Тэставае паведамленьне - трэба паставіць flash player










Kontrast! Kontrast! Drodzy czytelnicy! Mało początkujących dziennikarzy porusza trudne tematy. Dlaczego? Być może boją się krytyki ze strony odbiorców, być może po prostu nie chcą. My  jako redakcja postanowiliśmy, że będzie inaczej. Nasza gazeta - ,,Kontrast!” ma na celu nie tylko przedstawienie sytuacji, które wydarzyły się na obozie, ale także ukazanie rzeczy nie do końca jasnych i  zrozumiałych. Oczywiście znajdziecie tu ,,luźne” teksty. Pozostaje mi tylko zaprosić do prze-czytania tekstów, które są wynikiem naszej ciężkiej pracy na warsztatach dziennikarskich. :) Redaktor naczelna Natalia Kociak Natalia Kociak – redaktor naczelna naszej gazetki. Bardzo sympatyczna i pogodna osoba, do tego zorganizowana. Konrad Jaromin – zastępca naszego „naczelniaka”. Nigdy go nie ma tam gdzie być powinien. Paulina Bubisz – sekretarz naszej gazetki. Umie dobrze zarządzać pracą i rozdzielać ją między nas. Mita Bogacka – nasz webmaster. Osoba, która nie zna granic jeśli chodzi o komputery. Radek Rodak – nasz fotograf. Robi zdjęcia wszystkiemu co się rusza i nie tylko. Mateusz Ćwiok – korekta. Poprawia nasze teksty całymi nocami, a w dzień pije mnóstwo kaw by nie zasnąć na warsztatach. Joanna Hała – druga osoba do korekty. Najbardziej cicha osoba w naszej redakcji, ale bardzo sumienna.

Złotówka ucieka euro Złotówka ucieka euro Chwila z życia dziennikarza – Jurka Jureckiego. Chwila z życia dziennikarza – Jurka Jureckiego. Sprytna kradzież

Kontrast!

W ostatnim czasie, w wyniku kryzysu, Słowacy coraz częściej odwiedzają Podhale. Zakupy opłacają się tu dzięki spadającej wartości złotówki. Słowacja jest w strefie euro, więc jej mieszkańcy są świadomi, że w Polsce, mogą kupić zdecydowanie tańsze artykuły spożywcze i przemysłowe. Dzięki naszym sąsiadom, polscy górale mogą sporo zarobić. Paulina Bubisz Napięta atmosfera w redakcji „Tygodnika Podhalańskiego” to codzienność. Pośpiech, krzyki, śledzenie bieżących wydarzeń. Bez tego praca dziennikarza straciłaby sens. „Jurek, wypadek na torach, nic więcej nie wiem” - odzywa się krótkofalówka. Prezes wydawnictwa zostawia wszystkie sprawy. W pośpiechu uruchamia auto, wyjeżdża. Słychać skrzypienie śniegu. Kolejny meldunek, z krótkofalówki rozbiegają się głosy syren. Tłok na ulicach, hałas. Atmosfera robi się coraz bardziej napięta. Sanie. Kulig nagle pojawia się na drodze Jurka. - Z drogi! - krzyczy zdenerwowany dziennikarz i trąbi. Samochód wjeżdża na chodnik. Mija przechodni. Prezes wie, że jego gazeta musi być pierwsza na miejscu wypadku. Wprowadza zamęt w ruchu ulicznym. Tym razem dzwoni telefon -  „Odwołane, nic złego się nie stało, wracaj do redakcji”. Zawiedziony zawraca. Nie ma tragedii, nie ma reportażu. Konrad Jaromin -  thriller Niedzielne warsztaty dziennikarskie przerwała nagła wizyta zdenerwowanej kierowniczki ośrodka „Borowy”. Zarzuciła młodym obozowiczom kradzież krążka z gry „Cymbergaj” stojącej w holu domu wczasowego. Zapytana, dlaczego twierdzi, że to ta grupa jest odpowiedzialna za jego zginięcie, odpowiedziała, że tylko oni byli w ośrodku. Poza tym, takie rzeczy nigdy się tu nie zdarzyły. Nie wiemy, jaki był powód kradzieży. Asia Hała Kartą nie zapłacisz!
Zagraniczni turyści bez gotówki nie mają czego szukać w Keżmaroku.
Kontrast!

Wielu ludzi z Polski wyjeżdża na Słowację na narty czy snowboard, żeby wypocząć i nabrać sił przed. Jednak w miejscowości Keżmarok na Słowacji, znajdującej się nie-daleko granicy z Polską, obcokrajowcy przyjeżdżający wypocząć, nie mają możliwości płacenia kartą kredytową lub debetową. Konieczna jest gotówka i dobry kantor. Ten, kto nie wymienia złotówek na euro jeszcze w Polsce czy na granicy, oszczędza, bo cena za €1 wynosi tam 5zł. W Keżmaroku €1 można już kupić za 4,70zł. Ale bez gotówki nie da się kupić waluty, a nie udają się próby wypłacenia pieniędzy z polskich kart ING lub WBK. Bankomaty odrzucają transakcję, a ekspedientki w bankach mówią -  Przykro nam. Nie da się nic zrobić. Sytuację wyjaśnia pracownik banku VUB Banka – Nie można używać kart, które nie zostały wydane na Słowacji. Sytuacja jest prosta, gdy ktoś porusza się samochodem – może wrócić po pieniądze do Polski. Nie mający tej możliwości są narażeni na brak możliwości kupienia jedzenia czy napojów. Mita Bogacka Słowacy - Polacy, bracia czy bratanki?
Podróż na Słowację. Granica bez szlabanów. Jedziemy do Keżmaroku. Ludzie w mieście wydają się bardzo spokojni, chodzą bez pośpiechu. Wokół kwiaciarni stoją głównie róże.
Kontrast! Kontrast!

Przepraszam, mówi pani po polsku?  pytam w sklepie. Troszku. Co pani sądzi na temat Polaków? Polacy przyjemny naród. Bardzo weseli i sympatyczni. Pomocni, toleran-cyjni. A czy słyszała pani o stereotypie Polaka, który siedzi na ławce z butelką wódki w ręce? Jak dotąd nie spotkałam się z pijaństwem wśród obywateli Polski. Otwieram drzwi kawiarni. Zza lady wyłania się uśmiechnięta kobieta z czarnymi, krótkimi włosami i jaskrawym makijażu. Jak pani ocenia Polaków? Są mili i sympatyczni. I pijacy, i ludzie niepijący. Nawet da się ich zrozumieć. Była pani kiedyś w Polsce? Tak. Bardzo często tam jeżdżę. Podoba mi się – ładne sklepy, sympatyczna obsługa. Super! Na ulicy widzę młodą kobietę. Ubrana jest w długą spódnicę i wełnianą kamizelkę zamiast kurtki. Super obchodnicy. Lepsi niż my. Macie wszystko do przodu. A czy spotkała się pani kiedy-kolwiek z przejawem nietolerancji? Nie, nigdy. Polacy są bardzo tolerancyjni. I mili, i sympatyczni. Wydaję mi się, że nie mają żadnych problemów. Odwiedziła pani kiedyś ten kraj? O tak, bardzo lubię tam jeździć. Najbardziej spodobał mi się Wawel w Krakowie. Kolejny sklep. Jego właściciel również mówi po polsku - Polaki to miły naród. Urzędarny. Chcą być tak bogaci jak Słowacy, ale im nie wychodzi. Natalia Kociak Ulicami Keżmaroku Ulicami Keżmaroku

Kontrast!

Środkowa Europa. Jeden z południowych sąsiadów Polski. Słowacja. Niewielkie państwo o górzystym krajobrazie bez dostępu do morza, a w nim Keżmarok (słow.Kežmarok). Miasto położone we wschodniej części kraju, jak można dowiedzieć się z przewodnika turystycznego, jest jednym z najbardziej popularnych miast turystycznych na Spiszu, zaraz po Lewoczy. Dziś jest to ciche, prawie zamierające miasto. Spacerując ulicami nie widać wielu ludzi. Wśród nich wyróżniają się Romowie. Pojedynczy mieszkańcy sprawiają wrażenie osób zmęczonych życiem lub takich, którzy pochłonięci pracą nie mają nawet czasu na uśmiech. Spędzając tam czas, człowiek diametralnie zmienia samopoczucie i zaczyna wtapiać się w słowacką atmosferę. Jedynie domy w centrum są bardzo kolorowe, co tworzy pewien kontrast z panującym tam nastrojem. W Keżmaroku spotkać można wielu Romów. Jest to dość dziwne zjawisko jak na małe miasteczko położone w środkowej Europie a tym bardziej w Słowacji. Warto przyjrzeć się zabytkom. Tutejszy kościół ewangelicki, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, od podstaw zbudowany jest z modrzewia i cisu. Budowla powstała w 1717. Patrząc na ludzi wykonujących znak krzyża w jej kierunku można się domyślić, że jest to dla mieszkańców ważne miejsce. Obok stoi drugi ewangelicki kościół zbudowany w latach 1873 – 1894. Budowla o architekturze orientalnej, wysoka, czerwonozielona. Przemieszczając się w centrum miasta, nie sposób nie zauważyć ratusza, z którego co godzinę wydobywa się ciekawa melodia. Dzięki temu miasto na kilkadziesiąt sekund znów może oderwać się od ponurej atmosfery. Na końcu deptaka znajduje się późnogotycki zamek z murami obronnymi. Keżmarok idealnie nadaje się do rozważań, przemyśleń i do zastanowienia się nad samym sobą. Radek Rodak Cenzura czy bezstronność?
Jesteśmy w drewnianej sali w środku. 34 osoby na ścisk. Nikt nie wie, co będzie się działo. Liczymy na wyro-zumiałość. Chcemy się czegoś nauczyć. Zaczyna się pierwsze spotkanie. Jest ciekawie. Momentami śmiesznie. Mamy nadzieję, że wszystkie zajęcia będą tak wyglądały.
Kontrast!

Chcemy być jak najbardziej profesjonalni. Zarywamy noce, ślęczymy nad tekstami. Pracujemy na pełnych obrotach. Wszystko dlatego, aby pokazać, że każdy mający chęci może stać się profesjonalistą w tym, co chce robić w przyszłości. Od początku obozu jesteśmy nastawieni na pracę. - Moje wyobrażenia o programie zostały zrealizowane – mówi Asia. - Ciężka praca zmobilizowała mnie, ale nie przyjechałam tu po to by wypoczywać. Wiedziałam, że dostanę kopa w dupę. Bałam się, że nie będziemy mieli czasu na sporty, ale organizatorzy świetnie to zaplanowali. Mamy czas i na wypoczynek i na harówkę. Jedni są przygotowani na cięższą pracę, a inni myślą o tym, żeby odbębnić tydzień, wrócić i wyspać się. - Dla mnie jest o wiele za ciężko. Zarywamy całe noce tylko po to, by napisać teksty. To straszne. Powinniśmy mieć więcej luzu. - mówi druga uczestniczka. Podczas wizyty w redakcji Tygodnika Podhalańskiego słyszałam o powiedzeniu, że nic tak nie ożywia gazety jak trup na pierwszej stronie. My  jako bawiący się dziennikarstwem, nie zajmujemy się przestępstwami, czy ożywianiem gazety w ten sposób. Ukazujemy inne oblicze prasy. Takiej, w której nie ma tekstów o mordercach czy gwałcicielach. Chcemy zajmować się gazetą, w której są teksty poważne, ale również „luźne”, które nie wymagają skupienia. Czy zasłyszane historie o dziennikarzach muszących pisać nieprawdę, bo szef im każe, sprawdzą się również w naszym przypadku? Mamy nadzieję, że stworzymy wolne media, które będą mogły przedstawiać różne aspekty życia z różnych perspektyw. Chcemy niezależności i możliwości wypowiadania swojego zdania. Czy Wy - czytelnicy zaakceptujecie naszą gazetę? A może bardziej ciekawią Was teksty dotyczące negatywnych stron życia? Dajcie znać! Paulina Bubisz paulina_126@poczta.onet.pl Coś tam
Znów nie tak jak chciałem! To już chyba trzeci pomysł, który wyszedł zupełnie inny, niż w początkowym założeniu. Znów ktoś przyszedł i pyta na kiedy będzie tekst. Tekst będzie przecież wtedy, kiedy go napiszę.
Kontrast!

Wciąż i wciąż słyszę wokół siebie banalne tematy, opisywane w całkowicie beznamiętny sposób. Mimo, że teksty tworzone pod wpływem weny twórczej, pisane spontanicznie są według mnie tymi najlepszymi, to bardzo trudno jest znaleźć dla nich doskonały temat. Teksty pisane „na zamówienie” może i uznawane są za profesjonalne, ale nie mają w sobie tego „czegoś”, co osobiście uważam w nich za najlepsze. Problem pojawia się wtedy, gdy wena twórcza całkowicie nas opuszcza, a redakcja wciąż ponagla. To nie jest takie łatwe, jak się może wydawać. Tworzenie tekstu „na siłę” mija się z celem, a dla mniej doświadczonego „dziennikarza” właśnie w ten sposób przedstawia się praca w redakcji. Przelewanie swoich refleksji na papier powinno być chyba miłe i przyjemne. W niektórych sytuacjach wygląda to jednak trochę inaczej. Jako, że sam nie jestem wystarczająco doświadczony w dziedzinie szukania tematów, a kończą się one w bramie zamykającej zamek moich zainteresowań, to bezustannie gryzę się z naczelną. Bardzo często jestem wtedy zmuszony do rzeźbienia w czymś o konsystencji podobnej do efektów ubocznych procesu metabolizmu. Mimo, że dla obserwatora taka forma sztuki może być w pewnym sensie efektowna, to treść będzie raczej gówniana... Mateusz Ćwiok Młodzi - gniewni Młodzi - gniewni

Kontrast!

Gimnazjaliści i licealiści biorący udział w warsztatach dziennikarskich w ośrodku „Borowy”, nie mogą powiedzieć, że odpoczywają. Po trwających kilka godzin dziennie zajęciach dziennikarskich, niektórzy uczestnicy marzą o chwili spokoju. Rozchodzą się do swoich pokojów i próbują zebrać myśli i przygotować się do kolejnych zajęć. Jednak hałas, który wywołują dzieci mieszkające w tym samym ośrodku uniemożliwia to. Uczniowie podstawówki grają w „Cybergay”. Oprócz dźwięku wywołanego przez odbijającego się od krawędzi stołu krążka do gry, w około rozlega się krzyk najmłodszych mieszkańców domu wypoczynkowego. - Wiktor, odbij!; - Ewelina, uważaj jak łazisz?; - Bartek, przynieś mi sok. - to tylko niektóre wypowiedzi „rozbójników” (jak zostali nazwani przez jedną z uczestniczek obozu). Na uwagi o uciszenie, dzieci odpowiadają - Zamknij się!, - Spadaj!, - Nie twoja sprawa! Nic dziwnego, że najmłodsi organizują sobie zajęcia, aby zabić nudę. Ale dlaczego to urozmaicanie wolnego czasu musi odbywać się w nocy? Czy ich nie obowiązują zasady i cisza nocna? Nie jest normalne, że uczniowie szkoły podstawowej mają więcej swobody niż gimnazjaliści i licealiści. Ci ostatni już o godz. 23 muszą znajdować się w swoich pokojach. Opiekunowie obozu pozostają nieugięci. Kiedy obozowicze znajdują się poza swoim pokojem po wyznaczonej godzinie, mają nieprzyjemności. Ciężko jest w takich warunkach porozumiewać się redakcyjnie, albo, gdy trzeba, napisać tekst. Wracając do dzieci, ich wychowawcy zaniedbują swoje funkcje. Urządzają sobie spotkania przy wódce, piwie i innych mocnych trunkach. W tym czasie podopieczni rozrabiają: krzyczą. biegają po schodach, popychają przy tym innych gości ośrodka. Opiekunów nie ma  a może właśnie w ten sposób młodzi próbują zwrócić uwagę na problemy, z którymi nie mogą sobie poradzić? Natalia Kociak Gdzie zaginęła jedna„tradycyjna”? Media kiedyś, media dziś...
Wszystko się zmienia. Urządzenia, technologie i my – ludzie. A jak to było i jest z mediami?
Kontrast!

Późnym, środowym wieczorem Adam Stani-szewski pełniący funkcję redaktorakorektora w redakcji „McGazda”, zaproponował zamówienie pizzy do ośrodka „Borowy”. W ciągu kilkunastu minut przygotował listę dziewięciu pizz wybranych przez obozowiczów. Po około godzinie od złożenia zamówienia, pizze dotarły do ośrodka. Adam odebrał dostawę i zaczął rozdawać pizze zamawiającym. Hałas spowodowany radością obozowiczów zainteresował kierowniczkę obozu, panią Danutę. Zamiast jeść, kilkanaście osób ukrywało się w toaletach, szafach i łóżkach. Podczas rozdawania pizz, okazało się, że jedna „tradycyjna” zaginęła. Mimo kilku telefonów do pizzerii i dostawcy, pizza nigdy nie została odnaleziona. Mateusz Ćwiok Ale to już było, czy już jest za nami? Koniec drugiej wojny światowej. W Polsce za-czyna panować ustrój komunistyczny. Reżim, terror i wszechobecny strach. Nie tylko w stosunku do przecię-tnego człowieka, który próbował sprzeciwić się władzy, ale także wobec dziennikarzy. Można powiedzieć, że w tym okresie media podzieliły się na dwa ugrupowania. Ci  co bez-granicznie zaufali władzy sowieckiej i pisali o tym, czego oczekiwali od nich komuniści oraz ci  którzy wiele ryzykując, usiłowali tworzyć niezależne media. W legalnych mediach nie było mowy o jakimkolwiek obiektywizmie. Dziennikarze, jeżeli chcieli cieszyć się umiarkowanym poczuciem bezpieczeństwa, musieli okazywać posłuszeństwo rządzącym. Nie było mowy o słowach krytyki, teksty były cenzurowane. Nie istniały pojęcia , wolność słowa” czy , swoboda dziennikarska”. Media wychwalały komunistów, doszukiwały się samych pozytywów w ich działalności. Media tworzone poza legalnym obiegiem miały trudne zadanie – za wszelką cenę należało podawać prawdziwe in-formacje. Było to niezwykle trudne. Wy-magało dużego pro-fesjonalizmu i ostrożności. Władze konsekwentnie dążyły do pod-porządkowania sobie wszy-stkich mediów. A teraz? Wiele osób uważa, że współcześnie zadania dziennikarzy są łatwiejsze. Ale to tylko pozory. Dziś również media muszą walczyć o swoją

Kontrast!

niezależność od władzy i polityki. Nie może być tak, że dziennikarze powodowani swoimi osobistymi opiniami, nie przekazują prawdziwych informacji. To nie jest proste zadanie. Co należy robić? Przede wszystkim rozmawiać. Młodzi ludzie, którzy wybierają studia dziennikarskie powinni zadawać sobie pytania: , po co to robię?”, , jaki jest sens moich wypowiedzi?”. A jakie jest zadanie widzów, czytelników, słuchaczy? Przede wszystkim nie wierzyć „na słowo” wszystkim reporterom. Muszą umiejętnie korzystać z mediów, starać się wyciągać wnioski z tego, co usłyszeli lub przeczytali. Nie możemy bezkrytycznie przyjmować tego, co narzucają nam media. O to musi zadbać każdy z nas. Natalia Kociak

Kontrast! Kontrast! Po lewej - robotnicy przy budowie nowego budynku mieszkalnego. Na dole - jedna z bram wjazdowych w okolicznym domu. Na górze - jedna z malowniczych uliczek Keżmaroku. Po prawej - sklepy przy deptaku kaszmarowskim.

Płeć piękna też może!
Dużo osób sądzi, że dziewczyny nie interesują się takimi sportami jak piłka nożna czy hokej.Szesnastoletnia Karina z Bydgoszczy – wielka fanka Manchester United – uważa, że opinia jest zdecydowanie nieaktualna.
Kontrast!

Paulina: Skąd zainteresowanie piłką nożną? Karina: Właściwie zaczęło się od pewnego chłopaka, który bardzo mi się podobał. Chciał zostać piłkarzem. To dzięki niemu zaczęła się moja przygoda ze sportem. P: A czemu akurat Manchester United? K: No wiesz, przede wszy-stkim ze względu na Cri-stiano Ronaldo. Po prostu uwielbiam jego styl gry! P: Co o nim wiesz? K: Tak naprawdę, to nie ma rzeczy, której bym o nim nie wiedziała. P: Skąd bierzesz tyle informacji? K: Zazwyczaj z internetu, czasami z pism i oczywiście czytam wiele komentarzy dziennikarzy sportowych. P: Za co cenisz klub i jego drużynę? K: Podoba mi się ich gra, sukcesy, a także poszczególni zawodnicy. Podziwiam trenera sir Alexa Fergusona, po-nieważ według mnie stwarza on członkom klubu rodzinne warunki. Jest dla nich kimś w rodzaju ojca i myślę, że dzięki temu drużyna jest tak zgrana. P: A ty sama trenujesz piłkę nożną? K: No pewnie! Uczę się od młodszych kolegów. P: A od jak dawna? K: Trenuję około czterech lat. Od przyszłych wakacji mam zamiar zacząć grać w moim miejskim zespole KKP Bydgoszcz. P: Jak oceniasz swoją grę w skali od 1 do 10? K: Trudno mi się chwalić, ale z czystym sumieniem mogę dać sobie 8 punktów!

Kontrast!

P: Nie myślisz czasem o tym, że piłka nożna to sport dla chłopców? K: Dziewczyny również mogą interesować się tzw. „męskimi zajęciami”. P: Wiążesz swoją przyszłość ze sportem? K: To trudne pytanie. Hmm...Raczej nie chodzi o moją przyszłość, ale bardzo chciałabym, aby mój syn został piłkarzem, żeby był znany na świecie. P  A w jakim klubie miałby grać? K: Myślę, że to będzie zależeć od niego, chociaż tak naprawdę wolałabym, aby nie trafił do takich klubów jak: Real Madryt, AC Milan, Chelsea Londyn. P: Dlaczego? K: Realu Madryt po prostu nie lubię, opinię o Milanie zepsuł mi Dida, a Chelsea to wróg numer jeden Manchester United, więc nie muszę już nic dodawać. Paulina Bubisz Nie mogę zapiąć narty! Nie mogę zapiąć narty!
Stok narciarski, tłok, hałas, przenikliwy mróz i grupa niedoświadczonych (tzn. nic nie umiejących) narciarzy. Do tego dwóch opiekunów o odmiennych charakterach i dezorganizacja.
Kontrast!

Pierwszy kontakt uczestników obozu z nartami rozpoczął się niezbyt dobrze. Połowa osób przewróciła się na samym początku, inni jechali parę metrów i upadali. Niektórym udało się osiągnąć dużą prędkość i przejechać około 20 metrów. Problemem było to  że lekcje nauki jazdy na nartach na tym etapie nie objęły jeszcze tematyki hamowania. Po długim wykładzie, grupa dostała pozwolenie na zjazd do początku kolejki orczykowej. Zaczęło się. Wszyscy odjechali osiągając dużą prędkość. Czas poniżej 30 sekund miał być wyzwaniem. Kolejną przeszkodą był wjazd na górę wyciągiem. Kilka osób z tym problemem nie mogły dać sobie rady. Jan Vincent na końcu jazdy nie mógł wyjąć orczyka spomiędzy nóg i przejechał na drugą stronę kolejki, wykonując przy tym różne akrobacje. Później grupą zajęła się Ula – spokojna, zrównoważona instruktorka i Wojtek – wulkan emocji. Dwójka ambitnych trenerów chcących zrobić z początkujących narciarzy Małyszów na ziemi. Doszło do starcia. - Nie mogę tego zapiąć - nawoływał tłum bezradnych narciarzy. - Ustawcie się w szeregu! W szeregu mówię! - próbował zaprowadzić porządek Wojtek. „K#### jego m##”, dość głośno skomentował całą sytuację nasz instruktor. Po około godzinie instruktorom uspokoiły się nerwy. Wojtek zorganizował indywidualny tok nauczania Frankowi (chłopak pierwszy raz miał narty na nogach). Metr w metr jeździł za nim tłumacząc, gdzie ma postawić nartę i jak ma się ustawić. Dwa dni i Franek nauczył się skręcać w prawo. Konrad Jaromin -  thriller