Тэставае паведамленьне - трэба паставіць flash player






nr 1, 27.02.09 r.





NO TO JAZDA! Jedziemy ostro, dynamicznie, nie boimy się balansować na krawędzi – tak w skrócie można wytłumaczyć nazwę naszej gazety. Redakcja składa się z siedmiorga ambitnych dziennikarzy, dla których pióro jest potężniejsze od miecza. Wszyscy wiemy, że panuje kryzys, ale mamy nadzieję, że lektura naszych artykułów pozwoli oderwać się Wam od zmartwień życia codziennego. W dzisiejszym numerze prezentujemy bardzo szeroki zakres tematyczny. Począwszy od zastanowienia się nad drogą, w którą zmierzają polskie media („Quo Vadis, dziennikarzu?”), przez nasz lokalny problem związany z osobami z Fundacji Nowe Media, po opis atrakcji, których doświadczyliśmy podczas tygodniowego pobytu w Białym Dunajcu na warsztatach dziennikarskich. Mamy nadzieję, że nasze artykuły przypadną Wam do gustu. Redakcja: Od lewej z góry : Magda Kopczany (pasjonatka aparatu) Michał Sobolewski (pasjonat gitary), Joanna Kowalska (pasjonatka pianina), Od lewej z dołu: Lidia Szukała (pasjonatka serów), Krystian Chmielewski (pasjonat sensacji), Patrycja Dalach (pasjonatka podróży), Małgorzata Grodzka (pasjonatka przystojnych kierowców) QUO VADIS, DZIENNIKARZU?
Nikt nie ma wątpliwości jak wielki wpływ mają współczesne media na kształtowanie się świadomości ludzi. Nie bez przyczyny nazywane są "czwartą władzą". Media dziś nastawione są tylko na jedno – pozyskanie odbiorcy. Czasem nawet za wszelką ceną.


RADIO Ja wiadomo, o gustach się nie dyskutuje. Można jednak stwierdzić, iż w naszym otoczeniu coraz więcej jest ignorantów, którzy „trzy bity na krzyż” nazywają świetną muzą, a dzwonek do drzwi z melodyjką jest dla nich wzniosłym przeżyciem artystycznym. Można by sądzić, że misją mediów – a w tym przypadku – radia jest sprawienie, aby takich ludzi było jak najmniej. Chociażby poprzez puszczanie nieco ambitniejszych utworów (treść i linia melodyczna). Niestety, wszystkie większe stacje radiowe grają „pod publikę”, a w rezultacie – karmią nas syfem. Igor Zalewski, znany publicysta, powiedział, że to właśnie radio „najbardziej się zgnoiło”. Na szczęście, od każdej reguły są wyjątki, jak wciąż popularna „Trójka”. Jeżeli ktokolwiek by chciał posłuchać czegoś ambitniejszego, rozwinąć swoje poczucie smaku, doznać pozytywnych przeżyć artystycznych, to powinien nastawić częstotliwość swojego odbiornika właśnie na Trzeci Program Polskiego Radia. Przywołując ponownie słowa Zaleskiego – „nie musimy oblepiać się tym gównem, które nam oferują”.



PRASA W kioskach codziennie możemy znaleźć mnóstwo publikacji, charakteryzujących się różną tematyką i poziomem. Jeżeli chodzi o to drugie, na samym dole znajdują się brukowce. Faktem jest, że są one wprost uwielbiane przez odbiorców i osiągają najwyższe wyniki sprzedaży. Jenakże każdy przeciętnie inteligentny człowiek zdaje sobie sprawę, że w takiej gazecie nie znajdzie niczego wartościowego. Jest tam pełno afer, skandali, sensacji, z których często nawet połowa nie jest prawdziwa. Język i styl uprawianego tam dziennikarstwa trudno nazwać innymi niż „żałosne”. Jednak ktoś to przecież kupuje! Chyba zbędny jest komentarz, jak to świadczy o naszym społeczeństwie. Jeżeli chodzi o prasę „z wyższej półki”, czytelnik też musi się sporo natrudzić, aby znaleźć to  co będzie mu odpowiadało. Bardzo ciężko o obiektywizm – każda gazeta, każde magazyn przemyca między wierszami swoje poglądy, przekonania i oddziałuje na naszą świadomość. Ostatnio miałem okazję przyjrzeć się pracy redakcji „Tygodnika Podhalańskiego”, pisma uważanego za jeden z najlepszych tygodników regionalnych w Polsce. W czasie wizyty w ich siedzibie redakcji, dziennikarz, który nas po niej oprowadzał dostał nagłą informację o wypadku. Pod pociąg wpadł samochód. Przeprosił nas, poprosił kogoś, aby poopowiadał nam zamiast niego, po czym szybko chwycił kurtkę i udał się do samochodu, aby jak najprędzej znaleźć się na miejscu zdarzenia. Pozwolił kilkorgu z nas, abyśmy się z nim zabrali i sami zobaczyli jak wygląda praca dziennikarza w takich nagłych sytuacjach: „Kto chce



zobaczyć wypadek?” – jak dla mnie powiedział to zbyt beztroskim tonem. Jednak już w czasie drogi na miejsce (pełnej jazdy, której w żadnym wypadku nie można uznać za przepisową) okazało się, że alarm jest odwołany – samochód nie wpadł pod pociąg, tylko na słup, a poza tym nie ma żadnych ofiar. Wydawałoby się, że to wspaniała informacja. Przynajmniej nikomu nic się nie stało. Dziennikarz tygodnika wyglądał jednak na dosyć zawiedzionego, chociaż oczywiście nie powiedział nam tego wprost. Dlaczego poważny dziennikarz na wieść o potencjalnym trupie na szynach wskakuje w samochód i pędzi na miejsce zdarzenia? – Ryszard Kapuściński napisał kiedyś: "Współczesne media przypominają czasem narkomana - tak jak on  żeby istnieć, musi pobierać narkotyk, tak one, żeby utrzymywać się na rynku, muszą wstrzykiwać w swoje żyły coraz więcej szoku, wstrząsu, horroru.” Nasuwa się więc pytanie – do czego to wszystko doprowadzi? TELEWIZJA Do domu wpada kobieta w średnim wieku. Szybko zdejmuje płaszcz i wiesza go byle jak w szafie. Biegnie do kuchni. Nastawia wodę na kawę. Wyjmuje czekoladki z szafy. Biegnie do drugiego pokoju i włącza telewizor. Sprawdza kanał – świetnie, jeszcze się nie zaczęło. Wraca do kuchni, zasypuje kawę, zalewa ją gorącą wodą i dodaje cukru. Nagle słyszy dobrze sobie znaną melodię rozpoczynającego się serialu. Czym prędzej zanosi kawę i czekoladki do pokoju. Gasi górne światło i wygodnie siada w fotelu. Świat dookoła przestaje istnieć. Nieważny jest dzwoniący telefon czy sygnał karetki rozlegający się za oknem. Ważny staje się tylko ekran telewizora.- Opisana sytuacja wcale nie jest wzięta „z kosmosu”. Codziennie możemy ją zaobserwować w milionach domów na całym świecie. Dlaczego tak jest? Telewizja jest niebywale potężnym narzędziem medialnym. Oddziałuje na widza nie tylko dźwiękiem i wizją. Każdy ma do niej dostęp. Dla wielu to  co zostało powiedziane w telewizji, staje się święte. Jeżeli któryś z polityków dobrze w niej wypada – zyskuje sympatię wyborców, nawet jeżeli jest idiotą, który po prostu powtarza wszystko co mówią mu za plecami specjaliści od kreowania wizerunku. Jeśli znana i lubiana prezenterka telewizyjna powie, że noszenie beretów w prążki to obciach, możemy być pewni, że już wkrótce nie uświadczymy ich na ulicach. Wobec powyższego nie powinien dziwić fakt, że telewizja od samych początków swojego istnienia była wykorzystywana przez władzę do oddziaływania na społeczeństwo. W Polsce przez jeszcze wiele lat po upadku PRL-u istniał lęk przed krytykowaniem rządzących lub ukazywaniem ich w negatywnym świetle. Doskonałym przykładem może być kompromitująca alkoholowa przygoda prezydenta Kwaśniewskiego podczas wizyty na cmentarzu w Charkowie w 1999 r. Jak opowiada Igor Zalewski, wszyscy w mediach o tym wiedzieli, jednak nikt nie kwapił się, aby podać to wydarzenie do wiadomości publicznej. Dopiero „raczkująca” wówczas telewizja TVN odważyła się pokazać Polakom ich pijanego prezydenta. Dziś na szczęście nie ma już takich problemów. Pojawiają się jednak nowe, wcześniej nieznane - Dziennikarze poszukują sensacji. Przykładem może być niedawne zainteresowanie wokół nowej narzeczonej Marcinkiewicza. Powoduje to  że często



naprawdę istotne informacje mogą się zagubić pośród natłoku wydarzeń przywołanych dla zwiększenia oglądalności. INTERNET Ostatnie wybory w USA dowiodły, jak wielki wpływ na historię może mieć Internet. Barack Obama w znacznej mierze zawdzięcza swoje zwycięstwo właśnie wykorzystaniu potęgi sieci. To m.in. dzięki niej wykreował swój wizerunek nowoczesnego, odważnego i pragnącego reform polityka. Głupcem jest ten, kto uważa, że z Internetem związania jest tylko i wyłącznie pornografia i piractwo. To chyba najpotężniejsze dziś źródło informacji i opinii. Cenzura w sieci jest praktycznie niemożliwa. Przekonał się o tym ostatnio Kamil Durczok. Do Internetu wyciekło nagranie zza kulis, przedstawiające prezentera, który w dość niecenzuralnych słowach wyraził swoje niezadowolenie z powodu niekompetencji współpracowników (poszukujących szczegółowych informacji odsyłam na YouTube). Władze TVN próbowały usuwać kolejne pojawiające się w sieci nagrania, co wywołało tzw. efekt Streisand – wszyscy chcieli obejrzeć to „zakazane” nagranie, a w sieci zaczęło mnożyć się ich jeszcze więcej. W Internecie każdy może anonimowo wyrazić swoją opinię, zwrócić uwagę na coś, co do tej pory pozostawało poza świadomością społeczną. Internauci są bezlitośni – wspomniana już anonimowość daje im odwagę do mówienia wprost, co im się nie podoba. Oczywiście Internet jest jednocześnie przeogromnym, ogólnoświatowym śmietnikiem. Roi się w nim od nierzetelnych, niesprawdzonych informacji, podawanych przez domorosłych dziennikarzy. Ciągnie się za tym olbrzymie zagrożenie – bardzo łatwo można niesłusznie kogoś oskarżyć, a nawet w rezultacie zniszczyć komuś życie. Quo vadis, dziennikarzu? Pytania do Aleksandry Zieleniewskiej, przewodnicząca Fundacji Nowe Media: Co powoduje zmiany w mediach? My. To ludzie decydują o tym, co w tych mediach się ukazuje. Możemy głosować rękami i nogami – i na pewno znajdziemy posłuch. Tak długo jak będzie popyt na pewne informacje, tak długo będą dostarczane. W jakim kierunku idą media? Mam nadzieję, że w stronę etyki, w kierunku intelektualnego wybierania kontekstu, ale nie w stylu dylematu edytorialnego. Co prawda można zakładać, że media czasem powinny wpływać na świadomość odbiorcy, wyrabiać jego gust, jego poczucie wartości – ale przecież nikt nie przywiąże nikogo za głowę do głośnika aby go wychować. To wybór decyduje o tym, kim się jest i – tym samym – jakie są i będą media. Michał Sobolewski KUBUŚ PUCHATEK NA KRUPÓWKACH

Z jednej strony wyłudzanie pieniędzy i perfidne wykorzystywanie ludzkiej naiwności. Z drugiej powodowanie uśmiechu na twarzach dzieci i ich rodziców oraz pewnego rodzaju pamiątka z pobytu w górach.

Duży, żółty, w czerwonej koszulce, z dwójką swych przyjaciół pozuje do zdjęć na Krupówkach. Dopingowany przez mężczyznę, który robi mu fotografię z turystami, musi przytulać wszystkie dzieci, znosić niską temperaturę panującą na dworze oraz niekoniecznie miłe komentarze dopingują-cego: Nie za to Ci płacę! Stój prosto idioto! Myślisz, że obchodzi mnie to  że Ci zimno?! Masz zarabiać! Przechodnie wszystko słyszą, jednak nie zrażają się słowami pomocnika, gdyż dla nich jest miły i zachęca ich do zdjęcia uśmiechając się szeroko, proponując szybkie wydrukowanie wykonanej fotografii. Popyt na tego typu usługi jest dość duży. Ludzie chętnie przytulają się do maskotek. Kubuś Puchatek, Prosiaczek i Kłapouchy to tylko nieliczne „atrakcje”, jakie można spotkać na zakopiańskim deptaku. Wszędzie pełno osób poprzebieranych za czarodziei, magików, rybaków, którzy za drobną opłatą machają do turystów, śmieją się, pozwalają się fotografować. Tymczasem Krupówki kojarzą się ze śniegiem, zimą, oscypkami czy ciepłymi skarpetkami, których zakup możliwy jest na licznych straganach. Sympatyczny



miś, bohater bajek dla dzieci nie ma nic wspólnego z górami, w przeciwieństwie do białego niedźwiedzia. Jest gadżetem nie pasującym do tatrzańskiego krajobrazu. Równie dobrze mógłby znaleźć się na krakowskim rynku, sopockim molo i warszawskiej starówce. Dziesięć złotych za zdjęcie z przebierańcem na ulicy, to chyba przesada. Jednak każdy medal ma dwie strony, dlatego zawsze znajdzie się osoba, która nie będzie oszczędzać na swoich zachciankach i nie przegapi okazji sfotografowania się ze Puchatkiem, złotym czarodziejem lub inną maszkarą. Skoro taka praca przynosi ludziom zysk, satysfakcje i radość klientów, to dlaczego jej nie wykonywać? Magda Kopczany

Biały Dunajec zachwyca nie tylko pięknymi widokami, ale także tradycja i kulturą góralską. Górale są bardzo wierzącymi osobami, a po ich mieście kręci się wiele ziwerząt. Nie sposób nie zauważyć sopli zwisających z dachów poszczególnych domów. Magda Kopczany

PRACA KIEROWCY AUTOKARU
Wywiad z Cezariuszem Millerem, kierowcą autobusu zimowiska w Białym Dunajcu


MG: Jaki jest pana staż w tym zawodzie? CM: Prawo jazdy posiadam od 1976 r. Chciałem dodać, że przygoda rozpoczęła się już w podstawówce. MG: To znaczy? CM: W VI-tej klasie szkoły podstawowej tata mojego kolegi miał samochód, który niestety był zepsuty. Ojciec kolegi powiedział: „Naprawicie go  to możecie sobie pojeździć”. Udało się! Niestety, po dziesięciu metrach jazdy wpadliśmy do szamba. MG: Odpowiada panu praca z młodzieżą? CM: Lubię jeździć zarówno z młodzieżą, jak i ze starszymi osobami, ponieważ potrafią zachować spokój w każdej sytuacji. MG: Lubi pan swój zawód? CM: Zdecydowanie. MG: Czy jest pan właścicielem autokaru? CM: Nie jestem właścicielem autokaru, ale dbam o niego zupełnie jakby był mój. MG: Przy jakiej pogodzie lubi pan jeździć? CM: Oczywiście słonecznej! Przy złej trzeba być bardzo skupionym i uważać na drogę. MG: Zdarzają się trudne sytuacje? Jak pan sobie z nimi radzi? CM: To zależy od pogody. Staram się działać instynktownie, według doświadczenia. MG: Dostał pan kiedyś mandat? CM: Niestety, zdarzyło się przekroczyć prędkość, ale szczegóły pozostawię dla siebie. MG: Jeżeli nie byłby pan kierowcą, to jaki zawód by pan wybrał? CM: Mógłbym być ewentualnie mechanikiem samochodowym, ale szczerze mówiąc nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Małgorzata Grodzka rozmawiała Małgorzata Grodzka NA NICZYM SIĘ NIE ZNAM

WYWIAD Z IGOREM ZALEWSKIM

Co sądzisz o poziomie mediów we współczesnej Polsce? – Media tak jak kij, mają dwa końce. Każdym narzędziem można zrobić zarówno coś dobrego i coś złego. Nożem można posmarować chleb, a można też okaleczyć babcię. Tak samo jest z mediami. Dzięki nim mamy dużo informacji, ale często są to po prostu idiotyczne wiadomości. Nie zmienia to jednak faktu, iż jest to sytuacja normalniejsza od nie pokazywania kogoś lub czegoś... ze strachu. Uważam, że media stoją dziś na wyższym poziomie niż dziesięć lat temu, aczkolwiek pracuje w nich więcej idiotów niż wtedy. Dlaczego po studiach związanych z teatrem zostałeś dziennikarzem komentującym politykę? Nie skończyłem studiów. Okazałem się leniwym cymbałem, ale to że nie napisałem pracy magisterskiej wynikało także z tego, że na dźwięk słowa teatr robiło mi się niedobrze. Byłem często w teatrze, po trzy razy dziennie chodziłem do kina i byłem strasznie ukulturalniony. Natomiast z kulturą jest chyba jak ze słodyczami – gdy za dużo ich wchłoniesz, to zbiera ci się na wymioty. Zdecydowałem się na politykę, ponieważ wydała mi się bardziej interesująca. Przedstawienia z nudnymi aktorami nikomu się nie podobały. Jesteś znany z ostrego języka. Często wyśmiewasz się z polityków. Jaka jest tego przyczyna? – Nieskromnie powiem, że byłem prekursorem takiego języka w odniesieniu do polityków. W latach osiemdziesiątych o polityce mówiło na poważnie i nudno. To było strasznie czerstwe i bardzo mnie irytowało, dlatego starałem się ubarwiać to takim językiem. Gdy już przestałem się ekscytować nowymi newsami, zdałem sobie sprawę, że polska polityka jest groteskowa i - moim zdaniem - idiotyczna. Doszliśmy do oczywistego wniosku, że do pisania o grotesce potrzebny jest... język groteski. Czy z powodu kontrowersyjnego pisania felietonów miałeś jakieś nieprzyjemności lub



problemy? Jeśli tak, to jakie? O politykach polskich można powiedzieć wiele złego, ale są to osoby raczej wyluzowane, w przeciwieństwie do gwiazd show biznesu. Podczas pracy w miesięczniku "Film" próbowaliśmy żartobliwie opisać wydarzenia z życia rozmaitych aktorów czy aktorek. Nawet nie wiecie, jak potrafili być urażeni. Gwiazdy w Polsce są przekonane, że należą im się same pozytywne opinie, natomiast politycy są przyzwyczajeni do uwag ze strony dziennikarzy i nie mają o to pretensji. Jednak zdarzają się wyjątki – przykładem może być Stefan Niesiołowski. Urządził nawet konferencję prasową i zapowiedział, że pozywa nas do sądu. Ostatecznie nie pozwał nas, gdyż jest on strasznym sknerą, a proces wiąże się z kosztami. Dlaczego tak często zmieniasz pracę? Częściowo jest to splotem różnych okoliczności. Złapałem się też na tym, że lubię zmieniać pracę. Po pierwsze, żeby więcej zarabiać, chociaż to nie aż tak ważny powód (śmiech). Ponadto praca jest stymulująca. Piszesz ciągle do jednej gazety, wszyscy to akceptują, nie ma żadnych zastrzeżeń, a to w końcu staje się nudne. Właściwie nie wiesz, czy to jest dobre czy złe. Kiedy podejmujesz się czegoś nowego, wiesz, że musisz coś udowodnić, dać z siebie wszystko. Kolejnym powodem, dla którego zmieniam prace, jest to, iż narodziła się we mnie ambicja, żeby zostać Igorem Zalewskim, a nie - Igorem Zalewskim – dziennikarzem czegoś. Starałem się i będę starał nie utożsamiać z jedną firmą. Czy zdarzyło Ci się, aby ktoś podziękował Ci za pracę? Innymi słowy – zwolnił cię? W TVP nie przedłużono z nami umowy na program, który robiłem wraz z kolegą Mazurkiem. Jednak nie było to dla mnie dotkliwe, gdyż szczerze mówić nie chciało mi się tego robić. Program był zły, kiepski, nie podobał mi się, dlatego sądzę, że była to dobra decyzja. Praca w telewizji czy w gazecie? Co uważasz za ciekawsze? Zdecydowanie gazeta. Jestem człowiekiem pióra, a nawet można powiedzieć, że klawiatury. Jako, że jestem felietonistą, piszę, co mi przyjdzie do głowy. Dzięki temu mam intymny kontakt z tym, kto to czyta. Rozmawiam z nim i daję mu kawałek siebie. Jeśli chodzi o telewizję, to ludzie skupiają się na wyglądzie, a nie na tym, co dana osoba chce powiedzieć. W felietonie staram się kogoś wzbogacić swoją myślą, a w telewizji może to być jedynie sukces mojej żony – za dobranie mi ładnego krawata. Telewizja jest dla mnie mnie fuchą, a pisanie - dziełem życia. Istnieją obiektywne media? Moim zdaniem obiektywizm jest abstrakcją. Tego nie ma. Tylko Bóg jest obiektywny. Jednego lubisz, a drugiego nie. Możesz przestrzegać pewnych zasad obiektywizmu, np. jeśli dajesz głos prokuratorowi, to dajesz też obrońcy. Obiektywizm, to jest coś takiego, co nie występuje w naturze. Jest jak króliczek, którego musisz gonić. Od pomysłu do artykułu – jak to u ciebie wygląda? Zbieranie pomysłów jest koszmarem w pracy dziennikarza. Wyobraźcie sobie, że czasami codziennie musicie mieć pomysł, albo przynajmniej co tydzień, jeżelii chodzi o tygodnik. Można to porównać do zatwardzenia na muszli klozetowej. Każdy się napina, bo za piętnaście minut musi mieć jakieś założenie. Pomysł jest połową sukcesu. Ja piszę to, co chce - mam ten przywilej, gdyż jestem felietonistą. Muszę sformułować myśl, najlepiej paradoksalną, a jeszcze lepiej zabawną i efektowną, a potem oblec ją w słowa. Czasem oczywiście jest to ciężkie, ale ja Wam nic mądrego na ten temat nie powiem. Pomysł się albo ma, albo nie ma - zupełnie jak z pieniędzmi lub powodzeniem u dziewczyn. Bywa, że plagiatuję sam siebie, ale na szczęście nikt nie pamięta, iż coś już takiego kiedyś napisałem (śmiech). Jak wygląda Twoja praca? Moi znajomi twierdzą, że nic nie robię, bo nie chodzę do redakcji. Moją redakcją jest mój dom. Zazwyczaj siedzę w nim z kotem na kolanach, a tekst wysyłam emailem. To chyba tyle. Pracuje 24 godziny na dobę. Cały czas myślę, co tym co by tu wymyślić. Kilka rad dla młodych dziennikarzy. Chciałbym Was przestrzec przed pewną rzeczą – gdy już zaczniecie coś robić, to nie róbcie ciągle tego samego. Musicie cały czas się rozwijać, inaczej zamieni się to w pracę w fabryce. Nie można przez 40 lat robić tego samego. Rozmawiały Magda i Patrycja U BRACI SŁOWAKÓW
W każdym, nawet pozornie nudnym i szarym miejscu, można znaleźć coś, co jest warte zainteresowania. Podobnie było ze słowacką, przygraniczną miejscowością – Kezmarok.


DOMKI NICZYM Z BAJKI Przechadzamy się dalej deptakiem. Robimy zdjęcia różnokolorowym domom, które ciągną się wzdłuż pustej, czystej ulicy. Barwy elewacji sprawiają, że miasto nie jest już takie ponure, smutne. Dodają energii i poprawiają humor, jednak nie odwracają uwagi od wszechobecnej pustki. Dochodzimy do przejścia dla pieszych i tu czeka nas kolejne zdziwienie – nie ma sygnalizatora, jednak kierowcy jadący ulicą od razu się zatrzymują, ustępują nam pierwszeństwa. W Polsce ciężko czegoś takiego doświadczyć. Kierujemy się ku drugiej stronie miasta, po drodze mijamy kościół ewangelicki. Niestety, nie możemy wejść do środka – jest zamknięty. O, POLAKI Przechadzając się po mieście, zauważamy ten popularny supermarket. Jak jest nasze zdziwienie, gdy zauważamy, że pełno w nim ludzi. Już wiemy, gdzie oni wszyscy zniknęli. Przechodząc obok stoisk z alkoholem i rozmawiając po Polsku zostajemy zaczepieni przez jakiegoś starszego Słowaka: O, Polaki! Lubicie słowackie piwo? A jakie to? No  najlepsze – zlaty bazant!



jeszcze robią oprócz chodzenia do restauracji. My lubimy pić – odpowiada. JAK KOLEGI Idziemy do informacji, zachęceni napisem po polsku „Witajcie”. W środku siedzi dwóch sympatycznych Słowaków, a wszędzie dookoła porozkładane są ulotki. Zaczynamy z nimi rozmawiać o stosunkach polsko–słowackich. Wy Polacy dla nas jesteście jak kolegi. Podobny język, podobnie wszystko robicie. Tylko głowy macie twardsze. A waszych kibiców to my się boimy (mowa o kibicach z Gliwic, miasta partnerskiego Kezmaroka). Ale poza tym to my wszyscy jesteśmy jedna rodzina – Słowianie. Joanna Kowalska, Michał Sobolewski



PIERWSZY NUMER ZA NAMI! Praca, praca i jeszcze raz praca - tak można najkrócej streścić nasze warsztaty Trzeba jednak zaznaczyć, iż była to praca nadzwyczaj owocna, a z jej efektem mieliście okazję się zapoznać. Po zakończeniu zimowiska możemy stwierdzić jedno - jesteśmy ODMIENIENI (i nie chodzi nawet o to, że Magda zaczęła się uważać za stuprocentowego faceta, a Michał za śpiewaka operowego ;P)! Do zobaczenia w następnym numerze! Już za tydzień! Michał Sobolewski - red. naczelny, Joanna Kowalska - zast. red. naczelnego, Magdalena Kopczany - zdjęcia, Krystian Chmielewski - red. techniczny, Małgorzata Grodzka - sekretarz, Lidia Szukała, Patrycja Dalach - korekta