Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Wszystko, co chcieliście wiedzieć o sali gimnastycznej, ale baliście się zapytać...
Jak pewnie zdążyliście zauważyć za budynkiem naszej szkoły powstaje sala.
Nomen Omen

Nasza gazetka postanowiła sprawdzić co w trawie piszczy i dowiedzieć się kilku konkretów odnośnie postępów budowy oraz tego, jak finalnie będzie wyglądać sala i kiedy możemy spodziewać się „wielkiego otwarcia”. Oto, czego dowiedzieliśmy się od pani dyrektor Haliny Pasternak Patryk Tendera: Skąd pomysł na budowę hali? Halina Pasternak: Pomysł na budowę sali wynika po prostu z faktu, że tej hali nie posiadamy. Do tego budynku przeprowadziliśmy się w 2003 r. ze szkoły przy ul. Solidarności, gdzie mieliśmy niewielką, ale jednak halę gimnastyczną. Tutaj zostaliśmy jej całkowicie pozbawieni, a przy trzech lub czterech godzinach wychowania fizycznego do zrealizowania tygodniowo w każdej klasie - hala jest niezbędna. Oczywiście

Nomen Omen

korzystamy z hali TOSiRu, która została nam przydzielona, ale tam można realizować jest tylko część godzin, która jest potrzebna na zajęcia wychowania fizycznego, część realizujemy na basenie, a po prostu brakuje nam miejsca, gdzie można by te godziny w odpowiedni sposób zrealizować. Jest też to niekomfortowe- trzeba wychodzić, trzeba wracać, traci się godziny wychowania fizycznego. W związku z tym od 2003 r.  czyli od 14 lat już czynię starania, żeby jednak tę salę gimnastyczną zbudować tu  przy szkole. Po pierwsze, jest ona potrzebna dla Was uczniów, żeby nie chodzić, tylko na miejscu mieć salę Po drugie, własna sala gimnastyczna, też troszeczkę rozładuje podział godzin i być może będziemy uczyć się krócej, niż uczymy się do tej pory, bo będziemy ją mogli wykorzystać w pełni, zgodnie z naszymi potrzebami, a nie tylko w określonych godzinach. Patryk Tendera: A jaki jest koszt inwestycji i z jakich środków został on sfinansowany? Halina Pasternak: Koszt wyniósł ok. 3 mln złotych i został sfinansowany z budżetu Urzędu Miasta Tarnowa. Patryk Tendera: Jak wygląda projekt hali? Jak będzie ona wyglądać? Halina Pasternak: Będzie składać się z dwóch części. Z niższej, która już w tej chwili jest pokrywana dachem. To tam będzie całe zaplecze techniczne, będą tam szatnie dla młodzieży, sanitariaty, magazynki na sprzęt. Zaś część wyższa, to będzie już właściwa sala gimnastyczna. Od strony wschodniej ma być oszklona, ponieważ musi być doświetlana światłem słonecznym, takie jest jej założenie. Oczywiście będzie połączona przewiązką z głównym budynkiem szkoły. Patryk Tendera: Na kiedy jest planowany koniec budowy? Halina Pasternak: Z umowy wynika, że oddanie sali gimnastycznej ma się odbyć 1 września 2018 roku, jeśli oczywiście nie będzie żadnych potknięć. Patryk Tendera: A jaki metraż będzie miała hala? Halina Pasternak: Sama hala, jeśli mówimy tylko i wyłącznie o sali gimnastycznej, to będzie miała wymiary 2400x1300. Patryk Tendera: A jakie będzie jej wyposażenie? Halina Pasternak: Wyposażenie będzie podstawowe, takie potrzebne jest dla Was na lekcje wychowania fizycznego, będą to tablice do koszykówki, drabinki, bramki do piłki ręcznej, całe wyposażenie do siatkówki: słupki, siatka, tablica elektroniczna do wyników. Patryk Tendera: Gdzie teraz nauczyciele będą parkować swoje auta? Halina Pasternak: Będą się musieli tłoczyć na tym mniejszym parkingu, wymieniając się wzajemnie, nie ma innej opcji. Patryk Tendera: Dlaczego szpital nie chciał odstąpić terenu na budowę

Nomen Omen

pełnowymiarowej hali? Halina Pasternak: Z tego co mi wiadomo, szpital też ma swoje plany związane z tym terenem. Oni z kolei pozyskali fundusze Unijne i chcą rozbudowywać się w stronę ul. Mickiewicza, stąd ten teren jest im potrzebny. Chcą tam zrobić parking i dojazd do pozostałych części szpitala. Patryk Tendera: Czy są planowane jeszcze jakieś inne inwestycje w szkole? Halina Pasternak: Już sporo inwestycji w szkole zostało zrobionych, a tak naprawdę, właściwie wszystko, co mieliśmy do zrobienia. A ostatnią inwestycją była modernizacja budynku. Wymiana okien, grzejników, to taki bardzo duży projekt, kosztowny. Ale jest jedna sprawa, którą każdego roku próbuję przeforsować do budżetu, tj. wykonanie elewacji budynku szkoły. I to jest taka duża inwestycja, która czeka naszą szkołę. Chciałabym aby jeszcze ta elewacja została zrobiona, bo jest już zniszczona i nadaje się do remontu. Są z tym pewne problemy, już byśmy może na renowację się 'załapali’, ale nie możemy, ponieważ to jest budynek pod nadzorem konserwatora zabytków i to nie jest takie proste wykonanie tutaj elewacji. Dlatego to się troszeczkę przeciąga w czasie i jest też bardzo kosztowne. Patryk Tendera: Dziękuję za udzielenie wywiadu. Halina Pasternak: Ja również dziękuję. ANTYKOLĘDA?

Nomen Omen

Święta tuż - tuż, a co za tym idzie? Sielankowa, świąteczna atmosfera... rozumiem przez to m.in. okres kolędowania, do którego właśnie chcę nawiązać. Słownik języka polskiego wyjaśnia, iż kolędą nazywamy: 1.«pieśń religijną o tematyce związanej z narodzeniem Chrystusa» 2.«duszpasterskie odwiedziny księży u parafian po świętach Bożego Narodzenia» 3.«obrzęd ludowy związany z okresem świąt Bożego Narodzenia, polegający na obchodzeniu domów przez kolędników». Chciałabym zwrócić uwagę na tekst, który, będąc kolędą w myśl pierwszej definicji, jest równocześnie nieco odmienny od tradycyjnego rozumienia kolędy. Najnowszy utwór Grzegorza Turnaua pt.: ”Kolęda dla tęczowego Boga”, który krakowski artysta śpiewa wspólnie z Magdą Umer, doprowadza do łez. https://youtu.be/ZTq5U_AtwCk - "Kolęda..." została napisana w kontekście tego, co się dzieje na świecie, nie jest żadnym komentarzem politycznym. Utwór odwołuje się do szerszego, uniwersalnego problemu, jakim jest fakt, że ludzie od wieków nie potrafią się pogodzić z różnorodnością - powiedział w rozmowie z tvn24.pl Grzegorz Turnau. Tekst współczesnej kolędy odnosi się do kwestii uchodźców, uciekinierów z obszarów dotkniętych wojnami oraz do bieżących spraw społecznych.

Nomen Omen

Słowa napisał Jarosław Mikołajewski, muzykę - Grzegorz Turnau. ”Bóg się rodzi, Cyganiątko, obok niego śpi jagniątko, Bóg się rodzi, Pakistańczyk, słońce mu we włosach tańczy. Rodzą się bożątka licznie, rodzą się dzieciątka ślicznie i pytają: gdzie jest raj? i pytają: gdzie jest raj? Ach, jak pięknie się rodzić czy w Aleppo, czy w Łodzi... Ach, jak trudno się rodzić w małej łodzi na wodzie... Gdzie jest kraj, i kraj to który, gdzie się Bóg tęczowej skóry może ukryć przed wojnami, przed lękami i głodami, Gdzie się Bóg nie trwoży trwogą, bo cóż trwogi bogom mogą? Bóg się rodzi, niebożątko, lulajże, Afrykaniątko... Ach, jak pięknie się rodzić czy w Aleppo, czy w Łodzi... Ach, jak trudno się rodzić w wodzie, chłodzie, o głodzie... Bóg się rodzi, Polak mały, jaki znak twój? nosek biały, Bóg się rodzi, śliczny skrzat, niechaj mu przybywa lat w kraju-raju, pięknym kraju, w kraju-raju, pięknym kraju, którym właśnie jest nasz kraj... Baju-baju, baju-baj... Ach, jak pięknie się rodzić czy w Aleppo, czy w Łodzi... Ach, jak trudno się rodzić w małej łodzi na wodzie... Ach, jak pięknie się rodzić w Mińsku, Lwowie czy Łodzi... Ach, jak dziwnie się rodzić na Zachodzie i Wschodzie... W tekście "Kolędy dla tęczowego Boga" uniwersalny i ponadczasowy temat narodzin Dzieciątka Bożego został przedstawiony w kontekście aktualnych wydarzeń, z którymi teraz zmaga się świat – m.in. wojna w Syrii, uchodźcy i brak tolerancji. I choć w tej publicystycznej antykolędzie nie brak lekkich i poetyckich słów, każdy z nas doskonale wie, że mówi o najtragiczniejszych wydarzeniach ostatnich lat, odbiera nam łatwą radość z odizolowania się od kłopotów tzw. „reszty świata”; kłopotów, dramatów, na które nadal nikt nie reaguje. Jest to apel. Apel o to, abyśmy wreszcie zaczęli działać. Na świecie w dzień Bożego Narodzenia będą umierać ludzie. Taka ironia losu. Tłumaczenia, że nie dzieje się to obok nas, są mizerne, a samo udostępnianie postów z pomocą dla dzieci z Syrii, jest nic niewarte. Ostatnie doniesienia mówią, że ludzie w Aleppo są zabijani na ulicach, kiedy próbują uciekać. Są zabijani dosłownie w swoich domach. Więc, czy tak powinien wyglądać prawdziwy świat? Z tym pytaniem was zostawiam, odpowiedzcie sobie sami. Sandra Wróblewska
Bez Muzyki można żyć... Ale czy WARTO?
Nomen Omen

8 grudnia w Europejskim Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach odbył się premierowy koncert promujący dziesiątą płytę wydaną przez Dziewczęcy Chór Katedralny Puellae Orantes. Inspiracją do powstania albumu były koncerty noworoczne, które chór wykonywał ze znamienitymi gośćmi, w tym z zespołem „The King’s Singers”, kwintetem dętym „Canadian Brass”, Orkiestrą Polskiego Radia „Amadeus” czy Orkiestrą Solistów Wiedeńskich. Repertuar tych koncertów zawsze nawiązywał do okresu Bożego Narodzenia. W albumie „Christmas Time” znalazły się utwory w całości zaaranżowane przez warszawskiego kompozytora Łukasza Farcinkiewicza, z którym chór współpracuje od 2012 roku. Na repertuar płyty złożyły się zarówno tradycyjne polskie kolędy ( m.in.: kolęda autorstwa ks. Piotra Skargi – W żłobie leży oraz Bracia patrzcie jeno ze słowami Franciszka Karpińskiego) jak i standardy światowej muzyki bożonarodzeniowej (White Christmas – słynny standard Irvinga Berlina, Happy Christmas

Nomen Omen

– Johna Lennona, Christmas Time – spopularyzowany przez Cliffa Richarda). Do współpracy przy realizacji albumu tarnowski zespół zaprosił kwartet smyczkowy „Apotheosis” oraz „Krakowski Kwintet Blaszany”. Koncert zostanie powtórzony 16 grudnia w Sali Koncertowej NOSPR w Katowicach oraz w tarnowskiej katedrze 30 grudnia o godz. 19.00. J.O.: Rozmawiamy, świętując Waszą dziesiątą płytę – Christmas Time – chwilę po wspaniałym koncercie w Lusławicach. Czy pamiętacie jeszcze, jak wszystko się zaczęło? Kiedy małe „puelki” (darujcie to urocze skądinąd zdrobnienie) zaczynały śpiewać? MATYLDA SMOLEŃ: Ja w chórze „Puellae Orantes” śpiewam siódmy rok. Od czwartej klasy szkoły podstawowej. ŁUCJA MATUG: Moja przygoda z chórem rozpoczęła się 6 lat temu. Byłam wtedy w 4 klasie. Do chóru dostałam się przypadkiem, od zawsze kochałam muzykę, lecz o chórze dowiedziałam się po raz pierwszy, gdy pan od muzyki, który zawsze bardzo we mnie wierzył i mi pomagał, wręczył mi list z przesłuchaniem do chóru. Stwierdziłam, że warto spróbować. Udało się, pamiętam, jak bardzo byłam wtedy szczęśliwa. GABRIELA GANCARZ: Ja też z chórem spotkałam się w czwartej klasie szkoły podstawowej. Podczas jednej z lekcji do klasy przyszedł ksiądz Władysław Pachota i poprosił nauczycielkę o zwolnienie z zajęć na parę minut wszystkich dziewcząt. Razem z księdzem udałyśmy się do innej sali, gdzie poprosił nas o zajęcie miejsc w ławkach. Wytłumaczył nam, jak działa chór i na czym polega jego praca. Poprosił nas o zaśpiewanie krótkiego utworu, aby mógł sprawdzić nasze głosy. Zadziwiające było to  iż miałyśmy zaśpiewać znaną dla każdego piosenkę „Wlazł kotek na płotek”. Wybrane dziewczęta dostawały zaproszenie na dalszą część przesłuchań, które prowadziła Pani Aleksandra. Szczęśliwcom, którym udało się ‘’dostać”do kolejnego etapu przygotowań przypadało miano „kandydatek”. Bodajże raz w tygodniu uczestniczyłyśmy na zajęciach, które również prowadziła Pani Aleksandra. Było nas około 10 dziewcząt w każdym głosie. W wakacje jechałyśmy do Gródka tym razem w połowie mniejszej grupie, gdzie w dalszym ciągu ćwiczyłyśmy wokal. W 6 klasie dołączyłam do składu koncertowego. Teraz z mojego rocznika w chórze pozostały zaledwie cztery osoby. Oczywiście z biegiem lat zmieniły się oczekiwania wobec kandydatek. Nie pozostaje jednak tajemnicą, iż do chóru należą wybrane dziewczęta – elita. J.O.: Jak wygląda rutyna ćwiczeń poprzedzających koncert? Jak

Nomen Omen

często się spotykacie na próbach, ile godzin tygodniowo – przeciętnie – trzeba poświęcić na ćwiczenia? ŁUCJA MATUG: Chór wbrew pozorom to ogromny obowiązek. Aby osiągnąć swój cel, potrzeba wielu godzin prób i ogromnej determinacji. Próby chóru odbywają się 3 razy w tygodniu. Dwa razy mamy próbę, która trwa 95 min oraz 45 minutową emisję, na której, pod okiem Pani Aleksandry, śpiewamy solo, ucząc się technik śpiewu. Nasz chór jest chórem żeńskim, w skład którego wchodzą 4 głosy- Alt I, Alt II  Sopran II oraz Sopran I, w którym obecnie śpiewam. Oprócz prób w ciągu tygodnia często wyjeżdżamy do Gródka nad Dunajcem, gdzie zazwyczaj w ciągu roku szkolnego mamy 3 - dniowe ćwiczenia. Ponadto w wakacje również pracujemy nad utworami i własnymi głosami na 2-tygodniowych warsztatach. GABRIELA GANCARZ: W ostatnich latach chór zyskał znacznie większą popularność, co spowodowało częstsze koncerty i najprzeróżniejsze przedsięwzięcia. Naturalnie każda z dziewcząt ma obowiązek przygotować na pamięć repertuar koncertu, jeżeli takowy będzie w planie. Przed każdą próbą, koncertem, czy też mszą standardowo odbywają się rozśpiewki, które mają za zadanie rozgrzać nasz głos. MATYLDA SMOLEŃ: Cały chór wraz z opiekunami przygotowuje się do każdego wydarzenia dużo wcześniej. Na kilka godzin przed koncertem rozśpiewujemy się, ćwiczymy poszczególne utwory z orkiestrą a następnie przygotowujemy się w garderobach, gdzie mamy przygotowane wcześniej stroje. GABRIELA GANCARZ: Pragnę dodać, iż każda z chórzystek głęboko związana jest z muzyką, co sprawia, że spotykamy się z nią codziennie. Trudno więc określić, ile tygodniowo czasu poświęcamy na ćwiczenia. J.O.: A Wasze odczucia tuż przed samym koncertem? Czy z tremy się „wyrasta”? MATYLDA SMOLEŃ: Przed wyjściem na scenę, najbardziej wyczuwalną emocją jest jednak trema. W tym momencie wszyscy staramy się nawzajem dopingować. Następnie wychodzimy, ustawiamy się odpowiednio, na sali jest cisza. Podczas śpiewania stres powoli mija, a w jego miejsce wstępuję sama radość z muzyki. ŁUCJA MATUG: Każdy koncert jest wyjątkowy, do każdego trzeba być tak samo przygotowanym. Przed wejściem na scenę zawsze towarzyszy mi trema, nad którą staram się zapanować. Po każdym koncercie odczuwam też satysfakcję, ponieważ wiem, że dałam z siebie wszystko. MATYLDA SMOLEŃ: Satysfakcję i radość pomimo zmęczenia, którego powodem jest długotrwałe stanie,

Nomen Omen

skupienie, zwykle wszystkie jesteśmy zadowolone. ŁUCJA MATUG: Bardzo często naszym koncertom towarzyszą łzy wzruszenia, zazwyczaj pierwszą łzę roni ksiądz Pachota - nasz dyrygent, który zawsze jest z nas dumny i bardzo w nas wierzy. BIANKA DZIADOŃ: Ja chyba nie odczuwam specjalnej różnicy między występowaniem przed 3- tysięczną widownią na sali koncertowej, a śpiewaniem przed 30 słuchaczami w kościele. To wspaniałe, iż w ogóle możemy dzielić się naszym śpiewem z innymi osobami. Oczywiście, że zawsze miło odbierane są owacje na stojąco. Mamy przyjemność i zaszczyt bardzo często się z nimi spotykać, szczególnie w naszym rodzinnym mieście, Tarnowie. J.O.: Chór jest znany z licznych koncertów zagranicznych; wyjeżdżałyście do Holandii, Belgii, Austrii, wielokrotnie do Włoch, nawet „za wielką wodę”- do USA... Którą z podróży wspominacie najlepiej? ŁUCJA MATUG: Każdy wyjazd z chórem jest dla mnie bardzo ważnym przeżyciem, jednak najbardziej podobało mi się na konkursie w Hiszpanii, gdzie spędziliśmy 10 cudownych dni. Uczestniczyliśmy

Nomen Omen

w Międzynarodowym Konkursie Chóralnym „Canco Mediterrania”. W konkursie śpiewały 22 zespoły, my zajęliśmy 3 pierwsze miejsca w każdej z kategorii , w której braliśmy udział. Mieliśmy też czas na zwiedzenie pięknych i historycznych miejsc, m.in. Barcelony, Carcassone, Awinionu, Cannes, Nicei, Monaco, Mediolanu. Był to zdecydowanie najlepszy wyjazd, podczas niego poczułam prawdziwą więź między nami wszystkimi, staliśmy się dla siebie taką drugą rodziną. MATYLDA SMOLEŃ: Zdecydowanie zgadzam się, to było naprawdę wspaniałe przeżycie. Jeden z najciekawszych wyjazdów w ogóle w moim życiu. J.O.: Ale wspólne koncertowanie z The King’s Singers nie było chyba mniej emocjonujące? GABRIELA GANCARZ: Zawsze z uśmiechem na ustach będę wspominać spotkanie z The King’s Singers. Wszystkie, ale dosłownie wszystkie dziewczęta, spośród sześciu członków zespołu oszalały na punkcie jednego, a mianowicie Jonathana. Gdy usłyszałyśmy ich głosy i perfekcyjny angielski z brytyjskim akcentem, straciłyśmy głowy! Przebywałyśmy z nimi 3 dni, więc niewykluczone było to  iż będziemy musiały czasem odpowiedzieć na ich pytania, bądź zareagować na uwagi. Pamiętam, kiedy zwracali się do nas, a ja wraz z dziewczętami w moim wieku, nie rozumiejąc nic z tego, co mówią, stałam, kiwałam grzecznie głową i uśmiechałam się jak.. jak… J.O.: … no, darujmy sobie dalszy ciąg porównania, bo mógłby być trochę niekompatybilny z heroicznym tonem Waszej biografii artystycznej ... GABRIELA GANCARZ: Dzień po poznaniu King’s Singers’ów już znałyśmy na pamięć imię i nazwisko każdego członka zespołu, wiek i stan cywilny. Zabawne, jak i niedorzeczne może się wydawać to  iż miałyśmy wtedy około 13 lat. MATYLDA SMOLEŃ: Miałyśmy też zaszczyt zaśpiewać kilka wspólnych koncertów z takimi gwiazdami jak Canadian Brass oraz z Orkiestrą Wiedeńską. J.O.: Wróćmy do płyty Christmas Time; do repertuaru kolędowego sięgacie po raz kolejny – dlaczego? MATYLDA SMOLEŃ: Myślę, że wróciliśmy do kolęd z tego powodu , że otrzymaliśmy cudne aranżacje tych niezwykłych utworów. Ostatnia płyta jest trochę inna od pozostałych, ma inny klimat. ŁUCJA MATUG: Kolędy są dla nas szczególnie ważne, święta, zapach choinki, to najlepszy czas w całym roku. Nasze aranżacje są fenomenalne, nic nie jest takie samo: jedne lekkie, taneczne, inne melancholijne, sprawiające,

Nomen Omen

że śpiewając je  mam ciarki na plecach. Proces nagrywania płyty to ciężka i mozolna praca. Nie ma mowy o rozkojarzeniu, trzeba być maksymalnie skupioną na swojej pracy a przede wszystkim cierpliwą. Nagrana odbywały się we wrześniu i trwały 3 dni, pracowaliśmy od rana do ciemnej nocy. Po powrocie do domu trzeba było szybko nabrać sił i nadrobić szkolne zaległości. W naszej paczce święta czuliśmy już od sierpnia, kiedy temperatura sięgała powyżej 35 stopni, ponieważ już w wakacje pracowaliśmy nad tymi utworami. Jestem przekonana, że jest to jedna z lepszych płyt, jakie mamy i do końca mojego życia będzie towarzyszyć mi przy rodzinnych świętach. BIANKA DZIADOŃ: Sądzę, że decyzja o nagraniu płyty ,, Christmas Time” w dużej mierze była związana z ogromnym zainteresowaniem i sukcesem, jakim cieszył się nasz poprzedni krążek, zawierający polskie kolędy i pastorałki. Tym razem zdecydowaliśmy się na innowację i stworzenie czegoś niepowtarzalnego! Niepowtarzalnego tak samo, jak okres świąteczny. Kwintet i chór dziewczęcy? Brzmi nietypowo, a wiadomo, to co nietypowe, wzbudza ciekawość. Myślę, że nikt z nas nie jest w stanie wyobrazić sobie Świąt Narodzenia Pańskiego bez kolęd, które nie tylko stanowią dopełnienie tego magicznego czasu, ale również pozwalają na jego głębsze, duchowe przeżycie. Nasza nowa płyta jest jedyna w swoim rodzaju. Słuchanie jej wzbudza we mnie silne emocje, takie jak wzruszenie, czy radość. Muzyka, jako artystyczne dzieło, ma niesłychaną siłę przemieniania zwykłych zjadaczy chleba w anioły. Oznacza to  że dzięki niej możemy oderwać się od szarej rzeczywistości i od problemów życia codziennego. Osoby obdarzone dużą wrażliwością muzyczną bez wątpienia będą postrzegały naszą płytę jako najwyższy kunszt artystyczny. J.O.: Czy chórzystkom Puellae Orantes zdarzają się jakieś „nietrafione” nutki? Mógłbym liczyć na jakąś anegdotkę? ŁUCJA MATUG: Takich pomyłek było dużo, szczególnie podczas prób, jednak każdy był zawsze wyrozumiały, bo przecież próby są po to  aby się uczyć. Myślę, że największa pomyłka miała miejsce na koncercie, podczas gdy śpiewałyśmy bardzo trudny, lecz piękny utwór, w pewnym momencie zaczęły dziać się niestworzone rzeczy, panika, zdziwienie, ale udało się (hahaha); jakimś cudem skończyliśmy w idealnie czystym dźwięku, tak potrafią tylko puelki. Oprócz tego u nas zawsze jest wesoło, potrafi o to zadbać ksiądz Pachota, który niejednokrotnie swoimi słowami doprowadza nas do śmiechu, który potem ciężko zatrzymać.

Nomen Omen

MATYLDA SMOLEŃ: Zabawnych incydentów było mnóstwo. Na próbie, warsztatach czy wyjazdach często zdarzało się coś śmiesznego. Jak i w życiu, tu też bywają lepsze i gorsze momenty. Jednak jestem dumna ze swojego wyboru i cieszę się , że mogę należeć do tej wspólnoty. J.O.: W chórze można śpiewać najwyżej do czasu osiągnięcia 18-19 lat. I co dalej? „Zakopiecie talent” czy będziecie jakoś w dalszym ciągu pielęgnować swój „dar”? ŁUCJA MATUG: Każda chwila spędzona w chórze będzie towarzyszyć mi do końca życia, te dobre i gorsze chwile, bo i takie się zdarzają. Chór jest częścią mojego życia, moją pasją i obowiązkiem, jest czymś, co kocham robić. To właśnie tam dużo się nauczyłam, nie tylko śpiewu, ale także odpowiedzialności i wielu innych rzeczy, które w życiu są bardzo potrzebne. Myślę, że dzięki chórowi szybciej dorosłam, nauczyłam się rozwiązywać problemy a także zrozumiałam, że nigdy nic nie jest dane nam na zawsze, że za każdym razem trzeba dawać z siebie tyle samo. Dzięki chórowi jestem dziś tym, kim jestem. GABRIELA GANCARZ: Oczywiście głos to wspaniały dar Boży i zaniedbując go  bądź zaprzestając ćwiczenia, można go w jakimś stopniu ‘’stracić”. Kolokwialnie mówiąc - wyjść z wprawy. Po zakończeniu mojej przygody



z chórem nadal będę z tęsknotą wspominać muzykę sakralną i piękne brzmienie, jakie dawałam wraz z innymi dziewczętami, wykonując utwory „Ave Maria”. Dlaczego akurat muzykę sakralną? Puellae orantes, czyli dziewczęta modlące się. Nie zapominajmy, w jakim celu została stworzona schola, która przerodziła się w ten chór. Dzięki śpiewaniu zmieniłam się pod wieloma względami, oczywiście na lepsze oraz doszłam do wielu wniosków, bez których nie poradziłabym sobie w późniejszym życiu. MATYLDA SMOLEŃ: Śpiewanie i muzyka jest znaczącą częścią mojego życia. Bez tego nie wyobrażam sobie dalszego funkcjonowania. Uważam, że  muzyka w szczególny sposób porusza nasze uczucia, potrafi manipulować emocjami ludzkimi, ma taką niezwykłą moc. Chór na pewno nie pomógł mi tylko i wyłącznie rozwijać talent. On w pewnym sensie nas wychowuje. Poznałam tam moje najlepsze przyjaciółki, przeżyłam tyle niesamowitych, wspólnych chwil. W tym momencie trudno mi wyobrazić sobie odejście z chóru. Jest to bardzo ważna część mojego życia. Oczywiście, nie zawsze mam czas chodzić na próby. To wszystko wymaga pasji i poświęceń. Po zakończeniu tej przygody na pewno nie zrezygnuję z muzyki. Nie wiem jeszcze, w jaki sposób wprowadzę ją do swojej codzienności, ale na pewno nie zrezygnuję z niej. Chcę dalej się rozwijać, bo nie mogłabym zaprzepaścić tyle lat pracy. Nie wyobrażam sobie mojej przyszłości bez śpiewu. ŁUCJA MATUG: Przygoda z chórem najczęściej kończy się w wieku 19 lat; wiem, że będzie mi bardzo ciężko rozstać się z chórem. Wiem też, że nigdy nie zrezygnuję z muzyki, ze śpiewu, ponieważ jest to dla mnie wszystkim. Nie wyobrażam sobie swojego życia bez muzyki, bez nowych wyzwań. Jestem przekonana, że to, czego się nauczyłam, w 100 procentach wykorzystam, mam już swoje małe plany i marzenia z tym związane, jednak nie chcę ich zdradzać, dopóki nie ujrzą one światła dziennego. J.O.: Bardzo Wam dziękuję za rozmowę. Chórowi, jako wierny słuchacz, życzę kolejnych złotych płyt i magicznych koncertów. Zapewniam, że kolędy z Christmas Time będą mi towarzyszyć podczas wieczerzy wigilijnej.

Nomen Omen



Nomen Omen

ArtFest
i  „Serce miłości”
Nomen Omen

Tego roku w dniach 21 listopada-10 grudnia, odbyła się w Tarnowie 14 edycja festiwalu ArtFest im. Bogusława Wojtowicza współorganizowanego przez trzy instytucje: Biuro Wystaw Artystycznych (BWA), Centrum Sztuki Mościce oraz Tarnowskie Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych. Można powiedzieć, że festiwal jest z gatunku synkretycznych, gdyż łączy w sobie cztery dziedziny - muzykę, sztukę, film i modę. Wydarzenia towarzyszące są bardzo różnorodne, od wystaw i wernisaży, przez spotkania z autorami, reżyserami, projektantami, a na koncertach skończywszy. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Ja również nie omieszkałam skorzystać z bogatej oferty wydarzeń. Chciałabym opowiedzieć co nieco o obejrzanym przeze mnie filmie. Co ciekawe, nie tyle sam obraz, co utwór Aliasa G. „I Can’t Get Out the House” (https://youtu.be/AXLoAKzms3g),

Nomen Omen

który pojawia się w zwiastunie filmu, był czynnikiem, który skłonił mnie do jego obejrzenia. „Serce miłości” to historia związku pary polskich artystów - Zuzanny Bartoszek i Wojciecha Bąkowskiego. Ona - poetka, artystka, autorka performance’ów poetyckich, on - grafik, poeta, twórca muzyki alternatywnej. Wizerunkowo przypominają klony - oboje łysi, szczupli i wysocy. Pochłonięci światem sztuki w szeroko pojętym tego słowa znaczeniu, przenoszą część jej elementów do prywatnego życia. Ich relacja jest jakby odzwierciedleniem tego co tworzą, a kłótnie to zwykle wyrzuty, że jedno skradło sen drugiemu, który miał być inspiracją do kolejnej pracy. Ograniczone dialogi, dużo obrazów, a w to wszystko wpleciony jest przenikliwy, ironiczny humor. Ten film to taka perełka artystyczna, której warto poświęcić godzinę życia. Wiktoria Szymańska Trendy jesień-zima 2017

Nomen Omen

Na pewno większość z Was chcę wyglądać ładnie, fajnie się ubierać, ale przede wszystkim chce czuć się dobrze w swoim ubiorze i jest to jak najbardziej możliwe nawet w sezonie jesienno - zimowym. Wystarczy troszkę poeksperymentować i wszystko da się wykonać. Chciałabym w tym artykule przedstawić Wam, moim zdaniem, najlepsze i najładniejsze trendy na sezon jesień - zima 2017. TRENDY Jesień/Zima 2017

Nomen Omen

Część osób na pewno myśli, że w zimę, żeby było nam ciepło, trzeba ubierać się na tak zwaną cebulkę, nakładając przy tym kilka warstw na siebie. Niestety nie zgodzę się z tym, dlatego żeby było Wam ciepło i byście wyglądali ładnie, wystarczy nabyć sobie na przykład futerko, które zarówno w tym sezonie, jak i w trzech poprzednich, góruje w świecie mody. W obecnej porze najmodniejszymi kolorami futerek są stonowane pastele. (ZDJ 1) Kolejną świetną opcją na obecny sezon, moim zdaniem dla mniej odważnych kobiet, są kurtki i płaszcze pluszowe. Znajdziemy je w większości sieciówek. Idealnie pasują do jeansów, a dodając je do swoich stylizacji, uzyskamy bardziej szykowny

Nomen Omen

outfit. (ZDJ 2 ) Ostatnią moją propozycją są metaliczne kurtki puchowe. Od 2016 roku zaczęły powoli powracać i obecnie są hitem. Obojętnie czy to będzie złoty, srebrny czy niebieski kolor w metalicznym wykończeniu i tak będzie się wspaniale prezentował. (ZDJ 3 )   Mam nadzieję, że chociaż jeden z tych trzech trendów Wam się spodoba i ruszycie na sklepy w poszukiwaniu swoich perełek! Aga Sarat

Nomen Omen

JAKIE CZASY, TAKA WENUS Fotografia jest techniką trochę podejrzaną. Niektórzy w „pstrykniętym” zdjęciu widzą nawet symboliczne (na szczęście!) „uśmiercenie” sportretowanej osoby. Na fotografii oglądamy ją przecież w samej materialnej formie pozbawionej jakichkolwiek oznak życia. Człowiek w ułamku sekundy został „zamrożony” w kadrze. Ale na co dzień nie zaprzątamy sobie głowy takimi teoriami i robimy selfie – kilka, kilkanaście w ciągu dnia. Większość potem kasujemy, ale część zostawiamy – akceptujemy te ujęcia, na których dobrze wyglądamy. I znowu – niektórzy powiadają, że to przejaw narcyzmu.

Nomen Omen

Wszyscy znamy historię mitologicznego Narcyza zakochanego we własnym odbiciu. Artyści różnych epok chętnie go pokazywali w swoich obrazach – pochylonego nad wodą, podziwiającego w lustrze swoją twarz. Jego imię posłużyło później do stworzenia pojęcia narcyzmu rozumianego jako samouwielbienie, nadmierne koncentrowanie się na sobie, typowe dla ludzi zarozumiałych i próżnych. Tyle powie nam każda słownikowa definicja narcyzmu. Przeglądając internetowe opracowania tego hasła, znalazłam odniesienia do lektur szkolnych, których bohaterowie mogą być uznani za narcyzów (Hrabia z „Pana Tadeusza”, Izabela Łęcka z „Lalki”, Neron z „Quo vadis”, itd.) Mnie jednak interesuje problem: czy robienie sobie selfie jest oznaką narcyzmu? Wydaje się, że dzisiaj bez tego rodzaju fotek nie da się w ogóle zaistnieć: INSTAGRAM mam na myśli oczywiście. W czasie wakacji dobrze jest przecież „strzelić sobie fotkę” na tle jakiegoś zabytku albo pejzażu i pochwalić się potem znajomym: „popatrz, byłam tam”. Współczesna szwedzka rzeźbiarka Anna Uddenberg zainspirowana mediami społecznościowymi przedstawiła w Berlinie prowokacyjne dzieło. Przedstawia ono kobietę nienaturalnie wygiętą, ze smartfonem i selfie stickiem w ręce. Kobieta wygina się tak dziwnie, bo koniecznie chce zrobić zdjęcie … swoim wdziękom. Zwracają uwagę komentarze zamieszczane poniżej zdjęcia rzeźby: np. reżyser Andrzej Saramonowicz stwierdził, że dzieło A. Uddenberg przedstawia „Wenus naszych czasów.” – „Jakie czasy, taka Wenus.” - podsumował ktoś inny. A wy – Czytelnicy – co o tym sądzicie? Jak często wykonujecie selfie? Czy podejrzenie o narcyzm jakoś zmieni Wasze fotograficzne zwyczaje? Czy uważacie, że wspomniana rzeźba oprócz oczywistej prowokacji ma w sobie coś demaskatorskiego? Zachęcam do wypowiedzi na ten temat w kolejnym numerze gazetki. Narcyza Atrakcje w mało atrakcyjnych miastach

Nomen Omen

Podróż życia małym kosztem? Szybki wypad? Uważacie, że poza typowo turystycznymi miejscami Polska nie ma Wam już nic do zaoferowania? Poniżej przedstawię kilka propozycji, które rozwieją wszelkie wątpliwości. Może nie zachwycają zabytkami, nowoczesną zabudową, czy złocistymi plażami z roztaczającym się nadmorskim widokiem, jednak mimo braku tych walorów znajdziecie w nich atrakcje, którymi nawet LA się nie pochwali. Ciekawi, co mam na myśli? Zapraszam więc do zapoznania się z lekturą. Pierwszą propozycją będzie Bydgoszcz, która oferuje nam Muzeum Mydła i Historii Brudu, świetna zarówno dla dorosłych, jak i dla tych trochę mniejszych. Jak sama nazwa wskazuje - nie jest to zwykłe miejsce. Odwiedzając je  możemy zobaczyć takie relikty jak pralkę Farnię, dowiedzieć się jak wyglądała walka PRLu z brudem i do jak kuriozalnych działań się uciekano i co w tym celu stosowano. W międzyczasie można stworzyć swoje autorskie mydełko i poczuć się niczym prawdziwy, profesjonalny mydlarz (co w dzisiejszych czasach się ceni) Atmosferę w muzeum tworzą również przewodnicy - charyzmatyczni ludzie, którzy podzielą się wieloma ciekawostkami i zainteresują procederem wytwarzania mydła. Wychodząc z muzeum, poza oczywistym, pozyskaną wiedzą, na Waszej twarzy zagości na długi czas uśmiech. Kolejnym niedocenianym miastem, posiadającym swoją perełkę, która wyróżnia go na tle innych, jest

Nomen Omen

Jarosław. Znajdziemy tam jedyny taki, pierwszy w Polsce jajomat. Tak, dobrze przeczytaliście, jajomat. Jest to automat, tyle że na jajka. Grzechem byłoby nie zobaczyć pionierskiego dzieła, które zapewne zapoczątkuje falę powstawania maszyn zaopatrujących w jajka w całym kraju. Będąc w Jarosławiu, może Ci się poszczęści i spotkasz autorów tego pomysłu, ludzi biznesu, których wynalazek robi furorę na całym Podkarpaciu! W przypadku problemu z trafieniem do docelowego miejsca, nie krępuj się, zapytaj przypadkowego przechodnia, prawdziwy jarosławianin na pewno będzie znał drogę do owej maszyny i z chęcią ją wskaże.

Nomen Omen

Pomimo oryginalnych atrakcji przedstawionych powyżej, miasta te nie są oblegane turystycznie, co za tym idzie, noclegi i jedzenie znajdziemy w bardzo przystępnych cenach, a kolejkami do prezentowanych punktów również nie musimy się martwić. Jak widać nie musimy wydawać kilku tysięcy na podróż w dalekie zakątki świata, żeby zobaczyć ciekawe i atrakcyjne miejsca. Nie sztuką jest zorganizować podróż kilkaset tysięcy km stąd za niewyobrażalną kwotę. Natomiast wycieczka, z której będziemy zadowoleni do sąsiedniego województwa za małe pieniądze to już powód dumy. Powyższe propozycje powinny przybliżyć Was do tego! Zatem komu w drogę, temu w czas! Natalia Zabawa Trochę poezji

Nomen Omen Joanna Koń

"Jesteśmy ludźmi" Jesteśmy wszyscy pogubieni Mamy dziurawy los w kieszeni A pod nogami stały ląd I znakomita większość z nas Nie boi się obrażać gwiazd A to poważny błąd. Jesteśmy trochę beznadziejni Ktoś nas postawił w tej scenerii Dlaczego wciąż słuchamy go Jesteśmy chyba nieszczęśliwi W naszej krainie zwiędłych lilii Lecz nie uciekamy stąd Jesteśmy wszyscy dziwnie sprzeczni Błądzimy w mroku jak owieczki A jednak brak nam wilka Nuty się nie chcą zlać w melodię A każdy z nas to tylko człowiek I wiara w nas zamilkła Cóż, ludzie zawsze będą ludźmi Nieważne ile minie wieków Zawsze wygodniej mieszkać w próżni I płynąć z prądem, nie na przekór. "Zbrodnie nasze" Wyrwać nieba mały skrawek i uwięzić Tak, by ptaki nigdy go nie odnalazły I wykradać drzewom sploty liści, cieni Tylko po to by malować móc obrazy Czy to zbrodnia, że chce malarz robić swoje? Czy kradzieżą jest kraść to  co nieskończone? Tak bezkarnie chcieć odbijać pędzlem moment Nim pokryje go na zawsze mrok zapomnień? Zabrać cząstkę swoich myśli, ubrać w słowa Uczuć garstkę zamknąć w klatce z czarnych liter I mądrości trochę między wersy schować Żyje w sercu, co w papierze raz wyryte Czy to zbrodnia że poeta szuka siebie Kiedy z pióra czarny strumień się wylewa? W cudzych prawdach, swoich myślach, nocnym niebie Włamywaczem być, o tych włamaniach śpiewać? Niech ktoś inny, ktoś mądrzejszy to oceni Czy artyście wolno tak przekraczać kodeks Czy ma malarz prawo kolor kraść jesieni Czy poeta się do snów włamywać może Ale nigdy w swoim życiu nie słyszałam Żeby gwiazdom przeszkadzały moje wiersze Albo żeby się Natura zaskarżała Że malarzy pod swym niebem gościć nie chce.

Nomen Omen

Zapas chusteczek i popcorn Przygotuj się na 2018! Rok 2017 kończy głębokim ukłonem w stronę społeczności fanowskiej. Począwszy od ogłoszeniu w październiku spin offu sagi Gwiezdne wojny, której tytułowym bohaterem będzie jeden z najukochańszych bohaterów współczesnego kina. Solo: A Star Wars Story wejdzie do kin 23. maja, co wydaje się być dość niefortunne zważywszy na to, że w tym samym

Nomen Omen

miesiącu będzie miał premierę film, który doczekał się zwiastuna. Mowa oczywiście o (wstawić nerwowe werble) Avengers: Infinity war. Tak, kulminacja dziesięciu lat królowania wśród komiksowego kina będzie Marvel Studio będzie miała premierę już za 130 dni! W listopadzie tego roku lotem błyskawicy rozeszła się plotka o rozpoczęciu promocji tego filmu. W momencie największego napięcia, wytwórnia wypuściła filmik z reakcjami wybrańców, którzy obejrzeli przedpremierowo zwiastun. Kotłująca się i podekscytowana do granic możliwości reszta musiała czekać kolejny dzień. Napięcie wzrastało. Członkowie działu marketingowego Marvel Studio zdecydowanie zasłużyli na podwyżkę. W 24 godziny, zwiastun Avengers: Infinity war stał się najczęściej odtwarzanym zwiastunem w historii (zebrał 230 milionów wyświetleń!), detronizując poprzedniego faworyta- Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy. Powstało wiele spekulacji, czy film poradzi sobie z taką ilością ciekawych postaci i czy występ niektórych nie przerodzi się to w pewnego rodzaju cameo, tak jak było w przypadku Doctora Strange’a w Thorze. Ten wybryk pozostawił słodkogorzki posmak. W grudniu, Disney zaskoczył wszystkich wiadomością o zakupieniu wytwórni 20th Century Fox. Oznacza to  że Xmani, Silver Surfer czy Deadpool wracają do Marvela. Jednak nie dotyczy to jedynie postaci ze świata komiksów. Producent najsłynniejszych na świecie bajek przejmuje prawa do takich produkcji jak Avatar, Kingsman i… Kevin sam w domu. Grzechem byłoby nie wspomnieć o objawieniu, które spadło na nas 14 grudnia Film Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi już teraz gromadzi pochlebne opinie. Jak ostrzegł Luke Skywalker w zwiastunie, To nie rozegra się tak, jak myślisz. I choć dla głównej bohaterki może nie brzmieć to zbyt zachęcająco, te słowa stały się obietnicą dla fanów wyglądających wynagrodzenia za Przebudzenie mocy. Jakie mamy zaś perspektywy, jeśli chodzi o rok 2018? Po czternastu latach kultowa animacja Iniemamocni doczekała się drugiej części! Film wyjdzie już (?) 15 czerwca. Choć fabuła nie jest jeszcze znana, możemy być pewni, że w angielskiej wersji nie zabraknie Samuela L. Jacksona w roli Mrożona i niezastąpionej Holly Hunter (Elastyna).

Nomen Omen

Gdybym chciała skupiać się na produkcjach Marvela, wspomniałabym oczywiście jeszcze Czarną panterę oraz filmu AntMan and the Wasp. Nie chcąc jednak wyjść na ogarniętą obsesją fankę, przejdę do pozbawionego Angeliny Joli Tomb raidera. Film będzie miał premierę, a jego fabuła skupia się na przeszłości archeolożki Lary Croft. Odtwórczynią głównej roli jest laureatka Oscara, Alicia Vikander. Warto powiedzieć również o sequelu Jurassic world z Chrisem Prattem i napełniającego sceptycyzmem Mission impossible 6. Wiele natomiast można się spodziewać po drugiej części Fantastycznych zwierząt- historii Newta Scamandra (Eddie Redmayne). Już samo to  że akcja osadzona jest w świecie Harry’ego Pottera, a za scenariusz odpowiada J. K. Rowling we własnej osobie, daje powody do radości nie tylko fanom, ale też miłośnikom dobrego kina. Wątpliwości może budzić jedynie Johny Depp, który już zdołał wzbudzić niechęć swoją kreacją postaci Grindelwalda. Jeśli ktoś nie znalazł się wśród owładniętych szałem fanów, ma jeszcze na to szansę. Odsyłam do zwiastunów i teaserów wspomnianych wyżej filmów.

Nomen Omen

• Avengers: Infinity war https://www.youtube.com/watch?v=6ZfuNTqbHE8 • Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi https://www.youtube.com/watch?v=Q0CbN8sfihY • Iniemamocni 2  https://www.youtube.com/watch?v=ZJDMWVZta3M • Jurassic world 2  https://www.youtube.com/watch?v=vn9mMeWcgoM Ewa Kopeć THE ROYAL MOSCOW BALLET
THE ROYAL MOSCOW BALLET to Korona Moskiewskiego Baletu, która zaledwie w 20 lat podbiła świat.
Nomen Omen

Miałam przyjemność zobaczyć „Jezioro Łabędzie” oraz „Dziadka do Orzechów” w ich wydaniu w ostatnią niedzielę w Krakowie (15.12.2017r.). Jako laikowi, nie mnie oceniać ich kunszt, profesjonalizm czy błędy, które prawdopodobnie się pojawiły. Był to mój pierwszy balet w życiu. Aczkolwiek jestem pewna, że za moje osobiste odczucia, co do występu nie zostanę zlinczowana przez profesjonalistów, bądź ludzi obytych w tego typu występach. Czułam się, jakbym obserwowała czystą sztukę wystawioną tylko dla mnie. Ruchy tancerzy i historia, która im towarzyszyła, pomimo braku jakichkolwiek słów, była całkowicie klarowna. „Jezioro łabędzie” to nie tylko najsłynniejszy, ale w moim odczuciu też najpiękniejszy balet Czajkowskiego. Muzyka, stroje, tragizm przemieniającego się łabędzia w imię miłości, są wzruszające. Oczywiście nie chodzi jedynie o samą przedstawioną historię. Ważne są też cudowne sceny zbiorowe, w tym porównywalny popularnością chyba tylko do słynnej operowej "Arii Torreadora"

Nomen Omen

z "Carmen", taniec Łabędzi i piękny, charakterystyczny "Pas de quatre", wykonywany, jak nazwa wskazuje, przez cztery łabędzice. Wspaniałych momentów w "Jeziorze łabędzim" jest całe mnóstwo, stąd niesłabnąca popularność tego baletu na całym świecie. Tym, których ciekawi historia „Jeziora Łabędziego”, bardzo polecam film „Czarny łabędź” z roku 2010, który jest co najmniej w „top 20” moich ulubionych filmów. Główną rolę gra w nim Natalie Portman, co również może być atrakcją dla oczu. Rosyjscy tancerze z Moscow City Ballet od lat przywożą do Polski dwa najsłynniejsze tytuły - "Jezioro łabędzie" i "Dziadka do orzechów" (oba do muzyki Piotra Czajkowskiego), chociaż w repertuarze mają niemal wszystkie baletowe "standardy", włącznie ze "Śpiącą królewną", "Romeo i Julią" i "Kopciuszkiem". Osobiście historia łabędzia przypadła mi do gustu bardziej niż „Dziadka do orzechów”, być może przez wzgląd na tragiczną miłość, która towarzyszy przemieniającemu się łabędziowi. To oczywiście w żaden sposób nie umniejsza ponadczasowości „Dziadka do orzechów”. Wyszłam z baletu pod wielkim wrażeniem, wzruszona i zachwycona. Jedyną rzeczą, której żałowałam, było

Nomen Omen

to  że występ nie trwał dłużej. Ochoczo zostałabym w pięknym ICE Kraków, oglądając kolejne występy utalentowanych tancerzy. Mam nadzieję, że przyjdzie mi zobaczyć „Śpiącą królewnę” oraz resztę klasyków wystawianych przez nich już wkrótce. Izabela Kołakowska Małopolska stolica jazzu – recenzja Tarnów Jazz Contest 2017
Zapraszam do subiektywnego podsumowania tego wyjątkowo muzycznego listopadowego tygodnia.
Nomen Omen

Tarnowski Festiwal Jazz Contest na stałe wpisuje się w kalendarz miejskich imprez od 2007 roku. Tej jesieni, trwał on od 2 do 10 listopada. Jak wypadła dziesiąta, jubileuszowa edycja festiwalu? Trochę historii Jazz Contest gościł w Tarnowie już 10 raz. W porównaniu do innych ogólnopolskich festiwali, staż ten nie jest zbyt długi, ale zdecydowanie wystarczający, by stworzyć liczące się wydarzenie. Sama impreza może pochwalić się goszcazeniem niesamowitych gwiazd świata jazzowego z Polski i zagranicy, w tym „zza wielkiej wody”. Na festiwalu grali więc Billy Harper, John Scofield, Mike Stern, Dennis Chambers, Terence Blanchard czy inni wielcy, których

Nomen Omen

nazwiska brzmią obco dla większości tarnowian, ale nigdy nie szkodziło to w zapełnianiu tarnowskich i okołotarnowskich sal. Festiwal od zawsze składał się z koncertów, ale także konkursu i warsztatów dla młodzieży jazzowej. Od zawsze również festiwal organizowało tarnowskie stowarzyszenie ArtContest, przy wieloletniej współpracy ze sponsorem tytularnym, który w tym roku już ani sponsorem ani tytularnym nie był. Czy wpłynęło to na jakość imprezy? Jubileuszowy niewypał… Tegoroczny festiwal mógłby być ogromną imprezą. Mógłby zaprosić absolutnie topowe gwiazdy jazzu, będące wówczas na tournée po Europie. Mógłby zorganizować konkurs na dziesiątki solistów i zespołów i codzienne wyprzedane koncerty. Niestety tak się nie stało. Najważniejszymi, według festiwalu, wykonawcami byli G. Calvin Weston i Reggie Moore. Nie skojarzyłem tych nazwisk na początku. Żaden z moich umuzykalnionych kolegów nie znał w/w instrumentalistów. Poddałem się, gdy nawet wujek Google nie wyrzucił satysfakcjonujących wyników. Ale przecież niewarto od razu spisywać wszystkiego na straty, przecież może być super! Konkurs został ogłoszony miesiąc przed terminem eliminacji. Biorąc pod uwagę naprawdę krótki czas na przygotowanie (w końcu trzeba zagrać określone rzeczy), trudno się dziwić, że łącznie, we wszystkich kategoriach, zgłosiła się 30 uczestników. A miało być z pompą i na bogato, jak rzekł w tamtym roku znany wszystkim tarnowianin z uroczym wąsem w uroczym granatowym garniturze. A koncerty… przez 9 dni festiwalu zagrane zostały 4 występy. Szczerze mówiąc, to trochę niedużo jak na tak długi festiwal. Nie prościej byłoby wszystko skompresować i wówczas umożliwić dostęp do niszowej sztuki melomanom spoza naszego uroczego miasta? Spośród tych 4 koncertów, najbardziej przyjazny okazał się finałowy, który odbywał się… na rynku. Tak, na rynku, w listopadzie, z big bandem. Na szczęście pod ogrzewanym namiotem. Big band, wraz z Pawłem Dobrowolskim, Adamem Tkaczykiem i G. Westonem, grali naprawdę świetnie. Szkoda, że tylko jedno z zaplanowanych wydarzeń zapełniło całą widownię. Pozostałe koncerty, choć dobre, skutkowały niestety pustymi miejscami, a w skrajnych przypadkach również wychodzeniem części widowni. …ale dobrze, że coś się dzieje W samym festiwalu można

Nomen Omen

by wiele poprawić. Przede wszystkim należałoby się skupić nad jego formułą oraz promocją, bo niestety to zawiodło. Są jednak pozytywy – nie ma drugiej takiej imprezy w Tarnowie. Cudownie, że są ludzie, którzy mimo niesprzyjających warunków chcą organizować coś takiego i zapraszać muzyków kochających robić to  co robią – temu nie da się zaprzeczyć. Koncerty były niesamowicie energetyczne, ale z ogromną dawką różnych emocji. Sam ten fakt pozwala sądzić, że tegoroczny Jazz Contest to impreza niecałkowicie oceniona in minus. Z tego powodu, zdecydowane chapeau bas w stronę organizatorów. Jestem świadomy, że są lata chude i grube, a po każdej drobnej porażce przychodzi większe zwycięstwo. Zawsze może być lepiej, zawsze ktoś może odrobić zadanie domowe i sprawić, żeby przyszłoroczna edycja była lepsza. Dlatego z niecierpliwością na nią oczekuję. Michał Niedbała Od Redakcji: W ramach Jazz Contest autor tekstu, Michał Niedbała, zdobył III miejsce w kategorii solowej oraz otrzymał wyroznienie specjalne jako Osobowosc Regionu Zdjęcia pochodzą z portalu tarnow.pl Suburbicon

Nomen Omen

Suburbicon miał premierę 2 września 2017 roku w Wenecji na 74. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym. Jest to komedia kryminalna w reżyserii George’a Clooneya ze scenariuszem braci Coen. Obsada to między innymi Matt Damon jako odtwórca głównej roli Gardnera Lodge’a, Noah Jupe w roli Nicky’ego - syna Gardnera, Julianne Moore jako matka/ciotka Nicky’ego oraz Oscar Isaac, który wcielił się w postać Buda Coopera. Film (a dokładniej reżyser) został nominowany między innymi do nagrody Złotego Lwa na Festiwalu w Wenecji. Czas i miejsce akcji filmu osadzone są w latach 50. ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych w miasteczku Suburbicon, które

Nomen Omen

kojarzone jest z tradycyjnym obrazem i wartościami amerykańskiego społeczeństwa, i które znane jest w całym kraju ze względu na swoją renomę - miejsca dobrobytu i wygodnego, postępowego życia, gdzie każdy może przyjechać i osiągnąć sukces. Porządek w życiu mieszkańców Suburbiconu burzy przyjazd czarnoskórej rodziny, która po osiedleniu się mieszka na tym samym poziomie życiowym, co biali sąsiedzi. Wyobcowani i nietolerowani przez , tradycyjnych’’ mieszkańców miasta wkrótce muszą przeciwstawić się szykanom i agresji z ich strony, która w pewnym momencie znajduje ujście w masowych zamieszkach pod ich domem. Z kolei w domu stojącym tyłem do ich dochodzi do zamordowania matki Nicky’ego. Chłopiec, nie mogąc się pogodzić z jej stratą, postanawia sam wszcząć śledztwo w tej sprawie. Pomimo mieszanych reakcji krytyki na Suburbicon, osobiście muszę stwierdzić, że nie wiem skąd wynikały te negatywne. Ten film to jest jeszcze raz satyra na ,,idealne’’ amerykańskie społeczeństwo i jego wartości, ale jak można powiedzieć, że tego typu filmów było już wiele, tak moim zdaniem, nie dyskredytuje to tego filmu ze względu na jego nastrój i specyficzny humor, z jakim została opowiedziana w nim historia. Przyznaję, że konkretne nastawienie do tej produkcji miałem po zobaczeniu nazwiska scenarzystów i zdecydowanie się nie zawiodłem. Suburbicon pełen jest czarnego humoru i specyficznej atmosfery, którą tworzy kontrast pomiędzy dziennym widokiem pięknego i bardzo amerykańskiego miasteczka, a nocnymi wydarzeniami dziejącymi się w domu Lodge’ów i przed domem Mayersów (czarnej rodziny). Tematyka filmu dotyczy obalenia mitu o idealnym amerykańskim miasteczku i społeczności je zamieszkującej, gdyż coś takiego po prostu nie istnieje. Gdy przez jakieś zdarzenie burzony jest społeczny ład i porządek, gdy wydarza się coś, co totalnie zmienia nam plany, w ludziach zaczyna narastać frustracja i niezadowolenie, a to z kolei potrafi wyzwolić prawdziwie zwierzęce i niebezpieczne instynkty. To wtedy ujawnia się w ludziach rasizm, nietolerancja, pozorna otwartość na innych, ksenofobia, chciwość. Zwłaszcza gdy sytuacja dotyczy Stanów Zjednoczonych lat 50. i tego, co było wtedy tam tradycją dla ludzi. Niestety te cechy i wady ludzkie nie zostały zmienione czy zwalczone przez te lata. Właściwie to chyba trudno jest stwierdzić, czy ich powszechność się zmniejszyła czy zwiększyła,

Nomen Omen

patrząc na obecną sytuację na świecie. Suburbicon nie jest jednak w pełni pesymistyczny. Jego zakończenie wskazuje jakby na potrzebę pojednania się ludzi odmiennych ras, odmiennych poglądów, odmiennych w ogóle. Właśnie dlatego polecam obejrzeć Suburbicon. Marceli Praga

Nomen Omen

Area 51 Owiana tajemnicą strefa 51  znana również pod nazwami takimi jak Groom Lake lub Dreamland. Oficjalna nazwa tego miejsca to Air Force Flight Test Center, Detachment 3 jest to baza wojskowa wybudowana w 1951, położona w zachodniej części hrabstwa Lincoln na południu stanu Nevada, w Strefie Sił Powietrznych Nellis(USA). Przez długi czas rząd USA nie przyznawał się do istnienia tej strefy dopiero w oświadczeniu ze stycznia 2001 roku, prezydenta George Busha, wspomniał

Nomen Omen

on o „terenach operacyjnych położonych przy jeziorze Groom”, co można uznać za pierwsze przyznanie przez rząd Stanów Zjednoczonych, że baza istnieje a w 2013 oficjalnie CIA potwierdziło istnienie tej strefy. Przestrzeń powietrzna nad bazą jest najlepiej i najdokładniej strzeżoną strefą w całych Stanach Zjednoczonych, a w przybliżeniu jest wielkości Szwajcarii. Miejsce te kryje za sobą wiele tajemnic, niektórzy uważają że w tym miejscu przetrzymywani są obcy ze statku kosmicznego, który rozbił się nieopodal i rząd trzyma to w tajemnicy. Istnieją również teorie o tajemniczych maszynach budowanych w tym miejscu takich, jak kosmiczne spodki czy machiny do podróżowania w czasie. Bob Lazar, który prawdopodobnie pracował w Groom Lake, mówił o wielkiej maszynie przypominającej spodek kosmiczny, która była zasilana energią pozaziemską. Energia ta produkowała więcej mocy niż silniki atomowe, a projekt miał kształt spodka. Siły zbrojne Stanów Zjednoczonych od razu odparły przypuszczenia o takich maszynach i potwierdziły tylko, że pracują nad samolotami wojskowymi oraz bombami. Wojsko również twierdzi, iż pracownik taki jak Bob Lazar nigdy tam nie pracował, więc nie może nic wiedzieć o tym, co tam jest budowane. Również uniwersytety, na których ponoć studiował, wypierają się tego jego uczestnictwa

Nomen Omen

w zajęciach, a na żadnych zdjęciach nie można go odnaleźć... jedna wielka zmowa czy może jednak Bob wymyślił wszystko tak dokładnie (oprowadzał grupę telewizyjną po hangarze w którym podobno pracował, jak po swoim własnym domu, idealnie wiedział gdzie, co jest)? Temat ten jest ciekawym oraz niekończącym się źródłem natchnienia dla twórców komiksów, filmów oraz seriali. Możemy jedynie przypuszczać, co tak naprawdę kryje się w strefie 51  ale czy nie za dużo w tym wszystkim „przypadków” i zabezpieczeń, jak na zwykłą bazę wojskową? Piotr Ciapała Wszystkich chętnych gimnazjalistów i licealistów z naszej szkoły zapraszamy do współtworzenia naszego pisma.
Czekamy na Wasze kreatywne pomysły i prosimy o kontakt z opiekunami gazetki.
Nomen Omen

Patryk Tendera, Wszystko, co chcieliście wiedzieć o sali gimnastycznej, ale...- wywiad z panią dyr. H. Pasternak, s.2. Sandra Wróblewska, Antykolęda? , s.5. Bez muzyki można żyć. Ale czy warto? - wywiad z Puellae Orantes, s.7. Wiktoria Szymańska, ArtFest i "Serce miłości", s.17. Aga Sarat, Trendy Jesień/Zima, s. 19. Narcyzna, Jakie czasy, taka Wenus, s.22. Natalia Zabawa, Atrakcje w mało atrakcyjnych miastach, s. 24. Joanna Koń w cyklu "Trochę poezji", s. 27. Ewa Kopeć, Zapas chusteczek i popcorn, 28. Izabela Kołakowska, THE ROYAL MOSCOW BALLET, s.32. Michał Niedbała, Małopolska stolica jazzu – recenzja Tarnów Jazz Contest 2017, s. 35. Marceli Praga, Suburbicon, s. 38. Piotr Ciapała, Area 51, s. 41.