Musisz zainstalować flash player pobierz instalator












KONTAKT:
redakcja@outro.pl REKRUTACJA: rekrutacja@outro.pl


Musimy pomyśleć nad tygodnikiem… Im dłużej bawimy się w dziennikarzy, tym bardziej zdajemy sobie sprawę z faktu, że niemożliwe potrzebuje tylko wię-cej czasu. A i to nie zawsze. Patrząc na specjalne wydanie, które Wam prezentujemy, okazuje się, że tydzień - od podjęcia decyzji do publikacji - to czas w zupełności wystarczający naszej ekipie. Okazało się bowiem, że w tak krótkim czasie dziennikarze Outro zdążyli prawdziwie wyjść do ludzi, w Polsce, za granicą, w szkołach i wśród studentów. Dzięki temu dowiedzieliśmy co młodzi ludzie sądzą na temat mediów, a ich poglądy nie zawsze napawają optymistycznie. Z resztą, przekonajcie się sami. MiK Redaktorzy naczelni: Monika Toppich Kamil Wiśniowski Sekretarz redakcji: Marek Suska Szefowie działów: Aleksandra Bieniek (kultura) Marta Pawłowska (społeczeństwo), Maciej Kulina (sport) Magdalena Kelniarz (korekta) Paula Wyciślok (foto) Korekta: Martyna Kłopeć, Jagoda Migoń, Agnieszka Dydacka, Betina Stanossek Strona internetowa: Krzysztof Rudlicki Grafiki: Angelika Marchewka, Dorota Lip ....................................... Zdjęcie z okładki: fot. Krystyna Janysek Str. 6 Str. 8 Str. 11 Str. 15 Str. 19 Str. 24

SPIS TREŚCI

Proszę wyciągnąć karteczki! Szybki sprawdzian zdania licealistów o środkach masowego przekazu. O mediach bez owijania w bawełnę, czyli licealne pogaduchy Media w (jed-nym) dniu przeciętnej studentki Jak, minuta po minucie, korzy-stamy z mediów. Umiera, czy tylko potrzebuje reanimacji? - subiektywnie o telewizji KOMERCHA a PRZESŁANIE Wyprawa Pawła Kawalca "w teren" w poszukiwaniu ciekawych rozmówców. Media są wszędzie Co do zarzucenia massmediom mają młodzi ludzie? Str. 26 Str. 29 Str. 31 Str. 32 Str. 35 Str. 39

SPIS TREŚCI

Ze świata o mediach Co o mediach myśli się nie tylko w Polsce, ale i na świecie? Polacy i Niemcy jedna rodzina? Sondę u naszych zachodnich sąsiadów przeprowadził P. Kulessa. Optymizmu trochę! Outro spojrzało na telewizję, radio, prasę i Internet przychylniej-szym okiem. Moda w mediach O tym jak za ciasna sukienka potrafi zrujnować karierę w telewizji. Internet? Ach, Internet! W jaki sposób dzięki mediom można odnaleźć pozytywy w głupocie? Nie, to nie żart! Słowo "media" nie zawsze ma tylko jedno znaczenie.

MŁODZI O MEDIACH MŁODZI O MEDIACH

Media są nieodłącznym elementem życia we współczesnych czasach. Pomyśl. Czy wyobrażasz sobie świat bez telewizji, Internetu, prasy czy radia? Trudno byłoby nam bez nich przetrwać. Przyzwyczailiśmy się już do faktu, że wszystkie najświeższe informacje docierają do nas bezpośrednio. Wiadomości mamy wyłożone jak na tacy, a i tak wiecznie narzekamy. Nie interesuje nas wcale to, że gdyby nie kilkoro rzetelnych ludzi, którzy nie mają najłatwiejszej pracy, nie wiedzielibyśmy nic!
O mediach bez owijania w bawełnę, czyli licealne pogaduchy
LICEUM

Jednakże nie o tym mowa. Środki masowego przekazu spełniają bardzo ważną rolę w życiu codziennym. Niektórzy wręcz nie wyobrażają sobie dnia bez wieczornych wiadomości ze świata i z kraju. Media mają swoje zalety. Jednakże mają też wiele wad. Do tych niekorzystnych cech można zdecydowanie zaliczyć popularyzowanie głupoty. Niektóre z programów są tak komercyjne, że brakuje słów, by to opisać. Fakt, część programów rozrywkowych jest naprawdę ciekawa, ale nie można przesadzać. Zapytałam kilkoro licealistów, co sądzą o mediach. Andrzej odpowiedział po prostu: „Media są fajne! Nagle ze zwykłego, szarego człowieka, mogą zrobić gwiazdę. No, ale nie zawsze są idealne. Czasami dziennikarze są zbyt nachalni i w gazetach nie raz możemy przeczytać na temat życia prywatnego gwiazd. Nam to nie przeszkadza, ale sławnym osobom jak najbardziej.” Trzeba przyznać temu rację. Znamy wiele przykładów. Przyjrzyjmy się bliżej na przykład programowi „Mam talent!”. Wiele z osób, które wzięły udział choćby w castingach, dzisiaj są rozpoznawalne. Istnieje wiele takich „show” w których można czymś zabłysnąć... Byle tylko nie była to czysta głupota! Paweł bez bicia przyznał się, że wcale nie interesuje się tym, co dzieje się wokół niego. Nie czyta gazet, nie ogląda telewizji i potrafi z tym żyć. Takich osób również znajdzie się wiele. Większość z nas jednak lubi wiedzieć „co w trawie piszczy”. Media potrafią doskonale manipulować ludźmi. Szczególnie silny wpływ mają na nas reklamy. Są one skonstruowane w ten sposób, byśmy po ich obejrzeniu, chcieli koniecznie się przekonać, czy ten nowy proszek jest taki dobry i czy nowy batonik jest faktycznie tak smaczny, jak mówią. Szymona bardzo denerwują programy typu „TeleMango”.

LICEUM

Kogo by nie denerwowały! Basię irytują zbyt często puszczane filmy i serial „Moda na sukces”. Interesują ją programy, w których ludzie rozmawiają na tematy z życia wzięte. Innych z kolei takowe doprowadzają do szału. Dość już jednak o telewizji. Kolejnym etapem wędrówki będzie Internet. W sieci możemy znaleźć wiele sensownych informacji. Niestety istnieją też wiadomości wyssane z palca i kompletnie nierealne. Nieodzowną częścią naszej codzienności jest „wujek Google”. Nie jednemu uratował skórę. Kamila cieszy się, że może na spokojnie przeczytać „w necie” streszczenie „Potopu”, Adrian, że może poczytać plotki na temat gwiazd, Iza natomiast jest zachwycona nowinkami kosmetycznymi. Majka uwielbia czytać wiadomości z kraju i ze świata. Jak sama mówi, lubi błyszczeć! Jednakże podczas surfowania po Internecie, trzeba uważać, na różnego typy wirusy i niebezpieczne strony. Przejdźmy do prasy! Niby niewiele się o niej mówi, jednak korzysta się o wiele więcej. Istnieją różnego typu gazety. Od typowo informacyjnych jak „Fakt” po dziecięce i młodzieżowe bzdury np. „Bravo”. W zależności od tego, jaki rodzaj wybierzesz, takie newsy uzyskasz. Są również gazety internetowe. Znajduje się tam wiele ciekawych tematów i warto do takich zaglądać. Gazety również spełniają ważną rolę w życiu człowieka. Nieraz nie ma czasu by przeczytać coś w Internecie. Wtedy wystarczy modlić się o ludzi, którzy rozdają gazetki lokalne i na szybko zobaczyć jakiegoś newsa. Zresztą. Do gazety możesz sięgnąć zawsze, a w Internecie i telewizji nie wszystko jest trwałe. Przed nami kolejny etap podróży w świecie mediów. Radio! Nic nie nastraja lepiej z samego rana niż jazda samochodem przy rytmach dobrej muzyki i głosach ciekawych

LICEUM

prowadzących. Adrianowi bardzo podoba się humor, jaki prezentowany jest na przykład w RMF FM. Przyznam, że sama również lubię słuchać z rana tych zabawnych rozmów! Zresztą, kto lubi konkrety, również znajdzie coś dla siebie. Wiadomości podawane są zawsze w okreś-lonych porach i prosto, spójnie i na temat. Media są bardzo ważną częścią życia. Jednakże nie wszystkie informacje trzeba brać „na serio”. Sami musimy dojść do tego, co jest prawdą, a co koloryzowaniem. Większość licealistów nie wyobraża sobie życia bez prasy, telewizji, Internetu i radia. I nie można się im dziwić. Każdy lubi być poinformowany. Dla wszystkich znajdzie się coś, co go zadowoli. Marta Pawłowska Media w (jednym) dniu przeciętnej studentki
„Dziennikarstwo to piekło, otchłań, niesprawiedliwości, kłamstwa, zdrady, której nie można przejść i z której nie można wyjść czystym, chyba mając za przewodnika, jak Dante, boski laur Wergilego.”
STUDIA

Te słowa, bardzo niepochlebne, są autorstwa Balzaca. Wielki francuski pisarz i fenomenalny obserwator pałał do prasy ogromną nie-chęcią. Awersja ta była równie żarliwie odwzajemniana przez ówczesny dziennikarski światek. Publicystyka na przełomie XVIII i XIX wieku była jeszcze w powijakach, a znane dzisiaj pojęcia i postawy takie jak rzetelność, etyka dziennikarska czy obiek-tywność... cóż, występowały zdecydowanie rzadziej niż w naszej rzeczywistości. Świetnym i jednocześnie pozbawiającym złudzeń obrazem o dzieciństwie prasy czy szerzej rozumianych mass mediów jest powieść wspomnianego już autora „Wielki człowiek z prowincji w Paryżu”. Gorąco polecam, tak całkiem prywatnie. W mojej szkolnej karierze, na przeróżnych lekcjach, począwszy od języka polskiego i języków obcych, a na historii kończąc, regularnie na powierzchnię wypływał temat mediów i ich znaczenia w codziennym życiu. Z reguły nie popadałam w zbyt długie refleksje, bo odpowiedź wydawała mi się bardzo oczywista i prozaiczna. Bo przecież media kształtują nasze gusta, dyktują trendy, narzucają światopogląd. Bombardują zewsząd informacjami o katastrofach, traktatach, spotkaniach na szczycie i chłopcu, który nie może spać, bo trzyma kredens. Spaczają tok myślenia, spłycają wyobraźnię. Tworzą iluzje. Moja opinia była swobodną parafrazą słów Balzaca i kwintesencją społecznych aktów oskarżenia kierowanych pod adresem „czwartej władzy”. Dopiero gdy nieco lat

STUDIA

przybyło mi w metryce, zarzuciłam bunt i spojrzałam na środki masowego przekazu nieco przychylniejszym okiem. Odrzuciłam skrajności i zajrzałam w głąb samej istoty mediów, czyli do umożliwiania każdemu człowiekowi, obojętnie czy to jest sławny filmowy amant czy starowinka sprzedająca kożuchy na jednej ze stacji kolei transsyberyjskiej, posiadania wiedzy o otaczającym świecie. Ta wiedza prze-jawia się w znajomości najnowszych wydarzeń czy trendów. W końcu na tym (w dużym uproszczeniu oczywiście) polega cała idea społeczeństwa obywatelskiego. Zastanawiałam się też wtedy nad obec-nością mass mediów w moim życiu. Dumałam i dumałam, nie dochodząc do żadnych obiektywnych wniosków. Raz rolę tę wyolbrzymiałam ponad miarę, uważając siebie za bezwolną marionetkę w rękach prasy bulwarowej i serwisów poświęconych plotkom z życia sławnych i bogatych. Innym razem uważałam się za wolnomyślicielkę i wielką osobistość, która sama z codziennych newsów i wydarzeń wybiera jedynie te, które przyczyniają się do wzbogacania duszy i umysłu. Słowem, zagubiłam się już w tych przemyśleniach. Wpadłam zatem na pomysł, by dokładnie przeanalizować swój dzień, minuta po minucie, spisać i poddać swoje zapiski gruntowanej ocenie. Tak też zrobiłam. Panie i panowie, koledzy i koleżanki, oto przed Wami media w (jednym) dniu przeciętnej studentki. Ranek. Zaraz po przebudzeniu rzucam okiem na wyświetlacz telefonu. Sms'ów informacyjnych na całe szczęście dzisiaj brak. „Punkt dla mnie”, myślę sobie. Wstaję, przeciągam się i robię codzienną wycieczkę do łazienki i kuchni. W międzyczasie komputer się włącza, aktualizuje i ładuje. Z kubkiem kawy i kanapką siadam do monitora i zaczyna się zabawa. W skrzynce mailowej czeka na mnie zbiór wiadoo-mości zredagowanych przez CNN i jeden z czołowych polskich portali infor-macyjnych. Na tablicy w jednym z portali społecznościowych widzę wiadomość od poczytnego tygodnika opiniotwórczego, że jego wydanie specjalne jest już w sprzedaży. Serwis filmowy poleca nowy obraz mojego ulubionego reżysera. Na innej stronie dowiaduję się, że pewna gwiazda przyszła na rozdanie nagród filmowych z nie-wydepilowanymi łydkami. Kolejna mówi mi, że spódnica w groszki, którą planowałam zakupić, jest zdecydowanie „passe”. Postanawiam zatem zmienić zakup z niemodnej już groszkowej spódniczki na tę lansowaną przez portal szarą w polne kwiaty. Poranny kontakt ze światem kończę na informacji, że żaden samolot nie rozbił się tej nocy. Katastrof kolejowych i karamboli na autostradach również nie zauważono. Oddycham z ulgą i zbom-bardowana newsami wychodzę z domu. W drodze na przystanek przemiła pani w gigantycznej kurtce przeciwdeszczowej daje mi bezpłatny egzemplarz dziennika, który zamierzam czytać w autobusie. Pierwsza strona wielkimi czerwonymi literami krzyczy o kobiecie, która w toalecie znalazła olbrzymiego węża. Węże nie są w obrębie moich zainteresowań (podobnie jak opisywane na czwartej stronie sposoby na zwalczenie owsicy), więc gazetę zwijam

STUDIA "Od niechcenia przysłuchuję się, mimo iż wszystkie te informacje poznałam już kilkadziesiąt minut temu (...). Wysiadając na swoim przystanku słyszę jeszcze zapowiedź porannego saloniku politycznego. Nieco żałuję, że autobus nie stanął w korku – przynajmniej posłuchałabym jeszcze trochę i byłoby ciekawie, bo zapowiadane głośne nazwiska gwarantowały duże emocje."

w rulonik i uderzam rytmicznie o szybę pojazdu. Kierowca słucha popularnej stacji radiowej, w której aktualnie nadawany jest serwis informacyjny. Od niechcenia przysłuchuję się, mimo iż wszystkie te informacje poznałam już kilkadziesiąt minut temu w trakcie rajdu po Internecie. Pod wpływem sugestii prezenterki zaczynam zmieniać zdanie na temat relacji Polski z Federacją Rosyjską. Wysiadając na swoim przystanku słyszę jeszcze zapowiedź porannego saloniku politycznego. Nieco żałuję, że autobus nie stanął w korku – przynajmniej posłuchałabym jeszcze trochę i byłoby ciekawie, bo zapowiadane głośne nazwiska gwarantowały duże emocje. Na terenie uczelni pobieram jeszcze naj-nowsze wydania prasy ekonomicznej. Przeglądam indeksy giełdowe i komentarze speców od gospodarki w trakcie wykładu z matematyki finansowej. Utwierdzam się w przekonaniu, że należy poczekać z wprowadzeniem euro w Polsce. Uśmiecham się pod nosem, widząc wywiad ze swoim promotorem pracy dyplomowej. Na lekturę nie mam już czasu, bo wykład dobiegł końca. Po skończonych zajęciach kieruję się do biura samorządu studentów, by nieco „popracować”. W uruchomionej po raz drugi w tym dniu skrzynce mailowej czeka oferta współpracy z popularnym serwisem studenckim, kierowana do organizacji, w której się udzielam. Zaciekawiona przeglądam zarówno ten serwis, jak i konkurencyjne portale. Dowiaduję się o skandalu w dziekanacie jednej z pub-licznych uczelni. Temat mnie strasznie ciekawi, więc spędzam kolejną godzinę, wgłębiając się weń. Po przeczytaniu wszystkich możliwych for dyskusyjnych

STUDIA

pełnych spekulacji, plotek i najzwyklejszych pomówień, wychodzę i kieruję się w stronę przystanku autobusowego. Spotykam koleżankę, która śpieszy się na audycję do radia akademickiego. Obiecuję, że posłucham tego programu i rzeczywiście robię to zaraz po powrocie do domu. Dodaję do listy zakupów płytę artysty polecanego przez redakcję tejże stacji. It's shopping time!, myślę podekscytowana. Album ten i polecana na serwisie modowym szara spódnica w polne kwiaty uszczuplają znacząco mój budżet. Kupuję jeszcze magazyn dla pięknych i spełnionych kobiet sukcesu, bo przecież jest taki modny, ładny, kolorowy i odpowiedni dla pięknej i spełnionej kobiety sukcesu, do której miana sekretnie aspiruję. Na okładce zdjęcie cholernie szczupłej kobiety, a w środku jej sposób na świetny wygląd i formę. Mówi, że trzeba biegać. Obiecuję sobie zatem pójść wieczorem na kilkukilometrową przebieżkę dla zdrowia i urody. Wieczorem, rozmasowując obolałe mięśnie, przeklinam cholernie szczupłą kobietę, bieganie, zdrowie i urodę. Przypomniałam sobie jednak o prowadzonej przez cały dzień obserwacji moich relacji ze środkami masowego przekazu. Analiza mojego dnia raczej skłoniła mnie do wniosku, że bliżej mi do tej marionetki niż filozofki. Zasmuciłby mnie on, gdybym nie pocieszyła się myślą, że z całą pewnością wybrałam zły dzień do analizy. Jutro spróbuję znowu i okaże się, że jestem światłą kobietą, która nie kupuje spódnicy tylko dlatego, że jakiś portal napisał, że taką trzeba mieć, prawda? Magdalena Kondracka Umiera, czy tylko potrzebuje reanimacji? - subiektywnie o telewizji
Z całą pewnością mogę nazwać się „dzieckiem telewizji”, tego samego terminu w stosunku do komputera i Internetu nie użyję już z równą stanowczością. O czym może to świadczyć? Pewnie o tym, że jestem już wiekową kobietą, która odejdzie z tego świata wraz z ostatnim odcinkiem „Mody na sukces”.
STUDIA

Aż tak źle ze mną nie jest, niemniej nie ukrywam, że telewizja, a raczej to, co w niej oglądałam, miała na mnie spory wpływ. Wraz ze wzrostem popularności Internetu, powoli odchodzi w cień, oczywiście to naturalna kolej rzeczy, prawa rynku, itd. Piszę o tym z sentymentem, bo kto byłby w stanie wyzbyć się sentymentalnego tonu wracając do chwil swego dzieciństwa - i chociaż jestem młoda, to na przestrzeni ostatnich kilku lat z przerażeniem obserwuję zmiany zachodzące na antenach naszych telewizorów. Czas antenowy wypełniają seriale (polskie i zagraniczne), najróżniejsze show, programy śniadaniowe i interaktywne gry w stylu „wyślij do nas SMS” , „stać Cię na to, żeby wygrać”, „te pieniądze mogą być Twoje”, itp. Jeżeli mamy ochotę na program „specjalistyczny” musimy przełączyć się na kanały tematyczne, gdzie takowe emitowane są przez 24h/dobę. Jeżeli jesteśmy szczęśliwymi (stwierdzenie raczej wątpliwe) posiadaczami platformy cyfrowej, tudzież kablówki, z prob-lemem braku wartościowych produkcji jakoś sobie poradzimy, ale co w wypadku, gdy jesteśmy skazani na 6 kanałów? Sytuacja zaczyna się komplikować i bardzo szybko orientujemy się, że w telewizji nic nie ma. Podobno „nic” znaczy tyle co „wszystko” i właśnie owym „wszystkonic” karmi się widza XXI wieku. Co najgorsze wydaje mi się, że kiedyś było inaczej, "kiedyś" znaczy kilka lat temu, kiedy to TVP nadawało serie edukacyjne i dbało przy konstruowaniu ramówek o jak najszerszą grupę odbiorców. Jeszcze nie tak dawno dzięki oglądaniu telewizji mogliśmy się czegoś nauczyć, poznać coś nowego, teraz poznajemy głównie losy serialowych rodzin i oglądamy celeb-rytów we wszystkich możliwych odsłonach - od tańczących, śpiewających, gotujących, po udzielających cennych życiowych porad. Większość moich znajomych telewizji nie ogląda prawie w ogóle. Zastąpili ją Inter-netem, w którym szukają tego, co w danym momencie ich interesuje. Czas, który spędzają w sieci stopniowo się wydłuża. Właściwie wszystko można już zrobić online, mogą jednocześnie słuchać radia, czy oglądać film i rozmawiać ze znajomymi, mają

STUDIA STUDIA

dostęp do całej masy ciekawych informacji, świat powoli zamyka się w sieci, której paradoksalna wielkość z czasem może stać się przytłaczająca. Obecnie coraz ciężej rozstać nam się z Internetem, tam tyle się dzieje, trzeba być na bieżąco. To nowe medium pochłania jednakowo wszystkich i raczej nic już tego procesu nie powstrzyma. Niemniej chciałabym wrócić jeszcze na chwilę, do tego, od czego zaczynałam mój artykuł. Mówimy o powszechności Internetu i telewizji cyfrowej i tym samym zdjęliśmy z kanałów najbardziej popularnych obowiązek pokazywania tego, co w jakiś sposób wzbogacałoby wiedzę oglądających. Prawie całkowicie zrezygnowano z programów kultu-ralnych, relacje z festiwali emitowane są w godzinach nocnych, podobnie jak filmy z tzw. „wyższej półki”. Najlepszy czas antenowy zajmują drętwe produkcje, które po raz milionowy opowiadają o „życiowych problemach”. Z każdą kolejną jesienną czy wiosenną ramówką jestem coraz bardziej przerażona, bo nie znajduję w niej nic poza rozrywkowymi produkcjami, powtórkami, teleturniejami o wątpliwym poziomie. Jedyną rzeczą, którą mogę wymienić na plus, jest to, że TVP poważnie zabrała się za promocję Roku Chopinowskiego (a po zbagatelizowaniu Roku Grotowskiego raczej nic na to nie wskazywało). Być może moje podejście jest przestarzałe i w misyjność telewizji nikt poza mną już nie wierzy, ale uważam, że jest to jedyne medium, do którego dostęp ma większość społeczeństwa, oczywiście w jego podstawowej formie bez rozszerzeń kablowych i satelitarnych. Społeczeństwo nie składa się jedynie z klasy średniej i wyższej. Ludzie na wsiach, w małych miejscowościach, a nawet w dużych miastach borykają się z problemami finansowymi i miesz-kaniowymi, nie stać ich na podstawowe wydatki, a co dopiero na opłacenie Internetu, (którego dostawa często jest niemożliwa ze względu na brak zasięgu) czy kablówki. Dla nich podstawowym źródłem informacji jest właśnie telewizja, tylko ona do nich dociera i przykre jest to, że nie ma w niej niczego, co pozwoliłoby im chociaż na chwile poczuć się na równi z wielkim światem, w którym nowinki polityczne, naukowe, medyczne, kulturalne, mieszają się ze

STUDIA

sobą i bombardują każdego przechodnia. Jakub Bierzyński w wywiadzie dla tygodnika Wprost (12 IX 2010 nr 376) głośno mówi o śmierci telewizji masowej. Owszem, jestem w stanie zgodzić się z nim, że zmierza ona jedynie w tym kierunku, ale nie mogę zgodzić się, że skoro 63% gospodarstw domowych ma dostęp do telewizji satelitarnej lub kablowej, dzięki której widz może przez 24h/dobę może oglądać publicystykę, czy programy przyrodnicze sprawa jest załatwiona. 37% nadal tego dostępu nie ma, a odsetek pozbawionych dostępu do Internetu zapewne jest jeszcze większy. To przykre, że problemy zauważamy jedynie, gdy dotyczą one nas samych, przykre dlatego, że dzieje się tak od wieków i niestety chyba nigdy dziać się nie przestanie. Tyle mówi się o polityce równych szans, która ma pozwolić na rozwój młodzieży ze wszystkich środowisk, regionów, miejscowości, ale odbierając jej możliwość zdobywania podstawowych informacji o świecie auto-matycznie ów rozwój hamujemy. Wczesne lata ‘90 serwowały widzom rozmaite programy w odpowiednich pro-porcjach, zmiany zaczęły się wraz z pojawieniem telenowel, później przyszły reality show, a TV stało się jedynie narzędziem rozrywki. Ja swoją telewizyjną enklawę znalazłam w TVP Kultura, ale i ta stacja boryka się z ogromnymi problemami ze względu na mniej niż przeciętnie komercyjne zainte-resowania. Mam jednak nadzieję, że utrzyma się na rynku jak najdłużej. Zdaję sobie sprawę, że telewizja nigdy nie będzie taka, jak była, ale oby była troszkę lepsza niż teraz. Barbara Man KOMERCHA a PRZESŁANIE
Idę w teren. Śląsk. Blokowisko. Skromne, klimatyczne M-3 przesiąknięte czasami PRLu.
POLSKA

Siedzimy u Adama. Ten, aby „mu się lepiej myślało” pije ulubione piwo i co chwila znika w kłębach gęstego, duszącego dymu. Z miękkiej kanapy oglądamy przez chwilę jakiś polski serial. Adam, na pytanie czy często je ogląda, odpowiada spokojnie, że „gdy ma czas”. Czasu ma sporo, jest na rencie inwalidzkiej i jakoś próbuje układać sobie życie. Jestem tu jednak w końcu z nimi w określonym celu, przechodzę do konkretów: — Adam, co najbardziej podoba Ci się w telewizji?- spytałem. — Kurcze no, to żeś mnie zagiął. Ciężkie pytanie. Wszystko po trochu. - Rzucił. Może zbyt ogólnikowo rozpocząłem, nie rezygnuję, drążę dalej: — To wolisz bardziej pooglądać jakiś serial, program rozrywkowy czy na przykład jakiś dobry film? — No zdecydowanie serial, chociaż te programy rozrywkowe też nie są złe. No dajmy na to Wojewódzki, Kuba Wojewódzki. Dobrze gada, nie głupio, mówi to, co myśli i przede wszystkim zaprasza do siebie fajnych gości. Nie ruszyłem za bardzo z rozmową, ale mam asa w rękawie. Za kilka chwil Adamowi zaświecą się oczy: — Pamiętam, że grałeś kiedyś w radiu internetowym, tak? Działasz w tym jeszcze? — No ba, pytasz! Dzień w dzień zawsze znajdę chwilę, odpalę moje radio internetowe i puszczam dla znajomych i niekoniecznie, najlepsze kawałki techno. To jest muzyka, którą lubię i dobrze się w niej czuję. — Dobrze się w tym czujesz? Czyli? — Zawsze jak odpalę radio, wiem, że ktoś będzie mnie

POLSKA POLSKA

słuchać, czuję się dzięki temu poniekąd potrzebny, a to jest całkiem fajne, nie? Jak widać, Adam odnalazł się w radiu, dzięki niemu ma po co każdego ranka wstać z łóżka. Może niekoniecznie jest specem od mediów, showbiznesu, ale czy każdy musi nim być? Przeciętny Kowalski też nie jest, a żyje i jest mu dobrze. Mimo tego, że jego wykształcenie nie należy do najwyższych, przy „okazyjnym piwku” zdarza mu się powiedzieć coś z przesłaniem. Pamiętam na przykład jak mówił, że „byłoby kijowo, gdyby wszyscy byli tacy sami”. Proste, ale jednak jak głębokie. Indywidualność powinniśmy rozwijać, a Adamowi, mimo że przypadkiem, całkiem dobrze nieźle to wychodzi. Teraz zmiana o 180 stopni. Damian to jednak inna liga. Zaczynamy: — Damian, co dają nam media i czy są nam potrzebne? — Tak, są potrzebne. Przede wszystkim przekazują informacje, dają nam rozrywkę, tak ważną przecież dla naszej młodzieży. Media tych wszystkich rzeczy nam dostarczają, zarówno telewizja jaki radio czy też Internet. — Rozrywka, jaka najlepsza? — Muzyka oczywiście, dobra muzyka. - odpowiada — Taka z przekazem czy rozrywkowa? — Jak wiemy, te rzeczy nie muszą się wykluczać. Przekaz powinien być wszędzie. Jednak na razie komercyjne stacje jak MTV i VIVA promują komercyjny „shit”. Większość kawałków jest mało oryginalna i nadrabiają to wrzucając do klipów „dupy”, które nakręcają oglądalność. — Mocne słowa. Widzę, że ktoś w końcu zaczyna mówić jak jest, bez zbędnego owijania w bawełnę. — Tak jak mówisz. Media jednak do perfekcji opanowały sztukę manipulowania ludźmi, co jest kategorycznie złe. Każdy z nas powinien mieć własne zdanie, które wytwarza bez presji wszechobecnych mediów. — Wróćmy jednak na Twoje podwórko, muzykę. Jaką lubisz? — Przede wszystkim dobrą. Dobry hiphop. Jest to taki gatunek, którego słucha dużo młodzieży, dlatego też powinien zawierać jakiś konkretny przekaz. Jak

POLSKA

wspomniałem media nami manipulują, ale skoro już to robią, użyjmy tego w dobrą stronę. W hiphopie przekazuje się analogicznie takie same dobre i piękne wartości, jakie przekazywali Kolumbowie, młodzież z lat '40 ubiegłego wieku w poezji. Kiedyś polska grupa raperów wyszła z inicjatywą rapowania poezji i całkiem dobrze im to wyszło. — Raperzy. Kogo słuchasz? — Mhm, Molesta Ewenement, Sokół, Rychu Peja, Eldo, Tede, O.S.T.R.. — Dwa zdania o jednym z nich? — O.S.T.R. wydał ostatnio płytę „Tylko dla dorosłych”. Jest to kawał dobrej roboty. Płyta osiągnęła sukces, ma platynę, mimo tego, że nie jest nigdzie promowana. Bez nagłośnienia medialnego jak widać też można sobie całkiem dobrze dawać radę. — No tak, dobra muzyka. Czy słuchałeś ostatnio jakieś ciekawe kawałki, godne polecenia? — Owszem. Molesta Ewenement – „Będzie dobrze dzieciak”, „Słodkie kłamstwa”. — Szczerze powiem, pierwsze słyszę. — Mogłem się tego spodziewać. Rap to taki niszowy gatunek, który sam przez siebie się promuje, głównie poprzez Youtube. Jednak gorąco zachęcam do kupowania polskich płyt i wspierania naszych dobrych wykonawców. — Wspomniałeś o Tede. — Tak, nie każdemu może podobać się jego zachowanie, jednakże jego nowa płyta jest godna polecenia. — Tede i Rysiek. Pewnie wiesz o tym konflikcie, co o nim nam powiesz? — Każdy z nich jest lepszy od drugiego, można słuchać obydwu na raz, a ich osobiste konflikty odłóżmy na bok. — Czyli polecasz innym młodym ludziom rap, tak? — Tak i nie. Należy słuchać każdej dobrej muzyki, bo jak wiemy, słuchanie np. tylko ciężkiego ulicznego rapu w końcu nam się znudzi. Powinniśmy być otwarci na wszystko i wszystkich .- Damian jest w swoim żywiole, nieprzerwanie ciągniemy rozmowę. — Mówiliśmy o manipulacji. — Otóż to, media nie puszczają polskiego rapu z oczywistych względów. Za dużo w nich wulgaryzmów, co skutkuje cenzurą. Wulgaryzmy a obrażanie to dwie różne sprawy. Dziwię się, że słowo, które jak dla mnie nie jest

POLSKA

wulgaryzmem, a mianowicie „zajebiście”, jest tak rzadko używane, choć tak wiele emocji oddaje. Można kogoś bardziej dotknąć do żywego, bez używania wulgaryzmów. Patrząc jednak z doświadczenia starszych nie chciałbym, aby wprowadzili do mediów wulgaryzmy, chociaż ze względu na dzieci, np. gdyby w przyszłości mój 5-, 10-letni syn miał używać przy mnie wulgaryzmów to sami wiecie. Co to to nie. Wrócimy do cenzury. Angielskie piosenki zawierające „shit”, „fuck” nie są cenzurowane, a niewiedza Polaków spowodowana brakiem znajomości języka angielskiego, utrzymuje ich w przekonaniu, że piosenka jest całkiem, całkiem. Jeszcze jedno mi się nie podoba w mediach. W Polsce nie ma prohibicji, jednak nie reklamują w niej napojów wysokoprocentowych. Jak dla mnie to jest kolejny przykład manipulacji przez media. Nie namawiam do picia, jednak „wszystko jest dla ludzi”. Dobrze tylko, że papierosów nie reklamują. Nie będę polemizował. Są złe i tyle. — Ostro podjąłeś temat. Dzięki za tak obszerną odpowiedź. Jeszcze jedno, czy po takim przedstawieniu mediów, w takim świetle, chciałbyś kiedyś w przyszłości w nich pracować? — Stanowczo nie. — Jeszcze raz wielkie dzięki. Jak wiesz, piszę to do „mediów”. Chciałbyś może kogoś pozdrowić na łamach tego artykułu? — Pewnie, wszystkich kumpli z DCP i Kulfona. Fajnie się z Tobą rozmawiało, jakbyś chciał kiedyś jeszcze pogadać na ten temat, daj znać. Ja, człowiek z mediów, na samym końcu dla przykładu zmanipulowałem Damiana. Dając mu możliwość pozdrowienia znajomych, sprawiłem, że okazał mi zaufanie i chęć dalszej współpracy. Widać zatem, że media są wszędzie, chcą nami manipulować. Może to i dobrze, może to i źle. Każdy jednak powinien mieć własne zdanie. Może dzięki temu i Ty, kiedyś będziesz mógł za ich pośrednictwem jasno i wyraźnie wyrażać swoje poglądy. Czy media są interesujące? Tak, są. To temat rzeka. Paweł Kawalec Media są wszędzie
Jak wielkiego znaczenia nabrały w na-szym życiu media w ostatnim czasie, tego nikomu nie muszę chyba tłumaczyć. Towarzyszą nam codziennie, rano, wieczór i w południe. Media są wszędzie.
SUBIEKTYWNIE

Telewizyjny dziennik przy śniadaniu, radio w drodze do szkoły czy pracy, gazeta w chwilach relaksu, wieczorne newsy przy kolacji. Teraz widać, jak bardzo czwarta władza wniknęła w nasze codzienne życie. Teraz widać, jak ważną rolę media odgrywają we współczesnym świecie… Nad zaletami mediów nie będę się długo rozwodził, bowiem są one oczywiste. Szybkie przekazywanie informacji oraz różnorodnych opinii, rozrywka, szerzenie kultury, funkcja wychowawcza mediów – oto najlepsze argumenty przemawiające za tym, iż media to zjawisko bardzo dobre. I ja się pod nimi jak najbardziej podpisuję. Każdy medal ma jednak dwie strony. Rów-nież i w tym przypadku, to, co uważane jest za cywilizacyjne osiągnięcie: gazety, radio, telewizja, Internet – jednym słowem massmedia – to wszystko ma również złe strony, o których warto tu napomnieć.

SUBIEKTYWNIE

Bardzo negatywnym zjawiskiem w mediach publicznych jest coraz częstsze narzucanie oceny zdarzeń odbiorcy. Każdy ma prawo opowiedzieć się za różnymi stronami konfliktu, każdy ma prawo do własnej oceny zdarzeń, a media powinny jedynie umożliwiać to odbiorcom, podając informacje rzetelnie oraz obiektywnie. Znamy jednak przypadki, kiedy to informacje przekazywane opinii publicznej są nacechowane tak, aby większość ludzi opowiedziała się za daną stroną konfliktu. Jest to czysta manipulacja, moim zdaniem bardzo negatywne zjawisko, które mąci ludziom w głowach oraz narzuca tok myślenia tym, którzy są podatni na wpływ innych. A takich ludzi, niesamodzielnie myś-lących, jest niestety bardzo wiele w dzi-siejszym świecie. Denerwuje również tendencja massmediów do kreowania problemów tam, gdzie ich nie ma, do mówienia o tym, co nieistotne i w gruncie rzeczy banalne. Media żywią się wszelkimi politycznymi sporami, coraz większą uwagę przykuwając do nieistotnych, często kontrowersyjnych wypowiedzi, ges-tów, czynów polityków, którzy, świadomi tego zjawiska, specjalnie zwracają na siebie uwagę opinii publicznej. Okres ciszy przedwyborczej, kiedy to z medialnej sceny na kilka dni schodzi polityka, kiedy massmedia milkną, a z pierwszych stron gazet wieje zwyczajną nudą, najlepiej obrazuje, jak silnie uzależniona jest branża medialna od polityki. No bo cóż bardziej emocjonującego może być od ciągłych afer, konfliktów, wyzwisk i sporów…? Otóż to, bez tego media nie mają o czym pisać, nie mają czym zadowolić żądnych plotek, ciekawskich obywateli. Moim zdaniem powinniśmy zmienić, a przynajmniej spró-bować zmienić tę tendencję. Jest tyle spraw ważnych dla nas wszystkich, dla naszego kraju, ale i całej ludzkości, o których powinno się dyskutować, o których powinno się uświadamiać ludzi, a które często pomijamy, zastępując je zwykłymi, nieistotnymi „wiadomościami–śmieciami”. Jest to trudne zadanie do zrealizowania w dzisiejszym skomercjalizowanym świecie i nie zależy ono jedynie od ludzi stojących po „drugiej stronie ekranu”, ale i od nas, od naszej mentalności. Media nie zmienią swojego oblicza, jeśli opinia publiczna dalej będzie żądna prostych, nieistotnych, zamiast pożytecznych, rzetelnych in-formacji. Krótko mówiąc, wszystko zależy od nas, odbiorców. Jeśli zmienimy swoje podejście, media się podporządkują, bowiem to od nas zależy ich żywot. Massmedia to osiągnięcie przełomowe, które raz na zawsze odmieniło cały świat. Ich „plusy" są przeogromne i każdy z nas to chyba docenia. Ludzkość jednak, jak to zwykle bywa, wszystkiego co dobre i pożyteczne potrafi użyć w sposób niegodny oraz niewłaściwy. Miejmy tylko nadzieję, że tendencja ta z czasem się odmieni, jednak najpierw zmienić musi się każdy z nas. Marcin Jasiński Ze świata o mediach
Czy i co młodzi ludzie myślą o mediach? Postanowiłam to sprawdzić, na swoich rozmówców wybierając 20-letnią Kasię oraz André, Brazylijczyka, studiujących we Francji.
ŚWIAT ŚWIAT

Pierwszym wnioskiem, jaki wyciągnęłam po zadaniu kilku pytań, było stwierdzenie, że owszem, młodzież ma swoje zdanie na temat mediów i otaczającego ją świata. Ale przede wszystkim z ich odpowiedzi wyłania się obraz ludzi świadomych, odpowiedzialnych i dorosłych. Słowo "media" nasuwa skojarzenia głównie ze środkami masowego przekazu- Internetem, prasą, telewizją, a także przepływem informacji, łatwym dostępem do wiadomości, ich szerokim zasięgiem. Media są dla ludzi. Oboje rozmówcy przyznają, że starają się śledzić bieżące wydarzenia. Zazwyczaj oglądają wiadomości w telewizji, czytają albo chociaż „przerzucają” codzienną prasę. Natomiast swoją pozycję utraciło radio. Stało się w głównej mierze narzędziem do słuchania muzyki, pod względem infor-macyjnym zostało zastąpione przez nieco nowocześniejsze telewizję oraz Internet. Kasia i André, także i teraz, mimo nieobecności w swojej ojczyźnie i braku dostępu do telewizji, wiedzą, co dzieje się w tej chwili ich kraju. Nie tylko dlatego, że są tym zainteresowani. Młodzi ludzie powinni śledzić losy świata i swojego kraju, pozwala im to rozwijać się, uczyć formułowania opinii, zachęca do rozważań. Żeby zdobyć te wiadomości często korzystają z Internetu, który stał się ich głównym źródłem informacji. Co mnie niezmiernie zdziwiło, Kasia i André zgodnie twierdzą, że jest to najbardziej wiarygodne medium. "Internet pozwala na dotarcie do różnych źródeł. Daje możliwość poznania faktów, wielu punktów widzenia" - twierdzi André. Kasia uzupełnia jego wypowiedź, dodając, iż Internet wydaje jej się niezależny. W przeciwieństwie do gazet, czasopism, stacji telewizyjnych i radiowych na jego czele nie ma dyrektora, nie jest niczyją własnością. Dzięki temu każdy może wyrazić swoją opinię. Aby z ogromnej ilości nierzadko sprzecznych informacji wyczytać

ŚWIAT "Młodzież nie chce być prowadzona, chce tylko, aby wskazało się kierunek. (...) przytoczę apel André skierowany do dziennikarzy, który wydaje mi się dobrym podsumowaniem zdania moich rozmówców: "Pozwólcie nam myśleć!"

prawdziwy przebieg wydarzeń, nie można jednak dać się zwieść fałszywym plotkom. Na pytanie, czy wierzą we wszystko, co mówią media, zgodnie kręcą głową. Kasia przywołuje wydarzenia ostatnich miesięcy, aby zobrazować, jak bardzo media mogą kreować wizerunek człowieka i jak bardzo w krótkim czasie zdołały odwrócić obraz wcześniej przez siebie stworzony. Nie jest to bardzo niebezpieczne dla nas - ludzi myślących i szukających prawdy w tym, co mówi telewizja czy prasa. Szczególnym niebezpieczeństwem dla społeczeństwa i państwa, zdaniem André, są ci, którzy ślepo wierzą w to, co usłyszą, nie starają się filtrować informacji, dają się omamić. Co ciekawe zarówno Kasia jak i André są zwolennikami młodych działających, udziela-jących się w mediach. Stacje telewizyjne, radiowe, czasopisma pisane przez młodzież wnoszą powiew świeżości, idą z duchem czasu. Młodzi mają nowe pomysły, prze-kazują wiadomości nie tylko w sposób zachowawczy i konserwatywny, ale są w stanie spojrzeć na wiele rzeczy z innej strony. Choć nie jest to źródło, któremu ufają bez zarzutów, przyklaskują takim pomysłom. A czego młodzi oczekują od mediów? Chcą informacji, niekoniecznie uzupełnionej ko-mentarzem i opinią prezentującego. Liczą się głównie fakty, sprawdzone i niepodważalne, oraz możliwość samodzielnego wyrobienia zdania na temat wydarzeń. Młodzież nie chce być prowadzona, chce tylko, aby wskazało się kierunek. Na zakończenie przytoczę apel André skierowany do dziennikarzy, który wydaje mi się dobrym podsumowaniem zdania moich rozmówców: "Pozwólcie nam myśleć!" Aleksandra Bieniek „Niezależnie od miejsca zamieszkania i języka, wydaje mi się, że problemy z przekazem mediów są wszędzie takie same” – powiedział Patryk. I muszę mu przyznać rację, bo sytuacja w Polsce w niczym nie różni się od tej, którą udało mi się zaobserwować i o której rozmawiałem w Niemczech.
Polacy i Niemcy jedna rodzina?
ŚWIAT

Dzisiaj u nas w pracy po „fajrancie” będzie odbywa się mała impreza na magazynie, więc będzie można pogadać trochę o tematach mało związanych z pracą. Postanowiłem to wykorzystać i zagadnąć kilku współpra-cowników na temat mediów. „Nie lubię polityki” Aleksander ma 25 lat. W szkole nie był już od 4 lat, ale mówi to, co przeciętny uczeń naszego polskiego liceum – „W mediach nie lubię polityki. Kiedy słyszę o tych „Linke”, czy „Grüne” to mam dość! Wszyscy zajmują się tylko przepychankami. Każda partia robi to samo.” Kiedy rozmawiamy dalej okazuje się, że w radiu przede wszystkim lubi muzykę, a w telewizji, którą rzadko ogląda, wybiera programy roz-rywkowe, no i oczywiście mecze piłki nożnej. Jak każdy używa Internetu – po to, aby dowiedzieć o czymś, co mu jest potrzebne do aktualnie wykonywanej „fuchy”, albo po to by zamówić coś na Ebay. Gazety też jeszcze nie odeszły

ŚWIAT

do lamusa – regionalne tytuły Aleksander czyta bardzo chętnie, bo zawierają informacje lokalne. „A co ja mam do czynienia z piłką nożną?” Daniel (27 lat) to tutaj ewenement. W Niemczech o jednej dyscyplinie sportu każdy ma coś do powiedzenia – o piłce nożnej. Choć niekoniecznie wszyscy wybu-chają emocjami na wspomnienie jakiegoś meczu reprezentacji, to jednak prawie każdy je ogląda – prawie. Daniel nie. Na pytanie o ostatnie Mistrzostwa Europy odpowiada – „Nie obejrzałem żadnego. Nie ma o czym rozmawiać.” Zdziwiony pytam o powód, a Daniel bez zastanowienia mówi – „A co ja mam do czynienia z piłką nożną?” No dobrze, schodzimy z piłki nożnej i okazuje się, że Daniel nie czyta w ogóle gazet. Telewizję ogląda nieczęsto, choć tutaj ma dobrze zdefiniowane zainteresowania – programy z ciekawostkami i thrillery. „Galileo” to chyba jego ulubiony program, chociaż sam tego nie mówi, jednak powoływanie się na ten program w sporach, mówi samo za siebie. Najważniejszym medium dla Daniela jest jednak zdecydowanie Internet. W czasie każdej przerwy obiadowej sprawdza jakąś aukcję, czy wchodzi na „YouTube”. Internet mobilny robi tutaj zawrotną karierę. „Mowa jest srebrem, a milczenie złotem” Patryk (29 lat) nie jest zbyt rozmowny. On ma zdecydowane poglądy na każdy temat, o czym udało mi się przekonać pracując z nim, ale tak „bez okazji” nie lubi ich wyjawiać. Często powtarza, że „mowa jest srebrem, a milczenie złotem”. I tak właśnie czyni. Unika natłoku słów. Lubi konkrety. Podobnie jest z jego preferencjami dotyczącymi mediów. On też często używa Internetu, ale tylko do, jak podkreśla, rozsądnych spraw. Szuka informacji o specyfikacji jakiegoś samochodu, czy części i to go interesuje. W pewnym momencie pyta mnie czy mam prawo jazdy. Oczywiście, że mam – wyciągam swoje, a on swoje. Zaczynamy porównywać polskie prawo jazdy z nie-mieckim. Za chwilę pytam o dopisek „255” do kategorii „D” na jego dokumencie. Patryk nie jest pewny – od razu sprawdza w Internecie, oczywiście z komórki. Te-lewizja mogłaby dla niego nie istnieć, za to wydanie lokalnego kuriera czyta „od deski do deski”. Radia lubi słuchać, nie tylko dla muzyki, ale również dla informacji. Pytania o to, czego nie lubi, nie muszę zadawać, bo on podkreśla w każdej rozmowie, kiedy ktoś się za bardzo rozpędzi, że nie można tak „scheisse labern”– to samo mówi o mediach, a to znaczy mniej więcej tyle, że nie życzy sobie zbyt wiele objętości treści w stosunku do przekazu. Kiedy męczę go tak jeszcze przez chwilę pytaniami, mówi: „Niezależnie od miejsca zamieszkania i języka, wydaje mi się, że problemy z przekazem mediów są wszędzie takie same, więc jak chcesz wiedzieć więcej to zadzwoń do domu" i zakończył dyskusję. W sumie trudno się z nim nie zgodzić, bo do wypowiedzi każdego z moich kolegów z pracy mógłbym dopasować imię znajomego z Polski, a mimo to informacja pozostała by prawdziwa… Zainteresowania młodych nie bardzo różnią się u naszych sąsiadów. Piotr Kulessa Optymizmu trochę!
Ten tekst miał wyglądać inaczej – bo naczelni zażyczyli sobie sondę wśród studentów. Ale kiedy czytałam inne teksty do tego numeru Outro w głowie pojawiła mi się jedna myśl: „Boże, jakim my jesteśmy marudnym narodem…”
SUBIEKTYWNIE

A może by tak zacząć myśleć pozytywnie? Nie wyobrażamy sobie przecież życia bez telewizji (choć ostatnio nieposiadanie tele-wizora staje się dla gwiazd „szczytem lansu” i powodem do chwalenia się tym w wywiadach… telewizyjnych?), radia (choćby w samochodzie w drodze do pracy i tylko po to, żeby usłyszeć, że znów zamknięto tę czy tamtą ulicę), gazet (dziwnym trafem najczęściej tych „plotkarskich”) i Internetu (tego już chyba nawet komentować nie muszę). Dają nam wiele, i nie ma co tego ukrywać. Bo co byśmy zrobili, gdyby ich nie było? Ciężko byłoby spakować się choćby na wakacje (ach, ten sentyment…) nie wiedząc, jaka ma być pogoda. A skoro nie ma mediów – nie ma prognozy. Co robilibyśmy przy kolacji, gdyby AXN nie puszczał kolejnego sezonu „Kryminalnych zagadek Miami”? Tak, wiem, rozmawialibyśmy. Ale co, jeśli już dawno się od tego odzwyczailiśmy? Tu właśnie tkwi haczyk – gdyby mediów nie było nigdy, może byśmy sobie bez nich poradzili. Ale skoro już są, to mielibyśmy duży problem, gdyby nam je teraz zabrano. Przypomnij sobie, drogi czytelniku, jak zareagowałeś, kiedy ostatni raz nagle „padł” Ci Internet. Znam to uczucie aż za dobrze. A szlaban na telewizję, kiedy byłeś mały? Jasne, to było parę lat temu, ale gdybyś teraz oglądał jej tyle, co przedtem, efekt byłby ten sam. Zresztą, daleko szukać nie trzeba – telewizor śnieżący w środku najpiękniejszej akcji w całym meczu (a dodaj do tego jeszcze „finałowym” i wstaw którekolwiek ważne, międzynarodowe rozgrywki). I co? Jak tu żyć bez mediów? Jasne, zdarzają się programy, których lepiej było chyba nigdy nie widzieć – ale, jak wszędzie, trzeba umieć oddzielić ziarno od plew. Z telewizją jest tak jak z ludźmi – to, że są mądrzy i głupi, wartościowi i nie nie oznacza jeszcze, że należy negować całą ludzkość (czy nawet określoną grupę społeczną). Zresztą, patrząc na to z perspektywy czysto praktycznej – po co się irytować i „wieszać psy” na czymś, czego i tak będziemy zmuszeni używać? Szkoda nerwów – a „złość piękności szkodzi”. Magdalena Kelniarz Moda w mediach
Można upierać się, że twierdzenie: „Jak cię widzą, tak cię piszą” nie jest prawdą, ale w niektórych przypadkach jest niezaprzeczalnym faktem. W telewizji na pewno.
MODA MODA

Mianowicie dbać o swój wygląd trzeba, bo jest to część pracy celebrytów, gwiazd, prezenterów. Dobry look utożsamiany jest bezpośrednio z liczbą ofert, a nikt bez-robotny być nie chce. Jednak niektórym nie pomoże nic – bezwzględnie chrzczeni są raz po raz, gwiazdą „kiczu”, „obciachu” i „modową wpadką roku”. Krzyczymy wtedy: „Czy on/a nie ma lustra w domu?” Z posiadaniem zwierciadełka nie ma to nic wspólnego, nie od dziś bowiem wiadomo, że coraz częściej „śmietankę towarzyską” ubierają styliści. Niektórych decyzji nie rozumiem, bo nie trzeba być cudotwórcą, żeby stwierdzić, że danej osobie jest po prostu źle w tym kolorze/kroju, a jej tyłek prezentuje się w nim jak przysłowiowa szafa trzydrzwiowa. Polskie media wciąż dostarczają nam nowych, niechlujnych przykładów, dzięki czemu powstały nawet programy obgadujące niefortunne wybory. Kla-sycznym jest, nie muszę chyba nawet tego mówić, Jola Rutowicz. Inne, mniej

MODA

drastyczne: Iwona Węgrowska, Justyna Steczkowska, Natalia Lesz. Na dobrą drogę przeszła nieco Mandaryna czy Agnieszka „Frytka” Frykowska. Nie wiem już zresztą, czy to one poszły w dobrym kierunku, czy to my staliśmy się bardziej tolerancyjni i po prostu nic już nas nie zdziwi. Nieustannie wybitnym przykładem jest dla mnie prowadząca „Tańca z gwiazdami”. Nie wiem, kto wybiera jej kreacje, ale bardzo często robi to z zimną krwią stylisty – samobójcy. Czy nikt w tym jakże po-pularnym (i zresztą niekończącym się) programie nie potrafi stwierdzić, że w tym upięciu, kolorze włosów i zbyt ściśniętym biuście „Skrzynka” wygląda bardzo źle? Poza tym sama konferansjerka z pewnością może stawiać drobny opór przy doborze kreacji. W ciągu 11 edycji (a kto wie tak naprawdę ilu jeszcze), dostarczyła nam wiele frajdy. A chcieć to móc – podobno w tej odsłonie Edyta Górniak sama wybiera sobie stroje. A co mam powiedzieć o naszej „królowej” showbiznesu Dodzie? Myślę, że przyzwyczailiśmy się już do jej stylu zupełnie odmiennego i potrafimy znieść o wiele więcej, niż jeszcze przed kilkoma laty. Gołe pośladki, brzuch i dekolt – gigant nie szokują, powoli nienormalnym staje się raczej ich brak. Wystarczy włączyć dowolną stację muzyczną, by zobaczyć, że obecnie każdy teledysk świeci golizną. Pomówmy natomiast o rzeczach przy-jemnych i wzorach szyku, klasy i wyczucia stylu. Polskie panie w mediach powinny brać przykład z zawsze nienagannej Magdy Mołek, nazywanej nawet z tej okazji: „Zimną Damą”, Anity Werner, która w wia-domości wprowadza nas z cudowną precyzją męskiej klasy, Jolanty Kwaś-niewskiej, która jako była Pierwsza Dama trzyma poziom, a przy tym sama naucza co wypada, a czego nie, i Anety Kręglickiej – muzy Macieja Zienia. Stan mody w polskich mediach nie jest zły, ale nie ukrywajmy, nie jest to poziom światowy. Czemu tu się dziwić – suknie od Versace, Prady, Gucci nie są do końca dostępne dla grubości naszego portfela. Celebrytki też ubierają się w po-pularnych sieciówkach albo jak same przyznają, wybierają ekskluzywne second – handy, by tam znaleźć coś oryginal-niejszego. Pracujmy więc nadal nad stylem, ale nie jest tragicznie – w końcu na naszych ulicach jest też coraz lepiej. Mniej białych kozaczków, tlenionych blondów, a coraz więcej fajnych, indywidualnych roz-wiązań, a przy tym dobranych z gustem. Bądźmy dobrej myśli. W końcu: „Nie od razu Kraków zbudowano!” Nikola Bochyńska Internet? Ach, Internet!
Nie powinno być tak, że mówiąc „media”, ograniczamy się tylko do prasy, radia, telewizji. Największym „medium” jest obecnie Internet. I to o tyle specyficznym, że nie stawia ograniczeń. Każdy może się w nim pokazać.
DYSKUSJA

To prawdziwa swoboda – tylko czy zawsze naprawdę pożądana? Oto jest pytanie, jak powiedział młody duński książę, dumając nad własną egzystencją. S: Internet jest całkowicie wolny (u nas, o Chinach czy innych takich nie rozmawiamy). Z jednej strony to super, i nie należy tego ograniczać. Ale z drugiej, no właśnie. Dostęp do innych mediów, do ich tworzenia, jest nieco bardziej ograniczony, co z jednej strony jest beznadziejne, ale z drugiej - chroniło przed zalewem totalnej głupawki. Choć obawiam się, że i te granice mogą kiedyś pęknąć. K: Mimo wszystko uważam, że powinno zostać jak jest. To ma swoje dobre strony - wymusza choćby na rodzicach zajmowanie się własnymi dziećmi i tłumaczenie im, dlaczego wchodzenie po piorunochronie na drugie piętro jest przejawem totalnego braku mózgu. Oczywiście mówię tylko o takich rzeczach - pornografia, instrukcje zrobienia koktajlu mołotowa itd., to juz jakby inna sprawa. S: Tak, ale to nigdy nie stałoby się takim hitem, gdyby nie poetyckość słów tego człowieka. Trzeba przyznać, że choć tekst o certyfikatach nie jest może najmocniejszą ripostą, a i zachowanie tego młodzieńca w stosunku do osoby z okna było dosyć chamskie, to jednak, w jakiś chory sposób, było śmieszne. Choć nic byśmy z życia nie stracili, gdybyśmy tego nigdy nie obejrzeli. Co do pornografii, to dziwię się niektórym, jak mogą publikować pewne zdjęcia. To już czasem naprawdę brak szacunku do siebie. Nie mówiąc o zdjęciach typu "ja na sedesie". K: Pewnie faktycznie byśmy nie stracili nic - ale to tak jak nie obejrzeć "Requiem..." choćby. Nic nie stracisz, ale to jedna z tych rzeczy, którą całkiem fajnie się ogląda. Ok, requiem

DYSKUSJA

to zły przykład. Zdjęcia "ja na sedesie" wciąż mnie bawią - nie wiem czemu, ale ostatnio lubię śmiać się z ludzkiej głupoty. A zdjęcia pt. "trochę dziwnie tu wyszłam" to trochę inna sprawa. Szczyt głupoty, ale juz taki, którego się nie da wyśmiać, bo załamuje. S: Ej, zdjęcia z sedesem są, zabrzmi to dziwnie, mocno niesmaczne. Nie zawsze ma się ochotę przypadkiem coś takiego zobaczyć. Tylko widzisz, znowu pytanie, czy Internet tej głupawki nie nakręca. Tu się niby śmiejemy [tym razem chodzi o „oryginalne zdjęcia” – kpc], a tu promujemy. Znajdzie ktoś takie zdjęcie w necie, obśmieje, i uczyni je sławnym, choć normalnie zobaczyłaby je tylko garstka znajomych - a jeśli to miał być tylko żart? K: Być może masz rację. Ale to nie zmienia faktu, że nie jestem w stanie nie śmiać się z tych ludzi. S: Właśnie śmianie się z ludzi jest niedobre. Bo można komuś zniszczyć życie takim "rozsławieniem". Generalnie, to problem z Internetem jest taki, że jak raz coś do niego wrzucisz, to nigdy nie usuniesz. Koleżanka wrzuci jakieś nagranie, które cię obśmiewa, "zabawny" znajomy da do tego linka na jakimś portalu, znajdzie się grupka "śmieszków" i staniesz się "SŁAWNA". K: Owszem. dlatego należy uważać co się robi i gdzie się robi. Bo to działa podobnie jak plotki. Fakt, dłużej, ale mechanizm jest ten sam. Miałam całkiem niedawno sytuację podobnego kalibru, z tym, że sama ją sobie "ugotowałam". I wiem, że należy uważać co i gdzie się pisze. Z kręceniem filmików jest tak samo. Trochę inaczej, kiedy to już przejdzie przez Photoshopa - to już potrafi być poniżej pasa i z tym wypadałoby coś robić. S: Internet, a propos Photoshopa, to też miejsce odruchów masowych. Wystarczy przypomnieć, co się działo u nas z postacią Howarda Webba, po karnym dla Austrii na Euro 2008. Szkoda dwóch rzeczy: po pierwsze, że czasem jest to po prostu żałosne (bo wtedy nie wszystkie wizerunki Webba takie były) i dwa, że czasem dotyka to kompletnie nieznanych osób. "Kara za głupotę" to żadne uzasadnienie. No, może nie „nieznanych” a „niewinnych”. K: "Niewinnych", to znaczy? S: Że kurczę, jedyną ich winą jest to, że nie pomyśleli zawczasu.

DYSKUSJA

K: To już jest bardzo duża wina. S: Taka, żeby kogoś kompromitować? K: To tak jak byś powiedział, że "nie pomyślał w porę i wjechał w pieszych na przejściu. Czy to jest powód, żeby karać?" S: Nie zgadzam się. Opublikowanie w Internecie swojego głupiego zdjęcia, albo powiedzenie czegoś niemądrego, co zostanie nagrane przez drugą osobę i wpuszczone do sieci, to nie to samo, co spowodowanie u kogoś obrażeń groźnych dla życia. Kara chyba musi być proporcjonalna do winy. K: Nie przesadzaj, jeśli walniesz jakiś głupi tekst, to raczej wielkich konsekwencji z tego nie ma. S: Zależy. Jeśli to coś, co Cię kompromituje w oczach otoczenia, to chyba tak. K: Ale jeden głupi tekst nie kompromituje na całe życie. S: Ja tu mówię o dziewczynie, na ten przykład, która się przyznaje na nagraniu, że kogoś tam kocha ponad życie, i że w ogóle. A potem z niej, znów na przykład, „leją” w całej Polsce. Mogłaby, trzeci już raz w tej wypowiedzi „przy-

DYSKUSJA K – Magdalena Kelniarz S – Marek Suska

kładowo”, powiedzieć coś w stylu "moje serce jak Kambodża" i zyskać ponurą sławę "tej poetki". K: Daj spokój, za takie teksty nikt nie będzie spalony do końca życia. Pośmieją się i znajdą sobie inny obiekt. Zresztą ja twierdzę, że należy mieć trochę dystansu do siebie, bo się zwariuje. A ludziom z dystansem takie rzeczy wielkiej krzywdy nie robią. S: A pamiętasz [… - tutaj dyskusja zeszła na temat, któ-rego publikacja mogłaby nas narazić na zarzuty o wykorzystywanie pewnych spraw – więc nieco wytniemy i pozmieniamy - kpc] nauczyciela ze śmietnikiem na głowie? K: Ci od śmietnika? Cóż, większości ludzi na dobre to wyszło. S: W sumie racja. Czyli Internet pokazuje tez pewne patologie, które potem można wykorzenić? K: Tak. Ja jednak zostaje przy tej opcji. S: Czasem potrzeba nam szoku? K: Szoku? Straciłam wątek. S: Szoku, jak z tym nauczycielem. To jednak był wstrząs. Dla większości, może nie uczniów. W moim gimnazjum potrafiły też się dziać dziwne rzeczy. K: Chyba faktycznie tak jest, że trzeba szoku. Bo wiesz jak jest - jak się o problemie nie mówi to go nie ma. Polska mentalność? S: Wiesz, to nie tak, że polska. Chyba wszędzie tak jest, że jakieś problemy zwalcza się dopiero wtedy, gdy ktoś na nich ucierpi, i to się stanie głośne. Także nie tylko nam potrzeba czasem szoku, żeby się ruszyć. Internet wiele nam pozmieniał. K: Widzisz? Czyli promocja kretynizmu (bo to już nawet głupota nie jest często) miewa swoje dobre strony! S: Odnaleźliśmy pozytywy w głupocie! I tym pozytywnym akcentem… Nie, to już sztampowe zakończenie. To inaczej. Może banalnie? Nieważne. W każdym razie Internet nie jest „głupi” czy „mądry”, „zły” czy „dobry”. Internet to tylko narzędzie. A z wszystkimi narzędziami jest pewnie podobnie. Młotek będzie dobry, gdy się nim wbije gwóźdź, zły, gdy się trafi we własny palec lub w kogoś. Tylko że bez ludzkiej ręki na swoim trzonku nie uczyniłby zgoła nic. Jaka rada na koniec? Nieodmiennie ta sama. Myślcie!

NAPISY KOŃCOWE

Nie, to nie żart! Media. To właściwie jedno ze słówkluczy do mentalności współ-czesnego człowieka. Obecnie ciężko już sobie wyobrazić egzystencję bez dostępu do mediów – najdelika-tniejszym określeniem byłoby chyba zacofanie. Media to symbol zmian, zaszłych w naszej świadomości przez liczne lata technicznego (ach, nie cierpię tego słowa, ale go użyję) postępu. Wszystko musi być podane wprost do użytkownika. Dziś już raczej nie akceptuje się sytuacji, w której, żeby coś pożądanego (a stanowiącego prozę jego codzienności) otrzymać, potencjalny zdobywca musiałby zrobić więcej, niż wykonać niespecjalnie nadwyrężający ruch dłonią. Czy dwa ruchy. No, nawet trzy. Rozleniwiliśmy się. Szeroki i powszechny dostęp do mediów przyprowadził nas do próżniactwa w życiu codziennym. Nie musimy już szukać najlepszych źródeł, pracować nad optymalnymi sposobami korzystania z dóbr, jakie dziś bez żadnych ograniczeń otrzymujemy przez media. Wszystko zaczęło być proste, łatwe i przyjemne. Ma takie być, bo przeciętny (nie tylko polski!) odbiorca właśnie tego pragnie. Jest to zresztą zrozumiałe. Ale nie wszędzie jest tak przyjemnie. Cała ta sytuacja spowodowała, że niemożliwym do pojęcia dla nas staje się fakt, że ten dostęp nie wszędzie jest czymś równie naturalnym. Wiele regionów świata cierpi z tego powodu, a my tu siedzimy i dyskutujemy o naszych mediach. Brakuje wody pitnej, opał jest często niemal na miarę złota. Prąd czasem zdaje się być li tylko luksusem zachodniego świata, no, można zobaczyć jakąś żarówkę, albo agregat. Czy inne sprzęty. Ale z daleka. W porywach telewizor. A ścieki? Nic z tego, kanalizacja to luksus. My jednak media mamy na odkręcenie kranu czy kurka, odległość gniazdka czy zlewozmywakowego syfonu. I nie chodzi tu o inną skalę potrzeb – woda jest potrzebna absolutnie wszędzie i każdemu, podobnie przydaje się ogień, który nieodmiennie wymaga jakiegoś paliwa. Nie jestem taki nienormalny, jak można by przypuszczać. Pierwsze trzy akapity tekstu można odnieść i do tych mediów, o których traktuje reszta tego specjalnego wydania. Następna sprawa, to wieloznaczność tego rzeczownika, tych mediów, o której szkoda byłoby zapominać. I najważniejsze. Że dyskutując o luksusach zachodniego świata (Internet?) warto pamiętać, że niektórzy chcieliby mieć nasze problemy zamiast swoich własnych, gdyby mogli wybierać. Ale o tym nasze media nam nie przypominają. No, może czasem. Od tragedii do tragedii. Albo jakaś akcja charytatywna. Może program podróżniczy? Czy film dokumentalny. Choć dokument to pewnie późno w nocy, albo na kanale, do którego trzeba nam satelitarnej anteny czy kablówki. O ludziach, którzy poświęcają swoje życie, żeby służyć tam, gdzie nie jest tak łatwo, też zazwyczaj cicho. A to przecież im należy się uznanie, nie gwiazdom reality szoł. Marek Suska