Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

Wokół kultury strona 6 Kultura: Osiem znaczy doskonałość strona 7 Repertuar tygodniowy strona 9 Filmy tygodnia: Wstrząśnięte, nie zmieszane, czyli weekendowy koktajl filmowy strona 10 Recenzja książkowa: W drodze do zatracenia strona 13 Recenzja książkowa: Telefon zaufania strona 15 Recenzja książkowa: Niewypał z Wall Street strona 18 Temat numeru: Są kryzysy i są katastrofy strona 20 Temat numeru: "Nikt nie patrzy na wiarę" strona 24 Sport - Piłka nożna: Nowa jakość strona 31 Sport - Polemika: To nie wstyd, tylko spryt Strona 33 Podróże: I amsterdam Strona 35 Podróże w obiektywie Strona 38 TRZECI ŚWIAT

WSTĘPNIAK Outro Ogólnopolska gazeta młodzieżowa Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl rekrutacja(@)outro.pl Redaktorzy naczelni: Monika Toppich i Kamil Wiśniowski Sekretarz redakcji: Marek Suska Zastępca: Marta Jeziorek Redaktor prowadzący wydania: Maciej Kulina Projekt okładki: Patryk Skoczylas Zdjęcie na okładce: avz photography/CC 2.0 Szefowie działów: Ula Skierkowska (kultura), Elżbieta Janota, Paulina Rzymanek, Martyna Nowak, Justyna Książek (filmowo - literacki), Aleksandra Wilczak (społeczeństwo), Maciej Kulina (sport), Agata Andrzejak (korekta), Dorota Stach (foto), Magdalena Kondracka (promocja), Patryk Skoczylas (graficy). Korekta: Agata Andrzejak, Maria Gołaszewska, Martyna Kłopeć, Agata Hajduk, Anna Kubaczkowska, Patryk Łowicki, Martyna Okupniak, Cynthia Schmidt, Paulina Szempińska Graficy: Angelika Marchewka, Jarosław Stępień, Dorota Stach, Adam Białek

Spróbujcie przeprowadzić wśród znajomych krótką ankietę i zadać im jedno pytanie, bardzo proste - z czym kojarzy ci się Afry-ka? Jakie otrzymasz odpowiedzi? Ciepło, słońce, równik, palmy, murzyni, susza, bie-da, zacofanie? A może piękne hotele i miej-scowości turystyczne, gdzie jeździ się na wakacje? I gdzie jako obsługa pracują cza-rnoskórzy „tubylcy”, zwykle traktowani przez turystów z pewną wyższością i lekce-ważeniem. Zazwyczaj nie zastanawiamy się, jak wygląda ich życie poza piękną fasa-dą hotelu. Albo idąc dalej, jak wygląda ży-cie plemion żyjących tak, jak przed wieka-mi. Jakiś czas temu popularna była książka „Kwiat pustyni”, ale wielu czytało ją i tra-ktowało jak dobrą fantastykę. W najnowszym numerze Outro skupiamy się na problemie głodu, na Somalii i Etopii, na autentycznych losach ludzi. Okazuje się, że w trudnych warunkach katolicy i muzuł-manie są w stanie razem żyć i nie powodu-je to konfliktów. Toteż mimo, że nie rozu-miemy wielu tamtejszych zwyczajów, może powinniśmy się uczyć od tych „zacofanych ludzi z trzeciego świata”? MiK



OBSERWACJE NOSFERATU AWANGARDA JUTRA? WIECZÓR PIEŚNI POLSKIEJ RAWA BLUES FESTIVAL Little Band, C.J. Chenier &

WOKÓŁ KULTURY

Krypta u Pijarów w Kra-kowie zaprasza 4 paździer-nika na wernisaż wystawy Obserwacje. Artyści, Kazi-mierz i Mateusz Bedna-rzowie, na obrazach przedsta-wiają swoje spostrzeżenia dotyczące świata i starają się dotrzeć do ideału za pomocą malarstwa. 8 października na deskach Teatru Narodowego odbę-dzie się premiera spektaklu Grzegorza Jarzyny. Nosfe-ratu to przedstawienie oparte na powieści Brama Stokera, Dracula. Opowia-da o poszukiwaniu i próbie przekraczania granic. 7 października otwarte zo-stanie nowe Centrum Architektury i Wzornictwa w Łodzi. Wydarzeniu towa-rzyszyć będzie wystawa inauguracyjna Awangarda jutra?. Zaprezentowane będą prace - głównie pro-jekty niepowstałych jes-zcze budynków - najzdol-niejszych polskich arch-itektów: Aleksandry Wasil-kowskiej, Centrali, WWAA czy Macieja Jakuba Zawa-dzkiego. 5 października w Teatrze Wielkim w Poznaniu odbę-dzie się koncert zatytu-łowany "Wieczór Pieśni Polskiej". Utwory zostaną wykonane przez solistę Jaromira Trafankowskiego oraz kwartet smyczkowy. Katowicki Spodek zaprasza 8 września na 31. edycję Rawa Blues Festival. Na scenie wystąpią m.in.: Co-rey Harris, RavaBluesBand, Bartek Przytuła & Silesian Red Hot Luisiana Band. Przygotowała: Aleksandra Bieniek OSIEM ZNACZY DOSKONAŁOŚĆ
Nosowska po raz kolejny udowodniła mi, że chcę jej słuchać i jestem bar-dzo ciekawy tego, co ma mi do prze-kazania.
KULTURA

„Ósemka” zaczyna się bardzo mrocznie, elektronicznie, w stylu berlińskiej trylogii Davida Bowiego. Echa tego artysty słychać także w późniejszym, niemniej ponurym, „Tętencie”, który wręcz przytłacza dźwię-kiem klawiszy. Jednak na tym albumie ma-my do czynienia nie tylko z syntezatorami. Jest tu również to, co sprawdziło się już wcześniej, czyli świetne, rytmiczne melodie („Daj spać!”, „Ziarno”) lub spokojne ballady w których prym wiodą dźwięki fortepiano-we („Polska”, „Kto?”). Z resztą mamy tutaj nawet nawiązania do dwóch poprzednich solowych płyt artystki. Wspomniane wcze-śniej „Kto?” spokojnie mogłoby się znaleźć na „UniSexBlues”. Wokal, gitara akustyczna i elektroniczna pointa, to jakby „USB” w pi-gułce, tylko w wolniejszym tempie. Walczy-kowaty „Czas” z kolei, to wypisz wymaluj strona B z płyty „Osiecka”.

KULTURA

Jednym z akcentów szóstej płyty Noso-wskiej jest to, że zawiera śladowe ilości in-strumentów dętych. Od delikatnych wsta-wek na początku płyty, przez świetnie współgrającą sekcję wspieraną przez chórki w „Ziarnie”, aż po wspaniały dialog nawiązany ze smykami w „JPS”. Widać, że Macuk, Bors i Nosowska mają jeszcze nie-wyczerpany potencjał twórczy i aż strach pomyśleć, czym uraczą nas w przyszłości. Również wokal Nosowskiej jest tutaj odwa-żniejszy w porównaniu z poprzednimi wy-dawnictwami. Raz jest bardziej krzykliwy i agresywniejszy („Daj spać!”), raz spokoj-ny, nieco rozmarzony („Polska”), a kiedy indziej z kolei bardzo roztrzęsiony, wręcz histeryczny („Ziarno”). Już na ostatnim krążku Hey, czyli „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”, słychać było, że wokalistka jest coraz śmielsza w swoich wyczynach głoso-wych. Tutaj mamy tego rozwinięcie, co jest szalenie urzekające. Tekstowo autorka poszła w jeszcze bar-dziej w stronę poetyckości niż zazwyczaj. Pisząc „Polskę” penetruje nowe obszary, jednak zahacza także o tematy, które już znamy, jak miłość, rozstania i lęk. W utwo-rze „O lesie” tak afirmuje naturę, że aż chce się uciec w takie rejony i doznać tego wszystkiego, co tam opisuje. Polszczyzną Nosowska posługuje się po mistrzowsku i za wersy w stylu: „Leżę, pode mną Pol-ska/Patchwork uszyty z województw/ i drobnych łatek powiatów" lub „Muszę się grzać,/a ty to dobrze wiesz/i celsjuszy pęk pod kurtką dla mnie masz” dziękując klękam, zaś Ministerstwo Edukacji Narodo-wej proszę o to, żeby na którejś maturze zamieściło jeden z jej tekstów do analizy. Słuchając „Ósemki” czułem się jak dziecko zamknięte na całą noc w sklepie ze sło-dyczami. Na półkach, na wyciągnięcie ręki, jest pełno łakoci. Aż nie wiadomo od czego zacząć jedzenie, ale jedno jest pewne – wszystko jest bardzo smaczne i wiadomo, że długo stąd nie wyjdę. Norbert Oset "Wspomniane wcześniej „Kto?” spokojnie mogłoby się znaleźć na „UniSexBlues”. Wokal, gitara akustyczna i elektroniczna pointa, to jakby „USB” w pigułce, tylko w wolniejszym tempie. Walczykowaty „Czas” z kolei, to wypisz wymaluj strona B z płyty „Osiecka”." 1920 Bitwa Warszawska Ki Jeśli nie my, to kto? Inkarnacja Johny English Reaktywacja (zwiastun)

PREMIERY KINOWE

Pierwsza w Polsce pro-dukcja w 3D. Film Jerzego Hoffmana, a w nim plejada polskich gwiazd. Dodać do tego należy ogromną pro-mocję filmu i fakt, że o nim po prostu się mówi. Żeby być na czasie, po prostu trzeba go obejrzeć. Film jednego aktora, a właściwie jednej aktorki, czyli Roma Gąsiorowska w akcji. Ta aktorka–kame-leon, tym razem wciela się w postać barwnej i żywio-łowem Kingi, kobiety XXI, która nie zna żadnych ograniczeń. Film, który można obejrzeć tylko w kinach studyjnych, ale chyba warto. Historia rozgrywa się w Niemczech, w latach 60., ale opowiada o młodym człowieku, który chce pisać, tworzyć i spę-dza długie godziny przy maszynie do pisania. Film dla wszystkich, którzy wkraczają w dorosłe ży-cie, interesują się pisaniem i poszukują siebie. Podobało Ci się "Milczenie owiec"? "Inkarnacja" to historia Cary, która jest znanym lekarzem psychia-trą, specjalistką od osobowości mnogiej. Na jej drodze sta-je przestępca, który pod-waża wszystkie jej teorie. Kto nie lubi Jasia Fasoli? Takich jest chyba niewielu. Tym razem Rowan Atkin-son powraca w roli nie-typowego agenta, który musi powstrzymać grupę zabójców, chcących wyeli– minować jednego z euro-pejskich przywódców. Hu-moru nie zabraknie. Wy-starczy przecież spojrzeć na tytułowego bohatera! WSTRZĄŚNIĘTE, NIE ZMIESZANE, CZYLI WEEKENDOWY KOKTAJL FILMOWY
Tom Hanks bywał już uwięziony w naj-różniejszych miejscach – co pokaże dzisiejszy odcinek. Na tych, którzy chcą śledzić jego przygody, czekają i śmiech, i łzy.
FILMY TYGODNIA

1. „Cast Away – poza światem” W 2000 roku Robert Zemeckis przedstawił światu historię współczesnego Robinsona Crusoe. I można by pokusić się o kontro-wersyjne stwierdzenie, że uczynił swoją wersję dużo ciekawszą i bardziej przejmu-jącą od oryginału. Chuck Noland pracuje dla znanej firmy kurierskiej. Podróżując transportowym sa-molotem, martwi się jedynie tym, by dos-tarczyć na czas paczki – tymczasem do-chodzi do katastrofy, w wyniku której giną obecni na pokładzie pasażerowie, a Noland zostaje wyrzucony na brzeg małej, bezlu-dnej wyspy. By przetrwać i poradzić sobie z obezwładniającą samotnością, do dyspo-zycji ma jedynie zawartość przyniesionych przez morze przesyłek. Czy w końcu uda mu się wrócić? Czy będzie jeszcze potrafił żyć w cywilizowanym społeczeństwie?

FILMY TYGODNIA "Podróżując transportowym samolotem, martwi się jedynie tym, by dostarczyć na czas paczki – tymczasem dochodzi do katastrofy, w wyniku której giną obecni na pokładzie pasażerowie, a Noland zostaje wyrzucony na brzeg małej, bezludnej wyspy."

Przez większą część filmu mamy do czynie-nia z teatrem jednego aktora. Na szczęście, Tom Hanks poradził sobie znakomicie z dźwiganiem tak wielkiej odpowiedzialno-ści. Jego gra jest uczuciowa i wzruszająca, pozbawiona jednak przerysowania czy me-lodramatyzmu. Przekłada się to na całość obrazu – angażujemy się emocjonalnie, współczujemy bohaterowi, odczuwamy napięcie obserwując jego zmagania. Nie musimy za to niepokoić się, że spędzimy ponad sto czterdzieści minut nieustannie pociągając nosem albo zżymając się na nieprawdziwość sytuacji. Co więcej, mimo oczywistego minimalizmu w kwestii plene-rów i postaci oraz pozornej monotonii, nie zauważymy nawet, kiedy te sto czterdzieści minut upłynie. 2. „Terminal” Cztery lata później, w produkcji Stevena Spielberga, bohater odgrywany przez Toma Hanksa zostaje uwięziony w zupełnie in-nym miejscu: wśród tłumów ludzi, w mieś-cie, które przynajmniej Amerykanie uważa-ją za centrum świata – na terminalu lotni-czym w Nowym Jorku. Viktor Navorski jest turystą pochodzącym z Krakozji, fikcyjnego państwa w Europie Wschodniej. Podczas gdy Viktor znajduje się na pokładzie samolotu, w jego kraju wybucha rewolucja, wskutek czego jego paszport oraz wszystkie dokumenty przes-tają oficjalnie obowiązywać. Nie może więc zostać wpuszczony na terytorium Stanów Zjednoczonych, ani też odesłany do pogrą-żonej w chaosie ojczyzny. Zagubiony,

FILMY TYGODNIA

nierozumiejący sytuacji i nie znający ani słowa po angielsku, Viktor zmuszony jest zamieszkać w terminalu aż do rozwiązania sprawy. Znękany, natyka się na różnego rodzaju utrudnienia, zawsze jednak znaj-duje wyjście z sytuacji. Zawiera też parę nowych przyjaźni oraz poznaje stewar-dessę, na której koniecznie chce zrobić do-bre wrażenie. Film z pewnym dystansem, w sposób hu-morystyczny, ale i wzbudzający empatię, opowiada o człowieku, którego niecodzie-nny problem całkowicie niknie gdzieś w na-tłoku innych spraw. Postacie, jak przystało na bywalców i pracowników amerykań-skiego lotniska, są barwne i różnorodne. I choć niektórzy widzowie zarzucili Spiel-bergowi posługiwanie się stereotypami, to w rzeczywistości nikt nie powinien czuć się urażony – każdy z bohaterów „Terminalu” to człowiek z krwi i kości, posiadający wa-dy i zalety, a nie tylko żywa etykietka. Warto zwrócić też uwagę na elektryzującą ścieżkę dźwiękową oraz popis aktorstwa, przede wszystkim ze strony ujmującego Toma Hanksa oraz rewelacyjnego Stanleya Tucci. Elżbieta Janota fot. 2 alberth2 (CC BY–SA 2.0) W DRODZE DO ZATRACENIA

RECENZJA KSIĄŻKOWA

Jack Kerouac to znany w świecie lite-ratury przedstawiciel bitników oraz autor wychwalanej przez jednych, a niena-widzonej przez drugich kultowej ksią-żki „W drodze”. O ile jednak ta bodaj-że najpopularniejsza pozycja z litera-ckiego dorobku pisarza jest począ-tkiem jego literackiej podróży, tak „Big Sur” jest końcem. Końcem nad przepaścią, a jednak wykrzyczanym z samego szczytu. Bohaterem „Big Sur” jest Jack Duluoz, alter ego samego autora. Jack jest alkoholikiem, samotnikiem, wędrowcem, artystą i oczy-wiście głównym narratorem powieści. To właśnie jego monologi stanowią o niesa-mowitej sile przekazu książki Kerouaca. Duluoz będący na krańcu swego jestestwa postanawia wyruszyć w podróż do Big Sur nad Ocean Spokojny, by tam w samotności zebrać myśli. W rezultacie to właśnie tam jego myśli zapanują nad nim i uwolnią się, by popłynąć w stronę czytelnika w nie-przerwanym poetyckim opisie rzeczywisto-ści, myśli i zdarzeń. Lektura „Big Sur” nie należy do łatwych. Pod nazwiskami bohaterów kryją się pra-wdziwe postaci - przyjaciele i znajomi au-tora, a nieustanne wtrącenia, aluzje oraz chaotyczność myśli sprawiają, że tekst wy-daje się być momentami neurotycznym komentarzem starzejącego się artysty, który już dawno utracił zdolność przekazu. Jednak w rzeczywistości książka jest osta-tnim manifestem, będącym esencją życia autora oraz pisarzy mu pokrewnych. Jack Duluoz to artysta, którego czas już dawno się skończył. Stara się pogodzić ze świado-mością przemijania i podporządkować

RECENZJA KSIĄŻKOWA

sobie dwie wersje samego siebie: tą pra-wdziwą i tą, którą widzą jego czytelnicy. W rzeczywistości zmęczony i cyniczny już Jack niewiele ma wspólnego z wyidealizo-waną postacią, za jaką jest uważany przez postronnych. Pobyt w Big Sur ma pomóc mu odnaleźć siebie, jednak będąc stale w stanie pijackiego otępienia, nie potrafi sobie poradzić nie tylko z samym sobą, ale także z otaczającymi go ludźmi. Niezdolny do podtrzymania znajomości oraz do stabi-lizacji emocjonalnej, Jack, będąc stale na krawędzi załamania, w końcu traci nad sobą kontrolę. Jack Kerouac jest niezwykle szczery i bez-pośredni w podejściu do samego siebie i w stosunku do tego, kim się stał. Czytając jedną z jego ostatnich powieści mamy oka-zję spojrzeć z przerażeniem, a także ze swego rodzaju fascynacją, na życie czło-wieka pod presją, który rozpaczliwie stara się od niej uwolnić. Poetycka narracja Du-luoza, niczym fale oceanu rozbijające się o brzegi Big Sur, z impetem wdziera się w ludzką duszę. I chociaż sam Jack mówi: „Najsmutniejsze jest to, że świat nie ma żadnych szans wyprodukować jakiegoś pi-sarza, którego życie mogłoby naprawdę dotknąć tego całego życia w każdym szczególe (…) żebyś mógł zobaczyć wszystko.” Jednak dzięki „Big Sur” możemy zobaczyć wszystko z samego szczytu stro-mych klifów stawiających czoło oceanowi, tak jak Duluoz stawia czoła życiu. Paulina Rzymanek – książkę udostępniło wydawnictwo W.A.B. fot. 1 Double Feature (CC BY–SA 2.0) fot. 2 cjuneau (CC BY 2.0) Jaki jest sens dzwonienia w środku nocy do obcej osoby? Czy przyjaźń dwojga młodych ludzi może pomóc w rozwiązaniu istotnych problemów w ich życiu? Ilse Kleberger w powieści „Rozmowy nocą” stara się znaleźć odpowiedzi na te pytania.
TELEFON ZAUFANIA
RECENZJA KSIĄŻKOWA

Beniamin był dobrym chłopcem - mądrym, zdolnym, grzecznym. W szkole najlepiej ra-dził sobie z matematyką. Był klasowym prymusem, wzorem do naśladowania, któ-ry do gimnazjum (będącego odpowiedni-kiem polskiej szkoły średniej) dostał się bez problemów. Planował zostać lekarzem lub prawnikiem. Całe jego życie runęło w momencie, gdy trafił do szpitala. Musiał tam zostać przez trzy miesiące. Leczono go przy pomocy kąpieli i masaży. Stwierdzono u niego schorzenie kości. Czasami lekarze pozwalali mu trochę pospacerować. Na początku odwiedzało go wielu przyjaciół. Z czasem wizyty stały się coraz rzadsze, aż w końcu całkowicie ustały. Czuł się z tym okropnie, jednak wiedział, że jego znajomi mają swoje życie, zajęcia, szkołę… W pewien sposób to rozumiał. Ucieszył się, gdy przeniesiono go na oddział dla dorosłych. Tam poznał kilku mężczyzn (w wieku od dwudziestu do

RECENZJA KSIĄŻKOWA " Stwierdzono u niego schorzenie kości. Czasami lekarze pozwalali mu trochę pospacerować."

pięćdziesięciu lat), którzy od dłuższego czasu przebywali w szpitalu i zdążyli się już trochę poznać. Żeby umilić te chwile, jeden z nich zaczął co wieczór przynosić alkohol. Na początku Beniamin wzbraniał się przed piciem, jednak potem dał się przekonać do spróbowania piwa. Tak panowie spędzali kolejne dni, tygodnie, aż alkohol stał się ich „przyjacielem”. Chłopiec stwierdził, że trunki mogą odrobinę ubarwić rzeczywistość, a dodatkowo problemy na moment znikają. Gdy wypisano go ze szpitala, nie mógł po-radzić sobie w szkole i nadrobić materiału z trzech miesięcy. Jego plany na przyszłość legły w gruzach. Jedynym wyjściem, jakie widział w tej sytuacji, było picie. Upijał się do utraty przytomności. Matka wracając z pracy płakała i użalała się nad nim, co jeszcze bardziej go irytowało. Urządzał jej awantury, demolował mieszkanie. Próbo-wał wielu zajęć, lecz ze wszystkich po jakimś czasie rezygnował. W końcu posta-nowił coś zmienić, wygadać się, znaleźć kogoś, kto pomoże mu wyjść z tego bagna. Zadzwonił pod Telefon Zaufania. Tam trafił na Ruth, która postanowiła mu pomóc. Beniamin nie pasuje do wzoru stereotypo-wego alkoholika - młody, z perspektywami na przyszłość, popada w nałóg. Jakże jed-nak odpowiada wzorcowi współczesnego nastolatka, który pije w towarzystwie, nie potrafiąc lub nie chcąc odmówić! Intrygu-jąca jest również relacja pomiędzy głównym bohaterem i Ruth. Dziewczy-na, która stara mu się pomóc, staje się dla niego zagadką i tajemnicą.

RECENZJA KSIĄŻKOWA

Powieść napisana jest łatwym do czytania językiem, tak by mogła dotrzeć do dużych rzesz czytelników i pozwolić im na lepsze zrozumienie problemu alkoholizmu. Zre-sztą, sama książka bardzo dobrze oddaje niezrozumienie i społeczną nietolerancję dla pewnych rodzajów chorób. Ciekawym rozwiązaniem technicznym w tej powieści jest opowiadanie historii z perspe-ktywy Beniamina, jego matki i Ruth, co ua-trakcyjnia lekturę i pozwala zobaczyć różne punkty widzenia tych samych wydarzeń. Ilse Kleberger pokazuje, że siłą woli, walką i przezwyciężaniem kolejnych trudności można osiągnąć wszystko, czego się zapra-gnie. To książka warta polecenia dla tych, którzy chcą dowiedzieć się, jak wygląda ży-cie alkoholika i jego rodziny. Dobra będzie również dla wierzących, jakkolwiek banal-nie by to brzmiało, że życie mimo wszy-stkich trudności i problemów jest piękne. Mariola Lis fot.1 Rev Dan Catt (CC BY–SA 2.0) fot.2 bfi Office Furniture (CC BY–SA 2.0) fot.3 post406 (CC BY 2.0) Wyobraźmy sobie młodego, obiecującego finansistę w pewnym banku inwesty-cyjnym, który na skutek złośliwości losu (i nie tylko) traci w jednej chwili dosło-wnie wszystko: atrakcyjną żonę, zaufanie przełożonych, dobre imię, czy wre-szcie 13 milionów dolarów, które pieczołowicie odkładał na swoim koncie. Z króla życia w nędzarza: całkiem ograny motyw, nieprawdaż? Smaczku dodaje fakt, że wszystko to dzieje się na osławionej Wall Street, której losy śledzimy z zapartym tchem w każdych wieczornych wiadomościach.
NIEWYPAŁ Z WALL STREET
RECENZJA KSIĄŻKOWA

I właśnie takie spektakularne bankructwo spotyka Michaela Cantellę, głównego boha-tera nowej książki Jamesa Grippando, pt. „Forsy jak lodu”. Tylko czy w pokaźnym tłumie innych literackich bankrutów nasz Hiob z włoskim nazwiskiem jest w stanie kogokolwiek pozytywnie zaskoczyć? Sięgałam po tę książkę z nadzieją, że bę-dzie ona w stanie zmienić mój nieprzy-chylny stosunek do literatury sensacyjnej, a odłożyłam z nieprzyjemnym uczuciem roz-czarowania. I chociaż Grippando jest autorem kilku bestsellerów („Prawo łaski”, „Infor-mator”), to nowa powieść nie zachwyca. Czytelnik oczekuje wartkiej i dynamicznej akcji, a otrzymuje suche sprawozdanie o tym, jak Cantella beznamiętnie obser-wuje swój upadek, utraconą fortunę, od-chodzącą żonę czy psychopatycznych współpracowników, którzy za wszelką cenę starają się go pozbyć. Zatem wydawać się może, że w „Forsie jak lodu” dzieje się

RECENZJA KSIĄŻKOWA

naprawdę wiele. Niestety, całość opisano językiem bardzo prostym, wręcz ubogim, co sprawia, że po kilku pierwszych stro-nach ma się ochotę samodzielnie przereda-gować nieciekawe opisy lub włożyć w usta bohaterom coś, co będzie choć odrobinę bardziej interesujące od pomysłów Gri-ppando. Co więcej, jeśli ktoś pokładał wiarę w postaciach i tym, że chociaż one są w stanie uratować tę książkę, niech po-rzuci nadzieję. Bezosobowy i nijaki Michael nie potrafi udźwignąć ciężaru, jaki spoczy-wa na jego barkach. Główny bohater wy-daje się być lekko zblazowany i niezbyt przejęty całą sytuacją, a powrót jego byłej i zaginionej żony, Ivy, która w obiecujący sposób zawładnęła pierwszym rozdziałem, mocno zawodzi. Jedynym i długo oczekiwanym plusem „Forsy jak lodu” jest zakończenie. Intere-sująco rozwiązana intryga i oczekiwany „happy end” nie rażą swoją banalnością. Wprost przeciwnie, ma się wrażenie, że to wisienka na niesmacznym torcie, mały pre-zent od autora. Jednak kilka ostatnich stron nie jest w stanie zabić niesmaku powstałego po przeczytaniu poprzednich trzystu. Nie potrafię z czystym sumieniem polecić tej książki komukolwiek, chociaż zdaję sobie sprawę, iż na pewno znajdą się osoby, które sięgną po tę pozycję z cieka-wości lub przekory. Proponuję jednak lepiej wykorzystać ten czas – na przykład na znalezienie innej, ciekawszej lektury. Paulina Zguda fot. 1 C R (CC BY–SA 2.0) fot. 2 Images_of_Money (CC BY 2.0) Na świecie trwa kryzys. Gospodarki zwalniają, ludzie tracą pracę, a niektóre państwa stanęły na krawędzi bankructwa. Kryzys to chyba dobre słowo, by opisać to, co się dzieje na naszej części globu. Trzeci Świat również ma swój kryzys, tyle że on jest tutaj codziennością. A obecnie ma jeszcze humanitarną katastrofę.
SĄ KRYZYSY I SĄ KATASTROFY
SPOŁECZEŃSTWO fot. expertinfantry (CC BY 2.0)

Zagadka: jaki kraj cztery razy z rzędu zwy-ciężył w rankingu państw o najtrudniej-szych warunkach do życia? Może to zaska-kiwać, ale tym państwem nie była wcale Korea Północna (choć może wynika to z tego, że nie do końca wiadomo, co się tam dzieje naprawdę). Zwyciężyła Somalia, czyli kraj, który de facto nie istnieje. To znaczy, oczywiście, Somalia pojawia się na mapach Afryki i wszystkich globusach, ale takiego państwa w rzeczywistości nie ma. W 1991 roku, po obaleniu wieloletniego dyktatora, Mohammada Siada Barre, w So-malii wybuchła wojna domowa. Trwa do dziś. Jednym z jej etapów była interwencja wojsk międzynarodowych, uwieczniona w filmie „Helikopter w ogniu”. Interwe-niujący ponieśli jednak porażkę i wycofali się. Na terenie Somalii powstawały coraz to nowe państwa, jak Somaliland (to akurat powstało najwcześniej – w 1991 roku - i jest najtrwalszą oraz najspokojniejszą

SPOŁECZEŃSTWO "W 1991 roku, po obaleniu wieloletniego dyktatora, Mohammada Siada Barre, w Somalii wybuchła wojna domowa. Trwa do dziś."

częścią Somalii), Puntland, Jubaland, Gal-mudug. W 2006 roku sporą część kraju i jego stolicę, Mogadiszu, opanowali isla-miści z Unii Trybunałów Islamskich. Wtedy rozpoczęła się trwająca trzy lata interwen-cja wojsk etiopskich. Po wycofaniu się Etio-pczyków, Unia przejęła władzę w sposób demokratyczny, a jej przywódca, Sharif Sheikh Ahmed, został zaprzysiężony 31 stycznia 2009 roku na prezydenta So-malii. Dla islamskich radykałów okazał się zbyt umiarkowany, więc dwie kolejne bo-jówki rozpoczęły z nim walkę. W tym wła-śnie momencie wojny domowej znajduje się Somalia – dokładniej rzecz biorąc, w jej piątej fazie. W Rogu Afryki (inna nazwa Półwyspu So-malijskiego) trwa potężna susza, najgorsza od wielu lat. Głód cierpią nie tylko Soma-lijczycy, ale i mieszkańcy Erytrei, Etiopii, Dżibuti oraz, nie leżącej wprawdzie w Rogu Afryki, Kenii. Ci pierwsi znajdują się w zde-cydowanie gorszej sytuacji niż reszta. To w Somalii sytuacja z ilością opadów była najbardziej dramatyczna. Dodatkowo, na tragiczną sytuację pogo- dową i zaopatrzeniową, nakłada się za-rysowany wcześniej dramat polityczny. Jedna z islamskich bojówek walczących z obecnym rządem, Al–Shabaab, twierdziła jeszcze w lipcu, że głód w Somalii to coś w rodzaju propagandowego wymysłu. W Somalii zaś, owszem, jest susza, ale nie głód. Pod koniec lipca bojówkarze zmienili jednak zdanie i stwierdzili, że dopuszczą organizacje humanitarne do pomocy

SPOŁECZEŃSTWO

głodującym. Byłyby to tylko kaprysy pe-wnej grupki polityczno–wojskowej, gdyby nie fakt, że ta grupka kontroluje dużą część południa kraju, gdzie sytuacja żywnościo-wa jest najgorsza. Do niedawna kontrolo-wali nawet część stolicy. To jednak nie koniec problemów. Tak tru-dne sytuacje rodzą również przestępstwa. Część pomocy humanitarnej, trafiającej do Somalii, jest sprzeniewierzana. Światowy Program Żywnościowy ONZ prowadzi śle-dztwo w sprawie kradzieży dostarczanych zapasów. Trafiają one potem na okoliczne targi i są sprzedawane po wysokich ce-nach. Dodatkowo, ten bardziej syty, kto ma siłę. 5 sierpnia w obozie dla uchodźców w Mogadiszu, wojsko otworzyło ogień do ludzi próbujących kraść żywność z cięża-rówek. W sumie, w obozie i podczas ucie-czki, zginęło 10 osób. Problem w tym, że pierwszymi, którzy zaczęli kraść zapasy, byli żołnierze. W rejonie dodatkowo brakuje wody pitnej. Ponadto, 12 sierpnia pojawiły się informa-cje, że w kraju może trwać epidemia chole-ry. A do zakażenia cholerą najczęściej do-chodzi w kontakcie z zanieczyszczoną wodą lub pożywieniem. Choroba powoduje szyb-kie odwodnienie organizmu i może w kró-tkim czasie prowadzić do śmierci. Somalijczycy w tak trudnej sytuacji ucieka-ją do obozów dla uchodźców. Bardzo wielu ludzi przybywa codziennie do obozu Da-daab w Kenii, który jest już zdecydowanie przepełniony. Głodujący uciekają także do Etiopii. Teraz liczby. Radio Watykańskie podało, że każdego miesiąca w samej tylko Somalii umiera z głodu około 10 tysięcy dzieci, które nie ukończyły jeszcze trzeciego roku życia. W rejonie suszy, każdego dnia za-grożonych śmiercią ma być około dwóch tysięcy ludzi. To informacja z 25 sierpnia. Media nie wydają się przedstawiać wielkie-go zainteresowania klęską głodu – nie je-stem w stanie określić, jakie jest nagłoś-nienie tego tematu w radiu czy telewizji, jednak przeszukując portale internetowe największych polskich dzienników, możemy się dowiedzieć, że: –na stronie Rzeczypospolitej, ostatnia in-formacja powiązana z tym tematem uka-zała się 5 września; –na portalu Dziennik.pl – 5 września; –na portalu Gazeta.pl – 25 września. W tym artykule nie przedstawiłem wszystkiego co najgorsze z tego, co obe-cnie dzieje się w Somalii. Nie należy zapo-minać o napadach na konwoje z po-mocą i o szabrownictwie. Do walki z tym zjawiskiem mają być (bądź już zostały) utworzone grupy ochronne. Wiadomo, że nie będą one mogły działać na zbyt wiel-kim obszarze poza Mogadiszu. Należałoby jeszcze powiedzieć o zjawisku porzucania słabych dzieci podczas marszu do obozów dla uchodźców. Skala katastrofy, która obecnie ma miejsce w Somalii jest po prostu trudna do wyobrażenia. Dodatkowo,

SPOŁECZEŃSTWO

paradoksalne jest to, że ofiarom suszy mogą teraz zaszkodzić… deszcze! Opady, wg informacji agencji Associated Press, mogą sprzyjać rozprzestrzenianiu się chole-ry, malarii i odry. Obecny głód w Rogu Afryki to pierwsza od 1984 roku klęska głodu ogłoszona na tym kontynencie. W tej sprzed prawie trzydzie-stu lat zginęło około miliona ludzi – a miała ona miejsce także w tamtych okolicach, dokładniej rzecz biorąc – w Etiopii. Czy Afryka jest problemem politycznym, a nie humanitarnym? Przynajmniej czę-ściowo jest to prawda – trwałe efekty można będzie osiągnąć tylko dzięki odpowiednim zabiegom natury dyplomaty-cznej, prawnej, ekonomicznej czy nawet militarnej. Niemniej jednak pomoc humanitarna też jest potrzebna, ale musi się jej stworzyć lepsze warunki, żeby przynosiła bardziej wymierne rezultaty. W obecnej sytuacji jej część idzie na straty, poza tym, trudno dotrzeć do bardzo wielu potrzebujących. Czy w takiej sytuacji warto pomagać mate-rialnie, czy powinno się przekazywać pie-niądze organizacjom humanitarnym? Być może choć trochę pomocy dotrze do tych, którzy dzięki temu będą mieli szansę przeżyć. Jednak będzie bardzo źle, jeśli nasze fundusze przyczynią się do umocnienia bojówek. Ale przecież musi się dać coś zrobić, musi się dać jakoś pomóc... Marek Suska fot. 2 DFID - UK Department for International Development (CC BY 2.0) fot. 3 Oxfam East Africa (CC BY 2.0) "NIKT NIE PATRZY
NA WIARĘ"
SPOŁECZEŃSTWO WYWIAD SPOŁECZEŃSTWO WYWIAD

Siostra Fabiola od sześciu lat pracuje na misji w Etiopii, w małej miejsco-wości Warago, leżącej 350 kilome-trów na północny zachód od stolicy tego kraju, Addis Abeby. Katolicka misja w tym miejscu prowadzi szkoły i ośrodek zdrowia, w którym pracuje moja rozmówczyni – z wykształcenia położna. Marek Suska: Czy Etiopczycy szukają pomocy, czy też odrzucają ją? Siostra Fabiola: Szukają pomocy, ale wia-domo, to są ludzie prości. Najpierw próbu-ją u swoich szamanów, uzdrowicieli, gdzieś w wiosce. Czary też nie są nam obce. Jeżeli to nie pomaga, to dopiero przychodzą do naszej kliniki po fachową pomoc. Ale naj-pierw próbują tam, gdzie mają bliżej, czyli u swoich tzw. uzdrowicieli. Szamani… Ale Etiopia to kraj chrze-ścijańsko - muzułmański, tak?

SPOŁECZEŃSTWO WYWIADOutro Teraz religie chrześcijańskich to w Etiopii już mniejszość. Kościół Etiopski z zało-żenia jest ortodoksyjny, czyli prawo-sławny, a katolików jest tam niecałe 2%. Obecnie do kraju przybywa bardzo dużo muzułmanów, co też widać po bu-dujących się meczetach. Wyznawców islamu jest prawie 40%. Czy z powodu tego, że siostra i resz-ta misji to katolicy, zdarzają się ja-kieś konflikty z prawosławnymi czy muzułmanami? Nie. Myślę, że te różne problemy wypły-wają bardziej na szczeblu teologicznym. Piękne u naszych ludzi jest to, że gdy po-patrzeć na życie wsi, to do nas przycho-dzi czasem więcej muzułmanów czy pra-wosławnych, niż katolików. W takim wy-padku nikt nie patrzy na wiarę. Jeśli idziemy do wiosek, to nie jesteśmy jako siostry, katolicy czy misjonarze odrzucani, wręcz przeciwnie. W ciągu sześciu lat mojej pracy w Etiopii nigdy nie spotkałam się z żadną wrogością ze strony muzuł-manów czy prawosławnych. To schodzi na drugi plan. Może to właśnie nasza zaleta – że jesteśmy kimś, komu po pro-stu ci ludzie ufają. Wrogości nie ma też ze strony przy-wódców religijnych? Też nie ma. Jako misja katolicka, mamy za patrona kościoła Zbawiciela Świata.







SPOŁECZEŃSTWO WYWIAD

I gdy obchodzimy to święto patronackie, to są zapraszani również przywódcy muzuł-mańscy. Przychodzą na naszą biesiadę, celebrujemy razem. Jeżeli oni mają jakieś święto związane z Koranem, to też jesteś-my zaproszeni, idziemy do nich i świętuje-my razem. Każdy wierzy w swojego Boga i to można usłyszeć. Teraz, gdy była długa susza, ludzie powiedzieli: „Wy się módlcie do swojego Boga, a my się będziemy modlić do swojego Boga i na pewno nas wysłuchają.” Nie spotykam się z takimi przywódcami jak ci z Addis Abeby, ale jeśli chodzi o księży, patriarchów z naszych okolic, to nie ma naprawdę najmniejszego problemu między nami. Gdy przychodzi ortodoksyjny prezbiter z prośbą o pomoc przy rozbudowie parafii, to ojcowie współ-pracują. To nie jest tak, że się zamykamy i pomagamy tylko budować kościoły katoli-ckie. Jak Etiopczycy sami próbują sobie ra-dzić z problemami? Etiopczycy, jak w moim rejonie, żyją z rol-nictwa i myślą tak: „Dzisiaj mamy, to ma-my, jutro nie będziemy mieć, to będziemy się o to martwić.” Nasza praca polega głó-wnie na tym, żeby pomóc ludziom, choćby uprawiać rolę. Wyjaśnić jak uprawiać, na przykład warzywa. Ci ludzie uprawialiby tylko kukurydzę, trochę pszenicy, a taka uboga dieta wiąże się potem z niedożywie-niem dzieci. Są na naszą pomoc bardzo otwarci i nie można w tej kwestii nic złego o nich powiedzieć. Ale długo nie będą mieli większych środków materialnych, więc pra-cują za pomocą łopat, motyk. W naszym rejonie uprawia się kawę i to może utrzy-mać rodzinę. Próbuje się gromadzić zapasy na trudniejsze czasy? Tak. Gdy ludzie zbiorą kawę czy zboże, to przechowują te plony, nie sprzedają ich od razu. Kawę zbiera się tam dwa razy do roku. Wszyscy kupcy biorą towar taniej, a w Addis Abebie sprzedają drożej. Ludzie o tym wiedzą, znają te prawa biznesu. Toteż po prostu przechowują tę kawę w domu i jeżeli słyszą, że jest dobra cena, to trochę sprzedają. Wiadomo – mniej ka-wy, to będzie droższa. Można powiedzieć, że cały czas jest tam jakieś źródło pie-niędzy w rodzinie. Czy w Etiopii widać jakieś działania rządu, który próbuje tę sytuację zmienić? To naprawdę ubogi kraj i nie da się na wszystko podzielić środków. Jeden region dostanie, to drugi nie dostanie. Rząd na pewno się stara. Nam, misjonarzom, bar-dzo są wdzięczni za pracę, jaką wykonujemy. Nie mamy kłopotu z pozwoleniami na bu-dowę szkół, ośrodków zdrowia, czy na ku-powanie lekarstw po niższej cenie. Czy siostra uważa, że to wszystko może się kiedyś zmienić, tak żebyśmy

SPOŁECZEŃSTWO WYWIAD

rzadziej słyszeli smutne doniesienia z Afryki? Trzeba ufać. Sytuacja i tak się będzie zmie-niać. To potrwa lata, na to wpływają wa-runki naturalne, ale myślę, że w dużej mierze też polityka kraju. Najważniejsza jest edukacja. Dużo z tym jeszcze pracy, ale jeśli będzie więcej ludzi wykształco-nych, to kraj się podniesie, otworzy. Wie-rzę, że za parę, za kilkanaście lat, trudno powiedzieć kiedy - to chyba tylko Pan Bóg wie - sytuacja w Afryce się zmieni. fot. 1,2 treesftf (CC BY 2.0) fot. 3 babasteve (CC BY 2.0) fot. 4 Ahron de Leeuw (CC BY 2.0) "Każdy wierzy w swojego Boga i to można usłyszeć. Teraz, gdy była długa susza, ludzie powiedzieli: „Wy się módlcie do swojego Boga, a my się będziemy modlić do swojego Boga i na pewno nas wysłuchają.” NOWA JAKOŚĆ

SPORT PIŁKA NOŻNA

30 czerwca firma Colony Capital sprzedała 70% udziałów w kapitale Paris Saint–Germain katarskiemu przed-siębiorstwu Qatar Sport Investments. PSG to tym samym kolejny europejski klub, którego właścicielem został człowiek z Bliskiego Wschodu. Człowiek bogaty i ambitny. –Będziemy pracować, aby z upływem lat uczynić z PSG wielką drużynę, jak i również silną markę na międzynarodowej arenie, z której wszyscy kibice będą mogli być du-mni – powiedział po sfinalizowaniu umowy Nasser Al–Khelaifi. Następnie niezwłocznie zabrał się do realizacji długofalowego pro-jektu. Na stanowisku dyrektora sportowego zatrudnił byłego zawodnika paryżan, Brazy-lijczyka Leonardo, który lwią część dwóch poprzednich sezonów spędził na trener-skich ławkach kolejno: Milanu i Interu. QSI przeznaczyło na letnie wzmocnienia zespołu – według danych dziennika L’Équipe – około 75 milionów euro. Udało się załatać luki na pozycjach: bramkarza, środkowego obrońcy, środkowych pomo-cników i skrzydłowego, a także wnieść „coś extra”. Szeroką kadrę uzupełnił stoper re-prezentacji Urugwaju Diego Lugano. 42 mi-liony euro miało kosztować sprowadzenie z Palermo Javiera Pastore. Argentyńczyk stał się zarazem najdroższym zawod-nikiem w historii francuskiego futbolu! Paris Saint–Germain już ubiegłe rozgrywki mogło zaliczyć do udanych. Ukończyło je na czwartym miejscu w tabeli Ligue 1, do ostatniej kolejki pozostając w grze o awans do kwalifikacji Ligi Mistrzów. Ponadto, po raz kolejny awansowało do finału Pucharu Francji oraz dobrze prezentowało się

SPORT PIŁKA NOŻNA "QSI przeznaczyło na letnie wzmocnienia zespołu – według danych dziennika L’Équipe – około 75 milionów euro."

w rozgrywkach Ligi Europejskiej. Co równie istotne, stołeczną drużynę naprawdę do-brze się oglądało. Potrafiła narzucić przeci-wnikowi wysokie tempo gry i stwarzać so-bie sporo sytuacji podbramkowych - nie-stety nie zawsze przekładało się to na wy-nik danego spotkania. Paryż już w poprzednim sezonie posiadał indywidualności - piłkarzy, którzy jednym zagraniem są w stanie zrobić różnicę na boisku i rozstrzygnąć losy meczu. Trzeba w tym miejscu wymienić nie tylko Nenê, ale również Mathieu Bodmera. Duże postę-py poczynili wychowankowie. Mamadou Sakho oraz Clément Chantôme wyrośli na ważne, jeśli nie kluczowe, postacie zespo-łu. Celem PSG na sezon 2011/2012 jest zapewnienie sobie udziału w przyszłorocznych rozgrywkach Champions League, czyli zakoń-czenie ligowej kampanii na podium. Ze względu na silną konkurencję (Lille, Mar-sylia, Lyon) główne zadanie nie będzie łatwe do wykonania. Nie ulega jednak wąt-pliwości, że Paris Saint - Germain, jak i cały francuski futbol, czeka ekscy-tująca przyszłość. Biorąc pod uwagę poja- wiające się w klubie kwoty pieniężne i ros-nące dzięki nim możliwości, kto wie, jak bardzo ekscytująca... Wojciech Falenta fot. 1 priscillajp (CC BY–SA 2.0) fot. 2 Justin A. Wilcox (CC BY–SA 2.0) TO NIE WSTYD,
TYLKO SPRYT
SPORT SIATKÓWKA

Tydzień temu „Outro” opublikowało tekst „Jednak trochę wstyd”, nawią-zujący do przegranego, być może ce-lowo, przez polskich siatkarzy meczu ze Słowacją na ostatnich Mistrzo-stwach Europy. Autor skoncentrował się na etycznej kwestii wykorzystywa-nia pewnych, dość kontrowersyjnych zasad, w tym także umyślnego prze-grywania, w celu unikania groźniej-szych rywali. Skrajny pragmatyzm nie pozwala mi na krytykę takich decyzji. Taktyka nie szkodzi dobremu wizerunkowi sportowca. Owo ironicznie nazwane „kalku-lowanie” to podstawa sportów drużyno-wych. Rozkładanie sił to chleb powszedni długodystansowego biegacza, a współcze-sne kolarstwo opiera się na współpracy w ramach drużyny. Profesjonalny sport, gdy pozbawi się go aspektu taktycznego, z ry-walizacji sportowców stanie się walką che-mików i lekarzy – o jak najlepsze suple-menty i niewykrywalne sterydy. Sportowiec nie ma walczyć, tylko wygry-wać. To ma być jego celem, bawienie publiczności to pozytywny, ale jednak uboczny skutek. Idealizowanie tej walki, bez względu na jej wynik, przypomina mi denerwujący stereotyp żołnierza ginącego za ojczyznę. Jego śmierć jest wyłącznie bezsensowną stratą, końcem, wynikiem błędów własnych, dowódców lub niesz-częściem. Prawidłowe myślenie to takie, w którym żołnierz zwycięża dla swojej oj-czyzny. Dopiero wtedy ma to sens. Hipotetycznie uznajmy, że zachowanie pol-skiej kadry były niehonorowe. W ramach wielkiej sportowej rewolucji, wszyscy spor-towcy porzucają skomplikowane zagrania, żeby nikt nie posądził ich o perfidną intere-sowność. Co uzyskujemy? Nudne i schema-tyczne mecze, pozbawione tego, co czyni każdy z nich czymś nowym – zmyłkami, czy wykorzystywaniem słabości danego przeciwnika. Najlepsi tenisiści świata porzu-ciliby swoje efektowne triki, by ich nie oskarżono o brak szacunku i celowe depry-mowanie rywala. Zawodnicy MMA nie tre-nowaliby specjalnie pod następnego prze-ciwnika, co bardzo obniżyłoby poziom walk. Można tak wymieniać bez końca. Każdy sport ma swoje zasady. To one są jedynymi ograniczeniami, jakimi powinien

SPORT SIATKÓWKA

się przejmować zawodnik. To właśnie z nich wynikają pewne, pozornie wredne zagrania, jak pułapka ofsajdowa. System doboru drużyn podczas Mistrzostw Europy sprawił, że nasi siatkarze mogli rozegrać mecz, w którym wygrana tylko by szko-dziła. Czemu więc mieli o nią walczyć? Aby uciszyć narzekania idealistów? Luźny mecz był doskonałą szansą do zbierania doś-wiadczeń przez rezerwowych, która zosta-ła skrzętnie wykorzystana. Nie widzę nic złego w wielkich oczekiwa-niach kibiców. Chcemy oglądać wspaniałe mecze, ale także cieszyć się ze zwycięstw, czuć dumę ze swoich rodaków czy idoli. Po usunięciu ze sportu punktów i wyników, zostanie nam tylko widowisko, które już nie będzie wzbudzało żadnych emocji. W czym więc taki mecz różniłby się od gry amatorów na Orliku? Marcin Sikorski fot. 1 Søren Cosmus (CC BY–SA 2.0) fot. 2 DrabikPany (CC BY 2.0) "W ramach wielkiej sportowej rewolucji, wszyscy sportowcy porzucają skomplikowane zagrania, aby nikt nie posądził ich o perfidną interesowność." Wyjeżdżając do Amsterdamu trzeba być wypoczętym i gotowym na aktywne przeżycie paru dni. Atrakcji jest tyle, że wystarczy na to, aby wypełnić całe do-by. W Amsterdamie intrygujące i warte zobaczenia jest dosłownie wszystko. Holenderka zapytana na ulicy o to, gdzie znajduje się coś ciekawego, podeszła do znajdującej się w pobliżu mapy i zamachując się, uderzyła dłonią w jej śro-dek, mówiąc: „Tutaj.”.
I AMSTERDAM
PODRÓŻE

Pierwsze, co dostrzeżemy po przybyciu do Amsterdamu, to liczne kanały. Jest ich aż sześćset. Przy ich brzegach zacumowane są barki mieszkalne, transportowe czy też takie, które służą dziś jako restauracje czy kluby. Są również statki oferujące turystom oglądanie miasta z pokładu. Następne, co zauważymy, to wszechobecne rowery, ulubiony środek transportu Holendrów. Poruszają się nimi po wąskich uliczkach zabudowanych dziewiętnastowiecznymi ka-mienicami, identycznymi pod względem wielkości, a różniącymi się tylko dekoracja-mi. Nie można nie wspomnieć o kwiatach, a szczególnie tulipanach. Sprzedawane są na ulicy, a te niewielkie stoiska z nimi tylko dodają uroku. Na spragnionych zabytków czeka wiele niespodzianek. Warto zacząć od głównego rynku, czyli placu Dam. Nazwa może być myląca, nie ma bowiem nic wspólnego z damami, lecz wzięła się od… tamy

PODRÓŻE "Nie można nie wspomnieć o kwiatach, a szczególnie tulipanach. Sprzedawane są na ulicy, a te niewielkie stoiska z nimi tylko dodają uroku."

(„dam” to po holendersku tama). Tuż przy nim znajduje się budynek Pałacu Królew-skiego z XVII wieku, który wcześniej pełnił funkcję ratusza. Niedaleko znajduje się De Wallen – dzielnica czerwonych latarni - naj-słynniejsze chyba miejsce w Amsterdamie. Do centrum stolicy Holandii od wieków zaś przyciągał pielgrzymów Oude Kerk, najsta-rszy kościół w mieście. To nie koniec kontrastów i niespodzianek, które szykuje nam miasto. Na północy znajduje się dzielnica Jordaan z Wester-kerk. Warto wspiąć się na wieżę tego koś-cioła, najwyższą w Amsterdamie. Co wto-rek odbywają się tam koncerty organowe, podczas których można usłyszeć przeboje muzyki pop ubiegłego wieku. Wciąż wspomina się tu drugą wojnę świa- tową. Ofiary konfliktu upamiętnia rzeźba znajdująca się na środku centralnego pla-cu. Amsterdam został wtedy poważnie zni-szczony, a z miasta wywieziono ponad sto tysięcy Żydów. Najbardziej znaną Żydówką była Anne Frank, która w swoim dzienniku pisała o życiu w ukryciu, kiedy to chowała się w jednym z amsterdamskich domów. Obecnie znajduje się tam muzeum, gdzie można zobaczyć, jak wyglądała jej kryjów-ka i w jakich warunkach musiała żyć. Dru-gą część domu zajmują multimedialne eks-pozycje poświęcone Holocaustowi i Żydom. Amsterdam to mekka artystów. Przez wieki tworzyli tu i zostawili po sobie pamiątki wielcy: Hieronim Bosch, Pieter Breugel, bracia van Eyck, Hans Memling… Niemal obowiązkiem dla każdego miłośnika sztuki

PODRÓŻE

jest odwiedzenie Rijksmuseum, zaliczające-go się do największych i najbogatszych w zbiory muzeów. Znajdują się tam obrazy mistrzów flamandzkich, a także malarstwo światowe XIX i XX wieku. Nie zabrakło również pokaźnej kolekcji sztuki azjaty-ckiej. Tuż obok swoje miejsce znalazło mu-zeum poświęcone jednemu z najważniej-szych artystów XIX wieku. Van Gogh Muse-um na kilku piętrach prezentuje prace tego słynnego malarza oraz innych, jak np. Gau-guina, Toulouse–Lautreca, Milleta. Malarzy, których podziwiał, bądź z którymi się przy-jaźnił. Mistrz malarstwa barokowego, Rembrandt, niemal całe dorosłe życie spędził w Am-sterdamie. W domu, gdzie mieszkał i two-rzył, dziś znajduje się muzeum – Rem-brandthuis. Zobaczyć tu można nie tylko jego dzieła, liczne autoportrety i inne obrazy, szkice, miedzioryty, ale także pra-cownię, pokoje, w których na co dzień mie-szkał czy sprzęty, których używał. Parę kroków od Domu Rembrandta, przez rzekę przerzucony jest najpiękniejszy i naj-słynniejszy z mostów, których jest tu prze-cież niemało. Pierwszy Magere Brug (Chu-dy Most) powstał już w XVII wieku. We-dług legendy, został ufundowany przez dwie zamożne siostry mieszkające na prze-ciwnych brzegach rzeki Amsel, które chcia-ły się częściej odwiedzać bez konieczności dłuższych wędrówek. Jego nazwa wzięła się bądź od ich nazwiska, bądź spowodo-wana została faktem, że przeceniły swoje bogactwo i przez to powstał jedynie wąski mostek. Był on kilkakrotnie rozbierany i od-budowywany, lecz miano pozostało. "Na północy znajduje się dzielnica Jordaan z Westerkerk. Warto wspiąć się na wieżę tego kościoła, najwyższą w Amsterdamie. Co wtorek odbywają się tam koncerty organowe, podczas których można usłyszeć przeboje muzyki pop ubiegłego wieku." Amsterdam to miasto kontrastów. Kojarzy się z pouczającym malarstwem flaman-dzkim i surową doktryną protestancką, z drugiej jednak strony, dziś najbardziej słynie ze swej liberalności względem nar-kotyków czy tolerancji wobec homoseksua-lizmu. Wydaje się, że dobrym jego podsu-mowaniem jest manifest I Amsterdam: I amsterdam pokazuje naszą dumę, wiarę i poświęcenie. I amsterdam to nasze po-parcie dla miasta. Mówiąc I Amsterdam, dumnie prezentujemy liczne zalety, możli-wości, wszelką wspaniałość, co czyni Am-sterdam naszym miastem. Aleksandra Bieniek fot. 1 Ryan Somma (CC BY–SA 2.0) fot. 2 Chaquetadepollo (CC BY–SA 2.0)

PODRÓŻE W OBIEKTYWIE PODRÓŻE W OBIEKTYWIE AMSTERDAM W OBIEKTYWIE fot. 1 Arjan Richter (CC BY 2.0), fot. 2 Joao Maximo (CC BY 2.0) fot. 3 redjar (CC BY–SA 2.0), fot. 4 Leosetä (CC BY 2.0)