Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Słowo wstępne Spis treści
Harcerska rzetelność Na okładce: Hm. Aleksandra Wodzyńska, Zastepca komendata do spr. programowych
wZlot

To już moja trzecia przygoda dziennikarskoharcerska. Na początku nie było łatwo. Różniliśmy się, jeśli chodzi o sposoby prowadzenia zajeć z młodzieżą, mieliśmy różne opinie na temat mediów. Jeszcze raz okazało się, że różnice zbliżają. Miesiąc później, na Zlocie Drużyn Grunwaldzkich, przekonałem się, co oznaczają dla harcerzy pojęcia: pracowitość, rzetelność i słowność. W ciągu dwóch dni, w obozowych warunków zrobili całkiem porządnego „Grunwaldziaka”. Dziś jest czas na „Wzlot”! Pełen dobrych tekstów, ważnych pytań o rzeczywistość i przyszłość harcerstwa i o tym, jak wygląda taka impreza jak zlot. A ja mam nadzieję, że współpraca ZHP i Fundacji Nowe Media „wzleci” i jeszcze nie raz będę się mógł przekonać o harcerskiej rzetelność i gotowości do poświęceń. Dzięki. Czuwaj! Marcin Grudzień, Fundacja Nowe Media O co chodzi w harcerstwie? Wywiad wideo z rzecznikiem ZHP s. 3 Zlotowe ważne pytania s. 4 Wachowicz zdradza harcerzom sekret s.5 Zlot od strony służby s.6-7 Jak to Marek z przewodnika królem zostal s.8-9 Niezła sztuka s.10-11 Basen. Opowieść zlotowa s.12 Kalwi i Remi przy ognisku s.13 „Szukam, szukania mi trzeba” s. 14 Las dla LASu i nie tylko s. 15 Zajęciowy zawrót głowy s. 16-17 Humoreski s. 18-19 "Pełne po brzegi są kawiarenki" s. 19-21

wZlot

O co chodzi w harcerstwie? Wideo wywiad z dh Adamem Zawadzkim, rzecznikiem prasowym ZHP. O co chodzi w harcerstwie? – takie pytanie zadaliśmy rzecznikowi poza kamerą. - Zastanawiam się nad tym co rano – odpowiedział bez wahania. To trudne pytanie także dla wielu innych druhów i druhen. Między innymi po to, aby pełniej wiedzieć, co robić, jak działać był zlot w Małeczu. Rzecznik opowiedział nam, co można zobaczyć na harcerskim mundurze, jak rozpoznawać harcerskie szeregi. Wywiadu udzielił 8-letniej Łucji, zuchence z 1-rocznym stażem w ZHR.

wZlot

Zlotowe ważne pytania Jaka jest granica koedukacyjności w ZHP? Na zlocie w Małeczu drugiego dnia pojawił się problem braku ciepłej wody w damskich natryskach. W trosce o higienę druhny udały się do wozu wojskowego, gdzie znajdują się męskie natryski. Był on przedzielony na dwie części zasłonkami, które jednak nie stanowiły wystarczającej ochrony dla intymności. Uczestniczka zlotu dh Ania twierdzi, że nie stanowi to dla niej rzadnego problemu. Podobnie inne druhny. Nie przeszkadza to także druhom, z którym rozmawiała redakcja Wzlotu. Poproszona przez nas o opinię na temat tej sytuacji komendantka zlotu hm Emilia KulczykPrus, wyraziła swoje zdziwienie, że nie było dostatecznej intymności przy kąpieli. Po naszej interwencji oświadczyła natychmiast, że HSP zajmie się tą sprawą. dh. Katarzyna Pucułek, dh. Marta Niezgoda, dh Piotr Salwiński z Hufca Kraków NowaHuta Czy można przeklinać? W wieczornym programie, drugiego dnia zlotu, najważniejszy był kabareton. Wystąpiły w nim Czesław i DNO. Ku zaskoczeniu uczestników, na scenie kilkakrotnie padły wyrażenia powszechnie przyjęte za wulgarne. Jaka była redakcja widzów? Drużynowa ze zlotu Martyna wypowiada się: „Dla mnie osobiście poziom prezentowanych żartów był średni i czułam się całą tą sytuacją zażenowana. Zlot drużynowych to nie jest odpowiednie miejsce na promowanie niestosownych zachowań, nawet w formie rozrywki”. Zdecydowana większość widzów, pomimo wulgaryzmów, doskonale się bawiła. Według zastępcy komendanta ds. pro-gramowych dh. Aleksandry Wodzyńskiej, na imprezie byli dorośli ludzie, którzy powinni być świadomi, że są to humorystyczne skecze, których celem nie jest propagowanie wulgaryzmów. dh. Katarzyna Pucułek, dh. Marta Niezgoda, dh Piotr Salwiński z Hufca Kraków NowaHuta

wZlot

Wachowicz zdradza harcerzom sekret Piątkowe popołudnie. Na III OZD od rana panuje poruszenie. Bazę odwiedzają znamienici goście. Uwagę przykuwa ubrana na fioletowo dama. To znana pisarka harcerska Barbara Wachowicz. Na terenie biwaku zielonych wraz z garstką zlotowiczów gorąco dyskutuje o problemach współczesnego harcerstwa. Przywołuje historyczne postacie i fakty. Skora do wywiadów, nie stroni od komentarzy i uwag. Pyta młodych harcerzy o patronów naszych środowisk. Nie ukrywa swojego niezadowolenia, gdy wiedza historyczna nas zawodzi, urok. Na koniec zdradza sekret: „Dlaczego fiolet? Jest to kolor wierności i pokory, choć, jak pewnie zauważyliście, to drugie mnie nie dotyczy – rzuca urokliwe spojrzenia. Kamil Myszkowski, hufiec Sosnowiec Agnieszka Płoskonka, hufiec Czechowice- Dziedzice

wZlot

Jak jest na zlocie - każdy widzi. Uczestnicy głównie świetnie się bawią. Jednak, aby wszystko mogło odbyć się po myśli organizatorów, potrzebne są służby, które czuwają nad bezpieczeństwem drużynowych. HSP (Harcerskie Służby Pomocnicze). Gdy przyjeżdzamy na zlot, ich pierwszych widzimy na bramie, wyjeżdzając oni nas widzą ostatni... Pierwsze spotkanie ze zlotem. Taka pierwsza wizytówka. Nakazują, nie wpuszczają bez przepustki. Czasem myślimy o nich - samo zło. Ale czy tak jest? Oni też mają trudne momenty w pracy. Na tym zlocie najgorszym dniem służby HSP była środa. Harcerze na bramie głównej mieli za zadanie nie wpuszczanie niezarejestrowanych gości i przypadkowych osób. To trudne zadanie, bo czasem niełatwo przetłumaczyć starszemu, wyższemu sto-pniem instruktorowi że bez rejestracji nie można wejść na teren zlotu. Służba trwa 6 godzin, ale nawet w czasie wolnym mają oni niespodziewane zajęcia.

wZlot

W naszej organizacji mówi się, że w harcerstwie nic nie ginie, tylko zmienia właściciela. Dzięki HSP to hasło jest nie tak aktualne, ale po paru dniach prawie bez snu, ciężko patrolować teren zlotu. Motywacja do służby takiej jak HSP jest słaba, bo jej członkowie na zlot jadą, aby pracować, nie mają żadnych zajęć, zazwyczaj są negatywnie oceniani przez zwykłych uczestników i co najgorsze jeszcze muszą za tą prace płacić. Na każdym zlocie pracują też inne służby, np. ośmiosobowy patrol intruktorów Harcerskiej Szkoły Ratowniczej. To ich wykwalifikowane umiejętności i wiedza zapewniają nam bezpieczeństwo podczas trwania zlotu. W ambu-latorium czekają na wszelkie zgłoszenia ze strony uczestników. Aby uniknąć sytuacji, w których świadkowie mniej lub bardziej nie-bezpiecznych urazów byliby bezradni wobec poszko-dowanego, nasza służba ratownicza prowadzi Kurs Podstaw Pierwszej Pomocy. Przyda się on każdemu drużynowemu przebywającemu ze swoją drużyną. A co myślą o nim ratownicy? - Jesteśmy pod wrażeniem, w jaki sposób uczestnicy go odbierają - odpowiada Krzysiek, członek patrolu.- Mamy okazję przekonać się o tym podczas wieczornych koncertów, kiedy patrolujemy obszar zlotu. Warto także podać, że na jego terenie znajduje się także lekarz dr Marcin Kubiak, do którego można zgłosić się telefonicznie pod numer 504412499. Oby nie był on za często używany. Pwd. Mateusz Grodzicki Ćw. Artur Grendzicki Jak to Marek z przewodnika królem został

wZlot

Choć historia wydawać się Wam może odległą, wydarzyła się całkiem niedawno. My, harcerze polscy chorągwie różne niosący, zawalczyliśmy. Corona Regni Polonia nie jest już czczym frazesem. Małecz. Środek lasu, zza drzewa ukazuje się postać legata papieskiego, kar-dynała Wilhelma de Messines, obok którego dostojnie kroczy hrabia Lancia- wikariusz cesarza Niemiec na wschodzie. Nieopodal przechadzają się księżniczki Litwy, Węgier, Rusi Halickiej i księstwa Włodzimierskiego, w dali widać również kapelana krzyżackiego, mistrza Prus. Czas pod Łodzią zat-rzymał się w XIII wieku? Nic bardziej mylnego! To przedstawiciel Wspólnoty Drużyn Grunwaldzkiej phm. Maciej Młynarczyk i Jego towarzysze. Oni – organizatorzy – wcielili się w główne postaci gry negocjacyjnej Corona Regni Polonia. My – uczestnicy – walczyliśmy o jedność kraju jako Marek I, Przemysł IV, księżna wielkopolska i wiele innych historycznych postaci. Przez cztery godziny księstwo po księstwie włączaliśmy w nasze granice. Jak? Sztuka nego-cjacji. Przeczytajcie. Polska próbuje odzy-skać dawną świetność. Czy uda się nadrobić ponad wiek? Mamy rok 1248. Polska to kraj podzielony na dzielnice i od 110 lat niae mający suwerennego króla. Jest osłabiona po najazdach Tatarów, Litwinów, Jaćwingów i innych nacji. Zadaniem uczestników jest zjednoczenie w całość większości ziem, uzyskanie przychylności sąsiadów, oraz ich zgody na objecie tronu. W tym czasie toczy się ostatni etap kanonizacji św. Stanisława, a w Krakowie rozpoczyna się budowa katedry wa-welskiej, gdzie wokół głównego ołtarza mają być rozmieszczone herby księstw polskich. Harcerze biorą sprawę polską w swoje ręce. Jako pierwszy zjednoczenia sąsiednich obszarów podjął się książę małopolski

wZlot Fikcja fabuły? Nie. Świat wyobrażony splótł się pod koniec ze światem rzeczywistym. No, przynajmniej w tym ostatnim działaniu... Julia Mojzych, Hufiec Łuków

Marek I (Marek Balon, Kraków) po zawarciu małżeństwa i unii realnej z władczynią dzielnicy Opolsko- Raciborskiej (Marta Musiał, Otwock). Wtedy już jako księstwo południowe połączyli swe wojsko, skarbiec i politykę zagraniczną. Następnie do negocjacji przyłączył się książę łęczycko – sieradzki (Przemysław Michoń, Łask). On również przystał do Południaków, lecz zaznaczył, że gdy wygaśnie linia męska Marka I, to dynastia Jego – Przemysła IV – zasiądzie na tron. Jednocześnie uzyskał urząd wojewody z siedzibą w Łęczycy. Kolejnymi ziemiami przy-łączonymi na podobnych zasadach były Mazowsze, Kujawy, Wielkopolska, oraz Pomorze Wschodnie i Szczecińskie. Gdy jako wielka Dzielnica Południowa przystąpiliśmy do zawarcia umowy z Diecezją Warmińską, pozo-stało już tylko sprzymierzyć się z sąsiednimi państwami. Uzyskawszy przychylność wschodu i południa, nale-żało rozpocząć rozmowy z zakonem krzyżackim. Z Niemcami nie mogło się udać... ...i w tym momencie mogliśmy już w pełni sprawdzić nasze werbalne siły. Ojciec Albrecht (Krystian Olęncki, Kutno) bowiem, stwierdził, że nie może z nami zawrzeć żadnego sojuszu, ponieważ włączyliśmy do swego kraju rzekomo ich ziemię, przekazaną przez Konrada Mazowieckiego. O pomoc w rozwiązaniu konfliktu zwróciliśmy się do przedstawicielstwa pa-pieskiego, które ustaliło po burzliwej dyskusji, że biskupi warmińscy podlegać będą bezpośrednio pod stolicę apostolską. Gdy uzyskaliśmy przychylność wszystkich wymaganych poselstw, mogliśmy już zwrócić się do legata lub wikariusza o papieską lub cesarską zgodę na koronację. Jako państwo w pełni chrześcijańskie uda-liśmy się do kardynała de Massines (Paweł Chmielewski, Warszawa). Po ustaleniu obustronnie zadowalającego świętopietrza, otrzymaliśmy w końcu pełne prawo do korony polskiej, suwe-renność władcy i obietnice dotrzymania paktów poko-jowych z sąsiadami, oraz – jak przystało na duchownego – moc łaski uświęcającej... Uroczystość koronacyjna Marek I został królem Polski 20 sierpnia roku Pańskiego 2009. Pamiętając, iż musi zapewnić ciągłość dynastii, od razu bardzo blisko zżył się ze swoją świeżo poślubioną małżonką. Niezła Sztuka W tym roku organizatorzy zlotu starali się o możliwie najbardziej wszechstronny rozwój uczestników. Dużą część programu stanowiły warsztaty artystyczne.
Przed wyjazdem na zlot wszystkie patrole musiały wykazać się zdolnościami plastycznymi. Każdy z nich wykonał pracę zawierającą przesłanie na rok braterstwa.
wZlot wZlot

W czasie zlotu zdobiły one centralną aleję przy wjeździe do obozu.Zdolności plastyczne uczestnicy rozwijali także podczas zlotu np. w czasie zajęć „Koralikowy zawrót głowy”. Cieszyły się one niezwykłym powodzeniem zarówno wśród harcerek jak i... harcerzy. Warsztaty odbywały się w namiocie kawiarenki „Głodówka”. Każdy z uczestników mógł wykonać i zabrać do domu wykonaną przez siebie biżuterię. Niezwykle ciekawe były zajęcia „Koralikowy świat”, prowadzony przez phm. Grację Bober. - Moja przygoda z koralikowymi zwierzakami zaczęła się około dwóch lat temu, kiedy to zupełnie przypadkowo natrafiłam w internecie na zdjęcie kolorowego stworka. Zainteresowałam się tym i kręci mnie to do dziś. Dla wielu zupełną nowością okazały się zajęcia „Filcowanie wełny”. Dają one nieograniczoną przestrzeń do twórczego działania. Znając zaledwie kilka podstawowych technik można własnoręcznie wykonać torby, kolczyki, czy etui. Spośród innych zajęć wybrać można było także: „Świece handmade”, „Papier marche” i „Scrapy” oraz coraz bardziej popularną w naszym kraju, wschodnią sztukę składania papieru, czyli origami. Jak widać, podczas zlotu każdy może znaleźć coś dla siebie a w przyszłości wykorzystać swoje nowe umiejętności do pracy z drużyną. Jagoda Samson Karkonoski Hufiec ZHP, 111 DH Impeesa Marta Najdzionek Karkonoski Hufiec ZHP, 45 DH

wZlot

Basen. Opowieść zlotowa Kostium, klapki, woda w basenie i ratownik w zasięgu wzroku. Dos-konały sposób na ochłodę w letnie dni. Niby nic nadzwy-czajnego, ale na harcerskim zlocie? Organizatorzy zlotu w Małeczu zapewnili uczes-tnikom niespodziankę w postaci zajęć prowadzonych w „zielonej ochłodzie”, czyli wielkim, okrągłym, ogrodowym basenie. Tematem warsztatów była ewidencja w ZHP. Dodatkowych wrażeń w postaci bitwy wodnej zapewnili sami prowadzący. - Dużo krzyku, śmiechu i niezapomnianych atrakcji”, komentuje harcerka z Hufca OpoleMiasto. W ten sposób basen zyskał nowe zostasowanie, „metodyczne” w czasie harcerskich spotkań. Pomysł na basen zyskał duże uznanie. Prawdziwe szaleństwo opanowało wielu harcerzy. Wśród tłumów umundurowanej młodzieży często można było zaobserwować grupy w strojach kąpielowych zmierzające z tajemniczo wyglądającymi torbami w stronę niewielkiego basenu. Okrągłe miejsce zajęć i rozrywki stało się także powodem sensacji zlotowych i licznych anegdot. Kalwi i Remi przy ognisku
Kto powiedział, że harcerskie zloty muszą być bardzo serio. Druhny i druhowie też potrafią się dobrze bawić.
wZlot

„Basem należy się jak najdłużej cieszyć, gdyż prawdopodobnie już jutro woda zostanie z niego wylana, aby przeszukać dno i znaleźć gumową kaczkę”, zapowiedziała pewnego dnia dh Magda. Trudno było uzyskać dokładniejsze informacje na temat tożsamości właściciela zguby. Tego samego popołudnia trzy druhny z chorągwi śląskiej i dolnośląskiej również postanowiły skorzystać z basenu. Po wejściu do przybytku druhenki stwierdziły, że woda w nim przekwitła poprzedniej nocy podczas BeachParty. Jednak zielona barwa i obecność bakterii nie przeszkodziła druhnom w wodnym szaleństwie. Dodatkową atrakcję zaczęła stanowić także wspomniana kaczka, której poszukiwania dodawały adrenaliny. Szczególnie, że kaczka, jak stwierdzono, w gęstawej wodzie dobrze się zamaskowała. Paulina Jezierska- Hufiec Łuków, Kacper Listwan- Hufiec Oława, Małgorzata Kowalczyk- Hufiec Łódź Polesie Drugi dzień Zlotu. Późny wieczór. Właśnie zakończył się kabaretowy show. Jednak zdecydowana większość rozbawionych widzów wcale nie rusza w kierunku namiotów. Ruszają w kierunku obozowych kawiarenek. Najwięcej harcerzy można spotkać w pobliżu Cafe WNT. Pod żółtozielonym namiotem trudno wętknąć szpilkę. Przy drewnianych sto-łach i blatach stojących na plastikowych kon-tenerach siedzą roz-bawieni harcerze. O czym rozmawiają mundurowi po 22? - Normalnie, jak wszyscy o dziewczynach, o tym co cieszy i wkurza - odpowiada druh Marek. Język tylko pozbawiony wulgaryzmów, a na stołach brak alkoholu. Tuż za namiotem zabawa na całego. Miejsce przypomina jeden z warszawskich klubów w piątkowy wieczór. Na piasku, pod gołym niebem, szał ciał. Party Beach. Kilkadziesiąt osób wygina się do rytmów znanych z każdej dyskoteki. Jest jednak poważna różnica. Nikt nie dziwi się, że tuż obok tańczących płonie ognisko. Współczesna gawęda? W harcerskich świecie jest czas na wszystko. Marcin Grudzień, nie druh „Szukam, szukania mi trzeba” Wolna Grupa Bukowina w Małeczu
Zapadł zmrok. Zebraliśmy się pod sceną. Co nas czas czeka? Robi się coraz ciemniej. Czas mija, a my słyszymy tylko o rzekomych problemach technicznych... Harcerz jest cierpliwy i poczeka na swoją kolej. Po chwili oczekiwania naszym oczom ukazają się jakieś postaci.
wZlot

Zespół jak zespół – myślimy. Kilkoro ludzi w podeszłym wieku. Ale to oni są twórcami większości piosenek, które na trwałe wpisały się w nasze harcerskie życie. Wolna Grupa Bukowina. Kto by przypuszczał, że tu, w Małeczu, spotkamy le-gendę piosenki harcerskiej. Z zachwytem wspólnie przez kilka godzin śpiewaliśmy utwory, które od zawsze miały ważne miejsce w naszych śpiewnikach. Przywoływały one wiele wspomnień. Kto nie zna „Bukowiny” czy „Majstra Biedy”? Mieliśmy też okazję usłyszeć nowsze piosenki pochodzące z płyty „Słonecznik”. Hitem okazał się „Zielony zajączek”, który pomimo swej dynamiki, zachwycił także miłośników ballad. Niezwykłego klimatu nadawało światło księżyca i rozgwieżdżone niebo. Pieśni unoszące się ponad koronami drzew sprawiły, że po raz kolejny udo-wodniliśmy, iż mimo odmienności i różnic nas dzielących, potrafimy się wspólnie bawić. dh. Magdalena Kroplewska, adh. Aleksandra Trędewicz (hufiec Toruń)
Las dla LASu i nie tylko
wZlot

Już drugiego dnia zlotu najwytrwalszych czekało nie lada zadanie. Gra terenowa, na którą trzeba było stawić się o 6.30. Oprócz drużynowych, którzy je wybrali w zajęciach uczestniczyli instruktorzy Letniej Akcji Szko-leniowej. Leśne atrakcje pozostawały dla wszystkich tajemnicą, lecz wiadomo było, że każdy sprawdzi czy umiejętności orientacji w terenie nie są mu obce. Gra w głównej mierze dotyczyła sprawdzenia wiedzy ekonomicznej oraz myślenia strategicznego na temat finansów. Patrole otrzymały kredyt, który po opracowaniu planu strategicznego miał zostać spłacony. Musiały więc pozyskać jak najwięcej pieniędzy. Zadania dzieliły się na teoretyczne – sprawdzające wiedzę dotyczącą propozycji Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo Kredytowej oraz praktyczne. - Gra była ciekawa, lecz uważam, że źle rozplanowana została jej trasa - mówi dh. Lucyna z Hufca Toruń. Uczestnicy zaznaczyli, że woleliby więcej czasu poświęcić na realizację zadań, niż półtorej godziny wędrować do następnego punktu. Kłopotliwe też stały się pytania z wiedzy na temat SKOKu. - Wolelibyśmy raczej zadania w których można wykorzystać teorię w praktyce, niż pytania typu „Jaki jest fundusz emerytalny w SKOKu?”- komentuje dh. Kamila z Chorągwi Stołecznej. Ogromne za-dowolenie wzbudziła jazda na rowerze i jeepami. Była to niewątpliwie największą atrakcja, która na zawsze zapadnie w pamięci wszystkich uczestników. Nie obyło się bez problemów organizacyjnych... Mimo, że gra miała się zakończyć o godzinie 19.00, to jeden z patroli nie został wpuszczony na punkt o godzinie 18:50. - Uważam, że brak możliwości wykonania zadania po przejściu bardzo długiej drogi był niesprawiedliwy - powiedział dh Maciej z Chorągwi Stołecznej. Mimo zmęczenia, które następnego dnia dało wyraźnie o sobie znać, każdy o grze wypowiadał się podobnie. - Było spoko!- podsumowuje dh Maciej. dh. Aleksandra Trędewicz, dh. Magdalena Błotnicka (hufiec Toruń)

wZlot

Zajęciowy zawrót głowy Pełna emocji nieplan-owana gra terenowa odbyła się nie w lesie, a na terenie zlotu. Mapka, którą przygotowali orga-nizatorzy wymagała nie lada umiejętności orientacji w terenie. Czasem nie wystarczy być harcerzem. Tylko jedna osoba na dziesięć potrafiła od-czytała mapkę pra-widłowo. W sumie to bardzo zabawne, ale kiedy ktoś spieszy się na zajęcia – już trochę mniej. „Gdzie jest jedynka?”, „Nie zaznaczyli jej na mapce!”, „Tego numeru, co ja szukam też nie ma”. To rozmowa, którą pod-słuchałam w jednym z miejsc, gdzie rozwieszone były mapki. Tam zbierały się grupy zdezorientowanych. Harcerze mieli wiele uwag. Niezaznaczone niektóre punkty, w których od-bywały się zajęcia i czarnobiała legenda, która w zamyśle miała być kolorowa. Śmieszył jedynie fakt, że legenda przed siedzibą buira zlotu wisiała do góry nogami. „Wiele osób pracowało nad mapką i stąd te pomyłki” - tłumaczy phm . Magdalena Suchan, kierownik Wydziału Promocji GK ZHP. To na poważnie, a na wesoło organizatorzy tłumaczyli, że to dodatkowa atrakcja dla zlotowiczów. Na szczęście, harcerze dają sobie radę w każdej sytuacji – tym bardziej na terenie zlotu. Na zajęcia i tak dotarli... a było w czym wybierać. Od tańca brzucha po warsztaty dziennikarskie Blisko 30 osób uczes-tniczyło w zajęciach „Z nami zaQmasz dziennikarstwo”. W wolnych chwilach zbierali się w zaimprowizowanej terenowej redakcji i pisali teksty – między innymi ten, który właśnie czytacie. Wbrew powszechnemu mniemaniu ludzie pracujący w tej branży nie są krwiopijcami szukającymi sensacji – mówili po zajęciach harcerze. Dowiedzieli się, czym charakteryzuje się dobry dziennikarz – przede wszystkim pisaniem w zgodzie z własnym sumieniem oraz dbaniem o uczucia bohaterów swoich tekstów. Harcerki i har-cerze zapoznali się z programem Qmam, który służy do tworzenia profesjonalnej gazety. Efektem zajęć miało być coś co według jednego z prowadzących wydawało się niemożliwe – zrobienie gazety ze zlotu. Niemożliwe? A jednak się udało. Gimnastyka języka Dla przyszłego dzien-nikarza przydatne mogły być też zajęcia z gimnastyki buzi i języka, szczególnie tych zainteresowanych radiem i telewizją. Ale uczestniczyli w nich harcerze zainteresowani głównie innymi zawodami.Ćwiczyli tak zwany narząd mowy, poznawali tym samym tajniki logopedii. Przygotowanie ust i języka do długiej przemowy, zabawy językiem np. tworzenie tzw. koszyczka i zabawy ustami np. tworzenie tzw. króliczka. - Zaciekawiło mnie to, że logopedia zajmuje się też masażami języka - mówiła jedna z uczestniczek. Inna druhna mówiła, że właśnie na tych zajęciach dowiedziała się o swojej wadzie wymowy, której człowiek niedoświadczony nie zauważy. O sposobach likwidowania wad wymowy mówiła druhna prowadząca zajęcia. Tłumaczyła, że najlepiej eliminować je w wieku dziecięcym, ponieważ osobom starszym trudno jest się zmobilizować do pracy nad sobą. Na szczęście harcerze nie

wZlot

musieli dużo pracować, mogli się dużo bawić. Zabawy za to nie było z bronią. Podczas zajęć na strzelnicy – niepozornie utworzonej w dużym brezentowym namiocie, tzw. „dziesiątce”. Podstawą były informacje o rodzajach broni i zasadach bezpieczeństwa. Choć prowadzący pozwalali sobie na żarty, żartów w obchodzeniu się z bronią nie było. Harcerze strzelali z wiatrówek do tarcz. Niektórzy narzekali, że stanowisk było za mało, tym bardziej, że po raz pierwszy mieli okazję postrzelać. W międzyczasie prowadzący zajęcia pod-powiadali, jakie ćwiczenia można zorganizować w czasie zbiórek i z jakimi organizacjami warto współ-pracować. Strzelnica cieszyła się duża za-interesowaniem, w mo-ment zapełniły się listy zgłoszeń. Postrzelać i policzyć Skoro mowa o strzelaniu, nie zabrakło zajęć z policjantami (choć z 40-min poślizgiem – ach ta policja!). Co prawda było na nich więcej tzw. sprawnościówki, niż trenowania celnego oka, ale przynajmniej zo-baczyliśmy jak wygląda tor przeszkód, który muszą pokonać kandydaci do szkoły policyjnej. Krótki czas to podstawa. Uczestnicy zajęć byli zgodni - to nie jest to taka prosta sprawa. Zadanie polegało na okrążeniu biegiem dwóch słupków, wykonaniu trzech przewrotów, okrążeniu z manekinem na rękach kolejnego słupka, przeskoczeniu czterech płotków, pięciokrotnym rzutem trzykilową piłką lekarską na odległość 5 m, dziesięcioma brzuszkami, pokonaniu czterech skrzyń i tak dalej i tak dalej.... Średni czas harcerzy – 1,30 min (dopuszczalny czas to 1,45 sek). Harcerki były tylko troszkę słabsze. One sprawdzały się na bardziej kobiecych zajęciach - „Triball” czyli taniec brzucha, „Salsatime” i „Pilates”. Nie ma to jak reklama!Poznaliśmy tajniki i tej dziedziny. „Róże na mundurze, chwasty na tapecie, to czego się nie reklamuje nie istnieje” - te zajęcia nauczyły nas, o czym mówić, co pokazać, jak – kolokwialnie mówiąc - „sprzedać swoje zalety”, by na tym zyskać... na przykład dofinansowanie dla drużyny. Kasia Konieczna, Hufiec Ziemi Rzeszowskiej Wiadomość z ostatniej chwili! Szalone Okulary

wZlot

Jak donosi rzeczniczka z Zielonej Doliny, dh Gabi (dla niezorientowanych to namioty należące do patrolu z Czechowic Dziedzic i BielskaBiałej), po wielu latach żmudnych poszukiwań, wreszcie udało się znaleźć różowe trampki druha komendanta biwaku zielonego. Jakież było jego zdziwienie, gdy znalazły się one w sklepie, gdzie wszystko jest po dwa złote lub mniej. „To po prostu cud, niebywałe wydarzenie, pół życia szukałem tak różowych trampek i dopiero z naszego zlotu wyjadę z wymarzonymi bucikami”. Rzecznika Gabi zdradza nam sekret: - Tak unikatowy fason trampek znajdziemy jedynie w małym sklepiku „Tup harc”, trzecia ulica na prawo w Małeczu – mówi. Jeśli oczywiście marzycie o takiej samej parze. Kinga Żydek, Monika Hankus Hufiec Czechowice- Dziedzice, Chorągiew Śląska „Biega, krzyczy Pan Hilary, gdzie są moje okulary?”. Jak z pewnością wszyscy zauważyli pewnego dnia komendant biwaku zie-lonego, wbrew swej naturze, od rana był prze-pełniony rozpaczą. Zlotowicze odczuli to dosyć boleśnie, gdyż na każdym kroku można było spotkać rozdrażnionego druha komendanta. „Gdzie się podział jego optymizm, gdzie jego radość życia?”, pytali zdumieni podopieczni. W odpowiedzi słyszeli tylko „Gdzie są moje okulary?”. Druhny z Zielonej Doliny postanowiły wyjaśnić tę zagadkę. Po przebiciu się przez nawałnicę obelg udało im się usłyszeć sedno sprawy „Komendacie nasz kochany okulary Ci oddamy, jeśli wraz z okularami skończysz z tymi humorami”. Po czym zdjęłyśmy z jego nosa przeciwsłoneczne okulary będące powodem zaćmienia. Pełen wdzięczności, z powrotem ujrzał piękno świata i swych ukochanych zlotowiczów. Agnieszka Płoskonka Monika Hankus Kinga Żydek Hufiec Czechowice Dziedzice Chorągiew Śląska

wZlot

Humoresek dalszy ciąg... Jadła na zajęciach! Trzeciego dnia złotu, w czasie kolejnych zajęć z dziennikarstwa, odby-wających się na zlocie, druhna J. zajadała się pysznym spaghetti. Swoje zachowanie tłumaczyła brakiem czasu na zjedzenie obiadu. Na szczęście J. w niczym nie przeszkadzała pro-wadzącym. Ku uciesze grupy druhna szybko zjadła swój posiłek. Osobiście zwracamy się do druhny z prośbą, o jedzenie posiłków w wyznaczonych porach i nie „robienie smaków” innym uczestnikom zajęć. pwd. Joanna Polewska Hufiec Kędzierzyn – Koźle„ "Pełne po brzegi są kawiarenki...” Długopisy, woda, ciastka, jogurty i inne gadżety – czym to nie próbowano nas przekonać do napisania dobrej recenzji zlotowych kawiarenek. Odwiedziliśmy każdą z nich. Każda ma swój klimat, każdy znajdzie w nich swoje miejsce. Przechodzimy obok dużej tablicy z napisem „Ręka, noga, mózg na ścianie”. Wchodzimy do dużego, zielonego namiotu. Jest już ciemno, a świeczki leniwie płonące w butelkach dają niewiele światła. Wewnątrz kilka osób rozmawia cicho w kącie. Gdy nas zauważają milkną, ale po chwili znów wracają do

wZlot

rozmowy. Z zaplecza płynie cicha, spokojna muzyka. Oczy powoli przyzwyczajają się do panującego mroku gdy nagle... zauważamy... półtorametrowego pająka! Brzmi jak wstęp do horroru? Nic bardziej mylnego! Mowa o kawiarence „Kantyna” należącej do gospodarza zlotu – Hufca Pabianice. „Kantyna” to miejsce niezwykle, nastrojowe. Przy wejściu ujrzeć można stoły zbudowane z desek oraz snopków siana. Wszystko wykonane jest z naturalnych materiałów, w drewnie. Ciekawostką są zawieszone pod sufitem lampki w kolorach drużyny prowadzącej – 96 PDH „ Buczacz”. A co z jedzeniem? - zapyta ktoś. Tylko tutaj dostać możemy ogórki kiszone i smalec! Oprócz tego kawiarenka serwuje typowo zlotowe potrawy – kilka smaków herbaty, kawa, zapiekanki oraz ku ogólnej uciesze - pizzę! WNT zaprasza Ruszamy do kolejnej kafejki. Zbliżamy się do żółtego namiotu z szeroko otwartymi połami. Wewnątrz – tłum ludzi! Słychać ich z daleka. Po wejściu orientujemy się, że trwa tu teraz konkurs karaoke...To kawiarenka Wydziału Nowych Technologii ZHP. Karaoke zorganizowane zostało przez XV Szczep Bratnich Ognisk. To nie jedyna atrakcja jaką oferuje nam WNT! Jako jedyni posiadają na wyłączność basen, plażę oraz ratownika! Przed wejściem znajdują się również stoliki, można tu zjeść kiełbasę z grilla i tosty. Codziennie cafe WNT organizuje wieczorek filmowy. Są filmy akcji, horrory. W ciągu dnia można posłuchać dobrej muzyki lub też wziąć udział w jednym z trwających konkursów (np. na najciekawsze rozwinięcie skrótu „WNT”). O wystroju prowadzący kafejkę mówią: - Nazwa jest skomplikowana, za to wystrój prosty. Na pytanie o hasło reklamowe mówią krótko: - Najlepszą reklamą jest to, żeby każdy przyszedł i spróbował”. Warto też wspomnieć o akcji, którą prowadzi kilka osób z obsługi. Nosi ona ciekawą nazwę „Podróż na koniec świata”. Grupa ludzi postanowiła wyruszyć na najbardziej wysunięty na północ kraniec Europy. Mają do przejechania 10 tys. km i chcą tego dokonać dwoma autobusami typu „ogórek”. Wesprzeć akcję można kupując plakietkę za 3zł. W zamian dostajemy „kawałek miejsca” na ich pojeździe, na którym umieścić możemy dowolny napis lub rysunek. Żywioły finansowe Dalej kierujemy się do „podwójnego” namiotu. To miejsce, w którym znajduje się punkt informacyjny jednego ze sponsorów zlotu SKOKu oraz kafejka 4Żywiołów. Jest tu kącik dla dzieci (z klockami i układankami). - Codziennie symbolami innego żywiołu dekor-ujemy wnętrze - dowiadujemy się od druhny z obsługi. Wśród proponowanych potraw znaleźć możemy tu niespotykane nigdzie indziej smakołyki, jak choćby tosty na słodko i słono, ciasto z owocami i bitą śmietaną, frytki czy też naleśniki. To raj dla fanów teiny – 12 smaków herbaty! Warto też wziąć udział w konkursie – loterii lub po prostu porozmawiać z miłą obsługą. W „Głodówce” nie głodują Kolejnym miejscem jest kawiarenka „Głodówki”. - Tu jest klimat taki prawie harcerski - mówią zlotowcy. Obsługa jest wyjątkowo skromna.

wZlot Internet z drzewa Nowe technlogie na Zlocie drużynowych, zgodnie z ekologicznymi wartościami skautingu były bardzo "zielone". Połącznie z intrnetem za pomocą sieci 3G i bezprzewodowych modemów w okolicy odbywania się Zlotu nie wchodziło w grę. Organizatorzy jednak, jeszcze przed naszym przyjazdem zapewniali o w pełni działającej infrastrukturze warsztatowej, od prądu po rzutniki i działający internet. Obietnice pozostały spełnione, jednak ku zaskoczeniu, nie tylko animatrów Fundacji, ale i uczestników warsztatów oraz wykłającego obok wikipedysty, "internet" czerpaliśmy z dzewa (za pomocą kabla) lub z powietrza (gdy wiatr lepiej zawiał i zadziałało wifi). Kamil Śliwowski, nie druh

Twierdzą, że ich celem było stworzenie miejsca spotkań gdzie będzie można zjeść tradycyjne potrawy z gór (grillowany oscypek z żurawiną!), posłuchać typowo góralskiej muzyki, i, jak to w schroniskach tury-stycznych, napić się ciepłej herbaty. Możemy tu kupić koszulki znane wszystkim turystom, np. „W górach jest wszystko co kocham”! - Chcieliśmy osiągnąć klimat zbliżony do klimatu panującego na Głodówce - mówi obsługa. Dlatego sporo tu tzw. handmade, czyli przedmiotów wykonanych ręcznie, np. świeczki, ozdoby, ramki do zdjęć z panoramami Tatr. - Chcieliśmy się tutaj czuć jak u siebie. I żeby trochę tego klimatu przekazać innym - słyszymy. Dla prawdziwych podróżników Ostatnią, ale wcale nie najgorszą kawiarenką jest „Klub Explorera”. Nazwa tego miejsca wywodzi się od „prawdziwych” klubów explorerów. Są to miejsca, w których zbierają się podróżnicy by odpocząć po trudach wyprawy. Główną atrakcją Klubu są cztery rodzaje kawy, o których phm Maciej Grunt mówi: - Nie ma za mocnej kawy, jest tylko za słaby właściciel. Wyjątkowość tego miejsca to również nietypowe siedziska, materace rozłożone na ziemi. Do tawerny wchodzi się boso, można tu poleżeć, posłuchać muzyki, a nawet znaleźć męża! Urok tego miejsca pod-kreślają kolorowe lampiony i stoliki zrobione z pniaków. Naszym faworytem jest szarlotka! Niestety... kochane niewiasty! Musicie się strzec. Pracownicy tego miejsca uwielbiają podrywać bezbronne klientki. Po odwiedzeniu wszystkich kawiarenek stwierdzamy, że każda ma swój niepowtarzalny klimat. Każdy znajdzie w nich swoje miejsce. Anna Wawszczak, Hufiec OpoleMiasto Tomasz „Szuder” Szudrowicz, Hufiec Ziemi Rzeszowskiej