Musisz zainstalować flash player pobierz instalator










Gazetka Szkolna WiFi

Z radością prezentuję numer gazetki między dwoma pięknymi okresami : feriami świątecznymi i zimowymi. Oczywiście autorzy artykułów starali się utrzymać tematyczność naszej gazetki, dlatego znajdziecie w nim propozycje odwiedzenia pięknej do zwiedzania w zimie Szwajcarii. O wyjeździe w tamte rejony opowie na Izabela Pruszyńska, która dopiero co wróciła z tzw. Taize. Karolina Wołczuk postanowiła zachęcić nas do czytania podczas ferii, przedstawiając kilka, według niej, ciekawych pozycji, zaś Maryla Gołaszewska przygotowała ranking najdziwniejszych zimowych sportów. Do obchodzonego niedawno Sylwestra powróci myślami Weronika Muśko, która spisała swoje przemyślenia na temat postanowień noworocznych. Jeszcze dalej cofnie się nasz dziennikarz, który zdał relację z wigilii klasowych. Temat ten odświeżymy za pomocą dodatku do numeru. Zapraszam także do zapoznania się z wywiadem z pracownikami Kulubu Seniora czy rubryki historycznej i muzycznej. W najnowszym numerze znajdziecie również informację o nowym projekcie redakcji, a także absolutną nowość: gazetka WiFi ustanowiła tytuł Człowieka Roku naszej szkoły! Redaktor Naczelny Paweł Pietrowcew



Redakcja redaktor naczelny: Paweł Pietrowcew skład i grafika: Konrad Szaciło opiekun: p.prof.Marta Pawłowska rubryka Zgotowane: Izabela Pruszyńska rubryka Okiem Podróżnika: Dominika Skreczko rubryka Ciekawostki Historyczne: Paweł Pietrowcew rubryka Wiadomości Szkolne: Kamil Majtas rubryka Słowo o Muzyce: Karol Jóźwik redakcja: Karolina Hryszko Karolina Wołczuk Weronika Muśko Maryla Gołaszewska











DECYZJA KOLEGIUM REDAKCYJNEGO PODJĘTA NA PODSTAWIE §2 AKTU STANOWIĄCEGO TYTUŁ CZŁOWIEKA ROKU CZASOPISMA WIFI Z 2.01.2018 R. Kolegium Redakcyjne podjęło decyzję, iż tytuł Człowieka Roku 2017 Czasopisma WIFI otrzymuje: Pan Prezydent Miasta Białegostoku dr hab. Tadeusz Truskolaski, prof. UwB Zrządzeniem losu ten, który niegdyś sam był uczniem II Liceum Ogólnokształcącego w Białymstoku, dziś jest jego organem prowadzącym. To dzięki Jego hojności możemy zdobywać wiedzę w coraz to nowocześniejszej szkole. Dzięki Jego zaangażowaniu w naszej placówce pracuje tylu świetnych pedagogów kształcących ponad tysiąc najzdolniejszych podlaskich uczniów. To On dał życiową szansę wielu z nas, przeznaczając środki z budżetu miasta na realizację licznych innowacji– takich jak chociażby program Matury Międzynarodowej. Mowa oczywiście o Panu Prezydencie Miasta Białegostoku, dr. hab. Tadeuszu Truskolaskim, prof. UwB. Błędem byłoby jednak twierdzenie, jakoby Jego nieoceniona pomoc miała wymiar wyłącznie finansowy. Nagrodzony w każdej sytuacji stoi po stronie Uczniów, dzięki czemu przyznana została mu już Perła Księżnej, czyli nagroda Dyrekcji Szkoły. Dla Kolegium Redakcyjnego w świetle przedstawionych faktów oczywistym wydaje się nagrodzenie Pana Prezydenta również nagrodą przyznawaną tylko przez uczniów, Człowieka Roku 2017 Czasopisma WIFI. W imieniu całej Wspólnoty Uczniowskiej oraz Kolegium Redakcyjnego chciałbym pogratulować Panu Prezydentowi zdobycia tego tytułu oraz życzyć Panu dużo zdrowia i szczęścia życiu osobistym, jak i zawodowym. Komisarz Tytułu Człowieka Roku Czasopisma WIFI Karol Jóźwik SZOK!
SZKOLNA TV WYEMITUJE W CZERWCU PIERWSZY SERIAL!


Niewiele szkół w Polsce poszczycić się może własną telewizją. Posiadanie takowej stanowi wielkie wyróżnienie dla wspólnoty uczniowskiej. - Problem w tym, że nasze szkolne media nie działają tak, jak powinny – zauważa Karol Jóźwik, uczeń klasy II G. - Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że IILO TV nie emituje żadnych programów będących w centrum zainteresowań większości z nas – przekonuje. Nie można się z tymi słowami nie zgodzić. Cały czas antenowy poświęcany jest na produkcje zewnętrzne, które i tak jeśli chodzi o poziom, pozostawiają wiele do życzenia. - Należy bezwzględnie zmienić tę smutną rzeczywistość – dopomina się Karol Jóźwik. Z jego inicjatywy w czerwcu premierę będzie miał w naszej szkole pierwszy na świecie profesjonalny serial wyprodukowany dla telewizji szkolnej, „Uczniowie”. „Uczniowie” będą pięcioodcinkową, bardzo dynamiczną opowieścią o grupie przyjaciół, którzy dla siebie byliby w stanie zrobić dosłownie wszystko. Rozbudowane wątki kryminalne, pościgi, wybuchy, intrygi, pędząca bez wytchnienia akcja to jednak tylko otoczka dla wszechobecnego w scenariuszu komizmu i elementów farsy. „Uczniowie” będą parodią tego, co w dzisiejszych czasach podstawiają nam pod nos massmedia. Realia życia w szkole, związku czy w Białymstoku zostaną przedstawione w absurdalny sposób. Będą też momenty wzruszające do łez, czyli każdy znajdzie w serialu coś dla siebie. Warto w tym miejscu dodać, że scenariusz do produkcji oceniony został do tej pory przez dziesięciu niezależnych uczniów (a więc przez samą grupę docelową) z różnych stron Polski. Jak na razie nie doczekał się ani jednej negatywnej opinii. Wręcz przeciwnie – podobno czytając go, nie można się oderwać. Na ile jest to prawdą – może oceńcie to sami. Bo żeby takie przedsięwzięcie doszło do skutku, potrzebni są ludzie. Dlatego Redakcja, która obejmuje nad nim patronat medialny, zaprasza wszystkich do współtworzenia tego dzieła. Potrzebne są aktorki i aktorzy. Zapraszamy absolutnie wszystkich – osoby z doświadczeniem, bez doświadczenia, odważne, wstydliwe – to może być doskonała okazja do sympatycznego spędzenia wolnego czasu, nabycia doświadczenia, pozbycia się wstydu przed występami publicznymi i szansa na sławę. Jeżeli serial okaże się być tak świetny, jak na papierze, to będzie istniała możliwość sprzedaży formatu dla innych polskich telewizji szkolnych, co będzie wiązało się również z wymiernymi korzyściami finansowymi. Zgłaszać można się do końca stycznia bezpośrednio do p. prof. Marty PawłowskiejBanach, Karola Jóźwika, Kamila Majtasa czy Konrada Szaciły z klasy II G. Równie mile widziany będzie kontakt przez Facebooka czy Librusa. Wspomniane osoby z chęcią odpowiedzą również na każde Twoje pytanie. Pamiętaj, że zgłaszając się niczego nie tracisz, a możesz wiele zyskać. Gazetka WIFI w każdym razie do grania w czymś tak niezwykłym i niespotykanym jak taki serial gorąco zachęca! Redakcja ŚWIĄTECZNA ATMOSFERA ZAPANOWAŁA W SZKOLE Nowy Rok… STARA JA.
Bo przecież nic nie dzieje się z dnia na dzień! Każda wielka zmiana wymaga przede wszystkim samodzielnego podjęcia przemyślanej decyzji.


Tradycyjne potrawy, kolędy i piosenki oraz słyszane co chwilę „nawzajem”. W takiej atmosferze upłynęły wigilie klasowe. To piękne, że każda osoba coś przyniosła (kupiła bądź sama przygotowała). Szybka i sprawna akcja pozwoliła spędzić te parę godzin w nastrojowym klimacie. Mała próba przed rodzinnymi świętami. Podczas spotkań klasowych wręczyliśmy drobne upominki osobom, które wcześniej wylosowaliśmy. Nieważne było, czy to skarpety, czy kubek ze śmiesznym motywem. Liczył się gest. W czasie wigilii każdą klasę drugą liceum odwiedziło dwóch fotografów w świątecznych przebraniach. Swoje klasowe zdjęcia będziecie mogli obejrzeć w najnowszym numerze gazetki szkolnej. Oczywiście jak co roku po wigiliach mieliśmy okazję wysłuchać koncertu kolęd i popularnych piosenek świątecznych w wykonaniu artystycznie uzdolnionych uczennic i uczniów naszej szkoły. Z dobrymi humorami rozpoczęliśmy przerwę świąteczną. Mam nadzieję wszyscy wypoczęci i z nowym zapałem do nauki wracamy do szkoły… Wasz dziennikarz, Kamil Majtas Tym razem naprawdę będę produktywna, będę się zdrowo odżywiać i porządnie wezmę się za siebie! Tak- moja motywacja sięgnie zenitu, ale… Może od Nowego Roku, teraz jeszcze sobie odpuszczę przez te dwa tygodnie. Ile razy to słyszałam od innych? A ile razy sama przed sobą wypowiedziałam te słowa? O jeden raz za dużo, bo z takim nastawieniem zazwyczaj nic nie wychodzi. Nieco brutalne, ale prawdziwe - jest duże prawdopodobieństwo, że zanim ten Nowy Rok w ogóle się rozpocznie, natchnienie spadnie do zera. Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego ludzie koniecznie chcą się zmieniać od kolejnego roku - przecież oznaczenie czasu jest tak umowne, że nie warto zaprzątać sobie głowy tym, kiedy coś będzie miało miejsce, ale czy W OGÓLE ma się w 100 procentach chęć na zrobienie tego czegoś. Przecież nic nie dzieje się z dnia na dzień! Każda wielka metamorfoza wymaga przede wszystkim podjęcia dojrzałej decyzji. Następnie zaś realizowania jej we własnym tempie, dużymi bądź małymi kroczkami, a nie w wyniku przymusu reszty ludzkości, która upiera się przy obcesowym pytaniu każdego o postanowienia noworoczne. Niedorzeczność! Nie o wszystkim się mówi całemu światu. I oczywiście nie sposób z minuty na minutę porzucić swoje nawyki praktykowane przez lata. Naturalnie nie chciałabym nikogo zniechęcić do podejmowania trudów związanych z dotrzymywaniem złożonych przed sobą obietnic. Jeżeli Nowy Rok jest dla kogoś okresem przełomowym, niech zapisze swoje postanowienia (czy to na kartce, czy w głowie - nieważne). Po prostu uważam za najzdrowsze i najrozsądniejsze traktowanie życia jako ciągłości i stanu, nad którym można pracować codziennie, na bieżąco. Nie toczy się ono przecież od Nowego Roku do następnego Sylwestra. To są tylko umowne oznaczenia, dzięki którym ludzie mogą rozplanować sobie czas i go mierzyć. Nie należy go utożsamiać z jedynym słusznym momentem na zmiany, ponieważ siłą rzeczy ulegamy im każdego dnia oraz pod wpływem wielu czynników (niekoniecznie fajerwerków). Ważne, żeby zastanowić się nad swoimi potrzebami oraz nie działać pod presją- w końcu zawsze można zmienić nawyki, sposób myślenia chociażby w czwartek 9 września, a nie obowiązkowo w poniedziałek 1 stycznia… Weronika Muśko Nietypowe sporty zimowe
Zimowe aktywności to nie tylko narty, sanki czy lepienie bałwana. W wielu krajach ta najzimniejsza pora roku skłania do uprawiania czasem bardzo nietypowych i zaskakujących dyscyplin, mogących zadziwić niejednego z nas. Curling „szachy na lodzie”


Jest on rozgrywany na prostokątnej tafli lodu przez dwie drużyny liczące po 4 zawodników. Do gry używa się ciężkich granitowych kamieni, które są wypuszczane na lodzie w kierunku celu zwanego domem, przy czym istnieje możliwość korygowania toru, po jakim kamienie się poruszają, poprzez intensywne szczotkowanie powierzchni przed nimi, co redukuje ich ruch obrotowy i zwiększa odległość, na jaką mogą się przemieścić. Liczba przyznanych punktów zależy od liczby kamieni znajdujących się najbliżej środka domu. Poziom precyzji i złożoności wykonywanych zagrań, a do tego odpowiednia strategia sprawia, że curling jest często nazywany "szachami na lodzie". Był on niezmiernie popularny w Szkocji pomiędzy XVI a XIX wiekiem, jako że klimat zapewniał dobre warunki atmosferyczne każdej zimy. Dzisiaj ten sport cieszy się niezwykłą popularnością przede wszystkim w Kanadzie, gdzie został przywieziony przez szkockich imigrantów.



Żeglarstwo lodowe Ta zimowa dyscyplina żeglarstwa odbywa się na zamarzniętych zbiornikach wodnych i polega na wyścigach bojerów (ślizgów lodowych) wykorzystujących siłę wiatru, których środkiem napędu jest żagiel, a elementem jezdnym płozy. Historia żeglarstwa lodowego rozpoczęła się w Holandii w XVII wieku. Pierwsze bojery służyły do transportu towarów oraz ludzi i prawie w niczym nie przypominały dzisiejszych konstrukcji. Pod koniec XVIII wieku ślizgi pojawiły się w Ameryce Północnej, gdzie zawitały razem z emigrantami z Holandii, tam też w 1790 nad rzeką Hudson powstał prawdopodobnie pierwszy na świecie rekreacyjny ślizg. Obecnie organizowane są mistrzostwa świata w żeglarstwie lodowym, w których Polacy od początku trwania tej imprezy, wywalczyli już czternaście złotych medali. Wok racing Wok racing to nic innego, jak wyścigi na patelni o okrągłym dnie, używanej w kuchni azjatyckiej, której jedyną modyfikacją jest wzmocnione dno oraz krawędzie pokryte pianką w celu uniknięcia obrażeń. Zawodnicy siedzą w woku i zjeżdżają po torze bobslejowym. Posiadają odzież ochronną podobną do strojów hokeistów, ponieważ osiągana przez nich prędkość może dosięgać nawet 120 km/h. Sport ten został opracowany przez niemieckiego artystę i gospodarza telewizyjnego Stefana Raaba. Pierwsze oficjalne Mistrzostwa Świata w jeździe w woku odbyły się w listopadzie w 2003 r. w niemieckiej miejscowości Winterberg. Od tamtej pory odbywają się raz w roku i są emitowane jako specjalna edycja programu telewizyjnego Stefana Raaba. Uczestnikami zawodów są głównie muzycy, aktorzy i gospodarze telewizyjni, a także znani sportowcy. Snowkiting Jest to młody, bardzo szybko rozwijający się sport łączący latawiec pociągowy ze snowboardem lub nartami. Do uprawiania snowkitingu potrzebny jest wiatr oraz duża



otwarta przestrzeń pokryta śniegiem lub lodem. Teren może być zarówno płaski, pofałdowany jak i górzysty. Latawiec, będący siłą napędową snowkitera, może mieć powierzchnię od kilku do ponad dwudziestu metrów kwadratowych. Jest on najczęściej wpięty w uprząż i znajduje się zwykle w odległości dwudziestu kilku metrów, a do sterowania nim służy drążek sterowniczy. Kolebką snowkitingu były Stany Zjednoczone, jednak pierwsi sportowcy, jako siły pociągowej do jeżdżenia po zamarzniętych jeziorach, używali paralotni. Siłę latawca pomagającego w poruszaniu się na nartach, wykorzystał nawet Marek Kamiński podczas wyprawy na biegun. Maryla Gołaszewska Kilka słów o Taize
Taize to międzynarodowa wspólnota ekumeniczna, dążąca do przywrócenia jedności chrześcijan, a spotkania młodzieży, które są organizowane dwa razy do roku przez tę wspólnotę nazywane są Pielgrzymką Zaufania przez Ziemię. Przyjeżdżają na nią tysiące osób, by dzielić się doświadczeniami, umacniać swoją wiarę i otworzyć się na nowe. Uczestnikami są młodzi ludzie z różnych zakątków świata oraz odmiennych wyznań.


Jednym z głównych celów pielgrzymki jest wspólna modlitwa o pokój na świecie. Co roku Europejskie Spotkanie Młodych odbywa się w innym, wyznaczonym przez wspólnotę mieście europejskim. Pielgrzymi rozmieszczani są w przeróżnych parafiach, nie tylko katolickich, także prawosławnych czy protestanckich. Parafianie chętnie goszczą młodych ludzi w swoich domach, umożliwia to bliższe poznanie kultury danego kraju, jego historii oraz miejscowych zwyczajów i tradycji. Tegoroczne ekumeniczne spotkanie odbyło się w Bazylei – malutkim szwajcarskim miasteczku, nie większym od Łomży czy Wasilkowa, znajdującym się przy granicy z Francją i Niemcami. Nasza podróż nie należała do krótkich, dojazd do Szwajcarii zajął nam ok. 20 godzin, dlatego wyruszyliśmy wieczorem drugiego dnia świąt. 28 grudnia, już w Bazylei, zostaliśmy skierowani na wielką halę, gdzie miała miejsce rejestracja. Otrzymaliśmy tam podstawowe informacje dotyczące naszego pobytu na Taize, mapę miasta, kartę uczestnika spotkania, rozpiskę z miejscami i godzinami wszystkich modlitw oraz inicjatyw. Następnie udaliśmy się do parafii, którą nam przydzielono, była to parafia katolicka. Przemili parafianie przyjęli nas herbatką i uśmiechem. Tam, w parach bądź grupach dwu, trzy,



czteroosobowych zostaliśmy skierowani do rodzin, które zechciały nas przyjąć do swoich domów na czas trwania Europejskiego Spotkania Młodych. Każdego wieczora odbywają się główne modlitwy w duchu Taize, opierające się na śpiewie przygotowanych wcześniej pieśni w różnych językach, czytaniu Słowa Bożego i krótkim rozmyślaniu nad nim oraz rozważaniach brata Aloisa – przeora Wspólnoty Taizé. W naszym codziennym planie dnia znajdowały się poranne modlitwy w kościele parafialnym, spotkanie w małych grupach międzynarodowych, które dają możliwość podzielenia się opinią na temat pokoju na świecie, wiary, ale nie tylko, rozmowa ta jest też dobrą okazją, by podzielić się swoim przeżywaniem pielgrzymki. Nie mogę nie wspomnieć o zwiedzaniu miasta, bo to istotny punkt dla każdego, kto jest w danym miejscu po raz pierwszy. W Bazylei zwiedziliśmy kilka katolickich i protestanckich kościołów, muzeum sztuki, muzeum historii Kościoła, stary rynek, masywne mosty umożliwiające przejście na rzeką Ren. Odwiedziliśmy także galerie handlowe, kawiarnie oraz kilka restauracji w poszukiwaniu miejscowych przysmaków, darmowego wifi i chwili odpoczynku. Warte zobaczenia są malutkie uliczki prowadzące na Münsterplatz – plac Katedralny. Idąc do katedry, nie da się nie zachwycić urokiem tych wiekowych domków i kamieniczek. Wspaniałym pomysłem jest wieczorny bądź już nocny spacer po owym placu oraz całym centrum miasta, kiedy wszystko staje się pięknie oświetlone i pełne wdzięku. Tematem rozważań podczas spotkania w Bazylei oraz na cały kolejny rok jest niewyczerpana radość, czyli ta, płynąca z Ewangelii. Brat Alois tak mówił w czasie jednego ze swych rozważań: „Istota ludzka jest stworzona do radości, a radości nie można zachować dla siebie, trzeba się nią dzielić. Radość, której źródłem jest miłość Boga, ta radość nigdy się nie wyczerpie, ona jest ukrytym bodźcem do niesłabnącego działania na rzecz innych ludzi”. Cała Pielgrzymka Zaufania przez Ziemię była doświadczaniem i przyjmowaniem tych słów, by wyjechać ze Szwajcarii z pewnością, że obejmuje nas ta bezgraniczna miłość Boga, która jest źródłem radości. Izabela Pruszyńska AKTYWNY SENIOR NIEWYKLUCZONY
Społeczeństwo w Polsce się starzeje, więc jest coraz więcej osób w podeszłym wieku i za jakiś czas my też dołączymy do tego grona. Mogłoby się wydawać, że starsi ludzie wiodą nudne, spokojne życie. Jest wręcz przeciwnie! Życie Białostockiego Seniora może być pełne wrażeń! Rozmawiałam z p. Elżbietą Węgierską i Beatą Bolesta, które na co dzień pracują w Klubie Seniora


KH: Z czyjej inicjatywy powstał Klub Seniora? EW: Klub seniora działał z inicjatywy Księdza Proboszcza od 1 II 2016r. do końca czerwca 2016r. BB: Natomiast od lipca 2017r. działał w ramach projektu Aktywny Senior- Niewykluczony, realizowanego przez Caritas Archidiecezji Białostockiej, współfinansowanego przez Urząd Miasta Białystok. KH: Na stronie internetowej widziałam, że jest organizowanych wiele wyjść, np. do teatru. Czy Seniorzy muszą za to płacić? EW: Nie, seniorzy nie ponoszą żadnych wydatków. Udział w naszych zajęciach jest bezpłatny. Wychodziliśmy do opery na spektakl "Atrakcyjny pozna panią", byliśmy na spektaklu "Popiełuszko". Przewodnik i bilety na wyjścia do muzeów są finansowane z Urzędu Miasta, natomiast inne wydatki, np. dojazdy były realizowane po części z projektu i ze środków własnych. Organizujemy również kiermasze, z których dochód wykorzystujemy na naszą działalność. W tym roku z zebranych pieniędzy planujemy zorganizować kulig. KH: Ile osób uczęszcza do Klubu Seniora? BB: Łącznie przez ten ostatni rok w prowadzonych zajęciach brało udział 31 seniorów. EW: Natomiast stałych członków, którzy regularnie uczęszczają do klubu trzy, cztery razy w tygodniu jest ok. 15. KH: Czy dużo seniorów bierze udział w organizowanych wyjazdach? BB: Ok.21. Nie widać takiej zależności jaka jest wśród dzieci czy młodzieży, którzy wybierają wydarzenia, które są dla nich atrakcyjne, np. nie przyjdą na zajęcia w ciągu tygodnia, ale pojadą na wyjazd. Nie ma takiej reguły. Seniorzy są w Klubie bardziej dla "bycia" niż dla jakiś atrakcji. EW: Kiedy mają czas, wtedy przychodzą. Jednak są osoby, które przychodzą sporadycznie, np. tylko na filmy. KH: Czyli uczestnicy mogą wybrać zajęcia, na które chcą przyjść? Czy jest gdzieś podawany plan działania na określony czas? EW: Co tydzień jest podawany harmonogram, w którym jest wypisane, co będzie się działo każdego dnia. Są to spotkania przy kawie, luźne rozmowy, ale również filmy, zajęcia plastyczne czy różnego rodzaju warsztaty: krawieckie, kulinarne... BB: Te rozkłady są podawane na stronie parafialnej, ale też są umieszczane na tablicach ogłoszeń. EW: Staramy się, by tematyka, zajęć wpisywała się w kalendarz, jeśli wypadają jakieś święta, staramy się to uczcić; na Zaduszki zrobiliśmy stroiki i poszliśmy wspólnie na cmentarz, w czerwcu robiliśmy wianuszki na oktawę Bożego Ciała a w rocznicę Odzyskania Niepodległości zorganizowaliśmy wieczór poezji i pieśni patriotycznej. Jesteśmy Klubem Seniora przy parafii, dlatego bierzemy udział w życiu kościelnym, np. prowadziliśmy różaniec za ojczyznę. KH: Czego mogli się nauczyć uczestnicy warsztatów? BB: W tamtym roku na zajęciach kulinarnych skupiliśmy się na zupach: przygotowaliśmy wiele oryginalnych zup: neapolitańską. Rosyjską



soliankę, meksykańską czy też barszcz ukraiński. Na warsztatach plastycznych seniorzy tworzyli piękne obrazy i szkice. I mimo że początkowo wiele osób nie wierzyło w swoje możliwości to wyszły im naprawdę piękne prace. Aż sami nie wierzyli, że cos takiego namalowali, zaś na lekcjach krawieckich uszyli akcesoria kuchenne: rękawice, fartuszki i ściereczki. KH: Jakie ciekawe zajęcia zostały przeprowadzone w minionym roku? EW: Odbyła się arteterapia, gimnastyka, aktywizacja ruchowo- taneczna (podczas spotkania Andrzejkowego seniorzy uczyli się tańczyć walca wiedeńskiego, angielskiego i samby). Odbyły się też zajęcia kulturalno- oświatowe: wyjścia do muzeów, na koncerty organizowane przez Księdza Proboszcza w sali kameralnej przy kościele. Byliśmy na Podlaskiej Oktawie Kultur, na spotkaniu z Wojciechem Modestem Amaro w Centrum Wystawienniczo- Konferencyjnym, w bibliotekach, np. na Narodowym Czytaniu "Wesela" czy na spotkaniu z Magdaleną Zawadzką. Mamy też swój własny księgozbiór, z którego można korzystać- kolorową prasę, krzyżówki. Uczęszczaliśmy też na zajęcia edukacyjne: z pierwszej pomocy, informatyczne- nagrywamy na płytki, oglądamy zdjęcia ze wspólnych wyjazdów... BB: Odbyły się spotkania z policjantem na temat bezpieczeństwa osób starszych i różnych rodzajów oszustw i wykorzystywania Seniorów; z dietetykiem na temat zdrowego żywienia, mogliśmy zbadać poziom wody, tłuszczu w naszym organizmie. EW: Było spotkanie z przewodnikiem turystycznym, który nam opowiedział o naszym regionie i o ciekawych miejscach. Nie zabrakło rekreacji- grill, ognisko; miało miejsce spotkanie opłatkowe, wieczór kolędowy, KH: Które zajęcia najbardziej przypadają Seniorom do gustu?



BB: Każdy znajdzie coś dla siebie. Niektórzy wolą ręczne robótki, inny prace plastyczne, a ktoś inny gotowanie. Dla większości uczestników ważna jest dbałość o kondycję fizyczną- Chcą uprawiać aerobik, spacerować, więc, kiedy to możliwe chodzimy na siłownię przy SP 47. KH: Czy były organizowane jakieś dłuższe wyjazdy? BB: Tak, pojechaliśmy do Gietrzwałdu do Sanktuarium Maryjnego- był to wyjazd integracyjno- pielgrzymkowy, który odbył się na początku projektu (początek lica), byliśmy w Sokółce, w Bohonikach, w ramach Nocy w Muzeum wybraliśmy się do Tykocina. Udaliśmy się też do Treblinki i Zuzeli (miejsca narodzin kardynała Wyszyńskiego) oraz do Choroszczy. Mieliśmy też zagraniczny wyjazd na Litwę. KH: Jak oprócz wsparcia finansowego Ksiądz Proboszcz włącza się w działalność klubu? EW: Ksiądz Proboszcz udostępnia nam salę oraz busa do przewozu osób. Zawsze możemy liczyć na jego wsparcie. KH: Gdyby ktoś chciał dołączyć do tej wspólnoty to wystarczy przyjść, czy też trzeba spełniać określone warunki? EW: Generalnie projekt jest skierowany do Seniorów po 60 roku życia, zamieszkujących teren Białegostoku. Jednak każdy jest u nas mile widziany. KH: Jaka atmosfera panuje w Klubie Seniora? BB: Myślę, że panuje tu rodzinna atmosfera. Między uczestnikami wytworzyły się więzi, mogą przyjść porozmawiać i spędzić miło czas. EW: Ludzie potrzebują kontaktu z drugim człowiekiem, mają już dość siedzenia w czterech ścianach i potrzebują wyjścia do innych, aby zerwać z nudą, rozwijać się , ale również przeżywać drugą młodość. KH: Kto najczęściej tutaj przychodzi? Są to osoby samotne, czy też małżeństwa? BB: Najczęściej przychodzą do nas osoby samotne, chociaż nie tylko Były też osoby niewidome, jesteśmy otwarci na każdego. Fajnym doświadczeniem jest to, że przychodzą Seniorzy, którzy cos potrafią i się tym z nami dzielą, wymieniają umiejętnościami; przychodzi p. Ania, która umie pleść koszyczki z wikliny i uczy nas tego, przychodzi p. Daniela, która ma zdolności florystyczne i uczy nas jak układać kwiaty i robić stroiki, przychodzi p. Tereska, która ma zdolności manualne i uczy nas nowych technik plastycznych. Dzięki takiej wymianie umiejętności, doświadczeń wzrasta ich poczucie sprawczości. EW: My też się od nich wiele uczymy, seniorzy bardzo chętnie się dzielą swoim doświadczeniem, przez co czują się bardziej potrzebni. Bo są potrzebni i dla nas i sami dla siebie. Pani Daniela: Jest bardzo fajnie, oceniam na plus. Ludzie nie czują się samotni, rozwijają swoje pasje. Atmosfera jest bardzo na piątkę, częsty śmiech, rozmowy są przy piciu kawki, herbatki, zawsze są jakieś ciasteczka. Można by mówić i mówić, wszyscy są zadowoleni



. Gramy w karty, gry, spotykamy się z ciekawymi ludźmi: historykiem, pisarką...Są wycieczki regionalne i zagraniczne, ogniska- to wszystko zbliża do siebie ludzi. Każdy znajdzie cos dla siebie. Coś wspaniałego dla starszych ludzi. Może młodym to wydawać się dziwne, co tam starsi. Ale młodzi też kiedyś będą starsi i nie chodzi o to, żeby ten stary człowiek siedział w domu czekając na śmierć. Pan Sławek: Każdy tu się czuje, jakby to rodzina była. Jak jest cieplej to spacery, wspólne wyjścia... Powinno być więcej takich klubów, żeby trochę zmobilizować do wysiłku aktywnego, żeby nie być takim osowiałym. Rozmawiała Karolina Hryszko O bananach w muzyce słów kilka
Jest rzeczą oczywistą, że dostęp do świeżych owoców tą porą roku jest znacznie ograniczony. Dla własnego zdrowia jednak nie warto rezygnować z nich na parę miesięcy. Witaminy zawarte w świeżych borówkach czy jabłkach można z powodzeniem suplementować bananami, które dostępne są w sklepach przez cały czas. Nic zatem dziwnego, że twórcy muzyki discopolo, spełniając wychowawczą misję sztuki, chcą w podprogowy sposób nakłonić nas do spożywania tegoż owocu.


By nasz organizm dobrze się rozwijał, lekarze i dietetycy zalecają konsumpcję jednego owocu lub warzywa z rana, czy to na śniadanie, czy na drugie śniadanie. Grupa After Party w piosence pt. „Bananowa Agnieszka” przedstawia nam ideał zdrowego człowieka – czyli takiego, który „codziennie rano je banana”. Podany cytat, odnoszący się do tytułowej Agnieszki, w której to podmiot liryczny zakochał się również dlatego, że ta „codziennie rano je banana”, daje nam piękny obraz bezinteresownej miłości – mężczyźnie zależy, by jego kobieta była zdrowa i piękna. Podobną wizję snuje Power Play w swojej piosence nazwanej wprost „Banan”: „Chodź, chodź, moja kochana / Dam, dam, dam ci banana (…) [Banan] czeka już od rana”. Zdrowy styl życia promuje w dość bezpośredni sposób zespół Strych w kolejnej dzisiaj piosence pod tytułem „Banan”: „Wreszcie mógłbym ci ciastko podarować / Lecz słodkości nie w modzie dziś / Bo po ciastku mogłabyś zwymiotować / No i pewnie utyłabyś / Moja kochana / Dam ci banana / Dam ci banana / Ma ukochana”. „Letni wiatr” grupy Amadeo stawia natomiast pytania odbiorcy, mające zmusić go do przemyślenia i ewentualnie przewartościowania swojego jadłospisu. Piosenka w jednoznaczny sposób ukazuje, że spożywanie bananów niesie za sobą wymierne korzyści, i mówiąc wprost, jest kapitalnym sposobem na spędzenie czasu: „Chcecie banana? – je je / Zjecie banana? – je je / Chcecie banana? – je je / Zjecie banana? – je je”. O urozmaicenie naszej przygody z bananami zadbał zespół Extazy. Sam tytuł jego piosenki („Nektar z banana”) daje nam do zrozumienia, że banany są również idealne do spożywania w formie koktajlu, nazwanego w tym przypadku przez podmiot liryczny „nektarem”. To genialny zabieg językowy – nektar to przecież starożytny pokarm bogów. Banany są powszechnie dostępne, zatem przygotowując sobie nektar z banana możemy poczuć się bosko. Ponadto w dziele dostrzec można inną zachętę do sięgania po taki koktajl – on po prostu świetnie smakuje



(„Hej na na na / Hej na na na na na na / Bo ty lubisz / Nektar z banana”). Szkoda, że to dzieło jest mało znane w środowisku nauczycielskim – bo jako bardzo chwytliwy utwór dydaktyczny mógłby być z powodzeniem stosowany podczas godzin wychowawczych o zdrowym odżywianiu. Co ciekawe, banany mogą być tematem nie tylko na godziny wychowawcze, lecz także na religię i historię. Grupa Soleo w czerwcu tego roku postawiła w piosence „Ewa z bananowego drzewa” tezę, jakoby Ewa w raju miała zjeść banana: „Ewo, Ewo, coś ty narobiła / Znowu drzewa w raju pomyliłaś / Przecież to takie proste, to każda Ewa wie / Że jabłko jest okrągłe / A banan długi jest / Miała być jabłonka, a ty banan trącasz / Powiedz mi dziewczyno, czy to ładnie tak / Co ja teraz zrobię, jak to Bogu powiem / Jak mu wytłumaczę, że to taki żart”. Tekst jest poważny, bowiem poddaje w wątpliwość stopień premedytacji, z jakim Ewa sięgnęła po jabłko – podmiot liryczny (Adam) sądzi, że zerwanie jabłka było pomyłką („Znowu drzewa w raju pomyliłaś”)! Co więcej, to Adam w wierszu był w zerwanie jabłka bardziej zamieszany („Miała być jabłonka, a ty banan trącasz”). Jakby tego było mało, Adam bezwarunkowo podporządkował sobie Ewę („Powiedz mi, czy to ładnie tak”). Utwór jest wstrząsający i w moim przekonaniu jak najszybciej powinien być przekazany oficjalnie watykańskiej Kongregacji Nauki i Wiary do rozpatrzenia w kontekście teologicznym. Utworów poruszającą tematykę bananów jest jeszcze całe mnóstwo (chociażby niedawny hit „Bananowe skóry”), jednak nie miałbym miejsca wymienić ich tutaj wszystkich. Wszystkie te piosenki posiadają jednak niesamowite walory edukacyjne, które sprawiają, że powinien się z nimi zapoznać każdy, kto chciałby w jakimś stopniu zmienić swoje podejście do owoców lub utwierdzić się w przekonaniu, że to samo zdrowie. Ponadto niektóre z tych piosenek stanowią nie lada wyzwanie intelektualne i z pewnością nie są napisane dla mało wymagającego odbiorcy. Trudno mi krótko podsumować tak kompleksowy temat, jak piosenki o bananach, zatem na końcu chciałbym dać wszystkim dobrą radę. Jest zima, w sklepach są banany, więc je jedzcie! Karol Jóźwik SZWAJCARIA
Zbliżają się ferie, a wraz z nimi wymarzony przez wszystkich wypoczynek. Niektórzy lubią spędzać ten czas w domu, odpoczywając po pracowitym półroczu, inni aktywnie, wyjeżdżając w góry, by pojeździć na nartach lub po prostu na chwilę zapomnieć o szkole i obowiązkach.


Takim miejscem, do którego można się udać, jest Szwajcaria, która znana jest na całym świecie z najpiękniejszych zimowych krajobrazów. Jednym z najciekawszych miejsc w Szwajcarii jest z pewnością lodowiec Aletsch, który jest najdłuższy w całych Alpach: ma ponad 23 kilometrów długości i niesie 27 miliardów ton lodu zmieszanego ze skałami. Wielokrotnie zmniejszał się i powiększał. Bardzo ciekawie jest jednak przejście wzdłuż lodowca, co zapewnia niesamowite widoki. Wycieczka z noclegiem w schronisku zajmuje około dwóch dni, ale jest naprawdę warta poświęconego czasu i wysiłku. Kolejnym wspaniałym miejscem, do którego warto się wybrać, jest przełęcz Furka. Oddziela ona łańcuch Alp Lepontyńskich od Berneńskich i położona jest na wysokości 2436 metrów n.p.m. Pod przełęczą przebiegają dwa tunele. Droga samochodowa przez przełęcz obfituje w atrakcje, jest wąska, bez barier zabezpieczających, liczne przepaście mogą przyprawiać o palpitacje serca, wrażenia są jednak niesamowite. Osoby o słabszych nerwach mogą wybrać podróż kolejką, która przewodzi również samochody. Przejazd przez przełęcz jest naprawdę niepowtarzalnym doświadczeniem. Wartym zobaczenia miejscem jest także Matterhorn, czyli jeden z najbardziej znanych szczytów w Alpach, który znajduje się na granicy Szwajcarii i Włoch. Jest on jednym z najbardziej znanych szczytów świata, a jego sylwetka jest często utożsamiana z symbolem góry w ogóle. Jego skalnolodowa piramida samotnie wznosi się wśród pól firnowych i lodowców Alp Pennińskich. Jest jednym z najpóźniej zdobytych szczytów alpejskich, nie tyle z uwagi na rzeczywiste trudności techniczne, co ze względu na specyficzny wygląd, który nieco odstrasza. Szwajcaria jest pięknym miejscem, w którym można zwiedzić wiele ciekawych miejsc i przeżyć niezapomniane chwile. Dominika Skreczko Ferie od wojny
Dzisiaj ponownie popularne jest porównanie Polski do Przedmurza Chrześcijaństwa, a Sobieskiego do obrońcy „starego kontynentu”. W nowszej historiografii narodziła się natomiast teza, że przed przejęciem Europy przez Islam w XVII wieku obroniły nas… ferie(!).


Bardzo popularne jest ostatnio powracanie do jednego z największych sukcesów polskiego króla Jana III Sobieskiego – odsieczy Wiedeńskiej. Wielkie przypomnienia wybawcy Europy przed zalewem muzułmańskich wojsk miały miejsce już wcześniej. Propaganda wykorzystywała je wielokrotnie, by wpłynąć na opinię publiczną czy to na początku panowania Stanisława Poniatowskiego, czy w dobie PRL. W drugiej połowie XVII w. Imperium Osmańskie nie miało tyle sił, ile w poprzednim. Jednak politykę równie imperialistyczną co za czasów Sulejmana Wspaniałego starali się prowadzić wielcy wezyrowie (najwyżsi przywódcy wojskowi). Turcja potrzebowała wtedy wielkiego zwycięstwa w Europie, by móc prowadzić dalszą ekspansję terytorialną. Po opanowaniu prawie całego Płw. Bałkańskiego i basenu Morza Czarnego, zdecydowali się uderzyć na bezpośrednio na Austrię. Wyprawie wojennej przewodniczył ówczesny wezyr – Kara Mustafa (Mustafa Czarny), silny polityk, pretendent do odgrywania najsilniejszej roli w ówczesnym państwie Osmańskim. Wojna z Habsburgami była elementem jego polityki. Zwycięstwo nad cesarzem chrześcijan miało zwiększyć pozycję jego państwa, a także zapewnić mu spore zyski, w ciężkim okresie dla tureckiej gospodarki. Kara Mustafa prowadził energiczną propagandę. Zapewniał, że chce sięgnąć po dwa „złote jabłka” (a zatem nie tylko Wiedeń, ale i Rzym), a papieża zapewniał, że z bazyliki św. Piotra uczyni stajnię dla swoich koni. Kampania okazała się udana i na początku września 1683 r. przystąpiono do oblężenia stolicy Austrii. Jak wiemy z lekcji historii, plany Kary Mustafy pokrzyżował Jan III Sobieski, zwyciężając jego wojska 12.09.1683 r. Historycy nie mają wątpliwości, że siły tureckie były wystarczające do zdobycia warownego miasta i do dzisiaj wielu się zastanawia, dlaczego wielki wezyr nie zdecydował się na ostateczny szturm. Wobec takiego obrotu wydarzeń na „starym kontynencie” powstała wizja bitwy odsieczy wiedeńskiej: bliskie niebezpieczeństwo zalania Europy przez Islam zostało powstrzymane przez polskiego króla Jana III Sobieskiego i husarię. W innym przypadku przewidywano nieuchronny upadek Wiednia, a później i Rzymu. Decydujący natomiast jest jeden fakt. Mianowicie wydarzenia tutaj przytoczone miały miejsce we wrześniu. Co jest w tym takiego szczególnego? Spieszę z wyjaśnieniami. Gross tureckiego wojska w nowożytności stanowili tzw. timarioci. Byli to posiadacze ziemscy, którzy mogli otrzymywać świadczenia od chłopów, lecz byli zobowiązani do służby wojennej. Timary (świadczenia pieniężne) mieli prawo pobierać dwa razy w roku – na wiosnę i na jesień, w określone dni. Jeżeli w tym okresie nie przebywaliby w swoim gospodarstwie, zostaliby przez chłopów oszukani. W ich największym interesie leżało zatem, aby w tym okresie swojego domu nie opuszczać.



Organizując wyprawę wojenną, wielki wezyr mobilizował owych timariotów. Zgadzali się oni jednak na udział w niej jedynie od maja do listopada. Co za tym idzie, czas działań zbrojnych ulegał znacznemu skróceniu. Tureccy wojownicy potrzebowali mniej więcej miesiąca na zebranie się okolicy Konstantynopola, na ustaloną koncentrację. Następnie miesiąc zajmowało im dotarcie na zaplanowany teatr wojen i tak naprawdę na oblężenia, bitwy i rabunki mieli jedynie 2-3 miesiące, gdyż we wrześniu musieli już wracać do swoich posiadłości. Widzimy zatem, że po zdobyciu Wiednia na początku września 1683 r., Kara Mustafa nie miałby czasu na przedarcie się przez republiki włoskie aż do Rzymu i następnie go oblegać. Można powiedzieć, że przed takim planem wydarzeń uratowały nas „ferie”, na które wielki wezyr musiałby rozpuścić swoich żołnierzy. Brzmi to oczywiście dość niewiarygodnie, jednak wśród dzisiejszych historyków istnieją tacy, którzy za tą tezą się opowiadają jak np. prof. Dariusz Kołodziejczyk. Paweł Pietrowcew Bibliografia: J.Wimmer, Wiedeń 1683, Warszawa: 1983 Wszechnica FWW, Droga pod Wiedeń – 1683, Ferie z książką
Ferie zimowe to okres, kiedy mamy dużo wolnego czasu. Dla tych z nas, którzy nigdzie nie wyjadą, mam propozycje książek, które warto przeczytać w te zimne i mroźne wieczory. Dzięki nim przeniesiemy się w zupełnie inny świat bez wychodzenia z domu.


„Chemia śmierci” – Simon Beckett Głównym miejscem akcji jest Manham, niewielka miejscowość, w którym każdy każdego zna, więc kiedy zostają znalezione zwłoki jednej z mieszkanek, wszystko zostaje wywrócone do góry nogami. Ludzie zaczynają być wobec siebie nieufni, a podejrzanymi stają się ci, którzy dopiero co przyjechali do miasteczka, w tym i główny bohater, David Hunter. Simon Beckett zręcznie operuje piórem, tworząc książkę pełną opisów rozkładających się zwłok, czy też pracy policji. Autor umiejętnie nami manipuluje, wprowadza w błąd oraz ukrywa tożsamość mordercy aż do ostatnich stron powieści. To wszystko sprawia, że trudno oderwać się od lektury. „Szklany tron” – Sarah J. Mass Celaena Sardothien jest osiemnastoletnią dziewczyną, wyszkoloną, aby zabijać. Przez swoją nieostrożność zostaje złapana i osadzona w kopalni soli w Endovier. Pewnego dnia przybywa do niej książę Dorian, który oferuje jej udział w Turnieju na Królewską Zabójczynię. Po jego wygraniu i odbyciu służby u króla odzyskałaby swoją wymarzoną wolność. Jednak wszystko zaczyna się komplikować, gdy na dworze władcy dochodzi do morderstwa. Świat wykreowany przez Sarah J. Mass jest pełen intryg, magii, przemocy, zagadek. Pierwsze sto stron książki wprowadzają do świata stworzonego przez autorkę, przez co sprawiają wrażenie nudnych i monotonnych, więc niektórzy poddają się już na początku. Jednak to dopiero wtedy akcja powieści zaczyna się rozkręcać, a my jesteśmy wrzuceni w sam środek tego chaosu. Główna bohaterka, choć wydaje się osobą zimną i nieprzystępną, wzbudza sympatię bez względu na swoją profesję. Oczytana, miła, żartobliwa, a także dziewczęca Celaena jest zupełnym przeciwieństwem naszego wyobrażenia o skrytobójcy. Dzięki tej książce przekonujemy się, że nie warto oceniać ludzi po pozorach, a niektóre ich zachowania są czymś spowodowane.



„Ja, diablica” – Katarzyna Berenika Miszczuk Wiktorię Biankowską, poznajemy, kiedy jest już martwa i trafia do piekła. Główna bohaterka nie umiera śmiercią naturalną, lecz zostaje zamordowana. Jej głównym celem staje się znalezienie mordercy, co jest trudne, biorąc pod uwagę fakt, że nic nie pamięta z momentu, gdy została zabita. Pierwsze wrażenie jest takie, że będzie to książka kryminalna, jednak nic bardziej mylnego. Powieść jest przesycona humorem, przez co z naszych twarzy nie będzie schodził uśmiech. Dużym plusem tej pozycji są również jej bohaterowie. Diabły, które poznajemy w Piekle, wcale nie są takie straszne, a wręcz dają się polubić. Książka jest dobrą propozycją dla tych, którzy chcą się zrelaksować przez ferie zimowe i nie myśleć o szkole, gdyż jest ona lekka i przezabawna. „Był sobie pies”- W. B. Cameron Jest to opowieść o niezwykłym psie, którego życiowym celem jest niesienie dobra oraz bycie wiernym kolejnym właścicielom. Jednak nie miałoby to takiego samego wydźwięku, gdyby nie została opisana z perspektywy psa. Bailey, który po nędznym życiu budzi się w nowym ciele, jako Golden Retriever, jest bardzo niesfornym pieskiem, gryzie sznurówki, sika gdzie popadnie i nie rozumie wielu rzeczy. Przywiązuje się do swego pana, ośmioletniego Ethana i daje mu miłość i wierność. Książka wywołuje u nas sporo uśmiechu, ale też wzrusza do łez. Po lekturze zaczynamy inaczej patrzeć na naszych czworonożnych przyjaciół oraz doceniać ich za wszystko, co dla nas robią. „Chłopiec w pasiastej piżamie” – John Boyne Książka opowiada o dwóch chłopcach, którzy, mimo iż mają tyle samo lat, to dzieli ich wszystko. Jeden z nich jest Żydem, a drugi Niemcem. Udaje się im zaprzyjaźnić. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że akcja dzieje się w czasie trwania II Wojny Światowej. Jeden z nich przebywa w obozie koncentracyjnym, zaś drugi jest synem niemieckiego oficera. Zatem biorąc pod uwagę okoliczności, nie powinni się nawet spotkać. Historia opowiedziana jest z perspektywy dziewięcioletniego chłopca, który przez wzgląd na pracę swojego ojca przenosi się z Berlina do PoŚwiecia, gdzie niedaleko znajduje się obóz koncentracyjny. Tam też spotyka swojego późniejszego przyjaciela – Szmula. Książka pokazuje, że na wojnie też znajdowały się dzieci, chcące się jedynie bawić, niezważające na pochodzenie drugiego człowieka i nierozumiejące, dlaczego ludzie zabijają inne osoby. Karolina Wołczuk