Тэставае паведамленьне - трэба паставіць flash player








Od Redaktora
"Co dzień przestrzegam, jak młódź cierpi na tem, Że nie ma szkół uczących żyć z ludźmi i światem." - Adam Mickiewicz


Witam wszystkich w nowym roku szkolnym! Wiem, wiem, że jest już listopad, ale dopiero teraz mam okazję wszystkich powitać. Opóźnienie z wydaniem tego numeru wiąże się z dużymi zmianami w naszej redakcji. Otóż na „emeryturę” odchodzi dotychczasowy Redaktor Naczelny, Piotr Kozera. W tym roku Piotr będzie zdawał maturę, dlatego życzę mu powodzenia, a także dziękuję, za jego wkład w tworzenie gazety oraz zawziętość, bez której Freedom Writers nie mogłaby istnieć. Mam nadzieję, że godnie zastąpię go w tej funkcji i z równie wielkim zapałem będę kierowała pracami nad kolejnymi numerami gazetki V LO. Następna zmiana związana jest z odejściem zeszłorocznych redaktorów, którzy ukończyli już szkołę i dostali się na studia. Na ich miejsce, przyszli nowi, młodsi uczniowie z klasy Ic i II c. Wierzę, że nasza ciężka praca zostanie doceniona, a napisane przez nas artykuły za każdym razem Was zaciekawią. Życzę miłej lektury. :) Redaktor Naczelna Anna Jankowska Druga młodość? str.5 Słodki zapach pomarańczy str.12 Liść opadł... str. 8 FotoGaleria VLO str.10 Prawdy i mity.. str. 14 Otrzęsiny klas I str. 24



Artykuł mówiący o realiach życia ludzi po 80. Starsze osoby są zdane wyłącz-nie na siebie w dzisiejszym świecie. Jest listopad, ale już teraz możecie poczuć klimat zbliżających się świąt Bożego Narodzenia. Ludzie chodzą na cmentarz, dlatego, że wy-pada. „Inni idą, to ja też pójdę. Na pewno spot-kam znajomych, pogadamy, poś-miejemy się.." Wysytawa za-tytułowana "Paź-dziernik- miesiąc bez uzależnień". Zdjęcia wykona-ne przez Natalię Misiaszek z kl.Ia oraz Michała Maćkiewicza z kl.Ic. czyli świat okiem biologa. Stała rubryka, w której Anna Skwarek wyjaś-nia różne proble-my używając biologii. Polecam ! Jak co roku w naszej szkole odbyły się otrzę-siny klas I. W tym roku organi-zowałe je klasa IIe. Zamieszcza-my dla was kilka zdjęć z tej uro-czystości. Pustka

Nauczyciel prowadzący: Małgorzata Gumowska Redaktor Naczelna: Anna Jankowska Projekt graficzny okładki: Adrian Fałkowski Dziennikarze: Paulina Lewicka, Paulina Chmielecka, Aleksandra Osmańska, Agata Kumor, Agata Stefańska, Anna Skwarek, Weronika Wojtaś, Michał Wundarski Fotograf: Michał Maćkiewicz

Co mam zrobić? Co teraz zrobić? Nadszedł czas i wkradł się strach Marzenia umarły, troski pozostały Życia nastał kres, świat rozkruszył się Nic nie ma już, nie ma już nic Zostały tylko ból i łzy. _____________ AGATA KUMOR Druga młodość?
Są wokół nas- na ulicy, w parku, w sklepie, w tramwaju, za ścianą. Tak jak my- jedzą, śpią, robią zakupy, czytają gazetę, myślą i czują. Ludzie starsi. Dlaczego więc tak często ich nie zauważamy, mijamy obojętnie lub, co gorsza, uważamy siebie za lepszych, ważniejszych?


Po chodniku, kroczek za kroczkiem, z laseczką, powolutku, ostrożnie. Wtem, jak grom z jasnego nieba, rozbrzmiewa głos: ,, Ruszaj się, dziadek! Szybciej, szybciej! Z drogi!”. Niestety, wiele podobnych zachowań można zaobserwować na co dzień. Mając jedynie siedemnaście lat stwierdzam, że nie-łatwo jest być dzisiaj staruszkiem. Potrzeba dużej odporności na ludzką nieczułość i brak kultury. Żyjemy w pośpiechu, nieustannie gdzieś pędzimy, nie wystarcza nam czasu. Skąd w takim razie czerpać spokój i cierpliwość? Recepta istnieje jedna- EMPATIA. To lekarstwo na wszystkie międzyludzkie konflikty. W tym przypadku należy uświadomić sobie, że sta-rzenie się stanowi naturalny i jednocześnie nieunikniony proces w życiu człowieka. We-dług gerontologów, starość to faza najbarr-dziej zróżnicowana, nie podlega regułom, ponieważ zależy od odmiennych faz poo-przednich - dziecińsstwa, młodości i dorosłości. Trudno jednak określić, kiedy starość zaczyna się jako zjawisko wynikające z własnej oceny, z samoświadomości. W wymiarze medycznym oznacza ogół zmian biologicznych zachodzących w ludzkim ciele (głównie zużycie narządów i zmniejszona regeneracja komórek). Do tej pory nie wynaleziono żadnego serum nieśmier-telności, nikt też nie zdoła zatrzymać czasu. Warto o tym pamiętać. Osoby starsze są w dużym stopniu zdane tylko na siebie. Wiele z nich mieszka samotnie, gdyż dorosłe już potomstwo zajmuje się swoją karierą oraz własną rodziną. Ludzie ci nie mają często siły, aby wyjść na zewnątrz, co odbiera



im szansę jakiegokolwiek kontaktu z drugim człowiekiem. Czasami zaś tak mało wystarczy, by sprawić komuś przyjemność, wywołać uśmiech, dać poczucie bliskości. No tak, ale po co tracić czas, skoro istnieją domy opieki? Poza tym starsi mogą odnosić wrażenie, że nie nadążają za rozpędzonym światem, za pos-tępującą ciągle techniką. W okresie ich młodości nie słyszano o komputerach czy telefonach komórkowych. Dzieciństwo i okres dojrzewania niekiedy pochłonęła wojna. Osoby te powiedzą znacznie więcej o historii Polski niż o historii Facebook'a. To często wielcy patrioci, posia-dający bogaty system wartości i poczuwający się do odpowiedzialności za ojczyznę. Dźwigają na swych barkach ogromny bagaż doświadczeń. Z pewnością los nie zawsze im sprzyjał. Zmęczenie jest tutaj oczywiste, a mimo to lu-dzie ci znajdują wielokrotnie siłę, aby pomóc jeszcze wnukom. Dlatego zamiast intensywnie szkolić pradziadka w obsłudze laptopa, sami powinniśmy czerpać od niego życiową naukę. Jak można w takim razie stawiać za wzór jakąś „gwiazdkę” z telewizji, mając w pobliżu praw-dziwe autorytety? Trzeba tylko wykazać odrobinę dobrej woli, żeby je odkryć. Czy zatem starość to rzeczywiście nie radość? Okazuje się, że kochani staruszkowie przeja-wiają nieraz dużą kreatywność. Tworzą kluby seniora, gdzie spędzają razem czas, rozwijając swe zainteresowania. Uczęszczają na  zabawy taneczne, koncerty, zajęcia gimnastyczne czy sekcje brydżowe, a także wyjeżdżają na wy-cieczki. Takie spotkania to dla nich sposób na poznawanie nowych ludzi. Seniorzy odby-wają również różnego rodzaju kursy: językowe, obsługi komputera, uprawiają rozmaite sporty. Jesień życia nie musi być wcale nudna.



Starzec w literaturze stanowi często uosobienie mądrości. To filozof godny czci i szacunku. Starość nie oznacza też rezygnacji z marzeń. Dowodzi tego dzieło Ernesta Hemingwaya pt. „Stary człowiek i morze”. Jeżeli człowiek czegoś bardzo pragnie, to jest w stanie przezwyciężyć wszelkie trudności i przeciwności losu. Może osiągnąć cel bez względu na wiek. Walka o spełnienie własnych idei, pragnień nadaje sens ludzkiemu istnieniu. Jeśli człowiek w niej wytrwa, osiągnie szczęście i radość. U schyłku życia zyska poczucie spełnienia i satysfakcji z tego, czego dokonał. Pamiętajmy, że już dziś mamy wpływ na swoją przyszłość. Ludziom starszym niewątpliwie należy się szacunek. To oni zapracowali na naszą tera-źniejszość. Zamiast okazywać zniecierpliwiee-nie, stojąc za seniorem w kolejce sklepowej, pomyślmy o historii, jaką ze sobą niesie. Niech do refleksji skłonią nas słowa starszej pani, której młody chłopak ustąpił miejsca w autobusie: „Siedź, synku, siedź. W moim wieku się nastoisz.” _______________ PAULINA LEWICKA Liść opadł...
Listopad. Miesiąc, w którym oprócz chłodnych dni, zimnych wieczorów i kolorowego pejzażu naszą uwagę przykuwają hasła: śmierć, zaduma, niepodległość.


Listopad to miesiąc, w którym szczególnie rozpamiętujemy nieżyjących już bliskich. Pierw-szego listopada, jak co roku odnoszę wręcz przeciwne wrażenie. Ludzie chodzą na cmen-tarz, dlatego, że wypada. „Inni idą, to ja też pójdę. Pójdę się pokazać, że jestem, niech inni zobaczą. Po co się ukrywać? Na pewno spot-kam znajomych, pogadam, pośmieejemy się…” Może warto zastanowić się nad prawdziwą ideą tego święta i nie traktować go jak zwykłego wolnego dnia od pracy? Ostatnio tak sobie myślę, że świat, środowisko, w którym żyjemy przybiera formę wykreowanego przez nas samych teatru. Każdy odgrywa w nim jakąś rolę, każdy zakłada maskę i gra. Oczywiście są ludzie, którzy niczym publiczność z zacieka-wieniem obserwuje każdy ruch aktora i akcję w tym sztucznym świecie… Czemu nie umiemy być po prostu sobą? Może nie chcemy być sobą? Może gdzieś podświadomie boimy się własnego ja? Może wolimy założyć maskę i przypasować się do da-nego otoczenia, tak, aby z aktora drugoplano-wego stać się postacią pierwszoplanową, naj-ważniejszą. Najnowsze gadżety, najdroższe ub-rania, najlepszy look, zachowanie takie jak innych. Pokaz. Pokaz. Pokaz. Wszystko na po-kaz. To działa jak hierarchia. Im więcej posia-dasz, im większe masz wpływy, im więcej znasz

Listopad. Miesiąc rozważań. Nad śmiercią, ojczyzną, nad sobą. Bądźmy sobą. Nie grajmy. A jeśli chcemy grać, wybierzmy aktorstwo.

osób, im więcej renomowa-nych imprez, tym bardziej jesteś zauważalny. Po co afi-szować się tym wszystkim? Czy nie wystarczy po prostu być sobą? Zachować ludzką skromność i dystans do nie-których rzeczy? 11 listopada 1918 roku Pol-ska odzyskała niepodległość. Do dziś obchodzimy pamiątkę tego wydarzenia. Tylko czy wiemy jak ważne powinno być to święto dla KAŻDEGO Polaka? Kto wie co mogłoby być gdyby nie ta data, gdyby nie to wydarzenie. Może nie moglibyśmy dziś nosić tego znamienia, jakim jest hasło Polska? ____________________ ALEKSANDRA OSMAŃSKA

Freedom Writers FotoGaleria VLO Wystawę "Październik - miesiąc bez uzaleźnień" można cały czas oglą-dać na korytarzu na pierwszym piętrze. Zdjęcia robiła Natalia Misiaszek z klasy Ia oraz Michał Maćkiewicz z klasy Ic. Patronat nad wystawą sprawowały Pani Hanna Wąż oraz Pani Małgorzata Gumowska.



Październik - miesiąc bez uzależnień

SŁODKI ZAPACH POMARAŃCZY...

Ubieranie choinki śpiewanie kolęd, goździkowo-cynamonowy zapach pierniczków, babcia w fartuszku we wzorki z liści ostrokrzewu, całe to, jakby baśniowe, wrażenie...

Zimna woda i gorąca herbata trochę mnie rozbudzają. I nagle, mając w dłoniach nagrzany kubek i czując aromatyczny pomarańczowy zapach naparu, odkrywam radosną myśl: „Za dwa miesiące będzie już Boże Narodzenie!” Aż uśmiecham się do siebie na samo wspo-mnienie poprzednich świąt, wesołych przygo-towań, wprawianie się w wigilijną atmosferę... Ta myśl tak poprawia mi humor, że wychodzę z domu w zupełnie dobrym nastroju, który utrzymuje się przez cały dzień. SMAK DZIECIŃSTWA Niesamowite, jak skonstruowany jest lu-dzki organizm. Za sprawą jednego bodźca do-chodzi do tylu procesów, wydawałoby się pros-tych, a jednak razem- tak znaczących. Dzięki zmysłom (w moim przypadku: węchu. Święta Bożego Naroodzenia bowiem skupiają wokół siebie szeroką gamę zapachów, gdy o nich myślimy. Sądzę, że jednym z nich jest dla wielu woń pomarańczy) tworzą się w naszym mózgu liczne skojarzenia. Bardzo często dotyczą one okresu dzieciństwa. Jest to czas, do którego większość ludzi powraca zawsze, choćby podświadomie, z wielką chęcią. Dzieciństwo. To okres, w którym człowiek nie zastanawia się nad tym, ile jest wart czas, jaki jest szczęśliwy, i że trzeba się nim cieszyć póki trwa. Nie myśli o tym, że te przyjemne chwile nie będą wieczne. Po prostu żyje. Dziecko nie zastanawia



się nad radością, płynącą z wolnej chwili po przyjściu ze szkoły, nad swobodą zajęcia się w danym momencie akurat tym, czym chce się zająć, zamiast przekładania tego na potem (często na wieczne „jutro”) w imię ważniejszego obowiązku. Jako dzieci nie możemy się odnieść do prawdopodobnej przyszłości, nie jesteśmy więc w stanie w pełnym stopniu docenić tego, co mamy w tej chwili. Może dlatego później wspominamy ten czas z taką przyjemnością, pobudzeni jakimś obrazem, dźwiękiem albo smakiem, który przypomniał nam dziecięcą rzeczywistość. Chyba zawsze wiąże się to z emocjami. I tu znowu powracamy do tej stricte biologicznej strony naszego organizmu. Otóż wspomnienia to nic innego, jak engramy, czyli znaki wyryte w układzie nerwowym. Takie ślady tworzą ludzką pamięć. Układ nerwowy, pobudzany jest przecież przez bodźce i to poo-woduje „odświeżanie wspomnień”. ŚWIAT PRZEZ RÓŻOWE SZKŁA Powróćmy jeszcze na chwilę do związku mojego przykładu Bożego Narodzenia z dziec-iństwem. Dla zdecydowanej większości jest to wesoły, ciepły czas, może nawet najlepszy w roku. Są to przecież rodzinne święta, z wy-jątkowo bogatą tradycją. Całe nasze wyobra-żenie o nich pochodzi właśnie z okresu dzieciń-stwa. Wspólne ubieranie choinki przy muzyce i śpiwewaniu kolęd, goździkowocynamonowy zapach pierniczków, babcia w fartuszku we wzorki z liści ostrokrzewu, całe to  jakby baśniowe, wrażenie... Jako paroletnie dzieci inaczej odbieramy to  co się wokół nas dzieje (często z korzyścią dla nas), rzeczywistość jest jakby nieskażona, bo nie jesteśmy wszystkiego świadomi. I to w tym wszystkim jest piękne. Bo dzięki temu, że nie od razu poznajemy gorsze oblicze świata, później zawsze możemy wrócić pamięcią do tamtych beztroskich chwil i chociaż na moment poczuć znowu to wszech-ogarniające ciepło i spokój. To swoista ase-kuracja, umysłowe miejsce bezpieczeństwa. SZYBKA PODRÓŻ W CZASIE Taką okazją do odświeżenia tych przyje-mnych wspomnień będą święta, być może dopiero, dla mnie- już, za dwa miesiące. Prosta lekcja biologii i chwila zamyślenia pomogły mi lepiej zrozumieć funkcjonowanie nadal taje-mniczego, ludzkiego organizmu. To idealne współgranie jego fizjologii z psychiką wywołuje niesamowite wrażenie, a tym większe na kimś, kto nie jest uczniem biolchemu. Może więc warto, w te jesienne dni, kiedy za oknem jest szaro i robi się trochę smutno, zapewnić sobie coś, co poprawi nam nastrój. Może wystarczy zastanowić się, kiedy było nam dobrze, choć odrobinę przybliżając się do mi-nionej rzeczywistości. Nawet jeżeli to tworzenie iluzji, to myślę, że w takim stopniu, nie zasz-kodzi nikomu. ________________ AGATA STEFAŃSKA Prawdy i mity. czyli świat okiem biologa. Anna Skwarek poleca!
Myślisz, że jesteś nieudacznikiem? Pokaże Ci większych! O sukcesie biologicznym i nie tylko.


„Bardzo bym chciał posiąść cnotę obojętności na sukces, lecz niestety nie posiadam jej” - takim mottem może poszczycić się każdy czło-wiek myślący o swojej przyszłej karierze. Fakt, nie jesteśmy obojętni nie tylko na sukcesy swo-je, ale i innych. Sukces jest stanem, w którym spełniają się nasze plany, realizują cele. W rze-czywistości do naszych sukcesów mamy sto-sunek ambiwalentny (coś dzieje się kosztem czegoś innego, jest dwuznaczne). Obecnie po-jęcie sukcesu ewoluuje – nie jest już horac-jańskim złotym środkiem, jest precyzyjnym nastawieniem na jedną konkretną dziedzinę. Tutaj niepokonani pozostają Japończycy. Kultu-ra opierająca się na tradycji perfekcjonizmie, seppuku popełnianym bez zmrużenia oka, przyczyniła się do powstania sprawnych żółtych śrubek w machinie sukcesu. Fascynującym za-gadnieniem jest karōshi – zjawisko nagłej śmierci, symbol przepracowania i skrajnego od-dania temu co się robi. Pierwszy przypadek odnotowano w 1969 roku, dotyka osób pracu-jących powyżej 60 godzin tygodniowo. Co waż-ne nie dotyka szarych pracowników – jest znamienna dla ludzi sukcesu. Fenomenem jest, to że rząd Japonii wypowiada wojnę karōshi, nie



do pomyślenia w polskich realiach, prawda? Gdzie nadrzędną prawdą jest „robić tak, żeby zrobić, a się nie narobić”. W tym miejscu należy też przypomnieć sobie o pokoleniu Yuppie (ang. Young Urban Professional) z lat 80. XX wieku w Stanach, znamionujący się luksusem, karierą, wysokim profesjonalizmem, byciem „marką” samą w sobie. Dość jednak historii. Jak odnieść sukces? Kim są tytułowi nieudacznicy? I co na to biologia? Sukces, wystarczy 10 000 godzin abyś przeszedł do historii! Jeśli pokusić się o zapytanie opinii pub-licznej, czego potrzeba do odniesienia sukcesu, wszyscy wymieniają mniej więcej to samo: kreatywność, wytrwałość (tutaj moim fawo-rytem pozostanie T. Edison, który swojego cza-su powiedział „Nie odniosłem porażki, po prostu odkryłem 10 000 błędnych rozwiązań”) i zdol-ność do wzbudzania entuzjazmu. Jednak z od-sieczą przychodzi tutaj M. Gladwell publicysta „New Yorker’a”, który podaje nam gotową receptę na sukces. Kluczem jest 10 000 godzin spędzonych na doskonaleniu tej dziedziny. Rzeczona liczba godzin ma zapewnić bycie jedy-nym w danej profesji i wyprzedzającym rywali o kilka kroków. Autor podaje za dowód chociaż-by Beatels’ów, którym to koncertowanie, próby i muzyczny rozwój miały zająć właśnie około 10 000 godzin. Cóż, z jakim skutkiem, każdy jest w stanie usłyszeć. Było warto, Panie i Pano-wie. Nie każdy latać może. Skoro już jesteśmy tacy zmęczeni, w ży-łach krąży kawa, pod oczami mamy worki, a ko-ledzy zjedli już paznokcie z zazdrości, przyszedł czas na… załamanie nerwowe i syndrom wypa- lenia zawodowego. Załóżmy, że wpadliśmy w szpony chandry, albo co gorsza, ktoś inny szybciej zabrał się za wyrabianie swoich 10 000 godzin i nie spełniamy swoich oczekiwań. Tutaj na otarcie łez przychodzi nie kto inny jak natura. Mechanizmów przyrody nie da się oszukać. Przystosuj się, albo giń. Przez chwilę jednak wyobraź sobie, że biegniesz radośnie po Nowej Zelandii i jesteś dużym, niezdarnym papugowanym ptakiem. Kakapo, bo o nich tu mowa, choć na początku latały, utraciły tę zdolność na skutek powięk-szenia ciężaru swojego ciała. Jak pisze D. Adams: „Kakapo nie tylko zapomniały, jak się lata, ale nie pamiętają, też tego, że nie pamiętają. Zdarza się, że taki wkurzony Kakapo biegnie po gałęzi i skacze, po czym leci w dół z wdziękiem cegłówki”. I tak przez 60 lat, są to bowiem ptaki długowieczne. Na współczucie zasługują też żywe skamieniałości – relikty epok minionych, zatrzymane w czasie, zapomniane przez ewolucję. Japoński krab oceaniczny (przez 100 lat nosi wielkie ciało na 4 metrowych odnóżach po zanieczyszczonym dnie), łodziki (nieporadne skorupiaki, które kończą na indo-nezyjskich stołach) czy przekopnica właściwa (prawdziwa „stara panna” wśród zwierząt – rozmnażać się poprzez partenogenezę przez 220 mln lat to dopiero wyzwanie). Niech to będzie pocieszeniem dla tych, którzy lubią myśleć, że zawsze może być gorzej. Sukces biologiczny – odwieczne „wy-bierz mnie”. Sukcesem biologicznym niewątpliwie jest przekazanie swoich genów potomstwu. Co prawda dla niektórych jest to jedyny sukces, jaki odnoszą, ale to już inny temat. Cel jest



jeden, a sposobów wiele. Skupmy się najpierw na Panach (łamiąc konwenanse). Biolodzy wspólnie dochodzą do wniosku, że rozmnażanie płciowe jest spółką, typu joint venture (ang. Wspólne przedsięwzięcie). Powołaniem życia samca jest posiadanie jak największej liczby partnerek, samicy – znalezienie jak najlepszego jakościowo partnera. Wiąże sięto chociażby z fizjologią układu rozrodczego człowieka (u mężczyzny aż do 500 mln plemników w cza-sie jednego wytrysku, u kobiety rezerwowa jajnikowa to zaledwie 300 tys.) Kobieta jest wehikułem czasu dla genów partnera. Sito genetyczne pozostaje jednak nieubłagane: działa prosta zasada. Samiec mający powodze-nie u jednej kobiety ma szanse powodzenia u wszystkich innych. Ten, któym nikt się nie in-teresuje, może nie mieć w ogóle szans na roz-ród. Skandynawowie dowiedli w latach 80. XX wieku, że to samice wybierają partnerów, nie odwrotnie. Ryzyko podejmowania trudu wydawania na świat potomstwa jest po prostu większe. Co ciekawe, wśród zwyczajnych, zna-nych każdemu plemników, żyją również „plem-niki kamikadze”, celem tych spiralnych tworów jest owijanie się wokół obcych plemników i uś-miercanie ich. Ewolucja nie wykształciła czegoś niepotrzebnego, niewierne Panie. Nie należy zagłębiać się w moralne mechanizmy działania biologii, tak po prostu jest. A bazując na tym, co jest, najważniejsze dla współczesnych, staramy się jedynie o sukces płciowy. Przystępując do wyścigu, gdzie nagrodą jest sukces, powinniśmy mieć świadomość różnorodności tego zjawiska. Jedno jest pewne, nieważne na czym ci zależy, ważne żebyś zaczął szybko i wydajnie. _____________ ANNA SKWAREK „PRZEDOSTATNIE KUSZENIE BILLA DRUMMONDA”
Reżyseria: Marcin Wierzchowski Scenografia: Matylda Kotlińska Kostiumy: Agnieszka Kochańczyk Muzyka: Michał Litwiniec


Każdy medal ma dwie strony... Te kilka słów wyraża jedną z najważniejszych prawd egzystencjalnych. Powyższy związek frazeologiczny mówi, że na każdą sprawę można spojrzeć w dwojaki sposób. Uśmiech, ze strony osoby mijanej na ulicy, nie musi być oznaką sympatii. Tak jak i pomoc otrzymana w potrze-bie nie musi być bezintere-sowna. Podobnie jest i w życiu. Z pozoru nie jest ono wcale takie ciężkie. Wystarczy tylko być dobrym, uczciwym i pra-cowitym człowiekiem, a po ja-kimś czasie zostanie się wy-nagrodzonym. To wersja dla optymistów. Niestety każdego dnia kolejna osoba przekonu-je się na własnej skórze, że tak nie jest. Uświadamia sobie, że na co dzień nic nie dostaje się za darmo. Wypłaty, sławy, miłości, a nawet miejsca par-kingowego przed supermar-ketem. Wszystko co niezbędne do funkcjonowania, trzeba sa-modzielnie wydzierać od losu. Gonić za tym, a następnie wy-szarpywać. Ale czy aby na pewno warto.. Czy warto biec za czymś co materialne, ulotne? Marcin Wierzchowski posta-nowił udzielić odpowiedzi na to pytanie i zawrzeć ją w spekta-klu pt. „Przedostatnie kusze-nie Billa Drummonda”. Za-inspirowała go do tego histo-ria muzyków tworzących zes-pół K Foundation, którzy 23 sierpnia 1994r. w obecności dwóch świadków spalili milion funtów i zarejestrowali swój czyn na wideo. Ludzie w budkach Sześć jednakowych bu-dek, wielkości kabiny prysz-nicowej, stojących obok sie-bie, jedna pusta, w pozos-tałych pięciu siedzi człowiek. Smutny, przybity z wyrazem rezygnacji na twarzy. Wkoło panuje półmrok... Po pewnym czasie ktoś zaczyna się poru-szać, zmieniać pozycję, ubiór albo wygląd wnętrza swojej budki. Nagle na scenę wcho-dzi mężczyzna, aby spokojnie przedstawić historię swojego nieudanego życia. Rozbrzmiewa głośna, rocko-wa muzyka. Emocje biorą górę. W akcie złości i bezrad-ności, po zaśpiewaniu autor-skiej piosenki, roztrzaskuje gitarę o parkiet. Cisza. Konfrontacja Następnie z zamknięcia wyłaniają się kolejne postacie, chcąc podzielić się swoimi przemyśleniami. Są to osoby nieszczęśliwe, ale również od-ważne. Każda z nich zatrzy-mała się, aby samotnie przeanalizować cały otaczają-cy świat, codzienną rzeczy-wistość i zastanowić się, co jest w życiu najważniejsze.



W końcu dochodzi do konfrontacji. Następuje zrzucenie masek i przedstawienie prawdy. Realia kontra prawdziwe emocje bohaterów. Występujący ukazują, w jak beznadziejnym świecie żyjemy i jak pustymi wartościami się kierujemy. To krzyk rozpaczy oraz wyraz chęci rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Chęci pozbycia się wszystkiego, co staje na drodze do szczęścia… A jak Ty myślisz, co jest Twoim milionem? ________________ WERONIKA WOJTAŚ Recenzja 1920 Bitwa Warszawska
Jerzy Hoffman – reżyser i scenarzysta filmowy. Szcze-gólne uznanie zdobył adaptacjami sienkiewiczowskimi: „Pan Wołodyjowski”, „Potop”, „Ogniem i mieczem”. Po długiej przerwie Jerzy Hoffman jeszcze raz sprubował swoich sił mierząc się z kolejnym filmem historycznym.
Freedom Writers

Jego najnowszą odsłoną jest „1920 Bitwa Warszawska”. To historia miłości Oli i Jana w czasach bitwy warszawskiej – bitwy, która miała ogromny wpływ na losy Polaków. Moc-nym atutem tego filmu jest również ukazanie przygoto-wań do niej oraz jej przebieg. Oglądając tę historię czułam się jakbym była na dwóch filmach jednocześnie. Jeden opowiadał o miłości i przeżyciach Janka i Oleńki, drugi natomiast przedstawiał sytuację Polski oraz Polaków walczących w imię swojej Ojczyzny. Klimat filmu nie odzwierciedlał realiów wojny. Uważam, że był on zbyt kolo-rowy, wyrazisty, a przez to mało wiarygodny i nie po-leciłabym go Wam, ale dzięki Sławomirowi Idziakowi, pol-skiemu operatorowi, znane-mu na całym świecie z takich filmów jak „Helikopter w ogniu” czy „Harry Potter i Zakon Feniksa”, film natych-miast stał się ciekawszy. Jak podkreśla Jerzy Hoffman, to właśnie Sławomir Idziak zainicjował pomysł na wyko-rzystanie technologii trój-wymiarowej. Jako widz czu-łam się uczestnikiem tej



bitwy. Ciekawym rozwiąza-niem był także dobór muzyki, przygotowanej przez Krzesi-mira Skorupkę, wybitnego polskiego jazzmana, kompo-zytora i instrumentalisty. W nowej produkcji Hoffmana, oprócz fikcyjnych postaci, czyli Oli i Jana granych przez Nataszę Urbańską i Borysa Szyca, pojawiły się także postacie historyczne, m.in. marszałek Józef Piłsudski, pułkownik Bolesław Wieniawa - Długoszowski, czekista komisarz Bykowski, w których role wcielili się Daniel Ol-brychski, Bogusław Linda i Adam Ferency. Jerzy Ho-ffman pytany o wyjątkowość swojego filmu odpowiedział, że zależy ona przede wszys-tkim od zaangażowania ludzi, którzy go tworzyli. Mimo włożonej w niego ogromnej pracy, efekt, moim zdaniem, nie jest w pełni zadowalaa-jący. Przedstawiona w nim miłość głównych bohaterów jest zbyt sztuczna, wyideali-zowana, aby mogła poruszyć serce widza. Jako kobieta cieszę się, że reżyser pokazał, że walczyć mogą nie tylko mężczyźni, ale też i kobiety. Chociaż sam zamysł był ciekawy, jego realizacja obe-cna, w scenie strzelania Oli z karabinu maszynowego, była wręcz karykaturalna. Pośród tych młodych, jeszcze mało doświadczonych akto-rów, największą przyjemność sprawiło mi oglądanie Daniela Olbrychskiego. Jego ton gło-su, mimika twarzy, gesty i cała prezencja pokazują ogromne doświadczenie skła-dające się na wielki kunszt aktorski. Miłym zaskoczeniem była także gra Adama Ferencego, Bogusława Lindy, Jerzego Bończyka oraz znakomitej Ewy Wiśniewskiej. Reasumując – kto oczekuje od filmu „1920 Bitwa War-szawska” pokazania w bo-haterach głębi charakterów i postaw oraz dużej dawki przemyśleń, ten się roz-czaruje. Człowiek szukający scen batalistycznych pod-niosłych mów oraz przedsta-wienia wiernej historii w no-wej trójwymiarowej techno-logii na pewno powinien ten film obejrzeć. ________________ PAULINA CHMIELECKA Toruń poruszony raz jeszcze  Art Moves 2011
Po raz kolejny zagościł w Toruniu coroczny festiwal sztuki na bilbordach „Art Moves”. Pomysłodawcami i organizaorami są Jo-anna Górska i Rafał Góralski, założyiele Galerii Rusz. Działa ona na terenie nasze-go miasta już od 12 lat, prezentując swoje prace na bilbordzie przy Szosie Chełmińskiej 37.


Tegoroczna edycja festiwalu „Art Moves” jest czwartą w historii. Jej tytuł to „Rzeczywistość czy fikcja? Udajmy, że tego nie ma”. 747 artystów z 55 krajów zgłosiło swoje prace, w których próbowało zmierzyć się z zadanym tematem. Spośród nich wybrano najlepsze i podzielono na dwa bloki: główny i konkursowy. Swoje dzieła zaprezentowali m.in. Marcos Ramirez ERRE oraz Ken Lum, którzy zostali uhonorowani nagrodą Art Moves Special Award dla wybitnych twórców. Stworzyli oni wraz z Rafałem Góralskim i Cesarem Garcia skład jury. Wspólnie wybrali zwycięzcę bloku konkursowego, którym został młody Holender JeanPhilippe Paumier. Artysta w nagrodę otrzymał 10 tysięcy złotych. Jego pracę, tak jak inne wyróżnione przez jury, można było obejrzeć na Placu Rapackiego. Pozostała część bilbordów znajdowała się na Nowym Rynku, Przy Kaszowniku 37 oraz na Urzędzie Marszał-kowskim. Wystawa trwała od 16 września do 16 października. Celem festiwalu jest ukazanie sztuki wielkofor-matowej w przestrzeni miejskiej. Jak przyznają sami organizatorzy, mają nadzieję, iż poruszą swoją działalnością umysły ludzi. Wszystkie bilbordy można było bezpłatnie obejrzeć pod-czas spaceru ulicami Torunia. Fenomenem festiwalu jest jego innowacyjna formuła, kierująca sztukę do odbiorcy, który nie ma czasu na chodzenie do muzeum czy galerii sztuki. Czekając na autobus bądź idąc na spot-kanie do knajpy z przyjaciółmi, jest on w stanie zapoznać się z twórczą interpretacją hasła festiwalu. Nie wymaga to od niego znajomości wyszukanych lektur czy zaznajomienia z kon-ceptem współczesnej sztuki. Prostota formy,



a jednocześnie głębia przekazu, jest siłą tego wydarzenia kulturalnego. Uważamy, że na szczególną uwagę zasługują prace bloku konkursowego, zaprezentowane przy ulicy Chopina (naprzeciwko przystanku tramwaju, tuż obok Placu Rapackiego). Dały olbrzymie pole do tworzenia ciekawych inter-pretacji. Zaskakiwały nieszablonowym podej-ściem do tematu. Pokazywały świeże i orygi-nalne treści. Wśród prac bloku głównego naj-bardziej zachwyciła praca Polaka – Jerzego Kosałki. Jego bilbord pod tytułem „Wschód czy zachód?” był jednocześnie prosty w przekazie i niezwykle wieloznaczny. Artysta trzema słowa-mi i sugestywną grafiką zaintrygował odbior-ców. Zawodem były prace rodzimej Galerii Rusz. Toruńscy artyści zamiast twórczych poszukiwań zaprezentowali nam bilbordy wtór-ne i tendencyjne. Otwarcie festiwalu, jakim było przejście ulicami miasta zaproszonych artystów i nielicznej grupki słuchaczy w celu obejrzenia wszystkich prezen-towanych prac, okazało się być pomysłem nietrafionym. Słaba organizacja, złe nagłośnie-nie, ogólnie chaos i dezorientacja towarzyszyły każdym kroku temu wydarzeniu. Potem odbyło się spotkanie w siedzibie Fundacji „Rusz”, które również nie przypadło nam do gustu. Błąd przede wszystkim popełnili organizatorzy, którzy chyba nie do końca przemyśleli formę spotka-nia. Według planu każdy artysta miał omówić swoje przedstawione prace z określonym limi-tem slajdów. Pokaz miał być krótki i treściwy. Tymczasem okazał się być długi i nudny. Oprócz tego, że każdy chciał powiedzieć bardzo dużo, to wszystko przekładała na język polski pani tłumacz, która była wyraźnie zmęczona swoją pracą. Największe rozczarowanie ogarnęło nas jednak w momencie, kiedy o swoich pracach mówiła sama Galeria Rusz. Wiele ich prac odnosi się do samych Polaków, przedstawiając ich w bardzo stereotypowy, krzywdzący sposób. Pokaz prac był lekcją polskości dla artystów zza granicy, jednak czy aby na pewno adekwatną do rzeczywistości? Czy wszyscy jesteśmy tacy źli? Mimo wszystko jesteśmy wdzięczni Galerii za pracę nad festiwalem i działalnością w na-szym mieście. Niejeden ich bilbord spowodował, że na chwilę wyrwaliśmy się z wiru spraw codziennych i zastanowiliśmy się głębiej nad konkretnym problemem. Sztuka uliczna jest stworzona dla dzisiejszej rzeczywistości, w której nikt nie ma czasu na nic, więc to ona przychodzi do nas w formie bilbordu. Każe zastanowić się nad samym sobą i tym, co rzeczywiście dzieje się obok. Mamy nadzieję, że nasze miasto stanie się obszarem wystawowym również dla kolejnych edycji festiwalu. Jest to wydarzenie kulturalne zaadresowane do wszystkich mieszkańców, poruszające ciekawe tematy. Wprowadza ono sztukę w nową przestrzeń. Przestrzeń codzien-nego życia. Nie łudzę się, iż przyczyni się to do gwałtownego wzrostu zainteresowania literaturą Czechowa czy odkrycia w sobie miłości do ma-larstwa impresjonistycznego. Wiem jednak, że  ludzie, którzy nieustannie są zagonieni, zapom-nieli o sztuce jako o wartościowym elemencie każdego dnia. Zachęcamy także i Was, abyście odnaleźli chwilkę czasu i wybrali się do toruń-skich muzeów lub galerii sztuki. Może to być okazja do refleksji i wyłamania się z rutyny. _____________ GALERIA PIĄTKI 16 września 2011



OTRZĘSINY KLAS I

fot. 1 klasa Ie - biologiczno - chemiczna fot. 2(góra) klasa Ia - humanistyczno - prawna fot. 3(dół) klasa Ic - humanistyczno - medialna fot. 4 klasa Ib - matematyczno - fizyczna - następna strona - fot. 5 klasa If - ogólna z językiem francuskim fot. 6 ślubowanie klas I







Jesień w obiektywie Zdjęcia autorstwa Michała Maćkiwiecza z klasy Ic