay, od Outcast po Jork. Ostatni raz dała znać o sobie w 2007 roku, nagrywając piosenkę "Lyra" do filmu "Złoty kompas"... Będąc ambitną i sumienną, pokazując się od czasu do czasu publicznie, występując i wydając płyty bardzo rzadko, Kate Bush była, wciąż jest i będzie jednym z największych muzycznych objawień i zjawisk na świecie... więcej na stronie www.katebush.pl Krecik Wywiad z Edytą Leśniewską
Czy warto brać udział w konkursach ogólnopolskich i czy uczniowie z małych miasteczek mają szansę taki konkurs wygrać? Wywiad z uczennicą, która w takim konkursie wzięła udział…i wygrała.
Bez Tytułu Reaktywacja

L: W jaki sposób dowiedziałaś się o tym konkursie? E: Dowiedziałam się od sorki Edyty Obrębskiej, to ona namówiła mnie do wzięcia w nim udziału, zapoznała mnie z regulaminem. Musiałam wykonać pracę pisemną, multimedialną i fotograficzną. Nigdy nie brałam pod uwagę, że mogę zająć jakiekolwiek miejsce. Wiedziałam, że szanse są znikome, ponieważ w konkursie brało udział dwieście szkół, a prac było około tysiąca. L: Skąd wzięłaś pomysł na reportaż i jak znalazłaś bohaterkę? Można wnioskować, że miałaś styczność z anoreksją. E: Tak. miałam kontakt z ta chorobą i zdaję sobie sprawę, co może czuć osobą na nią chorująca. Poza tym teraz jest to problem bardzo rozpowszechniony. W telewizji, radiu, wszędzie się o tym mówi. Ja pisząc ten reportaż miałam nadzieję, że komuś pomogę, komuś, kto choruje na anoreksję, a jeszcze o tym nie wie, bo często jest tak, że osoba jest już chora, a nie dociera to do niej. Chciałam również pokazać społeczeństwu, co to tak naprawdę jest anoreksja, bo sądzę, że świat błędnie postrzega osoby, które na nią chorują. Ludzie, którzy wpadają w jej sidła to nie ci  którzy chcą osiągnąć ładną figurę. Są to przede wszystkim osoby bardzo ambitne, które mają problemy z samoakceptacją. L: Czy zrobienie tego reportażu zajęło ci dużo czasu? E: Robiłam to w ferie. Miałam jeszcze taką pechową przygodę, jak napisałam pierwszą wersję reportażu, że robiłam formata na komputerze, zgrałam to wszystko na płytkę i nie sprawdziłam czy się zgrało. No i później wkładam płytkę i się oczywiście okazuje, że nie działa. Byłam strasznie załamana, bo napracowałam się nad tym i w ogóle. Koledzy pomagali mi to odzyskać, ale nie było sposobu. Musiałam to pisać jeszcze raz. Może to był znak, żebym coś zmieniła. Robienie tego reportażu wymagało ode mnie dużego wysiłku psychicznego. Zagłębiłam się w tę chorobę i stwierdzam, że można tylko współczuć osobom chorym na nią. L: Może pochwal się, bo wiemy, że wygrałaś wycieczkę zagraniczną do… E: Do Wiednia. Jadę już w poniedziałek (21 czerwca br. - red.), wracam w środę. Może to nie długo, ale zawsze coś. L: Jedziesz sama? E: Nie. To będzie około 50 osób z różnych konkursów, mniej więcej w moim wieku. Miałam jeszcze do wyboru laptopa, ale pomyślałam, że laptopa można kupić wszędzie, a ta wycieczka to pewna przygoda , poznam nowych ludzi, zobaczę coś nowego, a to co zobaczę, to jest moje, a ja niestety nie mam takich możliwości, że mogę wyjeżdżać, gdzie chcę.

Bez Tytułu Reaktywacja

L: Oprócz wycieczki wygrana przyniosła Ci szkolną sławę. Czy w swojej wygranej widzisz szansę na zaistnienie naszego Zespołu Szkół w Raciążu? E: Byłam z siebie zadowolona bardzo, ale jak się dowiedziałam, to chodziłam i płakałam pierwsze kilka dni, nie mogłam w to uwierzyć. Wszyscy mówili mi  że to duma dla szkoły itd., ale do mnie to nie docierało. Dopiero teraz, jak ta wycieczka się zbliża i jak przeprowadzała ze mną wywiad pani z „Płońszczaka”, teraz wy  to zaczęło to do mnie docierać, z tym, że ja mam tak, że co bym nie zrobiła, to i tak nie jestem z siebie zadowolona. L: Chodzisz do klasy o profilu biologicznochemicznym i swojej przyszłości chyba nie wiążesz z dziennikarstwem… E: To jest tak, że jak byłam w gimnazjum, to zastanawiałam się nad klasą biologiczno-chemiczną i humanistyczną, ale jednak wybrałam tę pierwszą, ale teraz, kiedy wygrałam ten konkurs… Nastawiałam się oczywiście na medycynę, na stomatologię, i do tej pory tak mam, ale nie wiem czy to nie znak, że jednak coś innego powinnam robić, czegoś innego spróbować, ale tak do końca to jeszcze nie wiem, może mi się jeszcze zmieni. L: Czy mogłabyś jakoś zareklamować tego typu konkursy? Czy warto próbować? E: Oczywiście, że tak. Trzeba wierzyć w siebie, w swoje umiejętności i nie brać pod uwagę, że to jest konkurs ogólnopolski, że nie mamy szans. Ja też tak do tego podchodziłam, a jednak się udało. Trzeba robić to  co się lubi, to jest najważniejsze. L: Gratulujemy wygranej i życzymy dalszych sukcesów. Dziękujemy bardzo! spdf, S/E/M/P/E/R Siatkarski Mundial 2010

Bez Tytułu Reaktywacja

Bardzo kontrowersyjną sprawą ostatnich dni w sportowym świecie są mistrzostwa świata w siatkówce, które odbyły się we Włoszech. Zakończyły się, jak to zwykle bywa, zwycięstwem Brazylijczyków, drugie miejsce zajął zespół z Kuby, a trzecie przypadło Serbom. Teraz niektórym nasuwa się pytanie: , A gdzie Polacy?" Otóż były wielkie nadzieje wiązane z występem naszych reprezentantów, ale niestety nic z nich nie zostało. Co więcej, nasi zawodnicy oraz trener - Daniel Castellani doświadczyli strasznej nagonki. Człowiek nieinteresujący się siatkówką stwierdziłby - ,,I bardzo dobrze! Tyle w kółko mówili, że wygrają, że przywiozą medal, a co wyszło? Guzik!" W każdej plotce jest ziarenko prawdy. Ale tylko ziarenko. Wszyscy powtarzali, że będzie medal, ale kto tak mówił? A pisały tak wszystkie gazety. Siatkarze owszem, też mieli nadzieję, że coś na tych mistrzostwach zdobędą. Po pięknej passie, jaką była ich droga do mistrzostw Europy i w ich trakcie, nadszedł ciężki moment. Z takimi chwilami trzeba się pogodzić. Trzeba wziąć się w garść i grać dalej. Ale zacznę od początku. Przed MŚ była Liga Światowa i wiele sparingów z najlepszymi. Jak w zeszłym roku Daniel Castellani potraktował ulgowo LŚ i mówił o tym otwarcie. Te mecze miały być poligonem doświadczalnym młodych, zdolnych, siatkarzy. Następnie rozegraliśmy sparing z Brazylijczykami, który odbywał się w nowej hali na pograniczu Gdańska i Sopotu. To miejsce przyniosło nam szczęście, gdyż Polacy wygrali 3 2. Potem był Memoriał Huberta Jerzego Wagnera. Rok wcześniej nasi wygrali ten turniej, w tym roku gościliśmy najlepsze zespoły globu tj. Brazylia, Bułgaria. Z Canarinhos spotkaliśmy się znów, gdyż w ramach przygotowań do mistrzostw rozegraliśmy pięć meczów. Bilans tych spotkań nie był ciekawy, wygraliśmy jeden, przegraliśmy cztery. Z Bułgarami nie udało nam się wygrać. Trener organizował kolejne sparingi

Bez Tytułu Reaktywacja

z Kubańczykami. Obydwa przegrane. Naprawdę te mecze nie miały świadczyć o tym, jak wypadniemy we Włoszech. Mimo że oglądałam od jakiegoś czasu same porażki naszych siatkarzy, to wierzyłam w nich mocno. Po długich oczekiwaniach przyszedł w końcu siatkarski Mundial. Trafiliśmy do grupy, w której każdy zespół miał wielkie ambicje. Pierwsze spotkanie z Niemcami miało pokazać nam, w jakiej dyspozycji są Polacy. Wszystkie spotkania w grupie wygraliśmy. Warto wspomnieć, że te mistrzostwa były turniejem kombinacji, dlaczego? Gdyż wygrając wszystkie spotkania w grupie, a potem w fazie pozagrupowej, trafiało się na lepszych przeciwników. Nasz sztab obiecał, że nie będą kombinować, tylko grać swoje. I tak było. Ostatnie spotkanie w naszej grupie było z Serbami. Istniała możliwość, że wygrywając to spotkanie, nasi rywale zajmą pierwsze miejsce w grupie i trafią do grupy śmierci, w której byli Brazylijczycy i Bułgarzy. Serbowie postanowili być nieuczciwi i podczas meczu z Polakami uprawiali, jak to napisał jeden z portali - siatkarską prostytucję. Grupa śmierci składała się z mistrzów świata - Brazylijczyków, wicemistrzów świata - Polaków i brązowych medalistów - Bułgarów, ostatnich mistrzostw świata. Obronną ręką wyszli z tej grupy Bułgarzy, chociaż przeszli dalej także siatkarze z Ameryki Południowej, a dlatego, bo siatkarze z Bałkanów także nie kombinowali i wygrali spotkanie z mistrzami świata i trafili do trudnej grupy. Canarinhos dzięki kombinacjiom trafili do grupy z Niemcami i Czechami - a te zespoły nie są siatkarskimi potęgami. Wyszli bardzo łatwo z grupy, w półfinale pokonali Włochów i w finale Kubańczyków. Ktoś może zapytać: , Czemu tak wyglądał system rozgrywek? Czemu kombinatorzy mieli łatwiej?". Odpowiedź jest prosta: mistrzostwa odbywały się we Włoszech, siatkówka (reprezentacyjna) tam nie jest ostatnimi czasy skutczna, więc Włosi musieli sobie ułatwić dojście do półfinałów - i to zrobili. Zajęli 4. miejsce na tym turnieju, gdyż w walce o 3. miejsce pokonali ich Serbowie.Po nieudanym turnieju dla naszych reprezentantów, nasz trener czuje się winny i oddał się w ręce PZPS. Jest gotów odejść, ale otwarcie mówi, że nie chce tego zrobić. Siatkarze także chcieliby, aby tak wyśmienity szkoleniowiec został. Jedno mnie zastanawia: ci wszyscy-

Bez Tytułu Reaktywacja

uważający się za wielkich znawców siatkówki (a oglądają ją raz na boży rok), którzy jeszcze po mistrzostwach Europy mówili, jakim to wspaniałym trenerem jest Daniel, że zbudował coś z niczego- dlaczego po jedym nieudanym turnieju już nie uważają Argentyńczyka za świetnego szkoleniowca? Czy po zawodach we Włoszech nagle stał się gorszym trenerem? Jak widać, niektórzy nie mają pojęcia o siatkówce, a także i o sporcie. Nie osądza się ani zawodnika, ani trenera po jednym turnieju. Ciekawe, dlaczego tak się nie robi z wszystkimi trenerami reprezentacji piłkarzy? PZPS ma podjąć decyzję 19 października. Ale już chodziły głosy, że szanowny Pan Przedpełski (prezes PZPS) szykuje dla Castellaniego inną „fuchę”, która ma zastąpić mu bycie trenerem naszej kadry. Piszę to przed ogłoszeniem werdyktu, więc niestety nie mogę też i tego skomentować. Na koniec tych mistrzostw widać, że to jednak nie Warszawiacy są największymi kombinatorami. abnormal Kung Fu  Wing Tsun
Wing Tsun Kung Fu. Z czym Ci się to kojarzy? Z filmem „Kung fu panda”? A może z osobami którzy przy każdym ciosie dają różne okrzyki? Jeżeli tak, to jesteś w błędzie.
Bez Tytułu Reaktywacja

Wing Tsun jest to najpopularniejszy ze stylów Kung Fu. Jest jednym z nielicznych sportów, w których nie ma sparingów ani zawodów w przeciwieństwie np. do Taekwondo , kickboxingu itp. A dlaczego? Otóż z bardzo prostego powodu, kiedyś dawno temu takowe zawody się odbywały. Przegrany doznawał trwałego urazu fizycznego albo po prostu umierał od ciosów, co świadczy o brutalności tego sportu. Na czym polegają różnice między Kung Fu  a innymi stylami sztuk walki? Otóż Kung Fu jest typowo uliczną sztuką walki, ma na celu jak najszybciej i najskuteczniej pokonać napastnika. Nie ważne czy jest on z gołymi pięściami, kastetem, pałką czy z nożem… Uczeń WT poradzi sobie bez problemów. W przeciwieństwie np. do Taekwondo WT nie posiada rozgrzewki, ponieważ ma to na celu żeby ciało było zawsze w gotowości do obrony. Jeżeli ktoś Cię zaczepi, to przecież nie powiesz mu „ Poczekaj chwilkę, tylko się rozgrzeję”. Ta sztuka walki nie jest robiona pod publiczkę, ona nie ma na celu pięknych odbić od ścian, idealnych rzutów

Bez Tytułu Reaktywacja

przeciwnikiem, ponieważ jest to mało praktyczne. Jak wyglądają nasze treningi? Trening zaczynamy od formy Siu Nim Tao czyli No cóż, w moich oczach taka sytuacja by wyglądała tak, że dwóch by zostało od razu znokautowanych, a trzeci by nie patrzył na nic tylko uciekał… Przyjemniejszy obraz dla oka? Też tak sądzę . Wiadomo jeden trening z Ciebie mistrza nie zrobi, aczkolwiek po pewnym czasie nabierasz pewności siebie i idąc sam przez miasto o 01:00 w nocy, nie masz strachu, że coś Ci się stanie. Wing Tsun nie jest tylko dla mężczyzn, kobiety też trenują WT  uzyskują stopnie mistrzowskie i są śmiertelnie niebezpieczne (dosłownie i w przenośni). O Wing Tsunie powstał również utwór węgierskiego rapera „Fanka Deli - Impossible is nothing” co tytuł w wolnym tłumaczeniu oznacza „Nic nie jest niemożliwe”. Idąc ulicą, spotykamy zazwyczaj napastnika „nie fair”, gdyż jest często większy, silniejszy i z kumplami…. więc my też nie jesteśmy „fair” i atakujemy punkty witalne prowadzące do jak najszybszego unieszkodliwienia napastnika/napastników. Zawsze staramy się unikać wszelakich konfliktów i rozwiązywać wszystkie sytuacje pokojowo, nawet gdy jest już bardzo gorąco, aczkolwiek gdy już walczymy, to do końca nie okazując litości i kierujemy się zasadą „Najlepszą obroną jest atak”. Skiera Z n i e w o l e n i
Powstanie Internetu, było przełomowym momentem w dziejach ludzkości. Stał się on kolejną bardzo ważną rzeczą w naszym życiu. Jednak nie jesteśmy w stanie jednoznacznie powiedzieć, że jest on zły.
Bez Tytułu Reaktywacja

Powszechność i ogólnodostępność tego środka masowego przekazu spowodowała, że bardzo szybko stał się częścią naszego życia. Mamy z nim styczność praktycznie wszędzie, w domu, szkole, pracy. I po prostu przestał być czymś szczególnym. Ludzie widząc potencjał Internetu postanowili wykorzystać go i oczywistą rzeczą zamienić na pieniądze. Tworząc różnego rodzaju serwisy. Ostatnio dużo się mówi o portalach społecznościowych, nie tylko w Polsce, ale także na arenie międzynarodowej. Zapewne każdy z was jest w stanie wymienić chociaż jeden, a nawet kilka z nich (fotka.pl, grono.net, nk.pl) Jednak coraz częściej można usłyszeć o portalu, jakim jest Facebook.com. Zapewne większość z Was, czytelników, posiada tam konto. Facebook oprócz przejrzystej sieci kontaktów, jaką możemy dostrzec i wymiany wiadomości ze znajomymi, posiada również inne funkcje, dzięki którym strona przyciągna tak dużą liczbę użytkowików. Jednak czy ktoś z Was zdaje sobie sprawę z zagrożenia, jakie niesie nie tylko ten portal ale i w/w? Psycholodzy mówią o pewnym paradoksie

Bez Tytułu Reaktywacja

towarzyszącym tego typu portalom: im więcej czasu spędzamy w świecie wirtualnym, zapraszając coraz to nowych znajomych czy rozwiązując nowe aplikacje, w rzeczywistości sami wykluczamy się z życia towarzyskiego, jednoznacznie prowadząc nas w ten sposób do uzależnienia. Polska jest krajem, gdzie ten problem nie jest aż tak zauważalny, ale na świecie owszem. Dochodzi do sytuacji, które nie powinny mieć miejsca. Jednym z takich przykładów jest postać 41-letniego mężczyzny ze Stanów Zjednoczonych, który w 2008 roku zabił swoją żonę przez to  że zmieniła informację o stanie cywilnym na na Facebooku z "zajęta" na "wolna". Mężczyzna wielokrotnie wysyłał wiadomości z zapytaniem, dlaczego to zrobiła. Kobieta nie odpowiadała na wiadomości, więc ten postanowił wziąć sprawę w swoje ręce i zaatakował ją nożem. Kobieta zginęła na miejscu. Patrząc na takie sytuacje, należy się na prawdę zastanowić czy warto wogóle w dwojaki sposób poświęcać własne życie dla tak niewdzięcznego wynalazku, jakim jest Internet. Zadanie dla ciebie. Wymień plusy i minusy korzystania z internetu i portali społecznościowych, policz, ile czasu dziennie poświęcasz na "siedzenie w Internecie" i zastanów się, co mógłbyś w tym czasie zrobić dla siebie i swoich bliskich. Dzajken Popołudnie ze świętym...
18 września 2010 roku odbyła się XXVIII Ogólnopolska pielgrzymka dzieci i młodzieży do Rostkowa pod hasłem "Gra o miłość". Udział w niej wzięli też uczniowie gimnazjum i szkół ponadgimnazjalnych z dekanatu raciążskiego, pod opieką duszpasterza młodzieży, ks. Pawła Gniadkowskiego.
Bez Tytułu Reaktywacja

47 osobowa grupa z Raciąża i okolic przybyła do Rostkowa ok. godziny 16.00. Już od chwili samego wyjścia z autobusu dało słyszeć się głosy dobiegające z placu, na którym zgromadzona była młodzież. Na scenie widać było prowadzącego imprezę księdza Rafała Grzelczyka oraz inne osoby, które były zaangażowane w zorganizowanie pielgrzymki. O godz. 16.30 zostało zamknięte wejście na plac. Osoby które na niego weszły nie mogły go już opuścić. Wtedy rozpoczął się tzw. program ewangelizacyjny pt. "Gra o miłość". Nastąpiło tzw. zawiązanie wspólnoty. Plac za kościołem farnym był wypełniony pielgrzymami, nawet z innych diecezji. Część naszej grupy spotkała byłego wikariusza parafii w Raciążu, księdza Piotra Paradowskiego, który przybył z młodzieżą z Osieka (dekanat rypiński). O godz. 18.30 rozpoczęła się msza święta koncelebrowana. Przewodniczył jej biskup płocki, Piotr Libera, współcelebrował ją także dyrektor wydziału duszpasterskiego kurii płockiej, ks. Roman Bagiński. Ważną częścią liturgii była homilia księdza biskupa skierowana do młodzieży. Następnie ok. godz. 20.00 rozpoczął się ostatni punkt pielgrzymki - koncert zespołu Maleo Reggae Rockers. Jego liderem jest Robert Malejonek, znany także z "Arki Noego". Grupa ta zagrała koncert muzyki reggae. Podczas ich występu wiele osób podeszło pod samą scenę, tłum młodych zaczął tańczyć i głośno śpiewać. Koncert tak bardzo się im spodobał, że ksiądz Grzelczyk poprosił o bis. Po zakończeniu występu udzielono końcowego błogosławieństwa młodzieży. Grupa z Raciąża wróciła do Raciąża ok. 23.30. Mamy nadzieję, że za rok pielgrzymka będzie równie udana jak tegoroczna. kuba997 Redakcja

Bez Tytułu Reaktywacja

Redaktor Qmama: Ula Skierkowska Zastępca Redaktora Qmama: Łukasz Liberacki Sekretarz redakcji: Jarek Sadowski Korekta: Agnieszka Michalska Grafika: Aleksandra Tobolska Arek Żelechowski Dziennikarze: Kuba Cieślak Agata Woźnicka Michał Skierkowski Lidka Gawlińska Agata Brudzyńska Dominika Wiśniewska Kamil Wawrzyniak Dorota Żelechowska