Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

wokół kultury strona 6 finał 18. edycji forum pismaków strona 7 gdy rozum śni, budzą się demony strona 13 człowiek w górach strona 16 subiektywnie strona 19 co im zrobiłaś, Maggie? strona 20 era scripted docu strona 27 modernizm - muzyka indywidualności strona 31 trzy razy Fredro strona 36 prognoza na ligę mistrzów strona 37 TO BYŁ TYDZIEŃ

Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl, rekrutacja(@)outro.pl ISSN: 2299 - 5242 Redaktor naczelny: Paulina Zguda Zastępca: Marek Suska Sekretarz redakcji: Magdalena Wąwoźna Koordynator: Monika Toppich Redaktor prowadzący: Jakub Dudek Korekta wydania: A. Andrzejak, K. Morawiec Fotoedycja wydania: Sabina Szweda Projekt okładki: Patryk Skoczylas Szefowie działów: Justyna Książek (kultura), Karolina Przybylska (społeczeństwo), Aleksandra Bartosik (społeczeństwo), Maciej Dziubiński (sport), Nina Bezpałko (korekta), Roksana Grzmil (foto), Patryk Skoczylas (graficy). Korekta: Agata Andrzejak, Nina Bezpałko, Justyna Dubaj, Agnieszka Dydacka, Dominika Głowacka, Maria Gołaszewska, Kinga Gintowt, Agata Hajduk, Patryk Łowicki, Kamil Morawiec, Adrianna Szczodrowska, Monika Węgrzyn, Wojciech Żywolt Graficy: Adam Białek, Patryk Skoczylas, Jarosław Stępień Zdjęcia na okładce: Global X (CC BY 2.0) i wikimedia commons (CC NY 3.0)

To był bardzo zaskakujący tydzień. Chyba wszystkich zaskoczyła wieść o śmierci Żelaznej Damy (czy darzy się ją sympatią, czy nie). Pewne osoby po prostu tkwią w masowej świadomości, przez co zdają się być w pewien sposób… wieczne. Dlatego zachęcamy do przeczytania sylwetki Margaret Thatcher, bo część z nas coś tam kojarzy, gdzieś były strajki, komuś się nie podobało, z kolei ktoś do dziś chwali – warto wiedzieć, jak wyglądała Wielka Brytania w czasach premier i jak mogłaby wyglądać dziś, gdyby jej wtedy zabrakło. Jednak nie samymi światowymi wyda-rzeniami człowiek żyje! W ubiegłym tygodniu Forum Pismaków obchodziło swoją osiemnastą edycję. Tym razem świętowaliśmy w Gdyni, gdzie mimo niesprzyjającej aury zdołaliśmy wykrzesać z siebie maksimum entuzjazmu i wspierać młodych dziennikarzy na każdym kroku. Nie zwalniamy tempa, bo już przy lekturze tego numeru, zaprosić Was do przeczytania następnego. Do zobaczenia! Paulina







Nie jest łatwo stać się pełnoletnim. Na początku wydaje się, że ta magiczna data nie niesie za sobą większych zmian, jednak prędko okazuje się, jak bardzo można się mylić. Koniec z całkowitą wolnością, koniec z wymawianiem się niepełnoletnością, wreszcie, widmo zbliżającej się matury, studiów, pracy i innych rzeczy, niekoniecznie tak przyjemnych, jak mogłoby się wydawać. A jak z taką decydującą rocznicą poradziło sobie Forum Pismaków, które właśnie obchodziło swoją 18. edycję?
FINAŁ 18. EDYCJI FORUM PISMAKÓW
FORUM PISMAKÓW

Forum Pismaków to konkurs mediów szkolnych, ale od kilku lat do honoro-wanych kategorii dołączyły również prace indywidualne: recenzja filmu dokumen-talnego, reportaż, wywiad oraz fotografia i remiks multimedialny. Ta edycja jednak już w planach brzmiała wyjątkowo. Wraz z osiągnięciem pełnoletniości, Forum poku-siło się o przeprowadzkę! Przez ostatnie 17 lat młodzi dziennikarze spotykali się naj-częściej w Wałbrzychu, trzykrotnie we Wrocławiu oraz raz w Poznaniu. W tym roku po raz pierwszy zawitano nad Bałtyk, do Gdyni. Choć nie poślubiano morza, a i kąpiele morskie również nie kusiły większości uczestników, 11 i 12 kwietnia uczestnicy wykorzystali w całości. Dojazd do Pomor-skiego Parku NaukowoTechnologicznego ze wszystkich stron Polski (licytowano się nawet, kto jechał najdłużej!) mógł być wyczerpujący, jednak nie przeszkodził

FORUM PISMAKÓW

w całkowitym zaangażowaniu się w warsz-taty. Podzielonych na trzy grupy (szkoły podstawowe i gimnazjalne, ponadgimna-zjalne oraz nauczyciele) uczestników w świat mediów wprowadzała Fundacja Nowe Media (Aleksandra Zieleniewska, Robert Bogdański, Małgorzata Wójcik, Mar-cin Grudzień, Monika Toppich, Kamil Wiś-niowski i Michał Horbulewicz). O filmach dokumentalnych mogli porozmawiać z przedstawicielami Against Gravity – dystrybutorami filmów dokumentalnych i organizatorami Planete+ Film Doc Festival (Artur Liebhart, Diana Gaik), o wolnych i otwartych oprogramowaniach z FWIOO (Michał Woźniak, Bartosz Ewertowski), zaś Polis (Zuzanna Piechowicz, Maciej Sopyło) kształciło z zakresu reportażu prasowego i radiowego. Swoją wizję reportażu można było porównać z poglądami i doświad-czeniem Dariusza Rosiaka, a o wywiadzie podyskutować z Ewą Drzyzgą. Niestety, napięty harmonogram utrudniał nawiązanie znajomości, jednak dla chcą-cego nic trudnego, dlatego każdy wolny moment starano się wykorzystać, by poro-zmawiać, podyskutować i poznać się wzajemnie. Chyba wszyscy czuli niedosyt, więc uczestnicy obiecali sobie utrzymanie kontaktu przez Internet, kto wie, może spotkają się także w następnym finale Forum Pismaków? Ola z Rzeszowa opowiada o swoich wra-żeniach: „Tegoroczna edycja MAM Forum Pismaków była dla mnie pierwszym tego rodzaju doświadczeniem. Nigdy wcześniej nie uczestniczyłam w warsztatach dzien-nikarskich, a teraz z pewnością mogę stwierdzić, że było warto. Wywiad, który pozwolił mi znaleźć się w Gdyni, został wysłany dosłownie w ostatniej chwili. Z perspektywy czasu naprawdę się cieszę, że los się do mnie uśmiechnął. Moja praca została doceniona i znalazłam się w po-ciągu jadącym na drugi koniec Polski, by spróbować czegoś nowego. Poznałam mnóstwo ciekawych ludzi o podobnych zainteresowaniach, dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy i uwierzyłam, że moje marzenia związane z dziennikarstwem niekoniecznie muszą skończyć się na snuciu nierealnych planów o reportażach, wywiadach, fascynujących historiach i da-lekich podróżach”. "Niestety, napięty harmonogram utrudniał nawiązanie znajomości, jednak dla chcącego nic trudnego, dlatego każdy wolny moment starano się wykorzystać, by porozmawiać, podyskutować i poznać się wzajemnie."

FORUM PISMAKÓW

Marcin z Radzynia Podlaskiego z chęcią mówi o tegorocznym finale: „Forum Pis-maków zaskoczyło mnie bardzo pozy-tywnie, nie liczyłem, że będzie to taka interesująca i pełna nowych doświadczeń podróż. Na miejscu dało odczuć się profesjonalizm i pozytywną atmosferę, co zachęcało do czynnego uczestnictwa w warsztatach i spotkaniach, które były, według mnie, bardzo ciekawe oraz przeprowadzone na wysokim poziomie. Przyjechałem na 18. MAM Forum Pisma-ków z nastawieniem poznania nowych ludzi, podzieleniem się i skonfrontowaniem metod działania, które prowadzimy poprzez wydawanie gazetek szkolnych czy mło-dzieżowych - wszystko to udało mi się zrealizować, dlatego też jestem zadowol-ony i usatysfakcjonowany. Cieszy również fakt, że jako redakcja „bezMyślnika”, której byłem jednym z przedstawicieli, zajęliśmy 1. miejsce. W perspektywie wysokiego poziomu, którzy reprezentowali uczestnicy, sukces buduje jeszcze bardziej i zachęca do działania! Cieszę się, że finał odbył się w Gdyni, co pozwoliło w wolnej chwili miło spędzić czas nad morzem i odpocząć”. "Na miejscu dało odczuć się profesjonalizm i pozytywną atmosferę, co zachęcało do czynnego uczestnictwa w warsztatach i spotkaniach (...)"

FORUM PISMAKÓFORUM PISMAFORUM PISMAKÓWFORUM PISMAKÓW FINAŁ FORUM PISMAKÓW



FORUM PISMAKÓW

A skoro jesteśmy już przy galach i zwień-czeniach konkursów, warto poświęcić chwilę tym, którzy są siłą napędową Forum, czyli laureatom tej nagrody. W kategorii szkoły podstawowe triumfy święciły „bez Tytułu” (III miejsce), „Ox” (II miejsce) oraz „Kurier Dwójki” (I miejsce). W gimnazjach wyróżniono „Radomską Piątkę” ex aequo „Odbicia PG9” (III miej-sce), „Półserio” (II miejsce) i „Dyzio Gim-nazjalista” (I miejsce). Wśród najstarszych uczestników nagrodzono „Antrakt” (III miejsce), „Propozycje” ex aequo z „Bato-rakiem” (II miejsce) i „bezMyślnika” (I miejsce). Platynowym laureatem został „Modrzewiak”. Najlepszymi wywiadami okazały się prace Dominika Bożka (III miejsce), Jacka Spa-lińskiego (II miejsce) i Aleksandry Perenc (I miejsce). Spośród fotografów doceniono Martynę Rabiej (II miejsce) i Katarzynę Krupę (I miejsce), a za najciekawsze recenzje filmowe nagrodzono Nikolę Wal-czak (III miejsce), Katarzynę Filip (II miej-sce) oraz Paulinę Zgudę (I miejsce). Niezrównanymi w reportażu okazali się Angelika Łęska (III miejsce), Paweł Gałwa (II miejsce) i Jakub Tymiński (I miejsce). Zapraszamy do udziału w kolejnych edycjach! Paulina Zguda Fot.: Patrycja Rawska GDY ROZUM ŚNI, BUDZĄ SIĘ DEMONY
Tytuł wystawy w toruńskim Centrum Sztuki Współczesnej - „Gdy rozum śni/Skarby kolekcji Sandretto Re Rebaudengo” - wyraźnie nawiązuje do groteskowej grafiki Francisca Goi, jednakże wyraz „śpi” został zastą-piony czasownikiem „śni”.
KULTURA

Instalacja natomiast będąca wizytówką kolekcji sugeruje, że na odbiorcę czeka seans pełen cukierowych, iluzorycznych obrazów. Mimo intensywnej reklamy i wiel-kiego rozgłosu w mediach tytułowe skarby kolekcji naprawdę budzą jednak w umy-słach widzów demony. CSW w Toruniu wielokrotnie zaskakiwało swoimi wystawami, wywoływało kontro-wersje, a jednocześnie fascynowało swoją otwartością i dostępnością. Przez ostatnie pięć lat prezentowało w kolejnych proje-ktach wystawienniczych wybrane, wysoko cenione w świecie sztuki kolekcje. Celem każdej prezentacji było nie tylko przed-stawienie dzieł z konkretnych zbiorów, ale także idei i motywacji, jakie kryją się za koniecznością selekcjonowania, groma-dzenia i przechowywania pereł sztuki. Tym razem tematem wystawy stała się sama kolekcja zgromadzona przez Fundację Sandretto Re Rebaudengo, organizację nonprofit założoną w Turynie w 1995 roku, czy raczej, jak głosi tytuł, jej skarby. Głównym celem jest więc przedstawienie potrzeby zbierania i zestawiania ze sobą arcydzieł takich artystów, jak Maurizio Cattelan, Wael Shawky czy Piotr Janas. Nazwiska mogłyby mówić same za siebie, zwłaszcza pierwszego z nich, Włocha znanego ze swych kontrowersyjnych prac. Najprawdopodobniej to właśnie one

KULTURA "Jednak w momencie faktycznego kontaktu ze sztuką, większość z nich dość mocno rozczarowała się – czemu i ja nie mogę się dziwić."

przyciągnęły rzeszę ludzi na wernisaż wystawy, który odbył się 5 kwietnia. Jednak w momencie faktycznego kontaktu ze sztuką, większość z nich dość mocno rozczarowała się – czemu i ja nie mogę się dziwić. W wielkiej sali kolumnowej na pierwszym piętrze toruńskiej galerii sztuki rozlokowane zostały dzieła zupełnie do siebie niepasujące. Pod jedną ze ścian umieszczono ułożoną ze znaczków insta-lację HansaPetera F Feldmana, naprzeciw-ko wyświetlane jest wideo bez głosu (!) Waela Shawky'ego o nazwie „Krucjaty kabaretowe”, a w kącie znalazła się rzeźba Paula McCarthy'ego pod tytułem „Dom umBum”, która, warto dodać, wydaje z sie-bie u utentyczne “bumbum”, gdyż drzwi w czterech ścianach konstrukcji regularnie otwierają się i zamykają z trzaskiem, niosącym się przez wszystkie sale CSW. Wystawa miała dawać widzowi nadzieję, pokazywać mu świat jako miejsce pozytywnych wizji, które tworzy sztuka – tak przynajmniej można wyczytać w pub-likacji towarzyszącej wernisażowi. Jednak-że żadne dzieło, oprócz krótkiego wideo YongBaeka Lee, gdzie przez szesnaście minut jak w kalejdoskopie wirują zdjęcia kolorowych kwiatów, nie zachwyca i nie wzbudza w odbiorcy pozytywnego uczucia. Pojawia się raczej frustracja i pytania: czemu właśnie te dzieła? Dlaczego umiesz-czono je w taki sposób? Jaki jest sens zestawienia ze sobą tych przedmiotów? Odwiedzający wystawę czuje się jak w złym śnie; otacza go hałas trzaskających

KULTURA

nieustannie drzwi, a pod sufitem znajduje się upiorny neon Cattelana - krzyczące czerwienią słowo „BAR”, gdzie A zostało zastąpione pentagramem. Wrażenie kosz-maru wzmaga jeszcze praca Sherrie Le-vine zatytułowana „Maska na ciało”, czyli wyrastający ze ściany odlew kobiecego torsu wraz z monstrualnym, ciążowym brzuchem. Odbiorca wędruje przez zaka-marki CSW i stara się rozwiać swoje wąt-pliwości, skazany jest jednak na porażkę. Wystawa w toruńskim Centrum Sztuki Współczesnej powinna dawać przykład innnym galeriom, jak nie należy organi-zować narracji i jak nie należy pokazywać dzieł. Miała podejmować temat podróży przez śniący umysł, pozostawia natomiast tylko niesmak i rozczarowanie. Mimo wielu starań kuratorki, Dobrili Denegri, która podczas wernisażu w magiczny sposób o-powiadała o wytrwałym kolekcjonowaniu Sandretta Re Rebaudengo, jego poświę-ceniu i oddaniu sztuce, wystawę osta-tecznie polecić można by jedynie fanom wspomnianych artystów oraz miłośnikom tajemniczych, przerażających klimatów. Jednak tych pierwszych prawdopodobnie i tak czeka rozczarowanie, bo nie są to jedne z najlepszych prac tych mistrzów, a wręcz te całkowicie nieznane. Tych dru-gich, lubiących “Twin Peaks” czy “Super-natural”, także nie zachęcam do przyjścia do CSW – lepiej po prostu obejrzeć akwa-forty Goi i w nich poszukać prawdziwych demonów. Anna Fiałkowska Fot. 1,2,3: MjaMes1408 (CC BY 2.0) CZŁOWIEK W GÓRACH
Alpinista, ratownik medyczny i strażakochotnik. Takimi słowami można określić Macieja Stańczaka, wybitnego himalaistę. Jest on czwartym i najmłodszym polskim zdobywcą tytułu „Śnieżna Pantera”.
KULTURA: WYWIAD

Jak zaczęła się pana kariera? Zacząłem wyjeżdżać latem w góry z ro-dziną, potem z drużyną harcerską, a teraz jeżdżę ze znajomymi. Najpierw były to wyjazdy trekkingowe w polskie góry, potem w trudniejszym sezonie zimowym, a po czasie zaczęła się moja przygoda z wysokimi górami. Pierwszy ambitny wyjazd w góry był w roku 1997. W górach wysokich, takich jak Alpy, wspinam się już od dziewięciu lat. A ten pierwszy ambitny wyjazd to była wyprawa… Pierwszy ambitny? Z ojcem na Kozi Wierch w Tatrach (śmiech). A tak naprawdę to w 2007 roku w góry Tien Szan w Kirgis-tanie. Co pana skłoniło do wspinania się po tak wysokich górach? Po pierwsze, to jest moja pasja i staram się tam odpocząć od świata, po drugie wyznaczać sobie kolejne cele podróżnicze. Tak jak ktoś siedzi przed telewizorem, tak ktoś inny spędza czas na łonie natury. Ja właśnie lubię naturę i podróże. "Śnieżna Pantera to tytuł, który nieoficjalnie przyznaje się osobom, które były na pięciu szczytach siedmiotysięczników na terenie byłego Związku Radzieckiego." Natomiast jakie to uczucie być ponad chmurami? Nie potrafię tego opisać, jedyne co mogę poradzić, to żeby samemu wybrać się na przykład w polskie góry. Myślę, że tam uda

KULTURA: WYWIAD

się tego doświadczyć, kiedy będzie się bardzo wysoko. Trudno wyrazić w słowach to, co czuje się tam na górze i najlepiej po prostu się tam znaleźć, więc zachęcam do wypraw w góry. Podczas wspinania musi być panu zimno… Jest mi zimno, tak jak każdemu, ale można się do tego przyzwyczaić i odpowiednio przygotować, więc nie jest to nic straszne-go. Może stąd wynika przydomek „Śnie-żna pantera”, który, jak słyszałem, pan nosi. Co on oznacza? "Śnieżna Pantera” to tytuł, który nieofi-cjalnie przyznaje się osobom, które były na pięciu szczytach siedmiotysięczników na terenie byłego Związku Radzieckiego. Są to góry, na które pięćdziesiąt lat temu wspi-nało się wielu wspinaczy ze Wschodu, stąd wziął się ten przydomek. "Trudno wyrazić w słowach to, co czuje się tam na górze i najlepiej po prostu się tam znaleźć (...)" Część z naszych czytelników to nasto-latkowie, więc może cofnijmy się do tego okresu w pana życiu. Co było pana marzeniem w wieku szkolnym? Czy od zawsze były to góry? Miałem wtedy wiele marzeń. Na przykład

KULTURA: WYWIAD

zawsze chciałem przejść na piechotę 100 km w czasie maksymalnie 24 godzin. No i w wieku bodajże siedemnastu lat w końcu się to udało, na rajdzie Setka z HAKIEM, który odbywa się do teraz i w którym nadal czasami startuję. Tak więc nie były to zazwyczaj góry, ale zawsze jakaś aktyw-ność fizyczna. Po zainteresowaniach sądzę, że to pewnie geografia była pana ulubio-nym przedmiotem. To prawda, ale obok niej była jeszcze historia. A jakie były wtedy pana zaintereso-wania? Byłem wtedy czynnym harcerzem, więc interesowałem się podróżami, biwakowa-niem i obozowaniem w trudnych warun-kach, także sprzętem turystycznym. Ostatnie pytanie, jaką planuje pan następną wyprawę? W tym roku dużo czasu chcę spędzić w polskich górach, takich jak Beskidy czy Sudety. Rozmawiał: Jakub Dudek Fot. 1: Tony Fischer Photography (CC BY 2.0) Fot. 2: familymwr (CC BY 2.0)

KULTURA SUBIEKTYWNIE

Joe Satriani - A Door Into Summer Premiera czternastego albumu Joe Satrianiego odbędzie się 7 maja br. Kilka dni temu w sieci pojawiło się nagranie, które promuje to nowe wydawnictwo. Sam utwór to kwintesencja samego Satraniego, jak zawsze świetna gitara, jak zawsze świetnie wykonanie. Ta kompozycja nie ma złych momentów. Moje słowa będzie można potwierdzić już w lipcu, w ramach jego światowej trasy koncertowej - „World Tour 2013”. Wydarzenie będzie miało miejsce w Warszawie w klubie Stodoła 7 lipca. 5/5 Lebowski - Cinematic Krążek ma już trzy lata, a cały czas jest aktualny. Płyta została poświęcona pięciu Polakom: Tadeuszowi Łomnickiemu, Wojciechowi Jerzemu Hassowi, Zbignie-wowi Cybulskiemu, Zdzisławowi Maklakie-wiczowi i Leonowi Niemczykowi. To osoby zasłużone dla polskiego kina, a płyta „Cinematic”, jak ją określają twórcy - jest filmem oraz spójną całością. Pomysł na krążek zrodził się już w 2005 roku, w zamierzeniu miał być prosty i pozba-wiony ozdobników. Jednak, kiedy projekt Lebowski zagłębiał się w możliwości sprzętowe, bardziej rozbudowywał całość. Tak więc dostajemy płytę bardzo złożoną i multiinstrumentalną. 4/5 Michał Fila CO IM ZROBIŁAŚ, MAGGIE?
Uwielbienie i nienawiść nie towarzyszyły w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat żadnemu politykowi tak bardzo, jak Margaret Thatcher.
SPOŁECZEŃSTWO SPOŁECZEŃSTWO

Po jej śmierci hołdy i peany mieszają się z organizowaniem imprez ulicznych. Na jedno z czołowych miejsc listy przebojów BBC wskoczyła piosenka „Ding, dong, przeklęta wiedźma nie żyje”. Co takiego zrobiła światu córka właściciela małego sklepiku spożywczego z Grantham, małej mieściny gdzieś we wschodniej Anglii? Thatcher była najbardziej cenionym i naj-bardziej znienawidzonym jednocześnie premierem Wielkiej Brytanii: „Jedni czcili ją jako zbawcę, inni nienawidzili jako niszczycielkę”. Obecny premier David Cameron, tak jak ona wywodzący się z Par-tii Konserwatywnej, powiedział „Straciliśmy wielką przywódczynię, wielką premier i wielką Brytyjkę”. Wraz z nim składa jej hołd wielu Anglików, Amerykanów i Euro-pejczyków, którzy uważają, że miała pozytywny wpływ na ich świat. Inaczej widzą to ci, którzy stali po drugiej stronie barykady. Wrogi Thatcher burmistrz Londynu w czasach jej rządów, Ken Livingstone, stwierdził: „Ona stworzyła dzisiejszy kryzys (…) W rzeczywistości

SPOŁECZEŃSTWO

Legendarny stał się roczny protest górników kopalni węgla, który „Żelazna Dama” przetrwała, a następnie zamknęła nierentowne kopalnie i sprywatyzowała resztę z nich. Pokazała także, że potrafi bronić swojego kraju. Gdy w 1982 roku argentyńska junta zajęła należące do Zjednoczonego Królestwa Falklandy (położone u wybrzeży Ameryki Południo-wej), mało kto wierzył w możliwość ich odzyskania. Thatcher zdecydowała jednak, że będzie walczyła o brytyjską ziemię. Szybko zorganizowano flotę i wyspy odbito z rąk agresorów, co przy okazji przyczyniło się do upadku tamtejszej dyktatury. Nazwać jej działania w sprawach gospodarczych kompletną zmianą podej-ścia i patrzenia na role państwa i jed-nostki, to za mało. Dla Brytyjczyków to był szok. Opozycja ostro krytykowała, a media tylko czekały na odejście Thatcher od wła-snego programu, ale ona tylko odpowie-działa: „Dama nie jest od zawracania”. "Pokazała także, że potrafi bronić swojego kraju." Korzyści przyszły kilka lat później. Sprywatyzowane przedsiębiorstwa odżyły, wzrost gospodarczy przyspieszył do 5% rocznie, wydatki państwa w stosunku do wypracowywanego PKB spadły o prawie 10%. Jednak najważniejsza przemiana zaszła w sferze mentalnej i systemowej: przywrócono znaczenie pojedynczemu człowiekowi. Podstawą dobrobytu kraju każdy poważny problem, z którym musimy

SPOŁECZEŃSTWO

się dzisiaj mierzyć, jest skutkiem tego, że ona totalnie się pomyliła”. Przewodniczący związku górników, którzy najbardziej odczuli rządy Thatcher, zadeklarował: „Przez jej niedźwiedzią przysługę dla kraju, nie uronię [z powodu jej śmierci] żadnej łzy”. Urodziła się 13 października 1925 roku, w rodzinie drobnego przedsiębiorcy. Jej ojciec nie tylko prowadził sklep, ale był także miejskim radnym. Swoje wolno-rynkowe poglądy i zainteresowanie polityką wyniosła więc z domu. "Przez jej niedźwiedzią przysługę dla kraju, nie uronię [z powodu jej śmierci] żadnej łzy." Dostała się na Oksford i z drugim wynikiem na roku ukończyła studia chemiczne. Jednak kariera polityczna uwiodła ją bardziej niż opracowywanie metod konserwacji żywności. Po wielu nieudanych wyborach, w końcu, w 1959 roku dostała się do parlamentu i jej kariera polityczna przyspieszyła. Szybko uzyskała miejsce w przed-niej ławie poselskiej (co jest oznaką wysokiej pozycji w partii), a w 1970 roku została ministrem edukacji. W 1974 roku konserwatyści przegrali jednak wybory parlamentarne i stracili władzę. Maggie chciała wystartować w wyborach na nowego przewodniczącego, żeby pobudzić swoją partię, ale nie oczekiwała sukcesu. "W 1979 roku wygrała wybory i została pierw-szą w historii Zjedno-czonego Królestwa ko-bietą na stanowisku premiera." W końcu przewodniczący zwycięskiego stronnictwa zostaje premierem, a jak sama powiedziała „za mojego życia premierem Wielkiej Brytanii nie zostanie kobieta”. W 1975 roku wygrała jednak partyjne wybory i za-częła przewodzić konserwatystom. W 1976 roku wygłosiła antysowiecką mowę, po której moskiewska gazeta „Krasnaja Zwezda” nazwała ją (uważając, że będzie to niepochlebny zwrot) „Żelazną Damą”, co Thatcher przyjęła za swój przydomek. W 1979 roku wygrała wybory i została pierwszą w his-torii Zjednoczonego Królestwa kobietą na stanowisku premiera. Wtedy zaczęło się dziać. Anglia nie tonie już w śmieciach Żeby zrozumieć, co takiego zrobiła „Żelazna Dama”, trzeba cofnąć się w czasie do 1979 roku. Cała Europa Zachodnia pogrążona była w kryzysie: rosnące ceny,

SPOŁECZEŃSTWO "Na arenie międzynarodowej Wielka Brytania zaczęła być nazywana „chorym człowiekiem Europy”."

wysokie bezrobocie i bardzo powolny wzrost gospodarczy. W samej Wielkiej Brytanii podatki były niezmiernie wysokie - najwyższy próg podatku dochodowego wynosił 83% (podatki z innych kategorii wynosiły nawet 98%). Państwo uważało się za lepsze w zarządzaniu od prywatnych przedsiębiorców, m. in. dlatego w rękach rządu, a nie w prywatnych, były firmy telekomunikacyjne, medialne, paliwowe, energetyczne, spółdzielnie mieszkaniowe, linie lotnicze i wiele innych. W Anglii zimę 1978/1979 nazwano „zimą niezadowolenia” - w wyniku konfliktów między związkami zawodowymi a rządem, fala strajków sparaliżowała cały kraj. Brytyjskie miasta tonęły w niewywożonych śmieciach, zamykano stacje benzynowe, karetki nie wyjeżdżały do pacjentów, pojawiały się nawet problemy z chowaniem zmarłych z powo-du strajku grabarzy. Na arenie między-narodowej Wielka Brytania zaczęła być nazywana „chorym człowiekiem Europy”. Wtedy pojawiła się premier Thatcher, która wierzyła w ludzką przedsiębiorczość. Obniżyła podatek dochodowy do 40%, stwierdziła, że prywatni przedsiębiorcy poradzą sobie lepiej z zarządzaniem firmami niż urzędnicy państwowi i zaczęła wyprzedaż udziałów państwa pracownikom tych firm. Domy, które dotąd należały do państwowych spółdzielni mieszkaniowych, zaczęła odsprzedawać ich mieszkańcom. Zniszczyła wszechwładzę związków zawo-dowych, na protesty reagowała twardo, nie była skora do ustępstw. stał się prywatny przedsiębiorca, a nie wszechpotężne

SPOŁECZEŃSTWO

państwo, wtrącające się w każdą dziedzinę i ograniczające ludzką wolność z katas-trofalnymi skutkami. "W 1981 roku francuski prezydent François Mitt-erand chciał te same problemy rozwiązać idealnie odwrotnym postępowaniem." Nawet opozycyjna socjalistyczna Partia Pracy zaakceptowała część jej wolnorynko-wych reform. Środek ciężkości debaty gospodarczej przesunął się zdecydowanie w stronę wolnego rynku. Wzór i złoczyńca w jednym Ciekawostką może być fakt, że w 1981 roku francuski prezydent François Mitte-rand chciał te same problemy rozwiązać idealnie odwrotnym postępowaniem: na-cjonalizacją przemysłu, wyższymi podatka-mi i ostrzejszym regulowaniem gospodarki. Poniósł klęskę. Francuzi po kilku latach zaczęli naśladować Anglików i rozwiązania zastosowane przez Thatcher. Podobne poglądy do brytyjskiej premier miał prezydent Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan, a za przykładem tych dwóch potężnych państw poszła reszta świata. Skąd więc wzięła się nienawiść? Przede wszystkim reformy przez nią wprowadzone były gwałtowne i totalnie przemeblowały brytyjską rzeczywistość, w związku z czym wielu ludzi musiało całkowicie zmienić swój styl życia bądź straciło swoje wpływy. W pierw-szym okresie jej rządów bezrobocie wzrosło, a wzrost gospodarczy jeszcze nie przyspieszył, więc wielu ludzi odczuło ten czas negatywnie. Najbardziej szczerą niechęcią darzyli ją związkowcy i robotnicy, którzy stracili swoją pozycję w państwie. Przed nią bał się ich każdy rząd, po niej już praktycznie żaden. Polepszyła w związku z tym pozycję pracodawcy względem pra-cownika - niektórzy oskarżają ją, że stanęła po stronie silnych i bogatych przeciw biednym, powiększając tym samym nierówności społeczne. Lewicowi działacze zarzucają jej, że promowała chciwość przedsiębiorców i pogoń za zyskiem. Przeciwnicy wywodzą od tego dzisiejszy kryzys - pozwoliła urosnąć i zdo-być wpływy wielkim korporacjom i ban-kom, gdyż rozluźniła kontrolę państwa nad nimi. "Najbardziej szczerą niechęcią darzyli ją związkowcy i robotnicy, którzy stracili swoją pozycję w państwie." Indywidualistyczna filozofia, jaką wprowa-dzała w życie, jest też atakowana za atomizowanie społeczeństwa, rozbijanie tradycyjnych więzi i wprowadzanie rynko-

SPOŁECZEŃSTWO

wych i ekonomicznych reguł gry w wiele dziedzin życia, dotąd nimi nie objętych. Wszystko musi być opłacalne. Osłabiła też samorząd lokalny, który był głównym ośrodkiem opozycji i utrudniał wprowadza-nie reform, więc przeniosła część jego kompetencji do Londynu, centralizując politykę, paradoksalnie sprzeciwiając się swoim poglądom, aby jak najwięcej wolności zwrócić człowiekowi. W środę, 17 kwietnia w londyńskiej katedrze św. Pawła odbędzie się pogrzeb Margaret Thatcher, na którym prawdopo-dobnie zjawią się przedstawiciele wielu państw i inne wybitne osobistości. Można skrajnie różnić się w ocenach jej działań, ale jedna rzecz wydaje mi się odczuwana powszechnie. Obecnie nie ma w Europie polityka, który potrafiłby na nowo zdefiniować jakąś ważną dziedzinę życia publicznego, np. rolę państwa w gos-podarce. W dobie demokracji sondażowej, polityk, który przychodzi z jasnymi poglądami i mimo przeszkód stara się zrealizować swój program, to ewenement. Politycy przystosowują się do świata, a nie go tworzą. Ona robiła wszystko, oprócz przystosowywania się. Jakub Cichuta Fot. 1: rahuldlucca (CC BY 2.0) Fot. 2: R_SH (CC BY 2.0) Fot. 3: roberthuffstutter (CC BY 2.0) Fot. 4: InSapphoWeTrust (CC BYSA 2.0) „Cały miesiąc komentowaliśmy w szkole starania Dariusza o Karolinę. W czasie zajęć ktoś włączył hit «Mięsny jeż» i cała klasa znała słowa” – tak o wpływie popularnych programów takich jak „Trudne sprawy” czy „Pamiętniki z wakacji” mówi jedna z licealistek. Skąd zatem fenomen tych naiwnych produkcji cieszących się ogromną popularnością wśród ludzi w różnym wieku?
ERA SCRIPTED DOCU
SPOŁECZEŃSTWO

Jeśli oglądać, to paradokumenty Statystyczny Polak spędza przed telewizorem do czterech godzin dziennie. Telewizję ogląda się między innymi po to, aby poznać najświeższe wiadomości z kraju i ze świata. Co ciekawe jednak, to nie programy informacyjne cieszą się największą popularnością widzów. Bardzo wysoko plasują się seriale i programy rozrywkowe. Wśród nich tzw. scripted- docu, czyli paradokumenty. Zaczęło się od emitowanego przez Polsat „Dlaczego ja?”, a potem przyszły kolejne produkcje: „Trudne sprawy”, „Pamiętniki z wakacji”, „Ukryta prawda” i ostatnio „Zdrady”. Wszystkie opierają się na podobnym pomyśle: każdy z odcinków opowiada inną historię, która dotyczy problemów życia codziennego. Tak naprawdę każdy z nas mógłby być jej uczestnikiem. Chociaż grający w serialu są amatorami, to według wielu właśnie dzięki temu można

SPOŁECZEŃSTWO

całkowicie wczuć się w sytuację swoich bohaterów. Gra aktorska jest niezwykle ekspresyjna, a o emocje przecież tu chodzi. Narrator wprowadza widza w problematykę i wszystko komentuje na bieżąco. O oglą-dalności decydują zatem fabuła, dobór bohaterów i dramatyzm. Im większy, tym lepiej. Ramówki ułożone są w ten sposób, że emisja paradokumentów następuje w go-dzinach popołudniowych, kiedy większość osób wraca z pracy lub szkoły. "Gra aktorska jest niezwykle ekspresyjna, a o emocje przecież tu chodzi." Zazwyczaj po zakończeniu polsatowskiego paradokumentu rozpoczyna się odcinek „Ukrytej prawdy” na TVNie. Jak podaje portal WirtualneMedia.pl, w okresie od 27 lutego do 26 kwietnia 2012 roku największą popularnością wśród scripted-doków cieszył się „Dlaczego ja?” (2,12 mln widzów), następnie „Ukryta prawda” (2,06 mln) i „Trudne sprawy” (1,58 mln). Najchętniej oglądany odcinek „Dlaczego ja?”, wyemitowany w ostatnich dwóch miesiącach, miał 2,69 mln widzów. Najpo-pularniejszy epizod „Ukrytej prawdy” śledziło 2,58 mln osób, a „Trudnych spraw” – 1,93 mln. Według portalu seriale parado-kumentalne są chętniej oglądane przez kobiety. Programy Polsatu, oprócz widowni w śred-nim i starszym wieku, przyciągają również nastolatków. Z kolei format TVNu ma więcej widzów ze średnich i dużych miast. Lubimy emocje Oliwia, uczennica liceum, przyznaje, że gdy wraca ze szkoły do domu, często zastaje swoich rodziców oglądających telewizję. "Oglądanie ich nie nastraja optymistycznie, obraz rodziny nigdy nie prezentuje się w nich dobrze." Zazwyczaj oglądają oni któryś ze wspomnianych wcześniej programów. Czasami sama zerka na ekran, jednak podchodzi do nich raczej sceptycznie. Oglądanie ich nie nastraja optymistycznie, obraz rodziny nigdy nie prezentuje się w nich dobrze. Dlaczego zatem rodzice dziewczyny tak chętnie je oglądają? Jej ojciec uważa, że zwracają uwagę na problemy z życia ludzi i niejednokrotnie podsuwają dobre rozwiązania. Poza tym łatwo je zrozumieć i bardzo wciągają. Stanisław, ojciec 19-letniej Klaudii, także wybiera relaks przed ekranem telewizora. Córka zwraca uwagę, że gdy ogląda on

SPOŁECZEŃSTWO "Choć programy te oglądają zwykle osoby starsze, głównie rodzice, młodzi także chętnie je komentują."

tego typu programy, skupia się niemal tylko na nich i nie słucha, co się do niego mówi. Nie ukrywa jednak, że często oglądają razem „Pamiętniki z wakacji”. „Zaczęło się od odcinka z „mięsnym jeżem”. To było naprawdę śmieszne. Z jed-nej strony bardzo głupie, z drugiej jednak wywołało prawdziwą wesołość, a chyba o to chodziło. Śmialiśmy się z tatą całą godzinę, a w szkole już od wejścia słysza-łam, jak jakiś chłopak śpiewa przerobioną piosenkę z tego odcinka”. Portal internetowy Komediowo.pl tak podsumowuje popularność „Pamiętników z wakacji”: „Dokumentalna opera mydlana «Pamiętniki z wakacji» słynie z dramatycz-nych zwrotów akcji, błyskotliwych dialogów oraz brawurowej gry aktorskiej. Każda przedstawiona historia chwyta za serce, wywołując w nas szczere wzruszenie lub (może częściej) klasycznego face palma i dziki rechot”. Na wysoką oglądalność tego typu progra-mów wpływa z pewnością fabuła i dobór bohaterów, którzy zazwyczaj głęboko zapadają w pamięć i są charakterystyczni. Dialogi zadziwiają prostotą i docierają do widza. Choć programy te oglądają zwykle osoby starsze, głównie rodzice, młodzi także chętnie je komentują. Zazwyczaj jednak odbierają je z przymrużeniem oka, tworząc później internetowe memy lub remiksy. Raczej nie wyciągają z nich jakichś wniosków czy rad, bo z większością poruszanych w nich problemów się nie zetknęli. Marcin, student z Wrocławia,

SPOŁECZEŃSTWO

traktuje je jako sposób na nudę, ale ma do nich dystans. Nie krytykuje scenarzystów, bo wie, że w telewizji chodzi o… zyski. Jeśli więc coś się sprzedaje – nawet jeśli jest niszowe – nie warto przerywać emisji. Kiedy czyta się artykuły o polskich scripted dokach, najczęściej pojawia się hasło, że „odmóżdżają społeczeństwo”. "Marcin, student z Wrocławia, traktuje je jako sposób na nudę, ale ma do nich dystans. Nie krytykuje scenarzystów, bo wie, że w telewizji chodzi o… zyski." Z drugiej strony jednak stacje cieszą się dzięki nim wysoką oglądalnością i dlatego inwestują w nowe produkcje. Jeśli nie mamy ochoty oglądać „mięsnych jeży” czy wycieczek Polaków na „tropikalne wyspy”, zawsze pozostaje zmiana kanału. Telewizja to potężne medium, ale nie możemy zrzucać na nią winy za to, co oglądamy. Do wszystkiego trzeba umieć podejść z dys-tansem i lekkim uśmiechem. Karolina Przybylska Fot. 1: brizzle born and bred (CC BY 2.0) Fot. 3: Chirantan Patnaik (CC BY 2.0) MUZYKA INDYWIDUALNOŚCI
MODERNIZM
NAUKA

Choć minęło ponad sto lat od zapo-czątkowania pierwszego awangardo-wego kierunku w muzyce „powa-żnej”, sztuka modernistyczna pozo-staje niezrozumiana przed odbiorcę aż do dziś. Z pozoru chaotyczna i nie-uporządkowana, przekazuje wiele treści niemożliwych do wyekspono-wania przez twórców poprzednich epok. Od zarania dziejów sztuka była dla czło-wieka zjawiskiem, które pozwalało oderwać się od szarej codzienności, wzmagało uczucia, uszlachetniało lub stanowiło jedną z łatwiej dostępnych rozrywek. Sztuka, m.in. muzyka, dążyła do osiągnięcia ideału piękna, czy to przez barokowy majestat, klasyczną harmonijność i idealność formy, czy romantyczną namiętność i burzliwość. Tendencje w sztuce odpowiadały postę-powi świata i nastrojom społecznym. Nic więc dziwnego, że wiek XX, w którym

NAUKA

moralność ludzka podupadła i spokój czło-wieka został zachwiany, przynosi nam wiele innowatorskich i szokujących roz-wiązań w sztuce kompozytorskiej. Na początku był Debussy Twórcy impresjonistyczni byli pierwszymi, którzy zerwali z patosem i monumen-talizmem. Stanowili pomost pomiędzy estetyką neoromantyczną a XXwieczną. Muzycy impresjonistyczni w myśl idei zapoczątkowanej przez Claude'a Moneta na obrazie „Impresja, wschód słońca” stawiali na „wrażeniowość”. Dla twórców takich jak Claude Debussy i Maurice Ravel kom-pozycja stanowiła pędzel, którym potrafili wymalować w masie gęstych współbrzmień krajobraz lub historię, opowiadaną z nie-zwykłą gracją i lekkością. Był to bardzo dobry grunt dla muzyki programowej, a więc wnoszącej do utworu treść poza-muzyczną (np. literacką, poprzez suges-tywne podtytuły poszczególnych części utworu). Kompozytorzy odkładali na bok melodię, by móc, poprzez barwne plamy akordowe, jak najbardziej odzwierciedlić odczucia kojarzące się z danym obrazem. Stosowali także wiele zabiegów, które wyzwalały u słuchacza indywidualne wra-żenie. Debussy, by nakłonić odbiorcę i wy-konawcę do własnej interpretacji, w swoim zbiorze miniatur fortepianowych „Preludia” tytuły umieścił na końcach utworów. Szokować, tworzyć, czuć 1908 to rok, w którym światło dzienne ujrzały dwa nowe nurty awangardowe – witalizm i ekspresjonizm. Choć są one

NAUKA

odmienne od siebie, w utworach kompo-zytorów reprezentujących oba nurty coraz częściej pojawiają się dysonanse oraz krzykliwe, ostre brzmienia. Witalizm, nazywany także fowizmem, bar-baryzmem czy też folkloryzmem, w swoich nazwach zawiera wiele informacji doty-czących jego cech. Radość i witalność utworów przekazywana jest przez jaskrawe i agresywne barwy instrumentalne. Pojawia się także ludowość, przejawiana w wielu aspektach, m.in. taneczności i prostocie. Dzięki Bartokowi instrumenty uzyskują nowe znaczenie i inne brzmienie, jak choćby fortepian traktowany jako instru-ment perkusyjny. "W drugiej połowie XX wieku powstaje nurt będący zupełnym przeciwstawieniem dodekafonii, a więc aleatoryzm – metoda komponowania polegająca na przypadkowości." Odbiorcy nie byli przygotowani na nową estetykę, o czym może świadczyć reakcja na prapremierę baletu Igora Strawińskiego pt. „Święto Wiosny”. Ów balet z etnicznym akcentem, ostrym tańcem i nieznanymi środkami wyrazu spowodował, że środo-wisko muzyczne podzieliło się na zwo-lenników i oburzonych przeciwników nowej muzyki, uznającej ją za coś skandalicznego i niedorzecznego. W parze z witalizmem krystalizował się nurt ekspresjonistyczny, mocno subiekty-wny, stawiający na wyraz wewnętrznych uczuć artysty. Była to muzyka sięgająca wyrazem do głębi jaźni, perwersyjnych odczuć, mistycyzmu, lęków i brutalnego dramatyzmu. W związku ze skrajnymi odczuciami, przekazywanymi przez muzykę ekspresjonistyczną, odnajdują się w niej jeszcze bardziej nagromadzone kontrasty, zaburzenie formy i harmoniki. To czas Arnolda Schönberga, ekspresjonistycznej opery „Wozzeck” Albana Berga czy też zróżnicowanej, sięgającej do neoroman-tyzmu, impresjonizmu i polskiego folkloru twórczości Karola Szymanowskiego. Zmatematyzowane brzmienie kontra beztroska przypadkowość 15 lat po powstaniu ekspresjonizmu i wi-talizmu kompozytorzy nie zaprzestają swo-ich poszukiwań. Po siedmiu latach pracy Arnold Schönberg (znany nam już z eks-presjonizmu) opracowuje matematyczną technikę kompozytorską, polegającą na zestawieniu w dowolny szereg dwunastu dostępnych dźwięków, które mają być równorzędne, tj. nie mogą się powtarzać. Stworzony szereg, nazywany serią, jest

NAUKA

następnie przetwarzany według ściśle określonych reguł. To ciekawe zjawisko sprawia u odbiorcy wrażenie nieporządku, jednocześnie będąc wręcz matematyczną metodą komponowania. W drugiej połowie XX wieku powstaje nurt będący zupełnym przeciwstawieniem dode- kafonii, a więc aleatoryzm–metoda kompo- nowania polegająca na przypadkowości. Losowość mogła następować w praktyce kompozytorskiej, np. poprzez rzuty kością podczas komponowania, a także w wersji interpretacyjnej – kompozytor tworzył zarys kompozycji, jednak to wykoonawca miał decydować o poszczególnych para-metrach, takich jak konkretne dźwięki, czas trwania czy też umiejscowienie danych odcinków w utworze. Twórcą aleatoryzmu jest John Cage. Tworzył on utwory na tradycyjne instrumenty, ale także radio-odbiorniki, sprzęt elektroniczny lub na nie-określoną ilość instrumentów i wykonaw-ców. Jest także autorem znanego dzieła fortepianowego „4’33’’”, zbudowanego z samych pauz. Duży wkład w powyższą technikę kom-pozytorską miał Witold Lutosławski, twórca aleatoryzmu kontrolowanego, stwarzające-go pewne ramy dla utworów aleatory-cznych, jak np. zarys zapisu nutowego lub wspólne miary dla różnych partii instru-mentalnych. Brzmieniowe eksperymenty Kolejnym interesującym nurtem muzyki modernistycznej, który popularny był szczególnie w Polsce w latach 60., był

NAUKA

sonoryzm. Zrywał on z istotą harmonii, rytmu czy melodii w utworze muzycznym, kierując się na uzyskiwanie interesujących brzmień, stanowiących element formo-twórczy. Partytury utworów zatraciły zu-pełnie kształt klasyczny – zapis nutowy przypomina bardziej rysunek techniczny lub wykres. Czołowym przykładem kieru-nku sonorystycznego jest „Tren ofiarom Hiroszimy” Krzysztofa Pendereckiego. Zaprezentowane kierunki w muzyce XX wieku to zaledwie zalążek innowacji, które można znaleźć w szerokiej gamie kom-pozycji ostatniego stulecia. Znajdują się w niej dziesiątki nurtów awangardowych, a także kompozycje neoklasycystyczne i postmodernistyczne, ukazujące nowe podejście do cech muzyki sprzed moder-nistycznego okresu. Pomimo lat, które dzielą nas od powstania wielu nowych technik kompozytorskich, pozostają one niezbadane przez słuchaczy i teoretyków. Kto wie, jak wiele tajemnic kryją kom-pozycje naszych czasów. Agnieszka Lniak Fot. 1: Piano Piano! (CC BY 2.0) Fot. 2: Piano Piano! (CC BY 2.0) Fot. 3: t.spang (CC BY 2.0) Fot. 4: Brandon Giesbrecht (CC BYSA 2.0) TRZY RAZY
FREDRO
KONKURS

W poniedziałek 22 kwietnia w portalu Narodowego Instytutu Audiowizualnego zagoszczą komedie Aleksandra Fredry. 220 rocznica urodzin komediopisarza oraz 60-lecie Teatru Telewizji zostaną uczczone transmisją na żywo z trzech studiów Telewizji Polskiej. Teatralne święto to okazja do odkrycia mniej znanych utworów Aleksandra Fredry. Trzy spektakle na podstawie jego jedno-aktówek będą transmitowane na żywo z udziałem publiczności z trzech studiów Telewizji Polskiej w Katowicach, Krakowie i Warszawie. W ramach wydarzenia zapre-zentowane zostaną: Świeczka zgasła w re-żyserii Jerzego Stuhra (TVP Katowice), Zrzędność i przekora w reżyserii Mikołaja Grabowskiego (TVP Kraków) oraz Nikt mnie nie zna w reżyserii Jana Englerta (TVP Warszawa). Transmisja rozpoczyna się o godz. 20.20 w portalu NInA (www.nina.gov.pl) oraz w Programie 1 TVP. Premierze spektakli towarzyszy konkurs na najciekawszą recenzję, skierowany do ucz-niów gimnazjów oraz szkół ponadgim-nazjalnych. Aby wziąć w nim udział należy obejrzeć trzy fredrowskie komedie trans-mitowane 22 kwietnia, przygotować recen - zję wydarzenia i do 29 kwietnia przesłać ją na adres: edukacja@nina.gov.pl z dopis-kiem „Konkurs Fredro” w tytule. Prace po-winny liczyć od 2 do 4 tysięcy znaków wraz ze spacjami i powinny zawierać informację na temat imienia, nazwiska oraz wieku autora. Najciekawsza recenzja zostanie nagrodzo-na zestawem wydawnictw teatralnych Na-rodowego Instytutu Audiowizualnego (Bu-rza, reż. Krzysztof Warlikowski; H., reż. Jan Klata; 2007: Macbeth, reż. Grzegorz Jarzy-na). Zostanie ona również opublikowana w portalu NInA, a jej autor będzie miał możliwość skonsultowania efektów swojej pracy z Jakubem Sochą, redaktorem Dwutygodnik.com, który doradzi jak dosos-konalić swój pisarski warsztat. Ze zwycięzcą skontaktujemy się drogą mailową do 6 maja. Przed wysłaniem recenzji każdy uczestnik konkursu powinien zapoznać się z jego regulaminem. Więcej informacji w zakładce Edukacja na stronie Narodowego Instytutu Audiowi-zualnego. Fot. 1: nastia (CC BYSA 2.0) Losowanie par półfinałowych Ligi Mistrzów już za nami. Historia pisze się w dość ciekawy sposób, ponieważ mamy dwie pary hiszpańsko - niemieckie. Oba pojedynki w moim przekonaniu będą najbardziej ekscytującymi półfinałami od wielu lat. PROGNOZA
NA LIGĘ MISTRZÓW
SPORT

Coraz częściej można usłyszeć głosy o spi-sku w UEFA. Mimo że dwa lata temu pisałem o organizatorsko - sędziowskich nieprawidłowościach w meczach Barce-lony, to nigdy w życiu nie spodziewałbym się, że sytuacja do mnie wróci, tylko tym razem stanę po drugiej stronie barykady. Obecnie to Real ponoć przepychany jest na siłę, a sędziowie pomagają mu w każdym meczu. Wydaje mi się to mało praw-dopodobne, choć jeszcze dwa lata temu sam doszukiwałem się machlojek. Człowiek dorasta i zaczyna rozumieć pewne rzeczy. Mój błąd. Teraz wychodzę z założenia, że taka właśnie jest piłka i trzeba się z tym pogodzić. "Barcelona chce pokazać całemu światu, że to właśnie ona jest najlepszą drużyną (...)" Kto zagra we wspomnianych wcześniej półfinałach? Real Madryt zmierzy się z re-welacyjną Borussią Dortmund, a Barcelona z Bayernem Monachium. Myśląc o tym, czuję, jak przechodzą mnie ciarki. Dawno nie byłem tak podekscytowany. "Wspaniale byłoby zobaczyć jednocześnie trzech Polaków, którzy podnoszą ten prestiżowy puchar." Każda z drużyn ma coś do udowodnienia. Real od wielu lat nie zdobył tego pucharu i ciągle czeka na La Decimę. Wydaje się, że jak nie teraz, to nigdy. Liga, co prawda, została już przegrana, ale patrząc na Real Mourinho, można czasem przecierać oczy ze zdumienia. Barcelona z kolei chce wyjść

SPORT

z dołka i pokazać całemu światu, że to wła-śnie ona jest najlepszą drużyną piłkarską na Ziemi. Mimo zwycięstwa w Primera Division, styl tego zespołu w drugiej części sezonu pozostawia wiele do życzenia. Bayern jest zdeterminowany, aby wyleczyć się z syndromu „zawsze drugich”. Mistrz Niemiec chociażby rok temu dotarł do finału i kiedy już wszystkim się wydawało, że bez problemu pokona słabą Chelsea, przegrał. Kolejny raz drudzy. Co za pe-chowa drużyna. Borussia Ligę Mistrzów wygrała tylko raz, w 1997 roku. Bardzo dawno temu. Dzisiaj ten zespół wygląda zupełnie inaczej. Przed kilkoma laty, kiedy to tułał się gdzieś w połowie ligowej tabeli, ktoś mądry uderzył pięścią w stół i po-wiedział „dość!”. Stawiamy wszystko na jedną kartę. Albo będziemy najlepsi, albo w ogóle nas nie będzie. Ryzyko się opłaciło. Ogromne pieniądze zainwesto-wano w scouting, czego dowodem jest ściągnięcie takich zawodników, jak Marco Reus czy Robert Lewandowski – to był podwójny strzał w dziesiątkę. Zaś Mario Goetze to dowód dobrego poziomu szkółki piłkarskiej Borussi. "Najczarniejszy scenariusz to hiszpański finał." Dwa mistrzostwa Niemiec zdobyte w dwa lata, a teraz półfinał Ligi Mistrzów bez porażek we wcześniejszych meczach. Niewątpliwie smaczku dodaje tu polski akcent. Lewandowski, Błaszczykowski i Pi-szczek. To kluczowi zawodnicy drużyny Kloppa. Wspaniale byłoby zobaczyć jedno-cześnie trzech Polaków, którzy podnoszą ten prestiżowy puchar. Choć jako kibic Realu nie dopuszczam do siebie takiej myśli. "Stawiamy wszystko na jedną kartę. Albo będziemy najlepsi, albo w ogóle nas nie będzie." Dla mnie spełnieniem marzeń byłby finał między Bayernem i Realem. To dwie dru-żyny z bogatą historią, które chcą wrócić do grona najlepszych. Jedni i drudzy daw-no nie zdobyli pucharu. Królewscy ostatni raz w 2002 roku, a Bawarczycy rok wcześniej. Choć przed nimi bardzo trudna przeprawa, to właśnie oni są dla mnie faworytami. Najczarniejszy scenariusz to hiszpański finał. Kibice piłkarscy są już tak znudzeni pojedynkami między Realem i Barceloną, że potrzebują chwili oddechu. Mam nadzieję, że teorie spiskowe, które mówią o ustawieniu par półfinałowych, nie są prawdziwe. Maciej Dziubiński

OKIEM WIDGETA