Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

ludzie w śmieciach grzebią… strona 6 dziennikarstwo i co dalej? strona 10 odkrywanie życia w drodze strona 14 rozmowy niekontrolowane – kobieca solidarność strona 22 nowa jakość, stare standardy strona 30 cenieni za wiarygodność strona 34 wiosna, ach to ty strona 38 PO CO SIĘ SPIESZYĆ?
O porannym pośpiechu, niezwykłych „zakupach" oraz o tym, co warto poczytać w Internecie.


Centrum miasta, poniedział- kowy poranek, tłum ludzi porusza się w górę i dół ru- chomych schodów. Między statycznymi postaciami pil- nującymi swojego stopnia, jak zwykle przeciskają się ci, którzy wstali tego dnia o trzy minuty za późno. Dołączam do osób przes- kakujących po dwa stopnie i między jednym a drugim susem słyszę wypowiedzia- ne z dezaprobatą słowa: „Ale po co się tak spieszyć?”. Do tego zagadnienia moż- na by podejść od z prakty- cznej, jak i filozoficznej perspektywy, dla mnie jest to jednak inspiracja do za- dania nieco innego pyta- nia: Co mogłabym zrobić, gdybym się tak bardzo nie spieszyła? Niewykluczone, że zaintere- sowałabym się freeganiz- mem – czytając artykuł „Ludzie w śmieciach grze- bią”, odniosłam wrażenie, że taki styl życia wymaga naprawdę dużych zasobów wolnego czasu. Wyciągnię- cie z lodówki kolorowego pudełka (bo przecież jeśli opakowanie ładne, na pew- no i zawartość smaczna, prawda?) to zupełnie co innego niż ręczne wyszu- kiwanie produktów nadają- cych się do spożycia. Jed- nak jak przekonacie się po lekturze tego wspomniane- go tekstu, „nurkowanie” w stertach śmieci nie jest pozbawione sensu. Jeśli zamiast tego planuje- cie zatonąć w odmętach In- ternetu, to – oprócz lektury Outro – mamy dla Was jeszcze jedną propozycję. W artykule „Cenieni za wiarygodność” nasza dzien- nikarka wyjaśnia, dlaczego warto zainteresować się polską blogosferą. O cie- kawe teksty na ten tydzień nie musicie się martwić!

STOPKA REDAKCYJNA

OUTRO ISSN: 2299 - 5242 Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl, rekrutacja(@)outro.pl Redaktor naczelna: Anna Lewicka Zastępca redaktor naczelnej: Karolina Wojtal Sekretarz redakcji: Ilona Chylińska Zastępca sekretarza redakcji: Mariola Lis Redaktor prowadzący: Mariola Lis Korekta wydania: Klaudia Kępska Fotoedycja: Sabina Szweda Szefowie działów: Justyna Książek (kultura), Agnieszka Kracla (społeczeństwo), Roksana Grzmil (foto), Patryk Skoczylas (graficy), Sylwia Pacholczyk (korekta). Korekta: Sabina Błaszczok, Justyna Haponik, Lena Janeczko, Klaudia Kępska, Tomasz Król, Beata Maciejczyk, Sylwia Pacholczyk, Ilona Sieradzka, Mateusz Tutka, Patrycja Ziemińska Ostateczna korekta: Ariadna Grzona Graficy: Magdalena Kosewska, Patryk Skoczylas. Projekt okładki: Magdalena Kosewska Zdjęcie na okładce: Peter (CC BY 2.0), Donnie Ray Jones (CC BY 2.0) LUDZIE W ŚMIECIACH
GRZEBIĄ…
SPOŁECZEŃSTWO

Ich podstawowe wyposażenie to la-tarka, rękawiczki, stare ubranie, zni-szczone buty. Potrzebny jest plecak, ale nożyce do przecinania drutu też często się przydają. Można ich spot-kać za sklepami, na tyłach restauracji czy bazarków – zawsze wieczorem i zawsze po ich zamknięciu. Mowa o freeganach, których liczba wciąż wzrasta. Co to jest ten freeganizm? Wraz z modą na ochronę środowiska, we-getarianizm lub jedną z jego radykalniej-szych odmian – weganizm, w Europie Za-chodniej (a później na całym świecie) roz-przestrzeniła się ideologia antykonsumpcyj-nego stylu życia jako ograniczenia udziału jednostki w konwencjonalnej ekonomii. Nazwa freeganizm jest zbitką angielskich wyrazów „free” (ang. darmowy) oraz „ve-ganism” (ang. weganizm) i odnosi się do osób, które sprzeciwiają się marnowaniu jedzenia. W Polsce freeganie często okreś-lani są mianem „kontenerowców” ze względu na nietypowe „sklepy”, w których zaopatrują się w żywność – kontenery ze śmieciami. Polska vs. świat O ile w wielu państwach freeganizm jest dość klarowny ideologicznie i nie budzi wie-lu kontrowersji, o tyle w Polsce wciąż pa-nuje przekonanie, że osoba, która grzebie w śmietniku, jest biedna lub bezdomna; nie stać jej na zakup jedzenia w sklepie i dlatego szuka resztek w koszach. Nic bar- dziej mylnego! Freeganizm jest na tyle popu- larny i uznany przez europejskie społe- czeństwo, że w Barcelonie powstał nawet dostosowany do freegan przewodnik po mieście. Dlaczego nie jest tak w Polsce? Może dlatego, że wciąż tkwimy w zaścian-ku naszych umysłów, który podpowiada nam jeden obrazek – śmietnik to smród i obierki z marchewki zmieszane z zawar-tością pampersa i zalane nieznaną cieczą wylewającą się z nieszczelnego worka. A może dlatego, że freeganie nie są zbyt wylewni, jeśli chodzi o dzielenie się kon-tenerowymi doświadczeniami z osobami postronnymi. Jeśli nie masz więc znajo-mych, którym ten temat jest bliski, to od-nalezienie restauracji, sklepów czy bazar-ków przyjaznych freeganizmowi może stanowić pewien problem.

SPOŁECZEŃSTWO

Kim są freeganie? Warto zaznaczyć, że freeganie to nie oso-by, którym zabrakło pieniędzy na życie i dlatego grzebią w koszach w poszukiwa-niu żywności. Pamiętajmy, że za tą posta-wą kryje się cała ideologia stawiająca na antykonsumpcyjne zachowania cechujące się wolnością, chęcią dzielenia się z innymi i dbałością o środowisko. Tak więc może ten przystojny kolega z Twojej szkoły, uczelni czy pracy ma interesujące hobby polegające na znajdowaniu jedzenia w śmietniku? Właśnie taką sytuację zdarzy-ło mi się kiedyś zaobserwować – młody mężczyzna grzebał w brzydkich liściach sałaty w śmietniku za knajpą koło mojej uczelni. „Nurkiem” może być każdy: mały, duży, wegetarianin czy zdecydowany wszystko-żerca. Dla wszystkich znajdzie się coś dobrego w darmowych „sklepach” umiesz-czonych za restauracją czy supermarke-tem – nie musisz być frutarianinem ani stu-dentem (według powszechnego przekona-nia student jest zawsze biedny…), aby nu-rkować w śmietniku i wracać do domu z plecakiem wypchanym… No właśnie, czym? Co można znaleźć w śmietniku? Banany – bo mają plamki. Jabłka – bo obi-ły się w transporcie. Pomidory, marchewki, sałaty (te ozdobne też!) – bo mają ubytki. Miękkie awokado lub mango – bo sprzeda-wca stwierdził, że owoc jest zepsuty. Jednak wnętrza śmietników to nie tylko je-

SPOŁECZEŃSTWO

dzenie i śmieci, lecz również perfumy – bo napoczęte, mydła, szampony – bo opako-wanie zostało uszkodzone. Najświeższe produkty znajdziemy na wierz-chu śmietnika – to te, które zostały wrzu-cone najpóźniej. Często znajdowane produ-kty odzwierzęce (np. mleko, jogurt) mają krótki termin ważności lub ich nadmiar zo-stał wyrzucony przed zbliżającym się week-endem lub świętem (bo się nie sprzeda). Jest to rażący dowód na brak szacunku dla zwierząt, ludzi i natury. Pamiętajmy, że do przygotowania ładnie wyglądającego kar-toniku mleka potrzeba krowy, która to mleko dostarczy oraz zakładów, które owo mleko przeleją do przyjemnych dla oka opakowań, które z kolei ktoś wcześniej musiał wykonać – nawet jeśli nie własno-ręcznie, to kontrolując robiące to maszyny. Marketing marketingiem, ale gdzie podział się konsumencki obowiązek szanowania produkcji? Przecież ona wszędzie wygląda podobnie, niezależnie od tego, czy produkt jest bardziej czy mniej znany. Krytyka polityki Freeganie mówią, że cieszyliby się, gdyby w pewnym momencie zabrakło jedzenia w śmietnikach. To oznaczałoby zmianę, do której się przyczynili, zwracając uwagę in-nych ludzi swoim nieszablonowym stylem życia. Ich polityczny wybór piętnuje współczesną ekonomię – świat, w którym człowieka pracującego przy produkcji da-nego produktu często nie stać, by go później zakupić. To również krytyka ludz-kości, która pogrąża się w szale zakupów oraz manii ładnego wyglądu kupowanych produktów. Odpowiedzcie sobie sami – czy

SPOŁECZEŃSTWO „To również krytyka ludzkości, która pogrąża się w szale zakupów oraz manii ładnego wyglądu kupowanych produktów.”

kupując jogurt, nie kierujecie się przy wy-borze wyglądem jego opakowania? Bo jest kolorowe, ładne i przyjemnie się na nie patrzy? Ten sam produkt, ale innej marki, można kupić w niższej cenie lub po prostu znaleźć go w śmietniku, po tym jak naj-zwyczajniej w świecie się nie sprzedał. Czy freeganizm jest zatem szansą na pow-strzymanie problemu marnowania jedzenia, a co za tym idzie, przyczynienie się do zmniejszenia liczby ludzi głodujących? Czy kontenerowi „nurkowie”, którzy na co dzień są często schludnymi studentami, pracow-nikami czy ekologicznymi freakami, mają szansę zwrócić uwagę społeczeństwa na problemy, jakimi są wyzysk oraz przesyt konsumpcjonizmem? Na co dzień nie zastanawiamy się, że każ- dego dnia dziesiątki tysięcy sieciówek (hi- permarketów, dużych sklepów kosmetycz-nych) po zamknięciu drzwi dla klientów segreguje jedzenie oraz inne produkty na te „dobre” i te, które nadają się do wy-rzucenia. „Nurkują” w nich później „kon-tenerowcy” i wyławiają prawdziwe perełki – które na sklepowej półce były do nieda-wna oznaczone powalającą na kolana ceną (bynajmniej nie niską). Z pewnością tony dobrego jedzenia wyrzuconego do kosza nie są przejawem poszanowania produkcji i konsumpcji. Może więc najwyższy czas, by pomyśleć o racjonalnym gospodarowa-niu żywnością? Lena Śliwińska Fot. 1: Godlesso (CC BY 2.0), Fot. 2: Garry Knight, (CC BY–SA 2.0), Fot. 3: Logofagg (CC BY–SA 2.0), Fot. 4: Kuba Bożanowski (CC BY 2.0) .Wszystke zdjęcia zmniejszono i przycięto z oryginałów. DZIENNIKARSTWO I CO DALEJ?
Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna zajmuje jedno z pierwszych miejsc w rankingach najbardziej obleganych kierunków na polskich uczelniach. Czy to oznacza, że warto zdecydować się na tę ścieżkę rozwoju?
SPOŁECZEŃSTWO

Wiele osób wybierających ten kierunek li-czy, że po uzyskaniu upragnionego tytułu magistra dziennikarstwa wszystkie stacje telewizyjne będą się o nich biły albo, że bez problemu dostaną pracę w prestiżo-wym magazynie. Jednak rzeczywistość ma niewiele wspólnego z tymi wyobrażeniami. „Dziennikarstwo to drugi po prawie i przedostatni w sumie kierunek studiów humanistycznych, który sam z siebie daje jakieś perspektywy.” – czytamy na stronie jakzyc.eu. Na ile jest to zgodne z prawdą? Zacznijmy od tego, że nie każdy może zo-stać świetnym dziennikarzem. Jak mówi Arleta Bojke, korespondentka i dziennikar-ka „Wiadomości” w jednym z wywiadów: „Ta praca nie może być jedynie sposobem na zarabianie pieniędzy. Jeśli jej nie lubisz – nie będziesz w stanie jej znieść”. Jeśli nie lubisz pisać, spotykać się z ludźmi, nie czujesz potrzeby ciągłego zdobywania wiedzy – nie odnajdziesz się w tym zawo-

SPOŁECZEŃSTWO „Rozwijaj się, publikuj, nagrywaj, gadaj. Może ktoś cię zauważy, może ktoś ma znajomego w branży i cię poleci.”

dzie. „Nie czytając gazet i książek, nie oglą- dając telewizji, i nie śledząc najnowszych wydarzeń ze świata nie staniecie się dzien- nikarzami. Jak można coś innym tłumaczyć, jeżeli nie ma się o tym pojęcia?” – pyta Marta, studentka dziennikarstwa, na swoim blogu. Jeśli jednak lubisz pisać, inte- resujesz się wydarzeniami z kraju i ze świata, analizujesz – warto spróbować. „Studia dziennikarskie, wpisane do CV, dzi-wnie działają na potencjalnych pracodaw-ców. Z własnego doświadczenia mogę po-wiedzieć, że ułatwiły mi zdobycie kilku sta-nowisk” – pisze na blogu dziennikarz Damian Jaroszewski. Jednak dodaje: „Nie ma jednak co się łudzić, że sam tytuł magi-stra dziennikarstwa wystarczy. Trzeba też mieć doświadczenie”. I tutaj należy przejść do pewnego minusa polskich uczelni. Otóż wykładowcy stawiają przede wszystkim na część teoretyczną, a nie praktyczną. Trud-no dostać się na jakikolwiek, nawet darmo-wy staż w mediach. „Teoria też jest waż-na, bo nie wiem, czy gdyby nie wykłady z prawa sięgnęłabym po Ustawę Prawo prasowe, czy Ustawę o radiofonii i telewizji. Lepiej wiedzieć więcej niż mniej, bo nigdy nie wiesz, kiedy dana wiedza ci się przyda” – podsumowuje Marta. Wykładowcy także bywają różni: jedni są w stanie całkowicie obrzydzić ci kierunek, a inni wręcz przeci-wnie – zarażają swoim optymizmem, impo-nują ogromną wiedzą i doświadczeniem, zachęcają do wypożyczenia stosu książek w pobliskiej bibliotece, by jeszcze bardziej zagłębić się w poruszony przez profesora temat. Stosunkowo łatwo można znaleźć czas, by pogodzić naukę z praktyką.

SPOŁECZEŃSTWO

„Czasami będzie to wymagało kilku wyrze-czeń, ale myślę, że warto. Jak już wspo-minałem, bez doświadczenia (nawet naj-mniejszego) nie ma szans na pracę w tym zawodzie” – kontynuuje Damian Jaroszew-ski. Dlatego zarówno on, jak i Marta – blo-gerka, zachęcają do rozsyłania CV, ciągłe-go szukania, przypominania o sobie poten-cjalnym pracodawcom, by zostać zauwa-żonym. Pomocą przy znalezieniu pracy w mediach są znajomości. Jednak nie oznacza to, że jeśli nasza ciocia nie studiowała wcześniej komunikacji społecznej i nie jest szanowa-ną prezenterką, od razu musimy rezygno-wać. Bardzo dużo możliwości dają nam no-wo poznane osoby na wybranym przez nas Uniwersytecie, co zresztą potwierdza Jaroszewski: „Na moich studiach wykłady i ćwiczenia prowadzili dziennikarze, rzecz- nicy prasowi i marketingowcy, którzy cały czas są czynni zawodowo. Jeśl ktoś wyróż- niał się na zajęciach, to miał szansę dostać się na praktyki, a później dostać umowę”. Według wspomnianego dziennikarza naj-ważniejszym argumentem przemawiającym przeciw podjęciu nauki na tym kierunku jest mimo wszystko problem z dostaniem pracy, nawet po uzyskaniu tytułu. Zapewne wynika to również z ogromnego zaintereso-wania tym kierunkiem wśród maturzystów. Przeglądając w Internecie informacje o uczelniach, natknęłam się na artykuł, z którego wynikało, że na jedno miejsce, chętnych jest ponad trzydzieści osób. Trudno pobić tak liczną konkurencję na wstępie, nie mówiąc już o znalezieniu stanowiska po ukończeniu nauki. Najważ-

SPOŁECZEŃSTWO

niejsze są jednak nasze chęci i motywacja. „Rozwijaj się, publikuj, nagrywaj, gadaj. Może ktoś cię zauważy, może ktoś ma zna- jomego w branży i cię poleci. Dzienni- karstwo przeniosło się teraz do Interne- tu i mówi się o nim w bardzo szerokim kontekście” – czytamy na bloggroszkowej.pl. Chcieć to móc. Dlatego nie należy się pod- dawać i próbować swoich sił. „Gdybym miała jeszcze raz wybierać kieru-nek studiów, znów poszłabym na dzienni-karstwo” – dodaje Marta. „Jeśli ktoś je-szcze w trakcie nauki wykaże się odrobiną inicjatywy, to znajdzie swoje miejsce. Pod-stawą w tym zawodzie jest doświadczenie. Jeśli nie jesteś leniem i myślisz, że dzienni-karstwo jest czymś, co chcesz robić w swoim życiu, to spróbuj. Moim zdaniem naprawdę warto!” – podsumowuje Jaroszewski. Z odpowiedzią na pytanie, czy warto wy-brać dziennikarstwo, jest tak jak z próbą rozwiania wątpliwości, czy opłaca się stu-diować matematykę, fizykę albo biologię molekularną. Pamiętajmy, że rynek pracy cały czas się zmienia, a uczelnie mają no-we taktyki pracy ze studentami. Warto stu-diować kierunek, który cię pasjonuje i wiesz, że chcesz to robić w życiu, nieisto-tne czy zawodowo, czy hobbistycznie. Naj-ważniejsze, by to zajęcie sprawiało ci przyjemność. Gabriela Szczepanik ODKRYWANIE ŻYCIA W DRODZE
Czy myśleliście kiedykolwiek, jak by to było wziąć plecak i ruszyć w podróż? Wędrować szlakiem, a przy okazji odkrywać samych siebie? Pomysł na podo-bną wyprawę przyszedł do głowy dwojgu studentom – Aleksandrze i Alek-sandrowi, którzy dzielą nie tylko imię, ale i pasje.
SPOŁECZEŃSTWO: WYWIAD

Patrycja Brejnak: Aleksandro, tytuł waszego przedsięwzięcia – „Studen- cki projekt podróżniczy”, tworzy wrażenie, że jest ono dalekosiężne, planowane z rozmachem. Dlaczego nie zdecydowaliście się na coś prost-szego, na zwykłe wakacje? Aleksandra Gładka: Naszym zdaniem, okres studiów, w który dopiero wkroczy- liśmy, jest na swój sposób wyjątkowy. Na progu dorosłości, na wpół samodzielni, a jednak wciąż wspierani przez naszych rodziców, możemy czynić pierwsze kroki w kierunku niezależności i ponoszenia odpowiedzialności za swoje decyzje. Właś- nie dlatego postanowiliśmy zaryzykować or- ganizację wspólnego przedsięwzięcia. Wie- my, że w razie problemów mamy ewen- tualne wyjście awaryjne – możemy wrócić do domu. Mamy świadomość, że nie utkniemy gdzieś w świecie bez możliwości komunikacji i kontaktu z najbliższymi. Ponadto, powtarzając za Ryszardem Kapu-ścińskim: „Przeciętny człowiek nie jest spe-cjalnie ciekaw świata. Ot, żyje, musi jakoś się z tym faktem uporać, im będzie go to kosztowało mniej wysiłku – tym lepiej”. Oboje zgodnie twierdzimy, że nie chcielii-byśmy obudzić się za kilkanaście lat i żało-wać, że nie spróbowaliśmy wyjść poza zna-ny, utarty schemat. Jest to wasz pierwszy projekt czy mo-że macie już doświadczenie w plano-waniu podobnych podróży? Czy orga-nizowanie takiej wyprawy wiąże się z dużym nakładem pracy? Projekt „Nasze Camino 2015” jest pierw-szym przedsięwzięciem podróżniczym, któ-ry mamy okazję wspólnie realizować. Nie różni się jednak drastycznie od tych inicja-tyw, w które angażuję się w ramach dzia-łalności studenckiej w Szkole Głównej Han-dlowej w Warszawie. Doświadczenia zdo-

SPOŁECZEŃSTWO: WYWIAD

byte już w trakcie pierwszego roku akade-mickiego sprawiają, że jestem w stanie efektywnie zaplanować pracę. Minimalizuję tym samym czas poświęcany na przygoto-wania, tworząc m.in. ujednoliconą ofertę dla patronów medialnych lub sponsorów. W trakcie pracy nieocenionymi okazują się również graficzne umiejętności Aleksandra i jego wiedza historyczna. Dzięki temu je-steśmy w stanie zadbać o kwestie wizual-ne naszego projektu – od strony interne-towej, poprzez profil na polakpotrafi.pl, a na prezentach dla wspierających nas osób kończąc. Z kolei znajomoścć dziejów pozwala odbierać Szlak z zupełnie innej perspektywy – mamy świadomość, że kro-czyli tędy na przykład dawni władcy Eu-ropy. Ponadto, umożliwia nam to pełniej-sze docenianie zabytków i otaczającej rze-czywistości. Mimo to, szykowanie projektu wymaga od nas dużo pracy i umiejętności współpracowania ze sobą. Jak długo kiełkował w waszych gło-wach pomysł na podobny projekt? Czy wahaliście się przed jego podję-ciem? W końcu podobne przedsię-wzięcia wiążą się z wieloma zobo-wiązaniami. Wszystko zaczęło się od filmu „Droga ży-cia”. Opowiada on historię Amerykanina, który dowiaduje się, że jego syn zmarł w Pirenejach, w czasie pielgrzymki do San-tiago de Compostela. Bohater porzuca swoje doskonale poukładane życie i zabiera prochy dziecka aż do Santiago, chcąc speł-nić jego marzenie. To właśnie ten tytuł już kilka lat temu pobudził fantazję mojej ma-my, a za nią – moją. Od tego momentu co

SPOŁECZEŃSTWO: WYWIAD

jakiś czas wracał do mnie pomysł pójścia na Camino de Santiago. Jest to bowiem najstarszy szlak pielgrzymi w Europie, pro-wadzący do katedry w Santiago de Compo-stela w północno – zachodniej Hiszpanii. Z uwagi na związaną z nim ponadtysiącle-tnią historię figuruje na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Sam pomysł na zorganizowanie podróży w formie projektu pojawił się, gdy uwie-rzyłam, że jest to możliwe. Niewątpliwie przyczyniła się do tego podróżnicza idea mojego kolegi ze Studenckiego Koła Nau-kowego Spraw Zagranicznych w SGH. Obecnie można go spotkać w Azji Połu-dniowo – Wschodniej, gdzie wraz ze swoją partnerką realizuje ośmiomiesięczny „Pro-jekt Azja”. Kiedy obserwowałam sukces je-go inicjatywy, postanowiłam spróbować swoich sił w podobnym przedsięwzięciu. Z kolei razem z Aleksandrem stanowimy zgraną parę – nie musiałam go więc długo przekonywać, by zgodził się współtworzyć „Nasze Camino 2015”. Przy wyszukiwaniu informacji na te-mat Camino de Santiago udało mi się wyłowić bardzo interesujący termin, jakim jest „Kodeks kalikstyński”. Czy mogłabyś mi go trochę przybliżyć? Czytałam, że jedna z jego ksiąg jest poradnikiem skierowanym dla piel-grzymów. Zamierzacie się do niego zastosować w podróży? Historia „Kodeksu kalikstyńskiego”, inaczej „Księgi świętego Jakuba”, sięga aż drugiej połowy XII wieku. Kodeks miał powstać dzięki papieżowi Kalikstowi II, który pra-gnął nadać konkretne ramy kultowi św. Ja-kuba i ułatwić pielgrzymom dotarcie do je-go grobu w Santiago de Compostela. Nie-formalnie uznaje się kodeks za pierwszy przewodnik turystyczny w dziejach literatu-ry europejskiej. W kodeksie udokumento-wano między innymi nabożeństwa i modli-twy dedykowane świętemu Jakubowi, do-konane przez niego cuda i jego męczeńską śmierć. Dopiero piąta, ostatnia część za-wiera opis szlaku i wszelkie wskazówki związane z podróżą. Autor ostrzega na przykład przed chciwymi przewoźnikami z przeprawy w Saint–Jean–de–Sorde, któ-rzy topili prom z pielgrzymami, przy uprze-dnim żądaniu słonej opłaty za korzystanie z ich usług. Inną ciekawostką okazują się sugestie dotyczące tego, gdzie warto odpo-cząć i zjeść smaczny posiłek, zakrapiany dobrym winem. Niestety – współcześnie kodeks należy traktować bardziej jako za-bytek piśmiennictwa przybliżający czytelni-kowi trudy życia średniowiecznego piel-grzyma niż rzetelne źródło wiedzy. Przez wieki wiele z opisywanych w nim miejsc przestało istnieć bądź drastycznie się zmieniło. Dlatego zamierzamy odnosić się do „Księgi świętego Jakuba” co najwyżej jako do ciekawostki i próbować zestawić go z zastanymi realiami. Ile czasu przewidujecie na pokonanie szlaku? Co zamierzacie zabrać na drogę?

SPOŁECZEŃSTWO: WYWIAD

Zakładamy, że poświęcimy na podróż mie-siąc. Zostawiamy sobie jednak kilka dni „na czarną godzinę” – chcemy przewidzieć ka-żdy możliwy scenariusz, a spóźnienie się na lotnisko absolutnie nie wchodzi w grę. Ewentualne wolne dni rozłożymy na osta-tni etap podróży przez Galicję. Jeśli chodzi o ekwipunek, chcemy sugero-wać się informacjami znalezionymi na stro-nach zrzeszających miłośników Camino. Waga plecaka nie może przekroczyć 25–30 kg – w innym wypadku nie będzie-my w stanie go nieść w dość kapryśnym i zmiennym klimacie. Oprócz podstawo-wych ubrań na pewno zabierzemy mój aparat fotograficzny i przybory rysunkowe Aleksandra. Wiąże się to ściśle z prezen-tami, które chcemy wręczyć osobom wspierającym nasz projekt na portalu crowdfundingowym polakpotrafi.pl. Są one podstawą funkcjonowania systemu crowdfundingu – ktoś wesprze nas finan-sowo, my odwdzięczymy mu się pamiątką z podróży. Od siebie dodam, że jako klasy-cznemu molowi książkowemu niesamowicie trudno będzie pożegnać się ze zwyczajem zabierania w podróż minibiblioteczki. Miesiąc to wbrew pozorom nie dużo czasu na taką podróż. Jak chcecie te-go dokonać? Czy są jakieś konkretne sposoby pokonania szlaku? Jaki wyb-raliście i dlaczego? Są trzy oficjalnie akceptowane sposoby pokonywania drogi do Santiago de Compo-

SPOŁECZEŃSTWO: WYWIAD

stela. Można przejechać ją konno, na rowe-rze lub pokonać pieszo. Zgodnie decyduje-my się na ostatni wariant. Naszym zdaniem najpełniej przybliży nam trudy codziennej podróży – tym samym będziemy mogli identyfikować się z całą rzeszą ludzi, którzy na przestrzeni wieków stąpali tą samą dro-gą. Poza tym, wierzymy, że umożliwi to ła-twiejsze poznawanie towarzyszy w Szlaku. „Ponadto, warto zwrócić uwagę na drogę jako przestrzeń do spotkania drugiego człowieka i pretekst do zastanowienia się nad swoim życiem.” Przygotowania do szlaku obejmują także prowadzenie przez was strony internetowej oraz fanpage’a na Face-booku, dzięki którym przybliżycie wa-szym czytelnikom wyprawę po Cami-no de Santiago. Co zamierzacie na nich umieszczać? Macie pomysł na ja-kąś serię wpisów? Jak na razie zaplanowaliśmy trzy serie wpi-sów. Na marzec przypada temat Kraju Ba-sków, w kolejnych miesiącach – Galicja i Navarra. Poruszamy tematy związane z kulturą, historią, a nawet gastronomią regionów. W międzyczasie regularnie bę-dziemy informować śledzących nasz projekt o dokonywanych postępach. Jak planujecie upamiętnić całą wy-prawę? Zamierzacie spisywać wraże-nia z podróży na bieżąco czy dopiero po wszystkim stworzycie i przedsta-wicie relację z całości? Tym, czym przede wszystkim chcemy przy-ciągnąć czytelników, jest codzienna relacja w trakcie drogi. W sierpniu będziemy na bieżąco relacjonować drogę – opowiadać o mijanych miejscach, spotykanych lu-dziach i o warunkach infrastruktury tury-stycznej na Drodze Francuskiej do Camino de Santiago. Na podstawie publikacji inte-rnetowych i prywatnych materiałów po powrocie do Warszawy planujemy wydać wspomnienia z podróży w formie miniksią-żeczki, oferowanej jako prezent osobom wspierającym nasz projekt na stronie polakpotrafi.pl. W związku z dość wysokimi kosztami druku, niewykluczone, że przy-gotujemy również bardziej rozbudowaną wersję jako plik pdf. Na myśl przychodzą nam także zbiór moich fotografii, szkiców Aleksandra i rozszerzone wspomnienia. Szlak Camino de Santiago każdego roku przyciąga tysiące turystów. Jak myślisz, dlaczego tak jest? Czego lu-dzie najbardziej oczekują od takiej wyprawy? Jest wiele czynników, które powodują, że warto ruszyć tym szlakiem. Kwestie religij-ne nie są jedynymi pobudkami. Jako twór-

SPOŁECZEŃSTWO: WYWIAD

cy projektu, chcąc dotrzeć do jak najszer-szej grupy odbiorców, na pierwszym miej-scu stawiamy kulturę i historię związaną z Camino. Czyjej wyobraźni nie rozbudzą liczne malutkie średniowieczne miasteczka mijane po drodze? Ponadto, warto zwrócić uwagę na drogę jako przestrzeń do spot-kania drugiego człowieka i pretekst do zastanowienia się nad swoim życiem. Z te-go, co wiemy, wiele osób wyruszając w swoją miesięczną wędrówkę, kieruje się właśnie tym. W życiu codziennym boryka-my się z wieloma problemami oraz pytania-mi, jednakże szybkie tempo i mnogość bodźców nie pozwalają na spokojną refle-ksję. Ponad miesiąc w drodze w pewien sposób rozwiązuje ten problem. Czy tobą także kierują w pewnym stopniu podobne pobudki? Tym, co urzekło mnie w szlaku i motywuje do drogi, jest jego specyficzny klimat wyni-kający z wszystkich wcześniej wymienio-nych czynników. Możliwość spędzenia mie-siąca w zupełnie nowych warunkach, w otoczeniu gór, pośród innych pielgrzy-mów może stanowić dobry pretekst do za-dania sobie niby prostego pytania: „quo vadis?”. Na jakim etapie jest teraz wasz pro-jekt? Co jeszcze musicie zrobić, zanim wyruszycie na szlak? Projekt jedną nogą wkroczył już na portal crowdfundingowy polakpotrafi.pl. Został zaakceptowany, co oznacza dla nas czas wytężonej pracy – zaczynając od kwestii merytorycznych, takich jak szczegółowy opis, poprzez kwestie graficzne i nakręce-

SPOŁECZEŃSTWO: WYWIAD

nie filmiku promującego. Im szybciej się z tym uporamy, tym wcześniej „Nasze Ca-mino 2015„ zostanie oficjalnie opublikowa-ne na polakpotrafi.pl i zaczniemy zbiórkę funduszy. Wszystko, co nastąpi później, jest zdeterminowane przez potencjalne po-wodzenie projektu lub jego porażkę. Je-steśmy jednak optymistami i stopniowo szykujemy się fizycznie do drogi. Gdy tem-peratury trochę wzrosną, zamierzamy zro-bić pierwszą poważniejszą wyprawę z ple-cakami na którymś z licznych polskich szla-ków św. Jakuba. „Tym, co wydaje mi się najważniejsze, jest świadomość, że jestem w stanie realizować swoje marzenia i wystarczy tylko odważyć się po nie sięgnąć.” W Polsce także istnieją szlaki św. Ja-kuba? Mogłabyś powiedzieć coś wię-cej o którymś z nich? Należy mieć świadomość, że większość lu-dzi przez setki lat, chcąc dotrzeć do grobu świętego Jakuba, wyruszało od progu swoich domostw. Sprawiło to, że Europę pokryła cała sieć szlaków, które od pew-nego czasu są reaktywowane. Na wzno-wienie działalności dróg św. Jakuba miał duży wpływ Akt Europejski wydany przez

SPOŁECZEŃSTWO: WYWIAD

Jana Pawła II, w którym wzywał, by Stary Kontynent odnalazł swoje drogi pielgrzy-mkowe. Dzięki temu co bystrzejsze oko jest w stanie w niektórych miastach zna-leźć symbol muszli znaczący szlak. Jednym z lepiej znanych nam dróg jest Warszawska Droga świętego Jakuba pro-wadząca ze stolicy do Skierniewic. Jest jednak zaledwie kawałkiem większej ca-łości prowadzącej z dowolnego punktu do katedry w Santiago de Compostela. W tym miejscu możemy zdradzić małą niespo-dziankę, którą szykujemy dla osób śledzą-cych nasz projekt. Kiedy słonce wyjrzy na dłużej zza chmur, będziemy mieli przy-jemność zaprosić Was do wspólnej wypra-wy uliczkami Warszawy, podczas której po-dzielimy się ze słuchaczami wiedzą i różny-mi ciekawostkami. Co chciałabyś wynieść z podróży na Camino de Santiago? Czego się nau-czyć, jakie doświadczenia zdobyć? Tym, co wydaje mi się najważniejsze, jest świadomość, że jestem w stanie realizować swoje marzenia i wystarczy tylko odważyć się po nie sięgnąć. Chciałabym zdobyć ra-zem z Aleksandrem doświadczenia, które pozwolą nam w przyszłych latach rezolu-tnie i bez wątpliwości wybierać kolejne, bardziej odległe cele podróży. Patrycja Brejnak Fot. 1: Zbiory własne rozmówcy Wszystkie zdjęcia zmniejszono i przycięto z oryginałów.



ROZMOWY NIEKONTROLOWANE – KOBIECA SOLIDARNOŚĆ
Kobieca solidarność, solidarność jajników… Mit? Diabeł rogaty? Przeminęło z wiatrem? Dwie dziewczyny postanawiają wziąć babską przyjaźń pod lupę… I co z tego wynika? Czy kobiety są silne i czym jest kobiecość w kraju ludzi o skwaszonych minach?
SPOŁECZEŃSTWO

LJ: Kobieca solidarność, Gabrielo! Gdzie jej szukać? GK: Ostatnio oglądałam wywiad z Dorotą Wellman, w którym powiedziała, że w Pol-sce nie ma czegoś takiego jak „kobieca so-lidarność”. Po przemyśleniu tematu muszę z przykrością przyznać jej rację. My, kobie-ty, nie wspieramy się nawzajem. Nie po-magamy sobie. LJ: Sądzisz, że zawsze tak było? GK: Wydaje mi się, że kiedyś było jeszcze gorzej. Weźmy chociażby moją babcię – ileż to razy po kłótni z bratem stawała po jego stronie, a nie po mojej? Bez względu na to, kto miał rację. Ale zostawmy babcię – była wychowywana na wsi, w zupełnie innych czasach i jej mentalność całkowicie różni się od naszej. Baba ma się chłopa słuchać i koniec kropka. Bardziej martwi mnie opinia o kobietach wśród młodych lu- dzi. Szukasz mieszkania? Szukaj z chłopa-kami, dziewczyny wcześniej czy później się pokłócą! Kiedyś od jednej z moich koleża-nek usłyszałam, że kobiety ogólnie są ja-kieś bardziej problematyczne. Mądra, oczytana dziewczyna próbowała mnie przekonać, że gdy faceci mają między sobą jakiś problem, dadzą sobie po ryju i pójdą na piwo (swoją drogą – ile znasz takich przypadków? Ja żadnego), a dziewczyna dziewczynie nie powie wprost, o co chodzi. Hm, chyba nie jestem dziewczyną. LJ: Myślę, że problem jest nawet nie w tym, że dziewczyna nie powie wprost, o co chodzi, ale w tym, że kobiety są rewe-lacyjne w wymyślaniu idiotycznych powo-dów do kłótni. Nie spodoba mi się chłopak koleżanki? Kłótnia gotowa! Faceci nie podchodzą do spraw damsko–męskich w aż tak emocjonalny sposób. I dlatego też, moim zdaniem, często są postrzegani jako „lepsza płeć”. Ta spokojniejsza. Zre-

SPOŁECZEŃSTWO

sztą, co tu dużo gadać, sama przed studia-mi filologicznymi miałam stracha, że w gru-pie będą same kobiety – a zatem i atmo-sfera kiepska. GK: Gdy wybierałam się do liceum, oglą-dałam, jeszcze na wakacjach, listę wywie-szoną na drzwiach. Widniały na niej na-zwiska trzydziestu dziewczyn i sześciu chłopaków. Każdy, komu o tym mówiłam, reagował negatywnie. Tyle dziewczyn, jak wy się dogadacie? Non stop będą awantury – słyszałam ciągle. I wiesz co? Nasza kla-sa okazała się być tą, w której było naj-mniej konfliktów spośród wszystkich z rocznika. Oczywiście, zdarzały się kłótnie, różnice zdań, nie wszyscy się lubili. Sama nie przepadałam za niektórymi koleżanka-mi, ale wtedy po prostu nie wchodziłyśmy sobie w drogę. A gdy nie mogliśmy się do- gadać w sprawach klasowych, było gło-sowanie i tyle. Poza tym poznałam w ten sposób niesamowite kobiety, z którymi przyjaźnię się do dzisiaj, mimo że już pół-tora roku nie jesteśmy razem w klasie. Później dowiedziałam się, że nie ja jedyna bałam się trzech lat spędzonych w dam-skich wrzaskach i awanturach. LJ: Właśnie, kobieca przyjaźń. I stąd moż-na już łatwo przejść do innego wątku – nie wydaje Ci się, że obecnie kobieca przyjaźń jest… Hm, passé? Oczywiście nie czymś wstydliwym, ale raczej niczym przesadnie pozytywnym. Kobieca przyjaźń obrosła takimi mitami, jak podstawianie sobie świń, odbieranie mężczyzn, obmawianie za ple-cami, rywalizacja, zazdrość, porównywanie się. Kobieta mówi otwarcie: „nie lubię kobiet” i czuje się przez to lepsza. Przez to

SPOŁECZEŃSTWO

tylko, że lepiej dogaduje się z płcią prze-ciwną. Solidarność przeminęła z wiatrem i gdzie jej szukać? GK: Kobieta mówi otwarcie, że nie lubi swojej płci i dodaje, że jej przedstawi-cielkom nie można ufać; że przyjaźniąc się z kobietami można wyjść na tym źle. Tym-czasem ja jak na razie więcej razy „przeje-chałam się” na próbie męskiej niż damskiej przyjaźni. To właśnie kobiety są dla mnie nieprawdopodobnym wsparciem i nie zga-dzam się na branie przyjaźni między nimi za coś mniej wartościowego. No i, oczywi-ście, opartego na chodzeniu na zakupy. LJ: Niektóre kobiety same siebie sprowa-dzają do poziomu „dziuń” – po południu shopping w Złotych Tarasach na szpile-czkach, a wieczorem serial na TVN. Oczy-wiście – to nie ja, to inne. A jedna z tych innych powie to samo o jeszcze innych. GK: Nie zapominaj, że z dziewczynami mo-żna porozmawiać jedynie o błyszczykach i lakierach do paznokci. Już lepiej się ko-legować z chłopakiem. Jakikolwiek by on nie był. LJ: I z takiego myślenia powoli przechodzi-my do zatracenia kobiecości. Czy dziew-czyna opowiada, jak to uwielbia chodzić z przyjaciółką do ulubionej kawiarni? Nie. Opowiada, że przepada za chodzeniem z kumplami na piwo. Jak to nie jest kobie-ca. O nie, nie jest taka jak inna. Ona pije piwo, je pizzę w łóżku i gra w gry

SPOŁECZEŃSTWO

komputerowe. Ona nie przyjaźni się z dziewczynami, ona nie słucha wokalistek, tylko ostrych zespołów rockowych, ona ogląda porno (niestety przyszły czasy, że nawet tym się chwalimy). Ona jest równa. GK: Nie lubi babskich pisemek, komedii ro-mantycznych. Najważniejsze, że nie kole-guje się z innymi dziewczynami, bo one są głupie, zawistne i na pewno cały czas by ją obgadywały. A we wszystkim tym wyczu-wam jakąś chęć przypodobania się, no właśnie, mężczyznom, których ma się za bardziej inteligentnych, tak z zasady. LJ: Z drugiej jednak strony trzeba przy-znać, że niskie mniemanie o inteligencji ko-biet znikąd się nie wzięło. Spójrz na litera-turę kobiecą: wiśniowe dworki, romanse w Toskanii albo klony „Pięćdziesięciu twa-rzy Greya”. Spójrz na „kino kobiece”, w którym dominują kiepskie komedie ro-mantyczne. Ba, dobrze jednak, kiedy są te dworki i romanse. Wiele kobiet świadomie wybiera życie w garach i pieluchach, po-święcając temu całą siebie, nie myśląc na-wet o tym, by zainteresować się kulturą, czy – broń Boże! – polityką. GK: Jak to powiedziała Hanna Bakuła – kobiety same sobie nakładają łańcuch na szyję. Żyjemy w terrorze perfekcjonizmu – masz być perfekcyjną panią domu, super-mamą, świetną kucharką i firmą sprzątają-cą w jednym. To się zmienia, wiele kobiet nie czuje już potrzeby nakładania na siebie niezliczonej ilości obowiązków. A potępiają je za to, o dziwo, nawet nie mężczyźni, co właśnie kobiety. Niańka? Jak to? Nie może być. Ostatnio powstał program, w którym matki oceniają inne matki. Paranoja! Zau-waż też inną rzecz – tego typu produkcje dotyczą głównie domu. Nie uświadczysz programu o tym, jak być perfekcyjną pra-cownicą, rozwijać swoje zainteresowania. Dowiesz się za to, jak idealnie umyć kibel. LJ: Skoro już doszłyśmy do supermamy, to zauważyłam coś jeszcze. Mamy XXI wiek i kobiety mogą rodzić niemal bezboleśnie, są preparaty znieczulające, są szpitale ofe-rujące cesarki na życzenie. Dzieci, wbrew wielu głosom, najczęściej po takich poro-dach są zdrowe, ale za każdym razem, kie-dy w mediach padnie informacja o cele-brytce, która rodziła w ten sposób, wylewa się na nią wiadro pomyj, jakoby to nie był prawdziwy poród, bo ten prawdziwy, to powinny być męczarnie. A już zupełna zgroza i zgrzytanie zębów, jak kogoś stać na prywatny szpital. Skąd u Polek to umił-owanie cierpienia, na Boga?! GK: „My nie miałyśmy tych udogodnień, a wy macie”. Zawiść w stosunku do tych, którzy mają lepiej to chyba cecha ogólnie polska, nie tylko damska. Ale masz rację, często nawet matki podchodzą bardzo kry-tycznie do własnych córek. Niedawno czy-tałam opowieść kobiety chorej na depresję. Najbardziej zabolała ją reakcja mamy, któ-ra stwierdziła, że depresja teraz jest w mo-dzie i każdy mógłby sobie coś takiego wmówić.

SPOŁECZEŃSTWO

LK: To mi przypomniało jeszcze jedną rzecz. Nie sądzisz, że matki często w dziw-ny sposób podchodzą do kobiecości córek? Pierwsza miesiączka jest przez dziewczęta często wstydliwie ukrywana albo ignoro-wana, albo ukazywana jako coś, czego bezwzględnie należy się wstydzić (a jak facet się dowie, umarł w butach i w ogóle innego końca świata nie będzie). GK: Nie mówię, żeby rozwodzić się nad tym w towarzystwie, ale żeby robić taje-mnicę z miesiączki? W ogóle zauważyyłam, że mężczyźni boją się tego słowa. A dziewczyny wstydzą, tak jakby było cze-go. Nie jestem za robieniem wykładu pt. „Mój okres i ja” ale zwykłe stwierdzenie: „Źle się czuję” to przecież nic złego. LJ: To podejście bierze się z domu. GK: Tak samo jak model rodziny. Gdy mę-żuś siedzi na kanapie i pije piwo, jest do-brze. Gdy ma pasje i zainteresowania – też dobrze. Ale gdy kobieta zamiast umilać niedzielne popołudnie zupełnie niekoniecz-nym ciastem, czyta książkę albo chodzi na angielski, to nawet jeśli jest z większego miasta, zazwyczaj spotka na swojej drodze jakąś Perfekcyjną Panią Domu, która ją potępi. LJ: Kto szuka problemów, zawsze je znaj-dzie. A do zakładania rodziny nikt nikogo nie zmusza. Mężów też nikt nam nie wy-biera. GK: No ale widzisz, jak facet źle trafi – wszyscy mu współczują. Jaka ta jego żona niedobra, jak to on ma z nią źle! Ale jak kobieta ma nieodpowiedniego partnera no

SPOŁECZEŃSTWO

to cóż, sama jest sobie winna, widziały ga-ły, co brały. To zazwyczaj właśnie kobiety krytykują za takie wybory, nie mężczyźni. Wracając do rodzin – w Polsce jest możli-wość podziału urlopu macierzyńskiego na pół – pół roku kobieta, pół roku mężczy-zna. Słyszałaś, żeby ktoś z tego korzystał? W krajach skandynawskich mąż zajmuje się dzieckiem, a matka idzie na aerobik. I nikt nie widzi w tym nic nadzwyczajnego. LJ: Nie, bo praca męża jest zawsze waż-niejsza. Zawsze więc to kobieta bierze urlop i kobieta wstaje w nocy do dziecka. Mąż musi być wyspany. GK: A wystarczyłoby wszystko sensownie podzielić i każdemu byłoby łatwiej. Uwiel-biam podawać przykład mojej cioci, która kiedyś opowiadała mi o swojej znajomej. Z oburzeniem zastanawiała się, jak ona mogła pójść na imprezę i wrócić o trzeciej w nocy, zostawiając dzieci pod opieką mę-ża. Dzieci dodam, nie niemowlęta, a kilku-letnie. Znajoma męża nie zdradza, proble-mów z alkoholem nie ma. Po prostu cza-sem wychodzi z przyjaciółmi na imprezę, a dziećmi zajmuje się ojciec. I kto ją os-karża? Druga kobieta. LJ: A teraz wyobraź sobie, że to facet wy-chodzi. Wszystko spoko, bo przecież on ma ciężką pracę… GK: Drugim hitem tej samej cioci była sytuacja, kiedy powiedziałam jej, że nie je-stem pewna, czy chcę mieć dzieci. Wiesz,

SPOŁECZEŃSTWO

co mi odpowiedziała? „To cóż będziesz warta? Chcesz być jak ta jabłonka, co owoców nie daje?” LJ: To się powoli zmienia, ale na wsiach czy w małych miasteczkach podobne prze-konania wciąż pokutują. Wciąż słychać to w rozmowach. Kobieta bez dziecka jest nic niewarta, gdzieś tam jeszcze słychać ge-niuszy, co singli chcą obkładać podatkami – bo bezdzietni. A bezdzietne kobiety naj-głośniej krytykują inne kobiety, mężczyźni najczęściej mają to kompletnie w tyle. GK: Czyli doszłyśmy do punktu wyjścia – nie ma solidarności kobiecej… Chyba żadna dziewczyna z naszej grupy zajęciowej nie powiedziała, że babska przyjaźń jest super. Próbowałam też przyjaźnić się z mężczy-znami, ale niewiele z tego wychodziło. LJ: Przyjaźń z facetami szła mi całkiem nieźle, przynajmniej dopóki nie pojawiła się na horyzoncie kandydatka na stałą dziew-czynę. Wtedy już byłam odstawiana nawet nie na boczny tor, a na inny peron. GK: Tylko że ani ty, ani ja, nie mamy za-miaru generalizować. Nigdy w życiu nie słyszałam zdania: „Lepiej się przyjaźnić z kobietami niż z mężczyznami”. I chyba nie ma sensu takiego wyroku wydawać, bo przyjaźń to przyjaźń i zawsze jest warto-ściowa. Lena Janeczko Gabriela Korczak Fot. 1: Sascha Kohlmann (CC BY–SA 2.0), Fot. 2: Sascha Kohlmann (CC BY–SA 2.0), Fot. 3: Kheel Center (CC BY 2.0), Fot. 4: Sascha Kohlmann (CC BY–SA 2.0), Fot. 5: Pedro Simoes (CC BY 2.0) Wszystkie zdjęcia zmniejszono i przycięto z oryginałów.



NOWA JAKOŚĆ,
STARE STANDARDY


Współpraca weterana z muzykami młodego pokolenia często okazuje się pomyłką i stratą czasu. Zazwyczaj takie kolaboracje nie wnoszą nic oryginalnego i nie zachwycają fanów żadnego z zespołów. Czy album „Sour Soul” zadowoli muzycznych laików oraz zagorzałych miłośników muzyki hip–hop? Połączenie wydaje się bardzo interesujące. Z jednej strony mamy muzyczne trio Bad-BadNotGood, które udowodniło zaledwie trzema albumami swój talent do łączenia instrumentalnego jazzu z hip–hopem i ele-ktronicznym brzmieniem. Z drugiej – ikonę legendarnej grupy Wu–Tang Clan, rapera Ghostface Killah, który od 1996 roku kon-sekwentnie tworzy albumy solowe, dodając do hip–hopu elementy muzyki R&B. Czy połączenie tych dwóch światów doprowa-dziło do stworzenia albumu wartego zaku-pu albo przynajmniej przesłuchania? A mo-że mamy jednak do czynienia z projektem niszowym i nieinteresującym w warstwie serwowanych nam tu utworów? Trzeba wyjaśnić, że mamy tu do czynienia przede wszystkim z płytą BadBadNotGood, do którego dołączył Ghostface. Muzyk daje od siebie dużą dawkę rymów, muzycznych idei i kilku zaprzyjaźnionych raperów. Jednak pierwsze skrzypce na tym albumie gra trio. Drugą ciekawą rzeczą jest długość materiału, który ledwo przekracza 33 mi-nuty co – nawet jak na standardy albumów rapowych – jest bardzo słabym wynikiem. Jednak jaką zawartość otrzymujemy w tym projekcie? Otwierający utwór „Mono” to niespełna mi-nutowa instrumentalna wstawka, która ró-wnie dobrze mogłaby być intrem do sta-rego filmu. Już pierwsze dźwięki pokazują, w jakim kierunku będzie zmierzać album – kombinacji jazzu z rapem wraz z mocnymi odniesieniami do vintage lat 70. i 80. „Sour Soul” zaczyna się od razu od tekstu Ghostface'a, który – w porównaniu z inny-mi jego utworami – brzmi dość standar-dowo. Utwór uatrakcyjnia ciekawa aran-żacja muzyczna BBNG, która idzie w stronę melancholijnych oraz – okazjonalnie – ele-ktronicznych dźwięków. „Sour Soul” ukazu-je również genialną wręcz rytmikę, jaką mogą pochwalić się zespół i raper.



„»Ray Gun«, czyli singiel promujący »Soul Sour«, jest najbardziej zakręcony ze wszystkich utworów.” W następnym utworze, „Six Degrees”, go-ścinnie występuje raper Danny Brown o wysokiej barwie głosu, która, o dziwo, bardzo dobrze wpasowuje się w całą kompo– zycję utworu. „Gunshowers” brzmi za to jak nowoczesny blues. Tremolo gitarowe wraz z wydłużeniami dźwięków dodają utworowi charakteru, a krótki, stosowny tekst Ghostface'a i Elzhi'a (kolejnego gościa na tym albumie) wspiera akompaniament muzyczny. „Stark's Reality” to kolejny utwór instru-mentalny przypominający klimaty lat 70. Perkusja zostaje odsunięta na bok, dając możliwość wykazania się w utworze wsze-lakim syntezowanym smyczkom oraz klawiszom budującym atmosferę, nie tra-cąc przy tym jazzowej otoczki. „Tone's Rap” ociera się o estetykę takich zespołów jak Portishead czy Massive Attack, dodając agresywne, ale wolniejsze rapy Ghost-face'a. Mocno zaznaczony jest tu bas wybijający spokojny rytm. „Mind Playing Tricks” muzycznie łączy elementy poprzed-nich utworów i daje głównemu raperowi większe pole do popisu niżeli wcześniejsze kawałki. „Street Knowledge” idzie w stronę R&B, odsuwając na chwilę estetykę jaz-zową. Kolejny gościnnie występujący ra-per o aliasie Tree dodaje na sam początek utworu krótką – i jednocześnie najsłabszą – wstawkę tekstową w albumie.



„Ray Gun”, czyli singiel promujący „Soul Sour”, jest najbardziej zakręcony ze wszy-stkich utworów. Tym razem BBNG czerpie inspirację prosto ze starych filmów à la Ja-mes Bond i dodaje zmodyfikowane, instru-mentalne disco – przynajmniej w pierwszej części utworu. W drugiej mamy potężny, choć krótki, fragment czysto instumental- ny, który brzmi jak wyjęty prosto ze sta- rych horrorów pokroju „Wojny Światów” albo „Frankensteina” i zabarwia ten ele- ment jazzową nutą. Ghostface, rapujący wraz z gościnnie występującym MF Doom- em, jest bardziej naturalny i żywiołowy niż w poprzednich piosenkach. Ich genial- na, od razu wpadająca w ucho, warstwa tekstowa nadaje klimatu i dodaje ener- gii całemu utworowi. Następujący od razu po nim „Nuggets of Wisdom” wraca już do standardów z początku albumu. BBNG w tym utworze wiedzie zdecydowany prym, odstępując Ghostface'owi jedynie krótki fragment wokalny. „Food” jest poniekąd kontynuacją poprzed-niego utworu. Brzmi bardzo podobnie – aż za bardzo. Raper dostaje tutaj zdecy-dowanie więcej tekstu, co pozwala mu bardziej rozwinąć swoją myśl. Dźwiękowo BBNG nie eksperymentuje i pozostaje do końca wierny koncepcjom przedstawionym na początku krążka. „Experience” kończy album. Czuć w nim polot legend jazzowych i jest doskonałym ukoronowaniem owocnej współpracy. Album nie ustrzegł się jednak przed dość widocznymi problemami. Dużą wadą dla osób nieobeznanych z twórczością BBNG czy Ghostface’a może być monotonia. Dźwięki, które prezentuje trio, wydają się być zamknięte w pewnej przestrzeni. Nie znajdziemy tutaj nutki eksperymentów z jazzem, inaczej niż na pozostałych pły- tach tria, co może zniechęcić niektórych do tego albumu. Problemem mogą być także teksty Ghostface'a. Pomimo dość długiej kariery solowej rapera, używane przez niego motywy nie zmieniły się od przeszło dziewiętnastu lat. Niektórym nie spodoba się także ograniczony zasób instrumentów, ale mnie nie przeszkodziło to w słuchaniu tego albumu. Czy eksperyment się udał? Moim zdaniem jak najbardziej tak. Na półgodzinnym krą-żku BadBadNotGood ukazał się od najlep-szej strony, a Ghostface Killah, po poprzed-nim albumie „36 Seasons” z 2014 roku, wzmocnił swoją pozycję w świecie rapu i hip–hopu. Współpraca tych dwóch mu-zycznych światów na pewno się powiodła. Jeżeli jesteście fanami rapu bądź jazzu i chcecie spojrzeć na te gatunki z innej perspektywy, ten album z pewnością was nie zawiedzie. Polecam również całą dysko-grafię BBNG. Zespół, choć młody, poka-zuje, jak powinno się łączyć trudne do zsynchronizowania gatunki muzyczne. Jakub Tabor Fot.1: Andra MIhali (CC BY–SA 2.0) Fot. 2: Mattsches (CC BY 2.0) Zdjęcie zmniejszono i przycięto z oryginału. CENIENI ZA WIARYGODNOŚĆ
Mają tysiące czytelników i dziesiątki tysięcy odsłon. Według wielu ich opinie są bardziej wartościowe niż zdanie rodziny czy znajomych. Dlaczego są tak lubia-ni? Bo piszą o tym, co jest ich pasją.
KULTURA

Jeszcze kilkanaście lat temu blogi były do-meną nastolatków, czymś w rodzaju wirtu-alnych pamiętników. Z czasem zaczęły się pojawiać takie, które zawierały opowiada-nia i twórczość fanowską. Dzisiaj bycie blo-gerem to coś więcej niż tylko posiadanie bloga. O wiele istotniejsza od platformy in-ternetowej jest społeczność, która się dzięki niej utworzyła. Za pomocą komenta-rzy często toczą się ciekawe dyskusje, zda-rza się też, że czytelnicy sugerują, o czym chcieliby przeczytać. Dlaczego jednak blogi zdobyły taką popularność? Może dlatego, że śledząc wpisy jednej osoby, jesteśmy w stanie w jakiś sposób ją poznać – wiemy, jaka jest i czego się po niej spo-dziewać. Albo po prostu mamy wspólne zainteresowania i czujemy, że między nami jest jakaś nić porozumienia. Niby to nic niezwykłego, ale z drugiej strony, ile razy zdarzyło wam się opowiadać coś znajo-mym, którzy nie potrafili zrozumieć wa-szych pasji czy marzeń? W Internecie moż-

KULTURA

na znaleźć osoby o pokrewnych zaintereso-waniach – mogą być nimi właśnie blogerzy. Osobiście najczęściej czytam blogi kuli-narne, podróżnicze i kulturalne, bo właśnie te tematy mnie interesują, o nich chcę czy-tać i rozmawiać. Kuchnia Istnieje wiele blogów kulinarnych – jedne są lepsze, inne gorsze. Dlaczego niektóre z nich znajdują takie uznanie wśród czytel-ników? Przede wszystkim dobry bloger dba o systematyczność i nie zaniedbuje bloga oraz czytelników. Tak naprawdę jednak najważniejsze są treści – blogerzy publi-kują przepisy na mniej lub bardziej skom-plikowane dania, dorzucając do tego mnó-stwo zdjęć. Co więcej, jeśli komuś nie uda-ło się przygotować danej potrawy, wystar-czy napisać komentarz, a autor lub któryś z czytelników od razu wyjaśni, gdzie popeł-niło się błąd. Takiej możliwości nie zapewni nawet najlepsza książka kucharska! A gdy już uda nam się wykonać pierwsze danie, możemy zaufać blogerowi, że naprawdę się na tym zna i pozostałe przepisy też są war-te uwagi. Teoretycznie, podobną możliwość dialogu zapewniają strony internetowe grupujące przepisy, jednak ze względu na dużą liczbę autorów nigdy nie wiadomo, komu można zaufać. Niektórzy blogerzy kulinarni nie ograniczają się tylko do publikowania przepisów. Przy-kładowo, na blogu Filozofia Smaku auto-rka, oprócz posegregowanych tematycznie przepisów (śniadania, dania wegańskie, ryby i owoce morza, pieczywo, zupy itd.), zamieszcza też recenzje książek ku-charskich oraz testy produktów (frytkowni-

KULTURA

cy beztłuszczowej, suszarki do warzyw itd.). Oprócz tego znajduje się na nim dział dotyczący bento, posiłku pochodzącego z kultury japońskiej. Autorka przedstawia gotowe pomysły na przygotowanie świe-żych dań, zabieranych często do pracy. Bento jest na blogu opisane w sposób bar-dzo szczegółowy – tak, że osoby, które nie znają jego historii, mają okazję się z nią zapoznać. Blogerka doradza też, jak wy-brać odpowiedni dla siebie pojemnik, by nie przepłacić i nie kupić czegoś, co ostate-cznie wyląduje w szafce. Nic dziwnego, że blog – będący skarbnicą wiedzy – jest tak popularny. Świat Blogi podróżnicze można w zasadzie po-dzielić na dwa typy: opisujące czyjeś po-dróże i te, które skupiają się na planowa-niu wypraw, wyszukiwaniu tanich połączeń czy noclegów. Dobrym przykładem pierw-szej z tych kategorii jest blog Podróżniccy, na którym para blogerów publikuje relacje ze swoich podróży. Żeby było ciekawiej, ich wyprawom często towarzyszy jakaś akcja. Jedną z popularniejszych jest cykl „Szuka-jąc Witkacego”, składający się ze stu jede-nastu wpisów, opisujących podróż szlakiem miejsc, w których mógł kiedyś przebywać Stanisław Ignacy Witkiewicz. Czytając po-sty, można wczuć się w rolę detektywa, który powoli odkrywa kolejne fragmenty skomplikowanej układanki. Z kolei, jeśli chodzi o wyszukiwanie i po-dawanie informacji dotyczących podróży, można wymienić choćby blog Mleczne Podróże na którym oprócz relacji z po-dróży znajduje się kilkanaście przydatnych i funkcjonalnych przewodników stworzo-nych przez blogerów. Największą popular-ność blog zyskał jednak dzięki temu, że jego autorzy kilka razy dziennie publikują propozycje tanich podróży. Może to być lot w obie strony z Berlina do Chicago albo weekend w Bolonii w wyjątkowo niskiej cenie. Blog stanowi więc świetny przykład na to, że niedrogie podróżowanie jest możliwe. Nic więc dziwnego, że pasjonaci odległych wojaży tak chętnie zaglądają na tę platformę, mając dosyć sceptycyzmu znajomych. Kultura Od jakiegoś czasu słychać głosy, że kultura zamiera i zmierza ku upadkowi. Zaprze-czeniem tego są blogi kulturalne, na które można się natknąć w sieci. Najpopularniej-szymi typem są blogi literackie skupione na krytycznym opisywaniu książek. Dlaczego warto czytać recenzje właśnie na blogach? Głównym czynnikiem przemawiającym „za” jest fakt, że jeżeli znajdziemy już blogera o guście zbliżonym do naszego, z całą pewnością unikniemy wielu rozczarowań. Istnieje bowiem spore prawdopodobień-stwo, że przypadnie nam do gustu pozycja, którą on poleci. Tworzone są tam też czę-sto listy książek wartych przeczytania i tych, po które nie należy sięgać ze wzglę-du na ich niską wartość czytelniczą. Innymi blogami kulturalnymi są te, które

KULTURA

skupiają się na teatrze. Ich autorzy piszą po to, by szerzyć miłość do tej często nie-docenianej dziedziny i dzielić się swoimi wrażeniami po obejrzanych spektaklach. Możliwość dyskusji na temat teatru też nie jest tu bez znaczenia. W jaki sposób są one prowadzone? Autorka bloga kocham teatr w zakładce „O mnie”, wyjaśnia: „Tutaj dzielę się z wami przeżyciami z teatru wi-dzianego moimi oczami, przeżytego moimi emocjami, mojego teatru. Polecam, na co warto iść do teatru. Odradzam, na co nie warto tracić czasu i pieniędzy. Zarażam czystą miłością do teatru”. Niewątpliwie blogi cieszą się coraz większą popularnością. To nie powinno zaskakiwać – Internet jest podstawowym źródłem in-formacji na właściwie wszystkie tematy, a blogi stanowią miejsca, gdzie osoby, które znają się na czymś, mogą się wypo-wiedzieć. To zdecydowanie lepsza alter-natywa niż wszechobecne w sieci fora, na których zwykle panuje chaos. Owszem, jest wiele niby–blogów, zdecydowanie niewar-tych uwagi. Zdarza się też, że któryś bloger nie pisze dlatego, by dzielić się swoim zda-niem, tylko robi to dla pieniędzy. Społe-czność blogerska stara się jednak walczyć z tego typu zachowaniami, bo jeśli jeden blog ma mniejszą wiarygodność, inne też ją w pewnym sensie tracą. Moja rada? Trzeba szukać, by znaleźć coś ciekawego i wartego czytania. Justyna Książek .

WIOSNA, ACH TO TY Fot.1: Sylwia Więcek, Fot.2: Roksana Grzmil Fot.3: Sabina Szweda, Fot.4: Marta Kobylska