Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

wokół kultury strona 6 zabijaj, kradnij, gwałć... ale zgodnie z regulaminem! strona 7 renesans muzyki żydowskiej strona 11 zasherlockowani strona 14 magiczne światy strona 19 żołnierze uciekają z wojska? nonsens. strona 24 „nie było czasu myśleć o stresie!” strona 26 specjaliści strona 32 przygoda w mundurze strona 34 wojna i żołnierze na widokówkach strona 38 DŁUGA NOC POLARNA!

Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl rekrutacja(@)outro.pl Redaktorzy naczelni: Monika Toppich Kamil Wiśniowski Sekretarz redakcji: Marek Suska Zastępca: Marta Jeziorek, Julia Kozioł Redaktor prowadzący wydania: Aleksandra Wojtaszak Fotoedycja: Dorota Stach Szefowie działów: Elżbieta Janota, Paulina Rzymanek, Martyna Nowak, Justyna Książek (kultura), Maciej Kulina (sport), Agata Andrzejak (korekta), Dorota Stach (foto), Patryk Skoczylas (graficy). Korekta: Agata Andrzejak, Maria Gołaszewska, Martyna Kłopeć, Nina Bezpałko, Agata Hajduk, Cynthia Schmidt, Patryk Łowicki. Graficy: Angelika Marchewka, Jarosław Stępień, Dorota Stach, Adam Białek, Paweł Szpondowski Projekt okładki: Patryk Skoczylas Zdjęcie na okładce: The U.S. Army

Co ludzie zwykle robią podczas nocy polarnej? Odpowiedź jest prosta: śpią. Leciał ostatnio na Discovery ciekawy program pokazujący wpływ nocy polarnej na organizm człowieka. Można wymienić choćby: ogólne zmęczenie, rozdrażnienie, otępienie albo wręcz przeciwnie – nad-mierną pobudliwość. Jednym słowem – wymarzone warunku do nauki, nie-prawdaż? Ostatnio politycy i media zajmują się albo strzelającym do siebie prokuratorem albo kłócącymi się lekarzo–aptekarzo– politykami. O reformie szkolnictwa jakoś zapomnieli. Powinniśmy czuć się pominięci! Ktoś zapomniał o dyżurnym temacie! Więc skoro wszyscy strajkują, możemy i my, prawda? Tylko żadne przemarsze nie wchodzą w grę – za zimno! Zróbmy więc strajk okupacyjny – każdy będzie „oku-pował” własny pokój, a towarzyszami strajku będzie ciepły koc, dobra książka albo film. Co Wy na to? Ostatnie wstępniaki Outro stały się jakieś anarchistyczne... Ale to tylko dowodzi te-zie, że w zimie to powinno się spać! MiK



WOKÓŁ

WOKÓŁ KULTURY

Akustyczeń 16 stycznia w szczecińskim Teatrze Lalek „Pleciuga” odbędzie się ośmiodniowy festiwal – Akustyczeń. W programie można zna-leźć między innymi kon-certy, recitale oraz spec-jalne projekty. Nowoczes-ne brzmienia przeplatać się będą z klasyczną, dobrze nam znaną formą. KULTURY Poznański klub „Fabrika” zaprasza na koncert Marii Taylor, który odbędzie się 18 stycznia. Usłyszymy również Unbunny oraz Flare Acoustic Arts Legue, współtwórców nowej płyty wokalistki. Cirque de Soleil Na gdańskiej Ergo Arenie 19 stycznia zobaczyć bę-dzie można widowiskowy występ Cirque de Soleil pod tytułem Saltimbanco. Oprócz wielu skoków i ob-rotów, można się bliżej przyjrzeć kostiumom i wspaniałej choreo-grafii. Wieczór Komedii Improwizowanej 19 stycznia na scenie Kato-wickiego Centrum Kultury rozpocznie się Wieczór Komedii Improwizowanej. W roli głównej wystąpi niezastąpiona formacja AD HOC, utworzona w 2008 roku przez kabareciarzy z popularnych grup kaba-retowych. Jako jedna z pierwszych prezentuje polskiej widow-ni przedstawienia, piosen-ki, wierszyki oraz etiudy w pełni improwizowane. Widzowie mogą osądzać premierowe pokazy ulubio-nych komików. Catone In Utica W Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie wystawione zostanie Catone In Utica Antonio Vivaldiego. Premierowy pokaz wykonany będzie przez Modo Antiquo, jeden z najlepszych zespołów grających na historycznych instrumentach. Urszula Konarska–Mikołajewicz ZABIJAJ, KRADNIJ, GWAŁĆ
...ALE ZGODNIE Z REGULAMINEM!
RECENZJA GRY

„Plemiona” to gra online w przeg-lądarce, z akcją osadzoną w średnio-wieczu. Gracz posiada małą wioskę, która ma doprowadzić go do władzy i chwały. Krótka, niewinna informacja znajdująca się przy panelu logowania do gry. Gry, która prowadzi do depresji, agresji, ale też szczęścia i poznania ludzi życzliwych oraz skorych do pomocy. Takie właśnie są „Plemiona”. „Plemiona” to sztandarowa i zarazem pierwsza gra niemieckiej firmy InnoGames. Dziś istnieje około 30 wersji językowych na całym świecie. Polska edycja powstała w 2006 roku. Przedstawicielem każdej z wersji jest tzw. Community Manager,

RECENZJA GRY "Wielką zaletą jest bardzo przyjazny, jak na grę w przeglądarce, interfejs. Ciepłe, miłe dla oka kolory aż kuszą, by posiedzieć przed ekranem trochę dłużej."

który wraz ze swoimi zastępcami czuwa nad poprawnością, rzetelnością i uczci-wością każdego z graczy. Akcja „Plemion” rozgrywa się we wczes-nym średniowieczu. Na starcie mamy do dyspozycji jedną rozwiniętą w minimalnym stopniu wioskę. Jak wskazuje cytat na po-czątku, musimy ją rozwinąć i doprowadzić do panowania nad światem. By to zrobić, mamy do wyboru 58 serwerów, tzw. światów, "Szybkie" oraz "Specjalnie". Każ-dy z nich oferuje dużo porcji rozrywki. "Szybkie" to przyspieszenie normalnego świata, gdzie akcja dzieję się 300 razy szybciej. Początkowo scenariuszem zakończenia gry było panowanie przez określony czas na danym świecie. Sposób ten był mało cie-kawy i bez dreszczyku emocji. Postano-wiono jednak stworzyć nową wersję na ukończenie rozgrywki – odkrycie cywi-lizacji. Warunkiem, by wygrać na danym serwerze, jest posiadanie większości wiosek z flagami. Każda z flag oznacza jedna cywilizację. Wielką zaletą jest bardzo przyjazny, jak na grę w przeglądarce, interfejs. Ciepłe, miłe dla oka kolory aż kuszą, by posiedzieć przed ekranem trochę dłużej. Wkład, jaki został włożony w grafikę, nie jest zbyt widoczny, ale warto o niej wspomnieć. Mamy dwie możliwości: albo graficzny przegląd, albo tradycyjny - w formie ta-belki. Dla graczy z dłuższym stażem gry łatwiej obsługuje się wioskę, gdy ta ma

RECENZJA GRY

"Tylko prawdziwa grupa sojuszników ma szansę zaistnieć..." ustawioną tradycyjną formę. Przyczyny są podyktowane prostotą i szybkością w dos-tępie do swojej małej twierdzy. Jednym z najważniejszych elementów są skrypty - czyli kody, które usprawniają nam rozgrywkę. Szybciej, łatwiej, prościej możemy "przeskakiwać", rekrutować, bu-dować i robić, co nam się żywnie podoba. Do większości tych skryptów niestety jest potrzebne konto premium. To jedyny warunek, by kody mogły być użyty w grze. Kilka słów o możliwościach. Jedyne, co nas ogranicza, to regulamin. Przeglądając róż-ne poradniki doczytałem się wielu strategii dotyczących budowania, walk. Każda jest dobra, wystarczy zdecydować, czy chcemy grać defensywnie, czy prowadzić batalie na całego. To kolejna funkcja - najważniejsza. Bez wojsk, które rekrutujemy w koszarach, długo miejsca nie zagrzejemy. W kosza-rach i stajni wyróżniamy pikinierów, mieczników, toporników, zwiadowców, lekką i ciężką kawalerię. Każda jest potrze-ba do czegoś innego, jedno natomiast jest uniwersalne – pokonać przeciwnika, by stać się najlepszym. Nasuwa się pytanie: co z tego, że będziemy najlepsi, jeśli nie będziemy w plemieniu o bajecznie brzmiącej nazwie? Plemię to odpowiednik: zakonu, gildii, klanu. Łączą się w nich usytuowani blisko siebie gracze, by wspólnie spędzać czas, organizować ataki, wspierać się, gdy zachodzi taka potrzeba. Tylko prawdziwa grupa sojuszników ma szansę zaistnieć, jeśli będzie pamiętać o aspektach, które wymieniłem. Ta „sieciówka” daje wiele dobrego, można odreagować, spotkać miłych ludzi. Jeśli jednak tak się nie stanie, pozostanie nam wyżyć się na małolatach, którzy odkładają naukę na później. Michał Fila "Ta sieciówka daje wiele dobrego, można odreagować, spotkać miłych ludzi. Jeśli jednak tak się nie stanie, pozostanie nam wyżyć się na małolatach, którzy odkładają naukę na później."

RENESANS MUZYKI ŻYDOWSKIEJ „MuLaKuŻ”, czyli „Muzyczne Labo-ratorium Kultury Żydowskiej”, to płyta, która udowadnia istnienie nowej muzyki żydowskiej. Skła-danka odkrywa przed nami jej uwspółcześniony świat, z wirtuo-zerią udowadniając, że potrafi ona zapaść w pamięć. Na krążku znajduje się dziewięć utworów różnych wykonawców. Każdy jest na swój sposób niepowtarzalny. Tym, co łączy je wszystkie, jest motyw przewodni, jakim jest muzyka klezmerska. Całość znacznie się jednak różni od tego, co powstało w połowie XVIII wieku. O ile kiedyś prym wiodły trąbka, harfa i lira, tak teraz coraz częściej dochodzą do tego



RECENZJA PŁYTOWA "...minimalistyczne wykonanie pozwala zanurzyć się w dźwięku współczesnej muzyki żydowskiej, w sposób, w jaki widzą ją muzycy."

skrzypce, klarnet, kontrabas i perkusja. Również sam prąd uległ przekształceniu, bo zaczął czerpać z innych stylów. Artyści, którzy nagrali tę płytę, nie bali się nawiązań. Dlatego nie powinna dziwić rockowa energia zespołu Dakari, której bogate brzmienie wprawia w trans, albo nietypowe podejście do harmonii zespołu Gaamera, którego postrockowe elementy idealnie współbrzmią z awangardowymi nutami. Niejakim zaskoczeniem brzmieniowym jest piękny dialog trąbki i klarnetu, w tle którego słychać tubę i akordeon, w utwo-rze wykonywanym przez zespół Sztetl Quartet. Niespodzianką jest też ciekawa jazzowa improwizacja Wojciech Mazolewski Bund Band. Zwłaszcza, że grupa ta czerpie inspiracje z pieśni Bundu. Wsłuchując się w jej utwór, można poczuć wypływające z niego emocje – żal, odwagę, bunt, ale też wyciszenie i refleksję. Na płycie znajdują się też spokojniejsze utwory, jak choćby ten zespołu Cukunft (w jęz. yiddish „przyszłość”), którego nieco minimalistyczne wykonanie pozwala zanu-rzyć się w dźwięku współczesnej muzyki żydowskiej, w sposób, w jaki widzą ją muzycy. Kolejny wykonawca, Mikołaj Trzaska Ircha Quartet, zachwyca głębokim liryzmem i ta-jemnicą, w udany sposób łącząc tradycję z nowoczesnością. Natomiast największym zaskoczeniem na płycie jest utwór „Squirt”,

RECENZJA PŁYTOWA

zespołu Plazmatikon, który znany jest z muzyki elektronicznej. I ta piosenka również jest w tym stylu. To niecodzienna możliwość usłyszenia muzyki żydowskiej stworzonej przy pomocy syntezatorów, pulsujących basów i przetworzonej gitary. Na pewno zrobi wrażenie na tych, którzy uważają, że muzyka klezmerska to przeszłość. Płytę zamyka utwór Maćko Korba, który udowadnia, że eksperymenty są dobre. Jego muzyka oparta na lirze korbowej, z domieszką rytmicznych uderzeń bębna w tle, brzmi fantastycznie, zwłaszcza przy stale rosnącym tempie melodycznym. Całość przywraca muzykę żydowską do życia w sposób tak żywiołowy i dyna-miczny, że nie chce się wierzyć, że można ją było zapomnieć. Jest ona nadal aktu-alna, wciąż robi wrażenie i może się podobać, co doskonale potwierdza płyta „MuLaKuŻ”. Justyna Książek Płyta jest dostępna do przesłuchania na oficjalnej stronie: http://mulakuz.bandcamp.com/
ZASHERLOCKOWANI
RECENZJA FILMOWA

W tym roku styczeń bez wątpienia należy do Sherlocka Holmesa. 6 stycznia obchodziliśmy urodziny genialnego detektywa i może to z tej okazji wokół wspomnianej daty skoncentrowały się dwie długo oczekiwane przez fanów premiery: kinowa kontynuacja „Sherlocka Holmesa” Guy’a Ritchiego oraz po-czątek drugiego sezonu odcinkowego „Sherlocka” produkcji BBC. Obie ekranizacje warte są tego, by je wziąć pod lupę. Na dużym ekranie Przypominacie sobie niefrasobliwego, ekscentrycznego Roberta Downey’a Jr. w roli Sherlocka oraz matkującego mu Jude’a Law, który wcielił się w Watsona? „Sherlock Holmes: Gra Cieni” to druga część przygód niepokornego duetu. Tym razem gra toczy się o większą stawkę: w rękach bohaterów spoczywa los całej Europy. Seria zamachów bombowych wstrząsa Starym Światem. Oskarża się o nie

RECENZJA FILMOWA

anarchistów i rewolucjonistów, rośnie napięcie pomiędzy Niemcami a Francją, zaczyna się szeptać o wielkiej wojnie… W tej niespokojnej atmosferze tylko Sherlock Holmes może znaleźć i powstrzy-mać człowieka, który jest za wszystko odpowiedzialny, prawdziwego geniusza zbrodni i swego największego przeciwnika – profesora Moriarty’ego. Film Guy’a Ritchiego zalicza się raczej do kina akcji i przygodowego, niż do gatunku kryminału. Wiąże się to z wieloma elementami, dzięki którym „Grę Cieni” ogląda się łatwo i przyjemnie: dostajemy sensacyjną przygodę, szybką, nieprawdo-podobną akcję, dynamiczne sceny walk, pościgów i strzelanin. Scenarzyści zadbali też o poczucie humoru, czeka nas więc sporo zabawnych dialogów i scen, czasem na granicy absurdu, a także przegląd komicznych kostiumów Holmesa. Robert Downey Jr. i Jude Law utrzymują dobry poziom aktorstwa z pierwszej części, teraz jednak towarzyszy im dodatkowo Stephen Fry, który po raz kolejny, w zaledwie paru scenach ugruntowuje swoją opinię świet-nego komika. Wszystko to w doskonałym montażu i przy akompaniamencie klima-tycznej muzyki autorstwa Hansa Zimmera. Czasem tylko nasuwa się myśl, że ten niezłomny bohater znajdujący się zawsze w centrum najniebezpieczniejszych wydarzeń i w ogniu walki, mógłby równie dobrze nosić imię Indiany Jonesa albo Jamesa Bonda.

RECENZJA FILMOWAOutro "" Przez pewien czas wydaje się, że gdzieś po drodze zgubił to, co czyni go Sherlockiem Holmesem. Na szczęście, zakończenie – pełne napięcia, ciekawe, oryginalne – rozwiewa podobne wątpliwości. Pojawiają się w nim najbardziej fascynujące zagadki, intry-gujące rozgrywki, trudne dylematy. I okazuje się, że na Sherlocka jednak zawsze można liczyć. W ulubionym fotelu Po niemal półtorarocznym oczekiwaniu, wielbiciele telewizyjnego „Sherlocka” mogli dowiedzieć się, jak ich ulubieniec poradził sobie z kryzysem, w środku którego pozostawili go z końcem pierwszego sezonu. Wcale nie znaczy to jednak, że kłopoty się skończyły. Sherlock natychmiast znalazł się w no-wych tarapatach. Również serialowi twórcy jednak, że kłopoty się skończyły. W wyemitowanym pierwszym odcinku bardzo ciekawą, nieco niepokojącą rolę stworzyła Lara Pulver, wcielając się w pannę Adler. Benedict Cumberbatch pozostaje doskonale chłodnym, nie-przystosowanym Holmesem zaś Martin Freeman – pełnym zapału, lecz dużo rozsądniejszym Watsonem.



RECENZJA FILMOWA

"...jestem pewna, że wszystkich, którzy kochają tajemnice i Sherlocka Holmesa – wszystkich, jak to mówią, „zasherlockowanych” – czeka przy serialu świetna zabawa i porządna łamigłówka." W dalszym ciągu możemy też cieszyć się subtelnym humorem i doskonałymi roz-wiązaniami w kwestiach technicznych. Jedyne, co można filmowi zarzucić, to nieco przesadne rozdrobnienie akcji. Mnogość wątków i częste przeskoki między nimi utrudniają zbudowanie napięcia i przy-ciągnięcie pełnej uwagi widza. Nie zmienia to jednak faktu, że poszczególne zagadki, z którymi mierzą się bohaterowie, są ciekawie pomyślane i niełatwe do przej-rzenia. Możemy mieć nadzieję, że kolejne odcinki okażą się jeszcze bardziej wcią-gające. Tymczasem jestem pewna, że wszystkich, którzy kochają tajemnice i Sherlocka Holmesa – wszystkich, jak to mówią, „zasherlockowanych” – czeka przy serialu świetna zabawa i porządna łamigłówka. Elżbieta Janota Ostatnio przemierzaliśmy leśne ostępy wraz z kocimi wojownikami. Tym razem powrócimy do naszych ciał, lecz swej profesji nie zmienimy. A przynajmniej nie na samym początku, później bowiem ten, kto był szlachetnie urodzony stanie się zwykłym kmieciem, a niewykształcony galernik przywdzieje królewskie szaty. Przyszła pora na wyprawę do świata, gdzie wojsko to niepokojąca banda ignorantów, a czarownicy samotnie wędrują po gościńcach, by odkrywać niezliczone tajemnice.
MAGICZNE ŚWIATY
CYKL KSIĄŻKOWY fot. granada turnier (CC BY 2.0)

Królestwo Troy zgodnie z tradycją rządzone było przez siedmiu Wielkich Książąt. I choć tytuł ten mogły dziedziczyć kobiety, przekładało się to na niewiele przywilejów i możliwości w praktyce. Tylko mężczyźni zyskiwali pełnię władzy, a ich sądy uznawane były za nieomylne, choć jak wskazywała historia, wielu z nich było jedynie gnuśnymi opijusami zaplątanymi w liczne pałacowe intrygi. I choć wydawać by się mogło, że Archentar znajdował się z dala od takich głupstw, jak się okazało, żył w samym środku gniazda żmij. Wojsko w tym państwie to co najmniej banda głupców, którą łatwo przekupić, a starsi stażem witają swych nowych kolegów nie przebierając w środkach i nie szczędząc języków. Jeśli zaś zapłacić im odpowiednio wysoką stawkę, bez mrug-nięcia okiem zgodzą się pozbyć pewnej uciążliwej księżniczki, która może stanąć na drodze do tronu potencjalnemu dziecku. "W tym świecie obok niewolników, którzy nie są dla nikogo ludźmi, żyją również potężni rycerze Zakonu (...)
I z pewnością śmierć byłaby ostatnią z najgorszych rzeczy, jakie zajrzałyby w oczy nieszczęśnika próbującego dyskutować z zakonnym."
CYKL KSIĄŻKOWY

Wrzaski, wyzwiska i soczysty język jest tam na porządku dziennym, a jeśli prędko nie przywykniesz do tej swoistej kloaki, z pew-nością prędko skończysz jako worek treningowy. Daleko, daleko od tego miejsca istnieje również państwo, gdzie za wszystko odpowiadają kobiety. To one sprawują tam władzę, to one służą w wojsku. Same radzą sobie dosłownie ze wszystkim, mężczyzn zaś nie postrzegają jako kogoś wyjąt-kowego czy wielce pomocnego. Poza tym podróżny może wywędrować z Królestwa Troy do potężnego cesarstwa, gdzie żyją najprzedniejsi wojownicy, o których ponoć każdy powinien był już słyszeć. W tym świecie obok niewolników, którzy nie są dla nikogo ludźmi, żyją również potężni rycerze Zakonu. Na nich zaś nikt nie ośmieli się podnieść ręki doskonale wiedząc, jak może się to dla niego skończyć. I z pewnością śmierć byłaby ostatnią z najgorszych rzeczy, jakie zaj-rzałyby w oczy nieszczęśnika próbującego dyskutować z zakonnym. Gdyby z kolei ktoś próbował zbliżyć się do niewolnika, nie mógłby bardziej się zbrukać. I chociaż liczni mężczyźni śnią o tym, by wykorzystać jakąś kobietę oznaczoną tym piętnem, żaden tak naprawdę by takiej nie tknął nawet kijem. Achaja urodziła się z pierwszej żony Archentara i od dziecka była przygoto-wywana do przejęcia tytułu po swoim rodzicu. Gdy ten ożenił się powtórnie z młodszą od córki Asiją, świat dziewczyny wywrócił się do góry nogami. Macocha zazdroszcząc pasierbicy urody, a także wściekła na nią za jej mądrość i niez-nosząca spokoju, z jakim Achaja przy-jmowała wszelkie jej poniżenia, przy-czyniała się ostatecznie do wysłania księżniczki do wojska. Wtedy zaczęła się długa i bardzo niebezpieczna droga Achai, która w ostatecznym rozrachunku zawiodła ją wyżej, niż mogłoby poprowadzić jej urodzenie. Zaan skończywszy czterdzieści lat nie liczył na nic więcej od życia. Choć był skrybą, żył w miejscu zapomnianym przez cały świat, nie mógł nawet liczyć na to, by cokolwiek się zmieniło. Pieniądze przepijał, a dawną





CYKL KSIĄŻKOWY

wiedzę z biblioteki zamienił na karczmienne izby, gdzie gorzałka lała się bez przerwy i choć przez chwilę można było poczuć smak innego świata. Ten inny świat wtargnął do gospody pewnego wieczoru pod postacią młodocianego błędnego ry-cerza, Siriusa. Chłopak ostatecznie okazał się być jedynie mieczem do wynajęcia, który za marną garść miedziaków i strawę był gotów zrobić właściwie wszystko. W końcu żeby żyć i podróżować po kraju, trzeba mieć pie-niądze. Sirius przed niczym się nie cofał i choć popełniał liczne zbrodnie, Zaan, który postanowił być jego giermkiem, nie pozostawał za nim daleko w tyle. I już wkrótce obaj dokonali tak wielkiego oszustwa, jakiego jeszcze te ziemie nie widziały. Meredith wędrując samotnie, niespodzie-wanie zapadł w ten niezwykły stan, kiedy w jego głowie pojawiały się wizje, w któ-rych dostrzegał przebłyski przyszłości. A gdy zmęczony obudził się w tym samym miejscu, gdzie w południe postanowił zjeść posiłek, podjął decyzję, by podążyć drogą wskazaną mu we śnie. Nie spodziewał się, że na końcu tej wędrówki spotka kogoś, kto okaże się istotą niesłychaną. Los od początku splata ich życie. Spotykają się, by rozstawszy się po jakimś czasie, odejść naznaczonym piętnem tej kon-frontacji. Epilog Dziesięć lat temu Andrzej Ziemiański opublikował pierwszy tom trylogii „Achaja”. Od samego początku seria ta cieszyła się niekłamanym powodzeniem, zyskała licznych fanów, a w roku ubiegłym doczekała się również wznowienia. Z pewnością ma to związek z zapo-wiadanym przez autora z początkiem 2012 roku wydania kontynuacji opowieści o księżniczce Achai, która ma opowiadać jej losy po kolejnym tysiącu lat. Wzmianka o tym pojawiła się już w jednym z wcześniejszych tomów, kiedy to czarodziej Meretdith w jednym ze swych widzeń dojrzał Achaję w odległej przysz-łości. Czy Andrzej Ziemiański każe swym fanom czekać jeszcze długo i czy kontynuacja rzeczywiście się ukaże, na chwilę obecną nie wiadomo. W marcu 2011 roku autor powiedział, że wykańcza już pierwszy rys opowieści. Liczymy zatem na to, że zgodnie z jego przewidywaniami powieść będzie wkrótce ukończona. Martyna Nowak



NONSENS.
ŻOŁNIERZE UCIEKAJĄ Z WOJSKA?
TEMAT NUMERU fot. The U.S. Army (CC BY 2.0)

Jak informuje Ministerstwo Obrony, w ubiegłym roku ponad 7 tys. osób odeszło z wojska, z czego ponad 5 tys. na własne życzenie. Wojsko polskie odchodzi więc do lamusa. Postanowiliśmy zapytać naszych rówieś-ników, którzy wstąpili do armii, czy rzeczywiście młodzi tak uciekają? A może hasło za mundurem panny sznurem nie jest już atrakcyjne dla młodych chło-paków? „Wręcz przeciwnie, młodzi ludzie pchają się do wojska, lecz mało jest miejsc pracy, a chętnych tysiące” – mówi szeregowy Tomasz (22 l.), żołnierz zawodowy. – „Jeśli ktoś odchodzi, to robią to właśnie starsi, bo chcą załapać się na emeryturę po piętnastu latach, gdyż w związku z nowymi przepisami, będzie to możliwe dopiero po dwudziestu pięciu latach służby. Poza tym ucinają nam dodatki” – kwituje Tomek, wojskowy saper.

TEMAT NUMERU

„Młodzi ludzie uciekają z wojska? Nonsens. W naszym rejonie jest bardzo wielu chętnych na stanowisko żołnierza zawo-dowego” – twierdzi szeregowy Artur (20 l.), który odbył przeszkolenie w ramach Narodowych Służb Rezerwowych. – „Odejścia z wojska zdarzają się, kiedy przenoszą wszystkich żołnierzy z jednej jednostki do innej. Skoro w jednym miejscu mają już założoną rodzinę, to niektórzy nie chcą przenosić się na drugi koniec Polski.” A jak jest na takim przeszkoleniu? „Zaczy-nało nas dwustu, przeszkolenie ukończyło stu, bo nie dla każdego jest w wojsku świetnie. Trzeba było mieć dobrą kondycję i wykazać odporność psychiczną, bo było bardzo dużo zajęć i twarda dyscyplina. Jak ktoś myślał, że tam pójdzie i będzie się wylegiwał do obiadu, to się rozczarował. Większość przerażały treningi i musztry, które trwały od rana do nocy. Kadra była bardzo wymagająca, ale każdy ma w wojsku swoje prawa i obowiązki. Wojsko nie jest dla obiboków, ale dla ludzi, którzy chcą bronić ojczyzny” – podsumowuje Artur. Z wypowiedzi naszych kolegów, młodych żołnierzy, dowiedzieliśmy się wprawdzie, że i w tej bajce było ziarnko prawdy. Wojsko nie jest łatwym kawałkiem chleba. Ludzie przychodzą, bo widzą idee i oni właśnie zostają. Chcą służyć większej sprawie. Ale wojsko przyciąga też rzesze mężczyzn szukających łatwego zarobku, dla których "Większość przerażały treningi i musztry, które trwały od rana do nocy. Kadra była bardzo wymagająca, ale każdy ma w wojsku swoje prawa i obowiązki. Wojsko nie jest dla obiboków, ale dla ludzi, którzy chcą bronić ojczyzny” – podsumowuje Artur. służba to sposób na dobre pieniądze i szybką emeryturę. Ci często nie kończą przygotowań, a jeżeli im się uda, misje w Afganistanie, Iraku, Czeczeni i innych ciekawych miejscach to dla nich za dużo i odchodzą zwykle przed wyjazdem. Ci, którzy pojadą i wrócą, rezygnację mają zwykle w kieszeni na lotnisku. Armia to nie tylko defilady, przemarsze i zabawne podejście od życia. To obowiązek, a o pieniądze i inne świad-czenia pyta się w drugiej kolejności. Wojsko przestało być obowiązkową zabawą dla wszystkich. Stało się miejscem wymagań i codziennej pracy. Jeśli ktoś tego nie rozumie, faktycznie powinien uciekać. Byle szybko. Aleksandra Wojtaszak Krzysztof Socha

TEMAT NUMERU

"NIE BYŁO CZASU MYŚLEĆ O STRESIE!" Nikt nie wie lepiej jak jest na wojnie od tego, który z niej wrócił. Z podporucznikiem Łukaszem Kaczorem rozmawiała Aleksandra Wojtaszak.

TEMAT NUMERU

Dlaczego Afganistan? Nasz kraj jest w NATO i wystawia kon-tyngent, który wspiera operacje sojuszu w Islamskiej Republice Afganistanu. Każda zmiana kontyngentu wystawiana jest z kolei przez jednostki wojskowe z całej Polski. Już będąc w szkole oficerskiej liczyliśmy się z tym, że pewnie kiedyś gdzieś wyjedziemy i faktycznie znaczna część kolegów i koleżanek z mojego rocz-nika była już w Afganistanie raz lub dwa. Jakie miałeś wyobrażenia odnośnie wyjazdu? Jak się przygotowywałeś? Moje wyobrażenie opierało się początkowo na tym, co widziałem w telewizji oraz na tym, co opowiadali żołnierze, którzy już tam byli. Wielokrotnie rozmawiałem ze znajomymi na temat realiów tam panu-jących. Później był kilkumiesięczny okres przygotowań - poligonów i szkoleń, które pogłębiły naszą wiedzę o kraju, do którego mieliśmy jechać. Wiedzieliśmy, że musimy odpowiednio się przygotować, a przy-najmniej zrobić wszystko, żeby Afganistan zaskoczył nas jak najmniej, żeby później nie mieć wyrzutów sumienia, że przed wyjazdem nie zrobiliśmy czegoś, co mogliśmy. Drugą rzeczą jest to, że nie da się przećwiczyć wszystkiego, ponieważ w warunkach afgańskich znaleźć się możemy w setkach różnych sytuacji, których nie można stworzyć w naszym kraju, a z którymi trzeba sobie poradzić, aby bezpiecznie wrócić do bazy. Wiem, że dowodziłeś swoim podod-działem. Z jaką odpowiedzialnością to się wiąże? Byłem dowódcą plutonu. Wiąże się to z odpowiedzialnością za poszczególnych żołnierzy i inne osoby będące aktualnie w składzie patrolu wyjeżdżającego poza bazę oraz odpowiedzialnością za wyko-nanie zadania. Dowódca odpowiada za decyzje, które podejmuje "w polu", czyli poza bazą, w terenie i bardzo często od trafności jego decyzji zależy powodzenie zadania. Miałem np. obowiązek napisania raportu po każdym patrolu i terminowego przedstawienia go do zatwierdzenia moim przełożonym. Żołnierze mieli obowiązek terminowego stawiania się w wyznaczonym miejscu na odpowiedni sygnał. Normalne obowiązki wynikające ze specyfiki służby wojskowej oraz wykonywanych zadań. Czy były momenty, że wasze życie było zagrożone? W Afganistanie jest wojna i każdy dzień niósł ze sobą jakieś niebezpieczeństwo. Zdarzały się sytuacje, w których istniało mniejsze lub większe zagrożenie zdrowia i życia, ale trzeba było sobie z tym radzić, współpracować z innymi. Drugą rzeczą było trzeźwe myślenie. Tylko to dawało jakieś gwarancje bezpiecznego wybrnięcia z opresji i dotrwania do końca w miejscu, gdzie człowiek jest niejednokrotnie zdany tylko na siebie i na swoich kolegów. Raz, podczas patrolu wysiadły nam hamulce

w jednym z Rosomaków. Doszło do ich zakleszczenia na wszystkich 8 kołach. Koła stały w miejscu i nie było możliwości odholowania pojazdu. To było jakieś 30km od bazy i zaczynało robić się ciemno. W dodatku okolica była nie-bezpieczna, gdyż staliśmy przy dosyć dużej wiosce i istniało zagrożenie atakiem. Musieliśmy przerwać dotych-czasowe zadanie i skupić się na usprawnieniu uszkodzonego pojazdu. Po 3 godzinach udało się odblokować hamulce i pojazd można było wziąć na hol. Wszystko dzięki współdziałaniu, dużemu doświadczeniu kierowców i in-nych żołnierzy plutonu. Ważna była też współpraca z naszym centrum dowo-dzenia w bazie, które pomagało nam na przykład poprzez wezwanie myśliwców, które monitorowały dla nas okolicę z góry. Jak sobie radziłeś ze stresem? W czasie patroli nie było czasu myśleć o stresie, bo nie pozwalała na to sytuacja, która wymagała konkretnych decyzji. W bazie natomiast mieliśmy czas na to, aby pójść na siłownię, pooglądać telewizję, pograć w tenisa stołowego lub siatkówkę. Można było pośmiać się i po-żartować. Pożartować? Na wojnie? Śmieszne sytuacje bardzo często gene-rowane były przez żołnierzy. Ktoś zrobił coś śmiesznego lub opowiedział dowcip



TEMAT NUMERU

czy anegdotkę, która rozbawiła innych. To jest bardzo dobry sposób radzenia sobie ze stresem. Poza bazą takich rzeczy nie było za wiele, bo każdy skupiał się na zadaniu. Na początku za zabawne uważaliśmy to, w jaki sposób Afgańczycy przewożą różne rzeczy samochodami. Robią wszystko, żeby jak najwięcej upchać na jak najmniejszej przestrzeni i jak najwyżej się da. Wychodzą śmieszne konstrukcje, czasami znacznie przewyższające możliwości pojazdu. Po pewnym czasie przestaliśmy jednak zwra-cać na to uwagę. Jak ludność was przyjmowała, jakie było ich nastawienie, czy traktowali wojsko jak wrogów? Ludność cywilna, ilekroć pojawialiśmy się w wioskach, była pokojowo nastawiona, choć na ogół niechętna do współpracy z obawy przed Talibami, czemu nie ma się co dziwić. Wszędzie, gdzie się pojawia-liśmy, jako pierwsze podbiegały do nas dzieciaki, które liczyły na to, że coś od nas dostaną. Ich brak nie był dobrym symptomem i wskazywał, że okolica nie jest najlepiej nastawiona do sił koalicji. Czasami udawało nam się wyciągnąć od dzieci ciekawe informacje na temat przeciwnika, oczywiście nie za darmo, tylko np. za puszkę Pepsi. Ludność lokalna bardzo często chciała, ale nie mogła nam pomóc, ponieważ była zastraszana przez Talibów. Nie sądzę więc, żeby z zasady traktowano tam nas jako wrogów. Z dru-giej strony mieliśmy cały czas świadomość, że "lokalsi" (Afgańczycy), a przynajmniej niektórzy z nich mogą z Talibami współ-pracować. Dlatego należało podchodzić do nich, jak do wszystkiego zresztą, z dys-tansem. Afgańczycy są zupełnie odmienni kulturowo od nas? W Afganistanie wszystko jest inne i wszyst-ko robi wrażenie, szczególnie na prowincji, w wioskach oddalonych od HWY-1 (główna droga Afganistanu prowadząca z Kabulu do Kandaharu). Afganistan to kraj ciekawy, którego nie sposób opisać słowami. Kraj, w którym domy i ziemia mają taki sam kolor, gdzie ludzie żyją prawie tak samo jak przed wiekami. Kraj w większości górzysty, gdzie widoki naprawdę zapierają dech w piersiach. Kraj posiadający olbrzymi potencjał, który nie jest wykorzystywany z uwagi na niestabilną sytuację, trwającą już od dziesiątek lat. Jest wart zobaczenia, ale niestety nieosiągalny dla większości zwykłych ludzi. Rozmawiała: Aleksandra Wojtaszak

TEMAT NUMERU Afganistan - wciąż czas wojny Zdjęcia pochodzą z archiwum własnego podporucznika Łukasza Kaczora.

SPECJALIŚCI
Współczesne konflikty zbrojne wymagają użycia żołnierzy lepiej wyszkolonych niż przeciętny szeregowy z poboru. Trafiają tam najlepsi psychicznie i fizycznie. To oni wchodzą w skład jednostki 2305, czyli GROM.
TEMAT NUMERU

Wszystko zaczęło się od brawurowej akcji, ,,Operacji Samum'', podczas której polscy żołnierze wywieźli z Iraku sześciu ame-rykańskich agentów CIA, którzy musieli zostać ewakuowani przed wojną w Zatoce Perskiej. W przeciwnym wypadku zna-leźliby się w katastrofalnym położeniu. Ani Anglicy, ani Francuzi nie zdobyli się na odwagę, by pomóc sojusznikom. Udało się to Polakom. Specjalna jednostka zaczęła oficjalnie działać 13 lipca 1990 r. Kiedy grupa powstawała, 16 żołnierzy wraz z dowódcą wyjechało na szkolenie w Delta Force, Operacyjnym Oddziale Sił Spec-jalnych armii USA. Podobnie jak służby specjalne w innych krajach, członkowie GROMu ćwiczą skoki ze spadochronów z wysokości dziesięciu kilometrów z 90 – kilogramowym obciążeniem. Ta katorga jednak się opłaca. Pomimo tego, że do GROMu chcą dostać się członkowie innych jednostek spec-jalnych, jednostek policji i wojskowych zaledwie 10% przechodzi szkolenie pozytywnie. To dowodzi jak elitarna jest ta jednostka. Szkolenie snajpera łamie tutaj wszelkie stereotypy że „snajperzy nic nie robią, tylko leżą”. Snajper ma za zadanie dostać się do celu (jakieś 10-15 km) niezauważonym, czekać na dogodny moment do strzału bądź w ogóle do pojawienia się celu, co może trwać nawet kilka dni, podczas których komandos nie może jeść, bardzo mało pije i prawie w ogóle nie śpi. Lecz czym by była współczesna jednostka specjalna, bez specjalistycznego wyposa-żenia i uzbrojenia. Na to gromowcy nie mogą narzekać. Wszelkiego rodzaju sys-temy kodowanej łączności, kamizelki

TEMAT NUMERU

kuloodporne, kevlarowe hełmy, rękawice z trudnego do przecięcia i zmoczenia materiału. ”Złapać generała, to sztuka, ale nauczyć go polskiego w godzinę, to dopiero wyczyn” GROM jest znany na całym świecie ze swoich akcji, które zadziwiły wielu komandosów i wiele jednostek. Podczas jednej z nich komandosi GROMu opanowali i przeszukiwali do irackiego generała lotnictwa. Podczas przeszukiwania roz-mawiali ze sobą po Polsku (Generał uczył się w Polsce). W pewnym momencie generał powiedział do nich „Co Wy mi robicie? Jestem niewinny”. Po tej akcji komandosi różnych narodowości żartowali: ”Złapać generała, to sztuka, ale nauczyć go polskiego w godzinę, to dopiero wyczyn” Damian Karczewski Kamil Aftyka fot. Damian Karczewski

PRZYGODA W MUNDURZE Chcesz stać się bohaterem wo-jennym? Albo uczestnikiem wielkiej bitwy? A możesz lubisz strzelać? Daj sobie możliwość i spróbuj ASG! ASG (ang. Air Soft Gun) to forma nieco zbliżona do paintballa, w którym cała drużyna biega po lesie. Natomiast w przypadku Air Soft Gun mamy całe tło fabularne, na którym opiera się zabawa. Nie używamy też kulek z farbą. Zamiast tego w magazynku są małe plastikowe kulki. Strój, po którym zdecydowanie możemy rozróżnić ASGsowca, to świet-nie wyposażony mundur dowolnej armii. Panowie uwielbiają dobieranie kolejnych elementów, które często muszą zakupić, aby mundur był jak najbardziej podobny do oryginału. Oprócz rzeczy będących istotą militarnej kultury potrzebny jest też sprzęt. Okulary lub gogle chroniące oczy przed amunicją, ochraniacze, które są jak najbardziej wskazane oraz wygodne buty



TEMAT NUMERU

– glany, wojskowe opinacze czy ciężkie buty, takie jak do chodzenia po górach. Plusem tej zabawy jest fakt, iż może w niej brać udział każdy, kto ma na to ochotę. Wystarczy tylko dogadać się na forum z najbliższym nam odziałem ASG. Miałam okazję skontaktować się z takim oddziałem nie tylko przez Internet, ale również dzięki gościnności i pomocy człon-ków PASTu w Pleszewie (Pleszew AirSoft Team), z którymi spotkałam się przy okazji XX finału WOŚP. W PAST można zobaczyć ludzi z pasją, którą bardzo szybko można się zarazić. Wystarczy wdać się w niewinną dyskusję, a po chwili jesteśmy zaintere-sowani najbliższym zlotem. Jeżeli ktoś ma w sobie miłość i słabość do militariów, z pewnością temu ulegnie. Kto bierze udział? Nie ma na to żadnej reguły. Jedni bawią się w to latami traktując ASG jako formę odstresowania się, z kolei inni przychodzą na chwilę i szybko odchodzą. Nie ma tu nic zobowiązującego. Możemy spełnić swoje marzenie o przygodzie w mundurze i nigdy więcej nie mieć z tym do czynienia. Jak kto lubi. Jak to wygląda na co dzień? Każdy z chłopaków ma swoje obowiązki i swoje życie. Lekarze, strażacy, nauczyciele dopiero po godzinach pracy wskakują w mundur i jadą postrzelać. Możemy nawet nie wiedzieć, że kolega jeździ na zloty. Jakie zloty? Są to spotkania na poligonie albo strzelnicy w umówionym czasie. Zwykle wszystkie informacje są podawane wcześniej na forach – co się, gdzie i kto będzie uczestniczył. Spontanicznych wypadów jest sporo, ale są też zloty nawet ogólnopolskie, o których wiadomo dużo wcześniej. Trwają one do trzech dni i są okazją do świetnej zabawy, ale też do poznania czy nawią-zania współpracy z innymi jednostkami. Zawsze też można spędzić czas ze swoimi znajomymi i zwyczajnie pogadać. Nie jest tak, że są to ludzie przypadkowi i obojętni dla siebie. Po pewnym czasie i przy okazji rotacji tych jednorazowych uczestników, stają się grupą dobrych znajomych. Ten fakt rzuca się w oczy od razu, kiedy tylko można poprzebywać w takiej grupie. Zabawki! Pod tym hasłem kryje się dla każdego coś innego. Przede wszystkim, dla większości uczestników jest to broń, która stanowi kopię prawdziwych karabinów. Dzięki zmienionym mechanizmom, zamiast z ostrej amunicji, strzelamy z plastikowych kulek. Natomiast są dwa rodzaje uży-wanych karabinów. Najprostszy podział jest na pistolety gazowe używane tylko latem i takie zasilane na prąd, których możemy używać cały rok. Nie jest łatwo wiedzieć, co jest dla nas najlepsze. Prostym przykładem jest, że nie zawsze wybieramy broń o największym zasięgu. Gdy akcja rozgrywa się w budynku, odległości między uczestnikami nie są aż

TEMAT NUMERU

takie duże. A najważniejszą rzeczą jest nie zrobić sobie i koledze krzywdy. Poza tym zabawki to również całe umundurowanie z dodatkami, którego wszystkie części można znaleźć na stronach spec-jalistycznych. Zapraszam serdecznie do przeglądania i dobierania sobie wyposa-żenia. ASG jest czymś innym dla każdego. Dla jednych to odskocznia od codzienności, prawdziwa pasja, dla innych to często jednorazowe zaspokojenie ciekawości, chęć spotkania się z przygodą. Nie ma na to jednej, konkretnej definicji, ale na twarzy każdego, kto o tym opowiada, pojawia się promienny uśmiech. Może warto spró-bować takiej zabawy? Aleksandra Wojtaszak Zapraszam na stronę: http://www.past.arws.pl/. fot. Jayel Aheram (CC BY 2.0) for. Damian Karczewski

Outro Wojna i żołnierze na widokówkach Zdjęcia z kolekcji Doroty Stach