Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

wokół kultury strona 5 staro–nowy zawrót głowy strona 6 rec 3: geneza strona9 OFF–owe szaleństwo strona 12 pierwsze wrażenia po maturze strona 15 II wojna światowa - lekcja historii... nie dla każdego strona 18 wojna oczami dziecka strona 27 dlaczego ludzie nie lubią polityki? strona 32 polityczne pogawędki strona 36 PAMIĘTAMY

Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl rekrutacja(@)outro.pl Redaktorzy naczelni: Monika Toppich Kamil Wiśniowski Zastępca: Paulina Zguda Sekretarz redakcji: Marek Suska Zastępca: Magdalena Wąwoźna Redaktor prowadzący: Aleksandra Wojtaszak Szefowie działów: Justyna Książek (kultura), Patrycja Rawska (społeczeństwo), Maciej Kulina (sport), Agata Andrzejak (korekta), Dorota Stach (foto), Patryk Skoczylas (graficy). Korekta: Agata Andrzejak, Maria Gołaszewska, Martyna Kłopeć, Nina Bezpałko, Agata Hajduk, Cynthia Schmidt, Patryk Łowicki Graficy: Angelika Marchewka, Jarosław Stępień, Dorota Stach, Adam Białek, Paweł Szpondowski Fotoedycja wydania: Roksana Grzmil Korekta wydania: Nina Bezpałko Projekt okładki: Patryk Skoczylas Zdjęcie na okładce: CC 2.0 by gluemoon

8 maja mija 67. rocznica zakończenia II wojny światowej w Europie. I choć do dziś Rosjanie uparcie obchodzą to dzień póź-niej, data niczego nie zmienia. Przez sześć lat działania zbrojne na terenie prawie całego globu pochłonęły zatrważąjącą liczbę ofiar: wedle róznych szacunków zginęło 50-78 milionów ludzi. Suche fakty znamy wszyscy, ale na dobrą sprawę, co tak naprawdę wiemy o wojnie? Odrzucając patetyczne obrazki dzielnych żołnierzy, ckliwe hollywoodzkie filmy i mity przez dziesięciolecia wypaczające prawdę. Musimy zdać sobie sprawę, że nikogo nie możemy oceniać, bo każda sytuacja jest absolutnie wyjątkowa, lecz to nie zwalnia nas z obowiązku świadomości o tamtych latach, milionach ludzi, którzy nagle znik - nęli i naturze człowieka. Jak niskie mogą być nasze pobudki, skoro potrafimy stać się despotami i w pozorach wyższej cy-wilizacji mordować jak zwierzęta? Jeżeli chcemy wiedzieć więcej o wojnie, warto odrzucić książkową wiedzę i po prostu porozmawiać ze świadkami tych ok-rutnych czasów. Dlatego w nowym nu-merze "Outro" możecie przeczytać relację kobiety, która przeżyła wojnę jako igrająca ze śmiercią dziewczynka czy dowiedzieć się, jak inni ludzie w naszym wieku widzą jedno z najważniejszych wydarzeń minio-nego stulecia. Paulina WOKÓŁ Festiwal ARTenalia

WOKÓŁ KULTURY

Koncertowe jUWenalia 11 maja rozpoczynają się jUWenalia, tego dnia na Dużym Dziedzińcu Uniwer-sytetu Warszawskiego wy-stąpią zespoły takie jak: Myslovitz, Łąki Łan, Kam oraz jeden z najbardziej uzdolnionych polskich ra-peów – Łona. Natomiast 12 maja posłuchamy: Far-ben Lehre, Lao Che i Kult. KULTURY ESnalia 2012 Od 7 do 10 maja w Kra-kowie będzie realizowany projekt skierowany do stu-dentów, promujący wymia-ny studenckie, dostarcza-jący wiedzę na temat ob-cych cywilizacji, jak rów-nież popularyzujący polską kulturę. W rytmach reggae We wrocławskim Klubie ALIBI 7 maja w ramach cyklu Reggae Live Shows wystąpi – po raz pierwszy w Polsce – Tarrus Riley, wokalista występujący na największych festiwalach reggae na świecie, zdoby-wca wielu prestiżowych nagród. Oprócz niego za-prezentują się też Dean Fraser, Duane Stephenson i inni. La bella Italia! W podziemiach Ratusza Staromiejskiego w Gdań-sku, 10 maja, w ramach wieczornego cyklu spotkań poświęconych włoskiej kul-turze i kuchni, będzie mo-żna obejrzeć wystawę fo-tografii Magdy Pannert i Ewy Cichockiej pt.: „Blue of Marettimo”. Od 12 do 13 maja na terenie poznańskiej Starej Rzeźni odbędzie się V Międzynarodowy Festiwal Kultury Studenckiej, na którym będzie możliwość obejrzenia występów młodych artystów, prezentujących swoje umiejętności w następujących kategoriach: muzyka, taniec, teatr, sztuki audiowizualne, filmy i animacje, literatura i komiks. Alicja Wojtas Janosik, będący wzorem cnót, kilka lat temu został zastąpiony przez roman-tycznego, pamiętliwego i porywczego chłopaczka. Tak właśnie wyobrażają sobie słynnego herszta rozbójników Agnieszka Holland i Katarzyna Adamik.
STARO–NOWY ZAWRÓT GŁOWY
RECENZJA FILMOWA

Rodzice każdego z nas, jak i my sami powinniśmy pamiętać serialowe przygody Janosika oraz jego wesołej zbójeckiej drużyny. Po tylu latach od ukazania się serii, Agnieszka Holland wraz Katarzyną Adamik postanawiają pokazać Janosika w nieco innym świetle. Jako że nie wszyscy z dzisiejszej młodzieży oglądali słynnego Janosika z Markiem Perepeczko w roli głównej, przedstawię go jako pierwszego. Postać tytułowego boha-tera jest autentyczna. Jerzy Janosik żył na przełomie XVII i XVIII wieku. Był du-chownym, dopóki cesarscy żandarmi nie zabili jego rodziny. Wtedy porzucił sutannę i wraz z okolicznymi góralami mścił się na mordercach. Akcja filmu została przenie-siona do XIX wieku. Janosik niczym Robin Hood pomaga miejscowej ludności, rekom-

RECENZJA FILMOWA

pensując jej krzywdy ze strony okolicznego margrabiego. Walczy nawet z zawodowymi austriackimi wojskami. „Janosik: historia prawdziwa” w reżyserii Agnieszki Holland, oparty na scenariuszu Evy Borusevicowej, to ukazanie legendar-nego polskiego harnasia nieco inaczej. Młody Janosik wcielony do austriackiej armii ma dość nudnego i monotonnego życia. Po usłyszeniu wieści o tym, że jego ukochana wychodzi za innego mężczyznę, załamany młodzik wstępuje do oddziału okolicznych zbójców. W zadziwiającym tempie awansuje na harnasia, czym zdoby-wa sobie wroga – Huncagę, będącego jednym z członków bandy. W oryginalnym „Janosiku” można wskazać wiele zalet, ale wymienię tylko kilka najbar- dziej rzucających się w oczy. Film nakrę-cony z tak rozbudowanym systemem walk to było i nadal jest coś! Janosik pojedyn-kował się na szable i ciupagi, strzelał oraz walczył wręcz. Nie można także zapo-mnieć o poczuciu humoru, które jest nieodłączną częścią każdego odcinka. Już w pierwszej scenie nowego „Janosika” zauważamy, że coś jest nie tak. Brakuje Marka Perepeczki, który idealnie prezento-wał się w roli honorowego bandyty. Zamiast niemalże niedźwiedziego torsu aktora, widzimy chuderlawego chłopaka, rozczulającego się nad swoim nieszczęśli-wym życiem. Gdyby ci dwaj panowie mieli stoczyć ze sobą pojedynek, to starszy harnaś zmiótłby ówczesnego. Czy Janosik z lat 70. źle potraktowałby kobietę? Raczej nie. Niestety, reżyserki wypaczyły nowego

RECENZJA FILMOWA

herszta, który bez skrupułów odpycha kobietę życia na śnieg. Okolicznościami łagodzącymi może być fakt, że chwilę przed zdarzeniem Jerzy dowiedział się o tym, że jego ukochana wkrótce stanie na ślubnym kobiercu z kimś innym. Nie jest to jednak zachowanie godne honorowego mężczyzny. Oglądając remake bardzo ła-two można zapomnieć o głównym wątku. Dzieje się tak przez scenki przedstawiające góralskie zabawy, które przeplatają się z wątkami seksualnymi. Czymś, czego niewątpliwie brakuje, jest humor, który w oryginalnym „Janosiku” prezentują Kwi-coł (Bogusz Bilewski) i Pyzdra (Witold Pyr-kosz). Holland i Adamik zastępują dowcip romantycznymi scenami, które akurat całkiem nieźle się im udały. Na koniec dodam jeszcze fakt, że gdy dobrze przyj-rzymy się niektórym scenom, w których udział biorą krowy, to zauważymy na ich uszach unijne kolczyki. Odświeżona wersja Janosika raczej nie spodoba się starym wyjadaczom klasy-cznego zbójnika. Jak widać, film ma dużo więcej wad niż zalet, a sam bohater przy-pomina bardziej bohatera epoki romanty-zmu niż hardego herszta bandy rozbój-ników. Maciej Nowotnik Zdjęcia: kadry z filmu "Janosik. Historia prawdziwa" , REC 3: GENEZA
Serdecznie zapraszamy na ślub Koldo i Clary. W programie tańce, poczę-stunek… i walka o przeżycie!
RECENZJA FILMOWA

Paco Plaza prezentuje trzecią część głośnej hiszpańskiej serii horrorów. Tym razem akcja toczy się w wielkim domu ślubnym. Nowożeńcy, Koldo i Clara, zaraz po przyję-ciu sakramentu małżeńskiego wraz z goś-ćmi udają się na przyjęcie. Wszyscy bawią się tak dobrze, że nikt nie zauważa niepo-kojącego zachowania wujka pana młodego, który kilka chwil później zaczyna gryźć gości i zaraża ich dziwnym wirusem. Zain-fekowani zmieniają się w rządne krwi i bez-litosne potwory. Całe zamieszanie spowo-dował niepozorny pies, który ugryzł wuja dzień wcześniej. Wspaniała i urządzona z rozmachem impreza szybko zamienia się w krwawą jatkę, a państwo młodzi muszą walczyć o ich nowo rozpoczęte wspólne życie. Idąc do kina na tę produkcję, która ma w tytule słowo „geneza”, spodziewałem

RECENZJA FILMOWA

się, że twórcy dokładniej przedstawią, jak pow*stał wirus i przybliżą historię opęta-nej dziewczyny mieszkającej w kamienicy z poprzednich filmów tej serii. Po dwu-dziestu minutach przekonałem się, jak bar-dzo się myliłem. Przez ponad godzinę doliczyłem się dwóch, może trzech nawią-zań do poprzednich produkcji. Geneza powinna przecież przedstawiać to, co wy-darzyło się wcześniej lub jak coś powstało. Wydarzenia w nowym „REC–u" odbywają się tej samej nocy co w starszych częś-ciach, jak więc można nazwać to genezą, jeśli po seansie wiemy tyle, co po zoba-czeniu poprzednich części? Z poważnego, przyspieszającego bicie ser-ca horroru, seria „REC” zamienia się w ty-powy amerykański dreszczowiec, czyli dużo krwi, krzyków, zero napięcia i oczywiście szczypta idiotycznego poczucia humoru. Najbardziej irytuje chyba głupota bohate-rów. Większość scen jest do bólu przewidy-walna. Twórcy usunęli najbardziej rozpo-znawalną cechę tego filmu, czyli kamerę ręczną. Zapewne po to, aby lepiej pokazać, jak panna młoda masakruje zombie piłą mechaniczną, a pan młody sieka blen-derem kuchennym twarz swojego wujka. "Jedyną zaletą tego filmu jest to, że potrafi rozweselić." Wśród potoków krwi i flaków nie brak typowego amerykańskiego humoru, czyli mężczyzny w średnim wieku przebranego za Sponge Jonha (podróbka Sponge Boba z kreskówki). Jedyną zaletą tego filmu jest

RECENZJA FILMOWA

to, że potrafi rozweselić. Na sali kinowej regularnie wybuchały salwy śmiechu. W starych „REC–ach” stawiano na strach i przerażenie widzów. Najnowszy według mnie nie powinien nosić miana genezy. "Z poważnego, przyspieszającego bicie serca horroru, seria „REC” zamienia się w typowy amerykański dreszczowiec, czyli dużo krwi, krzyków, zero napięcia i oczywiście szczypta idiotycznego poczucia humoru." Nie polecam tego filmu osobom chcącym dowiedzieć się więcej o powstaniu wirusa. Flagowa hiszpańska seria horrorów zboczy-ła z dotychczas obranego kursu i zmienia się w podróbkę amerykańskich filmów. Gdyby nie fakt, że „REC 3” był emitowany na minionym maratonie ENEMEF, żałował-bym, że wydałem pieniądze na bilet. Maciej Nowotnik Zdjęcia: kadry z filmu "Rec 3" Miłośnicy kina niezależnego długo czekali na tegoroczną edycję Festiwalu Kina Amatorskiego i Niezależnego (KAN). Impreza, która odbyła się już po raz trzynasty, zgromadziła we wrocławskim Dolnośląskim Centrum Filmowym szerokie grono wielbicieli produkcji młodych i odważnych. I tym razem atmosfera nie zawiodła – było kameral - nie, ale naprawdę OFF–owo.
OFF–owe SZALEŃSTWO
RELACJA Z FESTIWALU

XIII Festiwal Kina Amatorskiego i Niezależ-nego przyniósł wiele zmian. Czarny kot w logo udowodnił, że jego zła sława wcale nie musi być prawdziwa. Bardzo pozytywna okazała się bowiem modyfikacja kategorii przyznawania nagród. Tym razem filmy konkursowe zostały podzielone na Konkurs Szkolny, Konkurs Amatorski i Niezależny. Poziom został wyrównany i polskie produ-kcje mogły konkurować z tymi zagranicz-nymi. Jak się okazało, nie mamy czego się wstydzić. W rywalizacji studenckiej wszys-tkie nagrody powędrowały w ręce Polaków. Wielkim plusem Festiwalu jest jego różno-rodność. Prócz bloków konkursowych w programie znalazły się także produkcje kina irańskiego, niemieckiego oraz anima-cje. KAN to przedsięwzięcie organizowane przez grupę młodych, szalonych studentów ze Zrzeszenia Studentów Polskich. Otwarci na wszelkie eksperymenty i pomysły, dają szansę niezależnym twórcom. To dzięki ich

RELACJA Z FESTIWALU

zaangażowaniu podczas imprezy panuje prawdziwie rodzinna atmosfera. Zarówno twórcy, krytycy, jak również widzowie mogą wspólnie dyskutować na temat kina. Nie ma barier i sztywno ustalonych zasad, które często zamieniają młode festiwale w wyścigi szczurów i pokazy indywidualis-tów. KAN to coś zupełnie innego. O tych walorach wspominają nie tylko organiza-torzy, ale niemalże każdy, kto doświadczył KAN–owego ducha. Pomimo kilku usterek technicznych, które zostały widzom wynagrodzone, festiwal dostarczył kinomaniakom wiele emocji. Niestety, zdarzały się przypadki pewnych niedopowiedzeń. Kino amatorskie i nieza-leżne często charakteryzuje się odwagą i wprowadzaniem eksperymentu. Nie wszyscy to zrozumieli i wychodzili oburzeni w trakcie projekcji. Całe szczęście, były to nieliczne przypadki, które nie zakłóciły fali pozytywnych wrażeń. Te zostały w zna-cznym stopniu wzmocnione przez dwóch konferansjerów. Wrocławscy kabareciarze, Maciek Wiśniewski i Krzysztof Ryś, już na wstępie wywoływali uśmiechy na twarzach widzów witając każdego z osobna przy wejściu na salę. Ich zabawne anegdotki i improwizacja sprawdziły się w stu pro-centach. Jako prowadzący festiwal, okazali się doskonale dobraną parą. W tegorocznym klubie festiwalowym wiele się działo. Od koncertów takich formacji jak: Układ S.I., Checkolada oraz Majahba po rozmowy trwające do późnych godzin nocnych. XIII edycja nieraz zaskoczyła, wzruszyła i rozbawiła. Cztery dni OFF–owego szaleństwa spełniły wszelkie

RELACJA Z FESTIWALU

wymagania. Cóż... pozostaje nam jedynie czekać na przyszłoroczną edycję i trzymać kciuki za organizatorów. Jury Konkursu Filmów Amatorskich i Niezależnych w składzie: Adrian Ko-narski, Grzegorz Kondek, Dominik Matwiej-czyk, przyznało nagrody: – Złotą KANewkę dla filmu Sweet, reż. Ivan Ruiz Flores (Hiszpania); – Wyróżnienie Jury dla filmów: Waiting for Gorgo, reż. Benjamin Craig (Wielka Brytania); The Deep End, reż. Tom Gargonne (Francja); A Beautiful Snowy Day, reż. Mahaya Petrossian, Amir Toodehroosta (Iran). Jury Konkursu Filmów Szkolnych w składzie: Bartek Czartoryski, Marek Michalski, Wojciech Szczudło, przyznało nagrody: – Złotą KANewkę dla filmu Opowieści z chłodni, reż. Grzegorz Jaroszuk (Polska); – Wyróżnienie Jury dla filmów: Ryszard, reż. Mateusz Głowacki (Polska); Ludzie Normalni, reż. Piotr Złotorowicz (Polska). KANewka Publiczności została przyzna-na filmowi La Migala, reż. Jaime Dezcallar (Hiszpania). Zuzanna Bućko fot. styeb (CC by 2.0) O maturze pisemniej z języka polskiego

AKTUALNOŚCI

Pierwsze wrażenia po maturze Patrycja: Mnie osobiście nic nie zas-koczyło, biorąc po uwagę, ile testów maturalnych przerobiłam. W przewidy-waniu klucza odpowiedzi każdy maturzysta jest chyba mistrzem. Tematy wypracowań: "Dziady", dla wielu temat trud-niejszy, drugi z "Lalki" i "Ludzi bezdomnych" to już prosta sprawa. Ja sama spodziewałam się "Lalki". Dlaczego? Rok 2012 jest rokiem Bolesława Prusa, a CKE bardzo lubi "kato-wać" nas lekturami których, młodzież nie lubi. Jednak cały egzamin, przynajmniej jak dla mnie nie był dużym problemem. "CKE bardzo lubi "katować" nas lekturami, których młodzież nie lubi." Ola: Udało mi się wstrzelić w lektury, akurat poprzed-niego dnia powtórzyłam między innymi Ludzi Bez-domnych i Lalkę, symboli-kę prawej i lewej strony sceny Balu. Cieszę się, że nie było zbyt trudno rozwiazać ten arkusz, ale zastanawiam się w jakim celu w liceum jest polski, skoro CKE na maturze tak niewiele wymaga. Tę ma-turę można zdać, nie poja-wiając się w ogóle na lekcjach, potrafiąc jedynie fot. Jessica Keating Photography, Jirax, ario_ (CC by 2.0)

AKUALNOŚCI

ze zrozumieniem czytać. W obliczu nadmiaru absol-wentów "śmieciowych" kie-runków na rynku pracy, matura tym bardziej nie powinna być rozdawana za darmo. Niestety niewiele osób zdających podstawę rze-czywiście przemuje się polskim. Szkoda, bo wie-dzę z pozostałych dziedzin trzeba i umieć atrakcyjnie przekazać i osadzić w rze-czywistości. "Tę maturę można zdać, nie pojawiając się w ogóle na lekcjach, potrafiąc jedynie ze zrozumieniem czytać." "W obliczu nadmiaru absolwentów "śmieciowych" kierunków na rynku pracy, matura tym bardziej nie powinna być rozdawana za darmo." Krzysiek: Przygotowania do matury z polskiego zacząłem nie-dawno bo 2 tygodnie przed maturą i polegały na prze-robieniu repetytorium. Uważam, że moje liceum dość dobrze przygotowało mnie do matury i wiele pamiętałem z lekcji a więc przygotowania długo nie trwały. Jeśli chodzi o ma-turę to przewidywałem, że trafi się "Lalka" i w mo-mencie gdy ujrzałem ten temat uśmiechnąłem się ponieważ była to jedna z lektur, które przeczyta-łem od deski do deski. Co do pierwszej części egza-minu maturalnego polega-jącej na odpowiadaniu na pytania zawarte do tekstu uważam, że tegoroczna była dość skomplikowana i mało sprecyzowana. Tego samego dnia w inter-necie pojawiły się prze-widywane odpowiedzi i co portal to były różne, niek-tóre nawet przeczące pop-rzednim.

AKTUALNOŚCI

"Tego samego dnia w internecie pojawiły się przewidywane odpowiedzi i co portal to były różne, niektóre nawet przeczące poprzednim." Bartek: Przygotowywałem się na ostatnią chwilę, przez dwa dni przed egzaminem. Naj-ważniejsze pytanie przed testem oczywiście było o temat, ale jak tylko otworzyłem arkusz, cały stres zniknął. Czytanie ze zrozumieniem było przy-jemne, są teraz dyskusje, czy w ostatnim pytaniu były dwie opinie czy trzy, ale to nieważne. Wybrałem drugi temat. O "Lalce" i "Ludziach bezdomnych". Napisałem pięć stron. Mam nadzieję, że dobrze. Agnieszka: Jestem uczennicą techni-kum i na głowie poza maturą mam jeszcze egza-min zawodowy, ale po polskim, który był pierw-szym egzaminem jestem dobrej mysli. Lektury czy tekst nie były kosmiczne a zwyczjne. Bałam się, że jeżeli pójde do technikum to nie będę miała szans na maturze, choć przede ną jeszcze egzaminy z an-gielskiego a przde wszyst-kim matematyki mam nadzieje, że pójdą mi tak jak polski. Pisząc wypraco-wanie dobrze znałam "Lalke", natomiast "Ludzi bez domnych" mniej, ale w oparciu o tekst źródłowy nie było to problemem. CC by vasta CC by albertogp123 II WOJNA ŚWIATOWA
LEKCJA HISTORII... NIE DLA KAŻDEGO.
TEMAT NUMERU TEMAT NUMERU

Nadchodząca, sześćdziesiąta siódma już rocznica zakończenia drugiej wojny świa-towej, powinna skłaniać nas do refleksji nad bezsensem i okrucieństwem wszelkich działań militarnych, a zwłaszcza tych, do których w ubiegłym wieku doprowadziły imperialistyczne zapędy III Rzeszy kiero-wanej przez Adolfa Hitlera. Największa wiedza historyczna dotycząca tamtych wydarzeń leży chyba jednak nie w plikach suchych faktów serwowanych nam przez podręczniki, lecz we wspomnieniach ludzi z najbliższych okolic, którzy przeżyli lata 1939–1945 i doświadczyli cierpień związa-nych z realiami życia pod okupacją. W obawie przez hitleryzmem Okrucieństwa drugiej wojny światowej kojarzą nam się głównie z działaniami hitlerowskiej Rzeszy. I słusznie, gdyż to państwo wywołało wojnę i mimo iż finalnie poniosło druzgocącą klęskę, zdążyło dopro-wadzić do śmierci wielu milionów osób (według różnych szacunków od 50 do 78 mln). Bestialskie dokonania hitlerowskich najeźdźców najdoskonalej obrazuje system obozów koncentracyjnych, w których doko-

TEMAT NUMERU

nywano eksterminacji wszelkiej maści prze-ciwników systemu nazistowskiego. Jednak-że, skoro wielkie zbrodnie popełniane są na kanwie mniejszych, to aby mówić o obo-zach koncentracyjnych, należy zatrzymać się nad mniej nagłośnionymi, prywatnymi przykładami nieludzkich zachowań oku-pantów. Jedną z rodzinnych historii trak-tujących o takich hańbiących „wyczynach” żołnierzy niemieckich przytacza Agata: – Moją babcię, która miała 6 lat, Niemcy szczuli agresywnymi psami. Spuszczali je z łańcuchów i patrzyli, jak ją gonią... Nigdy nic jej nie zrobiły, bo pradziadek współpracował z Niemcami chroniąc tym swoją rodzinę (którą ostatecznie i tak wywieziono na południe), ale "rozrywkę" Niemcy mieli. "Największa wiedza historyczna (...) leży chyba jednak nie w plikach suchych faktów serwowanych nam przez podręczniki, lecz we wspomnieniach ludzi z najbliższych okolic, którzy przeżyli lata 1939–1945 (...)" Współpraca z żołnierzami niemieckimi róż-nie odbiła się na psychice tych, którzy pomagali okupantom. Ksiądz Robert wspo-mina pewnego parafianina: – Ten człowiek w czasie wojny z polecenia hitlerowca zastrzelił swojego sąsiada.

TEMAT NUMERU

Nigdy sobie potem tego nie wybaczył. Miał kilka prób samobójczych, leczył się psy-chiatrycznie, bo nie potrafił uwolnić się od poczucia winy. Taki stan trwał jakieś pięćdziesiąt lat. Ludzie panicznie bali się niemieckich żołnierzy. W miejscowości Pikule na styku Podkarpacia i Lubelsz-czyzny wtargnięcie Niemców wywołało przerażający popłoch. – Ludzie kryli się, gdzie tylko popadnie, by nie wpaść w ręce żołnierzy, gdyż wszystkich schwytanych wywożono do obozów – opowiada Krzysiek, który mieszka w miejscowości nieopodal. – Niektórzy ludzie schowali się w stawie, gdzie nurkowali, aż do momentu ucichnięcia hałasu wywołanego przez ma-sową łapankę. Żyje jeszcze jeden pan, który wtedy w tym stawie się skrył, ale to było dla niego tak traumatyczne przejście, że do tej pory ani słowem się nie odezwał w temacie tego wydarzenia. Byli u niego już nawet kiedyś dziennikarze, ale on za-wsze milczy. "(...) to było dla niego tak traumatyczne przejście, że do tej pory ani słowem się nie odezwał w temacie tego wydarzenia." Opowieści takie jak te niewątpliwie utwier-dzają w przekonaniu o wojennym barba-rzyństwie hitlerowców. Czy jednak przez pryzmat takich zachowań należy traktować wszystkich Niemców? Otóż nie. Okazuje się, że w czasach wojny nie wszyscy byli zapatrzonymi w Führera wrogami cywiliza-cji innych, niż niemiecka.

TEMAT NUMERU

Historia niemieckiego pacyfisty To, że nie każdy hitlerowski żołnierz musiał być bestią i strzelać do dzieci zwabianych cukierkiem, co opisał Rudolf Gliński w swo-jej książce, o której wspomnę później, pokazuje historia niemieckiego żołnierza, którą przytacza Faustyna. – To było w Trzebownisku, czyli mojej wiosce. Na początku wojny stacjonowały tam wojska niemieckie i ludzie poniekąd przymusowo musieli przyjmować żołnierzy do swoich domów na przetrzymanie. W ta-ki sposób do domu mojej prababci trafił młody Niemiec, Villie. Na początku wszyscy się go bali, ale w końcu Villie trochę po niemiecku, trochę po polsku i trochę na migi wyjaśnił domownikom, że tak jak spora część ludzi w jego wieku, został przymusowo wcielony do armii, że na wojnę iść nie chciał, bo ma w kraju żonę i małe dzieci, i że ma dość działań mili-tarnych, ale i nie miał innego wyboru, gdyż odmowa wstąpienia do armii groziła śmier-cią. Villie okazał się naprawdę dobrym człowiekiem, pomagał prababci przy wszel-kich pracach domowych i przy obiedzie, często nawet kombinował, żeby przynieść całej rodzinie coś lepszego do jedzenia z przydziałów wojskowych, kiedy już była całkowita bieda. Moją babcię i jej rodzeń-stwo (mieli wtedy po kilka lat) uczył czytać i pisać, bawił się z nimi i robił im zdjęcia swoim niemieckim aparatem, bo u nas takich rzeczy nie było. Wojny miał dość, jak sam często powtarzał; wielokrotnie zapraszał dziadków do siebie, jak już będzie po wszystkim i obiecywał, że "jak

TEMAT NUMERU "(...) w czasach wojny nie wszyscy byli zapatrzonymi w Führera wrogami cywilizacji innych, niż niemiecka."

Hitler kaputt", to oni wszyscy kiedyś spot-kają się w Niemczech, bo chce ich poznać ze swoją rodziną. Wszystko przerwał nad-chodzący front, kiedy na Rzeszowszczyznę wkroczyli Rosjanie – Niemcy zaczęli opusz-czać wioskę i poszedł z nimi też Villie. Obiecywał, że się odezwie, ale żadne wieści nie przychodziły. W końcu któregoś dnia sąsiadka przybiegła do domu z wie- ścią, że widziała, jak Rosjanie prowadzą przez wioskę niemieckich jeńców i że tam był też Villie, w łachmanach i z burakiem cukrowym w ręce dla posilenia. Najpraw-dopodobniej trafił do rosyjskiej niewoli i tam zginął, bo nigdy więcej o nim już nie słyszeli – podsumowuje Faustyna. Historia tego niemieckiego żołnierza nie jest odosobniona. Również dzięki opowieści Magdy, której dziadkowie pamiętają czasy wojenne, możemy dowiedzieć się podo-bnych faktów. – Do mojego rodzinnego miasta sprowa-dzili się z Rzeszy Niemcy. Na początku wszyscy byli w stosunku do nich nieufni, ale po pewnym czasie zaprzyjaźnili się z nimi, tym bardziej, że byli to sympatyczni ludzie i dobrzy sąsiedzi. Kiedy jednak na nasze tereny wkroczyli Rosjanie, wszys- tkich Niemców wystrzelali – mówi Magda. O takich wydarzeniach, w których to Niem-cy są ofiarami, rzadko się jednak wspo-mina. Komunizm a nazizm Być może największym problemem, który wciąż nie pozwala nam obiektywnie ocenić czasów wojennych, jest pozostałość komu-nistycznej spuścizny, która wyolbrzymiała zbrodnie hitlerowskie, gloryfikując jedno-

TEMAT NUMERU

cześnie działania radzieckie, nadając im wspaniały, wyzwolicielski charakter. Tym-czasem nie każdy ma świadomość, że naj-większym obozem koncentracyjnym w cza-sie wojny wcale nie był nazistowski Aus-chwitz–Birkenau, ale radziecki obóz w Wor-kucie. Armia Czerwona i stalinizm do tej pory nie zostały należycie rozliczone, chociaż i dla nich powinna znaleźć się jakaś Norymberga. To, że młodzi ludzie nacecho wani ignorancją historyczną ośmielają się dzisiaj nosić koszulki z sierpem i młotem, jest efektem długoletniego „faszerowania” społeczeństwa pseudohistorycznymi książ-kami (choćby Władysława Machejka, w których wygłaszał peany na cześć wiecz-nego komunizmu i opisywał łzy staruszków na wieść o śmierci Stalina). W poszukiwaniu informacji o lokalnych działaczach konspiracyjnych, z wielką cie- kawością sięgnąłem po publikację Rudolfa Glińskiego „Martyrologia wsi rzeszowskiej” z 1973 roku. Spodziewałem się, że pozycja Biblioteki Pamięci Pokoleń, sygnowana takimi nazwiskami, jak chociażby profesora Władysława Bartoszewskiego, wniesie coś nowego do mojej prywatnej biblioteczki i własnego punktu widzenia na czasy wojenne. Może istotnie by tak było, gdyby nie przytłaczająca ilość komunistycznej propagandy, którą należałoby „odcedzić”, aby otrzymać jakiekolwiek informacje na temat potyczek z hitlerowcami w naszym regionie. Niestety, nawet po takim zabiegu nie można było zbytnio ufać w obiektywizm podanych wiadomości, bo skoro komunizm był systemem kłamstwa, to dlaczego i treś-ci zawarte w publikacji nie miałyby być przekoloryzowane na korzyść tych, którzy przez prawie pięćdziesiąt lat rządzili w na-

TEMAT NUMERU

szym kraju, a do władzy doszli metodami, których używał jakże okrutnie przedsta-wiony w broszurze hitlerowski najeźdźca? Do sądów takowych mam słuszne powody, gdyż ilekroć wspomina się w publikacji o komunistycznych działaczach, to nie ina-czej, niż „bohaterski żołnierz radziecki” czy „ofiarny wyzwoliciel narodu polskiego”. Określenia te irytują tym bardziej, kiedy przypomnimy sobie, jak „ofiarny wyzwoli-ciel” stał bezczynnie na przedpolach War-szawy, gdy w mieście dogorywało pow-stanie. W publikacji Glińskiego wszelkie grupy konspiracyjne: WiN, NSZ, AK i samo-dzielne oddziały konspiracyjne nazywa się „leśnymi bandytami”, „bandami terro-rystyczno–rabunkowymi” i oczywiście „zaplutymi karłami reakcji”, nagminnie oskarża się obrońców niezawisłej Polski o antysemityzm, nieuzasadnioną wrogość do „chłopa i robotnika” i współpracę z hit-lerowskim okupantem, co zresztą stało się podstawą aktów oskarżenia wszystkich ujętych działaczy organizacji podziemnych, których nie zamordowano od razu, lecz zostawiono dla demonstracyjnych proce-sów. Wskutek takiej propagandy i utwo-rów takich opluwaczy jak Tadeusz Róże-wicz, który napisał, że Sienkiewicz w grobie się przewraca, jak słyszy, że bandziory z NSZ–tu imiona z jego książki biorą i tak się przedstawiają jako rycerze, na szyi ryngrafy z Matką Boską zamiast hitle-rowskiej swastyki.... Do dziś w społe-czeństwie panują mylne przekonania. W porównaniu z barbarzyńskim okru-cieństwem Niemców podczas działań wojennych, komuniści przedstawieni są w publikacji nie inaczej, jak bezinteresowni dobroczyńcy, którzy likwidację „leśnych

TEMAT NUMERU

bandytów” przeprowadzali w ramach bra-terskiej pomocy dla uciśnionych „chłopów i robotników”, czyli w rzeczywistości w trosce o własne stołki. Bo iluż chłopów i robotników, którzy pomagali działaczom podziemia niepodległościowego, nazwano „pachołkami systemu faszystowskiego”? Nie wspomniano, że ataki na siedziby Urzę-dów Bezpieczeństwa, komunistyczne wię-zienia i konwoje, miały na celu odbicie uwięzionych bojowników o wolność niepodległego państwa polskiego, lecz określono to jako „żądzę niszczenia i mor-dowania” i okraszono jednocześnie powi-nowactwem z hitlerowskim okupantem. *** Niemożliwym do zrealizowania zadaniem jest podsumowanie w kilkustronicowym artykule całej rzeczywistości drugiej wojny światowej. Chociaż była to rzeczywistość trudna, nie należy jednak o niej zapomi-nać. Nie powinno się podważać kwestii istnienia obozów zagłady ani Holokaustu, co niektórzy próbują dziś uczynić. Nie należy także odpowiedzialnością za wszys-tkie ofiary wojny obarczać Niemców. W obliczu obecnych scysji politycznych wokół programów nuklearnych niektórych państw, pamięć o wszystkich ofiarach dru-giej wojny światowej powinna być w nas jeszcze bardziej żywa. Wrodzony antago-nizm ludzki i nieodpowiedzialna polityka mocarstw doprowadzić może bowiem do nowego konfliktu. Jak widać, historia uczy… lecz nie każdego. Krzysztof Socha Mija 67 lat od zakończenia drugiej wojny światowej. Maria Piotrowska przeżyła wojnę, choć niejeden raz spojrzała śmierci w oczy. Do dzisiaj nie potrafi oglądać wojennych filmów, ponieważ zbyt wiele wspomnień wówczas powraca. I choć mówi wyłącznie po polsku, zdarza jej się liczyć w pamięci w języku niemieckim.
WOJNA OCZAMI DZIECKA
TEMAT NUMERU

Tylko język polski. Wojna wybuchła, kiedy miałam trzy lata. Nie rozumiałam, co to oznacza, ale odkąd sięgam pamięcią, ojciec powtarzał mi i moim braciom, co możemy robić, a czego nam nie wolno. Pierwszą rzeczą, jakiej nam zakazano, było mówienie w języku Żydów. Przez pewien czas, nie pamiętam jak długo i dlaczego, chodziliśmy do żydowskiego przedszkola. Obracaliśmy się wyłącznie wśród Żydów, więc ich języka nauczyliśmy się bardzo szybko i często go używaliśmy. Wtedy nie potrafiłam zrozumieć, jak powa-żne mogłoby to mieć konsekwencje. Póź-niej, kiedy chodziliśmy do szkoły, zmusza-no nas do mówienia w języku niemieckim. I choć cała rodzina posługiwała się nim dobrze, w domu, bez względu na wyda-rzenia czy okoliczności, akceptowany był tylko język polski. Gwiazda Dawida.

TEMAT NUMERU

Mając tych kilka lat, nie zdawałam sobie sprawy z tego, co oznacza gwiazda Dawida. Inne dzieci miały, więc i ja chcia-łam taką mieć. Zdobyłam od kogoś gwiaz-dę i założyłam na rękę. Był późny wieczór, kiedy wracałam do domu i zobaczyli mnie dwaj niemieccy żołnierze. Krzyczeli coś po niemiecku, ale wtedy ich nie rozumiałam. Jeden z nich przekonany, że jestem Żydówką, wycelował we mnie swój karabin. Zaczęłam uciekać, a wtedy drugi spuścił z łańcucha dużego psa. Obaj pa-trzyli, jak mnie gonił i czekali, by zoba-czyć, co się stanie. Uratowało mnie dwóch innych niemieckich strażników, którzy mnie znali. Powiedzieli tamtym, że jestem „córką Klaka” i mają mnie zostawić w spokoju. Tę scenę często sobie przypominam. To był pierwszy, ale nie ostatni raz, kiedy ktoś celował we mnie karabinem. Wujek Niemiec. Nie wszyscy Polacy bronili przed okupan-tem swoich rodaków, nie wszyscy Niemcy byli bezlitośni. Kiedy wojna się zaczęła, mieszkaliśmy w Poniecu, niewielkiej miejscowości na południu Wielkopolski. Niedługo później tereny te zaczęli zajmo-wać Niemcy, my zostaliśmy wysiedleni do Radomska, niedaleko Częstochowy. Tam był nasz tymczasowy dom. Byłam bardzo żywotnym dzieckiem, w przeciwieństwie do brata bliźniaka, i nigdy nie bałam się żołnierzy, którzy tam stacjonowali. Znali mnie, wiedzieli, czyją córką jestem, więc pozwalali mi na wiele. Ci żołnierze byli moimi wujkami. Każdego z nich całowałam w policzek na powitanie, do każdego tuliłam się, kiedy tylko mogłam i bardzo często bawiłam się z nimi. Uwielbiali mnie. Sami gdzieś daleko mieli własne rodziny,

TEMAT NUMERU

które musieli zostawić, często wbrew własnej woli, więc rozpieszczali mnie, jak tylko mogli. Zdarzały się sytuacje, kiedy do moich „wujków” przyjeżdżali ich dowódcy. Oni nie byli tak wyrozumiali dla polskich dzieci i nie wahali się używać karabinów, więc podczas każdej ich wizyty, przest-raszona spędzałam czas w wychodku, w li-cznym towarzystwie szczurów. Bałam się szczurów, ale jeszcze bardziej bałam się ludzi, którzy celowali do mnie z broni. Wakacje u partyzantów. Zachorowałam na odrę. Jako że byłam drobnym dzieckiem, trudno przechodziłam chorobę. Pamiętam dobrze, że lekarzem był Żyd. Odwiedzał mnie prawie co-dziennie, badał, podawał leki. Po długim czasie spędzonym w łóżku, wreszcie wyzdrowiałam. Minęła wysypka, gorączka, byłam zdrowa. Dwa dni później brat zaraził mnie kokluszem. Osłabiona po niedawno przebytej odrze, zupełnie straciłam świadomość. Lekarz nie dawał mi szans na przeżycie, ponieważ tym razem już żadne leki mi nie pomagały. Ojciec zabrał mnie wtedy na wakacje do… partyzantów, do Jędrusiów. Pamiętam długą podróż pocią-giem oraz to, jak już w lesie przypiął mi do granatowej sukienki biały kołnierzyk i man-kiety. Przedstawił mnie tamtym ludziom, kazał ukłonić się, następnie powiedział im, że jestem dla niego najcenniejszym złotem na świecie i mają o mnie dbać. Skutecznie leczono mnie mlekiem, miodem i masłem. Teraz wiem, że to były wakacje w Puszczy Jodłowej. Spędziłam z Jędrusiami ponad miesiąc. Poznałam tam nowe ciocie i no-wych wujków, których nie chciałam

TEMAT NUMERU

opuszczać, oni także nie chcieli, żebym wracała do domu. Gdybym tylko mogła, spędziłabym tam jeszcze ze dwa miesiące. "Ojciec nigdy nie zdradził Polaków. Wiem, że współpracował z Jędrusiami i że był łącznikiem między nimi a ludźmi z święcimem." Wiewiórka. Mój ojciec był członkiem Armii Krajowej. Był też właścicielem zakładu wytwarzają-cego stemple, czyli podkłady kolejowe. Miał dobowe przepustki od Niemców, ponieważ miał obowiązek jeździć w różne strony i sprawdzać stan prac. Płynnie mówił po niemiecku, wiele osób było przekonanych, że nie jest Polakiem. Począ-tkowo pracował dla Niemców jako tłumacz. Z niektórymi z nich nawiązał dobry kon-takt. Dawał im jedzenie i bimber, a oni dbali o to, by nasza rodzina była bezpie-czna. Ojciec nigdy nie zdradził Polaków, wręcz przeciwnie. Wiem, że współpracował z Jędrusiami. Wiem też, że był łącznikiem między nimi a ludźmi w Oświęcimiu. Z obozu koncentracyjnego ratowano przede wszystkim żydowskie dzieci. Ojciec odbierał je, zawoził do lasu, do party-zantów, u których spędziłam wakacje. Pamiętam tamte dzieci – przestraszone, zapłakane, zaszczute, zupełnie inne niż ja. Wszystkie wywożono później do Ameryki. Nie wiem, w jaki sposób uwalniano je z Auschwitz, tego ojciec nigdy nikomu nie powiedział, do dziś to tajemnica. Jedyne,

TEMAT NUMERU

co zdradził wiele lat po wojnie, to swój pseudonim: Wiewiórka. Nigdy nie chwalił się tym, co podczas wojny zrobił i ile ludz-kich istnień uratował. Często powtarzał, że i ja nie mogę przechwalać się tym przed innymi, ponieważ ratowanie ludzi z obozów koncentracyjnych było jego obowiązkiem, sumienie nakazywało mu, by to robił. Do samej śmierci bywały dnie, kiedy nie potrafił wybaczyć sobie, że nie ocalił więcej Żydów. Wybuchowa szuflada. Niemcy nigdy nie czekali na wyjaśnienia. Problemy rozwiązywali za pomocą kara-binów. Wiedziałam już, że gwiazda Dawida albo posługiwanie się językiem Żydów mogłyby mieć tragiczne skutki. Jednak razem z rodzeństwem nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, co jeszcze groziło rozstrzelaniem. Pewnego dnia ojciec wrócił do domu, a mój starszy brat, dumny ze swojego osiągnięcia, otworzył jedną z szuflad i zaprezentował rodzinie kilka-naście granatów, które zdobył od party-zantów. Granaty ostatecznie wylądowały w wychodku, a brat dostał wtedy taką nauczkę, że nigdy więcej nie zadawał się z partyzantami. Innym razem, na polskim weselu, na które był zaproszony zaprzy-jaźniony niemiecki żołnierz, pijani goście zaczęli śpiewać Mazurek Dąbrowskiego. Żołnierzowi wytłumaczono, że to polski marsz weselny. Zebrała: Agata Andrzejak fot. eisenbahner, Szymon Nitka, tsuda.george, ℓ u m i è r e , Zaykoski (CC by 2.0) DLACZEGO LUDZIE NIE LUBIĄ POLITYKI?
„Polityki nie lubię, bo po pierw-sze: to największe gówno na świecie. Po drugie: nie da się przed nią uciec.”
SPOŁECZEŃSTWO

Kto z nas lubi być okłamywany? Kto lubi, kiedy decyzje podejmuje za niego ktoś inny? Kto spokojnie pozwala na to, żeby obca osoba kierowała jego życiem? I czy można w ogóle lubić coś, w czym nie można doszukać się najmniejszego sensu? Dwie największe partie walczą podczas kampanii o głos obywatela kolejnymi obietnicami i kilku innych mniejszych ug-rupowań, które nie mają zbyt wiele do po-wiedzenia. Demokracja? Momentami moż-na mieć wrażenie, że to zwykłe oszustwo. Każdy obywatel powinien posiadać prawo głosu i możliwość uczestniczenia w życiu politycznym. Tymczasem jedyna czynna możliwość uczestniczenia w polityce, jaka jest nam łaskawie podarowana, to oddanie głosu w trakcie wyborów, podczas których często wybieramy mniejsze zło, a władzę znowu przejmuje ktoś, kto nie powinien mieć z nią nic wspólnego. Ale ile z osób, które oddają głos, jest zaangażowanych

SPOŁECZEŃSTWO

politycznie i może mieć wpływ na to, co się dzieje, na decyzje, które są podejmowane, te najważniejsze, dotyczące bezpośrednio nas i gruntownie zmieniające nasze życie? Niewiele. Przygnębiające jest to, że nic nie możemy na to poradzić. Chyba, że jak w sprawie ACTA, wyjdziemy na ulice, ale protesty nie zawsze są skuteczne. To, że nie pójdziemy na wybory, nie przeczytamy w gazecie artykułu o kolejnej aferze korupcyjnej z udziałem polityków czy nie włączymy wieczorem wiadomości i nie zobaczymy kolejnych prowadzących donikąd obrad, sejmu nie sprawi, że polityka zniknie, że politycy przestaną decydować o naszym życiu. Wbrew teoretycznym założeniom, najwięcej osób jest zdania, że rząd nie robi nic, żeby ułatwić ludziom życie, wręcz przeciwnie. Żyje się coraz trudniej, coraz trudniej znaleźć dobrą pracę, a młodzi ludzie niezbyt optymistycznie patrzą w przyszłość. "Żyje się coraz trudniej, coraz trudniej znaleźć dobrą pracę, a młodzi ludzie niezbyt optymistycznie patrzą w przyszłość." Przecież jak bardzo wiarygodne może być słuchanie obietnic rządu, który podczas dwóch swoich kadencji zrobił niewiele, no może pomijając drobne podniesienie podatków czy lekki wzrost cen benzyny… Bo wątpliwe, że pan Tusk, który ma dwa mieszkania, działkę, dom, ulokowane 75 tys. zł i jeździ nową Toyotą, zdaje sobie sprawę z tego, jak trudnym zadaniem jest w obecnych czasach utrzymanie rodziny za 1500 zł miesięcznie. A i nie bez powodu nazywa się go premierem bogatych, tak jak zresztą pana Komorowskiego – prezy-dentem bogatych. "(...) jedyna czynna możliwość uczestniczenia w polityce, jaka jest nam łaskawie podarowana, to oddanie głosu w trakcie wyborów." „Polityka w naszym kraju nie zajmuje się tym, czym naprawdę powinna. Irytującym faktem jest to, że politycy stale negocjują między sobą legalizację marihuany zamiast zająć się czymś potrzebniejszym do życia, mam na myśli np. oddłużanie szpitali, naprawy dróg.” Nina również o polityce nie wypowiada się pochlebnie. Logika jest chyba tym, czego najbardziej brakuje nam w polityce. Spójrzmy chociażby na kwestię związaną z młodzieżą – dlaczego w szko-łach obcina się liczbę godzin historii, ograniczając przez to świadomość oby -

SPOŁECZEŃSTWO

watelską, a walczy o zalegalizowanie mari-huany? Naprawdę w tę stronę chcemy iść? Oczywiście nie uważam, że zalegalizowanie marihuany nie powinno mieć miejsca, bo to, co robimy, jest naszą decyzją, nato-miast zabawa i teatr, jaki się wokół tego tematu odbywa przy polskiej infrastru-kturze, bezrobociu, sytuacji szpitali czy szkół, absolutnie nie powinien mieć miejsca. Jednak łatwiej stanąć przed rządem i zapalić jointa niż zająć się spra-wami ważnymi, które zdecydowanie bardziej potrzebują uwagi. Stan polskich dróg jest przerażający, szczególnie w poró-wnaniu z tymi w krajach zachodnich, chociażby w Niemczech. W moim mieście chyba nie ma drogi, którą mogłabym nazwać drogą z nawierzchnią odpowiednią do jazdy. Dziura na dziurze, ale który poli - tyk się tym przejmuje i naprawdę stara się coś z tym zrobić? „Bo to jest chyba synonim słowa "kłam-stwo". Co innego mówią, co innego się dzieje, a jeszcze co innego z tego wynika. Co tu lubić?”, pyta Aleksandra. Nasi polscy politycy zapracowali na to, że słysząc sło-wo polityka, automatycznie w podświado-mości pojawiają nam się słowa „kłamstwo” i „niespełnione obietnice”. Kogo winić bardziej? Polityków, którzy okłamują ludzi obiecując gruszki na wierzbie, byle tylko dostać się do władzy i przez parę lat nic nie robić, czy ludzi, którzy naiwnie w to wierzą? Jednak przekornie, dużo osób twierdzi, że polityk to całkiem dobry zawód, bo gdzie indziej dostaniemy tyle pieniędzy za nic nierobienie? Tak ten zawód wygląda w oczach narodu. Złodziej

SPOŁECZEŃSTWO

żywiący się pieniędzmi z naszych podat-ków, naszej pracy. Pewne jest to, że jeśli polityka i zachowanie ludzi, którzy się nią zajmują, nie zmieni się, kłamstwo nadal pozostanie jej synonimem. Chcemy wymie-nić to kłamstwo na zaufanie, bezpie-czeństwo, działanie dla dobra państwa, tylko musimy mieć do tego mocne pod-stawy. Obietnice bez pokrycia, brak działania, które miałoby jakikolwiek sens, kłamstwa… – czyli główne powody, przez które ludzie nie lubią polityki. Nie lubią, a jednak niesamowicie się nią fascynują. Mimo całej niechęci, to właśnie ona budzi najsilniejsze emocje, jest czymś, co dzieli i jednoczy ludzi, jest punktem zapalnym, dlatego nie możemy umniejszać jej roli w naszym życiu, bo jest ogromna. Możemy jej nie lubić, ale nie możemy się jej pozbyć. Ciągle mamy nadzieję, że coś się zmieni, że pojawi się w końcu ktoś, kto będzie chciał dla odmiany zrobić coś dla dobra ludzi i dla dobra państwa. Kto wie, może wtedy nawet polubimy politykę. Marta Nowacka fot. DrabikPany (CC by 2.0) Czy można nie lubić czegoś, co jest nieuniknione? Takie pytanie zadajemy sobie codziennie słuchając bądź rozmawiając o polityce, która jest nieodzownym ele-mentem życia każdego człowieka. Pojawia się w pracy, w domu, na uczelni. Wzbudza silne emocje wywołujące niekiedy oburzenie, niesmak, niezadowole-nie. Choć wielu polityków powoduje niechęć pewnej grupy osób, ich projekty są kuriozalne, a momentami trywialne, polityka i politycy nadal egzystują. Cytując Margaret Thatcher: „podobanie się wszystkim nie jest zajęciem dla polityków”.
POLITYCZNE POGAWĘDKI
SPOŁECZEŃSTWO: POLEMIKA

Aby móc prowadzić polemikę na temat zagadnienia polityki, potrzebna jest podsta-wowa wiedza na jej temat. Czym się objawia i dlaczego tak wpływa na nasze życie? Podstawą jej egzystencji zazwyczaj jest szeroko pojęta demokracja, w której duże znaczenie ma głos obywateli. Kłamstwem jest twierdzenie, iż społeczeń-stwo nie ma wpływu na wielką politykę. Wystarczy przeanalizować Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej, aby zauważyć, ile mechanizmów kontroli nad władzą posiada obywatel. Problem tkwi w nas. Dlaczego nie interesujemy się współpracą z lokalną władzą, to znaczy z gminą, urzędem dzielnicy, a nawet wspólnotą mieszkanio-wą? Dlaczego nie chcemy brać udziału w wyborach samorządowych, udzielać się w stowarzyszeniach? Odpowiedź jest ba-nalna – brak zainteresowania tym, co otacza każdego człowieka na co dzień, połączony z wiecznym niezadowoleniem. Zabawne, jak bardzo my, Polacy, nie

SPOŁECZEŃSTWO: POLEMIKA

lubimy zmian, boimy się ich. Polska nie jest jedynym państwem, które boryka się z podstawowymi problemami jak budowa dróg, zapewnienie pracy młodym ludziom, pomoc początkującym przedsiębiorcom. Z perspektywy 20 lat demokratycznej Polski, zmiany wdrażane przez kolejne rządy spowodowały wzrost znaczenia na-szego kraju na arenie międzynarodowej, jak również przyczyniły się do rozwoju gospodarki, której podstawą są małe przedsiębiorstwa. Dzięki wstąpieniu do sze-regów Unii Europejskiej młodzi ludzie mogą korzystać z unijnych projektów umożli-wiających im samorealizację, poznawanie innych kultur oraz korzystanie ze środków finansowych. Należy również zwrócić uwagę, że zmiany przychodzą z czasem, a problemy, które są rzucane niczym kłody pod nogi, często mają swoje podstawy po - za granicami naszego państwa. Jednym z nich jest rosnąca cena paliw, na którą rządy nie mają całkowitego wpływu. "Kłamstwem jest twierdzenie, iż społeczeństwo nie ma wpływu na wielką politykę." Politycy podejmują decyzje w oparciu o zdanie narodu, choć nie zawsze są one zgodne właśnie z naszymi poglądami. Tak jak w grupie kilku osób, tak w społe-czeństwie zawsze pojawi się niezado-wolenie, ponieważ każdy z nas chce, aby jego zdanie miało większe znaczenie niż

SPOŁECZEŃSTWO: POLEMIKA

innych. Z wymianą poglądów wiąże się manipulacja, której odzienie według nie-których pokryte jest kłamstwem i obłudą. Zabawne, że te same osoby nie widzą, iż manipulacja jest przyjaciółką każdego z nas. Nie jest to tylko i wyłącznie cecha parlamentarzystów, a wręcz przeciwnie. Chcąc przekonać rozmówcę do swoich poglądów, staramy się nim manipulować poprzez słowa. To samo robią politycy, aby przekonać elektorat do swoich racji. "Chcąc przekonać rozmówcę do swoich poglądów, staramy się nim manipulować poprzez słowa. To samo robią politycy, aby przekonać elektorat do swoich racji." Polityka, często niezauważana, przenika w nasze życie. Wystarczy, że każdy ma własne poglądy czy sympatie polityczne, aby móc wywołać dyskusję wśród przyja-ciół, w rodzinie. Polityką można gardzić, lecz trzeba pamiętać, iż nie jest możliwe uciec przed nią. Maria Gołaszewska fot. DrabikPany (CC by 2.0)

Avatar comunication iGONE fot. HikingArtist.com's (CC by 2.0)