Musisz zainstalować flash player pobierz instalator












Prezentując wam świąteczny numer gazetki chciałbym wprowadzić w bożonarodzeniowy nastrój, jednak zadbali o to dobrze autorzy artykułów. Znajdziecie tutaj proste porady na własnoręczne wykonanie kilku ciekawych ozdób sporządzone przez Karolinę Wołczuk. Do tematu polskich tradycji w jak zwykle refleksyjnym tonie pisze Weronika Muśko. W rubryce „Ciekawostki Historyczne” znajdziecie również temat odwołujący się do obchodów świąt, jednak w niecodziennej, aczkolwiek autentycznej sytuacji. Wspomniawszy o tej rubryce, warto przypomnieć, że w najnowszym numerze znalazła się kontynuacja rozmowy w sybiraczką Marią Snarską. W chłodne rejony w swojej rubryce „Okiem podróżnika” zapuściła się Dominika Skreczko, która spróbuje zachęcić nas do zwiedzenia Kanady. Równie mroźna może okazać się recenzja filmu „Chata”, którego pełne śniegu zwiastuny pojawiły się w ostatnich miesiącach w sieci. W grudniowym numerze znajdziemy także oryginalny utwór Karola Jóźwika pisany trzynastozgłoskowcem, a także relację Kamila Majtasa zarówno z obchodów Święta Szkoły, jak i balu połowinkowego klas drugich. Zachęcam do lektury i korzystając z okazji, Wesołych Świąt! Redaktor naczelny Paweł Pietrowcew



Redakcja redaktor naczelny: Paweł Pietrowcew skład i grafika: Konrad Szaciło opiekun: p.prof.Marta Pawłowska rubryka Zgotowane: Izabela Pruszyńska rubryka Okiem Podróżnika: Dominika Skreczko rubryka Ciekawostki Historyczne: Paweł Pietrowcew rubryka Wiadomości Szkolne: Kamil Majtas rubryka Słowo o Muzyce: Karol Jóźwik redakcja: Karolina Hryszko Karolina Wołczuk Weronika Muśko Maryla Gołaszewska ŚWIĘTO SZKOŁY
Jak co roku pod koniec listopada nasza szkoła obchodziła swoje święto. Tym razem celebrowaliśmy 98. rocznicę powstania szkoły oraz 18. rocznicę przywrócenia jej imienia księżnej Anny z Sapiehów Jabłonowskiej.


W uroczystości uczestniczyli uczniowie, nauczyciele, dyrekcja i oczywiście zaproszeni goście. Byli wśród nich: Pani Dyrektor Departamentu Edukacji Urzędu Miejskiego w Białymstoku – Ewa Mituła, absolwentki Gimnazjum Żeńskiego imienia księżnej Anny z Sapiehów Jabłonowskiej oraz emerytowani nauczyciele naszej szkoły. Na początku głos zabrał Pan Dyrektor Dariusz Bossowski. Podkreślił wagę tradycji w życiu szkoły i przybliżył nam postać naszej patronki. Pani Dyrektor Ewa Mituła podczas oficjalnego przemówienia mówiła o historii szkoły, podkreślając jej wyjątkowość. Z okazji Święta Szkoły Pan Dyrektor przyznał nagrody za wybitną pracę wychowawczą i dydaktyczną Pani Profesor Ewie Grochowskiej oraz Panu Profesorowi Norbertowi Dudzie. Do stałych wydarzeń uroczystości należy również przedstawienie szkole zwycięskiej pary wyborów na Sapiehę i Sapieżankę. W tym roku ten zaszczytny tytuł otrzymali Kacper Toczydłowski i Oliwia Hankowska. Następnie odbyło się wręczenie Perły Księżnej w dziedzinach: Przyjaciel Szkoły, Nauczyciel II LO i uczeń II LO. Nagrody otrzymali : Pani Halina Szeremeta, Pani Profesor Bożena Idźkowska, Pan Profesor Michał Turkowicz oraz Michał Gerasimiuk. Gratulacje! Po zakończeniu oficjalnej części mogliśmy przejść do tej bardziej artystycznej. Bardzo liczne grono uczniów pod kierunkiem pani profesor Anety Rutkowskiej i pani profesor Doroty Bondar przygotowało przedstawienie opowiadające o podróży w czasie. Uczniowie z 2017r. przenieśli się do roku 1950. Towarzyszyło temu wiele śmiesznych sytuacji, lecz na szczęście udało im się znaleźć wspólny język i zorganizować nawet ponadczasowy pokaz mody oraz tańców. Artyści dostali gromkie brawo i owacje na stojąco. Mam nadzieję, że tegoroczne Święto Szkoły na długo zapadnie wszystkim w pamięć, a przynajmniej do przyszłorocznej uroczystości... Kamil Majtas NIECH ŻYJE BAL
25 listopada 2017 roku, restauracja „Lech - Dom Gościnny/Catering” w Białymstoku. To nie są puste słowa. Mamy za sobą połowę naszej nauki w liceum. Każdy wie, co to oznacza…


Impreza na dobre zaczęła się o 18.00, jednak na godz. 17.00 była zaplanowana ostatnia próba części oficjalnej otwierającej Połowinki. Gdy było wiadomo, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik, mogliśmy zaczynać. Na salę przybyli tłumnie uczniowie z osobami towarzyszącymi, wychowawcy, rodzice oraz dyrekcja. Pan Dyrektor przemawiający jako pierwszy życzył wszystkim dobrej zabawy do ostatniej piosenki. Chciał, żebyśmy pokazali, że nie tylko osiągamy świetne wyniki w nauce, ale również potrafimy się bawić. Nie mylił się. Po nim wyznaczeni uczniowie rozdali kosze prezentowe swoim wychowawcom oraz dyrekcji. Następnie mogliśmy usłyszeć dwie piosenki zagranicznych wykonawczyń zaprezentowane przez uczennice naszej szkoły. Momentem, na który wszyscy czekali, był pokaz tańca uczniów przygotowanych przez Panią Dorotę Bondar. Walc, chacha i na koniec wspólny układ, a wszystko to do piosenek ABBY. Brawom nie było końca. Po części oficjalnej klasy udały się do sali jadalnianej. W tym czasie zaproszony fotograf zapraszał po kolei każdą klasę na zdjęcia grupowe. Młodzież niecierpliwie wyczekiwała momentu wyjścia na parkiet i pierwszych tańców tego pamiętnego wieczoru. Gdy w końcu wreszcie było to możliwe, wszyscy odrzucili konsumpcję, a sala taneczna pękała w szwach. Oślepiający blask kolorowych świateł, porywająca muzyka, a w tym wszystkim pięknie wystrojone dziewczyny i elegancko ubrani chłopcy, to pierwsze co rzucało się w oczy. Po dokładnym przyjrzeniu się można było zaobserwować dym i kolorowe kafelki na ściance za DJem, które zmieniały



barwę w rytm muzyki. Jedni w parach, drudzy w kółkach, a jeszcze inni popisywali się solowymi występami. Jednym słowem, cała sala tańczyła. A coraz to kolejna piosenka była lepsza od poprzedniej. Nowości wymieszane z kultowymi hitami dyskotek. W czasie zabawy w przedsionku między obiema salami została zamontowana budka fotograficzna, w której można było zrobić sobie zdjęcia. Połowinki trwały w najlepsze do pierwszej w nocy. Uczniowie mimo widocznego zmęczenia zostawali do samego końca. Jednak niestety wszystko, co piękne, zawsze kończy się zbyt szybko. Tak również skończyła się nasza impreza. Teraz pozostaje tylko czekać na studniówkę, a ta za 1,5 roku. P.S. A ja tam byłem, wszystko widziałem i wam tutaj skromnie słowo po słowie opisałem… Kamil Majtas Jak własnoręcznie zrobić ciekawe dekoracje świąteczne? Bożonarodzeniowy lampion Kula śnieżna

Gazetka Szkolna WiFi

Boże Narodzenie to idealny czas, aby poeksperymentować przy wyglądzie naszego domu i przystroić je na ten niezwykły okres. Jednak nie zawsze musi to oznaczać, że trzeba wydawać masę pieniędzy, aby nasze mieszkanie wyglądało wyjątkowo. Za chwilę przedstawię kilka pomysłów na ładne i niedrogie ozdoby świąteczne. Lampion będzie idealny, aby rozświetlić ciemność nocy a przy okazji dobrze prezentuje się na stole w świetle dziennym. Potrzebne materiały: Słoik, bibuła (biała, zielona lub czerwona), papier samoprzylepny bądź blok techniczny, nożyczki, klej, nici lniane, podgrzewacz. Wykonanie: 1. Słoik umyj, a następnie wysusz. 2. Bibułę przyklej do zewnętrznych ścianek słoika. 3. Wytnij z bloku technicznego lub papieru samoprzylepnego kształty (np. choinkę), które chcesz przykleić do słoika. 4. Szyjkę słoika obwiąż nicią lnianą. 5. W środku umieść podgrzewacz. Może i kula śnieżna kupiona w supermarkecie nie będzie dużym wydatkiem, jednak na pewno będzie znaczyć dla nas więcej, jeżeli zrobimy ją samodzielnie. Przy okazji jest to również idealny pomysł na prezent dla bliskiej osoby, która na pewno doceni wkład włożony w robienie dekoracji. Potrzebne materiały: Oczyszczony słoik i wieczko, figurka (np. Mikołaja), która w sklepie kosztuje ok. 10 zł, super glue, brokat. Wykonanie: 1. Do wieczka przyklej figurkę. (Warto też wcześniej zwrócić uwagę, czy figurka w całości zmieści się w słoiku). 2. Słoik napełnij wodą do ok. ¾ wysokości, gdyż kiedy figurka znajdzie się w środku, to poziom wody się podniesie. 3. Do wody wsyp brokat. 4. Szczelnie zakręć słoik, potrząśnij i podziwiaj efekt!



Cekinowa bombka Cekinowa bombka będzie świetną ozdobą, jeżeli chcemy, aby nasza choinka wyglądała oryginalnie, a jej robienie jej być dobrą okazją, aby wspólnie spędzić czas z młodszym rodzeństwem bądź kuzynostwem. Potrzebne materiały: Styropianowa bombka, cekiny, klej, uchwyt do bombki (można to kupić w pasmanterii bądź w Internecie) Wykonanie: 1. Przyklej cekiny do bombki. 2. Umocuj uchwyt w bombce. 3. Zawieś na choince i gotowe! Ozdoby z masy solnej Stworzenie takich dekoracji będzie wymagało czasu, jednak świadomość, że samodzielnie zrobiło się takie cudeńka, jest przeogromna. Takie ozdoby można wykorzystać jako zawieszki do prezentu lub do girlandy (po wcześniejszym zrobieniu dziurki na wstążkę bądź sznurek). Potrzebne materiały: 1 szklanka mąki, ½ szklanki soli, ¼ szklanki wody, wałek, foremki w różnych kształtach (np. serduszka lub śnieżynki), farby, brokat (wszystko zależy od tego, jak chcemy je przyozdobić). Wykonanie: 1. Nagrzej piekarnik do 80°C 2. Zmieszaj mąkę z solą, dodaj wodę i wyrabiaj całość na lekko posypanej mąką stolnicy. (Gotowa masa powinna przypominać konsystencję ciasta – nie powinna być zbyt wilgotna ani zbyt sucha). 3. Rozwałkuj masę na grubość około 3-4mm. 4. Za pomocą foremek wytnij z masy różne kształty. 5. Ułóż wszystko na blasze i włóż na 3 godziny do piekarnika. 6. Jak już ozdoby stwardnieją, wyciągnij je z piekarnika i odłóż na bok, aby całkowicie wystygły. 7. Udekoruj według własnego uznania. Karolina Wołczuk
#TRZYNASTO- ZGŁOSKOWCEM #NAPISANA #ŚWIĄTECZNA #WERSJA #RUBRYKI


Trudno policzyć, ilu ludzi tamże stało. Choć wiatr zawiewał, wciąż im jego było mało, Wszak zima to, swoimi prawami się rządzi I ciągle kolejnymi wichurami trąci. Stał też w tej zawiei Sebastian, dobre chłopię (I co choć nigdy nie był wziął się za robotę, To mimo tego dobre było z niego dziecię – Oceny to przecież nie wszystko na tym świecie). Gość przystojny, wszystkie dziewczyny były jego, Para niebieskich oczu i grzywka do tego. Zdawać by się mogło, że ideał chłopaka, Ogromny biceps, klata, i to jeszcze jaka… Tak! Wszystkie mięśnie na niej jak na dłoni widać Niejedna dziewczyna z nim by się chciała miziać. W dodatku – po odzieży widać – patriota A na szyi jego wisiał łańcuch– ze złota! Zalety jego wymieniać mogę pół wieku, Wady też miał. Największa? Słuchał on dubstepu. Śmietnik artystyczny tak ubóstwiał w muzyce, Że Popka co dzień słuchał z uśmiechniętym licem. Słaby rap doprowadzał Sebę do ekstazy, O collabo z Cypisem w nocy sobie marzył. Raz, gdy jego psu imieniem Firma się zdechło, Zwalczał on smutek swój muzyką house i techno. Za wielkie osiągnięcie muzyczne uważał Słabe discopolo. Każdemu, kto je stwarzał Seba z Białegostoku wysyłał oklaski – Do disco można tańczyć i wyrywać laski! W klubach stały bywalec; zwierzę imprezowe, Baluje on do rana, bo mocną ma głowę. Od kilku lat baluje, poznał imprez wdzięki Z ich powodu Seba zna wszystkie te piosenki. (Nie można myśleć jednak, że to jest zasada, Słaba muzyka gra tam, tam gdzie klub wysiada. Seba jednak bez gustu; wybaczyć mu trzeba, Taki był się urodził, a to straszna bieda). Wracając do historii – w tłumie stała Ona Jej usta, jej włosy, jej oczy i ramiona… Figura idealna, a na twarzy piegi,



Oczy miała niebieskie, jak Bałtyku brzegi. Miała ona prześliczne złotolite włosy, Była zima, na nich śnieg – jak kropelki rosy. Zdziwił się nasz Sebastian, nigdy nie miał jeszcze Motylków w swoim brzuchu, a to już złowieszcze. To zapowiada miłość, uczucie nieznane. Więc się Seba zakochał; zgodnie ze swym planem Chce tak jak zwykle podejść, rzucić tekst na podryw, Lecz wzbrania się, nie może, choć w te klocki dobry. Chciałby zrobić cokolwiek, by ona dostrzegła, Ale jednak cofa się, wydaje syk węża. Nie wie nic. Co ma począć? W głowie sama pustka Pierwszy raz zżarty wstydem, przed nim ta osóbka. (Muszę w tym miejscu dodać, że Seba się zdziwił, Z miłości pod swym nosem słodko sobie kwilił, Że czy przeznaczenie to? Czy to jakieś czary? Podoba mu się laska nie w typie blachary). „YOLO”, powiedział sobie, „kiedyś w końcu muszę”. No i wtenczas, gdy swe chciał ukrócić katusze, Chwiejnym krokiem podszedł doń, grzecznie się przedstawił, Opowiedział o sobie, dowcipem zabawił. Rozmawiali o życiu, o wszystkim i niczym O domu i o szkole, o zwierzętach w dziczy, O promocjach w Biedronce i o komputerach. W końcu zaczyna Sebę ta ciekawość zżerać. Gdy ona wyjmuje telefon by coś sprawdzić Seba mówi do niej tak: „Dla naszej przyjaźni, By wypielęgnować ją, potrzebny jest kontakt. Och, zadzwoń proszę do mnie, bo chcę cię pożądać!” Iskry miłości skrzą się, prośba o telefon Tego się nie odmawia, ona dzwoni, czeka Aż wibracje w kieszeni Sebastian odczuwa. Tak! To dzwoni telefon, iPhone dziesięć, nówa! Dzwonek jest bardzo głośny, basem tarabani, Ona nie wierzy, słyszy, że to Gang z Albanii. Tego się nie spodziewała, krzyczy jak głupia, Że straciła cenny czas, obelgami rzuca. Seba w głębokim szoku, oczy tak przeciera Tym właśnie dniem, można powiedzieć, sięgnął zera. Mógł mieć świetną dziewczynę, ale miał ten dzwonek – Tak właśnie traumatycznie skończył się ten dzionek. Najdroższy Czytelniku! Mam radę dla Ciebie Słuchaj dobrej muzyki, a w każdej potrzebie Ona Ci pomóc może i do Ciebie wraca. Słuchasz dobrej muzyki? Wiesz, że się opłaca. Karol Jóźwik KANADA
Kanada bardzo często kojarzona jest z zimnym, szarym i ponurym miejscem. Tak naprawdę skrywa wiele ciekawych zabytków oraz pięknych cudów natury.


Jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc w Kanadzie są słynne Wodospady Niagara, które można oglądać także od strony amerykańskiej. Jednak większość turystów zgodnie twierdzi, że te piękne miejsce najlepiej prezentuje się właśnie od strony kanadyjskiej, z Parku Królowej Wiktorii. Bardzo często wodospad jest podświetlany przez kolorowe lampy, które jeszcze bardziej go uatrakcyjniają. Oprócz tego, wokół wodospadu znajduje się jeszcze wiele atrakcji, a do najciekawszych z nich należy rejs niewielkim statkiem, który podpływa prawie pod same kaskady. Jest to naprawdę niesamowite doświadczenie. Innym interesującym miejscem w Kanadzie są Góry Skaliste, które należą do najpiękniejszych pasm górskich na świecie. Co jest w nich takiego wyjątkowego? To, że pomiędzy wierzchołkami, w głębokich polodowcowych dolinach mienią się turkusową wodą niesamowicie piękne jeziora, które zapierają dech w piersiach. Uroda Gór Skalistych została doceniona, a wiele z ich części dostało się na światową listę dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego UNESCO. Co więcej, można tu znaleźć lodowiec, największy poza kręgami polarnymi, rejon jeziora Maligne Lake, otoczony fantastycznymi szczytami, których ściany gładko opadają do wód jeziora, oraz mnóstwo pięknych lasów. Góry Skaliste to naprawdę urokliwe miejsce. Tak zwanym królem zachodniego wybrzeża Kanady jest Vancouver, ósme co do wielkości miasto w kraju. Nazywane jest również „miastem mostów”, gdyż w jego granicach znajduje się aż dziesięć znaczących mostów. Od trzech stron Vancouver oblane jest wodami oceanu, a z jednej sąsiaduje ze stromymi zboczami gór. Miasto to jest bardzo interesującym punktem turystycznym, gdyż znajduje się tu aż 180 parków w tym słynny Park Stanleya, w którym oprócz dzikiej przyrody można znaleźć także ogromną kolekcję indiańskich totemów oraz obejrzeć w tym wyjątkowym miejscu zachód słońca. Kolejnym ciekawym miejscem w Vancouver jest Góra Grouse, na szczyt której, można wybrać się kolejką linową. Z samej góry można zaobserwować, jak woda spotyka się z górami. Krajobrazy Kanady są przepiękne i zapierają dech w piersiach. Warto jest więc zainteresować się tym, co ma dla nas do zaoferowania przyroda w tym odległym kraju. Dominika Skreczko SYBERIA- NIELUDZKA ZIEMIA CIĄG DALSZY
Z pewnością każdy z nas słyszał o wywózkach Polaków na Syberię podczas II wojny światowej. Niestety dużo osób zna tylko kilka „suchych faktów” dotyczących Sybiru, dla wielu z nas nie przyszłoby nawet do głowy, co przeżywali ludzie wygnani na Syberię. Niedawno miałam możliwość porozmawiać z niesamowitą osobą- panią Marią Snarską, Sybiraczką, która obecnie mieszka w Górze, niedaleko Krypna.


Czy podczas tego pobytu pamiętała Pani o świętach? Jak były święta, byliśmy jedna rodzina na tym pasiołku to tylko łzy były. Mama wiedziała, że to jest Boże Narodzenie, ale co zrobić. Jak z nikim nie można było się spotkać, nikogo nie było to tylko łzy. A na Wielkanoc to było tak raz: tam niedaleko był taki farmer, on kury hodował. I pies postraszył koguta, i ten kogut uciekł tutaj, do nas, a ten pies poszedł z powrotem. I te chłopce nasze jeszcze mówią tako: „Ojej, co to będzie –gada- nas postrzelają!” A mama: „Weźcie jego zabijcie, to będzie kogut, to będziemy mieli na święta rosół.” I oni tak zrobili: wzięli tego koguta, zabili, osmalili i mama nagotowała nam tego rosołu. Oj, to były święta! To na Wielkanoc tak było. No to też, tak wziąć na głupi rozum, czemu to specjalnie w ten dzień ten kogut przyszedł do nas, nie? My byli wierzący, my jesteśmy wierzące ludzie. I może temu się wytrwało te wszystkie biedy. Jak wyglądał teren, na którym Pani mieszkała, każde miejsce zsyłki podobnie wyglądało? Syberia to nieludzka ziemia, a na Syberii są różne miejsca. Innych Polaków to zabierali, że lasy byli, nad rzeki; to oni korzystali z rybów, te korzystali z grzybów, a nas zawieźli, to już za najmocniejsze kary w głąb Syberii, że tam ni było ani ptaszków, ani motylka, ani nic nie widziała, tylko, że niebo się spotyka z ziemią, tylko rózgi suche i koniec. A moja mama to zawsze da trochę jeść, czy tam ma co, czy nie i zawsze jak już słoneczko zachodzi, to wychodziła za ten domek, co my mieszkali, i strasznie płakała, a ja sobie myślę: „Czego ta mama codziennie tam chodzi, co to jest?” Ja podejrzałam, a moja mama stała tam i ręcy do nieba i krzyczała: „Matko Boska Krypniańska, zmiłuj się nad nami! Weź nas zaprowadź z powrotem do domu!” Krzyczała tak na cały ten step. A ja mamę za sukienkę i mama płacze, i ja płaczę. Do którego roku przebywała Pani na Syberii? Gdzie Pani potem się udała? Do 1942 r. byliśmy w Rosji, potem przyszedł taki rozkaz, że możemy wyjechać albo do Anglii, albo do Polski wracać. I moje bracia i Ignacy już byli w wojsku w Anglii. Napisali do nas list, „Mamo, ja zabiorę was tutaj, do Anglii.” Ale mama mówi: „Nie, ja nie pojadę do Anglii, bo może ojciec na nas czeka w Polsce.” Potem przyszedł taki rozkaz, że możemy wyjechać do Afryki, był tam obóz dla Polaków, angielska kolonia, Tengeru. Były takie okrągłe domki, mieli ściany z palmy pokryte, i tam nas zawieźli. Tam było cztery tysięcy Polaków. Już tam było dla nas nie bardzo źle, tam byliśmy cztery lata, to taki cmentarz się stworzył, że ja nie wiem ile tam ludzi umarło wtenczas. Ale ten cmentarz to odrestaurowują, pilnują jego, ja wiem, dlatego, że kiedyś usłyszałam. Ja to nie mam, bo to już za stara jestem tych Internetów, ale można zobaczyć ten cmentarz. Bo tak, z tego głodu przywieźli, tutaj dali dobrze jeść, owoców było dużo, ale strasznie była niedobra temperatura, 50*. Nie pozwalali wychodzić w dzień na podwórko, tylko już po zachodzie słońca. Tam Polaki zbudowali i kościół, i szkoły, tam do szkoły chodziła. Siostra już pracowała, mama też, tam już byli w obfitości, ale nie można było tego głodu przemienić, w to, co człowiek nie dojadał i nic



się nie chciało jeść, tylko owoce. Jak ja z siostrą to do czterdzieści pomarańczy jedli dziennie i to wystarczyło. Mama pracowała w kuchni dla nauczycieli, urzędników, tam księżą przyjeżdżali, to przynosiła mama dla nas do domu jedzenie, a ani ja, ani siostra nie chcieli. Długi czas tak. A potem już zaczęli organizmy się przyzwyczajać do tego i już zaczęli my jeść. Bo tam też było ciężkie życie tam Afryce, strach był. Tam dużo było żmij, wężów, to pod moskitami spali. Ten obóz był ogrodzony, bo tam Murzyni byli, Masai, oni nie mówili, tylko z takimi łukami chodzili, żeby dać pieniędzy, kto nie da, to strzelali. Nie można było wychodzić z tego obozu nigdzie, tylko jak było takie miasto, jak jeździli na zakupy, to trzeba było iść do gminy, się zarejestrować, że wyjeżdża i da taką przepustkę, trzeba było z powrotem przyjechać i tę przepustkę oddać, bo kilka takich dziewczynków to zginęło w tej Afryce, Masai ukradli. Gdzie przyjęła pani Pierwszą Komunię? Ja nie byłam na Syberii u Pierwszej Komunii, jeszcze byłam za mała. Jak nas zawieźli do Azji i tam dużo było rodzin, dzieci. Przyjechał ksiądz z Ameryki i ogłosili, że te dzieci, które nie były u Komunii, to mogą przystąpić. Ale nie mieli w co się poubierać. UNRRA kiedyś była, Ameryka przysyłała paczki do Czerwonego Krzyża, to mama poszła, to mię taką długą, białą sukienkę, a bosa, bo nie miałam w co się obuć, bo nie albo za duży rozmiar, albo za mały. Bosa, tylko sukienka była, żeby nie było stopków widać i bosa przyjmowała Komunię Świętą, jeszcze mam obrazek. Jak moje wnuczki na przykład przystępowali do Komunii, to ja jak idę do kościoła, to ja tak się wypłaczę, tak się wyryczę, że świat nie widział. Czemu, czemu mnie Pan Bóg taką dolę dał, żeby ja nie w swoim kraju nawet Komunię Świętej nie przyjęła? To najgorzej mi utkwiło w pamięci. Prawnuczek już u Komunii był, ja mało kiedy idę do kościoła na Komunie, bo nie mogę wytrzymać, zaraz przychodzi to, że ja bosa, jak mię Pan Bóg stworzył i w czyimś ubraniu, ani zdjęcia nie mam, tylko obrazeczek. Kiedy udało się Pani powrócić do ojczyzny? Potem już przyszło rozporządzenie, że możemy jechać do Polski. I wtenczas już, w 1947 r., w czerwcu przyjechaliśmy tutaj, do Polski. I było takie życie. Z małych lat miała: głodna, chłodna i do domu daleko. Mama bardzo chciała, żeby przywieźć nas tutaj do domu. Bardzo chciała, żeby nas nie zostawić w świecie. To my przyjechali w 1947 r. tutaj, a mama zmarła w 1985. I potem już się usamodzielnili, siostra wyszła za mąż, ja wyszłam za mąż i tak się żyje. Ale wszystko jedne, zdrowia nie ma przez to. Czy po tym, co Pani przeżyła, jest Pani w stanie oglądać wojenne filmy? Teraz idzie jakiś film- „Syberiada” i ja zobaczyła w gazecie, będę oglądać, gadam. A mówi syn: „O, nie, tego filmu to wam nie pokażę.” I zobaczcie, tak mię Pan Bóg daje, że ja w tym czasie czymś się zajmę, bo kiedyś oglądałam jak w Oświęcimiu Żydów mordowali, to byłaby zemdlała. Wszystko idzie tu pod gardło, że człowiek to przeżył i jeszcze żyje, i zobaczcie, mam już te osiemdziesiąt sześć lat i z takiej biedy, i jeszcze człowiek żyje, i przy pamięci. Tyle mogę wam opowiedzieć o mojej historii. Nie miałam rozkoszy w swoim życiu… A tego nikomu nie życzę, żeby jeszcze ktoś coś takiego widział. Nie chcę. Tak jak tu mówią, że Syberia to nieludzka ziemia, nie, to nieludzka ziemia. Tam nie powinni być ludzie, a zobaczcie, że jeszcze jak nas przewozili z miejsca do miejsca to trzeba było: i się meldować, i pokazywać te karty, to wszystko. Mówili do mamy tak, żeby ona podpisała obywatelstwo rosyjskie, to nas przewiozą do dobrego miejsca i my nie będziemy tej biedy cierpieć. A moja mama nie była taka głupia, nie, mówi: „Wolę umrzeć, ale nie podpiszę obywatelstwa ruskiego.” I zobaczcie, że tak, że ci, co podpisali, to do dziś ich nie wypuścili, a ci, co nie podpisali obywatelstwa, no to kto chciał, to wyjechał. I oczywiście, jak miał jak dojechać. A my to mieli takie szczęście, że nie mieli czym jechać, a dojechali tu do domu. To taki Pan, był w wojsku Andersa i przyjechał po nauczycielkę i poznał moją mamę i tę Panią z Krypna i powiedział: „Siadajcie, ja was odwiozę.” Zawiózł do okrętu, dał sygnał, że już odjeżdżamy. Tak to byśmy nie dotarli. I tak, tyle mogę wam powiedzieć. A teraz się żyje jak się żyje, się choruje i też



trzeba cierpieć. Nikt za nikogo nie będzie cierpiał. Ja rozrusznik mam wstawiony, różne badania. Czy potem widziała się jeszcze Pani z braćmi? Z braćmi widziałam się, jak oni przyjechali tutaj do Polski, byli dwa razy obydwa bracia, oni tam się pożenili, mieli dzieci. Korespondowała mama z nimi, ale też rzadko kiedy te listy docierali. Nie było tam nigdzie wesoło. Najlepsza to Polska. Dzieci kochane, nigdy nie wyjeżdżajcie! Najlepszy, najszczęśliwszy i najpiękniejszy kraj to Polska! My jechali w tym czasie przez Warszawę, jak ona była jeszcze zbombardowana, w 1947 r., o Jezu, o Jezu, o Jezu, te gruzy, to wszystko…Teraz to gdzie taki jest kraj jak Polska? My żesz byli i we Włoszech, w Genewie, jechaliśmy okrętem, przez Kanał Sueski i tam wszędzie tylko domy ceglane i płaskie dachy. Polska to jest Polska. Nigdzie ni ma takiego pięknego kraju jak Polska. Ja należałam do Folkloru, byłam całą kierowniczką, to tu w Polsce jeździli wszędzie. No i wszystko jedno, nie ma nigdzie tak jak w Polsce. Pięknie, trzeba nigdzie nie wyjeżdżać tylko dbać o tę Polskę, być patriotą, i walczyć o nią, bo nie ma takiego kraju drugiego jak Polska! I nie ma takich ludzi, jak Polacy. Każdy kraj chwali Polskę, a przeważnie ludzie, że takie gościnne, takie rodzinne, się przytulają. Bo dzisiaj to się dzielą na jakieś grupy już, tak jak z mego punktu widzenia. Jedne chcą być większe od drugich, jedne chcą być mądrzejsze od drugich i temu źle. A kiedyś jak my żyli to, my się nie rozumieli na politykach, my nie wiedzieli, co to polityka. Inne nawet nie wiedzieli, kto rządzi Polską i dla nas było bardzo dobrze. A dzisiaj, to dla was to jest bardzo ciężkie życie, bo żeby te ludzie wszystkie byli jednakowe, a to co, zbieranica. Jeden tak chce, drugi tak chce, a trzeci tak chce, no i ciężko. Rozmawiała Karolina Hryszko Recenzja książki „Chata”



Często słyszymy o ludziach, którzy dotknięci przez osobiste tragedie, nie mogąc pogodzić się ze swoim losem zastanawiają się, dlaczego Bóg ich „opuścił”, czemu nie zapobiegł sytuacjom będącym przyczyną ich nieszczęścia? Być może nawet sami, patrząc na tak wielkie cierpienie wokół nas, wojny, choroby, głód, w końcu śmierć tysięcy niewinnych ludzi, zadajemy sobie pytanie, gdzie jest Bóg w świecie tak pełnym niewysłowionego bólu? Odpowiedzi, które dostaje bohater książki, mogą nie tylko zadziwić, ale i odmienić nasze życie, tak jak odmieniły jego. Najmłodsza córka Mackenziego Allena Phillipsa i jego żony Nan ginie w tragicznych okolicznościach. Zostaje porwana z rodzinnej wyprawy Macka z dziećmi, przez tajemniczego mężczyznę. Pomimo tego, że ciała Missy nie odnaleziono, dziewczynka z czasem zostaje uznana za zmarłą. Strata córki jest dla rodziny ogromnym ciosem, nikt nie może pogodzić się z jej śmiercią. Szczególnie Mack obwinia siebie o zaginięcie córeczki, wciąż towarzyszy mu Wielki Smutek oddalający go od Boga i rodziny. Wszystko zmienia się pewnego, śnieżnego dnia kiedy dostaje list zawierający prośbę spotkania w Chacie – miejscu, gdzie najprawdopodobniej została zamordowana Missy. List nie ma koperty ani znaczka, a jedyną dodatkową informacją jest podpis pod wiadomością, wskazującą na to, że Mack dostał list od „Taty”. Mężczyzna nie podejrzewa wówczas, że będzie to najważniejsza wyprawa w jego życiu. Nie wie też, że ten weekend spędzi z samym Bogiem… Bezsprzecznie jest to niezwykła opowieść. Widzimy obraz zrozpaczonego ojca, dotkniętego jedną z największych tragedii, jaka mogłaby spotkać każdego rodzica, jego cierpienie i obwinianie samego siebie o śmierć córki z jednoczesnym przekonaniem, że każdy, najmniejszy ruch z jego strony mógł zapobiec utracie dziecka. W życiu Macka pojawia się wiele wątpliwości. Nie wie, czy jeszcze kiedyś zazna szczęścia i czy będzie umiał dawać je swojej rodzinie i innym ludziom. W jego głowie rodzą się coraz to nowe pytania dotyczące Boga i wiary, odgrywającej do tej pory znaczącą rolę w jego życiu. Nagle nadchodzi przełom. List w skrzynce, wyjazd, przybycie w miejsce porwania, budzącego tak wiele emocji – od bólu i rozpaczy, aż po nienawiść i żądzę zemsty – przybycie do Chaty, która z mrocznej, zapadającej się szopy zamienia się w najbardziej magiczne miejsce, jakie tylko można by było sobie wyobrazić. Miejsce, gdzie mieszka nie



tylko sam Bóg, ale cała Trójca Święta. Stworzyciel świata, który z pewnością w wyobrażeniach większości ludzi jest miłym, kochającym staruszek z długą, siwą brodą i takimi samymi włosami, w książce został przedstawiony jako „potężna, uśmiechnięta Murzynka”, Jezus jako "mężczyzna o wyglądzie mieszkańca Bliskiego Wschodu, w roboczym stroju, z rękawicami wetkniętymi za pas na narzędzia", natomiast Duch Święty był małą Azjatką… Brzmi absurdalnie, lecz tak naprawdę dopiero czytając dalej możemy przekonać się, jak bardzo my sami trzymamy się stereotypów i własnych wyobrażeń. Przecież Bóg jest wszystkim! Jest wszędzie, w każdym miejscu i momencie naszego życia, więc może też przybrać każdą, dowolną postać. Cała książka stara się przekazać nam i wytłumaczyć to wszystko, co dla nas, ludzi, może być niepojęte i niezrozumiałe. Autor przedstawia nam tak wielką, nieograniczoną miłość, jaką Bóg darzy każdego człowieka, a jednocześnie stara się przetłumaczyć nam Biblię i jak najprościej przybliżyć postać samego Stwórcy. Z pewnością głównym celem wyprawy bohatera była pomoc w zrozumieniu przez niego nie tylko tego, co działo się teraz w jego życiu, ale i całego świata. Pokazanie mu, że Bóg, pragnący jedynie naszego dobra, nie zawsze ma wpływ na zło wkradające się w nasze życie i wyrządzające tak wiele krzywdy nam i innym ludziom. Jednak to przebaczenie – nauka tej jakże trudnej zdolności, okazuje się najważniejszym powodem spotkania. „Przebaczenie nie wymaga udawania, że zło, którego doświadczyliśmy, nigdy się nie wydarzyło. Wybaczenie w żadnym razie nie oznacza, że mamy zaufać temu, kto skrzywdził - nie oznacza usprawiedliwienia. (…) Za każdym razem, kiedy wybaczasz, świat się zmienia. Za każdym razem, kiedy wkładasz w coś serce, świat się zmienia. Każdy dobry uczynek, widoczny lub niewidoczny, jest spełnieniem Jego celów i później już nic nie jest takie samo." „Chata” jest książką, która zdecydowanie zmusza do refleksji, do głębszych przemyśleń na temat swojego życia i swojej wiary. Dzięki niej możemy łatwiej pojąć sens cierpienia i wszelkich bolesnych doświadczeń życiowych; lepiej zrozumieć potrzebę wybaczania, nawet w sytuacjach, kiedy wydaje się ono niemożliwe i wreszcie, dostrzec miłość Boga we wszystkim, cokolwiek nas spotyka. Maryla Gołaszewska Wystarczy mały płomyk
„A niespodziewany gość?!” Ale ona słucha tylko jednym uchem. Przecież i tak nikt taki nie przybędzie.


Zmrok zapadł bardzo szybko. Pierwsza gwiazdka już od kilku chwil świeci na nieboskłonie. I czeka, ponieważ dzisiaj przekazuje wszystkim ważną wiadomość- że maleńki Jezus rodzi się na nowo w każdym z nas. Czas zapalać świece, wołać rodzinę i nakrywać do stołu. Z kuchni wydobywa się przyjemny zapach piernika, a dzieci biegają wokół choinki i śpiewają po kolei wszystkie kolędy, jakie tylko znają. Ich mama tymczasem chodzi nerwowo po domu w fartuszku i liczy: ile potraw jeszcze trzeba wyjąć z piekarnika, ile potrzeba sztućców… „Ile nas w ogóle jest? My, jeszcze dziadek, siostra… Chyba wszyscy” mruczy. „Mamo, a niespodziewany gość?!” krzyczą dzieci. Ale ona słucha ich tylko jednym uchem. Przecież i tak nikt taki nie przybędzie. To jedynie jakaś stara legenda, każdy w końcu przebywa w Wigilię ze swoją rodziną. Ale w głębi duszy się zastanawia, co by było, gdyby faktycznie dzieci miały rację. Nie wiadomo, czego się po ludziach spodziewać… A ja? Czy pielęgnuję tę tradycję i naprawdę mogę wykrzesać w sobie nadzieję, by przyjąć kogoś, rozweselić go swoim towarzystwem w ten chłodny, a zarazem pełen rodzinnego ciepła wieczór? Często się zastanawiam, czy taka sytuacja jest możliwa. A gdyby tak? Kiedy się rozglądam, nie widzę wcale tak wielu osób, które rozumieją święta w ten klasyczny, doskonały sposób. Owszem, wielu na nie czeka, ale nie wszyscy dostrzegą ich głębię. Odpoczynek, prezenty, a nawet dobre potrawy nie stanowią bowiem w tym przypadku priorytetów, są jedynie miłym dodatkiem. Gorączka towarzysząca świątecznemu kupowaniu, niekończące się przygotowania. Nie można pozwolić, żeby tak materialne, przyziemne problemy przysłoniły sprawy ważniejsze. Święta to czas, kiedy mogę na nowo



przypomnieć sobie, jak dzielić się nie tylko opłatkiem, ale też uśmiechem; kiedy nie muszę myśleć o rozwoju, ale mam czas zatrzymać się w miejscu, by się wyciszyć; wreszcie moment, w którym przez dłuższą chwilę myślę o kimś poza mną… O rodzinie, przyjaciołach, sąsiadach, a nawet takim zaskakującym, zagubionym bądź samotnym gościu. On też może potrzebować otoczenia w postaci przyjemnej atmosfery, bez cienia osądu… Kim jestem? Och, nikim specjalnie ważnym. Jestem tylko cichym głosem w głowie Mamy. Ona w dalszym ciągu się zastanawia, a ja naturalnie razem z nią. Ale chyba ją namówiłam, bo czuję, że schyla się do szafki po jeszcze jeden talerzyk. To uczucie ulgi, maleńki płomyk ciepła rozpływający się od czubka głowy aż po kostki na znak, że o nikim nie zapomniała i może zasiąść do stołu. Weronika Muśko Na zachodzie ze zmianami, czyli rozejm bożonarodzeniowy i 50.000 niespodziewanych gości.
Zima 1914 r. Belgijski odcinek pierwszowojennego frontu zachodniego. W okolicach miejscowości Ypres Niemcy przeprowadzają natarcie. Szturmują w kierunku Brytyjczyków. Wtem jeden z Prusaków oddaje strzał powstrzymany przez drut kolczasty. Niestety piłka nie nadaje się już do dalszej gry.


Do tej i wielu podobnie absurdalnych sytuacji doszło podczas Bożego Narodzenia pierwszego roku wojny z inicjatywy niemieckich żołnierzy. Tego przejawu ludzkich uczuć i potrzeby bratania się w okresie świątecznym nie próbowali powstrzymywać oficerowie, a sztaby obu stron dowiedziały się o nim dopiero po fakcie. Szeregowi, tak jak kilka dni wcześniej wybiegli z okopów, tym razem wrócili do nich w uściskach swoich niedawnych wrogów, śpiewając kolędy i wymieniając się kartkami i innymi podarunkami. Według relacji obu stron w tzw. Rozejmie Bożonarodzeniowym brało udział ok. 100 Niemców, Szkotów, Walijczyków, Francuzów i Hindusów. Oprócz aktów pojednania i wymian upominków, jak na przykład piwo, czy śliwkowy pudding, dochodziło także do kilku starć. Jako pole rywalizacji żołnierze wybrali sobie niechlujnie zaimprowizowane boiska. Ufając szeregowemu brytyjskiemu Albertowi Moranowi, możemy wysnuć wniosek, że drużyny miały charakter narodowościowy i w meczach brały udział quasi reprezentacje Bawarii, Saksonii, Walii, czy Szkocji. Oczywiście w sytuacjach męskiej rywalizacji doszło kilkukrotnie do rękoczynów, jednak cała impreza bez użycia broni miała zdecydowanie magiczny charakter i dochodziło do zabawnych sytuacji. Między innymi grupa żołnierzy z powodu braku piłki



postanowiła rozegrać mecz puszką po konserwie. Do szczególnego zaś wydarzenia doszło tuż po zawarciu rozejmu. Postanowiono, że przedpole zostanie oczyszczone z trupów i przede wszystkim, martwi zostaną pochowani w jednej mogile. Żołnierze obu stron konfliktów własnoręcznie pochowali swoich kolegów w jednym grobie z niedawnymi nieprzyjaciółmi. O ile daleko idące były te akty pojednania i dobrej woli, o tyle zadziwiające było to, jak się ów Rozejm Bożonarodzeniowy zakończył. Na wielu odcinkach frontu zaprzestanie walk trwało do Nowego Roku, a nawet do pierwszych dni stycznia. Atmosfera po tygodniu świętowania cały czas udzielała się żołnierzom ochoczo opuszczającym swoje pozycje obronne w pierwszym miesiącu roku. Liczyli na przywitanie podobne jak w dniach poprzednich. Być może nieśli żołnierzom po drugiej stronie nowy upominek. Nie wiedzieli, że były to ich ostatnie święta. Szeregowych, którzy spóźnili się ze swoją „wycieczką” o ten jeden dzień, spotkała nader niesprawiedliwa kara. Pojedynczy żołnierze stali się celem dla snajperów po obu stronach. W następnych dniach odezwała się także artyleria. Tak właśnie zareagował sztab na wieść o brataniu się wśród żołnierzy. W najbliższym czasie starsi oficerowie unoszącą się jeszcze do niedawna świąteczną atmosferę zastąpili żółtym dymem gazów bojowych. Generalicji dobre relacje między szeregowcami wrogich wojsk nie były na rękę. Od ręki wyciągniętej w uścisku woleliby szarpiącą nieprzyjaciela za mundur, bagnet, zamiast otwierać konserwy miał dźgać ciała, a zamiast śpiewać kolędy, żołnierze mieli wykrzykiwać przeraźliwe hasła. W końcu wspólne, z szacunkiem organizowane mogiły miano zastąpić masowymi grobami usypanymi przez depczące truchła nieprzeliczone zastępy biegnących na śmierć postaci. Nie było to na rękę generalicji, która święta spędziła daleko od linii frontu, w pięknych i bogatych siedzibach w miastach belgijskich, francuskich i niemieckich. Paweł Pietrowcew Hallo alle Deutschfreunde!! W dzisiejszym numerze chcielibyśmy powrócić wspomnieniami do warsztatów muzycznych, które w listopadzie przeprowadzili naszym uczniom wspaniali muzycy prosto z Hamburga: Marie Christiane Banga oraz Magnus Landsberg. Śpiewając, tańcząc, bawiąc się, zarazili nas wszystkich radością i pogodą ducha. Przekonali, że z nauki języka można czerpać prawdziwą przyjemność!
Na koniec warsztatów uczniowie klas II gimnazjum wraz z naszymi Gośćmi przedstawili na sali gimnastycznej efekty swojej pracy. Zaprezentowali dwa utwory muzyczne: ,,Wir sind groβ” oraz ,,Lieblingsmensch”. Poniżej przedstawiamy fragmenty obu utworów – do śpiewania, nucenia i …. zapamiętania, gdyż słowa te godne są powtarzania!


Wir können das Buch selber schreiben Es gibt genug freie Seiten Für immer bunteste Zeiten Ich weiß, für uns wird’s so bleiben Mark Forster - Wir sind groß Hallo Lieblingsmensch! Ein Riesenkompliment, dafür dass du mich so gut kennst. Bei dir kann ich ich sein, verträumt und verrückt sein na na na na na na - Danke Lieblingsmensch! Schön, dass wir uns kennen Namika - Lieblingsmensch Ponadto w dniu 04 grudnia zainaugurowaliśmy w szkole Tydzień Języków Obcych. Jednym z elementów tych dni były ciekawostki: ,,czy wiesz, że…” dotyczące krajów, których języków się uczymy. Poniżej przypominamy Wam te, które związane są z krajem naszego ulubionego języka Czy wiesz, że……….. To z Niemiec wywodzi się zwyczaj ubierania choinki bożonarodzeniowej? Najdłuższy wyraz w Niemczech liczy aż 79 liter? Co najmniej 3000 polskich słów jest zapożyczonych z języka niemieckiego? Na przykład: chleb, deska, ksiądz, msza, kiermasz, jarmark, rok, targ? Pierwsza drukowana książka była w języku niemieckim? Zwyczaj ,,trzymania kciuków”wywodzi się z Niemiec. Był to gest ochronny stosowany przez wojowników, którzy bez kciuka nie byli by w stanie efektywnie posługiwać się bronią? Viel Spaβ beim Deutschlernen! Bis bald!! Święta bezglutenowe i wegańskie
Coraz częściej słyszy się o diecie bezglutenowej i weganizmie. Dzisiaj nie jest już zaskoczeniem, kiedy ktoś powie, że eliminuje ze swoich posiłków gluten bądź produkty odzwierzęce, taki styl odżywiania staje się coraz bardziej popularny. Dostępność i wybór produktów niezawierających glutenu oraz produktów całkowicie wegańskich jest przeogromny, a kupno takiej żywności nie stanowi żadnego problemu, gdyż tego typu towary można dostać nawet w niewielkich osiedlowych sklepach spożywczych.


Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, a więc w wielu domach przygotowania ruszyły pełną parą. Jest to więc dobry czas, by przygotować przepisy, które pomogą nam w przyrządzeniu wyjątkowych potraw oraz by zaopatrzyć się w artykuły niezbędne do przygotowania kolacji wigilijnej i świątecznego obiadu. Wbrew pozorom stół bez karpia, ryby po grecku lub innych potraw zawierających składniki pochodzenia zwierzęcego bądź gluten także może być suto zastawiony smacznymi daniami. Niektórzy przygotowują potrawy tradycyjne, zmodyfikowane tylko tak, by nie zawierały produktów niespożywanych na danej diecie, lecz wciąż przypominające smakiem i wyglądem jedzenie charakterystyczne dla świąt Bożego Narodzenia. Są też tacy, którzy stawiają na oryginalność, wybierając dania nowatorskie. Mamy więc w tej kwestii ogromną dowolność, każdy może przyrządzić to, co smakuje mu najbardziej. W kuchni ogranicza nas jedynie nasza wyobraźnia. Oto kilka ciekawych przepisów zarówno dla miłośników potraw tradycyjnych, jak i tych, którzy wolą eksperymentować ze smakami. Kutia bezglutenowa, bez nabiału i cukru Składniki: ryż pełnoziarnisty, najlepiej okrągły (przed gotowaniem namoczony na noc) ugotowany na sypko mak (szklanka) daktyle (garść) figi (garść) rodzynki (garść) morele (kilka) orzechy (laskowe, włoskie, garść) migdały (garść) syrop daktylowy (sklepowy lub domowy = zmiksowane kilka daktyli w 1/2 szklanki wody, do smaku) jakiekolwiek wegańskie mleczko np. ryżowe lub śmietanka cytryna (sok z połówki owocu lub do smaku) Do ozdoby: mleko kokosowe lub śmietanka migdałowa zielenina (mięta, melisa) suszone plastry pomarańczy Przygotowanie: Ryż pełnoziarnisty ugotuj na sypko. W osobnym garnuszku przepłucz mak, następnie ugotuj w 1 szklance wody. Po 15-20 minutach odlej wodę, dodaj mleko ryżowe (lub wodę) i zmiksuj mak na gęstą ziarnistą papkę (płyn szybko wsiąka w mak). Orzechy rozgnieć płaskim tasakiem, suszone owoce posiekaj, połącz z ryżem i makiem, dodaj syrop lub zmiksowane z 1/2 szklanki wody daktyle (kilka sztuk) i pokrop cytryną (kwasek cudownie balansuje słodki smak kutii, w oryginale taką rolę pełni kwaśna śmietana). Kutia jest smaczniejsza następnego dnia. Seleryba (wegańska) Składniki (na kilkanaście sztuk): 1 kg selera 2 litry bulionu warzywnego 2 arkusze nori + 5 arkuszy do owijania kotletów 2 łyżki sosu sojowego 4 liście laurowe 2 ziela angielskie 1 łyżeczka ziaren kolendry sól i czarny pieprz oraz do smażenia: mleko roślinne lub woda, mąka pszenna lub ryżowa i olej roślinny



Przygotowanie: Seler obrać, przekroić na pół i pokroić na 1 cm plastry. W dużym garnku zagotować bulion razem z 2 arkuszami wodorostów nori, liśćmi laurowymi, zielem angielskim, kolendrą oraz sosem sojowym. Do gotującego się bulionu dodać plastry selera i gotować do momentu, aż będą bardzo miękkie, czyli około 15 – 20 minut. Miękkie plastry selera delikatnie wyjąć i chwilę ostudzić. W tym czasie arkusze nori pociąć na węższe paski, następnie naszykować dwie miseczki, do jednej wlać trochę mleka, a do drugiej wsypać mąkę. Każdy plaster selera oprószać solą i pieprzem, następnie owijać paskiem nori i na chwilę moczyć w mleku, dzięki temu wodorosty zmiękną i lepiej przylepią się do selera. Tak przygotowany plaster selera delikatnie zanurzać w mące. Na dużej patelni mocno rozgrzać olej i układać gotowe plastry selera. Obsmażać z każdej strony przez około 2 – 3 minuty, podawać z ziemniakami, surówką lub wigilijną kapustą. Bezglutenowy piernik Składniki: 250 g miksu mąki bezglutenowej 120 g cukru trzcinowego lub fruktozy (jeśli zrezygnujesz z czekoladowej polewy, możesz dać więcej) 3 jajka 250 ml oleju rzepakowego ½ łyżeczki sody 1 łyżeczka proszku do pieczenia bezglutenowego 3 łyżeczki przyprawy do piernika (np. Dary Natury, wybierając innego producenta zawsze sprawdź czy w składzie nie ma mąki pszennej!) 2 łyżeczki kakao 2 średnie marchewki garść bakalii Polewa czekoladowa: 150 g gorzkiej czekolady (sprawdź skład i ostrzeżenie o alergenach) 1 łyżka kakao 120 ml śmietanki kremówki Piernik Wymieszaj mąkę z przyprawami, sodą i proszkiem do pieczenia.  W osobnej misce zmiksuj olej z cukrem i nie przerywając dodawaj kolejno po 1 jajku. Wciąż miksując, wsypuj stopniowo wymieszaną mąkę. Kiedy ciasto będzie dokładnie wymieszane, dodaj marchewkę startą na drobnych oczkach i bakalie.



Ja użyłam suszonych śliwek, które z grubsza posiekałam i obtoczyłam w mącę, żeby nie opadły na dno. Zamieszaj i przelej do przygotowanej formy. Piecz ok. 45–50 minut w 150˚C. Polewa  ¾ śmietanki zagotuj w małym rondelku, a pozostałą część rozmieszaj w kubku z kakao. Kakao przelej do garnuszka i gotuj mieszając do całkowitego rozpuszczenia. Czekoladę połam na mniejsze kawałki i umieść w metalowej miseczce razem z kremówką. Do opróżnionego rondelka wlej ok. 2 cm wody i zagotuj. Gdy woda zacznie się gotować, możesz wyłączyć gaz i nałożyć miseczkę na garnek. Mieszaj czekoladę trzepaczką, aż się rozpuści i wymiesza z kremówką. Polewę czekoladową nakładaj na ostudzony piernik, możesz sobie pomóc silikonową łopatką. Odstaw na min. 3 godziny, aż czekolada zastygnie. Zapiekanka selerowa (bezglutenowa, wegańska) Składniki (6 - 8 porcji): 500 ml mleka roślinnego 1,5 kg selera 2 ząbki czosnku 2 łyżki kaparów oliwa 3 puszki krojonych pomidorów sól i czarny pieprz 1 szklanka mielonych orzechów laskowych, uprażonych na suchej patelni 3 – 4 łyżki płatków drożdżowych szczypta soli do posmarowania: olej roślinny do podania: drobno posiekana pietruszka Przygotowanie: 1. W garnku zagotować 1 litr wody, mleko oraz sporą szczyptę soli. Korzeń selera obrać, oczyścić i pokroić w cienkie, plastry o grubości 3 – 5 mm. Tak przygotowane plastry przełożyć do garnka i gotować 5 – 8 minut do czasu, aż będą miękkie. Na koniec delikatnie odcedzić i odłożyć na bok. 2. W międzyczasie czosnek i kapary posiekać, na dnie garnka delikatnie rozgrzać oliwę i dodać kapary oraz czosnek. Podsmażać przez 1 – 2 minuty, a potem dodać pomidory, sól i czarny pieprz. Gotować bez przykrycia przez 10 – 15 minut.

Renifer Rudolf już grzeje kopyta, Mikołaj w pośpiechu prezenty chwyta, niech wszystkie smutki wnet pójdą w kąt Ja dziś Ci życzę Wesołych Świąt!

3. Piekarnik rozgrzać do 200 stopni. Zmielone orzechy wymieszać z płatkami drożdżowymi oraz szczyptą soli. Na dnie naczynia żaroodpornego rozsmarować 3 – 4 łyżki sosu pomidorowego, następnie równomiernie ułożyć plastry selera, obsypać je mieszanką prażonych orzechów i ponownie nałożyć sos pomidorowy. Powtarzać czynność aż do wyczerpania wszystkich składników, zostawić jedynie 2 – 3 łyżki mielonych orzechów do posypania upieczonej zapiekanki. 4. Tak przygotowaną zapiekankę na szczycie posmarować 1 łyżką oleju roślinnego i wsunąć do piekarnika (Nie smarujcie zapiekanki oliwą z oliwek z pierwszego tłoczenia – w wysokiej temperaturze zacznie się palić i nabierze gorzkiego smaku). Piec przez 20 – 25 minut, gorącą obsypać łyżką mielonych orzechów i dużą ilością świeżej pietruszki. Podawać z pieczywem, kaszą lub ryżem. Izabela Pruszyńska SMACZNEGO I WESOŁYCH ŚWIĄT!