Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

wokół kultury strona 6 epoki Warszawy strona 7 katabaza XXI wieku strona 10 tak skubali Amerykę strona 13 w magicznym świecie Walta Disneya strona 16 fakty i mity o solarium strona 22 co z tą Polską? strona 27 historycznie o blogach strona 32 złota stochomania strona 36 okiem Widgeta strona 39 NAPISZ O SOCZI NA BLOGU

Outro ISSN: 2299 - 5242 Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl, rekrutacja(@)outro.pl Redaktor naczelny: Paulina Zguda Zastępca: Marek Suska Sekretarz redakcji: Ilona Chylińska Zastępca sekretarza redakcji: Klaudia Maciejewska Koordynator: Monika Toppich Redaktor prowadzący: Dominika Głowacka Korekta wydania: Agata Hajduk Fotoedycja: Roksana Grzmil Szefowie działów: Justyna Książek (kultura), Agnieszka Kracla (społeczeństwo), Maciej Dziubiński (sport), Adrianna Szczodrowska (korekta), Roksana Grzmil (foto), Patryk Skoczylas (graficy) Korekta: Agata Andrzejak, Agnieszka Dydacka, Kinga Gintowt, Dominika Głowacka, Maria Gołaszewska, Agata Hajduk, Anna Maciejończyk, Kamil Morawiec, Adrianna Szczodrowska, Klaudia Wesołowska, Monika Węgrzyn, Wojciech Żywolt Graficy: Patryk Skoczylas, Jarosław Stępień, Magdalena Kosewska Projekt okładki: Patryk Skoczylas Zdjęcie na okładce: Joi (CC BY 2.0)

No i zaczęło się. Jeśli w Waszych domach na stałe zagościły relacje ze sportów, których żaden z domowników bliżej nie kojarzy, ale skoro właśnie są transmi-towane, to może obejrzy – wiedzcie, że coś się dzieje. Jeżeli jednak omija Was rosyjska gorączka, to macie szczęście. Może i nie dowiecie się o wszystkich sportach, które można uprawiać w otoczeniu śniegu, lodu i mrozu, ale ma to swoje zalety – przynajmniej zachowacie święty spokój. Bo trudno zachowywać się w sposób opanowany, gdy Kamil Stoch zdobywa dla nas złoty medal. Złoty medal! To wielki wyczyn w historii polskiego sportu i zde-cydowanie jeden z najważniejszych powo-dów, by jednak przysiąść przed telewizorem i wytrzymać kilkadziesiąt minut – o ile nie spędzacie przed nim kilku godzin dziennie, w napięciu obserwując zmagania we wszel-kich dostępnych dyscyplinach. Kiedy zaś zapragniecie trochę odetchnąć od igrzysk olimpijskich, przeczytajcie naj-nowszy numer Outro (no, może w takim przypadku omińcie przy lekturze tekst sportowy…), to szansa na to, by zostać zainspirowanym do napisania własnego bloga. Ile wiecie o historii tego fundamentu wymiany myśli w XXI wieku? Sprawdźcie koniecznie, możecie być zaskoczeni. To i jeszcze więcej na następnych stro-nach! Paulina







Historia to nie tylko bitwy, wojny, konflikty i odkrycia. To także oryginalność architektury, odległa i często odmienna mentalność ludzka oraz wyjątkowość mody. Warto przypomnieć sobie, jak kultura zmieniała się na przestrzeni wieków i jaki ma wpływ na współczesność. O tę właśnie pamięć postanowiła zadbać grupa artystów, podejmując się realizacji projektu fotogra-ficzno–kostiumowego „Epoki Warszawy”.
EPOKI WARSZAWY
KULTURA

Celem inicjatywy nie jest ukazanie faktów, prawdziwych wydarzeń czy postaci. Posz-czególne epoki, poczynając od baroku, a kończąc na latach 70., stały się dla twórców jedynie inspiracją, a przedstawio-ne zdjęcia są dowolną interpretacją historii. Autorzy „Epok Warszawy”, czerpiąc z róż-norakich kronik filmowych, fotografii i ry-cin, próbują odtworzyć piękno ulotnej aury miasta. "Historia to nie tylko bitwy, wojny, konflikty i odkrycia." Pomysłodawcami projektu są Jacek Szycht, odpowiedzialny za zdjęcia, oraz Urszula Łęczycka i Martyna Jeziorska, które zajęły się scenografią, charakteryzacją oraz kostiumami. Efekt ich pracy można obejrzeć na oficjalnej stronie inicjatywy: epokiwarszawy.pl. Poszczególne galerie

KULTURA "Warto przypomnieć sobie, jak kultura zmieniała się na przestrzeni wieków i jaki ma wpływ na współczesność."

robią naprawdę ogromne wrażenie. "Finał projektu zaplanowany jest na 21 kwietnia 2014 roku (...)" Można tutaj znaleźć barokową brutalność, przepych przedstawiony w sesji „Warszawa w Empire” (nawiązującej do XIX wieku) czy romantyczną aurę lat 60. Warto rów-nież zwrócić uwagę na zdjęcia „Warszawy w secesji”, które zostały wykonane w War szawskiej Operze Kameralnej. Joanna Karczmarczyk stworzyła kontekst literacki do każdej sesji. Poprzez krót-kie, kilkuzdaniowe monologi i opisy ukazała mentalność i specyfikę konkretnego wycin- ka historii. Niektóre komentarze mają za zadanie rozbawić odbiorcę, inne natomiast pozwalają odczuć powagę poruszanego tematu. Kiedy jedna sesja ukazuje prostotę i bojowość Polaków, inna podkreśla ich wykwintność i enigmatyczną powagę. Dzięki temu projekt pozwala na szersze spojrzenie zarówno na przeszłość, jak i na zmie-niającą się mentalność warszawian. "Autorzy „Epok Warszawy” (...) próbują odtworzyć piękno ulotnej aury miasta."

KULTURA

Praca artystów być może wzbudzi większe zainteresowanie historią Polski i zmotywu- je do częstszego podejmowania podob-nych inicjatyw, na przykład przedstawienia dziejów innych części kraju, nie tylko stolicy. Na tym jednak nie kończy się praca autorów „Epok Warszawy”. Twórcy starają się o wystawę plenerową, która miałaby stanąć w tytułowym mieście, wernisaż, a także wydanie albumu o tej samej nazwie. Finał projektu zaplanowany jest na 21 kwietnia 2014 roku – w dzień, który jeszcze dwanaście lat temu obchodzono jako święto Warszawy. "Twórcy starają się o wystawę plenerową, która miałaby stanąć w tytułowym mieście (...)" Patronami projektu są Zamek Królewski w Warszawie, Związek Polskich Artystów Fotografików, Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie, Letnia Rezydencja króla Stanisława Augusta oraz Warszawska Opera Kameralna. Natalia Śliwińska Fot: materiały prasowe KATABAZA XXI WIEKU
Technologia nieustannie idzie na przód. Ludzkie ręce zastępowane są mechanicznymi konstrukcjami, budowane są coraz to nowsze i lepsze maszyny, mające ułatwić społeczeństwu pracę, przemieszczanie się, komunikację - po prostu życie codzienne. Tylko gdzie jest granica pomiędzy zwykłą pomocą a odbieraniem jednostce istoty człowieczeństwa?
KULTURA: RECENZJA

Wielu reżyserów podejmuje tematykę nowoczesności, inspiruje się nią i przed-stawia swoje wyobrażenie przyszłości. Obok tematu nie przeszedł obojętnie An-dreas Dalsgaard, który w swoim filmie dokumentalnym pt. „Ludzki wymiar” pokazuje, że wizja odległego jutra jest bliższa niż nam się wydaje. "Technologia nieustannie idzie na przód." Reżyser zabiera nas w podróż po różnych kontynentach i odległych miastach, które wyróżniają się na tle innych swoją nowoczesnością, m.in. do Nowego Jorku, Kopenhagi i Christchurch. Dowiadujemy się, że w jednym z chińskich centrów technologii ludzie najwięcej czasu spędzają w samochodach, przemieszczając się je-dynie z domu do pracy i z powrotem, nie znając nawet swoich najbliższych są-siadów. Jednak ten sam problem dotyka mieszkańców oddalonych o wiele kilo-metrów miejscowości. Wypowiadający się planiści zauważają pewien problem, który jest punktem wyjściowym całej produkcji.

KULTURA: RECENZJA

"Reżyser zabiera nas w podróż po różnych kontynentach i odległych miastach (...)" Otóż początkowo człowiek ulepszając świat chciał pomóc innym, jednak teraz wszystko obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Duże miasta, które miały być dla ludzi, aktualnie są bardziej dla samochodów. Teoretycznie miały one tylko pomóc w przemieszczaniu się i ułatwić ludziom życie. Praktycznie - owe samochody stoją na pierwszym miejscu hierarchii, której podporządkowane są plany budowy miast. Zatem główne ulice szybkiego ruchu zajmują znaczną część konkretnej miejscowości, a liczba ścieżek rowerowych czy miejsc spotkań jest przerażająco zmniejszona. "Duże miasta, które miały być dla ludzi, aktualnie są bardziej dla samochodów." Podjęcie tematyki nowoczesności w filmie dokumentalnym może wydać się nużącą lekcją przepełnioną statystykami, niezro-zumiałymi liczbami i profesjonalnymi okreś-leniami, których definicje są obce dla każdego. Nic bardziej mylnego. „Ludzki wymiar” to produkcja zarówno dla fanów racjonalnego myślenia i konkretnego podejścia do życia, jak i dla lubiących podejmowanie egzystencjalnych rozważań. Jak połączyć przyziemność technologii z abstrakcyjnym pytaniem o ludzką naturę? Andreas Dalsgaard udowadnia, że nie tylko jest to całkiem możliwe, ale też okazuje się być ze sobą ściśle powiązane. "Jak połączyć przyziemność technologii z abstrakcyjnym pytaniem o ludzką naturę?" Z minuty na minutę zagłębiamy się coraz bardziej w tematykę techniki. Literacki topos katabazy, czyli mitycznego zejścia do podziemi, okazuje się wkraczać do naszego codziennego życia. Im bardziej nowo-czesność idzie na przód, tym bardziej zapominamy o człowieczeństwie. Film zbu-dowany jest na bazie pięciu rozdziałów. Z każdą kolejną częścią reżyser jeszcze bardziej przekonuje widza, jak bardzo zagubiliśmy się, poznając tajniki nowo-czesności i nie słuchając prawdziwych pragnień mieszkańców dużych miast. "Im bardziej nowoczesność idzie na przód, tym bardziej zapominamy o człowieczeństwie."

KULTURA: RECENZJA

Śmiało można stwierdzić, że „Ludzki wy-miar” to film z serii tych, które należy obejrzeć. "Z każdą kolejną częścią reżyser jeszcze bardziej przekonuje widza, jak bardzo zagubiliśmy się (...)" Wszelkie informacje przekazane są bardzo przystępnie. Głos tutaj zabiera wielu spe-cjalistów, lecz robią to w tak prosty i zro-zumiały sposób, że nie trzeba martwić się o trudność w odbiorze. Również mylnym byłoby stwierdzenie, że Dalsgaard stworzył film dla niemyślącej masy. Pomiędzy wypo-wiedziami planistów pojawią się liczne pytania, na które widz musi odpowiedzieć sobie sam. "Śmiało można stwierdzić, że "Ludzki wymiar” to film z serii tych, które należy obejrzeć." Rzadko można spotkać produkcję o tak wielowymiarowym i uniwersalnym przes-łaniu, jakie niewątpliwie niesie za sobą „Ludzki wymiar”. Produkcję polecam oso-bom zarówno twardo stąpającym po ziemi, jak i tym, które potrafią szerzej spojrzeć na świat. Jest to interesująca lekcja o tym, co dzieje się wokół nas. Natalia Śliwińska Fot. 1: melbow (CC BY 2.0) Dziesięciu nominacji do Oscara, podobnie jak trzech Złotych Globów, nie dostaje się przez przypadek. Dopracowane stroje, świetnie dopasowana muzyka oraz odpowiedni aktorzy na właściwym miejscu dobrze oddają klimat Ameryki u schyłku lat 70., w których rozgrywa się akcja „American Hustle: Jak się skubie w Ameryce” - najnowszego filmu Davida O. Russella. TAK SKUBALI
AMERYKĘ
KULTURA: RECENZJA

Modny temat oszustów Nie można by jednak mówić o sukcesie reżysera a zarazem scenarzysty filmu „American Hustle”, gdyby nie oparta na prawdziwych wydarzeniach powieść „Ame-rykański przekręt” Roberta W. Greena. "Dziesięciu nominacji do Oscara, podobnie jak trzech Złotych Globów, nie dostaje się przez przypadek." Właśnie na jej podstawie powstał film opowiadający o historii dwójki oszustów i pewnego agenta FBI. Pomimo tego, że temat przekrętów i oszustw finansowych był poruszany przez różnych reżyserów w ostatnim czasie wielokrotnie, film ten odznacza się na tle innych niezwykle wartką akcją i wyrazistymi kreacjami aktorskimi. David O. Russell potrafi sprawić, że każda z gwiazd grających w „American Hustle” wzbija się na wyżyny swoich umiejętności, niejednokrotnie przewyższając oczekiwania widza. "Pomimo swojej niezbyt dobrej prezencji Rosenfeld nie narzeka na powodzenie u pięknych kobiet." Komedia charakterów Christian Bale wcielający się w otyłego, noszącego tupecik Irvinga Rosenfelda dzięki swojemu wyjątkowemu zaangażowaniu w rolę oszusta (do odegrania jej przytył ponad 18 kilogramów), nieraz zostaje przyrównywany do samego Roberta De

KULTURA: RECENZJA

Niro. Tego ostatniego zresztą również możemy dostrzec w „American Hustle” ponieważ wciela się on w mówiącego płyn-nie po arabsku mafiosa - Victora Tellegio. Pomimo swojej niezbyt dobrej prezencji Rosenfeld nie narzeka na brak powodzenia u pięknych kobiet. U jego boku pojawia się nieprzewidywalna żona Rosalyn, grana przez Jennifer Lawrence, oraz zjawiskowa kochanka Sydney Prosser, w którą wciela się Amy Adams. Na dobre wyszedł więc Bale’owi powrót do obsady i roli Rosen-felda, którą początkowo porzucił – jego miejsce miał zająć Bradley Cooper. Ten ostatni równie dobrze bawi widzów, grając postać przebojowego, choć przesadnie ambitnego agenta FBI – Richie’ego Di Maso. "Charaktery wszystkich bohaterów wydają się być przerysowane (...)" Chce on udowodnić korupcję polityków, a w realizacji tegoż planu mają mu pomóc Irving i jego kochanka Sydney. Pierwszą ich ofiarą jest grany przez Jeremy’ego Rennera burmistrz New Jersey, Car-mine Polito, uwikłany w układy z oszu-stami i agentami federalnymi. Charaktery wszystkich bohaterów wy-dają się być przerysowane, a makijaże i ulepszane przez bohaterów fryzury i stro-je podkreślają momentami komiczność postaci.

KULTURA: RECENZJA

American dream tylko dla oszustów Na wysokim poziomie stoi stylizacja filmu - utrzymana w estetyce kiczu przełomu lat 70. i 80.w Stanach Zjednoczonych. Dobrze dopracowana scenografia oraz muzyka oddają ducha epoki disco i wprowadzają w klimat słynnego amerykańskiego snu, w którym jednak pieniądze zarabiają tylko oszuści. "Dobrze dopracowana scenografia oraz muzyka oddają ducha epoki disco (...)" Film ten można traktować pół żartem, pół serio, bo chociaż rozpoczyna się napisem "Część z tych wydarzeń miała miejsce naprawdę", reżyser nie kładzie nacisku na historyczne wydarzenia, skupia się raczej na napędzanej namiętnością do pieniędzy wartkiej akcji, mającej za zadanie bawić widza. „American Hustle” niewątpliwie przypadnie do gustu wszystkim szukającym filmu rozrywkowego, luźnego, okraszonego dobrym humorem i świetną muzyką. Warto zobaczyć i wczuć się w klimat lat, w których nie było mowy o kryzysie finansowym w Ameryce. Natalia Gładyś W MAGICZNYM ŚWIECIE WALTA DISNEYA
Logo Disneya zazwyczaj budzi pozytywne skojarzenia, a od filmów nim sygnowanych oczekuje się pewnego poziomu. Jak było tym razem? Pozwólcie, że przedstawię wam „Ratując pana Banksa” oraz film, bez którego by on nie powstał, czyli „Mary Poppins”.
KULTURA: RECENZJA

Mary Poppins to bohaterka cyklu książek dla dzieci, opowiadających o rodzinie Banksów oraz tytułowej Mary – bardzo, ale to bardzo niecodziennej niani. Autorką książek jest Pamela Lyndon Travers. "Mary Poppins to bohaterka cyklu książek dla dzieci (...)" Seria powstawała na przestrzeni ponad pięćdziesięciu lat, od „Mary Poppins” wydanej w roku 1934 aż po „Mary Poppins i numer 18” z roku 1988. Pierwsza ekranizacja powieści w formie musicalu powstała w roku 1964, choć propozycję ekranizacji Walt Disney złożył autorce już w roku 1945. Prace nad filmem trwały kilka lat, głównie za sprawą sporów pomiędzy panną Travers a sce-narzystami.

KULTURA: RECENZJA

Film „Mary Poppins” to efekt tych batalii, który zachwycił publiczność i zdobył pięć Oscarów: za muzykę, montaż, piosenkę, efekty specjalne oraz dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej – w tej roli Julie Andrews (znana również ze swej późniejszej roli w obsypanym Oscarami musicalu „Dźwięki muzyki”). Jedno jest pewne: pomimo upływu pięćdziesięciu lat od jego powstania, film na pewno się nie zestarzał. "Trzeba przyznać, że latająca niania i chodzenie po schodach z sadzy robi wrażenie." Efekty specjalne? Trzeba przyznać, że latająca niania i chodzenie po schodach z sadzy robi wrażenie. Ponadto świetna muzyka, choć nie jestem pewien, czy współczesny widz nielubiący musicali wytrzyma ponad dwie godziny filmu, w którym niemal co chwilę bohaterowie śpiewają i tańczą. Szczególnie, że jest to film familijny. Na to również trzeba zwrócić uwagę – dobrych filmów familijnych jest naprawdę niewiele. "Seria powstawała na przestrzeni ponad pięćdziesięciu lat (...)" Wiemy więc już, jak to było z „Mary Poppins”. Jak natomiast jest z „Ratując pana Banksa”? Film ten wyreżyserował John Lee Hancock (wcześniej reżyser dobrze przyjętego obrazu „Wielki Mike. The Blind Side” oraz patetycznego „Alamo”). Jeżeli chodzi o fabułę, warto zwrócić uwagę, że równocześnie prowadzone są w niej dwa wątki. Jeden dotyczący samej P.L. Travers i jej historii związanej ze sprzedaniem praw do ekranizacji „Mary Poppins”. Drugi natomiast dotyczy lat dziecięcych autorki. "Jeżeli chodzi o fabułę, warto zwrócić uwagę, że równocześnie prowadzone są w niej dwa wątki." Akcja filmu płynie wolnym rytmem. Z jednej strony mamy wiecznie niezadowoloną P.L. Travers (w tej roli Emma Thom-pson) wraz z jej różnymi dosyć dziwacznymi zachowaniami. Z drugiej natomiast – entuzjastycznego Walta Disneya i jego skorych do pomocy współ-pracowników. Disneya zagrał Tom Hanks i muszę przyznać, że jego rola wzbudziła moją sympatię. Jeżeli spodziewacie się nagłych zwrotów akcji, to sądzę, że pomyliliście seanse. Dostaniecie za to zarys ludzkich zachowań i ich przyczyn tkwiących wiele lat wstecz.

KULTURA: RECENZJA

Trzeba przyznać, że największym atutem filmu są sceny przedstawiające właśnie okres dzieciństwa autorki. Bryluje w nich Colin Farrell w roli ojca młodej panny Travers. Dostajemy tam naprawdę ciepłe i całkiem sensowne kino. "(...) dobrych filmów familijnych jest naprawdę niewiele." Po obejrzeniu „Ratując pana Banksa” zastanawiają mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, zupełnie nie zostało podkreślone to, że prace nad filmem trwały tak długo. Jest co prawda powiedziane, ile lat Walt Disney ubiegał się o prawa do ekranizacji, jednak zupełnie został pominięty fakt, że prace nad tą produkcją również trwały. "Trzeba przyznać, że największym atutem filmu są sceny przedstawiające właśnie okres dzieciństwa autorki" Po drugie, odrobinę dziwi mnie obruszenie się głównej bohaterki na kwestię związaną z animowanymi, tańczącymi pingwinami. Jest to o tyle dziwne, że sekwencja połączenia filmu fabularnego z animacją w „Mary Poppins” trwa niemal dwadzieścia

KULTURA: RECENZJA

minut, z czego scena z pingwinami zajmuje może dwie minuty. A są to jedne z najlepszych minut w światowej kine-matografii, jeśli chodzi o połączenie gry aktorskiej i filmu animowanego. "Polecam obejrzeć oba filmy, z tym że najlepiej zacząć właśnie od „Mary Poppins” (...)" „Ratując pana Banksa” jest filmem dobrym, lecz na pewno nie wybitnym. Oczywiście trudno go porównywać do produkcji formatu „Mary Poppins”. I nie powinno się tego robić, gdyż należy on do gatunku tych, które głęboko zapadają w pamięć i do których zawsze z przyjemnością się wraca. Polecam obejrzeć oba filmy, z tym że najlepiej zacząć właśnie od „Mary Poppins”, aby zapewnić sobie komfort pełnego zrozumienia „Ratując pana Banksa”. Natomiast ci widzowie, którzy wyżej wspomniany musical widzieli, na pewno będą się dobrze bawić, po raz kolejny słysząc muzyczne motywy z filmu. Jeśli miałbym wystawić ocenę punktową „Ratując pana Banksa” w przedziale od 1 do 10, to film otrzymałby solidne 7,5 punktów. Michał Nieradka Fot. 1: starrynight_012 (CC BY 2.0) Fot. 2: Matt Biddulph (CC BY 2.0) Fot. 3: Broadway Tour (CC BY 2.0)





OLIMPIADA MEDIALNA

Indeksy czekają. Trwa rejestracja w trzeciej edycji Olimpiady Medialnej! Pociągają Cię media? Interesuje Cię skuteczne komunikowanie się? Dobrze czu-jesz się na języku polskim, wiedzy o kul-turze, historii, informatyce? Jesteś obe-znany/a z zasadami wystąpień publicz-nych, prezentowania własnych myśli, pro-wadzenia dyskusji? Fascynują Cię media społecznościowe? Jeśli choć na jedno z tych pytań możesz odpowiedzieć: TAK, to świetnie. Pokaż, co wiesz! Weź udział w trzeciej edycji Olimpiady Medialnej. Do 14 lutego, do godziny 14.00 wszyscy chętni mogą zgłosić swój udział w kolejnej edycji Olimpiady Medialnej. Za-proszenie kierujemy do uczniów szkół ponadgimnazjalnych z całej Polski. Szuka-my interdyscyplinarnych talentów z zakresu nowych mediów, polonistyki, historii i pu-blic relations, posiadających umiejętności interesującego formułowania i prezen-towania własnych myśli, przekazywania wiedzy oraz przekonywania, obeznanych z użyciem nowych, jak i tradycyjnych mediów. Na zwycięzców czekają indeksy Uniwer-sytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Rejestracja: www.olimpiadamedialna.edu.pl/rejestracja Tematem przewodnim tegorocznej edycji są nowe biblioteki wiedzy – repozytoria cyfrowe i audiowizualne. Program stały obejmuje zagadnienia z zakresu: sztuka informacji, odbiór i tworzenie przekazów medialnych, transformacja mediów, sztuka pre-zentacji i debaty, film. Przyszłością nauki jest wymiana zasobów w Internecie. Stąd idea tworzenia nowych bibliotek i repozytoriów, które nie będą już tradycyjnymi magazynami książek czy taśm filmowych, ale ich zdigitalizowanymi wer-sjami. To umożliwi jak najszerszy dostęp do dziedzictwa naszej wiedzy i kultury. W XIX wieku takie rozwiązanie było jedynie marzeniem science fiction. Dziś jest to w pełni realny projekt ludzkości. Ważne, żeby te zasoby pozostały w jak największym stopniu otwarte i bezpłatne dla użytkowników. Tym problemem będziemy zajmować się w tegorocznej edycji, wskazując m.in. na rozwój bibliotek cyfrowych, repozytoriów filmowych, ale także podejmując krytyczne analizy wobec wspólnie tworzonych zasobów wiedzy takich jak Wikipedia. Dwa pierwsze etapy (z trzech) odbędą się całkowicie online. Wzorem poprzednich edycji pierwsze zawody będą polegały na rozwiązaniu testu, drugie zaś dadzą szersze pole do popisu, opierając się wyłącznie na pytaniach otwartych. Trzecie zawody będą składać się z dwóch części – pierwsza będzie polegać na przygotowaniu pracy poświęconej zagadnieniu związanemu z te-matem przewodnim edycji; druga część to dwudniowe zawody finałowe w Warszawie. Więcej informacji o programie, harmono-gramie i zasadach tej edycji można znaleźć w serwisie internetowym Olimpiady Me-dialnej – www.olimpiadamedialna.edu.pl. Zachęcamy też do odwiedzania naszego profilu na Facebooku: https://www.facebook.com/Olimpiada.Medialna. Organizatorem projektu jest Fundacja Nowe Media. Trzecią edycję Olimpiady Medialnej patronatem naukowym objęli: Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej i Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyń-skiego. Zima to czas, kiedy dni są krótsze, a co za tym idzie – słońce nie świeci tak pięknie jak w lecie. Promienie słoneczne dostarczają nam niezbędnych witamin, a do tego powszechna opinia jest taka, że opalenizna wygląda ładnie. Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób korzysta z solarium. Jest to szybki i wygodny sposób na uzyskanie ciemniejszego koloru skóry. Warto jednak odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest to w stu procentach zdrowe i przede wszystkim potrzebne?
FAKTY I MITY O SOLARIUM
SPOŁECZEŃSTWO

Światowa Organizacja Zdrowia w 2009 roku sformułowała zalecenia dotyczące korzystania z urządzeń solaryjnych. Jest to między innymi wiek osoby, która chce skorzystać z usługi. Rzadko jednak pra-cownicy pilnują tego, by osoba korzy-stająca z solarium miała osiemnaście lat. Nie wynika to z ich braku wiedzy, a z za-leceń pracodawców. Ponadto wprowa-dzono maksymalną wartość promienio-wania 0,3 W/m2, która jest normą europejską. Lampy takiej generacji działają w zakresie bezpiecznej mocy i faktem jest to, że są one słabsze, ale na pewno bardziej bezpieczne dla skóry. "Światowa Organizacja Zdrowia w 2009 roku sformułowała zalecenia dotyczące korzystania z urządzeń solaryjnych." Różnice między solarium a naturalnym słońcem są liczne. Począwszy od tego, że opalanie na plaży jest naturalne aż po to, że jest ono zupełnie za darmo. Różnice nie dotyczą jednak oddziaływania na skórę, bo solarium naśladuje spektrum świetlne słoń-ca. W najnowszych solariach są stosowane dwa rodzaje promieniowania – UVA i UVB. "W najnowszych solariach są stosowane dwa rodzaje promieniowania – UVA i UVB." Promieniowanie UVA jest bezpieczne dla skóry, nie wywołuje poparzeń, jednak eksperci zalecają, by nie korzystać z niego często, ponieważ wtedy może mieć ono szkodliwe działanie. Promieniowanie UVA wnika głęboko w skórę i w dużych dawkach może uszkodzić drobne naczynka

SPOŁECZEŃSTWO "Promieniowanie UVA wnika głęboko w skórę i w dużych dawkach może uszkodzić drobne naczyńka krwionośne."

krwionośne. Promieniowanie to nie daje również efektu długotrwałej opalenizny. Efekt trwalszej opalenizny daje pro-mieniowanie UVB. Jest ono również odpowiedzialne za wspomaganie pow-stawania komórek skóry produkujących nowy pigment. Dodaje nam także wigoru i powoduje wytwarzanie przez organizm witaminy D3, która chroni przed krzywicą, osteoporozą i chorobami nowotwo-rowymi. Nie wolno jednak przesadzać z długością przebywania na solarium, ponieważ promieniowanie UVB może wywołać poparzenie naskórka, jeżeli długo zostaniemy pod jego wpływem. Częstym błędem wynikającym z niewiedzy osób korzystających z solarium jest nieodpo-wiedni wybór łóżek. Każdy pragnie uzyskać efekt natychmiastowej opalenizny, nie zwa-żając, że może być to dla niego niebezpieczne. "Obsługa solarium przechodzi specjalne szkolenia (...)" Obsługa solarium przechodzi specjalne szkolenia, na których dowiaduje się, jakie łóżko i jakie lampy są odpowiednie do określonego fototypu skóry. Faktem jest, że ludzie o jasnej karnacji oraz rudych i jasnych włosach nie powinni korzystać z tego typu urządzeń. Grozi to poparzeniem oraz zmia-nami skórnymi. Czas opalania również zależy od karnacji, ale także od tego, jak często korzystamy z solarium. Przykładowo

SPOŁECZEŃSTWO

– korzystając pierwszy raz z solarium, nie powinniśmy opalać się piętnaście minut, ponieważ grozi to mocnym poparzeniem. Najdłuższy dopuszczalny czas działania lamp solaryjnych to trzydzieści minut, niezależnie od fototypu skóry. Nowe lampy na solarium to częsty chwyt marketingowy właścicieli. Opalanie przy ich pomocy nie jest bardziej efektywne, a wręcz jest ono niebezpieczne. Uczucie nadmiernego gorąca jest związane z formatowaniem się lampy, które może trwać nawet do kilkudziesięciu godzin. Jeśli więc komuś zależy na efektywnej i długotrwałej opaleniźnie, powinien unikać nowych lamp. Niektórzy myślą, że korzystanie z so-larium to stuprocentowy rak skóry. "Nowe lampy na solarium to częsty chwyt marketingowy właścicieli." Światowe badania dowodzą, że przyczyną powstawania raka skóry jest promie-niowanie słoneczne w ogóle i obarczanie za to tylko solarium nie jest do końca uzasadnione. Jednak prawdą jest, że nadmierne używanie korzystanie z tych urządzeń może przyczyniać się do zachorowania na raka skóry. Najbardziej istotne jest tutaj promieniowanie UVA, które wnika w głąb skóry i może naruszyć strukturę tkanki łącznej. To samo dotyczy także stosowania środków ochrony przed słońcem, zawierających toksyczne substancje, które mogą zwiększyć

SPOŁECZEŃSTWO

ryzyko wystąpienia czerniaka. "Korzystanie z solarium przyczynia się ponadto do nasilenia procesów przedwczesnego starzenia skóry." Korzystanie z solarium przyczynia się ponadto do nasilenia procesów przedwczesnego starzenia skóry. Opalanie się powoduje jej wysuszenie, a także powstawanie piegów i licznych prze-barwień. Warto wiedzieć, że podczas wizyty w solarium skóra jest narażona na promieniowanie o większej częstotliwości niż to, które występuje w promieniach słonecznych. Powoduje to możliwość występowania wysypek i pęcherzy. "Warto wiedzieć, że podczas wizyty w solarium skóra jest narażona na promieniowanie o większej częstotliwości" Nie oznacza to jednak, że tego typu opalanie jest zupełnie niezdrowe i nie-bezpieczne. Opalanie ma też swoje zalety, wytwarzanie witaminy D3 sprawia, że czujemy się lepiej i relaksujemy się. Promieniowanie UV pomaga także w le-

SPOŁECZEŃSTWO

czeniu różnych chorób skóry. Łagodzi objawy łuszczycy oraz działa przeciw-zapalnie. Zwiększa wydolność organizmu, poprawia funkcjonowanie układu krążenia i pobudza układ immunologiczny. "Promieniowanie UV wspomaga także w leczeniu różnych chorób skóry." Opalanie w solarium to indywidualna sprawa każdego człowieka. Niektórzy opa-lają się w ten sposób, by poprawić swój wygląd i samopoczucie. Dla innych zaś ma to działanie lecznicze. Jest jednak wiele przeciwników solarium, którzy uważają, że jest to niepotrzebne i niezdrowe. "Opalanie w solarium to indywidualna sprawa każdego człowieka." Decyzja należy do was. Przed pójściem na solarium warto jednak dowiedzieć się, jak to wszystko działa, a także poprosić o rady i informacje personel. Aleksandra Zychowicz Fot. 1: artist in doing nothing (CC BY 2.0) Fot. 2: alfaltendorf (CC BY 2.0) Fot. 3: alfaltendorf (CC BY 2.0) Fot. 4: cjuneau (CC BY 2.0) CO Z TĄ POLSKĄ?
Niż demograficzny, ujemny przyrost naturalny, złe warunki życia, słaba gospodarka państwa, starzejące się społeczeństwo. Tak wyglądają realia naszego kraju od kilkunastu lat, a zapowiada się że będzie o wiele gorzej. Pytanie, o ile?
SPOŁECZEŃSTWO

Rok 2013 już za nami i wcale nie był taki pechowy, jakby się wydawało. Mimo to, nie mamy też powodów do większej radości. "Rok 2013 już za nami i wcale nie był taki pechowy, jakby się wydawało." Zgodnie z danymi przedstawionymi przez Główny Urząd Statystyczny ludność naszego kraju w ubiegłym roku była o bli- sko trzydzieści siedem tysięcy mniejsza w stosunku do roku 2012. Jak podaje GUS, na każde dziesięć tysięcy osób ubyło aż dziesięciu mieszkańców. Dla Polaków po-winna być to niepokojąca wiadomość, tym bardziej, że w latach 2008–2011 Polska odnotowała wzrost liczby mieszkańców. Z powyższego wyciągamy logiczny wnio-sek: nasz kraj stopniowo się wyludnia. Jakie są tego przyczyny? "(...) nasz kraj stopniowo się wyludnia."

SPOŁECZEŃSTWO "Emigracja poza granice naszego państwa dotyczy ponad dwóch milionów Polaków."

Wygoda za granicą Emigracja poza granice naszego państwa dotyczy ponad dwóch milionów Polaków. Nic w tym dziwnego – większość ludzi emigrujących uważa, że politycy nie wykazują chęci podejmowania działań w kierunku poprawy warunków życia społeczeństwa. Do Niemiec wyjechała Bea-ta, trzydziestoletnia matka dwójki dzieci, szczęśliwa mężatka mieszkająca w Sie-miatyczach w województwie podlaskim. "(...) politycy nie wykazują chęci podejmowania działań w kierunku poprawy warunków życia społeczeństwa." „To miał być jednorazowy wyjazd. Zostawiłam swoją rodzinę na pół roku, jednak zaraz po przyjeździe ponownie zaczęłam myśleć o pracy za granicą. Od tego momentu minęły cztery lata, a ja wyjeż- dżałam już kilka razy. Myślę o prze-prowadzce całej rodziny do Niemiec, tam jest inny świat” – mówi. Starzejące się społeczeństwo Polskie społeczeństwo zaczyna wkraczać w wiek emerytalny, a stały niż demo-graficzny nie pozwala zmienić sytuacji. Prof. Zbigniew Strzelecki, przewodniczący Rządowej Rady Ludnościowej, prognozuje, że już za czterdzieści lat o ponad sześć milionów osób zmniejszy się liczebność Polaków w naszym kraju, brak ludzi do pracy odczujemy już za kilka lat, a za

SPOŁECZEŃSTWO

ćwierć wieku już tylko jedna trzecia osób będzie w wieku produkcyjnym. Wszystko przekłada się na pogłębiający się problem ubóstwa w naszym kraju. W czasach, kiedy wszyscy wyjeżdżają, a na życie w Polsce decyduje się o wiele za mała liczba oby-wateli, zaczyna się problem związany z eme-ryturami, o których nadal jest głośno w mediach. "Wszystko przekłada się na pogłębiający się problem ubóstwa w naszym kraju." Z artykułu Leszka Kostrzewskiego i Piotra Miączyńskiego w serwisie Wyborcza.biz wynika, że liczba Polaków płacących składki na umownych stu emerytów z każdą dekadą będzie się znacznie zmniejszała. I tak w 2010 roku liczba pracujących osób, których składki przeznaczone były dla stu emerytów wynosiła aż sto siedemdziesiąt jeden osób. Niestety, już za pół stulecia sytuacja ulegnie znacznej zmianie – na tę samą liczbę emerytów pracować będzie już tylko osiemdziesiąt dziewięć osób. Ta prognoza stawia nasz kraj w nie najlepszym świetle, dlatego już teraz można zauważyć problemy powstałe między jednostkami a OFE. "(...) za ćwierć wieku już tylko jedna trzecia osób będzie w wieku produkcyjnym."

SPOŁECZEŃSTWO

Sam Waldemar Pawlak już w ubiegłym roku przed kamerami powiedział: „Ja nie za bardzo wierzę w państwowe emerytury”. "(...) już teraz można zauważyć problemy powstałe między jednostkami a OFE." Emeryci w dzisiejszych czasach powinni więc liczyć na dobre relacje z dziećmi. „Emerytura, jaką proponuje nam państwo, jest śmieszna. Nie wiadomo, czy czekać na cud, czy raczej pogodzić się z normami i odkładać do skarpety już teraz, kiedy jeszcze zarabiam” – mówi pani Katarzyna, nauczycielka w chełmskiej szkole. "Polskie społeczeństwo zaczyna wkraczać w wiek emerytalny (...)" Widmo polskich wsi Te doskonale obrazują sytuację polskiego społeczeństwa. Kiedyś tętniło na nich życie: dzieci, traktory, konie. Teraz to w większości opustoszałe osady. Przy-kładem takiej miejscowości jest Nowoka-jetanówka w województwie lubelskim. Położona przy lesie w spokojnej okolicy, nie zachęciła ludności do osiedlenia się tu na stałe. „Jedni wyemigrowali, inni wyjechali pod opieką dzieci do miasta albo

SPOŁECZEŃSTWO

umarli. Ostatecznie na naszej wsi mieszkają cztery rodziny, a wśród nich nie ma żadnego dziecka czy młodego czło-wieka” – mówi mieszkaniec miejscowości. "(...) liczba Polaków płacących składki na umownych stu emerytów z każdą dekadą będzie się znacznie zmniejszała." Czy Polska popada w coraz większą ruinę? Mówi się o zielonej wyspie Tuska, jednak nie zwraca się uwagi na niż demograficzny, starzejące się społeczeństwo oraz wynikające z dwóch wcześniejszych – wyludniające się miejscowości. Potrzeba naprawdę gwałtownego zwrotu akcji, aby prognozy nagle uległy zmianie na dobre. Nie należy jednak na to liczyć. "Czy Polska popada w coraz większą ruinę?" Wszystko w rękach młodych ludzi. Jak powiedziała moja babcia: „To wy tu zostaniecie i będziecie żyli, nam – starym, spróchniałym będzie już wszystko jedno”. Agnieszka Gryglicka Fot. 1: DrabikPany (CC BY 2.0) Fot. 2: forsycja (CC BY 2.0) Fot. 3: covilha (CC BY 2.0) Fot. 4: zoonabar (CC BY 2.0) Fot. 5: włodi (CC BY 2.0) HISTORYCZNIE O BLOGACH
Czytasz blogi? A może sam jakiś prowadzisz? Dzisiaj to coś tak powszechnego jak strona internetowa, jednak jak było wcześniej? Kto stworzył pierwszego bloga i skąd wziął taki pomysł? Cofnijmy się trochę w czasie.
NAUKA

Nazwa „blog” powstała od angielskiego „weblog” (z ang. „my blogujemy”). Blog to rodzaj strony internetowej, na której autor (bloger) umieszcza wpisy w kolejności ach-ronologicznej. Autorem terminu „weblog” jest najprawdopodobniej John Barger, pra-cownik instytutu pedagogicznego North-western University. Słowa „weblog” po raz pierwszy użył w 1997 roku, a w dwa lata później Peter Merholz zastosował okreś-lenie „blog”, rozbijając termin stworzony przez Bergera. "Blog to rodzaj strony internetowej, na której autor (bloger) umieszcza wpisy w kolejności achronologicznej." Nie oznacza to jednak, że blogi powstały dopiero w 1997 roku. Trudno precyzyjnie określić kto i kiedy dokładnie stworzył pierwszego bloga, jednak uważa się, że był to Jeff Greenwald. Pracował on przez dzie-sięć lat jako dziennikarz podróżniczy. Do czasu aż w 1993 roku stwierdził, że jego podróżowanie jest za łatwe – jak twierdził, po prostu przylatywał i odlatywał z ko-lejnych lotnisk. Zapragnął odbyć podróż, która na nowo wznieciłaby w nim pod-różniczą ikrę. Wymyślił, że okrąży glob drogą morską i lądową, nie korzystając z samolotów. Wyprawa miała zaowocować książką „The Size of the World”. Wszystko było już zaplanowane, gdy pod koniec grudnia 1993 roku, na kilka tygodni przed odlotem, do Greenwalda zadzwonił z Ka-lifornii redaktor Tim O'Reilly, wydawca książek komputerowych. "Nazwa „blog” powstała od angielskiego „weblog” (z ang. „my blogujemy”)."

NAUKA "Trudno precyzyjnie określić kto i kiedy dokładnie stworzył pierwszego bloga, jednak uważa się, że był to Jeff Greenwald."

O'Reilly zaproponował mu pewien pomysł – chciał stworzyć pionierską stronę internetową z forum i innymi nowatorskimi elementami. Jednym z nich miało być „Centrum podróżnicze online”. Jeff Gre-enwald miał redagować rubrykę, prze-syłając notki na bieżąco w czasie swojej wyprawy. Greenwald zgodził się i podjął współpracę, a jego sekcja została nazwana „Big World” („Duży świat”). Na stronie umieszczono mapę, na której za-znaczano kropkami lokalizacje pod-różującego dziennikarza wraz z opu-blikowanymi w danym miejscu postami. Przygoda dziennikarza z blogowaniem rozpoczęła się 6 stycznia 1994 roku, kiedy to w dziesięć dni po opuszczeniu Oakland w USA przyjechał do Oaxaca w Meksyku. "Jeff Greenwald miał redagować rubrykę, przesyłając notki na bieżąco w czasie swojej wyprawy." Poszedł do biura podróży i zamieścił swój pierwszy wpis o długości 1600 wyrazów o tytule „One Hundred Nanoseconds of Solitude” („Sto nanosekund samotności”). Podczas następnych dziewięciu miesięcy opisywał na blogu świat. Podróżując na lądzie, przebył prawie trzydzieści tysięcy mil i przejechał przez dwadzieścia siedem państw. Po tym wszystkim wrócił do Oakland, przepływając Pacyfik na statku

NAUKA

kontenerowym „Bremen Express”. "(...) blogerzy podróżują po świecie cały czas, opisując to na swoich blogach." Dzisiaj to przedsięwzięcie może się wydawać po prostu ciekawe – w końcu blogerzy podróżują po świecie cały czas, opisując to na swoich blogach. Pamiętajmy jednak, że było to dwadzieścia lat temu. Wtedy już samo znalezienie komputera, który nie ważył tyle, co dorodny arbuz, było trudnym zadaniem. Do tego Gre-enwald musiał w każdym z odwiedzanych miejsc uzyskać połączenie, co przy starych kablach i niepewnym sprzęcie było za-daniem niemal graniczącym z cudem. Pod-czas podróży udało mu się napisać dziewię- tnaście wpisów – dzisiaj blogerzy wrzucają często po jednej notce dziennie, ale wtedy było to niesamowite osiągnięcie. Żeby od-dać realia Internetu z tamtych lat, wys-tarczy przytoczyć, jak Greenwald razem z Sanjibem Bhandarim (znanym później jako „Bill Gates Nepalu”) zeskanowali i wysłali przez Internet pocztówkę z Kat-mandu. Wysłanie obrazu zajęło technikom pracującym w centrum komputerowym prawie czternaście godzin. Dzisiaj to kwestia sekund. "Przygoda dziennikarza z blogowaniem rozpoczęła się 6 stycznia 1994 roku (...)"

NAUKA

Innym blogerem, którego możemy uznać za jednego z prekursorów tego gatunku, jest Justin Hall, który zaledwie kilkanaście dni temu (27 stycznia) świętował dwu-dziestolecie istnienia swojego bloga. Hall zaczął prowadzić zapiski, gdy uczył się w Swarthmore College i nadal kontynuuje pisanie. "Warto wiedzieć, że idea bloga została wymyślona dużo wcześniej niż nam się wydaje, bo już w 1837 roku." Warto wiedzieć, że idea bloga została wymyślona dużo wcześniej niż nam się wydaje, bo już w 1837 roku. Rosyjski książę Władimir Odojewski w swojej książce „Rok 4338” przedstawił Rosję XLIV wieku. W jego wizji w Rosji istniała sieć połączeń magnetycznych, w której każdy mógł opublikować swój pamiętnik. Jak widać jego wizja była prorocza, choć udało nam się dojść do tego stanu nieco wcześniej. Justyna Książek Fot. 1: photologue_np (CC BY 2.0) Fot. 2: owenwbrown (CC BY 2.0) Fot. 3: SEOPlanter (CC BY 2.0) ZŁOTA STOCHOMANIA – IGRZYSKA OLIMPIJSKIE CZAS, START!
XXII Zimowe Igrzyska Olimpijskie rozpoczęły się 7 lutego w Soczi, które będzie gościło najlepszych sportowców przez szesnaście dni. Pierwszy raz w Rosji: piętnaście dyscyplin, dziewięćdziesiąt osiem konkurencji, osiemdziesiąt osiem państw, prawie trzy tysiące sportowców w tym pięćdziesięciu Polaków.
SPORT

Skoki narciarskie, biathlon, biegi nar-ciarskie i łyżwiarstwo szybkie – te konkurencje w telewizji polskiej będą cieszyły się największą popular-nością. Optymiści wierzą w dziesięć medali, realiści w trzy, a pesymiści wolą się nie wypowiadać. Z jakim dorobkiem nasi reprezentanci pow-rócą do kraju? Przekonamy się za dwa tygodnie, chociaż po trzech dniach już mamy mistrza olim-pijskiego! Warto jednak wcześniej prześledzić dni poprzedzające polski sukces. "Pierwszy raz w Rosji: piętnaście dyscyplin, dziewięćdziesiąt osiem konkurencji (...)" Kilka dni przed ceremonią otwarcia świat obiegły zdjęcia dziennikarzy i zawodników, którzy wydawali się być zaskoczeni warunkami mieszkalnymi w rosyjskim mieście. "Z jakim dorobkiem nasi reprezentanci powrócą do kraju?" Podwójne toalety, brak podłogi w pokojach, zdjęcie Władimira Putina w ramce – to tylko niektóre absurdy hotelowych pokoi. Mimo wspaniałych planów i obiecywanych idealnych warunków nie wszystko poszło zgodnie z planem i zakwaterowanie w Soczi stało się główną atrakcją Internetu. Kiedy już wydawało się, że kwestie organizacyjne odejdą na bok, rozpoczęcie igrzysk przyniosło kolejny materiał dla internetowych portali – źle pokazana granica Polski i niefortunnie

SPORT

niewyświetlony piąty okrąg olimpijski mimo pięknej oprawy zdominował obraz ceremonii. Na szczęście wraz ze startem zawodów wszystko to zeszło na drugi plan – teraz liczą się przede wszystkim sportowcy. "Optymiści wierzą w dziesięć medali, realiści w trzy, a pesymiści wolą się nie wypowiadać." Pierwsza polska nadzieja, Justyna Kowalczyk bez medalu – złoto przypadło dla faworyzowanej Marit Bjoergen. Polka upadła na trasie i ostatecznie nie znalazła się w czołówce, jednak twierdz,i że nawet bez tego nie widziała szans na medal. "(...) teraz liczą się przede wszystkim sportowcy." Zmagająca się od pewnego czasu z pro-blemami Justyna mimo złamanej stopy nadal chce walczyć. Tym razem może nie przywiezie trzech medali, ale nadal jest wielka, walczy do ostatniego metra trasy i warto trzymać za nią kciuki do samego końca. Kto wie, może uda jej się pokrzyżować plany Norweżek i uplasować się na podium.

SPORT

"Pierwsza polska nadzieja, Justyna Kowalczyk bez medalu – złoto przypadło dla faworyzowanej Marit Bjoergen." Po Małyszomanii nie wróżono skokom narciarskim przyszłości w Polsce. Nie-doceniona ekipa Łukasza Kruczka nic sobie z tych przepowiedni nie zrobiła, w tym sezonie aż trzech Polaków wygrywało konkursy Pucharu Świata, a jeden z nich – Kamil Stoch, obok koszulki lidera po niedzielnym konkursie dołożył złoty medal olimpijski. Powtórzył wyczyn Wojciecha Fortuny i poprawił wynik Małysza, ale w po-równaniu do weteranów tej dyscypliny zno- kautował swoich rywali. W pierwszej serii rekord skoczni, w drugiej serii najdalsza odległość. Miny pozostałych medalistów, Petera Prevca i Andersa Bardala, mówiły tylko jedno: z tak skaczącym Polakiem stać nas tylko na niższe stopnie podium. Małymi zwycięzcami tego konkursu okazali się także Maciej Kot i Jan Ziobro, którzy zajęli wysokie lokaty (siódme i dwunaste miejsce). "(...) z tak skaczącym Polakiem stać nas tylko na niższe stopnie podium." Dawidowi Kubackiemu do awansu do drugiej serii zabrakło naprawdę niewiele i konkurs drużynowy zapowiada się pasjonująco. W pogotowiu mamy również dobrego ducha naszej kadry, walczącego o powrót do formy Piotrka Żyłę. Przegranymi w Soczi okazali się Austriacy i Niemcy, którzy zajmowali odległe pozycje – szczególnie Severin Freund po upadku w pierwszym skoku. Dorobku medalowego nie powiększył Simon Amman, swojego wymarzonego medalu nie zdobył także Jane Ahonen. "Przegranymi w Soczi okazali się Austriacy i Niemcy (...)" Apetyt rośnie, czy będą kolejne medale? Nasi sportowcy z pewnością mają takie plany, oby nie pokrzyżowali im tego rywale. Oby sukces Kamila Stocha był motywujący dla pozostałych Polaków i Mazurek Dąbrowskiego rozbrzmiewał w Soczi nie raz. Do zakończenia igrzysk jeszcze dużo czasu – wszystko się może zdarzyć. Klaudia Maciejewska Fot. 1: Atos International (CC BY 2.0)