Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








REDAKCJA

ARTYKUŁY Co mańkut robi inaczej?.............................3 Co mańkuci robią odwrotnie?......................6 Co pracodawca może o nas powiedzieć na podstawie Facebooka?..........................8 Dlaczego Pokot?......................................10 KOGO NIE LUBIĄ POLACY?.......................12 Haker w sieci, czyli WIELKIE łowienie.............................16 Pułapki na konsumentów, w które wszyscy wpadamy.......................18 POJEDYNEK… CZŁOWIEK VS. ROBOT.........21 Fontanny na wagę złota...........................23 Aplikacje do kosza..................................24 Nękanie w szkole. Jak temu zapobiec?.......26 Ilu ludzi korzysta z internetu?...................28 Stres nasz powszedni..............................30 Co się dzieje ze sportowcami po zakończeniu kariery?................................................32 US Open...............................................34 Czego Polak nie zje?..............................36 PO CO KROKODYLOM ZĘBY?...................38

Paweł Adamczewski Marianna Andrzejewska Wiktoria Andrzejewska Dawid Berlik Alicja Bernsdorff Melanowicz Magdalena Borowiak Mikołaj Celka Zofia Czerniawska Mikołaj Figiel Maria Frąckowiak Ula Gałek Dominika Golon Jakub Jacaszek Julia Karaszewska Tomek Łuczak Marta Marciniak Aleksandra Mieloch Szymon Mieloch Zuzanna Mikos Rozalia Mruk Marta Nowak Antonina Nowotny Klaudia Pawłuszek Antoni Polak Alicja Renz Maria Rzepka Adrianna Smudzińska Karolina Sztraube Paulina Troć Mateusz WikaZuzanna WysockaKacper Zieleniak Redaktor prowadzący Jakub Jacaszek Mańkut - słowo brzmiące dość egzotycznie, w potocznym znaczeniu oznacza osobę leworęczną. W naszej gwarze poznańskiej można się też spotkać z określeniem szmaja czy szmania. Wyrażenie osoba leworęczna nie do końca jednak precyzyjnie określa, kim naprawdę jest mańkut.
Co mańkut robi inaczej?


Mańkuci są powszechnie uważani za osoby dość niespotykane, dlaczego? Otóż większa część populacji ludzkiej to osoby praworęczne. Zaledwie 8 do 15 procent ludzi na świecie jest leworęcznych. Według archeologów, leworęczni byli już artyści jaskiniowi. Badacze dowodzą, że nasi przodkowie z paleolitu, którzy nie umieli rysować z pamięci, wykorzystywali własną dłoń, by odwzorować jej kontur. Około 23 procent odbić ludzkich dłoni, pochodzących z najsłynniejszych jaskiń na świecie, przedstawia dłonie prawe, co świadczyć może o tym, że wykonane zostały przez leworęcznych przedstawicieli społeczności zbieraczy i łowców. O mańkuctwie można znaleźć wiele ciekawostek takich, jak np. to  że więcej rodzi się leworęcznych mężczyzn niż kobiet. Szmaja jest bardziej narażony na choroby psychiczne, jak np. schizofrenia, neurologiczne, jak padaczka czy choroby układu odpornościowego. Badania pokazują również, że jeżeli oboje rodziców jest praworęcznych, to prawdopodobieństwo, że dziecko będzie leworęczne wynosi niecałe 2 procent.



Czy oprócz używania lewej ręki do wykonywania czynności, wymagających dużej precyzji ruchów, takich jak pisanie czy jedzenie, są jeszcze jakieś różnice między prawo- a leworęcznymi? Czy jest to możliwe, by leworęczni inaczej postrzegali świat lub by w pewnych dziedzinach życia mieli łatwiej? Oczywiście, że tak! Naukowcy dowodzą, że predyspozycje do leworęczności mają osoby z bardziej rozwiniętą prawą półkulą mózgu odpowiedzialną za wyobraźnię, kreatywność, intuicję, muzykę i sztukę oraz wrażliwość i empatię. Co prawda, przez to mańkuci nie potrafią przegrywać i trudniej im przyznać się do porażki, ale też większość z nich ma znakomite poczucie rytmu, ogromną wrażliwość na muzykę oraz głębsze spojrzenie i zrozumienie sztuki. Znani leworęczni muzycy i malarze to np. Ludwig van Beethoven, Niccolo Paganini, Jimmy Hendrix, Bob Dylan, Paul McCartney, Krzysztof Penderecki, Sting, Leonardo da Vinci, Rafael, Michał Anioł i Pablo Picasso. Leworęczni pisarze i poeci to, m.in. Hans Christian Andersen, Wolfgang Goethe i Mark Twain, natomiast leworęczni aktorzy, to np. Marilyn Monroe, Charlie Chaplin, Robert Redford, Robert de Niro, Tom Criuse i Angelina Jolie. Osoby preferujące lewą rękę, mają większe ciało modzelowate. Organ ten, łączący lewą i prawą półkulę, odpowiedzialny jest za przekazywanie informacji pomiędzy nimi. Szybsze przesyłanie impulsów nerwowych w mózgu to z kolei krótszy czas reakcji na bodziec zewnętrzny. Udowodniono, że leworęczni statystycznie popełniają mniej wypadków drogowych, gdzie na zatłoczonej ulicy każda sekunda decyduje o tym, czy dojdzie do kolizji. Posługują się też sprawniej mapą i łatwiej znajdują w terenie drogę do celu, gdyż za postrzeganie przestrzeni, wyobraźnię i trójwymiar również odpowiada prawa półkula mózgu. Takie sytuacje pokazują, że mańkuci czasem mają „łatwiej''. Kolejna różnica między lewo- a praworęcznymi przejawia się w odmiennym sposobie zapamiętywania. Niewiele osób wie, że szmaja lepiej zapamięta epizody, np. zdarzenia ze swojej pierwszej zagranicznej podróży, a gorzej u niego z pamięcią systematyczną, czyli opierającą się na przekazanych



faktach. Zatem osoba leworęczna, kiedy nie może sobie przypomnieć jakiegoś faktu, np. z historii, powinna wrócić myślami do czasu, kiedy się tego uczyła, do miejsca, okoliczności i wszystkiego, co temu towarzyszyło. Naukowcy dowodzą również, że mańkuci mają większe szanse na osiągniecie sukcesu w sportach. Leworęczność to nie tylko bezwiedne wybieranie lewej ręki przy wykonywaniu większości czynności, ale też preferencyjne używanie całej lewej strony ciała, a więc i oka ucha, nogi czy stopy. I tak jak praworęczni sportowcy mają duże problemy, by zaktywizować mniej używaną stronę ciała, to leworęczni zazwyczaj nie mają z tym problemu. Szybka zmiana ręki czy nogi, aktywne i sprawne posługiwanie się nimi na przemian, może zaskoczyć praworęcznego przeciwnika. W takich dyscyplinach zespołowych jak koszykówka czy piłka nożna, mańkut może być dla drużyny cennym zawodnikiem. Potwierdzeniem tego faktu mogą być osiągnięcia piłkarza Pelé czy koszykarza LeBron James'a. Co ciekawe, leworęczni mają większą szansę na przetrwanie też w walce indywidualnej, ponieważ praworęczni zawodnicy okazują się mniej sprawni w starciu z mańkutami. Wielu leworęcznych robi więc kariery w boksie, szermierce czy w tenisie. Czy nie trafniej byłoby więc leworęcznych nazwać oburęcznymi? Mimo że świat jest przystosowany do praworęczności, mańkuci dobrze sobie w nim radzą. Nieprzewidywalność leworęcznego przeciwnika w sporcie może przekładać się na jego sukces, wrażliwość i pomysłowość przyjaciela jest zawsze w cenie, a  ponadprzeciętna kreatywność w pracy jest wymagana w wielu zawodach. Drogie mamy, babcie i ciocie! Nie przekładajcie więc na siłę łyżeczki u waszej malutkiej pociechy do prawej ręki, gdy chętniej chwyta ją lewą. Bo to właśnie wasze dziecko ma szansę być mistrzem posługiwania się dwoma sztućcami już w przedszkolu, gdy jego koledzy będą jedli wciąż tylko jedną łyżką. Ola Mieloch Cały świat jest stworzony przez praworęcznych dla praworęcznych. Na szczęście z roku na rok pojawia się coraz więcej udogodnień dla leworęcznych, ale to i tak za mało.
Co mańkuci robią odwrotnie?


Leworęczność jest od wieków owiana tajemnicą. Społeczeństwo często z lekką nieufnością podchodzi do inności, jaką jest fenomen leworęczności. Już w średniowieczu mańkuci byli uważani za wysłanników diabła. Dziś osoby leworęczne są traktowane tak samo jak praworęczne, mimo że wiele codziennych czynności wykonują odwrotnie. Praworęczne osoby często nie zdają sobie sprawy z tego, ile rzeczy codziennie, leworęczni robią inaczej. Zacznijmy od początku. Rano prawie każdy pije kawę, kakao czy herbatę. Ludzie leworęczni, jak można się spodziewać, często trzymają ubek w ich silniejszej, lewej ręce. To na nikim nie robi wrażenia, ale już na przykład przy porannej jajecznicy lub omlecie zachowanie mańkutów może wprawić w osłupienie osoby im towarzyszące. Otóż leworęczny będzie trzymał nóż w ręce lewej, a widelec w prawej. Wynika to z tego, że łatwiej kroi się ręką silniejszą. Po zaskakującym śniadaniu czas na wyjście do szkoły lub pracy. W korytarzu czekają buty i kolejne zaskoczenie dla spostrzegawczych praworęcznych. Osoby leworęczne swoje buty zawiążą odwrotnie, czyli tzw. krzyżyk zrobią w drugą stronę i uszko chwycą w lewej dłoni. Trudno to zauważyć, ale tak jest. Po tym niezwykle dziwnym i odwrotnym początku dnia czas na pracę lub szkołę. Mańkut na pewno z piórnika nie wyciągnie



pióra wiecznego. Dlaczego? Osoba leworęczna podczas pisania przesuwa rękę po tym, co przed chwilą napisała, rozmazując tym samym tekst. Na szczęście ewolucja nauczyła leworęcznych, jak sobie z tym radzić. Mańkuci pisząc, trzymają rękę wygiętą w bardzo nienaturalny dla wielu praworęcznych sposób, tworzą więc okienko, przez które widzą to,  co napisali. Przez to udziwnione pisanie leworęczny siedzący z praworęcznym w ławce, musi usiąść po lewej stronie, aby nie zderzać się łokciami z kolegą lub koleżanką z ławki. Podczas plastyki lub zajęć technicznych mańkut nie może pożyczyć nożyczek od praworęcznego kolegi, bo… istnieje różnica i w nożycach. Ostrza w takich nożyczkach umieszczone są odwrotnie. Po powrocie ze szkoły lub pracy nasz mańkut już w domu siada przed komputerem z praworęcznym kolegą, z którym ma wykonać prezentację do szkoły. Gdy leworęczna osoba sięga po myszkę, wszyscy praworęczni dostają palpitacji serca. Jak można trzymać myszkę w LEWEJ ręce?! - pytają. Odpowiedź jest prosta: mańkutom tak łatwiej. Cały świat jest stworzony przez praworęcznych dla praworęcznych. Na szczęście z roku na rok pojawia się coraz więcej udogodnień dla leworęcznych, ale to i tak za mało. Przedstawione wyżej czynności oczywiście nie zawsze dotyczą wszystkich mańkutów, każdy jest przecież inny. To czy leworęczny częściej korzysta z prawej czy lewej ręki zależy od tego, jak potraktowano jego leworęczność w dzieciństwie Co ciekawe, leworęczni są odwrotni także pod względem medycznym. U mańkutów dominuje półkula prawa, a nie lewa - jak u praworęcznych. Paweł Artykuły ukazjują się na stronie portalu miastopoznaj.pl W dzisiejszych czasach pracodawcy bardzo często dokładnie sprawdzają w Internecie kandydata ubiegającego się o posadę. Z reguły szukają o nim informacji na portalach społecznościowych. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, ile może o nas powiedzieć choćby nasz własny profil na Facebooku.
Co pracodawca może o nas powiedzieć na podstawie Facebooka?


Przed zamieszczeniem tam jakiekolwiek zdjęcia czy wpisu, powinniśmy się zastanowić, ponieważ tak naprawdę nic nie znika z Internetu. Nawet usunięty post można zlokalizować i ponownie otworzyć. Jeśli idziemy na rozmowę o pracę i sprawimy pozytywne wrażenie na przyszłym szefie, nie możemy być pewni zatrudnienia, bo wahający się pracodawca wyszuka o nas informacje w Internecie i przejrzy nasz profil na Facebooku. Powinniśmy zatem przywiązywać wagę do tego, jako kto figurujemy w sieci i modyfikować ustawienia prywatności na portalach społecznościowych w zależności od naszych potrzeb. Jeżeli profil na Facebooku nie jest odpowiednio zabezpieczony, to każdy może zobaczyć wszystkie publikowane tam treści. Zupełnie obce osoby, których nie masz w gronie znajomych, mogą przeczytać posty



publikowane przez Twoich przyjaciół, w których oznaczono Ciebie. Czasami po dokładnym przejrzeniu cudzego konta jesteśmy w stanie powiedzieć o jego właścicielu bardzo wiele. Wiemy, czym się interesuje, czym na co dzień się zajmuje, a nawet możemy określić jego stosunek do innych ludzi, po sposobie komentowania cudzych wpisów. Co więc pomyśli osoba rekrutująca w firmie, w której ubiegasz się o pracę, jeśli w jej ręce trafią kompromitujące zdjęcia? Co, jeśli zauważy, że większość Twoich zdjęć pochodzi jedynie z imprez? Pracodawca może to różnie odebrać, być może stwierdzi, że jesteś wesołym i rozrywkowym człowiekiem, a być może, że jesteś niekompetentny i niepoważny, albo mało wydajny, jeśli chodzi o pracę. Profil na Facebooku niekiedy może powiedzieć o nas więcej niż byśmy chcieli. Osoby go przeglądające mogą dowiedzieć się, czy jesteśmy w związku, czy jesteśmy ludźmi otwartymi, czy mamy rodzinę, gdzie mieszkamy, gdzie pracujemy lub w jakiej szkole się uczymy. Jeśli nie upewnimy się, że ustawienia prywatności konta nie upoważniają nieznajomych do przeglądania naszego profilu, każdy będzie mógł dotrzeć do naszych danych wrażliwych. To my sami musimy wyznaczyć granicę swojej prywatności, szczególnie w czasach, w których prywatność jest na wagę złota. Julia Karaszewska Dlaczego Pokot?
W lutym tego roku do polskich kin trafił Pokot Agnieszki Holland. To adaptacja powieści Olgi Tokarczuk pt. Prowadź swój pług przez kości umarłych.


Film szybko został doceniony przez światowe kino. Na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie otrzymał Srebrnego Niedźwiedzia. Jest też polskim kandydatem do Oscara. Film opowiada o zmaganiach Janiny Duszejko, która zawzięcie walczy o prawa zwierząt. W miasteczku zaczynają dziać się dziwne rzeczy, dochodzi do serii tajemniczych morderstw, których ofiarami są myśliwi. Główna bohaterka twierdzi, że ludzi zaatakowały zwierzęta mszczące się za wszystkie krzywdy, które ci im wyrządzili. Prawda okazuje się jednak zaskakująca. Produkcja porusza trudne tematy społeczne i moralne. W małym miasteczku rządzi kilka osób, które zastraszają i kontrolują całą społeczność. Są nietykalni, ponieważ nikt nie odważy się na nich poskarżyć. Dlatego Janina, starsza nauczycielka angielskiego w małej szkółce, nie ma się do kogo zgłosić ze swoją sprawą. Duszejko widzi absurd, jakim jest kalendarz myśliwski. Według niego jednego dnia można zabić jakieś zwierzę, a drugiego już nie. Ważną rolę odgrywa również religia. Piątym przykazaniem jest: nie zabijaj, ale czy odnosi się ono tylko do ludzi? Główna bohaterka



krzyczy: Zbrodnia stała się legalna, dlatego nikt jej nie zauważa. Myśliwi zabijają dla swojej przyjemności i nie widzą w tym nic złego, nic im za to nie grozi. Prawo, które pozwala im zabijać, mocno dotyka tych, którzy traktują zwierzęta jak swoich braci i siostry. Duszejko walczy za tych, którzy nie mają głosu, nie mogą się bronić. Czy tę wojnę można wygrać? Kiedy dać za wygraną? Takie i wiele innych pytań zadaje widzowi ten film. Trzeba samemu sobie na nie odpowiedzieć. W obsadzie filmu znalazło się wiele znanych nazwisk takich, jak: Tomasz Kot, Borys Szyc czy Andrzej Grabowski. Na planie produkcji spotkało się starsze (Agnieszka Mandat, Wiktor Zborowski) i młodsze (Jakub Gierszał, Patrycja Volny) pokolenie aktorów polskiego kina, co uważam za bardzo dobre posunięcie, ponieważ takie zestawienie pokazało różne spojrzenia na problematykę filmu. Obraz również trzeba pochwalić za wyśmienite zdjęcia pięknych krajobrazów Bystrzycy Kłodzkiej i Nowej Rudy oraz świetnie skomponowaną i pasującą do całości muzykę Antoniego Łazarkiewicza. Warto obejrzeć Pokot, daje wiele do myślenia, zadaje trudne pytania, na które widz sam musi sobie odpowiedzieć. Do końca trzyma w napięciu i jest jednym z lepszych polskich produkcji. A ponieważ każdy ma inną wrażliwość i inaczej postrzega świat, dlatego recenzja nie wystarczy i do kina trzeba udać się samemu. Paulina Troć KOGO NIE LUBIĄ POLACY?
Mamo! Nie lubię szpinaku! Nie cierpię, gdy ktoś się spóźnia! Nie znoszę, kiedy ktoś krzyczy! Nienawidzę marchewek!


Każdy z nas czegoś nie lubi. Niektórzy nie znoszą korków przy ulicy Święty Marcin, a innych do szału doprowadza myśl o sprzątnięciu pokoju. Nasze preferencje są bardzo zróżnicowane. Czy jednak istnieje dziedzina, w której mamy podobne zdanie? Okazuje się, że tak! A tą kategorią są oni – obcokrajowcy. W Polsce, jak zresztą w każdym kraju, funkcjonuje pokaźny zbiór stereotypów. Jedne są miłe, ale oddalone od prawdy, inne krzywdzące i jeszcze bardziej z prawdą rozbieżne, dalekie od obiektywizmu, mimo tego wywierają duży wpływ na społeczne postrzeganie innych narodów. Oprócz obiegowych opinii, które przyjmujemy za własne, każdy z nas ma także własne doświadczenia związane z mieszkańcami danego kraju. Na postrzeganie obcokrajowców równie mocno wpływa historia, co aktualna sytuacja ich państwa. To, w jaki sposób odbieramy dany kraj, jest w dużym stopniu kształtowane przez kulturę masową np. filmy. Wszystkie te aspekty składają się na odpowiedź na pytanie: Kogo lubią Polacy? Obrońcy tytułu Z badań przeprowadzonych przez Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS), opublikowanych w lutym 2017 wynika, że spośród 25 narodowości i grup etnicznych Polacy największą sympatią darzą … Czechów! Czym nasz południowo – zachodni sąsiad zasłużył na podium? Czy to pociesznie brzmiące czeskie słowa, które sprawiają, że się uśmiechamy, urok praskich uliczek, czy możliwość kupna lizaka o smaku marihuany zadecydowały o 59% zwycięstwie Czechów? Niektórzy twierdzą, że właściwie (jako przedstawiciele dwóch nacji) niewiele wiemy



o sobie nawzajem. Co ciekawe, upodobanie Polaków jest podobno jednostronne. Czesi już tak bardzo nas nie lubią. Trudno jednoznacznie stwierdzić, co dało więc taki wynik, lecz jedno jest pewne: Czesi wygrywają w rankingu już od około 25 lat! American dream Na drugim miejscu ex aequo znajdują się Słowacy i Włosi. Kolejny, tym razem południowy sąsiad Polski uplasował się w czołówce. O Słowacji również wiemy niewiele - tylko tyle, że dobrze się tam jeździ na nartach. Włoscy zwycięzcy srebrnego medalu mogą się poszczycić 57% sympatią. O Italii wiemy trochę więcej – w końcu to stamtąd przemawia papież, pochodzi Leonardo da Vinci i to tam możemy objadać się najlepszymi lodami i najsmaczniejszą pizzą. Następnie, ściskając w rękach brązową odznakę, na metę dobiegają Amerykanie i Węgrzy – oba narody uzyskały 54% poparcie i deklarację sympatii. Z polskich stereotypów można wnioskować, że Amerykanie albo wszystkie posiłki konsumują w McDonaldzie i ważą przeciętnie 150 kg, albo są przykładem cnót wszelakich, są gorącymi patriotami i ludźmi honoru. Te przekonania nie zmieniają jednak faktu, że USA przeważnie budzi szacunek w naszej położonej na drugiej półkuli Ojczyźnie. Miłość do kogo jest nam obca? Istnieje naród, o którym w ostatnich latach trudno zapomnieć. Gdy tylko temat przygasa, zaraz jest rozdmuchiwany przez gorliwych dziennikarzy i polityków. Narodowością budzącą mieszane uczucia, takie od współczucia aż po strach i gniew, zajmującą pierwsze miejsce od końca, są Arabowie. Raczej nie mają szans na zdobycie serc Polaków. Odrębna kultura i religia, zupełnie inna od tej, którą znamy, a do tego wiadomości ze świata o zamachach terrorystycznych – to równanie nie może dać wyniku dodatniego dla mieszkańców Bliskiego Wschodu. Świat kreuje obraz Arabów - gwałcicieli, fanatyków i terrorystów. Cóż… 1: 0 dla świata. Trzy razy NIE Cyganie są powszechnie postrzegani jako uosobienie wszelkich przekrętów. Gdy myślimy o Romach, w naszych głowach od razu zapala się czerwona lampka – lepiej uważać! Cyganie są często uważani za wędrownych muzyków, z problemami finansowymi i higienicznymi, zajmujący się

rys. Maria Frąckowiak Źródła http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2017/K_021_17.PDF

wszelkiego rodzaju szemranymi interesami i według stereotypów kradną, co popadnie – taki oto niekorzystny obraz lewituje w naszych myślach, nic więc dziwnego że przedstawiciele tej nacji plasują się o jeden szczebel ponad Arabami. Można nie lubić ruskich pierogów albo "Ruskich" w ogóle. Ci drudzy raczej mają marne szanse na sympatię Polaków. Rana II Wojny Światowej i powojennej komuny cały czas jeszcze nie jest zabliźniona, dlatego Rosjanie i Niemcy raczej nie mają co liczyć na braterskie poklepywanie po plecach ze strony Polski. Niemcy, co prawda, plasują się mniej więcej w połowie stawki, ludzie ze Wschodu natomiast zaledwie kilka miejsc od końca. Rosjanin wynurza się bowiem ze śnieżycy stereotypów z futrzaną uszatką na głowie, zegarkami schowanymi pod płaszczem i z butelką spirytusu w dłoni. Idzie w naszym kierunku, zataczającym się krokiem, wykrzykując słowa pisane cyrylicą. Ballada o stereotypach Włosi żywią się samym makaronem, Anglicy rzucają wszystko dla filiżanki herbaty at five o’clock, Żydzi są skąpi, Cyganie kradną, Amerykanie żywią się wyłącznie fastfoodami, a Francuzi

rys. Maria Frąckowiak

są romantyczni… I tak dalej, i tak dalej... Stereotypów narodowościowych królujących w Polsce są całe chmary. Kształtują je przeżycia poprzednich pokoleń oraz teraźniejsze wydarzenia. Jednak te opinie nie dotyczą tylko obcokrajowców. Istnieje bardzo wiele stereotypów odnoszących się do wyglądu (np.: blondynki są niemądre), wyznania (np.: wszyscy muzułmanie to terroryści), wieku (np.: starsze osoby nie robią nic innego oprócz oglądania TV Trwam), płci (np.: kobiety powinny siedzieć tylko w kuchni). Wiele stereotypów jest bolesnych i zupełnie nieprawdziwych. Są one jednak nieodłączną częścią społeczeństwa. Nie zapominajmy także o tym, że nie tylko Polacy mają jakąś opinię o innych krajach. Obcokrajowcy mogą nas postrzegać, np.: jako ludzi nadużywających alkoholu i wulgaryzmów. Ciekawe jest również to, jak Polacy postrzegają Polaków. Podobno poznaniacy są uważani w innych częściach kraju za skąpców z fobią na punkcie swoich MTP, żywią się tylko pyrami z gzikiem. Na własnej skórze możemy więc doświadczyć, jak niemiłe są takie opinie. Stereotypów nie da się wyplenić zupełnie z kultury – stanowią jej część. Można zamiast tego nie przejmować się nimi i wypracowywać własną opinię na temat danej osoby, kraju lub rodaka. Czy zdanie, że Polacy najbardziej nie lubią Polaków, jest prawdziwe? Nie trzeba czekać na badania CBOS w tej sprawie – odpowiedź na to pytanie zależy tylko od nas samych. Maria Frąckowiak Problem hakerstwa jest jednym z największych zmartwień współczesnych rządów i korporacji. W walkę z hakerami inwestowane są miliony dolarów, a ludzie łamiący prawo w internecie są ścigani i karani, a jednak wciąż pojawiają się kolejni cyberprzestępcy; bardziej doświadczeni, z innymi pomysłami na złamanie zabezpieczeń.
Haker w sieci, czyli WIELKIE łowienie...
Forum Paderkum

Najczęstszą motywacją hakerów jest szybki zarobek i adrenalina. Wśród hakerów istnieją też ci o dobrych intencjach, chcący przestrzec i uświadomić społeczeństwo, jak łatwo jest obejść systemy chroniące pliki. Ataki prowadzone przez takich ludzi mają cel prześmiewczy. Są i tacy hakerzy, którzy przejmują kontrolę nad serwisami internetowymi lub telebimami tylko i wyłącznie z nudów. Jednak oprócz małych wyskoków jest jeszcze ciemna strona włamań. Przejmowanie kontroli albo kradzieże danych są naprawdę wielkim biznesem. Jednym z największych ataków hakerskich ostatnich miesięcy była kradzież ponad 1,5 terabajta danych z serwerów stacji HBO. Hakerzy ukradli m.in. cały odcinek najbardziej dochodowego serialu w historii - Gry o Tron przed jego premierą, po czym żądali od stacji okupu w wysokości ponad 10 milionów dolarów za nieujawnianie scenariuszy kolejnych odcinków. A co z dużo mniejszymi atakami? Co z urządzeniami, z jakich każdy z nas obecnie korzysta? Jak wiele można zhakować? Z technicznego punktu widzenia dobrze przeszkolona osoba może przejąć kontrolę nad każdym urządzeniem obsługiwanym przez komputer. Oczywiście nie wygląda to jak w filmach, gdzie literki i cyferki przeskakują



na ekranie w zawrotnym tempie, ale z pomocą kilku mniej lub bardziej skomplikowanych programów jesteśmy w stanie zapanować nad kamerką internetową, bądź nawet całym komputerem innej osoby, często tylko korzystając jedynie telefonu. Za pomocą aplikacji TeamViewer możemy dzięki smartphonowi kontrolować całą jednostkę centralną. Program jest legalny, ponieważ można to zrobić tylko wprowadzając hasła w obu urządzeniach. Istnieje jednak mnóstwo innych programów działających na tej samej zasadzie, dzięki którym możemy przejąć kontrolę bez wiedzy użytkownika. Podobnie sprawa się ma z urządzeniami użytku codziennego. Łatwo jest zapanować nad piekarnikiem lub lodówką wyposażonymi w komputery, jednak hakerzy nie robią tego, ponieważ jest to dla nich nieopłacalne i nieciekawe. Żadna firma nie zapłaci przecież okupu za groźbę wyłączenia zmywarki. Inaczej jest z urządzeniami, od których zależy ludzkie życie. Hakerzy są w stanie zapanować nad pompami insulinowymi lub rozrusznikami serca. Zderegulowanie albo wyłączenie takich urządzeń jest wysoce nieetyczne. Obecnie firmy produkujące samochody kierują technologię w stronę pojazdów w pełni elektronicznych i autonomicznych. Jazda samochodem bez kierowcy jest dla jednych marzeniem, a dla innych źródłem największych obaw. Gdyby ktokolwiek dostał się do systemów auta, mógłby wywołać tragedię w zaledwie kilka sekund. Gdyby zapanował nad wieloma mógłby doprowadzić do katastrofy na lądzie, mógłby spowodować śmierć niewinnych osób. Ludzkość powinna cały czas myśleć więc o bezpieczeństwie. Do każdego wynalazku powinien być dołączony opis procedur alarmowych oraz zabezpieczeń. Jeden z systemów – Denuvo, który określany był mianem „zabezpieczenia nie do złamania”, został złamany - co prawda - kilka miesięcy po premierze pierwszej gry nim zabezpieczonej, ale jednak złamany. Nie jest to imponujący wynik, jednak w tempie, w jakim obecnie łamane są zabezpieczenia, ten jest gody zauważenia. Dziś każdy system można złamać i to za pomocą zaledwie kilku kliknięć na własnym smartphonie. Jakub J. Wszyscy znamy ten widok. Rodzina entuzjastycznie pcha wózek w kierunku budynku z granatowej blachy. Wchodzi ze skromnym zamiarem zakupu szafki pod telewizor. Wychodzi po kilku godzinach z zestawem dekoracyjnych poduszek, rozkładaną kanapą i uroczym kompletem miseczek.
Pułapki na konsumentów, w które wszyscy wpadamy


Takie chwyty marketingowe, jak pojawienie się znanej marki w sieci marketów, obniżki cen są nam wszystkim znane. Korzystamy z takich ofert świadomi, że daliśmy się skusić promocjom. Są jednak zabiegi marketingowe, o których nie mamy pojęcia! Robiąc zakupy w zwykłym supermarkecie, jesteśmy narażeni na to, by paść ofiarą wielu podstępów! Jakie sztuczki stosują wielkie przedsiębiorstwa, abyśmy kupowali więcej, niż planujemy? Jest to tak zwany merchandising, czyli wpływ na zainteresowanie klientów, którego celem jest zatrzymanie konsumentów na dłużej w sklepie oraz zwiększenie sprzedaży. Przyjrzyjmy się przeciętnemu supermarketowi. Gdy tylko przejdziemy przez próg, słyszymy muzykę, która ma nam umilać zakupy, a jednocześnie sprawić, że nie zdajemy sobie sprawy z upływającego czasu. Kolejna kwestią jest oświetlenie, którego barwa i natężenie są dobierane do rodzaju sprzedawanego produktu, np. do oświetlania mięs i wędlin używane są mocne żarówki dające różowawe światło, które mają sprawić, że towar wydaje się świeższy. Ułożenie produktów na półkach, to kolejny ważny aspekt decydujący o dokonaniu zakupu przez potencjalnego klienta. Ważna jest wysokość, na jakiej umieszczane są dane produkty. Dla przykładu, tańszy towar znajduje się niżej niż ten droższy, który znajduje się



na wysokości wzroku, dzięki temu częściej po niego sięgamy. Niektóre sklepy mogą używać też zabiegu polegającego na umieszczeniu produktów pożądanych przez dzieci (np. zabawek) na dole regału. Produkty ustawiane są też według świeżości, tzn. na wierzchu kładzie się towar z krótszą datą przydatności. Często obok działu z przekąskami znajdują się gazowane, słodkie napoje, gdyż po spożyciu słonego jedzenia może zachcieć się nam pić. Przy kasach znajduje się półka z produktami nagłej potrzeby takimi, jak: miętówki, leki, prezerwatywy, czy słodycze. Podczas kasowania produktów możemy impulsywnie dołożyć coś jeszcze na taśmę albo zrekompensować dziecku czas spędzony w sklepie, kupując batonika czy cukierka. Przez tych kilka czynników jesteśmy narażeni na zakup większej ilości droższych produktów, choć niekoniecznie są nam to potrzebne, często decyzje te mogą być podejmowane nieświadomie, spontanicznie. Klasycznym tego przykładem jest sklep sieci IKEA. Przyjeżdżamy do niego, gdy urządzamy nowe mieszkanie, pilnie potrzebujemy taniej oferty meblowej albo mamy ochotę na odświeżenie wnętrza naszego domu. Celem sklepu Ikea z pewnością nie jest szybkie dokonywanie zakupów przez klientów, ale skłonienie ich, by pozostali w sklepie jak najdłużej i wydali jak najwięcej pieniędzy. Wszystko zaczyna się od katalogu IKEA, który dostajemy pocztą każdego roku. Oglądając nowe kolekcje i świeże wzornictwo, od razu nabieramy ochoty na zakupy. Już przy wejściu możemy wypożyczyć ogromną torbę, w której pomieści się spora ilość produktów. Wjeżdżamy schodami na pierwsze piętro. Naszym oczom ukazują się otwarte aranżacje wnętrz różnych domowych pomieszczeń. Ta część sklepu składa się z przepięknie urządzonych salonów i wyposażonych w najmniejsze drobiazgi łazienek. Wszystko oznaczone plakietką z ceną i śmiesznie brzmiącą, szwedzką nazwą produktu. Można usiąść na łóżku, zajrzeć do szuflady, otworzyć szafę. Nasze oczy zapamiętują ładne przedmioty, a przyjemne otoczenie wzbudza w nas nagłą potrzebę posiadania wszystkich tych rzeczy. Całe piętro stanowi wielki, wydawałoby się bezkresny labirynt pomieszczeń, w którym obowiązuje jeden kierunek poruszania się. To zmusza nas do obejrzenia każdej z ekspozycji oraz dłuższego pobytu w sklepie. Dopiero teraz zjeżdżamy ruchomymi schodami na parter. W tej hali porozstawiane są półki z kolejnymi produktami, które widzieliśmy na wystawie. Po obejrzeniu pięknych, estetycznych, przytulnie urządzonych pokojów nabieramy ochoty, by sami urządzić tak nasze domy. Niewiele myśląc, wrzucamy do koszyka; talerzyki, kubeczki, kocyki, puszki na ołówki, dywaniki i segregatory, choć nie przyszliśmy tu z



zamiarem ich zakupu. Kolejnym sprytnym posunięciem marketingowym sieci IKEA było otworzenie restauracji w każdym ze sklepów. Po udanych (w naszym mniemaniu) zakupach możemy udać się na ikeowy posiłek. To oferta skierowana np. dla rodzin z dziećmi. Najmłodsi zmęczeni i znudzeni zakupami mogą zrobić się głodni i zacząć z tego powodu marudzić. Idealnym rozwiązaniem takiej sytuacji wydaje się wspólny obiad w lokalu IKEA. Jest to kolejny, doskonały przykład merchandisingu. Warto też wspomnieć o tzw. efekcie IKEA. Sklep słynie z atrakcyjnych cen, ale każdy bardziej skomplikowany mebel należy złożyć samodzielnie. W kartonowym pudełku mieszczą się wszystkie potrzebne części oraz obrazkowa instrukcja, więc nie stanowi to dużego wyzwania dla użytkownika. W 2011 roku Micheal Norton, Dan Ariely i Daniel Mochon opublikowali wyniki badań, które wyjaśniły fenomen mebli z IKEA. Okazało się, że bardziej cenimy obiekty, złożone przez nas samych niż te zakupione już w całości. W jednym z eksperymentów grupa ludzi miała złożyć origami, a później wycenić swoją pracę od 0 do 1$. Drugiej grupie przedstawiono stworzone już figurki z papieru i także kazano poddać ocenie możliwej wartości. Okazało się, że twórcy origami byli w stanie zapłacić za swoje dzieła średnio 23 centy, podczas gdy przez drugą grupę zostały one wycenione na średnio 5 centów. Na tej podstawie można wysnuć wniosek, iż stworzone przez nas obiekty uważamy za o wiele cenniejsze niż te wykonane przez innych. Dlaczego więc tak bardzo kochamy meble z Ikea? Mają one dla nas większą wartość, gdyż myślimy o wysiłku i czasie, jaki musieliśmy poświęcić, aby je złożyć, niejako skonturować. Przyglądając się wszystkim tym sztuczkom, których próbują na nas sieci sklepów i inne przedsiębiorstwa łapiemy się za głowę. Z jednej strony ze zdumienia, o ilu czynnikach nie mieliśmy pojęcia, z drugiej strony z podziwu dla speców od marketingu. W końcu, choć drogą manipulacji, uzyskują pożądany efekt, właśnie wtedy, kiedy my  stojąc przy półce z przetworami, nie zastanawiamy się długo, jakiej marki słoik wybrać, a robimy to impulsywnie. Zuzanna Mikos Źródła: https://www.templatka.pl/merchandisingcotojestjakgowykorzystywacw- cw- sprzedazy.html http://www.theclever.com/15-shockingfactsabouti http://www.hbs.edu/faculty/Publication%20Files/11-091.pdf https://en.wikipedia.org/wiki/IKEA_effecthttp://badania.net/naczympolegaga-%E2%80%9Eefektikei%E2%80%9D/ Maszyny na pewno ułatwiają nam życie codzienne. Dzięki nim możemy lepiej radzić sobie z większością spraw, mogą nam one pomagać w wielu czynnościach i być bardzo przydatne. Jednak dalej pozostają one sztuczne i nie posiadają emocji. Żadna maszyna nie zastapi w stu procentach żywego człowieka.
POJEDYNEK… CZŁOWIEK VS. ROBOT


W tych czasach jesteśmy przyzwyczajeni do wszelkich nowinek technologicznych, które nieustannie są udoskonalane i wypuszczane na rynek. Śledzimy nowe modele telefonów znanych producentów, nowocześniejsze auta, laptopy, telewizory i inne sprzęty ułatwiające nam życie codzienne. Jednak, czy zwróciliśmy uwagę na to, jak często mamy do czynienia z robotami? Coraz częściej idąc na zakupy, wybieramy kasy samoobsługowe zamiast tych tradycyjnych, w autobusach kupujemy bilety w biletomatach, a wpłacając pieniądze korzystamy z wpłatomatów. Wszystkie te maszyny informują nas krok po kroku, co mamy robić i jak się nimi obsługiwać. Nie jest potrzebny przy tym już człowiek. Już za chwilę roboty zastąpią we wszystkim ludzi? Dotychczas maszyny jedynie pomagały nam w życiu codziennym, jednak za kilka lat mogą zastąpić nas nawet w naszej pracy! Kto zatem jest najbardziej zagrożony technologiczym wyeliminowaniem? Przede wszystkim są to prace nie wymagające zaangażowania emocjonalnego, kreatywności czy innych cech typowych dla ludzi. Sztuczna inteligencja może zastąpić zawody, w których występuje pewien



schemat i monotonia. Do pięciu najbardziej zagrożonych zawodów zalicza się: kierowcę i kuriera. Z badań specjalistów wynika, że już w niedalekiej przyszłości, po ulicach będą poruszać się samochody autonomiczne. Komputery, więc w pierwszej kolejności wyeliminują kierowców ciężarówek i taksówek, a także kurierów. Zagrożony bezrobociem jest także kasjer. W wielu supermarketach możemy już płacić w kasach samoobsługowych, a one wydają nam wyliczoną resztę. Rola kasjera w sklepie staje się coraz mniej ważna. Podobny los spotka również telemarketerów. Osoby pracujące jako telemarketerzy mają wyuczone schematy, więc rozmowa z taką osobą wcale nie przypomina rozmowy z człowiekiem. Nic dziwnego, że niedługo ten zawód całkowicie zastąpią komputery. Pracownik magazynu również musi się przebranżowić, bo  dobrze zaprogramowane maszyny mogą przewozić towary w wyznaczone przez komputer miejsca. Również wiele czynności recepcjonisty może przejąć dobrze zaprogramowany komputer, który my sami moglibyśmy obsługiwać (podobnie, jak np. bankomat, czy biletomat). W jednym z japońskich hoteli rolę recepcjonisty pełni… sztuczny dinozaur. Które z zawodów są w stanie przetrwać? Sztucznej inteligencji trudno będzie zastąpić zawody wymagające szczególnej więzi emocjonalnej z drugim człowiekiem. Najmniej zagrożeni w tym momencie są psycholodzy i terapeuci, gdyż robot nie może nam zastąpić ciepła i empatii prawdziwego człowieka. Dziennikarze, blogerzy, pisarze i scenarzyści to osoby, które powinny wykazywać się kreatywnością, której maszyny nie posiadają. Lekarze, stomatolodzy czy pielęgniarze również są nie do zastąpienia. Sztuczna inteligencja może im jedynie pomagać analizować badania i stawiać diagnozy, ale tak, jak we wcześniejszych przypadkach, nie zastąpi więzi, jaka tworzy się między lekarzem, a pacjentem. Maszyny na pewno ułatwiają nam życie codzienne. Dzięki nim możemy lepiej radzić sobie z większością spraw, mogą nam one pomagać w wielu czynnościach i być bardzo przydatne. Jednak dalej pozostają one sztuczne i nie posiadają emocji. Żadna maszyna nie zastapi w stu procentach żywego człowieka. Ala Renz Ludzie już od czasów pogańskich wierzyli w magiczną siłę wody. Czcili ją na wiele różnych sposobów. Ta tradycja przetrwała aż do czasów dzisiejszych, w których nierzadko wierzymy, że wrzucona do fontanny moneta przyniesie nam szczęście. Co jednak dzieje się z tymi pieniędzmi?
Fontanny na wagę złota
Forum Paderkum

Ludzie już od czasów pogańskich wierzyli w magiczną siłę wody. Czcili ją na wiele różnych sposobów. Ta tradycja przetrwała aż do czasów dzisiejszych, w których nierzadko wierzymy, że wrzucona do fontanny moneta przyniesie nam szczęście. Co jednak dzieje się z tymi pieniędzmi? Nie ulega wątpliwości, że fontanna di Trevi w centrum Rzymu to jedna z najbardziej popularnych fontann na calym świecie. Według legend wrzucenie jednej monety gwarantuje powrót do wiecznego miasta, dwóch monet - romans, a trzech - ślub. Nic dziwnego, że ludzie przepełnieni urokiem i magią tego miejsca, wrzucają tam miedziaki, wierząc we wszystkie obietnice. W ostatnim czasie władze Rzymu wyłowiły z fontanny di Trevi około 1,4 miliona euro - czyli prawie 6 milionów złotych. Środki zostały przekazane organizacji Caritas zajmującej się pomocą biednym. Poniższy wykres obrazuje to,  w jaki sposób wyłowione z fontanny pieniądze zostały rozdysponowane. Fontanna we Włoszech, co prawda, przynosi najwieksze



zyski, jednak istnieje też wiele innych, które również cieszą się dużą popularnością wśród turystów i nie tylko. Ciekawym obiektem jest natrysk znajdujący się przy luksusowym hotelu Bellagio w Las Vegas, w którym przez rok nagromadzilo się aż 12 tysięcy dolarów. Te pieniądze zasiliły organizację nonprofit Habitat for Humanity. Podobna sytuacja miała miejsce w centrum handlowym Mall of America w stanie Minesota, wyłowiono tam ok. 12 tysięcy dolarów, które trafiły na konto fundacji charytatywnej. W Disneywordzie, czyli słynnym parku rozrywki w Stanach Zjednoczonych w 2014 roku aż 10 tysięcy dolarów pochodzących właśnie z fontanny przeznaczono na Community Based Care - organizację zajmującą się pomocą dzieciom z domów dziecka. Fontanny przy sieci restauracji Rainforest Cafe ukrywały, jak się okazało, 2,5 tysiąca dolarów, sumę oddano fundacji działającej na rzecz ochrony środowiska. Niestety nie wszyscy mają na tyle szlachetne intencje, żeby przekazywać pieniądze na cele dobroczynne, są i tacy poławiacze, którzy przywłaszczają monety z fontann. W Rzymie aresztowano pracowników sprzątających di Trevi, którzy zamiast uczciwie pracować, umyślnie podbijali z niej duże ilości monet. Najsłynniejszym z nich był człowiek o pseudonimie „d’Artagnan”, który z pomocą wykrywacza metali gromadził pieniądze przez 34 lata. Po jego zatrzymaniu znacznie wzrosły sumy znajdowane w fontannie di Trevi i te przekazywane Caritas. Wrzucając zatem monetę, nie tylko uszczęśliwiamy siebie, ale jak się okazuje, możemy też pomóc innym. Tosia Nowotny Dzisiejsze telefony w niczym prawie nie przypominają swoich poprzedników, a odbieranie i nadawanie połączeń to jedna z bardzo wielu funkcji, jaką posiada współczesny smartfon. Dzięki aplikacjom dostępnym na telefon możemy komunikować się z naszymi znajomymi, sprawdzać rozkłady jazdy tramwajów i autobusów, zobaczyć, ile zrobiliśmy kroków i ile kalorii spaliliśmy danego dnia.
Aplikacje do kosza


W ostatnich latach technologia telefonów komórkowych bardzo gwałtownie się rozwinęła. Jeszcze czterdzieści lat temu telefon podobny był do skrzynki i to bardzo ciężkiej, a jego jedyną funkcją było dzwonienie. Dzisiejsze telefony w niczym prawie nie przypominają swoich poprzedników, a odbieranie i nadawanie połączeń to jedna z bardzo wielu funkcji, jaką posiada współczesny smartfon. Dzięki aplikacjom dostępnym na telefon możemy komunikować się z naszymi znajomymi, sprawdzać rozkłady jazdy tramwajów i autobusów, zobaczyć, ile zrobiliśmy kroków i ile kalorii spaliliśmy danego dnia. Ale wśród tych aplikacji istnieją tak zwane „czarne owce”, czyli aplikacje, których użyteczność jest wątpliwa. Jeśli nie wiesz, co zrobić ze swoimi pieniędzmi? Jeśli jesteś bogaczem, ale nie wiesz, jak pochwalić się tym całemu światu? Jeżeli tak, to aplikacja „I Am Rich Pro” jest w sam raz dla ciebie! Możesz ją zakupić na swój telefon za jedynie 1 599, 99 złotych! Tak, oczy cię nie mylą, taka aplikacja naprawdę istnieje. Niestety po jej zakupie nie oszołomi ilość funkcji,



jaką aplikacja oferuje, bo nie „robi”ona absolutnie nic. Pierwszą tego typu aplikacją było „I Am Rich” stworzona przez Armina Heinricha dostępna tylko na iPhony za 1 000 dolarów, ale z „niewyjaśnionych przyczyn” ją usunięto. „Nothing” to aplikacja, która jak tytuł oznajmia, zajmuje się… niczym. Jest dostępna za darmo na każdy smartfon. Gdy uruchomimy aplikację ukażę się nam czarny napis „Nothing”, czyli „Nic” na białym tle i… to wszystko. Czego więcej się spodziewać? Aplikację pobrano już około 500 tysięcy razy, a opinie jej użytkowników są przytłaczająco pozytywne, na szczęście nie wszystkim spodobał się żart producenta. Istnieje też aplikacja dla marzących o paleniu, ale lękających się konsekwencji. Dzięki aplikacji „Palenie w telefonie” nie trzeba się o to martwić! W przeciwieństwie do prawdziwych papierosów, aplikacja jest całkowicie darmowa i co ważne płuca żaden sposób nie ucierpią. Jak zapalić papierosa bez zapalniczki? Na pomoc przybywa aplikacja „Zapalniczka”! I dopiero, gdy obie znajdą się w telefonie, można puścić dymka z wirtualnego papierosa. Aplikacja „Kitchen Scale” pozwala zważyć dowolny kuchenny składnik, jeśli akurat pod ręką nie ma prawdziwej wagi. Wystarczy położyć go w wyznaczonym miejscu, wybrać, jaki produkt ważysz, a „Kitchen Scale” powie ci jego wagę. I można by uznać tę aplikacje za użyteczną, gdyby nie to, że po prostu nie działa, dlatego jednak warto zainwestować w prawdziwą wagę, by uniknąć kuchennych wpadek. To tylko kilka przykładów takich aplikacji. W sklepie znajduje się ich całe mnóstwo i niektóre z nich to wydatek od paru złotych do aż tysiąca, dlatego zanim zdecydujemy się na pobranie aplikacji, należy się zastanowić, czy rzeczywiście jej potrzebujemy. Marta Nowak Od wieków między ludźmi tworzą się konflikty. Są one czymś codziennym, kojarzą się z napływem negatywnych emocji, z różną opinią na dany temat. Jesteśmy w stanie doszukać się ich w historii, na przykład w postaci wojen, ale również dostrzegamy je między każdym gatunkiem na ziemi. Gdzie jest jednak granica konfliktu i dlaczego tak wiele osób omija ją bez zastanowienia, wykazując się okrucieństwem?
Nękanie w szkole. Jak temu zapobiec?


Od wieków między ludźmi tworzą się konflikty. Są one czymś codziennym, kojarzą się z napływem negatywnych emocji, z różną opinią na dany temat. Jesteśmy w stanie doszukać się ich w historii, na przykład w postaci wojen, ale również dostrzegamy je między każdym gatunkiem na ziemi. Gdzie jest jednak granica konfliktu i dlaczego tak wiele osób omija ją bez zastanowienia, wykazując się okrucieństwem? Dlaczego coraz młodsi ludzie posuwają się do karygodnych czynów, często nie widząc w tym błędu? Dlaczego dzieje się to na terenie tylu szkół na całym świecie? Gdzie tkwi problem? Sama zadaję sobie te pytania i chociaż odpowiedzi może być wiele, pragnę przedstawić zdarzenia z mojej perspektywy, czyli nastoletniej uczennicy liceum. Wiele osób pragnie uznania ze strony rówieśników. Jest to często wynik braku akceptacji oraz szacunku do samego siebie. Niekiedy również nieciekawe sytuacje rodzinne, ból, gniew, które temu towarzyszą, wpływają na nastawienie do innych ludzi. „Mocniejsi” wyżywają się na „słabszych”, ponieważ sami są „słabszymi”. Właśnie to błędne koło, którego nikt nie przerywa, prowadzi do dramatycznych zdarzeń, tragicznych w skutkach. Rany pozostają nie tylko w postaci psychicznej, ale również i fizycznej. Jako przykład można podać



zdarzenie, do którego doszło na terenie jednego z gimnazjów (Chełm w Gdańsku). Uczennice na oczach całej szkoły brutalnie pobiły wtedy swoją 14-letnią rówieśniczkę. Świadkowie wykazali się obojętnością, obserwując to zdarzenie, a jedna z koleżanek śmiejąc się, nagrała nawet film i wrzuciła go do sieci. Oczywiście sprawa zyskała ogromny rozgłos. Napastniczki zostały zawieszone w prawach ucznia oraz umieszczone w ośrodku poprawczym. Szkoda tylko, że nikt nie wysłuchał poszkodowanej dziewczyny wcześniej, bo pobita uczennica informowała pedagogów szkolnych o groźbach, nie otrzymała jednak żadnej pomocy. Szkoła nie wezwała policji, zbagatelizowano problem. Oczywiście dokładna przyczyna tak brutalnego zachowania ze strony koleżanek nie jest znana, jednym z powodów był chłopak, o którego napastniczki były najprawdopodobniej zazdrosne. Młodzi ludzie często sami nie rozwiążą konfliktów między sobą i tu potrzebna jest ingerencja dorosłych: rodziców czy nauczycieli, która jednak nie może polegać tylko na pocieszaniu i przeprowadzeniu pogadanki z agresorem. Zresztą może za to zapłacić poszkodowany jeszcze wyższą cenę. Osoba nękającą musi uświadomić sobie, jaką wagę mają jej czyny, powinny zrozumieć, że ludzie się różnią, i pewne rzeczy mogą być dla nich o wiele bardziej bolesne niż dla innych. Jak zatem zapobiec takiemu zachowaniu? Jak ochronić siebie lub swoje dziecko przed krzywdą osób trzecich? W każdej szkole gimnazjalnej, licealnej, nawet podstawowej powinny zostać przeprowadzone zajęcia na temat traktowania drugiego człowieka i skutków, jakie niesie nękanie psychicznie, jak i fizyczne. Nigdy nie wolno bagatelizować takich sytuacji. Zarówno, jeśli to Ty jesteś ofiarą przemocy, jak i również, gdy jesteś jej świadkiem, ponieważ im szybciej sprawa trafi w ręce osób dorosłych, tym lepiej dla poszkodowanego. O nękaniu się pisze i mówi, zrealizowano również bardzo popularny wśród młodych ludzi serial stworzony przez Briana Yorkeya w 2017 roku pt. „Trzynaście powodów”. Główną bohaterką jest Hanna, która popełnia samobójstwo, a w każdym z 13 odcinków pokazuje jeden z powodów, podjętej decyzji. Film zmusza do szerszego spojrzenia na świat i swoje codzienne poczynania. P „"Życie to echo. Co wysyłasz - wraca, co siejesz - zbierasz, co dajesz- dostajesz, to co widzisz w innych, istnieje w Tobie …”  Zuzia Wysocka Któż na początku lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku pomyślałby, że zaledwie dwie dekady później funkcjonowanie społeczeństwa będzie tak bardzo zależne od globalnej sieci internetowej? Twór, jakim jest sieć www. (z j. ang. World Wide Web), zaczął się upowszechniać w  ostatnich latach XX wieku i w krótkim czasie zrewolucjonizował nasze życie.
Ilu ludzi korzysta z internetu?


Pierwsze sieci komputerowe zaczęły powstawać w latach sześćdziesiątych, należały do nich między innymi ARPANET (która została stworzona na potrzeby wojskowe, przez Departament Obrony USA.), NPL Network czy CYCLADES. Oprócz sieci należących do służb państwowych, wkrótce zaczęły powstawać ich odpowiedniki na uniwersytetach i w ośrodkach naukowych. Nad Wisłę internet trafił w 1990 r.,  kiedy zaczęły działać pierwsze łącza oparte o analogową, kablową sieć telefoniczną. Korzystanie z sieci w naszych domach nie byłoby możliwe bez skonstruowania w latach siedemdziesiątych pierwszych komputerów osobistych i szybkiego rozwoju w tej dziedzinie. W miarę spadku cen tych urządzeń zaczęły one umożliwiać dostęp do internetu coraz większej liczbie ludzi. Bardzo szybko pojawiły się przeglądarki, poczta elektroniczna, komunikatory oraz inne programy, bez których nie wyobrażamy sobie dziś funkcjonowania komputera. Głęboka penetracja otoczenia przez sieć doprowadziła do zaistnienia zupełnie nowych mechanizmów społecznych, które już od jakiegoś czasu są obiektem badań i zainteresowań naukowców oraz psychologów. Na  przestrzeni ostatnich kilkunastu lat nastąpił lawinowy wzrost liczby użytkowników sieci www. Obecnie największy ich odsetek przypada na kraje rozwijające się, stanowi on jednak tylko 34 % całkowitej populacji tych państw. Według danych za lata 2016-17, krajem o największej liczbie internautów są Chiny (blisko 740 mln. obywateli,



czyli ok. 53 % ludności). Następne w kolejności są Indie (462 mln), Stany Zjednoczone (287 mln), Brazylia (139 mln), Indonezja (132 mln) i Japonia (118 mln). Polska plasuje się na 29 pozycji z blisko 28 milionami aktywnych użytkowników. Pozycja w tym rankingu jest w oczywisty sposób związana z wielkością populacji państw. Bardziej poglądowym wskaźnikiem jest odsetek obywateli danego kraju korzystających z internetu. Tu prym wiodą Islandia i Norwegia, gdzie blisko 100 % mieszkańców korzysta z sieci. W ścisłej czołówce znajdą się też Dania, Szwecja, Holandia, Estonia, Japonia oraz Korea Południowa. Krajem o najmniejszej dostępności do World Wide Web jest Korea Północna, której mieszkańcy są całkowicie odcięci od świata zewnętrznego. Faktyczny dostęp do sieci ma około 14 tys. pracowników aparatu władzy i członków elit. Reżim stworzył własną wersję „internetu” dla obywateli o nazwie Kwangmyong, sieć ta jest jednak całkowicie kontrolowana przez władzę, a jej wykorzystanie w kraju, którego większa część nie ma stałego zasilania energią elektryczną, jest znikome. Inne kraje z niskim dostępem do sieci, to leżące w Afryce: Erytrea, Sierra Leone, Niger oraz Somalia. W państwach tych wskaźnik użytkowania wynosi od 2 do 5 % populacji. W Polsce jest to dla porównania 72 %. Statystyki nie obejmują ludzi, którzy często nieświadomie korzystają z dobrodziejstw internetu. Dotyczy to na przykład osób korzystających z kart płatniczych i kredytowych, bankomatów lub kupujących w kasie bilety komunikacyjne. Wszystkie te usługi potrzebują zazwyczaj do funkcjonowania łącz internetowych. Ciekawy jest też ranking krajów, w których są największe prędkości połączeń internetowych. Od kilku lat na podium utrzymują się Korea Pd., Szwecja i Norwegia, gdzie średnia szybkość sieci wynosi około 20 mb/s. Dla porównania, w Polsce jest to niecałe 11 mb/s. Zatem, ilu jest użytkowników internetu? Według danych z czerwca 2017 jest to 51 % populacji świata, czyli jakieś 3 8 mld osób. Liczba ta cały czas rośnie, a szczególnie dynamiczny wzrost ma miejsce w rozwijających się krajach Afryki, Azji i Bliskiego Wschodu. Kacper Zieleniak Stres towarzyszy człowiekowi od zamierzchłych czasów, zaburza równowagę psychofizyczną, choć jednocześnie stanowi naturalny element naszego życia. Jeżeli dostrzegasz u siebie: nerwowe odruchy (zgrzytanie zębami, obgryzanie paznokci), zaburzenia behawioralne (problemy z opanowaniem emocji), zmiany nastrojów (depresja, niepokój) czy różnego rodzaju symptomy związane ze stresem (bóle, migreny, zawroty głowy, częste oddawanie moczu) – możesz się niepokoić.
Stres nasz powszedni


Chodzi za nami każdego dnia, a ujawnia się w najgorszych momentach – o kim mowa? Stres towarzyszy człowiekowi od zamierzchłych czasów, zaburza równowagę psychofizyczną, choć jednocześnie stanowi naturalny element naszego życia. Jeżeli dostrzegasz u siebie: nerwowe odruchy (zgrzytanie zębami, obgryzanie paznokci), zaburzenia behawioralne (problemy z opanowaniem emocji), zmiany nastrojów (depresja, niepokój) czy różnego rodzaju symptomy związane ze stresem (bóle, migreny, zawroty głowy, częste oddawanie moczu) – możesz się niepokoić. Codzienne zdarzenia, w których stres lubi o sobie przypominać, to wszelkie sytuacje, problematyczne: kłótnie z bliskimi, lęk przed utratą zdrowia, kłopoty w szkole lub w pracy, brak środków do życia, nadmiar obowiązków. Stresogenne są także sytuacje dla nas nowe, nieznane, zmiana pracy, szkoły, wyjazd w nieznane miejsce, poznawanie nowych osób. Problem ze stresem pojawia się również sytuacjach niecodziennych takich, jak: ślub, narodziny dziecka, czy nieprzewidywalnych, jak: zdrada, rozwód czy śmierć.



Jak radzić sobie ze stresem? Z pewnością poprzez aktywność ruchową i dobre nawyki żywieniowe. Bardzo ważne jest również odpowiednie myślenie, czyli tzw. system wierzeń oraz dystans wobec różnych sytuacji. Dobrze też zapanować nad organizacją zdarzeń – poprzez listę zadań, planów, obowiązków na dany dzień. Rzeczami, o których nigdy nie możemy zapominać, są  odpowiednia ilość snu, dopasowana do naszych indywidualnych potrzeb oraz przerwy w ciągu dnia na relaks, odpoczynek, rozciągnięcie ciała. Ważną kwestią przy redukcji stresu jest znalezienie pasji, bądź czegoś, co pozwala nam się oderwać, zapomnieć o problemach i o codzienności. Wielu ludzi lubi odreagowywać stres poprzez bieganie, inni lubią przeczytać rozdział ulubionej książki, niektórzy wolą obejrzeć odcinek nowego serialu. U wielu ludzi stres związany jest z wyglądem. Trzeba więc też zadbać o to, aby czuć się dobrze we własnym ciele. Zmienić garderobę, zapisać się na siłownię, by zrzucić zbędne kilogramy i lepiej się poczuć. Dla kobiet istotną sprawą jest też makijaż, fryzura czy manicure. Zmień fryzurę, pomaluj paznokcie czy zainspiruj się ciekawym makijażem. Kiedy czujemy się dobrze z sami ze sobą, jesteśmy bardziej pewni siebie, to pomaga nam w łatwiejszym rozwiązywaniu problemów czy w niestresowaniu się błahymi sprawami. Stres jest fizjologiczną reakcją organizmu i zestawem mechanizmów samoobronnych. Ciało i umysł dysponują nim, aby przetrwać. Sam w sobie zatem nie jest taki zły, choć permanentny może zdziałać wiele złego…lepiej trzymać się więc od niego z daleka. Magdalena Borowiak Eric Cantona to były wybitny piłkarz, dziś zajmuje się dziedziną, która może dziwić, biorąc pod uwagę losy innych emerytowanych zawodników. Francuz po zakończeniu kariery został aktorem. Natomiast większość kolegów po fachu kończąc grę w piłkę nożną, pozostaje przy tym sporcie i zajmuje się trenowaniem młodych piłkarzy.
Co się dzieje ze sportowcami po zakończeniu kariery?


Eric Cantona to były wybitny piłkarz, dziś zajmuje się dziedziną, która może dziwić, biorąc pod uwagę losy innych emerytowanych zawodników. Francuz po zakończeniu kariery został aktorem. Natomiast większość kolegów po fachu kończąc grę w piłkę nożną, pozostaje przy tym sporcie i zajmuje się trenowaniem młodych piłkarzy. Tą drogą poszedł między innymi Zinedine Zidane, Josep Guardiola, czy Ronald Koeman – aktualnie jedni z bardziej cenionych szkoleniowców w Europie. Najlepiej zarabiającym byłym piłkarzem jest natomiast Brytyjczyk David Beckham, który swoim nazwiskiem firmuje między innymi firmy takie, jak Pepsi, Gilette czy Samsung. Trudno mówić o jakichkolwiek zawodowych schematach po zakończeniu kariery. Były strongman, Mariusz Pudzianowski, próbował swoich sił w śpiewaniu, brał udział nawet w programie Tylko nas dwoje, dotarł nawet do finału. Oczywiście nie zajął się w sposób profesjonalny promowaniem swojego głosu, ale niewątpliwie byłoby to ciekawe, widzieć popularnego Pudziana na scenie.



Coraz częściej słyszy się, że byli sportowcy angażują się w politykę. Postanowiła się tym zająć między innymi czternastokrotna mistrzyni Polski, mistrzyni i wicemistrzyni Europy w snowboardzie -Jagna Marczułajtis – Walczak. Jest ona posłanką Platformy Obywatelskiej. Byli polscy sportowcy działają również charytatywnie. Jeden z najbardziej znanych polskich bokserów - Dariusz Michalczewski założył fundację, która w znaczącym stopniu wpływa na rozwój szkółek bokserskich. Michael Jordan, najbardziej znana postać światowej koszykówki, zajął się biznesem. Jego dochody szacuje się na około 100 mln dolarów. Nie dość, że podczas aktywnego grania w koszykówkę zarobił dużo pieniędzy, to teraz jest właścicielem klubu motocyklowego i współwłaścicielem klubu grającego w najwyższej klasie rozgrywkowej w Stanach Zjednoczonych – Charlotte Bobcats. Ma on swoją linię odzieży i butów znaną na całym świecie o nazwie Jordan. Od każdej sprzedanej pary butów uzyskuje 25%. W Chicago, tam, gdzie sportowo zasłynął, ma również swoją restaurację. W Michael Jordan’s Steak House można zjeść przepyszne steki w luksusowym miejscu, także jest niebywała to uczta dla klientów. Niestety większość koszykarzy po zawieszeniu butów na kołku, utożsamia się z przeciętnymi Amerykanami, stając się otyłymi obywatelami. Inna amerykańska legenda, Mike Tyson, spróbował swoich sił w Hollywood, zagrał między innymi w filmie Kac Vegas. To, jak swoimi pieniędzmi będą zarządzać sportowcy w przyszłości, jest ciekawe, bo przecież zarobki w sporcie przyprawają dziś o zawrót głowy, więc od mądrości zawodników zależy ich byt na sportowej emeryturze. Chociażby wspomniany już David Beckham ostatnio wysłał swojego syna do pracy… na zmywak, gdzie zarabia w przybliżeniu 2 funty na godzinę. Ma go to nauczyć szacunku do pieniądza. Cenna lekcja. Tomek Łuczak Niewątpliwie był to historyczny turniej. Pierwszy raz bowiem od 1986 roku w półfinale gry pojedynczej pań znalazły się cztery Amerykanki. Były to:  Coco Vandewegh, Madison Keys, Sloane Stephans i Venus Williams. W finale zagrały Madison Keys i Sloane Stephans.
US Open, czyli ostatni Wielki Szlem w 2017 roku


Dwie legendy, jeden cel... Po tym, jak z turnieju wycofali się Andy Murray (2), Stan Wawrinka (4) oraz Novak Djokovic (5) zdecydowanymi faworytami zostali najmocniejsi z wielkiej piątki w tym roku: Rafael Nadal (1) i Roger Federer (3). Dla amatorów tenisa zapowiadała się niezwykle interesująca rywalizacja. Już przed startem było wiadomo, że ten, który uplasuje się dalej w turnieju lub wygra finał, w następnym notowaniu rankingu ATP zostanie światową jedynką. Dla Hiszpana byłby to 16 wielkoszlemowy tytuł, a dla Szwajcara 20. Jak się później okazało, lepszy był Nadal. Szwajcarski mistrz odpadł w ćwierćfinale z Argentyńczykiem Martinem Del Potro w czterech setach: 5:7, 6:3, 7:6, 6:4. Sensacyjny turniej u kobiet Równie zaskakujący był turniej kobiet, już na początku odpadła jedna z faworytek, Niemka, Angelika Kerber. Przegrała już w pierwszej rundzie z Japonką, Naomi Osaką, w dwóch setach: 6 3, 6 1. Nieoczekiwana okazała się bardzo dobra forma Rosjanki: Marii Szarapowej, dla której był to pierwszy turniej wielkoszlemowy po zawieszeniu na dwa lata za stosowanie dopingu. Kolejną sensacją było to  że odpadła pierwsza rakieta



kobiecego tenisa: Garbine Muruguza i to już w 1/8 finału. Przegrała ona w dwóch setach: 7 6 i 6:3 z Petrą Kvitovą. Niewątpliwie był to historyczny turniej. Pierwszy raz bowiem od 1986 roku w półfinale gry pojedynczej pań znalazły się cztery Amerykanki. Były to: Coco Vandewegh, Madison Keys, Sloane Stephans i Venus Williams. W finale zagrały Madison Keys i Sloane Stephans. Zwycięstwo przypadło tej drugiej, w dwóch setach: 3 6, 0 6. Mecz toczył się w stu procentach pod dyktando Stephans. Drugi set podsumował ten mecz wręcz idealnie. Nikt nie miał wątpliwości, że zasłużyła na to w pełni. Nieudane występy Polaków. Tegorocznego US Open do udanych nie zaliczą Polacy. Najwięcej z naszych rodaków osiągnął Marcin Matkowski, który w grze mieszanej przegrał dopiero w ćwierćfinale. Gorszy wynik osiągnął za to drugi nasz deblista - Łukasz Kubot. Zwycięzca tegorocznego Wimbledonu w deblu odpadł już w 1/16. Najlepsza w tym momencie polska tenisistka, Agnieszka Radwańska, odpadła już w 1/16 finału, przegrywając z Coco Vandeweghe w trzech setach: 7 5, 4 6, 6 4. Mistrz Rafa nie zawiódł. Najwięcej widowni zapewnił mecz finałowy mężczyzn. Ostateczne starcie rozegrało się pomiędzy Rafaelem Nadalem i Kevinem Andersonem. Dla wielu niepodważalnym faworytem był Rafael Nadal. Mecz zaczął Anderson od bardzo pewnego gema serwisowego, tym samym, w kolejnym gemie, odpowiedział Hiszpan. Z gema na gem Afrykanin słabł. Rafa za to rozkręcał się i wygrywał swój serwis do zera. Idealnym podsumowaniem tego meczu była piłka meczowa dla Rafaela Nadala. Rozegrał to  w bardzo nietypowy dla siebie sposób, akcją - serwis wolej. W taki oto sposób wygrał po raz trzeci US Open i to w trzech aktach - chciałoby się rzec. Wcześniej triumfował w Nowym Jorku w latach 2010 i 2013. Po tym sukcesie Hiszpan umocnił się i z dumą pozostał na  pierwszym miejscu w rankingu ATP. Król jest tylko jeden. Mikołaj Celka W ciągu ostatnich lat coraz bardziej modne stają się wyprawy, celem których jest poznanie odwiedzanego kraju od strony kuchni. Francuskie sery, włoskie makarony czy japońskie sushi to jedne z tych potraw, które przychodzą nam na myśl najczęściej. Obecnie to Azja uważana jest za lidera rankingu najdziwniejszych dań świata. Jednak nawet nasi europejscy sąsiedzi posiadają w swoich menu perełki godne uwagi, których przeciętny Kowalski nawet nie tknie?
Czego Polak nie zje?


W ciągu ostatnich lat coraz bardziej modne stają się wyprawy, celem których jest poznanie odwiedzanego kraju od strony kuchni. Francuskie sery, włoskie makarony czy japońskie sushi to jedne z tych potraw, które przychodzą nam na myśl najczęściej. Obecnie to Azja uważana jest za lidera rankingu najdziwniejszych dań świata. Jednak nawet nasi europejscy sąsiedzi posiadają w swoich menu perełki godne uwagi, których przeciętny Kowalski nawet nie tknie? Pamiętajmy jednak, że to, co dla nas jest nie do zjedzenia, dla innych może być największym przysmakiem. Nie zapominajmy o tym, że nasze ogórki kiszone mogą być postrzegane przez obcokrajowców podobnie jak smażone tarantule – coś, czego raczej byśmy do ust nie włożyli… a przynajmniej nie z własnej woli. Na pierwszy ogień wrzucimy jedną z bardziej znanych dziwnych potraw. Mowa tu o haggis – tradycyjnym szkockim przysmaku. Są to owcze podroby (głównie wątroby, serca i płuca) z cebulą i tłuszczem, które zaszywa się i dusi w owczym żołądku. Myślę, że na miłośnikach flaczków, potrawa ta nie zrobi większego wrażenia, ale trzeba



przyznać Szkotom plus za ekologiczne podejście. Żadna część owieczki się nie zmarnuje! Wielu z naszych ojców i dziadków uwielbia wątróbkę czy kaszankę, jednak trudno mi wyobrazić sobie nastolatka zajadającego się właśnie haggis. Następny na liście jest pewien włoski specjał - Casu marzu. To owczy ser o ostrym, intensywnym smaku, podobnym do gorgonzoli. Co w nim takiego niezwykłego? Otóż w procesie fermentacji pomagają musze larwy, które celowo są wprowadzane do jego wnętrza. Jeśli będziecie mieli kiedyś okazję skosztować tego nietypowego sera, pamiętajcie, że larwy skaczą nawet na 15 centymetrów w górę! Jeśli jednak robaczki nie wykazują oznak życia, oznacza to  że ser może być zepsuty. Co się stanie, gdy zamkniesz śledzia w puszce na rok? Surströmming, to według japońskich badaczy jedna z najbardziej śmierdzących potraw na świecie (tak, istnieje specjalna skala oceniania poziomu odoru). Ta niepozornie wyglądająca rybka pobudza ślinotok wśród Szwedów i wywołuje obrzydzenie wśród… wszystkich innych narodów, jak mi się wydaje. Marynuje się go w słonej zalewie razem z jego wnętrznościami, a następnie zjada z ogórkiem, cebulą i chlebem ze śmietaną. Jak dla mnie brzmi cudownie. Na koniec coś słodkiego! Mimo że to Azja jest uważana za królestwo egzotycznych przysmaków, to w Ameryce Południowej również ich nie brak. Powszechnie wiadome jest, że owady zawierają dużo dobrze przyswajalnego dla ludzi białka, co Indianie wykorzystali już setki lat temu. Brytyjczycy nieco ich tradycję unowocześnili i tak powstały one! Gigantyczne mrówki w czekoladzie! Są one importowane prosto z Kolumbii, zanurzane w najlepszej belgijskiej czekoladzie. Opakowanie, w którym znajduje się kilka takich mrówek, kosztuje około 30zł, więc deser ten nie należy do najtańszych. Cóż, nie pogardziłabym taką mróweczką! Zofia Czerniawska Zęby już od zarania dziejów były dla uczonych zagadką, można by wręcz to zagadnienie nazwać orzechem nie do zgryzienia. Zacznę może od człowieka. Rodzisz się bez zębów i wszystko jest dobrze. Pijesz mleko, jesz kaszkę, a tu nagle wyrastają jakieś białe, szpiczaste deseczki. Niby super, wygląda trochę jak płot, który chroni wnętrze, tyle że mama zamiast tej pysznej i pożywnej kaszki zaczyna ci nagle wciskać nowe, twardsze rzeczy i na dodatek nie zawsze smaczne.

 Zęby to jednak nie tylko środek do miażdżenia, rozdrabniania i mielenia, mają pełen wachlarz różnorodnych zastosowań. Na co dzień można zaobserwować ich użycie w dziedzinie kosmetyki.
PO CO KROKODYLOM ZĘBY?


Eleganckie obcinanie sobie paznokci u rąk w świecie ludzi to norma, niestety nie dla niektórych obgryzaczy. Zęby w czasie szczenięcym to niezwykle ważny element walki. Jeden porządny gryz w palec rodzeństwa i dominacja w domu gwarantowana. Przynajmniej na jakąś chwilę. Czasem zęby też mogą zapewnić rozgłos na skalę światową, trzeba tylko znaleźć Evandera Holyfielda, najlepiej na ringu i to przed kamerami. 

Z kolei zwierzęta takie, jak psy mają jeszcze inne zastosowania uzębienia. U człowieka wyglądałoby to dziwnie, ale u psów użycie jedynek jako podpórki na opadający jęzor wygląda doprawdy szlachetnie. Koty zaś, choć do walki z niesfornymi właścicielami używają przeważnie pazurów, to jednak bezlitośnie zatapiają kły w ciele bezbronnych myszek, aby dumnie przechadzać się z nimi po domostwie.

Tylko czy zęby są nam, wszystkim żyjącym istotom na tej Ziemi, potrzebne? Bez nich przecież byłoby więcej miejsca na jedzenie. Wiem, wiem, jak niby mielibyśmy to jedzenie pogryźć? Już wyjaśniam. Krokodyle mogłyby pożerać swoje ofiary w całości, niczym pyton, a krowy polowałyby na opadające jesienią liście z drzew, otwierając tak szeroko pysk, że wpadałyby one bezpośrednio do żołądka.

Człowiek bez zębów jednak nie miałby łatwo, choć zastanawiam się, jak twarde dziąsła musiał mieć typowy jaskiniowiec, żeby wbić się w surowe, mamucie mięso? Nasz gatunek chyba wymarłby z głodu.

Spójrzmy prawdzie w oczy, dzięki zębom społeczeństwo się rozwija. Przewyższyliśmy pozostałe istoty nie dzięki przeciwstawnym kciukom, a właśnie dzięki zębom…wgryzamy się bowiem w problem, zagryzamy wargi i dążymy do celu, ostrzymy je sobie na coś i zjadamy je, stając się specjalistami, trzymamy za nimi język i zaciskając zęby, nie dajemy za wgraną. Dawid Berlik