Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

wokół kultury strona 6 Youth to Business Forum - po raz pierwszy w Polsce strona 7 dobijanie ciężko rannych strona 8 kolor strachu strona 12 magiczne światy strona 16 polityczne gierki strona 20 średniowiecza ciąg dalszy strona 22 moda czy tradycja? strona 25 inny świat? strona 28 tęczówka strona 31 machina Mourinho strona 33 tydzień w obiektywie strona 38 ATAK KLONÓW!

Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl rekrutacja(@)outro.pl Redaktorzy naczelni: Monika Toppich Kamil Wiśniowski Zastępca: Paulina Zguda Sekretarz redakcji: Marek Suska Zastępca: Magdalena Wąwoźna, Marta Jeziorek, Julia Kozioł Redaktor prowadząca: Aleksandra Wojtaszak Szefowie działów: Elżbieta Janota, Paulina Rzymanek, Martyna Nowak, Justyna Książek (kultura), Maciej Kulina (sport), Agata Andrzejak (korekta), Dorota Stach (foto), Patryk Skoczylas (graficy). Korekta: Agata Andrzejak, Maria Gołaszewska, Martyna Kłopeć, Nina Bezpałko, Agata Hajduk, Cynthia Schmidt, Patryk Łowicki. Graficy: Angelika Marchewka, Jarosław Stępień, Dorota Stach, Adam Białek, Paweł Szpondowski Fotoedycja wydania: Dorota Stach Projekt okładki: Patryk Skoczylas Zdjęcie: Mooshuu CC BY 2.0

„Atakują klony, będą nas miliony...” Pa-miętacie jak swego czasu Big Cyc śpiewał piosenkę o braciach Kaczyńskich? Była wtedy moda na dość wyrafinowane wyś-miewanie się z polityków. Szkoda, że te-raz, kiedy moda na Kaczyńskiego się skoń-czyła i przyszło nabijać się z Tuska i reszty Rady Ministrów, nikt nie opatentował no-wego, odkrywczego pomysłu i wszyscy stwierdzają po prostu, że ktoś sobie nie radzi i powinien odejść. A poza tym uwa-żam, że Kartaginę należy zniszczyć... Ileż razy można powtarzać to samo, prawda? Jakie to wyświechtane! Narzekamy na władzę, boimy się kryzysu i bezrobocia, jesteśmy zmęczeni, bo zima za długa, a stadion się nie udał. Polacy mają wiele cech wspólnych, praw-da? Jaki z nas jednolity i jednomyślny na-ród! Dopóki trzymasz się w głównym nurcie - narzekasz na to samo co wszyscy, ubierasz się tak jak inni, a jedynym polem do dys-kusji jest poparcie dla jednej, bądź drugiej partii, możesz spać spokojnie – nikt nie będzie się z ciebie nabijał, nikt nie będzie cię szykanował czy dyskryminował. Ale spróbuj tylko mieć inne poglądy, inaczej wyglądać... Jesteśmy tolerancyjni, prawda? MiK



WOKÓŁ Chopinart +

WOKÓŁ KULTURY

Alternatywne Walentynki 14 lutego w Łódzkim Do-mu Kultury odbędzie się turniej wiersza erotyczne-go połączony ze spotka-niem z doktor Julią Czer-niecką. Impreza poświęco-na będzie problemom mi-łosnym kobiet jak i męż-czyzn w dzisiejszym świe-cie. KULTURY Open Jazz Session We wrocławskim Loft Cafe dnia 14 lutego rozpocznie się „Open Jazz Session”, skierowane do wykonaw-ców i odbiorców tego ga-tunku muzyki. Chociaż spotkanie prowadzone bę-dzie wyłącznie przez męż-czyzn, nie zabraknie mu romantyczności. Walentynkowy Maraton Filmowy 17 lutego w Centrum Kul-tury i Promocji w Jarosław-cu odbędzie się maraton kultowych filmów miłos-nych dla zakochanych dusz i osób wciąż poszukujących miłości. W programie: „Ca-sablanca”, „Śniadanie u Ti-ffany’ego” oraz „Czekola-da”. Odjazdy W katowickiej Hali Spodek, 18 lutego rozpoczną się „Odjazdy”, czyli koncerty najbardziej wyjątkowych polskich zespołów oraz wy-konawców. Wystąpią takie formacje jak: Hey, Armia, Acid Drinkers, Pidżama Porno, Koniec Świata oraz Lunatics. Nie zabraknie też największych przebojów Kasi Nosowskiej. 18 lutego w gdańskiej Operze Bałtyckiej zobaczyć będzie można premierowy pokaz baletu Emila We-sołowskiego, „Chopinart +”. O przedstawieniu mówi się, że jest kontynuacją sukcesu polsko–chińskiej miłości do Fryderyka Chopina ("Chopinart"). Tancerze znów dadzą z siebie wszystko. Kostiumy przygotował Paweł Grabarczyk, zaś autorem prezentowanej inter-pretacji muzycznej będzie Rafał Blechacz. Urszula Konarska–Mikołajewicz YOUTH TO BUSINESS FORUM
– PO RAZ PIERWSZY W POLSCE
INFORMACJA PRASOWA

Youth to Business Forum to prestiżowy projekt organizacji studenckiej AIESEC, będący połączeniem konferencji i dyskusji panelowych ze specjalistycznymi szkole-niami i spotkaniami networkingowymi, skie-rowany do grupy najlepszych studentów z całej Polski. Będziemy na Was czekać w jednej z warszawskich sal konferencyj-nych w ostatnim tygodniu marca. Celem wydarzenia jest zbudowanie dialogu między młodzieżą z ogromnym potencjałem, a spe-cjalistami ze świata biznesu, możliwość zaprezentowania swoich umiejętności i wie-dzy na forum i dostosowywanie własnych kwalifikacji do zapotrzebowania zmiennego rynku. Tematyka konferencji skoncentrowana bę-dzie wokół trendów wpływających na eko-nomię i społeczeństwo, efektywnego kiero-wania zespołem, innowacji, edukacji bizne-sowej, kwestii prawnych i gospodarczych. Swój głos będą mogli zabrać przedsta-wiciele naszych partnerów oraz środowisk akademickich. Dwudniowe warsztaty mają stać się nie tylko połączeniem między studentami a biznesem, ale także miejscem tworzenia i wspierania nowych tenedencji w najważniejszych dziedzinach gospodarki, dającym studentom możliwość wniesienia własnego wkładu w budowanie przyszłości i bycia częścią globalnych przemian. Powstanie Youth to Business Forum mo-żliwe jest dzięki pracy i zaangażowaniu członków AIESEC, największej organizacji studenckiej na świecie, zrzeszającej ponad 60 000 studentów w 110 krajach na ponad 2100 uniwersytetach. Szeroka sieć kon-taktów umożliwia korzystanie z doświad-czenia państw takich jak Indie, Brazylia i Egipt oraz wiele innych, w których projekt odnosi duże sukcesy, zarówno wśród stu-dentów, jak też firm. Dzięki wsparciu udzielanemu przez naszych partnerów już 30-31 marca 2012 roku wydarzenie odbę-dzie się po raz pierwszy w Polsce. Natalia Cieślewicz Współorganizator ds. PR i Marketingu Poland Youth to Business Forum Mniej więcej rok temu zachwycaliśmy się pewną brytyjską wokalistką, do której ostatecznie należały ostatnie miesiące. Podobnie sprawa ma się teraz. Lana Del Rey zachwyciła wszystkich singlem „Video Games”, a potem jeszcze bardziej rozbudziła apetyty drugim utworem, czyli „Born to Die”. Wszystko wska-zywałoby na to, że powtórzy wyczyn Adele. Nic bardziej mylnego, kolejna „adelomania” nam nie grozi.
DOBIJANIE CIĘŻKO RANNYCH
RECENZJA PŁYTY

Mówić o Lanie jak o debiutantce, to tak jakby twierdzić, że Michał Wiśniewski umie śpiewać. Elisabeth Grant na swoim koncie ma już debiutancki album (wydany w 2010 roku „Lana Del Rey A.K.A. Lizzy Grant”), który został uznany za porażkę i wycofano go ze sprzedaży w sklepie iTunes. Walecz-na Lizzie nie poddała się i wykreowała od nowa. Tym razem jako seksbomba lat 60., by wpasować się w obecne światowe tren-dy. Podobnie jak u Lady Gagi, „zażarło” i jeszcze pod koniec 2011 roku wszyscy słyszeli o Lanie Del Rey. Niestety owi wszyscy usłyszeli też, że jest ona córką milionera Roberta Granta, a za jej wizerun-kiem stoi sztab speców od public relations. Przez to na wokalistkę posypały się gromy i zapomniano o tym, że takie procedery są normalne i – co najważniejsze – że pomi-mo tych wszystkich zawirowań, mamy do czynienia z bardzo dobrą, popową płytą. Z „Born to Die” jest trochę jak z ustami sa-mej Lany.

RECENZJA PŁYTY "Mówić o Lanie jak o debiutantce, to tak jakby twierdzić, że Michał Wiśniewski umie śpiewać."

Niby dostarczają wrażeń estetycznych i po-niekąd artystycznych, jednak cały czas ma się przeświadczenie, że stoi za nimi grupa ludzi, którzy nadali im taki kształt. Pytanie jednak, czy komuś to przeszkadza? Jeśli tak, to z miejsca skreśli tę płytę, bo to produkt, a liczy się przecież szczerość. Natomiast jeśli słuchacz woli skupić się na samej muzyce, otrzyma solidną dawkę dobrze wyprodukowanych i poskładanych dźwięków. Gdybym miał określić tę płytę jednym zdaniem, chyba powiedziałbym, że na „Born to Die” spotykają się Nancy Sinatra i trip–hopowa produkcja Portis-head. Ta płyta ma mocny początek, bo zaraz po starcie dostajemy trzy bardzo melancholi-zujące, czasem łzawe, ale szalenie melo-dyjne single („Born to Die”, „Blue Jeans”, „Video Games”) i jakby na przełamanie tego wszystkiego mroczny, bujający, zaś-piewany wysokim, lekko dziecięcym (ale i cynicznym) głosem „Off the Races”. Od razu widać, że Lana Del Rey to wokalistka, której nie tylko z melancholią do twarzy. Potwierdza to w lekko podszytym r&b „Diet Mtn Dew” czy wręcz rapującym „National Anthem”, który zaczyna się od partii skrzy- piec, jak młodszy brat „Bittersweet Sym-phony” zespołu The Verve. Sentymentalnie robi się w „Radio” i „Dark Paradise”, które jednak biją swoimi podniosłymi refrenami po uszach. Z kolei filmowo–hollywoodzko robi się za sprawą „Million Dollar Man”, gdzie Lana śpiewa jak wokalistki z lat 60., o facetach, którzy złamali serca i odeszli. Idealne na soundtrack do filmu typu „Ca-sablanca”.

RECENZJA PŁYTY

Nawet jeśli „Born to Die” jest produktem, to został wykonany doskonale, bo nie ma tutaj słabego utworu. Faktem jest, że po-czątek zapada w pamięć najbardziej, przez co reszta płyty może się lekko rozmywać, ale to nie znaczy, że im dalej tym gorzej. Najcięższe działa poszły na początek, po-tem zostaje tylko dobijanie ciężko rannych. Elisabeth Grant zagwarantowała nam bar-dzo miłe rozpoczęcie roku. I choć nie zos-tanie drugą Adele, to z niecierpliwością bę-dę czekał na jej następny album, bo po-przeczkę postawiła dosyć wysoko. Norbert Oset CC by André de Saint–Paul CC by blur95 "Gdybym miał określić tę płytę jednym zdaniem, chyba powiedziałbym, że na „Born to Die” spotykają się Nancy Sinatra i trip–hopowa produkcja Portishead."



KOLOR
STRACHU
RECENZJA KSIĄŻKOWA RECENZJA KSIĄŻKOWA

W czasach, gdy mianem horroru określa się książki o wampirach typu „Zmierzch”, a filmy grozy zostały za-stąpione przez krwawe produkcje z gatunku gore, miło jest zobaczyć na półce w księgarni książkę, która z obecnymi wyobrażeniami o horro-rach ma mało wspólnego. Pozycja ta pełnymi garściami czerpie z czasów powieści z dreszczykiem, kiedy strach był czymś więcej, niż tylko wszech-obecną krwawą miazgą. Mowa o powieści Susan Hill zatytułowanej „Kobieta w czerni”. Publikacja tej książki może mieć więcej wspólnego z premierą filmu o tym samym tytule (z Danielem Radcliffem w roli głównej), niż z rzeczy-wistym zapotrzebowaniem na powieści te-go typu. Powieść wydana w Anglii ponad dwadzieścia pięć lat temu dopiero teraz zostanie udostępniona polskim czytelni-kom. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy na takie książki nie jest już za późno i czy wzorowana na wiktoriańskich czasach opowieść o duchach może jeszcze

RECENZJA KSIĄŻKOWA

kogoś emocjonalnie utrzymać w napięciu w czasie lektury. Nasz odbiór książki w du-żej mierze zależy od tego, do jakiego stopnia porzucimy nasze przyzwyczajenia i oczekiwania związane z powieścią, która ma za zadanie nas przestraszyć. "Wiele niedopowiedzeń, skrywane tajemnice, mroczne klatki schodowe czy wszechobecna cisza okazyjnie przetykana jękami tragicznie zmarłych, to tylko niektóre z elementów, które stopniowo odkrywamy w czasie lektury." „Kobieta w czerni” posługuje się standar-dowym schematem rządzącym opowieś-ciami o duchach. Wiele niedopowiedzeń, skrywane tajemnice, mroczne klatki scho-dowe czy wszechobecna cisza okazyjnie przetykana jękami tragicznie zmarłych, to tylko niektóre z elementów, które stop-niowo odkrywamy w czasie lektury. Czytel-nik towarzyszy młodemu notariuszowi – Arthurowi Kippsowi, który ma za zadanie udać się na wschodnie wybrzeże Anglii, by uczestniczyć w pogrzebie Alice Drablow, a następnie zająć się uporządkowaniem jej spraw oraz dokumentów. Początkowo nie zwraca uwagi na niewielką ilość szcze-gółów związanych ze sprawą, a także nie-zbyt przejmuje się tym, czego obywatele miasteczka nie chcą mu powiedzieć. Będąc młodym, nieustraszonym i powiedzmy sobie szczerze, niedoświadczonym życiowo notariuszem, bez większych uprzedzeń udaje się do posiadłości zmarłej, by tam dowieść, że tabu związane z osobą zmarłej Alice Drablow jest w dużej mierze związane ze stereotypami dotyczącymi samotnie mieszkających starszych pań. Oczywiście zdrowy rozsądek oraz logika rządząca myślami Kippsa zostają wystawione na ciężką próbę w obliczu tajemnic skrywanych przez Dom na Węgorzowych Moczarach. By dowiedzieć się, jakie mroczne tajemnice skrywa stara posiadłość oraz kim jest tytułowa tajemnicza kobieta w czerni, należy sięgnąć po książkę, choć oczywiście w trakcie lektury można snuć liczne domysły, z których większość z pewnością okaże się prawdą – książka na tym polu nie jest zbyt zaskakująca (albo też my jesteś-my zbyt przyzwyczajeni do tego typu sche-matów). Jednak w tym przypadku to nie rozwój wydarzeń dostarcza emocji i wra-żeń. Dużą zasługę odgrywa tu język oraz słownictwo, które wyjątkowo skutecznie budują mroczną atmosferę i tym samym pozwalają cieszyć się każdym kolejnym zdaniem prowadzącym czytelnika przez

RECENZJA KSIĄŻKOWA

"Dużą zasługę odgrywa tu język oraz słownictwo, które wyjątkowo skutecznie budują mroczną atmosferę i tym samym pozwalają cieszyć się każdym kolejnym zdaniem prowadzącym czytelnika przez gotycką fabułę." przez gotycką fabułę. Warto więc poświęcić na lekturę zimowe noce, wygodnie kryjąc się w domowym zaciszu, gdzie z bezpiecz-nego dystansu możemy towarzyszyć bied-nemu Arthurowi Kippsowi skazanemu na samotną walkę z wszechobecną ciemno-ścią. Szczerze polecam – dajmy „Kobiecie w czerni” szansę. Niech ślady powieści gotyckiej choć na chwilę przywrócą nam wiarę w staroświecki strach przechadzający się po starych cmentarzach. Paulina Rzymanek – książka ukaże się w lutym nakładem wydawnictwa Amber



Nikt nie lubi poniedziałku. Wtorek wcale taki zły nie jest, środa przybliża nas do weekendu, w czwartek wyczekujemy zbawienia. Piątek to pora odpoczynku, a w sobotę i niedzielę zapominamy o wszystkim. Gdyby nie ten przeklęty pierwszy dzień tygodnia, wszystko z pewnością byłoby dobrze. Chyba, że Potomne Dni czyhałyby na Wasze życie i nie mielibyście nawet chwili na zaczerpnięcie oddechu. Bo oto po Panu Poniedziałku na scenę wkraczałby już Ponury Wtorek…
MAGICZNE ŚWIATY
RECENZJA KSIĄŻKOWA

Pan Poniedziałek. Ponury Wtorek. Utopiona Środa. Książę Czwartek. Pani Piątek. Dostojna Sobota. Świat, jaki każdy z nas zna. Zwyczajne miasta, najnormalniejsze w świecie domy, szkoły, ulice i niczym nie wyróżniające się służby ratownicze. Romantyczna bibliote-karka, uparty nauczyciel wychowania fi-zycznego, szkolni prymusi i outsiderzy. Ojciec muzyk, matka lekarka, liczne rodzeństwo z problemami wieku dojrze-wania. Do tego nowa szkoła po prze-prowadzce, próba zaprzyjaźnienia się z naj-większymi dziwakami w klasie. Czyli do-kładnie to, co mogłoby spotkać każdego przeciętnego nastolatka. Prawie każdego. Równolegle do naszego świata istnieje wiele innych planet i miejsc, w których toczy się życie na takim czy innym poziomie ewolucji. A nad wszystkim tym istnieje Dom, gdzie urzęduje siedem Potomnych Dni i poczyna sobie wedle własnego uznania nie zważając wcale na Ostatnią Wolę Architektki, ani na żadne ustano-wione wcześniej prawa. Nie wtrącają się one w inne dziedziny, a nad królestwami poza Domem panują w wyznaczone dla siebie dni tygodnia. Są rozpasanymi, leniwymi istotami robiącymi wszystko dla własnej korzyści. Albo nie robiącymi nic. Dom rządzi się innymi prawami, niż cokolwiek znane człowiekowi. To miejsce, w którym co sto lat zmienia się moda, a dzieci pochwycone przez Szczurołapa przechodzą gruntowne czyszczenie pa-mięci. Postawiono go na Nicości, jego fundamenty sięgają w nią coraz głębiej,

RECENZJA KSIĄŻKOWA

pogrążając się w powolnym rozpadzie. Wszędzie śmigają windy, które mkną z prędkością światła z samego dna na szczyt, gdzie przebywać mogą jedynie uprzywilejowani. Domena każdego z Po-tomnych Dni stanowi zaś odrębną część Domu i ciężko zrozumieć, jak możliwe jest, że tuż obok rzymskiej willi ukrytej w wul-kanie, może istnieć kopalnia tak głęboka, że na jej dno wędruje się przez kilka dni, a dalej jeszcze spokojnie faluje wielkie morze współistniejąc z labiryntami. Gdyby tego było mało, istnieją jeszcze Niebywałe Schody powstające z tego, co choć trochę przypomina stopnie. Trzeba mieć naprawdę dobrą wyobraźnię oraz dzierżyć któryś z niezwykłych Kluczy, by móc mknąć w górę lub dół i przemykać po licznych podestach. Podestach, które są umiejscowione w różnych królestwach poza Domem, w bliskich i dalekich nam czasach, a podróżnemu nie wolno zostać tam zbyt długo, bowiem utknie już na wieki. W tym całym bałaganie ukryta została Ostatnia Wola Architektki. Miała ona istnieć jako całość, zaś Potomne Dni wykonywać powinny przyznane im zadania i wycze-kiwać na Dziedzica. Te jednak podzieliły Wolę na siedem części i starannie ukryły ją w różnych światach równoległych, by żywe wersety przypadkiem nie połączyły się i nie postanowiły zdziałać czegoś w celu od-szukania sukcesora Architektki. A ponieważ w Domu wszyscy są bardzo leniwi i przez dobrych dziesięć tysięcy lat praca im zbrzydła, nikogo nie powinien dziwić fakt, że pierwszy fragment Woli czmychnął ze swojego więzienia i przedostał się do na-szego świata.

RECENZJA KSIĄŻKOWA

Przez czysty przypadek Arthur, chorowity chłopak z ciężką astmą, który przepro-wadził się do innego miasta i właśnie rozpoczynał naukę w nowej szkole, został wybrany przez Wolę na osławionego Dzie-dzica i strażnika Kluczy do Królestwa. Los nastolatka zmienił się pod wpływem inge-rencji żywych wersetów, które przyniosły mu Wskazówkę Minutową i Kompletny Atlas Domu wciągając w rozgrywkę, której wyniku nikt nie zna. Arthur, pragnący jedynie odnaleźć się w nowym miejscu, od tej chwili będzie musiał przeciwstawiać się Potomnym Dniom pragnącym zatruć mu życie lub też to życie odebrać mu wraz z Kluczami. Chłopak może jednak liczyć na pomoc przyjaciół – Suzy Turkusowy Błękit oraz szalonego rodzeństwa, Liść i Eda. Wola również będzie wspierała swojego wy-brańca, na ile tylko będzie zdolna, choć oczywiście, jak to już bywa, zawsze uda jej się przybyć po czasie albo jej wspaniałe plany będą brały w łeb. Z tego też powodu Arthur nie raz ucierpi, a towarzysząca mu w niemalże każdej wyprawie Suzy zmu-szona będzie ratować go z opresji. "Klucze do Królestwa są odpowiedzią na nasze dziecięce marzenia i personifikację rzeczy, których nie umieliśmy nigdy zrozumieć." Epilog. Klucze do Królestwa to trzecia seria autorstwa Gartha Nixa. Nie jest ona tak błyskotliwa, jak Stare Królestwo, co z pew-nością nie jest miłą wiadomością dla fanów pisarza, jednak można w niej znaleźć naprawdę ciekawe fragmenty. Ponadto Nix ma niesamowitą zdolność wciągania czy-telnika w wydarzenia, rozmowy i przygody bohaterów. Klucze do Królestwa są odpo-wiedzią na nasze dziecięce marzenia i personifikację rzeczy, których nie umie-liśmy nigdy zrozumieć. W końcu większość dzieci wyobraża sobie rok, miesiące, jak również dni tygodnia, które u Nixa są dość realistyczne i mogą z pewnością odpo-wiadać temu, jak powszechnie postrze-gane są prace wykonywane w czasie ich trwania. W Polsce nie wydano jeszcze ostatniego, rozstrzygającego tomu i z pew-nością przyjdzie czytelnikom trochę po-czekać na „Lorda Niedzielę”. Oby było warto. Martyna Nowak "Nie jest ona tak błyskotliwa, jak Stare Królestwo, co z pewnością nie jest miłą wiadomością dla fanów pisarza, jednak można w niej znaleźć naprawdę ciekawe fragmenty." GIERKI Świat brudnych gierek politycznych, w które uwikłani zostali dwaj najwięksi rywale, szefowie ich sztabów i dziennikarze nie przepuszczający żadnej okazji, by jednemu z nich przypiąć uroczą łatkę skandalisty. Nieczyste rozgrywki doprowadzą w końcu do tragedii.
POLITYCZNE
RECENZJA FILMOWA

Stephen Meyers (Ryan Gosling) jest młodym, błyskotliwym doradcą guber-natora Mike’a Morrisa (George Clooney) startującego w wyborach prezydenckich. Stephen współpracuje z Paulem (Philip Seymour Hoffman), jednym z najlepszych w tej branży, choć upartym i przeświad-czonym o tym, iż tylko ci wierni mają szansę na zrobienie kariery u boku Morrisa. Obaj wytrwale starają się pozyskać popar-cie najbardziej wpływowych demokratów dla swojego kandydata i nie wahają się wcale przed wyciąganiem brudów swego przeciwnika, które sprzedają Idzie (Marisa Tomei) pracującej dla The Times. W to wszystko wplącze się jeszcze młoda sta-żystka – Molly (Evan Rachel Wood), która zdradzi Stephenowi podczas jednej z sza-lonych nocy największy sekret guberna-tora. Meyers nie pozostanie obojętny i już wkrótce z uczciwego, zaangażowanego i wierzącego w zwycięstwo Morrisona chło-paka, zamieni się w zblazowanego i pełne-

RECENZJA FILMOWA

go złości karierowicza. Nie zawaha się przed szantażem, który może zawieść go na szczyt. Trzeba przyznać, że George Clooney spisał się całkiem nieźle w roli reżysera i sce-narzysty. Niestety, „Idy marcowe” nie na-leżą jednak do najwybitniejszych dzieł, chociaż trzeba oddać aktorom, że ci trzy-mają naprawdę wysoki poziom. Philip Sey-mour Hoffman stworzył niepowtarzalną postać pełną życia i ludzkich słabości. Na pochwałę zasługuje również Marisa Tomei, która wcielając się w rolę dziennikarki przejęła wszelkie stereotypowe cechy wścibskiego pismaka. Okrzyknięty najnow-szym odkryciem Hollywood Ryan Gosling, na kolana z pewnością nie powala, udo-wodnił jednak, że na miano jednego z lep-szych aktorów zasługuje. Potknięcia jednak się pojawiają. Fabuła jest miejscami niezrozumiała, wszystko wska-zuje na to, że usunięto jedne z ważniej-szych, łączących scen. Nie można również stwierdzić, czy przedstawiana przez Molly wersja wydarzeń jest w ogóle możliwa, ani co tak naprawdę skłoniło ją do drama-tycznych posunięć pod koniec filmu. Po-mimo błędów, które z pewnością mogą przeszkadzać widzowi, „Idy marcowe” są jedną z tych produkcji, jakie zobaczyć należy. Doskonale pokazuje świat polityki, medialnej nagonki i niełatwego życia ludzi związanych z osobami na świeczniku. Martyna Nowak ŚREDNIOWIECZA
CIĄG DALSZY!
RECENZJA GRY RECENZJA GRY

Ponownie mamy okazję przenieść się w przeszłość o około 1000 lat. Za-witać tam jako władca rodzącego się imperium, stawić czoła przeciwno-ściom i pokonać wszystkich wrogów. Pod koniec października ubiegłego roku na półki sklepowe trafiła kolejna komputerowa superprodukcja – „Twierdza 3”. Czasy wczesnego średniowiecza, miejsce domi-nacji złego układu politycznego rządzącego fikcyjnym światem. Głównym założeniem gry jest ekonomiczna potęga. By się nią stać, trzeba pokonać wrogów, zbuntowany lud i krwiożerczą zwierzynę. Początkowo rządzimy małą wioską, którą w miarę upływu czasu rozwijamy militar- nie, ekonomiczne i społecznie poprzez wy-konywanie określonych zadań. Ciekawo-stką jest postać skryby - naszego prze-wodnika. To on nas ukierunkowuje na od-powiednie ścieżki naszego rozwoju. W pe-wnych sprawach jest niezbędny. Zdarza się i tak, że jego słowa nie mają rzeczywistego odzwierciedlenia. Nierzadko to przeszkadza i sprawia, że zaczynamy się irytować. Sama gra jest podzielona na dwie nie-zależne od siebie kampanie: militarną i ekonomiczną. W pierwszej naszym celem jest budowa potężnych twierdz, ich obrona, a czasem nawet forsowanie. Poprzez od-powiednie zabiegi stajemy się bardziej dojrzałym, przewidującym władcą. Każdy dobry ruch prowadzi nas do zwycięstwa. Kiedy rozpoczynamy przygodę z „Twier-dzą”, nasze zadania są proste i muszą nas wprowadzić w rozgrywkę. Każda następna tura jest trudniejsza i zmusza do logicznego

RECENZJA GRY

myślenia. Przejawia się to w podejmowa-niu równoległych decyzji o sprawach mili-tarnych, handlowych, społecznych – każdy ruch jest tak samo ważny. "Poprzez odpowiednie zabiegi stajemy się bardziej dojrzałym, przewidującym władcą. Każdy dobry ruch prowadzi nas do zwycięstwa." Kampania ekonomiczna jest mniej ciekawa i zdecydowanie dla pacyfistów. Skupia się jedynie na podstawach handlu, rozwoju pól i hodowli zwierzyny. W mojej opinii to strata czasu. Bardzo dużą zaletą gry jest grafika. Każdy szczegół jest idealny. Żadnych błędów, pomyłek na tle historycznym. Można by rzec, że była opracowywana na podstawie książki mediewistycznej. Warto zaznaczyć fakt ekwipunku wojska, którym dysponu-jemy. Posiadamy wiele rodzajów broni białej. Żażda z nich nie jest sztucznie przywiązana do danej jednostki. By móc rekrutować danego wojownika, musimy posiadać kilka różnych budynków. To bardzo urealnia nam rozgrywkę. Mimo trzymania się historii, została zachowana pewna elastyczność. Lektor, który nam towarzyszy podczas wędrówki przez wieki, to znany polski aktor, Piotr Fronczewski. Lubiany, ceniony – dodaje smaczku grze. Miło jest odprężyć się i posłuchać sztandarowego i nie zmien-nego tekstu: „Witaj, sir, Twoja warownia wreszcie doczekała się gospodarza.” Kolejnym plusem gry są sceny batalisty-czne wzorowane na prawdziwych bitwach średniowiecza. Prawdziwe wojska, realne rany, prawdziwa śmierć. Rzadko mamy okazję przekonać się, jak to było kiedyś, kilkaset lat temu. Tutaj to znajdziemy. Bez żadnych oporów wyślemy potężną armię i będziemy się delektować zdobywaniem zamku. "Prawdziwe wojska, realne rany, prawdziwa śmierć. Rzadko mamy okazję przekonać się, jak to było kiedyś, kilkaset lat temu." „Stronghold 3” (z ang. „Twierdza 3”) prze-znaczona jest dla miłośników historii, chcą-cych poszerzyć własne horyzonty i poczuć zew krwi wroga. Michał Fila W dzisiejszych czasach podążamy za wszystkim, co modne i się sprzedaje. Promowane w mediach rzeczy, nowiny, wydarzenia szybko są przez nas podchwytywane, często bez żadnego zastanowienia. Dla tego, co jest popularne i na czasie, potrafimy zrezygnować z wielu rzeczy, byle tylko nie okazać się w oczach innych staromodnym i nie wyróżniać się za bardzo z tłumu. Moda jest synonimem komercji, a my bezwiednie pozwalamy mediom i firmom komer-cyjnym dyktować nam, co robić, a przez to często bardzo łatwo odrzucamy różne wieloletnie tradycje i zwyczaje.
MODA CZY TRADYCJA?
SPOŁECZEŃSTWO

Jeszcze kilkanaście lat temu dzień zako-chanych kojarzył nam się wyłącznie z Nocą Kupały i tradycjami, które wiązały się z nią, nie zaś z dniem 14 lutego. Noc Kupały to słowiańskie święto, które obchodzone jest w najkrótszą noc w roku, z 21 na 22 czerwca. Jest związane z letnim przesile-niem Słońca. Obrzędy przeprowadzane w trakcie sobótki miały przynosić świę-tującym zdrowie i urodzaj. W ogniskach, przez które również skakano, palono zioła, obowiązkowe były tradycyjne tańce i wróż-by, często miłosne, mówiące, co nas czeka w przyszłości. Wróżono z ziół, z dzikiego bzu, ze szczypiorku, z kwiatów polnych, które zrywało się w całkowitym milczeniu, oraz z wody znajdującej się w studni. Dziewczęta plotły wianki z zerwanych ziół i z zapalonymi świecami puszczały je na rzece. Z tego, co następnie działo się z wiankiem, odczytywano różne przepo-wiednie: jeśli został wyłowiony przez ka-walera, wróżyło to dziewczynie szybkie za- mążpójście, jeśli płynął nadal, oznaczało to, że dziewczyna będzie musiała długo czekać, aż pozna swojego przyszłego mę-ża. Wianki, które płonęły, utonęły bądź zaplątały się w przybrzeżną roślinność wróżyły dziewczynie, że zostanie starą panną. "Dziewczęta plotły wianki z zerwanych ziół i z zapalonymi świecami puszczały je na rzece. Z tego, co następnie działo się z wiankiem, odczytywano różne przepowiednie..." Zapewne wielu z nas słyszało legendę o kwiecie paproci, który ludzie próbowali

SPOŁECZEŃSTWO

odnaleźć błądząc w ciemnościach po lasach i bagnach. Magiczny kwiat miał obdarzać znalazcę bogactwem, mądrością i siłą, był jednak trudny do znalezienia, gdyż poja-wiał się tylko przez ułamek sekundy. Po-szukiwanie kwiatu paproci było kolejną tra-dycją, której nie mogło zabraknąć podczas obrzędów nocy świętojańskiej. Z pewnością nie brakowało wówczas magii i roman-tycznej atmosfery. "...Walentynki są przereklamowane, dają okazję różnym firmom i mediom, by zarobić na ludziach modnych, idących „z postępem”." Walentynkowa moda zaczęła napływać do nas w latach 90–tych XX wieku zza oceanu, gdzie była coraz bardziej popularna i sze-rzona szczególnie wśród młodzieży. Dziś święto to obchodzimy na całym świecie, nawet w Polsce, która przyjmowała je stopniowo. Większości z nas kojarzy się głównie z wystawami sklepowymi, pełny-mi czerwonych ozdób, głównie w kształcie serc, z czekoladkami, bukietami róż i pro-mocjami związanymi z tym świętem, jakie są nam oferowane. Sporo z nas twierdzi, że Walentynki są przereklamowane, dają okazję różnym firmom i mediom, by zaro-bić na ludziach modnych, idących „z postę-pem”. Trudno jest się nie zgodzić z tym stwierdzeniem. Szał walentynkowy nie ma w sobie niczego z romantyczności, nie ma żadnych tradycji, to nic innego jak kolejny biznes, który przynosi spore zyski.

SPOŁECZEŃSTWO

"W czasie letniego przesilenia rzadko można spotkać ludzi, którzy jeszcze podtrzymują te ciekawe tradycje naszych przodków." Obchody Nocy Kupały często były krytyko-wane i potępiane przez Kościół, ponieważ nawiązywały do pogańskich zwyczajów Słowian. Dzisiaj zostały niemal całkowicie wyparte przez komercyjne święto zako-chanych obchodzone w lutym. W czasie letniego przesilenia rzadko można spotkać ludzi, którzy jeszcze podtrzymują te cie-kawe tradycje naszych przodków. Nie trze- ba wierzyć we wróżby ani w to, co prze-powiadają dziewczynom puszczane przez nie wianki, niekoniecznie znajdziemy kwiat paproci, jednak taka jedyna w roku ma-giczna noc jest z pewnością bardziej ro-mantyczna od komercyjnych Walentynek, które często zmuszają nas do czynności nie pozwalających nam się wyróżnić z modne-go tłumu. Agata Andrzejak fot. Dorota Stach fot. Roksana Grzmil INNY ŚWIAT?
„Osoba, z którą on budzi się i zasypia, nie ma na imię Michalina tylko Michał.”
SPOŁECZEŃSTWO SPOŁECZEŃSTWO

Na świecie żyje wiele milionów ludzi, każdy z nas jest inny. Różnimy się kolorem skóry, włosów, oczu, charakterem. Najbardziej znaczącą różnicą jest oczywiście płeć. Wszystko to jest zwyczajne i nie ma w tym nic dziwnego, zastanawiające jest jednak, dlaczego czasami różnice między ludźmi wywołują konflikty, niekiedy bardzo powa-żne. Największa nienawiść, jaką miałam okazję zaobserwować, to nienawiść męż-czyzn… do innych mężczyzn, z tą różnicą, że homoseksualistów. Problem nietolerancji w naszych czasach jest bardzo wysoki. Z każdej strony dociera do nas stwierdze-nie, że już nie jest aż taki duży i nie ma się czym przejmować, ale czy rzeczywiście tak jest? Przed napisaniem artykułu jak zaw-sze staram się rozmawiać z ludźmi, aby poznać ich zdanie. Tym razem moją grupą docelową byli mężczyźni. Każdy zapytany nie za bardzo kwapił się do odpowiedzi, a jeśli już ją uzyskałam, była ona za każdym razem podobna: „o pedałach nie gadam” albo „przy takich zawsze chronię swoją tylną cześć ciała, bo to nigdy nic nie wiadomo”. Zrezygnowana spytałam także kobiety, z ich strony opinie były łagodne i nawet jeśli którejś homoseksualiści nie pasowali, twierdziły, że seksualność innych to nie ich sprawa. Skąd te różnice zdań i skąd w ogóle bierze się aż tak duża nieto-lerancja wobec ludzi, jakimi są homosek-sualiści? Dlaczego w głowach wielu ludzi bierze się przekonanie, że są oni chorzy i powinno się ich albo izolować od innych, „normalnych”, albo leczyć jak grypę? Nasz świat jest tak dobrze rozwinięty, że dos-konale wiemy, iż ci ludzie nie są inni, są tacy sami jak wszyscy. Niektórzy niestety nie umieją tego zrozumieć, mają klapki na oczach i nie są w stanie tego zaakcepto -

SPOŁECZEŃSTWO

wać. Może po prostu nie potrafią tego zrozumieć i dlatego jest to dla nich nie do przyjęcia. Marcin pracuje w dużej korpo-racji, dobrze zarabia, zajmuje kierownicze stanowisko. Od 16–go roku życia nie ukrywa się ze swoją orientacją seksualną. Niejednokrotnie miał z tego powodu nieprzyjemności w szkole czy później na studiach, zdarzyło się nawet pobicie. Po studiach wyprowadził się z domu i zamie-szkał ze swoim partnerem. Najbliżsi przy-jaciele i rodzina wiedzieli, koledzy pracy nie, gdyż Marcin stwierdził, że nie wpłynie to dobrze na jego reputację, tym bardziej, że kiedy był na kierowniczym stanowisku, podlegało mu wielu ludzi. Problem pojawił się, kiedy w pracy pojawiały się bankiety, na które każdy zabierał żonę. Marcin cho-dził sam, a nieustanne wypytywanie go o to, dlaczego nikt mu nie towarzyszył, było męczące. Postanowił ujawnić, że nie jest sam, że ma partnera. Następnego dnia szef wezwał go na rozmowę, podczas któ-rej dowiedział się, że jest „kryzys” i nie-stety mus zrezygnować ze stanowiska kie-rownika, jeśli chce nadal pracować. Oczy-wiście oficjalnie nie ma to żadnego związku z ujawnieniem przez Marcina, że osoba, przy której budzi się i zasypia nie ma na imię Michalina tylko Michał. Osoby ne-gatywnie wypowiadające się o homosek-sualistach zaznaczają, że mają prawo wy-razić swoje zdanie, nawet jeśli jest ono obraźliwe i nie poparte merytorycznymi argumentami. Skoro tak twierdzą, to dla-czego nie dają takim osobom prawa, aby swobodnie mówiły o swojej orientacji? Dzisiejszym światem zawładnęły stereo-typy, większość ludzi myśli, że związek po-winno tworzyć dwoje ludzi, mężczyzna i kobieta. Innych opcji już się nie toleruje, nie pozwalając na szczęście ludzi, którzy wbrew pozorom nie są inny czy wypaczeni. Z drugiej jednak strony nie wyobrażam sobie sytuacji, gdzie dwóch homoseksua-listów idzie na mecz i siedząc na trybu-nach, trzymają się za ręce albo dają sobie buziaka, co czyni każda para. Na pewno nie pozostaliby niezauważeni i jestem nie-mal w 100% pewna, że usłyszeliby pod swoim adresem obraźliwe określenia, typu „pedały”. Co gorsza, mogliby wyjechać ze stadionu… karetką. Nikt nikomu nie wmó-wi, jak ma myśleć, jednak tolerancja po-winna być cechą każdego dojrzałego czło-wieka. Przejawem mądrości i dojrzałości nie jest powiedzenie do drugiego człowieka „ty pedale”, tylko dlatego, że kocha ina-czej. A może właśnie to nie jest inaczej? Czy kochanie osoby tej samej płci jest dziwne? Otóż nie i nie jest to powód do dyskryminowania nikogo. Uczucie dwóch osób w związku jest wprawdzie inne od miłości braterskiej, ale też jest uczuciem. Każdy musi to przemyśleć sam i dojść do pewnych wniosków. I zadać sobie pytanie, czy aby na pewno powinno się wtrącać w życie innych i swoim zachowaniem krzywdzić ich i zabierać prawo do szczę-ścia. Patrycja Rawska 2x CC by [nivs] Niełatwo jest powiedzieć, że głosowało się na Palikota, kiedy naszymi słu-chaczami są konserwatyści lub ludzie strasi wiekiem. Trudno głosno mówić o uczuciach, jakie w sobie mamy. O tajemnicach mówi się jeszcze trudniej. A przecież jesteśmy młodzi, nie powinniśmy zastanawiać się za każdym razem, jakim ciężarem jest życie. Powinniśmy brać je pełnymi garściami.
TĘCZÓWKA
SPOŁECZEŃSTWO

Nazajutrz po imprezie kolory zdają się być zbyt jaskrawe, a samochody robią zdecy-dowanie więcej hałasu niż zwykle. Ale jednak opłacało się – cały wieczór świetnie się bawiliśmy. Domówki w gronie najbliż-szych znajomych nie mają sobie równych. Patrzę na telefon, który zadzwonił zbyt głośno. Wiadomość. Od Niego. Pyta, jak się czuję. Fakt, wczoraj wszyscy zdecydo-wanie przesadzili z alkoholem. Ze mną jest w porządku i właśnie wybieram się do mo-jego mężczyzny. Jego rodzice wiedzą, że jesteśmy razem, chociaż trudno powie-dzieć, że wizyty u przyszłych teściów są łatwe. Za każdym razem się denerwuję, nawet jeśli jestem tam akceptowany. Z kolei moi rodzice nie wiedzą, z kim się spotykam i przypuszczam, że nie chcieliby się dowiedzieć, że ich jedyny syn jest homoseksualistą. Liście drzew falują żywą zielenią, wiosenne słońce świeci jasno. Ludzie, których mijam

SPOŁECZEŃSTWO

na ulicy, uśmiechają się do mnie wesoło. Z pewnością nie obdarzaliby mnie tymi uśmiechami, gdyby tylko wiedzieli, kim jes-tem. Nieraz się zastanawiam, jakie to uczucie iść ulicą z ukochaną osobą i trzy-mać ją za rękę. Na dziewczynę i chłopaka nie zwraca się uwagi, bo ich zachowanie odbierane jest jako naturalne. Dwie dziew-czyny mogą być najlepszymi przyjaciół-kami, więc niewiele można zobaczyć zde-gustowanych twarzy. Jednak facet i facet? Według społeczeństwa to nic innego jak choroba psychiczna, którą należy leczyć, a “zarażonych” należy traktować jak trędo-watych. "Czasami trudno jest nie przejmować się opinią publiczną i docinkami kierowanymi w moją stronę. Jednak to wszystko da się znieść." Nie załamałem się, nie popadłem w dep-resję, chodzę z podniesionym czołem. Tru-dno jest liczyć na zmianę mentalności ludzi i ich toku myślenia, zwłaszcza w tak katolickim kraju jak nasz. I być może w wielkich miastach jest inaczej, a ludzie są bardziej tolerancyjni, jednak zawsze znajdą się i tacy, którzy wykorzystają każ-dą okazję, by okrzyknąć pedałem homo-seksualistę, albo przynajmniej modnie ubranego mężczyznę. "Nauczyłem się, by doceniać każdy promyk słońca rozjaśniający moją twarz." Nauczyłem się, by doceniać każdy promyk słońca rozjaśniający moją twarz. Wszystkie wspólne chwile spędzone z moim partne-rem traktuję jak święto. Obchodzimy je raz w tygodniu – raz w tygodniu Walentynki! Z pewnością każdy by tak chciał. Jednak większość preferuje obnoszenie się publi-cznie ze swoimi uczuciami. Ja natomiast wolę moją tęczówkę i kolorowy świat – chociaż mamy tylko jeden świat, to w rze-czywistości żyjemy w dwóch całkiem od siebie różnych. Zebrała: Aleksandra Wojtaszak CC by Stéfan Dziesięć punktów przewagi Realu Madryt Jose Mourinho nad Barceloną Pepa Guardioli w ligowej tabeli stało się faktem. Kto mógł spodziewać się takiego przebiegu wydarzeń jeszcze rok temu, kiedy to Katalończycy dominowali na każdej płaszczyźnie? Chyba nikt. Nie oszukujmy się, nikt w historii hisz-pańskiego futbolu nie roztrwonił takiej przewagi i tym razem też nie powinno się tak zdarzyć. A dlaczego? Jest wiele powodów, o których przekonamy się za chwilę.
MACHINA MOURIHNO
SPORT

Po pierwsze – forma Królewskich w ostat-nich tygodniach jest oszałamiająca. Oprócz felernych porażek z Barceloną najpierw w lidze, potem w Copa del Rey, Real Madryt nie stracił nawet punktu. Wygrał wszystkie możliwe spotkania. Niektórzy powiedzą, że jeżeli chce się być mistrzem, należy pokonać aktualnego mistrza. Coś w tym może być, ale moim zdaniem na to jeszcze przyjdzie czas. Barcelona to goto-wy produkt z wyrobioną mentalnością. Oni już nie muszą się niczego uczyć. Real ow-szem. Jednak wspaniała regularność daje im przywilej przegrania z Katalończykami, którzy przecież sami notorycznie powta-rzają, że mistrzostwa nie wygrywa się jed-nym meczem. Druga sprawa to szczytowa dyspozycja formacji atakującej. Real Madryt po roze-graniu kilku meczów poprawił statystykę, w której nigdy nie był dobry. Posiadanie pi-łki w niektórych spotkaniach przekraczało 75% i nie zaburzyło dynamiki ataku. Króle-wscy elegancko rozgrywają, stosują wysoki pressing, a do tego zdobywają najwięcej bramek spośród wszystkich europejskich zespołów. Każda drużyna jest dosłownie równana z powierzchnią, ale najpierw strzela Królewskim gola. Jest to jedyna słabość piłkarzy Mourinho. Tracą za dużo bramek, ale potem i tak wygrywają spo-tkanie, więc można im to wybaczyć. Po trzecie, sezon Mourinho, zawsze był lepszy i da się to zauważyć. Real bije kolej-ne rekordy, a jego gra cieszy każdego kibi-ca. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu możemy nazwać ich drużyną z krwi i kości. Kolejna rzecz to głód zwycięstwa. Real Madryt ma jedną z najmłodszych ekip w Europie. Wielu zawodników może po-chwalić się małym dorobkiem pucha-rowym. Inaczej jest w Barcelonie. Kataloń-czycy grają tymi samymi zawodnikami od

SPORT

kilku sezonów, w których zdobyli prawie dwa tuziny pucharów. Parcie na zwycię-stwo nie jest już tak duże jak kiedyś. Jeżeli kiedykolwiek ktoś z Was zastanawiał się, jak długo Messi może grać na najwyższym poziomie, kiedy to się skończy? Odpowiedź jest prosta. Teraz. Oczywiście, nie zaprze-czę, że nadal jest wyśmienitym piłkarzem, ale póki co chyba musi trochę odpocząć. Następną sprawą jest współpraca. Ronaldo zdobył w tym sezonie ligowym 27 bramek. To bardzo dużo. Ale nawet bez niego Real Madryt potrafi dobrze grać w piłkę i zdoby-wać gole, na co doskonałym przykładem jest dorobek bramkowy Karima Benzemy (11 bramek) i Gonzalo Higuaina (14 bra-mek). W Barcelonie jest trochę inaczej. Je-żeli Messi nie jest w formie, to cały zespół gra słabo. Jeżeli Guardiola chce zwyciężać, to musi coś z tym zrobić. "Real bije kolejne rekordy, a jego gra cieszy każdego kibica. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu możemy nazwać ich drużyną z krwi i kości." Ostatnia sprawa – perfekcja w meczach wyjazdowych. Real Madryt w tym sezonie stracił w meczach wyjazdowych 5 pun-któw, tuż na początku sezonu. Od tamtej

SPORT

pory był perfekcyjny i z każdego wyjazdu powracał z tarczą. Co innego Barcelona, która w meczach wyjazdowych straciła aż 16 punktów. Właśnie w meczach wyjaz-dowych zdobywa się mistrzostwo kraju. Podsumowując, Real Madryt idzie jak bul-dożer przez stare radzieckie osiedle, nie pozostawiając za sobą nawet jednego ka-myczka. Barcelona zaś gubi punkty jakby jej worek był dziurawy. Mało kto się łudzi, że Real mógłby potknąć się cztery razy, aby Barcelona mogła go prześcignąć. Ale w piłce nożnej wszystko jest możliwe. Po-zostaje nam czekać na rozwój wydarzeń. Maciej Dziubiński CC by Ronnie Macdonald, CC by Anthony_Joel, CC by CuLeX "Ostatnia sprawa -perfekcja w meczach wyjazdowych. Real Madryt w tym sezonie stracił w meczach wyjazdowych pięć punktów, tuż na początku sezonu. Od tamtej pory był perfekcyjny i z każdego wyjazdu powracał z tarczą."









TYDZIEŃ W OBIEKTYWIE TYDZIEŃ W OBIEKTYWIE ZMARŁA WHITNEY HOUSTON (1963 - 2012) fot. asterix611 CC BY–SA 2.0 fot. asterix611 CC BY–SA 2.0 fot. Egghead06 CC BY 3.0 fot. viskas CC BY–SA 2.0