Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

wokół kultury strona 6 oczekiwania i rozczarowania strona 7 z szuflady bluesmana strona 9 czerwcowe podsumowania technologicznych nowości strona 10 wpływ faz księżyca na rozmnażanie glonojadów strona 14 one też mają prawo być wolne! strona 16 o wolności w Paryżu strona 18 wiedza bezużyteczna? strona 23 za Polskę przepraszam! strona 28 nowoczesny kosmopolita pod Grunwaldem strona 31 finał już za nami strona 35 NIC KONKRETNEGO

Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl rekrutacja(@)outro.pl Redaktorzy naczelni: Monika Toppich Kamil Wiśniowski Zastępca: Paulina Zguda Sekretarz redakcji: Marek Suska Zastępca: Magdalena Wąwoźna Redaktor prowadzący: Maciej Nowotnik Korekta wydania: Nina Bezpałko Szefowie działów: Justyna Książek (kultura), Patrycja Rawska (społeczeństwo), Maciej Kulina (sport), Agata Andrzejak (korekta), Dorota Stach (foto), Patryk Skoczylas (graficy). Korekta: Agata Andrzejak, Maria Gołaszewska, Martyna Kłopeć, Agnieszka Dydacka, Faustyna Cisło, Nina Bezpałko, Agata Hajduk, Cynthia Schmidt, Patryk Łowicki Graficy: Angelika Marchewka, Jarosław Stępień, Dorota Stach, Adam Białek, Paweł Szpondowski Fotoedycja wydania: Roksana Grzmil Projekt okładki: Patryk Skoczylas Zdjęcie na okładce: bandita

Euro już za nami, pakowanie walizek do-piero w planach lub w ogóle nie uwzglę-dnianie, trochę skoda marnować słoneczne dni przed komputerem, w takim razie co robić? Jeśli w dodatku mieszkacie w bloku, pewnie jesteście skazani na gotowanie się w mieszkaniach, zamiast jak szczęśliwcy z domków jednorodzinnych wziąć leżak i położyć się pod błękitnym niebem, mając wszystko w duszy. Wreszcie wakacje, wreszcie chillout. W większości mamy niesprecyzowany pomysł, jak spędzić ten czas, więc pewnie wynikną z tego jakieś zupełnie szalone de-cyzje, nietrafione założenia i kilka głupich sytuacji. I bardzo dobrze! Jesteśmy młodzi, to jest właśnie ten okres, kiedy musimy się wyszumieć i pouczyć się życia na własnych błędach. Za to w Outro w ten pierwszy lipcowy weekend wcale nie ima się at-mosfora rozgardiaszu, choć przyznaję, że to wydanie to efekt końca sesji i ekspe-rymentalnego potraktowania pojęcia "konstruktywizm". Nie, nas jak zwykle interesuje absolutnie wszystko: od krasnali ogrodowych, przez to, dlaczego tak często uczymy się zupełnie dla nas niepot-rzebnych rzeczy, aż po rozmnażanie się glonojadów. Jeżeli nie wiecie, jaką rolę odgrywa w przedłużaniu gatunku tego zwierzęcia fazy Księżyca, chyba nie muszę się dwa razy powtarzać - odsyłam do dalszych stron nowego, jeszcze pachną-cego (przy odrobinie wyobraźni na pewno możecie to poczuć) farbą numeru. Paulina



WOKÓŁ

WOKÓŁ KULTURY

Filmowy tydzień Od 2 do 5 lipca w kinie studyjnym Żak w Poznan-iu, można obejrzeć duński film w reżyserii Mikkela MunchFalsa, zatytułowany „Nie ma tego złego”. Opo-wiada on historie czterech osób, z których każda na swój sposób odczuwa sam-otność. KULTURY Digital Art W Galerii Tygiel w Gdyni do 17 lipca można oglądać wystawę grafiki cyfrowej Cezarego Paszkowskiego, profesora gdańskiej ASP. Teatralny lipiec 5, 6 i 7 lipca na Scenie w Malarni Teatru Śląskiego w Katowicach, będzie moż-liwość obejrzenia offowe-go przedstawienia pt. „Kochanek” w wykonaniu Stowarzyszenia Teatru RAWA. Alicja Wojtas Fot 1: Silveira Neto (cc by 2.0) Fot 2: lilivanili (cc by 2.0) Chłopcy Kontra Basia w Warszawie 3 lipca w Klubie Dobranocka wystąpią finaliści Must Be The Music – Chłopcy Kontra Basia. Zespół, czerpiący inspirację z kultury ludowej, łączący folklor z jazzem, soul i rockiem lat 70. W repertuarze grupy znajdują się parafrazy tradycyjnych pieśni, jak rów-nież autorskie teksty osadzone w stylistyce ludowej gawędy, ballady.
OCZEKIWANIA I ROZCZAROWANIA
RECENZJA PŁYTY (CC BYSA 2.0) by.Rock Cousteau

Jack White, jeden z najlepszych gi-tarzystów wszech czasów, ex - front- man The White Stripes i perkusista The Dead Weather, powraca z pier-wszym, w swojej długoletniej karie-rze, albumem solowym. "Przez długi czas odwlekałem wydawanie muzyki pod własnym nazwiskiem, ale czuję, że pod tymi piosenkami powinienem podpisać się osobiście. To wyłącznie moje kolory malowane na moim płót-nie" - mówi rockman. Nakładem wyt- wórni Third Man Records 23 kwietnia ukazał się „Blunderbuss”. Pierwsza fala rozpaczy ze strony fanów miała miejsce tuż po ogłoszeniu zawie-szenia działalności The White Stripes. Nas-tępnie White wydał dwa albumy wraz z The Dead Weather. Kolejna fala płaczu i histerii miała miejsce w lutym 2011 roku, kiedy nastąpiło oficjalne zakończenie wspó-łpracy z Meg i koniec The White Stripes. Informacja o solowym projekcie z pew-nością wprowadziła rzesze wiernych fanów

RECENZJA PŁYTY

w stan euforii i wzbudziła ogromne na-dzieje. Niestety zdania na temat nowego wydawnictwa są bardzo podzielone. Część fanów z pewnością entuzjastycznie zarea-gowałaby nawet na najgorszy twór muzyka z uwagi na wcześniejsze dokonania. Nato-miast część, patrząca krytycznym okiem na każde wydawnictwo, zawiodła się. Płyta jest bardzo zróżnicowana, w negatywnym tego słowa znaczeniu. Zróżnicowana w tak dużym stopniu, że można by oddzielić grubą kreską zbędne zapychacze od ut-worów godnych uwagi. Wyróżnić należy „Sixteen Salties”, w którym gitarowe riffy są słodkim akcentem, przywołującym na myśl nowatorską twórczość White’a z czasów The White Stripes. Utwór ten sprawia, że cała reszta wydaje się zbyt mało energetyczna oraz uboga w gitarowe granie, do którego przyzwyczaił nas już wiele lat temu muzyk. Kolejnym mocnym punktem „Blunderbuss” jest singiel pro-mujący krążek - „Love Interruption”, bal-lada, którą Jack wykonuje w duecie z pochodzącą z Ghany soulową wokalistką – Ruby Amanfu. Całość idealnie dopełnia melodyjny dźwięk klarnetu. „Weep Themselves To Sleep” to utwór, który sprawia, że w umysłach fanów pojawia się chęć wyłączenia płyty. Nie us-łyszy w niej gitar, pierwsze skrzypce grają tutaj dźwięki fortepianu, których nikt nie spodziewał się po znanym z miłości do gi-tarowych brzmień muzyku. Potupać i obu-dzić się po nużącym „Weep Themselves To Sleep” pozwala kawałek „I’m shakin” – co-ver Rudy’ego Toombsa, który jest kolejnym mocnym punktem albumu. Miło może kojarzyć się „Hip (Eponymous) Poor Boy”, z uwagi na urzekający początek, pozwala-jący przenieść się myślami do czasów bez-troskiego dzieciństw i dni spędzanych na karuzeli. Cała reszta to niewnoszące nic nowego ballado–ko–łysanki, od których wieje brakiem czegokolwiek, mogącego przyciągnąć uwagę wymagającego słucha-cza. Justyna Wojciechowska "Płyta jest bardzo zróżnicowana, w negatywnym tego słowa znaczeniu. Zróżnicowana w tak dużym stopniu, że można by oddzielić grubą kreską zbędne zapychacze od utworów godnych uwagi."

Z SZUFLADY BLUESMANA Z SZUFLADY BLUESMANA

Z pozoru resztki Może i resztki, ale za to świetniej jakości! W 2008 roku Metallica wydała swój od dawna oczekiwany album - "Death Mag-netic". Z kolei w 2012 roku Amerykanie zrobili nam niespodziankę. Krążek "Beyond Magnetic" to cztery utwory, które nie zostały zamieszczone na albumie sprzed czterech lat. Wówczas zostało nagranych czternaście kawałków, lecz Heatfield i spół- ka postanowili umieścić końcową jedena-stkę. Później ukazały się one jako single do pobrania z Internetu. Sam zespół twierdzi, że to "Rough Mixes", czyli niedopieszczony materiał. Mimo że to zaledwie cztery ut-wory, to prawie 30 minut ciężkiego grania. Janis wciąż żywa Carolyn Wonderland na swoim drugim studyjnym albumie "Peace Meal" udo-wadnia, że kobiecy rock sprzed 50 lat nie umarł. Żyje swoim życiem właśnie dzięki takim utalentowanym artystkom. Płyta zos-tała podzielona na dwie części. Pierwszą stanowią covery piosenek kilku znanych brytyjskich bluesmenów. Ciekawe inter– pretacje utrzymane są w różnej stylistyce. Wondernland sięga nawet po gospel, co tylko dodaje uroku przeróbkom. Druga część to jej autorskie kompozycje. . Mimo że wielu recenzentów podchodziło do tego pomysłu sceptycznie, widać, że Carolyn utarła im nosa. To kolejny jej album, który na pewno stanie się kanonem kobiecego bluesa. Michał Fila CZERWCOWE PODSUMOWANIE TECHNOLOGICZNYCH NOWOŚCI
Prosto z najważniejszych konferencji branżowych, przez najbliższe miesiące będziemy odsłaniali przed wami najciekawsze nowości w jednej z najszybciej rozwijających się dziedzin nauki – technologii.
KĄCIK NAUKOWY

Czerwiec tego roku jest wypełniony po uszy nowościami. Mimo iż w me-diach najgłośniej jest teraz o Euro, to wiadomości o najnowszych produ-ktach Microsoftu i Google rozchodzą się szerokim echem po całym świe-cie. Kilka dni temu odbyła się najważniejsza w roku konferencja Google, na której fir-ma, oprócz nowej wersji oprogramowania mobilnego Android (o dźwięcznej nazwie „Jelly Bean”, czyli w wolnym tłumaczeniu: „Żelkowa Fasola”), zaprezentowała... tab-let! Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to od miesięcy, ale gigant z Mountain View milczał. W końcu 27 czer-wca wszystko stało się jasne. Prowadzący zaprezentował w pierwszej kolejności szczątkowe informacje na temat najno-wszej wersji systemu operacyjnego, obsłu-gującego zarówno smartfony, jak i tablety. Po chwili powiedział: „A skoro jesteśmy już

KĄCIK NAUKOWY "Blisko sto tysięcy osób z całego świata wiedziało już, że czeka ich właśnie długo wyczekiwany moment"

przy tabletach...”. Blisko sto tysięcy osób z całego świata wiedziało już, że czeka ich właśnie długo wyczekiwany moment. Tab-let „Nexus 7”, jak sama nazwa wskazuje, oferuje wyświetlacz HD o przekątnej 7''. Czym może jeszcze pochwalić się urzą-dzenie stworzone przy współpracy z Asu-sem? Między innymi czterordzeniowym procesorem, łącznością WiFi i Bluetoothem. Tym pierwszym raczej nie radziłbym się zachwycać, ponieważ liczba rdzeni w pro-cesorze nie zawsze wpływa na szybkość działania urządzenia, czego najznamie-nitszym przykładem jest dwurdzeniowy procesor Qualcomma – Snapdragon S4. Bateria starcza na około dziewięć godzin pracy, więc nie będzie konkurować z iPa-dem najnowszej generacji. Waga produktu jest względnie niska – wynosi 340g. Jak widać, specyfikacje plasują urządzenie w średniej półce. Dlaczego warto więc o nim wspomnieć? Trzymajcie się mocno – cena Nexusa 7 jest bezkonkurencyjna i wy-nosi zaledwie 199$ (w wersji 8GB). Bud-żetowe (tanie) tablety, takie jak Manta, mogą się schować! Do tego gwiazda kon-ferencji Google'a jest pierwszym tabletem w najnowszej odsłonie Androida (Jelly Bean). Android 4.1 oferuje kilka sku-piających uwagę funkcji. Po pierwsze – lepsza optymalizacja oprogramowania, umożliwiająca wyciąganie jak najwięcej z procesora. Po drugie – rozbudowa Go-ogle Play, znanego wcześniej jako Android Market – do tej pory sklepu z aplikacjami, filmami, muzyką i książkami. Teraz można tutaj znaleźć również seriale telewizyjne i gazety. Dla zainteresowanych mogę do -

KĄCIK NAUKOWY

dać, że poprawiła się również perso-nalizacja za pomocą widżetów, a także do-szło kilka ciekawych funkcji społecznościo-wych. W połowie czerwca, serwisy o tematyce tabletów zdominowały twory z serii Mic-rosoft Surface. Tak, tak, nie przesły-szeliście się. Firma od Windowsa zapre-zentowała a swoje własne tablety. Suma materiałów, z których urządzenia zostały wykonane, stoi na bardzo wysokim pozio-mie. Do każdego zestawu będą dołączane dwie klawiatury (w wielu wersjach kolo-rystycznych), mocowane za pomocą mag-nezu – jedna dotykowa, druga fizyczna, czyli taka sama, jak w laptopach czy komputerach stacjonarnych. Wyświetlacz o przekątnej 10,6” w przypadku wersji „for Windows 8 RT” oferuje jakość HD, w wersji for „Windows 8 Pro” – Full HD. Tak zwany hardware, czyli komponenty, takie jak pro-cesory czy karty pamięci, jest zadowa-lający. Ciekawszy jest natomiast software (oprogramowanie), gdyż jest to nowa odsłona „okienka”, opatrzona cyferką 8. W pierwszym z wymienionych tabletów jest to Windows, specjalnie napisany dla tego typu produktów. Na razie jest ubogi w ap-likacje, co czyni go mało atrakcyjnym dla wymagających użytkowników. Drugie urzą-dzenie zapowiada się już ciekawiej, bo-wiem pomimo większych gabarytów można na nim pracować, jak na normalnym komputerze. Windows 7 pokazał, że nie sprawdza się w tabletach, ale w odświe-żonej wersji obsługa ma wyglądać o wiele

KĄCIK NAUKOWY

bardziej intuicyjnie. Oby tak było. Martwi tylko jedno – kiedy szał minął, zaczęto się zastanawiać co z ceną Surface'ów, czyli w zasadzie kluczowej informacji, decy-dującej o kupnie danego produktu. Tego producent na razie nie ujawnia i należy się spodziewać, że tanio nie będzie. Wraz z prezentacją nowych tabletów Microsofta, pokazano również nową wersję systemu operacyjnego na smartfony – Windows Phone 8. Poinformowano, że do-tychczasowi posiadacze telefonów z wcześ-niejszą odsłoną mobilnego „okienka” uzy-skają jedynie aktualizację 7.8, która poprawi dotychczasowe funkcje i spróbuje zastąpić „tę właściwą” wersję oprogra-mowania, jednak nie zapewni pewnej funkcjonalności odsłony WP oznaczonej numerkiem 8. Dlaczego producent wraz z Nokią na czele zdecydował się na taki ruch? Telefony, takie jak Lumie, mają po prostu zbyt słabą specyfikację na zaso-bożerny Windos Phone 8. Jest to spory cios dla Nokii, która od kilkunastu miesięcy boryka się z niemałymi problemami. Nie-małymi, ponieważ przy aktualnym obrocie spraw, kapitał Nokii starczy na zaledwie 2 lata. A cięcia są ogromne – masowe zwol-nienia pracowników, sprzedaż luksusowej marki, rezygnacja z projektu systemu ope-racyjnego dla telefonów budżetowych... Fiński gigant postawił wszystko na jedną kartę – albo uda się z Windows 8, albo będzie to koniec koncernu. Już krążą plotki, że Nokię planuje przejąć Microsoft... Kamil Aftyka (CC BY 2.0) by.IntelFreePress (CC BY 2.0) by Imagine.cup W świecie pełnym przepływających informacji niejednokrotnie spotykamy się z przeróżnymi głupimi komentarzami i stwierdzeniami, których nie poddajemy nie tylko weryfikacji, ale i nawet procesowi głębszego rozumowania. Toteż zaintrygowany jedną z zasłyszanych dziwacznych odzywek, postanowiłem dla zabicia nudy zbadać jej podstawy naukowe, mimo iż prawdopodobnie nikomu badania te nie przyniosą pożytku.
WPŁYW FAZ KSIĘŻYCA NA ROZMNAŻANIE GLONOJADÓW
SPOŁECZEŃSTWO Fot. (CC BY SA 3.0) by DENker

Któregoś razu, znajomy opowiadał mi, że poznał dziewczynę swoich marzeń. Piękna, zgrabna, prostolinijna, a przy tym tak inte-ligentna, że można z nią porozmawiać na-wet o wpływie faz Księżyca na rozm-nażanie glonojadów. Pamiętam, że nie-bywale to określenie mnie rozbawiło i od-tąd często sam go używałem, nie zadając sobie jednak pytania, czy fazy Księżyca faktycznie oddziałują w jakikolwiek sposób na ryby odżywiające się glonami. Aż w końcu nadszedł ten dzień, w którym po-stanowiłem dowiedzieć się prawdy. Jak wiadomo, magnetyzm Księżyca po-woduje pływy wodne, których skutkiem są m.in. przypływy i odpływy. Jak więc organizmy żywe, które w większości skła-dają się z wody, mają nie odczuwać księżycowych impulsów? Okresem podwyż-szonej aktywności wszystkich organizmów jest pełnia księżyca. Rośliny (zwłaszcza lecznicze i przyprawy) mają wtedy najbar -

SPOŁECZEŃSTWO

dziej intensywne właściwości. Zwierzęta są niespokojne. Psy nocami ujadają, ale za to ryby lepiej biorą. Najlepiej jednak widać erupcję sił witalnych po ludziach, których w czasie pełni rozpiera energia. Dlatego też w tym okresie notuje się najwięcej przy-padków popełnianych przestępstw i zajść w ciążę. Jeśli zaś chodzi o glonojady, jak popularnie nazywa się ryby odżywiające się glonami, czyli grubowarga syjamskiego (kosiarkę), przylgowate, okrągłoprzyssawkowate i zbrojniki, to nie zdołałem odnaleźć żad-nych racjonalnych informacji na temat wpływu faz Księżyca na ich rozmnóżkę. Poszerzyłem za to moją wiedzę ogólną o nieznane mi do tej pory elementy ak-warystyki, mianowicie, że glonojady ho-dowlane składają jajka w instalowanych w akwariach dla ich wygody prokreacyjnej rurkach PCV, wszelakich skorupach, ale ponoć najlepiej służą do tego wydrążone orzechy kokosowe. Samiec wachluje płetwami złożoną ikrę, aby dostarczyć jej więcej tlenu, odganiając przy tym namolną samicę. Narybek po-jawia się po około czterech dniach, oczy-wiście przy odpowiednim naświetleniu i temperaturze wody. Niestety wpływ księżycowych impulsów na zachowania rybek akwariowych nadal jest rzeczą niewiadomą, ale teraz przynajmniej będę wiedział, że zamiast wyrzucić skorupę po kokosie, mogę zrobić dobry uczynek oddać go koleżance, która hoduje rybki. A nuż zrobi z niego dobry użytek i po-większy swój akwariowy inwentarz. Okazuje się, że ta wiedza nie jest tak bar-dzo bezużyteczna, jak się wydawało. Krzysztof Socha PS Pisząc o bezużytecznej wiedzy, chciałbym zakomunikować, że nie wszys-tkie posty publikowane na facebooku przez „wiedzę bezużyteczną” zawierają praw-dziwe informacje. Próbowaliśmy ostatnio ze znajomymi, czy faktycznie nie da się zjeść w minutę dwudziestu słonych palus-zków bez popijania i teorię tę udało nam się obalić, a wskutek zakładu wygraliśmy jeszcze dzięki tej próbie „wagon” (10 pa-czek) papierosów. Czasem warto być dociekliwym i zwery-fikować pewne rzeczy, bo można przy okazji dowiedzieć się wielu ciekawostek. W podobnych przypadkach sensowne wydaje się powiedzonko „empiryków hasło stare – nie przyjmować nic na wiarę”. "Dlatego też w tym okresie notuje się najwięcej przypadków popełnianych przestępstw i zajść w ciążę." BYĆ WOLNE! Uważam, że wszystkie istoty mają prawo do wybierania sobie własnego losu. Krasnale ogrodowe także.
ONE TEŻ MAJĄ PRAWO
SPOŁECZEŃSTWO

Czym jest obiekt badania? Krasnal ogrodowy to figurka zrobiona najczęściej z porcelany lub gipsu. Wystę-puje, jak wynika z nazwy, na terenach działkowych, przy domowych ogródkach lub całkiem dużych powierzchniach ogro-dowych. Jego występowanie ma na celu upiększenie krajobrazu oraz nadanie mu bardziej bajkowego wyrazu. Skąd krasnal w ogródku? Do Polski krasnal przywędrował z są-siednich Niemiec. Tam w latach '90 był hitem mody i oznaką dobrego smaku. Szybko, oczywiście dzięki wymianie mię-dzynarodowej, zyskał w kraju podobną pozycję. Całe rzesze turystów sezonowych, poza pralkami i butami, przywoziło do kraju właśnie naszego krasnala. Jak przebiegało przygotowanie do ba-dania? Podczas przygotowania należy najpierw

SPOŁECZEŃSTWO

wybrać grupę docelową, do której badanie ma być skierowane. To zadanie było pros-te. Nasza grupa docelowa to przepadkowi przechodnie, a więc ani wiek, ani płeć nie mają znaczenia. Następnie należy skon-struować pytanie: „Czy jest pan lub pani za uwolnieniem krasnali ogrodowych?” Co badani odpowiadali? Połowa ankietowanych zamiast odpo-wiadać, po prostu się śmiała, słysząc tak abstrakcyjne pytanie. Na szczęście żyjemy w barwnym kraju i odpowiedzi bardziej niedorzeczne od pytania też się pojawiały: - Jestem za. Są takie brzydkie, że niech uciekają z powrotem do siebie. - Uważam, że wszystkie istoty mają prawo do wybierania sobie własnego losu. Kras-nale ogrodowe także. - A to ma coś wspólnego z Euro? Bo do drużyny niemieckiej nic nie mam. - Nie! Krasnale są po to, żeby były dla ludzi i im służyły. Powinno zostać tak, jak jest! - Nigdy nie rozumiałam dlaczego one są więzione... Jeżeli jest taka możliwość, powinniśmy je uwolnić. - Jak tak bardzo chcą, to nie ma problemu, ale będę za nimi tęsknił. Celowo nie piszę, które odpowiedzi padały w jakim mieście, bo tu nie było reguły. Natomiast zastanawiam się, czy gdybyśmy zadawali pytanie na poważniejszy temat, na ile różniłyby się odpowiedzi? Połowa ankietowanych zapomniała, że krasnal ogrodowy to tylko figurka zrobiona z jakiegoś materiału, przypominająca nam bajki i baśnie z dziecięcych lat. Może warto byłoby przeprowadzać co jakiś czas ba-danie na temat krasnali ogrodowych, akwarium dla syrenki Arielki czy wieku emerytalnego dla marynarza Papaja, bo wnioski mogłyby oddawać społeczne nastroje i przekonania odnośnie bieżącej sytuacji. Konkretny przykład z krasnalami ogrodowymi możemy odnieść do mniej-szości seksualnych lub religijnych. Z badania wynika, że większość ankie-towanych uwolniłaby porcelanowe krasnale z ogrodów. Ciekawe, co na to same krasnale? Aleksandra Wojtaszak Fot. (CC BY 2.0) by barockschloss "Może warto byłoby przeprowadzać co jakiś czas badanie na temat krasnali ogrodowych, akwarium dla syrenki Arielki czy wieku emerytalnego dla marynarza Papaja...?" O WOLNOŚCI W PARYŻU
Pokojowa konferencja w Paryżu - brzmi bardzo światowo. I tak by też było, gdyby nie otaczający nas brud i brak organizacji.
SPOŁECZEŃSTWO

Konferencja pod nazwą „International Campaign in support of Iranian Resistance” miała miejsce w Paryżu. Nie była to pierwsza z imprez tego typu, cykl takich międzynarodowych spotkań trwa nieprzer-wanie od 2007 roku. Konferencje pokojowe mają na celu przybliżenie sytuacji w Iranie i krajach ościennych. Skierowane są do ludzi w każdym wieku, ta akurat głównie skupiała wokół siebie ludzi młodych. Uczestnicy mieli okazję posłuchać liderów opozycji, dążących do demokratyzacji wspomnianych krajów. Dzięki organiza-torom, na każdym miejscu leżały słuchaw-ki, w których można było posłuchać lektora nawet w języku polskim. Niestety nic kon-kretnego nie zostało powiedziane, tylko puste, piękne słowa o ideach i demokracji. O ile niesmak rysował się na twarzach mło-dzieży z Europy Środkowej, zupełnie ina-czej wyglądało to u ludzi, których temat bezpośrednio dotyczył. Dla nich te obietnice

SPOŁECZEŃSTWO







SPOŁECZEŃSTWO

ce bez pokrycia, bańki mydlane tworzone przez polityków z wolnego świata, były wizją lepszego jutra. O organizatorach nie można niestety zbyt wiele dobrych rzeczy powiedzieć. Nie wiem czy to kwestia barku funduszy, czy ogól-nego niedopilnowania, ale wszechobecny brud, znikoma liczba łazienek, obiad w postaci jednej bułki z masłem i szynką, po osiemnastu godzinach drogi, sprawiał, że trudno było się skupić na górnolotnych ideach i wizjach zmiany świata na lepszy. Warunki były przerażające! Najgorsze chy-ba w tym wszystkim było to, że kosze na śmieci można było na cały terenie policzyć na palcach jednej ręki. Przy takiej ogro-mnej imprezie jest to nie do pomyślenia. Wybierając się na wyjazdy, zawsze ma-rtwię się o to, jak na tle innych naro-dowości wypadną Polacy. Nie mamy naj-lepszej opinii za granicą, często z winy nas samych, ale z dumą mogę przyznać, że polskie wycieczki były najlepiej zorgani-zowane. Starały się zachowywać fason nawet w tak trudnych warunkach. Obok nas, z bardzo podobną postawą, byli Rosja-nie, co niewątpliwie wycieczki z obu krajów zbliżyło do siebie. Rozmawialiśmy o Euro, o tym, co się u nich dzieje, oni py-tali co u nas. Aż serce rosło, kiedy się tego wszystkiego słuchało. Konferencja miała na celu zbliżenie do siebie narodów. Nie do końca się to udało, ale jesteśmy bogatsi o nowe wrażenia i mądrzejsi, bo to, co mówią nawet ważni ludzie na wielkich spotkaniach, może mieć niewiele wspólnego z realnymi chęciami pomocy. W takich momentach zawsze po-winno nam być szkoda ludzi, którzy są mniej ważni niż ropa, polityka, a w efekcie końcowym - pieniądze. Aleksandra Wojtaszak Fot. (CC BY 2.0) By.agaw.dilim Fot. (CC BY 2.0) by Ivan Mlinaric Fot. (CC BY 2.0) by bettyx1138 Fot. (CC BY SA 2.0) by Dina Regine "Warunki były przera-żające! Najgorsze chy-ba w tym wszystkim było to, że kosze na śmieci można było na całym terenie policzyć na palcach jednej ręki. Przy takiej ogromnej imprezie jest to nie do pomyślenia. "



WIEDZA BEZUŻYTECZNA?

SPOŁECZEŃSTWO

Paradoks XXI wieku: w oświacie wciąż zawęża się zakres przekazy-wanej wiedzy i dąży do specjalizacji uczniów i studentów. Za parę lat, za-miast znać się po trochu na wszystkim, każdy z nas będzie miał swoją dziedzinę, w której będzie ekspertem. Brzmi to nieźle, jeżeli nie zależy nam na byciu wszechstronnie obytym. Tylko nie bądźcie zaskoczeni, że idąc na energetykę, zostaniecie również zmuszeni do nauki… filozofii. Chyba wielu z nas zdarzyło się kiedyś za-klnąć i wznieść oczy z rozpaczą ku niebu, gdy dowiadywaliśmy się czego wymaga się w szkołach czy na uczelniach. Choćby w szkołach średnich. O ile można zrozu-mieć sens katowania uczniów obowiązkową maturą z matematyki (ale czy pamiętacie zeszłoroczne wyniki, gdy 25% uczniów nie zdało tej części egzaminu?), to huma-nistom na chemii czy biologii zaczynają pu-szczać nerwy. Podobnie umysły ścisłe rwą włosy z głowy, wypatrując w wierszach Miłosza niewidzialnych dla nich metafor, zamiast skupić się na tym, co może im się naprawdę w życiu (i na studiach) przydać. A złośliwość oświaty zaczyna się od naj-młodszych lat i na najniższych stopniach edukacji. Monika, była uczennica szkoły muzycznej, wspomina: Byłam w piątej czy szóstej klasie podstawówki, gdy mieliśmy przedmiot - audycje muzyczne. Generalnie chodziło o to, żeby nauczyć się życiorysów kompozytorów i na przykład tego, że Iksiń-ski napisał sześć polonezów, siedemnaście mazurków i dwadzieścia osiem sonatin. To była pamięciówka, którą trzeba było zali-czyć. Do dziś nie wiem, na jaką cholerę to było dzieciom z podstawówki, które miały po prostu grać, a taką wiedzę mogły znaleźć w każdej książce i w razie potrzeby przeczytać. Nie muszę chyba dodawać, że nic z tego nie pamiętam. Tylko czy rzeczywiście problem, o którym mówi Monika, dotyczy problemu nad-miernej różnorodności przekazywanej wiedzy? Niewątpliwie szkoła muzyczna na-stawiona jest przede wszystkim na prak-tyczną naukę gry na instrumencie i śpiewu.

Ale czy dzieciom, nawet tak młodym, rzeczywiście zbędna jest wiedza na temat tego, kim był w ogóle Fryderyk Chopin, kiedy żył i co stworzył? To pewien kanon kulturalny, który muzycy po prostu znać muszą. Inną sprawą jest jednak to, czego w ramach tak zakreślonego obszaru będzie się od uczniów wymagać. Można pytać dzieci, dlaczego Chopin tworzył tak, jak tworzył? Co nim kierowało? Jakie były ideały jego epoki? Jak się do nich odnosił? To może pomóc zinterpretować i lepiej zrozumieć dzieło. A przecież muzyk nie ma po prostu uderzać w klawisze fortepianu, mechanicznie wykonując ruchy, wynikające z zapisu nutowego. Dlatego zrozumienie dzieła jest mu potrzebne, a do tego przydać się może zrozumienie jego twórcy. Ale czy sensowne jest wymaganie znajomości dokładnej liczby napisanych przez Iksińskiego sonatin? Justyna, obecnie studentka prawa na jed-nej z uczelni państwowych, zdaje się reprezentować ten tok myślenia: - Wszechstronna edukacja to absolutna konieczność. Nawet jeżeli dziś masz dość kucia bezsensownych pojęć, kto wie, może za kilka lat w zupełnie nies-podziewanej sytuacji wyciągniesz z tej wiedzy jakąś korzyść. Zresztą w Polsce powinniśmy robić wszystko, by nie zniżyć się do poziomu szkolnictwa większości krajów zachodnich. Co z tego, że tamtejszy specjalista wie wszystko



SPOŁECZEŃSTWO

o rozmnażaniu się muszek owocówek, jeżeli wpadnie na pytaniu o stolicę sąsiedniego kraju lub będzie przekonany, iż na wschód od Berlina mówi się tylko po rosyjsku? Potwierdzeniem wręcz absurdalnej sytuacji, opisanej przez Justynę, może być historia jednej z polskich gimnazjalistek, która ot-rzymała zaliczenie z matematyki na ocenę dopuszczającą tylko dlatego, że emigro-wała do Anglii. Ku zdziwieniu jej dawnych znajomych, okazało się, że za morzem świetnie odnalazła się w tym przedmiocie, zdobywając wyróżnienia, co poskutko-wało… przeniesieniem do wyższej klasy. - Według mnie nigdy nie wiadomo, jaka informacja się przyda. Nie mam na myśli wkuwania książki telefonicznej, ale wiedzy o tym, ze jakieś zjawisko występuje w ogóle – mówi Ola. - Poza tym, jeśli wiemy, czym zajmują się jacyś ludzie, to łatwiej nawiązać z nimi kontakt, gdy ma się podstawowe pojęcie o innych dziedzinach wiedzy. Łatwiej jest się przekwalifikować, a rozwiązania zaczerpnięte z innych nauk mogą ułatwić pracę. Nie cierpię, gdy nieogarnięty dziennikarz myli mi przy skokach narciarskich siłę dośrodkową z odśrodkową albo podaje pojemność zbiornika w Solinie w centymetrach sześciennych. Umysłom ścisłym też przyda się umiejętność pisania, żeby umieli opowiedzieć niespecjalistom o swoich zainteresowaniach. O ile specjalizacja w warunkach ogromnej ilości wiedzy niezbędnej do sprawnego poruszania się w określonej dziedzinie wydaje się być konieczna, o tyle nie znaczy to, że nie należy nauczać (i uczyć się!) również dalekich od tego obranego kierunku wiadomości. Po co energetykowi filozofia? Do pracy – po nic. Może pozwoli pełniej spojrzeć na świat? Nie jesteśmy przecież komputerami, które czekają, aż ktoś je odpowiednio zaprogramuje i ślepo wykonują swoją pracę. Może czasem warto się rozglądnąć, a nie wpatrywać się tylko w jeden, obrany punkt? Wszechstronna wiedza, choćby poza obszarem naszej specjalizacji powierzchowna, pozwala na lepszą orientację w rzeczywistości. "Pytanie jednak, czy wiedza jest cenna tylko wtedy, gdy jest użyteczna? Czy czasem nie warto o czymś posłuchać dla samego posłuchania? Czy poloniście trzeba wiedzy o pulsarach? Może i nie. Ale czy dzięki temu nie może unaocznić sobie lepiej, jak fantastycznie ten świat jest stworzony?"

SPOŁECZEŃSTWO

Można zadawać pytania o zakres przeka-zywanego, a nie należącego do naszej specjalizacji, zasobu informacji. Może tu jest miejsce na wiedzę bezużyteczną? Py-tanie jednak, czy wiedza jest cenna tylko wtedy, gdy jest użyteczna? Czy czasem nie warto o czymś posłuchać dla samego posłuchania? Czy poloniście trzeba wiedzy o pulsarach? Może i nie. Ale czy dzięki temu nie może unaocznić sobie lepiej, jak fantastycznie ten świat jest stworzony? Czy matematykowi trzeba lektury Herber-ta? Może i nie. Ale może dzięki, nawet przemęczonej na lekcji, „Potędze smaku”, w momencie życiowego wyboru dojdzie do niego, że „(…) to sprawa smaku Tak smaku w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia”. W końcu i tak wszyscy zorientujemy się, że nie liczy się to, czego nas (często z tru-dem) uczono, lecz to, w jaki sposób później z tego skorzystaliśmy. Paulina Zguda Marek Suska Fot. (CC BY 2.0) by Alejandro Erickson Fot. (CC BY 2.0) by.shutterhacks Fot. (CC BY SA 2.0) by doegox Fot. (CC BY 2.0) by flickingerbrad
ZA POLSKĘ PRZEPRASZAM
SPOŁECZEŃSTWO

Tak się stało, że Polak coraz częściej wstydzi się tego, że jest Polakiem. Fajny jest zachód, Rosja to potęga, a Polska to prawdopodobnie najgor-sze miejsce na świecie. Dlaczego musieliśmy urodzić się akurat tutaj?! Trudno nie zauważyć, że takie jest zdanie wielu naszych rodaków. Młodzi ludzie nie widzą tu dla siebie przyszłości, a starsi zajmują się kry-tykowaniem polityki, Kościoła i zachowań sąsiadki, bo na tym znają się najlepiej. A z czego wynika nasza niechęć do własnej ojczyzny? Z na-szej niewiedzy, nieświadomości, ig-norancji czy może jednak prawdą jest, że gorszego miejsca niż Polska nie ma? Polska polityka i poczynania naszego rządy faktycznie nie dają nam zbyt wiele powodów do radości. Przełożeni Kościoła też niekoniecznie zawsze zachowują się tak, jak powinni, sprawiając, że coraz

SPOŁECZEŃSTWO

częściej ludzie (wierzący również) od niego odchodzą (oczywiście nie mówimy o odejściach takich jak Janusza Palikota, który wcześniej z Kościołem i samą wiarą też miał niewiele wspólnego). Ale czy naprawdę jesteśmy narodem, który powi-nien się wstydzić za swój kraj? Czy po pro-stu gubi nas to, że jako naród nie jesteśmy pewni siebie, nie wierzymy w Polskę? Dobrym przykładem jest mecz z Rosją. Mało kto wierzył, że wygramy czy nawet zremisujemy. Niby kibicujemy naszym, ale z drugiej strony idziemy na mecz i jesteśmy częściej pewni przegranej niż wygranej. Nie wierzymy w to, że możemy być lepsi, że możemy pokazać na co nas stać. Kolejny przykry przykład tego, co się dzieje złego w naszym kraju, to „przeję-zyczenie” Baracka Obamy o „polskich obozach śmierci” czy późniejszy komentarz Debbie Schlussel, że właściwie była w tym racja, bo Polacy byli katami. Już odezwały się głosy, o dziwo także Polaków, że niepo-trzebnie zrobiono taki szum wokół jednej, małej i nic nieznaczącej pomyłki, bo na pewno chodziło o miejsce obozów, a nie o to, że były prowadzone przez Polaków. Biały Dom wzruszył ramionami, powiedział, że zaszła nieścisłość, pani Schlussel została zarzucona obelgami, a polski rząd w efekcie zrobił niewiele, poza tym, że prezydent Komorowski potwierdził, że bez wątpienia prezydentowi Stanów Zjedno-czonych chodziło właśnie o miejsce obo-zów. Zabawne. Jeśli takie słowa i postawę reprezentują najwyższe władze naszego państwa, to czy powinno nas dziwić, że Polak uważa Amerykę za raj, a Polskę za piekło? Następnym krokiem, raczej nie popra-wiającym naszej świadomości narodowej, jest zabranie godzin historii ze szkoły. Historia i język polski powinny być przed-miotami, których będziemy uczyć się najwięcej, a dla polskiego ucznia powinny być ważne, a nie wyśmiewane, „bo na co komu polski”. A kto, jak nie właśnie szkoła i wspomniane przedmioty, nauczy nas tego, że jesteśmy krajem z niezwykłą, długoletnią historią, którą nie każdy kraj może się poszczycić? Odnieśliśmy przecież zwycięstwa nad największymi mocarstwami – m.in. powstanie wielkopolskie, bitwa pod Monte Cassino, bitwa pod Grunwaldem, Kircholm, Kłuszyn, bitwa pod Cedynią, bitwa pod Wiedniem i najbardziej spekta-kularne zwycięstwo Polaków, czyli bitwa warszawska. Stać nas było na zrywy, nie poddaliśmy się po 123 latach niewoli, zawsze walczyliśmy, chociaż nie za każdym razem się opłacało. To kraj był najwa-żniejszy i za niego trzeba było walczyć. Dzięki temu udało nam się przetrwać. To my przez lata byliśmy państwem, w którym Żydzi znaleźli schronienie. Naturalnie nie każdy Polak był święty. Bilans jednak jest zdecydowanie dodatni, bo byli ludzie, którzy robili wszystko, żeby pomóc. Słucham często opowieści ludzi, którzy przeżyli II Wojnę Światową i jest to zadziwiające, co robili, jak bardzo ryzykowali, żeby ocalić jedno życie.

SPOŁECZEŃSTWO

A obozy polskie nie były - powstały z inicjatywy nazistowskich Niemiec i to Niemcy je prowadzili. My za ludobójstwo przepraszać nie będziemy, bo oprócz Żydów w obozach wymordowano miliony Polaków. Kiedyś zastanawiałam się nad tym, czy chciałabym jeszcze raz się urodzić i wziąć udział w loterii przydziału miejsca, które będzie moją ojczyzną. "Dobrym przykładem jest mecz z Rosją. Mało kto wierzył, że wygramy czy nawet zremisujemy. Niby kibicujemy naszym, ale z drugiej strony idziemy na mecz i jesteśmy częściej pewni przegranej niż wygranej." Chyba nie. Bo na świecie jest milion gorszych miejsc niż Polska. Powinniśmy być dumni z naszego kraju, iść naprzód, ale nie zapominać o historii, bo to ona często może dawać nam siłę, odwagę i pewność siebie. Marta Nowacka For.nr1 (CC BY 2.0) By.grisei Fot.nr2 (CC BY 2.0) by.forsycja NOWOCZESNY
KOSMOPOLITA POD GRUNWALDEM
SPOŁECZEŃSTWO

A mówi się, że tylko kobiety są niezdecydowane i nie wiedzą, czego chcą. Tymczasem mam wrażenie, że to niezdecydowanie cechuje również wielu współczesnych mężczyzn - głów tego świata! Kobiety są ich szyjami i robią z nimi co chcą. Więc to oczywiście wina kobiet, powiedzą niektórzy. Co tam! Niech gadają! Moim celem nie jest bynajmniej pisanie traktatów na temat relacji damskomęskich. Feministki z Femen jak sobie chcą latać z gołymi cyckami, to ich sprawa. Żyjemy w wolnym świecie, więc najwyżej je zam-kną, a przy okazji ich zdjęcia obiegną cały świat i posłużą do przyspieszonej edukacji młodszych chłopców. Zawsze się na coś przydadzą, prawda? Skoro jesteśmy już przy Ukrainie, to i Pol-ska, i Ukraina mogą już odetchnąć. Euro szczęśliwie dobiegło końca. Możemy oczy-wiście mówić o tym, że władze sobie nie radzą, a Kościół jest do d***, ale mało kto wpadł na pomysł, żeby po prostu się ucie-szyć i wreszcie być z czegoś zadowolonym. Bo choć nie wszystkie drogi są skończone, to jednak powstało ich znacznie więcej, niż gdybyśmy tego Euro nie mieli. Mamy Naro-dowy, który oczywiście jest „brzydki i nieu-dany”, ale wszystkim obcokrajowcom się podoba i, co ważniejsze, zastąpił pchli targ, którego rzeczywiście musieliśmy się wsty-dzić. Przyjechało trochę zagranicznych tu-rystów i chociaż nie było widać specjal-nych tłumów na co dzień w centrach miast, to jednak zostawili trochę pieniędzy na-szym hotelom i restauracjom. Przyjechały też zagraniczne media, które przedstawiły nas w bardzo dobrym świetle. Służby porządkowe dały sobie radę i nie było większych wpadek – z małymi przy takiej imprezie trzeba się po prostu liczyć. Gdyby spojrzeć na ogół wydarzeń ostatnich dni, najsłabszym punktem (tradycyjnie) wydaje się być polska reprezentacja. Jeśli taki mamy bilans, to może czas najwyższy być wreszcie z siebie zadowolonym? Nasi szanowni i wielkoduszni politycy za-warli rozejm na czas Euro. Osobiście ko-jarzy mi się to z pokojem podczas staro-żytnych igrzysk greckich i myślę, że i ówczesnym Grekom, i naszej arenie politycznej, było to potrzebne. Bo czy nie

Outro SPOŁECZEŃSTWO: optymizmu trochę! odpoczęliśmy od nieustannej paplaniny i bicia piany? Nie twierdzę, że wszyscy politycy to pieniacze, niemniej jednak media newsowe często wychwytują bardzo „pudelkowate” historie i karmią nimi społeczeństwo, więc po pewnym czasie można wyrobić sobie bardzo jednostronne spojrzenie na polską scenę polityczną. Wydawało się, że sprawa historii w szkole ucichła. A jednak okazuje się, że polska młodzież potrafi być zbulwersowana tym, że „zabierają im historię”. Gdyby wczytać się dogłębnie w założenia reformy, nikt nikomu niczego nie zabiera, co najwyżej pokłada nieco przesadną wiarę w nau-czycieli. Dopiero za jakiś czas okaże się, czy ta wiara była uzasadniona. Kim na tle tych rozważań jest sta-tystyczny młody Polak? To ktoś, kto przed pierwszym meczem potrafi być huraoptymistą i wielkim patriotą, jeż-dżącym z flagą na samochodzie; to ktoś, kto najpierw wychwala drużynę, żeby potem wieszać na niej psy; to fan przedmiotów ścisłych (za to przecież dają pieniądze na studiach), a z drugiej strony, mimo że nie wie wiele o historii, to jednak jej broni, „żeby nikt nie zabrał”; idąc dalej, Polak to ktoś, kto będzie protestował przeciwko ACTA, zupełnie nie wiedząc, o co w tym tak naprawdę chodzi.



SPOŁECZEŃSTWO

Jeśli już czepiamy się tej historii, Polska, poza zaborcami, miała wielu innych pa-nów: obcych królów, „sojuszników”, komu-nistów. Wydawało się, że od 1989 roku pozbieraliśmy się i idziemy do przodu. I, co ważniejsze, wiemy dokąd zmierzamy. Wy-dawało się, bo póki co, mamy pseudono-woczesnego Polaka, który chce rządzić w Europie, ale trzyma się sarmackich zasad, chce być inżynierem i fizykiem, ale będzie poświęcał się historii i, niestety najgorsze, jest wiecznie z siebie nieza-dowolony. Polacy jednoczą się jak mają wspólnego wroga – mogą to być Krzyżacy, naziści czy drużyna rosyjska. Jak jest z kim się bić, jest dobrze. I przecież wygraliśmy Euro – Niemcy i Ruscy pojechali do domu! Monika Toppich Fot. (CC BYSA 2.0)by.vxla Fot. (CC BYSA 2.0)by.gregor_y "Polacy jednoczą się jak mają wspólnego wroga – mogą to być Krzyżacy, naziści czy drużyna rosyjska. Jak jest z kim się bić, jest dobrze. I przecież wygraliśmy Euro – Niemcy i Ruscy pojechali do domu!" FINAŁ

SPORT: EURO 2012

JUŻ ZA NAMI Mistrzostwa Europy rozgrywane na polskich i ukraińskich boiskach dobie-gły końca. Ostatnie, finałowe spotka-nie rozgrywane w Kijowie dostarczyło nam nie lada emocji. Hiszpania poko-nała Włochów 4:0 i choć wynik suge-ruje nam jednostronny mecz, to jed-nak dopiero w końcówce Hiszpanie mogli być pewni zwycięstwa w finale. Obie ekipy spotkały się ze sobą już na sa-mym początku mistrzostw – podczas rozgrywek grupowych. Wtedy bliżej zwy-cięstwa byli Włosi, jednak przebłysk ge- niuszu duetu Fabregas – Silva uratował Hiszpanom remis. Od tamtej pory Hiszpanie powoli brnęli do przodu, jednak w większości spotkań zawodzili i nie pokazywali w pełni swojego potencjału. Włosi byli z kolei o krok od odpadnięcia z turnieju już po fazie pucharowej. Awans dali im… Hiszpanie, którzy pokonali Chor-watów. Bramkowy remis dawałby awans Hiszpanom i Chorwatom. Ostatecznie to Włosi awansowali z drugiego miejsca po wygranej 2:0 nad Irlandią. Włosi od lat krytykowani są za swój defensywny styl gry. Przez wiele lat żył

SPORT: EURO 2012 "Pomimo kiepskiej gry, Hiszpanie „doczłapali się” do finału, gdzie pokazali swoje prawdziwe oblicze, rozprawiając się z Włochami w swoim starym, dobrym stylu, do którego przyzwyczaili nas w poprzednich turniejach."

z tego włoski futbol i do dzisiaj Włochy kojarzą nam się z najlepszą defensywą na świecie. Mało osób dostrzega jednak, że Prandelli, jako jedyny szkoleniowiec na EURO 2012, stosował w większości spot-kań taktykę z zaledwie trzema obrońcami – co oznacza bardzo ofensywny styl gry. To właśnie oni mieli inicjatywę w większości meczów i dzięki wielkiej dyspozycji archi- tekta drużyny – Adrea Pirlo – zespół Pran-delliego stwarzał sobie wiele okazji do strzelenia bramek, prezentując przy tym ładny dla oka futbol. Spotkania z Anglikami czy Niemcami dobitnie ukazują, jak bardzo zasłużenie znaleźli się w finale. Hiszpania to z kolei drużyna tak mocna, że z łatwością można byłoby z niej ułożyć dwie, równie silne jedenastki, które bez problemu mogłyby dojść do finału. Del Bosque zdecydował się postawić na dobi-jającą liczbę pomocników i brak napa-stnika, co pozwalało na uaktywnienie tzw. fałszywej dziewiątki, czyli gracza, który w teorii grał w pomocy, jednak w praktyce bardzo często przesuwał się na pozycję środkowego napastnika, zaskakując przy tym defensywę rywali. Rolę fałszywej dziewiątki powierzono Cescowi Fabrega-sowi, który bardzo często wywiązywał się z podobnych zadań, grając w FC Barcelonie. Pomimo kiepskiej gry, Hiszpanie „do-człapali się” do finału, gdzie pokazali swoje prawdziwe oblicze, rozprawiając się z Włochami w swoim starym, dobrym sty-lu, do którego przyzwyczaili nas w pop-rzednich turniejach.

SPORT: EURO 2012

Media przed spotkaniem bardzo często rozpływały się nad geniuszem Mario Balotelliego, który wyeliminował Niemców swoimi dwiema bramkami, dając tym samym finał reprezentacji Włoch. Uzna-wany był za faworyta do sięgnięcia po nagrodę dla najlepszego strzelca EURO 2012, jednak niezwykle dobrze grająca para hiszpańskich obrońców PiqueRamos, całkowicie zneutralizowała gracza, znane-go jako „Super Mario”. Najlepszym strzelcem został ostatecznie Fernando Torres, który w końcówce spotkania wszedł na boisko i strzelił gola oraz zaliczył asystę, która okazała się kluczowa dla ostate-cznego wyglądu tabeli strzelców turnieju. Najlepszym graczem finału oraz całego turnieju został Andres Iniesta, który co prawda nie może się pochwalić dobrymi statystykami (brak gola, jedna asysta, 75% celnych podań), ale to on był motorem napędowym Hiszpanii. Jego podania, ruchy do piłki i rajdy dały Hiszpanii w wielu spotkaniach dużo świeżości w poczyna-niach ofensywnych. W kolejnym numerze dokładnie podsumujemy całe Mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie. Maciej Kulina Fot. (CC BY 2.0) by.abdallahh Fot. (CC BY SA 2.0) by e³°°° Fot. (CC BY 2.0) by Osei (Ozzy)