Тэставае паведамленьне - трэба паставіць flash player
SPIS TREŚCI
wokół kultury
strona 6
czysta jak łza
strona 7
nie dla Bonda
strona 9
geneza, czyli jak i gdzie się zaczęło
strona 11
dzień świra
strona 12
ekologia wcale nie jest eko
strona 17
ekolodzy
strona 22
Ojmiakon – najzimniejsze miejsce świata
strona 28
Wisława Szymborska
strona 31
foto
strona 36
WIELKA DEKLARATYWNOŚĆ
Outro
Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy
Wydawca: Fundacja Nowe Media
www.outro.pl
Mail: redakcja(@)outro.pl
rekrutacja(@)outro.pl
Redaktorzy naczelni:
Monika Toppich
Kamil Wiśniowski
Sekretarz redakcji: Marek Suska
Zastępca: Marta Jeziorek, Julia Kozioł
Redaktor prowadząca: Paulina Zguda
Projekt okładki: Patryk Skoczylas Szefowie działów: Elżbieta Janota, Paulina Rzymanek, Martyna Nowak, Justyna Książek (kultura), Maciej Kulina (sport), Agata Andrzejak (korekta), Dorota Stach (foto),
Patryk Skoczylas (graficy).
Korekta: Agata Andrzejak, Maria Gołaszewska, Martyna Kłopeć, Nina Bezpałko, Agata Hajduk, Cynthia Schmidt, Patryk Łowicki.
Graficy: Angelika Marchewka, Jarosław Stępień, Dorota Stach, Adam Białek, Paweł Szpondowski
Jesteśmy mistrzami planów, postanowień i członkostwa. Planów chyba nie trzeba tłumaczyć – wystarczy przypomnieć sobie ostatniego sylwestra. No, oczywiście, jeśli go w ogóle pamiętamy. Zwykle kiedy już jesteśmy w stanie coś pamiętać, robimy serię postanowień noworocznych. Niektóre zaczynają się od: nie będę w przyszłym roku tyle pić, po czym kolejny sylwester pokazuje, jakże naiwne były to założenia. Podobnie jest w edukacją. Ileż to razy mieliśmy lepsze oceny „od nowego roku, miesiąca, tygodnia”? Ileż razy kończyliśmy dany rok szkolny z nadzieją, że kolejny będzie lepszy? Ile razy faktycznie się to udało? Podobnie jest z modą na bycie „eko”. Tor -by ekologiczne, papier ekologiczny, akcje ekologiczne. Do tego najlepiej należeć do jakieś organizacji. Greenpeace się nadaje. Raz czy dwa do roku wystarczy przywiązać się do drzewa i po kłopocie. Jestem EKO!
Tymczasem supermarkety przyciągają klientów oferując im torby na zakupy za darmo. I to bynajmniej nie papierowe i bio-degradowalne. O futra mogą kłócić się celebryci, ale danej są synonimem luk-susu.Co ciekawe, najbardziej ekologiczni wydają się być studenci, którzy papieru nie używają, bo mają laptopy, a na futra zwy-czajnie ich nie stać.
MiK
WOKÓŁ Smarzowski nocą
WOKÓŁ KULTURY
Źródła i inspiracje
W Krakowskiej Akademii Muzycznej od 9 do 12 lu-tego potrwa ósmy festiwal „Źródła i inspiracje”. Tego-rocznym tematem są Skan-dynawia oraz cisza. Wy-darzenie odwiedzi Remy Durumpt.
Równe Prawa do Miłości
10 lutego w warszawskim KULTURY
kinie Lab odbędzie się szósty festiwal „Równe Prawa do Miłości”, który nie tylko wzbudza dysku-sje, ale także zmusza do refleksji. W programie po- kaz Drag Kings oraz film Andy’ego Warhola.
Film’n’Chill
W rzeszowskim kinie Zorza 10 lutego zobaczyć będzie można maraton filmowy Film’n’Chill. Przedpremierowe pokazy dzieł mistrzów złotego ek-ranu pobudzą wyobraźnię i nie pozwolą nudzić się w czasie zimy. Rock in Arena 2012
W poznańskiej Hali Wido-wiskowo–Sportowej Arena dnia 11 lutego odbędzie się Rock in Arena 2012, gdzie której zagrają: Kult, Hey, Star Guard Muffin, Luxtorpeda,Snowman oraz Magnificent Muttley. Wy- darzenie uświetni występ kultowego zespołu Armia świętującego teraz 20- le- cie wydania płyty „Legen-da”.
Urszula Konarska–Mikołajewicz
CC by Allie_Caulfield 11 lutego o 22:30 w Kinie pod Baranami w Krakowie startuje nocny maraton filmowy „Smarzowski nocą”. Wojciech Smarzowski uważany jest za jednego z naj-wybitniejszych polskich reżyserów, który wciąż pozo-staje poza cieniem fleszów. Pokaz rozpocznie film „Wesele”, później zobaczymy thriller „Zły dom”, a na końcu „Różę”, opowieść o „miłości na zgliszczach” między Tadeuszem a wdową po niemieckim żołnierzu.
Obok kadr z filmu "Dom zły", zdjęcia: Krzysztof Ptak
„Czysta jak łza” to pierwsza książka z cyklu o Lily Bard z Shakespeare napisanego przez Charlaine Harris. Rozpoczyna pięciotomową serię, wydawaną w Polsce przez wydawnictwo Znak.
CZYSTA
JAK ŁZA
RECENZJA KSIĄŻKOWA
Charlaine Harris tworzy od dwudziestu lat. Zaczęła pisać po ukończeniu studiów. Jest to pierwsza autorka, której siedem książek równocześnie znalazło się na liście bestsel-lerów „New York Timesa”. Największą popularnością cieszy się jej cykl o Sookie Stackhouse, barmance–telepatce z Luizja-ny. Lily Bard jest samotniczką, starannie uk-rywającą mroczny sekret z przeszłości. Kie-dy nie sprząta cudzych domów, trenuje ka-rate, a nocą chodzi na długie spacery. Pewnej nocy podczas jednej z takich prze-chadzek zauważa, że ktoś ukradł jej wózek na śmieci i ciągnie go w kierunku parku. Lily podąża za nim. Znajduje worki, w jed-nym z nich jest ciało Pardona Albee. Ko-bieta staje się detektywem, starając się rozwiązać zagadkę na podstawie rzeczy, które znajduje w domach swoich praco-dawców. Czy jednak zdoła ukryć prawdę o sobie i tamtej nocy przed wtykającym
RECENZJA KSIĄŻKOWA
wszędzie nos policjantem?
"Bohaterowie sprawiają, że nie można się
oderwać od lektury."
Książka „Czysta jak łza” nie jest kryminałem. Autorka skupia się bardziej na uczuciach bohaterki, jej przeszłości, marzeniach, miłości. Zagadka śmierci Pardona jest na drugim planie, ale to ona nadaje książce posmak tajemniczości, dzięki czemu utwór nie należy do gatunku powieści obyczajowej. Lily to postać dynamiczna, zaczyna otwierać się do ludzi po tym, jak kilku z nich poznało jej tajemnicę. Barwne są też postacie drugoplanowe, jak policjant, który prowadzi śledztwo, mistrz karate ze szkoły w Body Time czy pracodawcy Lily. Boha-terowie sprawiają, że nie można się oderwać od lektury.
Powieść jest dobra na ferie i spokojny okres tuż po nich, bo pozwala się zrelaksować, a jednocześnie zapewnia nam odpowiednie emocje. Nie spodoba się jednak wielbicielom prawdziwych kry-minałów, skupiających akcje na zagadce, gdzie nieważne jest, kto ją rozwiązuje. Książka nadaje się dla tych, którzy chcą chwilę odpocząć od wartkiej akcji, a mimo to nie chcą zrezygnować z czytania kryminałów.
Agnieszka Nowak
To musiało się tak skończyć – ogólnoświatowy, spektakularny sukces wydawniczy szwedzkiej trylogii „Millenium” nie mógł przejść niezauważony przez amerykańskich filmowców. Tak powstała „Dziewczyna z tatuażem”, film oparty na pierwszej z książek Stiega Larssona, z metką: wyprodukowano w USA. Na szczęście, produkcji udało się uniknąć zgubnych wpływów, jakie Hollywood zwykło miewać na europejską sztukę.
NIE DLA BONDA
RECENZJA FILMOWA
Mikael Blomkvist jest dziennikarzem, któ- rego dalsza kariera staje pod znakiem za-pytania z powodu przegranego procesu o zniesławienie. W związku z tym przyj-muje nietypowe zlecenie, z dala od cieka-wskich oczu: ma odegrać rolę detektywa i przy pomocy wnikliwego umysłu oraz kil-ku kartonów różnorodnych materiałów roz-wiązać sprawę morderstwa sprzed lat. Po-może mu w tym Lisbeth Salander, groźnie wyglądająca aspołeczna hakerka i specja-listka od researchu.
Za kamerą „Dziewczyny z tatuażem” stanął David Fincher i na całym obrazie odcisnął się jego profesjonalizm oraz charakte-rystyczny styl. Ciężki, ponury klimat, re-alizm postaci i szczegółów, przedstawiona z przejmującą szczerością ludzka bru-talność, która niespodziewanie przenika się z kojąco dowcipną kwestią czy ujmującym ujęciem. Reżyser zadbał też o wierność oryginałowi (i choć fani książki zauważą pewnie różnicę w zakończeniu, nie wpływa ona na jakość odbioru ani atrakcyjność fa-buły), wliczając w to również wierność scenerii, o czym świadczy fakt, iż miejscem rozgrywania się wydarzeń pozostała Szwecja.
Akcja, rozwijana w sposób przemyślany i skrupulatny, początkowo zaledwie zacie-kawia, by w kolejnych etapach przej-mować, poruszać, przerażać. Trzymać w napięciu. Wzbudzać emocje. Zaskakiwać.
Osobną zaletą filmu jest postać Lisbeth Salander. Bardzo oryginalna, a jednak wia-rygodna, budząca jednocześnie niepokój, podziw i współczucie. Patrząc z per-spektywy tej wycofanej dziewczyny, prze-wartościowujemy swoje poglądy na miłość, przemoc, samodzielność czy sprawie-dliwość. Lisbeth Salander to również świe-tna rola młodej Rooney Mary, która prze-szła nie lada metamorfozę, by jak najlepiej wcielić się w hakerkę. Nie licząc odważnej
RECENZJA FILMOWA
charakteryzacji, Mara zwróciła uwagę na mowę ciała, sposób poruszania się czy mó-wienia. Efekt końcowy – piorunujący.
Zakurzone już mocno morderstwo, pierwszeństwo analitycznych zdolności przed technologicznymi nowinkami, zło-żoność problematyki… Wszystko to spra-wia, że zagadka zniknięcia Harriet Vanger nie jest bynajmniej kolejną sprawą dla Jamesa Bonda. Jest czymś dużo bardziej wysublimowanym, dużo prawdziwszym, dużo mroczniejszym, a jednocześnie dużo bardziej ekscytującym. Na szczęście Daniel Craig, najnowsze wcielenie Bonda, dos-konale sobie z tym wyzwaniem poradził. Od teraz, w ramach uznania, zamiast z agentem 007, powinno się go kojarzyć z Mikaelem Blomkvistem.
Elżbieta Janota "Ciężki, ponury klimat, realizm postaci i szczegółów, przed-stawiona z przej-mującą szczerością ludzka brutalność, która niespodzie-wanie przenika się z kojąco dowcipną kwestią czy ujmu-jącym ujęciem."
GENEZA
CZYLI JAK
I GDZIE SIĘ ZACZĘŁO
SPOŁECZEŃSTWO fot. Srdjan Stojiljkovic CC by 2.0
Słowo ekologia pochodzi z języka greckie-go, z połączenia dwóch słów: „oikos” i „lo-gia” („dom” i „nauka”), wprowadzone w ro-ku 1869 przez Ernsta Heckla, profesora Uniwersytetu w Jenie. I wszystko zaczęło się w XIX wieku, gdy Heckl stworzył nową dyscyplinę naukową.
Tymczasem w Polsce słowo to szybko dopasowano do problemów, jakie pojawiły się z końcem lat osiemdziesiątych, zwią-zanych ze znacznym pogorszeniem się stanu środowiska przyrodniczego. Już rok wcześniej (1868) podjęto pierwsze dzia-łania związane z ochroną zwierząt tatrzań-skich. Ustanowiono akt prawny, poparty wkrótce przez społeczeństwo, który mówił o ochronie kozic i świstaków.
Następnie w okresie międzywojennym rozpoczęto restrykcyjną hodowlę żubrów i koni, a także tworzenie rezerwatów, po-mników i parków narodowych, które miały na celu ratowanie pogarszającego się stanu naszej planety. Z czasem ochrona zaczęła obejmować kolejne gatunki zwierząt, a po-tem nawet i roślin i grzybów, którym gro-ziło (i grozi) wyginięcie.
Każdego roku wprowadzano nowe akcje i czynności, tworzono nowe organizacje, aż w końcu mania ochrony środowiska ogar-nęła prawie cały świat.
Jednak mimo naszych wiernych starań i tak jest coraz gorzej. Dziura ozonowa się powiększa, klimat stale się ociepla, coraz więcej gatunków jest zagrożonych wy-ginięciem. Cały świat powtarza dziś jak mantrę jedno słowo – ekologia – słowo, które z każdym dniem traci swoje zna-czenie.
Monika Frączek
"Każdego roku wprowadzano nowe akcje i czynności, tworzono nowe organizacje, aż w końcu mania ochrony środowiska ogarnęła prawie
cały świat. "
DZIEŃ ŚWIRA
– SUBIEKTYWNY RANKING 10 NAJBARDZIEJ SZALONYCH POMYSŁÓW EKOLOGÓW
Ekolodzy próbują zapobiegać katastrofom naturalnym. Czasami jednak ich pomysły przybierają nietypową formę – mogą być niebezpieczne, a w najlepszym wypadku zdrowo pokręcone…
SPOŁECZEŃSTWO SPOŁECZEŃSTWO
Miejsce 10. Wzdęcia nie służą naszej planecie!
Naukowcy wzięli pod lupę krowy, które – jak się okazuje – mają szkodliwy zwyczaj puszczania metanowych bąków. Pojedyn-cze zwierzę potrafi wydalić dziennie 150 gramów tego gazu. Pamiętajmy, że „ciep-larniana skuteczność” metanu jest 24 razy silniejsza od dwutlenku węgla! Podobnie jest ze świniami. Ta wiadomość trochę mnie zmartwiła, bo chcąc dbać o naszą planetę będziemy zmuszeni posilać się kan- gurami (które pod tym względem są mniej szkodliwe), a najlepiej byłoby od razu przejść na wegetarianizm.
Co gorsze, ekolodzy zaczęli interesować się również kotami i psami. Fakty są zatrwa-żające, bowiem okazuje się, że utrzymanie owczarka alzackiego wymaga 1,1 hektara ziemi uprawnej, a kot emituje prawie tyle samo gazów cieplarnianych co VW Golf.
Nie wspominając o królikach i świnkach
morskich…
SPOŁECZEŃSTWO
Miejsce 9. Bez tańca nie ma zabawy.
Te wszystkie migające światełka na dyskotece pobierają bardzo dużo prądu, a zarazem szkodzą naszemu środowisku. Właściciel jednego z londyńskich klubów – Andrew Charalambous – potrafi zaoszczę-dzić 60% cennej energii. Jak to robi? W barze Surya zamontował podłogę, która będąc uciskana przez tancerzy produkuje prąd, magazynowany później w akumula-torach. Co za pomysłowość!
Miejsce 8. Naturalne źródło energii.
Adrienne So wpadła na dość łatwy do zrealizowania pomysł. Pragnie stworzyć biustonosz spleciony z niewielkich druci-ków, które mogłyby produkować elektry-czność z naturalnego ruchu piersi w ciągu dnia. Energia wytworzona w ciągu kilku-nastu godzin byłaby w stanie zasilić tele-fon komórkowy. Projektantka tego stanika nie planuje na razie masowej produkcji…
Miejsce 7. Na kłopoty… mocz świni.
Pewnie nie raz zastanawialiście się, czy je-dnorazowe plastikowe naczynia i sztućce nie wpływają korzystnie na nasze środo-wisko. Duńska firma Agroplast już znalazła rozwiązanie na ten trapiący problem – tale-rze należy produkować ze świńskiej uryny, a dokładniej z jej głównego składnika – mocznika. Bioplastik z domieszką tej sub-stancji będzie rozkładał się szybciej i dzięki temu nie będzie stwarzał zagrożenia dla naszej planety. Jedna drobna rada: jeżeli zdecydujecie się na kupno tych produktów na przyjęcie urodzinowe, lepiej nie zdra-dzajcie, z czego zostały wykonane. Miejsce 6. Trumny miłe naturze.
Ecopod to ręcznie wykonana trumna. Jak podaje producent, stworzona została z ma-kulatury poddanej recyklingowi, a wykoń-czenia są w stu procentach pochodzenia naturalnego. Na życzenie klienta ostatnie miejsce spoczynku może być wyściełane jedwabiem, a dodatkowo trumnę można z zewnątrz pokryć wybranym kolorem (tak-że złotym). Wygoda przecież najważniej-sza!
Miejsce 5. Zwykli zjadacze… dwutlenku węgla.
Znany ekolog i futurolog, James Lovelock, wysunął myśl, by zamontować w oceanach olbrzymią rurę, która pobudzałaby mie-szanie się wody na różnych głębokościach. Ta znajdująca się w głębinach, bogata w składniki odżywcze, byłaby wynoszona na powierzchnię. Skutkowałoby to zakwi-tami glonów w górnych częściach zbiornika wodnego. Organizmy te potrzebują do fotosyntezy dwutlenek węgla, więc pochła-niałyby go z powietrza, a po śmierci opa-dałyby na dno, zabierając gaz cieplarniany ze sobą. Sęk w tym, że nawet, gdy wy-kluczymy emisję CO2, ocieplenie przez pewien czas nadal będzie się zwiększało.
Miejsce 4. Planeta Ziemia zakłada okulary.
Pewnie nie raz zdarzyło się, że po bardzo gorącym dniu smarowałeś maścią po-parzone miejsca. Przeklinałeś, że niepo-trzebnie smażyłeś się od rana do wieczora na słońcu. Wielu ludzi ma takie same dylematy, jak Ty. Nawet naukowcy!
SPOŁECZEŃSTWO "Okazuje się, że utrzymanie owczarka alzackiego wymaga 1,1 hektara ziemi uprawnej, a kot emituje prawie tyle samo gazów cieplarnianych co VW Golf. "
Niedawno zaproponowali, by otoczyć Ziemię wokół równika rozpraszającym światło słoneczne pierścieniem. Pomysł jest taki: owa obręcz zredukuje promie-niowanie słoneczne i zneutralizuje niektóre gazy cieplarniane, które przyczyniają się do ocieplenia naszego klimatu. Ta fanta-styczna idea jest również jedną z bardziej kosztownych – cena takiego przedsięwzięcia jest szacoowana na biliony dolarów. Na razie do realizacji pomysłu nikt się nie kwapi.
Miejsce 3. Nie wyrzucajmy zużytych pieluch!
Na dwa, w zasadzie podobne do siebie po-mysły, wpadły Japonia i Kanada. Oba kraje postawiły sobie za zadanie, by do produkcji paliwa wykorzystać… zużyte pieluchy! W Kanadzie brudny materiał poddaje się skomplikowanemu procesowi zwanemu pi-rolizą. Produktem owej reakcji są min.: gaz podobny do metanu oraz paliwo diesel. W Japonii niepotrzebne pieluchy umieszcza się w maszynie, która ściera je w proch, zmniejszając trzykrotnie ich masę. Po ob-róbce powstaje pozbawione bakterii, a więc i odoru paliwo, które może zostać wyko-rzystane w systemach ogrzewania. Krótko mówiąc – pieluchy robią zawrotną karierę!
Miejsce 2. Imitacja wulkanu.
Uważa się, że niektóre substancje mogą schłodzić naszą atmosferę. Te małe czą-steczki odbijają niektóre typy promienio- wania słonecznego do przestrzeni kosmi-cznej – na Ziemię dociera więc mniej energii cieplnej. Spójrzmy chociażby na erupcję wulkanu, która wyrzuca w po-wietrze tony siarki, obniżając jednocześnie
SPOŁECZEŃSTWO
temperaturę powietrza. Kilku naukowców zasugerowało, by naśladować naturę – zaserwujmy naszej atmosferze dużą dawkę siarki, a globalne ocieplenie przy-stopuje. Wszystko pięknie, ale zwięk-szenie ilości siarki doprowadzi do wzmo-żonych opadów kwaśnego deszczu, a do tego zastrzyki tej substancji będą musiały być powtarzane – w przeciwnym razie efekt będzie wprost odwrotny. Niech autorzy tej teorii pozostaną anonimowi…
Miejsce 1. To, co dla człowieka niepojęte.
Odwieczną prawdą jest to, że gdy człowiek próbuje kontrolować przyrodę, zwykle koń-czy się to nie tak jak planowano. W 1962 roku australijskie rafy koralowe zostały zaatakowane przez rozgwiazdę, zwaną ko-roną cierniową, która żeruje na koralo-wcach. Ludzie kochający majestat rafy koralowej wypowiedzieli zwierzęciu wojnę. W pierwszej fazie – jakże konwencjonalnej – nurkowie posiekali niewinne zwierzaki maczetami. Martwe ciała koron zaczęły zalegać na plażach, ale efekt tych poczy-nań i tak był znikomy z niezwykle błahego powodu – rozgwiazdy te rozmnażają się w zastraszającym tempie. Zwłoki koron cierniowych zaczęto zakopywać w piasku, ale zajęcie to okazało się być niebez-piecznym, ponieważ istoty te zaopatrzone są w igły nafaszerowane toksyną, która prowadzi do uduszenia. Natchnieni nauko-wcy postanowili pozbyć się rozgwiazd na dobre – wykorzystali ich własną broń – truciznę, a w tym wypadku siarczan miedzi. Rzeczywiście, gatunek ten nie przepadał za tą substancją, ale siarczan nie opuszczał środowiska morskiego i stanowił zagroże-nie dla innych, nieszkodliwych gatunków. Rozpoczęły się poszukiwania broni chemi-cznej bardziej przyjaznej dla ekosystemu. Padło na dwusiarczan sodu, który – nie-stety – nie był tak skuteczny.
Bronie fizyczne i chemiczne nie przyniosły oczekiwanego efektu. Czas było wypró-bować broń biologiczną. Naturalnym wrogiem koron cierniowych jest gatunek ślimaka z rodziny trytonów. Ruszyła hodo-wla na wielką skalę, aż w końcu dumny tryton wkroczył na rafę koralową. Czekano, ale ku zdumieniu uczonych efekty były nikłe, ponieważ niewielki mięczak zado-walał się zaledwie jedną rozgwiazdą tygodniowo.
Kolejny sposób na pozbycie się deli-kwentów wymyślił Roy Rufus twierdząc, że można by potraktować rozgwiazdy para-lizatorem. Mimo iż urządzenia generowały prąd o mocy 2800V, korony cierniowe nie zareagowały. Teraz planuje się zwiększenie mocy maszyny, ale pojawia się obawa, że ofiarą przedsięwzięcia padną również nur-kowie…
Kamil Aftyka
CC by greenpeace.italia
CC by Adrian Dmoch
W ostatnich latach coraz częściej słyszymy o tym, by zacząć dbać o środowisko, w którym żyjemy, by chronić je i zapobiegać degradacji, jeśli tylko jesteśmy w stanie to zrobić. Są programy ekologiczne, dopłaty dla rolników, którzy wybierają ekologiczną drogę prowadzenia swoich gospodarstw, mamy coraz to nowsze przepisy prawne nawiązujące do ochrony środowiska. Jednak nie wszystko, co wydaje nam się ekologiczne, poprawia stan i jakość naszej planety, a ludzie często nieświadomie przyczyniają się do degradacji różnych elementów przyrody.
EKOLOGIA WCALE NIE JEST EKO
SPOŁECZEŃSTWO
Pierwszym przykładem jest prowadzenie rolnictwa ekologicznego. Nie jest ono nam dobrze znane i nie cieszy się popularnoś-cią, ponieważ to kosztowna i mająca nie-wielki rynek zbytu alternatywa. Poza tym nie zawsze jest tak zdrowa, jak zapewniają rolnicy produkujący żywność ekologiczną.
Zdawać by się mogło, że rezygnacja z na-wozów sztucznych poprawi stan naszego środowiska – z pewnością naturalne na-wozy nie niszczą gleb i nie zanieczyszczają wód w takim stopniu jak na przykład pes-tycydy, ale bakterie, które się w nich znaj-dują, albo mocznik i amoniak, nie zawsze są dobre dla roślin, a co za tym idzie, są również złe dla środowiska i dla nas. Po-nadto często żywność ekologiczna jest modyfikowana genetycznie (każdy z nas zapewne słyszał o GMO), by produkcja by-ła wydajniejsza, zwłaszcza poza okresem wegetacyjnym roślin, a my, konsumenci, o tym nie wiemy. Modyfikacje w wielu przypadkach prowadzą do tego, że ży - wność ekologiczna ma mniej wartości od-żywczych niż produkty zawierające związki chemiczne.
Kolejnym przykładem jest przedkładanie rolnictwa nad przemysł, który teoretycznie bardziej degraduje środowisko. To zało-żenie też nie jest właściwe, gdyż obecne przepisy pozwalające na wybudowanie za-kładu przemysłowego, mogącego choćby potencjalnie oddziaływać na środowisko, muszą być poparte wieloma pozwoleniami i wymogami, jakie zakład musi spełniać. W kominach instalowane są filtry zatrzy-mujące szkodliwe dla powietrza związki, wody są oczyszczane i wykorzystywane po-nownie, a zanieczyszczenia składowane w miejscach specjalnie do tego przezna-czonych. Z kolei rolnictwo nie jest sekto-rem znacznie dbającym o środowisko, gdyż wiele maszyn i urządzeń rolniczych pro-dukuje dużo spalin, energia zużywana w budynkach gospodarczych wytwarza
SPOŁECZEŃSTWO
ciepło, a same zwierzęta mają spory udział w produkcji szkodliwego dla nas me-tanu.
Ludzie nie są świadomi również tego, że wspomniane zakłady przemysłowe nie szkodzą dzisiaj środowisku tak samo jak trzydzieści lat temu. Obecne przepisy i prowadzenie polityki ekologicznej państ-wa wymagają ochrony środowiska, spo-rządzania raportów oddziaływania na śro- dowisko, a jeśli istnieje taka potrzeba, od-powiednie władze mają prawo zamknąć każdy zakład przyczyniający się do nisz-czenia przyrody. Przykładem nieświado-mości społeczeństwa mogą być tutaj prote-sty mieszkańców jednej z gmin w pobliżu Poznania, sprzeciwiających się powstaniu spalarni odpadów, która w wyniku spalania miałaby zatruwać powietrze dioksynami – najbardziej toksycznymi związkami chemi-cznymi. W praktyce spalarnia wyposażona w niezbędne filtry produkuje w ciągu doby tyle samo dioksyn co jeden wypalony pa-pieros, a popioły z odpadów zaliczanych do grona niebezpiecznych, które są unieszko-dliwiane, znacznie mniej oddziałują na śro-dowisko niż same odpady.
Następnym nie–ekologicznym zjawiskiem jest propagowanie poddawania recyklin-gowi szklanych butelek, które nie degra-dują tak środowiska jak aluminiowe puszki. Wszędzie można znaleźć informacje, by re-zygnować z aluminiowych opakowań i po-prawić stan środowiska. Prawdą jest, że aluminium jest szkodliwe, ale w żadnych źródłach nie znajdujemy wiadomości na temat ilości i szkodliwości wszystkich sub-stancji chemicznych, które stosuje się
SPOŁECZEŃSTWO
w procesie recyklingu szkła, by znów było czyste, odkażone i możliwe do ponownego wykorzystania. Ostatecznie te substancje powodują większe zanieczyszczenia i ska-żenia niż aluminium, które można poddać odzyskowi.
Nawet elektrownie produkujące energię elektryczną ze źródeł odnawialnych nie są tak proekologiczne, jak by się mogło wy-dawać. Propagując ten rodzaj pozyskiwania energii, nikt nie wspomina, że elementy wykorzystane do zbudowania m.in. elek-trowni wodnej oddziałują na najbliższe oto-czenie i niszczą je w podobnym stopniu co elektrownie węglowe i substancje, które produkują.
Jednym z najbardziej dyskusyjnych tema-tów w ostatnich latach jest globalne ocie-plenie, które miało powstać w wyniku nad-miernej antropopresji, czyli ingerencji czło-wieka w środowisko. W grudniu, kiedy na dworze były dodatnie temperatury, wszy-scy mówili o ociepleniu klimatu. A kiedy te-raz za oknem jest minus piętnaście i więcej stopni, wszyscy kpią, że naukowcom coś się pomyliło. Faktem jest, że nasz klimat się ociepla, o czym świadczyć mogą zwięk-szone średnie roczne temperatury z wielo-lecia. Czy to jest rzeczywiście globalne ocieplenie, po którym – jak w przeszłości – nastąpić powinna epoka lodowa, to sprawa sporna. Czynnikami prowadzącymi do ocie-plenia klimatu są nie tylko zwiększone ilości dwutlenku węgla w atmosferze, do czego przyczynił się głównie człowiek. Mało kto wie, że Słońce ma cykle powtarzające się regularnie i obecnie znajdujemy się w sta- nie zwiększonej aktywności słonecznej. Na naszej gwieździe ma miejsce dużo potę-żnych wybuchów, a olbrzymie ilości energii docierają do Ziemi, zwiększając tempe-raturę powietrza. Na klimat i temperatury wpływają też masy powietrza i kierunek wiatru. Jednak lodowce topnieją, a poziom wód oceanu światowego podnosi się. Po-woduje to zalewanie terenów przybrzeż-nych i zmniejszanie się powierzchni lądów. To z kolei wpływa na zmniejszony konty-nentalizm klimatu, a co za tym idzie – po-wietrze w głębi lądów jest wilgotniejsze i zarazem chłodniejsze.
Nie tylko człowiek przyczynił się do zwiększenia średnich temperatur na naszej planecie. Nasza działalność ma na to spory wpływ, ale z pewnością nie jedyny. Czyn-niki naturalne, niezależne od nas, również niszczą środowisko, w którym żyjemy i pro-ekologiczne działania także w tym przy-padku nie są w stanie wyrównać szkód wy-rządzonych w przyrodzie, a czasami nawet przyczyniają się one do pogorszenia stanu aktualnego.
Działania ekologiczne nie zawsze przynoszą zamierzone skutki, a ludzie, którzy je pro-pagują, często ukrywają lub nie znają całej prawdy o wielkości oddziaływania eko-logicznych elementów na środowisko. Pró-bujemy naprawiać szkody wyrządzone przez starsze pokolenia, ale w rzeczywis-tości nic nie jest czarno–białe i nasze
SPOŁECZEŃSTWO
zamiary często przynoszą negatywne skutki. Warto też uświadomić sobie, jaka naprawdę jest propagowana ekologia i czy obiekty, które istnieją, rzeczywiście niszczą nasze środowisko, zanim kolejny raz grupa ludzi zacznie protestować przeciwko nad-miernej emisji dwutlenku węgla do atmo-sfery, nie wiedząc, że z olbrzymich komi-nów elektrowni wydobywa się nic innego jak para wodna.
Agata Andrzejak,
Bartosz Bendowski
"Działania ekologiczne nie zawsze przynoszą zamierzone skutki, a ludzie, którzy je propagują, często ukrywają lub nie znają całej prawdy o wielkości oddzia-ływania ekologicz-nych elementów
na środowisko."
CC by brad.coy
Kiedy słyszymy o akcjach takich, jakie miały miejsce w wypadku budowy autostrady w Dolinie Rospudy, nasuwają nam się na myśl dwojakie odczucia. Z jednej strony – jak to określił jeden internauta – irytujący pseudoekolodzy – zadymiarze utrudniają ludziom życie przez różnego rodzaju demonstracje. Z drugiej strony „popieramy i podziwiamy wrażliwość tych ludzi w kwestii ochrony przyrody”. Czy to, co robią ,,zieloni” ma jakikolwiek sens?
EKOLODZY
- ZADYMIARZE, FRAJERZY CZY MOŻE TROSKLIWI OBROŃCY NATURY?
SPOŁECZEŃSTWO
W listopadzie ubiegłego roku członkowie WWF przebrali się za zagrożony gatunek orangutanów z Borneo. Wspięli się na ele-wację domu towarowego „Wars Sawa Junior” w Warszawie i powiesili tam ogromny plakat: „Pomocy!”. Ambasadorem akcji była Kayah, znana piosenkarka. Za to podczas konwencji programowej PO akty-wistka Greenpeace rozwinęła wraz z zaskoczonym premierem transparent: „Szkoda prądu, chcemy czystej energii!”. Bardziej spektakularna akcja miała odbyć się podczas meczu na gdańskiej PGE Arenie. Członkowie Greenpeace planowali tam rozwiesić plakat: „Polsko – do boju o czystą energię!”. Ich plan spełzł jednak na niczym, bowiem na czas zareagowali strażnicy.
Przeglądając wyniki ankiety zauważyłem pewną prawidłowość. Osoby, które wypo-wiadały się najmniej entuzjastycznie o eko-logach twierdziły, że o ochronie środowiska wiedzą niewiele albo nawet nic. Pewna osoba mówi, że ekolog jest „kretynem, który powinien mieszkać w buszu i opiekować się zwierzątkami. A całkiem serio człowiekiem o zaburzonym systemie wartości. Przewartościowuje przyrodę po-nad dobro człowieka. Działa na szkodę rozwoju industrialnego państwa.”
Mimo, że człowiek jest jednym z elemen-tów przyrody, to zależnie od punktu widze-nia, raz człowiek, a raz właśnie przyroda i ochrona jej komponentów jest dla nas najważniejsza. I to ukazuje nam dwa typy ekologów: jedni to ci, którzy wyłącznie na pokaz przywiązują się do drzew w ramach protestu, a po przelaniu na ich konta odpo-wiedniej sumy pieniędzy stwierdzają, że mamy jeszcze inne tereny zielone i parki narodowe, które nam w zupełności wy- starczą, sprawa protestów nagle cichnie; są też tacy ekolodzy, którzy w ramach pro-testów wyszukują kruczki prawne, które zakazują realizacji jakichś przedsięwzięć
SPOŁECZEŃSTWO
SPOŁECZEŃSTWO
SPOŁECZEŃSTWO
degradujących środowisko lub przynajm-niej kilka jego elementów i bronią swojego zdania niekoniecznie w tak barwny sposób jak ci pierwsi, gdyż dla nich właśnie ochro-na krajobrazu i walorów przyrodniczych jest ponad dobro, a przede wszystkim wy-godę człowieka.
Krąży znany dowcip o tym, jak członkowie Greenpeace zatrzymali milionerkę odzianą futrem. Pytają ją, czy nie zastanawiała się nad tym, ile cierpień musiała przejść taka norka, zanim znalazła się na jej szyi. Ko-bieta mówi, że futro, które nosi, jest z po-liestru. Na to oni odpowiadają: „Czy nie zastanawiała się pani, ile cierpień musiał przejść ten poliester?” Wiele osób myśli, że ekolodzy są – za przeproszeniem – tłumo-kami, którzy za nic mają interesy innych ludzi. W rzeczywistości jednak sami wykazujemy cechy podobne do ekologów z dowcipu. Chcąc kupić w hurtowni biode-gradowalne reklamówki ze skrobi kukury-dzianej możemy dostać folię z „żywego po-liestru”, zaś jeżeli potrzebujemy makula-turowy papier, sprzedawca – nie–ekolog – może nam dać zwykły, twierdząc, że każdy papier jest ekologiczny. Nie każdy wie, że istnieje wymóg nakazujący opatrzenie ekologicznego papieru odpowiednim, wido- cznym symbolem.
Obszary Natura 2000 są często uważane za zło powszechne, ponieważ „blokują wsze-lakie inwestycje”. Badania Generalnej Dy-rekcji Ochrony Środowiska mówią co in-nego – ponad 95% decyzji zezwala na bu-dowę w tych obszarach, jednak w za-leżności od planowanego przedsięwzięcia, inwestorzy muszą uzyskać decyzję o uwa -
SPOŁECZEŃSTWO
runkowaniach środowiskowych i/lub raport oceny oddziaływania na środowisko lub na obszary Natura 2000 znajdujące się w pobliżu tego przedsięwzięcia.
Wszystkie akcje ekologiczne są po coś, choćby produkcja żywności ekologicznej. Jest ona kilka razy droższa i o wiele sma-czniejsza, ale niekoniecznie zdrowsza – choćby przez modyfikację genetyczną wa-rzyw i owoców. Wszyscy słyszeliśmy o GMO – spożywanie tak modyfikowanej żywności jest dla nas niekiedy gorsze niż zjadanie warzyw szprycowanych chemią. Sok malinowy z certyfikatem europejskim jest niewątpliwie bardziej wartościowy niż jego tańszy substytut w supermarkecie, ale też nie zawsze, bo na pewno każdy z nas pamięta afery na temat tego, że znane firmy płaciły miliony za to, by na opa-kowaniach ich produktów pomijano w składzie związki i substancje chemiczne.
"Członkowie Greenpeace zatrzymali milionerkę odzianą futrem. Pytają ją, czy nie zastanawiała się nad tym, ile cierpień musiała przejść taka norka, zanim znalazła się na jej szyi. Kobieta mówi, że futro, które nosi, jest z poliestru Na to oni odpowiadają: Czy nie zastanawiała się pani, ile cierpień musiał przejść ten poliester?”
Trzeba przyznać, że działania większości ekologów, o których słyszymy, są często nieskuteczne lub irytujące, zwłaszcza kiedy ich priorytetem nie jest dobro ogólne i ochrona środowiska. Poza tym wciąż wiele osób wrzuca do śmietników na makulaturę zużyte butelki, a do pojemników na szkło – stare gazety, gdyż nie są świadomi, że każdy z nas w pewnym stopniu pogarsza jakość naszego oto-czenia. Jednak zamiast krytykować nieu-dolność ekologów, powinniśmy przyłączyć się do akcji edukacyjnych. Powiedzmy, choćby naszej rodzinie, jak bardzo ważna jest segregacja śmieci czy oszczędzanie energii i jak bardzo każdy z nas może się przyczynić do poprawy stanu środowiska. Dyskutujmy, uczmy choćby niewielkie grono osób. Cytując George'a Christopha Lichtenberga: „Nie mogę oczywiście powie-dzieć, czy będzie lepiej, mogę tylko powie-dzieć, że jeżeli ma być lepiej, to coś musi się zmienić”.
Kamil Aftyka
CC by woodleywonderworks
CC by Stanisław Czachorowski
CC by epSos.de
CC by greenpeace.italia
Stoimy na przystanku autobusowym – sypie śnieg, boimy się przejść kawałek, żeby nie poślizgnąć się na lodzie, a do tego wiatr bezlitośnie krzywdzi naszą twarz. Ale ja się nie przejmuję. Wystarczy, że przywołam sobie na myśl Ojmiakon, najzimniejszą zamieszkałą osadę świata. Najniższą temperaturę odnotowano tam w 1926 roku – wyniosła ona -71,2 stopni Celsjusza. A na twarzach mieszkańców nie pojawiła się ani jedna oznaka niezadowolenia!
OJMIAKON – NAJZIMNIEJSZE MIEJSCE ŚWIATA
SPOŁECZEŃSTWO
Za polski biegun zimna uznano Siedlce, gdzie odnotowano temperaturę -42 stopni Celsjusza. Ten wynik nie równa się jednak temu, który pokazały termometry na stacji Wostok na Antarktydzie w 1989 roku – wy-niósł on -89 stopni. Jak do tej pory tempe-ratura zanotowana tam jest najniższa na całym świecie. Stacja ta została założona w 1957 roku i znajduje się na wysokości 3488 m n.p.m. Najniższą temperaturę w Europie odnotowano w Ust – Szangor w Rosji (- 55 stopni), w Azji w Ojmiakonie (-71,2 stopni), w Ameryce Północnej w North Ice na Grenlandii (- 66 stopni), w Ameryce Południowej w Sarmiento w Argentynie (-32,8 stopni), w Afryce w Ifran w Maroko (-23,9 stopni). Najcieplej jest na kontynencie australijskim. Najniższa tem-peratura, zanotowana tam 29 maja 1999 roku w Charlotte Pass wyniosła „jedynie” -23 stopnie Celsjusza.
Źródła termalne, które znajdują się w po bliżu Ojmiakonu, pozwoliły na założenie wsi, pomimo wieloletniej zmarzliny i wiecznych mrozów. Sama nazwa Ojmiakon nawiązuje do owych źródeł i w języku jakuckim oznacza „niezamarzającą wodę”. Wioska liczy 521 osób. Tamtejsi ludzie żyją z łowiectwa i handlu futrami zwierząt. Od października do kwietnia nie można używać tam samochodów – transport odbywa się więc drogą konną lub za pomocą skuterów śnieżnych. Tubylcy nie potrzebują lodówek – wystarczy wystawić jedzenie za okno. Natomiast nie można rozwiesić prania na mrozie. Po kilkunastominutowym „suszeniu” ubrania można połamać na kawałki, podobnie jak po kąpieli w ciekłym azocie!
Z powodu braku pracy wiele osób wyje-chało z tego dziewiczego zakątka globu. Wygląda na opustoszały, ale tak napraw-dę tętni w nim życie. Burmistrz miasteczka, Barbara Zabołodska, mówi, że dla
SPOŁECZEŃSTWO "Miejsce to jest niezwykle tajemnicze. Na terenie osady płynie rzeka, która pokrywa się lodem, gdy temperatura spada do minus 10–12 stopni, ale gdy oziębienie dojdzie do minus 50 stopni, lód znika, a woda płynie jak latem."
mieszkańców najniższe temperatury nie stanowią problemu. Szkoły zamyka się dopiero przy temperaturze -50 stopni, a niektóre dzieci, by w ogóle dojść do szkoły muszą przebyć nawet pięć kilometrów! Robotnicy pracujący na świeżym powietrzu nie przerywają pracy nawet wtedy, gdy temperatura sięgnie -55 stopni Celsjusza! Podczas długiej zimy młodzież ma dużo zajęć: grają w szachy, mogą iść na polowanie, korzystać z biblioteki, tańczyć, a od trzydziestu lat także oglądać tele-wizję.
Miejsce to jest niezwykle tajemnicze. Na terenie osady płynie rzeka, która pokrywa się lodem, gdy temperatura spada do mi-nus 10–12 stopni, ale gdy oziębienie dojdzie do minus 50 stopni, lód znika, a woda płynie jak latem. Inną zagadką jest jezioro Labinkir. Podobno widziano tam stworzenie, podobne do szkockiego potwo-ra z Loch Ness. Rzekomo napotkane jasz-czuropodobne zwierzę o długiej szyi wyda-wało ostry i przeszywający odgłos. Legen-da przekazywana z pokolenia na pokolenie mówi, że monstrum powoduje zniknięcia zwierząt, a nawet ludzi. Jezioro długie na czternaście metrów i szerokie na 3 metry jest siedliskiem flory unikalnej na skalę światową.
Nadal trwają kłótnie pomiędzy dwoma miejscowościami – Ojmiakonem i Wiercho-jańskiem. Przedmiotem konfliktu jest to, gdzie zanotowano najniższą temperaturę. Problem polega na tym, że w Wiercho-jańsku termometry pokazały minus 67,8
SPOŁECZEŃSTWO
stopni Celsjusza, a temperatura w Ojmia-konie jest nieoficjalna – meteorolodzy oszacowali ją na podstawie wysokości nad poziomem morza (741 metrów) i innych czynników. Mimo to temu miejscu nieza-przeczalne pierwszeństwo trzeba przyznać w przypadku amplitudy temperatur – roczna rekordowa różnica wynosi 104 stopnie Celsjusza (zimą -71, a latem +33).
Mieszkańcy Ojmiakonu zdają się być życzliwi, przyjaźni. Gdy znajdziesz się w tej miejscowości, tubylcy poczęstują Cię ich specjałem – kumysem, jakuckim napojem ze zsiadłego mleka klaczy. Jeżeli odmówisz – dostaniesz gorącą herbatę, niezwykle ko-jącą po przechadzce po kilkudziesięcio-stopniowym mrozie. A zaraz potem poko-nasz walkę ze snem. Następnego ranka rozpalisz ogień w kominku, wyjrzysz przez okno i stwierdzisz, że nie znasz piękniej-szego miejsca na Ziemi.
Kamil Aftyka
"Z powodu braku pracy wiele osób wyjechało z tego dziewiczego zakątka globu. Wygląda na opustoszały, ale tak naprawdę tętni w nim życie"
CC by Geoff Mackley
FC Barcelona w ostatnich kilku latach uważana jest za jedną z najlepszych drużyn świata. Wszystko zaczęło się na nowo układać, gdy jej szkoleniowcem został Josep Guardiola, czyli człowiek urodzony w (FC) Barcelonie. Wraz z jego przybyciem zmieniło się wiele rzeczy. Jedną z nich była niechęć do budowania dużej kadry i kupowania zagranicznych
piłkarzy za miliony.
MAŁA KADRA I WIELKIE KONTUZJE, CZYLI CAŁA FC BARCELONA
SPORT
Pep postawił na katalońską szkółkę i wciąż wierzy, że tacy gracze jak Xavi, Iniesta czy przede wszystkim Messi to nie jedyni wychowankowie w pierwszej drużynie, któ-rzy stali się diamentami w światowym fut-bolu. Guardiola preferuje bardzo szczupłą kadrę (zwykle zamyka się w liczbie około 20 piłkarzy), gdyż w razie czego wszystkie braki kadrowe może uzupełniać „wspania-łymi dzieciakami”, czyli młodymi graczami drużyn rezerw, którzy dopiero rozpoczynają swoje profesjonalne kariery. Podczas gdy wielu kibiców pukało się w czoło, on uparcie trwał przy swoim i efekty było widać po bardzo krótkim czasie. Tacy gra-cze jak Busquets czy Pedro zostali odkryci dopiero przez Guardiolę. Nie byłoby o nich tak głośno, gdyby nie szkoleniowiec Blau-grany, który nie bał się stawiać na nie-doświadczonych piłkarzy w ciężkich chwiL-ach.
W tym sezonie los był jednak wyjątkowo
SPORT "Historia futbolu pokazuje nam w wielu przypadkach, że prawdziwe talenty rozwijały się w „ciszy i spokoju”. Bez zbędnej presji. "
niesprzyjający dla myśli szkoleniowej Pepa. Nieszczęśliwe kontuzje takich graczy jak Afellay, Fontas (obaj mieli zerwane wię-zadła kolanowe, przez co na 6 miesięcy pożegnali się z boiskiem), Villa (złamana noga w odcinku piszczelowym – 5 miesięcy bez piłki) czy Iniesta, Pedro, Alexis (kilka drobniejszych urazów) sprawiły, że w kilku spotkaniach Guardiola po prostu nie miał wyboru podczas wybierania jedenastki meczowej. Apogeum miało miejsce około tygodnia temu, kiedy na dzień przed spotkaniem Barcelona miała zaledwie 14 zdrowych piłkarzy pierwszego zespołu. Na pomoc przyszła szkółka i rezerwy, z któr-ych Guardiola był zmuszony ściągać po-zostałych graczy.
Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że powołanie graczy rezerw stało się KONIECZNOŚCIĄ, a nie tak, jak do tej pory, czyli dodatkiem nadającym nutkę świeżości i rywalizacji do ekipy. Historia futbolu pokazuje nam w wielu przypad-kach, że prawdziwe talenty rozwijały się w „ciszy i spokoju”. Bez zbędnej presji. Tak do tej pory było w Barcelonie, jednak tego-roczne braki kadrowe sprawiły, że dobre występy młodych graczy stały się po raz kolejny przymusem, jeżeli myślało się po-ważnie o wygranym meczu. Póki co, młodzi piłkarze nie zawodzą. Na skrzydłach w os-tatnich kilku spotkaniach szaleje Cuenca, a w meczu z Sociedad kluczową postacią był Tello, który bardzo przypomina Over-marsa (wypuszczanie piłki na dużą odleg-łość, bardzo szybki sprint do niej i zosta -wienie obrońcy daleko w tyle).
SPORT
Mimo dobrej postawy młodzików, Barce-lona nie radzi sobie w lidze. Właściwie to nie radzi sobie w meczach wyjazdowych, gdzie bardzo ciężko przychodzą jej zwy-cięstwa. Guardiola nie ma na ławce jokera, który wszedłby na boisko i nieco „rozbujał” cała ekipę. W końcu bardzo ciężko jest wymagać tego od 18–sto czy 19–sto let-niego gracza rezerw. I tutaj pojawia się konkluzja: czy nie warto jest pomyśleć nad zbudowaniem nieco większej ekipy, żeby w razie tak wielkiej fali kontuzji mieć kogo wystawić do gry? W ten sposób mło-dzi piłkarze ponownie uzyskaliby „ciszę i spokój”, które pomogłyby im w prawid-łowym rozwoju.
Jedno jest pewne – cały sztab szkoleniowy FC Barcelony od dłuższego czasu w woln-ych chwilach rozmyśla nad poprawieniem stanu obecnej sytuacji. Pewnie nie raz dy-skutować będą także o samym okresie przygotowawczym, który od kilku lat bar-dziej przypomina promocję klubu, niż porządne przygotowanie piłkarzy do sezo-nu. Czy Barcelona ponownie wygra wszy-stkie możliwe tytuły? Czy uda jej się odrobić siedmiopunktową stratę w lidze do Realu Madryt? Czy przyszły sezon przy-niesie nam zmiany w budowaniu kadry? Odpowiedzi na te i wiele innych podobnych pytań już pod koniec sezonu.
Maciej Kulina
fot. 1OhBarcelona.com CC by 2.0
fot. 2 Gerard Reyes CC by 2.0
fot. 3 OhBarcelona.com CC by 2.0
WISŁAWA SZYMBORSKA
1923-2012
To pierwsza Polka uhonorowana Nagrodą Nobla za "poezję, która z ironiczna precyzją pozwala his-torycznemu i biologicznemu kontekstowi ukazać się we fragmentach ludzkiej rzeczywistosci".
SPOŁECZEŃSTWO
"Nic dwa razy"
Nic dwa razy sie nie zdarza
I nie zdarzy. Z tej przyczyny
Zrodziliśmy sie bez wprawy
I pomrzemy bez rutyny.
Choćbyśmy uczniami byli
Najtępszymi w szkole świata,
Nie będziemy repetować
Żadnej zimy ani lata.
Żaden dzień sie nie powtórzy,
Nie ma dwóch podobnych nocy,
Dwóch tych samych pocałunków,
Dwóch jednakich spojrzeń w oczy.
Wczoraj, kiedy twoje imię
Ktoś wymówił przy mnie głośno,
Tak mi było, jakby róża
Przez otwarte wpadła okno.
Dziś, kiedy jesteśmy razem,
Odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?
Czemu ty sie, zła godzino,
Z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś- a więc musisz minąć.
Miniesz- a więc to jest piękne.
Uśmiechnięci, wpółobjęci,
Spróbujemy szukać zgody, Choć różnimy sie od siebie,
Jak dwie krople czystej wody.
"Psalm"
O, jakże są nieszczelne granice ludzkich państw!
Ile to chmur nad nimi bezkarnie przepływa,
ile piasków pustynnych przesypuje się z kraju do kraju,
ile górskich kamyków stacza się w cudze włości
w wyzywających podskokach!
Czy muszę tu wymieniać ptaka za ptakiem jak leci,
albo jak właśnie przysiada na opuszczonym szlabanie?
Niechby to nawet był wróbel – a już ma ogon ościenny,
choć dzióbek jeszcze tutejszy. W dodatku – ależ się wierci!
Z nieprzeliczonych owadów poprzestanę na mrówce,
która pomiędzy lewym a prawym butem strażnika
na pytanie: skąd dokąd – nie poczuwa się do odpowiedzi.
Och, zobaczyć dokładnie cały ten nieład naraz,
SPOŁECZEŃSTWO
na wszystkich kontynentach!
Bo czy to nie liguster z przeciwnego brzegu
przemyca poprzez rzekę stutysięczny listek?
Bo kto, jeśli nie mątwa zuchwale długoramienna,
narusza świętą strefę wód terytorialnych?
Czy można w ogóle mówić o jakim takim porządku,
jeżeli nawet gwiazd nie da się porozsuwać,
żeby było wiadomo, która komu świeci?
I jeszcze to naganne rozpościeranie się mgły!
I pylenie się stepu na całej przestrzeni,
jak gdyby nie był wcale w pół przecięty!
I rozleganie się głosów na usłużnych falach powietrza:
przywoływawczych pisków i znaczących bulgotów!
Tylko co ludzkie potrafi być prawdziwie obce.
Reszta to lasy mieszane, krecia robota i wiatr.
"Kot w pustym mieszkaniu"
Umrzeć - tego nie robi się kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać się między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci. Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.
Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków pisków na początek.
"Trzy słowa najdziwniejsze"
Kiedy wymawiam słowo Przyszłość,
plerwsza sylaba odchodzljuż do przeszłści.
Kiedy wymawiam słowo Cisza, niszczęją.
Kiedy wymawiam słowo Nic,
stwarzam coś, co nie mieści się w żadnym niebycie.
FOTO FOTO ZMARŁA WISŁAWA SZYMBORSKA
CC by Mariusz Kubik
Fot. Wikipedia