Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

wokół kultury strona 6 audiencja na narodowym strona 7 pytania bez odpowiedzi strona 10 subiektywnie strona 12 mówię ci, że... czyli muzyczne podsumowanie miesiąca strona 13 niewolnicy jedzenia strona 16 niezdrowa obsesja strona 20 komunikacja nowego wymiaru strona 24 z dużej chmury mały deszcz strona 26 w drodze do Lizbony strona 29 fotorelacja: I Studencka Konferencja Biologii Medycznej "Biofuzje" strona 36 WRÓĆCIE I WY!

Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl, rekrutacja(@)outro.pl ISSN: 2299 - 5242 Redaktor naczelny: Paulina Zguda Zastępca: Marek Suska Sekretarz redakcji: Magdalena Wąwoźna Koordynator: Monika Toppich Redaktor prowadzący: Agnieszka Nowak Korekta wydania: Nina Bezpałko Fotoedycja wydania: Roksana Grzmil Projekt okładki: Patryk Skoczylas Szefowie działów: Justyna Książek (kultura), Karolina Przybylska (społeczeństwo), Maciej Dziubiński (sport), Nina Bezpałko (korekta), Roksana Grzmil (foto), Patryk Skoczylas (graficy). Korekta: Agata Andrzejak, Nina Bezpałko, Justyna Dubaj, Agnieszka Dydacka, Dominika Głowacka, Maria Gołaszewska, Kinga Gintowt, Agata Hajduk, Patryk Łowicki, Kamil Morawiec, Adrianna Szczodrowska, Monika Węgrzyn, Wojciech Żywolt Graficy: Adam Białek, Patryk Skoczylas, Jarosław Stępień Zdjęcia na okładce: rayand (CC BY–SA 2.0) i Helmut S. Otto (CC BY–SA 1.0)

Czy to był przełomowy sezon w Lidze Mistrzów? Od 2004 roku, od finału, w któ-rym puchar zdobyło FC Porto dowodzone przez Jose Mourinho (a warto przypomnieć, że drugim finalistą było AS Monaco), pierwsze miejsce w Lidze Mistrzów było za-rezerwowane dla klubów angielskich, hisz-pańskich i włoskich. Mało tego, jedynym zespołem spoza tego kręgu, któremu od 2004 roku udało się dostać do finału, był ostatni zwycięzca - Bayern Monachium. Tegoroczne osiągnięcie Borussii to rzecz wspaniała. Nie ośmielę się nazwać „kopciu-szkiem” klubu, który w 1997 roku tryum-fował w Lidze Mistrzów. Ale przecież tam-tej Borussii już nie ma. To inna drużyna, której udało się wyjść z piłkarskiego nie– bytu. Bo cóż dla europejskiej piłki (przy-najmniej dotąd) znaczyły mistrzostwa zdo-byte w Bundeslidze? Och, gdyby udało się wrócić innym! Gdyby obudził się wielki niegdyś Ajax Amsterdam, gdyby Porto przypomniało o zwycięstwie z 2004 roku (i z 1987)! Może Benfica wspomniałaby dawniejszą świetność, może Celtic Glasgow. Jak bardzo ruszyłoby to tę nudną karuzelę angielsko–hiszpańsko–wło-ską. Choć Włosi też powinni się obudzić, bo od wygranej Interu w Lidze Mistrzów mi-nęły właśnie trzy lata i od tej pory wło-skich drużyn nie było nawet w półfinale. Gdyby wielkim udało się wrócić... Marek







Orange Warsaw Festival 2013 przejdzie do historii jako festiwal jednej gwiazdy. Żadna z osób, z którymi miałem okazję rozmawiać przed Stadionem Narodowym, nie deklarowała szczególnego zainteresowania występami Tinie Tempah czy Basement Jaxx, którzy w innych okolicznościach zostaliby zapewne uznani za porywających artystów. Umysłami pięćdziesięciu tysięcy przybyłych słuchaczy niepodzielnie zawładnęła Beyonce.
AUDIENCJA NA NARODOWYM
KULTURA

Show przygotowane przez pierwszą damę amerykańskiego show businessu było dopracowane w absolutnie najdronb - niejszym szczególe. Ruchy i spojrzenia Beyonce sprawiały wrażenie okupionych katorżniczą pracą, łzami, potem i zgrzytaniem zębów. Oczywiście, widowisko zapierało dech w piersiach, jednak przez cały koncert nie mogłem zapomnieć o tym, że oglądam co do joty ten sam spektakl co widzowie w Paryżu, Berlinie czy Londynie. Momentami perfekcjonizm wokalistki stawał się jej wrogiem odbierającym autentyczność i unikalność tego wieczoru. "Wspominając koncert, nie mogę nie wspomnieć o imponującej oprawie wizualnej widowiska (...)"

KULTURA

Na szczęście to jeden z nielicznych i wyszukanych trochę na siłę minusów warszawskiego wydarzenia. Była wokalist - ka Destiny's Child przekona do siebie każdego niesamowitą siłą swojego głosu. Słynna już umiejętność łączenia doskonałego wokalu z dynamicznymi układami choreograficznymi okazała się jeszcze bardziej imponująca na żywo niż w opowieściach. Są jednak utwory, w których Beyonce wypada bardziej wiarygodnie – ballady („Halo” czy „I Will Always Love You” z repertuaru Whitney Houston na czele), a także funko - wodyskotekowe utwory, w których Queen B jednoznacznie nawiązuje do złotej tradycji disco lat 80. Nie da się ukryć, że artystka łapała wiatr w żagle, gdy grała hity rozpoznawane przez zgromadzoną na Stadionie Narodowym publiczność. Na długo w pamięci słuchaczy pozostaną dzika interpretacja „Why Don't You Love Me”, delikatne „Irreplaceable” i niezwykle żywiołowe „Crazy in Love”. Niestety – trudno będzie zapomnieć też bardzo specyficznej aranżacji pościelowego klasyka „If I Were a Boy”, gdzie wokal Beyonce został zagłuszony przez mocne gitary niekomponujące się z wydźwiękiem piosenki. Zresztą wszystkie utwory, w których wokalistka starała się wcielić w rolę rockoperowej diwy, odbierały jej sporo uroku. Również mocno elektroniczne utwory otwierające koncert (produkowane przez niesamowitych Major Lazer) nieco zawiodły – nie można jednak wykluczyć winy nacechowanej wieloma wadami

KULTURA

akustyki Stadionu Narodowego. Wspominając koncert, nie mogę nie wspomnieć o imponującej oprawie wizualnej widowiska – krótkometrażowe klipy emitowane między utworami były prawdziwą ucztą dla oczu. Momentami niepokojące, momentami zbyt patetyczne, doskonale wprawiały w klimat koncertu. "Słynna już umiejętność łączenia doskonałego wokalu z (...) układami choreograficznymi okazała się jeszcze bardziej imponująca na żywo niż w opowieściach" Mimo wszystko artystka stanęła na wysokości zadania – pokazała nam doskonały, standardowy produkt godny nowej, doskonałej Pani Ameryka. Czekam jednak na moment, w którym królowa Beyonce opuści swój nowo nabyty tron i zejdzie do ludu, wpuszczając do swoich występów odrobinę dystansu i poczucia humoru. Jakub Szymik Fot. 1: kojotomoto (CC BY 2.0) Fot. 2:Marcin Karpezo (CC BY 2.0) Fot. 3: nonu (CC BY - SA 2.0) Mąż June Nealon zginął w wypadku samochodowym. Nieszczęśliwa kobieta znalazła pocieszenie w ramionach czułego policjanta, który świetnie dogadywał się z jej córką. Szczęście jednak nie trwało długo, bowiem drugi mąż i córka bohaterki zostali zamordowani przez mężczyznę, który za ten czyn został skazany na karę śmierci. PYTANIA
BEZ ODPOWIEDZI
KULTURA

Akcja „Przemiany”, powieści Jodi Picoult, toczy się jedenaście lat po opisanych wyżej wydarzeniach. Wielogłosowość narracji zaciekawia i dodaje fabule przejrzystości. Dzięki June poznajemy uczucia kobiety, która nie do końca zdołała pozbierać się po zbrodni sprzed lat. Na domiar złego jej druga córka, Clarie, jest poważnie chora. Shay Bourne czeka na śmierć, jednak zanim umrze chce odkupić swoje winy. Przez to Clarie musi przyjąć od niego pewien niezwykły dar. Historię poznajemy także z perspektywy księdza Michaela, duchowego przewodnika Shaya, prawniczki Maggie, która ma problem z nadwagą, i odsiadującego wyrok dożywocia Luciusa. "W więzieniu zaczynają dziać się rzeczy, które niektórzy uważają za cuda, a inni za sztuczki" Co dla pisarki typowe, porusza ona w „Przemianie” bardzo trudne tematy. Jodi Picoult nie boi się stawiać niezręcznych pytań. Łamie tabu i konwenanse, nie ma obaw przed zakwestionowaniem rzeczy, które dotychczas jawiły się jako jasne i niezaprzeczalne. W powieści poruszana jest między innymi kwestia religii. W więzieniu zaczynają dziać się rzeczy, które niektórzy uważają za cuda, a inni za sprytne sztuczki. Pod zakładem karnym gromadzą się ludzie, którzy wierzą, że Shay potrafi ich uzdrowić. Picoult nie wpycha nikogo w schemat. Morderca nagle staje się cudotwórcą, a katolik zaczyna wątpić w to, co dotychczas było dla niego oczywiste. Autorka tak prowadzi akcję, że czytelnik nie będzie w stanie oderwać się od książki. Zadaje pytania, na które nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Sami mamy



znaleźć te, które najbardziej nam odpowiadają. "Co dla pisarki typowe, porusza ona w „Przemianie” bardzo trudne tematy. Jodi Picoult nie boi się stawiać niezręcznych pytań" Zakończenie utrzymane jest w podobnym tonie. Gdy wydaje się, że wszystko jest już jasne, pisarka mistrzowsko unika udzielenia nam jednoznacznej odpowiedzi, abyśmy mogli spokojnie zasnąć. Sprawia, że myślimy o „Przemianie” długo po zakończeniu lektury.Jodi Picoult pisze z charakterystyczną dla siebie lekkością w podchodzeniu do trudnych tematów. Książkę czyta się niezwykle szybko, a wspomniana wcześniej polifonia narracji pozwala poznać każdego bohatera, przyjąć jego perspektywę i zrozumieć jego wybory. Gorąco polecam tę powieść fanom prozy Amerykanki – myślę, że nikt się nie zawiedzie. Agnieszka Nowak Fot. 1: Lauren Gerson (CC BY 2.0)

KULTURA SUBIEKTYWNIE

Brad Tolinski – Światło i Cień, Jimmy Page w rozmowach (2012) Pierwsza dwudziestka za nami, więc po-stanowiłem poszerzyć spectrum zaintereso-wań do tego cyklu. Pojawi się zatem ksią-żka autorstwa Brada Tolinskiego – redak-tora naczelnego jednego z największych magazynów muzycznych – „Guitar World”. Książka ta to zbiór wywiadów z Jimmym Pagem, gitarzystą i geniuszem z Led Ze-pellin. Podczas czytania blisko 350 stron dowiadujemy się o kulisach powstawania płyt i legendarnych utworów w dorobku zespołu. Smaczku dodaje fakt, że wywiadu udzielili przyjaciele i producenci, których spotykał na drodze od bycia muzykiem sesyjnym do stania się bogiem z gitarą. Jimmy Page to jeden z niewielu bogów na tej ziemi. Kapelusz z głów! 5/5 Chritopher Lee – Charlemagne: The Omens Of Death (2013) Tego nikt się nie spodziewał.Chritopher Lee, który zasłynął dzięki rolom monstrum Frankensteina i hrabiego Draculi, wydaje już drugi album. Zdziwienie może być tym większe, że płyta ta będzie jeszcze bardziej „heavy” od poprzedniej. Już wcześniejsze wydawnictwo„Charlemagne: By The Sword And The Cross” było sporym zaskoczeniem ze względu na obecność wkładek sym-fonicznych. Muzyką do tego nowego albu-mu zajął się gitarzysta i instrumentalista Judas Priest – Richie Faulkner, a wykonaw-cą wszystkich sekcji gitarowych został młody Hedras Ramos, który był drugi w międzynarodowym konkursie „Guitar Id-ol 2009”. Frankensteinie, prowadź! 3/5 Michał Fila MUZYCZNE PODSUMOWANIE MIESIĄCA
MÓWIĘ CI, ŻE... CZYLI
KULTURA

Brytyjczycy z Franz Ferdinand wydadzą w tym roku nową płytę. W sierpniu ukaże się ich czwarty krążek zatytułowany "Right Thoughts, Right Words, Right Actions". Materiał został nagrany w zeszłym roku, a na albumie znajdzie się dziesięć utworów, które już są odgrywane na koncertach. Niecierpliwi mogą udać się do Krakowa na sierpniowy koncert zespołu, by przedpremierowo zapoznać się z nowoś - ciami. "Taka śliczna płyta! Bo faktem jest, że "Random Access Memories" to płyta świetna (...)" *** Rzadko się zdarza, żeby polski artysta grał w Azji, a właśnie taka przyjemność spotkała Olivię Annę Livki. Młoda artystka

KULTURA

zagrała na festiwalu Shimokitazawa Sound Crousing, który promuje młodych, niezależnych artystów. Jakby ktoś nie wiedział, kim jest ta wokalistko–basistka, dla przypomnienia, klip. *** Taka śliczna płyta! Bo faktem jest, że "Random Access Memories" to płyta świetna, niestety nie zostanie rozpro - pagowana przez trasę koncertową. Duet Daft Punk zapowiedział, że po tylu latach pracy nad nowym krążkiem, chcą dać czas fanom na doświadczenie muzyki, jaka się na nim znalazła. Smutne to trochę, ale wybaczamy, bo album jest świetny. Posłuchajcie sami. *** Dopiero co wydał długo oczekiwany album, a już zapowiada kolejny. Justin Timberlake, bo o nim mowa, zapowiedział oficjalnie to, o czym się szeptało od dawna. Następca "The 20/20 Experience" ukaże się na rynku już we wrześniu. Nie znamy jeszcze jego tytułu, wiemy jednak, że ma zawierać dziesięć utworów. Jeśli będą tak rozbudowane jak na wydanej w kwietniu płycie, to w tym roku fanki Justina T. będą miały wiele do słuchania. "Niecierpliwi mogą udać się do Krakowa na sierpniowy koncert zespołu (...) " *** Anna Józefina Lubieniecka odchodzi z Varius Manx. Wiem, ja również musiałem sobie przypomnieć, co to za zespół i co to

KULTURA

za wokalistka, bo zatrzymałem się na etapie, gdy ich przebojem był "Orła cień". Lubieniecka to po Anicie Lipnickiej, Kata-rzynie Stankiewicz oraz Monice Kuszyńskiej już czwarta wokalistka, która opuszcza szeregi zespołu. Trzeba przyznać, zespół idzie po rekord. Czekamy na nową panią za mikrofonem, która wreszcie zagrzeje miejsce na dłużej, oraz na przyzwoitą płytę. Choć pewnie o obie te kwestie niełatwo. "Rzadko się zdarza, żeby polski artysta grał w Azji, a właśnie taka przyjemność spotkała Olivię Annę Livki" *** Skandal, płacz i niedowierzanie. Na tegorocznej Eurowizji Rosjanom zabrano dziesięć punktów od Azerbejdżanu, przez co musiał interweniować szef rosyjskiej dyplomacji. Sytuacja kuriozalna, bo wydawało się, że Eurowizja to wydarzenie rozrywkowe, a nie polityczne. Z tej okazji też konkurs - kto pierwszy wymieni trzech ostatnich zwycięzców festiwalu, ten otrzyma nikomu niepotrzebną wiedzę z zakresu zwycięzców festiwali mało znanych, a na pewno niezbyt oglądanych. Norbert Oset Fot. 1: thomselomsen (CC BY 2.0) NIEWOLNICY
Są produkty, które trafiają w gusta większości osób i choć zawierają mnóstwo cukru, tłuszczu czy sztucznych barwników, trudno się bez nich obejść. Dietetycy zwracają uwagę, że jedzenie może uzależniać tak samo jak alkohol czy narkotyki. Co najciekawsze, za nadmierne podjadanie odpowiada nie apetyt, ale nasz mózg.
SPOŁECZEŃSTWO

JEDZENIA Jedzenie jak narkotyk Są osoby, które potrafią obudzić się w nocy, pójść do kuchni i zjeść trochę ciasta, potem jeszcze coś kalorycznego, np. kawałek kurczaka. Przerażające? Dla większości tak, tym bardziej kiedy pomyślą o skutkach, jakie może to przynieść. Są jednak tacy, którzy nie potrafią odmówić sobie sporych porcji jedzenia, jednak zazwyczaj nie wynika to z ich ogromnego apetytu. Dietetycy zwracają uwagę, że za potrzebę niekontrolowanego objadania się (binge eating) odpowiada nasz mózg. Tara Costa, była modelka w pokazach mody XXL, w wieku 22 lat ważyła 142 kilogramy. Zdecydowała się wystąpić w popularnym w Stanach Zjednoczonych reality show „The Biggest Loser”, w którym uczestnicy starają się zrzucić zbędne kilogramy. Jak sama mówiła, potrafiła wstać w nocy i zjeść wielkie pudełko lodów, podjadała do tego frytki, a nawet pieczone skrzydełka kurczaka z serem i sosem. Jednorazowo dostarczała swoje -

SPOŁECZEŃSTWO

mu organizmowi prawie 6000 kalorii w porze, kiedy żołądek powinien odpoczywać. W trakcie programu Costa straciła aż 70 kilogramów. Było to nieby -wałym sukcesem, ale niestety po jakimś czasie kilogramy wracały: „Zdałam sobie wówczas sprawę, że aby utrzymać prawidłową wagę, muszę walczyć nie z moim ciałem, ale z moim mózgiem! Od tego momentu już wiedziałam, że mój problem nie leży w motywacji czy sile woli, ale w tym, że mój mózg nie funkcjonuje prawidłowo” – tak o swoim problemie z jedzeniem mówiła Tara. "Częste objadanie się, szczególnie słodyczami (...) wiąże się często z tzw. »zjadaniem problemów«" Według specjalistów od żywienia, w tym dr Pameli Peeke (uznana na świecie specjalistka zajmująca się kobiecym zdrowiem i kondycją), jedzenie może być tak samo uzależniające jak np. alkohol czy hazard. W swojej książce „Problemy z głodem” dr Peeke dodaje, że człowiek uzależniony od jedzenia przeżywa te same problemy co narkoman: „Problemem jest to, kiedy mózg rozpoznaje niektóre posiłki jako najlepsze i najsmaczniejsze i wiąże te informacje z systemem nagrody. Działanie systemu nagrody związane jest z wydzie - laniem dopaminy, co sprawia, że zaczyna -

SPOŁECZEŃSTWO

my odczuwać przyjemność. Moi pacjenci mówią, że czują się wspaniale, kiedy sięgają po kolejną przekąskę i muszą się objadać, żeby czuć się dobrze”. Nie wszyscy naukowcy uważają jednak nadmierne objadanie się za zaburzenie psychiczne. Według nich niemal wszystkie odczuwane przez nas przyjemności – piękno, muzyka, sport, związane są z wyrzutem dopaminy podobnym do reakcji na wysokotłuszczowy posiłek. Częste objadanie się, szczególnie słodyczami czy wysokokalorycznymi produktami, wiąże się często z tzw. „zjadaniem problemów”. Osoba chce w ten sposób stłumić w sobie negatywne emocje, smutki, zrekompen - sować jakieś niepowodzenie. Zazwyczaj wmawia sobie, że to przyniesie odprężenie i pozwoli zapomnieć o złych przeżyciach. Niestety kompulsywne objadanie się nie redukuje problemów, a prowadzi do następnych, w tym otyłości. "Jedzenie jest konieczne do przeżycia, ale niestety coraz częściej stajemy się jego niewolnikami" Dzięki naukowemu wytłumaczeniu nad - miernego spożywania posiłków wiadomo już, że nie zawsze nadwadze winny jest apetyt. Nie należy zatem generalizować i zarzucać otyłym osobom, że nie potrafią odmówić sobie kolejnej paczki chipsów. Uzależnienie od jedzenia można i należy leczyć, ale wymaga to dużej pracy. Istnieje wiele organizacji pomagających osobom, które same nie potrafią poradzić sobie z objadaniem się. Najbardziej znaną jest Food Addicts Anonymous – proponuje dwunastoetapowy program połączony z odpowiednio dobraną dietą. Potwier - dzone naukowo informacje dotyczące jakości i bezpieczeństwa żywności oraz powiązań między sposobem żywienia a stanem zdrowia można znaleźć na stronie EUFIC – Europejska Rada Informacji o Żywności. Podstępne chipsy Coraz częściej mówi się o tzw. „podstępnym jedzeniu”, czyli posiłkach, które są bardzo kaloryczne i zazwyczaj podjadane w większych ilościach. Możemy do nich zaliczyć np. pączki (duże ilości cukru i tłuszczu), frytki (połączenie tłuszczu, węglowodanów i soli), ciastka (dietetycy zwracają uwagę na tzw. efekt: „jeszcze tylko jedno”), cukierki czy lody (bardzo duże ilości cukru). Produkt, który najczęściej jest celem nieopanowanego łaknienia, to czekolada (40% kobiet). Wśród dzieci i młodzieży przeważają chipsy. W niektórych szkolnych sklepikach i automatach wycofuje się je, mimo to chęć chrupania wcale nie maleje. Naukowcy z niemieckiego Friedrich-AlexanderUniversitat Erlangen – Nurnberg

SPOŁECZEŃSTWO

byli niezwykle ciekawi popularności chip - sów i dokonali ciekawego badania. Przeprowadzili je na szczurach, bo ich mózgi w wielu aspektach działają podobnie jak nasze. Podzielono je na trzy grupy: jedną z nich częstowano chipsami, drugą karmą składającą się z tłuszczów i węglo - wodanów, a trzecią typowym szczurzym pokarmem. Największą popularnością cieszyły się chipsy i karma tłuszczowo – węglowodanowa. Po pewnym czasie naukowcy zajrzeli do mózgów zwierząt za pomocą rezonansu magnetycznego. Okazało się, że istnieją wyraźne różnice między rodzajem spożywanego pokarmu a pracą mózgu. Najbardziej widoczne były u reprezentantów pierwszej i trzeciej grupy. Badacze nie znaleźli jednak satysfakcjonującej odpowiedzi na pytanie, dlaczego szczury okazały się takimi sympatykami chipsów. "Według specjalistów od żywienia (...) jedzenie może być tak samo uzależniające jak np. alkohol czy hazard" Co zatem kryje się w ziemniaczanych płatkach i powoduje, że dzieci i młodzież tak chętnie po nie sięgają? Większość uważa je za produkt niezdrowy, powodujący otyłość. Chipsy są bowiem produktem o wysokiej zawartości tłuszczu, a także soli – 100 g chipsów dostarcza ok. 550 kcal, więc są wysokokaloryczne. Pod -wyższają także cholesterol, co może w przyszłości prowadzić do miażdżycy czy choroby wieńcowej. Tłuszcz z oleju stanowi około 35% zawartości paczki chipsów. Podczas długotrwałego smażenia powstaje akrylamid, który zaliczany jest do groźnych substancji mogących wywołać u ludzi raka. Chipsy jednak jeszcze długo będą cieszyć podniebienia, ponieważ bardzo dba się o to, by ich smak trafiał w nasze gusta – opracowuje się idealne połączenia cukru, soli, tłuszczu. Istnieje nawet specjalna sól w kształcie piramidek, dzięki czemu łatwo przylega do pokarmu, a potem efektywnie działa na nasze kubki smakowe. Jedzenie jest konieczne do przeżycia, ale niestety coraz częściej stajemy się jego niewolnikami. Życie w ciągłym biegu, stres, wysiłek fizyczny i psychiczny sprzyjają podjadaniu i to w większości niezdrowych, wysokokalorycznych produktów. Można okłamywać się: „wytrzymam bez czekolady czy paczki chipsów”’, ale decyzję i tak podejmuje mózg. Z jednej strony nadmierne objadanie się jest uważane za zaburzenie i powinno być leczone, ale z drugiej należy pamiętać, że w dużym stopniu wpływa na to współczesna kultura konsumpcji. Karolina Przybylska Fot. 1: Roksana Grzmil Fot. 2: Roksana Grzmil Powiedz mi, co jesz, a powiem ci, kim jesteś - napisał kiedyś Anthelme Brillat–Savarin. Dzisiaj jego słowa są mantrą dla zwolenników zdrowego odżywiania. Jednak niewielu z nich zdaje sobie sprawę, że granica między dobrym nawykiem a obsesją jest cienka i łatwa do przekroczenia.
NIEZDROWA OBSESJA
SPOŁECZEŃSTWO

Jest rok 1986. Carlo Petrini, włoski dziennikarz i krytyk kulinarny, zakłada stowarzyszenie promujące lokalną kuchnię. Zaledwie trzy lata później organizacja rozpoczyna działalność jako Międzyna - rodowy Ruch dla Ochrony Prawa do Przyjemności, szerzej znany pod nazwą slow food. Dzisiaj ruch zrzesza ok. 60 ty - sięcy członków i promuje swoje idee na wszystkich kontynentach. Jej głównym celem jest „ochrona prawa do smaku”, tzn. wspierania lokalnych producentów żyw-ności i promowanie potraw charakte - rystycznych dla danego regionu. Już sama nazwa - slow food (powolne jedzenie), jest sprzeciwem wobec życia w biegu, którego konsekwencją są szybkie i niezdrowe posiłki. Jak mówi sam założyciel, jedzenie ma być „dobre, czyste i sprawiedliwe”, a konsumpcja powolna. Zdrowy tryb życia staje się coraz bardziej popularny. Jak grzyby po deszczu wyrastają programy

SPOŁECZEŃSTWO

i blogi kulinarne, nowe diety czy kampanie zachęcające do uprawiania sportu. O zdrowym sposobie życia mówi się w samych superlatywach, jednak jak wszystko, ma on również swoje złe strony. "Kolejnym elementem złego w skutkach nawyku zdrowego jedzenia są popularne diety odchudzające" „W szponach zdrowej żywności” Złe skutki zdrowego jedzenia? To brzmi śmiesznie. Jednak już w 1997 roku amerykański naukowiec Steven Bratman w książce pt. „W szponach zdrowej żywności” opisał schorzenie pod nazwą orthorexia nervosa, czyli obsesja na punkcie zdrowego odżywiania. Jest to choroba, którą znał aż za dobrze, gdyż doświadczył jej na własnej skórze. Zazwyczaj dotyka ona młodych, wykształconych ludzi, należących do klasy średniej (czyli tych, których stać na zdrowe odżywianie). Chorzy mają manię sprawdzania składu, miejsca pochodzenia czy stopnia przetworzenia danego produktu. Wyłączają ze swojego jadłospisu mniej „czyste” produkty, przez co stopniowo wyniszczają swój organizm, nie dostarczając mu wystarczającej ilości witamin i minerałów.

SPOŁECZEŃSTWO

Kolejnym elementem złego w skutkach nawyku zdrowego jedzenia są popularne diety odchudzające. Internet jest pełen cudownych środków i przepisów, które w przeciągu kilku dni pozwolą zrzucić parę kilogramów. Dobrym przykładem jest dieta bezglutenowa, którą stosuje się w leczeniu i profilaktyce celiakii – rzadkiej choroby autoimmunologicznej polegającej na nietolerancji glutenu (białka występującego m.in. w zbożach). Funkcjonuje ona również jako dieta odchudzająca. Według entuzjastów nie tylko odchudza, ale też dodaje energii i leczy inne zaburzenia takie jak łupież, cukrzyca czy nawet schizofrenia. Jej przeciwnicy zwracają uwagę na to, że wyklucza ona wiele produktów zawierających błonnik, a więc może utrudniać zrzucanie wagi. Według Oli, szesnastoletniej licealistki, „diety cud” nie są dobrym pomysłem, ona sama stawia na umiar: – Moim zdaniem każdy, kto czuje się źle ze swoim ciałem, powinien przejść na dietę. Jednak lepiej jeść mniej, niż stosować drakońską dietę, która i tak nie przyniesie spodziewanych efektów. "Zdrowy tryb życia staje się coraz bardziej popularny. Jak grzyby po deszczu wyrastają programy i blogi kulinarne (...)"

SPOŁECZEŃSTWO

Złoty środek Najważniejsze to znaleźć złoty środek – mówi Paulina, gimnazjalistka, która stara się jeść zdrowo: – Lubię kebaby, ale jedzenie ich sześć razy w tygodniu nie byłoby już przyjemnością, z drugiej strony, nie samą sałatką człowiek żyje. "Złe skutki zdrowego jedzenia? To brzmi śmiesznie" Obsesja na punkcie zdrowego jedzenia może dotknąć każdego z nas i wbrew pozorom nie jest to błaha przypadłość. Jednak masowe szaleństwo nam nie grozi – tak przynajmniej twierdzi Ryszard Tomaszewski, prezes Tesco Polska, w rozmowie z portalem gazeta.pl: – Konsumenci lubią mówić, że popierają i kupują polskie produkty, ale rzeczywistość jest taka, że jeśli obok siebie mają pomidory z Polski i taki sam zagraniczny produkt tańszy o 30%, zawsze wybiorą ten drugi. Agnieszka Kracla Fot. 1,2,3,4: Roksana Grzmil Obecnie używane telefony mają wiele funkcji pozwalających na ich zindywidualizowanie i dopasowanie do wymagań użytkownika. Posiadają kolorowe tapety, robią zdjęcia i kręcą wideo. Sprawiają, że rano budzi nas ulubiona piosenka, z kolei inna melodia sygnalizuje nadejście połączenia. Przed naszymi telefonami stoi coraz mniej ograniczeń, a firma ChatPerf postanowiła przełamać kolejną barierę, tworząc urządzenie, którego zadaniem jest wydzielanie zapachu.
KOMUNIKACJA NOWEGO WYMIARU
NAUKA

Wraz z postępem technologicznym zmienia się nasz sposób komunikacji. Jeszcze niedawno tradycyjne listy zostały wyparte przez emaile, a te z kolei ustąpiły wiadomościom SMS. Prym wiodą krótkie wiadomości tekstowe, które z czasem zostały rozbudowane i przeistoczone w multimedialne (MMS), zawierające np. grafiki/obrazki, dźwięk. A gdyby tak pójść o krok dalej, cofając się do podstawowej cechy listów, jaką jest indywidualność? "ChatPerf jest kompatybilny z iPhonem 3G, iPhonem 3GS, iPhonem 4 oraz iPhonem 4S" Żeby dowiedzieć się od kogo otrzymaliśmy wiadomość przy wyciszonym dźwięku, konieczne jest spojrzenie na ekran swojego telefonu. Co jeśli można by dosłownie poczuć wiadomość? Nad tym zagadnieniem długo zastanawiała się japońska firma ChatPerf, która stworzyła małe urządzenie podłączane do telefonu uwalniające aromaty pochodzące z zapachowych wkładów. Z racji tego, że jeszcze nikomu nie udało się uchwycić zapachu i przetworzyć go w sygnał cyfrowy, a potem analogowy, urządzenie ma duże ograniczenia. Niemożliwe jest bowiem wysyłanie nowych zapachów użytkownikowi. Nasz telefon „odtworzy” tylko te wonie, które zostały w nim zaprogramowane. Obecnie rynek zapachów jest dość skąpy i dostępne są tylko aromaty dla dziewczyn, dzieci, zakochanych i zapach relaksacyjny. Jednakże plusem tego urządzenia jest możliwość jego konfiguracji z przychodzą-cym połączeniem, co daje możliwość

NAUKA

„wyczucia wiadomości” przed jej przeczytaniem. Zastosowanie ChatPerf twórcy widzą również w grach. Poprzez imitację zapachu prochu urządzenie to przeniesie wirtualną rozrywkę na wyższy poziom doznań. Gry staną się bardziej realistyczne i ciekawsze. ChatPerf stwarza również możliwość wydzielania aromatów podczas ezakupów, co może ożywić sprzedaż mobilną, zwłaszcza w branży kosmetycznej. "Prym wiodą krótkie wiadomości tekstowe, które z czasem zostały (...) przeistoczone w multimedialne (...)" ChatPerf jest kompatybilny z iPhonem 3G, iPhonem 3GS, iPhonem 4 oraz iPhonem 4S. W sierpniu ma się pojawić ChatPerf na Androida. Widoczny na filmie ChatPerf to wiąż prototyp, nad którym trwają prace w celu udoskonalenia jego funkcjonalności oraz wyglądu. Mimo że sceptycy prawdopodobnie powiedzą, że kolejny wynalazek „made in Japan” nie ma realnych szans na przyjęcie się na rynku europejskim, to warto jednak pamiętać, że jest to krok do przodu. Już niebawem z programów kulinarnych mogą zniknąć hasła: „Szkoda, że Państwo nie mogą tego poczuć!”. Pozostanie nam tylko czekanie na „dotyk”. Ilona Chylińska Fot. 1: Roksana Grzmil Z DUŻEJ CHMURY MAŁY DESZCZ
Gdybym na samym początku piłkarskiego sezonu powiedział, że Borussia Dortmund zagra w finale Ligi Mistrzów, to popukalibyście się w czoło i stwierdzili, że to niemożliwe.
SPORT: PIŁKA NOŻNA

Jeżeli jednak czegoś nie da się zrobić, trzeba znaleźć kogoś, kto o tym nie wie, przyjdzie i to zrobi. Ten krótki cytat z filmu „Poranek Kojota” (jego autorem ma być Albert Einstein) idealnie obrazuje to, czego w przeciągu całego sezonu dokonał Jürgen Klopp. Wyeliminował wielki Real Madryt prowadzony przez wielkiego Jose Mourinho, jednak w finale czegoś zabrakło. Zawiódł sam trener, jak i widowisko. "Jak to w piłce się zdarza, wyszło zupełnie inaczej niż można było się spodziewać" Polska Borussia, wielka trójka, wspaniałe polskie trio. Takie hasła przez ostatnich kilka lat królują w polskiej prasie sportowej. Można stwierdzić, że zaczęły być już trochę męczące. Jestem dumny z Roberta, Kuby i Łukasza, ale nie oszu -

SPORT: PIŁKA NOŻNA

kujmy się - w tym przypadku liczy się kolektyw. Nie można odmówić im dużych umiejętności, jednak w pojedynkę nie są tyle warci, co w tej drużynie. Najlepiej pokazują to mecze w reprezentacji Polski. Ogromny szacunek należy się Kloppowi. Za niewielkie pieniądze stworzył drużynę, która jest w stanie walczyć o najwyższe cele. Dojście do finału Ligi Mistrzów to nie lada wyczyn. Borussia przez ostatnie dwa sezony królowała w Bundeslidze, ale w Lidze Mistrzów grała co najmniej przeciętnie. W tym roku sprawy nieco się odwróciły. Tylko wicemistrzostwo kraju, ale świetne wyniki w Lidze Mistrzów. Należy przypomnieć, że niemiecka drużyna zaczynała te rozgrywki w grupie śmierci z Realem Madryt, Manchesterem City oraz Ajaxem Amsterdam. Ku zdziwieniu wszystkich klub Roberta Lewandowskiego wyszedł z tej rywalizacji na pierwszym miejscu. Wtedy można było przypuszczać, że mamy czarnego konia tych rozgrywek. Faktycznie tak się stało. Dość już o Borussii. Drugi finalista był jak najbardziej spodziewanym gościem na Wembley. Prawdziwa bawarska maszyna do niszczenia wszystkich, którzy staną jej na drodze. Ponad dwudziestopunktowa przewaga w Bundeslidze nad Borussią oraz świetna gra w Lidze Mistrzów. Można było założyć się o duże piwo, że Borussia nie będzie miała żadnych szans w finale. Jak to w piłce się zdarza, wyszło zupełnie inaczej niż można było się spodziewać. Eksperci

SPORT: PIŁKA NOŻNA

zakładali trzy warianty. Albo Bayern zniszczy swoich rywali, albo Borussia wygra po jakimś błędzie przeciwnika, albo obejrzymy niesamowicie zacięty mecz, w którym do końca nie będzie wiadomo, co się stanie. Wszyscy liczyli na ostatni scenariusz. Media trąbiły o wielkim niemieckim finale. Atmosfera była podgrzewana z dnia na dzień. W rzeczywistości oglądaliśmy jeden z najnudniejszych finałów ostatnich lat. Bayern w pierwszej połowie miotał się jak dziecko we mgle, Borussia niby się starała, ale brakowało zacięcia. Lewandowski był zupełnie niewidoczny, jakby ktoś podciął mu skrzydła. Nie był to ten sam zawodnik, który strzelił Realowi cztery gole. Niestety, Robert zawiódł i nie sprostał oczekiwa - niom. Może następnym razem. Jako kibic piłkarski trochę żałuję, że Bayern nie spotkał się w finale z Realem Madryt czy Manchesterem United. Wydaje mi się, że emocje byłyby dużo większe i na pewno nikt po takim meczu nie czułby zawodu. Zawodnicy z Dortmundu zasłużyli w stu procentach, żeby znaleźć się na Wembley, jednak do spektakularnych sukcesów potrzeba im jeszcze trochę czasu. Z drugiej strony, nie wiadomo, czy tego czasu starczy. Jeżeli drużyna zostanie rozkupiona przez gigantów, to jej szanse na wielkość są bardzo małe. Maciej Dziubiński Fot. 1: Dirk_Vorderstraße (CC BY 2.0) Fot.2: funky1opti (CC BY 2.0) Fot. 3: wales_gibbons (CC BY 2.0) Obecny sezon piłkarski powoli zmierza ku końcowi. Znamy rozstrzygnięcia zdecydowanej większości rozgrywek, między innymi tych międzynarodowych. Tegoroczna edycja Ligi Mistrzów przyniosła mnóstwo emocji, ale też kilka niespodzianek. Patrząc na przyszły sezon w kontekście rozegranego na Wembley finału oraz przetasowań w czołowych klubach, możemy dojść do wniosku, że emocji będzie jeszcze więcej niż teraz. Kto zatem zagra w 2014 roku w finale Champions League w Lizbonie?
W DRODZE DO LIZBONY
SPORT: PIŁKA NOŻNA

Pierwszą, podstawową kwestią, jest zmiana warty, jaka nastąpiła w tym sezonie Ligi Mistrzów. Liga hiszpańska reprezentowana przez Barcelonę i Real została zdetro - nizowana przez niemiecką siłę w postaci Bayernu i Borussii. W ciągu ostatnich sześciu lat w półfinale najbardziej elitarnych rozgrywek za każdym razem gościła Barcelona. W tym czasie zdołała dwa razy awansować do finału tej rywalizacji i kiedy już się tam znalazła, sięgała po trofeum. Od trzech lat do swojego największego przeciwnika na etapie półfinału Ligi Mistrzów regularnie dołączał też Real Madryt, któremu jednak ani razu nie udało się awansować do wielkiego finału. Mimo to, dzięki znakomitej grze swoich dwóch domina torów, hiszpańska Primera Division zyskała miano najskuteczniejszej ligi na arenie międzynarodowej. W tym sezonie ponownie obie drużyny grały o finał (choć bezskutecznie), dlaczego więc mowa

SPORT: PIŁKA NOŻNA "Choć Duma Katalonii odzyskała mistrzostwo Hiszpanii, to jednak wszystkim w pamięci pozostała półfinałowa klęska z Bayernem w Lidze Mistrzów"

o zmianie warty? O ile Real walczył do końca – pierwszy mecz przegrał wysoko, ale w rewanżu gonił wynik do ostatnich minut – to Barcelona została wręcz zmieciona przez monachijską maszynę dowodzoną przez Heynckessa. Finał rozegrany pomiędzy Bayernem Monachium a Borussią Dortmund był wspaniałą reklamą niemieckiej piłki i chyba żaden obiektywny kibic oglądający to spotkanie nie żałował, że nie ma na boisku zespołu z Primera Division. Niemiecka precyzja, taktyka i niezłomność okazały się skuteczniejsze od hiszpańskiej finezji, dlatego też niebezpodstawne jest upatrywanie nowej siły w europejskiej piłce – Bundesligi. Analizując mecz Bayernu z Borussią pod kątem przyszłego sezonu pucharowego, można stwierdzić, że drużyna Kloppa osłabiła się jeszcze przed finałem. Sprzedała jednego ze swoich najlepszych i najbardziej obiecujących piłkarzy – Mario Goetzego. Bolesny dla dortmundczyków jest nie sam fakt straty zawodnika, bo niemal każdego da się zastąpić, ale to, dokąd Niemiec został wytransferowany. Otóż jego nowym pracodawcą okazał się być właśnie Bayern Monachium. Drużyna z Zagłębia Ruhry osłabiła się więc podwójnie, bo nie dość, że sprzedała swoją czołową postać, to jeszcze wzmocniła najgroźniejszego rywala. Wciąż mówi się też o kolejnych transferach. Polskie media nie przestają publikować wszelkich, nawet tych wyssanych z palca, informacji o sprzedaży Polaków – Piszczkiem inte -

SPORT: PIŁKA NOŻNA

resuje się ponoć Arsenal, Błaszczykowskim Juventus (choć już wiadomo, że Kuba zostaje w Borussii), a Lewandowskim połowa Euro py. Temu ostatniemu najbliżej wydaje się być do Monachium, a jego sprzedaż do tej drużyny byłaby kolejnym strzałem w stopę Borussii. Głośno jest też o Matsie Hummelsie, który znalazł się na celowniku Barcelony. Choć za podstawo-wego stopera reprezentacji Niemiec trzeba będzie sporo zapłacić, Barca jest skłonna wyłożyć duże pieniądze za światowej klasy środkowego obrońcę. Jeśli choć połowa z tych transferów dojdzie do skutku, Bo-russia zarobi mnóstwo pieniędzy (Goetze kosztował 35 mln euro, Lewandowski i Hummels są wyceniani razem na ok. 50 mln euro). Niezwykle trudno będzie jednak szybko nauczyć nowych piłkarzy wzajem-nego zrozumienia na boisku, tak by dortmundczycy byli w kolejnej edycji Ligi Mistrzów równie skuteczni, jak w tej minio-nej. Dlatego też sądzę, że był to jednorazo-wy wyskok drużyny Kloppa i w przyszłym sezonie jego zespół nie będzie już walczył o tak wysokie laury. Na drugim biegunie znajduje się Bayern Monachium, który nie dość, że wywalczył potrójną koronę (w sobotę w finale Pucharu Niemiec pokonał VfB Stuttgart 3:2), to jeszcze zapewnił sobie transfer Goetzego i przyjście najbardziej oczekiwanej w klubie postaci – Pepa Guardioli. Nowy trener Bawarczyków ma ponoć dostać niemal wolną rękę, jeśli chodzi o transfery, dlatego też do Mona -

SPORT: PIŁKA NOŻNA

chium może zawitać kilku klasowych zawodników (między innymi Lewandowski, o którym była mowa wcześniej). Guardiola przyjdzie do zespołu już gotowego, perfekcyjnie przygotowanego zarówno motorycznie, jak i taktycznie. Z pewnością kibice Bayernu będą oceniać Pepa pod kątem pracy poprzedniego szkoleniowca, dlatego też Hiszpan będzie starał się z całych sił udowodnić, że zasługuje na pracę w stolicy Bawarii. Obserwując, w jakim stylu i z iloma trofeami Bayern kończy ten sezon, uważam, że w kolejnej edycji Ligi Mistrzów to ta drużyna będzie jednym z głównych faworytów. Mimo wszystko Guardioli będzie niezwykle trudno powtórzyć sukces poprzednika. "Wielką niewiadomą pozostaje Manchester United" Okno transferowe ma być okazją do małego trzęsienia ziemi w Barcelonie. Choć Duma Katalonii odzyskała mistrzostwo Hiszpanii, to jednak wszystkim w pamięci pozostała półfinałowa klęska z Bayernem w Lidze Mistrzów. Włodarze klubu z Barcelony już rozpoczęli zbrojenia – pierwszym transferem jest brazylijski gwiazdor Neymar. Zmiany trenera raczej nie możemy oczekiwać, ale wiadome jest, że Barca chce dokonać jeszcze kilku wzmocnień. Jeśli nowi zawodnicy odpowiednio wkomponują się w zespół, ci już obecni wymażą z pamięci tegoroczne

SPORT: PIŁKA NOŻNA

klęski, a trener Vilanova postara się o jakieś innowacje w grze drużyny, Barcelona znowu może zamieszać w czołówce. Czy jednak starczy to na finał w Lizbonie? W tej chwili trudno to ocenić. Sytuacja Realu wydaje się być jeszcze gorsza niż ich największego rywala, czyli Barcelony. Królewscy sezon zakończyli bez żadnego trofeum, a z drużyną oficjalnie żegna się Portugalczyk Jose Mourinho. Nie wiadomo nic o ewentualnym następcy „The Special One”. Mówi się o odchodzącym z Bayernu Heynckessie lub Carlo Ancelottim, który zakończył swoją przygodę z PSG. Jeśli chodzi o nowych zawodników, Real jest skłonny wyłożyć fortunę na Garetha Bale’a, ale nadal niepewna jest przyszłość Cristiano Ronaldo. Wobec tylu zawirowań dookoła szatni Los Blancos, niemożliwa wręcz jest ocena ich przyszłorocznych szans w Lidze Mistrzów. Jeśli żaden z kluczowych zawodników nie odejdzie, drużyna zostanie wzmocniona kilkoma dobrymi transferami, a Florentino Perez znajdzie trenera, który sklei to wszystko w całość, wówczas Real może śmiało walczyć o zwycięstwo w Champions League. Póki co do tego daleka droga. Tegoroczny tryumf w Lidze Europy znacznie podniósł morale zawodników Chelsea Londyn. Do tego wszystkiego niemal pewne jest, że stery w klubie ze Stamford Bridge obejmie Jose Mourinho. Czy Portugalczyk jest gwarancją sukcesów? Był do czasu rozpoczęcia pracy w Realu. Mimo to, kibice The Blues upatrują w nim zbawcy. Chelsea jeszcze bez Mou pokaza–

SPORT: PIŁKA NOŻNA

ła, że może wygrywać Ligę Mistrzów. Z Portugalczykiem może być jeszcze sil-niejsza i jeśli nic niespodziewanego nie stanie na przeszkodzie, śmiało powalczy o finał w Lizbonie. Warto też wspomnieć, że choć koniec poprzedniej przygody Mourinho z Chelsea nie należał do naj-przyjemniejszych, to właśnie pod wodzą Portugalczyka londyńczycy odnosili swe największe sukcesy na arenie krajowej. Wielką niewiadomą pozostaje Manchester United. Po odejściu sir Alexa Fergusona trenerską ławkę obejmuje w swoje rządy David Moyes, pracujący dotychczas w Evertonie. Czy jest trenerem na miarę Mistrza Anglii? To zweryfikuje boisko, ale trudno spodziewać się, by w krótkim czasie obrócił budowaną przez lata drużynę w proch. Na Old Trafford oczekiwanych jest kilka wzmocnień, ale z drużyną pożegnać się może Wayne Rooney. Mimo to Manchester, jak zwykle zresztą, będzie należał do grona faworytów Champions League. Nie należy zapominać także o Paris Saint–Germain. Drużyna z Paryża z dobrej strony pokazała się już w tej edycji Ligi Mistrzów, a kolejna może być dla niej wielką szansą. Na boisku coraz lepiej zgrany zespół - dowodzony z poziomu murawy przez Zlatana Ibrahimovica - może wiele zdziałać. A znając hojność arabskich właścicieli paryżan, można się spodziewać kilku ciekawych transferów. Czarnym ko– niem rozgrywek może okazać się któraś z drużyn portugalskich – Benfica lub Porto. Już w poprzednich latach pokazywały, że potrafią walczyć z największymi. "Tegoroczny tryumf w Lidze Europy znacznie podniósł morale zawodników Chelsea Londyn" Najbliższe miesiące na rynku transferowym mogą być niezwykle ciekawe i dać nam wiele odpowiedzi. Tego, kto zagra w Lizbonie, dowiemy się jednak dopiero za jedenaście miesięcy. Dużo będzie zależało od losowania, ale tak jak co roku do grona faworytów zaliczyć trzeba: Bayern, Real, Barcelonę, Manchester United, a pozy - tywną niespodziankę sprawić mogą PSG i Chelsea. Stawiam na finał Barcelona – Chelsea. Maciek Wdowiarski Fot. 1: Jan S0L0 (CC BY 2.0) Fot. 2: Markus Unger (CC BY 2.0) Fot. 3: Shht! (CC BY 2.0) Fot. 4: funky1opti (CC BY 2.0) Fot. 5: Jan SOLO (CC BY–SA 2.0)





PATRONAT MEDIALNY OUTRO PATRONAT MEDIALNY OUTRO I STUDENCKA KONFERENCJA BIOLOGII MEDYCZNEJ "BIOFUZJE" Wydział Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, 24-26 maja 2013 roku



OKIEM WIDGETA