Тэставае паведамленьне - трэба паставіць flash player








OD REDAKCJI SPIS TREŚCI
„Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest i nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi.”


Ze szczerego serca w ten piękny czas, gdy gwiazdka świeci dla wszystkich nas, życzymy miłości bez trosk i złości, pokoju na świecie i wszystkiego czego tylko zapragniecie, niech Wam się spełni, radości doda i niech będzie biało, żeby się szczęście zawsze do nas uśmiechało! REDAKCJA "Radosna Niepodległa" str. 3 "Świąteczny ulubieniec, nie tylko dzieci" - str. 8 "Warto pomagać" - str. 10 "Co z tą młodzieżą?" - str. 12 "13 grudnia, roku pamiętnego..." - str. 14 "Rozwiązania nadszedł czas" - str. 15 "Mistrzowska powieść" - str. 17 "Nieważne, jak wysoko jesteśmy" - str. 18 "Kocham Kino" - str. 20 "Robin z Rotterdamu" - str. 22 "Nowy sezon - nowe nadzieje - str. 28 "Damy radę?" - str. 30 "Dajmy się zakręcić" - str. 31 RADOSNA
NIEPODLEGŁA


W dniach 7.11 – 10.11 nasza szkoła, bogato przystrojona w biało - czerwone barwy, była miejscem świętowania Dnia Niepodległości. Organizacja nietypowych obchodów przypadła klasie III B, która pod egidą p. Kamilli Jaśnikowskiej zadbała o to, by w szkole się „działo”. Na całą akcją składało się kilka elementów. Pierwszym z nich było udekorowanie szkolnych korytarzy, do czego zaangażowane zostały wszystkie piony klas, a także członkowie szkolnego Parlamentu. Pierwszego dnia obchodów, oprócz barwnych flag polskich powiewających pod sufitem, na parterze pojawiła się też sesja plakatowa, związana z historią odzyskania przez Polskę niepodległości (autorzy wystawy – klasa III B, mogli liczyć na pomoc i fachowe rady ze strony p. Małgorzaty Kanii – Niedbały). Żeby wszystkich utwierdzić w przekonaniu, że Święto 11 Listopada można świętować „na wesoło”, dzień później odbył się konkurs, na najoryginalniejsze zaakcentowanie barw narodowych w stroju. Kreatywność i pomysłowość niektórych klas była godna podziwu, a jury w składzie p. Małgorzata Kania – Niedbała oraz p. Beata Pękala wyłoniło zwycięzców. I tak, wśród klas pierwszych zwyciężyła klasa I C, wśród klas drugich bezkonkurencyjna okazała się klasa II B, zaś pośród najstarszego rocznika, za najlepszą uznano klasę III B. Trzeci dzień „Radosnej Niepodległej” dotyczył z kolei tylko klas III. Przygotowane przez klasę III B lekcje na temat historii naszego kraju w latach 1772 – 1918 zostały zaprezentowane pozostałym klasom trzecim. Odbiorcy mieli okazję dowiedzieć się nieco na temat rozbiorów, powstań, czy ostatecznie I wojny światowej. Nie zabrakło również pieśni patriotycznych oraz wspólnego śpiewania „Mazurka Dąbrowskiego” i „Roty”. Ostatnim dniem obchodów i zarazem dopełnieniem projektu była audycja, krótko i zwięźle podsumowująca najważniejsze informacji dotyczące Święta Niepodległości. Całą akcję bez wątpienia można uznać za udaną - uświadomiła uczniom, dlaczego powinni być dumni z tego, iż są Polakami. Klaudia Kucharczyk

Zwycięskie klasy: 1C ( u góry), IIB (u góry, z lewej) oraz IIIB (z lewej)



Pomysłowość uczniów nie znała granic (z lewej); Komisja sprawdzająca (u góry, na środku); Lekcja przygotowana przez IIIB (u góry i z lewej)


ŚWIĄTECZNY ULUBIENIEC NIE TYLKO DZIECI


Jak to właściwie jest z tymi przygotowaniami? Przecież spełnienie marzeń kilku milionów dzieci to nie lada wyzwanie. Tak, to prawda. Na szczęście mam wielu przyjaciół, którzy pracują od rana do nocy, aby przygotować wszystkie wymarzone prezenty. Najbardziej pracowity jest ostatni tydzień – to właśnie wtedy jesteśmy zabiegani, bo chcemy zdążyć z przygotowaniami na ten ważny dzień w roku. Jedna noc i cały świat. W teorii to niemożliwe, by przebyć tak wiele. Co sprawia, że zawsze ci się to udaje? Przede wszystkim wiara w to co robię, otucha Pani Mikołajowej i przyjaciół, a także myśl, że przez moje opóźnienie jakieś grzeczne dziecko mogłoby nie dostać prezentu. W tym czasie wstępuje we mnie jakaś moc. Trudno mi ją określić… To chyba magia świąt. Jeszcze nigdy nie słyszałyśmy, aby choć jeden maluch był niezadowolony z prezentu, który dostał. Skąd biorą się te wymarzone, wyśnione podarunki?



Dawno temu wybudowaliśmy wytwórnię zabawek. Dzięki niej możemy wytwarzać dużą ilość prezentów. W produkcji pomagają mi elfy i śnieżynki. Renifery również nie są obojętne na produkcję. Co roku pomagają mi w dostarczaniu zabawek dla dzieci. Bardzo się cieszę, że zawsze mogę liczyć na ich pomoc. W dzisiejszych czasach wielu ludzi pracuje pod presją. Często sobie z tym nie radzą. Czy praca Świętego Mikołaja również przynosi stres? Jak sobie z tym radzisz? Moja praca nie przynosi mi stresu, ponieważ bardzo lubię to co robię. Jednak, gdy pojawia się obawa, że nie zdążę z dostarczeniem kilku prezentów, sięgam do mojego wora i znajduję tam: cukierki (śmiech). Dodają mi one… tego nie mogę zdradzić. Święta to czas radości. Czy mógłbyś opowiedzieć naszym czytelnikom jak spędzasz te wspaniałe chwile? Ja  moja żona, dzieci, a także elfy i inne bajeczne stworzenia dzielimy się cukierkami, wręczamy sobie upominki oraz śpiewamy kolędy. Później wychodzimy na dwór, by się pobawić. Jeździmy na sankach, rzucamy się kulkami oraz głośno się śmiejemy. Mamy nadzieję, że jak co roku odwiedzisz naszą szkołę. Ręczymy, iż wszyscy gimnazjaliści byli bardzo grzeczni! Oczywiście. Odwiedzę. W pierwszej kolejności zajrzę do pierwszaków, następnie do klas drugich i trzecich. W takim razie czekamy na twoje przybycie i dziękujemy za rozmowę. Klaudia Grabińska Weronika Kowalczyk WARTO POMAGAĆ
Święta to czas, w którym trzeba sobie szczególnie pomagać - jak wywiązali się z tego skawińscy harcerze?


Od kilku lat w Skawinie, w okresie przedświątecznym w wielu sklepach można spotkać harcerzy ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Rozdają ulotki, zachęcają ludzi do wzięcia udziału w zbiórce żywności. Z całego serca chcą zebrać jak największą ilość żywności, aby przekazać ją do jadłodajni w Skawinie, by ta rozdzieliła ją pomiędzy potrzebujących. Tegoroczna zbiórka odbywała się w dniach od 2 do 4 grudnia, jednak harcerze kwestowali tylko w piątek i sobotę. Przez te dwa dni, żaden z nich się nie obijał, ponieważ w tym roku podjęli się zbierania żywności w aż 3 sklepach (Ajka, Tesco, Delikatesy Centrum). Udało im się  zebrać 1777kg jedzenia , w tym ok.305 kg makaronu, 140 kg mąki,73 kg czekolady. Wartość zebranej żywności szacowana jest na około 9000 złotych. Teoretycznie nudne zadanie sprawiało harcerkom i harcerzom wiele radości. Rywalizowali kto pierwszy rozda wszystkie ulotki, zachęci innych do pomocy w akcji, czy wymyśli najciekawszą promocje zbiórki. Mimo ustalonego grafiku, wielu z nich przychodziło wcześniej lub zostawało dłużej w sklepie, by jak najlepiej wypełnić służbę. Każdy chciał opowiedzieć swoim zmiennikom, co wydarzyło się podczas ich zbiórki. Jednak najwięcej satysfakcji i radości sprawił im fakt, że ich praca nie poszła na marne i dzięki nim wiele skawińskich rodzin spędzi święta przy suto zastawioenym stole. Barbara Młynarczyk



CO Z TĄ MŁODZIEŻĄ?

"Spora grupa młodych swoje ego wynosi zdecydowanie ponad poziom IQ."

Jedną z cech współczesnego świata jest nieustanny konflikt pokoleń. Młodzi uważają, że ich nowoczesny punkt widzenia przeważa nad staroświeckimi poglądami ich rodziców, dziadków oraz nauczycieli. Jak jest naprawdę? Podstawowym kryterium pozwalającym na dokonanie pewnej selekcji, jest sposób, w jaki młodzi traktują starszych ludzi. Spora grupa młodych swoje ego wynosi zdecydowanie ponad poziom IQ. Uważają się za największe dobro tego świata - skarb, który nie może „brudzić się” słuchaniem rad starszych osób lub posiadaniem autorytetu. Młode osoby, mimo iż zazwyczaj nie mają zbyt bogatego bagażu doświadczeń, nie chcą poszukiwać mentorów i szanują pracy, jaką w ich wychowanie wkładają starsi. To w głównej mierze przekłada się na to, jacy ludzie z nich wyrastają. Z drugiej jednak strony, moja wcześniejsza opinia krzywdzi bardzo dużą część młodzieży. Młodość nie jest synonimem zła, czego przykładem mogą być ambitni uczniowie, mający swoje marzenia i pasje, którzy kierują się w życiu pewnymi zasadami. Młode osoby chętnie angażują się w działania charytatywne i niesienie pomocy, czego doskonałym przykładem są harcerze - służą Bogu, ojczyźnie i bliźnim. Wbrew powszechnemu stereotypowi, nie każdy gimnazjalista sięga po alkohol, czy papierosy,



mając świadomość, do czego może ich to doprowadzić. Młodzi ludzie też potrafią być odpowiedzialnymi ludźmi i dojrzałymi przyjaciółmi. Choć nie można jednoznacznie ocenić, czy nad współczesną młodzieżą powinno się klaskać, czy płakać, ja z optymizmem patrzę na młode pokolenie. Cytując Czesława Niemena - „ ludzi dobrej woli jest więcej (…) i ten świat nie zginie nigdy dzięki nim.” Wydaje mi się, że to zdanie znajdzie swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Jak dobrze wiemy, sam Jan Paweł II był człowiekiem, który zawsze pokładał w młodzieży wielkie nadzieje - dlaczego więc, nie brać z niego przykładu? Klaudia Kucharczyk "13 GRUDNIA
ROKU PAMIĘTNEGO..."


W rocznicę ogłoszenia stanu wojennego w Kościele Miłosierdzia Bożego odbyła się Msza upamiętniająca to wydarzenie. Oprócz zaproszonych gości, pocztów sztandarowych, byli tam również harcerze i harcerki ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Po uroczystości wszyscy zaproszeni byli do wzięcia udziału w wieczornicy, przypominającej to, co wydarzyło się równo trzydzieści lat temu. Pod opieką pani Aleksandry Mioduszewskiej harcerze śpiewali pieśni typowe dla tamtego okresu w historii Polski takie jak : „ Zielona Wrona” i „ Moja Litania”, przedstawiali relację z wydarzeń w kopalni „WUJEK” i internowań, a także opowiadali o warunkach życia codziennego. Na koniec uroczystości, starania młodzieży zostały nagrodzone gromkimi brawami. Oni sami byli z siebie dumni, że pomimo ogromnego stresu wszystko wyszło zgodnie z planem. Barbara Młynarczyk MISTRZOWSKA
POWIEŚĆ


"Mistrz i Małgorzata" to książka przez wielu nazwana nieśmiertelną i oczywiście trzeba się zgodzić z tą opinią, bo pomimo upływu lat nadal jest chętnie czytana. Szkoda tylko, że została postawiona między nielubiane lektury szkolne co bardzo odstrasza nastoletnich czytelników... Część pierwsza powieści rozpoczyna się od rozmowy na Patriaszych Prudach pomiędzy Michaiłem Aleksandrowiczem Berliozem, a Iwanem Nikołajewiczem - którego nazywano również Bezdomnym - na temat istnienia Boga. Oczywiście z racji tego, że jest to czas komunistycznej Rosji, obydwoje dochodzą do wniosku, że takowy nie istnieje. W pewnym momencie dosiada się do nich Woland, który stwierdza, że obaj panowie są w błędzie. Zawzięcie upiera się również przy tym, iż sam był świadkiem, kiedy to Poncjusz Piłat wydał dekret uśmiercający zbawiciela  Jeszuę HaNocri. Przepowiada również jednemu z nich - Berliozowi - rychłą śmierć pod kołami tramwaju, a Iwanowi Bezdomnemu - chorobę psychiczną. W efekcie wszystkie słowa, które wypowiedział Szatan - Woland, sprawdzają się. Diabeł wraz ze swoimi wiernymi sługami - Behemotem, kotem który chciał jeździć tramwajem, Korowiowem, do którego można by wypisać bardzo wiele określeń, przejmuje mieszkanie zmarłego członka Massolitu. W poźniejszych etapach książki można również zobaczyć oczyma wyobraźni, jak magia została zdemaskowana, wielki bal u szatana oraz jak Małgorzata odnalazła swojego ukochanego Mistrza. Według mnie, uwtór Michaiła Bułhakowa jest jedyny w swoim rodzaju, potwierdzeniem tego jest fakt, iż książka bogata jest w inteligentny humor... „– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.(...) – Na litość boską, królowo – zachrypiał – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus.". Główną problematyką powieści jest Poncjusz Piłat, przez którego cierpią m.in. tytułowi Mistrz i Małgorzata. Bohaterowie są również krzywdzeni przez "niewinne żarciki" Behemota i Korowiowa. O tej niesamowitej powieści można by pisać wiele, ale czy to konieczne? Jeśli ktoś jeszcze jej nie przeczytał (za co powinien się bardzo wstydzić !) to zachęcam, do jak najszybszego sięgnięcia po lekturę. Serdecznie polecam. Bartosz Gałuszka ROZWIĄZANIA NADSZEDŁ CZAS



W piątek 18 listopada odbyła się premiera ekranizacji czwartej części „Zmierzchu” autorstwa Stephenie Meyer. Produkcja nosi tytuł „Saga Zmierzch Przed Świtem część 1”. Film został nakręcony na podstawie książek wspomnianej pisarki. Opowiada o dalszych losach dobrze znanych fanom bohaterów cyklu. Po udanej uroczystości zaślubin i wspaniałym weselu, Edward zabiera Bellę na miesiąc miodowy. Panna młoda do samego końca nie wie gdzie zabiera ją  jej mąż. Po długiej podróży docierają na Wyspę Esme. Tam pieczętują zawartą przysięgę. Kilka dni później Edward opuszcza wyspę na kilka godzin, by się pożywic. Po jego powrocie Bella źle się czuje. Dziewczyna uświadamia sobie, co się dzieje – jest w ciąży. Natychmiast dzwoni do Carlisla, który każe im  wracac do Forks. Po zakończonej rozmowie pojawia się sprzataczka, kobieta która znała legendy o dzieciach demonów. Niestety przepowiedziała Belli śmierć. Młode małżeństwo wraca do Forks. Ciąża wykańcza Bellę. Nikt nie może przekonać jej do usunięcia płodu. Kiedy Sam i jego sfora dowiadują się o dziecku, chcą zabić dziewczynę. Jednak Jacob im na to nie pozwala. Obiecuje, że po porodzie pozbawi dziecko życia. Tym samym odłącza się od watahy. Później, gdy odwiedza Bellę, jest zszokowany jej wygladem. Edward prosi go  by spróbował przekonać jego żonę do zmiany decyzji. Niestety Jacob odnosi porażkę. Przez kolejne dni stan Belli wciąż się pogarsza. Jacob



drwi z wampirów, jedna z jego myśli przykuwa uwagę Edwarda. Wilkołak pomyślał, że płód może potrzebowac krwi. Bella zgadza się na wypicie czerwonej cieczy. Okazuje się, że Jake miał rację. Belli wracają siły. Niestety to nie koniec problemów. Kiedy Bella sięga po kubek, odrywa się łożysko. Reakcja wampirów jest natychmiastowa. Edward za wszelką cenę chce uratowac swoją ukochaną. Rozcina jej brzuch własnymi zebami. Na świat przychodzi córeczka młodych Cullenów – Renesmee. Jednak mimo rozwiązania ciąży, Bella jest bliska śmierci. Wampir wstrzykuje jej do żył swój jad. Żeby przyspieszyc działanie jadu, gryzie ją w wielu miejscach. Wkrótce widac pierwsze rezultaty. Ciało Belli nabiera kształtów, rosną jej włosy. Na koniec otwiera oczy, ma charakterystyczne krwistoczerwone tęczówki... „Przed Świtem częśc 1” to świetny film, doskonale wyreżyserowany z świetnie dobraną muzyką. Ekranizacja wiernie oddaje fabułę książki. Zakończenie filmu pozostawiło niedosyt, każdy kto obejrzał pierwszą częśc, jest ciekaw tego co będzie działo się w drugiej. Jeśli jeszcze nie obejrzeliście tej produkcji, to koniecznie nadróbcie zaległości. Ja bardzo chętnie obejrzałabym ten film jeszcze raz. Dominika Gubała NIEWAŻNE JAK
WYSOKO JESTEŚMY


Zespół „Myslovitz” istnieje na polskiej scenie muzycznej od 1992 roku. Zajmuję się głównie rockiem alternatywnym. W skład zespołu wchodzą: wokalista - Artur Rojek, gitarzysta – Wojciech Powaga (dwaj założyciele zespołu), Przemysław Myszor – gitarzysta, gra na instrumentach klawiszowych, Jacek Kuderski – gitarzysta oraz Wojtek Kuderski, brat Jacka – perkusista. Podczas swojej kariery wydali dziesięć płyt : w tym jedną składankę „The Best Of” oraz – nie tylko dla polskich fanów- anglojęzyczną wersję albumu „Korova Milky Bar”. Ostatnim, najnowszym krążkiem, wydanym 31 maja 2011 jest płyta „Nieważne jak wysoko jesteśmy”, która do tej pory zyskała status „Złotej Płyty”. W ramach promocji albumu "Nieważne jak wysoko jesteśmy" oraz singla z tej płyty "Przypadek Hermana Rotha" odbyła się trasa koncertowa w całej Polsce. Dnia 6. listopada 2011r., bardzo blisko nas- w krakowskim klubie

"Utwierdziłam się w przekonaniu, że są prawdziwymi pasjonatami, całkowicie oddanym temu, co robią.Tam, na koncercie, było czuć tę muzykę. Muzykę w ich sercach."

"STUDIO" odbył się koncert zespołu. Jako zagorzała fanka grupy miałam przyjemność brać w nim udział. Było to niesamowite przeżycie związane z duża ilością wspaniałych wspomnień. Zobaczyć swoich ulubieńców na żywo to naprawdę świetne przeżycie. Utwierdziłam się w przekonaniu, że są prawdziwymi pasjonatami, całkowicie oddanym temu, co robią. Tam, na koncercie, było czuć tę muzykę. Muzykę w ich sercach. Oni wręcz nią zarażali. A szczególnie, zarażał nią swoim cudownym głosem wokalista Artur Rojek i gitarzysta Wojciech Powaga - który ma fantastyczny kontakt z fanami, w moim przekonaniu, najlepszy spośród całego zespołu. Kto tego nie widział (i nie słyszał) powinien żałować, bo naprawdę, warto było… Magdalena Stec Więcej o MYSLOVITZ : http://myslovitz.pl/ KOCHAM
KINO


Czy kiedykolwiek zastanwialiście się dlaczego w Norwegii jest tak mało chrześcijan? Otóz odpowiedź jest bardzo prosta: Trolle, których przysmakiem jest chrześcijańska krew. Rząd Norwegii od lat dementuje informacje o tych legendarnych stworach i specjalnej, tajnej jednostce, która zajmować się ma ich eliminacją. Sytuacja jest na tyle poważna, że również Polska jest zamieszana w spisek. Bardzo upierdliwi studenci postanawiają sprawdzić co tak na prawde dzieje się w norweskich lasach. "Łowca Trolli" w kinach od 23 grudnia. Oskarżony o zamach bombowy na Kreml, agent IMF Ethan Hunt (Tom Cruise) zostaje zwolniony. Pozostawiony bez środków i wsparcia, Ethan musi znaleźć sposób na oczyszczenie dobrego imienia agencji oraz uniemożliwienie kolejnego ataku. Sprawę komplikuje fakt, iż Ethan zostaje zmuszony do podjęcia się misji wraz z zespołem byłych agentów IMF,



których osobistych motywów do końca nie poznał. Film "Mission: Impossible: Ghost Protocol" wyreżyserowany przez zdobywcę dwóch Oscarów Brad'a Bird'a. Już 5 stycznia przyszłego roku będziemy mogli zobaczyć co działo się, zanim "Kot w butach" poznał Shreka. Tytułowy bohater organizuje napad, z którego chce uzyskać mityczną gęś znoszącą złote jajka. Nie tylko on ma jednak na nią chrapkę... Znakomita rozrywka dla widzów w każdym wieku! Bardzo oczekiwaną premierą początku przyszłego roku będzie "Sherlock Holmes: Gra cieni". Akcja rozgrywa się w 1891 roku, dokładnie rok po wydarzeniach z pierwszego filmu o Sherlocku. Detektyw wraz ze swoim oddanym przyjacielem doktorem Watsonem postanwiają po raz kolejny połączyć swoje siły przeciwko Profesorowi Moriartemu. "Musimy porozmawiać o Kevinie" to nie kolejna odsłona przygód Kevina McCallistera. Tytułowy Kevin to demoniczny nastolatek, nie uznający żadnych zasad. Film rytmicznie przeplatają dwa czasy akcji: gdy chłopak jest słodkim, kilkuletnim brzdącem, a matka – zadbana, dobrze usytuowana pisarka – stara się przyzwyczaić do jego nietypowego temperamentu oraz gdy jako nastolatek doprowadza rodzicielkę na skraj załamania nerwowego... Bartosz Gałuszka ROBIN
Z ROTTERDAMU


Jest na świecie taka gwiazda, która mimo wielkiego blasku, świeci słabiej od pozostałych. Drugplanowa. W cieniu innych. Tak było aż do 2011 roku. W ciągu ostanich dwunastu miesięcy to się zmieniło. To musiało się zmienić. Drugoplanowa gwiazda właśnie wyrównała klubowy rekord Thierry'ego Henrego w liczbie strzelonych goli w roku kalendarzowym, a lada moment może zostawić za plecami dorobek Alana Shearer'a - legendarnego napastnika, dzierżącego pod tym względem rekord całej Premiership. Robin van Persie, wreszcie wychodzi z cienia. Opaska kapitańska ściskająca jego ramię najwyraźniej przynosi szczęście. Chociaż w przypadku Holendra, nie można mówić o szczęściu. Jego charakterystczynie zakrzywione nogi wyczyniają na boisku cuda i nie jest to dzieło przypadku. Zarówno mocniejsza lewa, jak i słabsza prawa słuchają swego właściciela jak nigdy. I nic nie wskazuje na to by miały przestać. A jeśli za ich pomocą Van Persie zdobędzie kolejno 35, 36 i 37 bramkę w lidze w roku 2011 (stan na 23.12. przyp. red.) już na zawsze zapisze się w kartach futbolu. A jego życie mogło potoczyć się zupełnie inaczej...



Robin van Persie przyszedł na świat 6 sierpnia 1983 roku w Rotterdamie. Rodzice artyści - matka malarka i ojciec rzeźbiarz  bardzo chcieli, by syn poszedł w ich ślady. Dlatego nie byli zachwyceni, gdy dzień w dzień, młody Robin godzinami biegał za piłką, a do domu wracał wysmarowany trawą z poobijanymi nogami i zdartymi kolanami. Piłka nożna od najmłodszych lat była jego pasją, największą miłością. miało to wielki wpływ na jego okres dorastania. Holender wychowywał się bowiem w jednej z  najgorszych dzielnic Rotterdamu. W wywiadzie udzielonym dla "News of the World", przyznaje: "Wychowałem się w jednej z gorszych dzielnic Rotterdamu wśród mieszanki wielu narodowości i kultur. Byłem jednym z niewielu białych dzieciaków na tym osiedlu. Moi koledzy pochodzili z różnych afrykańskich krajów oraz Turcji (...) Oczywiście pojawiały się u mnie pewne patologie. Na przykład kiedy szedłem do sklepu i kupowałem słodycze, płaciłem tylko za jednego cukierka, a drugiego trzymałem w  kieszeni. (...) Koledzy często proponowali mi alkohol, papierosy i marihuanę. To była Holandia. Ja jednak wiedziałem, że moją przyszłością jest futbol i nigdy nie sięgnąłem po którąś z tych rzeczy. (...) Często oglądam zdjęcia mojej młodzieżowej drużyny. Patrzę na kolegów, którzy woleli imprezy i na tych, którzy poświęcili się piłce. I wiecie co? Ci pierwsi do niczego w życiu nie doszli". Naukę futbolowego rzemiosła Van Persie rozpoczał w klubie Excelsior Rotterdam. Tam robił furorę, przechodząc przez kolejne grupy wiekowe. Zadziwiająco zdolny i bramkostrzelny napsatnik trafił do krajowego potentanta - Feyenoordu Rotterdam. Macierzysty klub oddał go do zepsłu rywala beż żalu. Robin zaczął sprawiać problemy wychowawcze, a jego krnabrny charkter coraz bardziej się uwydatniał. Młody Holender swój pierwszy oficjalny ligowy mecz w Feyenoordzie zaliczył w wieku 17 lat, co spowodowane było głównie plagą kontuzji w zespole. Były to można by rzec - miłe złego początki. Wkrótce po podpisaniu profesjonalnego kontraktu, Robin wdał się w poważny konfilkt z ówczesnym trenerem (który w 2010 roku poprowadził go do srebrnego medalu MŚ w RPA) Bertem van Marwijkiem. Skłócony ze wszystkimi dookoła, został karnie zesłany do drużyny rezerw. Holender za błędy młodości mógł zapłacić ogromną cenę., bo niewielu było chętnych na korzystanie z usług kłopotliwego zawodnika. A jednak, doszło do transferu. Intuicja menedżera Arsenalu Londyn - Arsena Wengera  podpowiadała mu,  że chłopak z tak nietuznikowym sposobem gry i z takim gigantycznym potencjałem będzie mógł w pełni rozwinąć skrzydła pod jego czujnym okiem. Za kwotę ok. 3 mln futnów, Robin zamienił Feijenoord Stadion



na Highbury. Wenger po cichu liczył na to, że nowy nabytek będzie nastepcą swojego rodaka Dennisa Bergkapma. Poprzeczka dla Van Persiego ustawiona była więc niemiłosiernie wysoko. W  towarzystwie takich gwiazd jak Henry, Pires, Reyes, Ljungberg, Cambpell, Cole, Gilberto Silva, Hleb, czy wspomnianiy wcześniej Bergkamp, Robin zrozumiał, jak ciężką pracę musi włożyć w to, by wywalczyć sobie miesjce w składzie i by w przyszłości być tak szanowanym i utytułowanym graczem, jak koledzy z szatni. Tutaj rozpoczął się na dobre powolny proces dojrzewania i rozwój pod względem mentalnym (ciekawostką jest, że w meczu przeciwko Ajaxowi Amsterdam. omal nie pobił się z obrońcą tego klubu - Thomasem Vermaelenem, obecnym kolegą klubowym) Ciągle jednak miał inny problem - kontuzje. Dlatego też pobyt w Londynie można by opisać za pomocą sinusoidy - wyleczony uraz, powrót do składu, wejście w rytm meczowy, nabierająca rozpędu forma i... znowu wracamy do pierwszego punktu. Jako piłkarz Arsenalu zdobywał trofea: Mistrzostwo Premier League, Puchar Anglii, Ligę Mistrzów i Tarczę Wspólnoty - wszystko w latach 2004 - 2006. Zawsze pozostawał w cieniu - najpierw Bergkampa, potem Henry'ego, a następnie Cesca Fabregasa, któremu Wenger powierzył opaskę



kapitańską po Gallasie i tym samym jasno dał do zrozumienia, kto będzie dowodził jego drużyną. Hiszpan stał się zresztą ulubieńcem kibiców. Van Persie był na drugim planie, mimo wieliego przywiązania do zespołu, serca wkładanego w każdy mecz i bezgranicznego zaangażowania. Chwalona za styl gry ekipa "The Gunners" oparta na Cescu i Robinie nie zdobywała trofeów, co powoli zaczynało frustrować zarówno kibiców, jak i zawodników. Nadszedł wreszcie rok 2011, co dla Kanonierów oznaczało pięć lat bez sukcesów. Fala krytyki spadła również na Arsnea Wengera, negowano jego politykę transferową i sugerowano, że Arsenal potrzebuje nowego trenera. W tej ciężkiej sytuacji najlepiej odnalazł się Van Persie. Po wyleczniu ciężkiej kontuzji, której nabawił się na meczu reprezentacji, osiągnął formę. Strzelnie rozpoczął w połowie rozgrywek - styczniu 2011 roku. Sezon skończył zaś z 18 trafnieniami, mimo, iż rozegrał zaledwie jego połowę. Arsneal rzutem na taśmę uratował czwarte miejsce dające możliwość startu w LM, co było wielką zasługa gradu doli Robina. Jednak rokowania zespołu nie były najlepsze, bo „The Gunners” prezentowali się coraz słabiej, a presja - co oczywiste - ciągle rosła. Letnie okienko transferowe okazało się przełomowe dla ekipy z Emirates Stadium. Po odejściu Gaela Clichy'ego, na ucieczkę z tonącego okrętu zdecydował się... kapitan. Cesc Fabregas, jeszcze niedawno całujący herb Arsnealu, opuścił klub na rzecz Barcelony. Dla kibiców, był to cios gigantyczny. Wszędzie widniejący wizerunek uśmiechniętego Hiszpana w katalońskim trykocie, powodował poczucie oszukania i zdrady. Opuszczenie klubu przez kapitana, w takim momencie, nazwać można tylko jednym słowem - tchórzostwo. To nie był jednak koniec niespodzianek. Na pożegnanie kibicom pomachał też będący w życiowej formie Samir Nasi. Co gorsza, porzucił klub na rzecz stosu petrodolarów oferowanych przez szejków z Manchesteru City. Dla wszystkich stało się jasne, komu powierzona zostanie opaska kapitańska. Robin van Persie pozostaniem w klubie udowodnił, że jego serce ma kształt armaty, udowodnił, że będzie walczył bez względu na sytuację, bo jest prawdziwym Kanonierem i wreszcie - że jest innym niż kiedyś, dojrzałym człowiekiem. I tak, osłabiony i zdradzony, lecz zmotywowany Arsenal rozpoczął sezon 2011/2012. Niestety, już pierwsze mecze potwierdziły obawy kibiców o to, jak będzie wyglądać ich drużyna po odejściu Fabregasa. Łomot, jaki Kanonierzy otrzymali od Manchesteru United (8 : 2 przyp. red.) pogrążył północny Londyn w czarnej rozpaczy… Zwątpienie i strach wdarły się w serca zawodników. Wegner przyznał, że za jego kadencji nie było jeszcze tak słabej drużyny. Jednym słowem - dramat. Ale znalazł się ktoś, kto dał nadzieję. Znowu on. Po sromotnej



porażce, Kanonierzy powstali z kolan głównie za przyczyną jego bramek. Van Persie po raz kolejny pokazał niebywały charakter i zdobywał gol za golem. To on zapewniał punkty. Strzelał lewą nogą, prawą nogą, głową, z daleka, z bliska, z rzutu wolnego, z rzutu karnego. I po raz pierwszy w życiu nie dokuczały mu żadne urazy. To dzięki niemu, Arsenal ciągle ma szanse na tryumf w Lidze Mistrzów i Premier League, w co sam kapitan bardzo wierzy. Kibice Kanonierów zaś wierzą, że Holender pobije rekord Alana Shearera. Anglik przyznaje zresztą, że Robin zasługuje na to jak mało kto. Zasługuje na to, by wreszcie być najlepszym. A jak dla mnie, już jest najlepszy. Osobiście, na parę Ronaldo - Messi i cały ich chory wyścig, patrzę z przymrużeniem oka. Bo według mnie, są na świecie piłkarze, zasługujący na jeszcze większy szacunek niż oni. Robin van Persie wygrał z samym sobą, z własnymi słabościami, pokonał kontuzje i pokazał, że ceni wartości, które w dzisiejszym świecie - nie tylko sportowym - zanikają. "Siedem lub osiem lat temu nie przypuszczałem nawet, że Robin może kiedyś być kapitanem Arsenalu, niemniej należy mu się uznanie. Jego rozwój, jako piłkarza i jako dorosłego mężczyzny, był i jest doprawdy fenomenalny." Te słowa Arsena Wnegera mówią chyba wszystko. I ostatecznie, zgodnie z wolą rodziców, Robin poszedł w ich ślady. Został boiskowym artystą. Klaudia Kucharczyk NOWY SEZON - NOWE NADZIEJE
Kiedy my z niecierpliwością czekaliśmy na śnieg, poza granicami naszego kraju, spokojnie można było zacząć sezon 2011/2012 Pucharu Świata w skokach narciarskich.


Dla Polaków to pierwszy sezon bez naszego ukochanego Adama Małysza. Lecz kiedy Adaś jeździ w rajdach, Łukasz Kruczek ze swoją ekipą biorą się do roboty, bo bez „orła z Wisły” też trzeba sobie radzić. Zawody Pucharu Świata zainaugurował konkurs drużynowy 27 listopada w „wietrznym” Kuusamo. Wtedy byliśmy dopiero na 7. miejscu, ale już w konkursie indywidualnym, pierwszy sukces – Kamil Stoch na miejscu czwartym, a Piotr Żyła – dziewiętnastym. Innym naszym zawodnikom poszło słabiej   na 33. miejscu wylądował Stefan Hula, 36. był Dawid Kubacki i 46. Jan Ziobro. Następne zawody, 3 grudnia w norweskim Lillehammer przyniosły jeszcze więcej radości. Kamil Stoch wywalczył trzecie miejsce! A w drugiej dziesiątce, na 13. miejscu znalazł się Piotr Żyła, który w tym sezonie jest w świetnej formie. Drugiego dnia zawodów jedynie Żyła dobrze się spisał, bo wylądował na wysokim 7. miejscu. Reszta naszych zawodników nie znalazła się nawet w pierwszej trzydziestce, więc nie przybyło im punktów w ogólniej klasyfikacji PŚ. Poniżej oczekiwań było z kolei 9 grudnia w Harrahovie. Stoch dopiero na 15. pozycji, Żyła – 19. Hula – 33. Kubacki – 34. Kot – 45. Miętus - 49. Drugiego dnia w konkursie drużynowym poszło nam lepiej – tuż za Niemcami, zajęliśmy 5. miejsce. Kolejny konkurs indywidualny znowu nie wyszedł Polakom za dobrze - Kamil dopiero 13. Żyła 25. a reszta poza



pierwszą trzydziestką. Tydzień później w Engelbergu odbył się kolejny konkurs. Pierwszego dnia prowadzący po pierwszej serii Gregor Schlierenzauer, niestety przy lądowaniu po drugim skoku miał niewielki wypadek, przez co stracił miejsce lidera i wylądował na 11. pozycji, a tuż za nim znalazł się Kamil Stoch. Cztery miejsca dalej uplasował się Piotr Żyła, a inni polscy zawodnicy ukończyli zawody dopiero na 40.(Hula), 44.(Ziobro) i 46.(Kot). Drugi dzień przyniósł bardzo miłą niespodziankę, mianowicie 2. miejsce Kamila! Następne zawody już 30. grudnia w niemieckim Oberstdorfie, więc czekamy na kolejne wyniki. Może i duża część Polaków po odejściu Adama Małysza nie śledzi już osiągnięć polskich skoczków, ja jednak trzymam za nich mocno kciuki i wierzę, że uda im się odnosić również wielkie sukcesy. Mamy sporo młodych talentów, które jak rozwiną skrzydła, polecą naprawdę daleko! Magdalena Stec DAMY RADĘ?



2 grudnia 2012 roku, w Kijowie odbyło się losowanie grup EURO 2012. Delegaci reprezentacji z całego kontynentu zjechali się do stolicy, aby poznać rywali na przyszłorocznej imprezie. Po wielu dniach oczekiwania dokładnie o 17:00 rozpoczęła się ceremonia. 16 drużyn podzielono na 4 koszyki. Polacy, jako gospodarze znajdowali się w pierwszym koszyku wraz z Ukrainą, broniącymi tytułu Hiszpanią oraz wicemistrzami świata, Holendrami. Najniżej notowaną drużyną grającą na EURO jest.... Polska, dlatego większość drużyn z innych koszyków marzyła o trafieniu na naszych rodaków. Wśród gości było wielu zwycięzców EURO z przeszłych lat. Idealnie zaplanowana ceremonia zakończyła się interesującym wynikiem. Polacy trafili do grupy z Rosją, Grecją i Czechami. Jest to wymarzona grupa i szansa na awans do fazy pucharowej turnieju jest naprawdę duża. Grupą śmierci z kolei została "ochrzczona" grupa B - w której znajduje się Holandia, Niemcy, Portugalia i Dania. Pierwszy mecz odbędzie się w Warszawie, na stadionie narodowym. W meczu tym zmierzą się drużyny Polski i Grecji . Miejmy nadzieję, że EURO 2012, będzie pięknym wydarzeniem, które poprawi wizerunek Polski na arenie europejskiej. Jeśli nasi zawodnicy dadzą z siebie wszystko na pewno nie zabraknie prawdziwych emocji. Piotr Bobak DAJMY SIĘ ZAKRĘCIĆ
Zanim zasiądziemy przy świątecznych stołach i dobierzemy się do góry prezentów, zróbmy noworoczne postanowienie.


Jest ono bardzo proste, nic nas nie będzie kosztować, a jego skutek może być naprawdę wielki. O co chodzi? O pomaganie innym. W jaki sposób? Poprzez zbieranie plastikowych nakrętek. Wyrzucamy je do kosza, gdy tymczasem można je zamienić na wózek inwalidzki czy na sprzęt medyczny potrzebny osobom niepełnosprawnym i chorym. Jak to zrobić? Wystarczy w dostępnym dla całej rodziny miejscu postawić pojemnik na zakrętki, a gdy ten się napełni, przynieść je do szkoły. Tu oddać klasie III B lub Paniom ze szkolnej biblioteki i świetlicy. To naprawdę niewielki wysiłek, a ogromny efekt. Zbierajmy nakrętki, sprawmy, by życie nabrało barw. Zakrętki będziemy zbierać na wózek inwalidzki dla osoby chorej na stwardnienie rozsiane, a mieszkającej w naszej okolicy. Dominika Gubała