Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
















wokół kultury strona 6 niepowtarzalność aż kipi strona 7 zagubione w życiu strona 9 woodkid i jego złoty wiek strona 12 filmowe podsumowanie miesiąca strona 15 subiektywnie strona 17 a ty co zrobiłeś dla Polski? strona 18 inna strona jitów internetu strona 22 prognoza na przyszłość: ebook czy książka papierowa? strona 25 empik bez książek? strona 28 nowy wymiar rzeczywistości strona 30 lamborghini veneno strona 32 okiem widgeta strona 35 ZŁE PIOSENKI

Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl, rekrutacja(@)outro.pl ISSN: 2299 - 5242 Redaktor naczelny: Paulina Zguda Zastępca: Marek Suska Sekretarz redakcji: Magdalena Wąwoźna Koordynator: Monika Toppich Redaktor prowadzący: Sylwia Bałuk Korekta wydania: Kamil Morawiec Fotoedycja wydania: Roksana Grzmil Projekt okładki: Patryk Skoczylas Szefowie działów: Justyna Książek (kultura), Karolina Przybylska (społeczeństwo), Aleksandra Bartosik (społeczeństwo), Maciej Dziubiński (sport), Nina Bezpałko (korekta), Roksana Grzmil (foto), Patryk Skoczylas (graficy). Korekta: Agata Andrzejak, Nina Bezpałko, Justyna Dubaj, Agnieszka Dydacka, Dominika Głowacka, Maria Gołaszewska, Kinga Gintowt, Agata Hajduk, Patryk Łowicki, Kamil Morawiec, Wojciech Żywolt Graficy: Adam Białek, Angelika Marchewka, Patryk Skoczylas, Jarosław Stępień Zdjęcia na okładce: InvaderBritney *Official* (CC BY 2.0).

To nie jest dobry czas dla ludzi, którzy lubią dobrą muzykę, bądźmy szczerzy. Jeśli udało Wam się uniknąć zarażenia wirusem jednego przeboju Internetu, który jakimś cudem pobił rekord oglądalności na youtube, nie bójcie się, już czeka następny z jeszcze prostszym tekstem i jeszcze dziwaczniejszym teledyskiem. Ja pewnie jestem niedzisiejsza i takie rzeczy mnie nie kręcą, zresztą chyba żaden z nas nie traktuje takich utworów poważ-nie, ale nieoczekiwanie i one mają inną stroną. Tę lepszą, rzecz jasna. Okazuje się, że nawet najmniej ambitny przebój potrafi stać się twarzą rewolucji albo walki z reżimem lub najzwyczajniej w świecie symbolem czegoś więcej niż był na początku – marketingu. Następnym razem, gdy zanucicie piosenkę, która swą, mówiąc najmilej jak mogę, prostotą, wkręciła Wam się do głowy, już macie wymówkę. Przecież śpiewając ją, pomagacie obalać znienawidzony ustrój! Paulina Sprostowanie: autorem zdjęcia z okładki z poprzedniego wydania jest Alexandre Dulaunoy (CC BYSA 2.0) DNI KARIERY - WROCŁAW

WROCŁAWSKIE DNI KARIERY - RELACJA

Dni Kariery we Wrocławiu odbyły się 21 marca na Politechnice Wrocławskiej. Zgro-madziły wiele firm oferujących ciekawe staże tłumnie przybywającym studentom. Właściwie każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Dużą popularnością cieszyły się praktyki MARS Business Experience dla studentów III, IV i V roku, dobrze znają-cych język angielski. Mnóstwo ludzi dopyty-wało się też o staż w Parlamencie Europej-skim, który dawał możliwość wyjazdu m.in. do Brukseli i Luksemburga. Global Talents i Global Citizen oferowały wolontariat na niemal wszystkich kontynentach. „Przyszedłem na Dni Kariery, żeby uzyskać konkretne informacje o stażu w firmie Nes-tle. Przedstawiciele byli bardzo pomocni i zdobyłem wszystkie potrzebne wiadomoś- ci, a przy okazji zapoznałem się także z ofertami innych firm, jak się okazało rów-nie interesującymi” - mówi Paweł, student ekonomii. Na Dniach Kariery znalazło się też kilka firm poszukujących osób z okre-ślonych kierunków, jak np. LKW Walter, która miała propozycję wyłącznie dla studiujących ekonomię. „Uważam, że Dni Kariery to świetna inicjatywa. Dzięki temu ja i moi koledzy możemy przejrzeć różne oferty i wybrać te, które najbardziej nas interesują” – mówi studiująca filologię polską Marta. Przychodząc na Dni Kariery, studenci rozmaitych kierunków mogą dostać się na staże do wymarzonych firm. I, jak podkreślali ich pracownicy, taki staż nie polega na robieniu kawy i kserowaniu dokumentów! Agnieszka Nowak



NIEPOWTARZALNOŚĆ AŻ KIPI...
Nudzą cię seryjne wzory, sprzedawane hurtowo produkty? Chciałbyś mieć coś oryginalnego i niepowtarzalnego? Jarmark Rzeczy Ładnych jest miejscem, gdzie na pewno znajdziesz coś dla siebie. Wszystko wykonane ręcznie, z niezwykłą dbałością o szczegóły.
KULTURA

17 marca w Miejskim Domu Kultury Batory w Chorzowie odbył się XI Jarmark Rzeczy Ładnych. Pierwsza edycja wydarzenia miała miejsce w listopadzie 2007 roku, teraz jarmark odbywa się regularnie dwa razy do roku. Ideą jarmarku jest stworzenie miejsca spotkań twórców, którzy zajmują się ogól-nie pojętym rękodziełem. Podczas imprezy wystawcy prezentują swój talent, jedno-cześnie wystawiając swoje wyroby. Olbrzy-mia różnorodność dziedzin, jakimi się zaj-mują, sprawia, że trudno coś wybrać. Na jarmarku królowały jajka, zające i stro-iki wielkanocne, jednak ich różne warianty były naprawdę oszałamiające. Można było kupić szlifowane wydmuszki, jajka styro-pianowe lub drewniane, ozdabiane ce-kinami, koronkami, metodą decoupage. Zające z masy solnej, ceramiki, filcu lub wypychane maskotki. Oprócz ozdób typo- wo świątecznych najwięcej było biżuterii – kolczyki, pierścionki, wisiorki wykonywane metodą decoupage, sutasz, plecione, klejone, ze sznurka, drewna, masy papierowej, filcu. Nie zabrakło również najróżniejszych torebek – z filcu, zamszu, skóry, materiału. Pojawiły się też rzeczy nietypowe, jak wełniane ocieplacze na kubki, etui na chusteczki czy notesy w filcowych oprawach. "Tego typu wydarzenia są fascynujące i przyjemne zarówno dla dumnych ze swoich dzieł wystawiających, jak również dla odwiedzających" Celem jarmarku jest promocja rodzimych

KULTURA

artystów, ich galerii i pracowni, ale również spotkanie twórców i możliwość wymiany doświadczeń, inspiracji. Pomysłodawcy im-prezy, widząc zainteresowanie taką formą aktywności artystycznej, stworzyli nowy projekt – Jarmark Aktywności Twórczej – który ma promować rękodzieło i aktywne spędzanie czasu. Podczas tego wydarzenia uczestnicy mają możliwość wzięcia udziału w licznych warsztatach i pokazach oraz ku-pienia elementów i akcesoriów do produ-kcji. Pierwsza edycja miała miejsce w paź- dzierniku 2011 roku i od tego czas odbywa się regularnie mniej więcej raz na pół roku. "Można było kupić szlifowane wydmuszki, jajka styropianowe lub drewniane, ozdabiane cekinami, koronkami, metodą decoupage." Warto czasem wyjść z domu i poobcować ze sztuką, choćby użytkową. Tego typu wydarzenia są fascynujące i przyjemne zarówno dla dumnych ze swoich dzieł wystawiających, jak również dla odwie-dzających, którzy mogą zobaczyć z bliska rzeczy zazwyczaj niedostępne w sklepach. Justyna Książek Fot. 1: Urszula Potrawa W Stanach Zjednoczonych i na polskim kanale HBO trwa emisja drugiego sezonu serialu „Dziewczyny”. Wiadomo już, że powstanie i trzeci. Reżyserka, scenarzystka, producentka i odtwórczyni głównej roli, Lena Dunham, została nagrodzona Złotym Globem za wykreowanie realistycznego obrazu życia dwudziestolatek. Serial jednak nie cieszy się powodzeniem w Polsce.
ZAGUBIONE W ŻYCIU
KULTURA

Kim jest Lena Dunham, skoro tak prze-bojowo udało jej się wtargnąć do świata filmu? W 2010 roku za 45 tys. dolarów zre-alizowała film „Mebelki“, w którym obsa-dziła własną matkę i siostrę. Film koncen-trował się na wspomnieniach trzech kobiet, poczuciu braku stabilności w ich życiu, a przede wszystkim ukazywał Aurę (czyli tak naprawdę Lenę), dziewczynę z dyplo-mem ukończenia uczelni, jednakże nie-zdolną do podjęcia pracy oraz nieprzy-stosowaną do codziennego samodzielnego funkcjonowania. W serialu „Dziewczyny” występuje większość aktorów z owego debiutu, a sama fabuła również konce-ntruje się na głównej bohaterce, którą ta-kże gra Lena Dunham, tym razem przyj-mując imię Hannah Horvath. Pierwszy dziesięcioodcinkowy sezon zapo-znaje nas z czterema tytułowymi dziewczy-nami, inteligentnymi dwudziestolatkami z Nowego Jorku, z których każda ukończyła

KULTURA "Mają całkowicie odmienne problemy – Jessa właśnie wróciła z odwyku heroinowego, Marnie tkwi w dwu-letnim związku bez przyszłości, Shoshannah wstydzi się bycia dziewicą(...)"

prestiżową uczelnię. Mają całkowicie odmienne problemy – Jessa właśnie wró-ciła z odwyku heroinowego, Marnie tkwi w dwuletnim związku bez przyszłości, Sho-shannah wstydzi się bycia dziewicą, a Ha-nnah w pierwszym odcinku dowiaduje się, że rodzice przestają dokładać się do jej ży-cia. W serialu ukazane są zwyczajne dwu-dziestolatki, które są tak samo zagubione, jak dziewczyny śledzące je sprzed tele-wizora, także niemogące znaleźć pracy odpowiedniej dla ich wykształcenia, czujące się niekomfortowo u ginekologa, niezaspokojone seksualnie, niedogadujące się z bliskimi. Lena Dunham kreuje swoją bohaterkę na podstawie osobistych przeżyć, dlatego też jest to najbardziej wiarygodna postać. Hannah Horvath jest bardzo absorbująca, często wydaje się być rozkapryszona i dziecinna, da się jednak zauważyć, że powoli dorasta i godzi się z prozą życia. Bohaterki działają często w sposób nieprze-myślany, chaotyczny, wręcz niezrozumiały. To prawdopodobnie głównie wina Leny. Widać, że najbardziej zajmuje ją przekaza-nie swoich najbardziej intymnych proble - mów, skupia się więc na postaci Hannah. W przeciwieństwie do „Seksu w wielkim mieście“, z którym często ten serial jest zestawiany, odcinki nie niosą odpowiedzi na dręczące społeczeństwo pytania, a nie-które sytuacje wręcz zostawiają widza w stanie konsternacji i niezrozumienia. Samej Leny Dunham, a więc także i jej serialowego alter ego, nie można określić mianem dziewczyny z okładek. Jej boha -

KULTURA

terka mówi wprost, że ma pięć kilogramów nadwagi, jednak nie wstydzi się tego, co więcej, stara się przełamywać stereotyp szczupłej modelki poprzez pokazywanie się nago przed kamerą. W wywiadzie dla tygodnika „Polityka” na pytanie, dlaczego tak eksploatuje swoją fizyczność na ekranie, odpowiada, że nie ma problemu ze swoim wyglądem, a wręcz chce pokazać wszystkim krytykom jej figury, że wy-glądając w ten sposób, także można być szczęśliwym. W serialu chce promować naturalność i normalność - i, trzeba przy-znać, robi to w świetny sposób. W ten sposób próbuje też przekonać młode poko-lenie, szczególnie amerykańskie, że wygląd nie jest najważniejszy; w Ameryce o wiele bardziej niż w krajach europejskich panuje kult idealnego ciała. Lena Dunham stara się uświadomić swoje pokolenie, że ważniejsze od wymodelowanej sylwetki są posiadanie swojej własnej opinii i rozwój intelektualny. "Bohaterki działają często w sposób nieprzemyślany, chaotyczny, wręcz niez-rozumiały." Polacy krytykują jednak serial właśnie z po-wodu ekshibicjonizmu bohaterki Leny, twierdzą także, że przygody dziewczyn są bezsensowne, odpychające, wręcz utwier-dzające młode osoby w przekonaniu, że w życiu nie należy pracować, a jedynie ba - wić się, tkwi ziarno prawdy, ponieważ rze-czywiście serialowi czegoś brakuje, trudno jednak dokładnie określić czego. Może tej osławionej naturalności, której mimo na-gości, dość autentycznych rozmów i śmiało wykreowanych bohaterek jakoś jednak brakuje. Może także bliskości, która rzeczywiście łączyła cztery bohaterki „Seksu w wielkim mieście". "W serialu ukazane są zwyczajne dwudziesto-latki, które są tak samo zagubione, jak dziew-czyny śledzące je sprzed telewizora" W przypadku młodego pokolenia przyjaźń wydaje się być sztuczna, jałowa, oparta tylko na wspólnym mieszkaniu albo dys-kutowaniu o problemach. Warto jednak samemu przekonać się, jak żyją i kim są „Dziewczyny“, ponieważ Lenie Dunham wróży się wielką karierę i zwana jest nawet „kobiecym Woodym Allenem”. Anna Fiałkowska Fot. 1:charlesdyer (CC BY 2.0) WOODKID I JEGO ZŁOTY WIEK
19 marca ukazał się w Polsce debiutancki album „The Golden Age” Yoanna Lemoine'a, szerzej znanego jako „Woodkid”, reżysera i autora teledysków dla takich gwiazd jak Lana del Rey czy Rihanna.
KULTURA

Muzyczną karierę Woodkida, Francuza z polskimi korzeniami, rozpoczął singiel „Iron” wydany w marcu 2011 roku. Zawie-rał on heroiczny, tytułowy utwór wraz z re-mixami oraz trzy utwory o kontrastującej z poprzednim, romantycznej stylistyce, akompaniamentem pianina, ciepłym brz-mieniem instrumentów dętych i leniwym wokalem Lemoine’a. Tytułowy „Iron”, jak i następny singiel „Run Boy Run”, to ko-mpozycje o wzniosłym charakterze, zde-cydowanym brzmieniu orkiestry symfo-nicznej z akcentem na sekcję dętoblaszaną oraz charakterystycznymi rytmami perku-syjnymi, stanowiącymi bazę i motor utwo-rów. Ostatni singiel noszący nazwę „I Love You” łączy rytmiczność i bogatą instrumen-tację z subtelną wrażliwością artysty. Ka-żdy z singli posiadał teledysk historię utrzymany w podobnej stylistyce i konty-nuujący opowieść poprzednika. Wszystkie utwory zapowiadające album łączyły w so-bie emocjonalność, energiczność i niepo - wtarzalny styl Woodkida, a „The Golden Age” został okrzyknięty debiutem roku 2013. Twórczość Woodkida trudno zaszufladko-wać – to muzyka eksperymentalna, czer-piąca z popu, mocnego filmowego brzmie-nia symfonicznego, romantycznej wrażli-wości i elektronicznych bitów. "Niespodzianką okazał się także utwór „The Great Escape” – galopujące rytmy i pozytywne teksty o szalonej miłości to coś, w czym tego artysty jeszcze nie słyszeliśmy." Debiutancki album był dla mnie zaskocze-niem – po zaproponowanych singlach spo -

KULTURA "Tytułowy „Iron”, jak i następny singiel „Run Boy Run”, to kompozycje o wzniosłym charakterze, zdeecydowanym brzmieniu orkiestry symfonicznej(...)"

dziewałam się płyty pełnej równie wzniosłych utworów o narastającej dynamice oraz tematyce bohaterstwa i wę-drówki. Tymczasem „The Golden Age” zawiera utwory będące pomostem pomiędzy patetycznym wyrazem z singli a stylistyką zaproponowaną na „Iron” – romantyzmem, zadumą i kameralnym brzmieniem. Tym, co w melancholijnych kompozycjach Woodkida stanowi ważny wątek, jest barwa waltorni. Jeżeli nie mieliście styczności z tym instrumentem, na krążku poznacie prawdziwe piękno subtelnego dźwięku francuskiego rogu, w połączeniu z trąbką i puzonem, szczególnie w utworach „Boat Song” i „Where I Live”. Niespodzianką okazał się także utwór „The Great Escape” – galopujące rytmy i pozytywne teksty o sza - lonej miłości to coś, w czym tego artysty jeszcze nie słyszeliśmy. Idealnym połącze-niem symfonicznej strony muzyki z roman-tyczną wrażliwością jest utwór „The Shore” oraz tytułowy „The Golden Age”. Stopniowo budują napięcie, od skromnego pianina i żmudnego wokalu do rozbu-owanego brzmienia orkiestrowego i potęż-nej dynamiki. Niespokojna tematyka za - gubienia i zadumy (w przypadku „The Shore” także miłości) wspiera nastrojoo-wość utworów. Niewątpliwie najgorszym utworem albumu, znajdującym się w kręgu ballad, jest „Boat Song” – to ciągnącą się w nieskończoność marna ballada bez polotu. Woodkid nie zawiódł mnie – na płycie znalazł się kolejny świetny, orkiestrowy

KULTURA

utwór o majestatycznym charakterze i re-fleksyjnej treści. „Stabat Mater”, wraz z po-przedzającym je interludium „Shadows”, to z pewnością jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza, pozycja na płycie. W utworze oprócz orkiestry użyto chóru, nieparzystych rytmów, a wszystkiemu towarzyszy głos Lemoine’a, świetnie brzmiący w dolnych rejestrach. Stylistykę wzniosłości kontynu-uje „Conquest of Spaces” – dobrze zapowiadający się utwór, choć z kiepskim refrenem. „Ghost Lights” jest najmniej udanym dzieckiem tej strony muzycznej Woodkid’a. „And in the arms of endless anger will end the story of a soldier in the dark” – takimi słowami żegna nas Woodkid w utworze „The Other Side” wraz z żałobnym tembrem dzwonów, męskiego chóru i wer-bla. I choć album kończy się iście pe-symistycznie, pozostają pozytywne odczu-cia w stosunku do całego albumu. Płyta „The Golden Age” z całą pewnością zasługuje na miano debiutu roku 2013 – wprowadza wiele świeżości na światowym rynku muzycznym. Pomimo paru wpadek pozostawia także dobre rokowania na przyszłość kariery tego artysty. Agnieszka Lniak Fot: materiały prasowe FILMOWE PODSUMOWANIE
MIESIĄCA
KULTURA

Marzec to miesiąc, w którym wciąż ana-lizujemy przyznane Oscary, a co za tym idzie, porównujemy filmy do tych nomino-wanych. Zaplanowanie premiery na marzec wydaje się być trochę ryzykownym po-sunięciem, ale dobry film potrafi wybić się w każdej chwili. Czy w tym miesiącu na ek-rany weszło coś godnego uwagi? Myślę, że tak, chociaż nie zabrakło również filmów poniżej oczekiwań. Najlepszy debiut Sach Gervasi stworzył film o jednym z na-jwiększych twórców w historii kina. „Hit-chcock” to jednak nie tylko film biogra-ficzny, opowiada on raczej o miłości Hitch-cocka i jego żony oraz o powstawaniu „Psychozy”. To, co najbardziej wybija się w filmie, to niesamowita gra aktorska. W tytułowej roli Anthony Hopkins, który gra niezwykle manierycznie i przekonująco, właśnie tak wyobrażałam sobie Hitch-cocka. Helen Mirren wcale mu nie ustępu - je, jest dla niego równorzędną partnerką i we wspaniały sposób ukazała jak wielką rolę odegrać może żona w życiu genialnego artysty. Zdecydowanie warto obejrzeć, może nie jako biografię, ale ciekawostkę. Feeria barw „Oz Wielki i potężny” w reżyserii Sama Rai-mi robi wrażenie, to na pewno. Niestety, tylko wizualne. Wykreowana przez niego magiczna kraina jest niesamowicie kolo-rowa, nierealistyczna i, no cóż, po prostu bajkowa. Jak coś ma jakiś kolor czy kształt, to jest tak bardzo wyraziste, że nie ma tam miejsca na nic, co mogłoby to podważyć. Z obrazu wyziera sztuczność i o ile taką wizję fantastycznego świata można uza-sadnić, bo przecież miało to być miejsce jak ze snu, o tyle sama fabuła i boha-terowie są po prostu papierowi. Kontra-stujące barwy, pomiędzy którymi nie ma miejsca na nic neutralnego, są wyraziste,

KULTURA

ale fakt, że od samego początku wiemy kto jest dobry, kto zły i kto zwycięży, jest nieco nużący. Aktorzy trzymają się jakby z góry ustalonych emocji, nie próbują pokazać swoich postaci z różnych perspektyw. Film ogląda się przez to mechanicznie, bez konieczności śledzenia akcji czy zagłębiania się w to, co się dzieje w ich głowach. Jest kolorowy, ale właściwie nudny. "Czy w tym miesiącu na ekrany weszło coś godnego uwagi? Myślę, że tak, chociaż nie zabrakło również filmów poniżej oczekiwań." Poetycka biografia Konrad Piwowarski w „Baczyńskim” nie stworzył dokładnej historycznej biografii. Nie przedstawił całego życia poety. Obraz, który nam przedstawił, jest nietypowy, opanowany przez poezję, która zdaje się prowadzić widza przez kolejne fragmenty z życie poety. A jednak udało mu się spra-wić, że oglądając ten krótki, bo trwający zaledwie sześćdziesiąt siedem minut film, miałam wrażenie, że przedstawiony mło-dzieniec jest nie tylko legendą czy sym-bolem polskości. Baczyński jest w filmie człowiekiem z krwi i kości, niewyidealizo-wanym, nieidealnym. Ta produkcja nie skupia się na faktach, dąży bardziej do tego, by zaciekawić widza, wywołać w nim jakieś emocje, skłonić do własnych poszu-kiwań. Intryguje. Wehikuł czasu Krótkometrażowy film Tomasza Gomoły „Warszawa 1935” daje nam możliwość zobaczenia miasta, którego dzisiaj już nie ma. Podczas dwudziestominutowej anima-cji kamera prowadzi nas uliczkami stolicy sprzed niemal osiemdziesięciu lat, poka-zując dawną architekturę. Co jakiś czas na ekranie pojawiają się informacje o poczy-nionych w tamtych czasach dokonaniach i odkryciach, co w połączeniu z posępną, niemal grobową muzyką sprawia, że oglą-damy ten obraz z melancholią. "W tytułowej roli Anthony Hopkins, który gra niezwykle manierycznie i przekonująco, właśnie tak wyobrażałam sobie Hitchcocka." Bezlitosny osąd Thomas Vinterberg w filmie „Polowanie” udowodnił, jak bardzo skrajne są zacho-wania ludzi, jak trudna do zrozumienia jest natura człowieka. Historia opowiada o pra-cującym w przedszkolu Lucasie. Powoli poznajemy jego życie, przyjaciół, sytuację rodzinną, miasteczko. Wszystko wydaje się spokojne i niemal idealne. Wtedy jednak córka jego najlepszego przyjaciela oskarża

KULTURA

go o molestowanie. I nagle trzask, wszy-stko się wali. Z ludzi wychodzą ich najgo-rsze emocje i zachowania. Nikt nie zasta-nawia się, czy to, co powiedziała dziewczy-nka jest prawdą, czy nie. Człowiek przez jedno oskarżenie staje się wyrzutkiem, kimś, dla kogo nie ma litości. Reżyser pokazuje sprzeczny ze stereotypami obraz Duńczyków jako nietolerancyjnych i zam-kniętych. Jednocześnie nie daje nam powo-du by nie ufać głównemu bohaterowi. Pra-wda jednak nie okazuje się w tym filmie najważniejsza. Vinterberg analizuje samo zjawisko i zachowania ludzi, wnioski pozo-stawiając widzom. "Z ludzi wychodzą ich najgorsze emocje i zachowania." Marzec okazał się całkiem ciekawy filmo-wo, właściwie każdy znajdzie coś dla sie-bie. Zarówno ci, którzy chcą czegoś głębo-kiego i filozoficznego jak i ci, którzy chcą po prostu zrelaksować się przy ciekawej produkcji. Pozostaje mieć nadzieję, że kwiecień okaże się jeszcze lepszy. Justyna Książek

SUBIEKTYWNIE SUBIEKTYWNIE INFO: Muzyka z cyklu 'Subiektywnie' będzie sukcesywnie prezentowana w każdą sobotę w audycji Muzyka & Słowa o godzinie 20:00 w Programie III Radia Aspekt (www.radioaspekt.de).

Bon Jovi - What About Now Po słabej płycie Depechów trzeba sobie poprawić humor czymś ciekawym i wartym uwagi. Z pewnością do takich wydawnictw należy nowy studyjny album zespołu z New Jersey - Bon Jovi. Swoją karierę rozpoczęli równo 30 lat temu, dawno wpisując się do kanonu muzyki rockowej. Największą sławę zdobyli najpierw płytą następnie w 2000 roku podbić największe sale koncertowe na świecie albumem „Crush”. Nowy krążek - „What About Now” - to całkiem dobre wydawnictwo, promo-wane singlem „Because We Can”, który słucha się z przyjemnością. Zespół w tym roku pojawi się na koncercie w Gdańsku. 4/5 Depeche Mode - Delta Machine Stało się - nowy album zespołu Depeche Mode został oficjalnie zaprezentowany. Szkoda tylko, że po takich hucznych zapowiedziach pozostaje jęk zawodu. Oprócz singla, który zapowiadał krążek, reszta utworów jest słaba. Już teraz mogę powiedzieć, że album ten nie zapisze się na stałe w twórczości, powielając utarte schematy i nudne melodie. Słuchając, chce się wyłączyć odtwarzacz. Kiedy recen-zowałem dla was singiel „Heaven”, byłem pełen optymizmu - widać na próżno. Oby dalsza twórczość okazała się sukcesem, jak przy płytach z 1983 roku - „Construction Time Again” czy z 1990 - „Violator”. 2/5 Michał Fila A TY CO ZROBIŁEŚ DLA POLSKI?
Do dziś 4 580 000 Polaków podpisało się pod obywatelskimi projektami ustaw, które trafiły do sejmowego „kosza” lub sejmowej „zamrażarki”. Celem projektu „Obywatele Decydują” jest ułatwienie Polakom składania obywatelskich proje-któw ustaw. Dołączysz?
SPOŁECZEŃSTWO

Choć tytułowe pytanie powinno brzmieć: ,,A ty co możesz zrobić dla Polski?”, to wię-kszość ludzi zajętych ciągłą gonitwą po-między kupnem odpowiedniego proszku do prania a kolejną zdradą w ,,M jak Miłość” nie potrafi zadać ani jednego. Codziennie słyszę narzekania, że w naszym kraju jest źle, że tego brakuje, a tamtego jest za du-żo. Nikt z narzekających nic nie robi, by zmienić to, co go tak martwi. I to, że rząd niezbyt przejmuje się głosem narodu, a kraj pogrążony jest w demokratycznym kryzysie (a może rząd nie słyszy głosu Polaków, bo Polacy milczą?). Takiemu stwierdzeniu przeczą jednak liczne Obywatelskie Inicjatywy Ustawodawcze, dzięki którym Polacy biorą udział w polskim życiu polityczno - społecznym. Łodzianie Decydują! Aby wspierać polskich obywateli w ich walce, o zmianę w Instytucie Spraw Obywatelskich ,,INSPRO” narodził się Projekt „Obywatele Decydują”. Jest to pokłosie inicjatywy „Łodzianie Decydują” powstałej w 2009 roku, dotyczącej Obywa-telskiej Inicjatywy Uchwałodawczej. Wte-dy celem przedsięwzięcia było zwiększenie wpływu mieszkańców Łodzi na decyzje po-dejmowane przez władze miasta. Sprawa Projektu do dziś nie znalazła rozwiązania. Dzięki zaangażowaniu ludności w 2011 ro-ku w instytucie powstała koncepcja „Oby-watele Decydują”, problemem było jednak uzyskanie sponsora dla projektu. Instytut złożył wniosek w tej sprawie do Funduszu dla Organizacji Pozarządowych Grantu Blokowego Szwajcarsko Polskiego Progra-mu Współpracy. Dzięki pozyskanemu dofi-nansowaniu zostały rozpoczęte prace nad projektem. Głównym celem jest wprowa-dzenie ułatwień dotyczących składania obywatelskich projektów ustaw: wydłu-żenie czasu zbierania podpisów, możli-wość przerwania go na jakiś czas w przy-padku choroby lub innej niezdolności do

SPOŁECZEŃSTWO

pracy jednego z członków komitetu, wię-kszy dostęp do propagowania takich inicja-tyw w internecie i mediach. "Codziennie słyszę narzekania, że w naszym kraju jest źle, że tego brakuje, a tamtego jest za dużo. Nikt z narze-kających nic nie robi, by zmienić to, co go tak martwi." Kłody pod nogi Obecnie by wnieść projekt ustawy do sejmu, trzeba założyć Komitet Inicjatywy Ustawodawczej złożony z 15 obywateli mających czynne prawo wyborcze. 1000 podpisów, by móc go zarejestrować. 100 tysięcy podpisów poparcia inicjatywy w trzy miesiące, by Sejm ją rozpatrzył. Mało kto ma tyle pieniędzy i czasu, by poświęcić je na rzecz zbierania popisów. "Jeśli coś ci się nie podoba – zmień to!" Służba czy rządy? Zasiadający w parlamencie posłowie i se-natorowie wszystkich partii co chwilę przy-pominają o zbyt małym zaangażowaniu obywateli w życie publiczne. Jednocześnie zaraz po wyborach zamiast pełnić służbę, parlamentarzyści sprawują rządy nad lu-dźmi, których słuchają tylko podczas kampanii wyborczej. Demokracja polega na możliwości wypowiadania się zarówno w parlamencie, jak i poza nim. Według Art. 4 ust. 1 Konstytucji RP „Władza zwierzch-nia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu”. Społeczeństwo powinno mieć na bieżąco realny wpływ na politykę państwa. Inicjatywa Ustawodawcza to narzędzie de-mokracji bezpośredniej, które w wielu krajach jest traktowane dużo poważniej niż u nas. W Szwajcarii ludzie mają realny wpływ na politykę, posłowie nie mogą tak po prostu wyrzucić do kosza projektu, pod którym podpisała się wymagana ilość obywateli. "Aby wspierać polskich obywateli w ich walce, o zmianę w Instytucie Spraw Obywatelskich ,,INSPRO” narodził się Projekt „Obywatele Decydują”." A co mnie to obchodzi? Czy nie chciałbyś kilkoma kliknięciami podpisać się w internecie pod projektem, który jest ważny dla ciebie? Dotychczaso-we przedsięwzięcia dotyczyły m.in. przy-wrócenia dnia wolnego od pracy w Święto Trzech Króli, nowelizacji ustawy o ochronie

SPOŁECZEŃSTWO

przyrody, ustawie o świadomym rodziciel-stwie, ustawy o ograniczeniu korzystania z bezpłatnych jednorazowych torbek folio-wych, zmiany ustawy o podatku docho-dowym od osóbod osób fizycznych i wielu innych ważnych dla każdego spraw. Możesz coś zrobić! Jeśli coś ci się nie podoba – zmień to! Weź sprawy w swoje ręce. Nie bądź igno-rantem, nie udawaj, że nie widzisz, zamiast narzekać – działaj. Pokaż, że władza zwierzchnia rzeczywiście należy do narodu. Możesz zacząć od odwiedzenia strony www.obywateledecyduja.pl i złożyć elektroniczny podpis, nawet podczas oglądania programu Małgorzaty Rozenek. To nic nie kosztuje, a naprawdę może pomóc NAM wszystkim – Polakom. Zrób coś! Podpisz petycję, roześlij link. Powiedz babci, wujkowi, sąsiadowi z góry i z dołu. Ty też możesz mieć wpływ na to, co się dzieje w tym kraju. Podpisz, to tylko dwie minuty twojego życia! Agnieszka Dziąbor Fot. 1: Piotr Waglowski (VaGla) Hity Internetu zaczynają żyć własnym życiem. Codziennie w sieci pojawiają się tysiące parodii i przeróbek popularnych memów. Większość z nich to mniej lub bardziej udane kopie oryginałów. Są jednak i takie, które wyłamują się z tej konwencji i pokazują je od zupełnie innej strony.
INNA STRONA HITÓW INTERNETU
SPOŁECZEŃSTWO

Hasła „Gangnam Style” i „Harlem Shake” kojarzą się głównie z prostą, niezbyt wy-magającą rozrywką. „Ich fenomen polega na tym, iż są tak głupie, że aż śmieszne” – mówi Klaudia, uczennica szkoły muzycznej. Jednak wśród setek bezmyślnych przeró-bek znajdują się i takie, które mają coś do przekazania. „Gangnam Style” w imieniu walki o wolno-ść słowa? Brzmi absurdalnie. A jednak, to właśnie za pomocą tej piosenki Ai Weiwei postanowił zwrócić uwagę na swój prob-lem. Autor tej parodii jest chińskim artystą i dysydentem – czyli osobą, która sprzeci-wia się reżimowi. Jego rodacy dość krótko mogli cieszyć się jego parodią, gdyż po 24 godzinach od jej zamieszczenia była już niedostępna dla chińskich widzów. Inicjatywę Ai Weiweia poparł brytyjski rze-źbiarz, Anish Koopr. Stworzył swoją własną wersję hitu, pt. „Gangnam Style for Free-

SPOŁECZEŃSTWO

dom”. To wideo miało być wyrazem popa-rcia i hołdu dla działalności chińskiego arty-sty oraz wszystkich więźniów sumienia. Na filmiku Koopr tańczy z kajdankami na rę-kach i taśmą na ustach. Wraz z nim, ubrani w maski najbardziej znanych dysydentów, pracownicy muzeów i galerii z całego świa-ta. Na ścianach studia wypisane są imiona działaczy i artystów walczących o swoje prawa. Pomysł Koopra pochwaliły orga-nizacje ochrony praw człowieka: Amnesty International, Liberty, Index on Censorship i Helen Bamber Foundation. Według Kate Allan, dyrektor brytyjskiego oddziału Am-nesty International: „Jest to porywający sposób na to, by wykorzystać zabawę do propagowania poważnego problemu” (źró-dło: tvn24). Biorąc pod uwagę popularność Gangnam Style'u, trudno się z nią nie zgo-dzić. To pierwszy klip w historii, który uzys-kał ponad miliard wyświetleń. Jeżeli popularność oryginału przekłada się choć-by w niewielkim stopniu na sławę jego przeróbek, to czeka je gwarantowany suk-ces. „Ich fenomen polega na tym, iż są tak głupie, że aż śmieszne” Nowa gwiazda Internetu – Harlem Shake. Podobno era Gangnam Style'u już się sko-ńczyła. W lutym narodziła się nowa gwiazda Internetu, Harlem Shake. Wideo w niespodziewanie krótkim czasie opano-wało sieć. Zaraziło sobą wszystkich – ucz- niów, studentów, żołnierzy, a nawet fran-cuski Czerwony Krzyż. Wersja tego osta-tniego różni się od pozostałych. W klipie zamiast szalejącego tłumu pojawia się tyl-ko jedno czarnoskóre dziecko, które w dru-giej części filmiku pada na ziemię. Na ekranie pojawia się tekst: „Co 20 sekund, z powodu braku wody i środków czystości, umiera dziecko”. „To też warte uwagi”- przypomina nam napis na filmiku. Ta wer-sja Harlem Shake'u jest zdecydowanie mniej popularna niż np. wersja norweskiej armii (ponad 70 mln wyświetleń). Jednak ma w sobie coś, co rzadko można zobaczyć w takim wideo – przesłanie. Ta inna forma kampanii społecznej ma szansę trafić do szerszego grona odbiorców. Pytanie tylko, czy to, co zobaczyli w Internecie, wpłynie na ich myślenie i uwrażliwi na problemy społeczne. W Tunezji i Egipcie to wirusowe wideo stało się pretekstem do organizowania protestów politycznych. Wszystko zaczęło się, kiedy 23 lutego uczniowie jednej ze szkół średnich w Tunisie opublikowali swoją wersję Harlem Shake'u. Na klipie część z nich przebrała się za salfitów (członków ruchu religijnego, postulujących w sprawie odrodzenia się islamu). Wideo wzbudziło spore kontrowersje. Minister edukacji - Abdellatif Abid - wszczął śledztwo w sprawie nagrania. Zapo-wiedział, że wyrzuci ze szkoły wszystkich uczniów i pracowników odpowiedzialnych za ten filmik. W odpowiedzi uczniowie zaprotestowali przed szkołą, odmówili

SPOŁECZEŃSTWO

udziału w lekcjach oraz zhakowali stronę ministerstwa. Lawinowo zaczęły powsta-wać filmiki oraz protesty z wykorzystaniem Harlem Shake'u. Jeden z nich odbył się przed budynkiem tunezyjskiego zgroma-dzenia ustawodawczego. Jego uczestnicy tańczyli, trzymając znak: „Gdzie jest nasza konstytucja?”. "W Tunezji i Egipcie to wirusowe wideo stało się pretekstem do organizowania protestów politycznych." W Kairze odbyła się jak na razie naj-większa manifestacja – ok. 400 ludzi tań-czących Harlem Shake protestowało przed siedzibą Bractwa Muzułmańskiego. Harlem Shake podzielił społeczeństwo. Dla jednych jest to jedynie niewinna zabawa, drudzy twierdzą, że to niemoralne. Uczestnicy i obrońcy tanecznych protestów uważają, że Abid, zamiast rozpoczynać śle-dztwo w sprawie nagrania, powinien zająć się sprawą w innej szkole, gdzie wywie-szono czarną flagę związaną z Al Kaidą. Sprawę, w której jak na razie, nic nie zro-bił. Agnieszka Kracla Fot. 2 Eva Rinaldi (CC BYSA 2.0) PROGNOZA NA PRZYSZŁOŚĆ: EBOOK CZY KSIĄŻKA PAPIEROWA?
W ostatnim tygodniu zastanawialiśmy się, dlaczego Polacy nie czytają książek, w tym wracamy do tematu – w jakiej formie literatura jest dla nich bardziej interesująca? To pytanie może zadawać sobie milion ludzi na całym świecie. Jaka będzie przyszłość papierowego kodeksu? Czy książki internetowe wyprą z rynku wydawniczego formę książki budowaną przez wieki?
SPOŁECZEŃSTWO

Postanowiłam to sprawdzić i przeprowa-dziłam ankietę, w której wzięło udział 150 osób w wieku 15-30 lat. Jej głównym cel-em było poznanie preferencji czytelników książek – czy nadal książka papierowa przoduje w zasobach młodych ludzi, czy też większość z nas zwraca się już ku postępowi technologicznemu i wybiera ebooki? Chęć wypełnienia ankiety zdeklarowało 90% kobiet i 10% mężczyzn, co potwier-dza, iż znacznie więcej z książką do czynienia ma płeć piękna (oraz że chętniej o tym rozmawia). Zarówno panie, jak i pa-nowie najchętniej czytają książki krymi-nalne i obyczajowe. Wysoko uplasowały się również pamiętniki, fantastyka i romans. Ankieterzy nie przepadają natomiast za książkami historycznymi, psychologicznymi, horrorem, erotyką czy poradnikami. Książki czytają najczęściej w domu, w komunikacji miejskiej oraz w trakcie czekania na kolej-ne zajęcia na uczelni. Napawający optymiz-mem jest również fakt, iż sięgają po nie kil-ka razy w tygodniu lub codziennie. Niestety w ankiecie pojawiły się również osoby, któ-re czytają raz w roku czy raz na kilka lat – są one jednak w zdecydowanej mniejszo-ści. "Za książką elektroniczną przemawiały takie cechy jak: niższa cena od książki papierowej, bądź w ogóle jej darmowa dostępność(...)"

SPOŁECZEŃSTWO "Ankieterzy nie przepadają natomiast za książkami historycznymi, psychologicznymi, horrorem, erotyką czy poradnikami."

Co wobec tego z rozgraniczeniem na fanów ebooków i zwolenników tradycyjnej wersji? Zdecydowana większość, bo aż 85% an-kietowanych, choć raz miała do czynienia z książką elektroniczną. 28% korzysta z ebooka w miarę regularnie, większość jednak wciąż deklaruje, że woli książki papierowe. Nadal mało popularne są table-ty i czytniki, prawie 85% czytelników książki elektroniczne czyta na komputerze – logiczne jest więc, że z książki elektro-nicznej większość ankietowanych korzysta w domu. Osoby posiadające tablety czy komputery przenośne robią to także w ko-munikacji miejskiej czy też na uczelni. Chciałam, aby osoby wypowiadające się w ankiecie zawarły w niej własne odczucia dotyczące książek elektronicznych i papie - rowych oraz ich przyszłości. Za książką elektroniczną przemawiały takie cechy jak: niższa cena od książki papierowej, bądź w ogóle jej darmowa dostępność; możl-iwość wgrania do komputera, tabletu czy czytnika dużej ilości książek i tym samym brak obciążenia towarzyszącemu przyno-szeniu ze sobą grubych ksiąg; szybki dostęp do każdej z książek, nieniszcze - nie się lektury; elektroniczna książka to ekologiczne rozwiązanie oraz oszczędność miejsca. Jako zalety formy papierowej wymieniano z kolei: niepowtarzalny klimat towarzyszący czytaniu książki w formie papierowej, możliwość przewracania kart i zapach książki. Ponadto taka wersja nie wpływa na męczliwość wzroku; poza tym – książka jest materialna. Można jej dotknąć, poczuć wgłębienia lub wypukłości

SPOŁECZEŃSTWO

w okładce, przekartkować. Wiele osób wspominało o tzw. kulturze książki i o wy-chowaniu w poszanowaniu tej formy do czytania. Prawdą jest, że ludzie w wieku 15-30 lat nadal są zwolennikami książki papierowej, bowiem tego nauczyli ich ro-dzice. "Jako zalety formy papierowej wymieniano z kolei: niepowtarzalny klimat towarzyszący czytaniu książki w formie papierowej, możliwość przewracania kart i zapach książki." Z ankiety wypływa ważny wniosek: ludzie wolą „czuć” książkę, widzieć, ile zostało im do przeczytania, dużą radość daje też szer- oka gama ciekawych okładek, które jako pierwsze przyciągają wzrok do danej po-zycji. Forma elektroniczna w większości ko-jarzy się z brakiem takiej możliwości prze-życia czytania. "(...)znacznie więcej z książką do czynienia ma płeć piękna(...)" Jak według ankieterów wyglądać będzie przyszłość książek? Zdania na ten temat są podzielone: albo nowoczesne technologie wyprą książkę papierową, albo obydwie wersje będą współistnieć obok siebie jak jest obecnie. Ludzie wychowani od najmłodszych lat w poszanowaniu i uwiel-bieniu dla książki papierowej nadal pozostaną wierni tej formie. Najmłodsi, którzy dopiero wchodzą w wiek czytelniczy, początkowo rzeczywiście mogą mieć większy kontakt z materialną formą książki, natomiast w wieku nastoletnim istnieje możliwość, iż przerzucą się na popularne wśród nastolatków nowinki technologiczne. "Książki czytają najczęściej w domu, w komunikacji miejskiej oraz w trakcie czekania na kolejne zajęcia na uczelni." Patrząc na statystyki przeprowadzonej an-kiety, można mieć nadzieję, że papierowa wersja książek nadal będzie posiadała swoich zwolenników. Poza tym co stałoby się z wydawnictwami i księgarniami, nie mówiąc już o bibliotekach? W końcu i tak ponad 56% Polaków nie czyta książek. Wydaje się więc, że obydwie formy – papierowa oraz elektroniczna mogą być nadzieją i alternatywami, dzięki którym każdy wybierze sobie coś, co przypadnie mu do gustu. Sylwia Bałuk Fot. 1: goXunuReviews (CC BY 2.0) Sprzedaż prasy, filmów i gier komputerowych staje się dla Empiku nieopłacalna. Opłaca się mu natomiast handlować artykułami kuchennymi i wyposażeniem wnętrz. Czy to koniec papierowej książki u jednego z jej największych dystrybutorów w kraju?
EMPIK BEZ KSIĄŻEK?
SPOŁECZEŃSTWO

Według raportu finansowego przedstawio-nego pod koniec lutego br. przez grupę EM&F, firmę matkę Empików, można przeczytać o planach zastąpienia „nisko marżowych kategorii o malejącej sprzeda-ży (prasa, muzyka, filmy, multimedia), aso-rtymentem niewydawniczym (artykuły po-darunkowe, papiernicze, wyposażenia wnętrz, akcesoria kuchenne, przybory szkolne, gadżety, itp.)”. Powodem decyzji jest zmniejszenie się sprzedaży multimediów, książek i muzyki o 14%. Za to sprzedaż przedmiotów nie-związanych z „pełną kulturą” wzrasta. Nie tylko Empik zauważył spadające zain-teresowanie zakupem tradycyjnej książki. Również w dziale sprzedaży książki elektro-nicznej internetowego sklepu Amazon zale-dwie po 4 latach od otwarcia w 2007 roku ebooki pokonały papier. „Empik? Książki? Koniec? Nie! Gdzie ja będę czytać wszy-stkie gazety?” – panikuje Daria, studentka

SPOŁECZEŃSTWO

II roku stosunków międzynarodowych na UW – „Nie mogą mi tego zrobić. W Sta-nach Zjednoczonych ebooki są o niebo popularniejsze niż w Polsce. Empik się chyba na Stany zapatrzył…” Tradycjonaliści nie mają jednak co się martwić: Serwis GryOnline.pl cytuje Kata-rzynę Perzak, Director of Investor Rela-tions z Grupy EM&F, która uspokaja: „Info-rmuję, że kategorie: prasa, muzyka, filmy, multimedia, gry nie znikną z Empiku. Jed-nak na tle innych kategorii z oferty są one w trendzie spadkowym, głównie w związku z postępującą digitalizacją treści i przeno-szeniem sprzedaży do Internetu”. "(...)można przeczytać o planach zastąpienia „nisko marżowych kategorii o malejącej sprzedaży (prasa, muzyka, filmy, multimedia), asortymentem niewydawniczym(...)"." Ale nie wszyscy, tak jak Daria, krytykują decyzję Empiku. „Bardzo dobrze, że rea-gują na potrzeby rynku. Po co mi pudełko z filmem, które zajmuje miejsce i doda-tkowo kosztuje? Muzykę kupuję na Itunes albo ściągam. Gry to raczej u znajomego geeka. Pomysł z wyposażeniem domu śre- dnio mi się podoba, bo Empik to jednak Pełna Kultura, a nie Pełny Parapet. Zresztą ja nie kupuję bibelotów, bo nie mam na nie miejsca. Ale dziewczyny to lubią.” – śmieje się Marcin, gimnazjalista z Warszawy. "Empik to jednak Pełna Kultura, a nie Pełny Parapet." Nowości często budzą kontrowersje. Można dyskutować, czy lepszy jest ebook czy papier. Nie da się zaprzeczyć, że i sprze-daż, i życie kwitnie właśnie w Internecie. Tylko że tam jest Allegro, Merlin, Ebay i li-czne księgarnie internetowe i to z o wiele tańszymi książkami używanymi i elektro-nicznymi. Dlatego warto zastanowić się, czy rebranding zapewni Empikowi dalszą dominację na rynku. Dotąd to właśnie konkretne towary na półkach sprawiały, że sklep był czymś więcej niż zwykłym kio-skiem. Ola Bartosik Fot. 1: sleepyneko (CC BYSA 2.0) NOWY WYMIAR RZECZYWISTOŚCI
Wyobraź sobie, że masz okulary, za pomocą których możesz robić zdjęcia, filmo-wać, wyszukiwać informację, wysyłać wiadomości i rozmawiać z innymi. Co więcej, ich wygląd nie przykuwa jakoś specjalnie uwagi. Brzmi jak gadżet z fil-mów o Bondzie? Na początku 2014 roku takie okulary wejdą do sprzedaży.
NAUKA

Glass to najnowsze „dziecko” firmy Google. Okulary mają sprawić, że wyostrzą nam się zmysły wzroku i słuchu, co sprawi, że bę-dziemy silniej odbierać rzeczywistość. Po-dróżowanie może się nagle okazać dużo łatwiejsze, ponieważ wśród wielu funkcji okulary mają m.in. dawać wskazówki na-wigacyjne. Nie trzeba będzie również mieć aparatu czy kamery, zrobienie zdjęcia lub filmu nie będzie problemem. Co cieka-we, Glass mają mieć bezpośrednie połącze-nie z serwerami Google, dzięki czemu wszystkie zebrane dane będą zapisywać się bezpośrednio w Internecie. Nie będzie więc możliwości zgubienia czy uszkodzenia karty pamięci. Połączenie z siecią da rów-nież możliwość wysyłania wiadomości gło-sowych, przeprowadzania rozmowy czy przesyłania widzianego w danym mome-ncie obrazu. To stawia nas przed pytaniem, jak bardzo zmieni to nasze postrzeganie? Vlogi (video blogi) już teraz są popularne i chętnie śledzone przez fanów, a przecież te okulary dadzą możliwość łatwego i wy-godnego łączenia się z Internetem i na-grywania. Inną sprawą jest, że będąc na wakacjach, często w najciekawszych mo-mentach nie mamy przy sobie aparatu ani kamery. Glass możemy mieć założone cały czas i bez trudu włączać w odpowiednich momentach. Co więcej, nie trzeba używać do tego rąk, co jest dosyć ważne np. przy uprawianiu sportów. W momencie, gdy Google upubliczniło info-rmację o nowym produkcie, w sieci za-wrzało. Pojawiły się głosy sprzeciwu, zwracające uwagę na to, że gadżet jest ciosem w naszą prywatność. Zaczęły się rozważania, kto kogo będzie śledził i pod-

NAUKA

glądał. Trochę w tym przesady, ponieważ już teraz dostępne są na rynku kamerki wielkości szpilki czy paznokcia i jakoś nikt nic nie mówi. Zrobienie zdjęcia telefonem czy smartfonem tak, by nikt tego nie zau-ważył, też nie jest jakoś wybitnie trudne. A jednak ludzie są przerażeni, że za rok czy dwa na ulicach pojawi się tłum na-grywający i fotografujący wszystko i wszy-stkich. Bar 5 Point w Seattle już teraz (jako pierwsze na świecie miejsce publi-czne) wprowadził zakaz noszenia Google Glass. Właściciele motywują ten krok dba-niem o klientów, którzy mogą sobie nie życzyć, by ich filmowano czy robiono im zdjęcia. Czy to już panika, czy tylko naj-nowszy trend? Możemy tylko przypuszczać. Na pewno nie obejdzie się bez gorących dyskusji: jedni będą zachwyceni możliwo-ściami wynalazku, inni oburzeni. Nie ma co się oszukiwać, każde większe odkrycie wy-wołuje kontrowersje. "Okulary mają sprawić, że wyostrzą nam się zmysły wzroku i słuchu, co sprawi, że będziemy silniej odbierać rzeczywistość." Firma nie ujawniła jeszcze wszystkich informacji o gadżecie, tak naprawdę te wymienione wyżej to dopiero początek. "Glass mają mieć bezpośrednie połączenie z serwerami Google, dzięki czemu wszystkie zebrane dane będą zapisywać się bezpo-średnio w Internecie." Programiści znaleźli już podobno osiemdziesiąt funkcji dla okularów. O tym, co naprawdę potrafią, dowiemy się dopiero w dniu premiery. Warto jednak przypo-mnieć sobie aplikację Google Now, która sama wyświetla potrzebne informacje bez ich wyszukiwania. Kiedy przechodzimy koło przystanku autobusowego, narzędzie wy-świetla nam rozkład jazdy. Mijamy chińską restaurację, o której kilka dni wcześniej szukaliśmy informacji? Google Now infor-muje nas o tym fakcie. Wszystko to już od jakiegoś czasu jest dostępne na smart-fonach. A teraz wyobraźcie sobie, że nie musicie sięgać do kieszeni, bo przydatne informacje same pojawiają się przed waszymi oczami. Przypuszczam, że to może być fascynujące. Pozostaje nam tylko czekać na premierę. Justyna Książek
LAMBORGHINI VENENO
SPORT

Pisząc poprzedni artykuł o Lamborghini Aventadorze (opublikowany w 111 nume-rze Outro), zastanawiałem się, co marka przygotuje na swoje pięćdziesięciolecie, które wypada właśnie w tym roku. Według danych wikipedycznych, Automobili Lambo-rghini założono 30 października 1963 ro-ku. Uzbroiłem się w cierpliwość i posta-nowiłem poczekać jeszcze pół roku do pre-miery, której się spodziewałem. Mile więc zaskoczyły mnie doniesienia z Genewy, gdzie firma z Sant’Agata Bolognese zapre-zentowała swój urodzinowy samochód. Jednak powodem mojego zaskoczenia nie była tylko data premiery. Dotychczas jubi-leuszowe modele Lambo były zmodyfiko-wanymi wersjami seryjnych aut. Countach na dwudziestą piątą i Murcielago na czter-dziestą rocznicę miały swoich odpowie-dników w normalnym świecie. Inaczej przedstawia się sytuacja z modelem przy-gowanym specjalnie na piątą dekadę ist-nienia marki. Nowy bolid z Sant’Agata otrzymał nazwę Veneno, czyli po hiszpańsku „trucizna”.

SPORT

Zgodnie z tradycją, wzięła się ona od imienia byka walczącego na korridzie. Idealnie pasuje do nowego modelu - hisz-pański Veneno był jednym z najsilniejszych i najagresywniejszych byków, jakie kiedy-kolwiek walczyły. Zasłynął także jako jeden z najszybszych. Ale najpierw o wyglądzie. Veneno nie przypomina żadnego innego Lamborghini. Jeżeli tak mają wyglądać su-persamochody przyszłości, to na pewno nie będą to elektryczne pojazdy lewitujące nad drogą, których praca silnika nie będzie w ogóle słyszalna. Linia nadwozia nowego Lamborghini jest charakterystyczna dla samochodu tej marki. Jednak w porów-naniu do innych modeli z Sant’Agata, z Veneno emanuje o wiele większa agresja. Wóz zdaje się być zły, nieprzyjazny; sprawia wrażenie podobne do tego wywoływanego przez ujadającego dober-mana: „jeżeli się zbliżysz, przegryzę ci tę-tnicę”. Gdyby Lord Vader jeździł autem, byłoby to czarne Veneno. Tył wygląda jak głowa robota, który w filmie sciencefiction za wszelką cenę próbuje zniszczyć wszy-stko, co żyje. Potężny spoiler wizualnie może kojarzyć się z bolidami LMP 1 z wy-ścigu 24 Le Mans. Jeżeli jednak ktoś się odważy zasiąść we wnętrzu tego Lambo, gdzie podobnie jak na zewnątrz dominuje włókno węglowe, będzie musiał ujarzmić sześcioipółlitrowy silnik V 12. Jednostka napędowa brzmi wspaniale: gdy Veneno wjeżdżało na swoją premierę, na niskich obrotach wydawało dźwięk jak wściekły wieloryb ugodzony harpunem. Moc 750 koni mechanicznych przenosi na wszystkie cztery koła siedmiostopniowa skrzynia bie-gów. Prędkość maksymalna wynosi 355 km/h. Przyśpieszenie od zera do „setki” trwa w tym aucie 2,8 sekundy. Zawie-szenie, tak jak w Aventadorze, wzorowane jest na technologii z wyścigów samo-chodowych. Veneno jest jednak lżejsze – waży tylko 1450 kilogramów. Wszystko to zamknięte w jednym aucie czyni z niego najszybsze Lamborghini w historii. Nie bę-dzie to pospolity widok na ulicy – egzem-plarz z premiery w Genewie nie jest na sprzedaż, a prócz niego do końca tego roku powstaną jeszcze tylko trzy, prędzej więc można spodziewać się zobaczyć Bugatti Veyrona. Cena Veneno przekracza standardy nawet w swojej kategorii, ponieważ wyceniono je na ponad trzy miliony euro. Dla porównania: wspomniany wyżej Veyron kosztuje „tylko” dwa miliony. "Veneno nie przypomina żadnego innego Lamborghini" Oprócz Lamborghini, swoje dzieła zapre-zentowały światu także McLaren i Ferrari. Brytyjski P1 jest następcą modelu z lat 90. – F1. W przeciwieństwie do niego, znajdują się w nim tylko dwa miejsca, ogólnie wy-glądem przypomina seryjnego MP4-12C. Napędza go ośmiocylindrowa jednostka V o pojemności 3,8 litra. Oprócz tego, zamontowano w nim elektryczny napęd KERS, znany z wyścigów Formuły 1. Sumaryczna moc obu silników wynosi 903

SPORT

KM, a prędkość maksymalna z 384 km/h została ograniczona do 350. Samochód ze stajni Ferrari nosi dość specyficzną nazwę: La Ferrari. Podobnie jak w przypadku McLarena, wóz z Maranello też powstał na miejsce innego - legendarnego Enzo z 2002 roku. Również tak jak w brytyjskim bolidzie zastosowano w nim dwa silniki: benzynowy o mocy 800 KM i stu sześććć-dziesięciokonne KERS. Także prędkość ma-ksymalna jest podobna, wynosi 350 km/h. Dosyć sceptycznie podchodzę do stoso-wania elektrycznych silników w super-samochodach. Obawiam się, że sporty motorowe stracą swój charakter i za dwa-dzieścia lat na torach wyścigowych będzie można usłyszeć jedynie cichy szum ekowyścigówek. Może trochę przesadzam, bo gdy spojrzeć na to z innej strony, to McLaren i Ferrari po prostu stosują w au-tach drogowych rozwiązania z Formuły 1, w której są jednymi z najlepszych zes-połów. Jeżeli nawet to kogoś nie przeko-nuje do elektrycznych napędów w super-samochodach, to zawsze pozostaje Lambo-rghini, wierne swoim rasowym zasadom. Jan Mazurkiewicz Fot. 1: Norbert Aepli (CC BYSA 3.0) Fot. 2:Clément BuccoLechat(CC BYSA 3.0)

OKIEM WIDGETA



ŁÓDZKIE DNI KARIERY - FOTORELACJA ŁÓDZKIE DNI KARIERY - FOTORELACJA TAK BYŁO NA DNIACH KARIERY W ŁODZI, 13 MARCA NA WYDZIALE ZARZĄDZANIA UNIWERSYTETU ŁODZKIEGO...



WARSZAWSKIE DNI KARIERY - FOTORELACJA A TAK NA WARSZAWSKICH DNIACH KARIERY, 14 MARCA W PAŁACU KULTURY I NAUKI