Musisz zainstalować flash player pobierz instalator










Bez Tytułu Reaktywacja

OD REDAKCJI Dawka energii zebranej podczas dwóch miesięcy wakacji nie pozwoliła nam długo czekać z wydaniem nowego numeru na-szej gazety. Wrześniowy numer to koncer-ty, wyjazdy, pojedynki i szczęście w piguł-ce. Takich pigułek nie można przedawko-wać, dlatego gorąco zachęcamy do czyta-nia, zarówno tych starszych uczniów na-szej szkoły, jak i tych, którzy dopiero do nas dołączyli. Tu każdy znajdzie coś dla siebie! :) Bez Tytułu Reaktywacja Gazetka Zespołu Szkół w Raciążu Jeśli masz do nas jakieś pytania pisz śmiało na: bez.tytułu.re@gmail.com Opiekun: p. Edyta Obrębska Redaktor naczelna: Małgorzata Zabrocka Zastępca redaktor naczelnej: Alicja Romanowska Sekretarz: Klaudia Żmijewska Projekt okładki: Magdalena Krygier Zdjęcie na okładce: Tomek Obrębski Grafika: Korekta: Alicja Romanowska Dziennikarze: Brdak O., Krzemiński P., Obrębski T., Oukal I., Petrykowski P., Rupiński R., Woźnicki T.

Bez Tytułu Reaktywacja

W NUMERZE 04 DWA DNI Z ŻYCIA STUDENTA 07 WYWIAD Z ZESPOŁEM LAO CHE 08 NIEWIDZIALNA WYS-TAWA 09 NARODOWE CZYTA-NIE TRYLOGII HENRYKA SIENKIEWICZA — FOTO-RELACJA 11 POJEDYNEK I 15 DO KATOWIC NIE TYLKO PO WĘGIEL 22 NAJPIĘKNIEJSZY PRZYSTANEK ŚWIATA 26 SPRZĄTANIE ŚWIATA — FOTORELACJA 28NIEPRAWDOPODOBNE 30 „ALE TO JUŻ BYŁO..." 33 LISTY DO REDAKCJI 34 PORTRET WYPACZONY
DWA DNI Z ŻYCIA STUDENTA
Bez Tytułu Reaktywacja

Piątek 16 maja był w tym roku dniem rozpoczęcia Juwenaliów Politechniki Warszawskiej. Dzięki Natalii Liberackiej, redaktor naczelnej TVPW – telewizji Po-litechniki Warszawskiej, razem z Paw-łem Krzemińskim z naszej redakcji, mo-gliśmy wziąć w nich udział i chociaż przez dwa dni poczuć się jak prawdziwi studenci. Wielkie oczekiwanie Jeszcze nigdy lekcje nie mijały tak wolno. Mimo, że miałem tylko pięć godzin, z nie-cierpliwością oczekiwałem ich końca. Zamiast skupiać się na nauce, myślałem nad tym, jakie atrakcje czekają nas za kilka godzin. W końcu nadszedł upragniony dzwonek i niedługo po godzinie 14 zmie-rzaliśmy autobusem do Warszawy. Cel głó-wny: Stadion Syrenki. Pierwsze wrażenia Z pomocą Kamila Świerczyńskiego, byłego ucznia naszej szkoły, trafiliśmy na miejsce. Kolejki do wejścia na teren imprezy cią-gnęły się w nieskończoność, jednak dzięki specjalnym opaskom na ręce i identyfika-torom, błyskawicznie znaleźliśmy się za bramkami. Pierwszy raz byłem na Juwenal-iach i powiem szczerze, że zaskoczyła mnie organizacja całego przedsięwzięcia.

Bez Tytułu Reaktywacja

Oprócz koncertów odbywały się różnego rodzaju akcje, happeningi. Otwartych było wiele ciekawych stoisk. Natalia zaprowa-dziła nas na „backstage", gdzie znajdowały się namioty TVPW i muzyków wystę-pujących na juwenaliowej scenie. Zostali-śmy oprowadzeni po całym terenie. Natalia pokazała nam tzw. reżyserkę, gdzie na bie-żąco organizowana była transmisja, która trafiała na telebimy znajdujące się na sce-nie oraz do Internetu. Poznaliśmy też wie-le osób z ekipy telewizyjnej. Natalia opo-wiadała nam o całej pracy, którą wykonuje TVPW. W wolnych chwilach mogliśmy zaś pójść „pod scenę" by posłuchać muzyki oraz pobawić się na koncertach. A na scenie Pierwsze dwa występy dały miejscowe, mniej znane kapele. Na szczęście deszcz i błoto nie odstraszyły ludzi i cały teren po-woli się zapełniał. Akurat po naszym przy-byciu zaczął grać "Kabanos". Potem wzięli-śmy czynny udział w koncertach: Luxtor-pedy, Lady Pank i T.love. Były to świetne występy, zaś sami artyści mieli bardzo do-bry kontakt z publicznością. Między kon-certami reporterzy TVPW przeprowadzali wywiady z muzykami, a także puszczane były wcześniej nagrane filmy, klipy i repor-taże oraz reklamy sponsorów. Po ostatnim koncercie nastąpiło podsumowanie wyko-nanej pracy, a potem pojechaliśmy na no-cleg do jednego z akademików Politechni-ki. Drugi dzień "przygody" Już od rana z oddali słychać było dźwięki perkusji. Na stadionie odbywały się próby, mimo, że pierwszy koncert tego dnia miał być o godzinie 16:30.

Bez Tytułu Reaktywacja

Ale zanim pojechaliśmy na miejsce Juwe-naliów, wzięliśmy udział w jeszcze jednej imprezie towarzyszącej – Wielkiej Paradzie Studentów. Przed Pałacem Kultury, na Pla-cu Defilad zebrał się ogromny, kolorowy tłum młodych ludzi. W barwach swoich uczelni, z transparentami o bardzo wymo-wnych hasłach oraz przyśpiewkami towa-rzyszącymi marszowi, ruszył on w stronę Stadionu Syrenki. My również mogliśmy się do czegoś przydać. Jako „nowicjusze" nieśliśmy torby i plecaki od sprzętu, a trój-ka studentów z TVPW kręciła materiał z całej akcji. Cała parada dotarła przed stadion ok. godz. 16. Pogoda dopisała, zro-biło się bardzo ciepło, każdy więc ucieszył się na widok darmowych napojów oraz lo-dów rozdawanych przed wejściem. Zabawa trwa Muzycznie dzień ten rozpoczęły zespoły: The Synki oraz CoSovel. Ludzi było mniej niż poprzedniego dnia, prawdopodobnie ze względu na deszcz, który padał całą noc i zamienił teren pod sceną w niemalże „woodstockowe błoto". Lecz tak jak poprze-dniego dnia, studentów przybywało. Zespół Muchy porwał publiczność, potem świetny koncert dało Lao Che. Mimo tego, że ubło-ciłem moje jedyne spodnie, warto było pójść pod scenę, by poczuć tę energię. Po występie grupy z Płocka, udało nam się przeprowadzić krótki wywiad ze „Spiętym" oraz „Denatem" – iderami zespołu. Osta-tnie dwa koncerty, kończące tegoroczne Juwenalia, dały dwie legendarne grupy: Ira oraz Perfect. Niesamowite uczucia towa-rzyszyły nam, gdy cały stadion śpiewał „Autobiografię" czy „Chcemy być sobą". Po godzinie dwunastej, zamilkły ostatnie dźwięki ze sceny. Jednak trzeba było posprzątać po impre-zie. Pomogliśmy z wielką chęcią zwijać ka-ble oraz pakować sprzęty do samochodów. Teren festiwalu opuściliśmy po godzinie pierwszej. Darmowa kawa w Mc Donaldzie i impre-za w akademiku Nie udaliśmy się od razu do akademika. Koło godziny drugiej znaleźliśmy się w jednym z warszawskich Mc Donaldów, gdzie student z naszej grupy wykorzystał darmowe kupony na kawę, a była ona nie-zbędna przed imprezą podsumowującą ca-łą pracę związaną z medialną organizacją Juwenaliów. Tym bardziej, że niektórzy ze studentów nie spali już od czterech dób. I tak poznaliśmy wiele pozytywnych osób, które kochają to co robią i wychodzi im to naprawdę świetnie. Powrót do domu Poszliśmy spać ok. godziny szóstej nad ra-nem. O 12 mieliśmy już autobus powrotny. Chcąc, nie chcąc, musieliśmy wcześnie wstać, by pojechać do Raciąża. Był to dla nas wspaniale spędzony weekend. Mogli-śmy się dużo nauczyć, a także chociaż tro-chę przydać. Najbardziej chcemy podzię-kować Natalii Liberackiej oraz pani Edycie Obrębskiej, bo bez nich ten wyjazd by się nie udał. Paweł Petrykowski Fot 1,2: Beztytulureaktywacja (CC BY SA 4.0) Zdjęcia zmniejszono i przycięto z oryginałów.



NIEWIDZIALNA
WYSTAWA
Bez Tytułu Reaktywacja

Jak wiemy Internet nie jest wyłącznie miejscem zamieszkania kotów całej ga-laktyki. Jest to również źródło całkiem przydatnych informacji, chociażby ta-kich, jak kreatywnie spędzić wolny czas w Warszawie. Dzięki niemu dotarłam na stronę „Niewidzialnej Wystawy” i wcale nie żałuję, że znalazłam się po tej stro-nie Internetu. Główną ideą tej interaktywnej wystawy jest uwrażliwienie i uświadomienie społeczeń-stwa jak wygląda życie niewidomych czy niedowidzących. To właśnie oni są przewo-dnikami w tej niezwykłej podróży. 16 zł i półtorej godziny z życia to małe poświęce-nie względem tego, ile można zyskać, przenosząc się w ten inny, równoległy świat. Świat, który w każdej chwili może stać się nasz. Świat, który jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko, głównie przez naszą obojętność. Największą zaletą tego przedsięwzięcia są ludzie za nim stojący. Wychodząc z budyn-ku ciężko nie myśleć o walce, którą toczą dzień w dzień, przyjmując to, co się stało z pokorą i uśmiechem na twarzy, jak pod-kreślają, wciąż ucząc się nowych rzeczy. Chwytają każdy moment z życia i wyciska-ją go jak cytrynę, ciesząc się z każdej kro-pli. Ich stosunek do samych siebie idealnie odzwierciedla sytuacja, której byłam świad-kiem przed samą wystawą. Jeden z praco-wników prowadził pod rękę niewidomą przewodniczkę i podczas ich rozmowy z jej ust padły słowa: Przestań! Wszyscy się na nas patrzą. Na co on uroczym głosem od-powiedział: Skąd wiesz? Przecież nic nie widzisz! Po czym obydwoje zaczęli się śmiać, a za ich przykładem poszedł każdy w holu. Nie zdradzę nic więcej na temat samej wystawy, bo jeśli chcecie się dowiedzieć co, jak i gdzie, wiecie, co powinniście zro-bić (www.niewidzialna.pl). Mam nadzieję, że chociaż w małym stopniu zachęciłam was do odwiedzenia tego niezwykłego miejsca i spotkania się twarzą w twarz z ludźmi, którzy je tworzą. Wiedźcie, że każdy kogo tam nie było, powinien żałować i jak najszybciej nadrobić zaległości. Małgorzata Zabrocka

Bez Tytułu Reaktywacja NARODOWE CZYTANIE TRYLOGII HENRYKA SIENKIEWICZA Zdjęcia: Klaudia Żmijewska Wszystkie zdjęcia zmniejszono i przycięto z oryginałów.



Bez Tytułu Reaktywacja

POJEDYNEK I
Filmy Lasse’go Hallström’a: „Czekolada” vs. „Co gryzie Gilberta Grape’a?”
Bez Tytułu Reaktywacja

Cześć. Nie wiem, czy wiecie, ale uwiel-biam kino. Potwornie uwielbiam kino. A jako, że najwięcej filmów zawsze oglą-dam w czasie wakacji, właśnie wtedy w mojej główce narodził się pewien po-mysł. Postanowiłam, że na łamach „Bez Tytułu…” będę się z wami dzieliła moimi przemyśleniami na temat obejrzanych przeze mnie filmów, a żeby nie było zbyt nudno, urządzę swego rodzaju pojedyn-ki. Zestawione filmy zawsze będzie łą-czył jakiś jeden wspólny element: mo-tyw przewodni, reżyser, aktor odgrywa-jący główną rolę itp. Teraz już wiecie na czym to polega, więc żeby już dłużej nie przeciągać przejdźmy do pierwszego pojedynku, zapraszam na ring! Zacznijmy od dwóch dzieł świetnego szwedzkiego reżysera Lasse’go Hall-ström’a. Ten pan ma swój charakterysty-czny styl, jego filmy są specyficzne, mają w sobie coś niezwykłego. Co ciekawe, za-nim Hallström zaczął tworzyć filmy pełno-metrażowe, reżyserował teledyski. Ba i to nie byle jakie — Szwed był reżyserem większości wideoklipów ABBY! „Co gryzie Gilberta Grape’a?” (1993r.) Tytułowy Gilbert (Johnny Depp) mieszka w małym, zapyziałym i nudnym miasteczku o nazwie Endora. Jego życie nie jest ani słodkie ani miłe… Osierocony przez ojca — samobójcę, codziennie pomaga choro-bliwie otyłej matce (Darlene Cates) w opie-ce nad Arnim (Leonardo DiCaprio) — swoim chorym umysłowo bratem. Jest je-dynym żywicielem rodziny (pracuje w skle-pie spożywczym), do której należą też jego dwie młodsze siostry. Łatwo nie jest, praw-da? „Czy w ogóle śmierć może nieść ze sobą szczęście? Nie wiemy, jak potoczą się dalej losy młodego Grape’a, ale piękne w tym filmie jest właśnie to, że naprawdę się nad tym zastanawiamy." Chłopak jest rozdarty, dochodzi u niego do konfliktu wartości. Kocha swoją rodzinę i jednocześnie nienawidzi jej.

Bez Tytułu Reaktywacja Bez Tytułu Reaktywacja

Nie cierpi zachowania Arnie’go, czasami ma nawet ochotę go zabić, ale z drugiej strony wie też, że to właśnie dla nie-go ma siłę, by wstać rano z łóżka. To właśnie rodzina jest jedynym powodem, dla którego Gilbert wciąż tkwi w Endo-rze, mimo że już wielokrotnie planował wszystko zostawić i wyjechać do większego miasta, rozpocząć noowe, lepsze życie. Reżyser skłania nas do głębszego zastanowienia, jak my postąpilibyśmy na miejscu Gilberta — czy szczę-ście najbliższych zawsze należy przedkładać nad swoje osobiste? A może właśnie samo posiadanie rodziny jest przyczyną naszego szczęścia? Wkrótce jednak w życiu chłopaka po-jawia się iskierka nadziei. Wraz z przyjazdem do miaste-czka młodej turystki — Becky (Juliette Lewis) Gilbert za-czyna inaczej patrzeć na świat, znowu sprawdza się stare porzekadło, miłość uskrzydla. Warto jednak zastanowić się też nad zakończeniem filmu. Czy jest ono szczęśliwe? Czy w ogóle śmierć może nieść ze sobą szczęście? Nie wiemy, jak potoczą się dalej losy młodego Grape’a, ale piękne w tym filmie jest właśnie to, że naprawdę się nad tym zas-tanawiamy. To nie jest tak, że wyłączysz telewizor i wra-casz do codzienności, ten film na to nie pozwala. To nie jest spektakularna megaprodukcja, nie doszukamy się tu efektów specjalnych, kaskaderów i najnowszych techno-logii. Nie. To jest życie i ma swój słodkogorzki smak. Hallström przenosi na ekran ludzkie problemy i skrywane emocje, a że pomagają mu w tym świetni aktorzy tacy jak Depp czy DiCaprio, to nie ma się co dziwić, że film ten naprawdę zapada w pamięć. Johnny świetnie wczuwa się w postać Gilberta, jest w swojej grze niezwykle prawdziwy, przekonujący. Ale na jeszcze większe uznanie zasługuje Leo. Myślę, że już wtedy, jako 18-letni chłopak rolą Arnie’go zasłużył na Oscara. Co ciekawe, grał tak dobrze, że widzowie po premierze „Co gryzie…” byli przekonani, że Arnie’go grał prawdziwy chory umysłowo chłopiec!

Bez Tytułu Reaktywacja

„Czekolada” (2000r.) Akcja filmu rozgrywa się w latach 60. ubie-głego wieku, w scenerii uroczego, francus-kiego miasteczka, do którego wprowadza się główna bohaterka — Vianne Rocher (Juliette Binoche) wraz ze swoją córką Anouk (Victorie Thivisol). Mimo ostrzeżeń kobieta otwiera sklep z czekoladą w czasie Wielkiego Postu, czym wzbudza zgorsze-nie konserwatywnego burmistrza (Alfred Molina). Powszechnie szanowany przez mieszkańców włodarz pragnie, aby w jego miasteczku panował idealny porządek, swoim postępowaniem sam stara się dawać innym jak najlepszy przykład (pisze nawet teksty kazań dla księdza). Początko-wo ludzie odnoszą się do Vianne z niechę-cią i rezerwą. „Czekolada, bo to o niej ja-ko o przedmiocie magi-cznym mowa, wprowadza w życie mieszkańców nową definicję szczęścia i przyje-mności." Jest zupełnie inna, wszystko wyróżnia ją na tle pozostałych mieszkańców: jej ate-izm, sposób bycia, otwartość i życzliwość, a nawet strój (jest pierwszą kobietą w mia-steczku, która nosi czerwone szpilki!). No właśnie i tu pojawia się ciekawy temat. W „Czekoladzie” ukazany jest problem in-ności, niezrozumienia tego, co nowe. Wyo-braźmy sobie, że jesteśmy na miejscu tych mieszkańców: żyjemy sobie spokojnie, od wieków bez zmian, zgodnie z przykazania-mi i z zachowaniem postów, teoretycznie wszystko jest idealnie, po co cokolwiek zmieniać. I nagle pojawia się ona — wie-cznie uśmiechnięta i serdeczna, ale trzyma się z dala od kościoła i nie zachowuje pos-tów… Co o niej myśleć? Okazuje się, że zmiany mogą być dla nas czymś dobrym. Reżyser wprowadza odrobinę magii, którą w odpowiednich proporcjach miesza z co-dziennymi problemami. Czekolada, bo to o niej jako o przedmiocie magicznym mo-wa, wprowadza w życie mieszkańców no-wą definicję szczęścia i przyjemności. Vianne jest przedstawiona w filmie nie jako zwykła cukierniczka, ale artystka i kapłan-ka, która swoimi czekoladowymi wyrobami zmienia życie innych ludzi. Ciągle wraca jednak problem tolerancji inności, kolejny raz za sprawą grupy wędrownych żeglarzy pod wodzą Roux (jak zawsze cudowny Johnny Depp). Ich obecność posuwa bur-mistrza do okropnych czynów (ale nie będę tu już spojlerować). Powiem wam tylko, że po obejrzeniu „Czekolady” wstąpiła we mnie jakaś nowa, pozytywna energia, czu-łam, że mogę zrobić wszystko, czułam się po prostu szczęśliwa… Dlatego polecam ten film szczególnie na jesienną chandrę i wszelkie smuteczki, naprawdę pomaga! Po odejściu od telewizora miałam ochotę na coś jeszcze, a jakże by inaczej, kubek gorącej czekolady! WYNIK: Remis! Wiem, że w każdym poje-dynku jest tylko jeden wygrany, jednakże tak się składa, że przyszło mi wybierać spośród moich dwóch ulubionych filmów, więc wybaczcie, ale nie mogę wybrać lep-szego. Pozostaję mi tylko zaprosić do oglą-dania! Aleksandra Brdak
DO KATOWIC NIE TYLKO PO WĘGIEL
Bez Tytułu Reaktywacja

Już niemal od początku roku przygotowy-waliśmy się całą redakcją do ogólnopol-skiego konkursu dziennikarskiego MAM Forum Pismaków, organizowanego przez Fundację Nowe Media. Gdy wysłaliśmy trzy numery gazet, w tym jeden na specjal-ny temat ustalony przez organizatora: „Mo-je miasto wczoraj i dziś”, pozostało nam tylko czekanie. Czekaliśmy, czekaliśmy, aż wreszcie się nie doczekaliśmy. Na stronie Fundacji została zamieszczona informacja o tym, że organizatorzy odezwali się już do laureatów. Do nas nikt się nie odezwał. Zdążyliśmy pogodzić się już z tym, że byli lepsi, do czasu kiedy pewnego dnia we-szliśmy do redakcji i zastaliśmy w niej Pa-nią Obrębską. Miała nam coś przeczytać, jednak nie dała rady i poprosiła o to Klau-dię. Fundacja przysłała nam maila, w któ-rym poinformowała nas o wygranej oraz zaprosiła na finał do Katowic. Do Warszawy pojechaliśmy delegacją w składzie: Pani Obrębska, Gosia Zabro-cka, Klaudia Żmijewska oraz ja, jako laure-at indywidualny. Z dworca centralnego mie-liśmy pojechać pociągiem do Katowic. W drodze do wagonu na peronie 3 zawia-domiono nas o zmianie peronu.

Bez Tytułu Reaktywacja

Wchodząc na ruchome schody nasza opie-kunka zręcznie zablokowała swoją walizką „wiecznie młodego” Krzysztofa Ibisza, aby dziewczyny mogły go zobaczyć. Trzeba przyznać, wie jak utrzymać dobry wygląd. Być może gwiazdor jechał z nami w pocią-gu… Kiedy zatrzasnęliśmy za sobą drzwi przedziału, czas się zatrzymał… na całe 5 godzin. Bardzo długie 5 godzin. W po-wietrzu dominował zapach – jeśli to nie jest zbyt słabe słowo – olejku goździko-wego, każdy kto miał z nim kontakt, wie, że nie należy on do najprzyjemniejszych. Kon-trola biletów zmroziła mi krew w żyłach. Przez własną głupotę mogłem wylecieć z pociągu, tylko dlatego, że zapomniałem podpisać legitymacji… Na szczęście kon-troler poprzestał jedynie na upomnieniu. Przedział był już zajęty przez matkę z dzieckiem, przez co zamiast rozmawiać, głównie wymienialiśmy spojrzenia. Na każ-dej następnej stacji do pociągu wchodzili nowi ludzie, pech chciał, że miejsce na któ-rym siedziałem nie należało do mnie, wtedy zjawił się jego prawowity „właściciel”. Zno-wu poczułem się jak przestępca. Mój fotel zajmowała matka z dzieckiem, których miejsca były z kolei zajęte przez starsze małżeństwo. Jednak miły mężczyzna zgo-dził się usiąść gdzie indziej. Ostatnią stacją na trasie naszego pociągu był dworzec główny w Katowicach, szcze-rze mówiąc wywarł na nas pozytywne wra-żenie. Spodziewałem się jakiegoś starego, obdrapanego dworca, brudnego peronu i wszechobecnych bezdomnych, co nas zastało? Czyste perony, zaledwie 2–3 bez-domnych oraz dworzec, który, był tylko częścią nowoczesnego i potężnego cen-trum handlowego.

Bez Tytułu Reaktywacja

Zatrzymaliśmy się w jednym z sieciowych barów kanapkowych, aby coś zjeść i po-czekać na przedstawicieli Fundacji, którzy mieli nas zabrać w docelowe miejsce. Gdy byliśmy już najedzeni, delektowaliśmy się chwilą, do restauracji zaczęli napływać klienci, jak się później okazało również laureaci konkursu. Nie było by w tym nic niezwykłego gdyby nie to, że dziewczyna, która była z nimi strasznie przypominała znajomą moją i Klaudii. – Ej, ja ją chyba znam. – powiedziała Klaudia. Tą znajomo wyglądającą dziewczyną była Ania z So-chaczewa, którą pamiętaliśmy z rajdów harcerskich. Po miłym przywitaniu czekali-śmy chwilę i gdy wszyscy się zebrali, ru-szyliśmy do autokaru, który czekał, by za-brać nas do Szymocic pod Rybnikiem, gdzie w ośrodku Leśna Polana mieliśmy być zakwaterowani przez najbliższe 3 dni. Miały się też tam odbywać warsztaty dziennikarskie. Ośrodek ulokowany był w lesie, na polanie znajdowały się domki, które były naszą ba-zą noclegową podczas pobytu. Zostaliśmy zaprowadzeni do stołówki, w której przywi-tali nas pracownicy Fundacji Nowe Media oraz pan Paweł Owczarczuk – prezes Polskiego Towarzystwa Kulturalnego. Za-poznano nas z planem pobytu oraz przy-dzielono nam domki. Po rozpakowaniu ba-gaży udaliśmy się na kolację. Przy stole poznaliśmy nowych ludzi, m.in. z War-szawy, Lublina czy Wrocławia. Po kolacji wszyscy rozeszli się do miejsc zakwatero-wania. Być może był to czysty przypadek, ale ja wiedziałem, że nie było to zwykłe zrządzenie losu. Domek, w którym mie-szkały Klaudia, Gosia i Pani Edyta miał awarię prądu, przez co nie było w nim też ciepłej wody. Dziewczyny mogły się poczuć jak prawdziwe bałtyckie morsy, biorąc prysznic w lodowatej wodzie. Można było im tylko pozazdrościć, taki zabieg w salo-nie piękności może kosztować nawet kil-kaset złotych. Rano po śniadaniu, organi-zatorzy przewidzieli dla nas warsztaty dziennikarskie. Zostaliśmy podzieleni na grupy i ruszyliśmy na zajęcia. Pierwsze z nich prowadził Kamil Wiśniowski, który dał nam lekcję prawa autorskiego, zaznajo-mił nas z zasadami publikowania zdjęć oraz tekstów w naszych gazetach. Sami mogliśmy wykazać się naszą wiedzą zaz-naczając błędy w gazetach laureatów. Ro-biliśmy to bez skrupułów. Następnie przejął nas prezes Fundacji Robert Bogdański, który opowiadał nam o manipulacji w me-diach. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego jak wiele mylących informacji trafia do nas przez prasę, telewizję czy Internet. Ostatnie warsztaty poprowadził Marcin Bo-rowski, znany dziennikarz śledczy, pracują-cy m.in. dla RMF FM, czy jako producent Super Wizjera. Zaprezentował nam cieka-wy wykład o pracy dziennikarza śledczego, dał nam dobre rady np. żebyśmy próbowali rozmawiać z obcymi ludźmi, czy żebyśmy drążyli temat, aż dojdziemy do sedna spra-wy. Po warsztatach zjedliśmy obiad i auto-busem ruszyliśmy do Katowic zwiedzać le-gendarną dzielnicę Nikiszów. Na pierwszy rzut oka dzielnica raczej od-rzucała aniżeli zachwycała. Brudne od osa-dów, ceglane kamienice, szyby kopalni i niemal całkowity brak nowych budowli. Ludzie wyglądający z okien, oraz pijaczek, który szedł ulicą. Czekałem tylko na to, aż ktoś wbije mi kosę pod żebra.

Bez Tytułu Reaktywacja



Bez Tytułu Reaktywacja

Zaczęto nas oprowadzać po dzielnicy, opo-wiedziano nam jej historię, wtedy zrozu-miałem jak wielki błąd popełniłem podczas powierzchownej oceny. Te domy, które wy-dawały mi się takie straszne, okazały się perełkami architektury, każde okno, każda brama i wykusz były inne, nie można było znaleźć dwóch takich samych elementów. Uroku dodawały czerwone oblamówki okiennic, które nadawały charakterystyczny i niepowtarzalny klimat temu miejscu. Piękne bramy i łączniki budynków były wej-ściami na podwórka, w których toczyło się życie górników oraz ich rodzin. Przewod-niczka, która oprowadzała naszą grupę, pochodzi z Nikiszowca, przez co mogliśmy zrozumieć chociaż w niewielkim stopniu ich życie. Młoda dziewczyna z przejęciem i pa-sją w oczach opowiadała o swojej dziel-nicy, historii tego miejsca oraz jego miesz-kańcach, którzy nadal wiodą tam wspólne życie. Pokazała nam kopalnię „Wieczorek”, szkołę, kościół oraz szpital, a także ścianę upamiętniającą górników, którzy zginęli w kopalni. Ostatnim punktem wycieczki by-ło muzeum dzielnicy Nikisz — tak jak mó-wią Ślązacy, mieszczące się w dawnym budynku maglowni. Wiąże się z nią cieka-wa historia, gdyż pomimo tego, że w do-mach była poprowadzona woda nie można było w nich prać z obawy o wilgoć, przez co kobiety niekiedy całe dnie musiały spę-dzać w maglu, piorąc i maglując pranie. Obecnie mieści się tam muzeum, w którym znajduje się m.in. galeria prac malarzy z Grupy Janowskiej. Poza obrazami oglą-daliśmy też wiekowe maszyny służące do prania, suszenia i maglowania, zwiedzili-śmy również wystawę „U nos w doma na Nikiszowcu”, prezentującą wystrój tradycyj-nego, dawnego domu ze Śląska.

Bez Tytułu Reaktywacja

W drodze powrotnej przejechaliśmy przez równie urokliwe miejsce, dzielnicę Giszo-wiec. Pełni wrażeń wróciliśmy do ośrodka, gdzie czekało na nas ognisko z kiełbas-kami. Gdy większość już spała ze zmęcze-nia, grupka śmiałków — my, opanowaliśmy ognisko, które paliło się do późnych godzin nocnych i dopiero dozorca ośrodka dał nam do zrozumienia, że nasze wycie po-winno już się zakończyć, przynosząc ko-newkę z wodą… Trzeba jednak zaznaczyć, że nie siedzieliśmy tam na próżno. Pod-czas wieczoru razem z innymi laureatami ułożyliśmy 1001 przysłów węglowych, np. węgiel nie sługa, węgiel węglowi węglem czy nie wszystko węgiel co się świeci. Jak widać atmosfera Śląska dosyć mocno się nam udzieliła. Nawet następnego dnia gdy po śniadaniu się spakowaliśmy i wsiedli-śmy do autobusu, co jakiś czas dało się usłyszeć węglowe mądrości. Dotarliśmy na miejsce, Uniwersytet Śląski w Katowicach, wydział nauk społecznych, tam miała się odbyć gala finałowa. Przed uroczystością wręczenia nagród i ogłosze-niem wyników mieliśmy możliwość wysłu-chania niezwykle ciekawego wykładu Pawła Reszki, reportera który był m.in. w Gruzji i na Ukrainie. Dzięki jego historiom chociaż w niewielkim stopniu zro-zumieliśmy co oznacza praca reportera. Śmierć, przemoc, niebezpieczeństwo, to dla niego codzienność. Ludzie, których spotyka na swojej drodze mają do opowie-dzenia naprawdę wiele, wystarczy przyto-czyć przykład rosyjskiego mafiozo, który nielegalnie przewoził rozkładające się ciała poległych żołnierzy do ich bliskich, by mogli ich pochować. Tak jak cały czas podkreślał, nie ma ludzi tylko dobrych i tylko złych, każdy ma w so-bie odrobinę jednego jak i drugiego a po-strzeganie ludzi tylko poprzez ich działania właściwe lub niewłaściwe jest błędem. Po pytaniach do dziennikarza przyszedł czas na galę właściwą. Na początku, na ręce pani Elżbiety Sury, która jest pomysłodaw-cą Forum Pismaków, zostały złożone kwia-ty wraz z podziękowaniami. Gdy doszło do wręczania nagród, najpierw indywidualnych a następnie dla redakcji, zrozumiałem jed-ną ważną rzecz, której się nie spodziewa-łem. Wszyscy przyjechaliśmy tam nie jako wrogowie, rywale, którzy chcą być najlepsi w swoim rzemiośle, sądziłem, że będziemy anonimowi, zawistni dla lepszych od nas. Myliłem się. Kiedy wręczano nagrody nie było już jakiejś tam dziewczyny z Warsza-wy, była to Ania, z którą poprzedniego wie-czora prześpiewaliśmy całe ognisko. To-mek, który dostał nagrodę za zdjęcia, nie był już tylko chłopakiem z pod Lublina. My-ślę, że nie tylko ja tak uważam. Forum Pismaków było fajnym przeżyciem, nie można jednak pozostać pod jego wra-żeniem, spocząć na laurach. Trzeba wziąć się do pracy, aby za rok być jeszcze lep-szym, inaczej będziemy się tylko cofać. Tomek Obrębski Fot 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7: Tomek Obrębski, Klaudia Żmijewska Wszystkie zdjęcia zmniejszono i przycięto z oryginałów.

Bez Tytułu Reaktywacja

NAJPIĘKNIEJSZY PRZYSTANEK
ŚWIATA
Bez Tytułu Reaktywacja Bez Tytułu Reaktywacja

Ilu ludzi w Polsce, tyle też opinii. Zdania na temat największego festiwalu w na-szym kraju są mocno podzielone. Jest wielu "fascynatów", którzy nie wyobra-żają sobie wakacji bez wyjazdu na Przy-stanek Woodstock. Jednak spora grupa ludzi krytykuje to wydarzenie (czasami wręcz je oczernia), nierzadko bazując na domysłach. Ja należę do tej pierwszej grupy i zgadzam się z cytowanymi przeze mnie słowami: "Na Woodstock przyjeżdża się tylko raz, potem się tylko wraca". Wielkie oczekiwanie Czas na Woodstocku mija niewyobrażalnie szybko, lecz same oczekiwanie na festiwal dłuży się niemiłosiernie. W połowie lipca czuć już niepowtarzalny klimat. W Interne-cie można śledzić powstawanie tego ”kilku-dniowego miasta”. Na polu stawiana jest duża i mała scena, pojawiają się wysokie słupy z głośnikami oraz festiwalowa infra-struktura. Pierwsze namioty się rozprze-strzeniają, festiwalowiczów przybywa z dnia na dzień. Jeszcze tydzień… sześć dni.

Bez Tytułu Reaktywacja

Powoli można już myśleć o pakowaniu się, to ważny element Przystanku, bo droga by-wa bardzo długa. W końcu nadchodzi czas wyjazdu. Wreszcie można oderwać się chociaż na kilka dób od codziennych obowiązków i przeżyć niesamowitą przygo-dę. Ooo...jedziemy na Woodstock! Na teren festiwalu można się dostać na niemalże każdy z możliwych sposobów: pociągiem, samochodem, motorem, a tak-że na pieszo, rowerem lub nawet tratwą. Do Kostrzyna nad Odrą zjeżdżają ludzie z całej Polski, Niemiec, Wielkiej Brytanii oraz wielu innych państw Europy i świata. Nie jest przecież przypadkiem, że w tym roku na jubileuszowym, dwudziestym Przy-stanku bawiło się około 750 tysięcy ludzi. Nasza grupa wybrała się pociągiem z War-szawy 30 lipca (dzień przed rozpoczę-ciem). Podróż minęła dość szybko. Po dro-dze mieliśmy tylko jedną przesiadkę, by potem wysiąść już na dworcu w Kostrzynie. W mieście było widać ogromny tłum kolo-rowych ludzi, a do pola były jeszcze nie-spełna trzy kilometry drogi. Ciężkie plecaki, namioty oraz wysoka temperatura nie prze-szkadzały, gdy mijało się tysiące uśmie-chniętych i życzliwych twarzy. Przeszliśmy ostatnie metry i oto się zaczęło. Weszliśmy na teren Przystanku Woodstock. Trzy dni przyjaźni i muzyki Łącznie na czterech scenach w tym roku wystąpiło 75 wykonawców. Wśród polskich zespołów były m. in. Acid Drinkers, Coma, Lao Che, The Bill, Budka Suflera, T.love, Tabu, Kamil Bednarek, Mesajah i Kabanos. Grono zagranicznych artystów tworzyło: Manu Chao, SkaP, Accept, Hatebreed, Volbeat i wielu innych. Ale nie samą muzy-ką żyje Przystanek. Na Woodstocku pro-wadzone są liczne warsztaty, akcje, happeningi. W cieniu namiotu Akademii Sztuk Przepięknych można posłuchać cie-kawych wykładów sławnych ludzi z Polski i ze świata. W tym roku gośćmi byli m.in. Agnieszka Holland, Muhammad Yunus, Bogusław Linda, Piotr Rogucki czy artyści z zespołu Budka Suflera. Życiem tętnił też tak zwany "pasaż", na którym zlokalizowa-ne były sklepy, punkty informacyjne oraz ekipy mniej znanych muzyków, które pre-zentowały covery, jak też swoje kawałki. Każdy miał swój własny pomysł na spędze-nie wolnego czasu, tak więc nikt się nie nudził. „W tym roku byłem dopiero po raz drugi na Przystanku, ale bawiłem się jeszcze lepiej niż na poprzedniej edycji." Zaraz będzie ciemno! Powiem szczerze, że swoim klimatem i nie-powtarzalnością Woodstock przebija wszy-stkie pozostałe festiwale muzyczne w Pol-sce. W tym roku byłem dopiero po raz dru-gi na Przystanku, ale bawiłem się jeszcze lepiej niż na poprzedniej edycji. Uczestni-czyłem w niemalże wszystkich koncertach jakie mnie interesowały. Co było dla mnie zaskoczeniem bawiłem się też świetnie na koncercie Budki Suflera, choć nie słucham tego zespołu na co dzień.

Bez Tytułu Reaktywacja

Na Przystanku poznałem wielu wspania-łych, pozytywnie nakręconych ludzi i zyska-łem dużo cennych wspomnień. Do dzisiaj się uśmiecham oglądając filmiki z Wood-stocku, na których przewijają się różne cie-kawe festiwalowe motywy, dla przykładu jedna osoba krzyczy: „zaraz będzie cie-mno!" i chór głosów odpowiada: „zamknij się!". Jednak, żeby to zrozumieć trzeba się tam znaleźć i to przeżyć. Oprócz samej atmosfery za unikatowością Przystanku przemawia wspaniała organizacja. Ludzie bawią się naprawdę bezpiecznie, rzadko słyszy się o jakichś wykroczeniach, a sam teren jest patrolowany przez specjalne służby: Pokojowy i Medyczny Patrol, policję oraz straż pożarną. Czas powrotów Często ludzie narzekają, że czas zbyt szybko mija. Tak samo jest na Woodstocku. Nie wiado-mo kiedy było rozpoczęcie, a już wszystko się kończy. Teraz tylko ostatni nocleg na polu namiotowym i z rana trzeba się udać w podróż powrotną. Na dworcu są ogro-mne kolejki, czasami trzeba długo czekać na pociąg. Teren Przystanku pustoszeje z minuty na minutę. Tłumy ludzi wracają do domów, zaś specjalne ekipy sprzątające przygotowują się do posprzątania terenu festiwalu. Jedziemy do Warszawy, a stam-tąd do naszych miejscowości. Ale już wiem na pewno, że za rok znowu wrócę na te kilka dni do Kostrzyna. Paweł Petrykowski Fot 1, 2: Ralf Lotys (Sicherlich) (CC BY 3.0) Zdjęcia zmniejszono i przycięto z oryginałów.

Bez Tytułu Reaktywacja Bez Tytułu Reaktywacja SPRZĄTANIE ŚWIATA Zdjęcia: Klasa III C Wszystkie zdjęcia zmniejszono i przycięto z oryginałów.

NIEPRAWDOPODOBNE
Po czterdziestu latach Polacy znowu są Mistrzami Świata. Nasi siatkarze pokonali 23 drużyny z całego globu, a wszystkich Polaków rozpiera niesamowita duma!
Bez Tytułu Reaktywacja

Pierwsze Mistrzostwa Świata organizowa-ne w Polsce otworzył mecz Polska – Ser-bia na Stadionie Narodowym w Warszawie. Zarówno organizatorzy, jak i siatkarze oba-wiali się o to, że niedokładne zabezpiecze-nie przed wiatrem może przeszkodzić w grze. Jednak taka przeszkoda, nie oka-zała się problemem i nasi panowie dali nam na to niezły dowód, wygrywając trze-ma setami! Wymarzony początek, prawda? Kolejne mecze są równie dobrze rozegra-ne. Australia, co prawda niewieloma pun-ktami, (ale jednak) przegrywa z nami. Zna-cznie gorzej idzie Wenezueli, która także nie pokonuje nas w drodze do wygranej. Kolejny pojedynek staje się natomiast wiel-ką niespodzianką! Kamerun wygrywa z na-mi w pierwszym secie, ale na dalszą ra-dość i im nie pozwalamy. Groźnym przeci-wnikiem nie okazuje się dla nas również Argentyna. Czyżby hala stulecia we Wroc-ławiu przyniosła naszym siatkarzom szczę-ście? Z grupy udaje nam się wyjść z utratą tylko jednego punktu! Po trzech dniach przerwy zaczynamy wal-czyć dalej. Tym razem w grupie B, z zes-połem USA przegrywamy 1:3 pomimo te-go, że szliśmy „łeb w łeb”, zostawiając na boisku bardzo dużo energii. Następnego dnia los się odwraca i to my wygrywamy 3:1 pokonując drużynę z Włoch. Iran, z któ-rym zazwyczaj mamy pod górkę i tym ra-zem się nie poddaje, ale Polska okazuje się silniejsza i wygrywa 3:2. Takim samym wynikiem zakończył się mecz z rodakami naszego trenera. Wyjście z grupy B, było dla nas wejściem do grupy nazywanej grupą śmierci.. W ko-lejnych meczach Polacy trzymali nas w nie-pewność, ponieważ wygrywali dopiero w tie - break'ach. W pojedynku z Brazylią naj-większą uwagę zwrócił na siebie sędzia główny, który nie do końca nam kibicował. Mecz z Rosją, a szczególnie jego pierwsze dwa sety, były dla nas niezwykle ważne. Wygranie ich stało się przepustką do pół-finału! Kolejne 3:1 w meczu z Niemcami dla kibiców było już zwycięstwem. Ta wal-ka doprowadziła drużynę Polski do walki o złoto. Ostatni dzień Mistrzostw w wielu Polskich domach i sercach był strasznie nerwowy, ale i pełen nadziei. Każdy z nas wierzył w to, że się uda. No i nie mogło stać się inaczej!

Bez Tytułu Reaktywacja

Polska grająca na tych mistrzostwach po raz drugi z Brazylią, to coś, czego nie uda-ło się osiągnąć żadnej drużynie. Tu powta-rza się scenariusz sprzed ośmiu lat. Znowu walka o złoto, znowu z tym samym zes-połem. Jednak tym razem nie dajemy się pokonać. Polscy siatkarze, którzy po 12 ro-zegranych meczach mieli już niewiele siły, pokonują Brazylię! I tak jak czterdzieści lat wcześniej, Polacy wygrywają złoto! Pomimo nie zawsze dobrych zagrywek, od-bić, bloków. Pomimo kontuzji, bólu, braku sił. Pomimo tęsknoty za domem, za życiem prywatnym. Pomimo tego wszystkiego nasi siatkarze pokazują jak grać, żeby wygrać. Wiele zespołów, było wymienianych jako faworyci. Polska wśród nich się nie pojawi-ła, więc chłopacy postanowili o sobie przy-pomnieć. Oprócz grupowego złota, naszym zwycięstwem jest tez posiadanie najlepszego zawodnika tych Mistrzostw – Mariusza Wlazłego i najlepszego blokują-cego – Karola Kłosa! Ci dwaj zostali wyróż-nieni, jednak złoto wywalczyli wszyscy. Pewnie w momencie, kiedy ostatnia piłka spadła na boisko w niejednym oku pojawiły się łzy szczęścia, niejeden człowiek zatań-czył taniec szczęścia, niejeden skakał z ra-dości. To wszystko stalo się jak najbardziej uzasadnione. Ktoś by mógł rzec, że to zwy-kłe odbijanie piłki, jednak ja uważam to za sport narodowy. Obyśmy zmienili jako na-ród spojrzenie na tę dziedzinę i zaczęli ją właśnie tak traktować. Nie piłkę nożną, a siatkówkę! Klaudia Żmijewska Fot. 1: Mariusz Cieszewski (CC BY NC 2.0) Zdjęcie zmniejszono i przycięto z oryginału. „ALE TO JUŻ BYŁO..."
Myślę, że czasem podsumowań jest zazwyczaj koniec roku kalendarzowego, jednak w naszym przypadku jest nieco inaczej. Ze względu na to, że to pierwszy numer wydany przez nas w tym roku szkolnym, postanowiliśmy podsumować dziesięć miesięcy ubiegłorocznej pracy.
Bez Tytułu Reaktywacja

Wystartowaliśmy we wrześniu. Wtedy wła-śnie zaczął się formować obecny skład zespołu. W pierwszym numerze pisaliśmy o mężczyznach, ich dbaniu o siebie, podry-wie, a także o ich pięknych umysłach. Pierwsze dni w gazetce były dla nas też okresem szkoleń. Warsztaty dziennikarskie prowadzili dla nas wtedy Dominika Wiśnie-wska i Łukasz Liberacki, a łamania uczyła nas Ula Skierkowska. W październiku pisaliśmy głównie o subkul-turach, ale w numerze znalazł się także tekst o harcerzach i Islamie. Miesiąc ten był też dla nas społeczno–kulturalny, po-nieważ wzięliśmy udział w wieczorku poe-tyckim, Narodowym Dniu Edukacji i w Mię-dzynarodowym Dniu Walki z Otyłością, a także debacie na temat bezpieczeństwa w naszym mieście. Listopad był dla nas wyjątkowo stresują-cym okresem, ponieważ składaliśmy wtedy numer konkursowy, którego głównym tematem było nasze miasto. Pisaliśmy w nim o patriotyzmie i jego braku, o kultu-rze i życiu codziennym mieszkańców Ra-ciąża, o tym co działo się tu podczas II Wojny Światowej. Nie zabrakło również rozmowy z Czesławem Mozilem, który od-wiedził nasze miasto w tym miesiącu. Grudzień był dla nas chwilą oddechu, cho-ciaż nie do końca, ponieważ cały czas pra-cowaliśmy nad kolejnym numerem. W po-łowie miesiąca mieliśmy także świetną nie-spodziankę, naszą redakcję po raz pierw-szy odwiedził Piotr Kędzierzawski, z którym współpracujemy do chwili obecnej. W styczniu podejmowaliśmy kolejne, waż-ne dla naszej całej grupy decyzje. Pomimo wątpliwości postanowiliśmy zgłosić się do projektu „Poznawaj i dziel się”. Była to do-bra decyzja, ponieważ zakwalifikowaliśmy się do niego. W tym samym czasie numer dalej tworzyliśmy numer.

Bez Tytułu Reaktywacja

Na początku lutego nasza redakcja wzięła udział w warsztatach z animatorem z Fun-dacji Nowe Media — panem Krzyśkiem Boczkiem. Były one wynikiem wzięcia udziału we wspomnianym przeze mnie projekcie. W tym miesiącu wydaliśmy też nasz kolejny numer. Tym razem tematem przewodnim były pasje. Przeprowadziliśmy wywiady z ludźmi, dla których zaintereso-wania są całym życiem. Równy miesiąc po warsztatach z panem Boczkiem naszą wiedzę zaczęliśmy prze-kazywać seniorom. Po spotkaniach z nimi wydaliśmy numer dokumentujący cały pro-jekt. W marcu udało nam się spotkać i po-rozmawiać z zespołem Hunter, a dzień i ty-dzień później mieliśmy warsztaty filmowe z Natalią Liberacką. „Wydaliśmy siedem numerów, podzieliliśmy się z Wami naszymi przemyśleniami, przekazaliśmy wiedzę seniorom." Kwiecień zaczął się dla nas od dobrej wia-domości. Okazało się, że wygraliśmy kon-kurs na najlepszą dokumentację projektu „Poznawaj i dziel się”. Kolejną wspaniałą rzeczą w tym miesiącu była dla nas wycie-czka do Warszawy. Dwa dni po niej byli-śmy na Warsztatach Iście Ratowniczych Chorągwi Mazowieckiej, które objęliśmy patronatem medialnym. Z tej okazji powstał numer specjalny, w którym zdaliśmy relację z tego weekendu. Pod koniec miesiąca opublikowaliśmy pierwsze wydanie BTRTV NEWS. W czasie, kiedy działo się tak bardzo dużo my składaliśmy kolejny numer, który wyda-liśmy w maju. Poświęciliśmy go między in-nymi pożegnaniu maturzystów, naszym wartościom i temu co się działo w naszej szkole. Dobre wiadomości nie skończyły się w kwietniu, ponieważ w maju dowiedzie-liśmy się o naszej kolejnej wygranej! Tym razem zostaliśmy laureatami ogólnopol-skiego konkursu Forum Pismaków. Czerwiec był miesiącem podsumowań. We wrześniu wydaliśmy dla Was pierwszy numer gazety w tym roku szkolnym, prze-czytaliście w niej głównie artykuły o tema-tyce wakacyjnej, ale także o naszym wyje-ździe do Katowic i zdobyciu przez naszą redakcję 3. miejsca w 19. edycji Forum Pismaków. Jak widzicie, dziesięć miesięcy to tak po-zornie mało, a jednak tak dużo można przez ten czas zrobić i zyskać. Wydaliśmy siedem numerów, podzieliliśmy się z Wami naszymi przemyśleniami, przekazaliśmy wiedzę seniorom. Zdobyć udało nam się mnóstwo doświadczenia, umiejętności, ra-dości, ale przede wszystkim najważniejsze dla nas jest to, że udało nam się stworzyć zgraną ekipę, z którą można i góry przeno-sić! Klaudia Żmijewska



LISTY DO
REDAKCJI
Bez Tytułu Reaktywacja

Kiedy na horyzoncie pojawia się niezłe ciacho posikuję się, co robić? Anonim Drogi Anonimie! Twoje posikiwanie może być pozytywnym aspektem kochania. Nie musisz się oba-wiać. Sięgnij pamięcią do Twojego osta-tniego spotkania z psem, zapewne przypo-minasz sobie jak posikiwał np. na drzewka czy trawę. Możliwe, że w ten sposób, tak samo jak on, rozwiewasz swoje feromony, by złapać kontakt z „ciachem”. Jak widać każdy z nas ma w sobie coś ze zwierza… Khaki i Wunglik Czy pan redaktor może polecić klej do klapków bo robiom się głodne i odcho-dzom od pszedniej podeszwy? Andrzej Drogi Andrzeju! Mam ten sam problem i próbowałem już chyba wszystkiego. Od sklejania na ślinę po Kropelkę – nic nie pomaga. Dopiero gdy je nakarmiłem sytuacja na chwilę się po-prawiła, jednak nie trwało to długo. Teraz gdy nie dostają jedzenia regularnie skaczą mi do gardła. Zostawiłem je na wakacje w szkolnej szat-ni, licząc na to, że padną głodem. Khaki Konflikt pokoleń, czy mogę być jedno-cześnie pozytywistą i romantykiem? Anonim Oczywiście, że tak, choć to niezwykle trud-ne. Podejrzewam, że w twoim wnętrzu non stop trwa walka między sercem a rozu-mem. Nie pocieszę Cię, tak będzie do koń-ca życia. Może nawet nabawisz się jakiś zaburzeń psychicznych. Możesz starać się do tego nie dopuścić i wierzyć szkiełku i oku albo intuicji, ale w większości przy-padków te starania idą na próżno. Ludzka natura taka jest, pełna wątpliwości i pytań. Pomóc Ci może tylko jedna postać, Stani-sław Wokulski, i choć on nie skończył zbyt dobrze, mam nadzieję, że Tobie to się uda. Sięgnij po „Lalkę” i albo czerp nadzieję albo… Nadobna Paskwalina

Bez Tytułu Reaktywacja

PORTRET WYPACZONY Przybywają zagnieżdżeni w matczynym łonie, które rozrywane przy mandragorskim tonie, przy niezliczonych spazmach boleści, cierpienia… Wychodzą zbroczeni krwią – pieczęcią istnienia. Swe nadejście obwieszczają gardłowym łkaniem, uosabiając ciszę przed burzy nastaniem. Labirynt pęt cielesnych bezbronnych otacza, Ariadna jedną drogę w odmętach wyznacza. Oblekłwszy się w rozpusty, pożądania sidła, w brudy jakich nie zmyją najświętsze kropidła, łamią swe nogi w trwodze, strachu i słabości, wynosząc w ten sposób bóstwa na wysokości. Łaskawie obdarzeni przez Świętego dary, gwoli odróżnienia straszydła od poczwary. Wielu na wartości skrzydłach wznieść się próbuje, pożoga rozczarowania pierza zajmuje. Złodzieje, mordercy, oszuści, gwałciciele, tak słabi na umyśle, na duszy, na ciele. Łudzą się, by nie stracić sensu życia, wiary, znieść apogeum predestynacyjnej kary. Gdyż w końcu dratwa sama każdego owinie,

Bez Tytułu Reaktywacja

tworząc drzwi, którymi ikra prędzej wychynie, tworząc kręte korytarze, łzawe doliny, szczeliny ułożone na wzór pajęczyny. Zawleczeni zostaną, gdzie zasiada Ona. Ta rozpostrze wokół nich zmartwiałe ramiona, wydłubie oczy, wyrwie blagowe języki, rzuci ich pod siedzisko kościanej lektyki. Pochłonie, jak chmura gwiazdę nikłą na niebie, ostatnie nadzieje w słonym piachu pogrzebie. I tak sczezną okalani robactwa łonem, żegnani przez nielicznych szyszymorskim tonem. Radek Rupiński Fot. 1: Beztytulureaktywacja (CC BY SA 4.0) Fot. 2: Public domain Images Zdjęcia zmniejszono i przycięto z oryginałów. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ UWAGA OGŁOSZENIE Twoją pasją jest pisanie, filmowanie, robienie zdjęć albo grafik? Może jesteś ciekawy tego, co dzieje się w Twoim otoczeniu? Chcesz się spełniać, odkrywać nieznane dotąd Ci rzeczy i poznawać nowych, wspaniałych ludzi? Czekamy właśnie na Ciebie! Jeżeli chciałbyś dołączyć do szkolnej gazetki „Bez Tytułu — Reaktywacja” zgłoś się do nas! Przyjdź do sali 124, lub skontaktuj się z Małgorzatą Zabrocką (kl. II a). ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~