Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

wokół kultury strona 6 "World War Z" bez Z strona 7 to nie jest pogrzeb strona 10 subiektywnie strona 17 muzyczne podsumowanie miesiąca strona 18 podróże dokładnie zaplanowane strona 24 uwalnianie ubrań jest modne strona 28 wakacje w domu dziecka strona 30 letni ko(sz)mar strona 33 piłkarska telenowela strona 36 okiem Widgeta strona 39 BZZZ

Outro Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl, rekrutacja(@)outro.pl ISSN: 2299 - 5242 Redaktor naczelny: Paulina Zguda Zastępca: Marek Suska Sekretarz redakcji: Magdalena Wąwoźna Koordynator: Monika Toppich Redaktor prowadzący: Jakub Dudek Korekta wydania: Kamil Morawiec Fotoedycja: Adam Białek Projekt okładki: Patryk Skoczylas Szefowie działów: Justyna Książek (kultura), Karolina Przybylska (społeczeństwo), Maciej Dziubiński (sport), Nina Bezpałko (korekta), Roksana Grzmil (foto), Patryk Skoczylas (graficy). Korekta: Agata Andrzejak, Nina Bezpałko, Justyna Dubaj, Agnieszka Dydacka, Dominika Głowacka, Maria Gołaszewska, Kinga Gintowt, Agata Hajduk, Patryk Łowicki, Kamil Morawiec, Adrianna Szczodrowska, Monika Węgrzyn, Wojciech Żywolt. Graficy: Adam Białek, Patryk Skoczylas, Jarosław Stępień. Zdjęcie na okładce: Liji Jinaraj (CC BY–SA 2.0)

Tak, każdemu przyda się czasem relaks z książką czy słuchawkami w uszach na łonie natury. Najlepiej wieczorem, kiedy załatwi się bieżące sprawy i wreszcie moż-na odetchnąć po upale dnia. Jest tylko je-den, najczęściej niewidoczny, ale bardzo uciążliwy problem - w lato robienie czego-kolwiek na zewnątrz w godzinach wieczor-nych staje się sportem ekstremalnym. Ekstremalnym, bo dosłownie walczymy o każdą kroplę naszej krwi. Czyli kilka słów o komarach – w tekście naukowym można przeczytać, dlaczego część z nas nie ma z tymi owadami problemu, a z jakiego powodu niektórych prześladują z niezwykłą wręcz zawziętoś-cią? Bohaterami tematu numeru są tym ra- razem obiekty bardzo prozaiczne i pow-szechnie znienawidzone, ale chyba nikt nie zaprzeczy, że brakuje mu aktualności. Może po jego lekturze uda się Wam przeżyć idealny wieczór bez zbędnego towarzystwa? A tych propozycji na jego spędzenie (czy też relacji z minionych już ofert) jak zwykle w Outro nie brakuje. Kolejny raz zawitał do nas Hugh Laurie ze swoim muzycznym występem, można przeczytać recenzję naj-nowszego filmu o nieśmiertelnym motywie zombie, czeka również udany sposób na wzbogacenie szafy małym kosztem. Brzmi ciekawie? Zapraszamy do lektury! Paulina







BEZ Z Motyw zombie jest równie nieśmiertelny, tak jak i one same. Żywe trupy od dziesiątek lat są obecne na ekranach kin, strasząc i bawiąc – niemal zawsze jednocześnie. Jednak twórcy „World War Z” zdecydowali się na nieco inną konwencję.
"WORLD WAR Z"
KULTURA

Początek historii nie przedstawiał się zbyt obiecująco – typowy dla amerykańskich fil-mów katastroficznych, czyli utarty, ba-nalny schemat i pełen patos. Ot, mamy do czynienia ze słodką rodzinką wyjeżdżającą na wakacje, która utknęła w korku. Oczywiście tutaj Brad Pitt wciela się w rolę kochającego ojca, parającego się niegdyś czymś niezwykle tajnym i niebezpiecznym, co w scenariuszu zostało wielokrotnie pod-kreślone, jednak niezupełnie wyjaśnione. I nagle wszyscy – rzecz jasna wbrew zaleceniom władz, żeby stworzyć jakże groźną atmosferę niskobudżetowych fil-mów sensacyjnych – wszczynają ewaku-ację z samochodów, biegnąc jak najdalej przed siebie. Panika dotyka każdego. Ten melodramatyzm nie przypadł mi do gustu, ale wartka akcja i dynamiczne ujęcia wyró-wnały bilans. To właśnie prędkość nadaje kształtu tej produkcji.

KULTURA

Po pierwsze tempo, po drugie banał, a po trzecie Brad Pitt. W tych kilku słowach uda-ło mi się zawrzeć całą istotę filmu. Brzmi to wręcz odrzucająco miałko. Ambitne to nie jest, ale na pewno nie odpycha. Trzy-mająca w napięciu fabuła i lekko epile-ptyczny montaż nie pozwalały oderwać wzroku od ekranu. Ponad dwie godziny spędzone w sali kinowej minęły niemoż-liwie szybko. Historia nie jest zbyt ro-zbudowana, tak jak i nieskomplikowani są bohaterowie. Opowiada ona o ciągłych próbach walki i ucieczki na tle słabo zary-sowanej zombie apokalipsy, a schematy-czne postaci idealnie wpasowują się w tę scenerię. "Film błędnie oznacza się jako horror (...)" Obraz przyjemny dla oka, niemniej nie próbuj go interpretować, bo jest na tyle płytki, że z hukiem uderzysz o dno. Jako fankę krwiożerczych, nieumarłych istot w wyraźnych odsłonach, czy tych upiornych, czy komediowych, rozczarowała mnie ckliwość, na którą pozwolili sobie twórcy „World War Z”. Film jest po prostu mdły. Paradoksalnie, jakby się mogło wy-dawać. Szarość wśród pościgów i wybu-chów. Zombie tutaj tyle co nic, a o dra-stycznych scenach nawet nie wspominając. Chociażby rana, z której w rzeczywistości krew lałaby się strumieniami, jest niemal sucha. Film błędnie oznacza się jako horror, gdyż z tym gatunkiem wspólną ma chyba tylko obecność żywych trupów, do tego znikomą. Zdecydowanie bardziej odpowiada mu etykietka kina katastroficz-

KULTURA "Historia nie jest zbyt rozbudowana, tak jak i nieskomplikowani są bohaterowie."

nego lub… familijnego, bowiem kręcony był w tej samej kategorii – pg13 – co produkcje Disneya. Jest to główny powód licznych odstępstw od książki Maxa Bro-oksa o tym samym tytule, na podstawie której film ten został (wprawdzie bardziej adekwatne byłoby stwierdzenie „miał zostać”) nakręcony. Zdecydowanie kontrowersyjnym posunię-ciem reżysera – uważam to za fatalny błąd – było lokowanie produktu w kulminacyj-nym momencie całej fabuły. Według mnie jest to kpina z widza, który już i tak przed rozpoczęciem seansu był skazany na oglądanie nieskończonej liczby reklam. Nie-zwyciężony Brad Pitt wstrzymujący pan-demię zagrażającą ludzkości za pomocą puszek Pepsi?! To już nie jest zwyczajnie śmieszne, a tragikomicznie. Wywołuje to poczucie wyższości produktu nad scenariu-szem, a także nad samym widzem. Uważam, że było to zwyczajnie nie na miejscu. Pełna ambiwalentnych uczuć opuściłam gmach kina. W gruncie rzeczy ekranizacja dostarczyła mi porcję efektownej rozrywki, choć nie takiej, jakiej się spodziewałam. Film polecam bardziej fanom kina kata-stroficznego i akcji, aniżeli zombie movies oraz wszystkim zwyczajnie pragnącym zająć czas odrobiną zamieszania na ek-ranie. Wiktoria Zamirska Fot. 2: Ted Van Pelt (CC BY 2.0) TO NIE JEST POGRZEB
W jednym z czerwcowych numerów Outro pojawiła się moja relacja z pierwszego koncertu Hugh Lauriego w Polsce. Zachwycona muzyką i atmosferą panującą w Sali Kongresowej obiecałam sobie że to
KULTURA KULTURA

z pewnością nie jedyny koncert Hugh, na którym będę. Postanowiłam więc udać się na występ kończący jego europejską trasę, który odbył się 27 lipca w Pradze. Wraz ze mną uczestniczyli w nim polscy fani, którzy przed tym wydarzeniem zdołali się zwołać na Facebooku. Po dotarciu do hotelu postanowiłam sprawdzić, ile zajmuje dojście do Centrum Kongresowego, w którym odbywał się pierwszy z dwóch koncertów Hugh Lauriego w Pradze. Korzystając z okazji – przybyłam pod CK jakieś pół godziny przed zakończeniem odbywającego się tego dnia występu – postanowiłam zorientować się, gdzie będą rozdawane autografy. Wraz z moimi towarzyszami weszłam do środka budynku i nie zatrzymywana przez nikogo udałam się na piętro, gdzie był sklep z ko-szulkami i płytami zespołu oraz wejście na salę. Po kilku minutach naszego stania na środku korytarzu pani pilnująca drzwi wejściowych przywołała nas ręką i bez oka- zania biletu wpuściła na salę. Pod sceną

KULTURA "Artysta – tak jak w Polsce – zażartował z Rosjan. Z tym że o ile w Polsce wyszło to spontanicznie, tak w Czechach zabrzmiało to jak wymuszony żart."

stała już grupa ludzi, której z boku przyglą-dał się ochroniarz. Niewiele myśląc, uda-łam się na przód, by znaleźć się pod samą sceną i przez kilka ostatnich numerów ba-wić się z publicznością, dostając przedsmak tego, co miało czekać mnie jutro. Chwilę przed zejściem Hugh ze sceny, niezauwa-żona przez nikogo, wysz- łam z sali. Wra-cając do hotelu pod wpływem emocji, zapomniałam poczekać, aby wziąć autografy, któ-re tego dnia dostali wszyscy. Wracałam do hotelu i zastanawiałam się, jak to jest możliwe, że wpuścili nas bez sprawdzania biletów, mało tego – zostaliś-my wręcz zawołani na salę. W pamięci przywołałam sobie natychmiast warszaw-ski wieczór 6 czerwca, kiedy to wyjście z sa- li bez biletu oznaczało koniec imprezy, a nie szeroko otwarte drzwi. Kolega, który nie posiadał biletu na koncert dnia następ-nego, powiedział, że spróbuje dostać się do środka w ten sam sposób. Następnego dnia – punkt 19:00 – spotkałam się przed CK z jedną z fanek i razem ruszy- łyśmy w kierunku sali. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, że przed koncertem funkcjonuje bufet. Tuż przed samą zabawą można było wprowadzić się w dobry nastrój sprzedawanymi tam piwem i szampanem, co niestety czeskiej publicz-ności nie pomogło. Sala ogromnych rozmiarów powoli się za-pełniała. O ile w Polsce spóźnienie się arty-sty stanowi wręcz tradycję, tak w Czechach

KULTURA

koncert zaczął się punktualnie, a publicz- ność klaskała dopiero, gdy na scenie pojawił się band. Lista utworów niewiele różniła się od tej, którą znałam z warszaw-skiego koncertu. Zdziwienie natomiast wy-wołało u mnie słabe porozumienie między muzykiem a publicznością. To, co u nas było interakcją wywołującą uśmiech na twarzach zespołu i słuchaczy, w Pradze działało jednostronnie. "(...) przyjechałam na koncert, a nie na pogrzeb." Hugh starał się wpływać na publiczność, ale tej nie bardzo pomogły nawet wcześniej sprzedawane piwa i szampan. Po raz pierwszy odniosłam wrażenie, że koncert oglądam w telewizji, a nie na żywo ze spontaniczną reakcją publiczności. Po krótkiej przemowie przyszedł czas na wspólne odśpiewanie refrenu „Let The Good Times Roll”. Muszę przyznać, że bar-dzo czekałam na tę piosenkę, by przekonać się o uczciwości scenicznej Hugh. W Polsce publiczność poradziła sobie z zadaniem bardzo dobrze, ale stosunek Czechów do Polaków znany jest Europejczykom i wła-śnie to sprawiło, że byłam ciekawa słów Hugh po udanej próbie odśpiewania refrenu, która wyszła dopiero za czwartym razem. Mógłby przecież zażartować z polskiej wi-downi, choć nie daliśmy do tego podstaw. Artysta jednak – tak jak w Polsce – za-żartował z Rosjan. Z tym że o ile w Polsce wyszło to spontanicznie, tak w Cze-chach zabrzmiało to jak wymuszony żart. "Zdziwienie wywołało u mnie słabe porozumienie między muzykiem a publicznością. To, co u nas było interakcją wywołującą uśmiech na twarzach zespołu i słuchaczy, w Pradze działało jednostronnie." Kolejne piosenki i kolejne oklaski, które zagłuszyć spokojnie mogło głośne kichnię-cie. Słysząc pierwsze takty „Junco Partner”, podobnie jak w Polsce, poderwałam się z miejsca. Siedząc w 26 rzędzie zbiegłam na sam dół pod scenę, by bawić się samotnie w rytm tej piosenki. Hugh dostrzegł mnie pod sceną i powiedział „Good for you”, ale zaraz potem ochrona odciągnęła mnie na bok, prosząc o zajęcie swojego miejsca. Zdziwiona zdołałam tylko zapytać po angielsku „Dlaczego?”, ale zamiast odpowiedzi dostałam rozkaz powrotu. Wracając na swoje miejsce (prawie na koniec sali), zastanawiałam się, dlaczego ludzie się nie bawią i co

KULTURA

przyczyniło się do tego, że och- roniarz kazał wrócić mi na miejsce, skoro w Warszawie wszyscy bawili się pod sceną przy aprobacie Hugh. "Mijały piosenki i po raz kolejny próbowałam się bawić." Po zakończeniu piosenki dostałam pierwszy prezent tego dnia od muzyka, który zapytał ze sceny, co się ze mną stało. Mijały piosenki i po raz kolejny próbowałam się bawić. Tym razem przeszkodził mi w tym jeden z ochroniarzy, któremu nie dało się w żadnym znanym mi języku (polski, angielski, niemiecki) wytłumaczyć, że przy- jechałam na koncert, a nie na pogrzeb. Nie rozumiał też tego, że ludzie muszą się bawić, co sam muzyk mówił ze sceny. Dru-gi raz zostałam zmuszona do powrotu na swoje miejsce. Hugh pokazał, że również nie rozumie zaistniałej sytuacji. "O ile słuch nie zawiódł mnie i kilku innych fanów, to głośno zostało powiedziane, że powrót artysty do Warszawy nastąpi." Trzecia próba podejścia pod scenę skoń-

KULTURA

czyła się na ochroniarzu, który prosił mnie o powrót na miejsce. Opuściłam na chwilę salę, zaczepiona jednocześnie przez znajo-mego, który został wpuszczony na koncert bez biletu po niecałej godzinie od jego rozpoczęcia. Po moim powrocie i odśpie-waniu kolejnej piosenki band został nagro- dzony owacjami na stojąco - tylko z mojej strony. "Po raz pierwszy odniosłam wrażenie, że koncert oglądam w telewizji, a nie na żywo ze spontaniczną reakcją publiczności." Warto w tej chwili przypomnieć koncert w Warszawie, gdzie muzycy dostawali owacje na stojąco po każdej piosence, a ludzie spod sceny nie wracali na miejsca. W Pradze zaczęłam odliczać do końca pogrzebu, a moje skryte modlitwy zostały wysłuchane. Podczas bisów wokalistki zawołały, by publiczność poderwała się z miejsca i podeszła pod scenę. Ochro-niarze nie dali rady powstrzymać zmierza-jących tam ludzi, choć i tak większość została na swoich miejscach. Mając na swoim koncie trzy porażki, zostałam przepusz-czona przez publiczność do samego przo-du. Po chwili zabawy, nadużywając ich gościn-ności, wyciągnęłam polską flagę, którą natychmiast zauważył Hugh i wyraził apro-

KULTURA "Uczucia po koncercie mam mieszane. Na pewno był to mój ostatni koncert w Czechach – a to z powodu jego organizacji i ochrony"

batę, czytając wezwanie, by wrócił do Pol-ski. Wraz z pomocą innych fanów udało mi się rozłożyć flagę na scenie, a zaraz potem pojawiła się kolejna. O ile słuch nie zawiódł mnie i kilku innych fanów, to głośno zostało powiedziane, że powrót artysty do Warszawy nastąpi. Pomimo grobowej atmosfery zespół zagrał kilka bisów, co pozwoliło fanom choć trochę uwolnić energię. Zaraz po koncercie dużo ludzi udało się pod wejście 11, gdzie rozdawano autografy. Pewne jest to, że w Polsce trwało to dłużej. Tamtego wieczoru dostało je tylko kilkunastu szczęśliwców. Mi samej udało się zdobyć autograf, wspólne zdjęcie z Hugh oraz podarować mu polską flagę, którą zawiesił na szyi, po czym kontynuował rozdawanie autografów. Druga flaga zawisła na autoka- rze zespołu i miejmy nadzieję, że bezpiecz-nie pojechała z nimi w trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych. Uczucia po koncercie mam mieszane. Na pewno był to mój ostatni koncert w Czechach – a to z powodu jego organi-zacji i ochrony, która skutecznie wprowa- dzała grobową atmosferę. Z drugiej strony determinacja opłaciła się i być może przy- czyniłam się wraz z inną fanką do powrotu Hugh i jego zespołu do Polski, bo teraz już nie ma mowy o tym, że mogliby do nas nie wrócić. Ilona Chylińska Fot. 1, 2, 3, 4, 5: Mateusz Bratkowski

KULTURA SUBIEKTYWNIE

Dead Can Dance - „Anastasis” (2012) Tego się nie spodziewałem. To już trzy-dziesta odsłona cyklu i bardzo mi miło, że on nadal istnieje. Dlatego na tę okazję wy-brałem odpowiednią płytę. W zeszłym ro-ku na rynku pojawiło się bardzo ważne wydawnictwo - „Anastasis” - australijskiej formacji Dead Can Dance. To dwa najważ-niejsze i najpiękniejsze głosy muzyki new age. Całość składa się z ośmiu przepię -knych utworów, bardzo magicznych, wzbo-gaconych o orientalne instrumenty i ten przeszywający do szpiku kości głos. Bardzo mocno podkreślam wartości wokali, ale bez nich zespół by nie zaistniał w formie, jaką znany. W czerwcu gościliśmy ich w naszym kraju na dwóch koncertach. Opinie są bardzo podobne względem „Kveikur” Sigur Rós. Nic dziwnego. Mark Blake - „Pink Floyd. Prędzej świnie zaczną latać” (2012) Dawno nie dzieliłem się opiniami i ko-mentarzami dotyczącymi książek. Śpieszę więc nadrobić zaległości. Wybrałem pub-likację o moim najukochańszym zespole - Pink Floyd. To pierwsza tak dokładna i tak bogata encyklopedia o tej formacji - legendzie. Co ciekawe, można by uprościć i powiedzieć, że składa się z wywiadów z przyjaciółmi, producentami, znajomymi czy rodziną Brytyjczyków. Gdzieniegdzie pojawiają się wtrącenia i komentarze auto-ra, ale są one raczej dopowiedzeniami lub uzupełnieniami, co pozwala na lepsze zro-zumienie tego, co się czyta. Świetna pozy-cja! Michał Fila MUZYCZNE PODSUMOWANIE
MIESIĄCA
KULTURA

Niektórym lipiec kojarzy się tylko z jednym – Open'erem Gdyńska impreza z roku na rok przyciąga coraz więcej fanów brzmień rockowych, indie rockowych, muzyki elektronicznej, alternatywnej, hiphopowej, a nawet muzyki pop. W tym roku na scenie pojawiły się takie gwiazdy, jak: Kings of Leon, Crystal Castles, Arctic Monkeys, Queens of the Stone Age, Rihanna, The National, Blur, Animal Collective, Crystal Fighters, Kendrick Lamar, Hey, Maria Peszek, Ras Luta, Łąki Łan, Lao Che i wielu innych. "Jeden z najbardziej energicznych, a nawet i żywiołowych, koncertów zagrali Crystal Fighters." Ogromne tłumy pojawiły się podczas występu Kings of Leon – była to największa gwiazda tegorocznego Openera. Konkurs na celebrytę festiwalu bezdyskusyjnie wyg-rała... Rihanna. Jeżeli uważacie, że Riri przyg-lądała się występom ze strefy VIP, to jesteście w ogromnym błędzie! Piosenkarka stała bowiem w fosie, tuż przy samej publicz-ności. "Lady GaGa. Prawie zaginął o niej słuch. Piosenkarka znana jest z bardzo kontrowersyjnego stylu bycia i ubierania." Jeden z najbardziej energicznych, a nawet i żywiołowych, koncertów zagrali Crystal Fighters. Frontman Sebastian Pringle (nie, to nie twórca znanej marki chipsów!), ostry

KULTURA "Ogromne tłumy pojawiły się podczas występu Kings of Leon – była to największa gwiazda tegorocznego Open'era."

bit, a do tego baskijski folklor – to potężna mieszanka wybuchowa, którą od razu pokochała publiczność. Czyżby Crystal Fighters traktowali wszystkie swoje wys-tępy, jakby to były już te ostatnie? Mogę śmiało powiedzieć, że tak, gdyż dwukrotnie byłem uczestnikiem ich popisów na scenie, zarówno podczas Open'era, jak i ich majowego występu w Palladium. Niestety, wszystko musi się kiedyś skończyć, zatem nie pozostaje nam nic innego, jak tylko czekać na festiwal w 2014 roku! *** Muzyka pop: Beyoncé. Ciesząca się największą sławą gwiazda showbiznesu potrafi być kapryśna. Jej wierni fani czekają na nowy krążek zatytułowany „Mrs. Carter”. Jest to piąta płyta w karierze piosenkarki. Podczas trasy koncertowej „The Mrs. Carter Show World Tour” Bey promowała dwa nowe single: „Grown Woman” oraz „Standing On The Sun”. Niestety, premiera płyty nadal się przeciąga, nie wiadomo więc, czy zostanie wydana w wakacje, tudzież we wrześniu... Honey B, proszę o zdecydowanie się, czekam! Ellie Goulding. Tegoroczne wakacje należą również do tej angielskiej wokalistki i gitarzystki. 1 lipca 2013 roku to jedna z tych dat, które fani serialu „Skins” zapamiętają na długo. Nadejście siódmego już sezonu brytyjskiego serialu powiązano z premierą nowego utworu Ellie „You, My Everything”. Ale to nie koniec! Goulding wydała również piosenkę „Burn”, która

KULTURA

zwiastuje reedycję jej drugiego albumu pod tytułem „Halcyon Days” (ukaże się już w sierpniu). Do sieci trafiła również piosenka „You Changed Everything”, ale nie wiadomo, czy pojawi się ona na sierpniowym krążku. "Jay–Z. Słynny raper wydał trzynasty albumstudyjny. Płyta, taksamo jak poprzednie, dotarła na szczyty list sprzedaży." Selena Gomez. Amerykanka wydała w lipcu swój pierwszy, w pełni solowy album pt. „Stars Dance”, z którego pochodzą utwory „Come and Get It” oraz „Slow Down”. Na płycie znalazło się w sumie jedenaście piosenek. Wcześniej Selena nagrywała pod szyldem „Selena Gomez & The Scene”. Lady GaGa. Prawie zaginął o niej słuch. Piosenkarka znana jest z bardzo kontrowersyjnego stylu bycia i ubierania. Nie wiem jak wy, ale ja wolałbym zjeść kawał dobrego mięcha, niż zawiesić go sobie na szyi. No, ale co kto lubi! Na stronie littlemonsters.com ujawniono zdjęcia GaGi bez makijażu. Poza tym gwiazda promuje nadchodzący album „ARTPOP”. Wspomina również, iż praca nad nim kosztowała ją sporo zdrowia, a jej palce „krwawią”. „Wydawało mi się, że wewnętrznie zostałam zniszczona. Ale jestem gotowa walczyć. Włączcie muzykę” – kończy wpis. "Fani nazwali kampanię „nieodpowiedzialną” i „szaloną”." Listę popową zamyka Robin Thicke. Amerykański piosenkarz wydał już szósty album. Na płycie znajduje się tytułowy mega hit „Blurred Lines” z gościnnym udziałem T.I i Pharrella Williamsa. Wszystkie utwory z tej płyty zostały napisane przez Thicke'a. W roli producentów w studiu pojawili się m.in. Timbaland, Will.i.am, Dr. Luke czy wspomniany Pharrell Williams. Jeżeli nie słyszeliście jeszcze wakacyjnego hitu – macie właśnie taką okazję. http://www.youtube.com/watch?v=yyDUC1LUXSU *** Muzyka hiphopowa: Jay–Z. Słynny raper wydał trzynasty album studyjny. Płyta, tak samo jak poprzednie, dotarła na szczyty list sprzedaży. W posz-czególnych utworach gościnnie pojawili się m.in. Rick Ross, Nas, Justin Timberlake, Beyoncé Knowles czy Frank Ocean. W produkcji pomagali Timbaland, Jerome „JRoc” Harmon i sam Jay–Z. Album spotkał się z różnymi opiniami krytyków

KULTURA

muzycznych. Trzeba jednak samemu przekonać się, czy płyta przypadnie nam do gustu – opinia innych nie jest naszą własną. "Oburzenie wśród wielbicieli zespołu 30 Seconds to Mars." Muzyka r'n'b: Jay Sean. Młody i zdolny, wydał czwarty album studyjny. Artyście i jego grupie producenckiej OMF przyświecał tym razem jeden cel - „Wszyscy zgodzili się co do tego, żeby słowo »przebój« wyrzucić z gło-wy, a skoncentrować się na tworzeniu mu-zyki, która po prostu wywołuje w nas dobre samopoczucie i której sami chcieli-byśmy słuchać” – mówił Jay Sean. Na „Ne-onie” pojawili się też m.in. Rick Ross i Busta Rhymes. *** Newsy: 25 lipca 2013 roku – ta data zostanie w sercach wielu fanów Depeche Mode. Zespół bowiem zagrał wtedy na Stadionie Narodowym. Oprócz utworów z najnowszej płyty „Delta Machine”, panowie wykonali również takie hity jak: „Personal Jesus” czy „Enjoy the Silence”. 26 lipca 2013 roku – Mick Jagger skończył 70 lat! Mimo swojego wieku wokalista zespołu The Rolling Stones nie narzeka na brak charyzmy i wpływu na światowy show-

KULTURA

biznes. Wszystkiego najlepszego życzy redakcja Outro! "26 lipca 2013 roku – Mick Jagger skończył 70 lat!" 30 lipca 2013 roku – Selah Sue, belgijska piosenkarka, wystąpiła w sopockiej Zatoce Sztuki. Artystka stała się popularna za sprawą kawałka „This World”, który uzależnia już od pierwszych dźwięków. Jej głos, talent i uroda przyciągają jak magnes. Solange odwołała swoją trasę koncertową po Europie. Niestety w związku z tym nie wystąpiła również na katowickim OFF Festivalu, który odbywał się w ostatni weekend. "Koniec z grzeczną Hannah Montaną?" Oburzenie wśród wielbicieli zespołu 30 Seconds to Mars. Ostatnio grupa została skrytykowana za niecodzienny pomysł. Zaapelowała, aby każdy fan wytatuował na swoim ciele wersy z tekstu piosenki „Do or die”. W teledysku miał pojawić się kolaż z na-desłanych zdjęć, jednak nie miał to być tra-dycyjny klip, a tzw. „lyrics video”. Fani nazwali kampanię „nieodpowiedzialną” i „szaloną”. O projekcie „For those Who Do. Zrób to z Lenovo!” słów kilka. Rozpoczyna się jego etap dedykowany muzyce oraz Novice. Konkurs ten potrwa do końca grudnia bieżącego roku. Aby wziąć w nim udział, należy przesłać nagrany przez siebie remix

KULTURA

lub cover udostępnionego przez Novikę utworu „Safest” bądź własne video do wybranego fragmentu utworu. Wygraną jest udział w warsztatach muzycznych z Noviką właśnie. "Solange odwołała swoją trasę koncertową po Europie." Franz Ferdinand. Zespół opublikował klip do nowego singla „Love Illumination”. Jest to drugi po „Right Action” numer promujący nadchodzący czwarty album „Right Thoughts, Right Words, Right Action”. Premierę wyznaczono na 26 sierpnia. Koniec z grzeczną Hannah Montaną? Hannah, a właściwie Miley Cyrus, przez zmianę wizerunku traci wiele fanek. Artystka robi wszystko, aby zerwać ze swo-im wypromowanym w telewizji, grzecznym wizerunkiem. Jej nowy singiel „We Can't Stop” został ocenzurowany w wielu krajach z uwagi na zbyt wulgarny przekaz artystyczny. Wojciech Żywolt Fot. 1: Michał Bielecki (CC BY 2.0) Fot. 2: MEDIODESCOCIDO (CC BY 2.0) Fot. 3: Stephen Eckert (CC BY 2.0) Fot. 4: benyupp (CC BY 2.0) PODRÓŻE
DOKŁADNIE ZAPLANOWANE
SPOŁECZEŃSTWO SPOŁECZEŃSTWO

W XXI wieku świat praktycznie stoi przed nami otworem. Granice między państwami można z łatwością przek-roczyć (tym bardziej w strefie Schen-gen), a dzięki tanim liniom lotniczym podróżowanie staje się coraz tańsze. Dla osób, które nie mają predys-pozycji organizatorskich, wachlarz ofert proponują niezliczone biura podróży. Dzięki nim za niewielkie pieniądze możemy poznać niemal cały świat. Ale czy aby na pewno? Nikt nie ma wątpliwości, że podróże mają szereg zalet. Podczas nich możemy zoba-czyć nawet najodleglejsze zakątki świata, poznać tamtejszą florę, faunę, a przede wszystkim kulturę. Przynajmniej tak mówi teoria, bo kiedy przyjrzeć się bliżej dzisiejszym wycieczkom zorganizowanym, sprawa ma się trochę inaczej. Nawet wyjazdy do egzotycznych krajów kuszą nas niskimi cenami i wieloma atrakcjami. Im dalej w świat, tym więcej wrażeń. Mamy na przykład możliwość wykąpania się w kil-kunastu basenach hotelowych w Egipcie

SPOŁECZEŃSTWO

albo wspaniałą zabawę w parku rozrywki we Francji. Oczywiście wszystko to bez znajomości języka obcego. Przez cały czas będziemy przecież w stałym gronie wycie-czkowiczów z danego turnusu. Nie ma rów-nież potrzeby zamartwiania się trans-portem. Biuro podróży zapewni wszystkim wygodny dojazd na miejsce klimaty-zowanym autokarem z roletami w oknach. Można nawet zapomnieć, że jest się za granicą! Takie wakacje na pewno pozwa-lają odpocząć i zapomnieć o codziennych problemach. W czasie ich trwania nie poznamy jednak miejscowej ludności, jej sposobu bycia. Nie zobaczymy, jak prezen-tuje się dany kraj poza słynnymi kurortami i po prostu nie będziemy mogli wyrobić sobie własnej opinii na temat odwie-dzonego przez nas kraju. Dlatego każdy z nas, po zakończonych wakacjach, powinien odpowiedzieć sobie na pytanie, czy taką formę wypoczynku można fakty-cznie nazwać podróżowaniem? Chwila słodkiego zapomnienia w otoczeniu base-nów z lazurową wodą i wysokich palm jest w porządku, nie czyni nas jednak podróżnikiem na skalę Martyny Wojcie-chowskiej. "Wszystkie pozycje zostały „zaliczone”. To państwo nie kryje już przed turystami żadnych tajemnic." Mimo to trzeba przyznać, że większość osób, które wybierają się poza rodzinne strony, ma ambicje, aby faktycznie coś zo-baczyć. Dla tego typu turystów prze-widziana jest specjalna opcja „dla aktyw-nych”. Kiedy patrzy się na plan takich wycieczek, wydają się one nie mieć żad-nych wad. W każdej napotkanej miej-scowości przewidziany jest postój, krótkie zwiedzanie miasta i jego największych zabytków. Zadowoleni wycieczkowicze pła-cą trochę wyższą kwotę, ale na podróżach nie można przecież oszczędzać. Po dopeł-nieniu ostatnich formalności, zadowoleni turyści wpakowują się do autokaru i ru-szają w drogę, aby aktywnie spędzić swoje wakacje. Pierwszym miastem na liście jest, dajmy na to, Rzym. Jest środek lipca, a więc temperatura dochodzi do czterdzie-stu stopni. Nieugięci przewodnicy nie dają jednak chwili wytchnienia. Po dojściu do Koloseum mamy trzy minuty na zdjęcia i dalej w drogę. Jeszcze kilka zdjęć przy Schodach Hiszpańskich (wejście na nie przekracza możliwości umęczonych wcza-sowiczów) i pora wracać do autokaru. Rzym można uznać za zaliczony. O dziwo, po zajęciu miejsc w klimatyzowanym wnęt-rzu autokaru turyści też wyglądają na zadowolonych. Już wysyłane są pierwsze smsy do znajomych. Zwiedzili przecież Rzym, jest się czym pochwalić. Nie było czasu kupić żadnych pamiątek? Żaden problem! Hotel, w którym biuro wykupiło nocleg, oferuje pocztówki i gadżety z nie-mal każdego zakątka słonecznej Italii. Na dodatek znów nie ma potrzeby znać języka

SPOŁECZEŃSTWO

włoskiego. Przydaje się za to znajomość angielskiego, bo większość obsługi i tak nie jest miejscowa. Jeżeli i z tym u nas słabo, zawsze można poprosić o pomoc kierow-nika wycieczki. Po dwóch tygodniach takich wakacji pora wrócić do kraju. Włochy zwiedzono zgodnie z planem. Wszystkie pozycje zostały „zaliczone”. To państwo nie kryje już przed turystami żadnych taje-mnic. Po powrocie do domu zaskoczeni przyznają, że kraj pizzy i makaronu nie różni się wcale tak bardzo od Polski. Ale co do pizzy, to faktycznie racja – jedli ją prawie codziennie. "Nie zobaczymy, jak prezentuje się dany kraj poza słynnymi kurortami (...)" Zanim więc nadejdzie pora na nasze wakacje, może warto się chwilę zas-tanowić, czy w czasie swojego urlopu tak naprawdę odpoczywamy, czy podróżu-jemy. Co do odpoczynku, biura wycie-czkowe znakomicie wywiązują się ze swo-jego zadania. Ale jeżeli naprawdę chcemy poznać obcy kraj i nie czuć się w nim jak popychana przez lalkarza kukła, warto rozważyć również inne opcje niż tylko kolorowe katalogi biur podróży. Karolina Wojtal Fot. 1: Flegui (CC BY 2.0) Fot. 2: Porto By Trade (CC BY 2.0) UWALNIANIE UBRAŃ JEST MODNE
Masz szafę wypełnioną modnymi ubraniami, których nie nosisz? A może coś jest na ciebie za małe lub za duże? Nie trzymaj tego na przyszłe lata, wymień się! Obie strony będą zadowolone.
SPOŁECZEŃSTWO

W poprzednim numerze Agnieszka Kracla próbowała znaleźć odpowiedź na pytanie, czy kupowanie w lumpeksach to wstyd. Używane ubrania coraz częściej pozwalają na wyrażenie naszej indywidualności, a wszystko to za niską cenę. Ciucholandy to jednak nie jedyna opcja, by za niewielką kwotę zdobyć modowe perełki. Innym rozwiązaniem mogą być wymiany ubrań, tzw. SWAPy. 27 lipca w katowickim Klubie Garage odbyło się spotkanie pod nazwą „Ladies Fashion SWAP”, na którym pojawiło się kilkanaście kobiet. Każda z nich przywiozła ze sobą walizkę ubrań, które następnie zostały ometkowane i rozwieszone w każ-dym możliwym miejscu. Catering, ciuchy, czekoladowe wino do degustacji i upominki od sponsorów - jednym słowem, wszystko, czego kobiety potrzebują do dobrej zabawy!

SPOŁECZEŃSTWO

Ubrania przyniesione przez uczestniczki były wysokiej jakości, najczęściej znanych marek, nierzadko z metkami. Wystarczyło wypatrzeć upragniony ciuch i dogadać się z jego właścicielką, by mieć go w swojej szafie. A to wszystko bez gotówki! Sama przywiozłam ze sobą trzydzieści sztuk odzieży (to była górna granica) i po kilku godzinach szperania i mierzenia wymieni-łam aż dziesięć rzeczy. Jedną nawet udało mi się sprzedać za symboliczną kwotę 5 zł. Oprócz samej możliwości wymiany organizatorki, Urszula Potrawa i Karolina Gabryś, zapewniły również bezpłatne war-sztaty prowadzone przez coacha, specjalis-tę tematu związków oraz emocji. W prog-ramie pojawiły się takie panele, jak: „Wyg-lądaj pięknie każdego dnia!”, „Mężczyźni i ja” oraz „Kobieta – Lider Biznesu”. Na zakończenie imprezy odbyło się losowanie upominków. Można było otrzymać zestaw kosmetyków ufundowany przez portal Vinted, kosmetyki firmy Oriflame, bony do internetowego second-handu lub na wizytę u profesjonalnego coacha. Każda z zarejestrowanych uczest-niczek coś otrzymała. Tego typu spotkania najlepiej udowadniają, że czasem nie potrzeba portfela wyp-chanego pieniędzmi, by spędzić czas miło i oryginalnie, a nawet wzbogacić swoją szafę. Może zachęcą one do podobnych inicjatyw w twoim mieście? Justyna Książek Fot. 1, 2: NPA Photography WAKACJE W DOMU
DZIECKA
SPOŁECZEŃSTWO

Jesteśmy na półmetku wakacyjnych podróży. Część z nas wróciła już z wczasów, inni wciąż bawią się w najlepsze, a przed pozostałymi jeszcze wiele atrakcji i zwiedzania. Kolonie, obozy, a może wyjazd z ro-dziną? Na ten ostatni wariant nie mogą pozwolić sobie wychowankowie domów dziecka. Jak wyglądają ich wakacje? Czy przypominają wczasy przeciętnego Jasia Kowalskiego? "Młodzież ma możliwość wyboru różnych form wczasów" W domu rodzinnym O wakacjach w domu dziecka zdecydowała się opowiedzieć piętnastoletnia Agnieszka, podopieczna Domu Dziecka w Dubience, który jest już drugim ośrodkiem w jej ży-ciu. Nastolatka opowiedziała o tym, jak wakacje w takich miejscach mijają jej i rówieśnikom. "Dla wychowanków, którzy pozostają w ośrodku, organizowane są inne atrakcje." Część wychowanków ma możliwość spędzenia wakacji wśród rodziny. Rodzice z różnych powodów nie mogą sprawować opieki nad swoimi pociechami, jednak nie zawsze przyczyną musi być występująca w ich domu patologia. Czasem geneza bra-ku typowego wychowania dziecka jest in-na: trudna sytuacja finansowa, nabyte choroby czy nieodpowiednie warunki mie-szkalne. W takich przypadkach ta forma wypoczynku jest dla dzieci lepsza od wczasów w Grecji czy w Egipcie. Nic tak nie

SPOŁECZEŃSTWO

poprawia nastroju, jak przebywanie wśród bliskich sobie osób, spędzanie z nimi każdej wolnej chwili, a także prowadzenie dialogu i poznawanie swojej rodziny „na nowo”. "Część wychowanków ma możliwość spędzenia wakacji wśród rodziny." Kolonie, obozy i wycieczki Morze, Mazury, góry… Te atrakcyjne polskie miejsca czekają na kolonistów z do-mów dziecka. Ośrodki te organizują wypo-czynek w kilku turnusach, więc każdy podopieczny może uczestniczyć w kolo-niach zlokalizowanych w różnych miejscach całej Polski. Dodatkowo młodzież ma możliwość wyboru różnych form wczasów, zaczynając od obozów tanecznych czy językowych, a kończąc na żeglarskich. "Każdy podopieczny może uczestniczyć w koloniach zlokalizowanych w różnych miejscach całej Polski." Inicjatywy podejmowane przez opiekunów również mogą być niezwykle ciekawe. Grupa wychowanków z Domu Dziecka w Pleszewie wraz ze swoimi wychowaw-cami wzięła udział w rajdzie rowerowym. Drużyna ta przejechała na dwukołowych pojazdach pięćset kilometrów. W ramach wycieczki wychowankowie zwiedzili muze-um w Sztutowie, Krynicę Morską, a także

SPOŁECZEŃSTWO

Długi Targ w Gdańsku. Realizacja takich i podobnych idei sprawia, że dzieci mile spędzają czas i zapamiętują wakacje na długo. "Rodzice z różnych powodów nie mogą sprawować opieki nad swoimi pociechami, jednak nie zawsze przyczyną musi być występująca w ich domu patologia." Dla wychowanków, którzy pozostają w ośrod-ku, organizowane są inne atrakcje. Agnie-szka podkreśla, że każdy może miło spę-dzić czas na kąpieliskach, poopalać się i po-grać w siatkówkę plażową – wychowawcy w domach dziecka chcą zapewnić swoim podopiecznym wakacje obfitujące w różne przygody. Jedno jest pewne - tutaj nikomu nie grozi nuda! „Fakt przebywania w ośrod-ku kilkudziesięciorga dzieci, w tym także młodzieży, sprawia, że dzieci zawsze mają prawo do wcielenia w życie własnych pomysłów, czy będzie to pomysł na cie-kawą grę, czy spacer w terenie” – dodaje Agnieszka. Agnieszka Gryglicka Fot. 1: Paweł Loj (CC BY 2.0) Fot. 2: Glyn Lowe Photoworks (CC BY 2.0) LETNI
KO(SZ)MAR
NAUKA

Lato - palące słońce, ciepłe noce i… komary, które niczym radar znajdą najmniejszy kawałek ciała. Odgłos zbliżającego się komara z całą pew-nością można zaliczyć do jednego z naj-bardziej denerwujących dźwięków. Wciąż nie jest jasne, dlaczego jedni ludzie bardziej niż drudzy przyciągają te owady. "Aby zminimalizować ryzyko ukąszenia, warto myć się mydłem antybakteryjnym." Poznaj swojego wroga! Za swędzące zmiany na skórze odpo-wiadają jedynie samice komarów, które potrzebują krwi do rozwoju jaj w jajnikach. Po ukłuciu komarzyca odpoczywa trochę, by następnie w miejscu, gdzie znajduje się trochę wody, złożyć tysiące jaj. Samce natomiast żywią się nektarem kwiatów. W trakcie samego polowania na krew komary kłują swoje ofiary nieostrożnie. Wie- le z nich przy tym ginie. Latają dość wolno – 1-2 km na godzinę, więc szybkim krokiem można je odgonić lub przed nimi uciec. "To właśnie zapach skóry powodowany przez żyjące na niej bakterie warunkuje podatność na ataki komarów." Denerwujące bzyczenie nad uchem powodowane jest natomiast łopotaniem skrzydeł – od 300 do 600 razy na sekundę. Kiedy ofiara jest zlokalizowana, komar siada na niej i bada teren. Może dokonać kilkunastu próbnych wkłuć zanim wybierze idealne miejsce. Jeżeli zdecyduje się działać, najpierw przecina skórę, a nas-tępnie wbija w nią kłujkę i wpuszcza trochę śliny, która powoduje rozrzedzenie krwi. Oprócz tego w ranie znajduje się środek delikatnie znieczulający, przez co możemy nawet nie poczuć ukłucia. Czerwony obrzęk w tym miejscu powstaje na skutek reakcji

NAUKA

organizmu na obce antygeny w ślinie komara. Może być ona również źródłem malarii. Owad może wyssać nawet dwa razy więcej krwi niż sam waży. Czasami zdarza się, że chwilę przed odlotem wypróżnia się na nas po to, aby zmniejszyć swoją masę. "Denerwujące bzyczenie nad uchem powodowane jest łopotaniem skrzydeł – od 300 do 600 razy na sekundę." Ofiara idealna Często słyszymy stwierdzenie, że komar kłuje kogoś kto ma „słodką krew”. Czy jest w tym choć trochę prawdy? Otóż nie. Ko- mary nie rozróżniają smaku ani „jakości” naszej krwi. Przyciągają je przede wszystkim ciepło i dwutlenek węgla, w większych ilościach wydzielane przez ludzi o bardziej masywnej budowie ciała. Znakomicie posługują się również węchem. To właśnie zapach skóry powodowany przez żyjące na niej bakterie warunkuje podatność na ataki komarów. Gdy się pocimy, jeszcze chętniej będą wokół nas krążyć. "Za swędzące zmiany na skórze odpowiadają jedynie samice komarów" Podczas przebywania na wolnym powietrzu bakterie na skórze są bardziej aktywne i tym samym zwiększa się ryzyko otoczenia

NAUKA

przez komary. Niektórzy mogą być mylnie przekonani, że komary częściej ich kąsają. Takie podejrzenie najczęściej mają ci, którzy są bardziej wrażliwi na ukąszenia. Mają większe bąble i wydaje się im, że są ulubioną ofiarą komarów. "Czasami zdarza się, że chwilę przed odlotem wypróżnia się na nas po to, aby zmniejszyć swoją masę." Stają do walki! Będąc w pomieszczeniu, można się chronić różnymi chemicznymi specyfikami, ale co zrobić, by mieć chociaż chwilę spokoju podczas wieczornego grilla na działce czy w czasie spaceru? Jedyne, co można wtedy zrobić, to starać się zachowywać czystość i nie roztaczać swojego zapachu, co jest jednak trudne podczas upałów. Aby zminimalizować ryzyko ukąszenia, warto myć się mydłem antybakteryjnym. Kąpiele zmniejszą atrakcyjność skóry danego człowieka, ale tylko chwilowo. Pomaga także noszenie ubrań w ciemnym kolorze. Lepszą ochronę daje też odzież z grub-szego materiału, jak płótno i dżins, bo dla komarów stwarzają silniejszą zaporę. Beata Przybylska Fot. 1: João Trindade (CC BY 2.0) Fot. 2: Chung Shao Tung (CC BY–SA 2.0) Fot. 3: John Tann (CC BY 2.0) Spekulacje, które pojawiają się w prasie podczas każdego okienka transferowego, wydają się być rzeczą normalną. To jednak, co robią kolejne gazety, można nazwać przejściem na wyższy poziom w negatywnym sensie. Pisałem kiedyś do Outro tekst, w którym poruszyłem m.in. problem bezkarności hiszpańskich dzienników sportowych. Zawsze było źle, ale w tym roku wszelkie granice zostały przekroczone.
PIŁKARSKA TELENOWELA
SPORT

Głównym bohaterem tej żałosnej tele-noweli został walijski zawodnik Tottenha-mu, Gareth Bale. Gazety sportowe na ca-łym świecie prześcigają się w newsach do-tyczących domniemanego transferu lewe-go pomocnika do Realu Madryt. "Jeżeli Pan Bóg ma swojego menadżera od spraw sportowych, to ten już dawno powinien zagrzmieć" Na Wyspach Brytyjskich do tematu podcho-dzi się raczej z małym lamentem. Nikt nie chce, żeby Bale opuszczał ich ligę. Brytyj-czycy, starając się odwrócić uwagę rozczaro-wanych kibiców, wymyślili, że Garethem interesuje się Manchester United. Totalna bzdura, co zresztą potwierdziły wszystkie z zainteresowanych stron. Jeżeli Bale ma gdzieś odejść, to na pewno będzie to Real Madryt. W Anglii dali sobie więc spokój z wypisywaniem spektakularnych głupot. Raz na jakiś czas tworzy się „potwierdzo-ne” informacje, ale przyznam szczerze, że na pierwszy rzut oka wydają się one całkiem logiczne i nie irytują tak jak ich hiszpańskie odpowiedniki. "Mimo (...) paranoi coś jest na rzeczy i wydaje mi się, że koniec końców Real pozyska Bale’a." Co zatem robi się w Hiszpanii? W Hiszpanii drukuje się dokładnie ten sam tekst, który towarzyszył przejściu Luki Modricia do Mad- rytu. Płacz i lament skrzywdzonego zawod-nika, któremu klub nie pozwala na zmianę otoczenia. Mówiąc „ten sam”, mam na myśli identyczny artykuł, tylko ze zmienio -

SPORT "Czy ktoś jest w stanie powstrzymać tę inwazję głupoty? Chyba nie."

nym nazwiskiem zawodnika. Istna parano-ja. Nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, żeby opisać metody, których chwytają się hiszpańscy „dziennikarze”. Myślę, że nie jestem jedyną osobą, która ma już dość te-go tandetnego serialu. Bale najpierw chce odejść, a za chwilę mówi, że kocha Tot-tenham i nigdzie się nie wybiera. Real wczoraj proponował 90 milionów euro, potem dorzuca Angela Di Marię i Coentrao, dzisiaj daje już 120, ale kategorycznie zaprzecza, jakoby chciał pozbywać się swoich zawod-ników. Daniel Levy jest chory psychicznie. Przynajmniej taki wizerunek prezesa klubu z Londynu wykreowały „As” i „Marca”. Zaborczy pan w średnim wieku, za cel stawiający sobie zdenerwowanie Florentino Pereza, dla którego nie ma transferów niemożliwych. Myślę, że negocjacje w ta-kich sytuacjach przebiegają w całkowitej tajemnicy, a tak żałosne rzeczy nie dzieją się w profesjonalnej piłce i nikt nie zdradza szczegółów tak wielkiej transakcji. Ale lu- dzie czytają, ekscytują się i wierzą w tę popelinę. No cóż, może właśnie na tym to polega. Mimo wszechogarniającej paranoi coś jest na rzeczy i wydaje mi się, że koniec koń-ców Real pozyska Bale’a. Bardzo możliwe, że zostanie pobity rekord ustanowiony przy zakupie Cristiano Ronaldo. Jedni mó-wią, że to niemoralne, drudzy, że walijski pomocnik właśnie tyle jest wart. Ja zaufam Perezowi. Nie raz już mówił, że najdroższe transfery są najtańsze. Coś musi w tym

SPORT

być. W końcu ten człowiek ściągnął do Madrytu takich zawodników, jak Zidane, Beckham, Figo, Ronaldo czy Kaka. Każdy kosztował niebotyczne pieniądze, a sami zawodnicy pobierali ogromne pensje. Mimo to Real dalej jest najbogatszym klubem świata. Przypadek? Nie sądzę. Czy jest to niemoralne? Z jednej strony tak, ale należy pamiętać, że Real prowadzi akcje chary-tatywne na całym świecie i przeznacza na nie niewiele mniejsze kwoty. "Na Wyspach Brytyjskich do tematu podchodzi się raczej z małym lamentem." Jeżeli Pan Bóg ma swojego menadżera od spraw sportowych, to ten już dawno po-winien zagrzmieć, widząc co wyczyniają dziennikarze. "W Hiszpanii drukuje się ten sam tekst, który towarzyszył przejściu Modricia do Madrytu" Czy ktoś jest w stanie powstrzymać tę inwazję głupoty? Chyba nie. Hiszpanie po-woli zbliżają się do poziomu newsów o wielorybie w Wiśle, o ile dawno już go nie przekroczyli. Maciek Dziubiński Fot. 1: Jan SOLO (CC BY 2.0) Fot. 2: jonycunha (CC BY 2.0)

OKIEM WIDGETA