Musisz zainstalować flash player pobierz instalator














SPIS TREŚCI

przytulić cię? strona 6 bezwartościowy system strona 9 podróżuj, śnij, odkrywaj strona 11 krok w alternatywną stronę strona 15 uważaj, Sybil patrzy strona 18 dokonać niemożliwego strona 25 ile sportu w e–sporcie? strona 29 muzyczne podsumowanie miesiąca strona 36 TA STRASZNA ELEKTRONIKA
O uzależnieniu od kompu- tera, kontrolujących nas u-rządzeń, czyli – w skrócie – jak łatwo dajemy się skomputerroryzować.


Znacie to uczucie, kiedy przed Wami trzy sprawdzia- ny, ważny egzamin albo termin oddania pracy zalic- czeniowej, a nieznana siła nie pozwala Wam odejść od komputera? Mimo nag- lących obowiązków nie spo- sób oderwać się od ekra- nu. Trudno zrezygnować z wirtualnej dyskusji, ciąg- łego sprawdzania maila, oglądania najnowszego od- cinka serialu czy bezmyśl- nego przeglądania kolej- nych stron z zabawnymi obrazkami. Andrzej Majew- ski, pisarz i aforysta, stwo- rzył nawet określenie opisu- jące taki stan – według je-go słów jesteśmy społe- czeństwem „skomputerro- ryzowanym”. Czy można się zatem dziwić, że nawet uprawianie spor- tu przeniosło się na łono In- ternetu? W ostatnich latach e–sport podbija serwery na całym świecie. I choć moż- na polemizować, czy ten rodzaj aktywności zapew- nia odpowiednią dawkę ru- chu, to z pewnością nie sposób odmówić mu dos- tarczania sportowych emo- cji. Nie brak też kontrower- sji i przekrętów – warto za-tem zastanowić się „Ile sportu w e–sporcie?”. Nie zaszkodzi też zadać so- bie kilka innych pytań. W jakim stopniu pozwala- my, by kontrolowały nas urządzenia elektroniczne? Jak bardzo ingerują one w życie współczesnego społeczeństwa? Nasza dziennikarka ostrzega: „Uważaj, Sybil patrzy”. Kim lub czym jest Sybil? Tego do końca nie wia-domo... Jedno natomiast nie pozostawia wątpliwo-ści – na kolejne strony Outro z pewnością warto zajrzeć.

STOPKA REDAKCYJNA

OUTRO ISSN: 2299 - 5242 Ogólnopolski tygodnik młodzieżowy Wydawca: Fundacja Nowe Media Koordynator: Kamil Wiśniowski www.outro.pl Mail: redakcja(@)outro.pl, rekrutacja(@)outro.pl Redaktor naczelna: Anna Lewicka Zastępca redaktor naczelnej: Karolina Wojtal Sekretarz redakcji: Ilona Chylińska Zastępca sekretarza redakcji: Mariola Lis Redaktor prowadzący: Mariola Lis Korekta wydania: Patrycja Ziemińska Fotoedycja: Roksana Grzmil Szefowie działów: Lena Janeczko (kultura), Agnieszka Kracla (społeczeństwo), Roksana Grzmil (foto), Patryk Skoczylas (graficy), Sylwia Pacholczyk (korekta). Korekta: Tomasz Król, Milena Macios, Sylwia Pacholczyk, Ilona Sieradzka, Agata Szczepańska, Mateusz Tutka, Patrycja Ziemińska Ostateczna korekta: Ariadna Grzona Graficy: Magdalena Kosewska, Patryk Skoczylas. Projekt okładki: Magdalena Kosewska Zdjęcie na okładce: kris krüg (CC BY–SA 2.0) PRZYTULIĆ CIĘ?
Trzydziestoletnia mieszkanka Portland wystartowała z dość nietypowym bizne-sem, do którego zainspirował ją spotkany na ulicy mężczyzna z kartką „Free Hugs”. Postanowiła… przytulać ludzi za pieniądze. Nazywa siebie zawodowym przytulaczem i spędza w łóżku około dziewięćdziesięciu godzin tygodniowo.
SPOŁECZEŃSTWO

Samantha Hess wpadła na oryginalny po-mysł zarobku: zauważyła wielką liczbę lu-dzi potrzebujących czułości i odkryła, że to świetna nisza biznesowa, której nikt jesz-cze nie wykorzystał. Samantha na początku tego roku założyła „sklep z przytulaniem”, który – wbrew pozorom i sceptycznemu podejściu otoczenia – jest teraz dobrze prosperującym interesem z sześcioma pro-fesjonalnymi przytulaczami. Zapotrzebowa-nie na tego typu usługi okazało się napra-wdę duże i jej „sklep” odwiedza codziennie kilkadziesiąt osób. „Klienci, którzy chcą spełnić erotyczne fan-tazje, nie będą zadowoleni z moich usług” – mówi Samantha na www.tvn.pl. W tej jakże dziwnej relacji międzyludzkiej (przy-tulanie się, rozmawianie, masaż, leżenie obok siebie w specjalnych pomieszczeniach z zupełnie obcą osobą za określoną cenę) nie ma mowy o jakichkolwiek podtekstach seksualnych. Korzystający z usług firmy Amerykanki to przeważnie mężczyźni, któ-rzy przeżyli traumatyczne sytuacje, są po ciężkich przejściach i z bagażem doświad-czeń. Jednak, jak podkreśla Samantha, kli-entem może być każdy – niezależnie od płci czy wieku, jeżeli ma silną potrzebę bli-skości. Niestety, odrobina czułości kosztu-je. Za godzinę spędzoną na przytulaniu na-leży zapłacić około sześćdziesięciu dolarów, choć cena ta zmienia się w zależności od okoliczności i przytulacza. „Korzystający z usług mogą wybierać spośród kilku pokoi tematycznych dla swojej terapii. Każde z pomieszczeń wyposażono w kamery, któ-re mają zagwarantować obu stronom, że przytulanie rzeczywiście pozostanie tylko przytulaniem” – czytamy dalej na tvn.pl.

SPOŁECZEŃSTWO

W Kanadzie powstała również firma zajmu-jąca się profesjonalnym przytulanie i szko-ląca zawodowych przytulaczów o nazwie „The Cuddlery. Według jej stawek pół go-dziny przytulania kosztuje około trzydziestu pięciu dolarów. „The Cuddlery” ma również pełen pakiet dla osoby cierpiącej na samo-tność: masaż, przytulanie i pocieszanie, a owa przyjemność kosztuje dwieście sześćdziesiąt dolarów za godzinę, przy czym firma zastrzega, że nie można liczyć na nic więcej poza ewentualnymi rozmo-wami z zawodowymi przytulaczami. Wszelkie próby łamania zasad spowodują, że usługodawca natychmiast zerwie kon-trakt, niezdyscyplinowany klient trafi na czarną listę „The Cuddlery” i nie zostaną mu zwrócone pieniądze. Oczywiście w razie prób molestowania założyciele powiadomią policję. Sesje przytulania nie mogą się zacząć, dopóki klient nie przedstawi dowo-du tożsamości – dokument jest fotogra-fowany przez świadczącego usługę, który przesyła zdjęcie do właścicieli kanadyjskie-go interesu. A po zakończeniu spotkania przytulacz kontaktuje się ze swoimi prze-łożonymi, by powiadomić, że jest bez-pieczny”. Samantha Hess i pracownicy „The Cud-dlery” działają, jak sami twierdzą, dla do-bra społeczeństwa, jednocześnie czerpiąc z tego materialne korzyści. Odwołują się przy tym do badań psychologów – na przy-kład dr Tiffany Field. Z przeprowadzonych przez nią doświadczeń wynika, że dotyk bez jakiegokolwiek podtekstu seksualnego ma niezwykłe moce. Wzrasta stężenie oksytocyny (hormonu odpowiedzialnego za dobre samopoczucie), a maleje poziom

SPOŁECZEŃSTWO

stresu w naszym organizmie, przez co już po chwili czujemy się lepiej. Zarówno pra-cownicy „sklepu z przytulaniem” Samanthy jak i kanadyjskiej „The Cuddlery”, twierdzą, że w ich pracy nie chodzi o nic dwuzna-cznego. Pomagają innym, zapewniając im chwilę bliskości. „Za godzinę spędzoną na przytulaniu należy zapłacić około sześćdziesięciu dolarów (...).” Temat platonicznego dotyku cały czas bu-dzi kontrowersje wśród światowych me-diów i ciągle powraca kwestia związana z molestowaniem seksualnym. Na szczęście nie wszyscy widzą w tym pomyśle coś złe-go – jeśli obie strony zachowają granice, to sam dotyk nie może wyrządzić nikomu krzywdy, a wręcz przeciwnie – przynieść zadowalające wszystkich korzyści. Gabriela Szczepanik BEZWARTOŚCIOWY
SYSTEM
SPOŁECZEŃSTWO

Jednym z celów edukacji w Polsce jest dobro uczniów oraz odpowiedzia-lność za wykształcenie młodych oby-wateli. Szerzenie wiedzy jest także bardzo istotne dla naszego minister-stwa edukacji. Takim oto sarkazmem już od kilku dobrych lat karmione jest całe społeczeństwo. Jednak jaki ten system jest naprawdę i jak fun-kcjonuje, o tym wie młodsza część naszego narodu. Każdego dnia przekazuje się nam dużą ilość informacji. Nieważne, kim chcemy być, co chcemy w życiu robić. Wybierając szkołę, tak naprawdę tyko w minimalnym stopniu otrzymujemy wiedzę, którą rzeczy-wiście chcemy zdobyć. Wszystkim steruje ministerstwo edukacji. Nauczyciele nieko-niecznie przygotują cię do samodzielności, za to z pewnością nauczą rozwiązywać za-dania, które zapewne znajdą się na teście szóstoklasisty, egzaminie gimnazjalnym, a następnie na maturze. Oczywiście, jest to konieczne do zdania tych egzaminów na zadowalającym poziomie, lecz warto cza-sem odstąpić od utartych schematów i przekazać tę wiedzę w inny sposób – na przykład poprzez dyskusję na temat spo-strzeżeń uczniów dotyczących różnych zja-wisk. Po ukończeniu szkoły wiele osób nie radzi sobie w życiu. Doskonale znają bu-dowę atomu wodoru, a nie potrafią nawet wyrazić swojego zdania na temat bieżą-cych wydarzeń, zmian zachodzących na świecie. Jedyne, co umieją, to znakomicie rozwiązywać krzyżówki, ale niestety na tym ich umiejętność zastosowania wiedzy się kończy. „Odczuwamy wtedy nie tylko niechęć, ale również presję ze strony nauczycieli.”

SPOŁECZEŃSTWO

Na lekcjach nauczyciele często powtarzają „Takie zadania mogą znaleźć się na matu-rze”. Jednak, czy zetkniemy się z nimi po egzaminie dojrzałości? Rzadko kiedy. Mini-sterstwo zmusza do przyswajania czegoś, co nas nie interesuje lub nie będzie nam potrzebne w przyszłości i dorosłym życiu. Nawet jeśli ostatnia reforma ma pomóc nam w wyborze ścieżki zawodowej, na pe-wno nie w każdym przypadku zdaje egza-min. Ukierunkowanie kształcenia tylko na przedmioty ścisłe albo humanistyczne, za-leżnie od zainteresowań, może i jest du-żym udogodnieniem, ale tylko jeśli ktoś ma bardzo dokładnie sprecyzowane plany na przyszłość. W przypadku zmiany decyzji co do kierunku studiów w drugiej klasie li-ceum, dana osoba musi nadrabiać zaległo-ści z dwóch ostatnich lat, co na pewno nie należy do łatwych zadań. Jest to jedna z wad tej zmiany systemu edukacji – wszak niewiele osób w wieku licealnym jest pew-nych tego, co chce robić w przyszłości. „Zdaniem wielu obecnie liczy się tylko papier ukończenia szkoły i perfekcyjne zdanie egzaminu dojrzałości.” „Młodzież oszukuje na egzaminach, ponie-waż nasz system szkolnictwa bardziej ceni sobie ich oceny, niż oni sami cenią sobie naukę” – wypowiada się Neil DeGrasee Tyson, amerykański astrofizyk i populator nauki. Ściąganie na testach jest bardzo po-wszechnym zjawiskiem. Z przeprowadzo-nych ankiet wynika, że dzieje się tak zwła-szcza podczas sprawdzianów z przedmio-tów, którymi młodzież nie jest zaintereso-wana lub gdy nauczyciele za dużo od nich wymagają. Zdaniem wielu obecnie liczy się tylko papier ukończenia szkoły i perfekcy-jne zdanie egzaminu dojrzałości. Walcząc właśnie o ten dokument, często zapomi-namy, że nauka powinna być przyjenością, więc przestajemy się uczyć. Przebywanie w szkole staje się dla nas szarą codzien-nością. Jednak jak coś może być rozrywką, skoro ktoś narzuca nam trudne zagadnie-nia, mało tego – ogranicza nas czasowo, aby przyswoić tę wiedzę? Odczuwamy wte-dy nie tylko niechęć, ale również presję ze strony nauczycieli. Przez taką formę edukacji kilka lat z na-szego życiorysu zostaje bezpowrotnie stra-cone. Humaniści zamiast kształcić się języ-kowo, obliczają odległość Proximy Centauri od Ziemi metodą paralaksy. W ten sposób na pewno daleko nie dojdziemy. Będziemy bowiem wiedzieli wszystko, a zarazem nic. Roksana Karwasz PODRÓŻUJ,
ŚNIJ, ODKRYWAJ
SPOŁECZEŃSTWO

„Podróżuj, śnij, odkrywaj” – powie-dział Mark Twain. Zawsze jednak my-ślałam, że ludzie, którzy dużo podró-żują po świecie, muszą mieć na to od-powiednie środki finansowe. W koń-cu hotele, nawet nie te ekskluzywne, bilety na samolot czy autobus, wyży-wienie – to niemałe koszty, nawet je-śli staramy się być oszczędni. Dlatego zawsze podziwiałam śmiałków, którzy potrafią spakować plecak i po prostu wyruszyć przed siebie. Wsiąść do pociągu byle jakiego… Każdy, kto choćby raz odbył jakąkolwiek podróż wie, że tanie przemieszczenie się z miejsca A do miejsca B często jest wy-nikiem „złapania okazji”. Bilety umożliwia-jące przelot lub przejazd autokarem czy po-ciągiem, kupione odpowiednio wcześnie ko-sztują naprawdę niewiele. Ostatnio usłysza-łam inspirującą historię pewnego studenta, który co tydzień udaje się na dworzec kole-jowy i kupuje bilet na pierwszy najbliższy pociąg. Zasada jest jedna – w miejscu, do którego jedzie, nie może wydać przez weekend więcej niż tyle, ile zapłacił za bi-let. Problem pojawia się wtedy, gdy cena biletu jest dość niska – np. 5 zł. Wtedy chłopak bierze przykład z pielgrzymów – śpi w domach nieznanych sobie gościn-nych osób. Nigdy nie nocuje w hotelach czy pensjonatach. Czasem zdarza mu się trafić do wioski, w której mieszka około czterystu mieszkańców. Jak się okazuje, ta-ka podróż może być ciekawa: daje możli-wość zwiedzenia pobliskich miejscowości, poznania zwyczajów z nimi związanych. Oczywiście, spanie w stodole może i nie należy do najwygodniejszych, ale jakie to ma znaczenie, gdy można porozmawiać z ludźmi żyjącymi w danym regionie i poz-nać ich kulturę? Gospodarze chętnie udzie-lają turystycznych wskazówek i polecają miejsca, które warto odwiedzić. W ten sposób nasz bohater zwiedza nie tylko Polskę, lecz także i Europę. Bilet kupuje tylko w jedną stronę, a jak wraca? Auto-stopem! Wsiadaj bracie, dalej, hop! Autostop to prawdopodobnie najtańszy sposób przemieszczania się, uważany je-dnocześnie za jeden z najniebezpieczniej-szych. Mimo ryzyka, jakie niesie za sobą wsiadanie do samochodu zupełnie obcego

SPOŁECZEŃSTWO

człowieka, jeżdżenie „na stopa” zdobywa w dzisiejszych czasach coraz większą po-pularność. Organizowane są nawet zawody dla autostopowiczów, w których wygrywa ten, kto najszybciej dotrze do ustalonej mety. Dlaczego ludzie decydują się na tę ryzykowną metodę podróżowania? Oczywi-ście jest to świetny sposób, żeby zaoszczę-dzić. Jednak tak naprawdę fenomen auto-stopu polega na tym, że pozwala na pozna-wanie nowych ludzi, a dodatkowo dostar-cza dreszczyku emocji. Warto jednak pa-miętać, iż nie tylko podróżujący podejmuje ryzyko – kierowca też nie wie, kogo zabiera w trasę. Historii z tym związanych jest co nie miara. Słyszałam niegdyś o kobiecie, która dowiedziała się od podróżującego z nią autostopowicza, że ładnie wyglą-dałaby w trumnie… Zachowawszy zimną krew, kobieta udała, że słyszy jakiś stukot w tylnym, zatrzymała się na poboczu i po-prosiła mężczyznę, by sprawdził, czy wszystko jest w porządku. Gdy tylko auto-stopowicz wysiadł z samochodu, odjechała z piskiem opon. Mniej zdrowego rozsądku miała inna podróżniczka, która wracając z Hiszpanii w towarzystwie pewnego Ru-muna, postanowiła wymienić się z nim te-lefonem. Po powrocie do Polski bardzo szybko okazało się, że komórka to tania podróbka modelu znanej firmy, a co za tym idzie – jest zupełnie bezużyteczna. Jednak za najbardziej niebezpieczne uważa się „autostopowanie” przez młode, samotne dziewczyny, gdyż są one narażone na niebezpieczeństwa na tle seksualnym. Za-wsze warto mieć przy sobie gaz piep-rzowy, ale najlepszym rozwiązaniem jest podróżowanie w parach lub w kilka osób. Zwiększa to bezpieczeństwo, a także samą

SPOŁECZEŃSTWO

zabawę, bo wiadomo, że im nas więcej, tym weselej. A w podróżowaniu chodzi przecież właśnie o przeżywanie przygód i zdobywanie cudownych wspomnień. Dużo łatwiej o nie kiedy jedziemy autostopem, niż gdy siedzimy w wygodnym busie. Jest to najlepsze rozwiązanie dla ludzi odwa-żnych, otwartych, chcących nawiązywać nowe kontakty. Już dziś, wyruszaj ze mną tam… Żeby tanio podróżować, trzeba przede wszystkim przestać planować. Warto ode-rwać się od sztywnego grafiku, bo podróż autostopem może zająć więcej czasu niż przemieszczanie się tradycyjnym środkiem transportu. Prawdziwego klimatu odwie-dzanych miejsc nie poczujemy, skreślając z listy kolejne obejrzane zabytki. Spiesząc się i nerwowo obliczając czas pozostały na odwiedzenie kolejnych miejsc, nie czerpie-my przyjemności z podróżowania. Zwiedza-nie świata może być i tańsze, i ciekawsze niż to znane nam z wycieczek szkolnych. Wystarczy odrobina odwagi, a przede wszystkim chęci. Gabriela Korczak Fot. 2,3: Roksana Grzmil KROK
W ALTERNATYWNĄ STRONĘ
KULTURA: RECENZJA MUZYCZNA KULTURA: RECENZJA MUZYCZNA

W świecie muzycznym rzadko można narzekać na nudę. A już szczególnie, gdy popatrzy się na scenę muzyki nie-zależnej. Oto lista właśnie takich ut-worów, które przykuły moją uwagę w tym miesiącu. Yugen – Dyskografia Jedna z ciekawszych propozycji z gatunku muzyki folkowej i ambientu. Każda z muzy-cznych produkcji młodego mieszkańca Missouri to inne, ciekawe podejście do mu- zycznej tematyki. Dźwięki, mimo że suro-we, wywołują w słuchaczu uczucie samo-tności, a nawet smutku. Te kilka krótkich albumów pokazuje magię i moc dźwięków nastawionych przede wszystkim na tworze-nie mocnego, mrocznego klimatu. To mu-zyka z zaświatów – inna, przedziwna, a je-dnocześnie nie sposób przestać jej słuchać. Artykuły Rolne – Artykuły Rolne Krakowska energia, siła punku i rocka al-ternatywnego. Krótki album tego polskiego zespołu zaskakuje ciekawym pojeściem do

KULTURA: RECENZJA MUZYCZNA

muzyki rockowej, przy okazji tworząc kli-matyczną, psychodeliczną otoczkę muzy-czną. Duży plus dla grupy za użycie języka polskiego i zabawy ze słuchaczami. Teksty są agresywne, depresyjne, brutalne i łączą się z muzyką w sposób wręcz idealny. Krót-ki album od Artykułów Rolnych to ciekawo-stka, którą warto się zainteresować. Jedno-cześnie ukazuje siłę zespołu i z pewnością nie mogę doczekać się ich nowego albumu. Bounce House – Nevermore Ten duet w interesujący sposób stara się stworzyć muzykę eksperymentalną, która zaskoczy na pewno osoby nieobeznane z takimi dźwiękami. Przy przepięknych gita-rowych brzmieniach, klawiszowych forma-cjach i cichych, perkusyjnych uderzeniach łatwo się rozmarzyć i chociaż myślami udać się daleko stąd. Duet dodatkowo dołącza do całości klimatyczną otoczkę, która jest mroczna i może wywoływać ciarki na ple-cach. Szczególnie pozytywnym aspektem muzyki Bounce House są swoboda i spo-kój – nie są to utwory wyrywające z fote-la, a raczej podróż do ciemnych zakątków ludzkiej duszy. Tym, co charakteryzuje ich muzykę, są potężna energia i interesujące brzmienia tworzące hermetyczną i fascynu-jącą całość. Town of Saints – Something To Fight With Folkowa muzyka z urokliwym brzmieniem. Niderlandzka grupa tworzy za pomocą swojego instrumentalium rocka z pazurem. Jednocześnie każdy z utworów na albumie to kompozycja zamykająca w sobie pewną historię i intrygujący przekaz. Nie ma co

KULTURA: RECENZJA MUZYCZNA

ukrywać – Town of Saints nie odkrywa na nowo koła w muzyce folkowej i na pewno nie jest to coś zupełnie oryginalnego. W ich utworach czuć jednak zdecydowanie więcej niż tylko skoczne granie. Ballady, które na-grał zespół, mają także melancholijne obl-icze. Zdecydowanie najlepszą stroną albu-mu jest właśnie dobry balans pomiędzy folk–rockowymi utworami a balladami. Dzięki temu zespół może spodobać się każdemu i pozwoli popatrzeć na naszą ciągle zmieniającą się pogodę w trochę in-ny sposób niż zazwyczaj. Echo Tail – Hold The Throne Rockowe, dynamiczne i agresywne granie w trochę innym stylu. Duet tworzy cieka-wy, czysto instrumentalny album, nadając całości progresywną warstwę. Nie jest to zatem typowe uderzanie riffów, a dobrze przemyślana konstrukcja muzyczna z intry-gującymi i nowymi dla grupy brzmieniami syntezatorów i klawiszy. Echo Tail przemie-rza nowe tereny i jest zdecydowanie w du-żo lepszej formie niż na swoich dwóch po-przednich albumach. „Hold The Throne” to świeży rock z ciekawym podejściem do te-matu. Nie zawodzi pod żadnym względem. Mam nadzieje, że któryś z tych albumów przypadnie wam do gustu. Szukajcie no-wych brzmień w muzyce i przede wszy-stkim – słuchajcie, słuchajcie i słuchajcie. Bo dzień z nową muzyką, to dobry dzień! Jakub Tabor UWAŻAJ, SYBIL PATRZY
Idąc do pracy, mijasz roboty, które życzą ci udanego dnia. Gdy wchodzisz do apteki czy okolicznych sklepów, maszyny automatycznie sczytują dane ze spe-cjalnej bransolety, dzięki czemu wiedzą, jak wysoki jest twój współczynnik agresji i czy stanowisz zagrożenie. Uważaj. Stać się zagrożeniem jest niezwykle łatwo, a oczy Sybil patrzą.
KULTURA: RECENZJA SERIALU

System Sybil to zaawansowany program komputerowy, który jest jednocześnie os-karżycielem, sędzią i egzekutorem. Stano- wił zarazem literę prawa oraz jego wyko-nawcę, aby – przynajmniej w założeniu – życie ludzi XXII w. w Japonii było przy-jemniejsze, bezpieczniejsze i bezproblemo-we. Skutkiem tego, każdy obywatel nosi urządzenie zwane psycho–pass, potrafiące zmierzyć obecny nastrój użytkownika i współczynnik agresji, a tym samym także osądzić czy dany obywatel jest zdolny do popełnienia zbrodni. Biorąc pod uwagę, że emocje mogą zmienić się pod wpływem chwili – po porzuceniu przez partnera czy w wyniku napiętej atmosferze w pracy – praktycznie wszędzie umieszczone są spe-cjalne czytniki, odbierające aktualne dane z psycho–passów i przesyłające je do systemu. Wymiar sprawiedliwości – przepisy, sądy, policja – został zredukowany do techno-logicznego stróża prawa i porządku, dzięki czemu przestępczość drastycznie zmalała. Wciąż jednak pojawiają się kryminaliści zdolni do ucieczki, ukrycia się przed czuj-nymi oczami systemu. Stworzono więc or-gan śledczy, Biuro do Spraw Bezpieczeń-stwa Publicznego, który w zamyśle ma zaj-mować się trudniejszymi, wymagającymi śledztwa sprawami. Jest on niewielką czę-ścią systemu Sybil, całkowicie przez niego kontrolowaną. Członkiem Biura można zo-stać tylko na dwa sposoby: trudniejszy – poprzez przejście mnóstwa testów i skie-rowanie do pracy jako inspektor oraz łat-wiejszy – będąc przestępcą lub „potencja-lnym przestępcą”, wybranym przez Biuro spośród reszty. Przestępcy i „potencjalni przestępcy” bowiem przez wysokie wyniki

KULTURA: RECENZJA SERIALU

współczynnika agresji zostali uznani za za-grożenie, lecz jednocześnie potrafią także myśleć jak inni kryminaliści i przewidywać ich zachowanie. Widzom anime takie wyja-śnienie ze strony twórców może wydawać się mocno naciągane, jednak jest jedną z podstaw serialu, dzięki której przez „Psy-cho–pass” przewija się wiele interesujących postaci, posiadających między sobą nie mniej ciekawe relacje. Fabuła serialu koncentruje się bowiem w jednej z jednostek Biura Bezpieczeństwa i chociaż można by pomyśleć, że stanowi jeden z najistotniejszych organów ściga-nia, wcale tak nie jest. To system uakty-wnia Dominatory – jedyną broń inspe-ktorów. Mimo że narzędzie trzyma czło-wiek, ani trochę nie kontroluje on wyroku. W urządzeniu zainstalowany jest program, dzięki któremu Sybil ustala karę – często jest to likwidacja celu. Społeczeństwem kierują natomiast dwie podstawowe zasa-dy: nie pozwolić, aby wzrósł współczynnik agresji, który mierzy prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa oraz bezdysku-syjna i niezaprzeczalna zgoda na ingeroo-wanie systemu Sybil w każdą część życia obywatela. „Akane, mając możliwość podejmowania decyzji, wzbudza zazdrość wśród reszty społeczeństwa.” Zazwyczaj decyduje on także o tym, do ja-kiej pracy nadaje się obywatel po zakoń-czeniu szkoły. Od czasu do czasu zdarzają się jednak, uzasadnione ponadprzeciętnymi

KULTURA: RECENZJA SERIALU

osiągnięciami, wyjątki – Akane Tsunemori jest jednym z nich. Chociaż pozostawiono jej wolny wybór, zdecydowała się na etat w jednym z bardziej niebezpiecznych dzia-łów, w którym poprzez codzienne stykanie się z przestępcami, istnieje ogromne ryzyko wzrośnięcia czynnika agresji. Akane, mając możliwość podejmowania decyzji, wzbudza zazdrość wśród reszty społeczeństwa. Mi-mo to, na samym początku nie zdaje sobie z tego sprawy i niezwykle naiwnie patrzy na wszystko wokół siebie przez różowe okulary. „Akane trzyma się ustalonych ideałów, ale jednocześnie jest ciekawa opinii innych, pozostaje otwarta na dyskusje.” Pokazanie wykreowanych realiów oczami tak niedoświadczonej osoby jest genialnym posunięciem ze strony twórców. Co praw-da, Akane testuje cierpliwość widzów, kiedy z uporem cytuje wartości cenione w społeczeństwie, ale jej łatwowierność i infantylność pozwalają, aby w każdym z odcinków serialu opadały kolejne kotary zasłaniające prawdziwą twarz systemu Sy-bil. Poza tym naprawdę przyjemnie ogląda się produkcję, w której z każdą minutą jest wydobywany potencjał drzemiący w głów-nej postaci. Dziewczyna w kilku pierwszych odcinkach zaczyna zdradzać predyspozycje na silną, ale niepodlegającą stereotypom

KULTURA: RECENZJA SERIALU

heroinę. Akane trzyma się ustalonych idea-łów, ale jednocześnie jest ciekawa opinii innych, pozostaje otwarta na dyskusje. Wraz z rozwojem akcji można zaobserwo-wać, jak bohaterka rozkwita i bierze spra-wy w swoje ręce. Po tym, jak genialnie twórcy rozbudowali znaczenie Akane w „Psycho–pass”, dużym rozczarowaniem było dla mnie zmarnowa-nie potencjału Shinya Kogamiego – żądne-go zemsty podwładnego Akane, który po gwałtownym wzroście współczynnika agre-sji został zdegradowany z funkcji inspekto-ra. Kogami to cyniczny, pełen goryczy, skupiony na jednym celu cień samego siebie. Przez pewien czas odgrywa w ani-me znaczącą rolę, ale później zostaje poz-bawiony znaczenia i umniejszony do sa-mego pragnienia odwetu, którym się kieruje. O ile z tego bohatera dałoby się wyciągnąć więcej, o tyle wątek jego part-nerstwa z Akane i zrozumienia dla drugiej strony został opisany bardzo dobrze. W anime występuje wiele innych pobocz-nych postaci, mających mniejszy lub wię-kszy wpływ na fabułę. Każdy z nich, opo-wiadając swoją historię, daje widzowi nowe spojrzenie na futurystyczną rzeczywistość Japonii. Bohaterowie kierują się emocjami, logiką lub zwykłą kalkulacją, a to, dla-czego tak jest, zostaje wytłumaczone przez wstawki z osobistymi wspomnieniami czy rozwinięciem wątku ich pochodzenia oraz przeszłości. Wszystkie ich zachowania i re-akcje mają swoje podstawy. Wartą wspomnienia postacią jest jeszcze Shougo Makishima, główny złoczyńca.

KULTURA: RECENZJA SERIALU „Każdy z nich, opowiadając swoją historię, daje widzowi nowe spojrzenie na futurystyczną rzeczywistość Japonii.”

Wraz z tym przeciwnikiem Kougamiego do serialu wpada powiew świeżości, popy-chający wydarzenia do przodu. Twórcy proponują widzom bohatera, który w dość pokrętny i niecodzienny sposób argumen-tuje swoje czyny i wydaje się nimi rozko-szować. Poza tym, inspektorzy znajdują wiele powiązań pomiędzy nim a innymi przestępstwami i kryminalistami, dzięki czemu akcja się zagęszcza i zaczyna pro-wadzić do czegoś większego, mimo że na początku każdy odcinek przedstawiał po-jedynczą sprawę. „Psycho–pass”, koncentrując się w pierw-szych odcinkach na trudnych, często nie-zwykle brutalnych sprawach i w końcu prowadząc do przewidywanego, lecz zara-zem zaskakującego zakończenia, zapra- sza do wielu interesujących dyskusji. Czy społeczeństwo powinno być na każdym kroku inwigilowane? Czy prywatność i bez- pieczeństwo wykluczają się wza jemnie? Jednak po obejrzeniu pierwszego sezonu, można poddać w wątpliwość stworzenie podobnego systemu i przekazanie mu całkowitej władzy nad wymiarem spra- wiedliwości. Co popchnęło ludzi do tak radykalnej decyzji? Jak wygląda futurysty-czna przyszłość innych narodów? Czy one także, podobnie jak Japonia, są całkowicie zależne od technologii, którą sami stwo-rzyli? Anime nie odpowiada na te pytania. Można odnieść wrażenie, że coś zostało przedstawione w ten, a nie inny sposób, bo „tak i już!”. Podobna sytuacja ma się z wcześniej wspomnianym wytłumacze-

KULTURA: RECENZJA SERIALU

niem, dlaczego (potencjalni) przestępcy mieliby pracować dla Biura, a także przy paru kolejnych, istotnych dla fabuły fa-ktach. „Psycho – pass” ma duży rozmach, fascynująco wykreowaną rzeczywistość i naprawdę ciekawą akcję, ale tak liche podstawy szybko mogą pokazać, że podo-bnie jak domu od dachu, tak i dobrej his-torii nie buduje się, zaczynając od szcze-gółów. To czy anime wciąż utrzyma się na dobrym poziomie, zależy już od drugiego sezonu. „Czy społeczeństwo powinno być na każdym kroku inwigilowane?” Tymczasem pamiętaj, że oczy Sybil wciąż patrzą i szukają zagrożeń. Nie łudź się, że dasz radę oszukać system, on został stwo-rzony tak, aby być sprytniejszym od ciebie. Nie chcesz być zaklasyfikowany jako po-tencjalny kłopot dla społeczeństwa? Obej-rzyj więc „Psycho–pass” i dowiedz się, co jest dla systemu Sybil takim problemem. Patrycja Brejnak DOKONAĆ
NIEMOŻLIWEGO
KULTURA: RECENZJA FILMU KULTURA: RECENZJA FILMU

Ironman istnieje naprawdę. I nie jest milionerem zakładającym stalową zbroję, lecz zwykłym, szarym człowie-kiem, który boryka się z problemami i do ostatniego tchu stara się spełnić marzenie swojego chorego syna. „Ze wszystkich sił” to wzruszająca opo-wieść o niepełnosprawnym Julienie i jego bezrobotnym ojcu, którzy biorą udział w morderczym triathlonie o nazwie „Ironn-man”. Wszystko po to, by zacieśnić łączące ich więzi – Jacques bowiem nigdy nie po-trafił pogodzić się z chorobą syna, przez co ich relacje były bardzo oziębłe: zwykle nie rozmawiał z Julienem, a jeśli już, to dlatego, że musiał. Mimo początkowego braku wiary w sukces i protestów żony postanawia zmierzyć się ze swoimi słabo-ściami i spełnić marzenie chłopca. Nils Tavernier, reżyser filmu, inspirował się autentyczną historią Dicka i Ricka Hoytów, którzy jako Team Hoyt wzięli udział w wie-lu maratonach i triathlonach „Ironman”, or-ganizowanych przez World Triathlon

KULTURA: RECENZJA FILMU

Corporation. Uczestnicy tych prestiżowych zawodów musieli przepłynąć dystans pra-wie czterech kilometrów, przejechać rowe-rem 180 km i przebiec 42 km. Opadła szczęka? Teraz wyobraźcie sobie, że dodat-kowo w pierwszym etapie musicie ciągnąć, a w pozostałych dwóch pchać kilkudziesię-ciokilogramowego człowieka. Niemożliwe? A jednak Dickowi Hoytowi się to udało. Można powiedzieć, że Tavernier sięgnął po tani i sprawdzony chwyt – choroba zawsze wywołuje emocje. I można być już znudzo-nym dramatami o niepełnosprawnych lu-dziach, którzy szukają w życiu szczęścia. Jednak gdy na dużym ekranie ogląda się ich zmagania, nie sposób nie uronić łzy. Nie inaczej jest w przypadku „Ze wszy-stkich sił”. O ile na początku możemy czuć niechęć do Jacques’a, traktującego syna jak powietrze, tak później ocena jego po-stawy diametralnie się zmienia. Uśmiech Juliena sprawia radość, a widząc łzy bez-radności ojca, i nam łza spływa po policz-ku. I nie jest nam wstyd. Na tym polega empatia. Na szczególną uwagę zasługuje w filmie scenografia. Większość czasu oglądamy spokojny, malowniczy, górski krajobraz, przez co głowę zajmuje nam jedna myśl: „chcę tam mieszkać”. Mimo że aktorzy występujący w tej produkcji nie są szcze-gólnie znani, to jednak wszyscy wykonali kawał przyzwoitej roboty. W każdą scenę wkładali mnóstwo serca. Nie widać sztu-cznej gry aktorskiej, której można

KULTURA: RECENZJA FILMU

dopatrzyć się w wielu hollywoodzkich pro-dukcjach, dlatego też film stoi na wysokim poziomie. A piękna muzyka Baroia Jóhann-ssona potrafi ukoić skołatane nerwy. „To, co może widza razić, to przewidywalność scenariusza.” Nowe dzieło Tavarniera to typowy dramat obyczajowy, ale Francuzi słyną z nietuzin-kowego poczucia humoru (czego doświad-czyliśmy chociażby w „Nietykalnych” Olivie-ra Nakachego), więc niektóre sceny potra-fią oderwać od smutnej rzeczywistości i so-lidnie rozbawić. To, co może widza razić, to przewidywalność scenariusza. Finału całej historii można było się bez problemu do-myślić, czytając chociażby opis dystrybuto- ra. Nie przeszkadza to jednak w ogólnym odbiorze i sięgnięciu po chusteczki, by za-trzymać łzy. „Ze wszystkich sił” to idealny film do popła-kania, który wymaga od nas poświęcenia czasu na chwilę zadumy i refleksji. Udowa-dnia, że marzenia się spełniają, jeśli tylko będziemy do tego dążyć. Nieważne, czy je-steśmy głuchoniemi, czy jeździmy na wóz-ku – każdy z nas może być Ironmanem. Tomasz Król



Sport elektroniczny, choć istnieje już od ponad czterech dekad, wciąż wzbudza wiele kontrowersji. Czy pojedynki rozgrywane na wirtualnym polu przez zgar-bionych przed ekranami komputerów graczy można w ogóle nazwać sportem? Nawet teraz, gdy turnieje e–sportowe na dobre zagościły na arenach wypełnio-nych tysiącami widzów, wielu ma co do tego wątpliwości. Tymczasem e–sport ma w sobie o wiele więcej pierwiastka sportowego, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
ILE SPORTU W E–SPORCIE?
KULTURA

Historia e–sportu sięga 1972 roku, który był pod wieloma względami przełomowy dla rozwoju elektronicznej rozrywki. W sie- rpniu firma Magnavox wypuściła na rynek pierwszą konsolę do gier do użytku domo-wego o nazwie „Odyssey”, w listopadzie ukazał się „Pong”– pierwsza gra, której udało się zdobyć popularność na całym świecie, zaś 19 października na Uniwersy-tecie Stanford w Kalifornii odbyły się pier-wsze oficjalne zawody e–sportowe. Uczes-tnicy turnieju, głównie studenci, zmierzyli się w grze komputerowej „Spacewar!”, któ-ra polega na pilotowaniu małego statku ko-smicznego w taki sposób, aby zniszczyć jednostki pozostałych graczy i nie dać się przyciągnąć znajdującej się na środku pola walki gwieździe.Zwycięzcy otrzymali roczną prenumeratę miesięcznika „Rolling Stone”. Następne lata to dla e–sportu okres dyna-micznego rozwoju, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, które były wówczas jed-

KULTURA

nym z wiodących producentów gier kom-puterowych. W latach 80. elektroniczna rozrywka wkroczyła tam na łamy popular-nych magazynów takich jak „Time” czy „Life”, a w telewizji można było zobaczyć pierwsze transmisje z wydarzeń e–spor-towych oraz nowy rodzaj show, w którym zaproszeni uczestnicy starali się uzyskać jak najlepszy wynik w popularnych grach. Powstały również liczne organizacje zrze-szające graczy, które zajmowały się wysta-wianiem drużyn na turnieje, a także sa-mym przygotowywaniem różnego rodzaju wydarzeń e–sportowych. Warto także wspomnieć, że sport elektroniczny zaczął w tamtym okresie kreować swoje pierwsze „gwiazdy”, takie jak Billy Mitchell, który wsławił się biciem rekordów w „Pacmanie” i „Donkey Kongu” i innych grach na auto-maty. Nadal nie było jednak mowy, by gra-nie było zawodem, a sami zapaleńcy wir-tualnych zmagań bardzo często wpisywali się w stereotyp nerda niewidzącego świata poza ekranem monitora. „Powstały również liczne organizacje zrzeszające graczy (...).” Ostatnia dekada XX wieku połączyła świat za pomocą Internetu, tym samym oferując nowe możliwości graczom, którzy wcześ-niej musieli (dosłownie) stanąć ze sobą twarzą w twarz, aby podjąć rywalizację. Coraz więcej osób mogło sobie również pozwolić na zakup sprzętu (komputerów,

KULTURA

konsol) potrzebnego do uruchomienia gier w domowym zaciszu. Nie oznaczało to by- najmniej schyłku turniejów rozgrywanych „na żywo”. Przeciwnie, skala wydarzeń e–sportowych lat 90. – choćby tych orga-nizowanych przez japońskiego giganta Nintendo – zapowiadała nadejście wielkich światowych turniejów, które miało nastąpić już wkrótce. O ogromnej popularności, jaką udało się zdobyć e–sportowi na początku obecnego wieku, niech świadczy liczba rozgrywanych corocznie dużych turniejów, tak zwanych majors (od major events, z ang. najwa-żniejsze wydarzenia), która wzrosła z dzie-sięciu w 2000 roku do około dwustu sześć-dziesięciu w 2010. Bardzo dużą rolę w tym procesie odegrał „Starcraft” – gra strate-giczna wydana w 1998 roku przez Blizzard Entertainment. Choć posiadała rozbudowa-ny tryb dla pojedynczego gracza, została zaprojektowana głównie z myślą o zmaga-niach wieloosobowych, w których zada-niem graczy jest zniszczenie bazy przeciw-nika przy jednoczesnej obronie własnej. „Starcraft” sprzedał się w ciągu dziesięciu lat w 9,5 milionach egzemplarzy, z których niemal połowa trafiła do Korei Południowej, gdzie gra stała się „e–sportem narodo-wym”. Najlepsi koreańscy zawodnicy wkrótce mogli utrzymywać się z samego grania dzięki dużemu zainteresowaniu sponsorów i kontraktom drużyn z nowo powstałymi stacjami telewizyjnymi, które zajęły się transmitowaniem profesjonal- nych rozgrywek. Wielu graczy zyskało na-wet status lokalnych celebrytów.

KULTURA

Warto w tym miejscu dodać, że nie każda świetnie sprzedająca się produkcja dedyko-wana rozgrywce wieloosobowej staje się automatycznie popularnym e–sportem – tym mianem określa się bowiem jedynie rozgrywki zorganizowane. Przykładowo, w gry z serii „Call of Duty” grają miliony osób na całym świecie, a kolejne edycje błyskawicznie biją poprzednie rekordy sprzedaży, niemniej jej turnieje śledzi stosunkowo niewielka liczba osób. „Powstały również liczne serwisy bukmacherskie dedykowane sportowi elektronicznemu (...).” Obecnie ponad dwadzieścia gier ma swoje dedykowane turnieje e–sportowe, ale wy-różnia się spośród nich cztery najważniej-sze produkcje, potocznie zwane „wielką czwórką”: „Dota 2”,„League of Legends” (gatunek Multiplayer Online Battle Arena), „Counter Strike: Global Offensive” (strze-lanka z perspektywy pierwszej osoby) oraz wspomniany wcześniej „Starcraft”. Roz-grywki związane z powyższymi tytułami od kilku lat notują największą liczbę widzów, co pozwoliło przyciągnąć do nich spon-sorów i tym samym zapewnić profesjonal-ną oprawę turniejów i fundować nagrody dla zwycięzców sięgające często kilkuset tysięcy dolarów. W promocji „wielkiej czwórki” niewątpliwie pomogła uruchomio-na w 2011 roku internetowa platforma Twitch, która umożliwia przeprowadzanie

KULTURA „Ponadto Twitch i inne podobne serwisy umożliwiają widzom dostęp także do tych profesjonalnych meczów, które rozgrywane są za pośrednictwem sieci.”

różnego rodzaju transmisji rozgrywek na żywo. Największym zainteresowaniem cie- szy się wśród graczy, którym służy do prezentowania światu własnych osiągnięć w grach komputerowych (tzw. playthro-ughs, czyli pokazy przechodzenia danej gry, często gromadzą tysiące widzów), a także do relacjonowania e–sportowych rozgrywek. W ten sposób, podczas gdy kil- ka tysięcy ludzi ogląda dane wydarzenie na miejscu, dodatkowe kilkaset tysięcy (a by-wa, że i milion) śledzi zmagania przez In-ternet. Ponadto Twitch i inne podobne ser-wisy umożliwiają widzom dostęp także do tych profesjonalnych meczów, które roz-grywane są za pośrednictwem sieci. Specjalnie dla potrzeb masowej widowni, wokół najpopularniejszych e–sportowych „dyscyplin”, stworzono otoczkę podobną do tej ze spotkań piłki nożnej czy siatkówki. Przed meczem można posłuchać dyskusji w specjalnym studio, w którym zaproszeni eksperci i gracze–weterani dyskutują o for-mie zawodników, a samą rozgrywkę naj-częściej analizuje duet komentatorów. Powstały również liczne serwisy bukma-cherskie dedykowane sportowi elektro- nicznemu, w których obowiązującą walutą nie zawsze muszą być prawdziwe pie-niądze. Na przykład strona internetowa CSGOLounge.com pozwala graczom obsta-wiać wyniki meczów „Counter Strike: Glo-bal Offensive”, używając zamiast pieniędzy tak zwanych „skórek”, czyli alternatywnych wyglądów broni, które są dostępne w grze. Ich ceny mieszczą się w granicach od paru centów do nawet kilkuset dolarów w przy-

KULTURA

padku najrzadszych przedmiotów, a zaku-pić je może praktycznie każdy, dzięki cze-mu znacznie wzrosła popularność zarówno samej gry, jak i jej profesjonalnych roz-grywek. E–sportowy biznes bukmacherski wzbudza jednak również spore kontrower-sje. Po pierwsze, wśród obstawiających jest wiele osób nieletnich, które nie mają prawa uczestniczyć w grach hazardowych. Po drugie, na światło dzienne wyszły nie-uczciwe praktyki niektórych „drugoligo-wych” drużyn, które stawiały na swoich oponentów, aby potem celowo przegrać. Proceder był bardzo opłacalny, ponieważ poza największymi e–sportowymi wydarze-niami nagrody za wygrane nie są zbyt duże, a żeby je osiągnąć, trzeba się mozol-nie wspinać po turniejowych drabinkach. Niestety, nie jest to jedyna bolączka, z jaką zmaga się aktualnie sport elektroniczny. Znacznie poważniejszym problemem są oszustwa, których zawodnicy dopuszczają się podczas samej gry. Nowe programy służące do nieuczciwego wspomagania graczy często działają w bardzo subtelny sposób (korygując oddany strzał jedynie wtedy, gdy jest bardzo blisko trafienia celu, pozwalając przez ułamek sekundy widzieć przez ściany itp.), przez co trudno je „wyło-wić” nawet specjalnym systemom. Słaba wykrywalność nadużyć znacznie popsuła ostatnio reputację profesjonalnych rozgry-wek „Counter Strike: Global Offensive”, kiedy fani rozpoczęli swoiste polowanie na czarownice: mało który zawodnik zdołał uchronić się przed zarzutami. Na szczęście organizatorzy turniejów (Electronic Sports League, Major League Gaming, Dream-Hack…) podejmują stosowne działania celu

KULTURA

w celu zwiększenia kontroli nad poczyna-niami zawodników, na przykład poprzez przygotowywanie precyzyjnych regulami-nów zawodów, czy oddelegowywanie osób, których zadaniem jest mieć oko na kompu-tery graczy w czasie rozgrywek. Mimo że sport elektroniczny intensywnie zmaga się ostatnio z przypadkami naru-szania zasad przez graczy, nie wydaje się, aby jego przyszłość była w jakikolwiek sposób zagrożona. Patrząc na ostatni okres rozwoju e–sportu, można się spodziewać tylko większej popularności, większych na-gród, większych aren, i wreszcie większej liczby gier, które znajdą dla siebie miejsce na najważniejszych międzynarodowych turniejach. A gdyby jakimś cudem zabra-kło chętnych na dalsze sponsorowanie e–sportowych wydarzeń? W zeszłym roku przed mistrzostwami świata w „Dota 2”, producent gry opublikował specjalne kom-pendium wiedzy na temat tego tytułu, dos-tępne za kwotę dziesięciu dolarów. Z każ-dą sprzedaną kopią, pula nagród nadcho-dzącego turnieju – na początku wynosząca 1,6 mln dolarów – zwiększała się o 2,5 do-lara. Efekt? Ostatecznie pula osiągnęła 10 mln dolarów i jak do tej pory była naj-większą w historii sportu elektronicznego. Tomek Najdyhor MUZYCZNE PODSUMOWANIE
MIESIĄCA
KULTURA

Kwietniowe podsumowanie będzie diametralnie różniło się od tych po-przednich. Zwykle piszę o płytach i singlach, jednak tym razem chcę skupić uwagę na środku masowego przekazu, jakim jest telewizja. Polskie programy muzyczne nie służą tylko zwykłemu zapychaniu telewizyjnej ramówki – do ich zadań należy także wypromowanie utalentowanych ludzi. W Polsce w paśmie antenowym pra-wie każdej stacji odnajdziemy coś, co może przypaść nam do gustu. „Twoja twarz brzmi znajomo” Program rozrywkowy emitowany przez sta-cję Polsat gromadzi co tydzień przed telewi-zorami ponad 2,5 miliona telewidzów. I po-myśleć, że TTBZ rozbawia publiczność już od ponad roku (dokładnie od marca 2014). Jego uczestnikami są aktorzy oraz muzycy nie tylko polskiej estrady, bowiem tylko w Polsce Włoch, Stefano Terrazzino, śpiewa po rosyjsku. Przez dziewięć tygodni ośmiu uczestników toczy muzyczne batalie; muszą wykazać się charyzmą, pomysłowością i… dobrym głosem. Nie tylko wokal ma tu- taj znaczenie, ale także idealne odtworze-nie oryginalnej piosenki, każdy najmniejszy gest, mimika, a nawet strój i charaktery-zacja. Zasady są naprawdę proste. Jury, które tworzą Małgorzata Walewska, Ka-tarzyna Skrzynecka, DJ Adamus oraz Pa-weł Królikowski, przyznają uczestnikom punkty, które po zsumowaniu tworzą ran-king końcowy. Za pierwsze miejsce można otrzymać ich aż dziesięć, za drugie siedem, zaś za ostatnie – jeden. Po ocenach jury -każdy uczestnik honoruje pięcioma pun-ktami najlepszą według niego osobę. Zwy-cięzca każdego odcinka wygrywa dziesięć tysięcy złotych, które przeznacza na wybra-ny przez siebie szczytny cel. W ostatnim tygodniu show odbywa się wielki finał, do którego trafiają trzy osoby z największą liczbą punktów. W programie liczy się zabawa, ale także pomoc innym – zwycię-zca wielkiego finału przeznacza sto tysięcy złotych na wybrany cel charytatywny. Jest to niewątpliwie jeden z ciekawszych pro-gramów muzycznych, który potrafi umilić czas. Ja kibicuję Kai Paschalskiej, jej głos podoba mi się najbardziej. To wrażliwa młoda artystka, której brzmienie przy-prawia o dreszcz zachwytu!

KULTURA

„Słuchając jej, czułem się jak na koncercie kapeli Green Day.” Must be the music. Tylko muzyka! Podczas dziewiątej już edycji jury w skła-dzie: Elżbieta Zapendowska, Olga Jackow-ska (Kora), Adam Sztaba i Piotr Rogucki ma nie lada wyzwanie. Dobry głos nie świadczy jeszcze o tym, że zostanie się przyjętym. Liczy się charakter, to, jak za-chowujemy się na scenie i czy nie jest to… nudne i przewidywalne. Na razie trwają castingi, ale już teraz paru wykonawców przypadło mi do gustu i jestem przeko-nany, że warto o nich wspomnieć. Gdybym był Alą Ho, na pewno dostałbym na scenie zawału. Po bardzo dobrym wykonaniu piosenki „Blank Space” Taylor Swift dziew-czyna otrzymała dwa razy „tak” i dwa razy „nie”. „Nie może tak śpiewać, takie wyk-onania są nudne, zdawkowe, takich ludzi już mamy” – skomentowała występ Kora. Uczestniczka dostała jednak drugą szansę i jej nie zmarnowała, a piosenka „Stay” Rihanny i Mikky’ego Ekko zapewniła jej miejsce w kolejnym etapie. Ala to dziew-czyna drobnej postury, ale potrafi wydobyć z siebie wspaniałe dźwięki. Przy „Stay” mo-je oczy zaszkliły się od łez. Kolejny z ucze-stników, zespół Black Radio, przypomina mi amerykańskie zespoły punkrockowe, które grają próby w garażach. „One–21” to piosenka, która porywa już od pierwszych brzmień. Słuchając jej, czułem się jak na koncercie kapeli Green Day. Zespół gra ze sobą, tworzy całość, nikt nie daje oso-bnego występu, wszystko ze sobą współ-

KULTURA

brzmi. Zaraz po nich na scenie wystąpiła Weronika Lewandowska, która wykonała brawurowo utwór „Riptide”. I pomyśleć, że normalnie nuci piosenki… w trakcie sprzą-tania akademika. Jej głos przypomina mi poniekąd Lykke Li z lekkimi brzmieniami ToveLo – śpiewa tak, jakby nie męczyła się podczas występu. Mam nadzieję, że przej-dzie przynajmniej do półfinału. Zwycięzca programu otrzyma czek na sto tysięcy zło-tych oraz wystąpi podczas „Sylwestrowej Mocy Przebojów”. „Nagrodami głównymi w programie są kontrakt fonograficzny z wytwórnią muzyczną Universal Music Polska (...).” The Voice of Poland Jestem fanem tego programu. Do tej pory w składzie jury zasiadali: Justyna Stecz-kowska, Maria Sadowska, Patrycja Mar-kowska, Edyta Górniak, Ania Dąbrowska, Kayah, Adam Darski (Nergal), Andrzej Pia-seczny, Marek Piekarczyk oraz Tomson i Baron z Afromental. Szósta edycja powró-ci na antenę TVP 2 już tej jesieni, a swoje uczestnictwo w charakterze juro-rów potwierdzili Tomson i Baron. Czekam z niecierpliwością na informacje o tym, kto zasiądzie obok nich na fotelach trener-skich. VoP to „fabryka” dobrych głosów. Pod skrzydłami trenerów każdy uczestnik podnosi swoje umiejętności wokalne, do-staje cenne rady, które może (a nawet po-winien) wykorzystać podczas występów. Sędziowie mają trudne zadanie: nie widzą, kto wykonuje piosenkę, muszą wytężyć słuch, doszukać się nieczystości, aby uni-knąć podjęcia pochopnej decyzji. Po odcin-kach „Przesłuchań w ciemno” dochodzi do muzycznych starć podczas „Bitew”. Wtedy uczestnicy dobierani są w duety, których zwycięzca przechodzi do „Dogrywek/No-kautu” i musi udowodnić, że zasługuje na udział w odcinkach na żywo. Nagrodami głównymi w programie są kontrakt fono-graficzny z wytwórnią muzyczną Universal Music Polska, tytuł „Najlepszego głosu w Polsce”, a także gratyfikacja pieniężna w wysokości pięćdziesięciu tysięcy złotych. Program rozbudził polską scenę muzyczną. Przykładami osób, które się dzięki niemu wybiły, są choćby Natalia Nykiel ze wspa-niałą popową płytą „Lupus electro”, a także Michał Sobierajski, który wydał niedawno, bo w zeszłym miesiącu, debiutancki album „Przed snem”. Wojciech Żywolt