Тэставае паведамленьне - трэба паставіць flash player








Spis treści Słówko od naczelnej



Między teorią, a praktyką e - learning... s.3-4 W roku szkolnym 2010/2011 nasza szkoła przystąpiła do programu znanego szerzej jako "E - akademia przyszłości". Uczniowie, znajdujący się obecnie w I klasie gimnazjum, będą uczestniczyć w tym projekcie przez 3 lata. Skomputeryzowana szkoła s. 4 Malowana lala s. 5-6 Autobusy – pomoc czy problem? s. 7 Konkurs s. 7 Tor rowerowy s. 8 „Jak nas słyszą tak nas widzą” s. 9 Modeling - moja pasja s. 10-11 Obóz w Mielniku s.12 Galeria autorska s. 13 Nurarihyon no mago, czyli ... s. 14-15 Supraśl - rozdział III część 1 s. 16-17 Michael Grant - Seria GONE s. 18 Powołanie - wywiad z ... s. 19-20 Żywoty Świętych s. 20 Zasady przyjaźni s. 21 Dyskusyjny Klub Przyjaciół Biblioteki s. 22-23 „Od przedszkola do seniora” s. 24 Rozrywka s. 25 Pozdrowienia s. 26 Krzyżówka s. 27 Redakcja s. 28 To nieprawdopodobne, że czas tak szybko mija, jeszcze wspominamy ferie, a tu już zbliżają się egzaminy gimnazjalne, później wszystko poleci jak z górki. Chodniki przykryte białą warstwą śniegu mienią się pod wpływem blasku zimowego słońca, a na ulicach lód. Wszyscy chodzą w zimowych ubraniach i nie mogą się doczekać zielonej wiosny. „Zszywce” w tym miesiącu również udziela się humor typowo „zimowy”. Będzie można przeczytać relację z obozu w Mielniku, powspominać czas ferii i zastanowimy się nad e - learningiem. Po trudnych tematach każdy odpręży się w części rozrywkowej – wspaniałej twórczości uzdolnionych artystycznie uczniów naszej szkoły i masie humoru. Życzę wszystkim czytelnikom dobrej lektury! :) Między teorią, a praktyką   e - learning...
"E–learning, nauczanie z wykorzystaniem Internetu, wspomaganie dydaktyki za pomocą komputerów osobistych, pozwolenie na ukończenie kursu, szkolenia, a nawet studiów bez konieczności fizycznej obecności, doskonałe uzupełnienie tradycyjnego nauczania".


W roku szkolnym 2010/2011 nasza szkoła przystąpiła do programu znanego szerzej jako "E - akademia przyszłości". Uczniowie, znajdujący się obecnie w I klasie gimnazjum, będą uczestniczyć w tym projekcie przez 3 lata. Projekt polega na tym, że nauczyciele zamieszczają tematy składające się z trzech części na platformie E - akademii. Młodzież, w wyznaczonym terminie, ma opracować dostępne jednostki lekcyjne. Za wywiązanie się lub niewywiązanie z obowiązku uczeń otrzymuje ocenę. Wszystko ładnie, pięknie, ale czy na pewno? Są dwie strony medalu... Co ja myślę o tym projekcie? Hmm... Zacznijmy od tego, że lektor, który "prowadzi" internetową lekcję, mówi bardzo wolno. Co prawda można wyciszyć głos, jednakże dymki, w których znajduje się czytany tekst, są z nim zsynchronizowane, co bardzo utrudnia przerobienie zadanego materiału. Moduły lekcyjne są często dodawane nawet dwa miesiące po omówieniu tematów związanych z nimi. Zawarte w nich informacje są bardzo obszerne i czasem trudno jest je zapamiętać, a na końcu lekcji musimy rozwiązać test. Następnym minusem programu "E - akademii przeszłości" są błędy techniczne. Nie byłoby to problemem, gdyby nie zdarzały się one często. Niestety, problemy te nie znikają, wręcz przeciwnie. Niektórzy uczniowie muszą powtarzać lekcję nawet kilka razy, ponieważ program nie zapisuje ich postępów. Skomputeryzowana szkoła



Żeby zrealizować materiał z jednej, góra dwóch lekcji, trzeba zazwyczaj siedzieć przed komputerem bez przerwy godzinę albo dwie. Ma to być utrwalenie naszych wiadomości. Dla tych, którym uczenie się przychodzi z łatwością, nie jest to wielka zmiana. Osobiście uważam, że projekt "E - akademii przyszłości" jest zupełnie niepotrzebny. Tracimy tylko czas, a niekiedy nerwy. Nauczyciele maja wgląd na nasze "osiągnięcia", widzą dosłownie wszystko. Szkoła odbiera nam czas wolny. Nie możemy się jedynie uczyć. Odpoczynek jest równie ważny. To jest moje zdanie. Czy elearning jest dobrym i pożytecznym pomysłem? Na to musicie odpowiedzieć sobie sami. Nauczyciele zadają nam coraz więcej pracy pisemnej, robią coraz więcej kartkówek, a sprawdziany są coraz trudniejsze i zawierają szerszy zakres materiału. Dochodzi wyżej opisany e - learning. Kieruję do was jedno zasadnicze pytanie: Dlaczego mamy robić więcej niż pozostali uczniowie z drugich i trzecich klas?! Zajęcia pozalekcyjne, obowiązki szkolne... Czy to, aby nie za dużo? To dopiero pierwsza klasa, ale co będzie potem? Test gimnazjalny i stres związany z wyborem liceum. Co prawda, niektórym uczniom nie zależy na ocenach i szkole, ale są też ambitne osoby. Elearning ma nam pomagać. Cherry Pay Czy wyobrażaliście sobie świat rodem z Science Fiction? Te czasy powoli się zbliżają. Komputery, projektory, tablice multimedialne - to wszystko są narzędzia pomagające nam w nauce. Od świata Gwiezdnych Wojen różnią nas tylko roboty, no może jeszcze statki, i może jeszcze broń. Dla wielu osób komputer to magiczna skrzynka pełna kabli i takich małych zielonych prostokącików. Projektor to pudełko, w którym chochliki tworzą obrazy, a tablica multimedialna to dzieło szalonego czarnoksiężnika. Dla nas to technologia informacyjno - komunikacyjna - TIK. Nie zapomnijcie tego pojęcia. A.Kozłowski Malowana lala



W regulaminie naszej szkoły (w punkcie mówiącym o stroju codziennym i odświętnym) napisane jest, że : Uczniowie mają obowiązek: A. ubierać się czysto i estetycznie z zachowaniem zasad: włosy powinny być czyste, uczesane, nie farbowane, nie sklejone, bez ekstrawaganckich fryzur, paznokcie powinny być czyste, krotko obcięte, niemalowane, twarz bez oznak makijażu, dziewczęta powinny nosić ubrania zakrywające ramiona, talię, uda, chłopcy powinni nosić spodnie o klasycznym kroju, zakrywające kolana nie zezwala się na noszenie w ciele kolczyków, nie zezwala się na noszenie nakryć głowy (czapki) podczas lekcji. Jednak czy przestrzegamy wszystkich tych zasad?  Myślę, że ubiór uczniów w naszej szkole nie sprawia problemów, wszyscy znamy zasady i się do nich stosujemy, a jeśli nie to  p. Gosia ma już swoje sposoby, żeby nas za to ukarać. Jednak zakaz malowania się wzbudza więcej szumu. Trudniej nam go zaakceptować. Tyczy się to szczególnie dziewcząt, gdyż to my- kobiety- chcemy podkreślać swoją urodę poprzez malowanie twarzy czy paznokci, farbowanie włosów i kolczykowanie swojego ciała. I tutaj powstaje problem: czy jest to słuszne i w jakim zakresie możemy sobie na te przyjemności pozwolić ?  Przechodząc korytarzem naszej szkoły łatwo zauważyć grube, ciężkie, ciemne kreski namalowane kredką czy eyelinerem pod oczami dziewcząt czy też grzywki w różnych odcieniach tęczy. Niektórym się to podoba- innym nie, prawdą jest jednak, że tak być nie powinno, nie w szkole. W takim razie jak można rozwiązać ten problem? Zdjęcia z imprez szkolnych
Zakaz malowania się wzbudza kontrowersje. Trudniej nam go  zaakceptować, gdyż chcemy podkreślać swoją urodę poprzez malowanie twarzy czy paznokci, farbowanie włosów i kolczykowanie swojego ciała.


Oczywiste jest, że całkowite zrezygnowanie z makijażu byłoby niewyobrażalne dla większości reprezentantek płci pięknej, szczególnie w wieku, w którym chcemy wszystkiegospróbować, a świat kosmetyków zaprasza nas i zachęca kolorowymi reklamami, opakowaniami etc. Myślę, że musimy wypracować jakiś kompromis, abyśmy i my, i nauczyciele byli zadowoleni. Przede wszystkim może warto na czas lekcji zrezygnować z czarnych kresek na oczach i intensywnych róży na policzkach lub zamienić je na coś mniej rzucającego się w oczy. Nie zapominajmy też o manii farbowania włosów jaka ostatnio zapanowała. To oczywiste, nadchodzi wiosna i każda kobieta chce coś zmienić lub odświeżyć w swym życiu, zaskoczyć znajomych czymś nowym czy zrobić coś szalonego. Zmiana koloru włosów to faktycznie jest jakieś rozwiązanie, ale czy jest ono właściwie? Czy nie wystarczyłby zwykły szampon koloryzujący na tydzień czy dwa?  Szukajmy alternatywnych rozwiązań!  Żyjemy w czasach, w których chcemy bardzo szybko dorosnąć, stać się zauważani i doceniani przez innych. Przez to stajemy się kimś, kim nie jesteśmy. Uważamy, że tylko poprzez wygląd możemy zwrócić na siebie uwagę starszych kolegów czy koleżanek. Nie zawsze jednak jest to prawidłowe myślenie. Owszem, ważne jest, aby dbać o siebie, ale w granicach rozsądku, nie traćmy przy tym własnej osobowości ani dobrej opinii. Nie bądźmy niewolnikami szminek czy pudrów. Czy na prawdę jest nam to potrzebne?  Ula Łysynkiewicz Autobusy - pomoc czy problem? Konkurs



Od dłuższego czasu uczniowie naszego Gimnazjum często skarżą się na utrudniony dojazd. Spóźniające się autobusy, brak miejsc ze względu na rzadkie kursy oraz niemili i niekulturalni kierowcy. Jakie problemy najczęściej z tego wynikają? Głównym kłopotem jest to  iż młodzież nie może rozwijać swych pasji z tak błahego powodu, jak brak dojazdu. Dojeżdżający nie mają możliwości tak dużego wyboru zajęć pozalekcyjnych jak ci  z Wasilkowa. Uczniowie z okolicznych wsi, na trasie Nowodworce oraz Rybniki, nie mogą zapisać się na takie zajęcia, jak np  teatr, chór, orkiestra, mażoretki. Jedna z osób dojeżdżających stwierdza: "Czuję się ograniczona brakiem możliwości dojazdu i odjazdu z Wasilkowa w godzinach popołudniowych." Dużym problemem jest zbyt mała ilość kursów. Uczniowie, którzy zaczynają lekcje później niż 8.50 muszą korzystać z wcześniejszych autobusów, a potem czekać. Za to ci  kończący lekcje o 13.30 lub 15.20, muszą czekać co najmniej godzinę na powrót do domu. Pewna dziewczyna dojeżdżająca stwierdza: "Kursem o 14.00 jeździ ok. 5 osób. Gdyby ten kurs jeździł do Rybnik, osób byłoby znacznie więcej, bo większość dojeżdżających kończy lekcje o 13.30. Niestety muszą czekać na autobus o 15.00. Tym kursem jeździ więcej osób. Autobus jest wtedy przepełniony, nie ma miejsc siedzących. " Skoro uczniowie dojeżdżający mają tak duże problemy z autobusami, może warto coś zmienić? Myślę, że te osoby usatysfakcjonowałby jeden lub dwa dodatkowe kursy. Zastanówmy się, czy stanowi to tak duży problem? Zuzanna Oszmian w oparciu o wypowiedzi osób dojeżdżających Serdecznie zapraszamy udziału w konkursach: plastycznym, filmowym i fotograficznym o wspólnym tytule: „Jak telefon i Internet łączą ludzi w mojej okolicy”. Celem konkursu jest zwiększenie społecznej świadomości na temat roli szeroko rozumianej telekomunikacji i nowych technologii w ulepszaniu jakości życia codziennego. Bliższe informacje u nauczycieli informatyki Tor rowerowy
W 2009 roku za stadionem, w miejscu starej strzelnicy, powstał tor rowerowy. To była wielka atrakcja dla młodzieży... No właśnie, była... Ale dlaczego? Już wyjaśniam.


Tor jest jak zabawka dla małego dziecka... Urząd gminy pocieszył się, że młodzież może aktywnie spędzać czas, ale po jakimś czasie przestało ich to obchodzić. Wiosną "hopki" zarosły chwastami. Już wtedy było trudno jeździć. Tyle, że latem jest gorąco i często padają deszcze. Ziemia popękała, były dziury, górki i wiele kolein. I jak tu się nie wywalić? Tor przestał być atrakcją. Tam potrzeba kogoś, by w końcu to ogarnął. Może pora zacząć dbać o wspólne dobro? Nie mówię, że trzeba tor przebudowywać, ale po prostu zadbać. Niech się tam ktoś pojawi choć raz na miesiąc, by ocenić stan miejsca. Jeśli będzie źle, to niech to naprawią. Czy trzeba robić specjalne apele do gminy, żeby coś zmienili na dobre? Wielu się nie spodoba, że tak piszę, ale to prawda wysyłana z mojego serca. Uwielbiałem ten tor, byłem tam codziennie, choćbym nie mógł jeździć z jakiegoś powodu, to było świetne miejsce spotkań. A teraz co mamy robić? Dorośli mówią, że młodzież nie spędza aktywnie czasu. To nam to umożliwcie! Jeśli nic nie zrobicie, to naprawdę będziemy woleli siedzieć w domu, niż wyjść na podwórko. Mam nadzieję, że chociaż ten artykuł coś zmieni. Chętnie zobaczę efekty. Michał Ostrowski „Jak nas słyszą tak nas widzą”
Przestroga dla wszystkich - należy uważać, by nie zrobić złego wrażenia poprzez sposób wysławiania się


„Jak nas słyszą tak nas widzą” to prawda stara jak świat, ale czy wielu z nas zastanowiło się nad tym, jak wielką mądrość życiową zawiera te krótkie zdanie? Czytając te słowa, powinniśmy sobie uzmysłowić, jak bardzo nasz wizerunek zależy od tego, w jaki sposób się wysławiamy. Należy myśleć, co się mówi, komu i w jaki sposób. Innego słownictwa możemy używać wśród dorosłych, a innego wśród kolegów. Wśród swoich rówieśników możemy pozwolić sobie na pewien luz wypowiedzi. Często używamy wyrazów typu „siema” , „nara”,  „spoko” i nikogo to nie dziwi. Po prostu jest to nasz młodzieżowy język. Jeżeli wymknie się nam czasami nawet wulgaryzm, nie spotykamy się z mocną krytyką ze strony kolegów. Nie znaczy to,  że  powinniśmy ich używać. Często młodzież, używając wulgaryzmów, chce podkreślić swoją dorosłość. Jednak w taki sposób może sobie zaszkodzić. Dorośli nie zaakceptują tego, ponieważ wiedzą, że nie powinniśmy używać takich słów w naszym wieku. Dorośli lubią, jeżeli rozmawiamy z nimi w sposób kulturalny. Rozmowa wtedy przebiega w miłej atmosferze  odbierani jesteśmy jako osoba wychowana i grzeczna. Tak więc należy uważać, by nie zrobić złego wrażenia poprzez sposób wysławiania się. Katarzyna Żak Modeling - moja pasja



Modeling nie jest jedynie światem wybiegu, ponieważ pokazy mody to tylko cząstka tego świata. Są to także sesje zdjęciowe, reklamy, udział w różnych programach telewizyjnych itp. Modą i pozowaniem do zdjęć interesowałam się, od kiedy tylko pamiętam. W końcu postanowiłam spróbować własych sił w modeligu, dopóki jestem jeszcze młodą osobą. Na samym początku poszłam na casting ATV Film (Galeria Twarzy) i to właśnie z nimi podpisałam umowę o współpracę. Następnie założyłam profil na portalu maxmodels.pl, gdzie poznałam wielu ludzi podzielających moje zainteresowania. Właśnie tam złapałam kontakty z fotogarfami, z którymi teraz umawiam się na sesje. Co do sławnych osób...poznałam pewnego rapera, a zarazem producenta muzycznego, ale o nim na razie nie będę się wypowiadać. Nie osiągnęłam jeszcze żadnego sukcesu, ponieważ ciężko jest to zrobić dopiero zaczynając ;). Nie brałam udziału w pokazach mody, gdyż po pierwsze jestem na to za niska, a po drugie nie jestem modelką wybiegową tylko fotomodelką. Na sesje zdjęciowe umawiam się w weekendy oraz dni wolne od szkoły. Dopóki mam dobre oceny, rodzice nie mają nic przeciwko mojemu hobby. Wiem, jak ważna jest edukacja. Jestem w III klasie i niedługo kończę gimnazjum, dlatego teraz na pierwszym miejscu stawiam szkołę. Obecne mam bardzo mało czasu, gdyż muszę pogodzić ze sobą naukę, modeling i spotkania z moimi przyjaciółmi.



Aby zaistnieć w modelingu, nie trzeba być miss. Należy mieć w sobie coś charakterystycznego, być fotogenicznym, otwartym, umieć odgrywać uczucia zależne od stylizacji i przede wszystim nie wstydzić się pozować przed wieloma osobami, które patrzą, jak zachowujesz się na planie, kiedy fotograf robi Ci zdjęcia. Krąży mit, że uroda nie idzie w parze z mądrością, co jest totalną nieprawdą. Znam wiele ładnych dziewcząt, które są naprawdę bardzo inteligentnymi osobami. Ten rodzaj aktywności daje mi zadowolnenie z siebie, pozwala się odprężyć. Natalia Siergiejko OBÓZ W MIELNIKU



W pierwszym tygodniu ferii piłkarze ręczni, koszykarki oraz uczniowie, którzy biorą udział w biegach na orientację, wyjechali na obóz sportowy do Mielnika. 45 osób pod opieką pana Tomasza Czecha, pani Sylwii Żukowskiej i pana Sylwestra Wosia ciężko trenowało i zwiększało swoje umiejętności. Czas pomiędzy treningami wypełniało: zwiedzanie okolicy Mielnika (stare ruiny), odnowa biologiczna w saunie, kibicowanie reprezentacji Polski przed telewizorem. Dodatkową atrakcją był wyjazd i zwiedzanie „końskiego raju” – stadniny koni w Janowie Podlaskim. Niekwestionowaną atrakcją był także kulig zakończony konsumowaniem kiełbasek przy ognisku. Piłkarze ręczni sprawdzili poziom swoich umiejętności w Siemiatyczach, grając z miejscową drużyną. Pobyt urozmaicała „Mafia” oraz turnieje obozowe w tenisa stołowego i TEKKENA oraz konkurs rzutów za 3 pkt. Zwycięzcy otrzymali drobne nagrody rzeczowe ufundowane przez UKS „Victoria”. Nikt nie chciał wracać do domu i wszyscy odjeżdżali ze łzami w oczach. mgr Tomasz Czech i Aleksandra Dąbrowska



Nurarihyon no mago, czyli odbiegamy od schematów
Do tej pory można by nabrać przeświadczenia, że będzie to historia o szkolnych perypetiach kilku nastolatków. Otóż zostaliście wprowadzeni w poważny błąd, bo jest to shonen jakich mało.


Nura Rikuo, wesoły trzynastoletni chłopak o orzechowych oczach i takiż samych włosach. Chodzi do gimnazjum, gdzie zdobył opinię osoby niezwykle uczynnej. Między innymi z powodu sprawdzianów, na których daje ściągać połowie klasy. Dzięki temu wszyscy dostają dobre oceny. Może się też pochwalić sporą liczbą przyjaciół. Do tej pory można by nabrać przeświadczenia, że będzie to historia o szkolnych perypetiach kilku nastolatków. Otóż zostaliście wprowadzeni w poważny błąd, bo jest to shonen jakich mało. Teraz powstaje oczywiste pytanie „Dlaczego?”. Nasz bohater ma pewną tajemnicę, nawet bardzo poważną. Nie, nie biega z zanpactou po ulicy w poszukiwaniu Pustych. Nie jest też egzorcystą, ninja, nie posiada geeas i nie należy do gildii magów. W takim razie, co w nim takiego niezwykłego? ¼ jego krwi należy do youkai (ogólne japońskie określenie demonów) i o ile za dnia jest człowiekiem, to w nocy zmienia się w srebrnowłosego demona. Jakby tego wszystkiego było mało, mieszka w domu pełnym innych youkai. Rikuo jest wnukiem Nurarihyona, pana pandemonium. Jak się okazuje, dziadek bardzo chce, aby chłopak poszedł w jego ślady i objął po nim



przywództwo nad demonami. Tylko co tu zrobić, kiedy Nurze jest to całkowicie nie w smak, przynajmniej kiedy jest człowiekiem. „Nurarihyon no mago” pana Hiroshi Shiibashi wychodzi regularnie co tydzień w Shonen Jump. Jak do tej pory powstały 142 rozdziały. Grupa skalacyjna „Banzai!” przetłumaczyła ich na język polski 47. W fabule niekiedy można uchwycić schematy, ale jak się potem okazuje, to tylko pozory. Pod jednym spiskiem i planem ukrywa się inny, większy. Rzecz jasna, mgła tajemnicy odkrywana jest powoli i w taki sposób, aby zachęcić do dalszego czytania. Niestety, anime nie powtórzyło tego efektu. Niewątpliwym plusem tego shonenu jest kreska. Każda postać ma niepowtarzalny układ twarzy. Cechą charakterystyczną „Nurarihyon no mago” są kadry, w których mangaka wzorował się na starych drzeworytach. Autor zadbał też o tło. Szczególnie spodobał mi się pokazany z góry krajobraz Kioto. Nie można zapomnieć o wspaniałych postaciach. Każda z nich ma własne cele i aspiracje, ale przede wszystkim odznacza się indywidualnym charakterem. Tak więc poznajemy ciapowatą Youkai Onnę - o wielkim sercu, Kubinashiego wesołego blondyna, Kurtabao  tajemniczego mnicha Warto też wspomnieć o Nurarihyonie, której głównym zajęciem jest zakradanie się do ludzkich domostw. Jest to tylko kilku bohaterów, z którymi będziemy mogli się spotkać. Czym byłby shonen bez głównego bohatera? Rikuo - w dzień grzeczny gimnazjalista, a w nocy charyzmatyczny przywódca Hyakki Yako. Na początku całkowicie nie zgadza się ze swoją drugą naturą, przez co nie pamięta niczego, co dzieje się po przemianie. Z czasem odkrywa, że jego obie „osobowości” wcale nie są tak od siebie odmienne… Skoro jestem już przy temacie postaci, warto napomknąć też o szkolnych przyjaciołach Nury, którzy pod przewodnictwem Kiyotsugu, tworzą Paranormalny Patrol Kiyojūji. Owa grupka zajmuje się poszukiwaniem youkai i Rikuo, chcąc nie chcąc, musi ich pilnować. Zwłaszcza kiedy dołącza do nich Keikan Youra, będąca jednym z onmyōji, czyli samurajów polujących na japońskie demony. Pewnie zdążyliście zauważyć, że starałam się uniknąć pisania o anime. Niestety, jest ono całkowitym fiaskiem pod względem zgodności z mangą. Została w nim zmieniona kreska, fabuła, ominięto znaczące wątki i całkowicie zniszczono niepowtarzalny klimat. Dlatego też nie będę się nad nim rozwodzić i polecę je tylko tym, którzy mają już za sobą lekturę 47 rozdziałów, bo właśnie tyle przedstawia pierwsza seria 26 odc. Luiza Radziszewska Supraśl rozdział III część 1
Martyna czuła się wspaniale. Cały świat śmiał się do niej. Patrzyła na niego z miłością, jak to dziecię cieszące się światem. Taką radość czuła, taką łączność i jedność z otoczeniem. Dziewczynę zawsze radowały rzeczy piękne, cudowne, ale i powszednie.


Gospodarstwo Nowakowiczów miało kształt ogromnego prostokąta. Było to podwórko, w części porośnięte trawą, w części wydeptane. Po lewej stronie od bramy były budynki gospodarskie: kurnik, obora, chlew i stajnia, po prawej znajdował się dom, świronek i szopa na drewno. Na końcu podwórza stała stodoła. Dom, jak i wszystkie zabudowania były drewniane. Między domem, a świronkiem był ogródek, gdzie rosło wiele kolorowych kwiatów. Uprawiała je Marysia. Dom wyglądał jak pudełko ogromnych rozmiarów. W oknach błyszczały białe firaneczki. W ogóle, można było poznać, że rządzi w ozdabianiu tego domostwa kobieta. Istotnie, Marysia (bo to była jedyna kobieta w tym domu), odgrywała w ozdabianiu rolę kluczową. Bracia i wuj dostarczali jej tylko materiały, takie jak wstążki, papierki, płótna i włóczki. Dzięki nim dom wyglądał ładbniej. W ogóle, całe gospodarstwo budziło wrażenie, że ludzie żyją w nim dostatnio i szczęśliwie. Wuj Marcin obudził się tego dnia dość wcześnie. Wstał szybko, ubrał się i zaczął budzić resztę rodziny.  Wstawajcie, już późno – mówił.  Teodor, Łukasz i Marysia leniwie przewracali się w swych łóżkach.  Wujek, daj trochę pospać – wybąkał Teodor.  Dobrze, pośpijcie jeszcze trochę – powiedział wymijająco wuj. W dniu dzisiejszym należało dalej zająć się żniwem. Aby robota szła szybciej, wuj Marcin najął chłopów ze wsi do pracy. Niegdyś Nowakowicze były bogatym i pokaźnym majątkiem, obecnie jakimś cudem żywiły jeszcze swych właścicieli. Mimo to rodzina nie przymierała głodem nigdy. Przedwczoraj, w sobotę, pracowli dość leniwie. Łukasz zwoził snopki, a Teodor z wujem kosili. Było ich za mało, więc po skoszeniu sami musieli wiązać te snopki. Ale kiepsko we trzech szła im ta robota. Pogoda była bardzo piękna. Ziemia kąpała się w świetle, które było obficie lane przez słońce. Wełniaste baranki obłoków wlokły się powoli po niebieskim pastwisku. Żniwa były jeszcze w początku, więc sporo zboża znajdowało się jeszcze na polach. Pomiędzy polami szła Martyna Burczewska. Zewsząd otaczło ją morze złotych kłosów, między którymi czerwieniły się maki i sterczały niebieskie główki chabrów. Na polach pracowali ludzie. Bielały z nich lniane koszule mężczyzn i mieniły się tęcze różnobarwnych odzień kobiecych. Martyna była niby samotna łódka na lekko szumiącym morzu kłosów, które oddzielały ją od żniwiaży. Dziewczyna czuła się wspaniale. Cały świat śmiał się do niej. Patrzyła na niego z miłością, jak to dziecię cieszące się światem. Taką radość czuła, taką łączność i jedność z otoczeniem. Martynę zawsze radowały rzeczy piękne, cudowne, ale i powszednie. Mówiąc krótko, wszystko ją cieszyło. Że była wysokiego wzrostu, górowała nad kłosami i widziała się jak tan kwiat piękny góruje i wygląda nad inne, mniej urodziwe. Odziana była w prostą suknię. Włosów nie zapletła, ale puściła na plecy i ramiona. Płomienne, piękne jej włosy błyszczały w słońcu. Na twarzy dziewczyny



malował się radosny uśmiech. Już na horyzoncie malowało się gospodarstwo Nowakowiczów. Dojrzała też z daleka postacie ludzkie w różnokolorowych ubiorach. Nagle z domu Nowakowiczów, do którego Martyna miała jakieś sto kroków, rozległ się krzyk:  - Poszły stąd, psie krwie – wrzeszczał siwy staruszek w lnianej koszuli, z białą brodą sięgającą mu do piersi. Za nim rozlegół się głos Marysi:  Niech dziadek wraca, tam nic nie ma! Lecz ten nadal wrzeszczał:  Jak który tu jeszcze przyjdzie, zabiję!  A troskliwy głos Marysi nadal mówił:  Wracaj dziadku do domu. Tam nic nie ma!  Mimo to, stary nadal wygrażał i klął. Martyna już była przy bramie gospodarstwa Nowakowiczów i zobaczyła, o co to całe zamieszanie. Starzec musiał mieć jakieś pomieszanie zmysłów i rzeczy lub osoby przypominały mu jakieś straszne zdarzenia z przeszłości, co go wprawiało we wściekłość.  Zabiję, wytracę – mamrotał dziadek.  Marysi udało się chwycić go za ramię.  Puszczaj – krzyknął stary.  Dziadku, Moskali dawno w tej okolicy nie ma – powiedziała spokojnie Marysia.  Nie ma? - rzekł niepewnie staruszek.  Tak. Nie ma! Powstania też nie ma – ciągnęła dziewczyna, aby uspokoić dziadka.  Nie ma – znowu niepewnie rzekł staruszek.  Więc niech dziadek wraca do domu – powiedziała – O, witaj Martyno – rzekła radośnie na widok znajomej – Uspokajam dziadka – tu dodała ciszej – Zobaczył myśliwych, to mu przypomniało powstanie. - Dzień dobry, Marysiu – powiedziała Martyna – Co tam u was słychać? Jak idą żniwa?  A dobrze – odrzekła Marysia – Wuj najął chłopów do pracy, a Teodor pilnuje ich – znowu dodała cicho – Zamierzają iść na górkę, do mogiły.  Do mogiły? - wtrącił dziadek – Do jakiej mogiły?  Dziadku, chowaj się – błagalnym tonem poprosiła Marysia i wybiegła, aby zatrzymać starca, który znowu krzyczał i klął. Martyna została na chwilę sama, gdy z domu wyszedł Łukasz. Grzecznie ją przywitał i rzekł:  Chciałabyś pójść z nami na mogiłę?  Jaką mogiłę? - zapytała zdziwiona.  Tam, gdzie mój ojciec leży i gdzie wuj twój leży. W umyśle Martyny pojawiły się niejasne wspomnienia, związane z jakąś wojną, przed około dwudziestu laty. Sama miała wtedy zaledwie rok. Przypomniało się jej dziwaczne życie siostry Bernarda, Barbary, po zaginięciu jej mąża oraz o śmierci wuja Walentego, którego nie znała. Z rozmyślań wyrwało ją wejście wuja Marcina. Wyglądał inaczej niż zwykle. Był czerwony na twarzy, przygnębiony i widocznie nie miał na nic ochoty. Zobaczywszy dziewczynę, powitał ją, zapytał, co tam w Burczewie słychać i rzekł:  Idziemy dziś na mogiłę. Chce pani pójść z nami, cze też zostać tu z  Marysią? Martyna pragnęła poznać i uporządkować niejasne wspomnienia w umyśle, więc bez wahania zgodziła się. Wyszli za stodołę, znajdującą się w końcu podwórza. Za budynkiem wznosiła się wysoka górka o łagodnym zboczu. Było ono podzielone na łąkę oraz na pole uprawne. Tak więc z lewej strony widzieli zieloną, spokojną równinę, po prawej widniało wielkie, szumiące morze kłosów, jeszcze nie skoszonych. Na szczycie górki stał ciemnozielony lasek iglastych drzew oraz zarośla pełne dzikich krzewów i chaszczy. Zaczęli wchodzić na górkę. Wejście odbywało się w głębokiej ciszy. Posępny wuj Marcin, wsparty na kiju, coś niewyraźnie i cicho szeptał. Łukasz nic nie mówił. Martyna zaś, nie chcąc mącić tej świętej ciszy szła i myślała. Żyła dotąd nieznając prawie swego pochodzenia narodowego, niewiele też wiedziała o dziejach swego kraju. Teraz pozna, dowie się wszystkiego. Oczekiwała tego i szłą w takiej determinacji jak chory czeka na lekarza, jak grzesznik na spowiedź, jak ukochana na ukochanego. Interesowała ją postać starego Marcina. Cóż on za wspomnienia chowa, że samo zbliżanie się do mogiły powoduje u niego takie wzruszenie i uniesienie? Zaraz się dowie, zaraz, za krótką chwilę... Anonimus Michael Grant - Seria GONE

"GONE" cykl thillerów o zabarwieniu science fiction, adresowany do młodzieży jest dostepny w bibliotece szkolnej

Co byście zrobili, gdyby tłumaczący Wam coś na lekcji, nauczyciel zniknął? Pewnie myślicie, że byście się ucieszyli, ale pierwszą reakcją byłoby zdziwienie i strach… A później okazałoby się, że wszyscy powyżej 15 roku życia by zniknęli! W mieście panuje chaos, ale „Sam Autobus” (to przezwisko, nie nazwisko) próbuje go ogarnąć… Czy mu się uda? Czy przeżyją? Czy odnajdą dorosłych? Dlaczego niektóre dzieciaki mają moce, na przykład wypuszczanie światła z rąk? Co będzie z najmłodszymi? Sam zbliża się do „wielkiej piętnastki”, co ma robić? Jak nie zniknąć? Czy uczniowie z innej szkoły chcą pomóc, czy ich zniszczyć? Skąd brać jedzenie? Dzieci muszą opiekować się młodszymi dziećmi, choć same są  w kiepskim stanie… Tyle pytań, tyle myśli… Jak na razie są 3 książki w serii, nic nie wiem o planach na następne… Jednak mam nadzieję, że zostaną wydane. Utwory są tak świetne, że poświęciłem noce byleby je czytać. Jeden z najlepszych pisarzy horrorów, Stephen King, osobiście poleca wszystkim te książki. Ja także polecam. Gdybym miał je ocenić w skali od 0 do 10, to dałbym wielką 10. Naprawdę, jeśli szukacie książek, to przeczytajcie tę serię… Zachęcam. Michał Ostrowski Powołanie
wywiad z ks. Janem Kirylukiem


Co to jest powołanie? Powołanie ... Trudno określić dokładnie czym jest powołanie. Każdy człowiek chciałby zawsze otrzymać już gotową definicję. Natomiast powołanie jest to głos wewnętrzny, który daje Bóg każdemu człowiekowi. Każdy z nas jest powołany do zbawienia, każdy z nas poprzez przyjście tutaj na świat powinien starać się swoim życiem przypodobać się Bogu, aby poprzez swoje uczynki odnowić obraz Boży i to powołanie jest powołaniem każdego człowieka. Czy powołanie może wygasnąć? Czy ma ono jakiś termin? Powołanie nie ma terminu. Często powołanie kojarzymy tylko z duchowieństwem. Natomiast powołanie jest od Boga dane każdemu człowiekowi i my poprzez całe życie czy to poprzez kapłaństwo, czy to poprzez życie w świeckim życiu powinniśmy dążyć do odnowienia obrazu Bożego i to powołanie każdy człowiek ma i ono nie wygasa cały czas. Natomiast droga, którą my będziemy szli zależy od nas samych i każdy z nas powinien wybrać drogę poprzez jaką będzie to powołanie w swoim życiu kontynuował. Czy łatwiej być osobą świecką czy kapłanem? No tutaj będzie bardzo trudno odpowiedzieć, jaką osobą jest być gorzej, trudniej. Każdy człowiek jeżeli już się decyduje na jakąś drogę, którą idzie, więc ta droga powinna dla niego być najważniejszą drogą. Każde życie wymaga jakichś poświęceń od każdego człowieka i bycie kapłanem to jest nie tylko życie w rodzinie, w domu, ale również życie w parafii, dla jakiejś grupy wiernych, którą otrzymuje się pod opiekę i dla tych wiernych człowiek powinien być wzorem, powinien być przykładem. Bardzo często od kapłana jego podopieczni tak jakby wymagają więcej niż od siebie. Myślę, że z tego względu życie kapłana jest trudniejsze. Natomiast jeżeli człowiek idzie i wie, na co się decyduje, jakie to Zycie kapłańskie jest. Ono wtedy przynosi dla takiego duchownego, który jest rzeczywiście duchownym samą radość Kultem świętych nazywamy szczególny szacunek do osób zbawionych. Mają oni za zadanie dawać przykład wszystkim żyjącym ludziom, a także służyć pomocą, kiedy orędownik zwróci się do nich z prośbą. Kult świętych praktykuje się w katolicyzmie i prawosławiu.
spełnienia i zasłużenia dla Boga. Jaka radę dałby ojciec osobom mającym problem z powołaniem? Ja przede wszystkim przyszłym kandydatom zawsze powtarzam jedno, żeby dokładnie zastanowili się i przeanalizowali za i przeciw a przede wszystkim te za.


Dlaczego idę? Dlaczego decyduję się na tą, a nie inną drogę? Dlatego, że niejednokrotnie w tym kierunku prowadzi nas złe myślenie.Przede wszystkim jeżeli idziemy po to, aby służyć Bogu, służyć cerkwi. Żadnej takiej rady konkretnej nikomu się nie da. Przede wszystkim jest to  zastanowienie się nad tym po co? Dlaczego? Jak sobie na te pytania odpowiemy i te pytania będą miały odpowiedź pozytywną, wówczas oczywiście możemy się wybierać do seminarium. Dziękuję bardzo Klaudia Ambrozewicz Występuje w nim pewna hierarchia. Szczególny szacunek należy się Maryi, niepokalanie poczętej matce Jezusa Chrystusa. Jest najwyższym wzorem świętości i pobożności. Spośród świętych, na pierwszym miejscu, doznają czci męczennicy. Wszystkich świętych można śmiało nazwać patronami, czyli osobami, które opiekują się daną dziedziną życia, krajem lub świątynią. Wiele osób właśnie tym kieruje się przy wyborze imienia dla dziecka. W sakramencie Bierzmowania także mamy możliwość wybrania imienia patrona. Katolicy wierzą, że święty będzie troszczył się i służył pomocą tym ludziom. Przykłady świętych (patronów): św. Krzysztof - patron kierowców i podróżnych św. Eryk - patron Szwecji św. Monika - patronka wdów i matek św. Genowefa - patronka kobiet, dziewic, pasterzy, rybaków, rzemieślników. św. Łukasz - patron lekarzy Niewińska Gabriela IIIe, Pietrowcow Kamila IIIb Zasady przyjaźni
Wypowiedź psychologa szkolnego Pani Joanny Zdanowicz


Uczniowie, którzy opowiadają o swoich przyjaciołach, często mówią, że są oni dla nich równie ważni, jak rodzina: rodzeństwo, rodzice, a dla niektórych nawet ważniejsi! Co decyduje o tym, że ktoś zostaje naszym przyjacielem? Przyjaciel to osoba, którą w pewnym momencie znajomości, obdarzyliśmy większym zaufaniem niż innych znajomych lub pomogła nam w trudnej sytuacji, nie zawiodła nas, nie zdradziła sekretu, wysłuchała, poradziła coś mądrego. Czasem przyjaciółmi stajemy się niepostrzeżenie, stopniowo. Jednak niektórzy potrafią dokładnie powiedzieć, w jakiej sytuacji uznali osobę za swojego przyjaciela. To, co ta druga strona zrobiła, sprawiło, że zaczęliśmy ja bardziej lubić, cenić i odczuwać swojego rodzaju wdzięczność, dążyć do kolejnych spotkań, zwierzeń. Przyjaźń to szczególna więź, wymagająca bliskości, zaufania, wzajemnego brania i dawania. Jednak, nawet w przyjaźni, ważne jest wyznaczanie granic, aby czuć różnicę między byciem hojnym, a byciem wykorzystywanym przyjacielem. Ważne są odpowiedzi na pytania: ile mogę zrobić dla drugiej osoby? Czy ta osoba zrobiłaby to samo dla mnie? Prawdziwa przyjaźń, jak i prawdziwa miłość zakłada akceptację dla zmian, które następują w życiu naszym i naszej sympatii, dostosowanie się do tych zmian i podtrzymywanie znajomości pomimo przeszkód, np. nowej szkoły, nowego chłopaka/dziewczyny. W przyjaźni, jak i w miłości stopniowo poznajemy naszego przyjaciela, jego wady i słabości. Jeśli pomimo tego dalej go cenimy i szanujemy, wtedy jest to prawdziwa przyjaźń. Dyskusyjny Klub Przyjaciół Biblioteki, czyli jak nie dać porwać się nudzie

Główny temat do rozmowy stanowiły refleksje i wrażenia po przeczytaniu książki Małgorzaty Gutowskiej – Adamczyk „13 Poprzeczna”.

W lutym, jak co miesiąc, odbyło się spotkanie Klubu Przyjaciół Biblioteki. Grupa uczniów z naszej szkoły, ubóstwiających po trzykroć i więcej powieści wszelakie, bez względu na autora, tytuł, tematykę bądź starodawne wydanie, udała się do Biblioteki Miejskiej w Wasilkowie. Powieść, przeznaczona dla młodzieży, poruszała trudne zagadnienia: co jest najważniejsze w życiu, czym jest przyjaźń, miłość. Każda z bohaterek odpowiadała jednemu ze stereotypów, powszechnych we współczesnych czasach. Agata, wkroczywszy w wiek buntu, poczęła izolować się od społeczeństwa, ubierać na czarno oraz odstraszać wszystkich swym zachowaniem. Klaudia zaliczała się do nastolatek, które pogubiły się w życiu – nosiła wyzywające ubrania, zadawała się z niewłaściwym towarzystwem, kradła. Z kolei trzecia nastolatka – Zosia - prezentowała stereotyp cichej i spokojnej prymuski, bezwzględnie podporządkowanej rodzicom. Początkowo dziewczęta nie lubiły się, ba, wręcz nienawidziły. Dopiero dziwny przypadek na wycieczce klasowej i



pewien kłopotliwy incydent sprawił, że bohaterki zaczęły patrzeć na siebie przychylnie, a z czasem zaprzyjaźniły się. *** Opinie członków Koła na temat książki były podzielone – niektórych zachwycił psychologiczny kontekst powieści, innych nie. Wszyscy zgodzili się, że niektóre problemy współczesności były zbyt dosadnie i przesadnie ukazane. Książka znalazła się na 3 miejscu w rankingu dotychczasowych przeczytanych powieści w ramach Koła Przyjaciół Biblioteki. Kolejną godzinę uczestnicy spotkania przeznaczyli na wyselekcjonowanie najlepszych opowiadań dotyczących Wasilkowa. Najlepsze, najciekawsze zdania zostały wycięte i wplecione w jedno wielkie opowiadanie o naszym mieście. Na koniec każdy nagrywał wybrany ulubiony fragment powiastki. Śmiechu było mnóstwo. Po dwóch godzinach spędzonych w bibliotece wszyscy wrócili zadowoleni i rozbawieni do szkoły, w rękach ściskając kolejną powieść na następne spotkanie. Jaką? Dowiecie się w swoim czasie. Dominika Chmielewska „Od przedszkola do seniora”
Projekty edukacyjne są realizowane przez uczniów klas drugich, niektórych trzecioklasistów i chętnych pierwszaków. Prezentujemy jeden z wybranych projektów.


W ramach projektu edukacyjnego wybraliśmy temat „Co trzeba zrobić, by  w Wasilkowie powstał basen?” Inwestycja ta mogłaby wypromować nasze miasto. Służyłaby m.in. celom edukacyjnym, gdyż bez względu na wiek, każdy czas na naukę pływania jest dobry. Wchodząc na basen, dobrze spożytkujemy wolne chwile, integrując się z rodziną. Woda jest środowiskiem, w którym można szybko powrócić do kondycji, a różnego rodzaju ćwiczenia i masaże pomogłyby osobom cierpiącym na bóle kręgosłupa i reumatyzm. Utworzona kadra pływacka zapewniłaby nam wiele atrakcji podczas zawodów, które mogłyby się odbywać w naszym mieście. Budując basen, wiele zyskamy, nic nie stracimy. Hasło „Od przedszkola do seniora” wybraliśmy do naszego projektu, gdyż odzwierciedla cel naszych działań, czyli propagowanie aktywności fizycznej w każdym wieku. Czy to młody, czy to stary, Dziś opadną Wam kopary. Swą kondycję poprawiamy I na basen zasuwamy. Każdą chwilę jaką mamy Na basenie ją spędzamy. Mowa o pływalni- rzecz jasna, Którą mamy w centrum miasta. Kraulem ,żabką dziś pływamy I przyjaciół więcej mamy. Bo jak głosi nasze motto: "Od przedszkola do seniora” Każda woda zdrowia doda. Uczniowie: Sebastian Rybnik, Michał Ozorowski, Sebastian Siemiński, Ida Machnacz, Klaudia Siemińska, Patryk Woronko, Urszula Sieńko. Opiekun Dorota Wilanowska www.google.pl/imgres ANEGDOTY O SŁAWNYCH LUDZIACH
HUMOR Z ZESZYTÓW SZKOLNYCH


Jan Kochanowski pisał pod lipą, gdzie mieszkał. Już Rej pisał po polsku, ale dopiero Kochanowski pokazał, jaki ma język. Kochanowski czcił piękno kobiet i ludzi. Kochanowski starał się uderzyć w najczulsze miejsca szlachcica. Ojciec spożywał ciężkie bóle po stracie córki. Treny to utwór literacki chwalący Urszulkę za to, że umarła. We fraszce „Na lipę” jakieś zwierzątka wyrabiają miód. Konopnicka bardzo tęskniła za chłopami. Konopnicka żyła od urodzenia aż po śmierć. Maria Konopnicka przez całe życie chodziła ze łzą w oku. Konopnicka była czuła na dole. Król Henryk VIII zaproponował jednemu ze swych dworzan stanowisko ambasadora przy dworze króla Francji – Franciszka I. Wyczuwając obawy kandydata, zapowiedział: Nie bój się, jeśli coś ci się stanie, zetnę głowy dwunastu Francuzom. Obawiam się jednak, Najjaśniejszy Panie, że żadna z nich nie będzie pasowała do mojej szyi –odparł dyplomata. PO ROZUM DO GŁOWY a Palindrom to wyraz lub zdanie brzmiące tak samo przy czytaniu z lewej strony do prawej, jak i odwrotnie. Oto przykłady zdań - palindromów: Kobyła ma mały bok. Ma tarapaty ta para tam. Wół utył i ma miły tułów. Marzena pokazała Zakopane z ram. Może potrafisz podać przykłady wyrazów, które są palindromami? POZDROWIENIA



Pozdrowienia dla księdza Marka od ministra z III d.  Pozdrowienia dla Daniela i Damiana z I A od Kornelii z koła języka angielskiego. Pozdro dla Judytki od Klaudusi. Pozdrowienia dla Kingi Kundziewicz od IIIe.  Pozdro dla Gabi, Isi, Domki, Adaśka i wszystkich moich krejzoli od Klaudii. Pozdrowienia dla Pauli, Dorota i Gabrysi z III e.  Pozdrowienia dla Maryny z III E.  Całuśne pozdrowienia dla kochanej Yulii. Najlepsze pozdrowienia dla całej klasy IIId.  Szczęścia na nowej drodze życia dla Burzy. Pozdro dla Rybci naszej Kochanej. Pozdrowienia dla Jogurta! Serdeczne pozdrowienia dla księdza Marka Kanclerza od ministrów. Pozdrawiam całą III E i Sandrę, i Nelę, i Paulę -  Laura. Pozdrowienia dla koszykarek i Pani Sylwii od Orki. Pozdrowienia dla zwierza bez szyi, pozdrowienia dla całej III E – Orka. Dla naszej kochanej redaktor naczelnej - sto lat od jej przyjaciół. Dla Dominiki S. z IId od Gosi W. z Ib.



Nasza redakcja



Redaktor naczelny Dominika Chmielewska Zastępca redaktora Klaudia Ambrożewicz Grafik Daniel Matejczyk Korektor Sylwia Rutkowska Dziennikarze: Adam Kozłowski Zuzanna Oszmian Luiza Radziszewska Michał Ostrowski Patrycja Kryńska Katarzyna Żak Gabriela Siemińska Współpraca: Ula Łysynkiewicz Natalia Siergiejko Gabriela Niewińska Kamila Pietrowcow