Musisz zainstalować flash player pobierz instalator
















zaginiony kryminał, zaginiona fantastyka strona 7 subiektywnie strona 9 zdradzeni przez sprzymierzeńców strona 10 z tabletem do Komunii strona 14 izolacje na torach strona 19 przyszłość po raz trzeci, wygrane! strona 26 knock - me - down fever strona 30 niemiecka siła strona 32 KOMUNIJNE REWIE MODY

Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl, rekrutacja(@)outro.pl ISSN: 2299 - 5242 Redaktor naczelny: Paulina Zguda Zastępca: Marek Suska Sekretarz redakcji: Magdalena Wąwoźna Koordynator: Monika Toppich Redaktor prowadzący: Jakub Dudek Korekta wydania: Nina Bezpałko Fotoedycja wydania: Sabina Szweda Projekt okładki: Patryk Skoczylas Szefowie działów: Justyna Książek (kultura), Karolina Przybylska (społeczeństwo), Aleksandra Bartosik (społeczeństwo), Maciej Dziubiński (sport), Nina Bezpałko (korekta), Roksana Grzmil (foto), Patryk Skoczylas (graficy). Korekta: Agata Andrzejak, Nina Bezpałko, Justyna Dubaj, Agnieszka Dydacka, Dominika Głowacka, Maria Gołaszewska, Kinga Gintowt, Agata Hajduk, Patryk Łowicki, Kamil Morawiec, Adrianna Szczodrowska, Monika Węgrzyn, Wojciech Żywolt Graficy: Adam Białek, Patryk Skoczylas, Jarosław Stępień Zdjęcia na okładce: limaoscarjuliet (CC BY 2.0)

Mody i nie tylko. Rewia tabletów, smart-phonów, biżuterii, kwiatów i rodziny zjeż-dżającej się z całej Polski. W temacie naj-nowszego numeru sprawdzamy, ile wy-niesie najlepszy prezent dla dziecka (jeśli chcemy być ukochanymi wujkami, kuzy-nami czy rodzeństwem) i przy okazji sta-ramy się dowiedzieć, dlaczego ta uro-czystość od kilku lat kojarzy się bardziej z częścią pozakościelną… Nie ma nic złego w obdarowywaniu z okazji tak podniosłego święta i nie można winić kilkulatków za to, że chcą tego, co atrak-cyjne, modne i nowe. Sami jeszcze nie tak dawno cieszyliśmy się z ogromu prezentów (chyba wszyscy pamiętamy słynny żart: „gdzie są moje miliony z Komunii?”), więc zamiast narzekać na konsumpcjonizm coraz młodszych dzieci, lepiej przemyślmy, gdzie są jego przyczyny. Tymczasem części czytelników Outro, która z zamiłowania lub konieczności często podróżuje pociągami, polecamy reportaż o samotności w takiej właśnie scenerii. Ile razy siedząc w pełnym przedziale zastana-wialiście się, dlaczego wszyscy milczą? Krępujemy się, czy wolimy po prostu nie znosimy towarzystwa innych? Zachęcamy do lektury. Paulina >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> W ostatnim wydaniu wkradł się błąd. Składem zajęła się Agnieszka Nowak, a korektą wydania Kamil Morawiec.







ZAGINIONY KRYMINAŁ, ZAGINIONA FANTASTYKA
Peter Straub to amerykański pisarz, znany dzięki swojej książce „Upiorna opowieść” i dwóm innym, które napisał wraz ze Stephenem Kingiem. Można by pomyśleć, że wiele się nauczył od znanego autora...
KULTURA

...ale jego „Zaginiony, zaginiona” nie dorasta do pięt powieściom mistrza literatury grozy. Peter Straub to amerykański pisarz, znany dzięki swojej książce „Upiorna opowieść” i dwóm innym, które napisał wraz ze Stephenem Kingiem. Można by pomyśleć, że wiele się nauczył od znanego autora, ale jego „Zaginiony, zaginiona” nie dorasta do pięt powieściom mistrza literatury grozy. Bohaterem „Zaginionego, zaginionej” jest Tim Underhill, który przyjeżdża do swojego rodzinnego miasta - Millhaven - na pogrzeb bratowej. Tam nawiązuje bliski kontakt z jej synem, Markiem, i jego najlepszym przyjacielem, Jimbo. Obydwaj chłopcy in-teresują się opuszczonym domem w są-siedztwie i jego tajemniczym właścicielem. Kilka dni po przyjeździe Tima, Mark znika. Tim oraz Tom Pasmore, prywatny de-tektyw, podejrzewają, że chłopiec stał się

KULTURA

ofiarą grasującego w okolicy seryjnego mordercy. "Książka nie wzbudza żadnych żywszych emocji" Po takiej zapowiedzi spodziewałam się dobrego kryminału z elementami mrocznej fantastyki. I w jednym, i w drugim przy-padku przeliczyłam się. Książka nie wzbu-dza żadnych żywszych emocji. Nie można powiedzieć, że jest nudna, jednak by była to literatura grozy lub fantastyka, potrzebne są tajemnice, trochę strachu i o wiele więcej dynamicznej akcji. Nawiedzony dom to przecież jeden z najbardziej „oklepanych” fantastycznych strachów. Kilka plam zak-rzepłej krwi i opisy narzędzi tortur też nie przerażają. Na początku książka wydaje się być kryminałem i nie ma w niej nic niezwy-kłego. Dopiero pięćdziesiąt stron przed zakończeniem pojawia się zjawa, tak więc nie można oprzeć się wrażeniu, że od po-czątku powieść miała być tylko krymi-nałem, a później autor wpadł na pomysł, by wprowadzić do fabuły ducha. Zakończenie też nie zachwyca. Wydaje się, że czegoś brakuje, jakby to jeszcze nie był koniec. Można też pomyśleć, że autorowi po prostu skończyły się pomysły, ale jeśli tak, to po co w ogóle zabierał się za napisanie powieści. Zakończenie jest prze-cież najważniejszą częścią książki, a już na pewno kryminału. Pomimo licznych wad książka posiada jed-nak kilka zalet. Peter Straub w „Zaginio-nym, zaginionej” często zmienia sposób narracji. Jest to dobry pomysł, ponieważ pozwala czytelnikowi zobaczyć akcję z róż-nych perspektyw. W jednym momencie Straub opisuje co się dzieje z Markiem, a w innym czytamy zapiski Tima, które prowadzi w swoim dzienniku po zaginięciu chłopca. W książce teraźniejszość miesza się z przeszłością, ale pisarz zgrabnie infor-muje nas, z jakim czasem mamy do czynie-nia. "Pomimo licznych wad książka posiada jednak kilka zalet" „Zaginiony, zaginiona” to szesnasta po-wieść autora, tak więc fakt, że jest nie-udana, można spróbować tłumaczyć tym, że Straubowi po prostu skończyła się we-na. Książka na pewno nie spodoba się zagorzałym czytelnikom zarówno krymi-nałów, jak i mrocznej fantastyki. Wydaje mi się, że najbardziej przypadłaby do gustu fanom książek obyczajowych. Agnieszka Nowak

KULTURA SUBIEKTYWNIE INFO: Muzyka z cyklu 'Subiektywnie' będzie sukcesywnie prezentowana w każdą sobotę w audycji Muzyka & Słowa, o 20:00 w Programie III Radia Aspekt (www.radioaspekt.de).

Jimi Hendrix – People, Hell and Angels (2013) Już dawno nie miałem okazji raczyć was muzyką legendarnych wykonawców. Dziś spieszę nadrobić zaległości. Nowy studyjny album Jimiego Hendrixa, wydany już po-śmiertnie, zawiera dwanaście dotąd nie-publikowanych nagrań mistrza gitary. Ut-wory tworzące album pochodzą nie tylko z solowej kariery Hendrixa, zostały także nagrane z zespołem Band Of Gypsys. Słuchając tej płyty, przypoominamy sobie najlepsze czasy pod koniec lat 60. Banałem byłoby oceniać takiego mistrza. Natomiast wisienką na torcie jest ostatni bonusowy utwór – „Ezy Ryder/MLK Jam [Captain Coconut]”, który trwa ponad 20 minut! To zwieńczenie świetnego albumu i prawdziwa uczta dla ucha. 5/5 Marek Dyjak – Kobiety (2013) Po takiej płycie jak „People, Hell and An-gels” trudno wybrać coś stosownego i od-powiedniego, by nie urazić mistrza. Sięgnę zatem po album polskiego barda i człowie-ka doświadczonego przez los – Marka Dy-jaka. Jego ostatnie wydawnictwo „Kobiety” to niekonwencjonalne podejście do muzy-ki. Jedenaście utworów, które zostały napi-sane i zaśpiewane przez polskie wokalistki, przełożył na swój język - oschły i szorstki. Na polskim rynku pojawił się krążek, który na długo pozostanie w naszej pamięci. Zaskakiwać może również repertuar, który wybrał Marek Dyjak. Pojawiają się utwory Agnieszki Osieckiej, Kasi Nosowskiej czy zespołu Sisters. Jest to mieszanka wy-buchowa, ale produkcja albumu połą-czyłam wszystko w genialną całość. 4/5 Michał Fila ZDRADZENI PRZEZ SPRZYMIERZEŃCÓW
Kosmiczna podróż w celu zaludnienia Nowej Ziemi jest zagrożona. Rozpoczyna się walka o przetr-wanie. Granice zostają przerwane, ale czy napraw-dę zło jest złem, a dobro dobrem?
KULTURA

A gdyby spojrzeć an to z drugiej strony? Trudne pytania i niełatwe odpowiedzi – wszystko to serwuje nam Amy Kathleen Ryan. "Książka napisana jest prostym językiem, ale bogatym w opisy, dzięki czemu czyta się ją przyjemnie" „Blask”, będący pierwszym tomem serii „Gwiezdni wędrowcy”, to romans science fiction. Książka napisana jest prostym językiem, ale bogatym w opisy, dzięki cze-mu czyta się ją przyjemnie. Akcja powieści toczy się na dwóch bliźniaczych statkach. Ziemia zniszczona przez wojny i kataklizmy nie jest już odpowiednim miejscem do życia, dlatego wybrana zostaje grupa ko-lonistów, która wyrusza w kosmos, by zna-leźć Nową Ziemię i ją zaludnić. Każdym ze statków podróżują kobiety i mężczyźni, któ-rzy zobowiązani są zachować ciągłość ga-tunku. Na pokładzie „Empireum” hodowane są pochodzące z Ziemi rośliny i zwierzęta. Od startu promu mija kilkanaście lat, w czasie których na statkach wychowuje się pierwsze pokolenie urodzone w kosmo-sie. To ich dzieci mają być przyszłością ludzkości. Podróż przebiega sprawnie, nie ma kłopotów z maszynami, uprawami czy załogą. Wydaje się, że nic nie może zak-łócić ich wędrówki. Tylko dlaczego bliźnia-czy statek, „Nowy Horyzont”, który wystar-tował rok świetlny przed „Empireum”, cały czas się do nich przybliża? "Autorka przeplata akcję toczącą się na „Empireum” z tą na „Nowym Horyzoncie”, przez co cały czas czujemy niedosyt i ciekawość" Pierwsza część książki jest bardzo banalna i przewidywalna. Idyllę panującą na „Empi-reum” zakłóca atak sojuszników, którzy

KULTURA "Mimo że fabuła wybroniła się z zarzutu szablonowości, to bohaterowie są nieco papierowi"

nagle okazują się wrogami. Schemat goni schemat. Dobrzy koloniści zostają zaatako-wani przez tych złych. Porywają dziewczęta i zabijają dorosłych. Na pokładzie zostaje garstka chłopców, którzy wierzą, że są w stanie uratować sytuację. Na szczęście kolejne części są już bardziej oryginalne. Autorka przeplata akcję toczącą się na „Empireum” z tą na „Nowym Horyzoncie”, przez co cały czas czujemy niedosyt i cie-kawość. Głównymi bohaterami są szesnas-toletni Kieran i piętnastoletnia Waverly, którzy są pierwszymi dziećmi urodzonymi na pokładzie. Wszyscy oczekują, że będą parą i w pewnym momencie pokierują statkiem. Przez nieoczekiwany atak zostają rozdzieleni i nie mogą liczyć na swoje wsparcie. Kieran musi sobie radzić z pod-porządkowaniem innych chłopców i zacho - waniem kontroli nad promem. Waverly zostaje wepchnięta do zupełnie innej spo-łeczności, gdzie wszystko jest jej obce. Każde z nich zmaga się z innymi problema-mi, dorastając do nowych ról. Jedną z największych zalet książki są te-maty, które wyłaniają się spod toczącej się akcji. Autorka w subtelny i nienarzucający się sposób porusza kwestie macierzyństwa, religii i miłości. Powieść w ciekawy sposób obrazuje działanie sekty, która inaczej wygląda widziana od środka, a inaczej od zewnątrz. To wszystko napisane jest w ta-ki sposób, że nie zdajemy sobie sprawy z powagi poruszanych tematów. Mimo że fabuła wybroniła się z zarzutu szablonowości, to bohaterowie są nieco papierowi. Chłopcy wydają się cały czas

KULTURA

dziecinnie ze sobą walczyć, ich decyzje są naiwne, słowa przez nich wypowiadane raz są niemądre, innym razem za bardzo wzniosłe. Co najgorsze, wszyscy wydają się być do siebie podobni. Dziewczęta przed-stawione zostały o wiele ciekawiej, może miała też na to wpływ sytuacja, w której zostały postawione. Widzimy za-równo te, które podążają za tłumem, jak i opierające się wpływowi jednostki. Sama Waverly jest dobrym przykładem subtelnej zmiany osobowości. "(...) wszystko napisane jest w taki sposób, że nie zdajemy sobie sprawy z powagi poruszanych tematów." Książka ma ciekawą szatę graficzną, która zapowiada kosmiczną przygodę i czytając ją, naprawdę można świetnie się bawić. Mimo pewnej banalności początkowych stron wciąga, trzyma w napięciu i nie poz-wala się od siebie oderwać. Docenią ją miłośnicy lekkich historii z miłością w tle, okraszoną przygodami (tym razem kos-micznymi). Oczywiście, to dopiero pier-wsza część, od kolejnych zależy to, jak powinniśmy ją odbierać. Autorka postawiła wiele pytań, na które odpowiedzi udzieli zapewne w kolejnych tomach. Justyna Książek Książka została udostępniona przez Wy-dawnictwo Jaguar



Z TABLETEM DO KOMUNII
Jeszcze kilkanaście lat temu sakrament Pierwszej Komunii Świętej miał przede wszystkim znaczenie religijne. Dziś wciąż chcemy wierzyć, że nic się nie zmieni-ło, jednak patrząc na przygotowania rodzin dzieci pierwszokomunijnych, można...
SPOŁECZEŃSTWO

...odnieść wrażenie, że przypominają one bardziej wyścig o wynajem naj-lepszej sali, kupno najdroższego pre-zentu i potrzebę wyróżnienia swoje-go podopiecznego spośród innych. Maj w pełni, więc sezon na Pierwsze Komunie Święte należy uznać za otwarty. Wraz z nim dla wielu rodzin dzieci przystępujących do sakramentu zaczęły się wielkie przygotowania, a dla pierwszo-komunijnych nadzieje na dostanie wyma-rzonych prezentów. Czy nie sprawia to, że dzieci zapominają, że ten dzień ma być dla nich przeżyciem duchowym, a staje się szansą na upragnionego tableta czy nowo-czesną komórkę? Kiedyś komunia była bardzo ważnym ele-mentem życia chrześcijańskiego dla dzieci i ich rodziny. Przygotowanie do przyjęcia tego ważnego sakramentu najbliżsi zaczy-nali z dużym wyprzedzeniem. Wielki prze-łom w nastawieniu do Pierwszej Komunii

SPOŁECZEŃSTWO "(...) dziecko może przyjąć Komunię Świętą, jeżeli potrafi odróżnić zwykły chleb od Chleba Eucharystycznego (...)"

Świętej przyniósł początek XX w., kiedy to Papież Pius X obniżył wiek osób, które mogą przyjąć komunię do siedmiu lat. W dekrecie Quam singulari z 1910 roku o Komunii Świętej dzieci jest napisane, że dziecko może przyjąć Komunię Świętą, jeżeli potrafi odróżnić zwykły chleb od Chleba Eucharystycznego i wierzy, że przyjmując Komunię Świętą, przyjmuje Chrystusa do serca. Dziś przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej przez dzieci zaczynają się z rocz-nym wyprzedzeniem. Ten czas przeznaczo-ny jest na katechezę, naukę modlitw i dob-re nastawienie serc do przyjęcia Eucha-rystii, ale w wielu przypadkach ogranicza się to do zajęć religii i spotkań w kościele. Im bliżej tegoważnego dnia, tym większe zdenerwowanie u dziecka oraz jego naj-bliższej rodziny. Jeszcze do niedawna do rodzicielskich obowiązków należało zaku-pienie komunijnych akcesoriów: alba, świe-ca, różaniec, książeczka. Jednak współ-czesna Pierwsza Komunia Święta już od paru lat nie jest kojarzona tylko z prostą albą i wymarzonym rowerem. Kasia, licealistka z Bydgoszczy, tak wspo-mina swoją Pierwszą Komunię: „Mimo że do Komunii przystąpiłam kilkanaście lat temu, niewiele się zmieniło. Sama Msza św. jest taka sama, niestety najwięcej zmian widocznych jest podczas przygo-towań do wydarzenia. Małym dzieciom często zarzuca się, że zapominają o tym, że najważniejsze ma być dla nich przeżycie duchowe, ale według mnie wina leży po

SPOŁECZEŃSTWO

stronie rodziny. Wiadomo, że dziecko chce dostać jak najlepszy prezent, bo dookoła kuszone jest reklamami nowoczesnych sprzętów. Jeśli jednak rodzice nie uświa-domią mu, że nie to jest najważniejsze w tym dniu, to poczuje się smutne i nieza-dowolone, gdy zamiast drogiego tableta dostanie niemodny już rower”. Siostra dwudziestoletniego Michała z Ka-lisza już za tydzień przyjmie Eucharystię. "Jeśli jednak rodzice nie uświadomią mu, że nie to jest najważniejsze w tym dniu, to poczuje się smutne, gdy zamiast drogiego tableta dostanie niemodny już rower" Chłopak dobrze zna powszechną opinię, że dzieci w oczekiwaniu na ten dzień czekają tylko na prezenty, więc stara się poważnie rozmawiać z dziewczynką i wytłumaczyć jej, co jest najważniejsze. Już nie raz słyszał od niej, że jedna koleżanka dos-tanie laptopa, a druga pieniądze, za które całą rodziną pojadą na drogą wycieczkę za granicę. „To chore, że zamiast pomagać dzieciom i przygotowywać je duchowo do rozpoczęcia chrześcijańskiej drogi, często pokazuje się im, że najważniejsze są dobra materialne i przechwalanie się prezentami wśród znajomych”. Komunijne „must have” Na początku XX wieku dzieci pierwszoko-munijne dostawały różaniec i książeczkę do nabożeństwa. Po II wojnie światowej przy-szedł czas na złote łańcuszki z medalikami osób świętych, a w latach 60. i 70. kupo-wano zegarki. Dopiero w latach 80. i 90. mogły cieszyć się z rowerów i komputerów. Z roku na rok oczekiwania zmieniają się i trudno wi-nić młodych o to, że dziś chciałyby dostać nowoczesny sprzęt komputerowy czy wy-cieczkę. "Mówi się nawet, że komunia przypomina małe wesele" Mówi się nawet, że komunia przypomina małe wesele – przygotowania do niej trwają nawet dwa lata, rodzice dziecka zaciągają kredyty, dba się o wystrój sali i rozrywki, takie jak: taniec czy nawet limuzyna. Czasami dzieci otwarcie mówią rodzicom i chrzestnym, co chciałyby dos-tać, więc dzień ten staje się wielkim spraw-dzianem dla tych, którzy przyjadą na uroczystość. Już w 2012 roku pojawił się poradnik podpowiadający gościom, jakie gadżety będą na topie w sezonie komu-nijnym. Wystarczy wpisać taką frazę w Google, by szybko przekonać się, co bę-dzie w top 10 wymarzonych prezentów w tym roku. Na pierwszym miejscu jest

SPOŁECZEŃSTWO

iPad, którego ceny zaczynają się od 1500 zł. Dalej konsola do gier (od 900 zł), laptop (ok. 2000 zł), aparat fotograficzny (od 600 zł), rower czy quad. Na liście komunijnych „must have” pojawiły się także wycieczki, kursy językowe, zegarki i pieniądze. "(...) dla wielu niestety to szansa na pokazanie swojego stanu konta, a nie stanu ducha" Agnieszka, trzydziestopięcioletnia mama Marty przystępującej w tym roku do Pierwszej Komunii Świętej, jest przerażona zachowaniem niektórych rodziców: „Byłam ostatnio z mężem w sklepie elektronicz- nym. Chcieliśmy zorientować się w tren-dach i zobaczyć, jakie są ceny sprzętów, o których opowiadają dzieci. Największy ruch był przy stoisku z tabletami. Ceny wahały się od 300 do 2 tysięcy złotych. Wiele rodzin z dziećmi oglądało te gadżety, z reguły zastanawiali się nad zakupem tych najdroższych. Cena przyprawiła mnie o ból głowy, bo za takie pieniądze mogę wynająć salę, zamówić dobre jedzenie, a resztę pieniędzy odłożyć i przeznaczyć na edu-kację córki. Zabieranie dzieci do takich sklepów świadczy o złym podejściu ro-dziców i pokazuje, jak naprawdę traktują ten dzień. Dla wielu niestety to szansa na pokazanie swojego stanu konta, a nie stanu ducha”. Obserwując przygotowania dzieci i ich ro-dziców do sakramentu przyjęcia Eucha-rystii, warto zadać sobie pytanie, ile fak-

SPOŁECZEŃSTWO

tycznie jest w nim przeżycia duchowego, a ile szansy na dostanie najnowszych ga-dżetów i poszpanowanie nimi przed rówieś-nikami. Za sposób patrzenia na ten dzień przez pryzmat drogich prezentów nie na-leży winić tylko dzieci. "Cena przyprawiła mnie o ból głowy, bo za takie pieniądze mogę wynająć salę (...)." To jednak nie czas na szukanie winnych, lecz alarm, że Pierwsza Komunia Święta ma przede wszystkim wymiar religijny. Jeśli społeczeństwo o tym zapomni, to dzieci niedługo nie będą chciały iść na najważniejszą Mszę świętą w ich życiu, bo ważniejsze będzie odebranie nowego tableta. Być może uda się na nim obejrzeć nawet transmisję Mszy albo ktoś wrzuci zdjęcie na Instagrama z podpisem: „Takie tam z komunii”. Karolina Przybylska Fot. 1: Ding Digital Photography (CC BY 2.0) Fot. 2: IvanWalsh.com (CC BY 2.0) Fot. 3: rahego (CC BY 2.0) Fot. 4: IvanWalsh.com (CC BY 2.0) IZOLACJE NA TORACH
Historia ta zaczyna się na dworcu w Radomsku. Tu nigdy nie jest zbyt tłoczno. Ludzie stoją głównie w małych grupkach, a gdy robi się zimno, integrują się z nimi nawet najwięksi indywidualiści.
SPOŁECZEŃSTWO

Tego dnia pogoda robiła wszystko, by zmusić przybyłych do zrezygnowania z oczekiwania na pociąg – padał deszcz, śnieg i wiał okropny wiatr. Wiedząc, że niedługo zrobi się ze mnie sopel lodu, podszedłem do zbieraniny pod-różnych, aby wspólnie z nimi walczyć o zachowanie ciepła w organizmie. Nie znałem ich, ale w tym miejscu jakiekolwiek bariery nie istniały. Minęło kilkanaście mi-nut – pociąg nie przyjeżdżał. Zacząłem się zatem integrować z trzydziestoparoletnią kobietą, jej koleżanką i jakimś studentem. - Znowu ten pociąg strasznie się spóźnia – rozpocząłem rozmowę w klasyczny sposób. - Musi chyba przepuścić pośpieszny, więc sobie czeka na bocznicy - odpowiedział student. - Niedawno miałem identyczną sytuację z tym kursem. Dlaczego oni tego nie mogą naprawić? Niestety na to pytanie nikt spośród osób stanowiących grupę nie potrafił odpowie-dzieć. Sytuacja robiła się coraz bardziej bez-nadziejna, a nasza integracja pogłębiała. - Kiedyś dojeżdżałam na studia do Katowic - opowiadała trzydziestoparoletnia kobieta - Wstawałam wcześnie rano i biegłam na pociąg pośpieszny. Kilkanaście lat temu to było normalne i dało się tak studiować. Teraz by to nie przeszło... Rozmawialiśmy o polityce, edukacji i ko-munikacji miejskiej. Przez ten czas robiło się jeszcze zimniej. Dyżurny ruchu infor-mował o wszystkich innych składach, ale nie naszym, a potencjalni pasażerowie po-woli rozchodzili się do domów. W końcu na horyzoncie pojawił się up-ragniony rodem z PRLu powoli doczołgał się do peronu się do peronu, zahamował z piskiem i gdy zbliżyli się najwytrwalsi z pasażerów, otworzył swoje wrota.

SPOŁECZEŃSTWO

Rozejrzałem się za grupą nowych zna-jomych - wsiadali już do innego wagonu, najwyraźniej o mnie zapomnieli. Nie zamie-rzając narzucać swojego towarzystwa - nic na siłę - poszukałem wolnego miejsca gdzie indziej. W niektórych istotach istnieje niewypowiedziana samotność... Jakoś w październiku w Częstochowie na dworcu niemal zasnąłem znudzony wido-kiem potoku nieznajomych ignorantów. Żaden nie widział świata poza czubkiem własnego nosa, nie reagował na moje uś-miechy - nic. Czułem się jak samotna wyspa, do której nikt nie chciał się zbliżyć, bo nie ma na niej minerałów ani ropy. Siedziałem na ławce, przyglądałem się tłu-mom. - Przepraszam, pomyliłem pana ze swoim wnukiem. Mogę się dosiąść? - ocknąłem się. Stał przede mną człowiek w wieku około siedemdziesięciu lat. - Oczywiście, nie ma problemu, proszę - wskazałem wolne miejsce na ławce. - Jeśli panu przeszkadzam, to mogę już sobie iść. - W żadnym wypadku. Cieszę się, że pan się tu pojawił – rzeczywiście byłem mu wdzięczny, bo od kilku godzin siedziałem zamknięty w klatce własnego umysłu i pragnąłem z kimś porozmawiać. - Naprawdę? Bardzo mi miło z tego powo-du. Mój wnuczek jest bardzo do pana podobny. Też ma długie włosy, zarośnięty jest jak cholera i studiuje fizykę we War-szawie - gdy to powiedział, spojrzałem na zegarek - 5 minut do odjazdu pociągu. Zer-wałem się z ławki, pożegnałem z tym-czasowym znajomym i pobiegłem na peron.

SPOŁECZEŃSTWO

W ostatniej chwili zdążyłem. Tak wielka, że trzeba ją podzielić... (ale nie zawsze się da) W wagonach bez przedziałów nikt mnie nie zmusza do zmniejszenia bariery z nie-znajomymi. Siedzę, gapię się na nich, oni na mnie. Nic szczególnego. Wysiądę z po-ciągu, to zapomnę o ich twarzach. Prawdo-podobnie nikt też nie zapamięta mojej. Gdy czasami wyciągam słuchawki, aby dać swoim uszom nieco spokoju, słyszę urywki rozmów pasażerów siedzących w pobliżu mnie. Zwykle sprowadzają się do: „I wiesz, Dorota ostatnio kupiła sobie nową su-kienkę...”. Rzadko w pociągach rejestruję ambitniejsze dyskusje, chociaż zdarza się wyłapać rodzynki z rozmów starych kole-jarzy z konduktorami. „Mogę usiąść?”, „To miejsce jest wolne?”, „Zajmie mi pan?” - to trzy najczęściej sły-szane pytania od nieznajomych. Tylko cza-sami rozmowa rozwija się i wchodzi na ambitniejsze tematy. Jeśli nie istnieje coś, jak na przykład długi postój pociągu, to nie ma sensu zbliżać się do innej samotnej wyspy. Trwanie we własnym świecie ma swoje minusy, ale jest przynajmniej bardzo stabilne. "Czułem się jak samotna wyspa, do której nikt nie chciał się zbliżyć, bo nie ma na niej minerałów ani ropy."

SPOŁECZEŃSTWO "Przerażała mnie mała ilość osób, w tym część z nich nie wyglądała zbyt przyjaźnie, a do tego było tam kilka niedziałających świateł (...)"

Ta samotność jest moja, więc pojmij, że w tym ogromie nie ma nikogo samotniejszego od ciebie Nieuwaga, nierozsądek, idiotyzm – te trzy czynniki przyczyniły się do tego, że swego czasu wylądowałem na wypizdówku, zwa-nym Warszawą Zachodnią. Tego dnia była ona przygnębiająco pusta. Ludzie na pe-rony wychodzili tylko z konieczności. Wietrzysko wdzierało się przez niedokładie nałożone ubrania, wszyscy chodzili wtuleni w kurtki i w miarę możliwości rzadko wy-aniali się z podziemnego przejścia. Przy-ominali surykatki wyglądające ze swoich nor. Sam dość szybko zwiałem do ciep-lejszego tunelu, ale długo w nim nie zaba-wiłem. Przerażała mnie mała ilość osób, w tym część z nich nie wyglądała zbyt przyjaźnie, a do tego było tam kilka nie- działających świateł. Kiedy wydostałem się z tunelu, zauwa-żyłem bardzo starego człowieka, który zbierał niedopałki papierosów. Chwilę mu się przyglądałem, aż w mojej głowie za-kołatała myśl: dam mu nowego szluga. Tak bezinteresownie, bo czym jest dla mnie ten jeden papieros? Podszedłem do niego i zaproponowałem mu go. Zgodził się. Do-palałem swojego, a on w tym czasie zaczął opowiadać nieco o sobie: - Jak widzi pan, zbieram te niedopałki. Cóż, emerytura niewielka, dzieci się porozjeż-dżały, nawet nie ma co do garnka włożyć... Z uzbieranych na ulicy papierosów wycią-gam sobie tytoń, mielę go maszynką i mam nowiutkie papierosy. Koszt bibułek to tylko dwa złote i można jakoś palić. Ja już jes -

SPOŁECZEŃSTWO

tem stary, 40 lat w nałogu, nie muszę się martwić o to, żeby skończyć, bo i tak niedługo umrę. Wie pan, to taka kolej rze-czy. Najpierw człowieka dopada samotność – umiera mu żona, dzieci o nim zapo-minają. Wtedy sam chodzi po ulicach, widzi same nieznajome twarze i pragnie się do kogoś odezwać. Ale nikogo nie ma... "Ja już jestem stary, 40 lat w nałogu, nie muszę się martwić o to, żeby skończyć, bo i tak niedługo umrę." Oprócz pana - uśmiechnął się - W końcu umiera, zapomniany przez wszystkich. Tak to jest... Paweł Gawła Śródtytuły pochodzą z opowiadania Theo-dore Sturgeona - „Spodek Samotności”. To po prostu treść listu, który główna boha-terka otrzymała od przybyszów z kosmosu. Fot. 1:markhillary (CC BY 2.0) Fot. 2: Richard Masoner/Cyclelicious (CC BYSA 2.0) Fot. 3: OiMax (CC BY 2.0) Fot. 4: d'n'c (CC BYSA 2.0)

DEBATY OKSFORDZKIE DEBATY OKSFORDZKIE fot.: Jordan Osak - Rejmer

PRZYSZŁOŚĆ PO RAZ TRZECI, WYGRANE!
11 maja 2013 roku w Sali Koncertowej Zamku Królewskiego w Warszawie odby-ła się ostatnia w tym roku akademickim debata oksfordzka podsumowująca ca-ły cykl takich debat, organizowanych przez m.in. Ośrodek Analiz Politologicz-nych UW, British Alumni Society, British Council oraz Young Talent Management.
SPOŁECZEŃSTWO

Tym razem ta strona uważała, że Unia Europejska jest organizacją bez przy-szłości. W starciu udział wzięli studenci UW, po czworo po każdej ze stron. Tezy bronił ponadto Janusz Korwin Mikke a oponu-jących wspierał Paweł Poncyljusz. Zgodnie z zasadami debat oksfordzkich, pierwsza mówczyni – Amanda Dziubińska – miała za zadanie nie tylko obronić tezę, ale również ją zdefiniować, zaś następni mówcy po-winni odnosić się do tego, co w definicji tej zostało zawarte. Tymczasem tego poranka zabrakło w niej w ogóle odniesienia do tematu debaty, czyli przyszłości Unii Euro-pejskiej. Po stronie propozycji (czyli broniących te-zy) nie brakowało pewności siebie. Przeciw Unii Europejskiej podniesiono argumenty dotyczące niejasnych procedur, rozmycia odpowiedzialności, a przede wszystkim finansów. Jednak początkowo mówcy poz-walali przerywać swoje wypowiedzi pyta-niami z sali, mimo że wyraźnie wytrącało ich to z rytmu. Strona opozycyjna od początku starała się być bardziej konkretna. W ich wypowie-dziach Unię przedstawiano jako projekt, który można modyfikować, jednocześnie nie tracąc korzyści, które daje ona swoim członkom do tej pory. Ich argumentacja chwilami była naiwna, jednak nie przekro-czono w niej granicy utopii. Początkowo rywalizacja była wyrównana. Propozycja była przygotowana, opozycja zresztą również - na odpieranie tego, co padło chwilę wcześniej. Tym, co przesą-dziło o wyniku, była adekwatność wypo-wiedzi do tematu. Dopiero trzeci reprezen-tant opozycji zwrócił uwagę na fakt, że to, o czym mówi propozycja, nie wiąże się z przyszłością Unii, a dotyczy jej obecnego

SPOŁECZEŃSTWO

kształtu. Po stronie propozycji nie odnie-siono się jednak do tego zarzutu. Celnie ten mankament w argumentacji broniących tezy wytknęli także kolejni mówcy opozycji, podkreślając, że żaden z argumentów pro-pozycji nie przemawiał za tym, że Unia stoi na krawędzi upadku. "Przeciw Unii Europejskiej podniesiono argumenty dotyczące niejasnych procedur, rozmycia odpowiedzialności, a przede wszystkim finansów" Wtedy wynik był już w moim odczuciu przesądzony. I nie myliłam się – pot-wierdziła to w większości również Loża Mędrców, specjalnie powołana na tę deba-tę. Publiczność była tego samego zdania i to ona ostatecznie przesądziła o tym, kto tego poranka okazał się zwycięzcą. Agata Hajduk Fot. 1,2,3,4,5: Jordan Osak - Rejmer







"KNOCK - ME - DOWN FEVER"
Poruszał się nowoczesnymi środkami transportu, przybył z żołnierzami na front francuski, pomógł Entencie powstrzymać Niemców, podbił Azję i Afrykę. Zabrał ze sobą 20 milionów ludzkich istnień. O czym mowa? O wirusie hiszpanki.
NAUKA

Pandemia hiszpanki trwała latach 1918-1919. Choroba zaczynała się jak zwykła grypa. W lutym 1918 roku lekarz w Kansas zauważył pierwsze oznaki u większej liczby osób. Ogłosił informację o epidemii, jednak nie została ona potraktowana zbyt powa-żnie. Tymczasem wirus zaatakował żołnie-rzy stacjonujących w pobliskim obozie szkoleniowym. 4 marca zachorował ku-charz, kilka tygodni później chorych było już ponad tysiąc rekrutów. Wirus rozprze-strzeniał się w zatłoczonych miastach, fab-rykach i więzieniach. Hiszpanka podróżowała koleją, potem tak-że na statkach. Przypłynęła z marynarzami do doków Freetown na brytyjskim okręcie wojennym HMS „Mantua”. Pojawiła się też w portach Brest i Boston. Nastąpiła jesie-nna, najostrzejsza fala grypy. Zmarło pod-czas niej mnóstwo osób - zwłaszcza w In-diach, a także na odizolowanych wyspach Pacyfiku, takich jak Samoa (22% ludności) czy Tahiti (14%). Nie starczyło rąk do pracy, brakowało le-karzy i pielęgniarek. Choroba zabierała zwłaszcza młodych ludzi i tych w sile wieku od 20 do 40 lat. Nie wiedziano co po-woduje grypę. Sądzono, że wirus pochodzi od świń, jednak później okazało się, że to świnie zarażały się od ludzi. Aby zabez-pieczyć ludzi przed zachorowaniem, naka-zywano przestrzegać zasad higieny oso-bistej, a jeżeli ktoś kaszlał czy kichał, nie wpuszczano go do kin i teatrów. Kazano sprzątać kurz, wentylować pomieszczenia i unikać tłumów. Do Warszawy choroba dotarła dość późno. Na początku zjawiła się we Lwowie, a w październiku w stolicy. W Polsce epi-demia trwała łącznie cztery miesiące. Trud-no powiedzieć ile osób zmarło, ponieważ

NAUKA "Hiszpanka nie przerażała ludzi tak jak inne epidemie. Powodem było to, że zachorowanie nie oznaczało pewnej śmierci (...)"

Polacy nie prowadzili takich rejestrów. Hiszpanka nie przerażała ludzi tak jak inne epidemie. Powodem było to, że zacho-rowanie nie oznaczało pewnej śmierci, jak w przypadku dżumy czy cholery. Osoby, które wyleczyły się z grypy to między in-nymi Walt Disney i Woodrow Wilson, na-tomiast walkę z chorobą przegrała córka Zygmunta Freuda, Zofia. Hiszpanka pozostawiła po sobie strach, nawet dzisiaj nowe odmiany grypy są do niej porównywane. Ochrona przed choro-bami tak współcześnie, jak i w 1918 roku jest jednak taka sama. Należy unikać tłu-mów, a gdy kaszlemy, zasłaniać usta chus-teczką. Trzeba wietrzyć pomieszczenia i dbać o higienę. W dzisiejszych czasach również pojawiła się pandemia grypy wywołana tym samym wirusem, co hiszpanka, czyli A/H1N1. W 2009 roku grypa zebrała żniwo w więk-szości państw świata - w Polsce zmarły 182 osoby. Tym razem jednak umarło o wiele mniej ludzi niż w latach 1918-1919. Mimo że wirus jest obecnie skuteczniej niszczony w nowoczesnych szpitalach, wciąż może podróżować nowymi środkami transportu, więc należy zachować środki ostrożności dokładnie takie same, jak przed laty. Agnieszka Nowak Fot. 1: NavyMedicine (CC BY 2.0) NIEMIECKA SIŁA
Kto przed półfinałami Ligi Mistrzów wątpił w nie-mieckie drużyny, musiał po ostatecznych rozstrzy-gnięciach być mocno zaskoczony...
SPORT SPORT

Bayern wręcz rozgromił najlepszą w ostatnich latach europejską druży-nę – Barcelonę, a Borussia po wspa-niałym i zaciętym dwumeczu wyelimi-nowała Real Madryt. Świetna gra tych zespołów na arenie europejskiej po-kazuje, że Bundesliga śmiało zaczyna konkurować o miano najlepszej ligi świata. Dwa wielkie zwycięstwa niemieckich klu-bów przyszły w czasie, gdy liga naszych zachodnich sąsiadów coraz śmielej wkrada się, za plecami ligi angielskiej i hisz-pańskiej, na podium najlepszych rozgrywek świata. A jak było kiedyś? W ciągu os-tatnich 21 lat, czyli od momentu powstania Champions League, odbyło się sześć fi-nałów z udziałem niemieckich zespołów, ale wygrać udało się tylko dwa razy, a do-konali tego obecni finaliści – w 1997 roku Borussia Dortmund i w 2001 roku Bayern Monachium. Mimo obecności w czołówce rywalizacji niemieckie drużyny nigdy nie były rozpatrywane jako główni kandydaci do tytułu. Bayern zawsze był solidnym

SPORT "Największą niespodzianką była postawa Bayeru Leverkusen, który po zaciętym finale w 2002 roku uległ Realowi 1:2"

teamem, jednym z kilku najsilniejszych, ale zazwyczaj wyżej ceniono np. Real Madryt czy Manchester United (swoją drogą, z Czerwonymi Diabłami Bawarczycy przeg-rali w dramatycznym finale na Camp Nou w 1999 roku, gdy prowadząc 1:0, stracili dwa gole w doliczonym czasie gry), zaś o Borussi Europa zapomniała na kilka dob-rych lat. Najlepsze lata niemieckich zespo - łów w ciągu ostatniego dwudziestolecia to okres miedzy 1997 a 2002 rokiem – wów-czas to czterokrotnie grały one w finałach Ligi Mistrzów. Największą niespodzianką była postawa Bayeru Leverkusen, który po zaciętym finale w 2002 roku uległ Realowi 1:2. Od 2002 roku próżno było szukać Niemców w finałach najbardziej elitarnych rozgrywek starego kontynentu. Zła passa została przełamana w 2008 roku, kiedy do naj-lepszej dwójki Europy powrócił Bayern Mo-nachium. Bawarczykom nie udało się jed-nak zwyciężyć dowodzonego przez Jose Mourinho Interu. Dwa lata później ekipa z Monachium miała szansę sięgnąć po dru-gi w historii puchar Ligi Mistrzów, ale tym razem na jej drodze stanęła Chelsea. Teraz monachijczycy zmierzą się w bratobójczym pojedynku z wracającą do elity Borussią Dortmund. W niemal sześćdziesięcioletniej historii roz-grywek o Puchar Mistrzów będzie to czwarte starcie zespołów z tego samego kraju (co ciekawe, wcześniejsze trzy miały miejsce już w XXI wieku). Awans obu niemieckich zespołów do finału potwierdził

SPORT

tylko to, o czym mówiło się już od pew-nego czasu - Bundesliga staje się jedną z najsilniejszych lig Europy. Póki co nie-podważalną pozycję na czele tej umownej klasyfikacji mają Premier League i Primera Division. Choć niemieckie drużyny zagrają w finale Ligi Mistrzów, to angielskie i hisz-pańskie rozgrywki bronią się poziomem i intensywnością spotkań czy chociażby klasą grających tam piłkarzy. To fakt, naj-większe gwiazdy futbolu nie przechodzą do Niemiec, ale właśnie na Wyspy Brytyjskie czy Półwysep Iberyjski. "Nie można dyskutować nad wyższością Bayernu i Borussi nad resztą europejskiej stawki (...)" Nie umniejsza to jednak atrakcyjności spot-kań za naszą zachodnią granicą. Ze względu na fizyczny sposób gry, niektórzy porównują ligę niemiecką do angielskiej. Warto też docenić wysoki poziom tak-tyczny, jaki prezentują zespoły z Niemiec. Jednak o ile można dyskutować na temat wyższości jednej ligi nad drugą, tak nie można dyskutować nad wyższością Bayer-nu i Borussi nad resztą europejskiej stawki, bowiem kluby te już swoja przewagę udowodniły, awansując do finału Cham-pions League. Obie drużyny prowadzone są przez zna-komitych fachowców. Yuup Heynckess i Jurgen Klopp z pewnością na takie miano zasługują - obaj stworzyli perfekcyjnie działające maszyny, które odpowiednio zaprogramowane mogą wygrać z każdym, co pokazały w obecnej edycji Ligi Mistrzów. "Postawa Borussi jest dla większości kibiców piłkarskich sporym zaskoczeniem" O ile Bayern tym razem widziano w roli jednego z najpoważniejszych kandydatów do tytułu, to postawa Borussi jest dla większości kibiców piłkarskich sporym zas-koczeniem. Obie drużyny, choć bardzo róż-ne, łączy jedna, typowa dla niemieckiego stylu gry cecha – konsekwencja. Dlatego też z przyjemnością patrzyło się na grę tych zespołów nie tylko w półfinałach Ligi Mistrzów, ale też we wcześniejszych me-czach. Dzięki nim stereotypowe nazywanie niemieckiego stylu gry topornym i brzyd-kim, ale skutecznym, zupełnie traci rację bytu. Owszem, jest to styl efektywny, ale też finezyjny, szybki i przyjemny dla oka. Przyczyn takiego stanu rzeczy może być kilka. Pierwsza to po prostu rosnąca siła ligi niemieckiej. Szkolenie młodzieży czy ścią-ganie obiecujących zawodników i pro-mowanie ich na gwiazdy zaczyna przyno-sić oczekiwane efekty nie tylko w repre-zentacji, ale też w piłce klubowej. Innym powodem rosnącej dominacji Bundesligi

SPORT

może być stopniowe słabnięcie pozos-tałych lig. Serie A wskutek afer korup-cyjnych straciła wielu kibiców. Choć Włosi zdobyli w zeszłym roku wicemistrzostwo Europy, to gra zespołów z Półwyspu Ape-nińskiego pozostawia wiele do życzenia. Kryzys we włoskiej piłce pozwolił więc wskoczyć do czołówki lidzie niemieckiej. Niewykluczone też, że uletni okres duopolu hiszpańsko - angielskiego w Europie do-biega końca. Drużyny z Premier League ośmieszyły się w obecnej edycji Ligi Mis-trzów (poprzedni zwycięzca tych rozgrywek oraz mistrz kraju odpadli już w fazie gru-powej), a reprezentujące Hiszpanię Real i Barcelona okazały się po prostu słabsze od duetu Borussia - Bayern. Jeśli cała ta ocena jest praw prawdziwa, to obecny sukces zespołów niemieckich nie będzie jednorazowym wyskokiem, a stanie się za- czątkiem wieloletniej tendencji w euro-pejskiej rywalizacji. Dwóch rzeczy możemy być pewni – zwy-cięzcą Ligi Mistrzów zostanie niemiecka drużyna, a finał będzie wspaniałym spek-taklem. Oba zespoły przyzwyczaiły nas do tego, że nawet z najtrudniejszym rywalem i pod największą presją potrafią grać pięk-ną i skuteczną piłkę. Dlatego też spotkanie 25 maja na Wembley z pewnością przej-dzie do historii jako jeden z najbardziej za-ciętych finałów Champions League. Maciej Wdowiarski Fot. 1: Peter Fuchs (CC BY 2.0) Fot. 2: SportwettenWelt.com (CC BYSA 2.0) Fot. 3: mr.schnabel (CC BYSA 2.0)

OKIEM WIDGETA