Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














WSPIS TREŚCI

wokół kultury strona 6 wszyscy jesteśmy szaleńcami strona 7 nudna tajemnica strona 9 magiczne światy strona 11 faceci są jacyś inni strona 16 jak ona to robi?! strona 18 wstrząśnięte, nie zmieszane, czyli weekendowy koktajl filmowy strona 20 around the christmas! strona 27 niepokonani strona 32 co ty wiesz o PRL - u? strona 34 fotoreportaż strona 37 CORAZ BLIŻEJ ŚWIĘTA!

Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl rekrutacja(@)outro.pl Redaktorzy naczelni: Monika Toppich Kamil Wiśniowski Sekretarz redakcji: Marek Suska Zastępca: Marta Jeziorek, Julia Kozioł Redaktor prowadzący wydania: Aleksandra Wojtaszak Projekt okładki: Patryk Skoczylas Zdjęcie na okładce: HikingArtist.com/ CC 2.0 Szefowie działów: Elżbieta Janota, Paulina Rzymanek, Martyna Nowak, Justyna Książek (kultura), Maciej Kulina (sport), Agata Andrzejak (korekta), Dorota Stach (foto), Patryk Skoczylas (graficy). Korekta: Agata Andrzejak, Maria Gołaszewska, Martyna Kłopeć, Nina Bezpałko, Agata Hajduk, Patryk Łowicki, Cynthia Schmidt. Graficy: Angelika Marchewka, Jarosław Stępień, Dorota Stach, Adam Białek, Paweł Szpondowski

Przedświąteczny to nie tylko gorączka zakupów i szorowania mieszkań, ale też moment, kiedy na siłę staramy się znaleźć choć odrobinę świątecznej atmosfery, a zarazem energii do pracy przez ten ostatni tydzień. W szkołach już jasełka albo luźniejsze lekcje, wszędzie dekoracje, szkoda tylko, że tyle jeszcze trzeba zro-bić... Najnowsze Outro jest więc lekko leniwe – znajdziecie w nim przede wszystkim teksty kulturalne, wiele recenzji filmowych, a tak-że opowieść o tym, jak wyglądają święta na całym świecie. Nie wszyscy przecież marzną i jeżdżą sankami! Już za tydzień - Outro sylwestrowe i nowo-roczne, ale póki jeszcze trwa czas przedświąteczny chcielibyśmy złożyć wszystkim czytelnikom i redaktorom Outro najlepsze świąteczne życzenia! MiK



WOKÓŁ W TRAMWAJU

WOKÓŁ KULTURY

POZNAŃ PRZEDŚWIĄTECZNIE 21 grudnia w poznańskim Blue Note Jazz Club swój przedświąteczny koncert zagra Wojtek Więckowski. Instrumentalny, autorski wieczór artysty (m.in. gra-jącego na gitarze) będzie miał ciekawy akcent wejś-ciówkowy – sugerowana cena biletu to 20 złotych, ale każdy może zapłacić, ile chce. KULTURY BAJKOWE ILUSTRACJE W Warszawskiej Galerii Grafiki i Plakatu wciąż można oglądać wystawę „Fauna, Flora i Piraci”. Ekspozycja prowadzi widza do świata bajkowej ilus-tracji zarówno dawniejszej, z lat ’50 i ’60, jak i tej nowszej, z lat ’80 i ’90. Ponad 100 prac, stworzo-nych przez około 30 ar-tystów, pozwoli starszym uczestnikom przenieść się do czasów dzieciństwa, a młodszym - być może po raz pierwszy zobaczyć wró-belka Elemelka i pirata Rabarbara. DZIEJE POCZTÓWEK Jak dawniej wyglądały pocztówki? Jaka jest ich historia? Odpowiedzi na te pytania będzie można poznać w Muzeum Okręgo-wym w Nowym Sączu na wystawie „Z najlepszymi życzeniami”, która będzie udostępniona zwiedzają-cym do 5 lutego. fot. materiały prasowe: Olga Siemaszko, "Gałązka z Drzewa Słońca" Jerzego Ficowskiego, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, 1969, gwasz, ołówek, papier, 26,5 x 19,5 cm, Do 8 stycznia potrwa kolejna już edycja „Świątecznej jazdy z Muzeum Śląskim”. Specjalny tramwaj z eks-pozycją wewnątrz odwiedzi kilka miast Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Wystawę będzie można oglądać na dwa sposoby: albo na wybranych przystankach, albo podczas przejażdżki tym niezwykłym pojazdem. W tym roku Muzeum Śląskie przygotowało dla zwiedzających kolekcję bożonaro-dzeniowych szopek - i domowych, i kolędniczych. Marek Suska WSZYSCY JESTEŚMY
Nie zdziw się, kiedy pewnego dnia uznasz, że coś z Tobą nie tak. Spojrzysz w lustro, nie poznasz samego siebie i zapragniesz zmienić wszystko, co do tej pory było Ci znane, co być może nawet kochałeś. Spakujesz plecak, wsiądziesz do byle jakiego pociągu i przypadkiem odnajdziesz to, czego szukasz. Gdzieś na drugim końcu tęczy.
RECENZJA KSIĄŻKOWA

SZALEŃCAMI Fabregas był całkiem zwyczajnym kata-lońskim przedsiębiorcą. Prowadził spokojne życie rozwodnika, który właściwie niczym nie musiał się martwić. Miał wszystko, a przynajmniej tak można było przy-puszczać – dom, pieniądze, spotkania z synem. Nagle, w jednej chwili, podjął decyzję o tym, że się pakuje i wyjeżdża szukać siebie, choć właściwie sam nie wiedział, co miałoby to oznaczać. Całko- witym przypadkiem trafił do Wenecji, na najbardziej niezwykłą wyspę na świecie, gdzie wypłynęła z niego gorycz i sza-leństwo. Jego frustracje narastały w miarę, jak coraz częściej spotykał się z tajemniczą kobietą. Ta zaś zniknąwszy niespodzie-wanie, wprowadziła Fabregasa w stan jeszcze gorszy. Mężczyzna jednak zamiast wyjechać z Wenecji, postanowił z uporem godnym podziwu pozostać na miejscu i wyczekiwać jej powrotu. „Wyspa Niesłychana” Eduardo Mendozy w pełni zasłużyła na swój tytuł. Wenecja to miasto niezwykłości, choć może nie takich, jakich dopatruje się w niej autor. To

RECENZJA KSIĄŻKOWA

miejsce przedziwne, które jednocześnie przyciąga i odpycha, czego w pełni doświadcza Fabregas. Jego przygody i spotkania zdają się nie mieć żadnego sensu, w dużej mierze osnute są mgiełką typowo hiszpańskiego humoru i podsycane nutą szaleństwa. Tej ostatniej, jak zdaje się wskazywać autor, należy dopatrywać się w każdym człowieku. Właśnie dlatego w opowieści Mendozy pojawiają się nie-wyjaśnione fragmenty, które dla czytelnika mogą być jedynie snem obłąkańca, ale po głębszym zastanowieniu się, można dojść do tego, co pragnął nam autor przed-stawić. Według niego bowiem wariatem może być ktoś, kto porzuca swoje dawne życie; może nim być udająca chorą kobieta snująca baśniowe historie o swym rodzie, które ubarwia jej co najmniej nietypowy mąż. Zaliczyć do nich należy również dziewczynę zagubioną w młodzieńczym buncie, a nawet starszego lekarza, wy-kłócającego się zawsze o ilość lodów. Książka potrafi jednocześnie irytować i wciągać tak bardzo, że nie sposób nie pochłonąć jej na jednym wdechu. Za-chowania bohaterów, miejscami tak niezrozumiałe, prowokują do dalszej lektury, a zadziwiające zbiegi okoliczności podsycają wyobraźnię czytelnika. Na wiele pytań Mendoza nie udziela odpowiedzi. I choć wydawać się może, że wszystkie wątki zostały zamknięte, w głowie wciąż pozostają wątpliwości. Czy ja również nie jestem szaleńcem? Martyna Nowak fot. Tom BKK/ CC by 2.0 NUDNA TAJEMNICA
Brytyjskie MI6 skrywa wiele tajem-nic. Jednym z owych sekretów jest największy skandal w historii tego wydziału. Czy agent George Smiley dowie się, kto jest „kretem” w agencji?
RECENZJA FILMOWA

Film Szpieg to ekranizacja powieści kryminalnej Johna Le Carre. Głównym bohaterem jest tytułowy szpieg George Smiley (Gary Oldman), emerytowany agent wydziału MI6. Szef organizacji o pseu- donimie Kontroler (John Hurt) podejrzewa, że w agencji jest kret. Wytypował czterech podejrzanych: Druciarza, Krawca, Żołnierza i Szpiega. Smiley rozpoczyna śledztwo, które ma wykazać, kto zdradza tajemnice Wielkiej Brytanii agentom rosyjskim. W dochodzeniu pomaga mu młody pracownik MI6, Oliver (Simon McBurney). W miarę rozwoju śledztwa wiele tajemnic wychodzi na jaw. Odnajduje się także agent Jim Prideaux (Mark Strong), który zginął rok wcześniej w Budapeszcie. Opo-wiedziana przez niego historia ułatwia szpiegowi odkrycie zdrajcy.

RECENZJA FILMOWA

W Szpiegu możemy zobaczyć grono świet-nych aktorów, dzięki którym film nie jest aż tak kiepski. Moim zdaniem, jest to główny powód tak wysokich ocen tej produkcji. Publiczność oglądająca Szpiega może czuć się przytłoczona dużą ilością wątków, lecz widzowie, którzy przeczytali książkę, będą zachwyceni szczegółowym jej odwzorowa-niem. Podczas tej ekranizacji padły naj-wyżej cztery strzały z broni palnej, nie było żadnego pościgu, jak więc ten film może być porównywany do przygód Jamesa Bonda? Ekranizacja ta należy do innego rodzaju filmów szpiegowskich, który jest zupełnym przeciwieństwem przygód Agen-ta 007. Wywiadowca Smiley jest śledczym, który odkrywa zbrodnie drogą dedukcji, bez żadnych gadżetów i szybkich sa-mochodów. Zamiast wybuchów, emocjonujących scen walki i pościgów samochodowych, mamy tu do czynienia z rozmowami, wie-lokrotnymi retrospekcjami i sporą ilością wątków. Sytuację tej produkcji ratuje muzyka, która tworzy lekkie napięcie. Na uwagę zasługują też piękne ujęcia Londynu, Paryża i Budapesztu. Szpieg to film, który z pewnością zainteresuje czytelników powieści Johna Le Carre’a i prawdziwych pasjonatów filmów szpie-gowskich, jednak widzowie, którzy nastawiają się na dynamiczną fabułę, rozczarują się. Maciej Nowotnik MAGICZNE ŚWIATY

MAGICZNE ŚWIATY

Czas na magiczną, świąteczną prze-mianę. Nie, nie chodzi tutaj by-najmniej o złożenie noworocznych przyrzeczeń czy stanie się lepszym człowiekiem. Skoro już mamy się zmieniać, zróbmy to w pełni. Wejdź-my w ciała naszych czteronożnych przyjaciół, którzy zwykli mruczeć i sypiać całymi dniami na piecach. Lub też walczyć w leśnych ostępach o przetrwanie. Panie i panowie, oto kocie opowieści. Na wolności. Ogień i Lód. Dom zawsze kojarzy się z ciepłym kątem, schronieniem przed deszczem, smacznym kąskiem i wolnością od wszelkich trosk. Bez wielkich zobowiązań, w gronie bliskich, na których możesz zawsze liczyć. To cztery ściany, gdzie jesteś absolutnie bezpieczny. Nie dla każdego jednak tak właśnie wyg-ląda to idealne schronienie. Są tacy, którzy marzą o dzikich leśnych ostępach bez drapek, kuwet i pełnych misek wypeł-nionych po brzegi cuchnącą karmą. Są koty pragnące żyć wolno. Za płotami eleganckich domków rozciąga się wielki, dziki las, do którego ludzie zapuszczają się jedynie po to, by wycinać drzewa. Dzieci nie odchodzą daleko, zwierzęta również wolą pozostawać blisko swoich posesji wiedząc doskonale, że tam są bezpieczne. To, co żyje poza granicami wyznaczonymi ludzką ręką, jest niebez-pieczne. Ma ostre pazury i zęby niczym igły, nie zna litości, a za wkroczenie na swój teren każdego bardzo surowo karze. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zapuszcza się więc dalej, niż to konieczne.

MAGICZNE ŚWIATY

Tę niezdobytą przez człowieka część Ziemi, zarówno las, jak i wzgórza, polany i okolice strumienia, dzielą pomiędzy siebie cztery kocie Klany – Gromu, Wichru, Rzeki i Cienia. Każdy z nich ma własny rewir, a gdyby cudzy wojownicy ośmielili się wejść na terytorium pozostałych kotów, z pewnością odczuliby na własnej skórze, jakie to nierozsądne posunięcie. Tylko jednego dnia w ciągu miesiąca zwierzęta zgodnie stają na spotkaniu przy Czterech Drzewach, gdzie dzielą się swoimi obawami i proś-bami. Jedynie w noc pełni księżyca nie ma różnic pomiędzy Klanami. Nad wszystkimi stworzeniami czuwają zaś te, które odeszły już ze świata i podążyły nową ścieżką, by połączyć się z od-wiecznym Gwiezdnym Klanem. Cała Mlecz-na Droga to w istocie wojownicy minionych pokoleń, służący dzielnie swej rodzinie, zmarli ze starości czy polegli w bitwie. Legendy zaś opowiadają o dawnych rodach, od których wywodzą się dzisiejsze koty – Tygrysim, Lwim i Lamparcim. Historie te zna każdy, najmłodszy nawet, tak samo dobrze jak kodeks, jaki obowiązuje terminatorów, wojowników, a nawet przywódców. Złamanie któregoś z nakazów jest surowo karane. Każda z tych kocich rodzin ma swego wodza noszącego przydomek Gwiazdy i po-siadającego aż dziewięć żywotów. Wierni wojownicy szkolą młodsze pokolenia – terminatorów – by w przyszłości mogły one do nich dołączyć i dzielnie bronić granic swego Klanu. Nie brak tu i medyka, i star-szyzny, a także kocich matek. Wszystko jest starannie ułożone i każdy kot ma miejsce dla siebie. Rudzielec pewnego dnia zeskoczył z płotu i zniknął już na zawsze w leśnych ostępach, by tam wreszcie pędzić życie, jakiego pragnął. Stał się częścią wspa-niałego Klanu Gromu, który dzięki jego odwadze i sprytowi zapomniał, że kocur był kiedyś domowym pieszczochem. Długa jest jednak droga od zwykłego terminatora do niezwyciężonego wojownika szczy-cącego się nie tylko sławą, ale i imieniem, które sieje postrach wśród obcych szeregów. Gdy Rudzielec traci obrożę ze wstrętnym dzwoneczkiem i przyjmuje mia-no Ognistej Łapy, nie ma już odwrotu z tej drogi. Teraz albo okaże lojalność Klanu Gromu, albo przyjdzie mu żyć samotnie wygnanym nie tylko przez swą rodzinę, ale i inne kocie grupy. Chociaż niektórzy z Klanu nie mieli ochoty się z nim zaprzyjaźnić, a nawet zaak-ceptować, większość kotów chętnie uznała go za jednego z nich. Szara Łapa i Krucza Łapa okazali się być jego najwierniejszymi towarzyszami, Żółty Kieł również nie zostawiła go samego, kiedy tego najbardziej potrzebował. Ognista Łapa mógł znaleźć oparcie również w przy-

MAGICZNE ŚWIATY "To już kolejna z opisywanych tutaj serii, która chociaż cieszy się powodzeniem na Zachodzie, nie znajduje u nas tak wielkiego zainteresowania. Nic nie wskazuje na to, by wydawnictwo Amber czy jakiekolwiek inne, zamierzało zabrać się za wznowienie serii."

wódczyni Klanu – Błękitnej Gwieździe. Choć minęło już wiele księżyców od dnia, kiedy kocur przystał do dzikiej bandy, wiele zagadek wciąż jeszcze się nie wyjaśniło. Przed Ognistą Łapą liczne przygody, z pewnością niebezpieczne. Ale on na pewno nie zawaha się ruszyć dalej. Epilog Erin Hunter to znana amerykańska pisarka słynąca z licznych książek dla dzieci i młodzieży. Jej seria „Wojownicy” należy do jednych z najobszerniejszych. Składa się z dwudziestu tomów podzielonych na podserie, wyszła również manga, a także książki opisujące wszystkie koty, kodeksy i tajemnice Klanów. Niestety, w Polsce wydano zaledwie dwa pierwsze tomy – „Na wolności” i „Ogień i Lód”. To już kolejna z opisywanych tutaj serii, która chociaż cieszy się powodzeniem na Zachodzie, nie znajduje u nas tak wielkiego zaintereso-wania. Nic nie wskazuje na to, by wydawnictwo Amber czy jakiekolwiek inne, zamierzało zabrać się za wznowienie serii. Czytelnikom, którzy pokochali Ognistą Łapę i jego przyjaciół, przyjdzie najpewniej sięgać po angielskie wydania. Lub też czekać, aż ktoś ponownie zainteresuje się wojowniczymi kotami. Martyna Nowak








FACECI SĄ JACYŚ INNI!
RECENZJA FILMOWA Zwiastun filmu "Baby są jakieś inne"

Do obejrzenia pewnych filmów zabie-ramy się, mając z góry określone oczekiwania. W moim przypadku właśnie tak było, kiedy postanowiłam obejrzeć „Baby są jakieś inne”. Nie byłam pewna, czy Markowi Koter-skiemu uda się znowu zrobić coś na miarę „Wszyscy jesteśmy Chrystusa-mi” czy „Dnia świra”. Plakat i tytuł sugerowały łatwą komedię; muszę jednak przyznać, że reżyser kolejny raz dowiódł swojej klasy. Konwencja filmu jest nietypowa. Cała akcja opiera się na dialogu dwóch dobrych znajomych, jadących razem samochodem. Ich rozmowa szybko schodzi na temat bab, który rozwijają przez 90 minut trwania filmu. Jest o czym mówić, owe baby okazują się bowiem potworami. Istotami z kosmosu, których zachowanie jest nielogiczne; nie potrafią zrozumieć, kto ma pierwszeństwo na drodze, więc puszczają wszystkich. Skręcając w lewo, włączają kierunkowskaz w prawo i odwrotnie;

RECENZJA FILMOWA

w dodatku czasami zdarza im się zrobić to prawidłowo, co jeszcze bardziej myli innych na drodze. Ziewają jak piranie, z szeroko otwartymi ustami. Mają bałagan w torebce, nie umieją chować kluczy do jednej kieszeni – w dodatku wyjmując coś, szukają tego godzinę i robią niesamowity hałas. Chodząc, stukają obcasami (wyob-raźcie sobie, co to byłby za hałas, gdyby wszyscy tak chodzili!), nawet jak mają płaskie podeszwy. Idąc do toalety, muszą poinformować o tym wszystkich – „idę siusiu”… Wsłuchując się w to i jeszcze sporo innych stereotypów padających z ust bohaterów, można dojść do wniosku, że film stawia kobiety w złym świetle. Jednak tak nie jest: naprawdę opowiada o męż-czyznach – a właściwie o ich słabościach i zagubieniu. Robi to w sposób trafny i błyskotliwy. „Baby…” warto obejrzeć z trzech powo-dów. Pierwszym jest treść. Drugim na-prawdę dobra gra aktorska – zarówno Robert Więckiewicz, jak i Adam Woro-nowicz spisali się znakomicie. W tym drugim można nawet przypatrywać się kolejnego wcielenia Adasia Miauczyń-skiego. A trzecim powodem jest język, charakterystyczny dla bohaterów z filmów Koterskiego – co prawda wulgarny, ale świetnie oddający polski klimat. Jest parę wad – między innymi „za mało filmu w filmie”, tzn. niewspółmierny stosunek wartości obrazu do dźwięku. Poza tym, tok "Mają bałagan w torebce, nie umieją chować kluczy do jednej kieszeni – w dodatku wyjmując coś, szukają tego godzinę i robią niesamowity hałas. Chodząc, stukają obcasami (wyobraźcie sobie, co to byłby za hałas, gdyby wszyscy tak chodzili!), nawet jak mają płaskie podeszwy." rozmowy gdzieś w połowie zdecydowanie zwalnia i można mieć wrażenie, że można było cały dialog inaczej „rozplanować”. To jednak nie powoduje, że film nie jest warty obejrzenia. Wręcz przeciwnie – mam nadzieję, że wpisze się w historię polskiego kina, bo jak dotąd jest jednym z lepszych rozliczeń damsko–męskich relacji. W do-datku polski mistrz czarnego humoru i zabawy słowem, odcisnął na nim swoje piętno – a to tylko zwiększa jego wartość. Aleksandra Błażyńska Jaka powinna być współczesna kobieta? Musi osiągać sukcesy zawodowe, robić karierę, ćwiczyć, zdrowo się odżywiać, mieć czas dla męża, być idealną matką, sprzątać i świetnie gotować, dbać o siebie, rewelacyjnie wyglądać... Kiedy spróbujemy policzyć, ile to wszystko zajmuje czasu, okazuje się, że brakuje na to wszystko doby. Pojawia się więc pytanie:
JAK ONA TO ROBI?!
RECENZJA FILMOWA

Kate Reddy (Sarah Jessica Parker) pracuje w wielkiej firmie, ma wspaniały gabinet, wielkie biurko i skórzany fotel. Chodzi do pracy w garsonkach, jada służbowe obiady i co chwilę lata samolotami, żeby załatwiać kolejne sprawy zawodowe. Do tego jest żoną, prowadzi dom i ma dwójkę małych dzieci. To wszystko powoduje nieustanną bieganinę, nieprzespane noce i stres. Niemniej, Kate wmawia sobie, że właśnie o to w jej życiu chodzi, a to, co ma, jest właśnie szczęściem. Kiedy trafia jej się „największa szansa w karierze”, nie zastanawia się długo i porzuca takie życie na rzecz nieustannych lotów, hoteli i to-warzystwa przystojnego Jacka Abelham-mera (Pierce Brosnan). Szybko okazuje się jednak, że nie można mieć wszystkiego... Film może z pozoru przypominać lekką, zabawną i nieco głupiutką komedię. Kiedy jednak przeanalizujemy fabułę, okazuje się, że obraz Douglasa McGratha mówi o dylematach, przed którymi stają dzisiejsze kobiety – zarówno na początku kariery, jak i później, kiedy pojawia się możliwość awansu. Bo Kate nie jest jedyną heroską, która dokonuje niemożliwego. W tym „niemożliwym” nie jest nawet wybitna, patrząc na amok i przerażenie w oczach, jakie towarzyszy jej w więk-szości scen. To po prostu jedna z wielu kobiet, które w pracy są niezwyciężonymi bizneswomen, by potem wrócić do domu, żeby wyprać i wyprasować. I choć wydaje im się, że osiągnęły wszystko, tak na-prawdę ciągle są z czymś „do tyłu”.

RECENZJA FILMOWA

Smutny jest również morał, który – choć może być różnie interpretowany – moim zdaniem brzmi dość jednoznacznie – musisz wybrać, bo wszystkiego mieć nie możesz. Mimo tego niesympatycznego morału, film, a przynajmniej pierwsze części, ogląda się całkiem przyjemnie. Sarah Jessica Parker o dziwo całkiem przekonująco pokazuje dylematy „kobiety XXI wieku”. Niestety Greg Kinnear, znany choćby z „Ostatniej piosenki”, jako jej mąż jest ciapowaty i niezdecydowany, zaś Pierce Brosnan ma chyba tylko ładnie wyglądać, bo poza uśmiechaniem się niewiele w filmie zrobił. Niektóre filmy chociaż wzniosłe i pate-tyczne, nie zmuszają do myślenia. Ten obraz jest ich skrajnym przeciwieństwem. To takie filmowe „czytadło”, zapychacz wolnego czasu, całkiem dobry na świą-teczne wieczory, kiedy nie chce się rozmawiać z kolejną ciotką czy wujkiem. Ale co w tym wszystkim najśmieszniejsze – lekko przygłupia komedia naprawdę zmusza do przemyśleń. Monika Toppich Powyżej: zwiastum filmu "Jak ona to robi?" "To takie filmowe „czytadło”, zapychacz wolnego czasu, całkiem dobry na świąteczne wieczory, kiedy nie chce się rozmawiać z kolejną ciotką czy wujkiem."

CYKL FILMOWY WSTRZĄŚNIĘTE, NIE ZMIESZANE, CZYLI WEEKENDOWY KOKTAJL FILMOWY Zwiastun filmu "To właśnie miłość"

Nie czekając do Świąt, przedstawiam wam filmy z (jeśli wypada tak po-wiedzieć) Bożym Narodzeniem w tle. Filmy ciepłe i przyjemne, które zna-komicie się ogląda dla odprężenia, pośród już niemalże tradycyjnego „szału przedświątecznych przygoto-wań”. 1. „To właśnie miłość” Prawdopodobnie najbardziej znana bry-tyjska komedia romantyczna, której sława jest całkowicie zasłużona. „To właśnie miłość” jest obrazem słodko - gorzkim, in-teligentnym i wielowarstwowym. W toku postępujących przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia, śledzimy losy kilkunastu bohaterów, których łączą mniej lub bardziej oczywiste więzi. Przenosimy się do różnych sytuacji i środowisk, obser-wujemy różnorodne wydarzenia i prob-lemy. Poznajemy między innymi premiera Wielkiej Brytanii, parę nowożeńców, owdo-wiałego ojca jedenastoletniego Sama, małżeństwo o długim stażu, nieco nie-poradnego pisarza, dwójkę dublerów filmo-wych w scenach erotycznych… i wielu innych. Dzięki misternej konstrukcji scenariusza, możemy wczuć się w sytuację każdego z bohaterów, poznać go i poczuć z nim więź. Częste zmiany punktu widzenia sprawiają, że akcja jest dynamiczna i uroz-maicona, jednocześnie filmowcy nie

CYKL FILMOWY

pozwalają widzowi zgubić się gdzieś po drodze. Zapewniają mu za to wiele emocji, mnóstwo śmiechu i garść wzruszeń. Dodatkowo, na planie zebrano tylu dosko-nałych aktorów, że nie wiadomo nawet, od którego rozpocząć wymienianie: Colin Firth, Hugh Grant, Emma Thompson, Liam Neeson, Alan Rickman, Keira Knightley, Bill Nighty, Laura Linney, Martin Freeman… Ich aktorstwo, w połączeniu z subtelnym humorem i bliskością przedstawionych zdarzeń, sprawia, że „To właśnie miłość” jest filmem, po który chcemy sięgać syste-matycznie. 2. „Nieoczekiwana zmiana miejsc” „Nieoczekiwana zmiana miejsc” pochodzi ze starszej generacji komedii amerykańskich, tych, w których liczył się przede wszystkim ciekawy pomysł, umiejętne skompli-kowanie fabuły i humor na przyzwoitym poziomie. To dobry wybór, jeśli planujecie spokojny wieczór z lekkim, zabawnym filmem. Ekscentryczni i nieczuli właściciele wielkiej korporacji handlowej wdają się w spór dotyczący tego, jaki wpływ na kształto-wanie człowieka ma środowisko, w którym żyje. Jego efektem jest niecodzienny zakład. By móc go rozstrzygnąć, panowie rujnują życie pracującego dla nich dyrektora, młodego, świetnie wykształ-conego Louisa Winthorpe’a III, wynosząc na jego miejsce przypadkowego czarno-skórego ulicznego żebraka imieniem Billy. Jak potoczą się losy bohaterów po tej

CYKL FILMOWY

"Ekscentryczni i nieczuli właściciele wielkiej korporacji handlowej wdają się w spór dotyczący tego, jaki wpływ na kształto-wanie człowieka ma środowisko, w którym żyje. Jego efektem jest niecodzienny zakład. By móc go rozstrzygnąć, panowie rujnują życie pracującego dla nich dyrektora..." nieoczekiwanej zmianie? I co zrobią, gdy dowiedzą się, kto i z jakiego powodu po-nosi za nią odpowiedzialność? Jak już wspomniałam, jedną z głównych zalet filmu jest interesująca fabuła, która w miarę szybkiego rozwoju sytuacji coraz mocniej intryguje widza. Nieodłącznym elementem komedii jest oczywiście humor, który w tym konkretnym przypadku oka-zuje się prosty, acz inteligentny. Tak dialogi, jak i gagi sytuacyjne są oryginalne i dalekie od popularnej w dzisiejszych czasach obsceniczności. Warto też wspom-nieć choćby słówkiem o aktorach. W rolach pierwszoplanowych pojawiają się Dan Aykroyd i Eddie Murphy, a towarzyszą im Jamie Lee Curtis oraz Don Ameche i Ralph Bellamy jako okropni potentaci handlowi. Elżbieta Janota













AROUND THE CHRISTMAS! Taszczymy na plecach choinkę, kłócimy się o to, jak udekorować stół, czekamy zgłodniali na pierwszą gwiazdkę i trudno nam sobie wy-obrazić, że gdzieś na świecie święta mogą wyglądać inaczej. Jednak w niektórych miejscach na Boże Narodzenie jada się pie-czonego jeżozwierza w sosie ara-chidowym, a posiłek spożywa się na świeżym powietrzu i do tego… w krótkim rękawku! W okresie świątecznym w Kamerunie dzieci dostają czasem miesiąc wolnego od szkoły, by pomóc rodzicom w zbiorach kawy i orzeszków arachidowych. Choinka – obowiązkowo, ale ozdoby wiesza się nie na świerku, a na palmie! Daniem głównym jest antylopa, małpa lub jeżozwierz czy wąż boa. Zamożniejsi podają mięso z ryżem i pikantnym sosem z orzechów arachidowych. Tradycyjnym



TEMAT NUMERU VIDEO: Jak zrobić torcik Pavlova.

napojem jest wino palmowe, choć czasami na stołach pojawia się piwo. Powoli tradycyjne napoje są wymieniane na ich zachodnie odpowiedniki. W Australii 24 grudnia jest lato, więc zwyczaje świąteczne często ulegają zmia-nie. Nie można przecież mknąć saniami poprzez śnieg w trzydziestostopniowy skwar. Pierwsza zwrotka australijskiej wersji ,,Jingle Bells'' brzmi więc: Jadąc poprzez busz, w zardzewiałym pickup'ie Holdena, Wznoszą się tumany kurzu, przenośna lodówka jest w bagażniku. Obok mnie owczarek australijski, śpiewam piosenki świąteczne, Jest lato, mam na sobie podkoszulek, krótkie spodenki i klapki. W Australii Mikołaj jest często przed-stawiany w letnim przebraniu w towa-rzystwie kangurów i misiów koala. Na stołach goszczą owoce morza, indyk i szyn-ka na zimno, a na deser – Pavlowa (torcik z owocami). Amerykańskie tradycje różnią się tylko niewielkimi szczegółami od tradycji pols-kich. Choinkę kupuje się tam już na początku grudnia, a świąteczny obiad przypomina bardziej posiłek na Święto Dziękczynienia: góruje pieczony indyk z kartoflami, wędliny i ciasta z owocami. W przeddzień Bożego Narodzenia rodziny zazwyczaj jedzą kolację w restauracjach. Na wigilijną wieczerzę pije się eggnog, czyli koktajl na rumie lub koniaku z dodatkiem mleka, cukru i ubitych jaj.

TEMAT NUMERU

Zwykle częstuje się nim zmarzniętych kolędników. Na wręczenie prezentów Amerykanie mu-szą czekać do 25 grudnia, kiedy to Santa Claus przybywa z Bieguna Północnego na saniach zaprzężonych w osiem reniferów. Wchodzi przez komin do domu i zostawia tam mnóstwo prezentów w ogromnych wełnianych skarpetach. Przenieśmy się teraz do Hiszpanii, gdzie święta są połączeniem Bożego Narodzenia i Sylwestra. 22 grudnia odbywa się inauguracja w postaci loterii. Ogłoszenie wyników jest nietypowe. Dzieci z Colegio San Ildefonso w Madrycie ogłaszają je… śpiewem. Nagroda główna opiewa na 2 mi-liony euro! Najważniejszym dniem jest hucznie ob-chodzona Wigilia, w zależności od regionu podaje się dania mięsne. Po wieczerzy idzie się na pasterkę, po hiszpańsku la Misa del Gallo, co dosłownie oznacza Msza Koguta. Tak, tak, Hiszpanie twierdzą, że to właśnie kogut jako pierwszy obwieścił światu na-rodziny Chrystusa. W tym dniu ,,czczona'' jest także krowa, która ogrzewała noworodka po narodzinach. Na koniec dnia na ulicach miasta podziwia się jotę, szybki hiszpański taniec połączony z piosenką. Po 26 grudnia święta jeszcze się nie kończą, odbywa się wówczas Dzień Świętych Nie-winiątek, upamiętniający rzeź dzieci w Ju-dei, którą zapoczątkował Herod, by zgładzić Jezusa. Dzień ten posiada raczej wesoły akcent; wszyscy robią sobie żarty i psikusy, coś jak Prima Aprilis. W Niemczech obok Nicolausa (Świętego Mikołaja) pojawia się także zły pomocnik, Knecht Ruprecht. To on rozdaje nieg-rzecznym dzieciom rózgi. Charakterystycznym przedświątecznym zwyczajem jest Weihnachtsmarkt, czyli kolorowy jarmark na świeżym powietrzu, na którym można posłuchać kolęd, kupić dekoracje świąteczne, wypić grzane wino. Pociechy rodziców rozmawiają ze Świętym Mikołajem, a później całą rodziną spo-żywają posiłek. Prawdopodobnie z Niemiec pochodzi cho-inka. Świerk został uznany drzewkiem życia, dlatego, że nie opadają z niego igły. No cóż, było to dawno temu i teraz dużo się pozmieniało… Na świątecznych stołach gości sałatka kartoflana z kiełbasą, czyli Kartoffelsalat, a na deser możemy zjeść pyszne her-batniki, pierniki, prażone migdały i wiele innych smakołyków. W Grecji Boże Narodzenie jest poprzedzane 40 – dniowym postem. W tym czasie dekoruje się światełkami Bożonaro-dzeniowy Statek. Choinka przybyła na południowy kraniec Półwyspu Bałkańskiego całkiem niedawno, więc nie jest tak pow-szechna. Popularne są słodycze: Melomakarona –

TEMAT NUMERU

ciasteczka z orzechami, które je się maczając w miodzie, Kourambiedes – białe cias-teczka posypane cukrem pudrem. Po-pularny jest też wielki placek Wasilopita, do którego chowa się pieniążek. Ten, w którego kawałku znajdzie się moneta, będzie szczęśliwy przez następny rok. Albania to prawdziwy paradoks religijny i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Chrześcijanie, Żydzi i muzułmanie odnoszą się do siebie z wielkim szacunkiem, a na-wet obchodzą razem te same święta. Przed meczetem pojawiają się tran-sparenty: Wesołych Świąt Bożego Naro-dzenia. Bez względu na wyznawaną religię można spotkać w każdym domu choinkę. W wigilię odbywają się pasterki, na których rozpalają świece muzułmanki. VIDEO: Jak zrobić kutię? Za sprawą kalendarza juliańskiego, w Rosji pierwszy dzień Bożego Narodzenia wypada 7 stycznia. Tak naprawdę prawdziwe święta obchodzi się w Nowy Rok, kiedy to spożywa się dwanaście potraw, a Dziadek Mróz wraz ze Śnieżynką przynoszą pre-zenty. Na wigilijnym stole pojawia się zupa piwna, kutia, faramuszka, kompot z suszu, a także prosfora, czyli poświęcony chleb ofiarny. W Indiach, kraju multikulturowym, tylko 3 % mieszkańców wyznaje chrześci-jaństwo. Mimo to Święta Bożego Naro-dzenia są popularne także u wyznawców innych religii. Jest Mikołaj, jest Wigilia, jest Pasterka. Bananowce lub mangrowce

TEMAT NUMERU

przystrajane są balonami i światełkami – to odpowiednik naszej choinki. Matka Boska jest często ubrana w zwiewne sari, zgodnie z tradycją hinduską. W Chinach Boże Narodzenie i późniejszy karnawał to okazja do dobrej zabawy, praktycznie nie ma znaczenia duchowego. Nasuwa się pytanie: czy tak obchodzone święta mają jakąkolwiek wartość? Czy indyjskie pomieszanie zwyczajów oddaje należytą cześć świętu tak ważnemu dla chrześcijan? Myślę, że w tych dniach najważniejsza jest rodzina. To, czy spędzimy je przy karpiu i barszczu, nie gwarantuje nam szczęś-liwych świąt, w których w dzisiejszych czasach na pierwszym miejscu stoi miłe spotkanie z bliskimi. Patrząc z tego punktu widzenia wąż boa nie powinien nas tak razić, a albańską tolerancyjność powin-niśmy chwalić i naśladować. Kamil Aftyka fot. HikingArtist.com/ CC by 2.0 NIEPOKONANI

SPORT

Demolka brazylijskiego Santosu nie była jedynie ostatnim krokiem do wygrania Klubowych Mistrzostw Świata, ale także ogromnym ciosem Europy w kierunku reszty świata, a w szcze-gólności Brazylii. FC Barcelona mist-rzem świata, ale czy ktokolwiek wi-dział tak beznadziejnego rywala w finale? Spacerek w półfinale… Zwycięzca europejskiej Ligi Mistrzów zawsze rozpoczyna Klubowe Mistrzostwa Świata od półfinału. Barceloniści trafili w nim na AlSaad, czyli najlepszą azjatycką drużynę. Szkoleniowiec Barcy – Pep Guardiola – desygnował do gry „drugi garnitur”, dając szansę graczom rezerwowym. Zdali egzamin i po dwóch golach Adriano i po jednej bramce Keity i Maxwella awansowali do finału, gdzie dzień wcześniej zakwalifikował się brazylijski Santos – triumfator Copa Liber-tadores. Do gładkiego triumfu Blaugrany

SPORT

przyczynił się bramkarz katarskiej drużyny, który mógł lepiej interweniować przy trzech z czterech goli. … i spacerek w finale „Messi vs Neymar” czy „Guardiola przed dużym wyzwaniem” to tylko niektóre tytuły zapowiadające finał w mediach. Od kilku lat walka o miano najlepszej drużyny świata toczy się między Ameryką Południową a Europą. Chociaż Europa zwykle odnosi zwycięstwa, to jednak nigdy nie było tak ogromnej różnicy między dwiema ekipami w finale. Nawet dwa lata temu, kiedy będąca na wielkim gazie Barcelona spotkała się w finale z Estu-diantes de la Plata, to dopiero dogrywka wyłoniła zwycięzcę. Tym razem o sile brazylijskiego Santosu miał decydować duet Neymar – Ganso, który budzi zainteresowanie największych klubów eu-ropejskich (między innymi Real Madryt, FC Barcelona czy Chelsea Londyn). W finale pokazali dosłownie… NIC. Żadnego cieka-wego zwodu, żadnego finezyjnego strzału i żadnego kluczowego podania. Czy tak grają mistrzowie? Z pewnością nie. Mistrzami zostali Barceloniści, którzy zwyciężyli 4:0, a kolejny raz bohaterem spotkania został Lionel Messi, który pewnie zmierza po trzecią z rzędu Złotą Piłkę. Co z brazylijską piłką? Kibice Santosu mogą czuć się zawiedzeni. Ich zespół nawet nie spróbował powalczyć z Katalończykami. Zawiodły dwie gwiazdy – Neymar i Ganso. Eksperci zadają sobie pytanie, co doprowadziło do tak słabej postawy Santosu i tym samym kompromitacji brazylijskiego futbolu? Przede wszystkim, zbyt duża presja na wspominany duet. Obaj gracze dopiero wchodzą na światowe areny i dopiero za kilka lat będą mogli powalczyć o miano najlepszych na świecie. Pomimo tego, już dzisiaj są najjaśniejszymi punktami drużyny. Zbyt duże oczekiwania i wyma-gania kładzione na tych graczy dopro-wadziły do ich samospalenia. Kolejnym aspektem były problemy z szybkim wypro-wadzeniem akcji. Barcelona opanowała do perfekcji umiejętność rozgrywania i wła-dania piłką w środku pola. Santos bardzo rzadko był przy piłce, ale jeśli już był, to kompletnie nie wiedział, co z nią dalej zrobić. Warto także wspomnieć o samym ułożeniu jedenastki na murawie. Wyraźnie widoczna była chęć murowania bramki i czekania na kontratak. Nie od dzisiaj wiadomo, że najwyższe porażki biorą się z takiego właśnie ustawienia i podejścia. Pep dominator „Nie mogę obiecać tytułów, ale mogę obiecać, że drużyna będzie dawała z siebie wszystko w każdym meczu i że nasza gra będzie się podobać” – to były pierwsze słowa Guardioli jako szkoleniowca Barcy. Dziś nikt już nie wyobraża sobie sezonu bez trofeum. Rok 2011 przyniósł aż pięć kolejnych tytułów. Łącznie, przez cztery lata, Pep sięgnął z drużyną po trzynaście z szesnastu możliwych pucharów. Liczby mówią za siebie – Barcelona obecnie może być wymieniana jako jedna z najlepszych drużyn w historii futbolu. Maciej Kulina Jak było w PRL - u? No, były kartki. A jak wyglądał stan wojenny? Nie było „Teleranka”! Takie są odpowiedzi młodych ludzi na pytania o rozgrywające się nie tak dawno wydarzenia. Żeby zmienić trochę ten tragiczny obraz, został zorganizowany konkurs „PRL w qmamie”, którego finał odbył się w minioną środę (14. grudnia) w siedzibie Stowarzyszenia Wolnego Słowa w Warszawie.
CO TY WIESZ O PRL - u?
RELACJA OUTRO fot. Logofag/CC by 2.0

Cel konkursu był prosty – uświadomić młodym ludziom, którzy bardzo często na lekcjach historii nie docierają w ogóle do czasów komunistycznych (wielu nauczycieli kończy przecież przerabiany materiał na II wojnie światowej), co tak naprawdę działo się w czasie, kiedy Polska była Polską Rzeczpospolitą Ludową. Ale żeby nie było tak łatwo, uczestnicy projektu musieli sami dotrzeć do książek, dokumentów, a przede wszystkim świadków historii – ludzi, którzy uczestniczyli w tamtych wydarzeniach - i na podstawie ich opowieści stworzyć swoje teksty, które potem złożyły się na konkursowe qmamy. Pierwszym etapem konkursu było stwo-rzenie qmama zgłoszeniowego – jego tematem było to, jak wyglądało miasto uczestników konkursu w czasie PRL, to, jak wtedy żyli ludzie, jak wyglądała codzien-ność, co było dla nich ważne. Najlepsze redakcje (a było ich pięć) wzięły udział we „właściwej” części konkursu, która polegała

RELACJA OUTRO

na warsztatach dziennikarskich i wideo-konferencjach ze „świadkami historii”, czyli osobami zasłużonymi w walce o niepod-ległość i wolność mediów, którzy opowie-dzieli uczestnikom o tym, jak wyglądały media w PRL, czym była cenzura i jak udawało się zdobywać informacje, kiedy nie było Internetu. W czasie warsztatów dziennikarskich prowadzonych przez ani-matorów Fundacji Nowe Media, każda redakcja stworzyła kolejne wydanie qma-ma. Zwycięzcę wybrali internauci podczas głosowania online. Pierwsze miejsce zajął „Czarny Kot” z Gimnazjum nr 13 w Sos-nowcu, drugi był „School News” z Luba-czowa, a trzeci – opolski „Łosiu”. 14. grudnia zwycięscy przyjechali do War-szawy, gdzie zwiedzili siedzibę Radia Zet, mieli krótkie spotkanie w siedzibie Fundacji Nowe Media, a potem nastąpiła uroczysta gala z udziałem dyrektora Muzeum Historii Polski, które sfinansowało projekt, oraz przedstawicieli Fundacji. Uczestnicy opo-wiadali o tym, co można przeczytać w zwy-cięskich wydaniach, a także jak wyglądał projekt widziany ich oczami. Okazuje się, że historia, zwykle kojarzona z ludnymi lekcjami, może być niezwykle ciekawa. Niektórzy uczestnicy pisali wręcz, że gdyby mieli urodzić się raz jeszcze, chcieliby w czasach PRL. Ku radości dorosłych były to jednak wyjątki. Większość stwierdziła, że chętnie przeniosłaby się w czasie i zo-baczyła na własne oczy, jak wyglądał PRL. Ale powinna to być krótka wycieczka, żeby za chwilę można było wrócić do telefonów, komputerów i pełnych półek w sklepach! Monika Toppich





FOTOREPORTAŻ WIEDEŃSKI WEINACHTSMARKT Na zdjęciach: plac obok ratusza reszta to jarmark obok letniej rezydencji Autorką zdjęć jest: Dorota Stach



Outro FOTOREPORTAŻ fot. Dorota Stach