Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

wokół kultury strona 6 obudź w sobie bestię strona 7 jak wzbudzić miłość do czytania? strona 10 idzie Ida, ale dokąd? strona 13 profesjonalizm zabija zajawkę? strona 17 całe życie w trasie strona 18 patriotyzm na dziś, jutro... strona 22 anatomiczne niespodzianki strona 28 siatkarski dramat strona 32 miasto w obiektywie Outro: Tarnowskie Góry strona 36 okiem Widgeta strona 39 DZIEWIĘĆDZIESIĄT PIĘĆ LAT NIEPODLEGŁOŚCI

Outro Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl, rekrutacja(@)outro.pl ISSN: 2299 - 5242 Redaktor naczelny: Paulina Zguda Zastępca: Marek Suska Sekretarz redakcji: Ilona Chylińska Koordynator: Monika Toppich Redaktor prowadzący: Agata Andrzejak Korekta wydania: Kamil Morawiec Fotoedycja: Jakub Dudek Projekt okładki: Patryk Skoczylas Szefowie działów: Justyna Książek (kultura), Agnieszka Kracla (społeczeństwo), Maciej Dziubiński (sport), Adrianna Szczodrowska (korekta), Roksana Grzmil (foto), Patryk Skoczylas (graficy) Korekta: Agata Andrzejak, Nina Bezpałko, Agnieszka Dydacka, Dominika Głowacka, Maria Gołaszewska, Kinga Gintowt, Agata Hajduk, Patryk Łowicki, Anna Maciejończyk, Kamil Morawiec, Adrianna Szczodrowska, Monika Węgrzyn, Wojciech Żywolt Graficy: Patryk Skoczylas, Jarosław Stępień Zdjęcie na okładce: www.cyrk.com.pl (Cyrk Juremix)

Dziś, w Dzień Niepodległości, świętujemy dziewięćdziesiątą piątą rocznicę odzyskania niepodległości. O takich datach trzeba pamiętać i należy je celebrować – nieza-leżnie od tego, za jaką partią się opo-wiadamy, czy uznajemy to, co się dzieje w naszym kraju za słuszne, od tego, czy wierzymy czy nie. Mimo wszystko jesteśmy Polakami i mamy obowiązek dbania o włas-ną tożsamość narodową, bo nikt inny za nas tego nie zrobi. A co powinno nas do tego obligować? Historia, tradycja i poczucie przynależności. W dzisiejszych czasach często mamy po-czucie, że ojczyzna to słowo wypowiadane na pokaz, obdzierane z pierwotnego zna-czenia, stanowiące element brudnych roz– grywek politycznych. Tak być nie może i nie musi – wszystko zależy od naszego nastawienia i postawy. Pokażmy, że pat-riotyzm to nie wymarłe pojęcie, lecz cecha wielu młodych Polaków. Trochę odbiegając od tematu 11 listopada – na okładce zdjęcie Dominiki Turek–Dmi-triev, dziewczyny z ogromną pasją, goto-wą poświęcić dla niej naprawdę wiele. Nas-tępnym wywiadem, tym razem w formie wideo (mieliście okazję zapoznać się z pier-wszą częścią w minionym tygodniu), kon-tynujemy nasze spotkanie z Jakóbem. Przeczytajcie i obejrzyjcie, polecamy! Paulina







W niewielkim mieście w dziwnych okolicznościach znikają małe dziewczynki. Ich rodziny żyją w ciągłym strachu, próbują odnaleźć je na własną rękę. Detektyw, który ma za sobą jedynie udane śledztwa, wydaje się być bezradny. Tak mniej więcej prezentuje się akcja nowego thrillera Denisa Villeneuve'a pt. „Labirynt”. Z pozoru wygląda to dość banalnie. Nieco nużący wstęp może rozczarowywać, jednak widz z każdą kolejną minutą przekonuje się, że pie-rwsze wrażenie bywa mylące.
OBUDŹ W SOBIE BESTIĘ
KULTURA: RECENZJA

Sprawą zaginięcia dzieci zajmuje się detek-tyw Loki (Jake Gyllenhaal). Pierwszym po-dejrzanym staje się upośledzony Alex (Paul Dano) – to przy jego furgonetce bawiły się dziewczynki. Szybko jednak zostaje zwol-niony z aresztu, ponieważ nic nie wskazuje na jego udział w porwaniu. Nie podoba się to porywczemu, i jak się później okazuje, nieprzewidywalnemu ojcu jednej z zaginio-nych – Kellerowi (Hugh Jackman). Traci on zaufanie do prowadzącego dochodzenie i postanawia działać na własną rękę. Jest przekonany o winie Alexa, dlatego porywa go i bestialsko maltretuje. Tymczasem Loki szuka innych poszlak, odwiedza różnych ludzi, którzy z pozoru w żaden sposób nie są powiązani z porwanymi. Prowadząc śledztwo, odkrywa zbrodnie z przeszłości, ale to nie zbliża go do rozwiązania bieżącej sprawy. Nie pozostaje to bez wpływu na jego psychikę. Sceneria fenomenalnie wpasowuje się

KULTURA: RECENZJA

w klimat „Labiryntu”. Muzyka jest tutaj tłem, a nie sygnałem informującym, w któ-ym momencie należy złapać się oparcia fotela. Nie burzy scenariusza, nie zwraca zbytniej uwagi widza, całej produkcji doda-je jedynie pierwiastka tajemniczości. Nie sposób przejść obojętnie obok fanta-stycznej gry aktorskiej. Hugh Jackman re-welacyjnie wciela się w rolę brutalnego dręczyciela, a zarazem niewiarygodnie ko-chającego ojca. Czy tak skrajne cechy mo-żna zestawić obok siebie? Reżyser po-kazuje, że te zachowania nie tyle się nie wykluczają, co w zaskakujący sposób ze sobą współgrają. Tym samym zadaje się widzowi pytanie: do czego zdolny jest ka-żdy z nas, kiedy staniemy przed zagro-żeniem? Czy bylibyśmy w stanie torturować drugiego człowieka dla wyższych celów? Jake Gyllenhaal jako detektyw–perfekcjo-nista również wypełnia powierzone mu zadanie aktorskie. Dramat przeżywają nie tylko członkowie rodzin dziewczynek, ale również Loki, który po raz pierwszy w kar-ierze nie potrafi rozwiązać sprawy por-wania. Bolesne grymasy, nerwowe tiki i wybuchy irracjonalnego gniewu Gyllen-haal odgrywa zadowalająco. "Hugh Jackman rewelacyjnie wciela się w rolę brutalnego dręczyciela, a zarazem niewiarygodnie kochającego ojca."

KULTURA: RECENZJA

Na największą pochwałę zasługuje chara-kteryzacja bohaterów. Alex od początku wydaje się być sprawcą całej tragedii. Jego wygląd istnego psychopaty budzi niepokój. Jest to zasługa zarówno gry aktorskiej Paula Dano, jak i ubioru, fryzury, staro-modnych okularów. David Dastmalchian, który wciela się w rolę innego z podej-rzanych, również wydaje się być stwo-rzonym do kreacji psychopatycznego mordercy. Dobór aktorów do poszcze-gólnych ról udał się naprawdę feno-menalnie. „Labirynt” jest wart polecenia wszystkim poszukującym filmu zaskakującego i trzy-mającego w napięciu. Choć motyw małego miasteczka naznaczonego dziwacznie powiązanymi ze sobą zbrodniami może wydać się w kinie banalny, to w tym przypadku dzięki rewelacyjnej grze akto-rskiej, ciekawej fabule i znakomitej scenerii zapominamy o wszystkich szablonach i schematach. Natalia Śliwińska Fot. 2: popturfdotcom (CC BY 2.0) JAK WZBUDZIĆ MIŁOŚĆ DO CZYTANIA?
KILKA SŁÓW O AKCJI "CZYTAM SOBIE"
KULTURA

Zbliżają się chłodne i pochmurne dni. Jest to idealny czas na kubek ciepłej herbaty, a także dobre czytadło. Zima to zdecydowanie najlepsza pora roku, podczas której możemy zagłębić się w przeróżne dzieła literatury i nadrobić zaległości w lekturze. Czy wiedzie-liście, że w ciągu roku ponad połowa Polaków nie przeczytała ani jednej książki? To niewybaczalne. „Czytamy książki” to akcja zachęcająca wszy-stkich do przeczytania choć kilku stron. Głównym celem organizatorów jest poka-zanie najmłodszym, że czytanie pobudza naszą wyobraźnię, a także rozwija wiedzę i umiejętności. Wybór jest ogromny, więc bez trudu dostosujemy je do umiejętności oraz zainteresowań malucha. Pamiętajmy, że do celu dochodzi się małymi krokami. Dla niektórych dzieci wielkim osiągnięciem jest ułożenie i właściwe zrozumienie jedne- go słowa, dla innych zaś to zapoznanie się z tekstem małej książki. Kiedy uda mu się ją samodzielnie przeczytać, być może samo sięgnie po następną. Czas zmienić sta-tystyki i pokazać, że nie jesteśmy aż tak nieoczytani – w dosłownym tego słowa znaczeniu. „Czytam sobie” rozpoczęło się już 29 października. Celem akcji jest zachęcenie ludzi do czytania, a także uświadomienie im, jak ważne jest pokazanie dzieciom, że książki to nie tylko obowiązek, ale też dobra i porywająca zabawa. Miłość i chęć do czytania należy rozwijać od najmłod-szych lat, ponieważ na to nigdy nie jest za wcześnie. W przedsięwzięcie zaangażowało się wiele autorytetów związanych z kulturą, między innymi Andrzej Seweryn, Katarzyna Żak czy Olga Borys. Wśród osób, dzięki którym akcja zaczęła zyskiwać na znaczeniu,

KULTURA

znajdziemy także wiele związanych z litera-turą oraz na co dzień zajmujących się ję-zykiem polskim, na przykład: dr Tomasz Makowski – dyrektor Biblioteki Narodowej, dr hab. Katarzyna Kłosińska – językoznaw-ca w Instytucie Języka Polskiego Uniwer-sytetu Warszawskiego oraz prof. Grzegorz Leszczyński – prodziekan Wydziału Polo-nistyki Uniwersytetu Warszawskiego, zna-wca literatury dla dzieci i młodzieży. Dzięki wielu instytucjom naukowym, takim jak Biblioteka Narodowa, która jest patro-nem honorowym, Polska Izba Książki czy Komitet Ochrony Praw Dziecka, akcja osią-gnęła bardzo wysoki prestiż, a także spore zainteresowanie w naszym kraju. Świadczy to o dużym zaangażowaniu wielu działaczy, którzy pragną propagować czytelnictwo w Polsce. Warto także wspomnieć o szcze- gólnym wsparciu Anny Komorowskiej – Pierwszej Damy RP, która przesłała list gratulacyjny w związku z zainicjowaniem akcji „Czytam sobie”, w którym zachęca do wzięcia udziału w przedsięwzięciu. "Miłość i chęć do czytania należy rozwijać od najmłodszych lat, ponieważ na to nigdy nie jest za wcześnie." Od niedawna możemy również obejrzeć spot promocyjny, który dokładnie obrazuje przebieg akcji. Zobaczymy w nim gwiazdy zachęcające nas do czytania książek.

KULTURA

Reklamę możemy oglądać w kinach, telewizji, a także w Internecie. Już w grudniu ruszają warsztaty miko-łajkowe dla dzieci, podczas których naj-młodsi będą samodzielnie czytać, a także ilustrować wybrane książki. Warsztaty odbędą się w Warszawie w Skwerze, Filii Centrum Artystycznego Fabryki Trzciny, w sobotę, 7 grudnia 2013 roku o godzinie 16.00. Zachęcam do odwiedzenia strony interne-towej www.Czytamsobie.pl oraz profilu na fb: facebook.com/CzytanieToDziala, gdzie znajdziecie tam szczegółowe informacje na temat przebiegu akcji, opinie ekspertów i materiały wspomagające naukę czytania, które przyciągają uwagę najmłodszych. Zachęcam wszystkich do udziału w akcji, a teraz wybaczcie, ale zgodnie z jej ideą, napiszę tylko „nie przeszkadzać, czytam sobie!” Aleksandra Zychowicz Fot. 1: LeahLikesLemon (CC BY 2.0) Fot. 2: Moyan_Brenn (CC BY 2.0) IDZIE IDA, ALE DOKĄD?
Można zacząć od finałowej sceny. Idzie Ida – młoda, ładna zakonnica. Idzie nieokreśloną drogą w niewia-domym celu, a widza nurtują pytania.
KULTURA: RECENZJA

Nie miała łatwego życia – rodzice zginęli w czasie wojny i odtąd musiała żyć w sie-rocińcu prowadzonym przez zakonnice. Nic więc dziwnego, że po kilkunastu latach spędzonych z kobietami służącymi Bogu, sama postanawia podobnie ułożyć sobie życie. Wszystko dzieje się po jej myśli – jest tuż–tuż przed ślubami. I wtedy plan przełożonej rujnuje jej wypracowany wie-loletnią pracą spokój: nim ostatecznie odda się Bogu, musi poznać jedyną żyjącą osobę ze swojej rodziny – ciotkę Wandę Gruz (Agata Kulesza). Tak rozpoczyna się akcja najnowszego filmu Pawła Pawlikowskiego pt. „Ida” (w roli tytułowej Agata Trze-buchowska). Muzyka z filmu nie wpada w ucho, ani nie zapada w pamięć. Jest raczej spokojna i melancholijna, jak nastrój tego czarno– białego filmu. Muzyka i obraz „Idy” zdają się być suche jak gałązka, którą się łamie.

KULTURA: RECENZJA

Dzięki temu człowiek nie wychodzi z se-ansu podekscytowany, a wręcz przeciw-nie: spokojny i niemal odprężony. "Film ten ukazuje, jakie dylematy mają ludzie zarówno bardzo młodzi, jak i ci zmęczeni życiem." Ciotka Wanda (świetna rola Kuleszy) okazuje się być socjopatką: żyje samotnie (czasem tylko utrzymując przelotne roman-se), wypija hektolitry alkoholu i pali mnó-stwo papierosów w pustym mieszkaniu. Jest tylko jedna scena ukazująca jej pracę: to twarda, zdradzająca zapatrzenie we własne wnętrze mina, którą przyjmuje podczas sędziowania jakiejś sprawy w peerelowskim sądzie. Nic więc dziwnego, że gdy przez ostatnie kilkanaście lat otrzymywała listy proszące o zabranie Idy z sierocińca, odmawiała. Gdy pierwszy raz się z nią spotka, opowie jej, że nie miała na to ochoty. Po namyśle jednak przyjmuje młodziutką zakonnicę do siebie. Tknięta nieznaną dotąd sobie litością, pomaga Idzie Leben-stein odnaleźć grób swoich rodziców. Nie było to takie łatwe, akcja filmu rozgrywa się w okolicy lat sześćdziesiątych, gdy ludzie niewiele chcieli mówić o swoich przeżyciach okupacyjnych. Dowiadujemy się więc, że prowadząca po pijanemu auto Wanda to „Krwawa Wanda” – powojenna sędzia skazująca działaczy podziemia na

KULTURA: RECENZJA

karę śmierci. Z takim bagażem doświa-dczeń nie sposób nie przeprowadzić śledzt-wa do końca. Nie spodziewajmy się jednak drugiego „Pokłosia”! Odkrycie historii rodziców za-konnicy–Żydówki to wątek służący innemu celowi: ukazania przyczyn rozdarcia tytułowej bohaterki. Odtąd inaczej zacznie postrzegać świat. Nie zaskakuje nas więc, że przypadkowo poznany młody i przy-stojny chłopak (Dawid Ogrodnik) łatwo uzyskuje dostęp do duszy Idy. A ona, niedoświadczona w miłości dziewczyna, po prostu się zauroczyła. Do tego dochodzi pozornie śmieszny i nieistotny głos cio-tki–kusicielki: „Cóż to za poświęcenie, zrezygnować z rzeczy, których się nie zaznało?” Szczerze polecam film wszystkim, którzy lubują się w filmach stylizowanych na czasy socjalizmu. Dodatkowo fani Agaty Kuleszy również utwierdzą się w przeko-naniu, że jest bardzo uzdolnioną aktorką. Ci nieco starsi prawdopodobnie przypomną sobie młodość (zupełnie jednak inną niż tę widzianą oczami „Rewersu”) i także po-winni być zadowoleni z seansu. Film ten ukazuje, jakie dylematy mają ludzie zarówno bardzo młodzi, jak i ci zmęczeni życiem. Nie pozostaje więc nic innego jak usiąść, oglądać i zastanowić się nad własnymi. Jan Bulak Fot. 1: NJ Tech Teacher (CC BY–SA 2.0) Fot. 3: suvodeb (CC BY 2.0)





KULTURA: WYWIAD

PROFESJONALIZM ZABIJA ZAJAWKĘ? W zeszłym tygodniu opublikowaliśmy pierwszą część wywiadu z Jakóbem – dwudziestoczteroletnim raperem z Tychów. Wśród pytań dotyczących różnych proje-któw, w które Rafał jest zaangażowany, pojawiła się również zapowiedź ważniej-szego tematu. W drugiej części wideo mój gość postara się odpowiedzieć na pytanie: Czy profesjonalizm zabija zajawkę? Poznamy tajniki przejścia z „szafy” do studia nagrań oraz dowiemy się, jak właściwie wygląda praca w profesjonalnym studiu. Porozmawiamy również o środo-wisku hiphopowym i jego hermetyczności oraz o mediach i ich wpływie na współ-czesny rap. Wywiad znajdziecie tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=NxX7yeDP28E Ilona Chylińska Codziennie w innym mieście, w innej szkole, z innymi ludźmi. Jedynym stałym punktem jej dnia jest wieczorny występ. Dominika Turek–Dmitriev jest półfinalistką drugiej edycji programu „Mam Talent”, a na co dzień pracuje jako artystka cyrkowa. W rozmowie mówi o życiu współczesnego cyrkowca.
CAŁE ŻYCIE W TRASIE
SPOŁECZEŃSTWO: WYWIAD

Jak wygląda twój dzień? Zwykle wygląda tak: rano muszę iść do szkoły, po powrocie mam trening. Ćwiczę tyle, ile mogę w danym dniu. Później spektakl, po którym już wyjeżdżamy do następnego miasta. Jak każdy, czasami nie mam siły, zastanawiam się nad sensem tego, co robię. Wielokrotnie mi się to zda- rzało, ale wiem, że nie zamienię cyrku na nic innego. W końcu wybierając taki tryb życia, liczyłam się z tym, że będzie trudno. A miałaś wybór? Tak naprawdę od urodzenia byłam zwią-zana z cyrkiem, więc myślę, że to było nie-uniknione. Nigdy nie zmuszano mnie do występów, rodzice czekali na moment, w którym sama podejmę decyzję, że chcę to robić. Tak się stało, gdy miałam sześć lat. Jakie numery wykonujesz? Ćwiczenia na hula–hop i pokazy napowie-

SPOŁECZEŃSTWO: WYWIAD

trzne, czyli inaczej ujmując: akrobacje na wysokościach. Czy podczas akrobacji masz jakieś zabezpieczenia? Nie, nie mam zabezpieczeń, ale się nie boję. Gdybym się bała, to nie weszłabym na wysokość ośmiu metrów. Znam swoje możliwości i nigdy nie zrobiłabym czegoś, gdybym nie była przekonana, że dam radę. Co czujesz, gdy wychodzisz na scenę? Zapominam o codziennych sprawach i pro-blemach, daję ponieść się temu, co robię, nie myślę wtedy o niczym innym. To mój sposób na oderwanie od rzeczywistości. To wspaniałe uczucie. Jak długo przygotowujesz się do no-wego numeru? To zależy. Każdy z nich ma inny poziom trudności. Zanim wyszłam na scenę z hula– hopami, ćwiczyłam dwa lata, szarfy zajęły mi dwa miesiące wakacji, a koło już tylko tydzień. Teraz trenuję żonglerkę, która jest bardzo czasochłonna – od początku roku staram się przygotować numer, ale do tej pory jest jeszcze niedopracowany, więc trudno określić średni czas przygotowań. Codziennie chodzisz do innej szkoły. Jakie to uczucie? To krępujące. Oczywiście już się do tego przyzwyczaiłam i stało się to dla mnie normą, ale mimo to przyjście do zupełnie obcej klasy to niełatwe zadanie. Jestem przydzielana do klas niezależnie od profili, więc zdarza się, że jednego dnia omawiam „Dziady”, a następnego już „Kordiana”. Kie-dy wracam do domu, do Gorzowa Wielko-

SPOŁECZEŃSTWO: WYWIAD

polskiego, mam trzy miesiące na nadro-bienie wszystkich zaległości. Jak wyglądają twoje relacje z przyja-ciółmi, kiedy przez dziewięć miesięcy w roku jesteś w trasie? Jest trudno, ale stale utrzymujemy kontakt. Nie ma dnia, żebym z nimi nie rozmawiała, nie opowiadała o moich przeżyciach. Jedy-ną złą rzeczą w cyrkowym życiu jest przebywanie z dala od domu i przyjaciół. Czasem przybija mnie tęsknota za tym wszystkim. Czy zetknęłaś się ze stereotypami dotyczącymi cyrku? Większość ludzi uważa, że cyrk jest tylko dla dzieci, że można zobaczyć tam tylko zwierzęta i nic więcej. Może gdzieś rzeczy-wiście tak jest, ale nie w naszym cyrku. U nas przeważają występy artystów. Odbiegliśmy nieco od tradycji i zrezygno-waliśmy ze zwierząt. "Jedyną złą rzeczą w cyrkowym życiu jest przebywanie z dala od domu i przyjaciół." Dlaczego wzięłaś udział w „Mam Ta-lent”? Chciałam sprawdzić, jak zostanę odebrana przez większe grono odbiorców - czy to, co robię, ma sens, czy podoba się ludziom. Czas, który tam spędziłam, wspominam bardzo dobrze. To niezapomniane prze-życie. Między uczestnikami i jurorami

SPOŁECZEŃSTWO: WYWIAD

panowała świetna atmosfera. Oczywiście najlepiej będę wspominać występ na wielkiej scenie w telewizji. Myślę, że nigdy tego nie zapomnę. Co jest najlepsze w twojej pracy? Występowanie na scenie przed publi-cznością, realizowanie swoich pasji i oczy-wiście poznawanie wspaniałych ludzi. Będąc codziennie w innym miejscu, mam okazję poznawać ich wielu. Zanim rodzice otworzyli własny cyrk, pracowali na kon-traktach w różnych państwach, więc całe moje życie to trasa. Gdybyś mogła wybrać inne życie, bez cyrku, zrobiłabyś to? Nie. Mam okazję doświadczać „zwykłego życia” przez trzy miesiące zimy, kiedy stacjonujemy z cyrkiem w domu i szczerze mówiąc, po jakimś czasie zaczynam tęsknić za cyrkiem. To do czegoś zobowiązuje. Cyrk jest całym moim życiem. Gdzie widzisz siebie w przyszłości? Na pewno w cyrku. Nie potrafię sobie wyobrazić siebie w innej odsłonie. To moja wielka pasja, coś, co kocham. Nie zamienię jej na nic innego! Agnieszka Kracla Fot. 1, 3: Naya PATRIOTYZM
NA DZIŚ, JUTRO...
SPOŁECZEŃSTWO SPOŁECZEŃSTWO

Miłość do Ojczyzny – to trudne do zwięzłego opisania pojęcie, z którym przecież spotykamy się na co dzień, najczęściej pod postacią wyświechta-nego słowa „patriotyzm”. Szasta się nim na prawo i lewo, podobnie jak kilkoma innymi modnymi wyrazami, takimi jak „wolność” czy „toleran-cja”. I tak samo jak one, w dzi-siejszych czasach patriotyzm nabiera różnych, nie zawsze (o dziwo!) pozy-tywnych konotacji. Być może już samo podjęcie się tego tematu pozwoli na przyklejenie mi łatki „faszysty”, bo w dobie wspólnej „euro-ojczyzny” niektórym mówienie o patrio-tyzmie przeszkadza. Nie chcąc jednak przybierać pozy skundlonego opozycjo-nisty, postaram się odmalować w kilku akapitach, jak widzę zadania polskiego patriotyzmu na najbliższy czas i to bez węszenia politycznych wrogów, którzy stali po stronie ZOMO.

SPOŁECZEŃSTWO

Historyczny kontekst patriotyzmu jest powszechnie znany. Na wieść o rozbiorach ludzie wpadali w depresję, bo nie wyobrażali sobie końca istnienia własnego kraju. Najaktywniejsi członkowie naszego społeczeństwa ginęli podczas zbrojnych zrywów w nadziei, że ich poświęcenie zwróci wolność Rzeczpospolitej. Żołnierze polscy na wszystkich frontach wojen światowych przelewali krew, byśmy mogli żyć w niepodległym kraju. I nawet jeśli Polska jako rozległe państwo wydaje się nam czymś abstrakcyjnym, to przecież mieszkamy w różnych jej regionach, a „mała Ojczyzna” zawsze rodzi emocjonal-ną więź z tym, który się w niej wychował. Jeśli wyjdziemy od tego punktu, to i ta „duża” Ojczyzna stanie się nam znacznie bliższa. Szkoda tylko, że zwłaszcza ekipa parlamentarna, której zadaniem jest mądre zarządzanie krajem, traktuje Polskę jako własność polityczną, a nie wspólne dobro wszystkich jej mieszkańców. Codziennie za pośrednictwem mediów jesteśmy bombar-dowani kłótniami o to, „kto jest, a kto nie jest Polakiem”, jakby głosowanie na tę czy inną ekipę polityczną było równoznaczne z obywatelstwem… Można ogłupieć. Mimo panującego kryzysu ekonomicznego, żyjemy w miarę spokojnych czasach. Nie zagraża nam bezpośrednio żaden konflikt zbrojny. Co więc powinno stać się wyzna-cznikiem patriotyzmu na dziś, jutro, poju-trze, skoro nie musimy nadstawiać karku? Wywieszone flagi w święta państwowe, hymn odśpiewany z dumnie wypiętą piersią,

SPOŁECZEŃSTWO

pełne szacunku wspominanie ważnych rocznic – to wszystko jest ważne, ale daje korzyści tylko nam. Chodzi o to, żeby patriotą nie być dla siebie. Nie dla sąsiada, który zżółknie z zazdrości, kiedy wywiesimy większą flagę niż jego, nie dla samo-rządowca, który rozdaje kolorowe partyjne długopisy w ramach kiełbasy wyborczej. Patriotą trzeba być dla Polski. Najbardziej żywotny interes dla naszego kraju to silne narodowo państwo z wła-snym kapitałem. Jednak żeby to osiągnąć, wymaga się od nas zmiany przyzwyczajeń. Oczywiście, lepiej jest zrobić tańsze zakupy w hipermarkecie, jednak warto sobie uświadomić, że dochód ze sprzedaży jabłek (kraj pochodzenia: Polska) trafia do spółek zagranicznych, zamiast napędzać nasz ro-dzimy biznes. Wielkie koncerny i handlowe molochy hamują rozwój średnich – polskich – przedsiębiorstw, a na utrzymywaniu się tych ostatnich na rynku powinno zależeć nam najbardziej. Dzięki temu, że zakupy zrobimy w osiedlowym zieleniaku czy na wiejskim targu, przyłożymy kilka złociszy do narodowego kapitału. Może to mniej efektowne niż skandowanie „precz z ko-muną”, ale na pewno bardziej efektywne! Co oznacza silne narodowo państwo? Przede wszystkim duży liczebnie naród na terenie własnego kraju, świadomy własnej tożsamości. Celowo o tym mówię, bo jesteśmy 60–milionową populacją i niestety ponad 1/3 przebywa na stałe poza granicami Polski. W perspektywie zderzenia kultur może się to okazać bardzo znaczące. Świat Zachodu wymiera – społeczeństwo się starzeje, cywilizacja śmierci przyniosła

SPOŁECZEŃSTWO

swoje nieubłagane skutki. Mamy wręcz do czynienia z nowym kolonializmem, zwycię-stwo odniosą społeczeństwa, które się mnożą. Wybitni znawcy geopolityki wska-zują, że w perspektywie stulecia Meksyk wróci na rdzenne ziemie, które zajęły Stany Zjednoczone. W Europie mamy do czynie-nia z ekspansją imigrantów. Szacuje się, że pierwszą ofiarą tego procesu będzie Francja. Z prostej przyczyny – moda na bycie „singlem”, małżeństwa zagonione za pracą, które wolą kupić psa, niż wychować dziecko… W statystycznej francuskiej rodzinie jest jedno dziecko. W statystycznej familii imigranta jest dzieci ośmioro. "Patriotą trzeba być dla Polski." Małe społeczeństwo to mało ludzi wyk-ształconych, mało rąk do pracy, mało wojska do ewentualnej obrony granic. Małe społeczeństwo to duże zagrożenie wchło-nięcia przez większy organizm państwowy. Polska tożsamość narodowa jest silna, pokazał to czas zaborów, kiedy mimo braku państwowości zachowaliśmy język i kulturę. Pielęgnowanie tej kultury, zna-jomość historii (z której nauczaniem tak brutalnie obeszły się ministerialne rezo-lucje) i ciągłe zdobywanie wiedzy – nie tylko książkowej, ale przede wszystkim praktycznej, to zadanie skierowane szcze-gólnie do ludzi młodych. Gruntownie wyk-ształcone społeczeństwo nie podda się manipulacji z zewnątrz. Na młodzież, która dopiero wkracza w świat dorosłych, w dalszej perspektywie

SPOŁECZEŃSTWO

czekać będzie jeszcze jedno arcyważne zadanie. Obecnie jesteśmy krajem dosyć jednolitym narodowo, ale jest nas mało. Nie za mało, ale wciąż mało. Pozostaje nam tylko postarać się o więcej Polaków. Prognozy pokazują, że od 2023 roku liczba naszych krajanów powinna powoli, ale systematycznie wzrastać. Może zrobimy więc na złość specom od statystyki i roz-mnożymy się szybciej? Pytasz mnie: co to jest patriotyzm? - Ilu mędrków dziś nad tym się trudzi Patriotyzm na dziś, to… mieć dzieci I wychować je na dobrych ludzi. To jest patriotyzm jutra. Patriotyzm bez wyzywania się od „ubeków”, „Bolków”, bez tańca na grobach i bez gadki o „odzyski-waniu Polski”. Patriotyzm zwykłego Polaka. Krzysztof Socha Cytat pochodzi z utworu Lecha Makowieckiego „Patriotyzm” Fot. 1: włodi (CC BY–SA 2.0) Fot. 2: Magic Madzik (CC BY 2.0) Fot. 3: pl:Wikipedysta:Daria2005 (CC BY–SA 3.0) Fot. 4: DrabikPany (CC BY 2.0) Fot. 5: Aotearoa (CC BY–SA 3.0) Zdjęcia nie przedstawiają tegorocznych obchodów Narodowego Święta Niepodległości. Choć można pomyśleć, że w XXI wieku trudno znaleźć coś, co zaskoczy nas w ludzkim ciele, natura ma na to sposoby. W tym roku dokonano dwóch zaskakujących odkryć, które mogą nam pomóc w bliższym poznaniu człowieka oraz w bezpieczniejszych i efektywniejszych operacjach ratujących zdrowie. Skorzystają na tym ci, którzy mają pro- blemy ze wzrokiem, a także… narciarze.
ANATOMICZNE NIESPODZIANKI
NAUKA

To przeklęte więzadło W szczególności amatorzy zimowego szaleństwa (w końcu sezon już za pasem) są narażeni na kontuzję więzadła krzy-żowego. Przy jego uszkodzeniu dochodzi do naruszenia lub naderwania nieznanego nam wcześniej więzadła przedniego – i to właśnie to często uniemożliwiało prawidło-wą rehabilitację i rekonstrukcję więzadła krzyżowego, przez co kolano mogło pozostać niestabilne. Dzięki odkryciu istnienia więzadła prze-dniego te problemy odchodzą do prze-szłości. Doktor Steven Claes i profesor Johan Bellemans ze szpitala uniwer-syteckiego w belgijskim Leuven opisali jego budowę. Nowo odkryte więzadło przednie łączy zewnętrzną część kości udowej z kością piszczelową, a odpowiada za ochronę kolana w trakcie ruchów skręca-jących i zmiany kierunku.

NAUKA

Piętnaście mikronów, które zmieniają punkt widzenia Mikron to milionowa część metra. Właśnie piętnaście mikronów zrewolucjonizowało nasze myślenie o ludzkich oczach – doktor Harminder Dua z Uniwersytetu w Notting-ham w czerwcu tego roku odkrył, że rogówka ma o jedną warstwę więcej niż dotychczas sądzono. Poznanie tej szóstej, położonej najgłębiej, pozwoli przeprowa-dzać bezpieczniejsze i skuteczniejsze ope-racje rogówki, ma też wpływ na wiedzę o schorzeniu zwanym obrzękiem rogówki. Zespół doktora Dui dokonał odkrycia przez wpuszczanie powietrza między warstwy rogówki i oglądanie efektów warstwa po warstwie pod mikroskopem elektronowym. Zaskakujący rezultat tych badań otrzymał przewrotną nazwę „warstwa Dua”, zape-wniając przy tym brytyjskiemu lekarzowi stałe miejsce na liście najważniejszych odkryć okulistyki. "Właśnie piętnaście mikronów zrewolucjonizowało nasze myślenie o ludzkich oczach (...)" Na dokładkę kilka faktów o ludzkim ciele Choć rewolucyjne odkrycia anatomii naszego organizmu nie są zbyt częste, wciąż jego właściwości mogą zadziwiać.

NAUKA

Czy wiedzieliście, że kość udowa jest twardsza od betonu? I że na każdym centymetrze kwadratowym skóry gościmy dziesięć milionów bakterii? Na szczęście co minutę przy stracie trzydziestu tysięcy jej komórek pozbywamy się również części mikroorganizmów. Zaskakujący jest rów-nież fakt, iż przez godzinę dziennie widzimy ciemność, nie zdając sobie z tego sprawy. Powoduje to trwające pół sekundy mruganie. Automatycznie zasłaniamy oczy dwadzieścia razy na minutę, co po zsumowaniu daje niespodziewany efekt. A gdybyście mieli ochotę na metaforyczny „nowy początek”, mam dla Was dobre wieści. Błona żołądka odnawia się co trzy dni, skóra regeneruje co miesiąc, a nowy szkielet otrzymujemy w prezencie od natu-ry co dziesięć lat. Paulina Zguda Fot. 1: DoubleM (CC BY 2.0) Fot. 2: Patrick J. Lynch (CC BY 2.0) Fot. 3: perpetualplum (CC BY 2.0)



Nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszej drogi do finału siatkarskich Mistrzostw Europy niż ta, którą podążaliśmy w tym turnieju. W poniedziałek, 24 września, rozegrał się jednak dramat, o którym kibice i eksperci będą jeszcze długo pamiętać. Choć od tego dnia minęło już sporo czasu, to z racji wyboru nowego trenera jest to temat wciąż aktualny.
SIATKARSKI DRAMAT
SPORT: SIATKÓWKA

To, co wydarzyło się w meczu barażowym o ćwierćfinał, to coś, z czym kibicowi trudno jest przejść do porządku dziennego. Prowadząc 2:0 z Bułgarami, nie ma się prawa wypuścić zwycięstwa z ręki. Nie można też dopuszczać do tie–breaka, gdy rywale wreszcie się rozgrzali i zaczęli grać swoje. Dlaczego te mistrzostwa zakończyły się dla nas, zanim na dobre się rozpoczęły? Czego zabrakło? Moim zdaniem, zaczęło się od ruchów kadrowych Anastasiego, do których podchodziłam z niepewnością. Teraz mogę powiedzieć, że niestety słusznie. Włoch zawiódł. Poniosła go fantazja. Wykluczył ze składu filary dotychczas budowanej dru-żyny. Jeśli chciał zespół odmłodzić, powi-nien działać stopniowo i dawać zawod-nikom więcej czasu na ogranie się. 22–letni Grzegorz Bociek rozgrywał jedne z pier-wszych meczów z kadrą na oficjalnej dużej międzynarodowej imprezie. Kuba Jarosz na

SPORT: SIATKÓWKA

zawody przyjechał chyba tylko w celach turystycznych. Czy zabrakło Krzysztofa Ignaczaka? Na pewno jego ducha walki i umiejętności motywowania drużyny. W meczu z Bułgarią dobrze zagrał Fabian Drzyzga. Widać, że potrafi poprowadzić ciekawe akcje, kreuje styl drużyny, gra zdecydowanie mniej schematycznie niż Łukasz Żygadło. Słowa uznania należą się także Michałowi Winiarskiemu. Nie zawiódł Kurek – powiem nawet, że współczuję mu ostatniej akcji w meczu. Bartek przekroczył niefortunnie linię trzeciego metra podczas ataku i zawody zakończył na leżąco, z gło-wą schowaną w ramionach. Popełnił także błąd przy stanie 13:13, gdy w jego rękach była piłka meczowa naszego zespołu. Kilka minut po zakończeniu spotkania w Inter-necie pojawiły się już teksty o dramacie Kurka. Prawda jest jednak taka, że Kurek sam dla nas medalu nie zdobędzie, choć oczywiście mógł wziąć na siebie więcej ciężaru gry. Nie w nim szukałabym jednak winnego. "Mecz z Bułgarami był ciekawym widowiskiem, ale my nie mieliśmy prawa tego przegrać." Sędziowie także nie zabłysnęli. Elemen-tarne błędy w fazie grupowej można im wybaczyć, ale nie kompletny brak zdolności obserwacyjnych, gdy walka toczyła się już o konkretne rezultaty. Na początku

SPORT: SIATKÓWKA

ostatniego seta w starciu z Bułgarami pomylili się na naszą niekorzyść – był to katastrofalny błąd, gdyż sytuacja jedno-znacznie wskazywała na aż dwa zabro-nione odbicia piłki przez jednego z bloku-jących ekipy bułgarskiej. Anastasi powinien był wtedy wziąć czas i pozwolić swoim zawodnikom odetchnąć. Włoch jednak wykłócał się, sędzia pokazał mu żółtą kartkę, a my po kilku chwilach przegry-waliśmy już 0:3, co na tym etapie meczu jest stratą, na którą nie powinno się sobie pozwalać. Mecz z Bułgarami był ciekawym widowi-skiem, ale my nie mieliśmy prawa tego przegrać. Sezon kadrowy w tym roku to kompromitacja, tak to należy nazwać. Wypadamy z czołówki europejskiej, bo ze światową pożegnaliśmy się już w Londynie. Szansa na powrót? Za rok, na mistrzo-stwach świata, które odbędą się w naszym kraju. Dużo czasu, by zastanowić się, kto powinien stanowić o sile naszej drużyny. "Anastasiego zastąpił Stephane Antiga, francuski siatkarz dobrze znany polskiej publiczności." W mediach wciąż dominują komentarze typu „koniec polskiej kadry” czy „kompro-mitacja”. Trudno się z nimi nie zgodzić. Anastasi w wywiadzie dla „Gazety Wybor-czej” stwierdził, że nie ma sobie nic do zarzucenia i dzięki mistrzostwom „odkrył”

SPORT: SIATKÓWKA

potencjał młodzieży – Fabiana Drzyzgi czy Grzegorza Boćka. Być może, ale polskiej siatkówce potrzebne są sukcesy, by na stałe nie wypadła z europejskiej czołówki. Wydaje się, że żeby tego dokonać, potrzeba będzie pomocy starej gwardii. Włoch zaryzykował i to nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Można oczywiście wmawiać sobie, że docelową imprezą sportową są mistrzostwa świata, ale to nie usprawiedliwia miejsca poniżej pierwszej ósemki w Europie. Anastasiego zastąpił Stephane Antiga, francuski siatkarz dobrze znany polskiej publiczności. Czy powołanie niedoświa-dczonego w roli szkoleniowca zawodnika było dobrą decyzją PZPS–u? Moim zdaniem nie. Brakuje mu autorytetu trenera, w Pol-sce traktuje się go z szacunkiem ze względu na osiągnięcia, które zdobył jako aktywny zawodnik. Stąd moje obawy, że nie przemyślano tego powołania. Mam jed-nak nadzieję, że uda mu się tchnąć w dru-żynę świeżość, gdyż wciąż stać ją na bar-dzo dużo. Świat sportu nie może o nas zapomnieć. Julia Tobolska Fot. 1: Speaking Latino (CC BY 2.0) Fot. 2: zigazou76 (CC BY 2.0) Fot. 3: anneh632 (CC BY–SA 2.0) Fot. 4: zigazou76 (CC BY 2.0)

MIASTO W OBIEKTYWIE OUTRO: TARNOWSKIE GÓRY MIASTO W OBIEKTYWIE OUTRO: TARNOWSKIE GÓRY MIASTO W OBIEKTYWIE OUTRO: TARNOWSKIE GÓRY Fot. Dorota Nokielska



MIASTO W OBIEKTYWIE OUTRO: TARNOWSKIE GÓRY



OKIEM WIDGETA