Тэставае паведамленьне - трэба паставіць flash player








WSTĘPNIAK

SPIS TREŚCI 3-4 str - Dzień Kapeluszy 5-6 - Lany Poniedziałek 7-8 - Dworzec Centralny 9 - Podwyżka cen biletów 10-11 - Ciasteczkowe Mazurki 12-13 - Wielkanoc to najważniejsze święto w kościele katolickim 14 - Wielkanoc w Hiszpanii 15-18 - Zdjęcia z Topienia Marzanny Redaktorzy tego numeru Ewelina Rogala Luiza Grechuta Kaya Karolina Pietrzykowska Maciej Malec Marek Matys Ania wisz Aneta Przybułek Natalia Korycka Adrianna Ligęza

Rewolucje świąteczne chyba trwają teraz w każdym domu, a u nas w redakcji też trwa wielkie sprzątanie. A co w tym numerze przeczytacie? Przede wszystkim (klasycznie) obyczaje wielkanocne w USA, w Wielkiej Brytanii, w Hiszpanii i w Niemczech. Pokażemy, jak zrobić wydmuszkę, a dodatkowo porównamy Lany Poniedziałek dawniej i dziś. Każde święta są okraszane jedzeniem i Varia podrzuci kilka przepisów świątecznych. Nie żyjemy tylko Wielkanocą! Tyle dzieje się wokół nas, naprawdę. Zaprotestujemy przed zamknięciem TVN Warszawa, sprawdzimy jakie zmiany zaszły lub zajdą na Dworcu Centralnym. A na 100% podwyżkę biletów trochę pozrzędzimy. Kaya Dzień kapeluszy czyli Wielkanoc po amerykańsku.
Zapewne każdy z nas, choć raz w życiu pró- bował wielkanocnego żurku, świątecznych jajek czy mazurka.


Wielkanoc kojarzy nam się ze świą- teczną atmosferą oraz kilkoma dniami, w których ze stołu nigdy nie znika je- dzenie. Co by było, gdybyśmy te  niezwykłe święta musieli spędzić w USA?? Wyobraźcie sobie, że  pewnego dnia otrzy- mujecie zaproszenie na święta wielkanoc- ne od pewnej rodziny z USA. Mogą być wa- szymi bliskimi krew- nymi lub po  prostu znajomymi. Przyby- wacie do nich dwa dni przed świętami. Już w tedy pani domu poszukuje produkty na świąteczny stół. Wszystkie Panie, oraz Panowie starają się kupić eleganckie stro- je, w których mogliby udać się na świą- teczną mszę. Z całe- go świata zjeżdża się rodzina. Wszyscy przywożą swe domo- we specjały, drobne upominki oraz jajka. Jednak nie są to zwykłe jajka, zazwy- czaj podawane z ma- jonezem, lecz są one czekoladowe. No dobrze, ale co to jest „Dzień kapeluszy”?! W Stanach Zjednoczonych święta wielkanocne są jednymi z najważniejszych świąt w roku (zaraz



po Święcie Dziękczynienia, Odzyskania Niepodległości, oraz Bożym Narodzeniu). Dlatego także wszyscy obywatele starają się przygotować na tą okazję odpowiednie stroje. Kobiety natomiast, oprócz wykwintnych sukni zakupują także kapelusze, które są nazywane EasterBonnet. Jest to jeden z nielicznych dni, w których można spotkać tyle kobiet noszących nakrycie głowy. A czy mają świąteczny obiad? Tak, jednak w USA Wielkanoc zazwyczaj ogra- nicza się do niedzieli, w czasie której cała ro- dzina zasiada do stołu, na którym znaleźć można pieczoną szynkę w słodkim sosie, jajka, oraz liczne regionalne ciasta. Czym jest „polowanie na jajka”? Wedle tradycji, po rodzinnym malowaniu pisa- nek (EasterBunny) chowa się je w domu. W ogrodzie skrywa się czekoladowe jajka, które dzieci muszą znaleźć. Maluchy otrzymują listę podpowiedzi. Dzięki czemu „polowanie na jajka” nie jest bardzo czasochłonne. Zazwyczaj gra ta trwa godzinę lub dwie, lecz oprócz dzieci często uczestniczą w niej także dorośli. Święta Wielkanocne w USA jest to głownie spotkanie się całej rodziny, która bardzo często jest wielopokoleniowa. Do jednego, długiego stołu zasiadają pradziadkowie, dziadkowie, dzieci, wnuczęta i prawnuczęta. Nieważne, że  Wielkanoc trwa jedynie jeden dzień. Warto przebyć pół świata, aby poczuć przynajmniej na moment, że rodzina jest najwspanialszym darem, jaki otrzymaliśmy od życia….. Lany Poniedziałek
Lany Poniedziałek, Poniedziałek Wiel- kanocny czy też Śmigus - dyngus to zabawa, którą każdy z nas na pewno dosko- nale pamięta. Na czym właściwie polega? Jak kiedyś obchodziło się Dzień Lanego? Jak bawimy się teraz?


Jest to znak budzenia się przyrody do życia. W tym zwyczaju wcale nie chodzi o złośliwość, ale o dobrą zabawę. Jest to symbol zdrowia i oczyszczenia nie tylko ciała, ale i duszy. Symbolizuje on pierwszy wiosenny deszcz. Kiedyś zwyczaj ten dotyczył wyłącznie kobiet. Na wsiach polewano panny wodą. Zmoczone miały większe szanse na zamążpójście, a jeśli któraś z nich się obraziła - szybko nie mogła liczyć na miłość. Oblania można było uniknąć dzięki pisankom. Dlatego każda panna starała się, by jej była najlepsza. Chłopiec, który wręczał pannie pisankę, dawał jej do zrozumienia, że się mu podoba.Ale czy każda z nas dzisiaj chciałaby zostać oblana wiadrem wody? Oczywiście, część z nas dalej marzy o tym, by zostać tradycyjnie polana wodą przez



swojego wybranka, jed- nak większość współ- czesnych kobiet wcale nie chce okazywania miłości w ten sposób. Kiedy zwyczaj ten prze- niósł się również do  miast, nie dotyczył on  już tylko kobiet, ale także mężczyzn i dzieci. Oblewano wszystkich i wszędzie. Rzecz jasna, największą radość spra- wiało to dzieciom. Dla nich była to nie tylko świetna zabawa, ale też okazja do zmierzenia się z rówieśnikami. W jaki sposób możemy zostać oblani? Oto kilka dobrych rad, jak unik- nąć wody: * Uważaj na prze- chodniów! Każdy z nich może w tym dniu nas oblać... * Na spotkanie z przy- jaciółmi nie wychodź bez ''asa w rękawie'' * Nie daj się rodzi- com, którzy w tym dniu mogą próbować wrzucić Ci lód za koszulkę ; ) * Zerkaj w niebo - nigdy nie wiesz czy ''przypadkiem'' ktoś nie spuści Ci balona z wodą na głowę* Jeśli przygotowałeś/aś dla kogoś wiadro z wo- dą, licz się z tym, że  wszystko dookoła też będzie mokre* Oblewaj osoby z poczuciem humoru ; ) W tym dniu na pewno nie unikniecie oblania, ale mam też nadzieję, że nie będziecie sobie szczędzić dobrej zabawy ; ) Pozdrawiam, A.Wisz Dworzec Centralny nasza mała duma i chwała…
,,Relikt PRLu, paskudna bu- dowla, która szpeci centrum Warszawy.”- taka jest opinia o największym i najważniej- szym dworcu kolejowym w Warszawie. Mowa oczywiście o Dworcu Centralnym.


Dworzec centralny to budowla kontrowersyjna niemal w tak wysokim stopniu jak Pałac Kultury i Nauki. Jedni opowiadają się za całkowitym wybu- rzeniem dworca inni uważają, że jest on kwintesencją polskiego postmoder- nizmu oraz myśli technicznej lat PRL i lepiej go zostawić dla potomności jako przykład z serii , jak nie budo- wać”. Nie skupiając się na ,,pięknie” dworca, chciałabym przytoczyć krótko jego historię, która w kilku zdaniach przedstawia się tak: Po II Wojnie Światowej Warszawa potrzebowała dużego nowoczesnego dworca. Po wielu sporach wybrano miejsce w centrum miasta. Dworzec budowano szybko, niechlujnie oraz niezgodnie z planem, który dodatkowo w trakcie budowy był wielokrotnie zmieniany. Dlaczego dworzec budowano w tak ogromnym pośpiechu? No cóż, Leonid Breżniew zaplanował krótkie odwiedziny Polskiej Rzeczypos- politej Ludowej a PZPR musiała się czymś pochwalić. Dlatego też do budo- wy dworca zaangażowano również żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego. Jaki uzyskano efekt tej , owocnej” pracy budowlańców i wojska widzi,



a raczej widział chyba każdy. No właś- nie widział, ponieważ Dworzec Central- ny jest poddawany teraz gruntownemu remontowi. A jest i co remontować. Na długiej liście , rzeczy do zrobienia” swoje miejsce ma np.: przeciekający w 1300 miejscach dach, każdy z czte- rech peronów, a najogólniej mówiąc cały dworzec. Obecnie prace remonto- we są na półmetku. Najważniejsze, że jest już po głównym sprzątaniu. Warto się z tego sprzątania cieszyć, bo na dworcu nie czuć już brzydkiego zapachu, a dosadniej mówiąc smrodu. Jest za to wszechobecny pył i kurz, ale to dobrze, bo to znak, że prace remontowe nadal trwają. Chociaż szczerze mówiąc przynajmniej wew- nątrz budynku ich efektu jeszcze nie widać. Co prawda są nowe ekrany pokazujące rozkład jazdy pociągów, kilka pomalowanych na niebiesko słupów, ale perony nie zmieniły się w przyjemne i przytulne miejsca oczekiwania na środek transportu. Nie będę jednak się czepiać, zwłaszcza że z zewnątrz dworzec wygląda nareszcie znośnie i nie odstaje w swoim wyglądzie od otaczających go budynków. Przyznam szczerze, że nawet nie spodziewałam się, że nasz do  niedawna okropny Dworzec Centralny będzie wyglądał tak jak teraz. Myślałam, że to czcze obietnice władz, a tu proszę dworzec wygląda umiarkowanie dobrze. Ale zastanawiam się czy może wnętrze nie po- winno być remonto- wane, tylko pozostawio- ne tak jak teraz- jako etap przejściowy w ży- ciu pasażera przed zaję- ciem miejsca w pociągu? Bo po co czekać 5 minut na pociąg na ładnym peronie, skoro później trzeba wsiąść do pas- kudnego przedziału i jechać w nim przez kilka godzin. Pocieszam się jednak myślą, że od czegoś trzeba zacząć, a im wcześniej się zacznie, tym wcześniej się skończy i może za parę lat wszyscy będziemy podróżować nowoczesnym TGV, na który będziemy oczekiwać na  przytulnym peronie. Ewelina Podwyżka cen biletów – plus dla miasta, minus dla nas
Z końcem marca nadeszła do nas tragiczna wiadomość o podwyżce cen biletów. Co prawda, już takową przeżyliśmy w 2008 roku, lecz nie była ona tak zauważalna jak teraz, bowiem tegoroczna podwyżka cen będzie wynosiła 100%!


Za bilet jednorazowy ulgowy zapłacimy już 2.80 zł  a nie jak to jest teraz 1.40 zł. Za  bilet 90-dniowy normalny zamiast 360zł zapłacimy 760zł! Ponadto, miasto chce zlikwidować bilety czasowe, co jest fatalnym rozwiązaniem dla osób, które po prostu taki bilet za złotówkę kupowały i podjeżdżały jeden, czy dwa przystanki. Dlaczego podwyż- ka? Otóż urząd Miasta Stołecznego Warszawy stwierdził, że za dużo dopłaca do komunikacji miejskiej. W takim razie pytam: jaki sens miało wywalczenie buspasów, żeby zaraz potem tak drastycznie podnieść ceny biletów?Kiedy ma nastąpić podwyżka? Miasto zdecydowało, że będzie ona następowała stopniowo, lecz pierwsze jej skutki odczu- jemy już od 1 września tego roku. Następne etapy podwyżki miałyby nastąpić 1 stycznia 2013 r. i 1 stycznia 2014 r. Sprawdźmy coś. Sko- ro teraz, litr paliwa kosz- tuje ok. 5zł, a bilet jedno- razowy po podwyżce ma  kosztować ponad 5zł, to czy nie warto zainwestować w samochód i jeździć samo- dzielnie? Czy tego właśnie chciało miasto? Z pewnością nie. Komunikacja miejska zawsze była bardzo reklamo- wanym środkiem transportu, więc teraz, wraz z nadejściem podwyżki, wszystkie plany miasta legną w gruzach. Pod- wyżkę wstrzymać mogą jedy- nie radni, bowiem zmiana cen wymaga ich zgody. A może bojkot? Może przesiądźmy się na rowery lub po prostu chodźmy na piechotę, a z komunikacji korzystajmy tylko w najgorszym wypadku? Wybór należy do was. Marek

Nie lubisz piec, a chcesz wyczarować coś dobrego na święta? Ciasteczkowe Mazurki są świetną propozycją dla tych, którzy nie lubią się trudzić z robieniem ciasta. Składniki (na 4 ciasteczka): * kilka łyżeczek masy krówkowej (o smaku orzechowym), * 8 dużych herbatników maślanych, * 4 biszkopty, * pół tabliczki gorzkiej czekolady, * balkalie: posiekane orzechy włoskie, rodzynki, daktyle, * różności do ozdoby: kolorowa posypka, migdały, wiórki kokosowe, itp. * 2 łyżki mleka. Przygotowanie: 1. Posmaruj herba- tniki maską krówkową, szczególnie przy krawędziach. Przylep biszkopt. 2. Części, na których nie ma biszkopta oblep drobno posiekanymi orzechami. 3. Aby biszkopt nie odstawał przy zlepieniu z herbatnikiem, połóż na orzechy rodzynki lub pokrojone daktyle. Następnie posmaruj cienko herbatnik z wewnętrznej strony o sklej z resztą. 4. Gorzką czekoladę top w rondelku, aż będzie miała kremową konsystencję. Dodaj odrobinę mleka, cały czas mieszając. 5.Posmaruj ciastka czekoladą z wierzchu.6. Pozostaje ci tylko udekorować ciastka i..... smacznego! Tekst i zdjęcia : Aneta Przybułek

Wielkanoc to najważniejsze święto w kościele katolickim
Święta Wielkanocne spędzamy w gronie rodzinnym. Na stole pojawiają się przeróżne potrawy. Wszystkie kraje, regiony, rodziny posiadają własne zwyczaje świąteczne. A jakie zwyczaje panują w Wielkiej Brytanii?


Dzień poprzedzający Wielkanoc – czwartek nazywamy „Maundy Thursday”. Słowo „maunday” pochodzi od francuskiego słowa „mande”, które oznacza „polecenie” lub „zadanie”. W tym dniu rozdawane są emerytom „Maundy Money”. Wybrańcy dostają czerwone i białe portmonetki zawierające monety wybite specjalnie na tę okazję – później bardzo poszukiwane przez kolekcjonerów. Kwota (w pensach) równa jest wiekowi monarchy. Wielki Piątek jest nazywany „Good Friday”. Tradycją w tym dniu jest jedzenie „hot cross buns”, czyli gorących bułeczek ozdobionych znakiem krzyża. Mają one przypomnieć chrześcijanom o krzyżu, na którym umarł Chrystus. Z Wielkim Piątkiem wiąże się wiele zabobonów np.: *Dziecko urodzone w Wielki Piątek i ochrzczone w Wielką Sobotę będzie miało dar uzdrawiania.*Rybacy nie powinni wypływać w morze w Wielki Piątek, bo sprowadzi to na nich nieszczęście. *Ciasto i chleb upieczone w ten dzień nigdy nie spleśnieją.*Stare, twarde „hot cross buns” chronią dom przed pożarem.



Większość symboli Wielkanocnych w kulturze chrześcijańskiej wiąże się z narodzeniem, powodzeniem lub odno- wieniem. Najważniejszym z nich jest jajko. W Wielkiej Brytanii zwyczaj dzielenia się jajkiem i malowania pisanek odszedł już do lamusa. W niektórych regionach Wiel- kiej Brytanii zachowała się tradycja zwana „wyścigi jaj”. Ta stara wielkanocna gra po- lega na toczeniu ugotowanych na twardo jajek ze wzgórza. Właściciel tego, które (zależnie od ustalonych zasad) dotoczy się najdalej lub najdłużej przetrwa w nienaru- szonym stanie, wygrywa. Gdzieniegdzie Anglicy bawią się w czasie Wielkanocy w  inną grę. Polega ona na uderzaniu trzyma- nym w ręku jajkiem w jajko przeciwnika. Wygrywa ten, którego skorupka jajka wytrzyma najdłużej. Jednak najbardziej znaną i kultywowaną tradycją są czekola- dowe jaja. Do takich jaj - pustych w środku, wkłada się słodycze i obdarowuje nimi domowników w niedzielny poranek. Dzieci mają sporo radości, bo rodzice (czy też może „Easter Bunny” – wielkanocny królik) ukrywają jajka w ogrodzie albo w domu i maluchy spędzają pół dnia na poszuki- waniach, a drugą połowę na opychaniu się słodkościami. Najnowszą tradycją świą- teczną są... zakupy. Jednak nie są to zakupy takie jak np. szynka czy babki. W Wielkanocy poniedzia- łek w centrach handlowych zaczynają się wiosenne wyprzedaże. Cała masa ludzi przychodzi do skle- pów w poszukiwaniu np. ciekawych ubrań lub innych rzeczy.Jak widać święta w Anglii nie bardzo różnią się od naszych w Polsce. Polacy przywią- zują większą wagę do tra- dycji świątecznych, o któ- rych jak widać Anglicy zapominają np. spędzając większą ilość czasu na  zakupach. Adrianna Ligęza WIELKANOC W HISZPANII



W tradycji Hiszpanii, Wielkanoc jest najważniej- szym świętem. Większy nacisk kładzie się tam na  mękę Chrystusa niż na  zmartwychwstanie, dlatego też Hiszpanie nie mają w  zwyczaju składania sobie życzeń. To święto w Hisz- panii traktowane jest po- ważnie, ale za to obcho- dzone jest z wielkim prze- pychem. Tradycje wielkanocne różnią się między sobą w poszcze- gólnych regionach kraju. W północnej części Hiszpanii już w piątek poprzedzający Semana Santa (Wielki Tydzień) słychać dźwięki bębnów ogłaszających zbliżające się święta. W okolicy Teruelu znany jest zwyczaj rompida de la hora, polegający na uderzaniu w bębny w Wielki Czwartek do północy. W Aragonii znane są tzw rutas del tambor, czyli szlaki po których wędruje się uderzając w bębny. W każdym mieście w Ara gonii zostaje umieszczony (zwykle na wzgórzu) krzyż, w pobliżu którego, przez cały rok, znajdują się relikwie i święte obrazy. Podczas procesji w Wielki Piątek mieszkańcy wchodzą na wzgórze po  relikwie, zabierają je  a  następnie kontynuują procesję. Wracają one już w sobotę, kiedy bębny milkną. Procesje organi- zują bractwa, które posia- dają swoich patronów. Początki tych organi- zacjii sięgają XIII w.  ale najbardziej rozwinęły się dopiero w wiekach XV i XVI. W Hiszpanii istnieje około 60 bractw. Najstarsze, ‘’El Silencio’’, powstało w 1340 roku. Niestety do wielu bractw niedopuszczane są kobiety. Moim zdaniem, Hiszpanie w obchody świąt Wielkanocy wkładają dużo starań, a co najważniej- sze, serca. Bardzo mi się to podoba i mam nadzieję, spędzić kiedyś święta wielkanocne tak jak Hiszpanie. Natalia K. z klasy 1a.Jak

Czy w przyszłym roku także odbędzie się topienie marzanny? Jako trzecioklasistka nie wiem. Mam jednak nadzieję, że uczniom podobał się ten sposób pożegnania zimy i w przyszłym roku także będą chcieli kontynuować naszą nową szkolną tradycję!!! Karolina P.

Co roku tradycyjnie pożegnaliśmy srogą dla nas zimę. Jednak tego roku postanowiliśmy uczcić to podpalając i topiąc wykonane przez wszystkich uczniów marzanny. Jak było? Niepowtarzalnie. Dlaczego? Bo rzadko kiedy zdarza się, aby wszyscy uczniowie tak bardzo się zaangażowali. Każda klasa przygotowała własną marzannę, która choć była wykonana zazwyczaj z prostych materiałów, naprawdę robiła wrażenie. Kukiełki znacznie się od siebie różniły, a uczniowie starali się nadać im charakter za sprawą detali. Jak przebiegało palenie marzanny? Po Pokazie Talentów przedstawiciele z każdej klasy udali się wraz z opiekunem do Królikarni. Tam nad stawikiem uczniowie podpalili wszystkie przyniesione kukiełki, po czym je utopili. Każdy miał szansę własnoręcznie pożegnać zimę!! Pod koniec szczątki kukieł zostały wyłowione i wyrzucone do kosza.

Każdego roku zimę żegnamy tym samym zwyczajem- topieniem marzanny. Tej zimy również uczniowie naszej szkoły postarali się i stworzyli z gazet tradycyjne lub nowatorskie (mam tutaj na myśli klasę 3d) kukły. Marzanny powstawały na lekcjach plastyki. A już 21 marca popłynęły sobie rzeką kilka metrów- z powodów czysto ekologicznych uczniowie byli zobowiązani do wyłowienia kukieł, ale co ważne tradycja nie wygasła. Kaya