Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

święta tandetnego narodzenia strona 6 film nie jest kobietą strona 11 co przetrwało z tradycji świątecznych? strona 14 watro pomagać? strona 19 zapomniane daty polskiej historii strona 24 biedni i ryby głosu nie mają storna 33 niebanalne popołudnie #3 strona 37 IT'S THE SEASON OF LOVE AND UNDERSTANDING
Można sobie pośpiewać w myślach, kto utworów świątecznych nie znosi, pro- proszę pocieszyć się myś-lą, że za chwilę to koniec.
Outro

Na zakończenie ostatniego wstępniaka pisałam o tym, czym się zająć, gdy właś-ciwie to niczym się zająć nie trzeba. I oto właśnie dla większości z nas na-deszły te piękne dni. Czas się trochę polenić i od-prężyć – wszak wiadomo, że po Nowym Roku szy-kują się nam zakończenia semestru w szkołach i na uczelni. A to jak zima kierowców – zawsze zas-kakuje uczniów i studen-tów, warto więc przed tym nabrać tyle energii, ile tyl-ko się da. Skąd ta przerwa i wolne, wszyscy wiedzą, ale poza głosami pełnymi zachwytu z tej okazji można usłyszeć też wiele krytycznych. Nasza dziennikarka dzieli się swo- imi przemyśleniami – jest przewrotnie i ironicznie, ale jeśli w części polskich do-mów obchodzenie świąt ogranicza się do szału sprzą- tania, kłótni oraz napięcia, czy zdążymy z uszkami na czas, to chyba warto przemyśleć raz jeszcze, o co w tym wszystkim chodzi. W tym miejscu mogę więc polecić kolejny „świątecz-ny” artykuł, w którym na-sza redaktorka przypomni, jak kiedyś celebrowaliśmy ten szczególny czas. Moi drodzy. Teraz idealnie wpasuję się w właśnie obo-wiązujący schemat, ale co tam, są Święta, to i więcej wolno. W imieniu Redakcji Outro życzę Wam tyle chę-ci do zaangażowania się w pasjonujące Was pro-jekty, by nikt już nie po-wiedział, że młodzieży się nie chce; tyle zapału, byś-cie mogli nim zarażać in-nych i tyle chęci do rozwoju, by zawsze mie-rzyć wyżej. Jak najwyżej. Paulina



Outro ISSN: 2299 - 5242 Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl, rekrutacja(@)outro.pl Redaktor naczelna: Paulina Zguda Zastępca: Anna Lewicka Sekretarz redakcji: Ilona Chylińska Zastępca sekretarza redakcji: Mariola Lis Redaktor prowadzący: Karolina Wojtal Korekta wydania: Agata Hajduk Fotoedycja: Jakub Dudek Projekt okładki: Patryk Skoczylas Zdjęcie na okładce: Marines (CC BY - NC 2.0) Szefowie działów: Justyna Książek (kultura), Agnieszka Kracla (społeczeństwo), Roksana Grzmil (foto), Patryk Skoczylas (graficy) Korekta: Agata Andrzejak, Sabina Błaszczok, Agnieszka Bogunia, Klaudia Dąbrowska, Kinga Gintowt, Dominika Głowacka, Maria Gołaszewska, Ariadna Grzona, Agata Hajduk, Marzena Juroszek, Anna Lis, Beata Maciejczyk, Anna Maciejończyk, Tymon Marczewski, Zuzanna Świrzyńska, Wojciech Żywolt. Ostateczna korekta: Ariadna Grzona Graficy: Marta Chrząszcz, Magdalena Kosewska, Patryk Skoczylas. Mama uzbraja się w zestaw do mycia okien i staje na drabinę, a w opustosza-łych szkolnych salach przy tablicach porozwieszane są jakieś czerwone, białe i zielone szmatki – nie wiedzieć po co. W galerii handlowym króluje „Last Christmas”, za to w McDonaldzie Majka Jeżowska śpiewającą coś o śniegu i san-kach. W dodatku w centrum miasta umieścili już najbardziej kiczowatą pseu-do–ozdobę z płatkami śniegu, dzwoneczkami, bombeczkami i innymi takimi, wiedz jedno – reklama Coca–Coli staje się rzeczywistością. Coraz bliżej Święta!
ŚWIĘTA TANDETNEGO NARODZENIA
SPOŁECZEŃSTWO

Nie mam na myśli tego, że powinniśmy świętować nadejście Jezusa, a zamiast te-go spędzamy godziny w supermarketach. To nieistotne. Szumne obchodzenie Bożego Narodzenia jest już w dużej mierze wyłą-cznie tradycją, a nie celebrowaniem katoli-ckiego święta – trzeba to przyznać. Tylko dlaczego sprawiamy, że ta tradycja jest coraz bardziej tandetna, niegustowna, często żałosna? Tegoroczna przerwa świąteczna jest dla mnie radosnym czasem z trzech funda-mentalnych powodów – przestanę na jakiś czas słuchać o maturze, będę mogła spać do południa i pod choinką znajdę najnow-szą płytę Julii Marcell. Ale co poza tym? Nie potrafię rozgryźć, dlaczego ludzie tak cie-szą się na Święta. Bo będą śledzić losy Ke-vina? Przecież co by robili, gdyby go w ten rodzinny czas zabrakło? Dlatego że Mikołaj, Gwiazdor albo Dzieciątko (w zależności od szerokości geograficznej i stopnia grze-





SPOŁECZEŃSTWO

czności) przyniesie prezenty? Gdyż czują świąteczną aurę przy jedzeniu barszczu z uszkami? Ze względu na fakt rodzinnego ubierania choinki, wspólnego kolędowania i zabijania karpia? Może jestem upośledzoną emocjonalnie ig-norantką, która na hasło „święta” i wszy-stkie jego pochodne opisane powyżej rea-guje alergicznie. Ale co to za magia, kiedy robiąc uszka, zawsze dajesz za mało far-szu, myjąc okna, pozostawiasz smugi, wszystko sprzątasz zbyt późno, zbyt nie-dokładnie? Brat przed uroczystą kolacją miał jeszcze wynieść śmieci, siostra wypo-lerować szklanki, babcia poskładać serwe-tki, dziadek wyciągnąć najlepsze naczynia, te białe z różyczkami, a ty pobiec do koś-cioła po światełko betlejemskie. Jak co ro-ku wszystko na ostatnią chwilę, powie gos-podyni. Jak zawsze wszyscy o czymś za-pomnieli, wrzeszczy coraz głośniej. Jak zwykle coś niezapięte na ostatni guzik! – zaczyna już wariować. Mama będzie krzy-czeć na tatę, że nie dopilnował. Tata na dziadka, że nie przypomniał. Dziadek na babcię, że wyszła już z świątecznej wpra- „Jednak żeby tradycji stało się zadość, wszyscy zasiądą do stołu skłóceni, połamią się opłatkiem, życząc sobie serdecznego „nawzajem” (...).”

SPOŁECZEŃSTWO

wy. Babcia na dzieci, bo w ogóle w niczym nie pomagają. Uwaga, Święta – ratuj się, kto może! Boże Narodzenie to czas wyba-czania i zapominania krzywd, podobno. Je-dnak żeby tradycji stało się zadość, wszy-scy zasiądą do stołu skłóceni, połamią się opłatkiem, życząc sobie serdecznego „na-wzajem”, poproszą o trzecią dokładkę bar-szczu, spróbują wszystkich potraw, bo ina-czej się nie godzi, rozpakują prezenty i bę-dą udawać zaskoczonych (wcale nie mówili miesiąc wcześniej, co dokładnie chcą do-stać). Po kolacji, tradycyjny Kevin przed te-lewizorem albo kolędy z YouTube. Ach, ta świąteczna magia! W drugiej połowie grudnia cała rodzina za-mienia się w zespół gotująco – sprzątający tylko po to, żeby dwudziestego czwartego zjeść, tak naprawdę, zwyczajną kolację. Na co tyle zachodu, kłótni, nerwów i spięć? Mimo tego, że magia Świąt nie dociera do mojej rozżalonej osoby, chcę wszystkim złożyć życzenia. Wynieście śmieci na czas, dodajcie odpowiednią ilość farszu do uszek, nie zostawcie smug na oknach. Niech Kevin w tym roku was zaskoczy, a supermarkety nie przytłoczą nieśmiertel-nym hitem zespołu Wham! oraz chwytliwą pioseneczką Carey. Natalia Śliwińska Fot.1 LadyDragonflyCC - >;< (CC BY 2.0) Fot.2 Kamil Porembiński (CC BY SA 2.0) Fot.3 Neville Wootton Photography (CC BY 2.0) Fot.4 ninacoco (CC BY 2.0) Wszystkie zdjęcia zostały zmniejszone i przycięte z oryginałów.

SPOŁECZEŃSTWO SPOŁECZEŃSTWO

FILM NIE JEST KOBIETĄ Nagromadzenie wolnych dni i pogoda, która nie rozpieszcza, zachęcają do za-nurzenia się w bogatym świecie filmu. Dlatego między kolejnymi komediami, horrorami bądź filmami akcji, zadajmy sobie pytanie – czy filmowe kobiety rozmawiają? To pytanie jest częścią tzw. testu Bechdel, sprawdzającego, które filmy są seksistow-skie i czy kobiety – dosłownie – mają w nich głos. Wszystko zaczęło się od komiksu – Ali-son Bechdel, amerykańska rysowniczka, w 1985 roku narysowała dwie kobiety roz-mawiające o kinie. Jedna z nich mówi, że ogląda tylko te filmy, które przestrzegają trzech prostych zasad: pojawiają się w nim co najmniej dwie mające imiona kobiety, które ze sobą rozmawiają, a tematem ich rozmowy jest być coś innego niż mężczyźni. Zasady te szybko stały się sławne i zaczęły funkcjonować jako test Bachdel. Choć pytania są proste, zaskakująco niewiele filmów pozytywnie przechodzi ten test.

SPOŁECZEŃSTWO „Podział ten ma zwracać uwagę na równouprawnienie w kinie, a konkretniej na to, że brak w nim kobiecych super–bohaterek lub poszukiwaczek przygód.”

Oblały go prawie wszystkie części Har-ry’ego Pottera, cała trylogia Władcy Pier-ścieni, Pulp Fiction, Gwiezdne Wojny... Li-sta jest o wiele dłuższa. Powstała nawet strona – bechdeltest.com – która pokazu-je, w których filmach kobiety rozmawiają. Obecnie znajduje się tam już ponad 5 tys. tytułów. Nie tylko Internet może nam po-wiedzieć, który film jest wolny od seksizmu – w ubiegłym roku w Szwecji wpro-wadzono kategorie, mówiące o tym, czy dane produkcje są wolne od stereotypów. Kategorię A zdobywają filmy, które pozytywnie przeszły właśnie ów test. Podział ten ma zwracać uwagę na równouprawnienie w kinie, a konkretniej na to, że brak w nim kobiecych super–bohaterek lub poszukiwaczek przy-gód. Amerykański Geena Davis Institute on Gender In Media przeprowadził badanie na 600 filmach z lat 2007–2013 – tylko 28–33% bohaterów było kobietami. Z kolei w ciągu trzech lat, między 2010 i 2013, w wybranych 120 produkcjach je-dynie 31% kobiet dostało role, a 23% z nich grało jedną z głównych ról. Na do-datek, zaledwie 8% ze wszystkich 120 fil-mów wyreżyserowały kobiety – co częścio- wo może tłumaczyć, dlaczego w kinie pojawia się mniej kobiecej perspektywy. Niemniej, ocenianie filmu ze względu na to, że pojawiają się w nim dwie rozmawiające kobiety jest nonsensem. Test ten ma wiele wad – po pierwsze, tak naprawdę wcale nie określa, czy dany film jest seksistowski – to, że pojawiają się w nim dwie kobiety, które rozmawiają o czymś innym niż męż-

SPOŁECZEŃSTWO

czyźni, wcale nie świadczy, że jest to pro-dukcja wcielająca zasady równości płci. Po-za tym czy wprowadzenie parytetów w fil-mie sprawi, że pozycja filmowych boha-terek się poprawi? Czyżby kobiece postacie były tak miałkie, że nie potrafią same się obronić? Mimo że nie widzę seksizmu w Harrym Potterze bądź Władcy Pierścieni, nie twie-rdzę, że kobiety w kinematografii nie mają pod górkę – najlepiej obrazuje to może fakt, że jak na razie tylko jedna prze-dstawicielka płci pięknej, Kathryn Bigelow, dostała Oskara za najlepszą reżyserię. Je-dnak jeśli nawet wołania feministek nie zmienią podejścia producentów i reżyse-rów, powinny zrobić to pieniądze. Według analizy strony FiveThirtyEight.com, filmy wyprodukowane między 1990 a 2013, któ-re zdały test Bachdel, osiągnęły większe zyski niż te, które go oblały. Najwyraźniej kobiety w filmach po prostu bardziej się opłacają. Agnieszka Kracla Fot.1 Classic_Movie_Gals (CC BY 2.0) Fot.2 NightRStar (CC BY 2.0) Fot.3 B.S. Wise (CC BY 2.0) Wszystkie zdjęcia zostały zmniejszone i przycięte z oryginałów. Wyobrażasz sobie Święta Bożego Narodzenia bez dekorowania choinki, dzielenia się opłatkiem, wręczania prezentów? Dawniej nie zawsze tak było, a niektóre świąteczne zwyczaje popularne kilka wieków temu dziś zaskoczyłyby niejedną osobę.
CO PRZETRWAŁO Z TRADYCJI ŚWIĄTECZNYCH?
SPOŁECZEŃSTWO

W Polsce Wigilia to najbardziej uroczyste i wzruszające święto w ciągu roku. Zapew-ne mało kto z nas wie, że jeszcze w XVII wieku był to niezwykly dzień pełen żartów i figli. W tym okresie bawiła się cała wspól-nota szlachecka, a dworki otwierały się na czas wzajemnego wizytowania i wspólnych wycieczek kuligiem. Co więcej, na Wigilię zapraszano zwierzęta domowe, takie jak krowy, konie, kury, którym wynoszono re-sztki świątecznych dań. Praktykowano tak-że zwyczaj roznoszenia poczęstunku dla stworzeń, mieszkających w sąsiedztwie szlachty: dzików, saren czy wilków. „Jednak pewne zwyczaje pomimo upływu lat wciąż pozostały takie same.”

SPOŁECZEŃSTWO

„Czy święta byłyby dla ciebie tym samym bez udekorowanej choinki? Jednak jest to jedna z najmłodszych tradycji bożonarodzeniowych w Polsce.” Obecnie w Święta nie ma tradycji do-karmiania leśnych zwierząt, więc ten oby-czaj uległ zapomnieniu. Jednak pewne zwyczaje pomimo upływu lat wciąż po-zostały takie same. Zaliczymy do nich je-den z najważniejszych momentów wiecze-rzy wigilijnej, czyli dzielenie się opłatkiem. Jak możemy przeczytać w różnych zapis-kach historycznych, żadne przeszkody, nawet wojna, nie były w stanie pow-strzymać Polaków od tego pięknego zwy-czaju. Henryk Sienkiewicz w „Potopie” tak przedstawia tę tradycję: „A w twierdzy, przy stołach okrytych sianem, oblężeni ła-mali się opłatkami(…). Życzyli sobie tedy wzajem pomyślności, długich lat lub nie-bieskiej korony i taka ulga spadła na wszystkie serce, jakby już bieda minęła”. Powieść ukazuje historię z XVII wieku, jednak możemy zauważyć, że tradycja dzielenia się opłatkiem wygląda w naszych domach tak jak 300 lat temu. Czy Święta byłyby dla ciebie tym samym bez udekorowanej choinki? Jednak jest to jedna z najmłodszych tradycji bożonaro-

SPOŁECZEŃSTWO

„Dawniej w święta w polskich domach można było zobaczyć snopy zbóż, które symbolizowały urodzaj i przypominały o ubogim pochodzeniu Jezusa.” dzeniowych w Polsce. Sięgając do „Ency-klopedii Staropolskiej” Glogera, dowiedzia-łam się, że: „ Za tzw. czasów pruskich, tj. w latach 1795–1806, przyjęto w Warszawie od Niemców zwyczaj w Wigilię Bożego Na-rodzenia ubierania dla dzieci sosenki lub jo-dełki orzechami, cukierkami, jabłuszkami i mnóstwem świeczek woskowych”. Daw-niej w święta w polskich domach można było zobaczyć snopy zbóż, które symbolii-zowały urodzaj i przypominały o ubogim pochodzeniu Jezusa. Obecnie jako konty-nuację tego zwyczaju kładzie się pod ob-rus garstkę sianka. Choinka jest bardzo ważnym elementem Świąt i wszyscy z niecierpliwością oczekują tego, jakie prezenty znajdą się pod bożo-narodzeniowym drzewkiem. Kiedyś w za-możnych domach młodym pannom i chłop- com, oprócz cennych przedmiotów, wrę-czano także karteczki, na których były za-pisane dowcipne wierszyki, zawierające aluzję do małżeństwa. Zastanawia mnie, „Tradycyjnie zamiast pieniędzy używano bakalii (...) .”

SPOŁECZEŃSTWO

„(...) jak obecnie zareagowałaby młodzież, jeśli wraz z wymarzonym prezentem otrzymałaby zachętę do zawarcia związku małżeńskiego.” jak obecnie zareagowałaby młodzież, jeśli wraz z wymarzonym prezentem otrzymała-by zachętę do zawarcia związku małżeń-skiego w najbliższym czasie. Przez długi czas jedną z ulubionych zabaw w czasie świąt Bożego Narodzenia była gra w kości „na orzechy”. Tradycyjnie zamiast pieniędzy używano bakalii, ponieważ sym-bolizowały one wiek złoty, wolny od finan-sów. Teraz krótko o współczesnych zwyczajach. Czy ktokolwiek z nas wyobraża sobie Boże Narodzenie bez „Kevina”? Czy w XXI wieku nie lepiej zmieniać pewne tradycje, „uno-wocześniać” je? Moim zdaniem nie – bo kto z nas z nie wspomina z sentymentem ocze-kiwania na pierwszą gwiazdkę na niebie, aby móc rozpakować prezenty? Magdalena Sibicka Fot.1 LoMit (CC BY SA 4.0) Fot.2 epSos.de (CC BY 2.0) Fot.3 Ratomir Wilkowski (CC BY SA 3.0) Fot.4 Dimitry B (CC BY 2.0) Wszystkie zdjęcia zostały zmniejszone i przycięte z oryginałów. Wielokrotnie zadajemy sobie pytania zaczynające się od: „czy warto…?”. Czy warto: coś kupić, kogoś odwiedzić, coś zobaczyć, w czymś pomóc? Często automatyczna odpowiedź brzmi: „Tak, warto pomagać”. Ale czy nie dzieje się tak tylko dlatego, że nie chcemy wyjść na ludzi bez serca?
WARTO POMAGAĆ?
SPOŁECZEŃSTWO

Szlachetna Paczka to projekt, który już po raz czternasty połączył Polskę biedną i bo-gatą. Dzieje się tak za sprawą wolon-tariuszy – „Super W” – którzy są niejako łącznikiem dwóch, często odmiennych światów. Z ich perspektywy Paczka nabiera zupełnie innego znaczenia i charakteru – wiem to, bo sam jestem jednym z nich. Trudne początki O tym, że początki zawsze są trudne, nikogo nie trzeba przekonywać. Tak samo jest na początku drogi „Super W”. Zanim nastąpi czas finału i paczki zostaną przekazane, wolontariuszy czeka dużo pracy, o której często się zapomina. W skład Drużyny wchodzi lider, który zarządza „Szkolić muszą się wszyscy, zaliczenie to jeden z warunków bycia w drużynie „Super W”.”

SPOŁECZEŃSTWO „Idąc na pierwsze spotkanie, nie wiemy, co nas czeka. Możemy zostać przyjęci z otwartymi ramionami lub poszczuci psami.”

projektem na poziomie regionu, oraz zwykli wolontariusze. Podczas obowiązkowego szkolenia przyszli „Super W” uczą się podejmowania mą-drych decyzji zgodnie z założeniami Paczki. Szkolić muszą się wszyscy, zaliczenie to je-den z warunków bycia w drużynie „Super W”. Jest ono bardzo ważne, wszak przyłą- czenie do projektu rodziny, w której nie ma ani krzty chęci, by coś zmienić w swoim ży-ciu, jest bezsensowne. Wizyty podczas których wypełniamy arkusze A oraz B – pewien rodzaj wywiadu z rodziną – są dla nas zawsze niespodzianką. Idąc na pierw-sze spotkanie, nie wiemy, co nas czeka. Możemy zostać przyjęci z otwartymi ra-mionami lub poszczuci psami. Zawsze to-warzyszy nam dreszczyk emocji. Najtrud- nieszym momentem jest podjęcie decyzji o odrzuceniu bądź przyłączeniu rodziny do projektu. To nieco dziwne, że po jednej rozmowie, która czasami nie trwa dłużej niż godzinę, musimy zadecydować o tym, czy ktoś w tym roku „zasłużył na Mikołaja”. Jeden błąd może wiele kosztować nie-winnych ludzi – czy to darczyńcę, który przygotuje paczkę dla nieuczciwej osoby, czy samą rodzinę niewłączoną do projektu. Następną chwilą pełną napięcia jest ocze-kiwanie na darczyńców. Na stronie inter-netowej Szlachetnej Paczki każdy zainte-resowany może dokonać wyboru i kilkoma kliknięciami odmienić czyjś los. Tak mówi teoria, jednak w praktyce to ciężka praca: wiele telefonów, wysłanych maili oraz przekonywania ludzi co do projektu. Pot-rzeby niektórych rodzin to tylko trochę je-

SPOŁECZEŃSTWO

„To niewątpliwie wzruszające momenty, gdy wnosimy do domu paczki, a obdarowywana rodzina nie dowierza, że to wszystko jest dla niej.” dzenia, ciepłych ubrań i środków chemi-cznych. Niewiele, jednak dla nich nawet to jest czymś nieosiągalnym. 3, 2, 1, finał! W ciągu dwóch dni dzieje się tyle rzeczy, ile przez cały czas przygotowań do finału Szlachetnej Paczki. Spotkania z darczyń-cami, odbieranie paczek, przygotowywanie magazynów i najważniejsze – rozwożenie podarunków. Przez te dwa dni, praktycznie od świtu do świtu, cały czas jesteśmy na nogach. To niewątpliwie wzruszające mo-menty, gdy wnosimy do domu paczki, a obdarowywana rodzina nie dowierza, że to wszystko jest dla niej. Często nie da się pohamować łez. Tak było w moim przy-padku, kiedy paczkę zawieźliśmy panu Ryś-kowi. Samotny, starszy mężczyzna, mie- szkający w dwupokojowym, zimnym i za- „Uśmiechu na jego twarzy i płomieni w oczach, które miał podczas otwierania paczki z wędką nie zapomnę nigdy.”

SPOŁECZEŃSTWO

wilgoconym mieszkaniu, nie był w stanie uwierzyć, że kilka kartonów z żywnością, ubraniami i sprzętem wędkarskim jest dla niego. Uśmiechu na jego twarzy i płomieni w oczach, które miał podczas otwierania paczki z wędką, nie zapomnę nigdy. Tak samo jak łez, które płynęły mu po policzkach, gdy wspominał historię swoje-go życia, walki w „Solidarności” oraz ojca, który walcząc w Powstaniu Warszawskim, poznał samego Rudego. Szlachetna Paczka to nie tylko projekt po-mocy ludziom potrzebującym – to przede wszystkim pokonywanie uprzedzeń i barier, jakie sami stawiamy na drodze do kontaktu z drugim człowiekiem. Ale również idea mądrej pomocy, która swoje zastosowanie może znaleźć w życiu codziennym. Ostat-nim ważnym aspektem Paczki są ludzie, „Szlachetna Paczka to nie tylko projekt pomocy ludziom potrzebującym – to przede wszystkim pokonywanie uprzedzeń i barier (...).” których poznajemy przez cały czas reali-zowania projektu. To właśnie dzięki nim bez wahania mogę odpowiedzieć na py-tanie postawione na początku. Warto po-magać. Tomek Obrębski Fot.2 lemonhalf (CC BY SA 2.0) Fot.3 Francis Storr (CC BY SA 2.0) Fot.4 www.prezydent.pl (GNU FDL 1.2) Wszystkie zdjęcia zostały zmniejszone i przycięte z oryginałów.



ZAPOMNIANE DATY POLSKIEJ HISTORII
Są takie wydarzenia, o których znaczeniu, czasem nawet istnieniu, większość z nas – Polaków – nie ma pojęcia. Ważne daty spośród zapamiętanych to najczęściej te zaznaczone czerwoną kartką w kalendarzu zwiastującą dzień wolny od szkoły i pracy.
SPOŁECZEŃSTWO

Szczerze powiedziawszy, kiedy postano-wiłam zapytać pięćdziesiąt osób o naj-ważniejszy miesiąc w roku, ich odpowiedzi nie były dla mnie zaskoczeniem. Res-pondenci najczęściej wymieniali listopad. Jedenasty dzień tego miesiąca niewątpliwie jest najważniejszą datą w historii naszego kraju. Kolejna odpowiedź to maj, ze wzglę-du na długi majowy weekend i ładną po-godę. Wymieniano też sierpień – mamy możliwość wzięcia urlopu i wyjazdu na wakacje. Pojawiał się również wrzesień, ze względu na wybuch drugiej wojny świa-towej, oraz styczeń i data rozpoczęcia no-wego roku. Wśród odpowiedzi przewijał się też grudzień, wymieniany ze względu na zbliżające się święta Bożego Narodzenia, Sylwestra i dużą ilość wolnego od szkoły i pracy. Mnie jednak grudzień kojarzy się z co naj-mniej kilkoma wydarzeniami, które dla Po-laków powinny być dużo ważniejsze niż brak konieczności wychodzenia z domu i robienia czegokolwiek. Wydarzenia grudniowe 12 grudnia 1970 roku komunistyczne wła-dze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej wpro-wadziły podwyżkę cen mięsa, jego prze-tworów oraz innych artykułów spoży-wczych. Przy i tak już pustych półkach sklepowych, podwyżki cen tuż przed Świę-tami były dla Polaków nie do przyjęcia. Dwa dni później, w poniedziałek, w gdań-skiej Stoczni im. Lenina, pracownicy od-mówili rozpoczęcia pracy i udali się pod siedzibę wojewódzkiego PZPR w Gdańsku, gdzie chcieli spotkać się z pierwszym sek-retarzem Komitetu Wojewódzkiego Polskiej

SPOŁECZEŃSTWO

Zjednoczonej Partii Robotniczej (KW PZPR). Żądali także, aby dyrektor stoczni podjął negocjacje w sprawie cofnięcia podwyżek. Żaden w tych postulatów nie został spełniony. Doszło także do pierw-szych starć ulicznych z Milicją Obywatelską. Po tych wydarzeniach pracownicy ruszyli pochodem do Gdańska. Wieczorem na placu przed dworcem głównym oraz bu-dynkiem KW PZPR w wiecach protes-tacyjnych wzięli udział studenci Akademii Medycznej w Gdańsku oraz Politechniki Gdańskiej. „Postulaty nie zostały jednak spełnione, a nocą członków komitetu strajkowego w Gdyni aresztowano.” 15 grudnia ogłoszono strajk okupacyjny, a wojsko i milicja zablokowały porty i sto-cznie. W Gdyni protestujący spisali osiem głównych postulatów. Żądali m. in. dosto-sowania płac robotników do ostatniej pod-wyżki cen oraz ustalenia wysokości zasiłku chorobowego, który miał w pełni odpo-wiadać poziomowi wynagrodzenia utraco-nemu w czasie choroby. Postulaty nie zo-stały jednak spełnione, a nocą członków komitetu strajkowego w Gdyni areszto-wano. Stoczniowcy walczyli z wojskiem i milicją. Udało im się nawet zdobyć czołg. Około 16.00 padła pierwsza ofiara wy-darzeń na Wybrzeżu. Zastrzelony przez

SPOŁECZEŃSTWO „Okres jego rządów na początku charakteryzował się bardzo dynamicznym rozwojem gospodarczym Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.”

snajpera przy dworcu kolejowym człowiek był prawdopodobnie tylko przechodniem, ponieważ wtedy walki toczyły się pod ko-mendą MO. Kolejną ofiarą był stoczniowiec rozjechany przez czołg. Najwięcej osób zginęło 17 grudnia. Dzień ten nazywany jest często Czarnym Czwa-rtkiem. Życie straciło wtedy szesnaście osób – głównie studenci. Dzień po tych wy-darzeniach strajki objęły praktycznie całą Polskę Ludową. W wyniku tzw. rewolty grudniowej zabitych zostało 41 osób – je-dna w Elblągu, sześć w Gdańsku, sze-snaście w Szczecinie i osiemnaście w Gdy-ni. 1164 osoby odniosły mniejsze lub wię-ksze rany, a ponad trzy tysiące osób zo-stało zatrzymanych. Wydarzenia z grudnia 1970 roku upamiętniają m. in. „Ballada o Janku Wiśniewskim”, film Andrzeja Waj-dy pt. „Człowiek z żelaza” oraz kręcony w Trójmieście „Czarny czwartek”. Dekada Gierkowska W wyniku masakry na Wybrzeżu odsunięty od władzy został Władysław Gomułka, a 20 grudnia na stanowisku pierwszego sekre-tarza KC PZPR zastąpił go Edward Gierek. Dlaczego człowiek ten jest tak ważny? Urzędując do 1980 roku, nakreślił w historii PRL–u tzw. „gierkowską dekadę”. Okres jego rządów na początku charakteryzował się bardzo dynamicznym rozwojem gospo-darczym Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. „Powstawało mnóstwo mieszkań z tzw. wielkiej płyty, a Gierek przywrócił ceny sprzed strajków” – wymienia ponad sie-demdziesięcioletnia dzisiaj kobieta, pracu-

SPOŁECZEŃSTWO

„Kredyty zaciągnięte w okresie „dekady gierkowskiej” zostały ostatecznie spłacone 29 października 2012 roku.” jąca w czasach PRL–u w małym sklepie z artykułami AGD. Drugiej części jego rzą-dów zawdzięczamy po części upadek sy-stemu socjalistycznego w Polsce. Rozpo-czął się wielki kryzys gospodarczy, w wy-niku którego wprowadzono reglamento-waną sprzedaż cukru, a na półkach skle-powych widać było coraz mniej artykułów. „Kiedy chodziłam do liceum, bardzo trudno było dostać w sklepie produkty, które dziś są ogólnodostępne np. mandarynki czy po-marańcze. W sklepach były ogromne kolej-ki, dlatego nauczyciele często wysyłali ucz-niów, żeby stali za nich w kolejkach po pra-lkę, meble czy cukier” – wspomina kolejna kobieta, dziś 52–letnia. Ponieważ Edward Gierek zaciągnął kredyty na rozwój kraju, w 1979 roku zadłużenie PRL–u przekro-czyło kwotę 23,8 miliarda. Ze względu na kryzys został on odsunięty od władzy, choć oficjalnie przekazał ją tymczasowo w 1980 roku Stanisławowi Kani ze względu na kie-pski stan zdrowia. Kredyty zaciągnięte w okresie „dekady gierkowskiej” zostały ostatecznie spłacone 29 października 2012 roku. Stan wojenny To wydarzenie jest jednym z tych, o któ-

SPOŁECZEŃSTWO

rych większość Polaków jednak pamięta. 13 grudnia 1981 roku generał Wojciech Jaruzelski ogłosił wprowadzenie w Polsce Ludowej stanu wojennego. Również w grudniu – ostatniego dnia 1982 roku – został on zawieszony. Jako główny powód wprowadzenia stanu nadzwyczajnego po-dano kryzys państwa oraz strajki. „Mnożą się wypadki terroru, pogróżek i samosądów moralnych, a także bezpośredniej prze-mocy. Szeroko rozlewa się po kraju fala zu-chwałych przestępstw – napadów i włamań (…) chaos i demoralizacja przybrały roz-miary klęski” – przemawiał do „Obywateli i obywatelek Polskiej Rzeczypospolitej Lu dowej” Jaruzelski ze studia telewizyjnego w Warszawie. Ministerstwo Spraw Wewnę-trznych przygotowało specjalne ośrodki in-ternowania, do których miało trafić prawie trzynaście tysięcy działaczy opozycji. Dzie- sięć tysięcy funkcjonariuszy MO wzięło udział w akcji „Jodła”, czyli zatrzymaniu i umieszczeniu w więzieniach osób uzna-nych za zagrożenie dla „bezpieczeństwa państwa”. Jeszcze przed północą z 12 na 13 grudnia rozpoczęła się akcja „Azalia” – opanowanie i wyłączenie central telefoni-cznych oraz obiektów teletransmisyjnych. Chwilę po północy zamilkły wszystkie cy-wilne telefony. Wprowadzono cenzurę ko-respondencji, a po przywróceniu łączności w słuchawkach telefonicznych, Polacy sły-szeli powtarzający się komunikat „rozmowa kontrolowana”. Ograniczona została rów-nież możliwość przemieszczania się przez wprowadzenie godziny milicyjnej od 22:00 do 6:00 (początkowo od 19:00). Przed zmianą miejsca pobytu należało nie-zwłocznie powiadomić o swych zamiarach władze administracyjne. Niemożliwe były

SPOŁECZEŃSTWO

wyjazdy za granicę, czasowo zawieszono zajęcia w szkołach i na uczelniach wyż-szych oraz wstrzymano wydawanie prasy z wyjątkiem „Trybuny Ludu” i „Żołnierza Wolności”, które były gazetami rządowymi. Takie działania wywołały ostry sprzeciw obywateli. Nasiliły się strajki, które Milicja Obywatelska i Polska Służba Bezpieczeń-stwa musiały neutralizować. Do PRL–u przybyła specjalna grupa operacyjna wschodnioniemieckiego STASI i radziecka KGB mające pomóc SB w likwidacji or-ganizacji opozycyjnych. Wszystkie strajki organizowane przez struktury NZSS „So-lidarność” były sukcesywnie pacyfikowane przez ZOMO. Strajkowano m. in. w Hucie im. Lenina w Krakowie, Fabryce Samo-chodów Ciężarowych w Lublinie, Hucie Ka-towice czy Stoczni im. Warskiego w Szcze-cinie. Największy problem z „uspokojeniem” pro-testujących miało ZOMO w kopalniach wę-gla kamiennego na Śląsku. 16 grudnia 1981 roku, w trakcie słynnej pacyfikacji ko- „Powszechne było także zwalnianie z pracy robotników, którzy brali udział w strajkach, manifestacjach lub mieli jakikolwiek kontakt z osobami podejrzewanymi o działalność opozycyjną.”

SPOŁECZEŃSTWO

palni Wujek, zabitych zostało dziewięciu górników. Obywatele PRL, aby wyrazić sprzeciw wobec polityki generała Jaru-zelskiego zaczęli nosić na ubraniu oporniki – maleńkie, podłużne elementy, służące do ograniczenia przepływu prądu w obwodzie elektrycznym. Tylko w ciągu pierwszego ty-godnia trwania stanu wojennego w wię-zieniach i ośrodkach internowania umie-szczono ok. pięć tysięcy osób. Ogółem w 49 ośrodkach internowania w Polsce zo-stało zamkniętych dziesięć tysięcy osób, głównie działaczy „Solidarności”, działaczy opozycji demokratycznej i polskich inte-lektualistów. Powszechne było także zwa-lnianie z pracy robotników, którzy brali udział w strajkach, manifestacjach lub mieli jakikolwiek kontakt z osobami podejrze-wanymi o działalność opozycyjną. Delega-lizacja organizacji zrzeszających studentów czy artystów również stanowiła element porządku dziennego. Zlikwidowano m. in. „W czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej dumny orzeł w naszym godle został pozbawiony złotej korony. 29 grudnia 1989 roku przywrócono mu ją, a poprzez zmianę konstytucji PRL nazwę państwa zamieniono na Rzeczpospolitą Polskę.” „Ważną, grudniową datą w najnowszej historii Polski jest przystąpienie Polski do strefy Schengen (...).” Niezależne Stowarzyszenie Studentów oraz zarząd Polskiego PEN Clubu. Ostatecznie, w 2006 roku Instytut Pamięci Narodowej oszacował, że podczas manifestacji i straj-ków w okresie stanu wojennego zginęło 56 osób. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wyliczyło, że od 13 grudnia udokumen-towano 91 przypadków zgonów, choć mo-że być ich więcej, ponieważ ok. 90 przy-padków tajemniczych morderstw polity-cznych nie zostało wyjaśnione. Powrót korony W czasach Polskiej Rzeczypospolitej Lu-dowej dumny orzeł w naszym godle został pozbawiony złotej korony. 29 grudnia 1989 roku przywrócono mu ją, a poprzez zmianę konstytucji PRL nazwę państwa zamieniono na Rzeczpospolitą Polskę. Jest to symboli-czna data w historii naszego kraju, choć mało kto w ogóle wie o jej istnieniu. Rok później 9 grudnia pierwsze w historii Polski powszechne, demokratyczne wybory pre-zydenckie wygrał Lech Wałęsa, zdobywa-jąc w II turze wyborów ponad 74 procent ważnych głosów i pokonując Stanisława Tymińskiego – późniejszego założyciela Partii X. Ważnym wydarzeniem było ode-branie w imieniu swojego męża Pokojowej

SPOŁECZEŃSTWO

„(...) to nie tylko dni wolne od pracy i szkoły, impreza sylwestrowa i prezenty pod choinką, ale także kilka ważnych dla Polski dat (...) .” Nagrody Nobla przez Danutę Wałęsę. Miało to miejsce w 10 grudnia 1983 roku, a w ten sam dzień 1996 roku literacką Nagrodę Nobla otrzymała Wisława Szymborska. Ważną, grudniową datą w najnowszej historii Polski jest przystąpienie Polski do strefy Schengen; miało to miejsce 21 grudnia 2007 roku. Dzięki temu możemy, w ramach państw należących do tego obszaru, poruszać się bez paszportów i kontroli granicznych. Grudzień jest bogaty w daty upamię-tniające ważne wydarzenia historyczne, szczególnie te z czasów Polskiej Rze-czypospolitej Ludowej, o jakich warto pa-miętać. Ostatni miesiąc roku to nie tylko dni wolne od pracy i szkoły, impreza syl-westrowa i prezenty pod choinką, ale także kilka ważnych dla Polski dat, dzięki którym możemy dzisiaj siedzieć i na ekranie swo-jego telefonu, laptopa czy tabletu czytać ten tekst, jako młody, niczym nie skrępo-wany, wolny człowiek. Katarzyna Kała Fot.1 Starscream (CC BY SA 3.0) Wszystkie zdjęcia zostały zmniejszone i przycięte z oryginałów.



„Czerwony rynek” Scotta Carneya to książka, której tytuł może wydawać się nieco zwodniczy. Jednak podtytuł nie pozostawia nam już żadnych złudzeń. Jeśli do przeczytania zachęciło cię zdanie „na tropie handlarzy organów, złodziei kości, producentów krwi i porywaczy dzieci”, to lepiej trafić nie mogłeś.
BIEDNI I RYBY GŁOSU NIE MAJĄ
KULTURA: RECENZJA

Wyjaśnijmy sobie najpierw, czym jest „Cze-rwony rynek”. To alternatywa do białego i czarnego rynku. Biały rynek reprezentuje uczciwą konkurencję. Czarny – półświatek i nielegalne interesy. Czerwony rynek moż-na nazwać stanem pośrednim. Po części zanurzony w zawiłościach gospodarki wol-norynkowej, ucieka w kierunku czarnego rynku. Kolor czerwony jest charakterysty-czny, ponieważ wszystkie transakcje, jakich się tam dokonuje, dotyczą handlu składni-kami ludzkiego ciała. Od komórek jajowych po całe organy – wszystko to, co dzięki rozwojowi medycyny można człowiekowi zabrać, a następnie spieniężyć. Carney po raz pierwszy zetknął się z czer-wonym rynkiem w Indiach i właśnie z tego kraju pochodzi większość tekstów w książ-ce. Nie znaczy to jednak, że czerwony ry-nek istnieje tylko tam. Indie po prostu są idealnym przykładem państwa, w którym

KULTURA: RECENZJA

dochodzi do tego typu wypaczeń, a przy-czyną tego stanu rzeczy jest olbrzymie roz-warswienie społeczne, będące pozostało-ścią po kolonialnej przeszłości regionu. „Wiedza autora na temat poruszanych kwesti budzi uznanie, szczególnie, że nie ogranicza się tylko i wyłącznie do czasów dzisiejszych.” Reportaże Carneya nie skupiają się jednak tylko na tym aspekcie. Autor przygląda się problemom z każdej możliwej perspektywy. Opisuje nie tylko Hinduski, mieszkające w specjalnych zamkniętych ośrodkach, w których płaci się im, aby przez dziewięć miesięcy nosiły czyjeś dziecko. Stara się również zrozumieć motywację osób korzy-stających z usług tego typu zastępczych matek. Są to zwykłe amerykańskie pary, które nie mogą sobie pozwolić na poród metodą tradycyjną. Ich radość z pojawie-nia się nowego członka rodziny jest ogrom-na. Jednocześnie zainteresowanie losami „brzucha do wynajęcia” można określić ja-ko znikome, a bardzo często pary te nie wiedzą nawet, kto urodził im dziecko. Carney prezentuje wysoki poziom zaanga-żowania również wtedy, gdy opisuje histo-rie okradania indyjskich cmentarzy przez złodziei kości. Przedstawia nam cały łań-cuch dostaw – informując, dokąd trafiają

KULTURA: RECENZJA „Tak na przykład przy okazji złodziei kości opisuje również podobne wydarzenia, które miały miejsce u zarania nowoczesnej medycyny, między innymi w Stanach Zjednoczonych.”

ludzkie szczątki danego rodzaju. Wiedza autora na temat poruszanych kwesti budzi uznanie, szczególnie, że nie ogranicza się tylko i wyłącznie do czasów dzisiejszych. Tak na przykład przy okazji złodziei kości opisuje również podobne wydarzenia, które miały miejsce u zarania nowoczesnej me-dycyny, między innymi w Stanach Zjedno-czonych. Najbardziej budzącym grozę i przejmują-cym tekstem z tej książki jest dla mnie nie-wątpliwie opis „fabryk krwi”, czyli miejsc, w których ludzie wbrew własnej woli od-dawali krew – tak jak krowy są automaty-cznie dojone z mleka. Z tą różnicą, że ut-rata mleka nie grozi śmiercią. Wydawać by się mogło, że poruszone przez Carneya kwestie dotyczą tylko krajów skrajnie biednych. Tak jednak nie jest. Stąd też znajdziecie w „Czerwonym rynku” również reportaże z Cypru wyspy, gdzie kliniki związane z zapładnianiem in vitro cieszyły się uznaniem klientów z Wielkiej Brytanii czy Izraela. Tutaj autor podjął kwestię „honorowego oddawania części własnego ciała”. Jednak jak można mówić o honorowych dawcach, kiedy kliniki płacą za komórki jajowe? Płacą, tego wymaga rynek, aby towar był jak najlepiej dostę-pny. Tam jednak, gdzie to wartość pie-niądza wygrywa z etyką, dochodzi do po-dawania kobietom z byłego bloku wscho-dniego hormonów, przyspieszających pro-dukcję komórek jajowych. Substancje te prowadzą jednocześnie do powikłań za-grażających życiu. W ostatecznym rozra-chunku największą cenę na czerwonym

KULTURA: RECENZJA

rynku – zdrowia, a czasami nawet i życia – płacą osoby będące najniżej w hierachii, dawcy, czasami dobrowolni, lecz nie jest to regułą. Książka Carneya momentami bywa prze-rażająca. To naprawdę światowej klasy li-teratura, potrafiąca wzbudzić w czytelniku wiele emocji. Dawno nie spotkałem się z tym, aby w tekście znajdowało się tyle pytań dotyczących etyki i tego, czy w po-goni za zdrowym i długim życiem, obywa-tel państw Zachodu czasami nie przekracza granicy, jaka rozdziela uczciwe zachowanie od działań przestępczych. A najważniejsze pytanie, będące niejako credo tej książki, brzmi „czy nie dopuszczając do siebie infor-macji, że czynimy komuś krzywdę, jeste-śmy zwolnieni z odpowiedzialności za wy-rządzone krzywdy?”. Czy poddając się transplantacji w kraju trzeciego świata, gdzie narząd jest o wiele tańszy, mamy czyste sumienie? Dokumentacja może wy-dawać się w porządku, lecz warto mieć na uwadze, że biurokracja nie jest żadną prze-szkodą w zarabianiu pieniędzy na ludzkiej krzywdzie. To tylko przykład – po prze-czytaniu „Czerwonego rynku” zauważycie, że odnosi się to nie tylko do transplantacji, ale także do adopcji dzieci, „brzuchów do wynajęcia” czy klinik in vitro. Przerażające? Może. Prawdziwe? Jak najbardziej. Michał Nieradka Fot.1 photosteve101 (CC BY 2.0) Fot.3 Wiertz Sébastien (CC BY 2.0) Wszystkie zdjęcia zostały zmniejszone i przycięte z oryginałów. Mimo że są święta, wcale tego nie czujesz? Być może nie szukasz tam, gdzie trzeba! Jedni słuchają kolęd i specjalnych audycji radiowych, inni oglądają filmy czy czytają książki. Jeszcze innym wystarczają kolorowe ozdoby rozwieszone na ulicach albo wspólne pieczenie pierników. Tym, którzy chcieliby poczuć magię . świąt w nieco innym wydaniu, polecam ....... dwie mangi.
NIEBANALNE POPOŁUDNIE #3
KULTURA: CYKL

Święta wydają się idealnym momentem, by poczytać coś o miłości – tej romantycznej albo z pazurem. Dlatego tym razem chcia-łabym wam polecić dwie mangi o nieco od-miennych stylach, ale za to o gwiazdkowej tematyce. Ale najpierw może słów kilka o samej mandze, czyli komiksie japońskim. Zwykle jest on czarno–biały z kolorową ok-ładką. Czasem zdarza się, że pierwszych kilka stron też wykonano w kolorze. Wię-kszość mang ukazuje się najpierw w po-staci odcinków w magazynach mangowych, z czasem, gdy seria zdobędzie uznanie, zo-staje wydana w tomie. Specyficzną oraz bardzo ważną cechą mangi jest jej zapis – od prawej do lewej strony – tak też należy ją czytać. Słodko Wydana w 2008 roku manga „Santa Claus Panic!” autorstwa Nany Shiby, to ciekawa opowieść ze świętami w roli głównej. Na zaledwie trzydziestu stronach opowiedziano

KULTURA: CYKL

zabawne perypetie pewnej dziewczyny. Zbliżają się święta i Yayuka nie chce po raz kolejny spędzać ich samotnie. Znacie to uczucie, gdy wszyscy wokół cieszą się ze świąt spędzonych w rodzinnym gronie, a na was czeka tylko puste mieszkanie? Smutne, prawda? Nic więc dziwnego, że kiedy w ręce dziewczyny wpada ulotka ofe-rująca odwiedziny Mikołaja, Yayuka bez wahania dzwoni pod wskazany numer. Teraz pozostaje posprzątać, przygotować jedzenie i czekać na Mikołaja. Co jednak, gdy na progu nie stanie sędziwy staruszek, a przystojny chłopak do towarzystwa (tzw. host)? Oto niezawodny przykład, że należy czytać wszystko, łącznie z tym, co napisa-no drobnym druczkiem... Wizualna strona mangi, równie ważna jak treść, też przyciąga uwagę. Postaci prze-dstawiono wyraziście, tak samo jak emocje na ich twarzach, które są bardzo czytelne. Całość została oprawiona w słodki, świą-teczno–romantyczny klimat. Z pewnością dużą rolę odgrywają tu też świetnie ujęte szczegóły, dzięki czemu manga zyskuje na dynamice i oddaje uczucia bohaterów. Wesoło „Itsudatte My Santa!” to krótka, czterdzie-stostronicowa manga z 1998 roku auto-rstwa Kena Akamatsu. Opowiada o mło-dym chłopaku, do którego podchodzi na dworcu dziewczyna o imieniu Mai i propo-nuje mu wspólne spędzenie nocy. Dodajmy do tego, że jest właśnie Boże Narodzenie, a dziewczyna twierdzi, że posiada moc

KULTURA: CYKL

Świętego Mikołaja, pozwalającą jej usz-częśliwiać ludzi. Czy uda jej się sprawić, by chłopak polubił znienawidzone przez niego święta? Z całą pewnością Mai będzie mu-siała się bardzo postarać, by go przekonać. Manga ta zawiera w sobie zarówno cie-kawe i dobrze nakreślone postaci, jak i wiele przygód, które czekają bohaterów. Od strony wizualnej pojawia się wiele szczegółów, tło również zostało bardzo dopracowane. Kolory są raczej ciemniejsze, choć autor sprawnie bawi się też kontrasta-mi. Do tego postawiono na liczne ujęcia przedstawione w ruchu, dzięki czemu mo-żna się wczuć na przykład w ucieczkę czy bójkę. W zależności od nastroju i momentu dopasowano odpowiednie kadry, mamy więc zarówno sceny na całą stronę, jak i malutkie ramki z drobnym ujęciem. Ca- łość jest zabawna i lekka, przez co prze-czytanie mangi zajmuje zaledwie chwilę. Z pewnością jednak poprawia nastrój i zo-staje w pamięci na dłużej. Obie mangi wywołały u mnie uśmiech i wprawiły w świąteczny nastrój, dlatego gorąco polecam do nich zajrzeć. Najlepiej przy choince, z kubkiem gorącej czekolady w ręce. Świąteczny nastrój gwarantowany! Justyna Książek Wszystkie zdjęcia zostały zmniejszone i przycięte z oryginałów.