Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

wokół kultury strona 6 wstrząśnięte, nie zmieszane, czyli weekendowy koktajl filmowy strona 7 chocholi taniec raz jeszcze strona 11 powieść dla zmotoryzowanych strona 14 kuczok i jego widma strona 17 ostatni weekend strona 22 scenariusze zagłady strona 26 cierpliowość strona 32 czas na zimowe okienko transferowe strona 35 fotoreportaż strona 38 JUTRO BĘDZIE KONIEC ŚWIATA…! UPS, A MOŻE NIE?

Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl rekrutacja(@)outro.pl Redaktorzy naczelni: Monika Toppich Kamil Wiśniowski Sekretarz redakcji: Marek Suska Zastępca: Marta Jeziorek, Julia Kozioł Redaktor prowadzący wydania: Maciej Kulina Projekt okładki: Patryk Skoczylas Zdjęcie na okładce: materiały prasowe Szefowie działów: Elżbieta Janota, Paulina Rzymanek, Martyna Nowak, Justyna Książek (kultura), Maciej Kulina (sport), Agata Andrzejak (korekta), Dorota Stach (foto), Patryk Skoczylas (graficy). Korekta: Agata Andrzejak, Maria Gołaszewska, Martyna Kłopeć, Nina Bezpałko, Agata Hajduk, Patryk Łowicki, Cynthia Schmidt. Graficy: Angelika Marchewka, Jarosław Stępień, Dorota Stach, Adam Białek, Paweł Szpondowski

Ileż to razy miała już przychodzić Apokalipsa? Ileż to razy świat, który znamy, miał się skończyć? Do tej pory efektem wszystkich tragicznych przew-idywań było tylko kilka dni paniki, robienia zapasów i... nawróceń. Więc w zasadzie można powiedzieć – niech nam się świat kończy co kilka lat! Byle nie za często, bo będzie nudno. Końce świata stały się też jednym z ulu-bionych tematów Hollywood. Nakręcili tyle filmów, zarobili tyle, potem to wydali... Pomagają światowej gospodarce, a prze-cież jest kryzys! A więc – zagłada świata paradoksalnie go ratuje! Cud! Kilka dni przed sylwestrem 2011/2012 serwujemy więc Wam danie główne – teksty o tym, ile to już razy zapowiadano Apokalipsę i jak to się skończyło, a także mniej lub bardziej bezpieczne sposoby na spędzenie Sylwestra. Tylko ostrzegamy: redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne szkody wynikłe ze zrealizo-wania naszych pomysłów! MiK



WOKÓŁ KOLĘDY I PASTORAŁKI POLSKIE

WOKÓŁ KULTURY

HISTORIA CHOINKI Muzeum Narodowe w Gdańsku zaprasza na wystawę „Choinki, podłaź-niczki, sady, czyli historia wigilijnego drzewka”, którą można oglądać do 29 stycznia. Wystawa obra-zuje zmianę choinki na przestrzeni wieków. KULTURY KONCERT SYLWESTROWY 31 grudnia odbędzie się w Gdańsku coroczny Koncert Sylwestrowy. Sala koncertowa na Ołowiance w tym roku przybliża klimatem muzykę wieczoru wiedeńskiego. Oprócz or-kiestry symfonicznej Pols-kiej Filharmonii Bałtyckiej wystąpią: Ingrida Gapowa - sopran, Pavlo Tolstoy - tenor oraz Massimiliano Caldi w roli dyrygenta. KONCERT NOWOROCZNY Krakowski teatr im. Juliu-sza Słowackiego zaprasza na koncert noworoczny w wykonaniu kameraty krakowskiej. Gwiazdą os-tatniego wieczoru tego roku będzie solistka Opery Krakowskiej - Edyta Piasecka–Durlak. Ula Konarska–Mikołajewicz fot. kroszk@ 26 grudnia w warszawskim kościele pod wezwaniem św. Faustyny odbędzie się koncert „Kolędy i pastorałki polskie”. Zespół wokalny Ars Antiqua przeniesie nas do renesansowego świata kolęd Wacława z Szamotuł i Andrzeja Hankenbergera. Usłyszymy też tradycyjne pastorałki w nowoczesnym opracowaniu Stanisława Niewiadomskiego. Zróżnicowany nastrój kolęd stworzy na pewno wspaniałą, świąteczną atmosferę. fot. hr.icio

CYKL FILMOWY WSTRZĄŚNIĘTE, NIE ZMIESZANE, CZYLI WEEKENDOWY KOKTAJL FILMOWY Będę trzymać się opinii, że to wciąż tylko kropla w morzu filmów wartych uwagi, pięknych i niezwykłych. Ale mam nadzieję, iż wspólnie posta-wiliśmy parę kroków na drodze do zostania nieuleczalnymi kinomanami.

Rok dobiega końca, a wraz z nim moja filmowa seria. Żeby nie popaść w sentymentalizm, postanowiłam skupić się na liczbach i doliczyłam się, że – najpierw w „Pierwszych Piątkach”, a potem we „Wstrząś-niętym…” – udało mi się zapre-zentować Wam osiemdziesiąt dwa obrazy. A na zakończenie proponuję Wam nie dwa, a sześć filmów – łącznie prawie czternaście godzin rozrywki. Witajcie w świecie trylogii! 1. „Władca Pierścieni” O „Władcy Pierścieni”, który był abso-lutnym kinowym hitem i zdominował trzy ceremonie wręczenia Oscarów (i wszelkich pozostałych nagród) z rzędu, pisano już tyle, że trudno złożyć parę zdań tak, żeby za kimś nie powtarzać. Spróbuję jednak skupić się na jednym z ważniejszych moim zdaniem, a często niedocenianym, aspekcie – na wrażeniu autentyczności, które film wywołuje, na sposobie, w jaki przenosi w inny świat tak entuzjastów, jak i scep-tyków w dziedzinie kina fantasy. Magiczny pierścień o wielkiej mocy, który wywiera destruktywny wpływ na każdego, kto będzie go nosić, spoczywa bezpiecznie w najspokojniejszej krainie Śródziemia, Hobbitonie. Hobbici to istoty spokojne i przywiązane do tradycji, a młody Frodo nie wydaje się specjalnie wyróżniać spośród nich. Ale kiedy okaże się, że pierścień nie jest już dłużej bezpieczny w swej kryjówce, na barkach bohatera spocznie ogromna

CYKL FILMOWY

odpowiedzialność i zadanie przewyższające z pozoru możliwości prostego hobbita… To oczywiście tylko początek wielkiej przy-gody, istnej epopei literatury fantasy, mistrzowsko przeniesionej przez Petera Jacksona na ekran. Jackson odniósł sukces jednocześnie w wiernym trzymaniu się książkowego pierwowzoru i stworzeniu widowiska wizu-alnego, które przyciągnie i zatrzyma uwagę widza. Reżyser kontynuuje tolkienowską tradycję precyzyjności i przywiązania do szczegółu, w wyniku czego powstał nie zwyczajny plan filmowy, a prawdziwy świat Śródziemia. Drobiazgowo przygotowane przez artystów rekwizyty, dekoracje i kostiumy, starannie wybrane przepiękne plenery, troska o odpowiednie brzmienie fikcyjnych języków, najbardziej pracochłonne, lecz dające niesamowite wrażenie techniki tworzenia efektów specjalnych… wszystko to ogromne zalety „Władcy Pierścieni”. W dodatku, równie uważnie dobrał Peter Jackson aktorów, którzy z wielkim prze-konaniem wcielili się w filmowych bohaterów. Wymienić Viggo Mortensena, Elijah Wooda, Iana McKellena, Orlando Blooma, Seana Astina, Seana Beana i Andy’ego Serkisa, to znaczy wspomnieć tylko niedużą część artystów, których oglądać możemy na ekranie. By zobaczyć i doświadczyć więcej, musicie sięgnąć po obrazy. Przekonacie się nie tylko, co to znaczy rozmach i klasa, ale również, co to znaczy zrobić film z zaangażowaniem i pas-ją.

CYKL FILMOWY

2. „Sherlock” Technicznie rzecz biorąc, to nie film, a mini serial, ale ponieważ pierwsza seria składa się tylko z trzech odcinków o niemal „pełnometrażowej” długości, można zrobić dla „Sherlocka” wyjątek. Zwłaszcza, że naprawdę warto się z nim zapoznać. Choć dla tradycjonalistów stanowi pewnego ro-dzaju wyzwanie, to bez wątpienia wciąga, fascynuje i bawi. Sherlock Holmes jest jedynym na świecie człowiekiem wykonującym zawód „de-tektywa doradczego”, do którego inspektor Lastrade ze Scotland Yardu zwraca się zawsze, gdy sprawa przekracza możliwości zwyczajnych funkcjonariuszy. Sherlockowi towarzyszy młody lekarz wojskowy, John Watson. Brzmi znajomo – więc w czym rzecz? Otóż, kryminalne zagadki tele-wizyjnego „Sherlocka” rozgrywają się we współczesnym Londynie. Nieprzeciętny intelekt wielkiego detektywa wspomagany jest przez najnowsze zdobycze techniczne i nowoczesne laboratoria medyczne, Watson właśnie wrócił z placówki w Af-ganistanie, a Sherlock zamiast palić fajkę używa plastrów nikotynowych. W tych okolicznościach obaj panowie napotykają najróżniejszych przestępców, złodziei, mo-rderców i prawdziwych geniuszów zbrodni. Ci, którym wydawało się zawsze, że opowiadaniom Arthura Conana Doyle’a brakuje dynamizmu, mogą już zacierać ręce z radości. Miłośników konwencji, dla których Holmes pozostaje uprzejmym dżentelmenem, zaś Watson jego sta-tecznym pomocnikiem, czeka szok, ale podejrzewam, że mimo początkowych uprzedzeń, wielu z nich szczerze polubi tę alternatywną wersję ze względu na jej świetne wykonanie. Każda z opowiedzianych historii zaskakuje i intryguje, a finał maksymalnie winduje napięcie. Scenariusz pełen jest dodatkowo inteligentnych, humorystycznych dia-logów i zabawnych nawiązań do oryginału. Ciekawym zdjęciom i świetnej pracy kamery towarzyszą atrakcyjne, oryginalne rozwiązania animacyjne, obrazujące pracę umysłu Sherlocka. W rolach głównych występuje wspaniały, zgrany duet: Benedict Cumberbatch jako arogancki, impertynencki Holmes oraz Martin Freeman jako energiczny, żądny przygód Watson. Wszystko to w rytmie klimatycznej, dynamicznej ścieżki dźwiękowej czerpiącej z angielskiej muzyki folkowej. A na koniec dobra wiadomość dla fanów serialu: początek drugiej serii już 1 stycz-nia! Elżbieta Janota fot nr 1. ewen and donabel fot nr 2. Averain



CHOCHOLI TANIEC RAZ JESZCZE?

RECENZJA KSIĄŻKOWA

Niedawno ukazała się nowa powieść laureata Nagrody (Fandomu Pols-kiego) im. Janusza A. Zajdla z 2008 roku, Wita Szostaka. Tym razem autor snuje poetyczną opowieść o osobliwej rodzinie Chochołów na tle magic-znego Krakowa. Wit Szostak, pisarz, któremu dotychczas największy rozgłos przyniosły opowiadania fantasy, postanowił zmierzyć się tym razem z nieco bardziej rozbudowaną formą narracyjną. Owocem tego przedsięwzięcia są Chochoły, które na księgarnianych półkach ukazały się w ubiegłym roku. W tej powieści pisarz również korzysta z konwencji fantastyki, ale spycha ją raczej na margines, uwzględniając w epizodach, fantasmagorycznych wariacjach i magicz-nych opisach Krakowa. Na pierwszy plan wysuwa się bowiem saga rodzinna tytu-łowych Chochołów, osadzona w jednej ze starych krakowskich kamienic. Kamienica zresztą jest zupełnie szczególna i takie też miejsce zajmuje w snutej przez Szostaka opowieści. Wielopiętrowy budynek, okreś-lany zawsze jako Dom, jest symbolem całej rodziny i jej pogmatwanej historii. Jego architektura, ze swą gęstwiną korytarzy i labiryntem schodów, jest rów-nocześnie odbiciem misternie konstruo-wanych rodzinnych relacji, stosunków, hierarchii i stopni pokrewieństwa. Podczas nocnych, lunatycznych przechadzek nar-ratora poznajemy nie tylko kolejnych „Chochołów”, ale równocześnie topografię ich małych światów – pokojów na mapie Domu. Odkrywając kolejne napięcia, sekrety, niewypowiedziane emocje, rozgrywające się pomiędzy bohaterami,

RECENZJA KSIĄŻKOWA

poznajemy równocześnie pradzieje samego budynku, który stopniowo zasiedlając się kolejnymi członkami rodziny, stał się Domem. W każdym nowym mieszkaniu – pokoju – spotykamy się z nową historią i nowym elementem układanki. Ale cała ta budowana latami misterna konstrukcja może się w każdej chwili zawalić wskutek jednego nieprzewidzianego wydarzenia. Członkowie tej rodziny tylko z pozoru mieszkają pod jednym dachem. Tak naprawdę każdy z nich ma swój własny świat, a w nim plany, marzenia, niepo-wodzenia i rozczarowania. Pomiędzy członkami tej osobliwej rodziny nie ma porozumienia i być nie może, ponieważ oni go wcale nie szukają. W ich relacjach zapanowało coś na kształt chocholego tańca. W końcu nie bez kozery noszą takie, a nie inne nazwisko. Tę historię można jednak odczytywać znacznie szerzej, w kontekście bardziej uniwersalnym, narodowym czy ogólnospołecznym. Jest to nie tylko saga rodzinna, ale również współczesna epopeja codzienności, w której niby nic się nie dzieje, a jednak z każdym dniem jakaś część nas umiera. Założenia powieści są zatem niewątpliwie ambitne, gorzej jednak poszło pisarzowi z ich realizacją. Książka jest bowiem niemiłosiernie rozgadana i rozwałkowana. Narracja prowadzona w pierwszej osobie liczby pojedynczej jest niekończącym się monologiem wewnętrznym, z którego nic nie wynika. Pieczołowita staranność, z jaką oddana zostaje każda myśl i każda chwila, zabija cały urok z jej percypowania. Oczywiście zdarzają się momenty ciekawe i wizjonerskie, ale w ogólnym

RECENZJA KSIĄŻKOWA

rozgadaniu narratora łatwo je przegapić. Czasem ma się wręcz wrażenie, że pisarz poszedł w ilość, a nie w jakość. Zarówno pojedyncze sceny, jak i cała powieść, mają potencjał i materiał, żeby zainteresować czytelnika i wciągnąć go w prowadzony spokojnie tok opowieści. Jednak sześć-dziesięciostronicowe opisy wieczerzy wigi-lijnej skutecznie zniechęcają do podej-mowania takowych prób. W książce Szostaka razić może również pewna wtórność i powtarzalność motywów, jakimi pisarz operuje. O ile bowiem opis pierwszych obserwacji erotycznych pro-wadzony na starszej kuzynce jest kreślony obrazowo i z wyczuciem, o tyle z całą pewnością nie powala oryginalnością. Pisarz ciągle wygrywa zużyte już chwyty, przy czym nie można mu odmówić, że robi to często bardzo zręcznie. Najsłabszym chyba elementem tej powieści są relacje narratora z narzeczoną. Historia wtedy grzęźnie i nie oferuje żadnych zaska-kujących rozwiązań fabularnych. Z drugiej strony niewątpliwym plusem tej powieści jest bogactwo kontekstów kulturowych i literackich, jakimi pisarz okrasił opowiadaną historię. Można się doszukać zarówno pewnych nawiązań do opowiadań Brunona Schulza, jak i dzieł Mickiewicza, o Weselu Wyspiańskiego już nie wspominając. Duże znaczenie ma tutaj erudycja i oczytanie samego pisarza, który w końcu jest absolwentem filozofii. Hanna Kocur Masz prawo jazdy? A pamiętasz, jak trudno było je zdobyć? Książka Pawła Huelle jest dobrym sposobem na oderwanie się od rzeczywistości i powrót do własnych wspomnień. A wszystko to w niezwykłej podróży do dawnych lat i zapomnianych już środków lokomocji…
POWIEŚĆ DLA ZMOTORYZOWANYCH
RECENZJA KSIĄŻKOWA fot. DocGroove

Zakorkowany Gdańsk, jedno z najbardziej ruchliwych skrzyżowań. Z jednej strony nadjeżdża tramwaj, z drugiej zbliża się tir, a pośrodku tego wszystkiego „maluch”, czyli fiat 126p z głównym bohaterem książki, kursantem–literatem i instruktorką jazdy. Mężczyzna zupełnie nie radzi sobie z samochodem i w efekcie myli hamulec z pedałem gazu zaliczając w ten sposób swoją pierwszą kraksę – zderzenie ze śmietnikiem. Z tego wszystkiego, w wyjątkowo brawurowy sposób, ratuje ich sympatyczna i atrakcyjna instruktorka, która daje taki pokaz jazdy, że nawet panom opadają szczęki. W ten oto jakże zabawny sposób rozpoczyna się książka „Mercedez Benz. Z listów do Hrabala” autorstwa Pawła Huelle. Główny bohater już na wstępie oznajmia, że wcale nie ma zamiaru jeździć sa-mochodem, że tak naprawdę kiedy tylko

RECENZJA KSIĄŻKOWA

zdobędzie prawo jazdy, zacznie zbierać na rower. Albo będzie jeździł autobusem. Samochód to dla niego coś zdecydowanie zbyt skomplikowanego. A mimo to, żywo opowiada niesamowite i niemal niewy-obrażalne losy swojej rodziny i jej samochodów. Miłośnicy motoryzacji z przy-jemnością przeczytają o starych samo-chodach i ich posiadaczach, którzy wychodzili cało z każdej, nawet największej opresji. Cały korowód anegdot rozpoczyna opowieść o citroenie babki Marii, który w 1925 roku stał się sławny dzięki pewnemu niefortunnemu wypadkowi. Następnie przed czytelnikiem pojawiają się stare modele mercedesa - piękne samochody niemal za każdym razem kończą wyjątkowo pechowo, zawsze jednak ich perypetie są przestrogą i po latach powodem do śmiechu. Książka dzięki swojemu humorowi stanowi ciekawy podręcznik dla początkującego kierowcy, zwłaszcza jeśli chodzi o to, jak powinno się obchodzić z samochodami. Z rozbawieniem dowiadujemy się, co może się stać, gdy nie zaciągniemy ręcznego hamulca lub spróbujemy wyprzedzać na zakręcie. W powieści jest też jednak miejsce na problemy życia codziennego, jak choćby korupcja w służbie zdrowia. Są one na szczęście opowiedziane z dystansem "Całość jest ciekawa i na pewno warta przeczytania, choćby dla samej przyjemności obcowania ze starymi samochodami i ich zwariowanymi właś-cicielami." i często uśmiechem, co pozwala pochylić się nad nimi, nie tracąc przy tym radości płynącej z lektury. „Mercedes Benz” to książka złożona z dwóch równoległych planów narra-cyjnych. Jednym z nich jest opisana historia kursanta, drugim wypowiedź narratora do czeskiego pisarza, Bohumila Hrabala, czego dowód mamy w podtytule: „Z listów do Hrabala”. Huelle nie ukrywa, że wielbi i podziwia Hrabala, uznając go za swojego rodzaju mistrza. Co więcej, autor oddaje mu swoją książką hołd. Niestety, błędem Huelle było skrzyżowanie w książce dwóch perspektyw - czytelnika i naśladowcy. Autor zachwycił

RECENZJA KSIĄŻKOWA

się prozą Hrabala i dał temu wyraz. W swojej książce odkrył zalety te-rapeutyczne czeskiego pisarza. Ukazał jego prozę z punktu widzenia największego fana, niemal wyznawcy. I tutaj spisał się dobrze. Jednakże Huelle posunął się dalej, chciał czeskiego pisarza naśladować. I to już poszło mu gorzej, zabrakło mądrego cynizmu mistrza, bez którego pisarz skazał się na jałowe kaznodziejstwo. Poza tym Huelle sam przedstawia Hrabala jako pisarza obdarzonego łaską i „ostateczną wiedzą o nicości”, a tego podrobić nie można – to się albo ma, albo nie. Całość jest ciekawa i na pewno warta przeczytania, choćby dla samej przyjemności obcowania ze starymi samochodami i ich zwariowanymi właś-cicielami. Bardziej dociekliwi czytelnicy mogą przyjrzeć się zarówno próbie oddania hołdu czeskiemu pisarzowi, jak i próbie jego naśladowania. Warto spróbować wyciągnąć z tego własną lekcję. Justyna Książek Wojciech Kuczok to jeden z największych czarodziejów słowa. Potrafi urzec niebanalną fabułą, niepokornym stylem i frustracją, z którą pozostawia czytelnika, gdy ten, kończąc lekturę, wciąż trwa w domysłach, poruszony przez szczególne, może ostatnie zdanie, choćby najkrótsze i niepozorne, a tak nurtujące umysł i duszę.
KUCZOK I JEGO WIDMA
RECENZJA KSIĄŻKOWA fot. Eduardo Quagliato

Jedną z moich ulubionych pozycji z twórczości tego chorzowskiego pisarza jest „Widmokrąg”. To zbiór opowiadań rozpoczynający się od skandalizującej opowieści o przypadkowym i mimowolnym więźniu, który pod wpływem ekstremalnej sytuacji odkrywa w sobie dwa głosy: męski, porządny i „normalny” bas oraz delikatny, zniewieściały falset, a ich sprzeczny koncert doprowadza do nietypowej puenty… Kuczok po raz kolejny pokazał swój kunszt literacki, budując historię przez kilkadziesiąt stron za pomocą jednego, ogromnego zdania. Sprawia to wrażenie opowieści wygłaszanej jednym tchem, by jak najprędzej pozbyć się grzesznych myśli. W ramach retardacji pomiędzy kolejnymi dłuższymi przypowieściami, Kuczok, niczym wytworny szef kuchni, serwuje nam niekuszące objętością, lecz niezwykle przejmujące „Interludia”. Każde z nich

RECENZJA KSIĄŻKOWA "Kuczok po raz kolejny pokazał swój kunszt literacki, budując historię przez kilkadziesiąt stron za pomocą jednego, ogromnego zdania. Sprawia to wrażenie opowieści wygłaszanej jednym tchem, by jak najprędzej pozbyć się grzesznych myśli." fot. Lisa Brewster

zasiewa w nas ziarno ciekawości, ukazując część prawdy, pozostawiając czytelnika szarganego wątpliwościami, również z mimowolnie ściśniętym ze wzruszenia gardłem. „Cielęcy taniec” urzeka swoim nastrojem, pełnym przyrody, pierwotnego piękna i swojskości, pozbawionej tego nowoczesnego zblazowania, które otacza nas na każdym kroku. Gimnastyka z góralską gwarą i nietypową love story to jeden z najmocniejszych punktów „Widmokręgu”. Jednak tytułowe opo-wiadanie jest czymś, co zostawia w tyle wszystkie inne opowieści ze zbioru twórczości Kuczoka. Ta historia wnika w człowieka, wręcz wdziera się w jego psychikę, obserwuje gamę wrażeń, jakie na nim wywarła, by dokonać subtelnych, nienamacalnych, lecz dogłębnych zmian. To niesamowite, jak bardzo wzruszenie, ale również i inne, bliżej nienazwane uczucia, zostają ze zdumieniem wywołane przez to opowiadanie. „Zostało z nas tylko to, co pomiędzy nami. Jesteśmy dwojgiem widm na służbie wiecznie żywego uczucia”. Jednym z widm z tytułowego kręgu jest „Królowa żalu”, osamotniona, starsza kobieta, opuszczona nawet przez chęć życia. Przerażający, sugestywny obraz starości oraz zapomnienia przez innych pozostaje na długo w pamięci. Tymczasem „Doktor Haust” to studium zamiany normalnego, rodzinnego życia w bytowanie z dnia na dzień w całkowitej ciszy, gdzie nawet stukot obcasów za oknem przypomina bohaterowi o jego żałosnej

RECENZJA KSIĄŻKOWA

sytuacji. To wieńczące „Widmokrąg” opowiadanie jest kwintesencją tego, czego szuka współczesny czytelnik: nihilistyczny bohater, świetna forma i bardzo smutne zakończenie. Klasy talentu chorzowskiego pisarza do-wodzi brak wtórności. Każdy z utworów to odrębny, samodzielny organizm, komp-letnie odmienny od innych pod względem stylu i sposobu prowadzenia akcji. Warto jednak podkreślić, że pomimio tej odrębności opowiadań, wszystkie są ze sobą połączone niewiarygodnym ładun-kiem emocjonlanym, jaki przynosi ich lektura. A jeżeli nie pociąga was taki aspekt literatury, polecam, by do twórczości autora „Gnoju” (jednej z naj-głośniejszych powieści ostatnich lat) podejść jak do niezwykłego eksperymentu ze stylem. I choć Kuczok nie jest w tej materii szczególnie odkrywczy, jego niesamowity talent w operowaniu słowem sprawia, iż czytelnicy „Widmokręgu” z chę-cią przeczytaliby wszystko, co wyjdzie spod jego ręki, z instrukcją obsługi włącz-nie. Paulina Zguda fot. Gunnar Wrobel "To niesamowite, jak bardzo wzruszenie, ale również i inne, bliżej nienazwane uczucia, zostają ze zdumieniem wywołane przez to opowiadanie."







Rok 2011 nieubłaganie zbliża się ku końcowi. Przed nami ostatni weekend, najwyższy czas podjąć decyzję, w jaki sposób chcemy go spędzić. Odrzućmy utarte schematy i przywitajmy nowy rok inaczej niż zwykle. Przygotowaliśmy dla Was kilka niekonwencjonalnych, momentami absurdalnych pomysłów. Ale przecież raz do roku można zrobić coś szalonego!
OSTATNI WEEKEND
SPOŁECZEŃSTWO fot. ST33VO

NAUKOWO Na jednym z forów internetowych Roman proponuje, aby przeliczyć i skatalogować wszystkie swoje książki i czasopisma. Kiedy inni zapytają, co robiłeś w Sylwestra, z dumą odpowiedz, że pogłębiałeś swoją samoświadomość czytelniczą. Uważasz, że do matury masz jeszcze czas? Nic bardziej mylnego. Zamiast marnować czas na zabawę, otwórz podręczniki i delektuj się wiedzą. Nie, to jeszcze nie znaczy, że jesteś kujonem. Skądże. ALTERNATYWNIE Fakt, że ktoś kiedyś ustalił 31 grudnia ostatnim dniem w roku, nie oznacza, że musimy bezwzględnie się temu pod-porządkowywać. Przespałeś Sylwestra? Zawsze pozostaje możliwość zrobienia alternatywnej imprezy 1 stycznia. Można też przenieść termin na przykład na lato. Ciepłe popołudnie, słońce, grill – polecamy

SPOŁECZEŃSTWO "Uważasz, że do matury masz jeszcze czas? Nic bardziej mylnego. Zamiast marnować czas na zabawę, otwórz podręczniki i delektuj się wiedzą. Nie, to jeszcze nie znaczy, że jesteś kujonem. Skądże." fot. Nagesh Kamath

zwłaszcza tym, którzy nie przepadają za śniegiem i mrozem. MELANCHOLIJNIE Zaszyj się w jakimś uduchowionym miejscu. Rozmyślaj nad poszerzaniem lub zwężaniem się wszechświata. Całą noc. Temat rozmyślań jest oczywiście dowolny – ważne, aby był wzniosły i wymagający skupienia. Dla zwiększenia efektu proponujemy przed rytuałem zażyć jakieś środki pomocnicze. SPONTANICZNIE Patrycja, licealistka, uważa, że nie potrzeba wiele, aby ostatni dzień roku był wyjątkowy. Wystarczy bilet. Na co? Na pociąg. Weź ze sobą dobrych znajomych i udajcie się w spontaniczną podróż sylwestrową. Nieważne dokąd i jak wrócicie, o to będziecie się martwić następnego dnia. SAMOTNIE Przekonanie, że jeśli Sylwester to tylko w towarzystwie, nie musi dotyczyć również Ciebie. Złam wszelkie zasady i... zostań w domu! Usiądź przed komputerem. Maraton Facebook–Youtube–Google to spełnienie marzeń dla potencjalnego nolife'a. Gdy wybije dwunasta, pod żadnym pozorem nie odchodź od monitora! To najważniejszy moment, ta chwila wymaga skupienia i zaangażowania. W drodze wyjątku możesz pozwolić sobie na lampkę szampana.

SPOŁECZEŃSTWO

RYZYKOWNIE Idź do sklepu, schowaj się, poczekaj, aż zostanie zamknięty. Następnie wyjdź ze swojej kryjówki i spędź Sylwestra, buszując pomiędzy półkami i wyjadając zawartość opakowań. Nie zapomnij zrobić zdjęć, które następnego dnia pokażesz swoim znajomym. Ostrzegamy jednak, że powodzenie misji jest nikłe, udaje się tylko najlepszym. UCZYNNIE Rodzice cały czas marudzą, że masz bałagan w pokoju? Zaskocz ich! Odkurzacz, ścierka, a w tle ulubiona muzyka to przepis na całonocne sprzątanie domu. Taka okazja może się już więcej nie powtórzyć, to może być ostatni Sylwester w Twoim życiu. Cóż to byłaby za strata, spędzić go inaczej, aniżeli robiąc gruntowne porządki. IDIOTYCZNIE Przez cały miony rok irytowali Cię ludzie, którzy zadawali głupie pytania? Ulżyj sobie i zrób to samo. W sylwestrową noc idź na miasto, gdzie zbiera się tłum. Weź notes/dyktafon i zadawaj przypadkowo spotkanym osobom idiotyczne pytania. Dosłownie: idiotyczne. Im bardziej, tym lepiej będziesz się bawić. Może nawiążesz jakieś nowe znajomości? Chyba bardziej prawdopodobne jest, że doprowadzisz kogoś do szału. Dlatego dla własnego bezpieczeństwa weź ze sobą muskularnego kolegę. IMPREZOWO Dla imprezoholików mamy dobrą wiadomość: nawet domówkę da się zorganizować w nietuzinkowy sposób. Zaproponuj znajomym, aby przebrali się za ulubione postaci z kreskówek. A może wieś party, Hawaje, lata 80-te, piraci? Oprócz specjalnych strojów, nie zapomnij o dekoracjach. Dzięki takim akcentom zwykły melanż może przerodzić się w niezapomnianą zabawę na poziomie i z pomysłem. Oczywiście możesz odrzucić nasze propozycje i powrócić do sprawdzonych metod. Tylko co to za przyjemność co roku robić to samo*? Nie pozwól, aby monotonia wkradła się do Twoich sylwestrowych planów. Życzymy po-wodzenia! Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za realizację powyższych podpunktów. Barbara Derkowska





SPOŁECZEŃSTWO SPOŁECZEŃSTWO

SCENARIUSZE ZAGŁADY Jesteśmy łatwowierni. Wierzymy w rzeczy, które mogą nam przynieść korzyści, ale także w te, których się boimy. Człowiek już od początku zastanawiał się, kiedy nadejdzie koniec świata. Dzisiaj, w czasach, w których nauka stoi na wysokim poziomie, istnieją ludzie przekonani o nadchodzącej apokalipsie. Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że to absurd, ale pozostaje irracjonalne odczucie, które nas przeraża. Czy tak zwane „scenariusze zagłady” to czysta przesada? A może, jak w każdej legendzie, znajdziemy tu ziarnko prawdy? Być może istnienie naszego gatunku zakończy się szybciej niż się tego spodziewamy? Historii kilka „Wspięli się na dach, ale domy zawaliły się. Chcieli wejść na drzewa, ale te zwinęły się w kłębki. Szukali schronienia w jaskiniach, ale te zamknęły się przed nimi.” Przepowiednie Majów zapisały się w masowej kulturze. Sprzedaje się kubki, koszulki i wiele innych gadżetów. Zamożniejsi budują schrony. W RPA chętnie zarezerwują dla Ciebie kwatery w bunkrach, byś mógł się uchronić przed nadchodzącym kataklizmem. Reżyserzy kręcą filmy, a widzowie panikują. Historia pokazuje nam, że zapowiedź Majów o kresie to po prostu mit. Wystarczy cofnąć się do niedalekiej przeszłości, by dowiedzieć się, ile tragedii i końców świata miało nastąpić w tym roku. Pod koniec 2010 roku wielu ludzi wypowiadało się w mediach o nadchodzącym nowym roku. 2011 miał być niezwykle burzliwy. Szamani z Peru przepowiedzieli trudne czasy dla polityków Ameryki Łacińskiej, Nostradamus

SPOŁECZEŃSTWO

stwierdził, że Polacy zbratają się z Ara-bami, a święty Malachiasz ocenił koniec Kościoła Katolickiego na przełom lat 2011 i 2012. Na domiar złego, aztecki czarodziej Baba Vanga zapowiedział na tegoroczną jesień III wojnę światową, a koniec świata miał nastąpić w wigilię Bożego Narodzenia. Może jestem źle poinformowany, ale żadna z tych rzeczy nie miała miejsca. Warto wspomnieć o kilku postaciach, które szczególnie zapisały się w historii nieudanych omenów. Idealnym przyk-ładem jest Nostradamus. Podobno wiedział o śmierci księżnej Diany, o II wojnie światowej czy katastrofie smoleńskiej. Jego pytyjskie wypowiedzi są często błędnie rozumiane, dlatego, gdy się nie sprawdzą, winą można obarczyć niewłaściwą inter-pretację. Jeżeli stworzysz bez podstaw tysiąc twierdzeń, przynajmniej jedno powinno być właściwe. Nie inaczej można traktować Nostradamusa. Istnieją jednak rzeczy o wiele bardziej zadziwiające. Charles Taze Russell był młodym pastorem, który nie zgadzał się z pewnymi doktrynami Kościoła Katolickiego. Zwias-tował przybycie Jezusa Chrystusa i za-razem koniec świata na rok 1874. Czekano i czekano… Russell stwierdził, że kres nastąpi – w wyniku błędu w obliczeniach – rok później. Czekano i czekano. Modlono się i modlono… Ale koniec świata nie miał zamiaru nastąpić. Co zrobił niezrażony Charles? Powiedział, że błagania o przetr-wanie były tak silne, że Jezus ulitował się nad Ziemianami. To był zalążek Świadków Jehowy, którzy po dziś dzień proszą Jehowę, by Armageddon nie miał miejsca.

SPOŁECZEŃSTWO "Reżyserzy kręcą filmy, a widzowie panikują. Historia pokazuje nam, że zapowiedź Majów o kresie to po prostu mit." fot. a_whisper_of_unremitting_demand

Poznajmy teraz sławnego kaznodzieję – Harolda Campinga. Zgodnie z jego ost-rzeżeniem kres świata miał nastąpić w sobotę, 21 maja 2011 roku. Według Campinga około 200 milionów ludzi miało zostać ocalonych i przenieść się do Boga, reszta natomiast miała być unicestwiona w ciągu pięciu miesięcy. Przepowiednia się nie sprawdziła. Okazuje się, że tę samą teorię wysunął w 1994 roku. Kolejny człowiek, który wystawił swój autorytet na pośmiewisko. Przed każdym stuleciem (a tym bardziej tysiącleciem) na świecie gości strach przed „rychłym kresem”. Tuż przed rokiem 2000 na ulicach, a zwłaszcza przed wielkimi supermarketami i stacją metra w centrum Warszawy, stało mnóstwo ludzi, którzy wciskali przechodniom ulotki z ofertami swoich kościołów. To była ostatnia chwila, by wejść do ich sekty i doczekać się zbawienia. Był to czas wzmożonych zakupów w sklepach. Wykupywano wodę. Z końcem świata nie ma przecież żartów. Lepiej zapobiec prędzej niż potem żałować, że się nie zareagowało. A nuż, może ktoś tym razem miał rację… Naukowcy są bardzo sceptyczni wobec takich hipotez. Bez naukowego dowodu nie są w stanie uwierzyć. Chłodny umysł nie wyklucza jednak możliwości zakończenia istnienia świata. Nasz glob prawdo-podobnie przestanie kiedyś istnieć. Najpóźniej nastąpi to za kilka miliardów lat, kiedy to Słońce wypali się i przejdzie do

SPOŁECZEŃSTWO

kolejnej fazy życia gwiazdy, która dla Ziemi okaże się zgubna. Wciąż jest to daleka przyszłość. Istnieją zagrożenia, które mogą nadejść w każdej chwili. Realne scenariusze zagłady Tytuł brzmi tragikomicznie, ale jest w tym wiele prawdy. Olbrzymi sztorm, uderzenie gigantycznej asteroidy, wielkie trzęsienie ziemi, tsunami, superwulkan. Przewidując kolejną katastrofę możemy odpowiedzieć na jedno z najtrudniejszych pytań: jak będzie wyglądał koniec świata? Olbrzymi sztorm mógłby przykryć Ziemię wodną powłoką, tak jak w biblijnym potopie. Wystarczyłby, żeby był cztery razy silniejszy od Katriny, a mógłby zgładzić dużą część ludności Ziemi. Jest to realne zagrożenie, tym bardziej, że coś podobnego już miało miejsce. W grudniu 1861 roku na Pacyfiku rozpętał się czterdziestodniowy sztorm. Fale były wysokie na trzy metry i zatopiły skrawek lądu. Niedawno, bo w sierpniu 2008 roku, fale o wysokości 13 m i wiatr o prędkości do 200 km/h nękał Antarktydę. To nie był żaden orkan, a ekstratropikalny huragan przedostatniego, czwartego stopnia. Ktoś, kto znalazłby się w jego środku, skazany byłby na zagładę… W 2026 roku w odległości 30 tysięcy kilometrów od Ziemi przeleci asteroida. Niewielka zmiana trajektorii jej lotu wystarczy, by znalazła się w atmosferze ziemskiej. Czekałaby nas wtedy nieu-nikniona katastrofa. Prawdopodobnie przez uderzenie meteorytu wyginęły dinozaury. Niebezpieczeństwo powraca…

SPOŁECZEŃSTWO

Trzęsienie ziemi może zmieść z naszej planety niekoniecznie całą ludność, ale jej większość. Wiemy, jak niszczycielski jest ten żywioł. W 1960 roku największe trzęsienie ziemi nawiedziło Chile. Magnituda wyniosła 9,5 stopnia w skali Richtera. Wystąpienie kilku takich wypadków w tym samym czasie, ale w róż-nych miejscach, spowodowałoby wielkie spustoszenia. Wybuch superwulkanu miałby siłę po-równywalną z tysiącami bomb zrzucanych na Hiroszimę co sekundę. Erupcja takiego wulkanu byłaby też tysiąc razy silniejsza od wybuchu na Górze św. Heleny. Co najgorsze, na Ziemi powstały takie monstra. Jeden z takich wulkanów wybucha średnio co sześćset tysięcy lat. Ostatni jego wybuch nastąpił 640 tysięcy lat temu. 1000 km3 lawy wyrzucanej co sekundę mogłoby zabić 90% ludzkości. Pył wulkaniczny, toksyczny dla ludzkiego organizmu, unosiłby się nad powierzchnią całej Ziemi. Nawet jeśli znajdowalibyśmy się na drugim krańcu globu, smog, który zapanowałby, doprowadziłby do śmierci. Co najstraszniejsze, w przeciwieństwie do Majów nie mamy pewności, kiedy koniec świata nastąpi. Być może zaraz, być może nigdy. Być może… Kamil Aftyka fot. mmlolek CIERPLIWOŚĆ

SPORT PIŁKA NOŻNA

Minął blisko rok od ostatniego, niesamowitego dnia styczniowego okienka transferowego. Jeden – nie jedyny – z jego głównych bohaterów ciągle nie potrafi w pełni odnaleźć się w nowym miejscu. Andy Carroll został sprowadzony do Liverpoolu z Newcastle United za 35 spośród 50 milionów funtów, które The Reds otrzymali w ramach sprzedaży Fernando Torresa do Chelsea. Stał się tym samym najdroższym zawodnikiem w his-torii klubu z Anfield oraz wytransfe-rowanym za największą sumę pieniędzy kiedykolwiek brytyjskim graczem. Do Liverpoolu trafił kontuzjowany i zdołał wystąpić zaledwie w dziewięciu meczach, z czego w sześciu w podstawowym składzie, przed zakończeniem sezonu. Zdążył jednak pokazać próbkę swoich możliwości oraz strzelił dwie bramki w spotkaniu przeciwko Manchesterowi City. Nowe rozgrywki miały być dla Carrolla właściwym początkiem jego kariery nad Mersey. Rozpoczęły się dla niego rzeczywiście obiecująco. Przepracował cały okres przygotowawczy i był najlepszym strzelcem drużyny – z dorobkiem trzech goli - w przedsezonowych sparingach. Podczas inauguracji Premier League również znajdował się w dobrej dyspozycji. Od tamtej pory rosły środkowy napastnik nie jest w stanie wnieść do zespołu tyle, ile oczekiwano. Przede wszystkim, zdobył tylko trzy gole, marnując kilka świetnych sytuacji podbramkowych, w tym w

SPORT PIŁKA NOŻNA

meczach, których Liverpool nie wygrał. Ponadto, Anglik ma problem z wy-walczeniem sobie miejsca w wyjściowej jedenastce. Kenny Dalglish nie zawsze stawia na niego, ustawiając na pozycji jedynego wysuniętego napastnika Luisa Suáreza bądź Urugwajczyka w duecie z Dirkiem Kuytem. Mówi i pisze się o tym, iż Carroll nie pasuje do stylu gry drużyny, która nie jest w stanie wykorzystać jego największego atutu w postaci bardzo dobrej gry w powietrzu. Należy jednak pamiętać, że posiada on również wysokie umiejętności czysto piłkarskie. W przeciwnym wypadku nie pozyskałby go klub z najwyższej półki. Czasami napastnik potrzebuje łutu szczęścia, impulsu – strzelonej bramki dodającej mu pewności siebie czy kilku meczów z rzędu od pierwszej minuty. Nie wolno zapominać o tym, iż Big Andy ma dopiero 22 lata. Ciągle uczy się piłki nożnej. Nikt nie może zarzucić mu braku zaangażowania i negować pożytku, jaki zespół miał z jego pracy na boisku w poszczególnych spotkaniach. Na tę chwilę musi cierpliwie czekać na swoje kolejne szanse i starać się je wykorzystać. Być może prawdopodobne zawieszenie Suáreza będzie ku temu dobrą okazją. Wojciech Falenta fot. fhwrdh "Nowe rozgrywki miały być dla Carrolla właściwym początkiem jego kariery nad Mersey. Rozpoczęły się dla niego rzeczywiście obiecująco."



Wielu kibiców kocha piłkę nożną nie tylko ze względu na piękne bramki czy ekscytujące spotkania, ale także ze względu na okres transferowy, podczas którego kluby mogą kupować i sprzedawać swoich zawodników. Najwięcej emocji towarzyszy zwykle letniemu okienku transferowemu, które jest dwa razy dłuższe, jednak historia pokazuje, że styczeń również potrafi zaskoczyć.
CZAS NA ZIMOWE OKIENKO TRANSFEROWE
SPORT PIŁKA NOŻNA fot. checkbrazil

Gorące redakcje Okienka transferowe to także wzmożony okres aktywności prasy sportowej. Dziennikarze właściwie 24 godziny na dobę szukają sensacji, które będą potem mogli sprzedać. Dokładnie analizują sytuacje kadrowe największych klubów, statystyki występów i próbują robić wywiad w terenie, z którego pragną pozyskać rzetelne informacje. Większość doskonale zdaje sobie sprawę, że wiele plotek jest po prostu wyssana z palca i na dobrą sprawę nie trzeba się nimi przejmować. Niedokończone romanse Początek okienka transferowego będzie stał pod znakiem niedokończonych rozmów pod koniec letniego okienka transferowego. Najgłośniej będzie znów o Carlosie Tevezie, który wciąż boryka się z problemami Manchesterze City. Argentyński rozrabiaka przykuł uwagę AC Milanu, który będzie chciał pozyskać Carlosa już w styczniowym

SPORT PIŁKA NOŻNA

okienku transferowym. Ceny niestety nie podano. Kolejnym dokończeniem telenoweli będzie sprawa transferu Chorwata Modricia do ekipy Chelsea Londyn. Aktualny piłkarz Tottenhamu Hotspur wielokrotnie pow-tarzał, że chętnie zamieni Kogutów na The Blues. Bardzo uparty pozostaje jego aktualny szkoleniowiec, Harry Redknapp, który nie chce w ogóle słyszeć o stracie swojej największej gwiazdy. Czy grube pieniądze Romana Abramowicza przeko-nają Redknappa? Czas pokaże… Co z Kubą? Kilka tygodni temu w prasie niemieckiej i polskiej wręcz wrzało od plotek do-tyczących kapitana reprezentacji Polski – Jakuba Błaszczykowskiego. Aktualny gracz Borussii Drotmund narzekał na łamach prasy na małą ilość występów. W ostatnich dniach sytuacja uległa minimalnej popra-wie i na chwilę obecną Kuba nie myśli o transferze. Zamierza walczyć o miejsce w składzie, choć wie, że będzie to bardzo trudne. Torres i Soldado zmienią drużyny? Dwóch zawodników nie łączy tylko reprezentacja Hiszpanii, ale także Carlos Tevez. Tak, to nie pomyłka. Fernando Torres ma być alternatywą dla Teveza w przypadku nieudanych rozmów doty-czących transferu do AC Milan. Jeżeli jednak Tevez odejdzie z Manchestru City, to jego miejsce ma zająć Roberto Soldado – aktualny gracz Valnecii FC. Informacje zdają się być mało prawdopodobne, niemniej jednak w każdej plotce jest

SPORT PIŁKA NOŻNA

ziarenko prawdy. West Ham United czeka przebudowa? Angielska drużyna, która w zeszłym sezonie spadła z Premiership do Championship, ma zamiar ruszyć do gwałtownej ofensywy na rynku transferowym. Ekipa Młotów chce w przyszłym sezonie wrócić do angielskiej ekstraklasy, w czym pomóc ma przy-najmniej kilka wzmocnień. Nieoficjalnie mówi się, że działacze West Hamu zainteresowani są usługami aż 25 piłkarzy! Czu uda się pozyskać choćby kilku? Zapewne tak, ale inną kwestią pozostaje awans. Najwięksi bez wzmocnień? Najciekawsze transfery dotyczą zawsze największych klubów. Styczeń zapowiada się wyjątkowo spokojnie patrząc na to, jakie transfery spodziewane są w Man-chesterze United, Manchesterze City, FC Barcelonie, Realu Madryt czy Chelsea Londyn. Szkoleniowiec United wciąż chwali swoich podopiecznych i nie planuje zimowych transferów. W podobnym tonie wypowiadają się szkoleniowcy Barcelony, Realu, City i Chelsea. Okres transferowy trwać będzie przez cały styczeń i rzeczy-wistość pokaże, czy prasa będzie miała czym i kim się zachwycać. Maciej Kulina fot nr 2. Alfonso Jiménez fot nr 3. apasciuto