Тэставае паведамленьне - трэба паставіць flash player










bariery. I te interpersonalne, i te językowe. Trudno jest nauczyć Niemca polskich łamaczy języków typu „stół z powyłamywanymi nogami”, „na wyścigach wyścigowych wyścigowa wyścigówka wyścignęła wyścigową wyścigówkę numer pięć” czy kultowego „Grzegorza Brzęczyszczykiewicza”. Zagraniczni koledzy nie pozostali nam dłużni. Zaczęli nas uczyć swoich łamaczy. „Fisher Fritz fischt frische Fische”, czy „Der dicke Dachdecker deckt Dir dein Dach, drum dank dem dicken Dachdecker, dass der dicke Dachdecker Dir Dein Dach deckte”! Uffff! I tak wzajemnie przełamywaliśmy bariery. Ale oprócz tego

Spis treści SubbrSach 2 Przez żołądek do głowy… 4 Pod niebem Paryża 5 Dziennikarskim śladem Zamków Jurajskich. 9 Bezpiecznie na wakacjach 11 Bezpiecznie na wakacjach II 11 GOPR 13 Templatka - z czym sie to je? 15 Temari czy tiramisu – o co tu chodzi? 15 Skuter – pojazd marzeń? 17 Na bakier z prawem 18 SubbrSach Bite trzy tygodnie integracji uczniów Elektryka z niemieckimi rówieśnikami z EST Tettnang. Były latawce, była zabawa, były rozmowy i łzy. Takie na pożegnanie. Weekend majowy był dla nas krótki, już 3 maja wyruszyliśmy w stronę polskich gór, a towarzyszyli nam obcokrajowcy i to w dodatku, których znaliśmy dopiero od dwóch dni. Zapowiadało się… ciekawie. Kraków, Biały Dunajec, góry, Zakopane, Gubałówka, Krupówki, Morskie Oko, Dunajec, Czorsztyn, Podzamcze, może to tylko nazwy, ale my te nazwy poznaliśmy od strony geograficznej. Na żywo. I nie ma czego żałować. Wymiana polsko – niemiecka rozpoczęła się naprawdę odlotowo. Barieryout! Wieczorami zwykle siadaliśmy razem w pokojach i



łamaliśmyuczyliśmy się języków: niemieckiego i angielskiego, z kolei Niemcy pracowali z polskim słownikiem. I pamiętam jedną wypowiedź kolegi niemieckiego, który w wolnym tłumaczeniu stwierdził, że „gdy między sobą rozmawiacie po polsku i my to słyszymy to brzmi to dla nas jak szszczszczszćszcz”, ja na to odpowiedziałem, „z kolei gdy wy rozmawiacie między sobą po niemiecku to brzmi to dla nas jak rachtachtgricfiszaht” – wtedy wybuchnęliśmy śmiechem. Potrzebuję młotka! Po powrocie wróciliśmy do naszych projektów. W tym roku musieliśmy zbudować latawce. Każda z grup miała za zadanie stworzyć polskoniemiecką instrukcję i udokumentować każdy etap pracy. Nie powiem, było ciężko, ale zabawnie. I przede wszystkim edukująco. Po pierwsze – język, trzeba się porozumieć, po drugie – zmysł techniczny, nad wszystkim trzeba panować. A przecież w każdej chwili może być potrzebny młotek, czy linijka. Te rzeczy mogliśmy bez problemu nazwać w innym języku, gorzej, gdy trzeba było przetłumaczyć bardziej skomplikowane słowa… Dlatego nierzadko od rozmowy bolały nas nie tylko języki, ale i ręce. SubbrSachKite Tak nazwaliśmy nasz latawiec. Dosłownie: superrzeczlatawiec. I był super. . Trzypoziomowy, zbudowany z sześciu ułożonych w odpowiedni sposób części na poszczególnych kondygnacjach, z odpowiednimi, aż 18-toma połączeniami… Ogromnie dużo roboty! Ale udało się! Na próbnym locie nas nie zawiódł, poszybował na kilka metrów, ale wiatr szybko uciekł, a nasz latawiec skończył na asfalcie boiska. Połamany. Byliśmy zdruzgotani, ale szybko zabraliśmy go do „naszej kliniki”. Operacja się udała i już za chwilę zapomnieliśmy o wypadku. Cieszyliśmy się, jak dzieci. Bez barier Żal było się rozstawać. Zwłaszcza, że zdążyliśmy się ze sobą zżyć. Byli przecież u nas, w domach, gościliśmy ich podczas obiadu w „Dniu Polskim”, robiliśmy wspólnego grilla, graliśmy w różne gry, spotykaliśmy się wieczorami na mieście. Zgraliśmy się. To było widać na wspólnie przygotowanej konferencji wieńczącej nasze wspólne 3 tygodnie. Byliśmy razem, bez barier, i w Radomsku, i w górach, i podczas wycieczek, i w Oświęcimiu. I wtedy na scenie też, wraz z resztą grupy opowiadaliśmy, jak krok po kroku budowaliśmy nasz latawiec, jak spędziliśmy razem te trzy tygodnie. Uśmiechaliśmy się do siebie, ale w głębi każdy z nas wiedział, że rozstaniemy się jeszcze tego samego dnia. Tak, to wtedy zawarto międzynarodowe przyjaźnie, których wzorem jest dziesięcioletnia przyjaźń „Elektryka” z niemieckim „Elektronikschule”. Było warto, zawsze będzie warto przeżyć taką przygodę. Koordynatorami projektu ze strony polskiej byli: germanistka Dorota Kałkusińska i Kamil Grudzień – informatyk, ze strony niemieckiej – Joachim Czok. Grzegorz Marusiński



Przez żołądek do głowy… czyli Dzień Niemiecki w Elektryku Kartoffelsalat, burzenie Muru Berlińskiego, filmy, wystawy – to tylko niektóre z atrakcji zorganizowanego w Elektryku Dnia Niemieckiego. Była to okazja do zainteresowania uczniów kulturą i historią Niemiec oraz przedstawienia bogatego dorobku szkoły w zakresie wymian polsko - niemieckich. Oj, się działo! 31 maja w Elektryku panował iście niemiecki klimat. Na sali gimnastycznej został zrealizowany projekt dotyczący historii Niemiec, podczas którego zaprezentowano uczniom historię i znaczenie Muru Berlińskiego, następnie można było obejrzeć niemiecki komediodramat o upadku NRD – „Good Bye Lenin”, a to wszystko w oprawie piosenek niemieckich wykonawców. Przez cały dzień uczniowie mogli oglądać ciekawą wystawę fotograficzną niemieckich regionów, w których znajdują się zaprzyjaźnione szkoły „Elektryka”- Powiat Jeziora Bodeńskiego i Powiat Offenbach. Najbardziej jednak obleganym punktem było stoisko, przy którym każdy mógł spróbować typowe niemieckie potrawy. Zrobiły one prawdziwą furorę i rozeszły się w okamgnieniu. Punktem kulminacyjnym



imprezy było zburzenie „Muru Berlińskiego”, którego przed szkołą pieczołowicie z kartonów zbudowali uczniowie klasy IIn, przyozdabiając na koniec artystycznym graffiti. Dla uczniów była to ogromna frajda. - W taki słoneczny dzień nikomu nie chce się siedzieć w szkole, taki happening to świetna sprawa, bawimy się super, a do tego mogliśmy spojrzeć na historię Niemiec z innej strony, i ta Kartoffelsalat…- westchnął Piotr Domagała. Dzień Niemiecki w Elektryku był wynikiem przystąpienia szkoły do ogólnopolskiej akcji „dzień. de / dertag.pl”. - Została ona ogłoszona przez PolskoNiemiecką Współpracę Młodzieży, organizację , która od 20 lat wspiera polskoniemieckie spotkania młodzieży. – informuje Dorota Kałkusińska, inicjatorka imprezy. - Z okazji tego okrągłego jubileuszu odbędzie się w Polsce i w Niemczech ponad 150 projektów informacyjnych, zorganizowanych głównie przez polskie szkoły i inne instytucje pracujące z młodzieżą. Mają one przybliżać dzieciom i młodzieży, a także społecznościom lokalnym wiedzę o sąsiednim kraju po drugiej stronie Odry – mówi. Cel imprezy był oczywisty: dla jednych uczniów była to okazja do poszerzenia wiedzy, a dla innych wzbudzenie zainteresowania krajem sąsiada. - Od 10 lat organizuję polskoniemiecką wymianę młodzieży. W tę akcję włączyłam się również bardzo chętnie – dodaje D. Kałkusińska. - Należy promować wiedzę o kraju sąsiada, jak i język niemiecki, którego znajomość, zwłaszcza teraz po otwarciu dla nas niemieckiego rynku pracy, będzie dla wielu młodych ludzi szansą na znalezienie dobrze płatnej pracy. – kończy. Projekt został przygotowany przez nauczycielki języka niemieckiego oraz uczniów z klas IIN, IA i IIIB. Aneta Jędrzejczyk Pod niebem Paryża - Sous le ciel de Paris Sześciodniowa wycieczka do Paryża była nagrodą za zajęcie I miejsca w konkursie „Scool Akcja” zorganizowanym przez firmę Orange dla całej klasy III K z Technikum Elektryczno – Elektronicznego, która dla potrzeb konkursu stworzyła grupę filmową Wełniane Istoty. Dzień Dziecka. Pierwszy czerwca, godzina 12 w południe, młodzi filmowcy właśnie wtedy ruszają do jednej z najsłynniejszych stolic świata. Jadą do Paryża. "22 godziny jazdy autokarem to męczarnia, ale nie ma czego żałować, było super!" - mówią. A na dowód pokazują zdjęcia. I tylko wymieniają, gdzie bawili. Rozpoczęli od obowiązkowego przystanku pod wieżą Eiffla. Na wpół żywi - zmęczeni po całonocnej podróży - płyną po Sekwanie. A z perspektywy statku cały Paryż okazuje się być miastem prawdziwie godnym swej sławy. Nigdy nie pomyśleliby, że Łuk Tryumfalny to tak naprawdę rondo, gdzie wszyscy jeżdżą na "zakładkę". "Polska, Francja... Dwa światy. Nie tylko, jeśli chodzi o komunikację, ale o mentalność" - dopowiadają. Od razu zaczynają opowiadać o Les Tuileries. To bardzo popularny ogród nieopodal Luwru. Nie ma tam wielu miejsc siedzących, ale krótko ścięty trawnik, krzewy i żelazne posągi zachęcają do odpoczynku na trawce. I rzeczywiście wszyscy tak się relaksują. "Aux Champs Elysees..." Wełniani odwiedzają też Plac la Concorde, Vendome, gdzie mijają Dom Chopina i słynną Operę Garnier. Chwile ciszy

zapewnia im wizyta w katedrze Notre Dame. Jedzą najlepsze lody w Paryżu na wyspie św. Ludwika, a w międzyczasie powtarzają do siebie, że "nie wracają". Bo przed nimi jeszcze słynne Pola Elizejskie! Majestat, jaki nadaje sam widok tej ulicy, sam klimat spacerujących zakochanych, beretów i bagietek to czyste wyobrażenie. Dziś Pola to rzesze turystów, rzędy ekskluzywnych i drogich sklepów. Kto dziś nie zna Joe Dassin'ego "Aux Champs Elysees"? Dzielnica Studentów Klimat, który zatarł obecny wygląd Pól zachowała jednak Dzielnica Łacińska. Dlaczego "łacińska"? Wszystko przez to, że była to dzielnica studentów, intelektualistów i humanistów, wszyscy ci ludzie posługiwali się językiem łacińskim, co przez lata wrosło się w nazwę. I to właśnie tutaj "Wełniani" czują paryską atmosferę: kioski z książkami, księgarnie, małe kafejki, wąskie uliczki, uliczni bardowie, jak trubadurzy wyśpiewują szanty i ballady. Może to kolejne światowe sławy? Tak przecież zaczynała legenda francuskiej sceny muzycznej, Édith Piaf. A słowa jej piosenki zachęcają do zatrzymania się w tych małych bistrach: "Allez venez! Milord, Vous asseoir à ma table. Il fait si froid dehors ici, c'est confortable..." Spacer po sztuce Turyści z Radomska nie wybaczyliby sobie, gdyby ominęli Luwr. W dwie godziny przespacerowali od "Wenus z Milo" przez "Koronację Napoleona I", aż do najsłynniejszego portretu świata, do "Mona Lisy". Podziwiali dzieła Caravaggia, Botichellego, da Vinci, to tylko ci najbardziej rozpoznawalni, których historia zapisała na swych kartach. Paryż to miasto wystaw, to





miasto sztuki. Pałace, które budowano tylko i wyłącznie, by pokazać najnowsze wystawy, czy wreszcie sama wieża Eiffla, która - jako element jednej z wystaw - miała być rozebrana po jej zakończeniu. Stoi do dziś. A widok z niej zapiera dech w piersiach. Nic dziwnego, że średnio raz na dwanaście minut ktoś się komuś oświadcza. Z Myszką Miki W każdym z nas drzemie małe dziecko, które chce się bawić. Nietrudno sobie zatem wyobrazić co się działo z 30 „Wełniaczami” wpuszczonymi do Disneyland Parku na cały dzień. Jechali kolejką po kanionie, strzelali z Buzzem Astralem, płynęli po wiosce Piratów z Karaibów, wystrzelili się w kosmos, zwiedzali Dom Strachu, czy oglądali "Capitana EO" w kinie 4D. W małym disneyowskim miasteczku towarzyszyli Myszce Miki podczas jej pochodu. Odwiedzili jej zamek, górujący nad całym miasteczkiem, którego widok zawsze rozpoczyna typowe disneyowskie produkcje. "Było super, jeśli przyjadę jeszcze do Francji, do Paryża, to Disneyland też odwiedzę. Muszę!" - Czego chcieć więcej? Film, film, film Jak to filmowcy - całe życie z kamerą. Cały pobyt w obiektywie. Dobry humor ich nie opuszczał. Świeże pomysły, nowe akcje. Jaki będzie tego efekt? Czekamy na niego z niecierpliwością. Grzegorz Marusiński



Dziennikarskim śladem Zamków Jurajskich. Po całym roku pracy grupa dziennikarska wybrała się na 3-dniową wycieczkę do Złotego Potoku. W tym roku ruszyliśmy na podbój Zamków Jurajskich, ale tak naprawdę chodziło o dobrą zabawę i integrację redakcji „Elektrowstrząsu”. Festyn z Caritasem i Biedronką W pierwszym dniu wycieczki, Dniu Dziecka, poczuliśmy się jak dzieci, a to za sprawą festynu w Olsztynie zorganizowanego dla szkolnych kół Caritas Archidiecezji Częstochowskiej. Jak przystało na dziennikarzy, nie mogło nas tam zabraknąć. Było mnóstwo atrakcji: pokazy walk rycerskich, prezentacja szkolnych zespołów muzycznych, pokazy psów policyjnych i niespodzianki przekazane wszystkim uczestnikom przez supermarket Biedronka. A w nich same słodkości – doceniliśmy je szczególnie wtedy, gdy musieliśmy się wspinać po jurajskich skałkach. Zdobywamy krzyż… …krzyż na wzgórzu ostańcowym, zwanym „Jurajskim Giewontem”. Tak pięknie, mało kto o tym wie i tak blisko. Polecam wszystkim. Niezapomniane spotkanie z Posłem na Sejm RP Niezapomniane, bo ciężko nam było się rozstać z Piotrem van der Coghenem – twórcą i pierwszym



Naczelnikiem Grupy Jurajskiej GOPR, który zechciał się spotkać z grupą młodych dziennikarzy z Radomska. Z pasją i z humorem opowiadał nam o pracy ratowników górskich, radził jak umiejętnie korzystać z gór. Jedziemy na maxa Drugi dzień to był prawdziwy hardcore. Zamek w Ogrodzieńcu, potem 2 km do Grodu na Górze Birów, tam 85 stromych schodków do pokonania; marszobieg po Pustyni Błędowskiej. Tak o niej pisano przed wojną: "Największa w Europie, Polską Saharą zwana. A kto by zlekceważył jej obszar, gdyż zbyt szeroką i długą nie wydaje się na oko, niech spróbuje parę kilometrów przespacerować się po niej. A warto. Można przy odpowiedniej pogodzie być świadkiem zjawiska mirażu - Fata Morgany". Dziś pustynia powoli zarasta trawą i krzakami, a szkoda, bo to niesamowita atrakcja turystyczna. Choć jej widok jest nadal imponujący – 32 km kw. Powierzchni. Decuopage Po kolacji warsztaty decoupage. Prof. Kanafa jest niezmordowana. I znów nawijanie kłębków, wyklejanie, wyszywanie, robienie goździków dla panów Jurka i Henia (pracownicy Ośrodka Wczasowego – pozdrawiamy ciepło! – dop. red), a na koniec ognisko z kiełbaskami i pieczonymi ziemniakami. Romantyczna trasa, że hej! Mirów -> Bobolice; Bobolice -> Mirów ; Dlaczego Słowacki wielkim poetą był? A na czym polega prometeizm Wielkiej Improwizacji, mesjanizm mickiewiczowski? Tak trasę umilała nam z kolei prof. Jędrzejczyk, ponieważ co poniektórzy z kl. II L zaliczali epokę romantyzmu „skacząc” po skałkach.. W miłej atmosferze, lecz bardzo zawiedzeni z tak szybko upływającego czasu wróciliśmy do Radomska. Karolina Bąkowicz Podziękowania Serdecznie dziękujemy Sz. P. Jerzemu Prokopowiczowi – dyrektorowi ZSEE za zrozumienie, przychylność i pomoc w zorganizowaniu wycieczki na Jurę Krakowsko – Częstochowską dla dziennikarzy szkolnej gazety „Elektrowstrząs”. Wdzięczna redakcja



Bezpiecznie na wakacjach Już za 2 dni rozlegnie się ostatni dzwonek, a my wszyscy rozpierzchniemy się szukać wakacyjnych przygód. Aby emocje nie wzięły góry, przypominamy: 1. Okres wakacji to czas wyjazdów turystycznych. Wakacje umożliwiają zawieranie nowych znajomości sprzyjających często przypadkowym kontaktom seksualnym, które zwiększają ryzyko zakażenia wirusem HIV. 2. Alkohol i narkotyki prowadzą do zagrożenia zdrowia a nawet życia, ponadto mogą sprawić, że staniesz się ofiarą lub sprawcą aktów przemocy. 3. Pamiętaj, zawsze i wszędzie pilnuj swoich napojów – przypadki dosypywania i dolewania różnych specyfików są coraz częstsze. Po takich substancjach łatwo możesz stracić samokontrolę. 4. Dbaj o higienę osobistą. 5. Korzystaj tylko z kąpielisk odpowiednio zorganizowanych. Mimo, że umiesz pływać, nie przeceniaj swoich umiejętności. 6. Zachowaj umiar w przebywaniu na słońcu – noś nakrycie głowy, okulary przeciwsłoneczne, stosuj kremy z flirtami ochronnymi. 7. Noś odpowiednią odzież w lesie zakrywającą jak najwięcej części ciała. Po wizycie w lesie dokładnie obejrzyj całe ciało. Jeżeli zauważysz kleszcza, natychmiast delikatnie go usuń. 8. Nie przechowuj poza lodówką środków spożywczych łatwo ulegających zepsuciu (ciastek z kremem, jogurtów, kefirów, serków, wędlin) - może spowodować to wystąpienie zatrucia pokarmowego. Zabezpiecz żywność przed owadami. 9. Prowadź i propaguj zdrowy styl życia - odżywiaj się racjonalnie, bądź aktywny ruchowo, dbaj o bezpieczeństwo swoje i innych. 10. Przebywając na wakacjach w swoim postępowaniu kieruj się zdrowym rozsądkiem. BAW SIĘ DOBRZE, ALE BEZPIECZNIE! Zebrała: Weronika Piskorska Bezpiecznie na wakacjach II Imprezy, wolny czas i nowe znajomości. Z dala od domu. Seks kusi młodych ludzi bardziej niż zwykle. Oto najczęściej zadawane pytania o antykoncepcję przez nastolatki. Jak to robić, by się nie zabezpieczać? Żadnej z metod tzw. antykoncepcji naturalnej (np. metody kalendarzowej) nie poleca się osobom bez stałego partnera, przede wszystkim z uwagi na możliwość zakażenia chorobami przenoszonymi drogą płciową. W dodatku zmiany klimatu nawet przy zwykłym wyjeździe nad morze czy w góry nierzadko powodują zaburzenia w wydzielaniu hormonów, przez co owulacja może nastąpić w nietypowym momencie.



Czy uprawiając seks podczas miesiączki, nie zajdę w ciążę? Istnieje możliwość zajścia w ciążę w trakcie całego cyklu, jeśli nie stosuje się środków antykoncepcyjnych. Wynika to z ogólnej nieregularności cyklu u młodych dziewczyn, a także podatności cyklu na zmiany pod wpływem czynników takich jak stres, choroba czy zmiana klimatu. Poza tym owulacja może nastąpić wkrótce po miesiączce, a plemniki mogą przeżyć w ciele kobiety nawet do 7 dni Czy można zajść w ciążę od pierwszego razu? Wbrew obiegowej opinii - tak, z dokładnie takim samym prawdopodobieństwem, jak za każdym innym razem. Jaka jest najlepsza metoda antykoncepcyjna na pierwszy raz? Po decyzji o stałym współżyciu z partnerem dziewczyny, które od dwóch lat miesiączkują, zwykle mogą bez żadnych przeciwwskazań stosować tabletki antykoncepcyjne. Nowoczesne pigułki zawierają mniejsze dawki hormonów niż dawniej, a hormony te coraz bardziej przypominają naturalnie występujące w organizmie. Dlatego bardzo rzadko obserwuje się działania niepożądane, a zażywanie tabletek może nawet przynosić korzyści zdrowotne. Z drugiej zaś strony, jeśli nie jest to stały partner i nie mamy pewności, że jest zdrowy, zawsze najlepiej użyć prezerwatywy. Czy od tabletek antykoncepcyjnych się tyje? Nie. Nowoczesne pigułki dwuskładnikowe nie wywołują takiego efektu, a wręcz mogą poprawiać sylwetkę, ponieważ hamują cykliczny wzrost obwodu brzucha. Nieprawdą jest też, że z powodu stosowania pigułek dziewczynom rosną wąsy. Czy stosunek przerywany to dobra metoda antykoncepcji? Nie. Choć metoda ta stosowana była już prawdopodobnie w czasach starożytnych, to wymaga ona od mężczyzny dużej dawki samokontroli. Czy plemniki mogą przejść przez ubranie? Nie ma takiej możliwości. Pękła prezerwatywa, lekarz odmówił przepisania mi pigułki „po stosunku", powiedział, żebym zajęła się nauką, zamiast zabawiać z chłopakami, co robić? Receptę na ten lek może wypisać każdy lekarz, nawet ogólny, jednak należy liczyć się z tym, że nie każdy się na to zgodzi. Jeżeli np. dziewczyna planuje wyjazd z chłopakiem i zamierza uprawiać z nim seks, to najlepiej na wszelki wypadek mieć taką receptę przygotowaną wcześniej. Nie w każdym miejscu i nie w każdym momencie ma się dostęp do lekarza czy apteki, a pigułka jest tym skuteczniejsza, im wcześniej zostanie przyjęta. Lekarz ma prawo odmówić wypisania recepty, natomiast nie ma prawa oceniać zachowań pacjentek, dlatego w razie niewłaściwego traktowania w gabinecie należy złożyć skargę. Opracowała: Karolina Bąkowicz Źródło: www.gazeta.pl



„Kto ocalił choć jedno istnienie, nie urodził się na darmo.” Piotr van der Coghen GOPR - wyłącznie dla wybranych Z Piotrem van der Coghenem – twórcą i pierwszym Naczelnikiem Grupy Jurajskiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, posłem na Sejm RP w Podlesicach spotkali się młodzi dziennikarze z gazety „Elektrowstrząs”. Będąc w bazie szkolenia ratowników górskich, mieliśmy okazję przekonać się co to znaczy być ratownikiem górskim. Kto z nas jako mały chłopak nie chciał zostać w przyszłości strażakiem, policjantem czy ratownikiem? – Wielu jest chętnych i wybranych, jednak niewielu powołanych. A to właśnie ci ostatni będą tak naprawdę dobrymi ratownikami. – tłumaczył na samym wstępie spotkania Piotr van der Coghen. W sposób niezwykle ciekawy przedstawił nam historię ratownictwa górskiego na świecie sięgającą już tysiąca lat, w Polsce stu, na samej Jurze blisko pięćdziesięciu lat oraz zmiany jakie zaszły w ratownictwie górskim. Ratownik to ktoś więcej niż tylko człowiek pomagający innemu w razie wypadku. Zawód ratownika jest niewdzięczny i wyjątkowo trudny, gdyż wykonuje się go często w ekstremalnych warunkach. Chcąc naprawdę dobrze spełniać swoje obowiązki nie należy tylko chcieć, ale też móc to robić: – Dobry ratownik musi być odporny fizycznie i psychicznie. Odporność fizyczna daje mu siłę i zwinność; w tym przypadku dobre poruszanie się po górach to pierwsza z podstaw. Z kolei psychiczna jest potrzebna, bo ma on zdać sobie sprawę, iż niejednokrotnie tylko od niego zależeć będzie życie osoby poszkodowanej i nikt inny nie może mu w tym czasie pomóc. W takiej sytuacji nie może spanikować i stracić zimnej krwi, o którą w mroźnych górach nietrudno. – objaśnia humorystycznie ratownik. Żaden ratownik nie powinien mieć także lęku wysokości, przestrzeni i klaustrofobii. Osoba taka musi być niezwykle odporna na trud, stres, skrajne temperatury i wyczerpanie. - Odpowiednie przeszkolenie to podstawa. Tylko niewielu z ochotników wytrzymuje próby, na jakie zostają



poddawani tu w naszej bazie.- opowiada.. – Zarówno kobiety jak i mężczyźni mogą zostać dobrymi ratownikami. U nas nie ma konkurencji płci. Bywały takie sytuacje, kiedy mężczyzna z powodu swoich gabarytów nie był w stanie przecisnąć się przez szczelinę w skale do poszkodowanego. Z kolei drobna kobieta zrobiła to bez problemu. – mówi. Nasz wykładowca przedstawiał nam różne, często przedziwne wypadki, z którymi zetknęli się jurajscy ratownicy. Zdecydowana większość spowodowana była lekkomyślnością i zwykłą głupotą pseudoturystów. - Pamiętam przypadek, kiedy turysta samotnie wyruszył w niedaleką wyprawę po dosyć bezpiecznych wzniesieniach, a zginął, bo zakleszczył się w jamie skały i nie miał kto go wyciągnąć lub wezwać pomocy. Zmarł po kilku dniach z wycieńczenia i pragnienia. – wspomina tę tragedię van der Coghen GOPRowcy prowadzą także szkołę przetrwania, oczywiście dla wszystkich chętnych. – W zależności od grupy wiekowej przygotowujemy inny rodzaj zajęć. W szkole przetrwania podstawą jest, aby wszyscy ze sobą współpracowali. Ogromnym błędem jest eliminowanie z grupy osób najsłabszych, bo to sprzeczne jest z zasadami survivalu. Tylko zespół może czegoś dokonać i jest w stanie przetrwać w trudnych warunkach. Może być przecież taka sytuacja, w której właśnie ten najsłabszy okaże się najmocniejszym ogniwem. – informuje ratownik. Spotkanie zakończyło się gromkimi brawami dla twórcy Jurajskiej Grupy GOPR, któremu przekazaliśmy nasz ostatni numer gazety, jak zwykle tytuł wzbudził spore zainteresowanie. - Równie dobrze byłoby, gdyby gazeta ta zamiast „Elektrowstrząs” nazywała się „Krzesło elektryczne” – „poraził” nas Naczelnik. No, co do zmiany nazwy – nie ma takiej opcji, bo nikt nie wziąłby tego do ręki, obawiając się zawartości. Może jakieś zwłoki? Kończąc, warto było poświęcić bite dwie godziny spotkania, bo było ciekawie, czasem smutno, refleksyjnie i śmiesznie…szkoda, że lekcje nie są takie! Bartek Nowak Dekalog turysty górskiego 1. Nigdy nie udaj się samotnie w góry. 2. Zapoznaj się z informacjami o terenie, w który się udajesz. 3. Wędrując po górach używaj aktualnych map i przewodników. 4. Realizuj plan wycieczki tylko w sposób wcześniej zaplanowany. 5. Nie daj się zaskoczyć pogodzie, która w górach szybko się zmienia. 6. Odpowiednio dobrane i wygodne buty to podstawa. 7. Zabierz wygodny plecak dopasowany do Twojego wzrostu. 8. Zadbaj o dobre wyposażenie plecaka (latarka, lina, kompas, aktualna mapa i przewodnik oraz apteczka). 9. Weź ze sobą obowiązkowo wysoko zmineralizowaną wodę do picia, coś słodkiego do wzmocnienia i zapasowe, ciepłe ubranie. 10. Nie zdobywaj szczytów za wszelką cenę: „Jeśli zrezygnujemy odpowiednio wcześnie, zawszy będziemy mogli powtórzyć nieudany wyczyn kolejnym razem. Ryzykując, możemy zdobyć szczyt góry, ale tylko raz.” – Piotr van der Coghen.



Templatka – z czym się to je? Na stronie Elektryka pojawiła się informacja o konkursie na najlepszą templatkę pt. „Cztery Pory Roku”. Tylko jak się do tego zabrać skoro nie każdy wie co to za stwór. Postanowiliśmy zapytać uczniów co to jest templatka lub z czym się im kojarzy? Oto przykładowe odpowiedzi – skojarzenia. Klatka dla tępego niedźwiedzia. Tępa klatka. To, co ma każdy facet. To chyba coś do jedzenia. Temperówka. Kilkulatka. Owoc egzotyczny. Teczka do przechowywania plakatów. Tempa Patka. Teściowa. Szablon internetowy. Święto stemplowania. Klatka filmowa. Coś na stronie. Zwierzątko z Kambodży. Określenie tępej dziewczyny. Blondynka. Mała dziewczynka. I dalej nie wiadomo – co to takiego templatka. Po nitce do kłębka, schodami na sam dół – doszliśmy do Hadesu, sali komputerowej – królestwa prof. Marcina Bieleckiego. I tu zagadka wreszcie się wyjaśniła. - Templatka to krótko mówiąc nasz design na stronie internetowej, czyli ta pierwsza strona, która się uruchamia – wyjaśnia informatyk. - To ten nasz ładny Interfejs, który widzimy, składający się z menu po lewej stronie i banera u góry. Co do konkursu, polega on na tym, że trzeba stworzyć cztery templatki zatytułowane „Cztery Pory Roku”. Uczniowie, którzy chcą wziąć udział w konkursie powinni zgłosić się do mnie po szczegóły. W odpowiednim programie należy stworzyć templatkę, aby pasowała do joomli” – informuje. Teraz wszystko jasne i do dzieła! Może dobra ocena wpadnie? Angelika Łęska Temari czy tiramisu – o co tu chodzi? Haft matematyczny, temari, decoupage to tylko niektóre egzotyczne terminy, z którymi stykają się uczniowie Elektryka na specjalistycznych zajęciach pozalekcyjnych u prof. Anny Kanafy. Bawią się, haftują, wyklejają, wyszywają, a przy tym zaliczają matematykę. Na ten oryginalny sposób poznawania matematyki wpadła nauczycielka matematyki… Zajęcia dodatkowe?! Na pierwszy rzut pomyślimy sobie, że to totalna nuda i szkoda na to energii. Od czasu pierwszych zajęć wiele się zmieniło, bynajmniej sama myślę już w inny sposób i chętnie uczę się nowych rzeczy. - Warto po lekcjach się zrelaksować i do tego z tej przyjemności zostaje ci coś na pamiątkę – mówią zgodnie uczennice z kl. II L. Szczególną uwagę uczestników zajęć



zwróciła technika ozdabiania o nazwie decoupage – fajna zabawa, relaks i niskie koszty wykonania. Są to prace ręczne pochłaniające trochę czasu, ale efekt jest najważniejszy! Na pierwszych zajęciach robiliśmy różne figury geometryczne metodą orgiami oraz prześliczne pudełeczka na biżuterię. Na kolejnych zajęciach poszliśmy krok dalej. W związku z tym, że zbliżały się Święta Bożego Narodzenia.udało nam się zrobić piękne bombki choinkowe z wykorzystaniem kul styropianowych oraz wstążek. Bombki na choinkach prezentowały się niezwykle wyjątkowo, były unikatowe. Potem na Walentynki były serca techniką orgiami, laurki, pocztówki haftem matematycznym. Tak nas to zaraziło, że w szkole każdą wolną chwilę spędzaliśmy na zapleczu u Pani Ani i wzorowaliśmy się na jej nowych i coraz to lepszych pracach. Aż wreszcie doszliśmy do techniki decoupage. Decoupage to technika ozdabiania przedmiotów ze szkła, drewna, nawet porcelany. Można wykorzystać stare, zniszczone, nieużywane przedmioty i dzięki temu staną się dziełami sztuki. Mogą to być: pudełka, butelki, skrzynki, świeczniki, doniczki, ramki do zdjęć, albumy i różnego rodzaju ceramika. Jak to ozdabiać? Wyciętymi z serwetek papierowych motywami. Potrzebne są tylko: nóż, żyletka, pędzle, gąbka kuchenna oraz nasz kreatywny umysł. Klej magik lub po prostu białka jaj, farby akrylowe oraz lakier bezbarwny. Efekt końcowy jest znakomity. A kwiaty ze zwykłych serwetek? To dopiero było coś. Przed Dniem Matki każdy chętnie wykonał bukiet z goździków, a mamy były przeszczęśliwe. Można się teraz zastanawiać skąd prof. Anna Kanafa bierze tyle energii, żeby poświęcać nam tyle wolnego czasu? W imieniu swoim i uczestników zajęć z robótek ręcznych chciałabym podziękować Pani Profesor za pomysł, pozytywną energię, za połknięcie bakcyla sztuki i cierpliwość do naszych tępych na początku móżdżków. To świetny sposób na spędzanie wolnego czasu. Polecam go wszystkim. To także najlepsze lekarstwo na wszystkie choroby i zmartwienia. DZIĘKUJEMY!!! Monika Kowalska Skuter – pojazd marzeń?



Od kilku lat w Radomsku istnieje klub skuterowo-motorowy Erskobike. Skupia on młodych fanów jednośladów z całego miasta oraz okolic. Od lutego istnieje również oficjalne forum internetowe, które w znaczący sposób ożywiło działanie klubu. Skuter to pierwszy samodzielny pojazd mechaniczny, o którym marzy każdy nastolatek. Jest to alternatywa między rowerem, który nie wzbudza wielu emocji a samochodem, na który trzeba poczekać z powodu niepełnoletności. Obecnie to bardzo popularny środek transportu, szczególnie wśród młodzieży. Można powiedzieć, że jest to nawet pewien rodzaj mody… Chociaż skuter nie rozwija zawrotnych prędkości to młodzi fani motoryzacji znajdują różne sposoby, aby to zmienić np. tubing, czyli zwiększenie mocy i prędkości poprzez wymianę standardowych części na sportowe. Od kilku lat w centrum naszego miasta spotyka się pewna grupa skuterowców. Chłopaki wymieniają się sposobami tunningu, chwalą się swoim sprzętem. Wzbudzają oni spore zaciekawienie wśród przechodniów. Zawiązał się nawet klub miłośników motoryzacji, a od lutego pod adresem www.erskobike.fora.pl istnieje forum. Obecnie zarejestrowanych jest 81 użytkowników, a ta liczba ciągle wzrasta. Forum działa bardzo sprawnie. Można uzyskać na nim różnego rodzaju porady : o tuningu mechanicznym, optycznym, o naprawach oraz o stuncie, czyli wyczynowej jeździe na skuterze. Istnieją również zakładki: ,,sprzedam”, ,,kupię”, ,,zamienię”, gdzie można wystawiać dowolne ogłoszenia. Od pewnego czasu



organizowane są również zloty. Ostatni z nich miał miejsce 17 kwietnia w Częstochowie, na Jasnej Górze, gdzie odbyła się msza oraz poświęcenie wszystkich przybyłych z całej Polski jednośladów, a było ich około 50 tysięcy. Wśród nich oczywiście klubowicze z Erskobike. - Taki wyjazd to super sprawa. Można pokazać wszystkim swój sprzęt i podzielić się wrażeniami. A przede wszystkim spotkać się z ludźmi, którzy kochają to, co my, czyli motory i skutery – mówi Mateusz, jeden z inicjatorów założenia Klubu. - Zresztą sam dojazd z Radomska do Częstochowy na skuterze to nie lada wyczyn – dodaje. Dla większości fanów jazda skuterem to nie tylko zwykła jazda to przede wszystkim pasja. – Ogromną frajdę sprawia mi siedzenie w garażu, kiedy mogę sobie „pogrzebać” przy mojej furze. Wyciszam się, odstresowuję po ciężkim dniu w szkole. Żyć, nie umierać – komentuje Piotrek. Dla każdego chłopaka to pierwsza poważna przygoda z motoryzacją. A jak wiadomo motoryzacja to dla wielu facetów najważniejsza rzecz w życiu, zaraz po kobietach…..albo odwrotnie. WWW.ERSKOBIKE.FORA.PL ZAPRASZAMY Adam Ruszkiewicz Na bakier z prawem Skuter to pojazd mechaniczny, jednośladowy o pojemności silnika nie przekraczającej 50cm³. Może poruszać się nim każda osoba posiadająca kartę motorowerową, którą można uzyskać po ukończeniu 13 lat lub osoba posiadająca 18 lat i dowód osobisty. Próby powiększenia mocy i prędkości skutera są coraz częściej stosowane przez nastolatków, dla których są one po prostu za słabe i za wolne. Każdy skuter posiada blokadę prędkości do 45km/h. Jest to dość mała prędkość, którą można osiągnąć na rowerze. Dość powszechnie stosowaną praktyką jest zdejmowanie mechanicznych blokad, przez co można zwiększyć prędkość skutera co najmniej dwukrotnie. Jest to oczywiście nielegalne, ponieważ skuter przekracza wówczas dozwoloną prędkość, a wtedy trzeba posiadać prawo jazdy na motor, a nie tylko kartę motorowerową. Często młodzi skuteromaniacy przeprowadzają tuning mechaniczny polegający na zamianie seryjnych części na części tuningowe, a więc większe i mocniejsze. Takie zmiany to między innymi zmiana cylindra na większy lub też zmiana tłumika na sportowy. Wymienić można



praktycznie wszystkie części w zależności od zasobności portfela. Koszt kompletnego tuningu często może przekroczyć koszt całego skutera. Ten zabieg też jest nielegalny. Tylko czy gra jest warta świeczki? Statystyki policyjne są na to pytanie najlepsza odpowiedzią. W 2010 roku radomszczańska policja odnotowała 20 wypadków i 12 kolizji z udziałem motorowerzystów, 23 osoby zostały ranne, a 1 zabita. W tym roku do 22 maja doszło do 6 wypadków i 3 kolizji, a 6 osób zostało poszkodowanych. – Niestety, brawura, nadmierna prędkość, jazda w grupach, popisywanie się przed kolegami i nielegalne udoskonalanie skuterów są przyczyną wielu zdarzeń drogowych z udziałem motorowerzystów – mówi Aneta Komorowska, oficer prasowy z KPP w Radomsku. – W zdecydowanej większości są oni też sprawcami tych zdarzeń. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że sami rodzice, ojcowie głównie, pomagają swoim dzieciom w dokonywaniu nielegalnych przeróbek – kontynuuje. Najliczniejszą grupę w zdarzeniach drogowych stanowią 17-sto i 18 –latkowie. Niewtajemniczonych informujemy dodatkowo, że od ponad miesiąca obowiązuje nowy przepis, zgodnie z którym należy dokonać przeglądu technicznego jednośladu po trzech latach od jego rejestracji, a potem sukcesywnie co dwa lata. Z kolei w przypadku kiedy policja zatrzyma kierowcę „przybajerowanego” skutera i zdemaskuje jego nielegalną działalność, wówczas traci on dowód rejestracyjny do czasu, aż zostaną usunięte wszystkie wady i usterki. No właśnie, czy gra jest warta świeczki…? Adam Ruszkiewicz