Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

wokół kultury strona 6 magiczne światy strona 7 cinemaniak, czyli kto, z kim i w czym na dużym ekranie strona 11 maraton grozy i makabry w multikinie strona 14 wstrząśnięte, nie zmieszane, czyli weekendowy koktajl filmowy strona 17 był raj, jest kryzys strona 20 greckie kłopoty skutkiem głupoty strona 25 polacy bez skrzydeł strona 30 koszykarze walczyli o orzełka strona 35 ostatni sprawdzian przed pucharem świata strona 37 JEST KRYZYS WIĘC JEST DOBRZE!

Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl rekrutacja(@)outro.pl Redaktorzy naczelni: Monika Toppich Kamil Wiśniowski Sekretarz redakcji: Marek Suska Zastępca: Marta Jeziorek, Julia Kozioł Redaktor prowadząca wydania: Kalina Mróz Projekt okładki: Patryk Skoczylas Zdjęcie na okładce: SpaceShoe (CC by 2.0) Szefowie działów: Ula Skierkowska (kultura), Elżbieta Janota, Paulina Rzymanek, Martyna Nowak, Justyna Książek (filmowo - literacki), Maciej Kulina (sport), Agata Andrzejak (korekta), Dorota Stach (foto), Magdalena Kondracka (promocja), Patryk Skoczylas (graficy). Korekta: Agata Andrzejak, Maria Gołaszewska, Martyna Kłopeć, Agata Hajduk, Katarzyna Bugiel, Anna Kubaczkowska, Patryk Łowicki, Agnieszka Michalska, Martyna Okupniak, Cynthia Schmidt. Graficy: Angelika Marchewka, Jarosław Stępień, Dorota Stach, Adam Białek

Mówi się, że każdy wiek na swoje problemy. Małe dziecko martwi się, że ktoś zabierze mu grabki w pias-kownicy, przedszkolak zastanawia się, koło kogo usiądzie w czasie obiadu, a dziecko w podstawówce po raz pierwszy martwi się nieodrobionym zadaniem domowym. Później wraz z wiekiem mnożą się problemy, ale to nie znaczy, że można dyskredytować kłopoty z grabkami. Mamy tyle proble-mów, z iloma jesteśmy w stanie sobie poradzić. W ostatnim czasie dociera do nas co-raz więcej informacji o tym, że jest źle. Właściwie jak się włączy jedną, czy drugą stację telewizyjną, to więk-szość newsów musi być dramatyczna. To się sprzeda! Toteż ostatnio do rangi dramatu urasta wiele prob-lemów. Kryzys grecki, expose pre-miera i nowa minister sportu, a nade wszystko kwestia roboczo zwana „orzeł czy nie orzeł?” - czyli podsta-wowe pytanie polskich piłkarzy. Choć media z każdej strony straszą nas kryzysem i mówią, jak powinno być źle, my dalej wychodzimy ze zna-jomymi w te same miejsca i zajadamy się w fast foodach. Kryzys, czy nie kryzys, oto jest pytanie! Czemu jest tak źle, skoro jest tak dobrze? MiK



WOKÓŁ



Przegląd Filmów Wartościowych W warszawskim kinie „Świt” 25 listopada zoba-czyć będzie można filmy nie tylko zrobione dobrze, ale też z głową. Na przeg-lądzie będzie także pokaz klasycznego filmu „Gene-rał” wraz z premierową muzyką oraz debata ”Rela-cje teologii i kultury”. KULTURY Gdańska Jesień Pianistyczna Od 18 do 27 listopada w Sali Koncertowej i Ka-meralnej w Gdańsku na Ołowiance odbędzie się szósta edycja festiwalu fortepianowego. Zago-szczą na niej największe sławy polskiej oraz świa- towej pianistyki, m. in.: Ewa Pobłocka, Ingolf Wunder, a nawet Arcadi Volodos. Sputnik Toruńskie kino „Centrum” zaprasza od 25 listopada na coroczny pokaz filmów rosyjskich, które, chociaż znane na całym świecie, w Polsce ciągle nie mają wielu odbiorców. EPAF 2011 Od 24 do 27 listopada w Centrum Sztuki Współ-czesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie już po raz szósty odbędzie się Euro-pean Performance Art Festival. W programie spotkania z artystami, wys-tępy performerów oraz inne atrakcje. Ula Konarska–Mikołajewicz Entartete Kunst Do 29 stycznia krakowskie Międzynarodowe Centrum Kultury prezentować będzie ponad 90 obrazów, rzeźb oraz kompozycji niemieckich z okresu II wojny światowej. „Sztuka zwyrodniała” została zabroniona przez niemieckich nazistów, którzy ścigali nie tylko polskich artystów, ale też swoich rodaków - za awan-gardę. Witajcie w świecie, w którym nic nie jest zwyczajne. Trzymajcie się mocno, bo czeka nas wyprawa w nieznane, gdzie po niebie płyną statki, a las zdaje się być zaczarowany. Oto świat, w którym miasta budowane są na lotnych kamieniach, a drzewa czekają tylko, by zrobić sobie z was przekąskę. Jeśli nie będziecie wystarczająco ostrożni, zostaniecie wciągnięci w intrygi akademików albo wys-łani z niebezpieczną misją zdobycia burzywa. Witajcie w świecie Kresu, gdzie wszystkie historie – choć tak liczne – splatają się ze sobą bez zapowiedzi.
MAGICZNE ŚWIATY
CYKL KSIĄŻKOWY

Za Kresoborem. Łowca Burz. Północ nad Sanctaphraksem. Klątwa Mąciwodziciela. Rycerze Zimy. Kres. Miejsce tajemnicze, mroczne i niepo-kojące, pełne dziwnych stworzeń, które w ciemnościach Kresoboru czyhają na two-je życie, zaś w Podmieście liczą na łatwy łup. To tutaj żyją akademicy podniebnego mia-sta Sanctaphraks, unoszącego się wysoko w górze, piraci walczą w swych podnie-bnych statkach z członkami Ligi, a niego-dziwe gdzierzby bez skrępowania handlują niewolnikami. Gdzieś na skraju naszej świadomości kryje się zaś okrutny Mąciwo-dziciel, którego lęka się, kto żyw. W Kamiennych Ogrodach żyją stada bia-łych kruków – strażników lotnych kamieni, które pozwalają statkom wznosić się w po-wietrze. Nikt, poza uświęconymi akademi-kami, nie ma tam prawa wstępu. W innym wypadku skończy jako obiad dla tych

CYKL KSIĄŻKOWY

potężnych ptaków, które nie znają litości. Profesorowie nie znajdują jednakże przy-jemności w schodzeniu ze swojego pod-niebnego miasta, gdzie dniami i nocami spokojnie knują paskudne intrygi, zamiast zabrać się do konstruktywnej pracy. Poza tym w Podmieście nie mogą znaleźć niczego, co byłoby w stanie zainteresować ich na dłużej. To miejsce służy im jedynie dzięki sile roboczej. Oczywiście, nawet w tak zakłamanym miejscu jak Sanctaphraks, trafiają się chlubne wyjątki. Bagna i Mroczną Puszczę należy omijać szerokim łukiem. Oba miejsca są zdradliwe - jedno pełne niepewnych ścieżek, drugie zaczarowane. I choć mogłoby się wyda-wać, że nic gorszego podróżnika spotkać nie może, biada temu, kto zejdzie ze ścież-ki w wielkim Kresoborze. Jeśli nie spotka tam dziab gotowych pochłonąć go w całości żywcem, może natknąć się na mnóstwo innych stworzeń, które tylko czyhają na nieostrożnego wędrowca. A gdyby tego wszystkiego było jeszcze mało, nawet drzewa są w tym miejscu niebezpieczne. One także polują, a u ich korzeni można znaleźć stosy bielących się kości. Pomimo tego, że ten świat nie należy do najsprawiedliwszych, a każdego, kto nie jest na tyle dzielny, by stawić czoła przeciwno-ściom losu, może spotkać niemiła niespo-dzianka, zdarzają się i tutaj chwile pełne radości. Są miejsca wspaniałe i zadania wymagające niebywałej odwagi. O że– glowaniu podniebnymi statkami marzy niemalże każdy, a jeśli nie takie ma sny, może zawsze starać się o miejsce we wspaniałym Santaphraksie czy też pró-bować swych sił w Lidze Kupieckiej. Quint jako syn podniebnego pirata marzył zawsze o tym, że pewnego dnia odziedzi-czy statek po ojcu, a jeszcze lepiej – zdo-będzie pieniądze na budowę własnego. Wichrowy Szakal pozostawił jednak swe dziecko w Santaphraksie pod opieką daw-nego przyjaciela, a obecnie Najdostojniej-szego Akademika. Chłopak, choć obawiał się nudy i odrzucenia, przeżył w tym mieś-cie o wiele więcej przygód, niż mógł się spodziewać. A jeśli tego byłoby jeszcze mało, czeka na niego przesławna Akade-mia Rycerska. Strużek wychował się w wiosce leśnych trolli. Los jednak nie zamierzał go tam po-zostawiać i zmusił go do wyprawy w głąb Kresoboru, gdzie chłopiec nieopatrznie zboczył ze ścieżki narażając się na wielkie niebezpieczeństwo. Ale nie tam było jego miejsce. Jego przeznaczenie leżało daleko za potężnym lasem, a może raczej należa-łoby powiedzieć, iż wysoko ponad nim. Zanim jednak odszukał swą drogę, musiał przeżyć wiele niebezpieczeństw, które do-dały mu odwagi i siły. Wichurek dostał się do podniebnego mias-ta tylko dlatego, że jego ojciec był boga-tym kupcem z Ligi. Gdyby nie jego majątek

CYKL KSIĄŻKOWY

i niezadowolenie z syna, chłopak z pewno-ścią nigdy nie trafiłby pod opiekę akademi-ków, gdzie nareszcie miał szansę zrobić ka-rierę albo przynajmniej pogrążyć się w nauce tego, co naprawdę go fascyno-wało. Nigdy nie przypuszczał, że trafiwszy w to miejsce, niespodziewanie stanie się towarzyszem jednego z najwspanialszych kapitanów pirackiego statku i wraz z nim wyruszy do dalekiego Kresoboru. Oprócz nich było jeszcze wielu dzielnych piratów i akademików, mieszkańców Pod-miasta, a także dzikiego Kresoboru. Wszyscy oni musieli stawić czoła niebez-pieczeństwu, które nadciągało zza Kresu wiszącego od zarania dziejów w powiet-rzu, ponad potężną przepaścią, której dna nie było nawet widać. Najpierw pojawił się problem burzywa, później zaś okazało się, że nad ten dziki świat nadciąga Matka Burza, której może przeszkodzić sam Santaphraks. A gdyby tego wszystkiego było jeszcze mało, legendarny Mąciwo-dziciel postanowił wyjść z ukrycia. Jak z tym wszystkim poradzili sobie dzielni bohaterowie? Epilog W Polsce wydano jak do tej pory pięć tomów „Kronik Kresu” autorstwa Paula Stewarta i Chrisa Riddella, choć spod ich piór wyszło już trzynaście tomów oraz historie dodatkowe, a także mapa całego świata przedstawionego w opowieści. Bardzo dziwne jest to, że książki te wydawane są bez żadnego logicznego ciągu. W oryginale „Kroniki Kresu” to trzy trylogie oraz dodatkowe tomy. W Polsce zaś jako pierwszą mamy wydaną drugą z trylogii,

CYKL KSIĄŻKOWY

po której wypuszczono dwa tomy trylogii pierwszej. Czy zatem w ogóle do naszego kraju zawitają kolejne części, nie wiadomo – jak powiedziano mi w wydawnictwie Egmont, na razie takich planów nie ma. Chociaż jest na co czekać, bo pomimo faktu, iż historie zdają się ciągnąć w nieskoń-czoność, są one równie fascynujące jak na początku. Być może działa tutaj na korzyść fakt, że nie są to opowieści ciężkie i pełne bólu, a spisane raczej w konwencji humo-rystycznej, choć poważnej, skierowane raczej do młodszych czytelników. Nie oznacza to jednak, iż starsi nie będą czerpać przyjemności z powieści, w której przedstawiono nie tylko dobro i zło, ale wszelkie uczucia pośrednie, a szarości w tym wszystkim znalazło się chyba więcej niż czerni i bieli. Martyna Nowak "Profesorowie nie znajdują jednakże przyjemności w schodzeniu ze swojego podniebnego miasta, gdzie dniami i nocami spokojnie knują paskudne intrygi, zamiast zabrać się do konstruktywnej pracy" DZIEJE SIĘ

WOKÓŁ KINA CINEMANIAK, czyli kto, z kim i w czym na dużym ekranie "Dzięki swej oryginalności i świeżości, filmy te są ważnym źródłem inspiracji, doznań oraz wiedzy o współczesnym świecie i człowieku"

26 listopada Bydgoszcz zamieni się w cen-trum światowego kina. 19. Międzynarodowy Festiwal Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych Plus Camerimage to aż 9 konkursów, 8 sekcji i wiele wydarzeń towarzyszących. Dla lau-reata głównego konkursu czeka Złota Żaba. Na festiwalu premierowo zostanie poka-zany thriller z Nicole Kidman i Nicholasem Cagem, pt.: "Anatomia strachu". Reżyser Joel Schumacher oraz autor zdjęć, Andrzej Bartkowiak, będą gośćmi tegorocznej edycji Camerimage. Zwiastun filmu możecie zobaczyć poniżej. Festiwal słynie z ciekawych retrospektyw, w tym roku również nie zawiedzie. Zaprezentowany zostanie dorobek Alberta Mayslesa, określany mianem "mistrza dokumenta-listów", Johna Seale'a (który równocześ-nie otrzymał tegoroczną nagrodę za całokształt twórczości) oraz Hala Hartleya, gościa festiwalu. Już po raz siódmy kanał filmowy Ale Kino! zaprasza na Festiwal Filmy Świata. Uroczyste otwarcie argentyńskim filmem pt.: „Abrir puertas y ventanas“ odbędzie się 1 grudnia w Warszawie i przez następne 2 tygodnie będzie gościł w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku. Celem festiwalu jest promocja kina Ameryki Łacińskiej, Afryki, Azji oraz Bliskiego Wschodu. Jak zaznaczają organizatorzy: Dzięki swej oryginalności i świeżości, filmy te są ważnym źródłem inspiracji, doznań oraz wiedzy o współczesnym świecie i człowieku. Wiele z zaprezentowanych na festiwalu filmów polska widownia będzie miała okazję oglądać po raz pierwszy. Nowością będzie również tzw. Klub Festiwalowy, czyli miejsce dyskusji panelo-wych oraz licznych imprez w egzotycznych klimatach. Nie zabraknie również gorących momentów na... plaży, która zostanie







"Wraz z napotkaną dziewczyną, również szukającą swojego miejsca na świecie, włamuje się do domów, opuszczonych przez właścicieli." wybudowana specjalnie na tę okazję i będzie zachęcała ciekawymi projekcjami filmów oraz wygodnymi leżakami. Niestety, temat drinków z palemkami nie został przez organizatorów poruszony. KRĘCI SIĘ Colin Firth zagra w czarnej komedii pt.: „Arthur Newman, Golf Pro“ mężczyznę, który znudził się swoim życiem, ma dość rodziny i nienawidzi swojej pracy. Postana-wia więc upozorować samobójstwo i zacząć nowe życie. Wraz z napotkaną dziewczyną, również szukającą swojego miejsca na świecie, włamuje się do domów, opuszczonych przez właścicieli. U boku aktora zagra Emily Blunt. Powstaje film o życiu Księżnej Diany, a do-kładnie o jej miłości do doktora Hasnata Kahna, z którym rozstała się na kilka miesięcy przed tragicznym wypadkiem. Główną rolę zagra Jessica Chastain, aktorka znana z filmów takich jak: "Drzewo życia" oraz "Dług". Caught in Flight wyreżyseruje Olivier Hirschbiegel. ZOBACZ TO Gościem specjalnym październikowej edycji Festiwalu Pięciu Smaków był Wenpin Chen, reżyser filmu "Wędrówka dusz". Obraz to połączenie dokumentu i filmu fabularnego. Jest efektem podróży reżysera po północnym Tajwanie. O tej niezwykłej przygodzie i pracy nad filmem Wenpin Chen opowiada w wywiadzie, który możecie zobaczyć obok. Nie przegapcie filmu reżysera Larsa von Triera, pt.: "Melancholia", który w listopadzie ukaże się na DVD. Jeśli nie byliście w kinie, zobaczcie koniecznie. Zaczyna się jak typowy film katastroficzny: w kierunku Ziemi zmierza planeta, tytułowa Melancholia. Naukowcy zapewniają, że nikomu nie grozi niebezpieczeństwo zderzenia, jednak widzowie już wiedzą - na początku pokazana została kolizja planet. Nie jest to jednak film typowy dla tego gatunku. Reżyser skupia się wyłącznie na jednej rodzinie, a dokładnie na relacji dwóch sióstr. "Melancholia" jest filmem pełnym romantyzmu i nostalgii. Warto zobaczyć tak piękny koniec świata. Kalina Mróz "Nie zabraknie również gorących momentów na... plaży, która zostanie wybudowana specjalnie na tę okazję" Jak co roku w Multikinie, wielbiciele filmów grozy mogli obejrzeć horrory klasyczne, jak i te najnowsze w technologii 3D. Maraton zaczął się w piątek, 28 października i trwał do 31 października (wyłączając niedzielę). Amatorzy horrorów mogli nadrobić tegoroczne zaległości oglądając Postrach Nocy lub przypomnieć sobie klasyczne pozycje takie jak Teksańska masakra piłą mechaniczną Tobe’a Hoopera.
MARATON GROZY I MAKABRY W MULTIKINIE
RELACJA

Pierwszy dzień był dniem filmów 3D. Na ekranie gdańskiego kina można było zoba-czyć Oszukać przeznaczenie – czwartą i piątą część – oraz premierę Sanktuarium 3D. Ni-gdy nie byłem zwolennikiem filmów wy-mienionej serii, dopóki nie obejrzałem tych dwóch odsłon w najnowszej techno-logii. Podczas projekcji widz naprawdę mo-że odnieść wrażenie, że uczestniczy w fil-mie, sam kilkakrotnie odruchowo zamyka-łem oczy, bojąc się, że za chwilę uderzy we mnie jakiś przedmiot. Mimo, że są to już kolejne odsłony filmu, żadne z nieszczę-śliwych wypadków jak do tej pory nie powtórzyły się. Akcja w czwartej części Oszukać przeznaczenie rozpoczyna się na torze wyścigowym, gdzie grupka przyjaciół zebrała się na widowisko. Jeden z nich, Nick (Bobby Campo), ma przerażającą wi-zję, w której ginie mnóstwo widzów. Po-przez wszczęcie bójki udaje mu się urato-wać dwanaście osób. Śmierć jednak nie lubi być oszukiwana i zawsze upomni się o swoje. Bohaterowie piątej części udają się z kolei autokarem na służbowe spot-kanie integracyjne. Tak jak w poprzednich odsłonach filmu, tak jest i w tej, bowiem jeden z pracowników - Sam Lawton (Nicholas D’Agosto) zobaczył wizję śmierci wszystkich ludzi przejeżdżających przez most. Gdy uciekł z autokaru, kilka osób wybiegło za nim i tylko dlatego przeżyli. Teraz ściga ich śmierć, aby wyrównać rachunki. Sanktuarium 3D organizatorzy zostawili na deser. Choć film zapowiadał się świetnie i po wyjściu z kina byłem usatysfakcjono-wany tym wieczorem kinowym, gdy dłużej zastanowiłem się nad sensem i fabułą tego filmu, zmieniłem zdanie. Historia rozpoczy-na się ciekawie. Niestety, jest tam sporo nielogicznych scen, bo na przykład, który normalny człowiek po zobaczeniu w mro-cznych lochach roju gigantycznych owadów pobiegłby za nim? Po producentach filmu Silent Hill i serii Resident Evil spodziewałem

RELACJA "Nie każdy lubi wszystkie gatunki horrorów, ale na pewno na corocznym maratonie grozy i horrorów w Multikinie każdy znajdzie coś dla siebie."

się czegoś lepszego. Pierwsza noc hor-rorów zakończyła się wielkim sukcesem. Następnego wieczoru do obejrzenia były Krzyk 4, Postrach Nocy oraz Nie bój się ciemności. Pierwszy z filmów jest konty-nuacją morderstw w miasteczku Wood-sboro. Sidney Prescot (Neve Campbell) na zakończenie trasy promocyjnej swojej książki wraca do tej właśnie miejscowości. Ponowne pojawienie się Sydney zwabia także zabójcę. W Woodsboro znów roz-pętuje się krwawy koszmar. Drugim filmem był Postrach Nocy, w któ-rym nastoletni Charlie Brewster (Anton Yelchin) cieszy się swoim szczęśliwym życiem, jest popularny i ma piękną dziew-czynę. Tę sielankę psuje wprowadzenie się Jerry’ego (Colin Farrell). Tajemniczy sąsiad niepokoi Charliego, a po dłuższych obserwacjach chłopak dochodzi do wniosku, że w jego sąsiedztwie mieszka wampir. Chce na własną rękę rozprawić się z krwiożerczym intruzem. Na koniec zobaczyliśmy Nie bój się ciemności. Tym razem Guillermo del Torro nie popisał się tak jak w przypadku Labi-ryntu Fauna i Sierocińca. Sally Hirst (Bailee Madison) przyjeżdża do swojego ojca (Guy Pearce), który wraz ze swoją narzeczoną remontuje starą wiktoriańską willę. Mimo przestróg dziewczynka zwiedza dom, znaj-dując w ukrytej piwnicy małe drzwiczki. Dobiega zza nich wołanie o pomoc. Nieświa-doma niebezpieczeństwa, Sally uwalnia coś, co nie pozwoli jej zasnąć i zmieni jej życie. Historia w filmie jest ciekawa, chociaż nie straszna.

RELACJA

Ostatnia noc grozy ściągnęła wszystkich miłośników klasycznych horrorów. Tego wieczoru morderca zwany ,,Leatherface’’ (Gunnar Hansen) szalał z piłą mechaniczną na odludziach Teksasu. Tak, to właśnie pierwsza i oryginalna Teksańska masakra piłą mechaniczną Tobe’a Hoopera. Grupka młodych ludzi odwiedzająca ruiny domu przyjaciółki trafia do miejsca, gdzie żyje rodzina kanibali. Dla pięciorga młodzieży ta noc będzie istnym koszmarem. Nie ma co porównywać tej produkcji do dzisiejszych filmów typu gore czy slasher. Kiedyś film szokował i przerażał oglądających go ludzi, dziś przypomina kabaret. Drugą projekcją była Noc żywych trupów George’a A. Romero. Rodzeństwo – Barba-ra i Johnny (Judith O’Dea i Russel Streiner) – jak co roku wybrali się odwiedzić grób matki. Na cmentarzu spotkali dziwnego starca, który wkrótce ich zaatakował, uśmiercając mężczyznę. Przerażona kobie-ta pozostawiła swego brata i uciekła do do-mu, gdzie wkrótce pojawił się czarnoskóry Ben (Duane Jones) wraz z towarzyszami. W tym samym czasie w okolicy przebywa zombie. Czy ludziom zabarykadowanym w domu uda się przeżyć potop żywych trupów? Dla mnie film był dość nudny, ale dla wielbicieli filmów o zombie z pewnością jest pozycją obowiązkową. Krótko mówiąc, cała trzydniowa impreza była połączeniem zarówno gorszych jak i lepszych produkcji, filmów o zombie lub o psychopatycznych mordercach, a także o potworach. Nie każdy lubi wszystkie gatunki horrorów, ale na pewno na co-rocznym maratonie grozy i horrorów w Mu-ltikinie każdy znajdzie coś dla siebie. Maciej Nowotnik

FILMY TYGODNIA WSTRZĄŚNIĘTE, NIE ZMIESZANE, CZYLI WEEKENDOWY KOKTAJL FILMOWY "Al Pacino jest nie tylko gwiazdą, ale i główną zaletą filmu."

W dzisiejszym zestawieniu będzie o tym, że na każdego nieuprzej-mego dziwaka znajdzie się meto-da, a dla każdego zgorzkniałego samotnika jest jeszcze nadzieja. 1. „Zapach kobiety” Jakiej lekcji może udzielić szorstki, nieszczęśliwy inwalida? Jaką życiową mądrością może podzielić się zwykły maturzysta? Co wyniknie z ich spotkania? Odpowiedzią na wszystkie pytania jest interesujący dramat Martina Bresta. Charlie Simms (Chris O’Donnell) uczęszcza do elitarnej szkoły, ale jako stypendysta odstaje od kolegów wywodzących się z bogatych rodzin. Aby dorobić i móc pozwolić sobie na drogie rozrywki, zgłasza się do opieki nad niewidomym pułkownikiem (Al Pacino) na czas długiego weekendu. Nie przypuszcza, jak uciążliwy okaże się jego przymusowy towarzysz ani jak szalone plany powziął na tych parę dni, które mają spędzić razem. Nie spodziewa się też, w jak poważną aferę przekształci się wygłup jego szkolnych kolegów i jaką cenę przyjdzie mu za to zapłacić… Al Pacino jest nie tylko gwiazdą, ale i główną zaletą filmu. Jego gra, nagrodzona Oscarem, jest pasjonująca







"Obraz ogląda się przyjemnie przede wszystkim dzięki spójnej, ciekawie zaprezentowanej akcji oraz budzącym przywiązanie postaciom." i żywiołowa. Na ekranie doskonale widać efekty wielkiego zaangażowania w przygotowanie się do roli i wczucie w nią – Pacino jest byłym woj-skowym, niewidomym, cynicznym nieszczęśnikiem – wszystkim naraz i każdym z osobna. Warto też zwrócić uwagę na różnorodność problemów poruszanych przez obraz w mniejszym lub większym stopniu. Interpretacji, skojarzeń i odbiorów może być wiele, pewne jest jedno: nie trzeba być kalekim pułkownikiem, by znaleźć tu coś dla siebie. 2. „Lepiej być nie może” Słodkogorzki ze sporą dawką humoru – nic dziwnego, że film „Lepiej być nie może” klasyfikowany jest jedno-cześnie jako dramat, komedia oraz romans. Dodajmy, że jest także, w tym samym czasie, życiowy i oryginalny, lekki i ujmujący. W nowojorskiej kamienicy żyją po sąsiedzku dwaj artyści: pisarz i malarz. Ten pierwszy, Melvin, nietowarzyski i niegrzeczny dziwak, jest postrachem całego domu. Drugi, Simon, sympa-tyczny i lubiany, niespodziewanie znajduje się na łasce nieżyczliwego sąsiada. Trio głównych bohaterów uzupełnia Carol, kelnerka z pobliskiej jadłodajni, jedyna osoba, która ma wpływ na Melvina. Każde z nich ma swoje problemy i bolączki. Gdy wspólnie wyruszają w podróż, niektóre kwestie się rozwiązują, inne jedynie bardziej komplikują… Obraz ogląda się przyjemnie przede wszystkim dzięki spójnej, ciekawie zaprezentowanej akcji oraz budzącym przywiązanie postaciom. Wydają się one znajome i bliskie, nawet okropny Melvin nie jest całkowicie odstrę-czający, a, jak można się domyślać, pod jego gruboskórnością i grubiań-stwem kryje się parę dobrych cech. A że bohaterowie byliby niczym bez kreujących ich aktorów, artystom tak-że należy się wzmianka. Zgrani, natu-ralni i doskonale dobrani do swoich ról, Jack Nicholson (Melvin), Greg Kinnear (Simon) i Helen Hunt (Carol) są podporą i ozdobą obrazu. I choć jego tytuł skłania niektórych do przekory, ja powtórzę za nim, że… lepiej być nie mogło. Elżbieta Janota

TEMAT NUMERU BYŁ RAJ, JEST KRYZYS Dodatków do pensji Grecy mają po-nad pięćdziesiąt. Jest choćby doda-tek dla córek generałów i pułkow-ników, które do 30 roku życia nie wyszły za mąż. Wtedy państwo uznaje, że mogły mogą mieć traumę rodziny wojskowej i wypłaca im 2000 euro miesięcznie. Współczesna Grecja jest wysoko rozwi-niętym krajem o wysokim standardzie życia oraz wskaźniku rozwoju społecz-nego, należy do wielu organizacji między-narodowych. W 1981 r. wstąpiła do Unii Europejskiej, przeżyła znaczne zmiany gospodarcze, rozpoczął się szybki rozwój ekonomiczny. W miejsce rolno–surow-cowej uformowała się gospodarka o większym udziale usług, takich jak transport, obsługa turystów, handel, finanse. Można zaryzykować stwierdzenie że Grecja stała się rajem. Jednak przyszedł taki moment kiedy z raju, życie mieszkańców zamieniło się w koszmar. W 2000 r. Komisja Europej-ska uznała, że Grecja nie wypełniła wa-runków potrzebnych do wejścia do strefy



TEMAT NUMERU

Euro, jednak w ciągu dwóch lat odno-towano istotne postępy w wypełnianiu tych kryteriów i 1 stycznia 2002 r. Grecja wstą-piła do strefy wspólnej waluty. Aby to zrobić musiała spełnić zasadnicze kryteria, jak np. dług publiczny poniżej 60%, deficyt budżetowy nie wyższy niż 3% PKB. Wszystko było pięknie aż do I połowy 2010 r. kiedy rozpoczął się kryzys światowy. Grecja zaczęła popadać w kłopoty zwią-zane w znacznej mierze z niedostatecznym przygotowaniem tego kraju do integracji walutowej. Później wyszły na jaw także fałszerstwa greckiego rządu na temat sprawozdań dotyczących stanu gospodarki przed wstąpieniem do Euro. Jak się później okazało, były one w znacznej mierze przedstawieniem błędnych danych statys-tycznych. Grecja nie została wykluczona jednak ze strefy, jak widać niesłusznie, bo w ostatniej dekadzie dane z sektora gospo-darczego pokazały, że państwo to z roku na rok przekracza referencyjny poziom 3% PKB. Skąd problem? Standard życia w tym kraju był na bardzo wysokim poziomie, ludzie żyli jak chcieli i za ile chcieli. Przed kryzy-sem: emerytura 4 tys. euro, średni wiek emerytalny to 61 lat. Ponadto dofinanso-wania dla Greków od rządu za praktycznie wszystko, bo oprócz wspomnianego już dodatku dla córek, można było też otrzy-mać np.: - dodatek komputerowy – 15 proc. podstawowego wynagrodzenia, ale tylko dla osób, które przez cały dzień wykonują obowiązki przy komputerze, - dodatek naukowy – po 5 proc. pod-stawowego wynagrodzenia za każdy ukoń-czony rok nauki pomaturalnej lub studiów wyższych, ale w sumie nie więcej niż 5 lat, - dodatek za znajomość języka obcego – 10 proc. podstawowego wynagrodzenia, ale pod warunkiem, że przełożeni wyma-gają używania tego języka w ramach obo-wiązków zawodowych, - dodatek małżeński w wysokości 10 proc. podstawowego wynagrodzenia, - dodatek na każde dziecko – po 5 proc. podstawowego wynagrodzenia, - dodatek świąteczny – miesięczne wyna-grodzenie z okazji Świąt Bożego Naro-dzenia, - dodatek urlopowy – po przepracowaniu 10 miesięcy u tego samego pracodawcy połowa miesięcznego wynagrodzenia. To tylko niektóre z dodatków do pensji, bo jest ich aż pięćdziesiąt. Jest dodatek do utrzymania higieny w pracy, jeśli ktoś musi wziąć po pracy kąpiel. "Grecję znów sparaliżował 48-godzinny strajk generalny. Na ulice wyszło 125 tys. osób we wszystkich dużych miastach. To rekordowa liczba od początku kryzysu gre-ckiego zadłużenia. W Atenach doszło do starć z policją..." - można było usłyszeć w telewizji o sytuacji w Grecji. Pięć strajków generalnych, dwa dwudnio-we. Pojedynczych strajków poszczególnych grup... nie sposób zliczyć. Cała Europa zastanawia się tak naprawdę dlaczego

TEMAT NUMERU

Grecy strajkują? Przecież mieli tak dobrze i skoro teraz muszą trochę oszczędzić, to będzie ich stać na wyrzeczenia. Ale spójrz-my na to obiektywnie, nam nie mieści się w głowach sytuacja w jakiej byli Grecy, a dlaczego? Bo sami mamy ciężką sytuację w kraju, a rząd nigdy nas nie rozpieszczał, a już na pewno nie do tego stopnia. Jed-nak Grecy mieli tak od zawsze, dla nich przeszło to do porządku dziennego. To, co dla nas jest luksusem, dla nich stało się codziennością. Zastanawiające jest też to, że mimo wyso-kiego poziomu życia, w kraju poziom korupcji jest niezwykle wysoki, statys-tyczny dorosły Grek wydał na łapówki aż 1335 euro w ciągu ostatniego roku. Dług publiczny wynosi w Grecji już 300 mld Euro, więc aby uniknąć katastrofy, kraj musi nie tylko zacząć oszczędzać, ale też zredukować jeden z najwyższych w Europie poziomów systemowej korupcji. Wysoko rozwinięta jest też „szara strefa” w Grecji, która stanowi aż 30% gospo-darki. Oszustwa są masowe, bo gdy Bru-ksela zapytała niedawno Grecję, jak to możliwe, że ma aż 11 tysięcy osób po setnym roku życia, po sprawdzeniu okazało się, że takich osób jest tylko 800! Reszta nie żyje, ale rodzina nie zgłaszała zgonu i pobierała emeryturę, rentę. Innym, mniej drastycznym przykładem jest to, że w Ate-nach zarejestrowanych było kilkaset base-nów przydomowych. Kiedy rząd ogłosił, że będzie z satelity sprawdzał, kto ma basen, w sklepach zabrakło siatki maskującej. Grecy już coraz mniej wierzą w to, że kryzys i idące za tym zaciskanie pasa potrwa jeszcze rok albo dwa, napędza to ruch w ateńskich telefonach dla ludzi

TEMAT NUMERU "Grecy mieli tak od zawsze, dla nich przeszło to do porządku dziennego. To, co dla nas jest luksusem, dla nich stało się codziennością."

planujących samobójstwo lub cierpiących na ciężką depresję. Znaczy to że Grecy nie radzą sobie z sytuacją panującą w ich kraju i szukają jakiejkolwiek pomocy gdzie tylko mogą. Grecja przed kryzysem miała jeden z najniższych wskaźników samobójstw w Europie (2,8 na 100 tys. mieszkańców), teraz chociaż statystyk nie ma, mówi się o tym że jest to aż trzy razy więcej! Nie ma naukowego poparcia tej tezy, jednak jest to jedyne racjonalne wytłumaczenie. Grecy boją się o swoje dalsze życie, o spłatę kredytów, wykształcenie dzieci czy utratę pracy, najbardziej dziwi jednak to, że dla niektórych Greków wręcz tragedią jest zamiana mieszkania z sześcio- na cztero-pokojowe. Wcześniej wszystko mieli poda-ne na tacy, rząd pomagał i śmiało można powiedzieć, że pomoc była za duża, nauczyło to społeczeństwo, że wszystko dostaje się za nic. Teraz dostęp do tego został odcięty, trzeba oszczędzać, aby kraj był w stanie przetrwać. To co dla Greków było normalnym życiem, nagle zostało im odebrane, więc nie możemy się dziwić i os-karżać ich o to, że strajkują. Można polemizować tylko z tym w jaki sposób to robią. Bo przecież wcale nie jest łatwo przyzwyczaić się do tak drastycznych, w ich mniemaniu, cięć budżetowych... Patrycja Rawska fot. 1 Gwydion M. Williams (CC by 2.0) fot. 2 ssoosay (CC by 2.0) GRECKIE KŁOPOTY
SKUTKIEM GŁUPOTY
WYWIAD

Od jakiegoś czasu w mediach słyszy się o Grecji niemal codziennie. Czym jest grecki kryzys naprawdę i czy my także powinniśmy się go bać? Spy-taliśmy o to ekonomistę Przemysła-wa Kołodzieja. Media wiele mówi się o sprawie greckiej i orientujemy się doskonale, że e chodzi tu o pieniądze, ale nie każdy ma świadomość, co leży u pod-staw kryzysu finansowego w Gre-cji. Mógłby pan przybliżyć tę kwe-stię? Ten kryzys, to dla mnie przede wszystkim rewizja demokracji. Wynalazek helleni-stycznej Grecji, jakim jest owa demo-kracja, stosuje się obecnie w całej UE. Rząd jest wybierany przez ogół uprawnio-nych do tego obywateli. Jak utarło się powiadać, nikt nie wymyślił lepszego ustroju. Czy jednak to prawda? Jak podają źródła historyczne, niejeden twór państwowy upadł skutkiem stosowania demokracji. Najlepiej znanym nam jest przypadek Rzeczypospolitej. Każdy przy-zna, że powodem upadku kraju na-szych przodków był brak władzy nad szla-chtą. Jak jednak w dzisiejszych realiach de-mokracja może zagrażać narodowi? Oto krótki przykład: w wyborach, gdzie każdy ma za zadanie wybrać swojego przedstawi-ciela, większość decydentów wybierze

WYWIAD Przemysław Kołodziej. Wychowanek Wydziału Ekonomii Uniwersytetu Rzeszowskiego. Zainteresowania: ekonomia, polityka gospodarcza i społeczna, rozwój osobisty, sztuki walki, militaria, historia II wojny światowej. Zwolennik propagowania wiedzy na temat gospodarki i funkcjonowania mechanizmów państwowych wśród obywateli.

tych, którzy będą obiecywać „państwo opiekuńcze”. Jest też oczywiście grupa wyborców, którzy nie zdecydują się na krótkowzroczne i nieodpowiedzialne obie-canki populistów, jednak w wyniku zasad demokracji nie mają oni wpływu na prze-ważającą opcję socjalistyczną. Efekt wybo-ru jest zazwyczaj ten sam: wzajemne przymusowe ubezpieczenia, zasiłki dla niepracujących, darmowa edukacja. Wszy-stko to za darmo! Ale oczywiście z naszych podatków. Tak więc każdy, kto chce zro-zumieć skutek takich decyzji, nie musi rozumieć tajników ekonomii. Wystarczy wiedza o człowieku, który jest podstawową komórką gospodarki kraju. Człowiek, od którego nie będzie się wymagało punktual-ności przychodzenia do pracy, który bez żadnych konsekwencji będzie mógł „obijać się” na uczelniach, gdyż państwo za to płaci - zostanie zepsuty. Z drugiej strony, rząd będzie budował armię urzędników (bo ktoś musi za obywateli nadzorować wydawanie pieniędzy pobieranych de facto z ich podatków), będzie starał się kontrolo-wać gospodarkę tworząc państwowe zakła-dy pracy (w Grecji nie można było mó-wić o wolnym rynku, gdyż możliwość wykonywania wielu zawodów wiązała się z koniecznością zdobycia drogich pozwo-leń). Wiadomo, że ten, który obieca więcej opiekuńczości dla swoich obywateli, wygra wybory. Jednak w końcu i on stanie przed dylematem, skąd wziąć na to pieniądze. Najpowszechniejszą formą finansowania tak „zarządzanego” kraju jest pożyczka w postaci obligacji państwowych, których to gwarancją jest skarb państwa. Jednak

WYWIAD

przeszkodą mogła okazać się m.in. kont-rola ze strony UE. W danych składanych przez Greków do Eurostatu, doszło do „niedoszacowań”. W końcu wierzyciele (a jest nim także nasze państwo), poznali prawdę o sytuacji gospodarczej Grecji. Prawda wyglądała pokrótce tak: ogromne zadłużenie i deficyt budżetowy oraz per-spektywa starzejącego się społeczeństwa, nie pozwala na spłacanie przez Greków zobowiązań. Co teraz? Najprościej byłoby ogłosić bankructwo, jednak fakt, że Grecja jest w strefie euro, powoduje skutki także dla innych członków Eurolandu (nie dla każdego kraju niekorzystne). Tak więc unijni naczelni zdecydowali o ratowaniu tego państwa pieniędzmi podatników z ob-szaru UE. Na skutki nie trzeba było długo czekać. Czego jeszcze możemy się spodzie-wać patrząc na to, co w Grecji dzieje się teraz i zakładając, że dojdzie do bankructwa tego kraju? Oczywiście Grecy będą ciągle obiecywać, że będą przeprowadzać reformy w zamian za kolejne miliardy euro pomocy, ale nie spełnią obietnic. Na pewno co bogatsi będą wyprowadzać swoje pieniądze z Grecji już teraz, a to będzie miało swoje skutki w postaci zmniejszenia kapitału krajowego. W światowych ratingach Grecja już teraz straciła wiarygodność, więc na pewno bę-dzie jej trudniej o jakąkolwiek pomoc. Jestem pewien, że nadejdą kolejne fale strajków. W międzyczasie nastąpi ciężka recesja gospodarcza, tzn. bezrobocie, spa-dek dochodów, spadek konsumpcji. Grecji grozi także utrata części majątku skarbu państwa; generalnie, jeżeli dojdzie do re-cesji, to wiele skarbów przemysłu turys-tycznego może zmienić właścicieli na za-granicznych inwestorów. Grecy mogą także wyjść ze strefy euro. Czy jest zatem sposób na pow-strzymanie kryzysu? Lekarstwem na kłopoty Grecji może być zlikwidowanie opiek socjalnych, prywatyza-cja przedsiębiorstw państwowych, liberali-zacja rynku, zlikwidowanie armii urzędni-ków; można by się pokusić o ustawy zapo-biegające wypływaniu majątku z Grecji, ale lepiej dać dobre warunki do inwestowania, niż na siłę trzymać kapitał. Nawet w przy-padku bankructwa, nie obędzie się bez po-mocy i wyrozumiałości ze strony posiada-jących długi Grecji, UE, oraz Międzynaro-dowego Funduszu Walutowego. Nie da się jednak w krótkim czasie zmienić mentalno-ści obywateli, a że Grecy nie są ani praco-wici, ani wykształceni, dlatego nie wróżę im sukcesów na polu walki z recesją. Podo-bne scenariusze mogą powtarzać się w ca-łej Unii Europejskiej. Chyba, że zaczniemy traktować gospodarkę poważnie, a nie dys-kutować tylko na tematy zastępcze. Rozmawiał: Krzysztof Socha fot. 2 quapan (CC by 2.0)











POLACY BEZ SKRZYDEŁ

SPORT PIŁKA NOŻNA

Polska reprezentacja piłkarska na boisku orłów nie przypomina od ig-rzysk w Barcelonie w 1992 roku. Nic więc dziwnego, że skrzydła trzeba by-ło naszym piłkarzom przyprawiać innymi sposobami: poprzez godło na-rodowe na koszulce. Zadomowiło się ono na trykotach kadry na dobre. Tymczasem PZPN uznał, że symbol związku na piersi jest lepszym po-mysłem niż symbol państwa. I wyg-ląda na to, że orzeł w koronie na przyszłoroczne Mistrzostwa Europy nie pojedzie… To nie pierwsza podobna wpadka przed-stawicieli naszej federacji. Większość ki-biców doskonale pamięta zamieszanie związane z prezentacją wyjazdowych stro-jów reprezentacji półtora roku temu. Stro-jów, przypomnijmy, granatowych i z czer-wonobiałymi rękawami. W spotkaniu z Bułgarią 3 marca 2010 piłkarze Franci-szka Smudy zagrali nie dość, że w kolorze, którego na sztandarach Rzeczypospolitej nie sposób się doszukać, to jeszcze z flagą Indonezji po bokach… To jednak przysłowiowe małe piwo w po-równaniu do skandalu – bo słowo zamie-szanie jest tutaj zdecydowanie nie na miej-scu – jaki wywołał prezes Grzegorz Lato do spółki z firmą Nike zastąpieniem orła na piersi symbolem PZPN–u. Gazety, portale społecznościowe i serwisy sportowe wprost zawrzały. Trudno się zresztą dziwić: nasza reprezentacja od początku swojego istnie-nia jest ściśle związana z orzełkiem. Z nim na piersi zdobywaliśmy brązowe medale na mistrzostwach świata i srebrne na igrzy-skach olimpijskich, to o nim marzył kiedyś każdy kilkuletni chłopiec, kopiący piłkę przed blokiem. Teraz z kadry Polski zrobiła się kadra PZPN–u. Kadra, w której grają piłkarze nieznający polskiego hymnu, dla których 11 listopada jest po prostu dniem wolnym od pracy i którzy

SPORT PIŁKA NOŻNA

w wywiadach mówią, że zagrali naprawdę dobry Fuβball. A teraz nasza federacja postanowiła wyczyścić polską reprezenta-cję z kolejnego elementu polskości. Jakie są tego przyczyny? Wygląda na to, że tylko i wyłącznie marketingowe. Orzeł, jako symbol narodowy, nie może być znakiem zastrzeżonym PZPN–u, za to logo związku - – jak najbardziej. Na co przekłada się to w praktyce? Ano na to, że producenci tań-szych podróbek trykotów naszych piłkarzy będą musieli się liczyć z o wiele poważniej-szymi konsekwencjami w przypadku two-rzenia kopii strojów reprezentacji Polski. Dziennikarze bodajże najpopularniejszego piłkarskiego serwisu w kraju, Weszło, ironicznie zachęcają również do zmiany hymnu na Euro 2012, skoro dla „Mazurka Dąbrowskiego” praw autorskich wywalczyć się nie da. Problem w tym, że jeżeli Grze-gorz Lato czytuje tamtejsze artykuły, może i tę propozycję pozytywnie rozpatrzyć. Dla naszej federacji od paru lat nie ma już bowiem żadnych świętości. Kibice narzekali na Michała Listkiewicza, który jednak w po-równaniu do obecnego prezesa był anio-łem w ludzkiej skórze. PZPN nie szanuje ani symboli narodowych (stąd wpadki przy tworzeniu koszulek), ani tym bardziej fa-nów, którzy rozsyłają petycję, organizują się na Facebooku w protestach i błagają Związek na kolanach, by orzełka przywró-cił. Na to jednak przez następne 2 lata szans raczej nie ma. A członkowie federacji tłumaczą, że w logo PZPN–u orzeł przecież też jest, że to symbol nowych czasów i że wszystkim wyjdzie ta zmiana na dobre. Piłkarze też bardzo chwalą sobie nowe try-koty – podobno są dynamiczniejsze, lżejsze i naprawdę świetnie wyglądają. Z tym osta-tnim można się zgodzić – strojom w kwestii estetycznej trudno cokolwiek zarzucić, a na dodatek wykonywane są ekologicznie, z butelek z recyklingu (ten sam zabieg stosuje chociażby Manchester United). Ale godła jak nie ma, tak nie ma. A przecież względy marketingowe da się łatwo z nim pogodzić. Orzeł zawsze był i związek nigdy przez niego nie głodował. Wypowiedzi Laty i Kręciny o tym, jak to trudno wyżywić całą federację z koszulek z symbolem narodo-wym na piersi, są co najmniej nie na miej-scu. Tym bardziej, że obaj na niedożywio-nych nie wyglądają. Piłkarzom trudno tutaj coś wskórać. Wielu z nich ma indywidualne kontrakty z firmą Nike, a jedno słowo za dużo wobec Związ-ku może się zakończyć dla nich przed-wczesnym kresem przygody z karierą rep-rezentacyjną. Franciszek Smuda także gło-su nie zabierze, bo przecież skrytykowany prezes Lato może uznać, że trener, który buntuje zawodników reprezentacji prze-ciwko federacji, to zły trener. A kibice? Kto by się nimi przejmował? PZPN zarobi ogromne pieniądze na sprzedaży koszulek, bo trudno przecież liczyć na to, by fani rep-rezentacji zbojkotowali jak jeden mąż no-we modele trykotów. I nikogo nie obcho-dzi to, że na Facebooku do grup domaga-jących się powrotu orła, w ciągu 24 godzin

SPORT PIŁKA NOŻNA

dołączyło prawie 40 tysięcy osób, że petycja o jego przywrócenie zebrała już około miliona podpisów Polaków. Pojawiają się też głosy, że to dobrze, że orzeł z koszulek odleciał. Bo reprezentacja gra zbyt słabo, by symbol narodowy tą grą hańbić, a tacy Polacy jak Boenisch czy Perquis zapewne nie wiedzą nawet, czy to orzeł, czy to kurczak, czy może struś. A inne reprezentacje też często grają z lo-gotypem federacji. Najlepszy piłkarz w hi-storii polskiego futbolu, Zbigniew Boniek, w jednym z wywiadów przypominał, jakim zaszczytem była zawsze gra z tym szcze-gólnym symbolem na piersi. Prezes PZPN–u uznał najwidoczniej, że skoro trzon kadry i tak stanowią piłkarze obcego po-chodzenia, to żadnego przywiązania do barw narodowych na pewno nie odczuwają. Ostatecznie, czego się spodziewać po orga-nizacji, która „cieszy się” szczerą nienawiś-cią kibiców większości klubów piłkarskich, która w sezonie 1992/93 odebrała Legii Warszawa mistrzostwo kraju i udział w europejskich pucharach na podstawie jedynie podejrzeń o korupcję, która os-tatniego trenera, osiągającego z repre-zentacją niewielkie, ale jednak sukcesy (mowa tu oczywiście o Leo Beenhakkerze) wyrzuca po kilku nieudanych meczach tyl-ko dlatego, że w kręgach Związku nie darzy się go sympatią? Projektującej koszulki firmie Nike też zebrało się po uszach, ale trzeba to ustalić jasno: to PZPN zatwierdza projekt. Gdyby był tam

SPORT PIŁKA NOŻNA

ktokolwiek, czujący przynajmniej trochę zażyłości z naszą reprezentacją, od razu zawołałby: „hola, hola, a gdzie jest orze-łek? Nie ma? No to wróćcie, panowie, jak zrobicie nowe trykoty, tylko tym razem z godłem”. Problem w tym, że szukać pa-triotyzmu w tej federacji to jak szukać nas-tępcy Cristiano Ronaldo w kadrze San Marino: nawet jak jest, to pewnie już wyemigrował… Na Polski Związek Piłki Nożnej można psio-czyć długo i soczyście, ale faktem jest, że dopóki na jego czele stoją tacy ludzie, jak Grzegorz Lato, to na żadną poprawę w ro-dzimym futbolu nie ma co liczyć. Ani na skończenie z zamieszkami na stadionach, ani na wyplenienie raz na zawsze korupcji z ligowych rozgrywek, ani na prawdziwe zmiany w polskiej piłce nożnej. Bo jeżeli brak orzełka na piersi jest symbolem zmian – to za takie zmiany kibice reprezen-tacji serdecznie dziękują. Dopóki starego pokolenia nie zastąpi nowe, które interes fanów kadry będzie przekładało ponad swój własny, w co szczerze wątpię, takie właśnie działania będą jedyną formą PZPN–u. Drogi na UEFA Euro 2012 miały być remontowane – sporo jest wciąż w fatalnym stanie, afery korupcyjne wciąż gdzieś się po kraju panoszą, czwartoligowe klubiki angielskie przyciągają na stadiony więcej kibiców, niż nasza ekstraklasa… Ale drodzy rodacy, przynajmniej wyrzuciliśmy godło narodowe z koszulek Polaków co najmniej na dwa lata. Orzełek, który był z nami w Korei Południowej, Portugalii i Mołdawii, z największej imprezy sporto-wej, jaką kiedykolwiek organizowało to państwo, został spektakularnie wyrzucony. Ucięliśmy naszej reprezentacji ostatnie bo-iskowe skrzydła, jakie miała. Czyż to nie sukces? Jakub Mirowski fot. zoonabar (CC by 2.0) "Szukać patriotyzmu w tej federacji to jak szukać następcy Cristiano Ronaldo w kadrze San Marino: nawet jak jest, to pewnie już wyemigrował…" KOSZYKARZE WALCZYLI O ORZEŁKA
Kiedy cała piłkarska Polska debatuje nad brakiem orzełka na nowych stro-jach reprezentacji, fani koszykówki mogą powiedzieć: "my już to prze-rabialiśmy".
SPORT KOSZYKÓWKA

Przed wrześniowymi Mistrzostwami Europy na Litwie, dziennikarze zapytali dyrektora reprezentacji, dlaczego na koszulkach drużyny narodowej, od 2006 roku, brakuje godła Polski, jest natomiast nazwa spon-sora. Okazało się, że wcześniej urzędujący zarząd Polskiego Związku Koszykówki (PZKosz) podpisał umowę z dostawcą strojów zgodną z wytycznymi między-narodowej federacji (FIBA), która wska-zywała, że na koszulkach powinna znaj-dować się nazwa reprezentacji oraz logo/nazwa ewentualnego sponsora. Jednak kibice nie dali za wygraną. Ar-gumenty PZKosz podważono wskazując na reprezentację Niemiec, która występowała z państwowym godłem na koszulkach podczas Mistrzostw Świata w Turcji, w 2010 roku (pomimo obowiązywania instrukcji FIBA). Nowy zarząd wystąpił do Europejskiej Federacji o możliwość

SPORT KOSZYKÓWKA "Przywróćmy orzełka na piersi koszykarzy!"

umieszczenia na koszulkach godła Polski. Choć odpowiednią zgodę PZKosz uzyskał w ciągu kilku dni, to okazało się, że sponsor techniczny reprezentacji nie będzie w stanie przygotować nowych kompletów na Mistrzostwa. Czasu było mało. Zniecierpliwieni zawod-nicy oraz prezes PZKosz Grzegorz Bachański zadeklarowali własnoręczne przyszycie orzełków do trykotów. Liczne akcje w In-ternecie, przede wszystkim blogerów, wśród których prym wiodła "Przywróćmy orzełka na piersi koszykarzy!" oraz zapo-wiedź bojkotu sponsora technicznego re-prezentacji ze strony kibiców, dopro-wadziły do przyspieszenia produkcji no-wych trykotów. W 2011 roku, jeszcze tylko seniorska reprezentacja mężczyzn grała z orzełkiem na piersiach. Natomiast PZKosz obiecał, że nowa kolekcja strojów obowiązująca od roku 2012 będzie zawierała godło państ-wowe na uniformach przygotowanych dla reprezentacji wszystkich kategorii wieko-wych, tak męskich jak i żeńskich. Choć nasza reprezentacja nie przeszła na-wet pierwszej fazy EuroBasketu 2011, to jednak wykazała się ogromną wolą walki oraz duchem drużyny, dumnie prezentując się z państwowym godłem na piersiach. Michał Mendala fot. 1 shaputski (CC by 2.0) fot. 2 wÅ‚odi (CC by 2.0)
OSTATNI SPRAWDZIAN PRZED PUCHAREM ŚWIATA
SPORT SIATKÓWKA

Niedługo przed wylotem na Puchar Świata do Japonii (20.11-4.12), pols-cy siatkarze sprawdzali swoją formę w sparingowych meczach z Czechami w Legionowie. To były dwa zupełnie inne spotkania, kolejno zakończone wynikami 3:0 i 2:3. Puchar Świata to pierwszy sposób na zakwalifikowanie się do Igrzysk Olim-pijskich. Trzy najlepsze drużyny dostaną szansę gry w Londynie. Zawodnicy w ciągu 15 dni muszą rozegrać 11 spotkań. System utrudnia kombinowanie, bo liczą się tylko zwycięstwa. Polscy siatkarze, tak jak Rosja-nie, na tę imprezę dostali dziką kartę. Pamiętam spotkanie z Czechami podczas tegorocznego Memoriału Huberta Jerzego Wagnera. Goście totalnie nas rozbili. Po tym turnieju, kiedy na mistrzostwach Eu-ropy trafiliśmy na Czechów, wielu bało się o losy naszych siatkarzy. Ostatecznie wyg-raliśmy z nimi i awansowaliśmy do dal-szego etapu europejskiego championatu. Pierwsze sparingowe spotkanie z Czechami w Legionowie odbyło się w nasze naro-dowe święto. Jak zwykle donośnie, choć z drugiej strony zupełnie inaczej, brzmiał



nasz hymn, odśpiewany przez kilka tysięcy kibiców a cappella, właśnie z racji tego święta. W pierwszej szóstce na boisko nie wybiegł Bartosz Kurek, największa gwiazda polskiej siatkówki. Z powodu problemów z plecami, zawodnik musiał odpuścić treningi i pod olbrzymim znakiem zapytania stał jego wyjazd do Japonii. Na szczęście, sytuacja Bartka się polepszyła i weźmie on udział w Pucharze Świata. Skład tworzyli: Piotr Nowakowski, Michał Winiarski, Paweł Zagumny, Zbigniew Bartman, Michał Ku-biak, Krzysztof Ignaczak i nowy kapitan reprezentacji – Marcin Możdżonek. „Guma” i „Winiar” od razu wskoczyli do pierwszej szóstki i pokazali się z dobrej strony. Trener nie dokonywał wielu zmian, bo nie było takiej potrzeby – zespół grał dobrze, a przede wszystkim wygrywał. Ostatecznie spotkanie zakończyło się zwycięstwem Polaków 3:0. Niesieni optymizmem, pozostałym po pop-rzednim meczu, kibice przybyli zadowoleni na halę i liczyli na łatwe zwycięstwo. Nasi siatkarze jednak zaproponowali coś innego – pięciosetowy bój i… ostateczną przeg-raną. Na boisko wybiegła zmieniona szóstka, bo na rozegraniu, zamiast Zagum-nego, trener postawił na Żygadłę. Na środku w miejsce Możdżonka pojawił się Czarnowski, a na przyjęciu – Bartosz Kurek, którego obecność na parkiecie do końca nie była pewna. Jednak, ku uciesze kibiców, rozegrał całego pierwszego seta. W tym meczu,w przeciwieństwie do poprzedniego, Andrea Anastasi dokonywał wielu zmian. Trener musiał wypróbować większość zawodników, bo wszyscy będą potrzebni do gry. Puchar Świata będzie bardzo ciężki i jedna szóstka nie pociągnie całego turnieju – tak tłumaczył mi decyzję Anastasiego Łukasz Żygadło. Trudno się z tym nie zgodzić, bo impreza na której możemy wywalczyć kwalifikację olimpijską, nie będzie należała do łatwych. Na pytanie, dlaczego ten drugi mecz był kompletnie inny, a przede wszystkim gorszy w wyko-naniu naszych siatkarzy, Łukasz odpo-wiedział: Myślę, że jesteśmy już trochę głowami w Japonii. Dużo czasu też spę-dziliśmy na organizowaniu naszego wy-jazdu i było to widać na początku tego spotkania: trener zmieniał ustawienia. Pięć setów, ale pięć bardzo ważnych setów, bo im więcej grania, tym lepiej dla nas. Pierwsze spotkanie w ramach Pucharu Świata Polacy zagrają z Kubańczykami. Większość meczów nasi reprezentanci będą rozpoczynać o godzinie piętnastej (siódma polskiego czasu), co może utrudnić orga-nizację treningów. Niektórzy z polskich siatkarzy otwarcie przyznają, że jadą wy-walczyć kwalifikację olimpijską i nie mają zamiaru bez niej wracać. Rywali będą mieć z najwyższej półki: po grupowych meczach z Kubą, Serbią i Argentyną, przyjdzie czas na USA, Włochy, Brazylię, Rosję i inne zespoły, które do łatwych przeciwników nie należą. Faworytów jest wielu, a miejsca są tylko trzy. Być może Japonia znów nam przyniesie szczęście, tak jak to było na Mistrzostwach Świata w 2006 roku, kiedy Polacy zdobyli srebrny medal? Dominika Wiśniewska