Musisz zainstalować flash player pobierz instalator








Z życia szkoły... Giełda szkół Komu w drogę...



1918 - 2018 11. dnia każdego miesiąca staramy się przypominać, że rok 2018 został ogło-szony Rokiem Jubileuszu 100-lecia odzyskania przez Polskę Niepodle-głości. W maju każda kla-sa wykonała według wła-snego pomysłu jeden element napisu: "Niepodległość 1918", po czym reprezentanci poszczególnych oddziałów zapozowali do wspólnego zdjęcia przed głównym wejściem do budynku na-szej szkoły. Lekcja samorządności 17 maja br. uczniowie klas IIA i IID pod opieką p.Artura Buczkowskiego odwiedzili Sejmik Woje-wództwa Kujawsko - Po-morskiego. Podczas spot-kania z panem Rado-sławem Urbańskim do-wiedzieli się, jak wygląda praca Sejmiku i  wzięli udział w symulacji obrad dotyczących kwestii och-rony zwierząt. 24 kwietnia w naszej szkole odbyła się po raz pierwszy Giełda Szkół Średnich Te-chnicznych i Zawodowych. U-czniowie klas 7 SP oraz II i III gimnazjum mogli zapoznać się z bogatą ofertą edukacyjną placówek tego typu z Torunia i okolic. Prezentacje multi-medialne, materiały informa-cyjne, a przede wszystkim rozmowy ze starszymi kole-gami to cenna pomoc w   do-brym wyborze szkoły średniej. W kwietniu biblioteka szkolna zorganizowała wystawę i to-warzyszące jej zajęcia pod ha-słem „Podróże z czterech stron świata”. Eksponatami były - jak co roku - przed-mioty przyniesione przez u-czniów i nauczycieli. Mogliśmy obejrzeć m.in. oryginalne maskotki, stroje, biżuterię, obrazy, zabawki, książki, naczynia, a nawet...parasolkiI Był to prawdziwy przedsmak wakacji! GWIEZDNE WOJNY STAR WARS
Pewien człowiek, George Lucas, założył kiedyś własną wytwórnię filmową – Lucasfilm. Postanowił stworzyć film. Tak powstał  niezwykły obraz - pierwszy na świecie film fantastyczny.


O „Gwiezdnych Wojnach” słyszy się dość często. Jest to nazwa, która za-pisała się mocno w kul-turze dzisiejszych czasów. Nie sposób nie kojarzyć niskiego, zielonego Mistrza Yody lub zakutego w czar-ną zbroję Lorda Vadera, nawet jeśli nie wiemy dokładnie, kim oni byli. Gwiezdne Wojny spro-wadzają się do odwiecznej walki między Jasną a  Ciemną Stroną Mocy. Jest to  seria niesamowitych filmów... ale czy tylko? Możemy spotkać się również z określeniem „u-niwersum Gwiezdnych Wojen”. Uniwersa Gwie-zdnych Wojen tak napra-wdę są dwa. Dziwne? Na pierwszy rzut oka tak. Mamy do czynienia z mito-logią Śródziemia lub serią o Harrym Potterze, ale mówimy w tych przy-padkach o pojedynczych światach. A wszystko za-częło się od jednego starego filmu... Pewien człowiek, George Lucas, założył kiedyś swoją wytwórnię filmową – Lucasfilm. Postanowił stworzyć film. Był to nie-zwykły obraz - pierwszy na świecie film fanta-styczny. Nosił tytuł „Gwiezdne Wojny”. Spo-dobał się wielu ludziom na całym świecie i posta-nowiono zrobić jego kontynuację. Rozważano ekranizację „Spotkania na  Mimban”, będącego pier-wszą gwiezdnowojenną książką, opisującą wyda-rzenia po pierwszym fil-mie. Ostatecznie zdecy-dowano się jednak na zu-pełnie nowy film, który otrzymał tytuł „Imperium kontratakuje”. I ta właśnie kontynuacja „Gwiezdnych Wojen” została bardzo go-rąco przyjęta przez wi-dzów. Do dziś jest o-kreślana mianem naj-lepszego filmu całej Sagi. Wielkie dzieło sfinalizował film o tytule „Powrót Jedi”. Serię zaczęto określać mianem „Gwiezdnych Wojen”, pierwszy film otrzymał podtytuł „Nowa Nadzieja”, a pozostałe dwa otrzymały podtytuły takie, jakie wcześniej miały tytuły. A teraz książki. Prak-tycznie od początku istnie-nia uniwersum tworzono książki nawiązujące do fil-mów. Pierwsza, już wspo-mniana, „Spotkanie na  Mimban” otworzyła uni-wersum zwane Expanded Universe, w skrócie EU  (Rozszerzone Uniwersum lub Rozszerzony Świat). Początkowo autorom nie wolno było cofać się do  czasów sprzed trylogii fil-mowej na wypadek, gdy-by Lucas zechciał stworzyć nowe filmy, dziejące się w przeszłości. Zaczęto za-tem pisać kontynuację historii znanej z filmów. Już w latach 90. powstała postać niebieskoskórego Wielkiego Admirała Thra-wna – genialnego taktyka podnoszącego z ruin resz-tki Imperium, i Mary Jade,



– żony Luke'a Skywalkera. Obok dzieł książkowych w skład Expanded Universe wchodziły komiksy. W jednej z serii komiksów okazało się, że Imperator przetrwał wydarzenia z „Powrotu Jedi”, korzystając z mrocznej techniki Ciemnej Strony. Expanded Universe mogło zatem poważnie zmieniać spojrzenie na wy-darzenia pokazane w filmach. Fani Gwiezdnych Wojen wiernie śledzili nowe informacje o uniwersum. W końcu Lucas zdecydował się wyreżyserować trylogię stanowiącą wstęp do istniejącej już serii filmów. Nowe dzieła mające podtytuły „Mroczne Widmo”, „Atak Klonów” i „Zemsta Sithów” stanowią części 1-3 Gwiezdnych Wojen, zwane też trylogią prequeli. Istniejące już wtedy filmy naturalnie stały się częściami 4-6. Zwane są również Oryginalną Trylogią lub Klasyczną Trylogią. Prequele spotkały się z dużą falą krytyki, no cóż, widać fani liczyli na co innego...Mnie akurat prequele wydają się dobrymi filmami, ale może to być związane z faktem, że należę do takiego pokolenia, które najpierw ogląda trylogię prequeli, a potem dopiero oryginalną. W swych prequelach Lucas nadał jednej z planet nazwę Coruscant, a nazwa ta wzięła się z... Expanded Universe. Po prostu spodobała się Lucasowi. Jednak, mimo wszystko, Lucas nie przywiązywał się za bardzo do EU. Wprowadził na przykład Proroctwo o Wybrańcu, który miał zniszczyć Sithów, a wspomniany już komiks twierdził, że Imperator przetrwał „Powrót Jedi”, w związku z czym nie został zniszczony przez Wybrańca. Ale wiele rzeczy można sobie wytłumaczyć albo inaczej zinterpretować... Expanded Universe rozkwitało. Wydawano gry nawiązujące do Gwiezdnych Wojen, a sporo do historii wziętych bezpośrednio z EU. Mamy na przykład SWTOR lub SWKOTOR (Star Wars: The Old Republic i Star Wars: Knights of the Old Republic), nawiązujące do odległej od filmów przeszłości. Jest również gra The Force Unleashed (Moc Wyzwolona), w której to możemy wcielić się w sekretnego ucznia Dartha Vadera. Istnieje także książka „Moc Wyzwolona”, zatem każdy może znaleźć formę poznania tej historii dla siebie. W poczet EU wliczały się coraz liczniejsze dzieła. W 2008 roku, zaczęto emitować „Gwiez-dne Wojny: Wojny Klonów”, czyli serial animowany, poprzedzony filmem ani-mowanym o tym samym tytule. Opowiada ono o wydarzeniach między drugą a trzecią częścią Sagi. W serialu po raz pierwszy pojawiła się na przykład Ahsoka Tano – uczennica Anakina Skywalkera. Spekulowano o ewentualnych nowych czę-ściach Sagi, ale Lucas mówił, że Gwiezdne Wojny to historia Anakina Skywalkera i nie będzie nowych filmów. A EU rozwijało się w najlepsze i tak to by pewnie do dziś wyglądało, gdyby nie pewna ważna de-cyzja... W 2012 roku George Lucas sprzedał Lucasfilm Disneyowi za 4,06 mld USD (pieniądze zmieniły pogląd na temat nowych filmów). Tym samym Disney uzyskał prawa do marki Gwiezdne Wojny. Zapowiedziano, że powstanie nowa trylo-gia (tryloga sequeli). Czego ona miałaby dotyczyć? A to fani chcieliby ekranizacji Trylogii Thrawna z EU, a to jeszcze cze-goś... Kubeł zimnej wody został wylany na nich w 2014 roku, kiedy to ogłoszono, że nowa historia nie będzie zgodna z EU,



by autorzy mieli pełną swobodę tworzenia (lata po „Powrocie Jedi” zostały w EU opisane aż do dalekiej przyszłości).Tym samym Expanded Universe przestało być rozwijane i zostało uznane za niekanoniczne. Tak naprawdę EU zawsze pełniło funkcję drugorzędną względem filmów (zdaniem Lucasa), ale to, co stało się w 2014 roku, było zatrzymaniem rozwoju EU i odesłaniem go w niebyt. Od tej pory nowo tworzone książki mają rangę równorzędną z filmami i stanowią razem tzw. nowy kanon, kanon Disneya lub po prostu kanon. Expanded Universe zostało zaś określone mianem starego kanonu lub legend. W 2014 poza częściami 1-6 w kanonie zachowały się „Wojny Klonów”, przy czym wstrzymano ich dalszą produkcję. I trzeba było budować kanon prawie od nowa... W 2014 roku zaczęto emisję serialu animowanego „Star Wars: Rebelianci” opowiadającego o czasach między częściami trzecią a czwartą. Rozwój tego serialu śledziłem praktycznie od początku, w przeciwieństwie do „Wojen Klonów”, kiedy to byłem zbyt mały. Rebeliantów oglądałem już, gdy na kanale DisneyXD pojawił się początek serialu z polskim dubbingiem. Od drugiej serii śledziłem już odcinki w oryginale (ukazujące się wcześniej niż w dubbingu). Niedawno serial został zakończony. Z napięciem oczekiwałem na ostatnie odcinki, już w 2018 roku. Gdy piszę ten artykuł, ostatnie odcinki 4-sezonowego serialu ukazują się w wersji z dubbingiem w weekendy na DisneyXD. W 2015 roku pojawiła się w kinach część siódma - „Przebudzenie Mocy” w reżyserii J. J. Abramsa. Wielu fanów krytykowało ją za powtarzanie schematów i brak oryginalności. To też kwestia gustu i opinii. Jednak niektóre wątki filmu zaciekawiły fanów, którzy stworzyli setki (jeśli nie więcej) teorii na przeróżne tematy. Zaliczyć do nich można po-chodzenie Rey, tożsamość Najwyższego Wodza Snoke'a czy nowe poglądy Luke'a Skywalkera na temat Mocy. Ósma część, mająca swoją premierę niedawno, w gru-dniu 2017 roku, wywołała ostre kontro-wersje i podzieliła fanów na tych, którzy uznają „Ostatniego Jedi” za świetny film i  tchnięcie powiewu świeżości w Sagę, i tych, którzy uznają ten film za zruj-nowanie Sagi. Ba, Rian Johnson (reżyser i scenarzysta) otrzymywał nawet groźby zamordowania. Równolegle, pomiędzy nowymi częściami Gwiezdnej Sagi, mają swoje premiery filmy z cyklu „Gwiezdne Wojny – historie”. Dotyczą one bardzo różnych tematów i nie tworzą jednej historii. Do tej pory światową premierę miał „Łotr 1. Gwiezdne Wojny – historie”, opowiadający o kradzieży planów Gwiazdy Śmierci i tłumaczący wystąpienie wady konstrukcyjnej w tej stacji jako sabotaż, oraz oczekiwany przez fanów film, znany w polskim tłumaczeniu jako „Han Solo. Gwiezdne Wojny – historie” mówiący o przygodach z młodości tytułowego bohatera. Fani nie wiążą szczególnych nadziei z tym filmem. Ja zresztą podobnie, ale zobaczymy. Nadzieję może dawać pogłoska o pojawieniu się na ekranie... nie powiem kogo, nie będę spoilerował, ale prawdziwość tej pogłoski może dodać filmowi uroku. Jeszcze na koniec krótko o usunięciu EU i jego konsekwencjach. Czy dobrze się stało, że legendy nie są już rozwijane? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpo-wiedzi. W pierwszej chwili oczywiście wielu fanów było mocno zirytowanych, delikatnie mówiąc. Cała wiedza, którą



przyswoili, w tym około 150 książek i wiele komiksów, poszła na marne. Ale nie do końca. Żeby porównać legendy z nowym kanonem, trzeba będzie jeszcze poczekać, aż nowe dzieła dorównają obszernością wielolet-niemu legendarnemu uni-wersum. Szkoda trochę, że tyle wspaniałych historii poszło do kosza. I szkoda, że te pytania, które były pod koniec istnienia EU  zagadkami, a mogły jesz-cze zostać rozwiązane, takie jak los Abeloth, nig-dy nie uzyskają odpowie-dzi. Trochę smutne... Ale warto zwrócić również uwagę na fakt, że stary kanon był bardzo chao-tyczny i miejscami nie-spójny. Teraz jest spe-cjalna Lucasfilm Story Group, która dba o spój-ność i  brak sprzeczności w nowym kanonie. Trzeba również zauważyć, że usu-nięcie EU nie spowodowało całkowitej anihilacji zwią-zanych z nim postaci. Osoby odpowiedzialne za  tworzenie Gwiezdnych Wojen przenoszą do ka-nonu postacie z legend. Jest to fascynujące. Wspo-mniany już taktyk, Wielki Admirał Thrawn, prze-emigrował do kanonu za  pośrednictwem trzeciego sezonu „Rebeliantów”. I jest to taki Thrawn, którego chcieli zobaczyć fani. Tak samo imperialna inkwizycja– organizacja zajmująca się tępieniem resztek Jedi – wzięła się z legend, a teraz inkwi-zytorów możemy zobaczyć w „Rebeliantach”. Oczy-wiście wiele innych rzeczy przeniesiono już do ka-nonu. Zapowiedziano, że więcej znanych postaci spotka taki los. A dla fanów legend może to  być bardzo miłe. There is always a bit truth in legends. Ahsoka Tano, „Star Wars: Rebels” - „Twilight of the Apprentice” Te słowa:W legendach jest zawsze trochę prawdy, wygłoszone przez jedną z postaci w nowo-kanonicznej produkcji można uznać za mru-gnięcie okiem w stronę fanów... :)  Dziękuję za uwagę. Mam nadzieję, że rozbudziłem w Was zainteresowanie „Gwiezdnymi Wojnami”. Zapraszam do lektury moich następnych arty-kułów znajdujących się w tym numerze. A poza tym zachęcam do śle-dzenia następnych wydań, w których również znajdą się moje teksty. Wielki Mistrz Jar Jar Co wiemy o nowym filmie o Hanie Solo?
Czy w ogóle warto iść do kina?


„Han Solo. Gwiezdne Woj-ny -  historie” to drugi z tzw. spinoffów lub po  prostu drugi film z cyklu „Gwiezdne Wojny – his-torie”. Warto napisać o nim kilka słów, gdyż jego premiera miała miejsce niedawno. W Pol-sce można go oglądać od 25 maja 2018 roku. Czego dokładnie będzie dotyczył, czy warto wiązać z nim nadzieje i czy w ogóle warto iść do kina? Dokładnej fabuły „Hana Solo” oczywiście nie zna-my, niemniej twórcy ujaw-nili nieco informacji na te-mat filmu. Będzie, jak tytuł wskazuje, dotyczył znanego nam z klasycz-nej trylogii Gwiezdnych Wojen przemytnika i bo-hatera Rebelii. Dokładniej mówiąc, fabuła będzie się rozgrywała pomiędzy trze-cią a czwartą częścią Sagi, czyli po przejęciu władzy w galaktyce przez Sithów, ale przed skrzyżowaniem losów Hana, Luke'a i Lei. W filmie wystąpią Chew-bacca i Lando znani nam z poprzednich filmów. Wiemy, że zobaczymy, jak Han spotkał Wookiego oraz jak wygrał słynnego „Sokoła Millenium”. O zdo-byciu „Sokoła” możemy usłyszeć w piątej części Sagi. Z nowych bohaterów zobaczymy Qi'rę – z tego, co wiemy, będzie ona kimś, z kim Han dorastał i się wychowywał. Ponadto pojawi się Beckett, który ma podobno być kimś w rodzaju mentora Hana w przestępczym świecie.



Pojawiła się wskazówka, iż w filmie pojawi się pewna bardzo znana postać Sagi. Jest ona uzasadniona obecnością na planie filmowym Spencera Wildinga, który pojawił się w pierwszym spinoffie - „Łotrze 1” i zagrał tam... nie powiem kogo. Jeśli ktoś jest chętny, może sprawdzić tę informację... Pełną obsadę oraz ogólne informacje na temat fabuły można znaleźć w Internecie. „Han Solo” powstawał nie bez problemów. W pewnym momencie zwolniono dwóch głównych ludzi odpowie-dzialnych za tworzenie filmu, po czym zastąpiono ich Ronem Howardem. Za powód podano różnice w wizji

REDAKCJA GAZETKI "STRZAŁ W 10" Redaktorzy: Zosia Olejnik Zosia Papińska Natalia Saj Zosia Sut Oliwia Wydra Natalia Nalaskowska Sandra Kołodziejska Piotr Grąbczewski Opiekun: p. E.Ferfecka

twórczej tych panów i Lucasfilmu. To oczywiście wiązało się z koniecznością nakręcenia części scen od nowa i zwiększeniem budżetu. Do roli legendarnego Hana Solo rozpatrywano... 12 kandydatów. W końcu wybrano Aldena Ehren-reicha. Czy podołał zadaniu? Harrisona Forda oczywiście nikt nie zastąpi, niemniej może nie będzie tak źle. Może będzie nawet dobrze. Zobaczymy. I teraz warto poruszyć temat prognóz fanów na temat „Hana Solo”. Ogólna opinia wygląda tak, że fani nie nastawiają się szczególnie na ten film. Jednak przed „Łotrem 1”  panowała podobna atmosfera. Mówiono, że to będzie beznadzieja itp. Sam film okazał się jednak niesamowity i zyskał poztywną opinię dużej liczby fanów. Bywa nawet, że komuś nie podoba się aktualnie tworzona trylogia sequeli, ale „Łotr 1” jak najbardziej. Fakt, ciężko z pomysłu na film o przygodach przemytnika wyciągnąć arcydzieło w rodzaju „Łotra 1”,  ale zobaczymy. W Internecie można obejrzeć oficjalny teaser i trailer. Wielki Mistrz Jar Jar Projekt okładki bieżącego numeru: Mateusz Górniak IIIB Mydło i ...świeczki Jak uratować nasza Ziemię?

Strzał w dziesiątkę

Pewnego pięknego, wio-sennego dnia, a dokład-niej: 11 kwietnia, my, czy-li uczniowie klasy IIA, wybraliśmy się na wycie-czkę edukacyjną do miej-sca o  intrygującej i eni-gmatycznie brzmiącej nazwie: „Kamienica Alchemika”. Już od wejścia poczuliśmy podejrzaną woń chemicz-nych substancji. Po obo-wiązkowym „rozpłaszcze-niu się” oraz - w przypad-ku przedstawicielek płci pięknej - związaniu włosów dla ich zabezpie-czenia, przystąpiliśmy do najciekawszej części zajęć, czyli wyrabiania mydła oraz świec (perfe-kcyjny zestaw na randkę z szambonurkiem) . Najpierw, aby roztopić lody i podgrzać atmosferę, przystąpiliśmy do wyrobu świec. Do wyboru były ku-szące, choć tchnące che-mią, zapachy, m.in. trus-kawkowy (dla słodkich ludzi) i cytrynowy (dla tych mniej słodkich). Aby nie studzić atmosfery, ale ostudzić świeczki, konty-nuowaliśmy pracę, tym razem produkując mydło. Po zakończeniu warszta-tów uczniowie otrzymali do domu świeczki oraz pachnące cytryną (dla niektórych: płynem do   szyb) lub gumą balonową brokatowe mydło. Dzięki tym warsztatom mogliśmy być pewni, że jutro wszyscy wrócą do  szkoły czyści i pachnący. Natalia Nalaskowska IIA Świat, w którym żyjemy, ginie. Ginie przez nas. To my nie potrafimy o nie-go zadbać. Wyrzucamy śmieci do lasu, skasowa-ne bilety na chodnik. Dziu-ra ozonowa się powiększa - wszystko przez emito-wanie szkodliwych gazów do atmosfery. Na pewno zauważyliście, że coraz mniej pada śniegu w zi-mie, a lata są coraz goręt-sze. To jest skutek obec-ności w atmosferze gazów cieplarnianych produko-wanych przez człowieka. Przez zanieczyszczenie Ziemi i powietrza najbar-dziej cierpią zwierzęta. Niejednokrotnie można spotkać w internecie zdjęcia zwierząt zapląta-nych w reklamówki i inne śmieci wyrzucane przez ludzi. Co my możemy zrobić, żeby pomóc Ziemi? Po pierwsze: wyrzucać wszelkie śmieci do spe-cjalnie do tego przezna-czonych śmietników i przy okazji je segregować. Naprawdę nie zajmuje to dużo czasu: wystarczy oddzielać plastikowe bu-telki, papier i szkło od reszty śmieci. Dzięki temu możesz uratować tego jednego, samotnego żółwia przed śmiercią w śmieciach. Zosia Olejnik IIIB Film na miarę "Innych"?



"The Lodgers: Przeklęci" to gotycki horror w reżyserii Braina O'Malleya. Film ten wszedł do polskich kin 4 maja. Rachel i Edward są rodzeń-stwem. Zamieszkują razem ogromną posiadłość pod nazwą Loftus Hall. Mieszkają sami po samobójczej śmierci ich rodziców. Rachel wychodzi z domu tylko po zakupy i nad jezioro. Siedzi tam samotnie godzinami, czytając książkę i zastanawiając się nad swoim życiem. Edward po przeżytej traumie, jaką było zobaczenie śmierci swoich rodziców, nie wyszedł na dwór. Dom, w którym miesz-kają, nie jest normalny. Rodzeństwo codziennie musi iść spać przed północą, gdyż o tej go-dzinie posiadłość zmienia się w dom strachu. Rachel i Edwarda nawiedzają du-chy ich przodków, którzy zabili się w ten sam sposób, co ich rodzice. Nie mogą wpuszczać obcych do domu i zostawiać dru-giego samego. Wszystko się zmienia, kiedy Rachel spotyka Seana - młodego, przy-stojnego żołnierza, który niedawno wrócił z wojny. Dziewczyna wyjawia mu  tajemnice jej rodu i prze-klętego domu. Kiedy Sean wchodzi do Loftus Hall, zaczynają dziać się dziwne rzeczy... Widzowie bardzo różnie oceniają ten film. Jedni są zachwyceni, natomiast in-ni uważają, że nigdy nie oglądali nudniejszego hor-roru. Na portalu Filmweb ocena "The Lodgers: Przeklęci" to 4,9/10. Sama dopiero zaczynam oglądać tego typu filmy, więc w mojej opinii ten film dostaje ocenę 8,5/10. Warto dodać, że "The Lodgers" dostał nagrodę IFTA za najlepsze efekty specjalne, dwie nominacje do tej samej nagrody w kategorii najlepsze kostiumy i najlepsza scenografia oraz nominacje do Saturna w kategorii najlepszy film zagraniczny. Zosia Olejnik IIIB "Ostatni Jedi"
Recenzja filmu „Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi”


„Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi” to ósma część Sagi stworzona jako środkowa część nowej trylogii Disneya. Za scenariusz i re-żyserię odpowiadał Rian Johnson. Film stanowi bezpośrednią kontynuację „Prze-budzenia Mocy”. Ósma część wywołała wśród fanów ostre kontrowersje i po-dzieliła ich bardzo mocno. Są tacy, którzy uważają, że dzieło Johnsona jest świet-nym filmem i tchnięciem powiewu świe-żości w Sagę i tacy, którzy zarzucają twó-rcy rujnowanie „Gwiezdnych Wojen”. Jak jest naprawdę? To z pewnością zależy od punktu widzenia. Postaram się ocenić tutaj ósmą część moim okiem. Na początku zacznę od krótkiej historii „Ostatniego Jedi”. J. J. Abrams napisał i wyreżyserował część siódmą („Prze-budzednie Mocy”), ale część ósmą po-wierzono Rianowi Johnsonowi. W pewnym momecie ogłoszono oficjalny tytuł filmu - „The Last Jedi”. Nie było jednak pewne, czy chodzi o liczbę pojedynczą, czy mno-gą. Tłumaczenia tytułu w językach, które liczby wymagały, okazały się mówić, jako-by tytuł „The Last Jedi” oznaczał „Ostat-nich Jedi”. Sam reżyser przyznał jednak, że dla niego jest to liczba pojedyncza. To-też tej będę tu używał. Logo, a raczej napis „Star Wars” okazał się czerwony, co sugerowało, iż coś złego może się wydarzyć w nadchodzącym filmie. Dodatkowe spekulacje wzmógł teaser, w którym Luke powiedział: „It's time for the Jedi... to end”, co mogło się wiązać z końcem Jedi. I sugerowało, że Luke się zmienił. W końcu wydano pełnoprawny trailer. Jego końcówka sugerowała tym razem, że Rey przejdzie na stronę Kylo czy też na Ciemną Stronę. Czy to wszy-stko naprawdę się spełniło? Potem była premiera filmu i okazało się, co Rian Johnson nam przygotował. Co ja sądzę o „Ostatnim Jedi”? Ciężko to jednoznacznie stwierdzić. Kontrowersje są we mnie samym. Muszę przyznać, że podczas seansu były takie chwile, że serce mi przyspieszało. Bałem się, jaki los spotka naszych bohaterów, szcze-gólnie, gdy ich życie było zagrożone. Do pewnego momentu film był świetny. Aż przyszła taka chwila, że stało się coś absolutnie niespodziewanego. W pierwszej chwili nie wierzyłem, że to prawda. My-ślałem, że zaraz wszystko się odkręci. Ale nie. I się rozczarowałem. Nie ta jedna sce-na mnie w filmie zaskoczyła, jednak ta chyba najbardziej negatywnie. Mimo



wszystko w filmie było sporo dobrych scen, które wryły się w pamięć. Wy-szedłem z kina z myślami typu: „Nie wiem, co ja mam powiedzieć...”. Na-wet o tym, czy oceniam film pozytywnie, czy nega-tywnie. Jednak już chwilę później pojawił się zawód. Czułem się rozczarowany decyzjami Johnsona. W końcu, po jakimś cza-sie zacząłem dostrzegać również pozytywne strony „Ostatniego Jedi”. I mogę stwierdzić, że kierunek, jaki obrał Johnson dla ósmej części został zre-alizowany w sposób nie-zwykły, ciekawy i dość o-ryginalny. Tylko, że nie bardzo podoba mi się ten kierunek... Dalsza część artykułu zawiera spoilery! Czyta-sz na własną odpowie-dzialność! Luke Skywalker O tej postaci możemy na-prawdę wiele powiedzieć. Na przykład o zmianie, którą przeszedł. Luke nie jest już pełnym ideałów i pewnym siebie młodym Jedi, a zobojętniałym, zgorzkniałym starcem, który nie widzi przyszłości dla galaktyki. Jest to tłumaczone tragediami, które przeżył, upadkiem jego Zakonu, przejściem Bena Solo na Ciemną Stronę, spowodowanym częściowo przez samego Skywalkera. No i widzimy starego Mistrza radzącego sobie na wygnaniu, „łowiącego” ryby i dojące-go jakieś dziwne stwo-rzenia. Zarzuty co do zrujnowania Luke'a przez jego przemianę akurat do mnie za bardzo nie przemawiają. Można się było spodziewać czegoś takiego – w końcu Mistrz Jedi nie udaje się na wy-gnanie na wczasy. Fakt, jego zachowania są cza-sem niepoważne, wręcz komediowe. Najpierw rzu-ca do tyłu miecz, który otrzymał od Rey i sobie idzie. Potem stwierdza, że pochodzenie z Jakku to faktycznie pochodzenie znikąd, choć wcześniej za-przecza możliwości pocho-dzenia znikąd. I robi sobie żarty, łaskocząć Rey ka-wałkiem trawy i pytając ją,  czy czuje Moc. Jego zachowania wpisują się w klimat filmu, który cały jest wypełniony humorem, mimo ciężaru opowiadanej historii. Ale do humoru też nie mam specjalnych za-rzutów. No i śmierć Luke'a Skywalkera. Tak, Luke od-szedł. Legendarna postać z oryginalnej trylogii po-żegnała się z życiem. Całe Expanded Universe nigdy nie uśmierciło Lu-ke'a... Widać Rian Johnson jest odważniejszy...I przy-czyna tej śmierci może



budzić kontrowersje. Był przecież dość nietypowy. Skywalker zużył swą e-nergię na utrzymywanie przy istnieniu projekcji samego siebie, odwra-cając uwagę Kylo Rena, a dając Ruchowi Oporu czas na ucieczkę. Poświęcenie Luke'a, godna śmierć, wiadomo. Ale szkoda, że go więcej nie zobaczy-liśmy. W gruncie rzeczy, fizycznie nawet nie opuś-cił swej wyspy... Może oczywiście pojawić się je-szcze jako Duch Mocy w części dziewiątej, zo-baczymy... Najwyższy Wódz Snoke W wypadku tej postaci należy również zwrócić uwagę na kilka rzeczy. To właśnie z nią związana jest chyba ta najbardziej szokująca scena „Ostat-niego Jedi”, czyli... śmierć Najwyższego Wodza. Spo-dziewaliśmy się, że Snoke zginie, ale że stanie się to w ostatniej części trylogii, a nie w środkowej. A do tego został uśmiercony tak... głupio. Był tak potężny, a nie wy-czuł podstępu Kylo. Wyda-je się, że Rian dobrze zrozumiał postać Snoke'a, od początku widzimy jego majestat i potęgę, a jed-nak potem ginie... i to jeszcze w ten sposób. Co prawda zobaczyliśmy nieco Snoke'a, jego cha-rakteru oraz umiejętności. Błyskawice Mocy nie są niczym dziwnym na liście zdolności potężnego użyt-kownika Ciemnej Strony, niemniej umiejętność czy-tania w myślach robi wrażenie. Szkoda, że pod-stęp wystarczył, by ta umiejętność nic nie po-mogła... Właśnie jego śmierć jest najtrudniej-szym dla mnie do zaakce-ptowania założeniem kie-runku Johnsona. Wygląd Snoke'a był oryginalny. Po ujrzeniu mrocznego ho-logramu w siódemce spo-dziewaliśmy się kogoś u-branego na wzór Impera-tora Palpatine'a. Tymcza- sem Snoke miał złotą szatę. W filmie nie dowiedzieliśmy się właś-ciwie nic o historii Najwyż-szego Wodza, a w zamian za to zobaczyliśmy jego śmierć. Tyle powstało te-orii na temat jego tożsa-mości. Snoke miał być Da-rthem Plagueisem, Da-rthem Sidiousem, Da-rthem Maulem, Mace'em Windu, Wielkim Inkwizy-torem z „Rebeliantów”, Kylo Renem, który podró-żował w czasie, Leią czy też nawet... Jar Jarem. Kylo Ren Nie da się ukryć, że Kylo rozwinął się w tej części. O ile w siódemce pragnie iść śladami dziadka, tu chce pozwolić przeszłości umrzeć. Niszczy swą



maskę, jedną z pierw-szych rzeczy, z którymi go kojarzymy. Chce za-prowadzić w galaktyce nowy ład. Ba, prawie mu się udaje. Przede wszystkim zabija swego Mistrza. Nie jest już posłuszny o wiele potężniejszemu nauczy-cielowi, który go wyko-rzystuje. A tym samym uśmierca przywódcę Naj-wyższego Porządku. Gdy nie udaje mu się nakłonić Rey do dalszej współ-pracy, sam ogłasza się Najwyższym Wodzem. Mo-żliwe jest, że dziewiąta część będzie rozgrywała się kilka lat po ósmej i ukaże nam Kylo Rena u szczytu potęgi i władzy. I warto przypomnieć sobie o Rycerzach Ren, wspo-mnianych przez Snoke'a i ukazanych w wizji Rey w „Przebudzeniu Mocy”. Za-brakło ich co prawda w „Ostatnim Jedi”, ale ich pojawienie się w dzie-wiątce jest dla mnie prawie pewne. Teraz Kylo, będąc ich „mistrzem”, bę-dzie pewnie miał nad nimi pełną władzę, nie podle-gając woli Snoke'a. Taka sobie prywatna inkwizy-cja. Świetna broń w walce przeciw ostatniej Jedi... Należy wspomnieć także o więzi, którą nawiązał z Rey. Mało zabrakło, a młodzi stanęliby razem na czele galaktyki. Więź ta została stworzona przez Snoke'a, który połączył ich umysły, a ostatecznie do-prowadziła do jego upad-ku. Cóż za ironia, jakby to ktoś powiedział. Scena, w której Snoke się do tego przyznał, była podobna do tej z „Powrotu Jedi”, kiedy Palpatine wyz-nał, że to on umożliwił Sojuszowi Rebeliantów zlokalizowanie generatora tarczy. I ten właśnie czyn przyczynił się ostatecznie do klęski Palpatine'a. Cóż za podobieństwo... Wracając do wątku Kylo, okazuje się, że to on jest tym największym złym. Ciężko już mówić, że Kylo jest ofiarą. Że Snoke go wykorzystuje, jak w siódemce sugerował Han Solo. Biedny Kylo, a Snoke to,  Snoke tam-to... Już nie. To Kylo zabił Najwyższego Wodza. To on pozbył się Mistrza i za-siadł na tronie Najwyż-szego Porządku. To on teraz będzie rządził galaktyką. Duże nadzieje wiązałem ze Snoke'iem, zwłaszcza, że był potężniejszy od Kylo, ale muszę zaakceptować kie-runek Johnsona. Zoba-czymy, jak „Dziedzic Lor-da Vadera” sprawdzi się w roli Najwyższego Wo-dza... Zdaje mi się, że Ky-lo pod koniec filmu wy-gląda podobnie do swego



legendarnego odpowied-nika, Jacena Solo. Na to także można zwrócić uwagę. I jeszcze przynaj-mniej jedna ważna kwe-stia. Za przejście Bena Solo na Ciemną Stronę można było obwiniać jego samego i Snoke'a, a teraz można także... Skywalke-ra. Wiadomo, w emocjach Luke podniósł rękę na Ky-lo, ostatecznie jednak postanowił nie robić mu żadnej krzywdy. Ben zaś wszystko źle zrozumiał... albo właśnie dobrze zrozumiał... W każdym ra-zie nie cała wina jest po jego stronie i tak to wła-śnie czasem bywa w przy-padku zwrócenia się ja-kiejś postaci ku złu. Rey Rey została uczennicą Lu-ke'a, a nawet więcej. Te-raz zdaje się być ostatnią dziedziczką Zakonu Jedi. Na początku filmu nie miała pojęcia na temat fundamentalnych kwestii związanych z Mocą, a pod koniec wydaje się być ostatnią spadkobierczynią Jedi. Dość szybki awans... Ciekawe, jak potoczy się dalej jej wątek. O więzi jej i Kylo już pisałem. Tak, coś się między nimi na-rodziło. Do tego stopnia, że gdy Rey zobaczyła wizję, iż Kylo nie ulegnie woli Snoke'a, gdy ona do niego przybędzie, ruszyła sama na spotkanie Ciemności. Mimo potęgi Snoke'a była bardzo zde-terminowa, niemniej nie mogła nic przeciwko nie-mu zdziałać. Ale Kylo nie uległ woli Snoke'a... Nagłe zawiązanie sojuszu tych dwojga jest zaskakujące, a ich walka ze strażnikami Snoke'a niesamowita. Jed-nak już zaraz ich drogi się rozeszły, choć mogło być inaczej. Trailer sugerował nam, że Rey dołączy do Kylo, a stało się to tylko częściowo. Jeden z naj-częściej poruszanych te-matów po siódmej części, pochodzenie Rey, został przez Riana Johnsona potraktowany dość bru-talnie. Rey jest córką pijaków, którzy sprzedali dziecko, by mieć pieniądze na alkohol. Typowe dla „Ostatniego Jedi” rozwią-zanie... Niemniej są to słowa Kylo Rena, który mógł kłamać. Właściwie nie mógł znać prawdy. Mówił to, co akurat mu pasowało. Jest możliwe, że twórca „Przebudzenia Mocy” zmieni Johnsonową wersję pochodzenia Rey oraz ujawni nam ją w dziewiątej części. Leia Organa Na występ Carrie Fisher w tym filmie należy pa-trzeć w sposób szczegól-ny, gdyż był to jej ostatni występ. Aktorka zmarła rok przed premierą.



Niemniej jej rola do ósmej części była nagrana. Nie wiemy dokładnie, co będzie z dziewiątą czę-ścią. Krążą plotki, że Leię będzie grała nowa aktor-ka. A co do jej występu w „Ostatnim Jedi”, to był to dobry występ. Leia jest spokojna, ale potrafi spo-liczkować nieposłusznego dowódcę. Ciekawe podej-ście do roli Lei. I śmie-szne. Najbardziej kontro-wersyjna scena z jej u-działem to prawdopodo-bnie ta, gdy Leia, uży-wając Mocy, podróżuje przez przestrzeń kosmi-czną w kierunku statku. Ta scena jest często uwa-żana za dziwną, baśnio-wą, niepasującą do Gwie-zdnych Wojen. Mnie aż tak nie przeszkadza. Fakt, jest dziwna. Niemniej nie jest to największa wada "Os-tatniego Jedi”, jeśli w ogó-le wada. Z kolei spotkanie Lei i Luke'a jest piękną sceną. Niestety Leia tylko raz spotkała się w filmie z Lukiem, a właściwie z jego projekcją. Smutnie potoczyły się kanoniczne losy tego rodzeństwa. Po tylu latach jedno spotka-nie i to nie do końca pra-wdziwe. Słyszymy też, że że Leia pogodziła się ze stratą syna. Czy przekreślone zostały szan-se na nawrócenie Bena Solo? Moim zdaniem, nie-koniecznie. W siódemce Leia uważa, że dla jej syna wciąż jest nadzieja. Gdyby tak nie było, nieco zepsuta (na moje oko) byłaby kompozycja try-logii. Pierwszy film daje nadzieję, a następne – ją odbierają. Co prawda Kylo zabił swego Mistrza i teraz nie może już nawrócić się w taki sposób, jak Darth Vader, ale wciąż możemy mieć nadzieję. Poza tym nadzieję zdaje się widzieć sam Luke, który odpo-wiada Lei, że nigdy nikogo nie tracimy na zawsze. Finn i Rose Rola Finna może być, jednak trochę bez sensu wprowadzono postać Ro-se. Nie da się ukryć, że  losy tych postaci są po-wiązane. Finn dalej jest członkiem Ruchu Oporu. Ostatecznie rozprawia się z Phasmą – swoją by-łą dowódczynią. Ta walka jest nieco za króka, niemniej Finn wykazuje się odwagą i sprawnością. Rose jest uważana często za twór nachalnej popraw-ności politycznej. I trochę tak jest. W siódmej części pojawił się czarnoskóry, a teraz Azjatka (oczywi-ście w cudzysłowie, gdyż w Gwiezdnych Wojnach żadnej Azji raczej nie by-ło). Łączenie tych dwoje w parę nie wydaje mi się sensowne, a na pewno nie pomaga walce z rasizmem.



Misja Finna i Rose na Canto Bight jest trochę niepotrzebna. Dziwne stworzenia, które można ujeżdżać, są pewnie elementem, który ma trafić także do najmłodszych. Przy czym my nie oczekiwaliśmy scen dla dzieci, a raczej ciężkiej, rewolucyjnej historii, na jaką „Ostatni Jedi” się zapowiadał. Poe Dameron Rola Damerona jest w porządku. Pewny siebie, dobry pilot, który niestety przed-kłada dobro misji nad własnych ludzi. Nie posłuchał rozkazu Lei. Zniszczony został potężny statek Najwyższego Porządku, ale następni rebelianci zginęli. Za to zresztą oberwał po twarzy. Nie wierząc w słu-szność działań wiceadmirał Holdo i prze-widując porażkę Ruchu Oporu, odbiera jej dowództwo. Taki motyw nie jest dla nas zaskoczeniem. Dobry gość buntuje się i robi coś „nielegalnego” dla większego dobra i ocalenia ludzi. Zaskoczeniem na-tomiast jest to,  że... nie ma racji! Holdo miała plan, a Poe niesłusznie odebrał jej dowództwo. Dameron prezentuje się jako odważny człowiek w wielu sytuacjach, między innymi robiąc sobie żarty z ge-nerała Huxa. Dostrzega, że Skywalker odwraca uwagę Rena, by członkowie Ruchu Oporu mogli uciec, co z kolei u-jawnia jego inteligencję. Poe prezentuje się jako postać pozytywnie. Amilyn Holdo Wiceadmirał Holdo obejmuje dowodzenie w Ruchu Oporu po tym, jak Leia zostaje ranna, a inni dostojnicy Rebelii giną. Na początku prezentuje się w porządku. Potem zdaje się nam, że nie podejmuje słusznych decyzji i że przez nią Ruch Oporu może ponieść ostateczną klęskę. A na końcu okazuje się, że nie mieliśmy racji. I racji nie miał Poe, o czym już pisałem. Nie tylko widzimy, że miała plan i że Leia ją popiera, ale także, że ginie, poświęcając się dla Ruchu Oporu i nisz-cząc największy statek, jaki zna historia Gwiezdnych Wojen. Ta właśnie scena bu-dzi następne kontrowersje. Pojawia się pytanie: „Skoro można zniszczyć statek, wlatując w niego z prędkością światła in-nym statkiem, to dlaczego wcześniej tego nie stosowano?” Ten zarzut ma akurat sens, ale znowuż bym nie przesadzał. A jeśli chodzi o to, czy takie coś w ogóle jest możliwe, to trzeba sobie przypo-mnieć, że „Gwiezdne Wojny” to fantas-tyka. I warto zacząć od faktu, że według zasad fizyki nie jest możliwe podró-żowanie jakichkolwiek ciał z prędkością światła. BB-8 Analizując film, można stwierdzić, że wiele osób na ekranie powalił... BB-8. Wygląda na to, że Rian Johnson zrobił z sympa-tycznego robota maszynę do zabijania. Chociaż dla mnie BB-8 wciąż jest sym-patycznym robotem... Chewbacca Nasz Wookie, niestety, nie miał zbyt dużej roli. Właściwie mogłoby go w filmie nie być. Liczmy, że część dziewiąta pokaże go trochę więcej. Generał Hux Jeden z najważniejszych przywódców Naj-wyższego Porządku. Wydaje się być trze-cią, a potem drugą pod względem waż-ności osobą w tej organizacji. A mimo swej pozycji jest... kompromitowany. Hux stał się elementem kilku żartów John-sona. Widzimy, jak Poe się z niego nabija, Snoke „froteruje” nim podłogę, Kylo go dusi, a później popycha. Z usuniętych



scen dowiadujemy się, że miała być jeszcze jedna tego typu scena z jego udziałem. Rose miała ugryźć rękę Huxa... Ale humor mi się w tym filmie podoba, ten związany z generałem też. Nie ma co się łudzić, Hux nie dorówna raczej reputacją Tarkinowi lub Thraw-nowi... Phasma Zupełnie niewykorzystana postać. Jej rola gubi nieco sens. Pojawia się gdzieś w trakcie filmu, przypo-minając widzom, że w o-góle istnieje. Ma nadzo-rować egzekucję, wybu-cha walka i Phasma ginie. Żeby chociaż gdzieś tam się wcześniej w filmie przewijała... ale nie. Poja-wiła się, stoczyła walkę, zginęła. W części siódmej jej rola też nie była obez-władniająca. Kilka krótkich scen. Niektórzy twierdzą, że Phasma została wpro-wadzona w "Przebudzeniu Mocy" po to, by zrobić żart ze zgniatarką śmieci. Pa-trząc na jej występ w ós-mej części można dojść do wniosku, iż gdyby Pha-sma została w zgniatarce, niewiele by to zmieniło. Haker Średniej „jakości” postać. Typowy gość, który robi wszystko dla kasy. Nie interesują go strony kon-fliktu i lojalność. Może zo-baczymy go jeszcze. Porgi Przeurocze, małe stwo-rzenia. Nie były wcale tak irytujące, jak niektórzy przewidywali (o istnieniu porgów wiedzieliśmy już przed premierą). Podobają mi się. Humor Humoru w filmie było du-żo. I był to humor nieco inny, niż ten gwiezdno-wojenny, bardziej kome-diowy. Można z pewnością znaleźć sporo opinii kryty-kujących „głupie żarty”, ale mi owe żarty się nawet podobają. Wiele postaci wniosło akcenty humory-styczne, między innymi Luke i Hux. Wiążący się z takim humorem brak powagi może być nieco irytujący, zwłaszcza w po-ważnych sytuacjach i pod-niosłych chwilach. Jednak to też jest kwestia gustu. Supremacy Mowa o głównym statku Snoke'a. Jest to najwię-kszy statek, jaki zna do tej pory historia GW. Przegonił nawet Executora Lorda Vadera. Jeden z wy-miarów statku Snoke'a wynosił 60 km... Taki pa-rametr daje wyobrażenie o potędze „Supremacy”. Albo wręcz przeciwnie, uświadamia nam, że nie jesteśmy sobie w stanie jej wyobrazić. Strona wizualna Tutaj absolutny sukces.



Film jest piękny, jeśli o obraz chodzi. Walka Kylo i Rey ze strażnikami Snoke'a jest niesamowitym starciem, o którym pewnie długo będziemy pamiętać i mówić. Niszczenie wieżyczek statku Najwyższego Porządku przez Damerona jest ukazane z takiej perspektywy, że siedząc w kinie (a przynajmniej w 3D) możemy czuć się, jakbyśmy byli pilotem Ruchu Oporu. Świetne wykonanie. Nawiązania do przeszłości Film pięknie nawiązuje do poprzednich części Sagi. Widzimy na przykład wyświe-tloną po raz kolejny przez R2 wiadomość wzywającej pomoc księżniczki Lei. Słyszy-my o Darcie Sidiousie i to określonym właśnie w ten sposób. No i mamy wspo-mnienie o Jedi odpowiedzialnym za wy-szkolenie Sitha, który zniszczył Zakon Jedi (o Kenobim) oraz o Jedi, który do-prowadził owego Sitha do nawrócenia (o Luke'u). Snoke na początku filmu mó-wi, iż zobaczył kiedyś w Kylo nowego Va-dera. Zaraz stwierdza, że się mylił, jednak w trakcie filmu wraca do starego pode-jścia, nazywając swego ucznia „Dziedzi-cem Lorda Vadera”. Nawiązania do in-nych części Sagi z całą pewnością wzbo-gacają i pogłębiają niektóre aspekty filmu. Odrzucenie niektórych elementów siódmej części Wydaje się, że Johnson trochę namieszał pozbywając się elementów z „Przebudze-nia Mocy” już w środkowej części trylogii. Snoke nie żyje. Maska Kylo została zni-szczona. Rycerze Ren w ogóle nie raczyli się pojawić. Rey nie ma niezwykłego po-chodzenia (a w siódemce miecz Sky-walkerów poleciał do niej, nie do Kylo!). Skywalker, którego poszukiwano od po-czątku „Przebudzenia Mocy”, nie żyje. Phasma nie żyje (jej śmierć już w ogóle wydaje się bezsensowna). Co teraz? Pewnie nic szczególnego. J. J. Abrams, twórca części siódmej, jest odpowie-dzialny także za dziewiątą. „Ostatni Jedi” spodobał się Abramsowi (a poza tym był tworzony w porozumieniu z nim). Zatem dziewiąta część raczej nie będzie wy-wracać do góry nogami tego, co przed-stawił Johnson, a kontynuować zamysł, jaki powstał. Możliwe, że zmienione będzie pochodzenie Rey, a właściwie możliwe, że już jest zmienione, gdyż scenariusz os-tatniej części trylogii sequeli jest gotowy. Jak dla mnie, istnieje ogromna szansa na ujrzenie Rycerzy Ren w dziewiątce, zwłaszcza że J.J. Abrams pisał scenariusz. Posumowanie „Ostatniego Jedi” trzeba obejrzeć samemu i samemu trzeba go ocenić. Jestem za-smucony zaprzepaszczeniem ciekawych możliwości stworzonych w „Przebudzeniu Mocy”, ale kiedy w pełni zaakceptuję kie-runek ósmej części, pewnie uznam ją za dobry film. Sama realizacja była dobra i nawet był jakiś pomysł, tylko że godzący w większość przewidywań i oczekiwań. Zobaczymy, jak trylogia sequeli się prezentuje, gdy ujrzymy część dziewiątą, która ma pojawić się w kinach w grudniu 2019 roku. Ech, dopiero... Tymczasem warto śledzić fanowskie teorie i plotki na temat nadchodzącej części Sa-gi, gdyż te mogą bardzo zaciekawić. Wielki Mistrz Jar Jar Co wspólnego mają te pozycje? Która z nich jest lepsza?
Pomysł na ten artykuł na-rodził się w mojej głowie po przeczytaniu dwóch książek o podobnej te-matyce. Były to "Mirror Mirror" Cary Delevigne oraz "Raczej szczęśliwy niż nie" Adama Slivery.


Zacznę od kórtkiego zapo-znania was z tymi pozy-cjami. Na pierwszy ogień wezmę "Mirror Mirror". Premiera tej książki była wyczekiwana z niecier-pliwością na całym świe-cie, głównie, jeśli nie tylko i wyłącznie, przez to,  kim jest jej autorka. Carę Dlevigne kojarzyć pewnien każdy, czy to przez jej sukces w modelingu, parę większych ról w filmach lub jej ostatni piosen-karski debiut. Ja  jako osoba, która Carę szanuje i podziwia, również nie mogłam się doczekać tej premiery. Warto też wspo-mnieć, że współautorem tej pozycji jest już za-prawiona w bojach pisarka Rowan Caleman. Lecz do  rzeczy, o czym jest ksią-żka? Poznajemy historię paczki szkolnych przy-jaciół, czwórki młodych artystów, posiadających własny zespół o nazwie Mirror Mirror. Łączą ich dwie rzeczy: miłość do  muzyki i masa proble-mów! I to nie takich bła-hych! Red ma matkę alko-holiczkę, natomiast jego ojciec nie intersuje się ro-dziną, rzadko bywa w do-mu, a każdą noc spędza u swojej kochanki. Rose poprzez imprezy, używki i wyzywający ubiór pró-buje zapomnieć o traumie z przeszłości. Starszy brat Leo właśnie wyszedł z więzienia i teraz próbu-je wmieszać go w swoje mroczne sprawy. A Noami pragnie wolności, dlatego od czasu do czasu ucieka z domu. Akcja książki za-czyna się właśnie po jej kolejniej ucieczce. Jakiś czas później poturbowana dziewczyna zostaje znale-ziona w rzece. Gdy leży w śpiączce, jej przyjaciele muszą domyśleć się, co  się stało. Bo wiele rzeczy wskazuje na to, że nie by-ła to próba samobójcza ani przypadek. Druga książka, "Raczej szczęśliwy niż nie", robiła furorę za granicą, dlatego tak dużo czytelników wy-czekiwało wydania tej po-zycji w Polsce. Wreszcie w tym roku się tego



doczekali. Głównym boha-terem jest Aaron Soto, który nie ma w życiu łat-wo. Jego największym probemem jest to,  że  ciągle rozpamiętuje samo-bójstwo swojego ojca. Mimo wielkiego wsparcia od swojej dziewczyny, Genevieve, Aaron nie do  końca sobie z tym radzi. Chłopak rozważa poddanie się zabiegowi Instytutu Leteo, który oferuje wy-mazanie nieprzyjemnych wspomnień. Genevieve wyjeżdża na obóz plasty-czny, a w tym czasie Aa-ron poznaje chłopaka z  sąsiedniego blokowiska, Thomasa. Czy ta relacja zmieni coś w jego życiu? Co wspólnego mają te po-zyjce? Odpowiedź jest prosta: mnóstwo pro-blemów. Bohaterowie obu tych powieści muszą mie-rzyć się z nimi non stop. Poruszane są również te  same tematy: zły wpływ rówieśników, nałogi, tęsk-nota czy samobójstwo. I  w "Mirror Mirror", i w "Ra-czej szczęśliwym niż nie" na pierwszy plan wysuwa się wątek tolerancji wobec orientacji seksualnej (o-czywiście nie napiszę, kogo te wątki dotyczą, bo nie chcę zabierać przy-jemności z czytania ;)). Wszystkie te problemy są  wiarygodnie przedstawio-ne i poważnie potraktowa-ne. Która z tych książek jest lepsza? Ja nie potrafię zdecydować. Moim zda-niem obydwie książki są  bardzo dobrze napisane i, jak wspomniałam wyżej, poważnie traktują poru-szane problemy. Aczkol-wiek, jeżeli masz ochotę na coś bardziej podcho-dzącego pod thriller mło-dzieżowy albo jeśli twoją pasją jest muzyka, naj-pierw sięgnij po "Mirror Mirror". Natomiast, jeśli chciałbyś przeczytać coś z wątkiem SF to "Raczej szczęśliwy niż nie" jest właśnie dla ciebie. Mam nadzieję, że prze-konałam Was do sięgnięcia po którąś z tych pozycji, bo obydwie są  warto-ściowymi lekturami, przy których na pewno nie będzicie się nudzić. Zosia Sut IIA Cudowny Chłopak Książka vs film
Losy Augusta Pullmana poruszyły serca milionów ludzi. Wzruszająca i cudowna historia nie tylko zaciekawiła, ale i zain-spirowała Stephena Shobsky’ego – reży-sera filmowego, do przeniesienia jej na  srebrny ekran. Zatem spróbujemy roz-strzygnąć, która z tych realizacji pokazuje historię bohatera w lepszy i bardziej przejmujący sposób?


Po pierwsze: książka Autorem tej powieści jest R.J. Palacio. Opowiada ona losy 10-letniego Augusta Pullmana, który ma zniekształconą twarz. Chłopiec od urodzenia miał w sumie 27  operacji. Gdy poznajemy bohatera, mama wysyła go do 5. klasy. Auggie idzie więc pierwszy raz do szkoły. Zaprzyjaźnia się z chłopcem, który nazywa się Jack Will. Uczniowie niechętnie chcą rozmawiać z nowym. Twierdzą, że jak go się dotknie, ma się trąd, jak w Dzienniczku Cwaniacz-ka serową zarazę. Auggie jednak zdobywa przyjaciół od serca. Powieść jest napisana prostym i zarazem śmiesznym językiem. Historię cudownego chłopaka poznajemy z sześciu różnych punktów widzenia, m.in. głównego bohatera, jego siostry Olivii oraz jego przyjaciół. Z Augustem przeżywamy dobre i złe chwile związane ze szkołą. Historia bohatera uczy czytelników tole-rancji wobec innych i ich akceptacji. Naj-lepiej wykreowaną postacią według mnie jest nauczyciel Auggiego. Co miesiąc daje on swoim uczniom złote myśli. Każdy uczeń ma za zadanie wysłać panu Brow-nowi pocztówkę ze swoją dewizą. Moim zdaniem warto zapamiętać sentencję głównego bohatera: "Wszyscy powinniśmy przynajmniej raz w życiu dostać owację na stojąco, bo przecież każdy z nas zwycięża ten świat". [SK] Po drugie: film Film „Cudowny chłopak” to piękna i wzru-szająca opowieść o dziesięcioletnim Au-guście, który ma zniekształconą twarz, mimo licznych operacji. Tu pragnę



zaznaczyć, że  charaktery-zatorzy wykonali ŚWIETNĄ robotę przy „tworzeniu” jego twarzy - postać wy-gląda tak przekonująco, że trudno uwierzyć, iż ak-tor ją  grający (Jacob Tremblay) nie ma  tego problemu. W filmie oprócz Augusta poznajemy jego rodzinę: mamę, tatę oraz siostrę Olivię, oraz przyjaciół: Jacka i Willa.  Narracja w trakcie filmu przeskakuje pomiędzy różnymi postaciami zwią-zanymi z Auggim, co  stwarza możliwość poz-nania punktu widzenia nie tylko osoby skrzywdzonej przez los, ale także jej najbliższych. Bardzo podo-ba mi się ten pomysł, gdyż dzięki niemu drugo-planowa postać nie wy-kujący się tylko wyciętymi z kartonu makietami,  któ-rych jedynym celem jest otaczanie protagonisty i  pojawianie się odpowied-nich momentach , aby u-czynić pisanie scenariusza łatwiejsze. Nie, to praw-dziwi ludzie z krwi, kości i białka. Moim ulubionym przykładem jest tu nar-racja Olivii (nastoletniej siostry Augusta ). Gdyby narracja była przedstawio-na tylko z punktu widzenia chłopca, Olivia byłaby po prostu starszą siostrą, która czasem jest wredna, ale na ogół mu pomaga. Za to po głębszym przyj-rzeniu się okaże się, że nastolatka cierpi z po-wodu braku uwagi ro-dziców, którzy skupiają się cały czas na jej bracie; śmierci ukochanej babci, z którą łączyła ją wyjątkowa więź oraz straty przyjaciółki. Taka narracja to  naprawdę dobry po-mysł, gdyż mimo że nadal podążamy za  głównym wątkiem fabularnym, ma-my szansę bliżej przyj-rzeć się ludziom otacza-jącym Augusta.  Aktorstwo było bardzo dobre, nic szczególnie niesamowitego, aczkolwiek można po-wiedzieć, że aktorzy wie-dzą, co robią. Także dzieci wypadły w tym filmie cał-kiem nieźle. Podsumowując, film jest naprawdę dobry i wart polecenia, głównie dzie-ciom, ale i dorosłym, po-nieważ jest dostatecznie głęboki, aby każdy mógł się nim cieszyć. [NN] Naszym zdaniem warto zarówno przeczytać książ-kę, jak i obejrzeć film. Jest to doskonała lekcja tolerancji wobec osób nie-pełnosprawnych. Sandra Kołodziejska i Natalia Nalaskowska IIA