Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

Media po raz pierwszy, drugi... i piąty! strona 7 Narodowy Instytut Audiowizualny strona 9 Warsztaty filmowe strona 12 Warsztaty fotograficzne strona 14 Wokół kultury strona 18 Podnośnie, ale bez patosu strona 19 A nuż coś wyrośnie strona 22 Wysmakowany misz - masz strona 24 Granice tolerancji strona 26 Buntowniczki do łagru strona 29 Nie wyobrażam sobie życia bez lotnictwastrona 35 WARSZTATY MULTI–MEDIALNE

Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl rekrutacja(@)outro.pl Redaktorzy naczelni: Monika Toppich, Kamil Wiśniowski Zastępca: Paulina Zguda, Marek Suska Sekretarz redakcji: Magdalena Wąwoźna Redaktor prowadzący: Maciej Nowotnik Korekta wydania: Agata Andrzejak Fotoedycja wydania: Ilona Olech Projekt okładki: Patryk Skoczylas Szefowie działów: Justyna Książek (kultura), Patrycja Rawska (społeczeństwo), Aleksandra Bartosik (społeczeństwo), Maciej Dziubiński (sport), Agata Andrzejak (korekta), Roksana Grzmil (foto), Patryk Skoczylas (graficy) Korekta: Agata Andrzejak, Nina Bezpałko, Faustyna Cisło, Justyna Dubaj, Agnieszka Dydacka, Maria Gołaszewska, Agata Hajduk, Martyna Kłopeć, Patryk Łowicki, Cynthia Schmidt, Wojciech Żywolt Graficy: Angelika Marchewka, Jarosław Stępień, Adam Białek, Patryk Skoczylas Zdjęcie na okładce: Cubmundo (CC BY 2.0)

Wydaje się, że wakacje to czas słodkiego lenistwa, kiedy należy leżeć tylko do góry brzuchem i czasem, jak w tej reklamie, zmieniać boczek. Zgodnie jednak z tradycją redakcyjną, Outro w wakacje pracuje pełną parą i tylko częste urlopy uświadamiają nam, że jednak jest lato. Młodzież, która brała udział w projekcie „Multiwakacje” również w ostatnim czasie nie leżała do góry brzuchem, tylko przez ostatnie trzy tygodnie brała udział w warsztatach medialnych, filmowych i fo-tograficznych. Gatunki dziennikarskie, ruchy kamery, praca w redakcji, czy zespołe filmowym, plenery i obróbka zdjęć – te wszystkie zagadnienia były im niestraszne. To właśnie uczestnicy „Multiwakacji” przy-gotowali specjalny numer Outro, który stało się częścią tygodnika. To oni stwo-rzyli to wydanie i to im jest ono dydykowane. M.





MULTIWAKACJE - WYDANIE SPECJALNE

MEDIA PO RAZ PIERWSZY, DRUGI... I PIĄTY
Pięć dni warsztatów medialnych upłynęło nam na poznawaniu zasad rządzących światem mediów, a także elementów pracy dziennikarza.
MULTIWAKACJE - WYDANIE SPECJALNE

Czym tak naprawdę jest redakcja? Dlaczego sekretarz nie jest sekretarką i co sprawa, że naczelnego należy słuchać? Jak funkcjonować w redakcji i rozwiązywać konflikty w grupie ludzi? Tym zajmowa-liśmy się pierwszego dnia. Potem przyszła kolej na zajęcia praktyczne. Uczyliśmy się pisania newsów, wyruszyliśmy w podróż do Egiptu (do pisania newsów konieczna była piramida!), potem zajmowaliśmy się też tym, dlaczego jeden tytuł jest lepszy od drugiego i co kryje się pod tajemniczym hasłem: lead. Bawiliśmy się też w radio-wców – przygotowaliśmy serwis infor-macyjny i musieliśmy odczytać swoje newsy wyraźnie i w określonym czasie. To wcale nie było proste! Wywiad, czyli rozmowa. Niby banalne, a jednak nauka przeprowadzania wywia-dów zajęła nam cały dzień. Po krótkiej teorii wcielaliśmy się w różne role. Byliśmy przez moment reżyserami, pisarzami i, oczywiście, dziennikarzami. Rozmawia-liśmy też z ludźmi spędzającymi czas w bibliotece na temat tego, jak mijają im wakacje. Potem trzeba było te rozmowy spisać... Ostatniego dnia dyskutowaliśmy na temat praw autorskich i tego, dlaczego warto ich przestrzegać, skąd można ściągać legalnie rozmaite materiały i jak można wyko-rzystać to w pracy redakcji. Choć byliśmy grupą zupełnie odmiennych od siebie osób, nauczyliśmy się wielu ciekawych rzeczy – z programu warsztatów i od siebie. [Specjalne podziękowania kierujemy do Mediateki Start - Meta za udos-tępnienie sali, w której odbyły się warsztaty.] NARODOWY INSTYTUT AUDIOWIZUALNY
NInA prowadzi aktywność na wielu polach – digitalizacji, archiwizacji, udostępniania, promocji, produkcji audiowizualnych, serii wydawniczych oraz wydarzeń kulturalnych.
MULTIWAKACJE - WYDANIE SPECJALNE MULTIWAKACJE - WYDANIE SPECJALNE

Wychodzimy z założenia, że nowoczesna instytucja kultury powinna działać wielo-biegunowo i wokół centralnej misji budo-wać twórczy kontekst, który zachęci do uczestnictwa w kulturze, przede wszystkim audiowizualnej. "NInA realizuje projekty z zakresu edukacji medialnej oraz badań dotyczących edukacji audiowizualnej" Digitalizacja Jako Centrum Kompetencji staramy się w porozumieniu z ekspertami i środowi-skiem audiowizualnym wyznaczać standar-dy i katalog dobrych praktyk w zakresie digitalizacji i rekonstrukcji dzieł audiowi-zualnych, stymulujemy też debatę o zna-czeniu archiwów – nie tylko historycznym, ale także kulturotwórczym, zarówno dla

MULTIWAKACJE - WYDANIE SPECJALNE

nas dzisiaj, jak i dla przyszłych pokoleń. W ramach Wieloletniego Programu Rządo-wego „KULTURA +” Narodowemu Insty-tutowi Audiowizualnemu powierzono koor-dynację priorytetu „Digitalizacja”. Głównym celem priorytetu jest wsparcie cyfryzacji zasobów kultury poprzez zakup sprzętu do digitalizacji, przeprowadzenie procesu digi-talizacji, upowszechnianie zbiorów oraz ich archiwizacja. Digitalizacja zasobów dzie-dzictwa narodowego stwarza szansę na realne zmiany w funkcjonowaniu instytucji kultury i modernizację obiektów działal-ności kulturalnej. Udostępnianie Obecnie podstawowym i najbardziej de-mokratycznym narzędziem udostępniania treści jest Internet. Dlatego NInA podsta - wową platformą udostępniania kultury audiowizualnej czyni portal nina.gov.pl, który umożliwia użytkownikom zapoznanie się z bieżącymi projektami realizowanymi przez NInA, ale przede wszystkim pozwala na korzystanie z NINATEKI – biblioteki materiałów audiowizualnych i audialnych, pochodzących zarówno z archiwum NInA, jak i pozyskanych od studiów filmowych, telewizji, instytucji kultury i producentów. "Głównym celem priorytetu jest wsparcie cyfryzacji" Wyróżnikiem portalu jest wnikliwa selekcja treści, gwarantująca wysoką jakość materiałów audio i wideo, związanych

MULTIWAKACJE - WYDANIE SPECJALNE

z kulturą polską i europejską. Portal nina.gov.pl to także pełna baza danych o cyfrowych zapisach utworów audiowizu-alnych powstających w Polsce, również tych niepowiązanych z działalnością ytutu oraz kinoteatr online ze starannie dobra-nym repertuarem, opartym na dziełach wybitnych twórców. Edukacja NInA realizuje projekty z zakresu edukacji medialnej oraz badań dotyczących edukacji audiowizualnej. Wychodzimy z założenia, że jest ona konieczna, aby młody odbiorca nabył kompetencji w rozumieniu, analizie, ocenie oraz korzystaniu z przekazów słownych, wizualnych i dźwiękowych. Edukacja medialna jest szczególnie ważna w świecie, gdzie postępujący rozwój technologii prowadzi do stałego przeformu-łowywania modelu przekazu informacji. [Specjalne podziękowania kierujemy do Narodowego Instytutu Audiowizu-alnego za udostępnienie sali, w której odbyły się warsztaty.] WARSZTATY FILMOWE
Warsztaty filmowe były jednym z tych wakacyjnych wydarzeń, którego z pew-nością nie zapomnę. Pozwoliły mi poznać świat filmu, od strony której nie tylko go nie znałam, a nawet nie do końca zdawałem sobie sprawę, że istnieje.
MULTIWAKACJE - WYDANIE SPECJALNE

Kiedy przez pierwsze dwa dni zgłębialiśmy teorię kinematografii, stopniowo odsłaniały się przede mną sposoby, dzięki którym ekipie filmowej udaję się przekazywać nam, widzom przedstawianą rzeczywistość. Przedmioty takie jak odpowiedni rodzaj obiektywu czy filtru do niego mogą decydować o tym, jak dana scena zostanie zrozumiana. Każdy szczegół jest ważny. "Wzięliśmy również udział w tworzeniu filmu od początku do końca." Na planie filmowym nie ma miejsca na niedociągnięcia. Oglądałam w życiu nie-jeden dobry lub kiepski film, ale nie zdawa-łam sobie sprawy, jak bardzo musi się napracować ekipa filmowa i jak trudno jest osiągnąć efekt końcowy, który potem wyświetlany jest w kinach. Nasz prowa-dzący nie tylko nam to wszystko dokładnie

MULTIWAKACJE - WYDANIE SPECJALNE

pokazał, ale też opowiedział o wkładzie w pracę każdej z osób na planie. Zajął się też naszym gustem filmowym prezentując filmy takie jak „99 franków”, „Biegnij Lola, biegnij” czy „Królik po berlińsku”, które nie tylko przekazywały ważne treści, ale były też świetnie nakręcone i złożone w ciekawy sposób. W pewnym momencie skupiliśmy się na roli kamery. To niby banalne, ale w gruncie rzeczy opiera się na niej więcej niż nagrywanie filmu. Kiedy w ekranizacji „Motyl i skafander” jest pokazywane, jak zaszywają głównemu bohaterowi oko, w rzeczywistości, zaszywana jest sama kamera. Oczywiście zanim odkryliśmy na nowo to, co dziś znane jest jako film, dowiedzieliśmy się jak powstał. "Nasz prowadzący nie tylko nam to wszystko dokładnie pokazał, ale też opowiedział o wkładzie w pracę każdej z osób na planie." Dowiadywaliśmy się też o zamiłowaniu pierwszych twórców do kolei, z którego wykwitły początki westernu. Obserwo-waliśmy, jak stopniowo wkraczało nagry-wanie dźwięku. Był on jedną z wielkich filmowych rewolucji nie tylko dlatego, że można było usłyszeć, co mówi aktor, ale również zaczęto montować inne typy kamer, ponieważ pierwotnie przy pracy powodowały one straszny hałas. Co pra-wda studia, w których stały one za szkłem zniwelowały ten problem, ale obraz był gorszej jakości. Druga część warsztatów, czyli ćwiczenia praktyczne, polegała na pracy z kamerą. Każdy z nas wcielał się w jej operatora lub w aktora, który był filmowany. Wzięliśmy również udział w tworzeniu filmu od począ-tku do końca. Postanowiliśmy stworzyć film dokumentalny. "Dowiadywaliśmy się też o zamiłowaniu pierwszych twórców do kolei, z którego wykwitły początki westernu." Przygotowania do niego pochłonęły dużo czasu, ale było to cenne doświadczenie. Przekonaliśmy się przy tym, jak bardzo ważna jest odwaga, kreatywne myślenie i upór, biorąc przykład z naszego prowa-dzącego, który wspomagał nas na każdym kroku. Niestety, cztery dni minęły szybko i choć myślę, że dowiedziałam się wszy-stkich najważniejszych i ciekawych spraw dotyczących tworzenia filmu, a niektóre doświadczyłam na własnej skórze, wciąż odczuwam pewien niedosyt. WARSZTATY FOTOGRAFICZNE
W piątek zakończyły się ostatnie warsztaty Multiwakacji. O pracy fotografa prasowego, historii fotografii i coraz mniej popularnym w prasie fotoreportażu opowiedziała dziennikarka Agnieszka Ostrowska.
MULTIWAKACJE - WYDANIE SPECJALNE fot. Dominika Sierociuk

Przez pięć dni od 20 do 24 sierpnia w Bi-bliotece Przystanek Książka uczestnicy poznawali zasady kompozycji, typy ka-drów, programy do obróbki zdjęć oraz żelazne zasady etyki fotoedytora. Biegali z aparatami po ulicy, starając uchwycić obrazki z życia Warszawy i stworzyć swoją własną opowieść o mieście. Dzień przed rozstaniem urządzili nawet małą sesję fotograficzną z książkami, łódką i namio-tem w tle. Podobnie jak podczas warszta-tów filmowych, odkryli, że każdy człowiek jest niepowtarzalnym bohaterem dla foto-grafa. Outro: Fotografia nie stała się zbyt popularna? Młodzi ludzi często biegają z lustrzankami, żeby zaszpa-nować przed znajomymi? Agnieszka Ostrowska: Ostatnio foto-grafia jest modna wśród młodych ludzi, może to jest jakiś rodzaj snobizmu, ale jak najbardziej pozytywny, podobnie jak kiedyś biegało się z książkami albo z płytami pod

MULTIWAKACJE - WYDANIE SPECJALNE



MULTIWAKACJE - WYDANIE SPECJALNE

pachą. Myślę, że to dobrze zrobi fotografii. Ale wcale nie trzeba mieć sprzętu za kilka tysięcy złotych, żeby robić dobre zdjęcia – na warsztatach używaliśmy do tego również aparatów telefonie komórkowym. To co różni dobrego i złego fotografa? Liczy się to, jak się patrzy i co chce się pokazać. Robienie zdjęć to opisywanie świata, jest podobne do snucia opowieści czy malowania obrazu. Chociaż obrazem opowiada się trochę inaczej niż słowem. Wiele zależy od umiejętności fotografa, robiąc zdjęcie trzeba wciąż pracować z myślą odbiorcy, tak żeby odbiorca wiedział od razu, o co chodzi. Każdy człowiek to historia. Wystylizowana modelka też? Modelka po sesji może opowiedzieć równie dużo co bezdomny pan z ulicy, bo sesja nie opowiada historii – wszystko jest wystylizowane,nienaturalne, zmyślone. Ale kiedy zmyje makijaż - to już co innego... Kolacja wigilijna, piknik w parku... W ilustracjach do artykułów są coraz częściej prawie same modelki i modele. Dziś prasa nie chce fotoreportaży, bo są za drogie. Mogą zawsze ściągnąć zdjęcie do artykułu z agencji danych, za co zapłacą dolara. A Photoshop? To chyba największy wróg fotografa! Nie zgodzę się, że fotografia cyfrowa i Photoshop zniszczyły fotografię tradycy-jną. Zawsze retuszowaliśmy zdjęcia - np. zawsze je jakoś kolorowaliśmy. Zmieniają się tylko metody. [Specjalne podziękowania kierujemy do Mediateki Start - Meta za udos-tępnienie sali, w której odbyły się warsztaty.]

MULTIWAKACJE - WYDANIE SPECJALNE





Anthony Hegarty to nowojorski wokalista, który ujął świat swoim przeszywającym, wibrującym głosem oraz nieco staroświeckim sposobem śpiewania, czerpiącym z bluesa i opery. Wraz ze swoją formacją na nowej płycie prezentuje zbiór symfonicznych wersji kompozycji, pochodzących z czterech poprzednich albumów. Za nową, piękną aranżację odpowiadają Rob Moose, Nico Muhly, Max Moston i oczywiście Antony.
PODNIOŚLE, ALE BEZ PATOSU
RECENZJA PŁYTY

Utwory zostały zarejestrowane podczas koncertu w Kopenhadze w październiku 2011 roku. Zespołowi towarzyszyła Naro-dowa Duńska Opera Kameralna. Piosenki Hegarty'ego mają w sobie melancholijną intymność połączoną z głębokim rozma-rzeniem. Partie orkiestrowe odpowiednio to wzmacniają i podkolorowują. Niestety, w sporym stopniu przeszkadza obróbka dźwiękowa tego koncertu. Usunięty dialog z publicznością oraz wyjęcie muzyki z kontekstu odbierają całości autenty-czność i naturalność. "Warto zwrócić uwagę na ciekawy dobór utworów." Tytułowy „Cut the World” to jedyne premierowe nagranie. Zostało stworzone na potrzeby przedstawienia o życiu Mariny Abramović. Przez swoje popowe zabarwie -

RECENZJA PŁYTY

nie odrobinę odstaje od dramatycznego tonu reszty utworów. Wprowadzeniem w główny charakter albumu jest monolog Anthony'ego „Future Feminism”. Muzyk wygłasza swoją naiwną i nierealną wizję przyszłości, która podkreśla jego trans-genderową osobowość. Następnie, przy delikatnych dźwiękach partii smyczkowych, pojawia się jedna z najpopularniejszych piosenek zespołu - „Cripple and the Starfish”. Towarzystwo orkiestry uwypukliło jej dominujący wy-dźwięk. Podobne wrażenia niosą nowe wersje „Another World” i „Crying Light”. Dynamiczne i żywe piosenki, takie jak „Epilepsy in Dancing”, zyskały jeszcze więcej impetu i werwy. Natomiast bardzo mistyczne „Swanlights” straciło w tej wersji baśniowość i czar. Dzięki towarzystwu orkiestry najwięcej zyskał utwór „I Fell in Love with a Dead Boy”. Brzmi zupełnie inaczej, głównie przez uwydatnione partie skrzypcowe. Wymowna, 20–sekundowa pauza wprowadza spokój i rozpoczyna opowieść o niespotykanej miłości do martwego chłopca. "Partie orkiestrowe od-powiednio to wzmac-niają i podkolorowują." Warto zwrócić uwagę na ciekawy dobór utworów. Można było spodziewać się tych najlepiej znanych z pierwszych albumów, lecz skład zaryzykował i zaprezentował również piosenki z „The Crying Light” i „Swanlights”. Zagłębiając się w dokona-nia zespołu i orkiestry zauważamy, że kompozycje nabierają zupełnie innego wymiaru i pozwalają na odmienną formę uniesienia. Wielkim atutem „Cut The World” jest bogactwo formy, które w żaden sposób ani nie przytłacza, ani nie sprawia, że utwory są przesadnie patetyczne. Przypuszczam, iż wielu osobom styl ze-społu może nie odpowiadać. "Przez swoje popowe zabarwienie odrobinę odstaje od dramaty-cznego tonu reszty utworów." Bezpośrednie teksty przepełnione femini-zmem i transgenderyzmem, działają na niekorzyść. Jednak w zamian za wokal Antony’ego i niespotykaną wrażliwość, wie-le można im wybaczyć. Słuchając jego przejmującego głosu, pojawia się nieod-parte wrażanie, że zwraca się nie do publiczności zgromadzonej w sali kon-certowej, a do… Boga. Paradoksalnie, to pewnego rodzaju duchowość albumu sprawia, że zostaje w pamięci na długo. Aleksandra Szeweła



A NUŻ COŚ
WYROŚNIE
RECENZJA KSIĄŻKI

Choć książka ta nie jest nowa, bo została wydana została dziewięć miesięcy temu, warto o niej wspomnieć, gdyż w środowisku poezji śpiewanej niewiele można było o niej usłyszeć. Praca autorstwa Piotra Wirońskiego „Wbrew, pomimo i dlatego” traktuje o poezji Jacka Kaczmarskiego, która, choć znana w Polsce tylko szczątkowo, często jest wykorzystywana jako źródło mądrych cytatów w przeróżnych dziennikach i tygodnikach. „Przeciętnie wykształcony Polak” wie doskonale, że istniały „Mury”, które obaliły komunizm, a ich autor był Bardem Solidarności śpiewającym coś o młodych wilczkach. Wiroński z brakiem wiedzy walczy i już we wstępie zaznacza, że nie będzie analizował hitów Kaczmarskiego. I słusznie, bowiem zdarzyło mu się wyciągnąć na światło dzienne utwory często zapomniane. Kartki papieru między okładką przednią i tylną wypełniają wiersze Kaczmarskiego (z jednym chyba wtrąceniem wiersza K. M. Sieniawskiego) oraz ich interpretacja. Nie - stety, nie jest to książka „równa”, czyli jej poziom nie jest we wszystkich momentach jednakowy. Są teksty, które zostały omówione bardzo szczegółowo, nad któ-rymi autor się pochylił, a są też strony składające się z całego wiersza – ge-nialnego – i pięciozdaniowej analizy, bar-dzo płytkiej, pobieżnie realizującej temat. Ten fakt nie dziwi, ponieważ nauczyciele w szkołach średnich sami decydują, który utwór jest ważniejszy. "Przecież nie zawsze przyjemne jest czytanie tego, co proste i łatwe!" Bardzo ciekawe jest podzielenie książki na tematy, a nie rozdziały. Przykładowo segment ostatni „Ja - marcowy kocur” jest poświęcony wątkom autobiograficznym w twórczości Kaczmarskiego i są w nim omówione wiersze zawierające elementy jego życiorysu. Taki podział sprawia, że czytamy te rozdziały jak eseje stricte polonistyczne. Czy to dobrze? W pierw -

RECENZJA KSIĄŻKI

szym odruchu nasuwa się odpowiedź twierdząca, ale czy na pewno czterdzie-stoletni fan tego poety zasługuje na czytanie analiz potrzebnych maturzyście do prezentacji? Niestety prosty język, a także częsty brak odwołań do innych książek o Kaczmarskim czy brak dyskusji z opiniami innych autorów powoduje, że książka ta jest tylko czystym zapisem myśli Wiroń-skiego, które kłębiły się przy słuchaniu piosenek jego mistrza, a nie gruntowną i solidną analizą wierszy. Myślę, że to, iż autor jest nauczycielem w liceum, wywarło piętno na jego sposobie przekazywania wiedzy. Przecież nie zawsze przyjemne jest czytanie tego, co proste i łatwe! "Taki podział sprawia, że czytamy te rozdziały jak eseje stricte polonistyczne." Książkę autorstwa Piotra Wirońskiego polecam szeroko pojętej młodzieży – gimnazjalistom czy licealistom - będzie ona wspaniałym kluczem do głębszego pozna-nia twórczości wybitnego poety. Dla wszy-stkich ambitniejszych i starszych słuchaczy będzie tylko powodem odczuwania niedo-sytu, poczucia niewyczerpania tematu. Jan Bulak fot. 1: @Doug88888 (CC BY 2.0) fot. 2: wikimedia commons WYSMAKOWANY
MISZ–MASZ
RECENZJA PŁYTY

Gdy świat usłyszał hit Gotye "Some-body That I Used To Know", mieszka-ńcy wszystkich kontynentów mogli podziwiać jej lewy profil. Nawet jeśli masz dość duetu, który przez długie tygodnie okupował czołówki wszy-stkich list przebojów, to ją musisz koniecznie poznać, bo właśnie współ-praca z tym australijskim artystą oka-zała się trampoliną dla jej kariery. A o kim mowa? Kimbra Johnson, bo tak nazywa się młoda Nowozelandka, przygotowywała materiał na swoją płytę aż trzy lata, ale długa praca obficie zaowocowała. Dopiero co ukazał się jej debiutancki album w Polsce. W Nowej Zelandii i Australii płyta zdążyła już pokryć się platyną. Krążek "Vows" jest spektakularnym debiutem w branży muzy-cznej - album wciąż obracający się w gra-nicach muzyki popowej, ale z nutką soulu, indie rocka oraz funky. Kimbra świetnie odnajduje się w takim eklektryzmie gatunków – bawi się wokalem, ekspe-rymentuje z brzmieniem, tworzy stroje oraz choreografię. "Settle Down" to obok "Cameo Lover" jeden z singli promujących album Kimbry.W pierwszym z nich artystka postawiła na minimalizm, i słusznie. Drugi natomiast jest nieco inny, bowiem można już usłyszeć kilka dźwięków charakte-rystycznych dla elektroniki, ale całość idealnie ze sobą współgra. Dziesięć po-zostałych utworów jest utrzymanych w po-dobnym klimacie. Jak przyznaje sama Kimbra, ludzie lubią porównania. "Washington Post" pisze o niej, że to nowa wersja Bjork i Amy Winehouse. Cóż, to prawda, bowiem Johnson kroczy po ścieżce ambitnego popu. Młoda wokalistka nie daje się jednak zaszufladkować i przyczepić sobie metki artystki jednego gatunku. Płyta "Vows" zebrała więcej opinii pochlebnych, niż tych karcących, ponieważ tak dobry debiut nieczęsto ma miejsce. W moim odczuciu, nie jest to zbiór przypadkowych piosenek, a historia, która trwa od pierwszej sekundy. Tytuł albumu to przecież "śluby", ale te zakonne. Wszystkie utwory, które znalazły się na krążku, w jakiś sposób są powiązane z tą nazwą, choćby tym, że wokalistka śpiewa o chęci ustatkowania się. Co więcej, piosenki nasiąknięte są me -

RECENZJA PŁYTY

lancholią i żalem – opowiadają o tęsknocie za bliskośćią i są przy tym niesamowicie wiarygodne. "Dopiero co ukazał się jej debiutancki album w Polsce. W Nowej Zelandii i Australii płyta zdążyła już pokryć się platyną." Przygotowując się do pisania recenzji, zrobiłam 50–minutowy maraton muzyczny ze słuchawkami na uszach. Zachwycił mnie początek płyty, więc ciekawość wzięła górę i wsłuchiwałam się dalej. Nawet nie zauważyłam, kiedy muzyka ucichła, bowiem słucha się jej przyjemnie, jednak brakowało punktu kulminacyjnego – kon-kretnego momentu, który by zaskoczył. Głos Kimbry nie męczy, to fakt, lecz z czasem ucho przyzwyczaja się do podo-bnych dźwięków i nie ma już tego "wow", które pojawiło się z pierwszą sekundą. Mimo to, jestem pod wielkim wrażeniem i zachęcam do przesłuchania. Z przekona-niem mówię, że nie jest to płyta na popołudniowego grilla z rodziną, ale na długi, samotny wieczór. Słowem - wys-makowany misz–masz. Szczerze polecam. Katarzyna Lewicka fot. 1, 2: stusev (CC BY 2.0) GRANICE TOLERANCJI
Świat to jedna wielka mozaika złożona z tysięcy małych kawałków. Różnią się one między sobą, ale to dopiero ich połączenie stanowi o jej pięknie.
SPOŁECZEŃSTWO

Te metaforyczne kawałki to oczywiście my sami. Nie ma dwóch identycznych osób i dzięki temu świat jest tak wyjątkowy. Czy ta różnorodność oznacza, że jedni są lepsi, a drudzy gorsi? Czy to, że mamy tyle odmiennych kultur, religii, języków i poglądów jest złe, bo w jakiś sposób nas dzieli? Czy można w ogóle wyznaczać granice tego, kto spośród nas jest lepszy, a kto po prostu inny lub gorszy? Mówiąc o odmienności, szybko przecho-dzimy do zagadnienia tolerancji i jej braku. Swego czasu ten problem starał się nagło-śnić spot reklamowy „Spadaj wieśniaro”, który zdobył główną nagrodę w konkursie na najlepszą reklamę audiowizualną Euro-pejskiego Roku Równych Szans Dla Wszystkich w Lizbonie. Nawiązywał do tego, że już wśród małych dzieci można zauważyć przejawy nietolerancji. Idea spotu była prosta: „Nie ucz pogardy. Ucz tolerancji. Bo świat ma wiele odcieni”.

SPOŁECZEŃSTWO

Bardzo spodobały mi się te słowa, bo pokazują, że odmienność nie jest czymś złym. Nikt nie może nam narzucić, jak mamy się ubierać na co dzień lub jakiej muzyki słuchać. Historia pokazuje, że dawniej Polska była krajem wieloetnicznym, gdzie współistniały różne religie i narody. Obecnie, po przystąpieniu do Wspólnoty Europejskiej musimy odnowić piękną tradycję wielokulturowości. W naszym kraju żyje wielu obcokrajowców, a co za tym idzie, przywożą ze sobą własne poglądy kulturowe czy religijne. Na rodakach ciąży duża odpowiedzialność – zawsze trzeba dbać o to, aby nasi goście dobrze wspo-minali nas u siebie. Tolerancja nie narzuca nam akceptacji cudzych przekonań. Nie musimy bowiem zgadzać się z kimś w stu procentach. Chodzi o to, by pozwalać innym wyrazić własny pogląd i uszanować go – to właśnie istota tolerancji. Gdybyśmy ciągle kierowali się powszechnymi stereotypami na temat różnych narodów, wielokrotnie moglibyśmy skrzywdzić ich mieszkańców. Dopiero kiedy pojedziemy do innego kraju okazuje się, że większość głoszonych informacji jest całkowicie bezzasadna. Przykładu nie trzeba szukać daleko. Przypomnijmy sobie niedawno zakończoną imprezę sportową – Euro. Media jeszcze przed jego rozpoczęciem ostrzegały turystów przed podróżą do Polski i na Ukrainę. Czekano na chuli-gańskie wybryki, a tak naprawdę kraje organizujące nie miały powodów do wsty- du. Kibice wypadli dobrze, doceniono poświęcenie wolontariuszy i doskonale przygotowane strefy kibica. Dokumenty emitowane w BBC głoszące polski i ukraiński antysemityzm zamieniono po-tem na słowa uznania dla organizatorów, a szef działu sportowego BBC, Phil McNulty, pisał: "Polacy i Ukraińcy zasłużyli na taki finał. To cudowni ludzie, którzy cudownie przygotowali turniej zakończony triumfem prawdopodobnie najwspanialszej drużyny w historii tej dyscypliny”. Widać zatem, jak mało potrzeba by zbyt szybko kogoś błędnie ocenić. "Tolerancja niewątpliwie wiąże się z szacunkiem i zgodą na to, że nie jesteśmy tacy sami." Nierówne kawałki? Zastanawia mnie, dlaczego ludzie tworzą rozgraniczenie między normalnością a odmiennością. Jak wyznaczyć granice takiego podziału? To, co normalne dla mnie, może być przecież całkowicie niedorzeczne dla ciebie. Nasze postrze-eganie i ocena zmieniają się. Wpływ ma na to wiele czynników: społeczeństwo, media itp. Choć powodów do zaczepek i niemiłych komentarzy jest ciągle wiele, to z wielu z nich na szczęście wyrośliśmy. Kiedyś na przykład leworęczni czy okular-nicy byli wytykani palcami w szkole. Dziś

SPOŁECZEŃSTWO

raczej już bardzo rzadko usłyszeć można o jakiejkolwiek agresji skierowanej w ich stronę. Od kilku lat leworęczni mają nawet swoje święto, a ukształtowane dawno poglądy o tym, że leworęczność jest czymś złym nie mają dziś podstaw do istnienia. Ktoś jest leworęczny, ktoś inny nosi okulary i nie ma powodów, by czynić z tego powód do wyśmiewania się. "Tolerancja nie narzuca nam akceptacji cudzych przekonań." Nie można też wrzucać jednej grupy do worka „lepszy”, a inną uznawać za „gorszą”. Bo kto miałby wyznaczyć zasady podziału? Praworęczni na przykład upie-raliby się, że to oni są wyjątkowi, a z drugiej strony za takich uważaliby się leworęczni, bo jest ich przecież o wiele mniej, co mogłoby stanowić o wyjątko-wości. Tolerancja niewątpliwie wiąże się z szacunkiem i zgodą na to, że nie jesteśmy tacy sami. To, co kiedyś nam przeszkadzało, dziś jest czymś normalnym. Inna kultura, religia, czy obyczaje są po to, aby czynić świat kolorowym i niepowta-rzalnym. Dlatego właśnie powinniśmy uczyć się tolerancji, bo jest ona cudownym prezentem, jaki jeden człowiek może podarować drugiemu. Karolina Przybylska fot. 1: Jeff Attaway (CC BY 2.0) fot. 2: Alex [Fino] LA (CC BY -SA 2.0) BUNTOWNICZKI DO ŁAGRU
Trzy rosyjskie feministki z punkowego zespołu Pussy Riot zostały skazane na dwa lata łagru za zaśpiewanie w cerkwi Chrystusa Zbawiciela piosenki wymierzonej we Władimira Putina i patriarchę Moskwy. Współczuje im tylko 6 procent Rosjan.
SPOŁECZEŃSTWO

24–letnia Maria Aliochina, 22–letnia Nadieżda Tołokonnikowa i 30–letnia Jeka-terina Samucewicz stanęły przed sądem po nagraniu i wypuszczeniu do sieci niespełna minutowego klipu, w którym śpiewają piosenkę „Bogurodzico, przegoń Putina” na terenie cerkwi. Atakowała ona władze oraz przywódcę prawosławia w Rosji, który ściśle z nimi współpracuje. W czasie pro-cesu elektryzującego opinię publiczną w Rosji i Europie, prokurator zażądał kary trzech lat łagru za chuligaństwo moty-wowane nienawiścią do religii. Miały obrazić wiernych cerkwi prawosławnej i do-konać profanacji świątyni. Świadkowie, powołani przez oskarżyciela wyrażali głębokie oburzenie postępowaniem kobiet, natomiast obrońcy starali się przekonać sąd, że należy uznać to jedynie za drobny występek administracyjny, a kara pozba-wienia wolności jest nieadekwatna do po-pełnionego wykroczenia. Same oskarżone w mowach końcowych porównały rosyjski wymiar sprawiedliwości do systemu stali-nowskiego oraz wyraziły swoje głębokie niezadowolenie z sytuacji w Rosji i działa-nia systemu politycznego. "Miały obrazić wiernych cerkwi prawosławnej i dokonać profanacji świątyni." Świat woli Pussy Riot Przed wydaniem wyroku setka rosyjskich intelektualistów wystosowała list w obronie członkiń Pussy Riot, niektórzy cerkiewni prawnicy negowali możliwość profanacji świątyni, a część duchownych wyrażała sprzeciw wobec skazania ich na karę łagru. Jednak władze cerkwi prawosławnej dopiero w dniu wydania wyroku zwróciły się do władz o okazanie łaski. Za granicą dziewczyny mogły liczyć na gwiazdy

SPOŁECZEŃSTWO

muzyki: Paula McCartney’a, Red Hot Chili Peppers, Stinga czy Faith No More. Nawet Madonna, która parę tygodni temu przyznawała, że nie ma pojęcia, co to jest Pussy Riot, na niedawnym koncercie wykonała swój przebój „Like a Virgin” w kominiarce, tak jak występowały piosen-karki tego punkowego zespołu. "Jednak władze cerkwi prawosławnej dopiero w dniu wydania wyroku zwróciły się do władz o okazanie łaski." Jednak te protesty nie wpłynęły na postawę sądu. Obniżenie kary z trzech do dwóch lat mogą zawdzięczać chyba tylko… prezydentowi Władimirowi Putinowi. Po-wiedział on, że „nie powinny być karane zbyt surowo”. Sąd uzasadnił złagodzenie dobrą opinią z zakładu pracy dla jednej z nich oraz posiadaniem dzieci przez pozostałe dwie. Jednak należy powiedzieć, że spo-łeczeństwo rosyjskie odebrało to jako atak na ich religię. W przeprowadzonym w Rosji badaniu 42 procent pytanych powiedziało, że performenki obraziły ich uczucia religijne, 29 procent uznało je za zwy-czajne chuliganki, a po wydaniu wyroku współczuło im tylko 6 procent pytanych. Powody tego są dwa.

SPOŁECZEŃSTWO

Proces skierowany Cerkiew prawosławna od zawsze, czyli przez kilkaset lat, była ściśle związana z władzą, a jej rzeczywistym przywódcą był car. Do dzisiaj nie zostało to zmienione, gdyż państwo potrzebuje ideologicznego wsparcia, a cerkiew pieniędzy. Sytuację można zobrazować jednym przykładem. Władimir Putin wizytuje podmoskiewski monastyr, którego remont niedawno wspomógł finansowo. Prezydent wita się z miejscowymi duchownymi i nagle jeden z nich klęka przed nim i całuje go w dłoń. Niczym dawnego cara. Obraz dopełnia to, że patriarcha Moskwy i Wszechrusi, Cyryl I, był agentem KGB, a Putina nazywa darem bożym dla Rosji. Także mieszkańcy Rosji łączą władzę z religią, przytoczyć można chociażby wypowiedź na temat Władimira Putina mieszkanki wioski, w której obecny prezydent zdobył 100 procent głosów: „On jest dla nas jak car, jak bóg”. Państwo i cerkiew wspomogły się w tej walce nawzajem. Rząd, posłuszne mu media oraz zależny od niego wymiar sprawiedliwości sprowadziły sprawę tylko do kwestii obrazy uczuć religijnych. Jedynie w mowach końcowych oskarżone poruszały kwestie polityczne. "Tańczyły w świątyni w kominiarkach i wyzywających strojach." Przeciętny Rosjanin dowiedział się, że grupka kobiet zszargała coś, czemu on przypisuje szczególną wartość, że obraziły go jako prawosławnego. Rosyjskie władze

SPOŁECZEŃSTWO

osiągnęły swój cel, pięknie rozgrywając opozycję i pokazując się jako jedyny gwarant chrześcijańskich wartości. Nikt nie myśli o wysługiwaniu się duchownych i au-torytarnym systemie. Ponadto Kreml zaczął mówić o możliwej zmianie prawa, która zabroni krytykowania pracy sądu osobom bez wykształcenia prawniczego. Obrona zapowiada apelację, ale piosenkarki oś-wiadczyły, że nie poproszą prezydenta o ułaskawienie. Obraza Drugim powodem jest to, że władzy wy-starczyło wykorzystać obecne niestety w piosence antyreligijne elementy, którymi wierni faktycznie mogli poczuć się obrażeni. Mimo, że buntowniczki nazywały tę piosenkę modlitwą, to nie może być ona miła dla prawosławnego. Dlatego nawet niektórzy opozycjoniści okazywali obu-rzenie czynami kobiet. W piosence jest obecne wulgarne słownictwo, bezpośrednio kieruje obraźliwe określenia w stronę patriarchy (który ma podobną rolę w pra-wosławiu jak papież w katolicyzmie), a tak-że ma akcenty feministyczne oraz krytykuje cerkiew za sprzeciw wobec parad homo-seksualnych. Tańczyły w świątyni w ko-miniarkach i wyzywających strojach. Nawet w kraju demokratycznym kara by je spotkała, ale byłaby to najwyżej grzywna. Jednak Rosja nie jest demokracją. "Prezydent wita się z duchownymi i jeden z nich klęka przed nim i całuje go w dłoń, niczym dawnego cara."

SPOŁECZEŃSTWO

Demokracja wygląda inaczej Decyzję sądu już skrytykowali najczęściej przyjaźni wobec Rosji politycy europejscy, m.in. kanclerz Niemiec Angela Merkel oraz szefowa europejskiej dyplomacji Catherine Ashton. Ta druga wezwała do zmiany wyroku, gdyż jest on niezgodny z przy-jętymi przez Rosję zobowiązaniami międzynarodowymi. Prawdopodobnie jed-nak są to jedyne akty sprzeciwu wobec polityki Putina, a dalszych konsekwencji tego niezgodnego z prawami człowieka wyroku nie będzie. "Państwo i cerkiew wspomogły się w tej walce nawzajem." Jednak poparcie dla Pussy Riot ma także negatywne oblicze. Ukraińska femi-nistyczna grupa FEMEN, a dokładnie jedna z przywódczyni, zorganizowała akcję so-lidarności polegającą na ścięciu piłą spalinową krzyża w Kijowie. Kobieta była jednocześnie naga od pasa w górę. Już sam taki antyreligijny czyn wzbudza oburzenie, a trzeba jeszcze dodać, że był to krzyż upamiętniający ofiary komu-nistycznego terroru zakatowane przez CzeKa i NKWD między 1917 a 1941 rokiem. Jest to więc jednocześnie nisz-czenie miejsca pamięci, miejsca ważnego dla Ukraińców jako narodu. Zasługuje to na najwyższe potępienie, a także na karę, szczególnie, że najłagodniej można to określić jako efekt totalnej niewiedzy wynikający z całkowitej ignorancji. Femi-nistce grożą cztery lata lata więzienia. W tej sprawie są widoczne różnice między demokracją a autorytaryzmem. W Polsce możemy narzekać na słabo działającą prokuraturę i sąd oraz na ich zależność od polityki. Jednak w Rosji posłuszeństwo sędziów wobec polityków jest faktem. Tam są oni bronią w ręku najwyższych urzędników, wykorzystywaną dla utrwa-lenia władzy i najczęściej przeciwko własnym obywatelom. Można tylko żało-wać, że równie wielkiego poruszenia, zwłaszcza na zachodzie Europy, nie wywołały historie mniej kontrowersyjnych działaczy na rzecz demokracji w Rosji, np. Anny Politkowskiej. Niepokorna wobec reżimu dziennikarka została zamordowana przed własnym domem i stała się symbolem walki o wolność, niestety dla jej pamięci i kwestii wolności rosyjskiej, Paul McCartney nigdy o niej nie mógł wspomnieć. Jakub Cichuta fot. 1 Fibonacci Blue (CC BY 2.0) fot. 2 Fora do Eixo (CC BY -SA 2.0) fot. 3 Fora do Eixo (CC BY -SA 2.0) NIE WYOBRAŻAM SOBIE ŻYCIA BEZ LOTNICTWA
Pasja to coś co wyróżnia nas z tłumu. Sprawia, że jesteśmy inni – wyjątkowi. Maciek Dyrbuś lubi patrzeć w niebo. I to nie byle gdzie, bo na lotnisku.
SPOŁECZEŃSTWO SPOŁECZEŃSTWO

Co cię fascynuje w planespottingu? Jak nietrudno się domyślić moją pasją jest lotnictwo. Jak już wkręciłem się na dobre w lotniczy świat, to zacząłem szukać nowinek technicznych i wiadomości ze świata lotniczego. A każda taka informacja była dodatkowo obdarzona fotografią. Więc pewnego dnia, czytałem wtedy o linii Emirates, moją uwagę zwróciło genialne zdjęcie startującego samolotu. Pomyślałem wtedy, że warto byłoby samemu zacząć robić zdjęcia. Jak wspominasz początki? Początkowo byłem rozczarowany. Liczy-łem, że od razu będę robił zdjęcia na miarę okładek magazynów lotniczych. Jak się szybko okazało zdjęcia nie były najlepsze jakościowo a kadry nie takie, jakie sobie założyłem. Jednak z drugiej strony - to chwile spędzone na lotnisku, gdy 50 metrów nad Tobą potężny Boeing leci z prędkością ponad 300km/h są niezapo-mniane i chęć powrotu, popatrzenia

SPOŁECZEŃSTWO

i posłuchania sprawiła, że nie poddałem się i ćwiczyłem dalej. Aż w końcu zdjęcia za-częły się udawać. Życie spottera wymaga poświęceń? Słyszałam, że aby zrobić dobre zdję-cie, trzeba wstać dość wcześnie... Dla pasjonata to żadne poświęcenie, w końcu jedziemy na lotnisko realizować pasję. Na pewno czasem pewnych rzeczy trzeba sobie odmówić np. wyjścia do kolegi czy kina, ale tak jak mówię, w hierarchii wartości spotting jest jednak trochę wyżej. Dlaczego samoloty? Dobre pytanie. Odpowiedzi nie znam. Już w podstawówce koledzy bawili się w żoł - nierzy czy grali w piłkę a ja bawiłem się się z kuzynem w pilotów. Pasję na pewno ugruntował mój pierwszy lot, to był czarter na Kretę. Miałem 7 lat. Moment wgniecenia w fotel przy starcie - bezcenne i niezapo-mniane przeżycie. Czym charakteryzuję się to idealne zdjęcie? Nie ma idealnego zdjęcia. Są zdjęcia dobre, które mają ostre i ładne kolory, na których uchwycony jest ciekawy moment lotu czy samolot w ładnym malowaniu. Każdy ma swoje ulubione zdjęcia. Moim ulubionym fotografem jest Sam Chui – spotter, który regularnie fotografuje na lotnisku w Los Angeles. Jest jednym z nielicznych spot-terów, który robi zdjęcia samolotów z... samolotów. Do tego umie idealnie dobrać scenerie, np. startujący w zachodzącym

SPOŁECZEŃSTWO



SPOŁECZEŃSTWO

słońcu potężny czterosilnikowy Airbus A380 na tle Oceanu Spokojnego... Bajka! Czy w twojej przyszłości jest miejsce na planespotting? Musi być, nie wyobrażam sobie życia bez lotnictwa. Rozmawiała Agnieszka Kracla *** Spotting (ang. to spot – zauważać, dostrzec) to hobby polegające na obser-wacji obiektów związanych z komunikacją. Spotterzy (ludzi uprawiających to hobby) polują na tramwaje, pociągi, luksusowe samochody, autobusy czy też samoloty, robią im zdjęcia, spisują ich dane a na-stępnie wyniki swojej pracy umieszczają w internecie. Hobby to ma swoje początki w XX. w. Anglii, gdzie podczas I wojny światowej nastąpił szybki rozwój kolei i lot-nictwa. W 1925r, powstała służba Royal Observer Corps, której zadaniem było wykrywanie i identyfikowanie zauważonych samolotów. Obecnie, posiadanie własnej grupy spot-terów jest nobilitacją dla lotniska. Jednak nie zawsze tak było. W latach 70. czy 80., kiedy lotnisko było obietnicą lepszego życia, milicjanci zabierali im filmy i ich przeganiali. fot. na str. 34: 1 Lodian (CC BY 2.0) fot.: Honou (CC BY 2.0)

OKIEM WIDGETA